1
- To ty go masz? - zapytałam, gdy tylko weszłam do jej gabinetu.
- Nie - odparła Irma Dagon.
- Dlaczego mam ci wierzyć?
- Nie musisz mi wierzyć. Musisz go tylko odzyskać.
Tego się nie spodziewałam.
Nie wierzyłam w ani jedno słowo tej kobiety, lecz w głębi duszy wiedziałam, że to nie ona ukradła dzwonek. Nazwijcie to intuicją, szóstym zmysłem czy jeszcze inaczej. Po prostu wiedziałam, że Irma Dagon tego nie zrobiła.
Musiałam się jednak upewnić.
- Żebyś potem ty mogła mi go ukraść? Jestem łatwiejszą ofiarą niż moja mama?
Kobieta wstała zza biurka i podeszła do mnie wolnym krokiem.
- Nie, Amando. Żebyś mogła go zniszczyć.
- A twoi rodzice? - zapytałam. - Ciocia Paula opowiedziała mi, co ich spotkało... Nie chcesz sprowadzić ich z powrotem?
Irma wahała się przez chwilę.
- Nie - odpowiedziała w końcu. - Już nie... Prawdę mówiąc, wcześniej owszem, chciałam to zrobić... Wybrałam się do Nepalu tylko po to, by zdobyć dzwonek i móc przywrócić im życie. Codziennie tęsknię za moimi rodzicami. Oddałabym wszystko, co mam, żeby spędzić z nimi jeden dzień, tylko jeden dzień... Ale kiedy znalazłam się przed tym przeklętym przedmiotem... Nie wiem, jak to wyjaśnić. Poczułam coś... poczułam jego moc... I ta moc była zła. - Zamilkła, ręce jej drżały. - Podeszła do barku, do niskiej szklanki nalała bursztynowego płynu i wypiła jednym haustem. - Twoja mama próbowała cię zabić, żeby go zdobyć... Nie. Nie chcę być taką osobą.
- Jaką osobą? Taką, która dla własnych celów chce użyć przedmiotów mogących zniszczyć ludzkość? - Próbowałam ją sprowokować, ale nie połknęła przynęty.
- Jesteś tylko dzieckiem. Owszem, jedną z Blacków, ale dzieckiem. Moi rodzice zmarli już dawno temu. Odeszli na zawsze i tak powinno zostać. My, żywi, musimy żyć dalej.
- Wiesz, gdzie jest?
Nie sprecyzowałam, czy chodzi mi o dzwonek, czy o moją mamę, ale Irma zrozumiała. Zresztą co za różnica. Jeśli znajdę dzwonek, znajdę też moją mamę. I odwrotnie.
Kobieta pokręciła głową.
Skinęłam i odwróciłam się, żeby wyjść. Nie miałam nic więcej do powiedzenia.
Wierzyłam jej.
- Amando, zaczekaj! - zawołała Irma.
Odwróciłam się, żeby na nią spojrzeć.
- Jeśli będziesz potrzebować pomocy, wiesz, gdzie mnie znaleźć. Zniszczenie dzwonka jest ważniejsze niż nasze spory.
Oczywiście Irma miała rację. Wolałam jednak zrobić to sama. Nie mogłam zapomnieć, że - chociaż tym razem mogłyśmy mieć wspólny cel - to w większości przypadków nasze interesy były zupełnie inne, zazwyczaj całkiem sprzeczne. Tak sprzeczne, jak tylko można sobie wyobrazić: jak czarne i białe, jak ziemia i morze albo jak makaron i brokuły.