Aleksandria i pustynia egipska. Podróż do źródeł chrześcijaństwa - Aleksander Wojciech Mikołajczak, Rafał Dymczyk

-
Proszę czekać

Wstęp. Na zapomnianych ścieżkach Egiptu

Starożytni Egipcjanie nazywali ją Rakod?, Grecy Aleksándreia (???????????), Rzymianie Alexandria ad Aegyptum ('Aleksandria przy Egipcie'), natomiast Arabowie Al-Iskandarijja (??????????). Cztery nazwy jednego miasta, o którym jego poeta, Konstandinos Kawafis (1863-1933), pisał:

Przestrzeni wokół domu - kawiarnie, ulice -

na którą patrzę i po której chodzę, przez lata i lata.

Ja ciebie utworzyłem w radości i w smutku,

z tyloma zdarzeniami, z tyloma sprawami.

Ty cała się w odczucie przemieniłaś dla mnie

(Kawafis 1981, s. 221).

Aleksandria jest bowiem miastem z naszej wyobraźni, jak obca planeta, która już się oddaliła. Powraca jednak, ilekroć mówimy o początkach chrześcijaństwa i wpływie, jaki wciąż wywiera ono na nasz świat. Bez świętej mądrości aleksandryjskich ojców Kościoła oraz tchnienia duchowości płynącej z egipskiej pustyni bylibyśmy innymi ludźmi, żyjącymi w odmiennej rzeczywistości wiary. Choć Aleksandria wciąż trwa w tym samym miejscu, nie jest już dziś taka sama jak w czasach pierwszych chrześcijan. Dlatego, jak napisał Lawrence Durrell (1912-1990) w poświęconej jej powieści Baltazar, jest to: "Miasto, na wpół wyobrażone (a przecież zupełnie rzeczywiste), zaczyna się i kończy w nas, korzeniami wrośnięte w naszą pamięć" (Durrell 1996, s. 10).

Czy więc podróż do źródeł chrześcijaństwa wiodąca przez Aleksandrię do monasterów na egipskiej pustyni ma dziś sens? Co zyskamy, podążając w górę strumienia, który wziął w nich kiedyś swój początek? Ponowoczesna zachodnia cywilizacja daleka jest od fascynacji swą duchową przeszłością, która dla wielu wydaje się bardziej mirażem niż kamieniem węgielnym teraźniejszości. Nie zachęca to do podejmowania wędrówek w głąb dziejów chrześcijaństwa, zwłaszcza wśród narastającego zwątpienia, czy znajdzie się tam coś więcej niż tylko przesypujący się przez palce piasek złudzeń.

Tylko w wyobraźni można zobaczyć starożytną Aleksandrię, jaką przedstawia ta antyczna mozaika, będąca jedynym ocalałym widokiem miasta z tamtych czasów.

A jednak niezależnie od motywacji wiary warto wybrać się w tę podróż, albowiem prowadzi ona w głąb nas samych, do jednego ze źródeł naszej własnej tożsamości. Wybiło ono kiedyś w Aleksandrii i na pustyni egipskiej, sprawiając, że Europa w swym kulturowym wzroście czerpać mogła nie tylko z mądrości greckiej filozofii, lecz także z ducha chrześcijańskiego Wschodu. Jest to wystarczający powód, by sięgnąć po tę książkę, która jest nietypowym przewodnikiem, różniącym się od innych tego rodzaju publikacji. Prowadzi ona bowiem nie tylko po zapomnianych ścieżkach chrześcijańskiego Egiptu, lecz także stara się towarzyszyć czytelnikowi w jego poszukiwaniu prawdy o początkach wiary.

Wprawdzie na temat historii aleksandryjskiego Kościoła, archeologii biblijnej, patrystyki czy monastycyzmu powstała ogromna literatura naukowa (w tym także polska), niewielu jednak autorów podjęło trud uprzystępnienia tej wiedzy. W powszechnej świadomości stwarza to ogromną lukę utrudniającą zrozumienie roli, jaką w formowaniu się europejskiej cywilizacji odegrała Aleksandria i jej Kościół. Dlatego proponujemy w tej książce podróż w czasie i przestrzeni, która wiedzie nas nad Nil, pozwalając z bliska przyjrzeć się mało znanemu turystom chrześcijańskiemu Egiptowi oraz jego fascynującej kulturze i wierze.

Jest to możliwe, gdyż książki mają w sobie moc przenoszenia do odległych i nieznanych miejsc. Dlatego ten przewodnik nie jest zwykłym bedekerem, jaki pakujemy do walizki, udając się w obce strony. Chcieliśmy bowiem, by zarówno stał się on towarzyszem podróży dla tych, którzy pragną osobiście znaleźć się w opisanym na jego stronach miejscach, jak i posłużył czytelnikom zamierzającym dotrzeć do nich tylko w wyobraźni. Stąd nasza książka niesie w sobie opowieści wysnute z pism antycznych autorów, ojców Kościoła, żywotów świętych, a także współcześnie zajmujących się nimi uczonych i pisarzy. Ich teksty stanowiły dla nas intelektualną kanwę przeżyć, których sami doświadczyliśmy, wędrując chrześcijańskimi ścieżkami Egiptu. Pragniemy podzielić się tymi doznaniami z nadzieją, że ożywią one przed oczami czytelników ów odległy w czasie, a przecież bliski nam w wierze świat.

Aleksandria jest bowiem magicznym miastem, które przeglądając się w wodach portu, odbija ponad dwa tysiące lat swej historii, tworzonej kolejno przez pięć cywilizacji: egipską, grecką, rzymską, chrześcijańską (bizantyjską) i muzułmańską. Założona przez Aleksandra Wielkiego w 332 roku przed Chr., stała się skarbnicą wiedzy tworzonej tam przez greckich uczonych i gromadzonej w najbogatszej bibliotece czasów starożytnych. W pierwszych wiekach ery chrześcijańskiej Rzymianie przemienili miasto w handlowe emporium, co sprzyjało szerzeniu wiary w Chrystusa w całym zamieszkałym świecie. W Aleksandrii powstała wówczas sławna szkoła teologiczna, gdzie wypracowano doktrynę chrześcijańskiej wiary, a ci, którzy szukali odosobnienia i duchowego spokoju, oddalali się z miasta na pustynię. Po 641 roku, wraz z arabskim podbojem Egiptu, cały ten świat zatonął w morzu islamu, jednak chrześcijaństwo w nim przetrwało i wciąż wyznają tam Chrystusa miliony rdzennych Egipcjan Koptów, a także zamieszkujący nad Nilem prawosławni, katolicy i protestanci.

O tym wszystkim opowiadamy w pierwszym rozdziale książki ("Patriarchat pustyni"). Jego tytuł nawiązuje do starożytnego modelu organizacji Kościoła pod zwierzchnictwem biskupów pięciu patriarchatów: Rzymu, Konstantynopola, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy. Ich hierarchię w VI wieku ustanowił cesarz Justynian I, spychając Aleksandrię na trzecie miejsce, choć wcześniej ustępowała ona jedynie Rzymowi. Jednak mimo że wyprzedził ją podniesiony wtedy do godności stolicy cesarstwa Konstantynopol, to do dzisiaj zachowała ona swe chrześcijańskie znaczenie, pomimo że w Egipcie panuje obecnie islam. Także z tej racji warto poznać ów fenomen duchowej żywotności Aleksandrii, w której wiara w Chrystusa nigdy się nie wypaliła i nie zagasła.

