Alarm w Sztokholmie. nr 132 - Tadeusz Konecki

Kup ebooka

12.99 zł
10.78 zł (12,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Chmury nad Skandynawią

Stara sztok­holm­ska kawiar­nia "Mam­sele Rose" przy Arse­nal­ga­tan, sły­nąca nie­gdyś ze spo­tkań pisa­rzy, arty­stów i mło­dych ofi­ce­rów, świe­ciła przed połu­dniem zazwy­czaj pust­kami. Rów­nież tego paź­dzier­ni­ko­wego, desz­czo­wego dnia znu­dzone kel­nerki snuły się mię­dzy sto­li­kami, zer­ka­jąc od czasu do czasu na czte­rech męż­czyzn, któ­rzy w zacisz­nym zakątku, przy jed­nym ze sto­li­ków, pro­wa­dzili oży­wioną roz­mowę.

-?Musi­cie, pano­wie, zro­zu­mieć -?mówił z prze­ko­na­niem star­szy, sym­pa­tyczny pan -?że pro­pa­ganda nie­miecka sta­wia sobie dale­ko­siężne cele. To nie przy­pa­dek, że wła­śnie kraje skan­dy­naw­skie, a zwłasz­cza Szwe­cję, zale­wają dziś swymi wydaw­nic­twami i fil­mami. Pro­szę się przyj­rzeć, jaki jest cha­rak­ter tych mate­ria­łów? Na przy­kład film "Der Fel­dzug in Polen". Nasz kraj i naszą armię przedsta­wia się w nim jako syno­nim zaco­fa­nia i nie­mal bar­ba­rzyń­stwa. A Wehr­macht? Ten Wehr­macht, który bez­li­to­śnie roz­pra­wił się i na­dal roz­pra­wia z naszym naro­dem, przed­sta­wiony jest z per­fidną nie­miecką pedan­te­rią jako potęga, któ­rej nic się nie oprze, a zara­zem jako armia huma­ni­tarna, roz­ta­cza­jąca opiekę nad jeń­cami i lud­no­ścią cywilną. To jest, pano­wie, wyra­fi­no­wany sys­tem pro­pa­gandy. A czemu on służy? Ma zastra­szyć narody Europy, by nie podej­mo­wały walki w swej obro­nie, a zara­zem nie oba­wiały się kapi­tu­la­cji. Musimy tej per­fid­nej pro­pa­gan­dzie prze­ciw­sta­wić prawdę o Niem­czech. Pró­bu­jemy to robić tu w Sztok­hol­mie, lecz nasze moż­li­wo­ści są ogra­ni­czone. Nakłady wyda­wa­nych przez nasze posel­stwo biu­le­ty­nów są nie­wiel­kie. "Mie­li­ście zatarg o Gdańsk", powia­dają nie­któ­rzy, który dopro­wa­dził do wojny. Nie wszy­scy zdają sobie sprawę z tego, że Gdańsk to pre­tekst, że Hitlera nie zado­wala nie tylko Gdańsk i Pol­ska, że on chce Europy, a może świata. Bez waszej pomocy, pano­wie, nie możemy otwo­rzyć spo­łe­czeń­stwu szwedz­kiemu oczu na to, czym są obecne Niemcy, do czego zmie­rzają i jakie nie­bez­pie­czeń­stwo z ich strony grozi naro­dom Europy.

-?Panie amba­sa­do­rze -?uspo­ka­jał roz­go­rącz­ko­wa­nego roz­mówcę, amba­sa­dora Potwo­row­skiego, młod­szy z męż­czyzn -?prze­cież robimy dla was wiele. Przyj­mu­jemy pol­skich ucie­ki­nie­rów z kra­jów nad­bał­tyc­kich, zaję­li­śmy się losami mary­na­rzy inter­no­wa­nych okrę­tów oraz stat­ków han­dlo­wych i rybac­kich. Nie może­cie się też uskar­żać na nasz rząd, który, nara­ża­jąc się Niem­com, wyra­ził zgodę na przej­ście naszymi wodami tery­to­rial­nymi do Anglii dzie­się­ciu waszych stat­ków han­dlo­wych.

-?Ośmiu, panie Lindström -?sko­ry­go­wał Potwo­row­ski. -?Mam jed­nak infor­ma­cję, że rząd Szwe­cji pod pre­sją nie­miecką zamie­rza zamknąć swe gra­nice dla pol­skich ucie­ki­nie­rów. Poza tym wie pan dosko­nale, że cię­żar opieki nad nimi spo­czywa głów­nie na naszym posel­stwie.

