Wstęp
Seryjny morderca to postać enigmatyczna, trudna do zrozumienia dla osób
myślących racjonalnie. Od dziesiątków lat zarazem fascynuje nas i przeraża swoimi ohydnymi czynami, tym, jak czyha w cieniu i bez litości
odbiera życie, nie odczuwając ani krzty skruchy z powodu swoich zbrodni.
Z pozoru wydaje się takim samym człowiekiem jak każdy z nas, ale w jego
umyśle kryje się coś, co czyni go niezaprzeczalnie "innym".
Seryjny morderca (lub morderczyni) nie ma świadomości konsekwencji.
Przede wszystkim chce zaspokoić sadystyczne ciągoty, żądzę krwi, i napawać się wyjątkowym uczuciem potęgi, gdy zabawia się w boga. Każdy
seryjny morderca ma własne konkretne powody, by robić to, co robi - a wiele z nich trudno objąć umysłem, jeśli nie mamy tendencji do
psychopatii. To drapieżnicy, mistrzowie sprytu i manipulacji ukryci za
fasadą spokoju i rozważności. Ich osobowości cechują się tym, co
psychiatria określa jako "agresję drapieżną", która sprawia, że ludzie
ci uznają wszystkich innych za istoty niżej w hierarchii, gorsze, co
usprawiedliwiać ma brutalność w stosunku do niczego się
niespodziewających ofiar.
Nawet jeśli rozumiemy jednak podstawowy profil psychopatologiczny
seryjnego mordercy - a może nawet uważamy się za ekspertów w tej
dziedzinie - istnieje wiele spraw, o których przeciętny człowiek nie ma
pojęcia. Do dyspozycji jest jednak cała masa informacji o realiach
zbrodni, w dużej części ukryta w starych aktach, w rozmazanych obrazach
na taśmach z dawnych rozpraw i wreszcie w zakurzonych podręcznikach
kryminologii.
Czy wiesz, że na przestrzeni swojego życia zetkniesz się przelotnie z około 36 mordercami, na przykład mijając ich na ulicy? Czy wiesz, że
Albert Fish, cieszący się ponurą sławą jednego z najbardziej
zdeprawowanych seryjnych morderców wszech czasów, według własnych
deklaracji pożarł ponad setkę dzieci? A czy wiesz, że przesycone
perwersją listy Fisha, w których przyznaje się do zbrodni, są aktualnie
w posiadaniu pewnego sławnego nowojorskiego artysty?
Ta książka eksploruje mroczne zakamarki i wyciąga na światło dzienne
nieznane szczegóły, jakich próżno szukać w innych publikacjach z gatunku
true crime. Pojawią się tu nazwiska, które mogą być wam znane: Ted
Bundy, Ed Gein czy John Wayne Gacy. Przyjrzymy się jednak także sprawom
nieco zapomnianym; potworom, o których świat nie usłyszał, choć ich
zbrodnie nie ustępowały pod względem okrucieństwa wyżej wymienionym.
Porozmawiamy także o sprawach związanych w ten czy inny sposób z seryjnymi mordercami, jak na przykład o osobowości psychopatycznej,
nierozwiązanych zagadkach kryminalnych, morderczych sektach, a nawet
zbrodniach zainspirowanych przez media i sztukę.
Wykonaliśmy żmudną pracę, żeby zaoferować ci zestawienie naprawdę
szokujących faktów, być może należących do najbardziej wstrząsających, o jakich kiedykolwiek przeczytasz; jesteśmy przekonani, że nawet
najbardziej zapaleni pasjonaci true crime dowiedzą się z tej książki
czegoś, o czym jeszcze nie wiedzieli.
Kto był pierwszym w historii seryjnym mordercą?
Wiele źródeł zgadza się co do tego, że pierwszym w historii seryjnym
mordercą był człowiek nazwiskiem H.H. Holmes, profesjonalny oszust,
który w ostatniej dekadzie XIX wieku wybudował w Chicago "morderczy
hotel", służący mu do pozbywania się ofiar. Tak naprawdę jednak możemy
znaleźć przykłady seryjnych mordów znacznie wcześniej.
Najwcześniejszym przypadkiem seryjnego mordercy, jaki zanotowały annały
dziejów, był żyjący na początku XV wieku niejaki Gilles de Rais, rycerz
i dowódca francuskiej armii królewskiej. De Rais, który już jako
nastolatek otrzymał tytuł szlachecki i objął rodowy majątek, nakazywał
swoim generałom uprowadzanie chłopców i dziewcząt w wieku 6-18 lat.
Ofiary sprowadzali do tajnych kwater de Rais, gdzie porwani byli
rozbierani, gwałceni, torturowani i mordowani. Najczęściej de Rais
podcinał im gardła obusiecznym mieczem, czasem ścinał głowy. Następnie
okaleczał zwłoki, wyjmując z nich organy wewnętrzne, które oglądał i podziwiał. Na przestrzeni ponad dekady zamordował co najmniej 40 dzieci
i nastolatków; niektóre źródła twierdzą, że prawdziwa liczba jego ofiar
zbliżyła się do 100.
De Rais pasuje do typowego profilu psychopatologicznego hedonistycznego
mordercy, przejawiającego fantazje dotyczące władzy i mocy, ale
historyczne realia i wysoki status społeczny zdecydowanie odróżniają go
od współczesnych seryjnych morderców, którzy działają samodzielnie i starają się za wszelką cenę zacierać ślady.
Wręcz jako wzorcowy przykład seryjnego mordercy we współczesnym
rozumieniu często określa się grasującego w Londynie Kubę Rozpruwacza. W 1888 roku zaatakował i zamordował na londyńskim East Endzie 5
prostytutek. Zaledwie 4 lata wcześniej, w 1884, w Austin w Teksasie
działał jednak podobny potwór w ludzkiej skórze. Człowiek ten, określany
teraz przydomkiem Servant Girl Annihilator, czyli Morderca służących, w nieco ponad rok odebrał życie co najmniej 8 ofiarom, po czym zniknął w grudniu 1885 roku. Zakradał się nocami do domów młodych Afroamerykanek i masakrował je siekierą, gdy spały. Czasami gwałcił i okaleczał ofiary,
wpychał im też do uszu ostre przedmioty. Nigdy nie udało się go ująć; w owym czasie afroamerykańska część społeczności Austin była
przeświadczona, że używał czarnej magii, aby zapewnić sobie
niewidzialność.
Które państwo ma najwyższy odsetek seryjnych morderców?
Jest jeden kraj, który zdecydowanie wyprzedza inne, jeśli chodzi o liczbę seryjnych morderców per capita - są to Stany Zjednoczone. W latach 1900-2016 w Stanach działało ich co najmniej 3204 - to liczba,
która robi wrażenie, niezależnie od tego, z jakiej perspektywy jej się
przyjrzeć. Drugie miejsce zajmuje Republika Południowej Afryki, która w tym samym przedziale czasowym zarejestrowała na swoim terenie
działalność 167 seryjnych morderców. Oznacza to, że Stany Zjednoczone
miały ponad 19 razy więcej seryjnych morderców niż drugie państwo na
liście.
Dlaczego wszystkie inne kraje bledną w tej niechlubnej statystyce w porównaniu z USA? Czy są jakieś czynniki społeczno-ekonomiczne, które
temu sprzyjają? Cóż, prawda wydaje się niejednoznaczna - być może nie
chodzi wcale o to, że w Stanach "po prostu jest" więcej seryjnych
morderców.
Stany Zjednoczone to jeden z najbardziej zaawansowanych krajów na
świecie pod względem technologii i postępu nauki. Dysponują poza tym
wieloma zintegrowanymi systemami, które pozwalają poszczególnym stanom i miejscowościom się komunikować i efektywnie wymieniać informacje. Być
może zatem nie chodzi o to, że w USA działa więcej seryjnych morderców -
są po prostu skuteczniej wykrywani i łapani.
W mniej rozwiniętych krajach o podobnych rozmiarach, na przykład w Indiach czy Rosji, liczba tego typu przestępców może być podobna jak w USA, ale braki na szczeblu służb bezpieczeństwa powodują, że w statystykach widnieje ich mniej. Trzeba też wspomnieć, że Stany
Zjednoczone to czwarte największe pod względem powierzchni państwo
świata, więc to naturalne, że będzie miało proporcjonalnie więcej
przestępstw niż mniejsze kraje.
Czy wiesz, że...?
USA notuje zarówno najwyższą liczbę zarejestrowanych w aktach
seryjnych morderców, jak i najwyższy współczynnik ich liczby
per
capita (0,99% na 100 000 mieszkańców).
Kalifornia to stan, w którym dochodzi do największej liczby seryjnych
morderstw - od roku 1900 zanotowano ich tam ponad 1700. W latach 70.
XX wieku Kalifornię n azwano nawet "morderczą stolicą świata".
Kanada w latach 1900-2016 zanotowała tylko 106 seryjnych morderców,
mimo że teren tego kraju przekracza o 1,6% powierzchnię Stanów
Zjednoczonych. Współczynnik liczby przestępców
per capita wynosi
0,29% na 100 000 mieszkańców.
Jednym z najniższych współczynników przestępczości na świecie może
poszczycić się Islandia; na wyspie zanotowano tylko jednego seryjnego
mordercę w historii. Był to Axlar-Björn Pétursson, który działał w XVI
wieku.
Filipiny twierdzą, że również na ich terenie pojawił się tylko jeden
seryjny morderca - katolicki ksiądz, który miał w latach 1816-1826
pozbawić życia 57 osób.
Jaką bronią najczęściej posługują się seryjni mordercy?
Wyobrażając sobie klasycznego seryjnego mordercę, zazwyczaj przywołujemy
w myślach zakapturzone postacie czyhające w mrocznych zaułkach i z dłońmi zaciśniętymi na rękojeści połyskującego stalowego ostrza. Chociaż
noże są powszechnie uważane za ulubioną broń seryjnych morderców, w statystykach pojawiają się jednak na zaskakująco niskim trzecim miejscu.
Najczęściej używanym przez seryjnych morderców narzędziem zbrodni jest
pistolet. Może to zaskakiwać, szczególnie że broń palna wydaje się stać
w sprzeczności z tym, co zazwyczaj stara się osiągnąć sprawca, czyli z poczuciem pierwotnej więzi, intymnym doświadczeniem cudzej śmierci.
Pistolet pozwala jednak przestępcy zyskać miażdżącą przewagę nad ofiarą,
nawet jeśli sam ma fizyczne ograniczenia. Mordercy, którzy nie zdołaliby
obezwładnić drugiej osoby gołymi rękami, chętnie sięgają po broń palną,
ponieważ groźba postrzału często wystarczy, żeby uczynić potencjalną
ofiarę całkowicie uległą. Broń palną wybierają także ci mordercy, którzy
chcą zadać śmierć natychmiastowo. Z około 10 tysięcy zarejestrowanych od
roku 1900 przypadków seryjnych morderstw ponad połowę stanowią te z użyciem omawianego narzędzia.
Drugie miejsce wśród najpowszechniejszych metod seryjnych morderców
zajmuje uduszenie przez zadławienie lub zadzierzgnięcie - dokonano tak
22% seryjnych morderstw od 1990 roku. Na trzecim miejscu znajduje się
wspomniane ostre narzędzie - około 15% ofiar zostało zasztyletowanych.
Wymienia się również materiały wybuchowe, utopienie, otrucie, spalenie,
uduszenie na inne sposoby, użycie siekiery lub potrącenie.
Czy wiesz, że...?
Choć zarejestrowano dość liczne pojedyncze przypadki osób używających
dziwnych i nietypowych przedmiotów jako narzędzi zbrodni (w tym
skarpetek, kuchenek mikrofalowych, łopat, nożyczek, pił łańcuchowych,
a nawet klapy sedesowej), większość seryjnych morderców trzyma się
tradycyjnych i sprawdzonych metod: broni palnej, noży, lin, albo
zabija gołymi rękami.
Być może najbardziej nietypową bronią, jakiej użyto w sprawie
wielokrotnego morderstwa, był miecz samurajski, którym w 1999 roku w Chicago niejaki Teodoro Baez pozbawił życia dwie osoby.
Przeprowadzone przez Radford University badanie wykazało, że seryjni
mordercy o wyższym ilorazie inteligencji przedkładają materiały
wybuchowe i trucizny ponad pistolety czy noże.
Seryjni mordercy o niższym ilorazie inteligencji stosują raczej
uderzanie tępym narzędziem lub dźganie ostrym.
Którzy mordercy należeli do grupy hedonistów?
Hedonistyczni seryjni mordercy to tak naprawdę bardzo szeroka kategoria,
którą można podzielić na 3 podgrupy:
motywowani seksualnie - mordują dla satysfakcji seksualnej;
motywowani emocjonalnie - mordują, aby poczuć przypływ adrenaliny;
motywowani zyskiem - mordują dla korzyści materialnych.
Edmund Kemper to doskonały przykład mordercy motywowanego seksualnie. W latach 1972-1973 w okolicy Santa Cruz w Kalifornii zaoferował
podwiezienie w sumie 6 autostopowiczkom. Wszystkie zaatakował, zabił, a ciała poćwiartował. Każde z morderstw zapewniało mu satysfakcję
seksualną - czerpał ją nie tylko z aktu morderstwa, lecz także z okaleczania zwłok. Kemper wyróżniał się zarówno potężną posturą (ma 2
metry i 6 centymetrów wzrostu), jak i wyjątkową inteligencją - jego IQ
wynosi 145. A jednak popełniał morderstwa i dopuszczał się aktów
nekrofilii, okazjonalnie także gwałcił kobiety, gdy jeszcze żyły.
Najsłynniejszy niezidentyfikowany seryjny morderca, jakiego zrodziła
Kalifornia, czyli Zodiak, to z kolei świetny przykład hedonisty
motywowanego emocjami. Rozkoszował się adrenaliną czerpaną z faktu, że
sieje terror na ulicach San Francisco. W latach 70. XX wieku nie tylko
mordował pary, które zjeżdżały do cichych zatoczek, żeby spędzić razem
miłe chwile, ale także wysyłał do prasy i policji paskudne, pełne drwin
listy.
Seryjne morderczynie zazwyczaj kierują się natomiast chęcią zysku -
bardzo niewiele z nich działa pod wpływem pragnienia satysfakcji
seksualnej lub poczucia władzy. Najsłynniejszą przedstawicielką tej
kategorii była najpewniej niejaka Dorothea Puente, właścicielka
pensjonatu w kalifornijskim Sacramento, która odurzała narkotykami i zabijała swoich starszych lokatorów. Następnie odbierała za nich czeki z emeryturą i je spieniężała. Zabiła w sumie 9 osób; skazano ją za 3
morderstwa, gdyż ława przysięgłych nie osiągnęła porozumienia co do
pozostałych. Prasa ochrzciła ją mianem "Gospodyni domu śmierci".
Co ciekawe, historia zna przypadek seryjnego mordercy, który wykazywał
cechy wszystkich 3 podtypów hedonistycznej motywacji. To niesławny
brytyjski internista Harold Shipman, którego uważa się za jednego z najbardziej efektywnych seryjnych morderców czasów współczesnych -
liczbę jego ofiar szacuje się na 250 osób. Shipman czerpał z mordów
zarówno satysfakcję seksualną, jak i dreszcz emocji, a w grę wchodziły
także pieniądze - w jednym przypadku sfałszował nawet testament ofiary,
żeby się w nim znaleźć.