By więc ukazać promieniowanie w następnych stuleciach aleksandryjskiej tradycji na chrześcijański świat, w rozdziale drugim ("Egipska opowieść") zastosowaliśmy nietypowy w przewodnikach zabieg narracyjny. Wysnuliśmy mianowicie z dziedzictwa egipskiej duchowości opowieść o dwojgu tamtejszych świętych, Taidzie i Pafnucym, śledząc jej wątek w religijnej i kulturowej świadomości późniejszych czasów. Historia ta przeniknęła bowiem do europejskiej świadomości i przetrwała w wyobraźni kolejnych pokoleń, niezmiennie fascynując charyzmatyczną duchowością egipskiej pustyni i niezwykłością Aleksandrii. Opowieść spisana najpierw w apoftegmatach i żywotach obojga świętych, w średniowieczu stała się tematem sztuki niemieckiej mniszki Hrotsvithy, by stamtąd trafić do powieściowego romansu Anatola France'a, na koniec zaś zaistnieć na operowej scenie i ekranach kin.

Czytelnicy znający powieść France'a Tais (1889) lub ci, którzy widzieli nakręcony na jej podstawie polski film w reżyserii Ryszarda Bera (1984), mogą być zaskoczeni przywołaniem tutaj jego dzieła (tym bardziej że wykorzystujemy je dalej jako rodzaj literackiego przewodnika po chrześcijańskim Egipcie). France uchodził wszak za libertyna, a wspomniany film był wyuzdaną szmirą. Jednak to właśnie ów powieściowo-filmowy portret Taidy i Pafnucego najgłębiej wrył się w masową wyobraźnię czytelników i widzów, narzucając wykoślawiony obraz egipskich początków chrześcijaństwa. W tej sytuacji zależało nam, by przy okazji odkłamać tę fałszywą wizję, w której autor Tais neguje zarówno heroizm mnicha z pustyni, jak i sens pokuty nawróconej przezeń aleksandryjskiej kurtyzany.

W rozdziale trzecim ("Z Taidą i Pafnucym przez Egipt") udajemy się zatem wpierw do Aleksandrii, a potem wracamy na pustynię, wykorzystując France'a jako przewodnika, lecz tylko po to, by towarzyszyć w drodze jego literackim bohaterom. Taida i Pafnucy rzeczywiście mieszkali bowiem w IV wieku w Egipcie, choć ich życie jest dzisiaj nieco nieuchwytne - niemniej warto je raz jeszcze opowiedzieć. Ostatecznie przemierzamy więc ówczesny Egipt, stąpając po śladach odciśniętych przez bohaterów France'a, lecz na nowo odczytanych przez nas w duchu chrześcijańskiej prawdy. Wędrówka ta zawiedzie nas z eremu Pafnucego w Antinoe do Aleksandrii, gdzie spotykamy Taidę, zakończy się zaś w odległej pustelni św. Antoniego Wielkiego na górze Kolzim. Będzie to głównie podróż w czasie, gdyż w jej trakcie poznamy Egipt takim, jakim był w IV stuleciu, i który naocznie mogli jeszcze oglądać bohaterowie tej opowieści.

Perspektywa ta zmienia się w następnych rozdziałach książki, czwartym i piątym, gdyż zabieramy w nich czytelników w podróż po drogach współczesnego Egiptu. W naturalny sposób przecinają się one ze ścieżkami prowadzącymi do antycznych ruin, które niczym ostańce zaginionego świata przetrwały w dzisiejszym krajobrazie. W czwartym rozdziale przewodnika ("Aleksandryjskie powidoki") spacerujemy zatem po współczesnej Aleksandrii, by dotrzeć do jej starożytnych i chrześcijańskich zabytków. Przy okazji zachodzimy do aleksandryjskich muzeów, Nowej Biblioteki, a także odwiedzamy ukryte w zaułkach kościoły różnych wyznań, niezmiennie świadczące o duchowym dziedzictwie tego miasta, które zmieniło kiedyś świat.

Czymże jest jednak rozgwar aleksandryjskich ulic wobec ciszy pustyni przenikającej serca żyjących na niej mnichów? Od ponad półtora tysiąca lat trwają tam oni na modlitwie, której szept co dnia rozbrzmiewa wśród morza piasków. Zależało nam, by czytelnicy mogli usłyszeć te dobiegające wciąż z koptyjskich monasterów modły za nasz pogrążony w chaosie świat. Dlatego w piątym rozdziale ("Modlitwa wśród piasków") docieramy na pustynię Skete (Wadi al-Natrun), do położonych tam czterech starożytnych klasztorów z czasów pierwszych chrześ- cijan. Wydały się nam one bowiem jak stągwie z Kany Galilejskiej, gdzie Chrystus wciąż przemienia jałowość ludzkich dusz w wino wiary i miłości, które przepełniały kiedyś serca Świętych Taidy i Pafnucego.

Na zakończenie (jako że książka ta, pomimo nietypowej treści i kompozycji, jest też kulturowym przewodnikiem) podajemy garść wskazówek przydatnych w podróży do Aleksandrii i na pustynię egipską. Mamy nadzieję, że wraz z wyniesionymi z lektury wrażeniami i refleksjami pozwoli to czytelnikom odnaleźć w zapomnianym egipskim źródle wiary własną religijną i kulturową tożsamość. Bez jej potwierdzenia jesteśmy bowiem niczym wygnańcy, opuszczeni i samotni, gdzieś w odległym miejscu. Jak pisał bowiem w Tryptyku rzymskim św. Jan Paweł II:

Jeśli chcesz znaleźć źródło,

musisz iść do góry, pod prąd.

Rozdział pierwszy. Patriarchat pustyni

Egipskie źródło

Bezdenna studnia czasu otwiera się przed nami, gdy myślimy o Egipcie i trzydziestu panujących nad Nilem dynastiach faraonów, z których pierwszy - Menes (Narmer) - władał tym państwem już pięć tysięcy lat temu. Chrześcijaństwo wiele zawdzięcza tej starożytnej cywilizacji, albowiem oddziałujące na nie judajskie i helleńskie tradycje głęboko zakorzenione były w glebie egipskiej kultury. Stało się tak dlatego, że zarówno Hebrajczycy, jak i Grecy długo pozostawali pod wpływem Egipcjan, o tysiąclecia wyprzedzających ich własne duchowe i materialne osiąg- nięcia. Wszelako dopiero od niedawna zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z wkładu Egiptu w formowanie się cywilizacyjnej tożsamości Zachodu. Jedno z jej źródeł znajdowało się w Aleksandrii, gdzie myśl chrześcijańska formowała się zarówno w opozycji, jak i z udziałem egipskiego hellenizmu i zhellenizowanego judaizmu.