-?Nie to jest jed­nak naj­waż­niej­sze -?wtrą­cił się mil­czący dotąd męż­czy­zna prze­glą­da­jący prasę. -?Wła­śnie prze­śle­dzi­łem poczyt­niej­sze sztok­holm­skie gazety, a zwłasz­cza pań­ską, panie Wick­man -?tu zwró­cił się do czwar­tego męż­czy­zny palą­cego fajkę. -?I co w niej zna­la­złem na inte­re­su­jący nas temat? Nic, dosłow­nie nic! Obiek­tywne na pozór donie­sie­nia wszyst­kich agen­cji pra­so­wych o sytu­acji wojen­nej zaj­mują mar­gi­nalne miej­sce. Ani słowa potę­pie­nia Nie­miec za zbrod­nie na morzu. No i oczy­wi­ście w Pol­sce -?dodał, patrząc na Potwo­row­skiego.

-?Nasza gazeta "Dagens Nyhe­ter" ma cha­rak­ter neu­tralny i wstrzy­muje się od pochop­nych komen­ta­rzy -?odpo­wie­dział Wick­man. -?Redak­tor naczelny Sten Dahl­gren stale nam przy­po­mina, by trzy­mać się ści­śle tego, co zapo­wiada tytuł gazety: wia­do­mo­ści dnia. Co innego na przy­kład taka "Social-Demo­kra­ten" Ric­karda. Ona może sobie pozwo­lić na kry­tyczne sądy pod adre­sem innych par­tii i sys­te­mów rzą­dzą­cych.

-?Prze­sa­dzasz, Johan -?zape­rzył się Lindström. -?Odzwier­cie­dlamy sta­no­wi­sko par­tii rzą­dzą­cej i to nas zobo­wią­zuje.

-?Pano­wie! -?prze­rwał nie­cier­pli­wie Potwo­row­ski. -?Mnie i panu Mon­tagu-Pol­loc­kowi nie cho­dzi o jakieś napa­stliwe "wypady", lecz o pisa­nie prawdy o Niem­czech i ich zbrod­niach wojen­nych sta­no­wią­cych groźbę dla wszyst­kich naro­dów Europy. Już ten mate­riał, który wam przed­sta­wi­li­śmy, wystar­czy do pod­ję­cia takiej kam­pa­nii pra­so­wej. Cho­dzi tu nie tylko o nas, o mój kraj, który pierw­szy prze­ciw­sta­wił się Hitle­rowi, ale także o was. Szwe­dzi muszą zro­zu­mieć, że dzi­siej­sze Niemcy nie uznają żad­nych zasad, a więc także zasady neu­tral­no­ści. Jestem prze­ko­nany, że nie zawa­hają się jej pode­ptać, gdy uznają to za korzystne dla sie­bie. A Szwe­cja z jej bogac­twami natu­ral­nymi i cen­tral­nym poło­że­niem stra­te­gicz­nym w pół­noc­nej Euro­pie sta­nowi łakomy kąsek.

Zapa­no­wała chwila ciszy, prze­rwana przez Wick­mana.

-?Wiem, że jest pan życz­li­wie usto­sun­ko­wany do Szwe­dów i zna pan nasze realia. Pana słowa zaostrzą naszą czuj­ność. Może rze­czy­wi­ście ufamy zbyt mocno w naszą neu­tral­ność? Wpraw­dzie zaczę­li­śmy się zbroić, ale chyba zbyt późno -?mówiąc to zamy­ślił się przez chwilę. -?Wie pan co, panie amba­sa­do­rze, zor­ga­ni­zuję panu spo­tka­nie z Ture Nor­ma­nem. Reda­go­wany przez niego "Trots-Allt" już opu­bli­ko­wał kilka arty­ku­łów anty­nie­miec­kich. Jestem prze­ko­nany, że podej­mie on szer­szą kam­pa­nię na ten temat.

-?A "Stoc­kholms Tid­nin­gen"? -?zapy­tał radca amba­sady bry­tyj­skiej Wil­liam Mon­tagu-Pol­lock.

-?Nie -?zaprze­czył Lindström. -?Współ­wła­ści­cie­lem tej gazety jest Tor­sten Kreu­ger, zain­te­re­so­wany we współ­pracy z Niem­cami.

