Prolog
Wszystko, co wywołuje u nas alergię
Dwudziestego piątego sierpnia 1996 roku mój tata jechał Main Street w naszym miasteczku w New Hampshire budzącym respekt czterodrzwiowym
kanciastym sedanem, którym jeździł w tygodniu na spotkania z klientami.
On i jego wieloletnia partnerka Patricia wybierali się na plażę, żeby
spędzić dzień nad oceanem. Było dwadzieścia po jedenastej i słońce miało
wkrótce stanąć w zenicie, temperatura rosła. Szyby w samochodzie, typowo
dla ojca, były opuszczone. Z upodobaniem palił marlboro lights i nie
korzystał z klimatyzacji, chyba że panował straszliwy upał. W końcu
pochodziliśmy z Nowej Anglii i oczekiwano od nas, że będziemy znosić
najgorszą pogodę.
Ręka ojca była wystawiona za okno samochodu, w palcach tkwił papieros,
ramię opierało się na rozgrzanych drzwiach. W radiu, a konkretnie w stacji AM, transmitowano właśnie mecz bostońskich Red Soksów. Ojciec
nigdy nie miał dosyć bejsbolu. Nie darował sobie żadnego meczu, a potem
słuchał analiz dotychczasowych rozgrywek i prognoz tych przyszłych. Jako
nastolatka czytająca Dickensa i zapalona fanka Duran Duran uważałam tę
jego pasję -?a zwłaszcza uzależnienie od radiowych stacji sportowych -
za męczącą. Zwykle, usadowiona z tyłu, usiłowałam skupić się na swojej
lekturze, częściowo kryjąc wzrok za grubym tomiszczem w wydaniu
kieszonkowym. Czasami, żeby tatę wkurzyć, kibicowałam drużynie
przeciwnej, dopóki mi nie zagroził, że zatrzyma wóz i wysadzi swoją
jedynaczkę, aby wracała do domu na piechotę.
Ale w 1996 roku miałam już dwadzieścia cztery lata. Tamtej sierpniowej
niedzieli nie było mnie z ojcem w samochodzie. O tym, co się stało,
dowiedziałam się z trzech źródeł: od policji stanowej, która zawiadomiła
mnie, że mój najbliższy krewny nie żyje; od kierownika zakładu
pogrzebowego, do którego zadzwoniłam, żeby się dowiedzieć, dokąd zabrano
mojego ojca; i -?dwadzieścia lat później -?od Patricii, podczas naszej
pierwszej rozmowy od czasu śmierci taty. Jednak ojciec był tak wierny
swoim zwyczajom, że bez trudu wyobraziłam sobie prawdopodobny bieg
wydarzeń. Gdy zamknę oczy, widzę go siedzącego w samochodzie, ze
styropianowym kubkiem kawy wciśniętym w uchwyt, z ręką spoczywającą
swobodnie na górnej części kierownicy.
Kiedy dorastałam, moje relacje z ojcem były napięte. Rodzice się
rozwiedli, gdy miałam zaledwie dwa miesiące, i w dzieciństwie widziałam
się z nim tylko kilka razy. Istniejące między nami napięcie pogłębiło
się jeszcze, kiedy w 1986 roku moja matka zginęła w wypadku
samochodowym, a ja, wtedy czternastoletnia, opuściłam rodzinne
miasteczko w wielkiej Indianie, żeby zamieszkać z nim i Patricią w podmiejskim rejonie New Hampshire. Próbując opisać swoją rodzinną
sytuację nowym znajomym czy kolegom, eufemistycznie nazywałam nasze
stosunki chłodnymi. Miałam ojca i kochałam go, tyle że z nim nie
rozmawiałam.
Tamtego dnia samotna pszczoła właśnie oblatywała pola, żeby zebrać
pyłek, gdy na trajektorii jej lotu pojawiło się otwarte okno samochodu.
Zdezorientowana wpadła w panikę. Użądliła ojca w bok szyi, obok ucha.
On, zaskoczony, ale wciąż spokojny, jechał dalej.
To, co nastąpiło dalej, nie było widoczne gołym okiem. Kolejne
wydarzenia rozegrały się na poziomie mikroskopijnym w organizmie mojego
ojca. Zadziałała biologia.
Żądło pszczoły wprowadziło jad -?mieszankę wody, histaminy, feromonów,
enzymów i różnych aminokwasów -?pod cienką warstwę skóry do tkanki
tłuszczowej na szyi mojego ojca. Szyja, ze skupiskiem naczyń
krwionośnych, to ważna część układu krążenia, więc jad mógł bardzo
szybko rozprzestrzenić się po ciele. Pewne komórki układu
odpornościowego -?mastocyty, inaczej zwane komórkami tucznymi, i bazofile -?błyskawicznie wykryły pewne jego składniki.
Białe krwinki, jak mastocyty i bazofile, powstają w naszym szpiku
kostnym i krążą w organizmie; pomagają zwalczać infekcje i inne choroby,
pochłaniając to, co obce albo szkodliwe, jak wirusy, bakterie czy
komórki rakowe. Mastocyty można znaleźć w wyściełającej drogi oddechowe
i jelita tkance łącznej pod naszą skórą oraz w tkance wokół węzłów
chłonnych, nerwów i naczyń krwionośnych. Bazofile krążą w naszym
krwiobiegu. Mastocyty i bazofile występują więc prawie w całym ludzkim
organizmie. Ich zadaniem -?w drastycznym uproszczeniu -?jest pobudzać do
działania nasz układ odpornościowy. Wyobraźcie sobie, że nim zarządzają,
sterują jego reakcjami, uwalniając różne białka i związki chemiczne.
Jad pszczeli nie jest substancją, na którą ludzki organizm reaguje
szczególnie dobrze, nawet w normalnych okolicznościach, gdy chodzi o niealergika. Ma właściwości krwotoczne, co znaczy, że powoduje rozpad
krwinek. Mimo to jad zarówno pszczół, jak i os jest stosunkowo
nieszkodliwy dla większości ludzi, oprócz tego że wywołuje bolesną
opuchliznę w miejscu użądlenia. Reagują na niego komórki układu
odpornościowego każdego z nas; u mojego ojca zareagowały przesadnie i przez to jego układ odpornościowy wpadł w spiralę śmierci zwaną
anafilaksją. Anafilaksja według definicji Światowej Organizacji Zdrowia
to "rodzaj nagłej, zagrażającej życiu reakcji wynikającej z nadwrażliwości organizmu i charakteryzującej się gwałtownym przebiegiem,
która wywołuje problemy związane z oddychaniem i krążeniem". Co w języku
laika znaczy, że mój ojciec był uczulony na jad pszczeli, przejawiał
nadwrażliwość, o której dowiedział się poniewczasie.
Zaledwie kilka tygodni wcześniej, na parkingu przed Walmartem, został
użądlony przez inną pszczołę. Po powrocie do domu powiedział Patricii,
że nie czuje się dobrze, i zażył benadryl -?znany lek
przeciwhistaminowy, powszechnie zalecany w przypadku łagodniejszych
reakcji alergicznych. Wkrótce potem jego samopoczucie się poprawiło, ale
Patricia, podejrzewając, że jest uczulony na jad pszczeli, przekonywała
go, żeby poszedł do lekarza. Mój ojciec, który nie dbał o zdrowie (za
dużo palił, pił za dużo bourbona i jadł za dużo żeberek), nie słuchał.
Reakcje alergiczne z czasem, przy kolejnym zetknięciu z alergenem, mogą
się nasilać. Po pierwszym użądleniu ojciec miał pewnie tylko miejscowy
obrzęk. Po kolejnym jego komórki odpornościowe, znając już te
niebezpieczne substancje, odpowiedziały szybciej i mocniej -?i wywołały
proporcjonalnie silniejszą reakcję. Organizm ojca, choć on sam o tym nie
wiedział, był już zaprogramowany, żeby go zdradzić.
Anafilaksja się zaczyna, gdy tylko antygen -?śmieszna nazwa dla
substancji jak jad pszczeli, która wywołuje odpowiedź immunologiczną -
napotyka i pobudza do działania mastocyty oraz bazofile w ludzkim
organizmie. Mastocyty i bazofile mojego ojca zainicjowały ją już w kilka
sekund po tym, jak został użądlony, jeszcze w samochodzie, gdy tylko
weszły w bezpośredni kontakt z białkami w jadzie, i przystąpiły do
wydzielania histaminy. Histamina, organiczny składnik wytwarzany przez
organizm, odgrywa kluczową rolę w normalnej odpowiedzi immunologicznej,
jest uwalniana, kiedy komórki ulegają uszkodzeniu albo stresowi.
Powoduje, że naczynia krwionośne się rozszerzają, a ich ściany stają się
bardziej przepuszczalne -?co ułatwia zwalczającym infekcję białym
krwinkom przedostawanie się z nich w zagrożone rejony. Histamina stanowi
także sygnał dla innych pobliskich komórek, żeby wytwarzały jej jeszcze
więcej. To chemiczny system alarmowy: uruchomiony mobilizuje do
działania cały układ odpornościowy. Jak to się odbywa? Histamina działa
na receptory naszych narządów, powodując stan zapalny, zaczerwienienie,
swędzenie, pokrzywkę i opuchliznę.
