Rozdział drugi
Przytomność wracała do niej powoli wraz z przejmującym uczuciem niewygody. Nie do końca jeszcze świadoma, spróbowała poruszać zesztywniałym karkiem. Coś boleśnie wpijało jej się w lędźwie, a dłonie były jakieś obce, jakby nie jej. Chciała otworzyć oczy, jednak nic się nie wydarzyło. Szarpnęła się, próbując dotknąć twarzy, sprawdzić, czy ma jeszcze gałki oczne, ale jedyne, co udało jej się osiągnąć, to bolesny ucisk na nadgarstkach. Krew uderzyła jej do głowy i to chyba był ten moment, w którym przyszło zrozumienie. Powoli zaczęły pojawiać się wspomnienia ostatnich chwil. Morderstwo na moście, jej bieg, mężczyzna o usposobieniu szatana, bezdomny. Przeraźliwe zimno dotknęło całego jej ciała, chociaż nie był to efekt faktycznego chłodu panującego w pomieszczeniu, bo sądziła, że znajduje się w jakimś pokoju. Świadczyło o tym nieruchome powietrze, ciepło i po prostu zapach domu. Dotarło do niej, że musi siedzieć przywiązana do czegoś niewygodnego, prawdopodobnie drewnianego krzesła. Nie potrafiła ruszyć rękoma, ponieważ zostały przymocowane liną do podłokietników, a na oczy nie widziała z powodu jakiegoś materiału okalającego górną połowę jej twarzy. Co ciekawe, albo raczej przerażające, ust nie miała zakneblowanych. Widocznie wywiózł ją gdzieś na totalne zadupie i wiedział, że nawet opętańcze wrzaski i tak nie ściągną tu żadnej pomocy.
Klara szarpnęła się jeszcze kilka razy, próbując za wszelką cenę się uwolnić, ale jedyne, co osiągnęła, to otarcia skóry od trzymających ją lin. Dookoła panowała przemożna cisza zakłócana tylko szelestem rozłożonego na podłodze plastiku, gdy dziewczyna rzucała się na krześle. Zamarła na chwilę i bardzo powoli przesunęła stopą w prawo, a następnie w lewo, ponownie wywołując szelest tego, co znajdowało się na ziemi.
Jęknęła i zapłakała. Skoro na podłodze była folia, to znaczy, że nie chciał sobie pobrudzić pomieszczenia jej krwią, kiedy będzie powoli obcinał każdą kończynę, robiąc z niej kadłubek. Głowa opadła jej na pierś, a bolący podbródek i szyja jeszcze pogorszyły samopoczucie.
Maksymilian obserwował dziewczynę dzięki kamerze, którą zostawił w pokoju. Zaśmiał się cicho, gdy zauważył reakcję Małej na folię. Nie była taka głupia, jak się mogło wydawać. Niech trochę jeszcze poczeka, zanim on do niej pójdzie. Musi popływać w soku swojego przerażenia, żeby jego część pracy była łatwiejsza.
Wrócił do przeglądania telefonu dziewczyny, który odblokował za pomocą jej własnego palca. Te nowoczesne zabezpieczenia są do niczego - wystarczy czyjś odcisk i cała skrywana przed światem tajemnica otwiera swoje wrota. Wiadomości SMS, portale społecznościowe, e-maile, zdjęcia - wszystko to miał na wyciągnięcie ręki, mogąc wykreować sobie dokładny obraz osoby, która została jego więźniem. Mała skończyła studia na kierunku informatyka, a później zrobiła też magisterkę z bezpieczeństwa w sieci. Pracowała jako programistka niedaleko miejsca ich spotkania, musiała więc sumiennie wykonywać obowiązki po godzinach, w dodatku mieszkała również niedaleko, czego dowiedział się z adresu wpisanego w jeden z serwisów aukcyjnych. Pewnie wracała do domu i miała cholernie dużego pecha. Niedługo powinna pojawić się w pracy, ale to zaraz załatwi wiadomość wysłana z jej służbowego e-maila.
Facebook dziewczyny świecił wręcz pustkami. Miała prawie dwustu znajomych, jednak - jak już się przekonał po jej wiadomościach - praktycznie z nikim nie utrzymywała głębszych relacji. Pewnie miną tygodnie, zanim ktokolwiek zauważy jej nieobecność. Była singielką, obserwowała strony wydawnictw, biur podróży, szkół tańca i jakiejś pralni. Żadnych głupawych grup zarzucających ludzi treścią pełną spamu. Nie brała udziału w żałosnych rozdaniach telefonów z jabłkiem, śmiała się z antyszczepionkowców i płaskoziemców, walczyła o wolność wyboru w kwestiach aborcji. O dziwo była w miarę rozsądnym użytkownikiem internetu, chociaż czemu miałby się dziwić? W końcu pracowała w IT.
Mógł trafić dużo gorzej, a tak przynajmniej część problemów rozwiąże się sama. Rzucił jej telefon na biurko, przy którym siedział, i sięgnął do portfela dziewczyny. Dwie karty kredytowe, prawo jazdy, karnet do szkoły tańca i, co ciekawe, karta do biblioteki. Wydawała się inteligentna, nie to co te udające żywą istotę krzyżówki człowieka z mandrylem.
Wyjął jej dowód osobisty i wpatrywał się przez chwilę w znajdujące się tam zdjęcie. Była ładną kobietą o raczej śródziemnomorskim typie urody. Kręcone, ciemne włosy, ciemne oczy, prawie symetryczna twarz. Wielu mężczyzn zapewne uznałoby ją za atrakcyjną. Jemu nie robiło to różnicy. Na razie miała status problemu, który należało jak najszybciej rozwiązać.
- Klaro Anno Andrzejewska, powiedz mi, jak bardzo silną kobietą jesteś... - powiedział do siebie, po czym wychylił ostatni łyk whisky, odstawił szklankę z głuchym trzaskiem na blat biurka i zerknął ponownie na ekran monitora.
* * *
Klara usłyszała chrobot przekręcanego w zamku klucza. Poderwała głowę niczym spłoszony królik i próbowała wsłuchać się w każdy, nawet najmniejszy dźwięk. Nie widziała osoby, która weszła do środka, jednak była pewna, że to ten sam mężczyzna. Zamknął za sobą drzwi, podszedł gdzieś w swoją prawą stronę i zaczął przyciągać coś w jej kierunku. Cichutki szmer plastikowych kółek wzmocniony szelestem folii działał jej na nerwy. Choć tak bardzo chciała zachować swoją dziwnie pojmowaną godność, pękła pierwsza.
- Czego ode mnie chcesz?! Przecież nic ci nie zrobiłam, do cholery! - wrzasnęła, próbując zrozumieć, co dzieje się obok niej.
Maks stanął z jej lewej strony, uśmiechając się pobłażliwie, jakby patrzył na dziecko pytające, czym jest kot. Zerknął na mały metalowy stolik, który przyciągnął za sobą. Ludzie różnie reagują na sytuacje stresowe i różnie podchodzą do tortur fizycznych czy też psychicznych. Strach siedzi w głowie, nie w sercu. Wystarczy kogoś dobrze przygotować, żeby wyśpiewał wszystko i robił dokładnie to, co chcemy, bez zadawania mu żadnego bólu. To dlatego zasłonił jej oczy. Głowa podsuwała jej teraz masę różnych scenariuszy, jeden bardziej przerażający od drugiego, a jedyne przecież, co na razie zrobił, to wszedł do środka.