-?To brat zna­nego afe­rzy­sty zapał­cza­nego -?dodał Wick­man. -?Ric­kard ma rację. Kreu­ger będzie for­so­wał pro­nie­miecki kurs gazety.

-?A więc, pano­wie -?pró­bo­wał zre­asu­mo­wać roz­mowę, spo­glą­da­jąc na zega­rek, Mon­tagu-Pol­lock -?w dużym stop­niu osią­gnę­li­śmy wza­jemne zro­zu­mie­nie, a o to nam cho­dziło. Wpraw­dzie nie podzie­lam obaw pana Gustawa -?uśmiech­nął się do Potwo­row­skiego -?co do zagro­że­nia Skan­dy­na­wii, gdyż sprzy­mie­rzeni do tego nie dopusz­czą, lecz wiele zależy jed­nak od postawy samej Szwe­cji. A na to, jaka ona będzie, bez­po­średni wpływ wywie­rać będzie prasa. Mam nadzieję, że kon­takt mię­dzy nami zosta­nie pod­trzy­many.

Żaden z uczest­ni­ków roz­mowy w "Mam­sele Rose", do któ­rej doszło dzięki ini­cja­ty­wie ener­gicz­nego posła RP w Sztok­hol­mie Gustawa Potwo­row­skiego, nie zda­wał sobie sprawy z tego, jak bar­dzo była ona na cza­sie. Już bowiem od kilku tygo­dni Skan­dy­na­wia zaczęła domi­no­wać w zabor­czych pla­nach przy­wód­ców III Rze­szy.

Trze­ciego paź­dzier­nika 1939 roku dowódca Krieg­sma­rine, admi­rał Erich Raeder, spo­rzą­dził notatkę zaty­tu­ło­waną: "Uzy­ska­nie baz w Nor­we­gii". Postu­lo­wała ona popra­wie­nie sytu­acji stra­te­gicz­nej III Rze­szy.

"W swej notatce -?pisał po paru latach -?pod­kre­śli­łem nie­ko­rzystną sytu­ację, która wytwo­rzy się, jeśli zaję­cia Nor­we­gii doko­nają Anglicy. Umoż­liwi to im kon­trolę podejść do Bał­tyku, nasze skrzy­dła w trak­cie mor­skich ope­ra­cji i nalo­tów powietrz­nych na Anglię będą zagro­żone, a Anglicy będą wywie­rać nacisk na Szwe­cję. Pod­kre­śli­łem też korzy­ści, jakie odnie­siemy w wyniku oku­pa­cji nor­we­skiego wybrzeża i wyj­ścia na pół­nocny Atlan­tyk oraz unie­moż­li­wie­nia Angli­kom usta­no­wie­nia blo­kady jak w latach 1917-1918".

Hitler natych­miast dostrzegł zna­cze­nie pro­blemu nor­we­skiego. Dzie­wią­tego paź­dzier­nika przy­jął Raedera, pole­cił przed­sta­wić sobie notatki i oświad­czył, że pra­gnie cały pro­blem roz­pa­trzyć oso­bi­ście.

Wkrótce roz­po­częły się przy­go­to­wa­nia do zaję­cia Danii i Nor­we­gii, jesz­cze przed ofen­sywą na Zacho­dzie. Waż­nym moty­wem była tu chęć zapew­nie­nia Niem­com cią­głych dostaw szwedz­kiej rudy żela­znej. Zagad­nie­niem otwar­tym pozo­sta­wała sprawa oku­pa­cji samej Szwe­cji. Decy­zję w tej spra­wie uza­leż­niał Hitler od postawy szwedz­kiego rządu i spo­łe­czeń­stwa.

Spo­łe­czeń­stwo szwedz­kie ufało swej tra­dy­cyj­nej poli­tyce neu­tral­no­ści. Się­gała ona prak­tycz­nie końca wojen napo­le­oń­skich, kiedy to nowy monar­cha, Karol XIV Jan, były mar­sza­łek napo­le­oń­ski Ber­na­dotte, skie­ro­wał poli­tykę zagra­niczną Szwe­cji na nowe tory. Obej­mu­jąc w 1810 roku wła­dzę, wypo­wie­dział on zna­mienne słowa:

"Pokój jest jedy­nym hono­ro­wym celem dla mądrego i oświe­co­nego rządu".

