Wstęp
Książka stanowi merytoryczną, choć nie formalną, kontynuację Historii
Stanów Zjednoczonych Ameryki, wydanej przez wydawnictwo Bellona w 2024
r. Kwestie polityki zagranicznej były wprawdzie w niej uwzględnione, ale
z konieczności bez szczegółowego ich omawiania, stąd potrzeba odrębnej
publikacji.
Stany Zjednoczone liczą jako państwo 250 lat, ale na arenie
międzynarodowej zaistniały w istocie dopiero w XX w. Do czasu II wojny
światowej kolejni prezydenci, z niewielkimi tylko wyjątkami, nie
widzieli potrzeby poświęcania uwagi kwestiom wykraczającym poza obszar
państwa. To sprawia, że w niniejszym opracowaniu, podobnie jak w wielu
innych, ich poglądy są przedstawiane zbiorczo. Dopiero od Franklina D.
Roosevelta każdy z kolejnych lokatorów Białego Domu tworzył własny model
postępowania w stosunku do sojuszników i oponentów w różnych częściach
świata i ich polityka zagraniczna prezentowana jest w odrębnych
rozdziałach.
Wszystkie niemal decyzje podejmowane w polityce zagranicznej są
uwarunkowane kwestiami wewnętrznymi, niemniej dla jasności wywodu ten
aspekt jest w niewielkim tylko stopniu uwzględniany w niniejszej
publikacji. Istotną kwestią jest natomiast odbiór przez inne państwa
angażowania się Waszyngtonu w wydarzenia spoza jego formalnej
jurysdykcji. Rządy i opozycja w wielu krajach oczekiwały pomocy ze
strony Stanów Zjednoczonych, by po jej udzieleniu krytykować Amerykę za
ingerowanie w wewnętrzne kwestie innych państw.
Opracowanie niniejsze stanowi możliwie bezstronną syntezę decyzji
podejmowanych przez Waszyngton w zakresie polityki zagranicznej, nie zaś
ich szczegółową analizę. Omawianie argumentów formułowanych przez
poszczególnych polityków amerykańskich mogłoby być nieczytelne i nużące
dla nieamerykańskiego odbiorcy. Stanowiska takie nie są jednak pomijane
tam, gdzie przyczyniały się w istotnej mierze do wypracowania
ostatecznych decyzji.
Zgodnie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych formułowanie i realizacja
amerykańskiej polityki zagranicznej stanowi prerogatywę prezydenta.
Konstytucja daje jednak pewne uprawnienia w tym zakresie Kongresowi, co
ten często interpretuje rozszerzająco. Spory tych gałęzi władzy pojawiły
się już za kadencji George'a Washingtona w końcu XVIII w. i trwają ze
zmiennym natężeniem po dziś dzień. Także i one ukazywane są w niniejszym
opracowaniu w syntetycznej formie i zasadniczo tylko na tyle, na ile w istotny sposób wpłynęły na ostateczny kształt decyzji amerykańskich.
Ameryka przechodzi obecnie okres silnej polaryzacji politycznej, a jeden
z zasadniczych sporów dotyczy kwestii językowych. Trudno z perspektywy
innej kultury oceniać rzeczywistą konotację różnych terminów
określających współczesnych potomków niegdysiejszych niewolników,
odrębną kwestią jest jednak mechaniczne transponowanie tych określeń do
własnego języka. Kalka, jaką stanowi określenie "Afroamerykanin", nie
tylko brzmi nienaturalnie w polszczyźnie, lecz także fałszywie sugeruje
podział obywateli Stanów Zjednoczonych na Amerykanów i "Afroamerykanów".
Co więcej, rodzi pokusę tworzenia kolejnych neologizmów, takich jak
chociażby "Polamerykanin" w odniesieniu do polskich imigrantów i ich
potomków. W niniejszym opracowaniu pojawiają się terminy "czarny",
stosowany zarówno rzeczownikowo, jak i przymiotnikowo, oraz rzadko
"Murzyn" i "murzyński", które to określenia nie mają w opracowaniu
zabarwienia pejoratywnego.
W niniejszym opracowaniu, podobnie jak w poprzednich, uwzględnia się
potrzebę korekty błędnych terminów przyjętych w polskiej historiografii.
Przyjęte w języku polskim słownictwo w wielu przypadkach nasuwa istotne
wątpliwości. Najbardziej uderzającym tego przykładem jest słowo
nation, niemal zawsze oddawane jako "naród", a w istocie oznaczające
przede wszystkim "państwo". W rezultacie United Nations Organization
to w języku polskim "Organizacja Narodów Zjednoczonych", choć przecież w skład tej instytucji wchodzą nie narody, lecz państwa.
Kolejny błąd dotyczy tłumaczenia terminu amendment jako "poprawka"
(konstytucyjna). Zgodnie z obowiązującymi w Polsce zasadami techniki
prawodawczej poprawki wnosi się do projektu aktu prawnego, natomiast już
istniejącego dokumentu nie poprawia się, lecz nowelizuje. Dlatego w niniejszym opracowaniu używa się konsekwentnie właściwego terminu
"nowela".
Kolejny problem merytoryczny dotyczy pojęć Declaration of Independence
oraz War of Independence. Mieszkańcy brytyjskich kolonii w Ameryce
byli poddanymi Korony, a nie skolonizowanymi tubylcami i walczyli nie o "niepodległość", lecz o "niezależność", z naciskiem na samodzielność
gospodarczą. Błędne tłumaczenia obydwu terminów utrwaliły się w polskiej
historiografii, niemniej w niniejszym opracowaniu przywraca się właściwe
polskie słownictwo.
Dla uniknięcia nieporozumień nazwy instytucji i dokumentów federalnych
podaje się wielką literą (Konstytucja, Sąd Najwyższy), natomiast ich
stanowych odpowiedników małą (konstytucja, sąd najwyższy).
Pewną trudność nasuwa niemal zawsze interpretacja kwot podawanych w dokumentach z epoki. Nie ma jednolitego przelicznika dolara sprzed lat
na jego dzisiejszą wartość. W niniejszym opracowaniu wykorzystuje się
dane dotyczące siły nabywczej pieniądza wyliczone na stronie
www.measuringworth.com. Podawane są one
w nawiasach kwadratowych tam, gdzie ma to znaczenie dla wywodu.
* * *
W tekście pojawiać się mogą pojedyncze sformułowania użyte i we
wcześniejszych książkach mojego autorstwa, co jest nie do uniknięcia
przy publikacjach dotyczących pokrewnej tematyki. Ich łączna objętość
nie przekracza 1% tekstu, co nie narusza przyjętych norm.
Wszystkie odwołania do źródeł internetowych zostały sprawdzone 10
stycznia 2026 r., co eliminuje potrzebę podawania w każdym przypadku
daty odczytania strony WWW.
I. Czas tworzenia
Jeżeli zaakceptować tradycyjny pogląd, że polityka zagraniczna odnosi
się do decyzji państwa, które mają bezpośredni wpływ na inny kraj, to
historia amerykańskiej polityki zagranicznej rozpoczyna się wraz z utworzeniem Stanów Zjednoczonych w lipcu 1776 r. W rzeczywistości jednak
jej pierwsze elementy pojawiły się już wcześniej. Dwudziestego
dziewiątego listopada 1775 r. Kongres Kontynentalny powołał do życia
Komitet Tajnej Współpracy (Committee of Secret Communication) "w celu
utrzymywania kontaktów z naszymi przyjaciółmi w Wielkiej Brytanii,
Irlandii i innych częściach świata"1. W skład tego ciała
wchodziło pięciu prominentnych polityków, z których jeden, Benjamin
Franklin, miał szczególnie liczne kontakty w Europie. Jednym z pierwszych podjętych przez niego działań był udział w podjętej zimą na
przełomie 1775/1776 r. próbie aneksji Kanady.
Przez pierwsze miesiące swego istnienia Komitet nie mógł jednak liczyć
na poważne traktowanie za granicą, czego przyczynę najzwięźlej wyraził
Richard Henry Lee: "Żadne państwo w Europie nie będzie ani paktować, ani
handlować z nami tak długo, jak długo będziemy uważać się za poddanych
Wielkiej Brytanii"2. Tym samym Lee jednoznacznie wskazywał na
niezbędność zadeklarowania niezależności kolonii: "Zatem to nie wybór,
ale konieczność wymaga Niezależności jako jedynego sposobu zawarcia
sojuszów"3. Na konieczność podjęcia takiej decyzji wskazywał
także Thomas Paine, autor broszury Common Sense, jednego z najskuteczniejszych tekstów propagandy politycznej w historii.
Ostatecznie 2 lipca 1776 r. przedstawiciele kolonii zdecydowali o "rozwiązaniu więzów politycznych" łączących je z Wielką Brytanią.