Sięgnął dłońmi do jej włosów, zbierając je powoli w kucyk. Musiała o nie dbać, ponieważ były bardzo miękkie, przyjemne. Roztaczały delikatny zapach kokosa. Każdy jego ruch był prawie jak namaszczenie chorego, wyważony i lekki niczym ruch skrzydeł motyla. Nie znał jej dobrze, ale miał wrażenie, że ta pozorna delikatność bardziej na nią zadziała niż krzyki. Musiał się dowiedzieć, z jakiej gliny jest ulepiona, i lepiej dla niej, żeby był w stanie zaakceptować uzyskane informacje.
Dotyk obcych rąk zawsze budził w niej sprzeciw, a teraz odbił się od jej żołądka niczym piłka tenisowa. Próbowała się szarpnąć, ale on trzymał ją mocno, formując mały węzeł z włosów zaraz nad jej karkiem.
- Puść mnie! Przecież... przecież ci w żaden sposób nie zagrażam! - Choć znów krzyknęła, coraz mniej wierzyła w wypowiadane przez siebie słowa.
Maks sięgnął po leżącą na stoliku gumkę i związał misternie wykonany koczek. Nachylił się nad jej uchem, przejeżdżając palcem po szalejącej w rytm uderzeń serca tętnicy.
- Jeżeli będziesz mnie denerwować, to cię zaknebluję. - Jego głos na pograniczu szeptu wywoływał u niej mdłości. Nawet jeżeli krzyk mógłby zwrócić czyjąś uwagę, w co nie wierzyła, nie chciała zostać zakneblowana. Dlatego zagryzła zęby i czekała na to, co zrobi ten psychopata.
Maks za to dał jej chwilę, żeby przetrawiła sens jego słów. Z pewnym ukontentowaniem zauważył u niej próbę opanowania paniki. Czyli czas działać dalej. Wziął płyn antyseptyczny i rozpylił jego odrobinę na mały wacik. Klara poruszyła się niespokojnie, kiedy poczuła znany, nieprzyjemny zapach, zamiast jednak wypowiadać puste słowa, sapnęła, choć zapach drażnił jej nozdrza bardziej, niż chciała to przyznać. Z zastanowienia wyrwała ją chłodna wilgoć, która pojawiła się mniej więcej w połowie odległości między uchem a karkiem po lewej stronie. Nie potrafiła się ruszyć, ledwo nawet mogła oddychać, a kropla potu spłynęła po jej skroni. Ludzkie emocje są niezwykle ciekawe: z jednej strony chcesz uciekać, z drugiej - po chwili nie jesteś w stanie nawet mrugnąć.
On za to odłożył wacik i sięgnął po łyżkę, którą wcześniej trzymał w zamrażarce. Przyłożył ją do tego samego miejsca, co wcześniej, i pokręcił głową na próbę szarpnięcia się dziewczyny. To tylko pokazuje siłę umysłu. Nie wie, co się dzieje, i boi się bardziej, niż powinna. Gdyby ktoś próbował wydobyć z niej informację, szybko by pękła. To zdecydowanie jej duży minus, chociaż może zdołam nauczyć ją odróżniać realizm sytuacji od wytworu wyobraźni?
Trzymał na jej skórze przez dłuższą chwilę coś cholernie zimnego, aż zaczęło jej to nie tyle sprawiać dyskomfort, co wręcz ból. Musiał to być metalowy przedmiot, bo usłyszała brzęk tego czegoś, kiedy odrzucił narzędzie na stolik. Jedną ręką dość brutalnie złapał ją za głowę i przechylił na prawo, idealnie odsłaniając lewą część jej szyi. Próby oswobodzenia się nic nie dały. Trzymał cholernie mocno, tak samo jak lina, którą była przywiązana do krzesła. Drugą dłoń oparł na jej ramieniu i przytknął coś do jej skóry. Przez to schłodzenie, nie do końca wiedziała, co czuje ani co czuć powinna - ważne, że bardzo powoli, prawie boleśnie powoli, zaczął coś wbijać w skórę jej szyi. Z ust dziewczyny wydobył się jęk, a mężczyzna tylko mocniej przytrzymał jej głowę, wciąż wbijając coś ostrego w młode ciało.
Kiedy Maks spojrzał na jej twarz, zauważył, że miejscami opaska, którą miała zawiązane oczy, ma intensywniejszy odcień czerni. Płakała. To tylko upewniło go w tym, że dobrze wykonuje swoją robotę. Cofnął w końcu lewą dłoń, wciąż jednak trzymając głowę Klary, i ponownie nachylił się do jej ucha.
- Masz wbitą w szyję długą igłę. Jeżeli ruszysz głową, umrzesz. Jeżeli zostanie w twoim ciele dłużej jak sześć minut, zostaniesz sparaliżowana. Zadam ci kilka pytań, a jeżeli odpowiedzi mnie usatysfakcjonują, wyjmę ją. - Maks bez ostrzeżenia puścił jej głowę, jednak Klara dalej trzymała ją w tej samej pozycji, próbując przetrawić to, co właśnie usłyszała. Morderca uśmiechnął się krzywo i stanął naprzeciwko niej. Nie miał zielonego pojęcia, czy to, co powiedział, było prawdą. Miał jednak pewność, że ona również nie wiedziała. Grunt to opierać się na strachu, a nie na bólu, który tylko otumania. Świadomość końca daje lepszą możliwość współpracy.
- Co tam widziałaś? - zapytał, ale odpowiedziała mu tylko głucha cisza. Patrzył, jak dziewczyna gorączkowo próbuje wymyślić jak najlepszą odpowiedź. Problem tylko w tym, że on nie chciał bajek. - Ja mam czas, Mała. Ty nie.
Odetchnęła trzy razy dość urywanie, dalej trzymając przechyloną na bok głowę.
- Wi... widziałam, jak... jak wrzuciłeś do rzeki jakiegoś faceta.
A potem zabiłeś drugiego, niewinnego człowieka - dodała w myślach.
- Co tam robiłaś?
Zacisnęła dłonie na poręczy krzesła, słysząc kolejne pytanie wypływające z jego ust. Ile czasu jej jeszcze zostało? Igła wbita w szyję zaczynała boleśnie dawać się we znaki, a zapach środka antyseptycznego, choć na pewno już dawno powinien przeminąć, wciąż potrafiła wyczuć. Tak samo jak jego leśny zapach. Już nigdy nie polubi przyrody. O ile w ogóle przeżyje.
- Wracałam do domu... ja... musiałam zostać dłużej... w-w pracy - wydukała, a on pokiwał głową na jej odpowiedź, choć nie mogła tego zauważyć.
- Pójdziesz opowiedzieć o wszystkim policji?
- Nie! Nie chcę... - Urwała. Poczuła, że jeszcze bardziej zbliżył się do niej. Ukucnął, opierając swoje dłonie na jej kolanach, które musiała podczas upadku zedrzeć, ponieważ ją zapiekły.
- Czego nie chcesz, Mała?
Kiedy był tak blisko, traciła zdolność jasnego myślenia. Wstrząsnął nią dreszcz, a on wciąż jej dotykał.
- Nie chcę kłopotów... - wyszeptała.
Wyciągnął dłoń i bardzo delikatnie pogładził ją po policzku. Chciała się odsunąć, szarpnąć głową, ale wiedziała, że tego akurat zrobić nie może. Zacisnęła tylko usta w grymasie niezadowolenia, co u Maksa wywołało uśmiech satysfakcji. Nie jest aż tak płaska emocjonalnie jak inni. Oprócz strachu jest zdolna również do złości.
Przesunął dłonią wyżej i jednym ruchem ściągnął opaskę z jej oczu, tym samym upewniając się, że musiała płakać. Makijaż nieco się rozmazał, a oczy były zaczerwienione. Zamrugała kilka razy i skupiła na nim swój wzrok. Efekt, jaki wywarł na niej na moście, wcale się nie zmienił. Może nie wyglądał jak skazaniec, ale biło od niego coś takiego, że jeżeli spotkałaby go na ulicy, od razu przeszłaby na drugą stronę. Miał gęste, czarne włosy i równie czarne brwi. Jego nos nie był ani duży, ani mały, choć odrobinę zakrzywiony ku dołowi. Może kiedyś go złamał? Gdyby nie jego twardy, nieznający sprzeciwu wyraz oczu, można byłoby go uznać za w miarę przystojnego. Na jego prawym policzku, od stawu skroniowo-żuchwowego do samych ust, biegła cieniutka, jasna blizna, która, gdy był dobrze ogolony, za mocno nie rzucała się w oczy. Niebezpieczny człowiek.
Po chwili Klara westchnęła głęboko, a Maks znów przemówił:
- Chcesz mi powiedzieć, że nic nie obchodzi cię śmierć tamtego mężczyzny? Jesteś aż tak wyrachowana czy może brak w tobie poczucia moralności i emocji?
Te słowa zabolały. Mocno. Poczuła je w głębi swojego serca, może nawet duszy. Pochłonięta ucieczką i tym, że została porwana, kompletnie zapomniała o tamtym człowieku. Kim był? Czy miał rodzinę? Dlaczego musiał umrzeć? A co z tym bezdomnym, który chciał ją uratować? Przecież też miał życie i miał do niego prawo... Te wszystkie wątpliwości i świadomość swojego postępowania można było wyczytać w jej oczach.
Maks tylko uśmiechnął się, jak zawsze, jednym kącikiem ust. Ludzie tak krzyczą, walczą o sprawiedliwość, a gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że egoizm jest w nich o wiele silniejszy niż jakiekolwiek zasady moralne, które tak dumnie nosili na ustach.
Z zaciekawieniem jednak zauważył lekką zmianę w jej mimice.
- Nie obchodzi mnie. On... on już nie żyje... oni już nie żyją. Ja... jeszcze tak... - Każde słowo wypowiadała ciszej, by na samym końcu zacisnąć szczękę z całej siły, jakby bojąc się ich sensu. Przez chwilę miała wrażenie, że zobaczyła cień uznania w oczach swojego oprawcy. Przyglądał jej się intensywnie, jakby czekając, czy wyleje się z niej potok wyjaśnień i usprawiedliwień. Nic takiego jednak się nie stało. Bardzo powoli wstał i krok za krokiem przeszedł za jej plecy. Namacalna panika wróciła do jej ciała. Nie miała zielonego pojęcia, czy jej słowa przekonały tego kolesia do czegokolwiek, czy może sprawiły, że wydała na siebie wyrok.
On ponownie przytrzymał jej głowę swoją ręką i czekał przez chwilę. Zagryzła zęby na wardze, aż maleńka kropla krwi pojawiła się na jej brzegu, ale nie powiedziała ani słowa, co wywołało u niego jeszcze większą dozę satysfakcji. W końcu trafił mu się ktoś ciekawy, z kim może będzie mógł pracować i ulepić go na swoją modłę.
Sięgnął do pozostawionej w szyi igły i powoli ją wyciągnął. Dziewczyna skrzywiła się, ale wciąż nie pisnęła nawet słówka. Maks nachylił się nad jej uchem i trącił je nosem niczym niespełniony kochanek, wywołując w niej tylko dreszcz obrzydzenia.
- Kupiłaś sobie kilka godzin życia, Mała.
Odsunął się, przesunął stolik z powrotem pod jedną ze ścian i bez słowa wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi i zostawiając ją z masą niewypowiedzianych pytań.
* * *
Kilka głębszych oddechów pozwoliło jej opanować zbliżający się atak paniki. Cokolwiek miało się wydarzyć, musiała za wszelką cenę zachować trzeźwy umysł.
Rozejrzała się dookoła, mając nadzieję, że uda jej się odnaleźć cokolwiek, co pomogłoby jej w ucieczce, ale z każdą chwilą nadzieja ta opadała jak popiół z komina.
Pokój, w którym zapewne przyjdzie jej dokonać żywota, miał na oko jakieś dziesięć metrów kwadratowych i ewidentnie był przeznaczony do remontu. Nie było tu żadnych mebli ani ozdób, ściany i podłoga zostały zafoliowane, a okna dodatkowo zasłonięto dyktą. Jedynie z boku stał ten metalowy stolik na kółkach, na którym leżały wszystkie użyte na niej rzeczy, wyłączając igłę i łyżkę. Zapewne musiał zabrać je ze sobą.
- Kurwa jego jebana mać! - wrzasnęła z całych sił i szarpnęła się wściekle. Więzy na rękach ponownie boleśnie wbiły się w jej ciało i zostawiły na nim głębsze otarcia. Przynajmniej jak ją zabije, zostaną ślady dla policji, o ile oczywiście ktokolwiek ją kiedykolwiek odnajdzie. Zresztą... Ją odnajdzie? JĄ?! Jej już nie będzie! Zostanie tylko skórzany worek wypełniony breją i kośćmi!
Ponownie poczuła serce tłukące się w piersi, zawroty głowy i ucisk w żołądku. Kolejny głęboki oddech wcale nie pomógł, tylko coraz mocniej zaciskał na jej organach niewidzialną obręcz. Uspokoiła się dopiero po dłuższym czasie, chociaż czas tutaj również był względny. Nie miała swojego zegarka. Widocznie musiał go zdjąć z jej ręki. Kiedy dotknęła uchem ramienia, poczuła, że zabrał jej również kolczyki. Nie miała kompletnie żadnej broni, nie licząc swoich zębów. Mogłaby spróbować przegryźć więzy, ale prędzej czy później zauważy jej próby.
Światełko kamery migało wściekle, nieczułe na jej cierpienie.
Dopiero po jakimś dłuższym czasie ponownie usłyszała, jak ktoś naciska klamkę, a w otwartych drzwiach stanął nie kto inny jak Psychopata. Najpierw wniósł do środka krzesło, a po chwili pojawił się z tacą w rękach. Już zaczynało robić się jej niedobrze, gdy zobaczyła, że przyniósł na niej jedzenie, a nie narzędzia tortur.
Czyli miał zamiar trzymać ją tu dużo, dużo dłużej, niż sądziła.
Maks spojrzał na jej minę wyrażającą ewidentną konsternację i uśmiechnął się w myślach. Mała dobrze wiedziała, co wiąże się z próbą nakarmienia jej. Przeżyje dłużej, ale jakim kosztem?
Usiadł naprzeciwko niej i bez słowa nabrał na widelec trochę makaronu z sosem pomidorowym i mielonym mięsem. Podsunął jej jedzenie pod nos, ona jednak spojrzała na niego, marszcząc brwi. Rozchyliła usta, chcąc coś powiedzieć, jednak Maks w tym samym momencie wepchnął jej jedzenie do buzi jak małemu dziecku. Już chciała wypluć mu to prosto w twarz, kiedy pokręcił głową.
- Jak będziesz marudzić, nie dostaniesz nic przez najbliższe pięć dni. Uwierz mi, że to równie dobra tortura, co wbijanie igieł w różne części ciała - powiedział jak zawsze cichym, acz stanowczym głosem.
Przyglądał się jej uważnie, gdy przez dłuższy czas trzymała jedzenie w buzi. Ewidentnie próbowała przeanalizować, co jej się bardziej opłacało. Nie wiedział, czy w końcu wygrał u niej strach, czy może logika, jednak przeżuła makaron i go połknęła.
- Grzeczna dziewczynka. - Poklepał ją po głowie, a Klara odsunęła się z obrzydzeniem. Bez wątpienia był psychiczny. Szkoda tylko, że tak mało uważała na zajęciach z psychologii. Może by jej coś pomogły?
Psychopata, nie zrażając się jednak, karmił ją dalej, co jakiś kęs dając do popicia trochę wody. Kiedy zniknęła połowa zawartości talerza, a dziewczyna pokręciła głową na kolejny widelec zmierzający w jej stronę, w końcu dał jej spokój. Wyniósł krzesło i tacę, by po chwili wrócić z nożem w dłoni. Przymknęła na chwilę oczy. Coraz silniej odczuwała rozdrażnienie zamiast strachu.
- Czego ty ode mnie chcesz, co? - zapytała, wypluwając z siebie każde słowo.
Podszedł do niej i oparł się o poręcze krzesła, patrząc jej prosto w oczy. Niewątpliwie próbował wywrzeć na niej presję. Zapach lasu powrócił do jej nozdrzy.
- Dopóki jesteś zabawna, żyjesz. Jak się tobą znudzę, umrzesz. Teraz cię rozwiążę i pójdziesz do łazienki. Będziesz miała dokładnie pięć minut. Po tym czasie wchodzę do środka i wyciągam cię z niej bez względu na to, w trakcie czego będziesz. Zrozumiałaś?
Patrzyła na niego przez chwilę z niechęcią, z której on albo nie zdawał sobie sprawy, albo miał ją gdzieś. Na wspomnienie łazienki jej pęcherz zaczął boleśnie dawać o sobie znać. Skinęła więc głową, czując, że po raz kolejny przegrywa ze swoim ciałem. On za to przeciął jej więzy i zanim zdążyła poruszyć zdrętwiałymi kończynami, zamienił nóż na pistolet, który miał wetknięty z tyłu za pasek spodni. Wycelował w jej głowę.
- Nie kombinuj, Mała, bo z dziurą w głowie za długo nie pożyjesz. - Dłoń nawet mu nie drgnęła, gdy trzymał broń. Klara nie zwróciła na niego specjalnej uwagi. Każdy mięsień w jej ciele palił teraz żywym ogniem. Próbowała się powoli rozruszać, jednak z marnym skutkiem. Psychopata jej nie pomógł. Stał, celował w nią i czekał.
Dobre kilka minut zajęło jej pozbieranie się, a kolejne zmarnowała na dotarcie do łazienki. Nawet nie zwróciła uwagi na wystrój domu, kiedy tak przemierzała korytarz. Chciało jej się płakać na samą myśl o tym, że ponownie przywiąże ją do krzesła. Nie trzeba specjalnie szukać narzędzi tortur. Wystarczy cierpliwość.
Pozwolił jej zamknąć drzwi od łazienki, dając ułudę prywatności. Stał zaraz za nimi i czekał, zapewne z zegarkiem w ręku. Rozejrzała się po małym pomieszczeniu. Jedyne, co się w nim znajdowało, to toaleta, umywalka i pralka. Zabrał wszystko. Po lustrze zostały tylko dziury w ścianach i sterczące kable. Ba! Nawet szczotki do toalety nie było... Żadnej, nawet najmniejszej rzeczy, która mogłaby posłużyć jako broń.
Załamana usiadła na toalecie, korzystając z danych jej pięciu minut. Napięcie powróciło do całego ciała, a myśli biegły swoim nieznanym rytmem. Nie widziała nigdzie nawet cienia nadziei. Szybko pokręciła głową, żeby odsunąć od siebie panikę, zrobiła, co musiała, i najciszej, jak potrafiła, zaczęła przeglądać każdy kąt łazienki. Zajrzała do pralki, pod nią, za nią. Przesunęła palcami po każdej płytce, jakby szukając ukrytego przejścia, jednak nic się nie wydarzyło. W końcu usiadła na podłodze, a głowę oparła o umywalkę. Miała już zacząć tłuc swoim durnym łbem o jej kant, gdy coś przykuło jej wzrok. Jedna z płytek pod ścianą była jakby wybrzuszona. Zaciekawiona wyciągnęła dłoń i dotknęła tego miejsca. Po chwili manipulacji udało jej się na tyle poruszyć płytką, że jej fragment, już wcześniej naruszony, po prostu się odłamał. Pod spodem biegła rura odpływowa, która za słabo schowana w posadzkę podłogi tworzyła nierówność niesprzyjającą żywotności przyklejonej tam płytki. Zdobyty fragment nie był duży, miał może wielkość kciuka. Popatrzyła na jego postrzępione brzegi i podjęła decyzję. Odkręciła wodę i zaczęła myć swój mały, odnaleziony skarb, nie wiedząc, ile czasu z tych pięciu minut jej jeszcze zostało. Nie mając specjalnego wyboru, bardzo ostrożnie włożyła go do buzi. Jeżeli zostawiłaby go w dłoni, Psychopata zauważyłby płytkę, kiedy będzie ją przywiązywał do krzesła. Jak schowa odłamek do kieszeni w spodniach, nic jej to nie da, jeżeli ponownie jej ręce zostaną przywiązane do podłokietników.
Kończyła wycierać dłonie, gdy bez ostrzeżenia otworzył drzwi i wyciągnął ją za kark na korytarz. Zaprowadził Klarę do jej prywatnego więzienia i znowu przywiązał do krzesła, choć tym razem nieco delikatniej. Przyglądał jej się przez chwilę, aż w końcu to ona pierwsza odwróciła wzrok. Uśmiechnął się na ten gest wygranej, poklepał ją po policzku i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi z impetem.
* * *
Jak tylko zniknął, Klara odliczyła w myślach do sześćdziesięciu, żeby upewnić się, czy przypadkiem nie wróci. Po tym czasie bardzo delikatnie przemieściła w buzi odłamek płytki i spróbowała trochę poobracać się na krześle w taki sposób, żeby wszystko wyglądało względnie naturalnie. W końcu pochyliła się i trzymając odłamek pomiędzy siekaczami, jak gdyby nigdy nic wsunęła go sobie w prawą dłoń. Zakres jej ruchu był żaden, ale i tak nie miała nic ciekawszego do roboty. Trzymając swoje małe narzędzie w palcach, rozpoczęła mozolną walkę o przecięcie liny.
Łzy kilka razy pociekły jej po policzku, ale gdy widziała coraz bardziej strzępiącą się linę, zaciskała zęby i walczyła dalej.
Drzwi otworzyły się na tyle mocno, że zatrzymały się dopiero na ścianie. Maks wparował do środka, wlokąc za sobą jakiegoś mężczyznę, który pomimo tego, że był chyba równie rosły co Psychopata, nie stanowił dla niego żadnego problemu.
Klara przestraszyła się nie tyle całego widowiska, co raczej tego, że Maks zauważy jej próby uwolnienia się. Zamknęła odłamek w dłoni i aż zacisnęła zęby, kiedy poczuła, że wbił się jej głęboko w skórę. Oby tylko nie zraniła się na tyle mocno, że krew zacznie kapać na podłogę. Wtedy wszystko by się wydało. Na razie jednak Psychopata był bardziej zajęty nowym więźniem. Cisnął nim o podłogę, a ten tylko jęknął w odpowiedzi. Miał poszarpane ubranie i rozcięty łuk brwiowy, z którego wciąż sączyła się krew. Zwinął się w kłębek, jakby czekał na kolejny cios. Ona zaś coraz mniej z tego rozumiała. Czy ten Psychopata próbował zrobić sobie jakiś makabryczny teatrzyk i zbierał swoje ofiary?
Maks przyniósł po chwili drugie krzesło i postawił je po lewej stronie Klary. Podniósł za chabety łkającego kolesia i posadził go niezbyt delikatnie. Sięgnął też po linę, którą musiał przed chwilą przynieść, i zaczął przywiązywać mężczyźnie ręce do podłokietników. Dopiero teraz Klara uświadomiła sobie, że chyba nie oddychała od momentu, gdy ta dwójka postanowiła zakłócić jej spokój. Głęboko wciągnęła powietrze, aż Maks rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie. Ewidentnie miała na razie się nie odzywać i prawdę mówiąc, było jej to jak najbardziej na rękę.
Mężczyzna, który miał podzielić jej los, wydawał się, tak jak ona, zwyczajnym człowiekiem. Włosy w kolorze bardzo ciemny blond, z prawej strony zlepione zasychającą powoli krwią. Gdyby nie to przerażenie wymalowane na twarzy, byłby bożyszczem wielu kobiet. Tak samo jak i ona został pozbawiony wierzchniego, grubszego okrycia. Spojrzał na nią, dopiero teraz zauważając jej obecność. Oboje nie wywarli na sobie dobrego wrażenia albo raczej, co gorsza, nie dali żadnej nadziei.
Kiedy spojrzała na jego wykrzywione, drżące usta i strach wyzierający z niebieskich oczu, pojawiła się w jej gardle znajoma gula, rozsadzająca wszystko od środka. Spróbowała przełknąć, jednak niewiele to dało.
Odwróciła szybko głowę w drugą stronę i aż wstrząsnął nią dreszcz zwiastujący wymioty. Miała wrażenie, że czuje zapach swojej krwi, która na pewno zalewała już jej dłoń. Chociaż to właściwie nie było możliwe, bo nie widziała nawet jednej kropli, ten przerażający, dziwnie metaliczny zapach czuła aż na języku. Uniosła głowę i wpatrując się w sufit, zaczęła głęboko oddychać przez usta, próbując pozbyć się tego obrzydliwego odczucia z nosa i ust.
Maks za to wewnętrznie triumfował, patrząc na dwoje zakładników. Mała właśnie dostawała ataku paniki, a Nowy zaraz jej dostanie.
Stanął przed mężczyzną i uśmiechnął się do niego złośliwie, krzywo, jak to miał w zwyczaju.
- Macieju, mój drogi Macieju. Zabrałeś coś ważnego bardzo złym ludziom. Powiedz grzecznie, gdzie to masz, a przynajmniej nie będziesz cierpiał przed śmiercią. - Spojrzał na przerażenie malujące się na twarzy mężczyzny, na jego wściekle pompujące krew tętnice. Miał nad nim władzę, a ten człowiek właśnie się o tym przekonywał.
- To nie ja zabrałem te dokumenty! Błagam! Proszę... Nie mam tego... Nie rób mi krzywdy! - krzyknął. Był bardzo bliski płaczu, a Maksa doprowadziło to wręcz na granicę szału. Nie lubił proszących, żałosnych ludzi, którzy nie potrafią ponieść konsekwencji swoich decyzji. Jego cios był silny i precyzyjnie wymierzony prosto w żołądek tego kolesia. Maciej jęknął i zgiął się na tyle, na ile pozwalały mu więzy. Nie potrafił złapać tchu, a ślina wyciekła mu spomiędzy rozchylonych warg.
Maks, nie zważając na nic, chwycił go za kołnierz koszulki, pociągnął do góry jego klatkę piersiową i ponownie uderzył.
W pokoju rozbrzmiewał dźwięk cicho sapiącego przy każdym ciosie Maksa, jęk Macieja i płacz Klary, która czuła się jak w ekranizacji jakiegoś horroru. Coraz silniejszy zapach krwi pomieszany z wonią lasu wywołał migrenę. Nie wytrzymała.
- Przestań, do KURWY NĘDZY! - Jej krzyk zagłuszył przynajmniej na chwilę myśli i jęki tego biednego mężczyzny. Maks zatrzymał się w połowie kolejnego ciosu. Puścił Macieja i bardzo powoli odwrócił się w jej stronę. Tyle mogę jej oddać szacunku, że nadal o nic nie prosi.
Nowy opadł bez sił, wciąż siedząc na krześle tylko dzięki podtrzymującym go więzom. Charczał cicho, próbując złapać oddech. Maks za to bardzo powoli, krok za szeleszczącym na folii krokiem podszedł do Klary, pochylił się nad nią i mocno złapał ją za szyję, zmuszając przy tym dziewczynę do uniesienia głowy i spojrzenia mu prosto w oczy. Ledwo była w stanie złapać odrobinę powietrza.
- Jeszcze raz wtrącisz się do nie swoich spraw, a utnę ci palec i następnie zmuszę Macieja, żeby go zjadł. Zrozumiałaś? - Nie podniósł głosu, co było bardziej przerażające, niż gdyby wrzeszczał. Skoro nie okazywał swojego gniewu, co musiało dziać się w jego popieprzonym umyśle? Wpatrywał się prosto w jej brązowe oczy, aż uzyskał odpowiedź.
- T-tak... - Klara dała radę jedynie wycharczeć krótkie potwierdzenie. Puścił ją, a ona się rozkaszlała, próbując przyzwyczaić gardło do ponownego oddychania. Zrobił dwa kroki w bok i spojrzał na swoich niewol... ach tak, zakładników.
- Lepiej, Macieju, żebyś miał dla mnie odpowiedzi, gdy przyjdę tu po raz drugi. Bo jeżeli nie... Mała może zacząć cierpieć za ciebie. - Spojrzał na Klarę z krzywym, wilczym uśmieszkiem, poszerzającym się wraz z jej rosnącym przerażeniem. Po chwili odwrócił się i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
* * *
Pokój był ciężki od panującej w nim atmosfery strachu, bólu i obawy o to, co stanie się przy kolejnym otwarciu drzwi. Oboje długo milczeli, niezdolni do wyrażenia swojego samopoczucia za pomocą słów. Choć każde potrzebowało spokoju i samotności, żadne nie mogło na to liczyć. Klara nie wytrzymała pierwsza. Spojrzała na mężczyznę siedzącego po jej lewej stronie. Chciała coś powiedzieć, ale jednocześnie czuła, że każde słowo będzie puste i bez sensu. Bo co niby mogła powiedzieć? "Hej, nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze"? Sama w to nie wierzyła, a na domiar złego była pewna nieuchronnego pogorszenia stanu rzeczy.
- Jestem Klara, a ty? - zapytała, stawiając na jedyną, jej zdaniem, słuszną drogę. Neutralność. Mężczyzna spojrzał na nią ewidentnie zmęczony i zrezygnowany. Tyle dobrego, że rozcięcie na jego głowie przestało w końcu krwawić. Klara za to wciąż nie wiedziała, w jakim stanie jest jej dłoń, bała się przy nim odkryć swoje tajemnice. Co jeżeli ją wsypie, byle tylko ułudnie ratować siebie?
- Maciek... jestem Maciek. - Miał przyjemny głos, kojący niczym zimny okład na oparzenie. Niedługo trwało, kiedy odezwał się ponownie. - Długo tu jesteś?
Klara spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko grymas.
- Nie jestem pewna... chyba coś około jednego dnia... może trochę krócej.
Cisza ponownie położyła się pomiędzy nimi długim cieniem. Nie umieli w tej sytuacji znaleźć wspólnego języka.
- Powiedz mi, Maćku, jak duża jest szansa na to, że wykorzysta jedno z nas, żeby dopiec drugiemu?
Jej towarzysz niedoli skrzywił się i pokręcił głową. To wystarczyło za odpowiedź.
- Dziękuję, że się za mną wstawiłaś, ale nie powinnaś tego robić. Maks to... on się nie zawaha, rozumiesz? Jeżeli będzie mu to na rękę, zabije cię. Nie chcę cię mieć na sumieniu, Klaro.
A więc miał na imię Maks? Cóż, Klara nazywała go zdecydowanie inaczej. Popatrzyła na Maćka, przygryzając wargę zarówno w zastanowieniu, jak i ze zdenerwowania. Czas podjąć jakieś decyzje, bo jak tak dalej pójdzie, zamieni się w nawóz dla roślin.
- Gdybyśmy mieli chociaż jedną szansę... ale jej nie mamy, zadbał o wszystko... - powiedziała, jednocześnie samymi oczami zerkając w stronę kamery. Nie wiedziała, czy przekazuje sam obraz, czy również dźwięk, wolała więc nie ryzykować. Maciej spojrzał na nią i pokiwał głową, chyba nie do końca rozumiejąc. Po chwili jednak zmarszczył brwi i zerknął w tę samą stronę, którą mu wskazywała. Oczy mu się rozszerzyły dosłownie na sekundę, jednak po chwili ponownie przybrał smutny i zrezygnowany wyraz twarzy. Powoli przeniósł na nią wzrok, a Klara krzywiąc się, otworzyła zakrwawioną dłoń i przesunęła ją tak, żeby zobaczył nadszarpniętą linę. Odłamek zranił ją mniej, niż sądziła, ale i tak nie ułatwiało jej to teraz pracy. Zaczęła ponownie pocierać nim o linę i odważyła się zerknąć na Macieja. Zobaczyła w jego oczach to, czego potrzebowała. Błysk nadziei.
- Masz rację, Klaro, on zadbał o wszystko. Dlatego posłuchaj mnie uważnie... Jeżeli trzyma cię tu, bo potrzebuje informacji, daj mu je. Daj mu cokolwiek, inaczej on cię zabije. Nas zabije...
Patrzyli na siebie pełni nadziei. Musieli teraz raczyć się tego typu bzdurami, żeby Psychopata niczego nie odkrył.
- Maciej... Ale ja nic dla niego nie mam. Jestem tu tylko dla jego satysfakcji... - Dopiero kiedy powiedziała to na głos, uświadomiła sobie, jak bliska jest prawdy. Nie miała nic, co mogłaby mu zaoferować... nic...
- Klaro... - zaczął Maciej, ale ona pokręciła tylko głową, a kilka łez ukradkiem spłynęło jej po policzkach, choć bardzo się przed tym broniła. Była strzępkiem człowieka. Maks chyba zaczynał osiągać to, czego chciał.
- Nic nie mów, Maciej, proszę... nic... nie mów...
Wpatrując się w podłogę, usilnie pracowała nad swoją liną. To była ich jedyna nadzieja. Po jakichś trzydziestu minutach takiej pracy ból w dłoni stał się nie do zniesienia. Spojrzała na Macieja, szukając w nim odrobiny pocieszenia, jednak zamiast tego oboje usłyszeli zgrzyt przekręcanego zamka. Przerażenie odmalowało się w ich oczach w tym samym momencie. Klara ponownie mocno zacisnęła dłoń z odłamkiem płytki, bojąc się, że ten wyjdzie za chwilę z drugiej strony jak przy otwartym złamaniu.
Maks wszedł do środka z tacą w ręku. Tym razem jednak nie było na niej pożywienia. Podszedł do stojącego z boku stolika, położył na nim to, co przyniósł, i przyciągnął go bliżej dwójki zakładników. Płyn antyseptyczny, napełniona strzykawka, waciki, buteleczka, zestaw igieł. Klara w obronnym geście schowała głowę w ramionach i odwróciła wzrok na drugą stronę pokoju. Maciej za to wpatrywał się w te narzędzia, nie do końca rozumiejąc, co tu się dzieje. Psychopata złapał jego krzesło i przyciągnął je tak, żeby stało naprzeciwko Klary. Klepnął go po twarzy i uśmiechnął się krzywo.
- Nie martw się. Zaraz nadrobisz zaległości. - Odsunął się od Macieja i poszedł zamknąć drzwi, dając im moment na przetrawienie sytuacji. Dopiero po chwili zaczął ponownie iść w ich stronę. - Masz, Macieju, informacje, które są potrzebne moim pracodawcom. Nie lubuję się w zadawaniu komuś cierpienia, więc niczego ani tobie, ani Małej nie zrobię, jeżeli powiesz, dla kogo ukradłeś te dokumenty i gdzie one są.
Podszedł do krzesła, na którym siedziała Klara, stanął za nią i oparł dłonie na jej ramionach. Spięła się, co przyjął z niewielką satysfakcją. Wciąż wpatrywała się gdzieś w bok, niechętna do ujrzenia wylewającego się z twarzy Macieja przerażenia. Ten tylko patrzył na ich oprawcę, kręcąc cały czas głową.
- Mówię prawdę, to nie ja zabrałem te dokumenty... Nawet nie wiem, o jakie dokumenty chodzi, na miłość boską!
Teraz Maks pokręcił głową.
- Boga to ty w to nie mieszaj. Złości się na ciebie za kłamstwa, jakimi mnie raczysz. - Przesunął lewą dłonią wzdłuż barku Klary w górę i pomasował delikatnie miejsce na jej szyi, gdzie wcześniej tego dnia tkwiła igła. Szarpnęła się mocno, zagryzając z całej siły wargi. Nie podobało jej się to, w jaki sposób na niego reagowała. Nie chciała dawać mu satysfakcji. Psychopata, który idealnie wypełnia swój rytuał, to psychopata, który za chwilę cię zabije.
- Spokojnie, Mała. Na ciebie przyjdzie jeszcze czas - wyszeptał jej do ucha i przeszedł obok, zbliżając się do stolika. Na niewielki wacik rozpylił środek antyseptyczny, którego zapach wywołał u Klary dreszcze na całym ciele. Maciej przyglądał się przerażony i niepewny, kiedy Maks przetarł mu zagłębienie pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym prawej dłoni.
- Co ty robisz?! Przestań! Ja nie wziąłem tych dokumentów! Przysięgam! - Maciej wypluwał z siebie słowa z wiarą w ich prawdziwość.
Maks pokręcił tylko głową. Klara już wiedziała, że morderca zaczyna się irytować. Na tyle, na ile zdołała go poznać, nie lubił krzykaczy. Nie lubił też, gdy coś nie szło po jego myśli.
- Maciej, gdybym za każdym razem, kiedy ktoś mi coś przysięgał, dostawał dziewicę, mógłbym stworzyć już dwudziesty harem dla amatorów islamu. Przestań więc pierdolić i odpowiedz na pytanie, skoro grzecznie pytam. - Wybrał jedną z igieł, nie najdłuższą, ale też nie najkrótszą, i zanurzył w buteleczce. Kiedy ją wyciągnął, na jej końcu lśniła mała kropla przezroczystego płynu. - Nie przepadam za animalistyczną brutalnością. Wolę inne metody na wyciąganie informacji. Na przykład neurotoksyny. Wiedzieliście, że jad skorpiona nie zabija od razu? Najpierw przywodzi za sobą dziwne ciepło, które stopniowo przeradza się w niesamowity ból obumierających nerwów. To tak, jakbyś powoli gotował się na wolnym ogniu.
Maks uśmiechnął się, gdy krew odpłynęła z twarzy Macieja. Klara jęknęła cicho i skuliła się na krześle. Umrą tutaj. Umrą w Polsce z powodu jadu skorpiona.
Maciej zaczął kręcić głową, rzucił się na krześle, kiedy psychopata do niego podszedł. Nic to jednak nie dało. Ten przytrzymał jego dłoń i z chirurgiczną wręcz precyzją wbił igłę w zagłębienie wcześniej przetarte środkiem odkażającym.
Igła dalej tkwiła w dłoni mężczyzny, który oddychał szybko i urywanie.
- Przysięgam... nie mam ich... - powiedział pełnym przerażenia i płaczu głosem. Maks stał obok i wpatrywał się w niego bez cienia jakichkolwiek emocji. Nie miał zamiaru teraz strzępić języka.
Jad zaczął działać po jakiejś minucie, co Klara zobaczyła na twarzy Macieja wykrzywionej grymasem bólu i paniki. Chciała odwrócić wzrok, ale nie była w stanie. Krzyk rozniósł się po pomieszczeniu, by po chwili zamienić się w przeraźliwy wrzask. Nigdy nie sądziła, że ktoś tak bardzo może cierpieć. Nigdy też nie sądziła, że jest na tyle empatyczna, by cierpieć razem z kimś innym. Rzuciła się na krześle tak samo jak i Maciej. Jęknęła, marząc o tym, by ogłuchnąć. To się jednak nie stało, a chłopak wciąż wrzeszczał.
Maks zerknął beznamiętnie na zegarek, który miał na ręku. Mała była tu przez przypadek, ale z tego, co właśnie obserwował, cierpienie innych może być równie dobrą torturą, co zadawanie bólu jej samej. Maciej jest zadaniem. Ona - przyjemnością.
Po jakichś pięciu minutach, gdy wrzask przerodził się w łkanie, zbliżył się do swojego zakładnika i szarpnął go za włosy, zmuszając tym samym, by spojrzał mu w oczy.
- Dokumenty. - To było tylko jedno słowo, ale zadziałało magicznie na dwójkę jego gości. Oboje jęknęli.
- Bła-błagam... n-nie mam... nie wiem... - wyjęczał Maciej, ledwo mogąc utrzymać wzrok na swoim oprawcy.
Maks cmoknął niezadowolony. Sięgnął po wacik, środek antyseptyczny i przetarł kolejne miejsce na ciele chłopaka, który już zaczął kręcić głową.
Tym razem był to prawy obojczyk.
- Nie! Ja naprawdę nie wiem! NIE! - Choć Maciej wrzeszczał głośno, nie uchroniło go to od niczego.
Klara rozpłakała się rzewnie w momencie, w którym Maks wbił kolejną igłę w ciało chłopaka. Widziała przez łzy jego rozmazaną sylwetkę rzucającą się na krześle. Widziała niewyraźnego mordercę, który z niezwykłym spokojem wybierał kolejną igłę do swojego dzieła. Bolała ją głowa od tego krzyku, strachu, adrenaliny. Gardło miała wysuszone na wiór. Kiedy po raz drugi Maks rzucił jedno, małe słowo: "dokumenty", Maciej był na skraju wyczerpania. Zdołał pokręcić jedynie głową. Trzecia igła wbita w jego ciało wydawała się prawie wyrokiem śmierci. Wciąż jednak żył, choć jego krzyk był już mocno zachrypnięty, coraz cichszy.
Klara nie wytrzymała. Całe ciało miała napięte, jakby skurcz dosięgnął każdy, najmniejszy nawet mięsień. Wrzasnęła razem z Maciejem, a Maks tylko z zainteresowaniem przekręcił głowę w jej stronę. Oszaleje. Ona za chwilę oszaleje, jeżeli to wszystko się nie skończy!
- Zostaw go, zostaw go, zostaw go! - powtarzała jak mantrę. Choć spodziewała się, że Maks jej coś zrobi, rzuci kąśliwą uwagę czy zaknebluje, to ten tylko się uśmiechnął. Podszedł do Macieja i ku ich zdziwieniu wyciągnął igły z jego ciała, odrzucając je na tacę. Klara, dysząc ciężko, wpatrywała się w niego osłupiała. Gdyby wiedziała, że krzykiem może załatwić wszystko, krzyczałaby dużo więcej i dużo wcześniej. Iskra dobrego nastroju opuściła ją, kiedy uśmiech nie schodził z warg Maksa. Stanął przed Maciejem i uderzył go niezbyt mocno na odlew, ku otrzeźwieniu.
- Skup się - rzucił tylko i z precyzją wybrał kolejną igłę. Długą i cienką. Maciej był na wpół żywy. Wpatrywał się błagalnie w Klarę, ale co to miało dać? Oboje mieli tak samo przejebane.
W momencie, w którym Maks powoli odwrócił się w jej stronę z igłą między palcami, już wiedziała. Odbiło się to w jej oczach, opuszczonych nagle ramionach. Straciła nadzieję.
Maciej załapał, co się dzieje, dopiero kiedy Psychopata stanął za Klarą, nachylił się nad nią i uwięził jej szyję ramieniem, tak samo jak w opuszczonym budynku. Powoli zbliżył igłę w stronę jej twarzy.
- Wbiję jej igłę w oko i będę ją wsuwał tak długo, aż dotrę do mózgu. Nie umrze od razu, to będą za małe obrażenia. Ale cały czas będzie czuła ból. Potworny ból. Cały czas będzie miała świadomość tego, że każda jej sekunda może być tą ostatnią. A ty, Maciej, będziesz za to odpowiedzialny. I będziesz konał razem z nią, patrząc, jak odchodzi przez ciebie niewinna istota. - Maks obrócił igłę w dłoni, by bardziej zwrócić na nią uwagę zakładników. Lepsi od nich próbowali ze mną wygrać. Nikomu się to nie udało. - A teraz, póki możesz, spójrz jej w oczy i powiedz, że jest ci przykro.
Płuca paliły ją żywym ogniem, gdy próbowała wtłoczyć w nie choć odrobinę powietrza. Miała wrażenie, jakby nie wszystko do niej docierało. Słowa Maksa nie miały większego sensu. Dlaczego więc jej kolega patrzył tak przerażony na nią, tak... winny?
- Maks, proszę... zostaw ją... przecież... przecież ona nie ma z tym nic wspólnego, nie zależy ci na niej... błagam... - wyszeptał, dławiąc się jeszcze niedawnym bólem. Maks uśmiechnął się do niego.
- Masz rację. Ale... co z tego? - Morderca jednym, gwałtownym ruchem przysunął igłę do prawego oka dziewczyny, tak blisko, że gdyby mrugnęła, to pewnie zadrapałaby powiekę. Klara zdołała tylko jęknąć, a obraz znowu jej się zamazał. Czy to dlatego, że wbił już igłę? Niewiele czuła. Tylko wrzask dotarł do jej uszu. Może to ona krzyczała?
- Sawicki! Jezu...! Sawicki kazał mi zabrać te dokumenty! Są w skrytce dwadzieścia sześć na dworcu głównym! - Maciej wrzasnął i szarpnął się na krześle, odzyskując trzeźwość umysłu, choć w głowie wciąż mu dudniło. Ta dziewczyna wyglądała, jakby przed sekundą się poddała, ale mimo to wciąż zaciskała dłoń z odłamkiem.
Maks westchnął lekko, ewidentnie zawiedziony. Kiedy ludzie zrozumieją, że nie ma sensu stawiać mi oporu? I tak znajdę sposób, żeby dostać to, czego chcę. Zawsze. Niezmiennie.
Puścił Klarę, której głowa opadła na klatkę piersiową. Nie wytrzymała. Zemdlała.
* * *
- Klara... Klara, proszę cię, ocknij się! - Przyjemny, męski głos powoli docierał do jej granicy świadomości. Nieco się poruszyła, a głos rozbrzmiał ponownie. - Klara, słyszysz mnie? Wszystko w porządku?
Otworzyła oczy i od razu zrozumiała, że to był błąd. Chwila braku przytomności wybawiła ją od ciężaru sytuacji, który teraz wrócił ze zdwojoną siłą. Rozejrzała się dookoła trochę spanikowana, ale Maks zniknął razem z zawartością tacy, a stolik zwyczajowo stał z boku. Jęknęła cicho i pokręciła głową.
- Żyję... ale... po co...? - Głos miała zachrypnięty. Maciej wciąż siedział naprzeciwko niej.
- Nie mów tak... mamy szansę, zawsze ma się szansę... - powiedział cicho. Może by mu uwierzyła, gdyby w jego głosie była choć odrobina pewności.
Wciągnęła głęboko powietrze i zerknęła w stronę swojej dłoni, którą wciąż miała mocno zaciśniętą. Ból, jaki poczuła, próbując ją otworzyć, odezwał się aż w czterech literach. Krew z jej dłoni zaczęła kapać już na podłogę. Rana, jaką sobie zrobiła, była dość głęboka.
- Czy... powiedziałeś mu prawdę? - Ostatnie, co pamiętała, to właśnie Macieja wykrzykującego informacje, których istnienia tak mocno się wcześniej wypierał. Kiedy pokręcił głową w odpowiedzi, Klarze mogło wymsknąć się tylko jedno: - Ja pierdolę...
- Nie mogłem pozwolić, żeby cię skrzywdził. Jesteś niewinna...!
- Przecież on nas zajebie, jak tylko się dowie, a dowie się pewnie za chwilę!
Maciej skrzywił się, ale rzucił tylko z wyrzutem:
- Jak dalej będziesz się tak wydzierać, to na pewno...
Wzięła kilka powolnych i pełnych oddechów. I tak wystarczająco głęboko siedzieli w tym bagnie, niepotrzebne jest to, żeby skakali sobie nawzajem do oczu. Przyjrzała mu się nieco bardziej przytomna, po czym przeniosła wzrok na linę. Udało się ją wystrzępić do połowy, ale palce miała tak wymęczone, że nie potrafiła nimi ruszyć.
- Źle się czuję, Maciej... wszystko mnie boli, nie mogę się ruszyć. Mam ochotę położyć się i zdechnąć... - Pokręciła głową i na tyle, na ile była w stanie, zgięła się wpół.
- Nie poddawaj się, proszę... jesteśmy w tym razem, musimy dać radę! Słyszysz? - Trudno mu było ją do czegokolwiek przekonać, skoro sam w to nie wierzył.
Klara położyła czoło na swojej prawej dłoni, po czym zaczęła szarpać zębami linę w miejscu jej osłabienia przez odłamek. On za to chyba w końcu zrozumiał, o co chodzi, bo tylko wciągnął głęboko powietrze i kontynuował swoją tyradę, która - w razie gdyby był tu mikrofon - mogła skrzętnie zamaskować jej dziwne zachowanie.
- Klara, wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się. Nie możesz się poddawać! Choćby nie wiadomo jak było ciężko, musisz dać radę... Pamiętaj, że zawsze jest nadzieja.
Ona w odpowiedzi tylko mocniej szarpała linę, nawet kosztem poluzowanych siekaczy. Programista nigdy się nie poddaje. Za każdym razem, gdy brakowało jej jakiegoś jebanego średnika w kodzie, za każdym razem, kiedy zarywała nocki, żeby tylko być lepsza, nigdy się nie poddała. Teraz też nie ma zamiaru. Nie pozwoli temu psychopacie wygrać. Nie pozwoli się zabić, nie pozwoli skrzywdzić Macieja. A jak jeszcze raz zobaczy Maksa z igłą, to wbije mu ją prosto w dupę.
Ostatnim szarpnięciem, które prawie skończyło się wyrwaniem zęba, udało jej się osłabić linę na tyle, by móc uwolnić prawą rękę. Wypuściła odłamek i zdrętwiałymi palcami próbowała rozwiązać drugą linę. Po czasie, który wydawał się być dla niej wiecznością, udało jej się uwolnić. Upadła na podłogę, na kolanach czołgając się w stronę Macieja. Z jękiem zaczęła go rozwiązywać. Nie mieli za dużo czasu, Maks zaraz zobaczy, co się u nich dzieje, i tu wpadnie, zabijając ich oboje.
Dokładnie w momencie, w którym opadł ostatni sznur, drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie, a do środka wpadł Maks z pistoletem w dłoni. Klara rzuciła się instynktownie w bok, a Maciej spróbował rzucić krzesłem w Maksa, zanim ten zdąży podnieść pistolet i wycelować w któregoś z nich. To na chwilę wytrąciło go z rozpędu. Mebel uderzył mordercę w ramię dokładnie w momencie, w którym próbował się obrócić, żeby uniknąć lecącego krzesła. Wypuścił pistolet i po raz pierwszy zawarczał niczym rozjuszone zwierzę.
- Zapierdolę was oboje gołymi, kurwa, rękoma! - Rzucił się w stronę Macieja, kompletnie zapominając o dziewczynie. Przewrócili się obaj na podłogę, choć niestety jej sojusznik oberwał mocniej. Maks usiadł na nim i przyłożył mu w twarz. - Już nie jesteś taki, kurwa, cwany, co?
Zamachnął się, żeby uderzyć po raz drugi, jednak coś szarpnęło nim do tyłu. Klara zarzuciła mu linę na szyję i całym ciężarem swojego ciała uwiesiła się na niej. Zaczęła go dusić.
Maks próbował złapać za sznur, jednak niewiele mu to dało. Mocno wpijał się w jego gardło. Klara czuła leśny zapach Psychopaty, ciepło ciała, napinające się mięśnie. Słyszała jego charczenie i próby złapania oddechu. Starał się sięgnąć do niej rękoma, podnieść się, ale Maciej złapał go za ręce i mocno trzymał. Serce waliło jej w piersi tak bardzo, jakby miało zaraz wyfrunąć na wolność. Nie puściła jednak, z całych sił zaciskając dłonie na linie, którą wcześniej Maciej był przywiązany do krzesła. Maks, siedząc okrakiem na jednej ze swoich ofiar, nie był w stanie się ruszyć, nic zrobić.
Choć dostarczała mu dokładnie takich samych uczuć, jakich on dostarczał im, cieszyła się, że nie widzi jego twarzy, przerażenia malującego się w jego oczach. Nie miała pewności, czy wtedy dałaby radę utrzymać linę.
Maks pierwszy raz poczuł, że przegrywa. Jego ruchy stawały się wolniejsze, mroczki przed oczami coraz bardziej zalewały mu obraz, tworząc jedną, wielką czarną plamę.
Czy to już koniec? Czy to tak czują się ci, których pozbawiał życia?
Bez względu na wszystko jednego był pewien.
Dopadnę tę dziwkę nawet po śmierci.