Szwe­cja, która przez wiele stu­leci pro­wa­dziła wojny, po ponie­sio­nych klę­skach i utra­cie zdo­by­czy tery­to­rial­nych prze­stała się anga­żo­wać w kon­flikty ogól­no­eu­ro­pej­skie, sta­jąc się ośrod­kiem idei skan­dy­na­wi­zmu - poczu­cia wspól­noty Szwe­dów, Duń­czy­ków i Nor­we­gów oraz celo­wo­ści unii państw skan­dy­naw­skich. W okre­sie wojny pru­sko-duń­skiej o Szle­zwik i Holsz­tyn w 1848 roku skan­dy­naw­ska soli­dar­ność zama­ni­fe­sto­wana została udzie­le­niem Danii pomocy woj­sko­wej, po czym w bar­dzo nie­dłu­gim cza­sie szwedz­kie woj­ska wyco­fano z Fio­nii.

Po wybu­chu wojny krym­skiej w 1853 roku Szwe­cja ogło­siła wraz z Danią dekla­ra­cję o neu­tral­no­ści. W prak­tyce postawa Szwe­cji i Danii uła­twiła anty­ro­syj­skie dzia­ła­nia floty angiel­sko-fran­cu­skiej na Bał­tyku. Pokój pary­ski, koń­czący wojnę krym­ską (zawarty 30 III 1856 r.), wśród swych posta­no­wień zawie­rał rów­nież zakaz for­ty­fi­ko­wa­nia Wysp Alandz­kich.

Ten­den­cje neu­tra­li­styczne przy­brały w Szwe­cji na sile po klę­sce Danii w woj­nie z Pru­sami w 1864 roku. Wojna ta dowio­dła bowiem, iż kraje skan­dy­naw­skie prze­stały się liczyć jako samo­dzielny part­ner w poli­tyce euro­pej­skiej. Po klę­sce Fran­cji w 1871 roku w woj­nie z Pru­sami oraz wkro­cze­niu Wiel­kiej Bry­ta­nii na drogę izo­la­cjo­ni­zmu stra­cił zna­cze­nie trak­tat z 1855 roku, w któ­rym oba te pań­stwa gwa­ran­to­wały nie­na­ru­szal­ność gra­nic Szwe­cji. W tej sytu­acji Szwe­cja szu­kała zbli­że­nia z Niem­cami, popie­ra­jąc jed­no­cze­śnie ini­cja­tywy zmie­rza­jące do ogól­nego roz­bro­je­nia. Wzięła więc udział w poko­jo­wej kon­fe­ren­cji haskiej 1898 roku i zło­żyła pod­pis pod aktem kon­wen­cji o poko­jo­wym roz­strzy­ga­niu spo­rów. W roku 1904 ogło­siła zasady neu­tral­no­ści. Zawie­rały one pod­sta­wowe normy współ­cze­snego prawa mię­dzy­na­ro­do­wego. Nie zre­zy­gno­wała z nich w okre­sie ostrego kon­fliktu wewnętrz­nego, w wyniku któ­rego roz­wią­zana została w 1905 roku unia Szwe­cji z Nor­we­gią trwa­jąca prze­szło 90 lat.

Pierw­szą wspólną dekla­ra­cję zawie­ra­jącą zasady neu­tral­no­ści pań­stwa skan­dy­naw­skie -?Dania, Nor­we­gia i Szwe­cja -?ogło­siły w roku 1912 w związku z kry­zy­sem bał­kań­skim. Rządy państw skan­dy­naw­skich zobo­wią­zały się do nie­po­rzu­ce­nia neu­tral­no­ści bez uprzed­niego poro­zu­mie­nia trzech państw. Król szwedzki Gustaw V i mini­ster spraw zagra­nicz­nych Kurt Wal­len­berg w przeded­niu pierw­szej wojny świa­to­wej potwier­dzili pełną neu­tral­ność. Mimo to na wieść o zama­chu w Sara­je­wie w spo­łe­czeń­stwie szwedz­kim wystą­piły oznaki nie­po­koju, a nawet paniki. Dopiero gdy nie­na­ru­szal­ność gra­nic Szwe­cji zagwa­ran­to­wały pań­stwa Ententy, warun­ku­jąc to zacho­wa­niem przez Szwe­cję neu­tral­no­ści, a nieco póź­niej podobne gwa­ran­cje udzie­liły pań­stwa cen­tralne, Szwe­dzi uwie­rzyli w moż­li­wość pozo­sta­nia poza zasię­giem pożogi wojen­nej. Nie wie­dzieli wtedy o tym, że zarówno Ententa, jak i cesar­skie Niemcy roz­pa­try­wały ewen­tu­al­ność obję­cia dzia­ła­niami wojen­nymi Pół­wy­spu Skan­dy­naw­skiego. Prze­wa­żył jed­nak pogląd, że region ten nie jest dla takich dzia­łań dogodny. Kraje skan­dy­naw­skie pozo­stały więc na ubo­czu nie tylko "wiel­kiej wojny", lecz i tych wstrzą­sów spo­łecz­nych, które były jej następ­stwem we wszyst­kich nie­mal kra­jach euro­pej­skich. Włą­czyły się jed­nak do "sys­temu wer­sal­skiego", wcho­dząc w skład Ligi Naro­dów. Skan­dy­naw­ską soli­dar­ność pod­wa­żyły ostre kon­flikty mię­dzy Nor­we­gią i Danią o wschod­nią Gren­lan­dię oraz mię­dzy Szwe­cją i Fin­lan­dią, która powstała na gru­zach impe­rium car­skiego, o Wyspy Alandz­kie. Dopiero w latach trzy­dzie­stych kon­flikty te zostały zaże­gnane.