Na długo przed założeniem Aleksandrii Grecy żeglowali już do Egiptu, prowadząc tam zyskowny handel morski. W VIII stuleciu przed Chr. Homer wspomina w Odysei o wysepce Faros, gdzie po wiekach miało powstać to wspaniałe miasto:

Jest tam na morzu burzliwym naprzeciwko kraju Egipcjan

pewna wyspa Faros, bo tak ją zwykli nazywać,

w takiej odległości, jaką okręt drążony

może przebyć w dzień jeden przy ostrym wietrze od rufy.

Jest na niej przystań wygodna, z której stabilne okręty

wypływają na morze, kiedy z nich wodę wyleją

(Homer, Odyseia IV, 354-159).

Mozaika z Soboru św. Zofii w Kijowie (X w.) ukazuje patrona Aleksandrii św. Marka spisującego księgę, na której kartach widnieje grecki tekst: "Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie" (Mk 1,1).

Jednak zanim w IV wieku przed Chr. wzniesiono Aleksandrię, główną bramą do Egiptu było dla Hellenów Naukratis, położone nad kanopską odnogą Nilu w zachodniej części delty. Około 570 roku przed Chr. faraon Amazis II przekazał je greckim najemnikom jako zapłatę za wspieranie go przeciw własnym poddanym. "Amazis - pisał Herodot - był przychylny Grekom i wśród innych przywilejów, których im udzielił, dał tym, którzy chcieli osiedlić się w Egipcie, miasto Naucratis na ich rezydencję" (Herodot 2020, II, 154). Odtąd stanowiło ono ważne emporium handlowe, przez które do Hellady szerokim strumieniem płynęły nie tylko egipskie towary, lecz wraz z nimi także mądrość, wiedza i idee.

Znamienne, że w tych czasach Grecy dokonali ogromnego cywilizacyjnego postępu, co skłania do zastanowienia nad rolą, jaką mogło w tym odegrać pogłębienie się ich relacji z cywilizacją Doliny Nilu. Zapoczątkowany w VII wieku przed Chr., a obfitszy potem import egipskiego papirusu posłał do lamusa używane przez Hellenów do pisania gliniane skorupy (ostrakony), pozwalając przejść literaturze greckiej od stadium twórczości ustnej do pisemnej. Dało to impuls do rozwoju filozofii i historiografii, tym bardziej że przez Naukratis niebawem zaczęli podróżować do Egiptu myśliciele i pisarze tej miary co Tales, Herodot czy Platon. Jest to wciąż mało znana karta historii myśli greckiej, gdyż w głównym nurcie badań zakłada się, że była ona samoistnym i oryginalnym tworem helleńskiego geniuszu.

Ostatnio pojawiły się jednak twierdzenia o podobieństwie niektórych aspektów klasycznej filozofii greckiej do koncepcji wypracowanych w ciągu tysiącleci rozwoju egipskiej cywilizacji. Kanadyjski filozof Peter Flegel odnosi je zwłaszcza do zagadnień materii i formy oraz teorii czterech elementów (żywiołów): ognia, powietrza, wody i ziemi, a także racjonalnej organizacji kosmosu obecnej w pismach stoików. Zważywszy wpływ, jaki filozofia grecka wywarła póź- niej w Aleksandrii na ukształtowanie się myśli chrześcijańskiej, wspiera to tezę o północnoafrykańskich źródłach cywilizacyjnej tożsamości Zachodu.

Jeśli więc wzrostowi chrześcijaństwa sprzyjała helleńska recepcja egipskiej kultury, to również jego judajskie korzenie były w niej głęboko zapuszczone. Hebrajczycy od zarania swych dziejów stykali się bowiem i kontaktowali z Egipcjanami, czego liczne świadectwa przynoszą księgi Starego Testamentu. Uważa się, że jednym z pierwszych, który dotarł nad Nil, był patriarcha Abraham, po nim zaś Józef. Według Księgi Rodzaju (Rdz 37-50) ten drugi został wpierw sprzedany do Egiptu jako niewolnik, następnie szczęśliwym trafem stał się jego zarządcą i sprowadził tam swoich współbraci. Historia ta mogła się wydarzyć w latach 1650-1550 przed Chr. za panowania Hyksosów - dynastii koczowniczych najeźdźców, którzy podporządkowali sobie Egipt. Tłumaczyłoby to awans Józefa, także pochodzącego z obcego pasterskiego ludu, jakim byli wówczas Hebrajczycy.

Tymczasem karta historii odwróciła się i władzę Hyksosów obaliła nowa, pochodząca z Teb rodzima dynastia faraonów, co dla licznie osiedlonych już nad Nilem Żydów okazało się katastrofalne. Na setki lat stali się oni wówczas egipskimi niewolnikami, których wyzwolić miał dopiero Mojżesz, wyprowadzając ich do Ziemi Obiecanej. Opisany w Księdze Wyjścia Exodus przypadł, jak się zdaje, na XIV wiek przed Chr., czyli na okres panowania Amenchotepa IV. Dało to niektórym badaczom asumpt do snucia nieuprawnionych teorii na temat egipskiej genezy żydowskiego monoteizmu (Osman 2005). Faraon ów przeprowadził bowiem religijną rewolucję, usuwając wszystkie egipskie bóstwa, które zastąpił kultem jedynego boga, Atona, czczonego jako słoneczny dysk. Od niego też przybrał nowe imię, Echnaton, czyli "Ten, który jest użyteczny dla Atona".

Faraon Echnaton jako egipski Sfinks adoruje na tej płaskorzeźbie boga Atona w postaci tarczy słonecznej z wychodzącymi z niej promieniami o ludzkich dłoniach.

Nonsensem jest jednak wysuwanie na tej podstawie domysłów, jakoby ta chwilowa forma egipskiej religii (kultywowanej tylko do śmierci faraona) mogła zainspirować Mojżesza do narzucenia Hebrajczykom wiary w jedynego Boga. Dlaczego wyrwawszy się z niewoli, mieliby oni przyjąć system wierzeń swych niedawnych ciemiężycieli? Albo co ma wspólnego wyobrażenie słonecznego dysku z niewidzialnym Bogiem, którego w judaizmie nie wolno przedstawiać w żadnej postaci? Przede wszystkim zaś religia Izraela została Mojżeszowi objawiona, podczas gdy ustanowienie kultu Atona było ludzką uzurpacją faraona. Dlatego nie negując wpływu cywilizacji Egiptu na kształtowanie się w tym okresie żydowskiej tożsamości, należy odrzucić fantastyczne teorie dotyczące zależności judaizmu (a w konsekwencji także chrześcijaństwa) od dokonanej przez Echnatona reformy egipskich wierzeń.

Bajeczne skarby, jakie Aleksander zdobył, zajmując Egipt, a potem podbijając imperium perskie, pozwoliły mu bić wspaniałe złote monety, jak ten stater z jego podobizną z 322 roku przed Chr.