Natomiast nawiązywanie i utrzymywanie kontaktów z francuskimi
sympatykami było o tyle ułatwione, że Francja pragnęła rewanżu za
klęskę, jaką poniosła na kontynencie amerykańskim podczas wojny
siedmioletniej. 3 marca 1776 r. Komitet wysłał do Francji Silasa Deane'a (który okazał się później agentem brytyjskim), a 26 września ustanowił
oficjalną delegację w Paryżu, w skład której poza Deanem weszli też
Benjamin Franklin i Arthur Lee. Stanowisko Francji miało kluczowe
znaczenie dla przebiegu i powodzenia Rewolucji Amerykańskiej, a w działaniach na rzecz zbuntowanych kolonistów ważną rolę odegrał ze
strony francuskiej Pierre Beaumarchais. Niemniej John Adams dostrzegał
niebezpieczeństwo związane z zawieraniem stałego porozumienia z Francją:
"Nie powinniśmy zawierać z nią sojuszu, który mógłby nas uwikłać w przyszłe wojny w Europie; zachowanie całkowitej neutralności powinno
stanowić pierwszą zasadę i maksymę, o której nie należy nigdy zapominać
podczas wszystkich przyszłych wojen europejskich"4.
Delegacja amerykańska z powszechnie podziwianym Benjaminem Franklinem
przybyła do Paryża w grudniu 1776 r., jednak przez ponad rok nie udawało
się przekonać Ludwika XVI do zawarcia traktatu ze Stanami Zjednoczonymi.
Wyraził on jedynie zgodę na udzielenie Unii pożyczki oraz przesyłanie za
ocean broni i amunicji. Ani on sam, ani nikt prawie nie wierzył, że
słabo zorganizowane i uzbrojone siły rebeliantów są warte angażowania
się po ich stronie.
Natomiast Kongres działał i 18 lipca 1776 r. zatwierdził przedłożony
przez Johna Adamsa tzw. Plan z 1776 r., który był modelowym tekstem
traktatu międzynarodowego. Zawierał on między innymi zasadę, że poza
kontrabandą, czyli bronią i amunicją, towary jednego z uczestników
konfliktu zbrojnego przewożone na statkach neutralnych nie podlegają
konfliskacie przez drugą z wojującch stron. Jednostki morskie strony
walczącej miałyby jedynie prawo do konfiskaty kontrabandy przeznaczonej
dla przeciwnika. Stany Zjednoczone korzystały z tego modelu, zawierając
umowy z Holandią (w 1782 r.), Szwecją (w 1783 r.), Prusami (w 1785 r.) i Marokiem (w 1786 r.).
Natomiast stanowisko Francji uległo zmianie w wyniku klęski generała
Johna Burgoyne'a pod Saratogą w październiku 1777 r. 6 lutego 1778 r.
Francja podpisała ze Stanami Zjednoczonymi traktat handlowy, a przede
wszystkim zawarła sojusz wojskowy, który miał obowiązywać po ewentualnym
wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię wojny Francji. Paryż zdecydował się
na zawarcie traktatów głównie z tego powodu, że po bitwie pod Saratogą
Londyn wyrażał zainteresowanie pogodzeniem się ze Stanami Zjednoczonymi.
Nie doszło do tego tylko dlatego, że król francuski chciał podpisać
umowy z każdą z byłych kolonii osobno, na co te nie wyrażały zgody.
Pomoc Francji nadal jednak ograniczała się do dostaw broni i prochu
strzelniczego. Nie było to bez znaczenia, ale nie mogło prowadzić do
pokonania Brytyjczyków. Jedyna próba współdziałania wojsk Armii
Kontynentalnej z francuskimi oddziałami i marynarką wojenną w bitwie o Rhode Island 29 sierpnia 1778 r. zakończyła się niepowodzeniem, podobnie
jak walka o odzyskanie utraconego wcześniej miasta i portu Savannah w Georgii, toczona między 16 września a 18 października 1779 r. W trakcie
jednego ze starć śmierć poniósł wówczas Kazimierz Pułaski.
W lipcu 1780 r. do Ameryki przybyło 7 tys. żołnierzy francuskich pod
dowództwem Jean-Baptiste'a Rochambeau. Jednak siły te przez rok biernie
stacjonowały w Newport w stanie Rhode Island, zanim wspólnie z wojskiem
George'a Washingtona przystąpiły do oblegania Yorktown w Wirginii.
Przebywające tam oddziały brytyjskie oraz najemnicy hescy pod dowództwem
generała Charlesa Cornwallisa zostały zmuszone 19 października 1781 r.
do kapitulacji, co praktycznie zakończyło Wojnę o Niezależność.