Zacie­śnie­nie skan­dy­naw­skiej współ­pracy nastą­piło w latach trzy­dzie­stych pod wpły­wem nara­sta­ją­cego napię­cia i wzro­stu nie­bez­pie­czeń­stwa wybu­chu nowej wojny euro­pej­skiej. W imię neu­tral­no­ści pań­stwa skan­dy­naw­skie uchy­liły się od potę­pie­nia w Lidze Naro­dów Nie­miec za remi­li­ta­ry­za­cję Nad­re­nii i Włoch za agre­sję na Etio­pię. Odmó­wiły też przy­łą­cze­nia się do egze­kwo­wa­nia sank­cji gospo­dar­czych wobec państw osi. Mimo to Niemcy doma­gały się od nich, by w imię neu­tral­no­ści wystą­piły w ogóle z Ligi Naro­dów. Dal­sze zaostrze­nie sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej w Euro­pie i na Dale­kim Wscho­dzie dopro­wa­dziło do zawar­cia przez rządy Szwe­cji, Nor­we­gii, Danii, Islan­dii i Fin­lan­dii 27 maja 1938 roku nowego poro­zu­mie­nia o neu­tral­no­ści. Opra­co­wano nowe zasady neu­tra­li­zmu, głów­nie w aspek­cie wojny w powie­trzu i na morzu. Jed­no­cze­śnie pań­stwa skan­dy­naw­skie zwięk­szyły budżety na cele obronne. Jed­nakże pro­jekt obron­nej unii skan­dy­naw­skiej napo­tkał zde­cy­do­wany sprze­ciw w Danii i Nor­we­gii.

W przeded­niu wybu­chu wojny Niemcy zapro­po­no­wały pań­stwom skan­dy­naw­skim zawar­cie paktu o nie­agre­sji. Do paktu tego przy­stą­piła jedy­nie Dania. Pozo­stałe pań­stwa skan­dy­naw­skie w imię zacho­wa­nia peł­nej neu­tral­no­ści pro­jekt odrzu­ciły. Gorącz­kowe zabiegi poko­jowe państw skan­dy­naw­skich w sierp­niu 1939 roku nie przy­nio­sły żad­nych rezul­ta­tów. Na nad­zwy­czaj­nej nara­dzie mini­strów spraw zagra­nicz­nych państw skan­dy­naw­skich w Oslo 30-31 sierp­nia tego roku zapa­dły już tylko decy­zje o eko­no­micz­nych i obron­nych przed­się­wzię­ciach w wypadku wybu­chu wojny. Zde­cy­do­wano, że uprzed­nio usta­lone zasady neu­tra­li­zmu zostaną nie­zmie­nione. Toteż w następ­nym dniu, na wieść o agre­sji Nie­miec na Pol­skę, pań­stwa skan­dy­naw­skie ogło­siły swą neu­tral­ność w tej woj­nie, a 3 wrze­śnia -?w woj­nie Nie­miec z Anglią i Fran­cją. Pań­stwa uczest­ni­czące w kon­flik­cie wojen­nym zobo­wią­zały się do usza­no­wa­nia skan­dy­naw­skiej neu­tral­no­ści.