Zadzierzgnięte w ten sposób grecko-egipskie oraz egipsko-żydowskie relacje stały się w III wieku przed Chr. podłożem multikulturowego dialogu, który zainicjowany w Aleksandrii odmienić miał oblicze całego antycznego świata. Podbój przez Aleksandra Wielkiego wielonarodowego imperium Persów (w skład którego wchodził wtedy Egipt) spowodował, że założone przezeń w 331 roku przed Chr. naprzeciw wyspy Faros miasto wkrótce stało się olbrzymią kosmopolityczną metropolią. Chociaż większość stanowili w niej Hellenowie i Egipcjanie, to jednak jej bogactwo i ambicje grecko-macedońskiej dynastii Ptolemeuszów przyciągały do Aleksandrii rzesze ludzi z całego zamieszkałego świata. Byli wśród nich Żydzi z Palestyny, przybysze z Afryki Północnej, Lewantu i z Azji Mniejszej, mieszkańcy Nubii i Arabii, Persowie, a nawet Hindusi z dalekich Indii. Ta niemająca precedensu różnorodność nacji, tradycji, religii i języków intensyfikowała wymianę myśli i idei, czyniąc z Aleksandrii tygiel nowej hellenistycznej cywilizacji.

Kultura grecka przeszła wtedy głęboką tożsamościową transformację. Przekroczywszy ciasnotę etnicznych uwarunkowań, stała się uniwersalną przestrzenią spotkania wielu społeczności, stylów życia, doświadczeń, wizji świata, religii i przekonań. O byciu Hellenem nie decydowało już, jak dawniej, pochodzenie z Aten, Koryntu czy Sparty, mógł stać się nim każdy, kto pragnął za "Greka" uchodzić. Nie oznaczało to asymilacji etnicznej czy religijnej, lecz akceptację przynależności do greckiej wspólnoty językowej oraz przyjęcie zewnętrznych oznak helleńskości jako wspólnego mianownika różnorodnych kultur. W ten sposób w Aleksandrii powstało podglebie późniejszego chrześcijańskiego uniwersalizmu, gdzie - jak naucza św. Paweł - "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3,28).

Niedającą się przecenić rolę w ukształtowaniu się tej hellenistycznej cywilizacji odegrało ujednolicenie dialektów języka greckiego. Z ich syntezy, dokonanej na gruncie dialektu attyckiego (używanego w Atenach), powstała wówczas odmiana greki zwana koine. Od początku III wieku przed Chr. przez następne sześćset lat pozostawała ona lingua franca całego wschodniego regionu śródziemnomorskiego świata. Dla późniejszego rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa miało to kardynalne znaczenie. Teksty Nowego Testamentu spisane zostały bowiem w koine, co uczyniło je dostępnymi nie tylko dla Greków, lecz także dla wszystkich innych użytkowników tego języka.

Było to mimowolną zasługą aleksandryjskich Żydów, którzy w okresie hellenistycznym tworzyli najliczniejszą w mieście religijną i etniczną mniejszość. W czasach greckich zamieszkiwali oni dwie spośród pięciu dzielnic Aleksandrii, a liczebność ich populacji szacuje się na ponad sto tysięcy. Ów rozkwit żydowskiej społeczności wyniknął stąd, że wspierali oni władzę Ptolemeuszów, swą skrzętnością przysparzali Egiptowi bogactw, a także wpływali na rozwój hellenistycznej kultury. Umożliwiła to nie tylko panująca w Aleksandrii atmosfera tolerancji, lecz także przystosowanie się wyznawców judaizmu do kosmopolitycznego charakteru metropolii, gdzie wielu z nich mówiło już tylko po grecku. W konsekwencji Biblia hebrajska stała się dla licznych zhellenizowanych Żydów niezrozumiała i trzeba było ją przetłumaczyć na koine, co przygotowało grunt pod grecką piśmienność chrześcijaństwa.

Według tak zwanego Listu Arysteasza przekład ten zlecić miał siedemdziesięciu dwóm żydowskim mędrcom sam król Ptolemeusz IV Filopator, stąd nosi on dziś nazwę Septuaginta, czyli po grecku "siedemdziesiąt". Wszelako tłumaczenia powstawały zapewne stopniowo, między 250 a 150 rokiem przed Chr., przy czym wpierw przełożono Torę, czyli Pięcioksiąg Mojżeszowy, a potem pozostałe księgi, do których dołączono te od razu pisane w koine, na przykład Księgę Mądrości. Przyjęta początkowo z entuzjazmem Septuaginta została jednak z czasem odrzucona przez judaizm rabiniczny - może dlatego, że powszechnie zaczęli używać jej chrześcijanie (w Nowym Testamencie na trzysta pięćdziesiąt cytatów z Biblii Hebrajskiej trzysta pochodzi właśnie z tego przekładu). Tłumaczenie to w ogromnej mierze ukształtowało też nowotestamentowe słownictwo odnoszące się do żydowskich praktyk religijnych, pojęć teologicznych czy zaczerpniętych z języka hebrajskiego i aramejskiego imion oraz nazw własnych.

Z wód Wschodniego Portu w Aleksandrii zespół archeologów wydobywa na powierzchnię kolosalny posąg króla Ptolemeusza II Filadelfosa, greckiego faraona Egiptu.

Septuaginta odegrała więc ogromną rolę w formowaniu się chrześcijaństwa, stając się łącznikiem między nim a judajską i grecką tradycją. Uwidoczniło się to choćby w myśli Filona z Aleksandrii, żyjącego na początku I wieku żydowskiego uczonego, który w swych pismach starotestamentową mądrość łączył z helleńską filozofią. Słabo, jak się zdaje, znając hebrajski, korzystał on z Septuaginty, przez co w jego traktatach językowy obraz świata odzwierciedlał zarówno judajską, jak i grecką perspektywę postrzegania rzeczywistości. U Filona znajdujemy już sposób rozumowania, który rozwinęli później Orygenes i ojcowie Kościoła, św. Klemens i św. Atanazy Aleksandryjski. Dotyczy to zwłaszcza alegorycznej interpretacji Pisma Świętego, w której treści biblijne traktowane są jako symboliczne obrazy, z których wydobyć można ukryte prawdy wiary i przesłania moralne. Choć więc Filon nie był chrześcijaninem, to nie bez przyczyny nazywa się go niekiedy doktorem Kościoła honoris causa.

O żydowskim pochodzeniu Filona Aleksandryjskiego mają świadczyć na tej siedemnastowiecznej francuskiej rycinie orientalne nakrycie głowy oraz hebrajskie litery wyhaftowane na jego szacie.

Literatura

Źródła: Herodot (2020), Homer (2020), Pismo Święte (1982).

Opracowania: Daumas (1973), Flegel (2018), Havelock (2006), Hengel (2004), Mél?ze-Modrzejewski (2000), Osman (2005), Sienkiewicz-Syldatk (2017), Tarn (1957).

Wiedeńska Genesis

Historię patriarchy Józefa przedstawiają miniatury z pochodzącego z V wieku kodeksu Purpureus Vindobonensis zawierającego niekompletny grecki tekst Księgi Rodzaju (Genesis) według przekładu Septuaginty. Został on spisany na pergaminie barwionym purpurą - bezcennym barwnikiem pozyskiwanym z wydzieliny morskich ślimaków - zaś ze względu na ilustracje zwany jest pierwszym biblijnym "komiksem". Na jednej z nich widać Józefa w egipskim więzieniu, do którego trafił, pomówiony przez żonę Putyfara o próbę gwałtu. Dzięki darowi przepowiadania przyszłości został jednak z niego uwolniony, a gdy trafnie objaśnił faraonowi sen o siedmiu tłustych i tyluż chudych krowach (lata obfitości i nieurodzaju), ten uczynił go wielkorządcą całego Egiptu (Rdz 40-41). (Österreichische Nationalbibliothek, cod. theol. gr. 31; Zimmermann 2003).

Kościół św. Marka

Chrześcijaństwo pojawiło się w Egipcie już w I wieku, gdy znajdował się on pod rządami Rzymian. W 30 roku przed Chr. Kleopatra VII - ostatnia władczyni z dynastii Ptolemeuszów - pokonana przez Oktawiana Augusta popełniła samobójstwo, a Egipt stał się prowincją Imperium Romanum, rozciągającego się od Hiszpanii po Syrię. Okoliczności te sprawiły, że Święta Rodzina właśnie nad Nilem szukała schronienia przed tyranią Heroda, o czym czytamy w Ewangelii według św. Mateusza:

Oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: "Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby je zgładzić". On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego (Mt 2,13-15).

Podbój Egiptu nie oznaczał upadku znaczenia Aleksandrii, która pozostała najważniejszym handlowym emporium między Wschodem i Zachodem, a także drugim po Rzymie największym miastem starożytnego świata. Wciąż dominowała w nim hellenistyczna kultura, a łacina zaznaczała swą obecność w zasadzie tylko jako język urzędników i legionistów posyłanych przez cesarzy, by strzegli nad Nilem porządku i przestrzegania rzymskich praw.

Aleksandria była największym portem starożytnego świata, z którego wypływały olbrzymie statki załadowane egipskim zbożem niezbędnym do wyżywienia milionowej populacji Rzymu.

Nie wszystko pozostało jednak takie samo, jakim było za Ptolemeuszów. Zmieniły się stosunki społeczne, bo na szczycie hierarchii znaleźli się teraz obywatele rzymscy, natomiast status Greków nieco podupadł, choć i tak wciąż należeli oni do elity. Natomiast wszystkich innych Aleksandryjczyków nowi władcy zaliczyli do "Egipcjan", czyli ludzi gorszego rodzaju, za których uznano też Izraelitów, pozbawiając ich części praw, jakimi uprzednio się cieszyli. Powodowało to eskalację konfliktów nie tylko z Rzymianami, lecz także z Grekami, odnoszącymi się do Żydów z coraz większą wrogością. Dotykała też ona pierwszych chrześcijan, którzy wywodzili się z diaspory żydowskiej i początkowo byli nieodróżniani od wyznawców judaizmu.

Wiara Chrystusowa szerzyła się bowiem w rzymskim świecie przede wszystkim tam, gdzie istniały żydowskie gminy. Właśnie tak stało się w Aleksandrii, co w roku 43 po Chr. tak odnotował w swej Kronice Euzebiusz z Cezarei (264-340): "Marek Ewangelista, tłumacz Piotra, obwieszcza Chrystusa Egiptowi i Aleksandrii". Towarzyszył on apostołowi, gdy ten, uwolniony przez anioła z więzienia w Judei (Dz 12,1-19), udał się do Antiochii, a potem przez Azję Mniejszą do Rzymu. Pozostając u boku Piotra, Marek słuchał jego głoszonych po aramejsku nauk o Chrystusie, więc mógł potem przekazywać je w koine zhellenizowanym aleksandryjskim Żydom, a może też Grekom i Egipcjanom.

Scena nawrócenia Anianusa przez św. Marka na weneckiej mozaice z XIII wieku jako tło po lewej stronie ma słynną aleksandryjską latarnię morską Faros, jeden z siedmiu cudów antycznego świata.

Marek musiał być charyzmatycznym posłańcem Dobrej Nowiny, bo tradycja sięgająca IV wieku mówi, że pierwszego nawrócenia dokonał tuż za bramą miasta. Po rozdarciu bowiem w niej sandała znalazł w pobliżu szewca Anianusa, który niezwłocznie zabrał się za naprawę. Niestety, zaraz skaleczył się szydłem w palec, wykrzykując z bólu, Heis ho Theos ('Bóg jest jeden'). Marek zrozumiał, że wierzy on już w Boga Jedynego, zaczął więc opowiadać mu o Chrystusie. Następnie zwilżył śliną odrobinę kurzu i przyłożył go do rany szewca, która w jednej chwili się zagoiła. Anianus był tak zdumiony, że natychmiast uwierzył w słowa Marka, zaprosił go do swego domu i wraz z całą rodziną przyjął chrzest. Wkrótce na Chrystusową wiarę nawrócili się także jego sąsiedzi i znajomi. Marek, widząc, jak rozwija się jego dzieło, wyświęcił wówczas Anianusa na biskupa, zalecając mu czuwanie nad owczarnią, sam zaś na dwa lata opuścił Aleksandrię, by nieść Słowo Boże do Cyrenajki, Rzymu i Akwilei.

Gdy wrócił do miasta, gmina chrześcijańska w Aleksandrii znacznie się już rozrosła. Dom Anianusa stał się za mały, by gromadzić wiernych, dlatego przystosowano do spotkań Kościoła nową większą salę w Bucolii, nieopodal nabrzeży Portu. Była to jednak cisza przed burzą, bo wzrost animozji między Żydami a Rzymianami i Grekami doprowadził w 66 roku do wybuchu w mieście krwawych zamieszek, opisanych szczegółowo przez Józefa Flawiusza (37-94) w Wojnie żydowskiej. Rzymscy legioniści spacyfikowali wtedy zamieszkałą przez Żydów aleksandryjską dzielnicę Delta, mordując tysiące wyznawców judaizmu, wśród których byli też pierwsi judeochrześcijanie. Niebawem z rąk motłochu męczeńską śmierć poniósł także Marek, pojmany podczas sprawowania eucharystii w Wielkanoc 68 roku, w dniu gdy poganie obchodzili święto ku czci Serapisa. Wleczono go potem po kamiennych brukach miasta, uwiązanego powrozem za szyję, póki zmaltretowany nie wyzionął ducha. Współbracia zabrali wówczas jego umęczone ciało i z czcią złożyli w swoim miejscu spotkań w Bucolii.

Dzieje św. Marka na tym się jednak nie skończyły. Przeciwnie, można powiedzieć, że w pewnym sensie dopiero się zaczynały, bo rozwijająca się tradycja hagiograficzna uczyniła z nich "mit założycielski" aleksandryjskiego Kościoła. Odtąd relikwie ewangelisty stały się dla tamtejszych chrześcijan kamieniem węgielnym ich duchowej tożsamości - tym, czym dla pogan było spoczywające we wspaniałym grobowcu (gr. Soma) ciało założyciela miasta, Aleksandra Wielkiego. W późniejszych wiekach nie powstrzymało to jednak chrześcijan z Zachodu przed rabunkiem świętych szczątków Marka, czego w IX stuleciu dopuścili się Wenecjanie.

