Agent Stitch. Tom 3. Galeria pełna grozy. Disney - Steve Behling

Kup ebooka

40.00 zł
34.00 zł (33,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Musical na Broadwayu

Roz­dział 1

Tym­cza­sem w Nowym Jorku, zwa­nym też Wiel­kim Jabł­kiem, roz­gry­wała się inna opo­wieść.

Sekundkę, zanim przej­dziemy do rze­czy, nie uwa­ża­cie, że to dzi­waczne okre­śle­nie? Co ma jabłko do mia­sta? Może jabłka to mia­sta dla roba­ków, ale te robaki musia­łyby być malut­kie, ina­czej cią­gle by na sie­bie wpa­dały i mówiły na przy­kład: "Wybacz, Heniu, nie zauwa­ży­łam cię" i "Ojej, Basiu, prze­pra­szam naj­moc­niej, ależ ze mnie nie­zdara".

Wie­cie co? Po chwili zasta­no­wie­nia, może Wiel­kie Jabłko to okre­śle­nie jak każde inne, a my za bar­dzo się cze­piamy.

Poza tym nie się­gnę­li­ście po tę książkę, żeby poczy­tać roz­wa­ża­nia o jabł­kach. Cie­kawi was, co u agenta Stit­cha i jego przy­ja­ciół: Lilo, Jumby i Pli­kliego, prawda?

Faj­nie, to teraz wszystko jasne.

Stitch i jego przy­ja­ciele zro­bili sobie zasłu­żoną prze­rwę od swo­ich detek­ty­wi­stycz­nych wyzwań i wła­śnie mieli obej­rzeć musi­cal w teatrze Kelvin Kayes na Broad­wayu w Nowym Jorku (który, jak usta­li­li­śmy, nie jest jabł­kiem). To był ich pierw­szy spek­takl w słyn­nej dziel­nicy teatral­nej i żadne z nich nie było pewne, czego może się spo­dzie­wać.

-?Ja nie rozu­miem -?oświad­czył Jumba, nie­cier­pli­wie wier­cąc się w fotelu.

-?Czego dokład­nie? -?zapy­tała Lilo.

-?Tych ludzi na sce­nie. Będą gadać o róż­nych rze­czach, tak? -?docie­kał Jumba.

-?Mhm. -?Lilo ski­nęła głową. -?To się nazywa gra aktor­ska.

-?Gra aktor­ska, tak -?powtó­rzył nauko­wiec. -?Czyli naj­pierw będą grać, a potem nie wia­domo z jakiej beczki zaczną śpie­wać?

Stitch potwier­dził z nie­ukry­wa­nym entu­zja­zmem. Uwiel­biał śpiew i muzykę. Lilo pusz­czała cza­sem pio­senki na gra­mo­fo­nie, a on przy­gry­wał na uku­lele.

Od czasu do czasu też dawał też popisy wokalne, cho­ciaż nie wszy­scy byli fanami jego głosu (na przy­kład Jumba). Kie­dyś, gdy Stitch śpie­wał pio­senkę z Lilo, nauko­wiec powie­dział mu, że brzmi jak alte­riań­ski wyjo­smo­czek. Stitch pamię­tał tę roz­mowę, jakby to było wczo­raj. Pew­nie dla­tego, że to było wczo­raj.

-?Cóż, ja nie mogę się docze­kać -?oświad­czył Pli­kli, popra­wia­jąc perukę. -?Abso­lut­nie należy nam się relaks po tym wszyst­kim, co prze­szli­śmy. A naj­bar­dziej należy się mnie!

Zanim zdą­żył powie­dzieć coś wię­cej, spod sceny dobie­gły dźwięki stro­jo­nych instru­men­tów.

-?Ciii! -?syk­nęła Lilo, przy­ty­ka­jąc palec do ust. -?Zaraz się zacznie!

-?Stitch nie może docze­kać -?oświad­czył kosmita, sta­ra­jąc się mówić cicho. -?Stitch nie pamięta, co to za musi­cal.

-?"Czwo­ro­nogi na czte­rech kół­kach" -?wyja­śniła szep­tem Lilo. -?To ponura wizja przy­szło­ści, w któ­rej świat mogą ura­to­wać tylko psy na wrot­kach.

-?Psy, które jeż­dżą na wrot­kach i śpie­wają! -?dodał Pli­kli.

-?Wła­śnie, śpie­wa­jące psy -?przy­tak­nęła Lilo.

Stitch zakla­skał z rado­ści.

W sali zga­sły świa­tła i unio­sła się kur­tyna. Na śro­dek sceny na wrot­kach wyje­chał czło­wiek w kostiu­mie psa.

W tle roz­cią­gała się pano­rama futu­ry­stycz­nego mia­sta.

-?Jestem Reks! -?zawo­łał aktor. -?Witaj­cie w Hau­to­pii. Pew­nie wydaje wam się, że to wspa­niałe miej­sce, ale wcale tak nie jest. Bo widzi­cie, w Hau­to­pii mamy...

I w tym momen­cie zaczął śpie­wać!

-?Aaaaach! -?wes­tchnął Pli­kli i natych­miast ścią­gnął na sie­bie kar­cące spoj­rze­nia. -?Nie ma nic wspa­nial­szego! Szcze­gól­nie po zwy­cię­stwie nad śli­mob­cymi w Paryżu i powstrzy­ma­niu zębo­idów przed zahip­no­ty­zo­wa­niem wszyst­kich miesz­kań­ców Nowego Jorku.

-?Pssst! -?syk­nęła sie­dząca za nim kobieta.

Aktor na sce­nie wiro­wał na wrot­kach i śpie­wał o kotach i nie­pew­nej przy­szło­ści, ale Pli­kli mówił dalej, nie zwra­ca­jąc uwagi na innych widzów.

-?Prze­cież zosta­łem porwany! Czy ktoś jesz­cze pamięta, że mnie porwano?

-?Tak -?mruk­nął Jumba. -?W końcu to było wczo-raj!

-?I nie zapo­mnę, jak te zębo­idy pró­bo­wały zro­bić na Ziemi anty­ter­ra­for­ma­cję i upodob­nić ją do swo­jej pla­nety -?cią­gnął Pli­kli. -?A to był dopiero pierw­szy etap Pro­jektu NJUM, czym­kol­wiek on jest!

-?Pssst! -?syk­nęła znowu kobieta. Tym razem znacz­nie gło­śniej.

-?Bądź cicho, Pli­kli -?upo­mniała przy­ja­ciela Lilo. -?Prze­szka­dzasz wszyst­kim!

-?Nie wszyst­kim -?wtrą­cił się Jumba. -?Dla mnie papla­nina Pli­kliego jest znacz­nie bar­dziej inte­re­su­jąca od tego pod­ra­bia­nego psa na wrot­kach.

-?Aha, czyli według cie­bie tylko paplam, tak? -?zde­ner­wo­wał się Pli­kli.

Na scenę wyje­chali kolejni ludzie w kostiu­mach psów, a Lilo prze­wró­ciła oczami.

-?Przy­naj­mniej my dwoje będziemy cicho i obej­rzymy spek­takl, prawda, Stitch? -?szep­nęła, ale gdy odwró­ciła się do Agenta 626, zoba­czyła... pusty fotel!

-?Gdzie Stitch? -?szep­nęła. -?Nie zauwa­ży­łam, żeby wycho­dził!

-?Może poszedł do łazienki? -?pod­su­nął Jumba.

Ale Stitch wcale nie poszedł do łazienki. Pli­kli sku­piał na sobie uwagę więk­szo­ści widzów w pobli­skich rzę­dach, za to jego ocza­ro­wały dobie­ga­jące ze sceny cudowne dźwięki. Był zachwy­cony pio­sen­kami, a taniec na wrot­kach też bar­dzo mu się spo-dobał!

Dla­tego kiedy Reks zaczął śpie­wać...

... Stitch poczuł, że pies-wrot­karz zwraca się wprost do niego -?i prosi o pomoc! Nie mógł sie­dzieć bez­czyn­nie, wie­dząc, że miesz­kańcy Hau­to­pii potrze­bują wspar­cia. Nie­wiele myśląc, ruszył w kie­runku sceny...

-?Chwila, chwila! -?wydarł się Pli­kli -?jeśli myślisz, że nie zro­biło mi się przy­kro, kiedy powie­dzia­łeś, że tylko paplam, to grubo się mylisz!

-?Czy ktoś go w końcu uci­szy?! -?zawo­łała kobieta sie­dząca w rzę­dzie za nimi i zerwała się na równe nogi. -?Pró­bu­jemy. Oglą­dać. PRZED­STA­WIE­NIE!

Pli­kli wytrzesz­czył oczy i rozej­rzał się dookoła. Wyglą­dało na to, że wpa­try­wali się w niego wszy­scy... w tym młoda kobieta w gar­ni­tu­rze, która oświe­tlała go latarką. Odku­rzył w pamięci całą wie­dzę na temat ziem­skich teatrów i przy­po­mniał sobie, że takich ludzi nazy­wano porząd­ko­wymi.

-?O nie! -?wykrzyk­nął z paniką w gło­sie. -?Porząd­kowa! Czy ona mnie spo­rząd­kuje? Pro­szę, tylko mnie nie porząd­kuj!

-?Jeśli nie prze­sta­niesz roz­ma­wiać -?wyja­śniła kobieta spo­koj­nie -?będę musiała cię popro­sić o opusz­cze­nie teatru. A wtedy na pewno nie będziesz wie­dział, jak skoń­czyła się histo­ria psich wrot­ka­rzy.

Pli­kli powoli opadł na swój fotel.

-?Eee... prze­pra­szam -?bąk­nął. A potem nachy­lił się do Jumby i szep­nął: - Spo­rząd­ko­wała mnie.

Na sce­nie śpie­wa­jące psy jeź­dziły w kółko, a nad ich gło­wami uno­sił się wiel­kim balon w kształ­cie kota.

Pli­kli znów pode­rwał się z fotela i wska­zał go pal­cem.

-?Zna­la­złem Stit­cha! -?wykrzyk­nął, a przez widow­nię prze­to­czyła się fala obu­rze­nia:

-?Ciii!

Ale Pli­kli miał rację: na ogo­nie kociego balona wisiał ucze­piony pazu­rami Stitch! Wyszcze­rzył zęby w uśmie­chu i wylą­do­wał na sce­nie. Się­gnął do swo­jego pasa detek­tywa, wycią­gnął parę wro­tek z kasetki i zało­żył na tylne łapy. A potem dołą­czył do akto­rów!

-?Jaka reali­styczna cha­rak­te­ry­za­cja! -?zachwy­cił się jeden z widzów.

-?Bła­gam, niech tylko nie przyj­dzie mu do głowy śpie­wać -?jęk­nął Jumba.

Ale Stitch miał na to ogromną ochotę. Przed­sta­wie­nie bar­dzo go poru­szyło i chciał udo­wod­nić, że wcale nie brzmi jak alte­riań­ski wyjo­smo­czek! I cho­ciaż nie znał słów pio­senki, nie zamie­rzał pozwo­lić, by to go powstrzy­mało. Zaczął nucić melo­dię.

I rze­czy­wi­ście wcale nie brzmiał jak alte­riań­ski wyjo­smo­czek.

Brzmiał dużo, dużo gorzej.

Ledwo wydał z sie­bie pierw­szy ton, cały teatr zaczął wibro­wać! Drżało wszystko: fotele, pod­łoga i kolumny pod­trzy­mu­jące sufit.

-?Ależ sztuczka! -?stwier­dził ktoś z uzna­niem. -?Musieli oka­blo­wać cały teatr dla takiego efektu. Poczu­li­ście to?

Ale Lilo dosko­nale wie­działa, że to nie są efekty spe­cjalne, tylko śpie­wa­jący Stitch! Musiała zna­leźć spo­sób, by go skło­nić do zamknię­cia buzi i zej­ścia ze sceny!

Stitch jeź­dził w kółko na wrot­kach, trzy­ma­jąc się za ręce z bar­dzo sko­ło­wa­nymi akto­rami w psich kostiu­mach.

-?Hej, nie pamię­tam, żeby to było na pró­bach -?szep­nął jeden z nich.

Stwo­rek uśmiech­nął się pro­mien­nie.

-?Stitch ratuje Hau­to­pię! Śpie­wa­niem!

I otwo­rzył buzię, by zaśpie­wać na cały głos, gdy nagle... zupeł­nie znik­nął ze sceny!

Rozdział 2. Nowa misja

Roz­dział 2

Stitch nie był jedy­nym, który znik­nął. Lilo, Jumba i Pli­kli także roz­pły­nęli się w powie­trzu. W jed­nej chwili sie­dzieli na swo­ich miej­scach, a w kolej­nej ich fotele były puste!

Szo­ku­jące, prawda?

Idziemy o zakład, że nie spo­dzie­wa­li­ście się takiego zwrotu akcji już na samym początku książki!

Zwy­kle trzy­ma­li­by­śmy się Stit­cha i jego paczki, ale bio­rąc pod uwagę chaos, który wywo­łali w poprzed­nim roz­dziale, pomy­śle­li­śmy, że zacie­kawi was, jak inni widzo­wie i obsada zare­ago­wali na ich nagłe znik­nię­cie...

No to już wie­cie.

A wra­ca­jąc do Stit­cha i pozo­sta­łych... dokąd mogli się prze­nieść? I jak wła­ści­wie do tego doszło?

Cóż, znik­nęli dzięki tech­no­lo­gii IMPRiS czyli Inter-Mole­ku­lar­nego Pro­mie­nia Roz­kła­da­ją­cego i Skła­da­ją­cego -?metody trans­portu, z któ­rej naj­chęt­niej korzy­stała Fede­ra­cja Galak­tyczna.

W tele­gra­ficz­nym skró­cie: pro­mień IMPRiS roz­ło­żył ich ciała na atomy, w mgnie­niu oka prze­te­le­por­to­wał je na drugi koniec galak­tyki i ponow­nie zło­żył na pokła­dzie statku Prze­wod­ni­czą­cej, który krą­żył po orbi­cie pla­nety Turo, na któ­rej znaj­do­wała się sie­dziba Fede­ra­cji Galak­tycz­nej.

-?Agent 626 -?przy­wi­tała Stit­cha Prze­wod­ni­cząca. -?Dzię­kuję, że zja­wi­łeś się tu tak szybko.

-?Stitch tak jakby nie miał wyboru -?odparł stwo­rek wciąż zdy­szany od tańca i śpiewu na sce­nie. -?W jed­nej chwili bawi z psami na wrot­kach, a w kolej­nej PUF!

-?Tak, prze­pra­szamy, że ścią­gnę­li­śmy was tu bez ostrze­że­nia -?ode­zwał się cichy głos zza ple­ców Prze­wod­ni­czą­cej. Agento Mańko, które pra­co­wało dla GAD-u i było kon­tak­tem dla dru­żyny Stit­cha, wysta­wiło głowę zza fotela prze­ło­żo­nej. -?Prze­wod­ni­cząca zaży­czyła sobie natych­miast się z wami zoba­czyć. Posła­ło­bym agenta Bąbla, żeby ode­brał was stat­kiem kosmicz­nym, ale to sprawa nie­cier­piąca zwłoki.

-?Dzię­kuję, agento Mańko -?powie­działa Prze­wod­ni­cząca. -?A teraz pocze­kaj­cie moment, nie­długo wszystko wam wyja­śnimy.

Lilo odwró­ciła się do Stit­cha i deli­kat­nie szturch­nęła go w ramię.

-?Co ci strze­liło do głowy, żeby wejść na scenę i przy­łą­czyć się do akto­rów? -?zapy­tała cicho. -?Nie możesz się tak wygłu­piać! Jesteś detek­ty­wem! Agen­tem!

Stitch roz­ma­so­wał dźgnięte ramię i wzru­szył dru­gim.

-?Stitch pod­eks­cy­to­wany. Przed­sta­wie­nie fan­ta­styczne! Stitch myślał, że psy śpie­wają do niego. I pro­szą o pomoc. Nie mógł powstrzy­mać! Ale... następ­nym razem postara bar­dziej.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Prolog. Poznajcie megadziewczyny

Pro­log

W Seulu, sto­licy Korei Połu­dnio­wej, był późny wie­czór, ale Mega­dziew­czyny, jeden z naj­po­pu­lar­niej­szych K-popo­wych girls­ban­dów, pra­co­wały w pocie czoła. Cztery pio­sen­karki od rana tkwiły w stu­diu, gdzie do upa­dłego ćwi­czyły cho­re­ogra­fię do swo­ich sza­le­nie popu­lar­nych hitów. Ich naj­now­szy sin­giel "Marze­nia do speł­nie­nia" wspiął się na szczyty list prze­bo­jów i już nie­długo miały po raz pierw­szy zaśpie­wać go na żywo.

-?Dziew­czyny, do roboty! Musimy to opa­no­wać do per­fek­cji -?zachę­cała kole­żanki Eun Bin, gdy skoń­czyła się kolejna pio­senka. -?Kon­cert w gale­rii EXCO już w przy­szłym tygo­dniu. Pomy­śl­cie, co nas tam czeka: gigan­tyczne cen­trum han­dlowe po brzegi wypeł­nione fanami. Fanami, któ­rzy cze­kają na coś wyjąt­ko­wego.

