Rozdział 1. Wycieczka objazdowa
Rozdział 1
Stitch podparł brodę i przechylił głowę na lewą stronę.
-?To wielki motek sznurka -?stwierdziła Lilo.
-?Największy motek sznurka, jaki Stitch kiedykolwiek widział -?przyznał
stworek, przechylając głowę na prawą stronę i nie spuszczając wzroku z obserwowanego obiektu.
-?To jedyny motek sznurka, jaki kiedykolwiek widziałeś -?doprecyzował
Jumba, drapiąc się w rzadką czuprynę. -?A czym właściwie jest motek? I po co on sznurkowi? I dlaczego musieliśmy pojechać na wycieczkę tylko po
to, żeby na niego popatrzeć?
-?Chodziło o to, żeby spędzić razem czas -?wyjaśniła Lilo. -?Mam ferie
wiosenne, a Nani pomyślała, że powinniśmy pobyć trochę poza domem i zrobić coś fajnego!
-?I dowodzenie powierzyła mnie! -?wtrącił Plikli, wyskakując z kampera.
-?Wypożyczyłem ten oto pojazd kempingowy, żebyśmy mogli urządzić sobie
niesamowitą wycieczkę po całych Hawajach! To wspaniała okazja, by
zacieśnić łączącą nas więź.
-?Naprawdę tak myślisz? -?zapytała Lilo.
Plikli nachylił się i szepnął jej do ucha:
-?Nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno: twoja siostra stwierdziła, że jeśli
mi życie miłe, mam znaleźć wam coś do roboty w czasie, gdy ona jest w pracy. Bo ostatnio zrobiło się trochę dziwne.
Ostatnio, to znaczy od kilku miesięcy, kiedy to Lilo Pelekai i jej
starsza siostra Nani poznały Stitcha vel Obiekt 626. Czyli Plikli wcale
nie żartował.
Stitch powstał w wyniku eksperymentu doktora Jumby Jookiby, szalonego
kosmicznego naukowca, i w założeniu miał być kuloodporny, żaroodporny i zdolny do przetwarzania informacji szybciej niż najpotężniejszy
superkomputer. Oprócz tego widział w ciemności i potrafił przesuwać
przedmioty trzy tysiące razy cięższe od siebie, ale jego najsilniejszy
instynkt kazał mu, jak twierdził Jumba, niszczyć wszystko, czego się
dotknie.
-?Ja tam myślę, że życie zrobiło się bardzo dziwne -?stwierdziła Lilo,
uśmiechając się do Plikliego -?i takie mi się podoba.
-?Mnie też -?odparł Stitch, wpatrując się w ziemię obok kampera, gdzie
dostrzegł wielką żabę.
-?Pomyślcie tylko, jak inaczej wszystko by wyglądało, gdybym nie zabrała
Stitcha ze schroniska -?powiedziała Lilo. -?Nie spotkałabym żadnych
prawdziwych kosmitów!
Jumba odwrócił się do niej z poważną miną.
-?Zdaję się, że chciałaś powiedzieć: "Dziękuję, Jumbo, że stworzyłeś
Obiekt 626 i pozwoliłeś się aresztować Federacji Galaktycznej, dzięki
czemu Obiekt 626 miał okazję zbiec na Ziemię i udawać psa".
Stitch doskonale pamiętał tamten dzień. Siostry Pelekai, Lilo i Nani,
nie miały pojęcia o jego kosmicznym pochodzeniu. Lilo najpierw myślała,
że jest bardzo niesfornym kundelkiem. A to czyniło z nich świetną parę,
bo -?jak wkrótce przekonał się Stitch -?Lilo bywała czasem bardzo
niesforną dziewczynką. Ale mimo to jakimś cudem, gdy byli razem, mieli
na siebie doskonały wpływ.
-?Naprawdę dziwny byłby z niego pies -?stwierdził Plikli, gdy Lilo
podeszła do Jumby i mocno go przytuliła.
Wielki kosmita w kitlu naukowca uniósł brew i ku własnemu zaskoczeniu
odwzajemnił uścisk.
-?Dziękuję, Jumbo -?powiedziała Lilo. -?I nie martw się. Wybaczam ci też
to, że próbowałeś go złapać.
Jumba sprawiał wrażenie skrępowanego.
-?To była tylko praca -?rzucił, wzruszając ramionami. -?Nic osobistego.
-?Ma rację -?wtrącił Plikli. -?Nie byłoby nas tutaj, gdyby nie osobiste
rozkazy Przewodniczącej Rady Galaktycznej! To ona poleciła nam
obezwładnić Stitcha i sprowadzić go w kajdanach. -?Jednooki kosmita był
ekspertem od spraw Ziemi na usługach Federacji. Towarzyszył Jumbie w wyprawie, której celem było zatrzymanie Obiektu 626. Mimo bardzo
pomysłowych, zdaniem Plikliego, ludzkich przebrań po kilku nieudanych
próbach schwytania Stitcha zostali zwolnieni ze służby. Zastąpił ich
kapitan Gantu, barczysty i zasadniczy do bólu kosmita o bardzo
nieprzyjemnym usposobieniu, który wyglądał mniej więcej tak:
Zapewne domyślacie się, że kapitan Gantu też nie zdołał wykonać misji.
Gdyby mu się udało, ta książka by nie powstała. W końcu wszyscy doszli
do wniosku, że Stitch wcale nie jest taki zły, więc Przewodnicząca
pozwoliła mu zostać na Ziemi z Lilo i jej siostrą.
Szefowa Rady nie kwapiła się ponownie przyjąć na służbę Jumbę i Plikliego, więc oni także zostali na Hawajach.
A skoro o nich mowa, obaj stali teraz po dwóch stronach Największego
Motka Sznurka na wyspie Kaua'i, a między nimi Stitch. Jumba pociągnął za
kołnierz swojej hawajskiej koszuli, a Plikli z zapamiętaniem stroszył
perukę.
Na Ziemi polubił noszenie stylowych sukienek, a jeszcze bardziej
stylowych fryzur. Obaj z Jumbą mieli na sobie ludzkie kostiumy, a Plikli
doskonale wtapiał się w tłumtlum.
-?Trochę na lewo! -?poinstruowała Lilo, podnosząc aparat.
-?Jeśli przesunę się bardziej na lewo, spadnę w przepaść -?zauważył
Jumba.
I miał rację, bo z jakiegoś powodu Największy Motek Sznurka znajdował
się tuż przy krawędzi bardzo stromego klifu.
-?Chodź, zamienimy się miejscami -?powiedział Jumba, podnosząc
Plikliego.
Postawił go bliżej urwiska.
-?Hej, uważaj na sukienkę! -?wykrzyknął Plikli. -?Łatwo się gniecie!
Stitch przyglądał się tej scenie, z całych sił starając się nie ruszać.
Ogromnie zależało mu na tym, żeby wycieczka przebiegała bez zakłóceń.
Choć osiadł na Ziemi, gdzie znalazł ohana, czyli rodzinę, którą
stworzył z Lilo, Nani, Jumbą i Pliklim, wciąż nie do końca umiał
zapanować nad swoimi niszczycielskimi odruchami.
Za każdym razem, gdy próbował w czymś pomóc, nie potrafił się na tym
skupić. To nie jego wina, że wywołanie niewielkiej eksplozji w kuchni
jest ciekawsze od czekania, aż ugotuje się obiad, i że najfajniej pieli
się zębami, które lepiej chwytają chwasty (a także kwiaty, drzewa, czyli
właściwie wszystko, co rośnie w ogródku), i że Nani nie spodobała się
tyrolka, którą skonstruował w domu z jej świeżo wypranych koszulek, albo
że...
No, sami rozumiecie.
-?Szkoda, że nie mogę uwiecznić motka pod lepszym kątem -?westchnęła
Lilo. -?Mówi się trudno. Powiedzcie "moteeeek"!
W tym momencie Stitch wpadł na pomysł, jak pomóc przyjaciółce złapać
kadr, na którym jej zależało.
Dźwignął Największy Motek Sznurka i uniósł go nad głową.
-?Ta-daaam!
Ale, jak to mu się czasem zdarzało, nie docenił własnej siły, więc
podniósł kulę z takim impetem, że wyleciała mu z rąk i wzbiła się wysoko
w powietrze.
Na szczęście przyjaciół nie spotkał smutny koniec rozpłaszczonych
placków, bo Stitch rzucił się biegiem i zepchnął ich na bok, żeby wielka
kula w nich nie trafiła. A potem podskoczył i przebiegł się na pędzącym
motku, zeskakując w porę, zanim ten stoczył się w przepaść.
-?Było blisko! -?sapnął Plikli, poprawiając przekręconą perukę. -?Jak
wyglądam?
-?Co to miało być, Stitch?! -?Lilo oskarżycielsko wycelowała palec w przyjaciela.
Mały kosmita wbił wzrok w ziemię. Nie mógł spojrzeć jej w oczy. Chciał
tylko pomóc i zrobić coś miłego. A w efekcie zepsuł zdjęcie. Zawsze
wszystko psuł.
Nie wiedział, co powiedzieć, ale zanim zdążył coś wymyślić, w torebce
Plikliego rozległ się piskliwy dźwięk dzwonka.
Jednooki sięgnął do środka i wyciągnął coś, co wyglądało jak niewielkie
składane lusterko, ale w rzeczywistości było galaktycznym komunikatorem.
Nosił go ze sobą wszędzie, żeby w każdej chwili móc zadzwonić do mamy,
gdy akurat zatęskni. Teraz otworzył komunikator i szczęka opadła mu na
ziemię.
-?Pani Przewodnicząca! -?wykrzyknął.
-?Agencie Plikli, kontaktuję się z panem, ponieważ Obiekt 626 nie
posiada galaktycznego komunikatora -?oznajmiła rzeczowo Przewodnicząca
bez zbędnych uprzejmości. Jej surowa twarz wpatrywała się w Plikliego z malutkiego ekranu.
-?Ma na myśli ciebie, Stitch -?szepnęła Lilo.
Ciekawość wzięła górę nad poczuciem winy, bo Stitch lekko poweselał i przyskoczył do Plikliego.
-?Tutaj Stitch! -?zawołał.
Nagle bez ostrzeżenia przez chmury przebił się snop jasnego światła i oświetlił ich wszystkich.
Rozdział 2. GAD
Rozdział 2
-?MOTEK! -?wrzasnął Plikli, zanim uświadomił sobie, gdzie się znaleźli.
Światło na chwilę oślepiło Stitcha, a gdy ten odzyskał wzrok, uświadomił
sobie, że nie są już na Hawajach. Stali w pomieszczeniu o ścianach z połyskliwego metalu. Po dwóch stronach znajdowały się okrągłe okienka,
za którymi rozciągał się czarny bezkres kosmosu. A na końcu
pomieszczenia ze złożonymi rękoma stała...
-?Przewodnicząca! -?wykrzyknęła Lilo. -?Jak się pani miewa?
-?Och -?odparła Przewodnicząca nieco zaskoczona.
Do tej pory miała okazję spotkać Lilo tylko raz, podczas swojej krótkiej
wizyty na Ziemi, gdy zamierzała schwytać Obiekt 626, zanim zdecydowała,
że pozwoli mu zostać z siostrami Pelekai.
-?Jaka uprzejma dziewczynka -?pochwaliła. -?Tak, nie najgorzej.
Wybaczcie, że sprowadziliśmy was tu przez IMPRiS1 bez ostrzeżenia.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego rozłożyłam was na molekuły,
przesłałam je przez pół galaktyki i ponownie złożyłam na moim statku.
-?Owszem, mnie to trochę ciekawi -?przyznał Jumba.
-?Od razu zaznaczę, że to, co za chwilę powiem, jest ściśle tajne. Nie
wspominajcie o tym nikomu, nikomu nie ufajcie -?ciągnęła Przewodnicząca.
-?Federacja odkryła coś niepokojącego na waszej planecie. Mamy podstawy
podejrzewać, że pojawił się u was problem natury pozaziemskiej.
-?Co za problem? -?zapytał Stitch.
-?Nie... nie jesteśmy pewni. Ale podejrzewamy, że może dotyczyć
buntowniczego gatunku zwanego... ślimobcymi.
-?Ślimobcy?! -?wykrzyknął Plikli zza pleców Stitcha. -?Tylko nie
ślimobcy!
-?Co to są ślimobcy? -?zapytała Lilo.
-?Nie mam pojęcia! Ale na pewno nic fajnego! -?odpowiedział Plikli.
-?Ślimobcy pochodzą z planety Gastropodia -?wyjaśniła Przewodnicząca. -
Niewiele o nich wiadomo. Federacja zleciła już dochodzenie Galaktycznej
Agencji Detektywistycznej.
-?Agencji detektywistycznej? -?powtórzył Stitch.
Przewodnicząca przytaknęła.
-?Galaktyczna Agencja Detektywistyczna, w skrócie GAD, to grupa, która
zajmuje się tajemniczymi sprawami w całej galaktyce. Ziemię
powierzyliśmy jednemu z naszych najlepszych agentów, ale dziś rano
straciliśmy z nim kontakt.
Przewodnicząca przesunęła palcem po niewielkim panelu kontrolnym, a oczom wszystkich ukazał się hologram postaci, którą Stitch natychmiast
rozpoznał.
-?Kobra Bąbel! -?wykrzyknęła Lilo.
Kobra Bąbel był pracownikiem opieki społecznej nadzorującym Lilo,
jeszcze zanim poznała Stitcha. Pomógł przekonać Przewodniczącą, by
pozwoliła Stitchowi zostać na Ziemi i od tamtej pory czasem wpadał
sprawdzić, jak sobie radzą.
-?Tak -?przyznała. -?Agent Bąbel pracuje dla GAD-u. W ostatniej
wiadomości nadanej z Francji powiedział, iż ma podstawy podejrzewać, że
ślimobcy realizują na Ziemi pewien nikczemny plan. Zamierzał podjąć
zdecydowane kroki, ale najpierw miał zgromadzić więcej dowodów.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Prolog. Ślorb!
PROLOG
W Paryżu właśnie wybiła północ. Wielu ludzi leżało już w swoich domach
pod pierzyną i prawdopodobnie bardzo głośno chrapało, co musiało
potwornie irytować tych, którzy jeszcze nie spali. Inni wciąż kręcili
się po mieście, ciesząc się przyjemną wiosenną aurą i wieczorną ciszą
(ma się rozumieć, o ile w pobliżu akurat nikt nie chrapał).
Ale był też wyjątek. Pewien mężczyzna biegł co tchu boczną alejką i nie
miał czasu delektować się paryską sielanką. Sprawiał wrażenie bardzo,
ale to bardzo przerażonego -?co mogło dziwić, bo kawał chłopa był z niego i wyglądał przy tym, jakby nic nie było w stanie go przestraszyć.
W tym szaleńczym pędzie potknął się o kosz na śmieci.
A potem kolejny, i jeszcze jeden. Wszystkie uderzały o chodnik w kakofonii metalicznych huków i brzęków. Mężczyzna liczył, że kosze
spowolnią to coś.
Obejrzał się przez ramię i dostrzegł neonowozieloną poświatę, która
wypełniła ciemny zaułek.
To, co go goniło, było coraz bliżej... i bliżej... i bliżej.
-?Czymkolwiek jesteś -?wysapał -?zadarłeś z niewłaściwym człowiekiem.
Jarząca się na zielono postać nie odpowiedziała. Pełzła powoli w jego
kierunku, jakby nigdzie jej się nie spieszyło. Podciągnęła się
odrobinkę, a temu ruchowi towarzyszył głośny mlaszczący odgłos.
-?Nie dorwiesz mnie -?mruknął mężczyzna, po czym odwrócił się, zrobił
duży krok i wpadł na ogrodzenie z metalowej siatki. Podniósł głowę i ocenił je na trzy albo cztery metry wysokości. Nie miał wyboru, musiał
się przedostać na drugą stronę.
Siatka zaklekotała, gdy zaczął się po niej wspinać.
Czymkolwiek było to jarzące się zielone coś, wciąż pełzło alejką. I zdawało się przyspieszać.
Mężczyzna był już prawie po drugiej stronie ogrodzenia, gdy omsknęła mu
się prawa ręka, a on runął na ziemię i wylądował na stercie worków ze
śmieciami. Szybko się jednak poniósł i odwrócił.
Ostatnim, co zobaczył, było to coś, co za nim goniło, a wyglądało...