Ukryte w glinianym dzbanie i zakopane w piasku kodeksy z Nag Hammadi znalazł egipski chłop Muhammad Ali, a jego matka wydartych z nich kart używała początkowo do rozniecania ognia.

W Cronique des Veniciens Martino da Canala czytamy, że dwaj weneccy kupcy, Buono da Malamocco i Rustico da Torcello, ukryli relikwie w koszu pod peklowaną wieprzowiną. Tym sposobem przemycili je statkiem do Wenecji, bo muzułmańscy celnicy (Egipt był już wówczas pod panowaniem islamu) wzdragali się dotknąć nieczystego dla nich mięsa. By uzasadnić tę kradzież, kronikarz tłumaczy, że wypełniło się w tym proroctwo, które Marek usłyszał kiedyś, płynąc przez bezludną jeszcze wtedy Lagunę Wenecką. Miał mu się tam objawić anioł i pozdrowić słowami Pana: "Pax tibi Marce Evangelista meus" ('Pokój z tobą, Marku, mój Ewangelisto'), zapowiadając, że pewnego dnia spocznie on właśnie w Wenecji. Dzisiaj nad jego relikwiami wznosi się jeden z najwspanialszych kościołów chrześcijańskiego świata - wenecka Bazylika pod wezwaniem św. Marka. Można jednak zapytać, czy jest to wystarczające zadośćuczynienie dokonanej grabieży...

Ani męczeńska śmierć Marka, ani powtarzające się pogromy nie przerwały jednak krzewienia się wiary w Chrystusa już nie tylko w Aleksandrii, lecz także w chora, czyli na egipskiej prowincji (wsi). Był to zupełnie inny świat, zamieszkały przez rdzenną ludność Doliny Nilu, która wyznawała religię z czasów faraonów i posługiwała się rodzimym językiem. Niemniej kultura hellenistyczna przenikała tam już od ponad trzystu lat, w miasteczkach i wsiach osiedlali się Grecy, a liczni w chora Żydzi także mówili w koine. Dlatego piaski pustyni egipskiej, jak wyraziła to Anna Świderkówna, "przemawiają dzisiaj po grecku", zachowały się w nich bowiem zapisane w tym języku papirusy, również te z tekstami pism Nowego Testamentu.

Odnosi się to do Ewangelii według św. Marka, uważanej obecnie za najstarszą, bo pochodzącą sprzed 70 roku. Jej autorstwo poświadcza w Historii kościelnej Euzebiusz z Cezarei, lecz nie jest to do końca pewne, podobnie zresztą jak miejsce spisania tekstu. W IV wieku św. Jan Chryzostom wskazał wprawdzie na Aleksandrię, lecz bibliści optują dziś raczej za Rzymem, ewentualnie Syrią lub Azją Mniejszą. Jakkolwiek było, Ewangelia ta powstała w zróżnicowanym etnicznie i religijnie środowisku, bo jej adresatami wydają się nie tylko judeochrześ- cijanie, lecz także wierni Kościoła "z pogan" (Ecclesia ex gentibus).

Nie powinno zatem dziwić, że najstarsze, pochodzące z przełomu II i III wieku, papirusowe fragmenty Markowej Ewangelii odnaleziono właśnie w piaskach egipskiej chora, gdzie zakonserwował je pustynny klimat. W 1931 roku milioner i filantrop Chester Beatty zakupił od jakiegoś egipskiego handlarza wczesne greckie rękopisy Nowego Testamentu (znane dziś jako papirus P45), wśród których było sześć kart Ewangelii według św. Marka (rozdziały 4-9 i 11-12). Nie pochodziły one ze zwoju, lecz z kodeksu, czyli pierwotnie złączone były jak kartki w zeszycie, co potwierdza hipotezę, że to egipscy chrześcijanie przyczynili się do rozpowszechnienia tej nowej formy książki.

Początkowo nauki Chrystusa przekazywane były bowiem ustnie jako kerygmat, czyli dawanie publicznego świadectwa o zmartwychwstaniu i odkupieniu, połączone z wezwaniem do nawrócenia i przyjęcia chrztu. Jego głosiciele cytowali przy tym słowa Jezusa, przytaczając je z tekstów z Ewangelii, co w przypadku zwoju zmuszało do jego przewijania i zakłócało tok wywodu. Natomiast mając kodeks, wystarczyło wsunąć między jego karty palce, by móc natychmiastowo przywoływać zaznaczone fragmenty tekstu.

Takie głoszenie Słowa Bożego okazało się nader skuteczne, bo w II oraz III wieku licznie nawracali się nad Nilem już nie tylko zhellenizowani Żydzi, lecz przede wszystkim Grecy i rodzimi mieszkańcy Egiptu. Tych ostatnich było tak wielu, że zaistniała konieczność przetłumaczenia chrześcijańskich pism z koine na język koptyjski, który będąc ludową mową Egipcjan, zyskał dzięki temu swą piśmienność w zmodyfikowanym alfabecie greckim. W ten sposób w koptyjskich przekładach zachowały się papirusowe apokryfy Nowego Testamentu, czyli niekanoniczne teksty, na przykład Ewangelia TomaszaEwangelia Filipa, które w 1945 roku odnaleziono w tak zwanych Kodeksach z Nag Hammadi.

Święci Gajusz, Faust, Euzebiusz i Cheremon byli uczniami św. Dionizego Aleksandryjskiego i zostali umęczeni za Domicjana, co widzimy na bizantyjskiej miniaturze z Minologionu Bazylego II.

Odkrycie to ujawniło istnienie we wczesnym chrześcijaństwie gnostyckiego nurtu, jaki przez długi czas rozwijał się w Egipcie równolegle z prawowierną nauką Kościoła. Gnostycy uznawali Chrystusa za boską istotę, która przybrała ludzką postać, by przywieść swych wyznawców do rozpoznania w sobie cząstek własnej boskiej natury. Łączyli oni doktrynę chrześcijańską z pogańskimi (grecko-egipskimi) wierzeniami, praktykując osobiste duchowe poznawanie "prawdy", czyli gnozę. Ich fałszywe poglądy ostro zwalczali ojcowie Kościoła, niemniej, jak stwierdza znawczyni egipskiego chrześcijaństwa Ewa Wipszycka, współtworzyły one krajobraz tego, co dzisiejsi badacze nazywają Wielkim Kościołem.

Tymczasem aleksandryjscy chrześcijanie musieli się zmierzyć z najstraszliwszymi z dotychczasowych prześladowań, jakie w latach 301-311 spadły na nich za panowania Dioklecjana i jego następców. Cesarz ten wyprowadził Imperium Romanum z kryzysu, w który popadło w III wieku, i szukał legitymizacji swej władzy w odrodzeniu rzymskich kultów jako gwarancji przychylności bogów. Wydał szereg godzących w chrześcijan edyktów, między innymi pod karą śmierci zabraniających im sprawowania liturgii oraz zmuszających do składania ofiar pogańskim bóstwom. Szczególnie fanatycznym egzekutorem tych rozporządzeń okazał się jeden z jego akolitów, Maksymin Daja, któremu w systemie rządów tetrarchów przypadło władztwo rzymskiego Wschodu (dioecesis Orientis). Rozpętał on w Aleksandrii i całym Egipcie falę krwawych prześladowań. Pochłonęły one hekatombę ofiar, wśród których najbardziej znaną, choć na poły legendarną, stała się św. Katarzyna Aleksandryjska.

Miała ona pochodzić ze znakomitego, może nawet królewskiego rodu i - jak chce bogobojna tradycja - w wieku czternastu lat pod wpływem wizji Matki Bożej z Dzieciątkiem przyjęła chrzest. Gdy zaś w Aleksandrii rozpoczęły się prześladowania, udała się do pałacu Maksymina Daji, ganiąc jego błędy i okrucieństwo. Zdumiony tym zuchwalstwem cesarz postanowił skonfrontować ją wówczas z pięćdziesięcioma pogańskimi filozofami i mówcami, by w dyspucie obalili jej argumenty w obronie chrześcijaństwa. Nie zdołali jednak oni przemóc elokwencji i logiki wywodów młodej dziewczyny, a co więcej, wielu z nich zdołała ona nawrócić na wiarę. Rozwścieczyło to Maksymina, który rozkazał natychmiast ich stracić, Katarzynę zaś wychłostać i wtrącić do lochu.

Ukazana na obrazie XVII-wiecznego francuskiego artysty Nicolasa Poussina ucieczka Świętej Rodziny do Egiptu wciąż pozostaje dla tamtejszych chrześcijan ważnym odniesieniem ich wiary i tożsamości.

Jakub de Voragine (1230-1298), autor Złotej legendy, pisze, że w więzieniu odwiedziło ją wiele wybitnych osób, których swą wymową przekonała ona do chrześcijaństwa. Mieli wśród nich być żona cesarza i dowódca jego straży Porfiriusz, wydani za to na męki i z woli Maksymina zgładzeni. Katarzynę tyran skazał zaś na najstraszliwszą torturę, czyli łamanie kołem. Jednak, jak czytamy w Legendzie, w chwili gdy kaci przystąpili do egzekucji, anioł zniszczył narzędzia męki, więc Katarzyna została ścięta mieczem. Kult świętej szeroko rozpowszechnił się potem zarówno w Kościele wschodnim, jak i zachodnim. Przedstawiają ją nie tylko prawosławne ikony, lecz także obrazy największych mistrzów europejskiego renesansu i baroku, na przykład Rafaela (1507) w londyńskiej National Gallery, czy Caravaggia (1595) z madryckiego Museo Nacional Thyssen-Bornemisza.

 

Literatura

Źródła: De Voragine (1983), Męczennicy (2021), Teksty (1979).

Opracowania: Houston (2017), Kałużny (2010), Męczennicy (2021), Rosik (2016), Wipszycka (2018), Wstęp (1986), Zarzeczny (2013).

Klasztor św. Katarzyny na Synaju

Według Złotej legendy po śmierci św. Katarzyny wydarzył się cud, który sprawił, że stała się ona patronką jednego z najstarszych stale zamieszkałych od VI wieku klasztorów. Jeden z jej strażników był bowiem kryptochrześcijaninem i chcąc godnie pochować męczennicę, modlił się przy jej ciele. Gdy doszedł do słów "gdyż Ty jesteś zmartwychwstaniem umarłych", pojawiły się cztery anioły, które uniosły jej doczesne szczątki i złożyły na górze Synaj. Po wiekach w stanie nienaruszonym odnaleźli je mnisi i zabrali do pobliskiego monasteru, znanego teraz jako Klasztor św. Katarzyny. Dziś znajduje się tam także najwcześniejsza znana ikona Chrystusa (VI w.) i przechowywany jest najstarszy (IV w.) pełny tekst Nowego Testamentu.

Szkoła aleksandryjska

Prześladowania z czasów Dioklecjana nie złamały wiary aleksandryjskich chrześcijan, niemniej niektórzy z nich ze strachu przed torturami i śmiercią wyrzekli się Chrystusa. W Kościele egipskim wywołało to kontrowersje, jak traktować owych odstępców, często wyrażających potem skruchę i chęć powrotu do porzuconej w chwili słabości wiary. Jedni biskupi, jak Melencjusz z Lykopolis, głosili, że należy ich odrzucić niczym zgniły owoc, inni zaś, jak św. Piotr Aleksandryjski, skłonni byli na powrót przyjąć ich na łono wspólnoty. Zachowała się relacja o tym, że gdy obaj znaleźli się w więzieniu, spory stały się między nimi tak gwałtowne, iż Piotr zmuszony był odgrodzić się od adwersarza zasłoną. Tradycja (choć niepewna) mówi też, że miał on tam ponoć spotkać się z Ariuszem, którego uprzednio wyświęcił na diakona, teraz jednak wykluczył ze wspólnoty za fałszywe głoszenie, że Syn Boży nie jest równy Ojcu, lecz jest Mu podległy. Niestety nie zapobiegło to dalszemu szerzeniu się tej herezji, która - jak zobaczymy dalej - długo i boleśnie rozdzierała jedność Kościoła.

Żyjący na przełomie III i IV wieku Piotr Aleksandryjski był jednak także uczonym, który zanim wstąpił na patriarszy tron Aleksandrii, pełnił funkcję przełożonego tamtejszej szkoły katechetycznej (gr. didaskalon). W jego czasach, obok podobnej uczelni w syryjskiej Antiochii, stanowiła ona najważniejszy w starożytnym świecie ośrodek chrześcijańskiej myśli i nauki. Wedle tradycji miał ją założyć jeszcze św. Marek, zaś swą świetność zyskała pod koniec II wieku, gdy jej przełożonym został św. Panten Filozof. Okazał się on nie tylko wybitnym uczonym, lecz także odważnym misjonarzem odwiedzającym dalekie kraje. Zyskał w ten sposób ogromną wiedzę o współczesnym mu świecie, podróżując między innymi do południowych Indii. Nauczał tam w Keralii (region Malabaru) uprzednio nawróconych już przez św. Tomasza Apostoła chrześcijan.

Zostawszy przełożonym aleksandryjskiego didaskalonu, Panten uczynił z niego instytucję konkurencyjną dla założonego pięć wieków wcześniej Museionu - ptolemejskiej akademii nauk, skupiającej najwybitniejsze umysły helleńskiego świata. Istniała ona nadal pod rządami Rzymian, niemniej już podupadła, a prawdziwie kulturotwórczą rolę odgrywała teraz chrześcijańska szkoła teologiczna. Jej program nie ograniczał się do przedmiotów religijnych, gdyż prócz teologii, filozofii chrześcijańskiej i egzegezy biblijnej wykładano tam także logikę i retorykę, a nawet matematykę i astronomię. Wiemy, że wypracowana w didaskalonie metoda dyskursu, polegająca na zadawaniu pytań i dawaniu na nie odpowiedzi, w średniowieczu szeroko rozpowszechniła się także na Zachodzie. Warto też wspomnieć, że na piętnaście wieków przed Braille'em niewidomi studenci używali tam sporządzanych dla nich dotykowych tabliczek, jakimi posługiwał się późniejszy przełożony szkoły - św. Dydym Ślepy.

Ta rozwinięta tradycja naukowa i katechetyczna sprawiła, że Piotr Aleksan- dryjski jako sukcesor Pentena był doskonale przygotowany, by w 300 roku przyjąć godność patriarchy nadmorskiej metropolii Egiptu. Jego mądrość i doświadczenie pozwoliły mu nie tylko przeprowadzić tamtejszy Kościół przez dioklecjańskie prześladowania, lecz także rozpoznać zło, jakie w chrześcijaństwie wywoływała wspomniana błędna doktryna Ariusza.

Św. Piotr Aleksandryjski nazywany jest "pieczęcią męczenników", gdyż uchodził za ostatniego z nich. Na fresku ze Świętej Góry Athos Jezus objawia mu się w szacie rozdartej przez herezję Ariusza.

W Brewiarzu rzymskim czytamy, że gdy do celi Piotra przybyli dwaj kapłani, wstawiając się za potępionym przezeń diakonem, patriarcha stanowczo odmówił przywrócenia go do wspólnoty wiernych, doznawszy uprzednio mistycznego widzenia. Miał mu się mianowicie objawić Chrystus w postaci dwunastoletniego chłopca w rozdartej od góry do dołu szacie. Gdy Piotr zapytał Zbawiciela, kto tak potargał Jego odzienie, Jezus odpowiedział mu: "Ten szaleniec Ariusz je rozdarł, dzieląc ludzi, których odkupiłem moją krwią. Nie przyjmujcie go do komunii z Kościołem, bo wyrządził zło przeciwko mnie i mojej trzodzie" (Patrologia Orientalis 1904).

W istocie ariańska herezja wywołała w chrześcijaństwie głęboki podział, odrywając od nauki Kościoła rzesze mamionych nią wiernych. Używając bowiem sofistycznych argumentów, Ariusz głosił, że Bóg i Chrystus nie mają tej samej natury, bo Syn stworzony został przez Ojca, a więc nie jest z nim tożsamy (gr. homojuzjos). Ponadto na krzyżu mógł umrzeć tylko człowiek, nie zaś Bóg, co miało dowodzić, że w Jezusie przeważała ludzka, a nie boska natura. W ten sposób Ariusz podważał naukę Kościoła o Bogu w Trójcy Świętej Jedynym, który pozostaje współistotny (gr. homouzjos) w trzech swych Osobach: Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Zło tej herezji stało się wyzwaniem dla teologów broniących prawowitej wiary, a echa tamtego sporu rozbrzmiewały jeszcze w XVI wieku, gdy ariańską doktrynę przyjęli tak zwani bracia polscy, tworzący w I Rzeczypospolitej najbardziej radykalny odłam reformacji. W walkę z arianizmem w okresie późnej starożytności zaangażowało się wielu ojców Kościoła, na czele ze św. Atanazym Aleksandryjskim (ok. 285-373), wcześniej uczniem św. Piotra Aleksandryjskiego. Należał on do najznakomitszych wychowanków didaskalonu, którym uprzednio kierowali tacy luminarze chrześcijańskiej myśli jak św. Klemens Aleksandryjski czy Orygenes. To z ich pism Atanazy czerpał argumenty przeciw Ariuszowi, którego nieugięcie zaczął zwalczać. Pokazuje to, jak wielką rolę w przetrwaniu chrześcijaństwa odegrała szkoła aleksandryjska, wpierw przygotowując grunt pod nawrócenie pogan, później zaś chroniąc skarb prawowiernej nauki Kościoła.

Pierwsze z tych ewangelizacyjnych dokonań przejawiło się w osobie i dziełach św. Klemensa Aleksandryjskiego (ok. 150-212). Nim został on przełożonym didaskalonu, był wcześniej greckim filozofem, a na wiarę w Chrystusa nawrócił się dopiero w dorosłych latach. Zdecydował się na ów krok, gdy zrozumiał, że myśl pogańska nie daje jasnych odpowiedzi w kwestiach natury bóstwa oraz etycznych zasad ludzkiego życia. Odnalazł je natomiast w chrześcijaństwie, ku któremu z tych samych względów zwracali się wówczas także inni wykształceni neofici. Ku ich zbudowaniu Klemens napisał trzy traktaty: Protreptikos (Zachęta dla pogan), Pedagogos (Wychowawca) oraz Stromata (Kobierce). Przedstawił tam swoisty program inicjacji chrześcijańskiej, osadzając go w perspektywie dialogu między wiarą i rozumem, czyli między nauką Chrystusa i grecką filozofią.

Orfeusz z tej antycznej mozaiki uważany był przez Greków za "proroka" boskich tajemnic, które w Protreptyku św. Klemens demaskował jako przykład fałszu pogańskich wierzeń.

Zawarte w tej katechetycznej trylogii przesłanie do dziś zachowało aktualny charakter, gdyż odnosiło się wprost do Osoby Jezusa, Syna Bożego, który przez swe wcielenie stał się dla wierzących "prawdą i drogą, i życiem" (J 14,6). Właśnie na ów głęboko chrystocentryczny rys dzieł Klemensa zwrócił uwagę papież Benedykt XVI:

[...] wymienione pisma faktycznie stanowią prawdziwą trylogię, która ma na celu skutecznie wspierać duchowe dojrzewanie chrześcijanina. Protrepticos oznacza Osobę, Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który "wzywa" ludzi, by zdecydowanie weszli na drogę prowadzącą do Prawdy. Tenże Jezus Chrystus staje się następnie Pedagogiem, czyli "Wychowawcą" tych, którzy na mocy chrztu stali się już dziećmi Bożymi. Tenże sam Jezus Chrystus jest wreszcie Didaskalos, czyli "Nauczycielem" głoszącym najgłębsze nauki. Są one zebrane w trzecim dziele Klemensa, zatytułowanym Stromata, co po grecku znaczy "kobierce": jest to bowiem luźny zbiór wypowiedzi na różne tematy, stanowiący bezpośredni owoc nauczania Klemensa (Benedykt XVI 2008).

Jego skoncentrowana na Chrystusie myśl teologiczna po upływie ponad wieku stała się dla św. Atanazego młotem na poglądy Ariusza, gdyż godziła w samo sedno tej herezji. Z podobnym skutkiem wykorzystywał on pisma Orygenesa (ok. 185-254), ucznia Klemensa, który przejął po nim kierownictwo szkoły. Co prawda mogło się zdawać, że ów sugerował w pewien sposób niższy status Jezusa i Ducha Świętego wobec Ojca, wynikało to jednak z nieprecyzyjnych jeszcze wtedy sformułowań nauki o Trójcy Świętej. Natomiast orygenesowe dążenie do logicznego uporządkowania doktryny wiary pozwalało Atanazemu skutecznie zbijać pokrętne argumenty Ariusza jako rozumowo sprzeczne z Pismem Świętym.

W swej szkole Orygenes wykładał Pismo Święte na sposób filologiczny, podobnie bowiem jak jego ojciec, św. Leonidas, był także gramatykiem, czyli nauczycielem literatury greckiej.