-?Czy "wyjąt­kowe" ozna­cza, że odpocz­niemy dopiero po EXCO?-?zażar­to­wała Ha-na.

-?Ha-na ma rację -?dodała Tae-ri. -?Przy­da­łaby nam się chwila wytchnie­nia.

-?Pełna zgoda! -?przy­tak­nęła Se-jeong.

W tym momen­cie w drzwiach stu­dia sta­nęła Mi-do, mene­dżerka Mega­dziew­czyn.

-?No dobrze, dziew­częta, przy­by­łam z odsie­czą -?oznaj­miła. - Napra­co­wa­ły­ście się. Może­cie zmy­kać. Wyśpij­cie się porząd­nie! Wró­cimy do ćwi­czeń jutro z samego rana.

-?Tak! -?wykrzyk­nęła Se-jeong, uno­sząc pięść w trium­fal­nym geście.

Dziew­czyny ruszyły do wyj­ścia, a Eun Bin obej­rzała się na Mi-do.

-?Nie idziesz z nami?

Mene­dżerka pokrę­ciła głową.

-?Nie, w ostat­niej chwili coś mi wypa­dło. Muszę zała­twić pewną sprawę. Zoba­czymy się w hotelu.

Mega­dziew­czyny poma­chały jej na poże­gna­nie i zje­chały windą do lobby.

Zwy­kle opusz­czały budy­nek głów­nym wej­ściem, przed któ­rym zbie­rał się tłu­mek pod­eks­cy­to­wa­nych fanów uzbro­jo­nych w apa­raty foto­gra­ficzne. Tego jed­nak dnia skoń­czyły próbę wyjąt­kowo późno, więc o tej porze wolały wymknąć się dys­kret­nie taj­nym wyj­ściem na tyłach. Dla­tego, gdy wyszły na nocne powie­trze, nie cze­kał na nie tłum, a jedy­nie szo­fer w eks­klu­zyw­nej limu­zy­nie.

Ledwo otwo­rzyły drzwi samo­chodu, nad ich gło­wami zami­go­tało jasne świa­tło. Zasko­czone pod­nio­sły wzrok w kie­runku okien na pią­tym pię­trze, gdzie znaj­do­wało się ich stu­dio. Świa­tło znowu zami­go­tało. I trzeci. A potem za szy­bami zapa­no­wała ciem­ność.

-?Co to było? -?zapy­tała Eun Bin.

-?Powin­ny­śmy spraw­dzić, czy wszystko okej z Mi-do -?zasu­ge­ro­wała Ha-na.

Wysia­dły z samo­chodu i wró­ciły do budynku.

Gdy weszły do lobby, roz­su­nęły się drzwi windy i ze środka wyszła Mi-do.

-?Wszystko w porządku? -?zapy­tała Eun Bin. -?Zauwa­ży­ły­śmy bły­ski świa­tła i...

-?Nic mi nie jest -?odparła Mi-do. -?Czemu niby mia­łoby mi coś być?

-?No bo... powie­dzia­łaś, że musisz jesz­cze popra­co­wać i... i... -?zająk­nęła się Eun Bin.

-?Zała­twi­łam, co mia­łam do zała­twie­nia -?odparła Mi-do i lek­ce­wa­żąco mach­nęła ręką. -?Chodźmy do auta. Wrócę z wami do hotelu. Jutro czeka nas dużo pracy.

Mi-do ruszyła przo­dem do cze­ka­ją­cej na zewnątrz limu­zyny.

-?Zacho­wuje się jakoś dziw­nie... -?szep­nęła Tae-ri.

-?No nie wiem, w końcu jest doro­sła -?odparła Ha-na. -?Doro­śli są dziwni.

Ha-na nie miała poję­cia, że wkrótce przy­tra­fią się im jesz­cze dziw­niej­sze rze­czy1/2.

1. Zasta­na­wia­cie się, po co to mówimy? W ten spo­sób dajemy wam znać, że już nie­długo sprawy przy­biorą bar­dzo, ale to bar­dzo nie­zwy­kły obrót. [wróć]

2. Ale nie tak znowu natych­miast. Jeśli macie ochotę sko­czyć po prze­ką­skę czy coś, to raczej się wyro­bi­cie. [wróć]