A w moim ogrodzie rosną - Agata Marzec

Kup ebooka

20.91 zł
16.73 zł (15,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

a w moim ogrodzie rosną..

AGATA MARZEC

A w moim ogrodzie rosną...

Liberum Verbum

Copyright ? 2017 Agata Marzec

Wrocław 2017

ISBN: 978-83-951215-9-3

Skład i korekta: Liberum Verbum

Projekt i wykonanie okładki: Zbigniew Zebar

Redakcja: Zbigniew Zebar

Autor zdjęć wykorzystanych na okładce oraz jako ilustracji w tekście:

Zbigniew Zebar

Patronat:

Głos Pomorza, Słupski Ośrodek Kultury, TV Słupsk

Liberum Verbum

50-078 Wrocław

ul. Leszczyńskiego 4

www.liberumverbum.com.pl

liberum-verbum.sklepypasejo.com.pl

[email protected]

Agata Marzec nie stroni od wzorców - dobrych i najlepszych. Z łatwością dostrzeżemy odniesienia i uprawnione zapożyczenia od dawnych mistrzów z wielką wprawą wplecione w autorski tekst, jak choćby w wierszu Genius ex machina, który zawiera przypadek specyficznego zapisu zbitki wyrazów w Norwidowskim (Fortepian Chopina) stylu, czyniąc z nich odrębne pojęcie. Sam wiersz zaś nawiązuje do jednego z salonowych występów Chopina, podczas którego zabawiał on arystokratyczną emigrację. Wśród słuchaczy obecny był Adam Mickiewicz. Kiedy wybrzmiały ostatnie dźwięki instrumentu Fryderyka, wieszcz podszedł do niego i skarcił go słowami: Mógłbyś porywać tłumy! A Ty ledwie zadajesz sobie trud łaskotania arystokratycznych nerwów. Pianista z pokorą przyjął reprymendę, a spod jego palców popłynęła muzyka na ludową nutę. W innym wierszu (Wszystkie kolory tęczy) spotkamy się z podobnym sposobem zapisu, tu dla określenia miejsca - innego niż znaczeniowo właściwemu (gdyby zastosować pisownię łączną): przy-ziemność. Wszak nie o jakąś marną przyziemność tu chodzi, ale - jako się rzekło - o miejsce, czyli gdzieś blisko (przy) ziemi. Jednak to już nie tylko ziemia, ale coś więcej, to też cecha: ziemność, i na to miejsce, z taką charakterystyką, kolory tęczy zapuściły (...) kojącego bezkresu kurtynę.

Nie mamy zwyczaju ogłaszania wszem i wobec naszej interpretacji czyjejkolwiek twórczości, która publikowana jest za naszą sprawą - to suwerenne prawo Czytelnika, a my nie zamierzamy go w niczym ograniczać. Jednak dziś nie możemy się powstrzymać przed jedną refleksją: A w moim ogrodzie rosną... (czyżby tomik naznaczony panteizmem?) jest opowieścią w równej mierze baśniową, co realistyczną, a w każdym z tych wymiarów - mądrą. Przecież my też jesteśmy czytelnikami...

Liberum Verbum

Oczekiwanie nie materializuje myśli.

Agata Marzec

Drogi Czytelniku,

zanim przekroczysz bramę mojego ogrodu, chcę Ci powiedzieć, że niekoniecznie doznasz w nim błogostanu. Jego granice rozpięte są między wzrostem a uwiądem, radością a cierpieniem, pięknem a brzydotą. Na żyznej glebie mojej kobiecej duszy wyrosły nie tylko kolorowe kwiaty, ale także odpychające szkarady i bolesne retrospekcje życiowych doświadczeń. Jest klasyczny i awangardowy, widzialny i zaledwie odczuwalny, jest miejscem ciągłego stawania się. Słychać w nim echa dawnych mistrzów, ale też dąży do samorealizacji. Mój ogród zaprasza do siebie wszystkich, którzy są wrażliwi nie tyleż na estetykę świata, co na jego silne emocjonalne uwarunkowania. To ogród wzrastający poezją, literaturą światową, biograficznymi reminiscencjami oraz zjawiskami kultury masowej. Jeśli poczujesz się w nim zagubiony, nie zatrzymuj się! Dalej przedzieraj się przez gąszcz ciernistych metafor i bluszczowatych wersów. Pozwól im opleść się, a powiodą Cię wprost do źródła życia bijącego w mojej duszy. W ten sposób przestaniesz być w ogrodzie jedynie gościem - staniesz się jego gospodarzem. Któż z nas nie chciałby choć przez chwilę skryć się przed gorejącym jestestwem w cienistym ogrodzie? Zapraszam Cię do środka.

Autorka

Spis wierszy

Demeter kaleka

Ogrodniczka

Motylem byłem

Bywalec

Wyjałowienie

Oczko wodne

Sąsiad

Bukiet

Kwiat paproci

Natura walcząca

Konewka

Z kalendarza ogrodniczki

Dychotomia

Syjamstwo

Wszystkie kolory tęczy

Łopianowa kołyska

Walka z czasem

Jabłoń

Ikar

Benedyktynka

Kamień

Filozofia przyrody

Głowa

Nawożenie

Drabina

Narcyz w ogrodzie

Raje prawdziwe

Genius ex machina

Kobieta w ogrodzie

Demeter kaleka

A w moim ogrodzie rosną jabłka bez miąższu,

bo pod krwiopijczą czerwienią

nie ma śladów dojrzewającego życia.

Nad głową wznoszą się drzewa bez koron,

szpecące krajobraz szczątkowym panowaniem.

Podnoszę z ziemi podłamany rabarbar,

przygnieciony niedonoszoną ciążą.

Pomagam otworzyć się głowom tulipanów,

ale wrogo uderzają w moje dłonie.

Natrętnym spojrzeniem wyciągam spod ziemi brukiew,

jednak ktoś przeciąga linę w dół i wypada mi ona z rąk.

W moim ogrodzie rodzi się groch z pustym wnętrzem,

jakiś chichot natury przypomina fatalną diagnozę:

Latorośl wzgardziła łonem nieurodzajnej matki.

Ogrodniczka

Utopiłam w dużej konewce marzenie,

zalałam je gęstym strumieniem wody,

wypełniłam nim głęboką drewnianą przestrzeń,

by mogło rozpuścić się w niej do atomów ABSTRAKCJI.

Chwyciłam w dłoń szerokie ucho,

podźwignęłam naczynie z ubłoconej ziemi,

uniosłam je siłą woli i wiary,

by mogło wbić się strumieniem w glinianą skorupę.

A potem odrzuciłam konewkę w kąt ogrodu,

oddałam ją we władanie drążącemu robactwu

i latami siedziałam nad skrawkiem podlanej gleby,

czekając aż przebije się przez nią atom MATERII.

Nie było już konewki, robactwo wyzionęło ducha,

ogród zamienił się w trawiastą pustynię,

woda wyparowała z ziemi razem z ABSTRAKCJĄ,

która rozpuściła się do atomów wiecznego nasienia.

Zrozumiałam, że tylko noc zamienia się w dzień,

miłość rodzi nienawiść,

po wojnie przychodzi pokój,

z szaleństwa wyrasta poczytalność,

nadzieja przeradza się w zwątpienie,

woda i ziemia nie hodują marzeń,

oczekiwanie nie materializuje myśli.

Motylem byłem

Ze wszystkich ogrodów świata wybrał właśnie mój,

by obdarzyć go swoją skrzydlatą wielobarwnością.

Wesołym trzepotem podniósł z ziemi przywiędłe kwiaty,

opętańczy motyli lot poruszył martwotę nieba.

Przysiadał na karłowatych wytworach uprawnych grządek,

wolą przeistaczał ich bezkształtne formy w boską geometrię.

Łuskami skrzydeł pukał dyskretnie do wnętrza jabłoni,

radośnie odpowiadała mu hukiem spadających błyszczących kul.

Buławkowate czułki zaczepnie łaskotały przejrzały bób,

z trudem powstrzymujący dalsze ekstatyczne pęcznienie.

A gdy chitynowym oskórkiem namaścił krzew róży,

królowa wydała na świat bez kolców potomstwo doskonałe.

Orgiastycznym tańcem wypełnił wszystkie ogrodu przestrzenie,

naśladować go próbowało wyrosłe naprędce z ziemi listowie.

I usiadł na ramieniu moim jak płacząca wierzba zgarbionym,

zajrzał w oczy - pobladłą ćmą stał się pod powieki mgnieniem.

Ołowianym niedolotem oddalał się od mrocznych źrenic,

panicznie szukał porośniętej dzikim winem bramy.

Ze wszystkich ogrodów świata wybrał właśnie mój,

by utracić w nim swoją skrzydlatą wielobarwność.