Prze­mó­wie­nie pre­miera Hans­sona ogła­sza­ją­cego 3 wrze­śnia stan pogo­to­wia obron­nego i powo­ła­nie czę­ści rezer­wi­stów pod broń zawie­rało tyle uspo­ka­ja­ją­cych spo­łe­czeń­stwo momen­tów, iż Szwe­dzi nie żywili obaw przed jutrem. Zda­wali sobie sprawę, że będą trud­no­ści z zaopa­trze­niem w nie­które arty­kuły impor­to­wane, lecz sądzili, że to tylko kwe­stia kilku mie­sięcy. Nawet człon­ko­wie Riks­dagu, uchwa­la­jąc zwięk­sze­nie budżetu obron­nego, byli prze­ko­nani, że to głów­nie posu­nię­cie for­malne. Z rze­czy­wi­stym zagro­że­niem wojną nikt w grun­cie rze­czy się nie liczył. Życie pły­nęło nor­mal­nie.

Wie­lo­let­nie rządy socjal­de­mo­kra­tów nie pod­wa­żyły wpły­wów szwedz­kich kół wiel­ko­prze­my­sło­wych na poli­tykę wewnętrzną i zagra­niczną kraju. Szwedzki kapi­tał, powią­zany wie­loma nićmi z kapi­tałem nie­miec­kim, wpły­wał na poli­tykę umi­zgów do III Rze­szy i wro­go­ści do Związku Radziec­kiego. Środki maso­wego prze­kazu stra­szyły spo­łe­czeń­stwo groźbą "ataku ze wschodu". Anty­ra­dziecka kam­pa­nia pra­sowa nasi­liła się, gdy 30 listo­pada 1939 roku Zwią­zek Radziecki zaata­ko­wał Fin­lan­dię i gdy Szwe­cja udzie­liła Fin­lan­dii pomocy.

Nie­wia­domą w tej kwe­stii było sta­no­wi­sko Nie­miec. Oba­wiano się, czy pomoc udzie­lona Fin­lan­dii nie wpły­nie na zmianę sto­sunku III Rze­szy do Szwe­cji; rząd szwedzki nie miał bowiem dokład­nego roze­zna­nia w ukła­dzie sto­sun­ków radziecko-nie­miec­kich. By go wyba­dać, rząd Szwe­cji wysłał z misją do Ber­lina zna­nego pisa­rza i podróż­nika, a zara­zem ger­ma­no­fila i entu­zja­stę nazi­zmu, Svena Hedina.

Rela­cja Hedina z roz­mowy z Hitle­rem uspo­ko­iła rząd szwedzki. Utwier­dził się on w prze­ko­na­niu, iż Niemcy są zain­te­re­so­wane dobro­są­siedz­kimi sto­sun­kami z neu­tral­nymi pań­stwami skan­dy­naw­skimi i że z ich strony nie grozi im żadne nie­bez­pie­czeń­stwo.

Berlin podjął decyzję

Pociąg, dud­niąc, wta­czał się na Dwo­rzec Pół­nocny w Ber­li­nie. Jazgo­tliwy zgrzyt hamul­ców zwie­lo­krot­nio­nym echem napeł­niał szklaną halę przy­krą kako­fo­nią dźwię­ków. Z wagonu pociągu rela­cji Sztok­holm -?Ber­lin wyło­niła się masywna syl­wetka męż­czy­zny w sile wieku. Przez chwilę bacz­nie wodził wzro­kiem po obszer­nym pero­nie, zasta­na­wia­jąc się, kto będzie go witał. Na widok zbli­ża­ją­cego się do niego męż­czy­zny uśmiech­nął się.

-?To peł­no­moc­nik Alfreda Rosen­berga, Sche­idt -?rzu­cił przez ramię.

-?Witamy ser­decz­nie w Ber­li­nie. Jak prze­bie­gła podróż? -?przy­wi­tał gości Sche­idt.

Vid­kun Quisling dobrą niem­czy­zną pozdro­wił Sche­idta i przed­sta­wił swego współ­pra­cow­nika Wil­liama Hage­lina. W samo­cho­dzie Sche­idt poin­for­mo­wał przy­by­łych o cze­ka­ją­cych ich roz­mo­wach jesz­cze w tym samym dniu, 12 grud­nia, z kie­row­ni­kiem Wydziału Zagra­nicz­nego NSDAP Alfre­dem Rosen­ber­giem i admi­ra­łem Raede­rem, a w następ­nych dniach z samym Adol­fem Hitle­rem.

Vid­kun Quisling, przy­wódca nacjo­na­li­stycz­nej par­tii "Nasjo­nal Sam­ling", był w prze­szło­ści zawo­do­wym ofi­ce­rem, pra­cow­ni­kiem Sztabu Gene­ral­nego, attaché woj­sko­wym w Hel­sin­kach i Moskwie oraz mini­strem obrony w jed­nym z gabi­ne­tów nor­we­skich. Swą małą liczeb­nie par­tię wycho­wy­wał w wiel­ko­ger­mań­skim duchu. Z tego względu Rosen­berg, który marzył o prze­kształ­ce­niu Skan­dy­na­wii w ide­alną wspól­notę nor­dycką pod hege­mo­nią Nie­miec, upa­try­wał w tej wła­śnie par­tii dale­ko­siężne narzę­dzie swych wła­snych pla­nów. Quisling w czerwcu 1939 roku na kon­fe­ren­cji faszy­stów w Lubece nawią­zał oso­bi­sty kon­takt z admi­ra­łem Raede­rem oraz z mar­szał­kiem Rze­szy Göringiem. Gdy tylko Rosen­berg dowie­dział się o notatce Raedera w spra­wach Skan­dy­na­wii, usi­ło­wał wyko­rzy­stać poli­tyczne wpływy w Nor­we­gii dla umoc­nie­nia swej pozy­cji. Udało mu się wresz­cie nakło­nić Hitlera do przy­ję­cia Quislinga.

Z dwu­dnio­wych roz­mów z nacjo­na­li­stami nor­we­skimi Rosen­berg przed­sta­wił Hitle­rowi szcze­gó­łową notatkę.

"Król zna dobrze Quislinga jako aktyw­nego dzia­ła­cza -?czy­tamy -?i choć repre­zen­tuje orien­ta­cję pro­bry­tyj­ską -?ceni go (...)

Zaję­cie nie­któ­rych waż­nych punk­tów w Oslo powinno być prze­pro­wa­dzone bły­ska­wicz­nie, a w tym cza­sie flota nie­miecka z okre­śloną liczbą woj­ska powinna na spe­cjalne wezwa­nie rządu nor­we­skiego wejść do zatoki w fior­dzie Oslo. Quisling nie wątpi, że jeśli to dzia­ła­nie uda się, to jed­nostki woj­skowe, z któ­rymi utrzy­muje łącz­ność, przejdą na jego stronę... On myśli, że król w pełni uzmy­słowi sobie tę wytwo­rzoną sytu­ację. Okre­ślona przez Quislinga ilość nie­zbęd­nych nie­miec­kich wojsk jest zbieżna z wyli­cze­niem nie­miec­kiego dowódz­twa".

Trzy­na­stego grud­nia 1939 roku Hitler zle­cił szta­bom rodza­jów wojsk pod­ję­cie stu­dium ope­ra­cyj­nego "Nord" (inwa­zji w Nor­we­gii). Nie prze­szko­dziło mu to zresztą w dniu następ­nym, w trak­cie roz­mowy z Quislin­giem i jego zausz­ni­kiem Hage­li­nem, obłud­nie stwier­dzić, że "naj­wy­god­niej­sza dla Nie­miec byłaby neu­tralna Nor­we­gia".

W kilka dni po decy­zji Hitlera o prze­pro­wa­dze­niu przez OKW stu­dium "Nord", w pała­cyku przy Tir­pit­zu­fer 74, który był sie­dzibą Zarządu Wywiadu i Kontr­wy­wiadu OKW, admi­rał Wil­helm Cana­ris wysłu­chi­wał mel­dunku swego naj­bliż­szego, zaufa­nego pra­cow­nika, puł­kow­nika Hansa Ostera.

Mel­du­nek doty­czył stanu sił zbroj­nych i przy­go­to­wań obron­nych kra­jów skan­dy­naw­skich, zwłasz­cza Danii i Nor­we­gii. Był on przy­go­to­wany dla celów stu­dyj­nych OKW. Mate­riał, któ­rym dys­po­no­wało archi­wum Oddziału Cen­tral­nego, nie był pozba­wiony luk i zna­ków zapy­ta­nia. Jego uzu­peł­nie­nie było zada­niem Abwehry na naj­bliż­sze tygo­dnie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki