ROZDZIAŁ 8
Ciało pamięta
Dwadzieścia dziewczyn siedziało w sali konferencyjnej i patrzyło na Adę tak, jak patrzy się na sędzię, która za chwilę podyktuje karnego przeciwko twojej drużynie.
Ada znała to spojrzenie. Widziała je na tysiącu twarzy, w setkach hal, od jedenastu lat. Nieufność. Czujność. Ciche przekonanie, że osoba z gwizdkiem jest z definicji przeciwko tobie.
Tyle że te twarze miały po piętnaście lat i siedziały na krzesłach z pluszowymi poduszkami na kolanach.
- Dzień dobry - powiedziała Ada. - Przez najbliższe dwie godziny porozmawiamy o przepisach gry.
Ktoś w ostatnim rzędzie ziewnął. Głośno i ostentacyjnie.
Ada włączyła prezentację. Pierwszy slajd: zasady ogólne. Drugi: gesty sędziowskie. Trzeci: kary progresywne. Mówiła jasno i precyzyjnie, tak jak ćwiczyła przez trzy wieczory przed lustrem w łazience. Dziewczyny notowały. Albo udawały, że notują. Jedna z nich, drobna brunetka w pierwszym rzędzie, rysowała w zeszycie konika.
Po dwudziestu minutach w drugim rzędzie podniosła się ręka.
Wysoka, szczupła dziewczyna z Kalisza, z krótko obciętymi włosami i wyrazem twarzy kogoś, kto od dawna czekał na swoją kolej. Ada zapamiętała jej imię z listy. Maja. Szesnaście lat. Lewa rozgrywająca.
- Tak?
- Czy pani się kiedyś pomyliła? - zapytała Maja.
W sali zrobiło się cicho. Konik w zeszycie przestał rosnąć.
- Każdy sędzia się myli - odparła Ada. - To część tej pracy. Dlatego mamy analizy nagrań, obserwatorów i...
- A w Toruniu?
Cisza zgęstniała. Kilka dziewczyn zerknęło na siebie. Ktoś w ostatnim rzędzie przestał ziewać.
Ada poczuła, jak wszystkie mięśnie jej twarzy układają się w znany kształt. Spokój. Mur. Odpowiedź przygotowana dawno temu.
- Decyzja z meczu w Toruniu została przeanalizowana przez Kolegium Sędziów - powiedziała. - Materiał wideo okazał się niejednoznaczny. Kolegium nie stwierdziło błędu.
Maja kiwnęła głową, powoli. Nie wyglądała na przekonaną. Wyglądała raczej na kogoś, kto dostał dokładnie taką odpowiedź, jakiej się spodziewał, i jest tym rozczarowany.
"Sędzia nie jest ścianą, pani Ado".
Ada spojrzała na kolejny slajd. Kary progresywne. Tabelka. Strzałki. Dwadzieścia twarzy, które za chwilę przestaną słuchać, bo właśnie się dowiedziały, że osoba z gwizdkiem jest dokładnie taka, jak w internecie.
Wyłączyła rzutnik.
- Dobrze - powiedziała. - Zmieniamy plan. Wszystkie na halę.
* * *
Hala była pusta i jasna. Ada podzieliła dziewczyny na trzy grupy. Sześć zawodniczek na boisko, trzy na trzy, na połowie parkietu. Reszta na linie boczne.
- Wy - wskazała na te przy liniach - jesteście sędziami. Każda ma gwizdek. - Rozdała gwizdki z torby, którą Beata dała jej rano z komentarzem "na wszelki wypadek". - Gwiżdżecie to, co widzicie. Nie to, co wam się wydaje. Nie to, co chciałybyście zobaczyć. Tylko to, co widzicie. Jasne?
- A jak się pomylimy? - zapytała drobna brunetka od konika.
- To się pomylicie - odparła Ada. - I wtedy porozmawiamy, dlaczego.
Pierwsze pięć minut było chaosem. Gwizdki odzywały się jednocześnie z trzech stron, każdy w innej sprawie. Zawodniczki na boisku protestowały. Sędzi przy liniach protestowały przeciwko protestom. Maja, która grała w pierwszej szóstce, trzy razy zatrzymała się w pół akcji i rozłożyła ręce w geście, który Ada znała na pamięć z dziesiątek ligowych meczów.
Po dziesięciu minutach zrobiło się ciszej.
Po piętnastu dziewczyny przy liniach zaczęły się przesuwać. Same, bez polecenia. Szły za akcją, zmieniały kąt, pochylały się, żeby lepiej widzieć stopy przy linii. Jedna z nich zagwizdała błąd kroków, a potem, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, sama podniosła rękę i powiedziała: "Nie, przepraszam, jednak nie. Źle widziałam".
Ada zatrzymała grę.
- Dlaczego zmieniłaś decyzję? - zapytała.
Dziewczyna się zaczerwieniła.
- Bo... stałam za nią. Nie widziałam jej nóg. Zgadłam.
- Dobrze - powiedziała Ada. - Bardzo dobrze. Teraz wiesz, dlaczego sędziowie się ruszają. Żeby nie zgadywać.
Maja stała na boisku z rękami opartymi na biodrach. Patrzyła na Adę uważnie.
- A jak ktoś stoi dobrze - odezwała się - i widzi dobrze, a i tak się myli?
Ada spojrzała na nią. Tym razem nie sięgnęła po gotową odpowiedź.
- Wtedy ma problem - przyznała. - Bo nie wie, że się pomylił. Myśli, że widział. A potem ogląda nagranie i nie jest już pewny, co widział. I nie ma nikogo, kto mógłby mu to rozstrzygnąć.
W hali zrobiło się bardzo cicho.
Maja przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. Potem kiwnęła głową, inaczej niż w sali konferencyjnej. Jakby tym razem dostała odpowiedź.
- Gramy dalej - powiedziała Ada.
* * *
Stało się w dwudziestej minucie ćwiczenia.
Maja rzuciła z drugiej linii, mocno, trochę za wysoko. Piłka minęła bramkę i poleciała dalej, prosto w stronę linii bocznej, gdzie stała drobna brunetka od konika.
Ada zobaczyła to w zwolnionym tempie. Piłka nie była groźna. Leciała półtora metra nad głową dziewczyny, łukiem, i miała uderzyć w ścianę daleko za nią.
Ale dziewczyna tego nie zobaczyła.
Zobaczyła tylko piłkę lecącą w jej stronę.
Zamarła. Zacisnęła oczy. Zasłoniła twarz oboma przedramionami i skuliła się, jakby ktoś rzucił w nią kamieniem. Piłka przeleciała wysoko nad nią i odbiła się od ściany z głuchym łomotem.
Dziewczyna nie wstała.
Siedziała w kucki, z rękami na twarzy, i trzęsła się. Najpierw cicho. Potem coraz mocniej. Potem Ada usłyszała szloch, zduszony, taki, jakim płacze ktoś, kto bardzo nie chce, żeby inni słyszeli.
Na hali zapadła cisza. Maja stała na środku boiska z przerażoną miną.
- Ja nie... - zaczęła. - Ja nie celowałam...
- Wiem - powiedziała Ada. - Nic się nie stało. Grajcie dalej. Maja, prowadzisz. Sędziny przy liniach, zmiana co pięć minut.
Podeszła do dziewczyny.
Ta już się podnosiła. Szybko, niezgrabnie, z twarzą czerwoną i mokrą. Zanim Ada zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna wyminęła ją i wybiegła z hali, w stronę korytarza z szatniami.
Ada poszła za nią.
* * *
Znalazła ją w pustej szatni na końcu korytarza, na podłodze, w kącie między ławką a ścianą, z kolanami przyciśniętymi do piersi.
Nikola. Ada przypomniała sobie imię z listy. Piętnaście lat. Prawoskrzydłowa. Klub z Bielska. Przy nazwisku Beata dopisała długopisem jedno słowo: "uwaga".
Ada stanęła w drzwiach. Nie weszła od razu. Pozwoliła dziewczynie zobaczyć, kto przyszedł.
- Mogę? - zapytała.
Nikola nie odpowiedziała. Wzruszyła ramionami, z twarzą wciąż ukrytą w kolanach.
Ada weszła. Zawahała się przy ławce. Potem zrobiła coś, czego nie robiła od lat: usiadła na podłodze.
Kolano zaprotestowało. Ada zignorowała je, wyprostowała lewą nogę przed sobą, prawą podciągnęła i oparła się plecami o ścianę, pół metra od Nikoli. Nie bliżej. Tyle, żeby było jasne, że jest obok, ale niczego nie wymaga.
Przez długą chwilę żadna z nich się nie odzywała. Z hali dobiegały przytłumione gwizdki i piski butów o parkiet.
- Przepraszam - odezwała się wreszcie Nikola, nie podnosząc głowy. Głos miała ochrypły. - Zepsułam pani zajęcia.
- Nic nie zepsułaś.
- Wszystkie widziały. - Nikola pociągnęła nosem. - Teraz będą się śmiać.
- Nie sądzę.
- Będą. U nas w klubie się śmieją. Trener mówi, że mam przestać się mazać, bo to tylko piłka.
Ada milczała. Czekała.
Nikola podniosła głowę. Oczy miała zaczerwienione, a na nosie, Ada dopiero teraz to zauważyła, była delikatna, nierówna linia. Ślad po czymś, co kiedyś było złamane.
- W zeszłym sezonie dostałam piłką w twarz - powiedziała Nikola cicho. - Na meczu. Z bliska. Złamała mi nos. Było dużo krwi. Wszyscy krzyczeli. - Przełknęła ślinę. - Od tamtej pory, jak piłka leci w moją stronę, to ja... zamykam oczy. Nie chcę. Po prostu zamykam. I się kulę. Jak dziecko. Nawet jak piłka leci obok. Nawet jak wiem, że leci obok.
- Twoje ciało pamięta - powiedziała Ada.
Nikola spojrzała na nią zaskoczona.
- Co?