Na nieszczęście dla mojego ojca to wszystko, co nastąpiło potem, jeszcze
uległo przyspieszeniu po prostu dlatego, że wciąż siedział wyprostowany
w samochodzie i pozycja jego ciała częściowo utrudniała przepływ
odtlenowanej krwi z powrotem do serca. Alergiczny wyrzut histaminy,
która zaczęła krążyć w jego organizmie, sprawił, że naczynia krwionośne
rozszerzyły się zbyt szybko i w efekcie spadło ciśnienie krwi, także tej
wracającej do serca. Proces ten może doprowadzić -?i tak się w końcu
stało w przypadku mojego ojca -?do zatrzymania akcji serca. Nadmiar
histaminy dodatkowo spowodował przemieszczenie płynu z układu
naczyniowego -?sieci naczyń krwionośnych w całym organizmie -?do tkanek,
tak że ciało, łącznie z szyją, zaczęło puchnąć. Żeby chronić dolne drogi
oddechowe przed wdychanymi substancjami drażniącymi, histamina także
zagęszcza śluz, wzmaga jego produkcję i działa na tkankę mięśniową wokół
płuc, która się napina. Podczas wstrząsu anafilaktycznego drogi
oddechowe zwężają się w ciągu kilku minut. Mój ojciec, czując, co się z nim dzieje, zjechał na pobocze drogi i poprosił Patricię, żeby zmieniła
go za kierownicą.
Spanikowana Patricia, wiedząc, że są daleko od jakiegokolwiek szpitala,
postanowiła pojechać do najbliższej apteki, żeby jak najszybciej uzyskać
pomoc. Ojciec, który siedział już na fotelu pasażera, zaczął łapać
powietrze, a jego twarz zmieniła kolor.
Kilka minut później Patricia wjechała sedanem na malutki parking przed
niewielką apteką, zaparkowała samochód i pobiegła do środka. Farmaceuta
na dyżurze wyjaśnił, że nie może zrobić mojemu ojcu zastrzyku z epinefryny, inaczej adrenaliny, który mógłby mu uratować życie, bo nie
ma on aktualnej recepty. Epinefryna, naturalny hormon wydzielany przez
nadnercza w czasie stresu, pomaga zatrzymać proces anafilaksji poprzez
zahamowanie wytwarzania histaminy i zwężenie naczyń krwionośnych -?a tym
samym wspomożenie krążenia. Działa także na receptory mięśni gładkich
płuc, pomagając im się rozluźnić, co sprawia, że oddech wraca do normy.
Podana w zastrzyku dawka adrenaliny jest znacznie większa od tej, jaką
organizm może wytworzyć sam w krótkim czasie. Ale zamiast wstrzyknąć ją
mojemu ojcu, farmaceuta zadzwonił po służby medyczne.
Kiedy wreszcie przyjechała karetka, ratownicy medyczni zaintubowali
mojego ojca, bo z powodu opuchnięcia szyi i skurczu oskrzeli nie mógł
już oddychać. W karetce nie było adrenaliny, a farmaceuta wciąż
stanowczo, choć z żalem, odmawiał wydania ratownikom leku, którego
pacjent rozpaczliwie potrzebował. Mimo że takie stanowisko może się nam
wydawać teraz okrutne, człowiek ten miał pod względem prawnym związane
ręce. W latach dziewięćdziesiątych farmaceutom nie wolno było podawać
adrenaliny, nawet w nagłych przypadkach. Wraz z upływem cennych minut
organizm mojego ojca wszedł w fazę wstrząsu, ostatni etap zespołu
ogólnoustrojowej reakcji zapalnej.
Gdy ojciec znalazł się w karetce, stojąca nad nim Patricia poprosiła,
żeby mrugnął, jeśli jeszcze ją słyszy. On powoli zamknął i otworzył
oczy. Wciąż przerażona, ale czując już ulgę i nadzieję, uścisnęła jego
dłoń. Wsiadła z powrotem do sedana i jadąc w ślad za karetką na
pogotowie, słyszała jej oddalającą się syrenę.
W drodze do szpitala serce ojca przestało pracować, mimo wszelkich
wysiłków medyków, żeby go ratować.
James MacPhail -?zagorzały fan bostońskich drużyn sportowych, sprzedawca
czipów komputerowych, weteran wojny wietnamskiej, w typie Jackie'ego
Gleasona, dusza towarzystwa, kochający syn, wielbiciel stand-upu,
miłośnik muzyki i mój ojciec -?odszedł.
Kiedy przygotowywałam się do pisania tej książki, skończyłam
czterdzieści siedem lat; byłam w tym samym wieku co mój ojciec, gdy
umarł, i często myślałam o jego nagłej śmierci, rozmawiając ze
specjalistami w całym kraju o zagadce, jaką jest alergia. Śmiertelnie
groźne reakcje anafilaktyczne na użądlenie przez owady (pszczoły, osy i szerszenie) są niezwykle rzadkie. Każdego roku występują u około 3
procent dorosłych, jednak większość z nich przeżywa1. W ciągu
dwudziestu lat od śmierci mojego ojca co roku wskutek użądlenia przez
owada umierało średnio tylko sześćdziesięciu dwóch Amerykanów, czyli
0,00000002 procent całej populacji2. Śmierć mojego taty to
ewenement, nieszczęśliwy wypadek, zdarzenie, które odmieniło życie całej
jego rodziny i przyjaciół.
Jednak im więcej dowiadywałam się o alergii, tym bardziej zastanawiało
mnie: dlaczego on? Czy coś w jego materiale genetycznym (a więc także po
części moim) zdecydowało o przesadnej reakcji układu odpornościowego?
Czy może winę za to ponosi środowisko -?ojciec wychował się w Bostonie -
albo sposób życia? Teoretycznie mógł być bardziej uwrażliwiony na jad
pszczeli po kolejnych użądleniach -?w dzieciństwie albo podczas
dwukrotnej służby w Wietnamie. Czy też miał tak wielkiego pecha, że
umarł już po drugim zetknięciu z jadem pszczelim, zaledwie w miesiąc po
pierwszym? Jednak, gdy to piszę -?skończywszy zbierać materiały, już
trzy lata starsza niż on w chwili śmierci -?wiem, że nigdy nie będę
miała pewności, co wywołało reakcję alergiczną u mojego ojca, bo to
temat bardzo skomplikowany.
Z biologicznego punktu widzenia potrafię dokładnie wytłumaczyć, co się
stało w ostatnich chwilach mojego ojca na ziemi. Stojąca za tym biologia
jest pod wieloma względami łatwa do zrozumienia i przedstawienia:
odpowiedź układu immunologicznego taty była zbyt skuteczna, aby mogła
wyjść mu na dobre. "Anafilaksja" w grece znaczy dosłownie: "obrona
wstecz". Układ immunologiczny mojego ojca -?mający go chronić -?był
całkiem sprawny, ale nadwrażliwy, mylnie uznał naturalnie występującą
nieszkodliwą substancję za bezpośrednie zagrożenie. Gdy już zaczęła się
jego przesadna reakcja, prawie niemożliwością było ją zatrzymać. W przypadku ludzi żyjących z ciężką alergią paradoks polega na tym, że
mają silny aktywny układ odpornościowy chroniący przed pasożytami i drobnoustrojami, który może zabić ich samych. I to właśnie wydarzyło się
mojemu ojcu.
Wciąż jednak myślę o tym -?i to nie daje mi spokoju -?co tata musiał
myśleć i czuć, kiedy był świadkiem, jak zawodzi go własny organizm. Jak
bardzo musiał być przerażony w tych kilku pierwszych sekundach, gdy się
zorientował, że puchnie mu gardło, że jego płuca nie pracują i nie może
oddychać. Że jego serce w klatce piersiowej ustaje. Jak to jest w szybkim tempie umierać, kiedy twój układ odpornościowy wchodzi na
najwyższe obroty? Czy tata w ogóle zdawał sobie sprawę, co się z nim
dzieje? Czy na samym końcu, gdy jego serce się zatrzymało, zdążył
jeszcze pomyśleć o mnie, o swojej matce i o partnerce? Czy wiedział, jak
bardzo będzie go nam brakowało?
Chociaż może to się wydawać dziwne, nie zabrałam się do zbierania
materiałów na temat alergii ze względu na ojca. Z czasem pogodziłam się
z jego śmiercią i coraz mniej o niej myślałam. Przez wiele lat
przypominałam sobie o jego ostatnich chwilach, siedząc na dworze przy
piknikowym stole albo spacerując po ogrodzie, gdy dochodziło do mnie
znajome bzyczenie. Na widok pszczoły serce zaczynało bić mi mocniej i nieruchomiałam. Jednak oprócz tych rzadkich przypadkowych spotkań z pszczołami, osami czy szerszeniami nie poświęcałam alergii zbyt wiele
uwagi. Dopóki nie zdiagnozowano jej u mnie samej.
W 2015 roku byłam świeżo upieczonym adiunktem, obarczonym nauczaniem w pełnym zakresie, i próbowałam napisać książkę o grypie. I jak na ironię,
zaczęłam chorować. Bardzo. Gdy po raz czwarty w ciągu niespełna roku
zdiagnozowano u mnie zapalenie dróg oddechowych, mój lekarz skierował
mnie do otolaryngologa -?specjalisty chorób uszu, nosa i gardła -?bo
uważał, że coś musi być nie tak z moją nosową "hydrauliką".
Otolaryngolog wysłuchał mnie, przejrzał notatki mojego lekarza, po czym
przy użyciu endoskopu obejrzał mi nos i gardło.
-?Widzę silne podrażnienie śluzówki -?powiedział, wciąż zaglądając w czeluści mojego nosa. -?Niewynikające ze zwykłej infekcji. Według mnie
ma pani alergię. To jest prawdziwa przyczyna.
Byłam kompletnie zaskoczona. Nigdy nadmiernie nie kichałam ani nie
pociągałam nosem, nie miałam zaczerwienionych ani spuchniętych oczu, nie
odczuwałam swędzenia ani pieczenia skóry, nie skarżyłam się na problemy
żołądkowe. Z tego, co wiedziałam, nie cierpiałam na alergię. A teraz
lekarz specjalista, człowiek o wieloletnim doświadczeniu klinicznym,
mówił mi, że należę do miliona alergików mieszkających w Stanach
Zjednoczonych. I że z powodu alergii mojemu przeciążonemu układowi
odpornościowemu trudniej jest walczyć z sezonowymi infekcjami wirusowymi
czy bakteryjnymi -?prawdziwymi mikroskopijnymi wrogami, z którymi stykam
się w codziennym życiu. Reaguje on na niewłaściwe zagrożenia, myląc
nieszkodliwe substancje ze szkodliwymi; funkcjonuje tak sumiennie, że
naraża mnie na choroby.
Okazało się, że jestem nieodrodną córką swojego ojca -?jako posiadaczka
nadwrażliwego układu odpornościowego -?chociaż wciąż nie wiem, czy
jestem uczulona na jad pszczeli (ale jeszcze do tego wrócę). W następnych miesiącach, kiedy powoli oswajałam się z ciągłymi
tajemniczymi dolegliwościami oraz frustracjami powodowanymi przez moje
alergie i zaczęłam myśleć o sobie jako o alergiczce, pewną pociechę
przynosiła mi świadomość, że przynajmniej nie jestem sama. Bynajmniej.
Gdy zaczęłam mówić o mojej zaskakującej diagnozie, ludzie odwzajemniali
mi się opowieściami o własnych alergiach -?pokarmowych, skórnych i oddechowych. Nagle odniosłam wrażenie, że każdy, kogo znam, ma jakieś
uczulenie, tylko o tym nie wspominał. I wtedy zdałam sobie sprawę, że
alergia to o wiele większy problem, niż kiedykolwiek przypuszczałam.
Uczulenie na orzechy. Katar sienny. Egzema. Albo sam masz jakąś
frustrującą alergię czy chorobę o podłożu alergicznym, albo znasz kogoś,
kto na nie cierpi. Ostatnie dane statystyczne na temat tego schorzenia
są poruszające. W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba osób dorosłych i dzieci, u których stwierdza się łagodną, umiarkowaną albo silną alergię,
rośnie w sposób ciągły z każdym rokiem. Miliardy ludzi na całym świecie
-?jak się szacuje, 30-40 procent populacji całego globu -?cierpią
obecnie na jakąś chorobę alergiczną, a u milionów z nich stanowi ona
poważne zagrożenie dla zdrowia. Jednak alergie nie muszą być śmiertelnie
groźne, żeby rzutować na twoje życie. Ci, u których występują łagodne,
umiarkowane i silne alergiczne odpowiedzi układu immunologicznego,
poświęcają bardzo dużo czasu, pieniędzy i uwagi na związane z nimi
dolegliwości. Alergie mogą być obciążeniem, nawet jeśli nie są
niebezpieczne dla życia. Ale ponieważ przeważnie nie zabijają, jako
społeczeństwo na ogół nie traktujemy ich zbyt poważnie. Żartujemy sobie
z czyjejś nietolerancji glutenu czy z kataru siennego, nie zastanawiając
się specjalnie, jak osoba, która z nimi żyje, może się czuć. Jakość
życia osób, którym doskwiera alergia, jest zazwyczaj niższa niż tych,
które się na nią nie uskarżają. Poziom odczuwanego przez nie niepokoju i stresu jest podwyższony. Częściej czują się zmęczone. Spada ich zdolność
koncentracji i energia.
Może już wiesz, co oznacza alergia, bo ją masz. Niewykluczone, że
bagatelizujesz swoje uczulenie, bo przyzwyczaiłeś się do niego. Inaczej
mówiąc, przestałeś oczekiwać, że będziesz czuł się "świetnie", i wystarcza ci, jeśli przez większości swojego życia czujesz się "okej".
Ale nawet wtedy, gdy alergik umie radzić sobie ze swoimi
dolegliwościami, bywa, że czasami trudno mu je ignorować. Dzień
nasilonego kataru siennego. Nowy placek czerwonej swędzącej skóry.
Skutki niefortunnej kolacji. Alergicy wiedzą to, z czego inni,
niealergicy, nie zdają sobie sprawy: że nasze organizmy stale mają do
czynienia z miliardami niewidzialnych cząsteczek, mikroorganizmów,
substancji chemicznych i białek w ich otoczeniu. Komórki naszego układu
odpornościowego reagują błyskawicznie, albo akceptują, albo odrzucają
to, z czym stykamy się niezliczenie wiele razy dziennie przez całe
życie. W gruncie rzeczy to on decyduje, co może stać się częścią nas
(jedzenie), co może z nami koegzystować (pewne bakterie, wirusy i pasożyty), co możemy tolerować albo ignorować, a czego nie.
Nie ulega wątpliwości, że nasz układ immunologiczny staje się coraz
bardziej wrażliwy na wiele naturalnych i wytworzonych przez nas
alergenów, z którymi na co dzień wchodzimy w kontakt. Problem polega na
tym, że immunolodzy, którzy próbują poznać biologiczne procesy
odpowiedzialne za reakcje alergiczne, nie do końca wiedzą, dlaczego tak
się dzieje. Coraz silniejsze alergie pokarmowe, skórne, oddechowe,
uczulenia na jad owadów, na leki -?pozostają medycznymi zagadkami XXI
wieku, które domagają się rozwiązania. Dlaczego wszystkich nas coś
uczula?
Po usłyszeniu własnej diagnozy zabrałam się do szukania informacji na
temat alergii. Chciałam znaleźć odpowiedzi na eskalującą serię pytań,
poczynając od osobistych, przez donioślejsze -?historyczne, ekonomiczne,
społeczne, polityczne i filozoficzne.
Od jak dawna występują alergie? Czy to stary problem, czy stosunkowo
nowy?
Czy alergie się nasilają? A jeśli tak, co jest tego przyczyną?
Czy alergie mają charakter generyczny, środowiskowy, czy są skutkiem
działalności człowieka?
Co możemy na nie zaradzić? Czy da się je wyleczyć?
Po kilku tygodniach wciąż nie mogłam znaleźć żadnych zadowalających i łatwych do przyjęcia odpowiedzi. Ich poszukiwania zamieniły się w osobistą i naukową podróż, której celem stało się zdiagnozowanie
problemu alergii w XXI wieku. Ta książka jest zapisem owej podróży,
holistyczną analizą zjawiska, jakim jest alergia, poczynając od jej
pierwszego medycznego opisu z 1819 roku, a kończąc na najnowszych
odkryciach w dziedzinie biologii dotyczących leczenia tej choroby i immunoterapii w celu jej zapobiegania.
To, co przeczytasz, jest próbą zebrania całej wiedzy o alergii w XXI
wieku: czym ta choroba jest, dlaczego na nią cierpimy, dlaczego stale
nasila się w skali globalnej i co to może mówić o losie ludzkości w szybko zmieniającym się świecie. Uwzględnia najnowsze badania naukowe,
historię uczuleń i osobiste doświadczenia zmagających się z nimi
pacjentów i lekarzy; łączy te wątki, żebyśmy mogli zbadać nasze
skomplikowane relacje ze środowiskiem.
Przede wszystkim zajmiemy się ciągle ulegającą zmianie definicją, czym
jest alergia -?i czym nie jest. W miarę pogłębiania się naszej wiedzy
naukowej z zakresu immunologii -?postępu badań nad funkcjonowaniem
układu odpornościowego u wszystkich gatunków -?coraz lepiej rozumiemy,
co podpada pod kategorię alergii czy też alergicznych odpowiedzi
immunologicznych. Jak się przekonamy, alergii nie da się łatwo
skategoryzować, zdiagnozować i policzyć. Najlepsze statystyki, jakimi
dysponujemy, to dane szacunkowe oparte na roszczeniach osób
ubezpieczonych, wynikach sondaży i przyjęciach do szpitali. Ale
jakiekolwiek prowadzilibyśmy działania matematyczne, liczba alergików
rośnie z każdym kolejnym rokiem -?i końca nie widać.
Gdy już uzyskamy podstawowe informacje o alergii, omówimy różne teorie
na temat jej przyczyn. Okaże się, że zależnie od tego, jak zdefiniujemy
alergiczną odpowiedź układu odpornościowego, występowała już dawno temu
-?uważa się, że król Egiptu Menes umarł na skutek użądlenia pszczoły
albo osy -?albo jest czymś nowym. Pierwszy kliniczny opis reakcji
alergicznej, przypadku kataru siennego, pochodzi sprzed przeszło dwustu
lat, co dowodzi, że alergie oddechowe rozpowszechniły się dopiero z początkiem rewolucji przemysłowej. Teorie dotyczące tego, dlaczego od
tej pory występowanie alergii stale się rozszerza, są złożone i żywo
dyskutowane. Jeśli szukacie łatwych odpowiedzi, nie znajdziecie ich
tutaj. Ale dowiecie się, jakie kombinacje winowajców są najbardziej
prawdopodobne.
I wreszcie, przyjrzymy się sposobom leczenia alergii, jakie mamy do
dyspozycji, a także zobaczymy, jaka może być przyszłość alergologii. W ostatnich dwustu latach niewiele się zmieniło w leczeniu tej choroby,
ale nowa klasa leków biologicznych widocznych na horyzoncie daje
nadzieję, że uda się skuteczniej i spójniej łagodzić najgorsze jej
objawy. Jednocześnie nowe odkrycia naukowe w zakresie alergicznych
reakcji immunologicznych będą prowadzić do lepszych regulacji i działań
socjalnych. W końcu zrozumienie tego, co nas uczula i dlaczego, pomoże
nam nawiązać ze sobą współpracę, żeby w przyszłości wspólnie kształtować
korzystniejsze środowiska -?takie, w których łatwiej będzie się
oddychało.
Mój ojciec podczas służby wojskowej w Wietnamie (zdjęcie autorki)
Dedykuję tę książkę mojemu ojcu. Tata lubił czytać i przez całe życie
zdobywał wiedzę. Chociaż nie dotarł do końca pierwszego roku w college'u, był urodzonym samoukiem i do dnia, w którym umarł, z upodobaniem przyswajał sobie nowe informacje o świecie. Pod tym względem
też jestem jego nieodrodną córką. Odziedziczyłam po nim nie tylko
skłonność do alergii, ale także ciekawość i nieustające dążenie do
prawdy -?niezależnie od tego, jak złożona i mętna ta prawda się okazuje.
Myślę, że historia alergii opowiedziana na tych stronach byłaby dla
niego ciekawa, pouczająca i fascynująca. I niezależnie od tego, czy ty
sam, drogi czytelniku, cierpisz na jakąś alergię albo cierpi na nią
kochana przez ciebie osoba, czy nie, mam nadzieję, że po przeczytaniu
tej książki nie tylko będziesz lepiej rozumiał, na czym polega alergia,
ale także że nasuną ci się nowe pytania na temat naszego niewiarygodnego
układu odpornościowego i jego skomplikowanych związków ze środowiskiem,
w którym wspólnie żyjemy. Dziękuję ci, że wyruszasz w tę podróż razem ze
mną. No to w drogę.
Rozdział 1
Czym jest alergia (i czym nie jest)
Przed rozpoczęciem pracy nad tą książką nie miałam pojęcia, jak wielkim
problemem jest alergia. Około 40 procent całej ludzkiej populacji
cierpiało już na jakąś formę uczulenia3. I specjaliści
oceniają, że przed rokiem 2030 ta liczba wzrośnie do 50 procent. Zanim
jednak się przekonamy, co te liczby oznaczają i dlaczego prognozuje się
taki rozwój alergii w następnych kilku dekadach, będziemy musieli
odpowiedzieć na bardziej zasadnicze pytanie o fundamentalnym znaczeniu:
czym właściwie jest alergia?
Kiedy zaczęłam rozmawiać z naukowcami i alergologami, sądziłam, że wiem,
czym jest alergia. Gdyby ktoś mnie o to spytał, odpowiedziałabym z dużą
dozą pewności siebie, że to negatywna reakcja organizmu na coś, co dana
osoba zjadła, czego dotknęła albo jakim powietrzem oddychała. Gdyby
poproszono mnie o więcej konkretów, pewnie wyrzuciłabym z siebie to,
czego dowiedziałam się dawno temu na wstępnym kursie biologii -?że
ludzki układ odpornościowy przypomina system obronny. Reaguje na to, co
obce, jak wirusy, bakterie i pasożyty, pomagając chronić nas przed
infekcjami. Ale u alergików reakcję tego samego układu odpornościowego
powoduje coś ze środowiska -?jak pyłek roślin, mleko albo nikiel w biżuterii -?co dla niealergika jest nieszkodliwe. Jako możliwe objawy
wymieniałabym kichanie, cieknący katar, zapchany nos, kaszel, wysypkę,
zaczerwienienie, pokrzywkę, opuchliznę i trudności z oddychaniem.
Kiedy proszę laików (to znaczy nienaukowców ani specjalistów z dziedziny
biomedycyny), żeby wytłumaczyli, czym jest alergia, zwykle słyszę w odpowiedzi coś podobnego do mojej początkowej definicji. Ludzie w różnym
wieku i o różnym pochodzeniu myślą, że alergia, jak kiedyś opisał to w rozmowie ze mną pewien młody niealergik, to "jakiś rodzaj zachwiania
równowagi wobec czegoś, co narusza nasz system. To coś kłóci się z tym,
co mamy w swoim organizmie, który w efekcie próbuje pozbyć się intruza".
Ktoś inny opisał alergię jako "autodestrukcyjne działanie organizmu",
gdy nie wie on, jak poradzić sobie z czymś takim jak pyłek czy określone
jedzenie. W innej pamiętnej rozmowie mężczyzna cierpiący na kilka
rodzajów alergii, który dorastał w Chihuahua, w Meksyku, w pobliżu
granicy z Teksasem, stwierdził, że jego ciało jest nieustająco w trybie
obronnym -?co oceniał jako korzystne. Uważał, że jest dobrze broniony, i opisał swój organizm jako "ostrożniejszy" i "czujniejszy" niż organizmy
niealergików. To wszystko to mniej lub bardziej odpowiadające prawdzie
opisy alergicznych odpowiedzi układu odpornościowego i sprawdzają się...
dopóki nie przestają się sprawdzać.
Nawet sami alergicy nie zawsze rozumieją, kim tak naprawdę są ani czym
różnią się od niealergików, którzy mają podobne objawy.
Weźmy dla przykładu Chrissie4, jedną z pierwszych pacjentek
alergicznych, z którymi przeprowadziłam rozmowy do tej książki. W czasie
gdy się spotkałyśmy, Chrissie od lat zmagała się z objawami alergii
oddechowej, pokrzywką, sporadyczną opuchlizną wokół oczu i częstymi
dolegliwościami żołądkowymi. Zdiagnozowano u niej katar sienny, czyli
sezonowe alergiczne zapalenie błony śluzowej nosa i spojówek, od czasu
do czasu chodziła do laryngologa, specjalisty chorób uszu, nosa i gardła, gdy objawy się zmieniały albo nasilały. Miewała także problemy
żołądkowo-jelitowe i wysypkę na skórze, jeśli przypadkiem zjadła coś z glutenem albo mlekiem. Przed laty Chrissie zgłosiła się do alergologa i zrobiono jej testy na najpowszechniej występujące alergie. Nie
stwierdzono u niej reakcji skórnych na żadne alergeny pokarmowe i dowiedziała się, że to bardzo mało prawdopodobne, aby objawy, jakie jej
doskwierały, były wywoływane uczuleniem na żywność. Laryngolog
wielokrotnie namawiał Chrissie, żeby ponownie poddała się testom, ale
tego nie robiła; natomiast wpisała swoje objawy do wyszukiwarki w internecie i zaczęła zbierać informacje, jak im zaradzić.
Kiedy ją poprosiłam, żeby zdefiniowała alergię, Chrissie odpowiedziała,
że to choroba, która się pojawia, kiedy ciało nie daje sobie z czymś
rady, zwłaszcza gdy styka się z tym zbyt często albo gdy jest tego za
dużo. Po jakimś czasie, przy powtarzającym się kontakcie, tłumaczyła
dalej, organizm tych rzeczy nie przetwarza i to objawia się takimi
reakcjami jak u niej. Ona sama nie wierzy w wyniki swoich testów
skórnych na alergeny pokarmowe, twierdząc, że ma uczulenie na żywność; a ponieważ pszenica i mleko są składnikami większości produktów
spożywczych, przypuszcza, że po dziesiątkach lat ich przyjmowania jej
ciało zaczęło je odrzucać.
Zamieszczam historię Chrissie -?obrazującą jej brak zrozumienia, czym
jest alergia, a czym nie jest, wyraźną dezorientację i frustrację -?na
początku tego rozdziału, aby pokazać, że zwykle nie mylimy się co do tej
choroby i jednocześnie się mylimy. W kwestii alergii oddechowych
Chrissie słusznie uważa, że jej ciało reaguje na coś, na co jest
wielokrotnie wystawiane, natomiast myli się, sądząc, że nie może ono
przetworzyć pyłków. (Jak się wkrótce przekonamy, chodzi o coś więcej niż
tylko o to, że organizm coś ignoruje albo czegoś nie toleruje). Chrissie
prawdopodobnie nie ma alergii pokarmowej, mimo że miewa jej objawy,
ponieważ nie wykazuje żadnej wrażliwości na mleko ani gluten (co
potwierdzają wyniki testów skórnych). Innymi słowy jej układ
odpornościowy pewnie nie reaguje na przyjmowane przez nią jedzenie. Ale
reaguje na pyłki, co wywołuje u niej katar sienny. Chrissie nie rozumie,
na czym polega różnica między nietolerancją (w tym przypadku pewnych
pokarmów, być może powodowaną przez inną chorobę, jak zespół jelita
drażliwego albo niedobór laktazy, enzymu, który wspomaga trawienie
laktozy w produktach mlecznych) a reakcją alergiczną (na alergeny
unoszące się w powietrzu). I kto może ją winić? Nawet ja jako antropolog
medyczny, z całkiem dobrą znajomością mechanizmów immunologicznych, mam
trudności w ich rozróżnianiu.
Im bardziej zagłębiałam się w literaturę naukową na temat alergii i im
więcej odbywałam rozmów z alergologami i immunologami, tym kwestia
definicji stawała się mętniejsza. Ku mojemu początkowemu zaskoczeniu i frustracji, im więcej dowiadywałam się o zawiłościach funkcjonowania
naszego układu odpornościowego, tym trudniej, nie łatwiej, było mi
zrozumieć, na czym polega alergia. Okazuje się, że to, co powszechnie
nazywamy alergią, to wielki worek różnych dolegliwości. Łączy je jedno:
wszystkie są reakcją przeczulonego układu odpornościowego na pod każdym
innym względem nieszkodliwe substancje i związki chemiczne -?alergeny -
które nie wywołują żadnych reakcji immunologicznych u niealergików.
Objawy alergii różnią się w zależności od sposobu, w jaki alergen
dostaje się do organizmu (poprzez skórę, z powietrzem albo przez przewód
pokarmowy), cech genetycznych danej osoby i wielu różnych
immunologicznych odpowiedzi, jakie powoduje konkretny alergen.
Czym więc jest alergia? To nadmierna nieprawidłowa reakcja układu
odpornościowego na alergen, czyli toksynę albo obcą substancję, którą w normalnych warunkach powinien on ignorować. To definicja naukowa, ale
pewnie niewiele wam mówi -?na razie. Żeby w pełni pojąć, czym jest
alergia, należy zrozumieć, jak zmieniała się w ciągu ubiegłego stulecia
sama jej definicja. Pojęcie alergii liczy już przeszło 100 lat, jest
efektem wczesnych badań funkcjonowania układu odpornościowego u ssaków.
Na koniec, jak niebawem przeczytacie, dowiedziałam się, że alergię chyba
najlepiej definiują stojące za nią procesy biologiczne.
EWOLUCJA HERETYCKIEJ KONCEPCJI. KRÓTKA HISTORIA ALERGII
Zanim poznamy zawiłą, pokrętną historię alergii i naszej znajomości
układu odpornościowego, warto już tu, na samym początku, podkreślić, że
alergia nie jest bynajmniej "czymś", w każdym razie nie w takim sensie,
w jakim myślimy o konkretnych rzeczach istniejących na świecie -?jak
stoły, wirusy czy koty. To raczej złożony proces biologiczny, w którym
bierze udział wiele różnych części składowych naszego układu
odpornościowego. Alergia to bardziej działania, jakie podejmują jego
komórki, niż objawy, których doznajemy w wyniku tych działań. Historia
ewolucji naszej wiedzy o immunologii i odkryć związanych z reakcjami
alergicznymi zaczyna się na początku zeszłego wieku.
Nasze poglądy na układ odpornościowy, zarówno dawne, jak i obecne, dużo
zawdzięczają najwcześniejszym koncepcjom mikrobów. Pod koniec XIX wieku
tacy sławni naukowcy jak Louis Pasteur, Joseph Lister i Robert Koch,
prowadzili eksperymenty, aby ostatecznie dowieść, że to za sprawą żywych
organizmów, których nie widzimy -?na przykład bakterii wąglika, gruźlicy
i cholery -?chorujemy, rany ulegają zakażeniu i psuje się żywność. To
nowe rozumienie zakażenia i działania mikroorganizmów -?zwane popularnie
teorią zarazków -?legło u podstaw współczesnego medycznego pojęcia
odporności, czyli zdolności organizmu do zwalczania chorób.
Być odpornym to znaczy być chronionym albo bronionym przed
zainfekowaniem jakimś pochodzącym z zewnątrz organizmem. Odpowiedzialne
za odporność mechanizmy biologiczne stały się pod koniec XIX i na
początku XX wieku centralnym obiektem badań naukowych wychodzących od
teorii zarazków. Na przełomie stuleci naukowcy skupili się na poznaniu
podstawowych procesów, które sprawiały, że zwierzę narażone na kontakt z wywołującym chorobę organizmem, jak bakteria wąglika, albo wykazuje
odporność, albo choruje. Ci pierwsi immunolodzy chcieli się dowiedzieć,
jak wywołać taką odporność. W klinikach i szpitalach stosowano już
szczepionki i surowice zawierające małe ilości zmodyfikowanych mikrobów
i ludzkich przeciwciał, albo żeby zapobiegać powszechnie występującym
chorobom, takim jak ospa wietrzna, błonica czy tężec, albo żeby je
leczyć, ale zasada ich działania pozostawała niemal całkowicie owiana
tajemnicą.
Zachęceni skutecznością tych pierwszych szczepionek i surowic, naukowcy
i lekarze żywili przekonanie, że można uzyskać odporność na wszystkie
atakujące ludzi choroby zakaźne i toksyny. Trzeba tylko zrozumieć -
uważali -?skąd ta odporność bierze się u zwierząt. Globalne wysiłki,
żeby ją wytworzyć i leczyć różne choroby, przypadkiem doprowadziły do
odkrycia alergii.
Nazwy "alergia" -?oznaczającej "inną aktywność", od allos i ergon w grece -?użył po raz pierwszy na przełomie wieków Clemens von Pirquet,
lekarz pracujący w klinice pediatrycznej w Wiedniu. Pirquet i jego
kolega Béla Schick zauważyli, że niektóre dzieci, którym podano
szczepionki z końskiej surowicy przeciwko ospie wietrznej (co było
wówczas powszechną praktyką w medycynie), źle reagują na drugą dawkę,
pojawia się u nich wysypka w miejscu zastrzyku, swędzenie albo
zaczerwienienie skóry i gorączka. Domyślając się, że coś w surowicy
spowodowało niekorzystną reakcję biologiczną, dwaj lekarze zaczęli
uważnie obserwować swoich pacjentów po powtórnym podaniu szczepionki.
Początkowo Pirquet posługiwał się terminem "alergia" na określenie
wszelkich zmian stanu biologicznego, "dobrych" i "złych", będących
skutkiem kontaktu z obcą substancją -?w tym przypadku
surowicą5. Dla niego zły stan albo zła reakcja organizmu mogły
oznaczać wysypkę albo gorączkę wywołaną przez podanie szczepionki, a z kolei dobry stan albo dobra reakcja organizmu -?rozwój odporności
wskutek podania tejże szczepionki. Pojęcie alergii, w pierwotnym
rozumieniu, łączyło więc zarówno odporność, jak i nadwrażliwość. Był to
termin neutralny, mający tylko wskazywać, że coś spowodowało zmianę w obecnym stanie biologicznym pacjenta.
W 1906 roku, kiedy Pirquet wymyślił nazwę "alergia", sama odporność była
wciąż stosunkowo nowym i bardzo wąskim pojęciem używanym jedynie w odniesieniu do naturalnych reakcji obronnych organizmu przeciwko
chorobie6. Jako idea wywodziła się z polityki, nie medycyny, i pierwotnie oznaczała zwolnienie od kary czy zobowiązania w sensie
prawnym7. Pierwsi badacze zapożyczyli ten termin i zmienili
jego znaczenie -?ale tylko trochę. W medycynie odporność odnosiła się do
naturalnego "zwolnienia" od choroby zakaźnej i wskazywała na status
kogoś całkowicie chronionego przed karą, jaką była choroba, a może i śmierć. Układ odpornościowy zyskał swoją nazwę na potrzeby tej wersji
odporności i w tamtym czasie jego koncepcja była zasadniczo tylko teorią
roboczą, odnoszącą się do wszelkich procesów biologicznych zachodzących
w organizmie, aby tę odporność uzyskać. Uważano wówczas, że jego funkcją
jest obrona -?i tylko obrona. Pierwsi klinicyści, tacy jak Pirquet i Schick, obserwujący u swoich pacjentów niekorzystne reakcje na te same
substancje, które powinny ich uodparniać, sądzili, że to, czego są
świadkami, musi być jakimś etapem nabywania odporności przeciwko tej
substancji. Uważali gorączkę, wysypkę i swędzenie w miejscu zastrzyku za
dowód, że szczepionka albo surowica działa; uruchamia mechanizmy obronne
pacjenta.
A jeśli, z czego Pirquet i Schick zaczęli zdawać sobie sprawę, układ
odpornościowy się myli? Jeżeli zamiast nas chronić, sprawia, że
zaczynamy chorować? Jeżeli to nie bakteria ani toksyny powodują chorobę,
tylko sam tak zwany układ odpornościowy?
Ta myśl wydawała się rewolucyjna, heretycka, więc -?przynajmniej na
początku -?napiętnowano ją i odrzucono. Dla pierwszych naukowców z dziedziny immunologii było nie do pojęcia, że układ odpornościowy
jakiejś osoby może działać na jej szkodę. Produkcja przeciwciał przez
ludzki organizm8 -?zdolność układu odpornościowego do
wytwarzania specjalnych komórek, które odpierają ataki szkodliwych
organizmów -?uchodziła za wyłącznie dobroczynną. Odkrycie, że ten sam
układ odpornościowy odpowiedzialny za zwalczanie bakterii może powodować
wynikające z nadwrażliwości reakcje na takie substancje jak surowica
końska czy pyłek roślin, przeczyło wieloletniej pracy badawczej. Teoria
Pirqueta dotycząca alergii podważyła fundamentalne założenia nowej
dziedziny nauki, jaką była immunologia, i w rezultacie została przez
większość badaczy odrzucona. Minęły kolejne dziesięciolecia, zanim
naukowcy zrozumieli, że nie tylko jest generalnie słuszna, ale także
może być dla medycyny przydatna.
W miarę pojawiania się kolejnych klinicznych i laboratoryjnych dowodów
naukowcy powoli zaczęli sobie uświadamiać, że opisane przez Pirqueta
reakcje alergiczne są znacznie bardziej powszechne, niż przypuszczali.
Jednocześnie lekarze zrozumieli, że mogą one tłumaczyć wiele
chronicznych chorób -?okresową astmę, sezonowy katar, nawracające
pokrzywki -?które obserwowali w szpitalach. Z biegiem lat ta teoria
znajdowała coraz szersze zastosowanie, gdy klinicyści zajmujący się
leczeniem dotychczas zastanawiających chorób zaczęli postrzegać
"alergię" jako diagnozę, która mogła przynajmniej częściowo tłumaczyć
występujące u pacjentów objawy. Z czasem definicja alergii zaczęła się
odnosić niemal wyłącznie do tych kłopotliwych i szkodliwych odpowiedzi
układu odpornościowego, tak zwanych przesadnych reakcji na nieszkodliwe
w innych okolicznościach czynniki9.
W drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku pączkująca alergologia stała
się działem immunologii10. Alergia jako nazwa była stosowana
wymiennie z takimi określeniami jak "wrażliwość", "nadwrażliwość" i "nadmierna drażliwość" w odniesieniu do wszelkich przesadnych odpowiedzi
układu odpornościowego na skądinąd "nieszkodliwe" substancje. Jeden z czołowych alergologów tamtego okresu, Warren T. Vaughan, definiował
alergię jako "nadmierną drażliwość czy też niestabilność pewnej części
układ nerwowego"11. Jako lekarza i jednocześnie zapalonego
badacza Vaughana zastanawiały różne reakcje pacjentów na alergeny. Nie
widział w nich żadnej sensownej prawidłowości ani wytłumaczenia,
dlaczego dwie osoby, przy uwzględnieniu wszystkich innych zmiennych,
reagują tak różnie w zetknięciu z tym samym alergenem. Co było jeszcze
bardziej dezorientujące, ten sam pacjent mógł reagować odmiennie na ten
sam alergen w innych sytuacjach i w innym czasie tego samego dnia. To
tak, jakby reakcje alergiczne nie podlegały żadnym biologicznych zasadom
-?a przynajmniej takim, które byłyby dostrzegalne dla Vaughana.
W 1930 roku badacz doszedł do wniosku, że głównym zadaniem układu
odpornościowego u ssaków jest utrzymywanie równowagi między organizmem a jego otoczeniem, czyli całym pozostałym światem biologicznym. Objawy
alergiczne są więc u kogoś po prostu oznakami czasowego albo
chronicznego jej zaburzenia. Vaughan uważał -?słusznie, jak miało się
okazać -?że reakcja alergiczna zaczyna się na poziomie komórkowym, a nie
humoralnym, czyli na poziomie całego organizmu. Kiedy komórki alergika
napotykają obcą substancję czy doznają wstrząsu egzogenicznego, czyli
takiego, którego źródłem jest coś z zewnątrz, reagują przesadnie,
zaburzając równowagę własnego systemu biologicznego albo na pewien czas,
albo już na zawsze. Celem alergologa jest pomóc pacjentowi w odzyskaniu
stanu "równowagi alergicznej", a następnie jej zachowaniu. Delikatna
równowaga między stanem "normalnym" a "alergicznym", przynajmniej według
Vaughana, może zostać zachwiana przez każdy czynnik stresujący w życiu
pacjenta -?cięższą infekcję układu oddechowego, nagłą zmianę
temperatury, zmianę hormonalną albo ogólnie wzmożony niepokój.
Inni pierwsi alergolodzy opisywali tę chorobę w podobny sposób i w większości dostrzegali u swoich pacjentów te same jej przyczyny. Doktor
George W. Bray z Wielkiej Brytanii określał alergię jako "stan
zwiększonej podatności organizmu na działanie różnych obcych substancji
albo czynników fizycznych"12, które kiedy indziej są
nieszkodliwe. Zdaniem Braya anafilaksję i alergię można traktować jako
"wypadki przy pracy" układu odpornościowego. Doktor William S. Thomas z kolei definiował alergię jako "zmienioną reakcję"13 i kwestionował związek alergii z wytwarzaniem się odporności po kolejnej
infekcji bakteryjnej albo wirusowej (co było słabym echem pierwotnej
tezy Pirqueta, że odporność i nadwrażliwość są ze sobą
powiązane)14. Gdy Thomas publikował w latach trzydziestych
wyniki swoich badań, naukowcy zauważyli już, że astmę często poprzedza
infekcja bakteryjna płuc, i zaczęli przypuszczać, że wcześniejsze
choroby układu oddechowego pacjenta mają związek z rozwojem alergii. W publikacji przeznaczonej dla praktykujących lekarzy doktor G.H. Oriel
twierdził, że istnieją tylko trzy stany w funkcjonowaniu układu
odpornościowego: stan normalny (neutralny pod względem immunologicznym),
stan podwyższonej wrażliwości (alergiczny) i stan
odporności15. Pod koniec lat trzydziestych termin "alergia"
zdecydowanie stracił już dość neutralną konotację z wszelkimi zmianami
biologicznymi wywołanymi przez bodziec zewnętrzny i stał się pojęciem
negatywnym, stosowanym na określenie znacznie bardziej ograniczonego
zespołu reakcji fizycznych na wprowadzenie do organizmu pewnych
substancji z zewnątrz. W latach czterdziestych alergia jako nazwa
medyczna była już zdecydowanie kojarzona z "ciemną stroną"
odporności16.
Zła reputacja alergii wzmocniła się jeszcze pod koniec lat
pięćdziesiątych, kiedy sławny immunolog, Frank Macfarlane Burnet,
odkrył, że przyczyną niektórych chorób, takich jak toczeń rumieniowaty
układowy i reumatoidalne zapalenie stawów, jest niezdolność układu
odpornościowego do odróżniania "złych" komórek od "dobrych", czy też
"swoich" od "obcych". Po tym jak Burnet stwierdził, że najważniejszą
funkcją układu odpornościowego jest nie obrona organizmu przed zakaźnymi
intruzami, ale odróżnianie jego komórek od całej reszty, wytwarzanie
przeciwciał przeciwko własnym antygenom -?kiedy organizm atakuje samego
siebie -?stało się głównym zagadnieniem w badaniach immunologów. Układ
odpornościowy po zetknięciu z czymś ze swojego bezpośredniego otoczenia
albo toleruje obcą, "nie swoją" substancję (jak to się dzieje w przypadku większości białek przyjmowanych w formie jedzenia), albo ją
atakuje (jak w przypadku wielu wirusów i bakterii). U kogoś z zaburzeniami autoimmunologicznymi popełnia on fundamentalny błąd, myląc
komórki własnego organizmu z obcymi, i staje się na nie nadmiernie
uwrażliwiony -?reaguje przesadnie. Krótko mówiąc, układ odpornościowy
zaczyna działać przeciwko własnym tkankom.
Obserwacje Burneta w związku z chorobami autoimmunologicznymi legły u podstaw dalszych badań naukowych dotyczących funkcjonowania układu
odpornościowego przez większość XX wieku, a immunologia coraz bardziej
skupiała się na zrozumieniu mechanizmu wytwarzania tolerancji niż
mechanizmu obrony. Obecnie choroby alergiczne i choroby
autoimmunologiczne są raczej postrzegane jako wariacje na ten sam temat
niż zupełnie odmienne problemy. Jedne i drugie świadczą o tym, że
procesy biologiczne odpowiadające za naszą odporność oraz nasza
tolerancja na substancje naturalne i będące wytworem człowieka mogą być
zawodne. W XXI wieku pierwotna koncepcja Pirqueta głosząca, że nasz
system odpornościowy może tak samo nam szkodzić, jak nas chronić, nie
jest już herezją i stanowi element powszechnej wiedzy o jego funkcji -?i dysfunkcji.
Ostatnie prace w dziedzinie immunologii znowu zmieniły kierunek, tym
razem porzucając Burnetowski paradygmat swój/obcy na rzecz modelu, który
odzwierciedla aktualną wiedzę na temat interakcji naszych własnych
komórek z bilionami innych, z cząsteczkami i substancjami chemicznymi w naszym układzie pokarmowym, w jamie nosowej i na skórze. Na jakiej
zasadzie nasze organizmy uznają, co mogą tolerować, a z czym powinny
walczyć? Komórki naszego układu odpornościowego muszą jakoś określić,
czy organizmowi coś zagraża, czy nie. Jednak jak to się dzieje, wciąż
pozostaje zagadką. Doktor Pamela Guerrerio z National Institutes of
Health, jedna z czołowych badaczek zajmujących się alergią pokarmową i klinicystek, wyznała: "Szczerze mówiąc, wciąż nie rozumiemy mechanizmów
odpowiedzialnych za tolerancję immunologiczną, to znaczy nie wiemy,
dlaczego jedne rzeczy tolerujemy, a drugich nie". Doktor Avery August,
immunolog z Cornell University, powiedział mi, że nadal trwa dyskusja na
temat zasadniczej funkcji komórek naszego układu odpornościowego.
Wiadomo, że chronią one przed infekcjami, ale August woli myśleć o nich
jako opiekunach naszego organizmu, którzy stale kontrolują to, z czym
się stykamy, i podejmują miliony mikrodecyzji, co może stać się jego
częścią albo z nim współistnieć, a co nie. Jedyne, co wiemy na pewno o naszym układzie odpornościowym, to to, że w miarę, jak staje się w XXI
wieku coraz bardziej podrażniony, wykazuje coraz mniejszą tolerancję
nawet wobec tego w naszym środowisku, co nam służy.
JAK ALERGIĘ DEFINIUJE SIĘ DZISIAJ
Jak się dowiedzieliśmy, zdefiniowanie, czym naprawdę jest alergia,
stwarzało trudności od samego początku. W 1931 roku znany alergolog,
doktor Arthur Coca, przekonywał, że używanie tej nazwy jako terminu
medycznego nie jest szczególnie pomocne, ponieważ klinicyści i inni
niespecjaliści określają nią niemal wszystko17. Stała się ona
workiem na diagnozy i stosuje się ją, żeby uspokajać pacjentów, gdy
wszystkie pozostałe próby rozpoznania choroby i sposoby leczenia
zawiodły.
Alergolodzy i naukowcy, z którymi rozmawiam, często powtarzają
narzekania Coki; mówią, że jednym z największych i najbardziej
uporczywych problemów, z którymi się mierzą, jest powszechne błędne
wyobrażenie na temat alergii. W rozmowach ze mną wciąż twierdzili, że
zwykli śmiertelnicy często używają tej nazwy na określenie prawie
każdego dokuczliwego zespołu objawów, którego doznają. Jeśli ktoś miewa
niestrawność albo odczuwa ból po posiłku, przypisuje to reakcji
alergicznej na coś, co zjadł -?jak nabiał -?mimo że nigdy nie poszedł do
alergologa, żeby potwierdzić albo rozwiać swoje podejrzenia.
W ciągu ostatnich stu lat alergia stała się popularnym i szeroko
stosowanym pojęciem medycznym, które jednak nie zawsze jest właściwie i z pożytkiem używane. Alergologom i immunologom zależy, aby wszyscy
zrozumieli, że to nie to samo co wrażliwość, nietolerancja ani
zaburzenie immunologiczne. Główna różnica leży w procesach
biologicznych, czyli mechanizmach obronnych, które są uruchamiane.
Krótka charakterystyka naszego układu immunologicznego
Pierwsze, co powinniście wiedzieć o ludzkim układzie odpornościowym, to
że jego działanie opiera się na dwóch odmiennych rodzajach mechanizmów,
które ze sobą współpracują. Odporność wrodzona, w pełni aktywna już od
samego urodzenia, to tępa siła, pierwsza linia obrony przeciwko obcym
agresorom, takim jak patogeny. Ponieważ funkcjonuje zawsze tak samo,
niezależnie od obiektów, jakie napotyka, czasami nazywa się ją
odpornością nieswoistą. Wasza skóra i błony śluzowe -?czyli zewnętrzna i wewnętrzna powłoka ciała -?pełnią w niej ważną funkcję. Jeśli coś
przedostanie się przez bariery, jakie tworzą, wrodzona odporność
powoduje stan zapalny, żeby powstrzymać mikroskopijnych najeźdźców. W tym procesie biorą udział mastocyty i bazofile (które widzieliśmy już w akcji podczas wstrząsu anafilaktycznego). Specjalne komórki żerne, zwane
fagocytami, otaczają czy też połykają bakterię, zabijając ją, a komórki
NK (natural killers -?"urodzeni zabójcy") za pomocą toksyn niszczą
wszystkie inne, które zostały już zainfekowane wirusem. To dwutorowe
działanie odporności wrodzonej często wystarcza, żeby zwalczyć infekcję.
Odporność swoista wchodzi do gry, gdy odporność wrodzona nie radzi sobie
z zagrożeniem. W tej książce skupimy się przede wszystkim na niej, bo
odpowiada za reakcje wynikające z nadwrażliwości (alergiczne i autoimmunologiczne). Jako druga linia obrony odporność swoista jest
specyficzna, ponieważ ma zdolność zapamiętywania specyficznych rzeczy,
które napotyka, i przy powtórnym kontakcie z nimi odpowiednio reaguje.
Limfocyty T, białe krwinki wytwarzane w naszym szpiku kostnym, mają na
powierzchni receptory, które przyłączają się do obcych agresorów jak
komórki zarodkowe w naszym organizmie. Po wejściu w kontakt z konkretnym
intruzem niektóre z limfocytów T stają się "pamięcią". Przy następnym
zetknięciu z podobnym organizmem mogą szybciej aktywować odporność
swoistą. Uruchamiają limfocyty B, inny rodzaj białych krwinek
produkowanych w naszym szpiku kostnym. Te czym prędzej wytwarzają dużą
liczbę przeciwciał, które dostają się do krwiobiegu, żeby pomóc zwalczać
komórki obce. Przeciwciała to białka w kształcie Y krążące w naszej
krwi; ich główną funkcją jest neutralizacja obcych substancji, jak
wirusy i bakterie. Wiążą się z obcymi mikroorganizmami, przez co
uniemożliwiają im przyłączenie się do naszych własnych komórek albo
wniknięcie przez ich ściany. Jednocześnie mogą się wiązać z innymi
komórkami układu odpornościowego i je aktywować, wspomagając i pobudzając całościową odpowiedź immunologiczną. Przeciwciała,
specyficzne dla typu produkujących je limfocytów B i typu limfocytów T,
które uruchamiają cały proces, są więc wytwarzane "na zamówienie", żeby
bronić organizmu przed konkretnym rodzajem obcego materiału, który go
atakuje -?i który został przez niego zapamiętany podczas pierwszego
kontaktu.
Nasze ciała wytwarzają pięć różnych klas przeciwciał: IgM, IgD, IgG, IgA
i IgE. Zetkniemy się jeszcze z IgG i IgA, ale w tej książce będą nas
głównie interesować IgE. Podczas gdy nie wszystkie nadwrażliwości typu I -?również zwane alergicznymi odpowiedziami immunologicznymi -
charakteryzują się produkcją IgE, w większości reakcji alergicznych
dochodzi do aktywacji właśnie tych przeciwciał. W nadwrażliwości typu II
i typu III, której przejawem są takie choroby autoimmunologiczne jak
choroba Gravesa-Basedowa czy toczeń rumieniowaty układowy i reumatoidalne zapalenie stawów, dochodzi do produkcji przeciwciał klasy
IgG. Tak czy owak, odpowiedź immunologiczna z udziałem przeciwciał IgE
wskazuje na reakcję alergiczną i jest synonimem alergii. Genetyczne
predyspozycje do nadwrażliwości IgE-zależnej na alergeny środowiskowe
nazywają się atopią. Tak więc (i to później będzie ważne) atopia różni
się od alergii, bo chociaż możecie mieć alergię bez odpowiedzi
immunologicznej z udziałem IgE, to nie możecie mieć reakcji atopowej bez
udziału IgE.
Ten związek między przeciwciałami IgE a atopią był doniosłym odkryciem
umożliwiającym wprowadzenie znaczących innowacji w badaniach nad
odpowiedziami alergicznymi i ich leczeniem. Jednak powoduje także
zamieszanie, gdy przychodzi do rozróżnienia między alergią i atopią a nietolerancją i nadwrażliwością (jak przekonamy się w rozdziale 2
poświęconym diagnostyce). Z uwagi na zasadnicze znaczenie przeciwciał
IgE jako cechy odpowiedzi alergicznej chciałabym zatrzymać się w tym
miejscu i na krótko zboczyć z tematu, żeby przedstawić odkrycie samego
tego przeciwciała.
Odkrycie IgE
Na początku 1906 roku, kiedy ukuto termin "alergia", Clemens von Pirquet
twierdził (słusznie, jak się okazało), że u jego pacjentów alergeny
wywołują odpowiedź z udziałem przeciwciał. W 1919 roku doktor Maximilian
Ramirez podał do wiadomości, że pewien jego pacjent dostał alergii na
końską sierść po transfuzji krwi od dawcy alergika18.
Potwierdzało to przypuszczenia Pirqueta, że coś we krwi może powodować
wrażliwość alergiczną, prawdopodobnie nowa klasa przeciwciał. Potem, w latach dwudziestych, doktor Carl Prausnitz, pracujący w Niemczech
lekarz, który miał alergię na życicę, próbował przekazać swoją naturalną
alergiczną wrażliwość asystentowi, Heinzowi Küstnerowi, który z kolei
podzielił się swoją alergią na gotowaną rybę.
Było już wtedy jasne, że testy skórne mogą wykazać wrażliwość na różne
alergeny (więcej na ten temat w rozdziale 2), ale mechanizm biologiczny
odpowiedzialny za te reakcje wciąż pozostawał nieznany. Po wstrzyknięciu
sobie w ramię niewielkiej ilości surowicy krwi Küstnera Prausnitz
podczas testu skórnego zaobserwował u siebie dermografizm, pokrzywkę
będącą reakcją na alergen ryby. Mimo kilku prób z różnymi surowicami
krwi od pacjentów z cięższymi odpowiedziami alergicznymi na pyłek żyta u Küstnera nie wystąpiła pozytywna reakcja skórna na ten alergen. Jednak
pozytywna reakcja Prausnitza na białko rybie dowodziła, że wrażliwość
alergiczną można przekazywać poprzez wstrzykiwanie surowicy krwi. Wyniki
badań tej pary badaczy doprowadziły do odkrycia reakcji
Prausnitza-Küstnera, to znaczy opracowania testu P-K na alergiczną
wrażliwość, i były wykorzystywane w kolejnych dziesięcioleciach przez
naukowców zajmujących się alergią. Ale chociaż test P-K był pomocny w badaniach immunologicznych nadwrażliwości, stojące za nim mechanizmy
wciąż były niejasne. Po latach naukowego śledztwa immunolodzy uznali, że
za wytworzenie wrażliwości podczas testu P-K prawdopodobnie odpowiada ta
sama klasa przeciwciał, jednak wciąż wykluczali większość z tych
dotychczas znanych jako winowajcy.
Przyszedł czas na odkrycie IgE.
Pod koniec lat sześćdziesiątych para japońskich naukowców postanowiła
zbadać aktywność P-K w surowicach pacjentów uczulonych na pyłek.
Immunolodzy podejrzewali wtedy, że reaktywność skóry podczas testów P-K
może mieć związek z działaniem przeciwciał IgA. Jednak po kilku
doświadczeniach doktorzy Kimishige i Teruko Ishizaka stwierdzili, że
biologiczna aktywność, którą zaobserwowali, nie jest powodowana przez
żadne ze znanych przeciwciał -?IgM, IgA, IgG ani IgD. Państwo Ishizaka
wykazali, że z mastocytami i bazofilami łączą się nowe przeciwciała
nazwane przez nich IgE, które przyczyniają się do reakcji alergicznych.
Ich dalsze skrupulatne badania naukowe nad funkcją IgE dowiodły ponad
wszelką wątpliwość, że te przeciwciała biorą udział w większej części
wynikających z wrażliwości odpowiedzi immunologicznych na skądinąd
nieszkodliwe antygeny czy też alergeny.
Antygen to każda substancja, która powoduje odpowiedź układu
odpornościowego; alergen to taki antygen, który uruchamia odpowiedź
układu odpornościowego z udziałem IgE. W tego rodzaju odpowiedzi komórki
odpornościowe organizmu powodują reakcję alergiczną typu I (dlatego
naukowcy nazywają alergię odpowiedzią immunologiczną typu I). Pewne z nich -?subpopulacja leukocytów, czyli białych ciałek krwi znanych jako
limfocyty CD4+T czy
T pomocnicze typu 2 (T helper typu 2, czyli Th2) -?sygnalizują
limfocytom B, żeby wytwarzały przeciwciała IgE. Z pięciu klas
przeciwciał występujących u ssaków IgE jako jedyne z tego, co wiemy,
regularnie łączą się z alergenami, żeby zainicjować odpowiedź
immunologiczną. I w przeciwieństwie do innych przeciwciał, które
znajdują się we krwi, w limfie, ślinie i śluzie nosowym, przeciwciała
IgE są zlokalizowane w naszych tkankach i wiążą się z mastocytami
poprzez ich receptory (mastocyty jako jedne z pierwszych biorą dział w odpowiedzi układu odpornościowego). Przeciwciała IgE mają przede
wszystkim zwalczać pasożyty, głównie jelitowe, ale podczas reakcji
alergicznych oddziałują na mastocyty i bazofile (również jedne z pierwszych w odpowiedzi immunologicznej), żeby uwolniły histaminę i inne
substancje, które potem powodują stan zapalny i pozostałe objawy
alergii. U cierpiących na atopie czy mających skłonność do alergii
stwierdza się zazwyczaj nie tylko wyższy poziom IgE, ale także większą
liczbę receptorów tych przeciwciał na mastocytach i prawdopodobnie
dlatego są oni bardziej wrażliwi na środowisko i mogą u nich występować
reakcje alergiczne na różne alergeny. Jednak ktoś, kto nie miewa atopii
-?czyli nie ma biologicznych predyspozycji do wrażliwości (bliżej
przyjrzymy się różnicom w rozdziale 4) -?może zareagować alergicznie na
jad pszczeli albo przykładowo penicylinę przy kolejnym zetknięciu.
Odkrycie roli IgE w alergii umożliwiło dalsze badania naukowe nad
specyficznymi mechanizmami czy reakcjami immunologicznymi, przez które
organizm może wpaść w spiralę wynikającej z nadwrażliwości odpowiedzi
immunologicznej. Naukowcy i klinicyści rozróżniają obecnie alergie
IgE-zależne (na przykład alergiczny nieżyt nosa, alergia pokarmowa,
wyprysk atopowy) i IgE-niezależne (uczulenie na leki, choroba
posurowicza). Ale generalnie, dla celów praktycznych, termin "alergia" w XXI wieku oznacza wszelką negatywną reakcję immunologiczną z udziałem
przeciwciał IgE. Udział IgE w odpowiedzi na kontakt z antygenem stał się
standardowym czynnikiem w diagnozowaniu nadwrażliwości typu I, czyli
alergii.
IgE w definiowaniu wrażliwości typu I i związany z tym problem
Sama obecność albo nieobecność IgE w diagnozowaniu alergii szybko
zaczyna stwarzać problemy, jeśli pacjent wykazuje niskie poziomy tych
przeciwciał -?od tego trzeba zacząć. Może to wykluczać inne choroby
alergiczne, jak eozynofilowe zapalenie przełyku (EoE) i niealergiczne
atopowe zapalenie skóry, bo uważa się je za IgE-niezależne. Choroba
posurowicza czy reakcja, którą Clemens von Pirquet zaobserwował w swojej
Kinderklinik i nazwał alergią, zalicza się do kategorii choroby
alergicznej IgE-niezależnej. Osoby z astmą albo atopowym zapaleniem
skóry oraz takie, które nie wykazują udziału IgE w reakcji na kontakt z alergenem, można sklasyfikować jako cierpiące na chorobę alergiczną typu
I, ponieważ zachodzą u nich te same fizjologiczne procesy, ale nie na
alergię w ścisłym tego słowa znaczeniu, jeśli posługujemy się obecnością
IgE jako papierkiem lakmusowym.
Należy zauważyć, że niektórzy specjaliści, z którymi rozmawiałam, pisząc
tę książkę, swobodnie nazywają egzemę czy astmę alergią; inni są temu
zdecydowanie przeciwni. Część uważa, że bezpośrednia przyczyna ataku
astmy czy pojawienia się egzemy jest ważniejsza niż przebieg odpowiedzi
immunologicznej. Na przykład, jeśli ktoś dostaje ataku astmy podczas
ciężkich ćwiczeń, to nie należy wrzucać go do jednego worka z innymi, u których ataki są wywoływane alergenami, takimi jak pyłki traw obecne w powietrzu. Tym, którzy argumentują, że mechanizmy biologiczne
odpowiedzialne za odpowiedź immunologiczną są w obu przypadkach takie
same -?i że te reakcje są ważniejsze niż ich przyczyny -?łatwiej
zaliczyć astmę i egzemę do chorób alergicznych. Pod wieloma względami
obecna dyskusja, co podpada pod kategorię alergii, a co nie, jest
kontynuacją debaty na temat znaczenia tego terminu na początku XX wieku.
Jeśli wciąż macie wątpliwości, czym naprawdę jest alergia i jak ją
definiować, to nie jesteście sami.
Dzisiaj alergolodzy są podzieleni, gdy przychodzi do rozróżnienia tych
schorzeń i zdefiniowania nazwy "alergia". Wielu lekarzy, z którymi
rozmawiałam, chciałoby bardziej precyzyjnych definicji i nowej
terminologii.
Doktor Hugh A. Sampson, światowej sławy alergolog z czterdziestoletnim
doświadczeniem w pracy, twierdzi, że reakcja alergiczna jest specyficzna
dla każdego człowieka i z upływem czasu może przebiegać inaczej. U małych dzieci zazwyczaj dotyka skóry i układu pokarmowego. Dziecko po
zjedzeniu czegoś może dostać wysypki albo zwymiotować. Ale bywa, że w miarę, jak dorasta, cel ataku się zmienia i reakcje alergiczne
przejawiają się jako epizody astmatyczne albo świszczący oddech.
"Alergia to mechanizm immunologiczny" -?tłumaczy Sampson. "Tyle że każda
odpowiedź immunologiczna może wziąć za cel inny narząd".
Doktor Gurjit "Neeru" Khurana Hershey, pediatra z tytułem profesora i dyrektorka działu badań nad astmą w Cincinnati Children Hospital,
definiuje alergię jako "chorobę ogólnoustrojową", czyli całego
organizmu. U niektórych osób reakcja alergiczna obejmie jedno miejsce,
jak drogi oddechowe, u innych objawi się w wielu, podobnie jak u kogoś,
kto cierpi nie tylko na astmę, ale także egzemę i alergie pokarmowe.
Jednak w każdym przypadku to choroba ogólnoustrojowa. Głównym problemem
wszystkich schorzeń alergicznych jest zapalenie -?jego powszechne
występowanie łączy wszystkie te stany. Według Khurany Hershey należy
znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego odpowiedź immunologiczna u części
pacjentów pozostaje zlokalizowana w jednym miejscu, a u pozostałych jest
rozproszona.
Doktor Alkis Togias stojący na czele oddziału alergii, astmy i biologii
chorób dróg oddechowych w National Institutes of Health opisuje alergię
jako zespół objawów, które zwykle występują razem i mają tę samą
przyczynę. Z jego punktu widzenia astma, katar sienny, egzema i alergia
pokarmowa nie są oddzielnymi dolegliwościami.
"Tak naprawdę mamy do czynienia z zespołem chorobowym, który dotyka
różnych części ciała" -?tłumaczy mi Togias. Za zamęt w definiowaniu, co
jest, a co nie jest chorobą alergiczną, wini nadmierną specjalizację
medycyny w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Pulmonolodzy zajmują się
płucami, więc stwierdzą astmę. Ale niekoniecznie zauważą -?albo się
przejmą -?jeśli pacjent będzie miał także egzemę czy alergię pokarmową -
mimo że jako osoba podatna na atopie może je miewać. Kończy się na tym,
że leczymy te choroby u jednego pacjenta osobno, chociaż są przejawem
tego samego zespołu chorobowego. Inaczej mówiąc, nie każdy, kto ma
chorobę alergiczną, zostanie zdiagnozowany przez alergologa albo będzie
przez niego leczony; i nie będzie traktował swoich poszczególnych chorób
alergicznych jako tego samego efektu złego funkcjonowania układu
odpornościowego.
Doktor Donald Leung, wybitny alergolog i immunolog z National Jewish
Health w Denver, uważa, że do tego zamieszania w dużej mierze przyczynia
się terminologia. Choroby alergiczne są często diagnozowane w zależności
od objawów, a nie mechanizmów biologicznych: "świszczący oddech" to
astma, "swędzenie" -?atopowe zapalenie skóry. Według niego "atopia" to
lepsza nazwa niż "alergia", bo dosłownie znaczy "nie na miejscu".
Reakcja skóry, jelit albo błony śluzowej nosa na alergen jest "nie na
miejscu" -?to przesadna odpowiedź na powszechnie występujący i w innych
okolicznościach nieszkodliwy bodziec w środowisku. Ostatecznie więc jego
definicja alergii opiera się przede wszystkim na reakcji układu
odpornościowego, a nie tylko na objawach czy wynikach testów
alergicznych.
ALERGIA W WERSJI (TAK JAKBY) UPROSZCZONEJ
Co więc wobec tego wszystkiego mają zrobić tacy ludzie jak Chrissie ze
swoim sceptycznym podejściem do wyników testów na alergię pokarmową, ty,
drogi czytelniku, który możesz mieć objawy alergii, ale nie udałeś się
do alergologa, mój ojciec, u którego nastąpiła reakcja IgE-niezależna,
jednak śmiertelna w skutkach, czy ja z klinicznymi objawami wskazującymi
na alergię oddechową, lecz bez wyraźnej odpowiedzi IgE-zależnej podczas
testów skórnych i z krwi (szerzej omówimy tę zagadkę w rozdziale 2)?
Czyli jak laicy mają rozumieć alergię?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki