Absurdy pieniędzy. Zarabiania i bogactwa - Max Paradox
29.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
WSTĘP - Pieniądze szczęścia nie dają. Ale brak pieniędzy
daje wkurw. ............................................................................. 3
ROZDZIAŁ 1 - "Dobrze zarabiam" - czyli finansowe kłamstwo,
którym się uspokajamy ........................................................... 8
ROZDZIAŁ 2 - Pracuj ciężko - umrzesz zmęczony (i bez
premii) ................................................................................... 15
ROZDZIAŁ 3 - Podwyżka, która nic nie zmienia ...................23
ROZDZIAŁ 4 - Klasa średnia - finansowy escape room bez
wyjścia ..................................................................................29
ROZDZIAŁ 5 - Dzieci - najdroższa inwestycja bez stopy
zwrotu ...................................................................................36
ROZDZIAŁ 6 - Pieniądze w związku - wojna, której się nie
wypowiada ........................................................................... 44
ROZDZIAŁ 7 - Awaria - jeden przelew od paniki .................. 51
ROZDZIAŁ 8 - Pensja wpływa, wypłata znika ....................... 57
ROZDZIAŁ 9 - Kredyt - pieniądz przyszłości, który już cię
nienawidzi ............................................................................ 64
ROZDZIAŁ 10 - Leasing - subskrypcja marzeń z pakietem
stres ...................................................................................... 71
ROZDZIAŁ 11 - Na swoim - wolność na fakturze .................. 77
ROZDZIAŁ 12 - ZUS - legalny haracz z pieczątką ............... 84
ROZDZIAŁ 13 - Influencer finansowy - szaman XXI wieku .. 90
ROZDZIAŁ 14 - PASYWNY DOCHÓD AKTYWNIE CIĘ
WKURWIA ............................................................................ 96
ROZDZIAŁ 15 - Oszczędzaj - umrzesz bogaty, ale martwy 102
ROZDZIAŁ 16 - Inwestowanie - nowa religia klasy średniej 107
ROZDZIAŁ 17 - Bogactwo z Instagrama, bieda na koncie ... 113
ROZDZIAŁ 18 - Rozmowy o kasie, których się nie prowadzi118
ROZDZIAŁ 19 - Rodzina wie lepiej, co masz zrobić z
pieniędzmi ........................................................................... 123
ROZDZIAŁ 20 - Im więcej zarabiasz, tym bardziej się boisz
............................................................................................ 128
ROZDZIAŁ 21 - Marzenie o bogactwie jako mechanizm
kontroli ................................................................................ 133
ROZDZIAŁ 22 - I tak jutro pójdziesz do pracy .................... 139
ROZDZIAŁ 23 - Spokój finansowy nie istnieje .................... 145
ROZDZIAŁ 24 - Finansowe momenty wkurwu .................... 150
ROZDZIAŁ 25 - Zakończenie - i tak będziesz liczył ........... 156
WSTĘP - Pieniądze szczęścia nie dają.
Ale brak pieniędzy daje wkurw.
Zacznijmy od kłamstwa, które wszyscy powtarzamy jak modlitwę, bo inaczej byśmy zwariowali.
Pieniądze szczęścia nie dają.
Powtarzają to najczęściej ci, którzy:
- już je mają
- albo właśnie próbują przekonać samych siebie, że brak
pieniędzy to "stan umysłu"
Bo prawda jest dużo prostsza i dużo bardziej wkurwiająca:
Brak pieniędzy daje strach.
Brak pieniędzy daje napięcie.
Brak pieniędzy daje wstyd.
Z tych trzech rzeczy nie da się ulepić szczęścia, nawet jeśli bardzo się starasz.
Nie żyjemy w świecie, w którym pieniądze są dodatkiem. Żyjemy w świecie, w którym pieniądze są systemem operacyjnym życia.
Bez nich:
- nie masz wyborów
- masz tylko kompromisy
Budzik nie dzwoni, bo masz ambicje wstać wczęśnie. Dzwoni, bo:
- rata sama się nie zapłaci
- ZUS sam się nie odczepi
- lodówka sama się nie napełni
Możesz mieć pasję. Możesz mieć marzenia. Ale najpierw musisz mieć przelew, by je realizować.
I teraz najlepsze.
To nie jest książka o biedzie. To jest książka o ludziach, którzy:
- pracują
- zarabiają
- "radzą sobie"
A mimo to:
- sprawdzają konto przed zakupem
- odkładają "na czarną godzinę", która nigdy nie
nadchodzi, bo ciągle jest szara
- czują, że są o jeden błąd finansowy od spierdolenia
wszystkiego
To jest książka o tym miejscu pomiędzy:
- "nie narzekaj, inni mają gorzej", a
- "jakim cudem znowu nie ma pieniędzy?"
Głośno i odważnie rozmawiamy o:
- pogodzie
- polityce
- dzieciach
- wakacjach
Ale nie mówimy:
- ile zarabiamy
- ile mamy długów
- ile nas kosztuje życie
- jak bardzo się boimy, że to jebnie
Pieniądze są największym tabu, mimo że decydują o:
- twoim czasie
- twoim stresie
- twoim zdrowiu
- twoich relacjach W domu nie mówi się o pięniądzach. W pracy mówienie o nich jest zakazane przez pracodawcę. Wśród znajomych się tylko o nich żartuje. Ale w głowie każdy je liczy. Na co nam wystarczy, a czego musimy sobie odmówić.
Ta książka nie nauczy cię zarabiać więcej. Nie powie, w co inwestować. Nie sprzeda ci marzenia o "wolności finansowej".
Bo "wolność finansowa" to dziś:
- slajd w prezentacji
- post na Instagramie
- bait na twoją frustrację
Ta książka zrobi coś innego.
Nazwie rzeczy po imieniu. Bez ulg, i bez ściemy.
Książka ta będzie o:
- pracy, która miała dać stabilność, a dała tylko więcej
obowiązków,
- pieniądzach, które miały dać spokój, a dały tylko strach
przed ich utratą,
- bogactwie, które wygląda zajebiście, dopóki nie
spróbujesz go dogonić.
Wspomni o systemie, w którym:
- zawsze powinieneś chcieć więcej,
- zawsze powinieneś się starać bardziej,
- zawsze powinieneś czuć, że robisz za mało.
Nie ma tu bohaterów. Nie ma tu sukcesów. Nie ma tu morałów.
Jest tylko:
- zmęczenie
- napięcie
- ironia
- i wspólny wkurw
Jeśli szukasz porad - poszukaj poradnika. Jeśli szukasz motywacji - Instagram czeka. Jeśli chcesz zobaczyć finansowy absurd, w którym wszyscy tkwimy po szyję - jesteś we właściwym miejscu.
Zapraszam - przedstawię Ci gorzką prawdę rzeczywistości związanej z pieniędzmi.
ROZDZIAŁ 1 - "Dobrze zarabiam" - czyli
finansowe kłamstwo, którym się
uspokajamy
- Ile zarabiasz?
- No... yyy... w sumie dobrze, jest okej.
To zdanie nie ma absolutnie nic wspólnego z liczbami, tabelkami ani rzeczywistością. To jest zaklęcie ochronne, które ma jedno zadanie: zakończyć temat i nie dopuścić do dalszych pytań.
Mówisz je zawsze i wszystkim, bez względu na okoliczności:
- mówisz je rodzinie, żeby nie musieć tłumaczyć,
dlaczego ciągle jesteś zmęczony,
- mówisz je znajomym, żeby nie wyszło, że wcale nie jest
tak kolorowo, jak wygląda na Instagramie,
- mówisz je nawet samemu sobie, bo prawda bywa zbyt
niewygodna, żeby ją nazywać po imieniu.
"Dobrze zarabiam" nie jest informacją. To jest plaster naklejony na ego, który ma przykryć niepokój i brak kontroli. To jest finansowe "jakoś to będzie", wypowiadane z nadzieją, że naprawdę będzie.
Bo "dobrze zarabiam" prawie nigdy nie oznacza, że:
- masz realnie odłożone pieniądze, a nie tylko wypłatę,
która znika po dwóch tygodniach,
- masz spokój w głowie i nie liczysz dni do kolejnego
przelewu,
- masz luz, który pozwala powiedzieć "nie", zamiast brać
wszystko jak leci.
"Dobrze zarabiam" oznacza coś zupełnie innego.
Oznacza, że nie wypada mi narzekać, bo przecież "inni mają gorzej".
Oznacza, że jestem wkurwiony, bo nie zarabiam tyle, ile chciałbym zarabiać,
ale jeszcze bardziej wkurwiony jestem na to, że nie potrafię tego powiedzieć na głos.
SCENA PIERWSZA - ROZMOWA, KTÓREJ NIKT NIE LUBI
- Ale powiedz konkretnie, ile?
- Eee... no wiesz... różnie.
- Ale tak miesięcznie?
- Zależy od miesiąca.
W tym momencie ta rozmowa powinna się zakończyć, bo jeśli ktoś zaczyna krążyć wokół własnych pieniędzy jak pies wokół gorącej miski, to znaczy, że temat jest śliski, niebezpieczny i lepiej go nie dotykać.
Gdyby było naprawdę dobrze, padłaby konkretna liczba. Bez zawahania. Bez "eee". Bez "zależy". Skoro tej liczby nie ma, to znaczy, że jest stres. A może ktoś zarabia dużo, tylko nie chce powiedzieć, bo boi się, że go okradniesz?
Nie.
On się boi, że jak powie na głos, to sam zrozumie, że te pieniądze wcale nie dają mu tego, co miały dawać.
Zarabiamy więcej niż nasi rodzice. To jest fakt, z którym trudno dyskutować. Mamy dziś rzeczy, które kiedyś były symbolem luksusu, a teraz są standardem:
- mamy lepsze telefony, które wymieniamy co dwa lata,
- mamy lepsze samochody, które nadal nie dają nam
czucia bezpieczeństwa,
- mamy szybszy internet, żeby szybciej porównywać się
z innymi,
- mamy subskrypcje, za które regularnie płacimy, choć
często nie pamiętamy nawet, za co.
Mimo to mamy dokładnie zero poczucia finansowego bezpieczeństwa, bo pieniądze w XXI wieku nie znikają w spektakularny sposób. One po prostu wyparowują.
Nie wiesz kiedy. Nie wiesz gdzie. Ale na koniec miesiąca zawsze pojawia się to samo zdanie, wypowiadane z niedowierzaniem: "Jakim kurwa cudem?"
SCENA DRUGA - SKLEP, KTÓRY OBNAŻA PRAWDĘ
Stoisz w sklepie i patrzysz na produkt za 179 zł. To nie jest żaden luksus. Nie jest ekstrawagancki.
To zwykła, dorosła rzecz, którą spokojnie "powinieneś" móc kupić.
Wtedy zaczyna się proces. Nagle:
- zaczynasz liczyć w głowie, zamiast patrzeć na cenę,
- przypominasz sobie raty, które "same się nie spłacą",
- przypominasz sobie ZUS, podatki i inne niewidzialne
potwory,
- przypominasz sobie, że przecież "w sumie to dobrze
zarabiam".
Po czym mówisz w duchu: "w następnym miesiącu".
Mówisz tak co miesiąc.
"W następnym miesiącu" to nie jest plan.
To jest finansowy odpowiednik "oddzwonię".
Największy żart polega na tym, że im więcej zarabiasz, tym bardziej boisz się wydawać, bo teraz masz poziom do utrzymania.
Teraz nie możesz już być biedny, nawet jeśli byś chciał.
Masz zobowiązania, które udają wybory:
- auto, które musi jeździć,
- mieszkanie, które musi się spłacać,
- styl życia, który "już do ciebie pasuje",
- wakacje "chociaż raz w roku", żeby było co wrzucić na
zdjęcie.
To nie są przyjemności. To są obowiązki przebrane jako sukces.
"Dobrze zarabiam" to moment, w którym:
- nie stać cię już na błędy,
- ale wciąż nie stać cię na prawdziwy luz.
To moment, w którym:
- boisz się stracić pracę, bo wszystko się posypie,
- boisz się zachorować, bo system nie wybacza przerw,
- boisz się, że coś się wywali, bo wiesz, jak cienka jest ta
linia.
Bo system jest zajebiście prosty:
- kiedy działa - ledwo zipiesz,
- kiedy się wywali - jesteś w dupie.
To wszystko przy "dobrych zarobkach".
SCENA TRZECIA - ROZMOWA Z SAMYM SOBĄ
- Spokojnie, przecież nie jest źle.
- Inni mają gorzej.
- Nie ma co panikować.
To jest twój wewnętrzny dział Public Relations. On pracuje 24/7, bez urlopu i bez nadgodzin, tylko po to, żebyś nie dopuścił do siebie myśli, że coś tu się nie zgadza.
Bo gdybyś naprawdę to dopuścił, musiałbyś przyznać, że grasz w grę, której zasad nikt ci nigdy nie wyjaśnił, a stawki rosną szybciej niż twoje zarobki.
"Dobrze zarabiam" to nie jest sukces. To jest stan zawieszenia.
Zbyt bogaty, żeby narzekać.
Zbyt biedny, żeby mieć wyjebane.
Dokładnie w tym miejscu siedzimy wszyscy. Z kalkulatorem w głowie. Z napięciem w barkach.
Z pytaniem, którego nikt nie zadaje na głos:
"I to ma być to?"
ROZDZIAŁ 2 - Pracuj ciężko - umrzesz
zmęczony (i bez premii)
Od dziecka uczą nas jednej, pięknej bajki. Ucz się. Pracuj ciężko. Staraj się. Bądź sumienny. Nie okazuj słabości.
To prosta instrukcja obsługi człowieka.
Bez przypisów. Bez drobnego druku. Bez informacji o skutkach ubocznych. A kiedy robi się naprawdę ciężko, dostajesz jedno, uniwersalne zdanie: "Zobaczysz, wszystko się ułoży".
To "wszystko" nigdy nie nadchodzi.
Za to zmęczenie przychodzi zawsze punktualnie. Bez opóźnień. Bez wymówek.
Na początku wszyscy jesteśmy ambitni. Chcemy się wykazać. Najpierw w szkole, potem w pracy. Zostajemy dłużej, pomagamy innym, bierzemy na siebie więcej, niż trzeba.
Chcemy pokazać, że można na nas polegać.
- System to widzi.
- System lubi takich ludzi.
- System się z tego cieszy.
SCENA PIERWSZA - PIERWSZA PRACA
- Nie mamy teraz budżetu na podwyżki, ale zobaczymy
w przyszłym kwartale.
- Jasne, rozumiem.
Rozumiesz wszystko. A nawet za dużo.
Zostajesz po godzinach, bo "tak trzeba". Odbierasz telefony wieczorem, bo "to tylko chwila". Odpisujesz w weekend, bo "żeby w poniedziałek było luźniej".
A potem orientujesz się, że:
- twoja ciągła dostępność stała się nowym standardem,
- twoje poświęcenie stało się czymś oczywistym,
- a twoje zmęczenie stało się całkowicie niewidzialne.
Podwyżka natomiast, jak co kwartał, nadal jest w kolejnym kwartale.
Pracowanie ciężko nie daje dziś pieniędzy. Pracowanie ciężko daje inne rzeczy:
- daje ci więcej pracy, bo "skoro dajesz radę",
- daje pracodawcy większe oczekiwania, bo "przecież
zawsze ogarniałeś",
- daje zero wdzięczności, bo to, co było ekstra, stało się
normą.
Bo ciężka praca nie jest nagradzana. Ciężka praca jest wykorzystywana.
Największy żart polega na tym, że ludzie, którzy pracują najwięcej:
- mają najmniej energii na cokolwiek poza pracą,
- mają najmniej czasu, żeby coś zmienić,
- mają najmniej przestrzeni, żeby z tego układu uciec.
Bo są zbyt:
- zmęczeni, żeby zmienić robotę,
- odpowiedzialni, żeby zaryzykować,
- rozsądni, żeby po prostu odpuścić.
I system żeruje na tym jak sęp.
Cicho. Skutecznie. Bez wyrzutów sumienia.
- Pracujesz świetnie, ale musisz dać z siebie sto dziesięć
procent.
- Ale ja już daję sto.
- Właśnie dlatego wiemy, że możesz więcej.
I wtedy zaczynasz rozumieć, że to nie jest rozmowa. To jest test granic.
Bo w tym systemie:
- procenty są elastyczne i zawsze można je naciągnąć,
- granica wysiłku istnieje tylko w teorii,
- a słowo "więcej" nie ma absolutnie żadnego końca.
Sto procent to nie maksimum. Sto procent to punkt wyjścia.
Dowieziesz sto dziesięć? Świetnie! To teraz sto dwadzieścia. A potem sto pięćdziesiąt, bo "wiemy, że stać cię na więcej".
Nie dlatego, że jesteś wyjątkowy. Tylko dlatego, że jeszcze się nie złamałeś.
A potem przychodzi rozmowa roczna i słyszysz:
- Dlaczego jesteś wypalony?
Jakby to był twój osobisty problem. Jakbyś sam się zepsuł. Jakby system nie miał z tym nic wspólnego.
Pracuj ciężko, a umrzesz zmęczony.
- Nie bogaty.
- Nie spełniony.
- Nie spokojny.
Po prostu zmęczony.
Zmęczony:
- udawaniem, że to wszystko ma sens,
- słuchaniem, że "to tylko gorszy okres",
- liczeniem, czy jeszcze wystarczy ci sił na kolejny
miesiąc.
Najlepsi pracownicy są największymi przegranymi tego układu. Bo są idealnie dopasowani do bycia wykorzystywanymi.
Ci najlepsi zwykle:
- nie potrafią odpuścić, nawet kiedy powinni,
- nie potrafią się obijać, nawet kiedy system tego
wymaga,
- nie potrafią "robić minimum", bo sumienie im na to nie
pozwala.
Zostali tak zaprogramowani.
Minimum robią ci, którzy już zrozumieli zasady gry. Którzy wiedzą, że:
- nie ma nagrody za staranie,
- nie ma sensu się spalać,
- to jest tylko praca, a nie sens życia.
I zgarniają dokładnie to samo wynagrodzenie.
SCENA TRZECIA - WIECZÓR
Siedzisz wieczorem na kanapie. Cisza. Telefon leży obok, ekran do góry.
- Jeszcze tylko sprawdzisz maila.
- Jeszcze tylko odpiszesz, żeby jutro było "lżej".
- Jeszcze tylko rzut oka.
I nawet nie wiesz, kiedy:
- robi się północ, a dzień oficjalnie przestaje istnieć,
- nie masz siły nawet wstać pod prysznic,
- orientujesz się, że dziś właściwie nie było życia.
Była tylko praca przed pracą i praca po pracy.
Jutro wstaniesz znowu. Nie dlatego, że chcesz. Tylko dlatego, że trzeba.
- Bo rachunki.
- Bo kredyty.
- Bo odpowiedzialność, która nigdy nie bierze wolnego.
Największe kłamstwo naszych czasów?
Że ciężka praca się opłaca. Opłaca się. Ale nie tobie.
Opłaca się tym, którzy ją sprzedają, planują i rozliczają.
Ty dostajesz w pakiecie:
- chroniczne zmęczenie,
- napięcie, które nie schodzi nawet w weekend,
- i satysfakcję zastępczą pod tytułem: "przynajmniej się
staram".
Pracuj ciężko - umrzesz zmęczony.
Pracuj mądrze - brzmi ładnie, ale nikt nigdy nie wyjaśnił, co to znaczy.
Nie pracuj - nie możesz, bo rachunki nie znają litości.
I tak kręci się to kółko. Dzień po dniu. Miesiąc po miesiącu.
Aż przestajesz pamiętać, po co właściwie wsiadłeś do tej karuzeli.
ROZDZIAŁ 3 - Podwyżka, która nic nie
zmienia
Podwyżka to najkrótszy moment szczęścia w dorosłym życiu.
Jest jak kilka rzeczy, które wszyscy znamy aż za dobrze:
- jest jak łyk piwa po robocie, który daje ulgę tylko na
chwilę,
- jest jak pierwszy dzień urlopu, zanim dotrze do ciebie,
że i tak zaraz się skończy,
- jest jak powiadomienie "wpłynęło" w aplikacji
bankowej, które poprawia humor na kilkanaście sekund.
Krótko. Intensywnie. I zaskakująco szybko mija.
SCENA PIERWSZA - ROZMOWA Z PRZEŁOŻONYM
- Chcemy cię docenić.
- Widzimy twoje zaangażowanie.
- Niestety to nie jest łatwa decyzja, ale...
W tym momencie już nie słuchasz.
Nie dlatego, że jesteś arogancki, tylko dlatego, że doskonale wiesz, co za chwilę padnie.
