Rozdział pierwszy
Agacie nigdy w życiu nie było tak gorąco. Wiedziała, że w Egipcie będzie panował upał, ale nie, że aż taki. Przejrzała już cały słownik, który przywiozła ze sobą z Anglii w poszukiwaniu trafnych synonimów. Czuła, że się smaży, przypala, gotuje lub piecze - wszystkie te wyrazy idealnie oddawały jej stan.
- Teraz wiem, jak czuje się ciasto w piekarniku - powiedziała do siostry.
- Ja też - jęknęła Christie. - Nie wiem, jak możesz wytrzymać w tym garniturze, Auguście.
August, belgijski przyjaciel dziewcząt, również nie miał pojęcia, jak mu się to udaje. Mimo że garnitur był letni, a więc luźny i przewiewny, chłopiec straszliwie się pocił. Raz czy dwa zdarzyło mu się nawet zasłabnąć. Sama myśl o rozbieraniu się publicznie przyprawiała go jednak o mdłości.
Pomijając upał, cała ta trójka była niezwykle podekscytowana pobytem w Egipcie. Żadne z nich nigdy wcześniej nie znalazło się tak daleko od domu. Pani Dupont, matka Augusta, była znaną pisarką. Kiedy zaproponowała, by Christie i Agata towarzyszyły jej i synowi w podróży badawczej do tego północnoafrykańskiego kraju, obie siostry skwapliwie skorzystały z okazji. Agata uważała, że będzie to ogromna inspiracja dla jej własnego pisarstwa. Christie natomiast marzyła o ekscytujących przygodach, które mogłyby tam przeżyć.
W tym momencie jechały po zakurzonej drodze równie zakurzonym samochodem na spotkanie z przyjaciółmi pani Dupont.
- Jak oni się nazywają? - zapytała Christie. - Ci wasi przyjaciele?
- To lord i lady Carnarvon - odpowiedziała jej pani Dupont. - Właśnie oni finansują te wielkie wykopaliska prowadzone przez pana Howarda Cartera, o których w zeszłym roku pisały wszystkie gazety.
- W grobowcu egipskiego króla? - zapytała Agata.
- Faraona - poprawił August. - Egipskich królów nazywano faraonami.
- Ale jak się nazywał ten faraon? - dopytywała Christie.
August się zawahał.
- Tut... Tut...
- Tutanchamon - podpowiedziała jego mama z uśmiechem.
- Szkoda, że nie było nas tu wcześniej - stwierdziła Christie, myśląc o tym, jak ekscytujące byłoby odkopywanie grobowca.
Agata zgodziła się z nią w myślach. Czytała, że kiedy pan Carter po raz pierwszy wszedł do środka, ktoś zapytał, czy coś tam jest, a on wykrzyknął: "Tak, wspaniałe rzeczy!". Sama chciałaby takie wspaniałe rzeczy zobaczyć!
- Och, przecież oni jeszcze nie skończyli - dodała pani Dupont. - Najwyraźniej skatalogowanie wszystkiego, co wydobyto z grobowca, zajmie wiele lat. Dopiero zaczęli prace nad komorą grobową. Muszą działać bardzo metodycznie.
August, największy miłośnik porządku i logicznego działania, jakiego dziewczęta kiedykolwiek spotkały, wyglądał na zachwyconego.
- Jeśli mieliście nadzieję zobaczyć wykopaliska w toku, obawiam się, że będziecie rozczarowani - zaznaczyła na wstępie lady Carnarvon. Prowadziła grupę do salonu wspaniałego domu, który wynajmowali. - W tej chwili wszystko stanęło.
- Ojej, dlaczego? - zapytała pani Dupont.
- Czy doszło do morderstwa? - dodała Christie, a jej oczy błyszczały z ekscytacji.
W salonie rozległ się śmiech. Wąsaty mężczyzna o siwych włosach wstał z krzesła, opierając ciężar ciała na lasce.
- Cóż, podejrzewamy, że faraon, którego grobowiec badamy, mógł umrzeć gwałtowną śmiercią - powiedział. - Ale nic więcej się nie zdarzyło przez ostatnie trzy tysiące lat. Tak przy okazji, jestem lord Carnarvon. Miło mi was poznać.
- Nam również niezwykle miło pana poznać - odpowiedziały dzieci.
Ten pan nie wygląda na zdrowego - pomyślała Agata. - Czy to naprawdę w porządku, żeby biegał po starożytnych grobowcach?
- Więc w czym problem? - Christie nie odpuszczała.
- Jest za gorąco? - podpowiedział August.
Lord Carnarvon znów się roześmiał, choć jego śmiech szybko przeszedł w gwałtowny kaszel.
- Możecie mi wierzyć lub nie, ale teraz panuje tu najchłodniejsza pora roku - wyjaśnił. - Nie, oficjalne wyjaśnienia są takie, że pan Howard Carter, człowiek odpowiedzialny za wykopaliska, i ja nie zgadzamy się ze sobą w pewnych kwestiach. I mamy ogromne problemy w kontaktach z prasą i egipskimi władzami. Coś w tym rodzaju.
Pani Dupont uniosła brew.
- Rozumiem! A jaka jest wersja nieoficjalna, jeśli można wiedzieć?
Gospodarze wymienili spojrzenia, po czym lord Carnarvon skinął głową.
- Obawiamy się, że z grobowca zaczęły ginąć przedmioty - oznajmiła lady Carnarvon.
- Ha! - odezwał się jej małżonek. - Kochanie, nie ma potrzeby stosować aż takiej dyplomacji wobec przyjaciół. "Ginąć"... Chciałbym, żeby one zaginęły! Nie, prawda jest taka, że skradziono kilka bardzo ważnych i cennych artefaktów. Na wykopaliskach grasuje złodziej!