W swojej głowie widzisz już:
- więcej pieniędzy, które wreszcie dadzą ci trochę
oddechu,
- więcej sensu w tym, co robisz, bo "skoro płacą więcej,
to znaczy, że warto",
- więcej powietrza, którego od dawna ci brakuje.
SCENA DRUGA - EUFORIA
Wracasz do biurka lżejszy. Nie fizycznie. Mentalnie.
Świat nagle:
- mniej wkurwia, bo pojawiła się nadzieja,
- mniej męczy, bo czujesz się zauważony,
- mniej boli, bo przez chwilę wszystko wydaje się mieć
sens.
W głowie mówisz sobie: "No wreszcie. Teraz to już jakoś pójdzie. Teraz będzie z górki".
Zaczynasz mentalnie wydawać pieniądze, których jeszcze nawet nie masz.
Nie na głupoty. Podkreślmy to wyraźnie. Na normalne, dorosłe rzeczy:
- na trochę spokoju w głowie,
- na trochę luzu w codziennym życiu,
- na trochę mniej stresu przy każdym otwieraniu aplikacji
bankowej.
SCENA TRZECIA - PIERWSZA WYPŁATA PO PODWYŻCE
Wpływa. Patrzysz. Przeliczasz.
Nagle przypominasz sobie ciąg dalszy rozmowy:
- Firma jest w trudnej sytuacji finansowej, więc podwyżki
są, ale nie tak wysokie, jak pewnie oczekiwałeś.
Jak to w trudnej sytuacji finansowej?
Przecież mieliśmy najwyższą sprzedaż w zeszłym roku na przestrzeni ostatnich stu lat!
A dodatkowo, po drodze okazuje się też, że podwyżka:
- została skutecznie zjedzona przez podatki,
- została brutalnie zgwałcona przez inflację,
- została po cichu rozmyta przez codzienne życie. Zostaje coś. Ale nie to, co obiecywała wyobraźnia.
Największy żart polega na tym, że podwyżka nie zmienia twojego życia. Ona zmienia twoje oczekiwania.
Teraz zaczyna się nowa codzienność, w której:
- wymagasz od siebie jeszcze więcej niż wcześniej,
- bierzesz na siebie więcej odpowiedzialności, bo "teraz
już wypada",
- coraz bardziej boisz się spaść, bo stawka nagle
wzrosła.
Bo skoro cię docenili i skoro teraz więcej zarabiasz, to musisz dowozić więcej i lepiej.
SCENA CZWARTA - ADAPTACJA
Po trzech miesiącach:
- wypłata przestaje robić jakiekolwiek wrażenie i staje się
"normalna",
- stres wraca dokładnie tam, gdzie był wcześniej,
- życie zaczyna kosztować dokładnie tyle, ile zarabiasz,
- a oszczędności nadal nie powstają, mimo dobrych
chęci.
Standard życia zawsze najpierw dogania dochód, a chwilę później zaczyna go wyprzedzać.
To jest mechanizm, którego nikt nie uczy. Bo gdyby ludzie go rozumieli, podwyżki przestałyby działać jak marchewka na kiju.
Podwyżka nie jest nagrodą. Podwyżka jest nowym punktem odniesienia.
Od teraz:
- jeszcze trudniej jest odejść, bo "przecież masz dobrą
pensję",
- nie wypada już odpuścić, bo "teraz to byłoby
nieodpowiedzialne",
- coraz trudniej powiedzieć "nie", bo za dużo masz do
stracenia.
Teraz nie tracisz tylko pensji. Teraz tracisz status.
SCENA PIĄTA - MYŚL, KTÓRA WRACA
- Jeszcze jedna podwyżka i będzie spokój.
To zdanie działa dokładnie jak kredyt. Brzmi rozsądnie. Działa długo. Ale nigdy nie kończy się spokojem.
Podwyżka, która nic nie zmienia, jest fundamentem klasy średniej.
To moment, w którym:
- nie jesteś już naiwny,
- ale wciąż nie jesteś wolny,
- i zaczynasz rozumieć, że to nie jest jednorazowy
wyścig.
To jest bieżnia. Tylko trochę szybsza.
"Klasa średnia - finansowy escape room".
Bo po podwyżce wydaje ci się, że drzwi wreszcie się otwierają. Problem w tym, że za nimi są kolejne.
Zamknięte.
Znowu musisz kombinować, jak je otworzyć.