Na terenie Ameryki Północnej nadal jednak pozostawały znaczne siły
brytyjskie, które kontrolowały między innymi kluczowe porty w Nowym
Jorku, Savannah i Charles Town. W Londynie nasilało się jednak
przekonanie, że Korona straciła już za dużo żołnierzy oraz pieniędzy. 27
lutego 1782 r. Izba Gmin zdecydowała, że Wielka Brytania powinna
skoncentrować się na konfliktach z Francją oraz Hiszpanią, co dało
asumpt do rozpoczęcia negocjacji pokojowych w Paryżu. Stany Zjednoczone
dążyły w nich przede wszystkim do formalnego uznania przez Londyn ich
suwerenności, ale także do uzyskania praw połowowych u atlantyckich
wybrzeży brytyjskiej Kanady oraz do przekazania im części, a nawet
całości, Kanady. Wielka Brytania odrzucała te roszczenia, mając nadzieję
nie dopuścić do bliskich związków nowej Unii z Francją.
Rewolucję Amerykańską zakończyło podpisanie 3 września 1783 r. Traktatu
Paryskiego. Przewidywano w nim między innymi opuszczenie przez
Brytyjczyków wszystkich siedmiu fortów na granicy Stanów Zjednoczonych z brytyjską Kanadą, a z drugiej strony wypłatę odszkodowań dla zwolenników
Korony za majątki utracone przez nich wskutek wymuszonej emigracji oraz
uregulowanie zadłużenia zaciągniętego wobec wierzycieli brytyjskich
przed wybuchem Rewolucji. Negocjatorzy amerykańscy starali się zalecić
Kongresowi, by ten nakazał stanom spełnienie żądań brytyjskich, choć nie
miał on uprawnień do takich działań. Zakres kompetencji organów Unii
określały bowiem przyjęte w 1781 r. Artykuły Konfederacji, nader
nieudany dokument konstytucyjny, którego podstawowym mankamentem było
uzależnianie każdej istotnej decyzji od zgody wszystkich stanów. Traktat
Paryski zawierał też postanowienie, zgodnie z którym "Żegluga po rzece
Missisipi, od jej źródeł do oceanu, pozostanie na zawsze wolna i otwarta
dla poddanych Wielkiej Brytanii i obywateli Stanów
Zjednoczonych"5. Z kolei edykt królewski z 1788 r.
precyzował, że Amerykanie mają prawo spławiać towary po Missisipi pod
warunkiem wpłacania 15% podatku. Mogli też składować je w porcie w oczekiwaniu na statki oceaniczne po uiszczeniu 6% podatku eksportowego.
Równolegle z tymi wydarzeniami ulegał zmianie status kongresowego
Komitetu Tajnej Współpracy. 17 kwietnia 1777 r. jego nazwę zmieniono na
Komitet Spraw Zagranicznych, 20 października 1781 r. przekształcając go
w Departament Spraw Zagranicznych. Stojący na jego czele sekretarz mógł
uczestniczyć w obradach Kongresu, gdzie nie miał jednak prawa głosu.
Jako pierwszy funkcję tę pełnił Robert S. Livingston, a gdy w 1783 r.
zrezygnował z niej, rok trwało poszukiwanie następcy. W grudniu 1784 r.
został nim John Jay, wspomagany przez czterech urzędników, wspólnie z nim ulokowanych w dwóch izbach tawerny.
Prowadzenie skutecznej polityki zagranicznej uniemożliwiała jednak
Kongresowi konstrukcja Artykułów Konfederacji, która, co więcej,
stanowiła zagrożenie dla suwerenności państwa niemogącego się bronić
przed atakiem ani z południa i południowego zachodu, ani z północy i północnego zachodu. Zdaniem wybitnego badacza historii Stanów
Zjednoczonych "Nic nie przyczyniło się bardziej bezpośrednio do
uchwalenia Konstytucji z 1787 r. niż narastające przekonanie, że zgodnie
z Artykułami Konfederacji Kongres nie mógł skutecznie i bezpiecznie
prowadzić polityki zagranicznej"6.
Pierwsze zagrożenie dotyczyło Hiszpanii, która w trakcie Wojny o Niezależność była sojusznikiem Francji. Nie była natomiast sojusznikiem
Stanów Zjednoczonych, głównie dlatego, że wspieranie kolonii mogło
zostać źle odczytane przez mieszkańców jej własnych posiadłości. Gdy
Kongres wysłał do Madrytu Johna Jaya jako oficjalnego przedstawiciela
Stanów Zjednoczonych, przez dwuipółletni czas swego pobytu nie został on
ani razu przyjęty na dworze. Co ważniejsze, podpisany 3 września 1783 r.
traktat brytyjsko-hiszpański nie zawierał zobowiązania do utrzymania
swobodnej żeglugi na Missisipi i w 1784 r. Hiszpania zamknęła dla
Amerykanów port w Nowym Orleanie, co niemal sparaliżowało gospodarkę
zachodnich obszarów ówczesnych Stanów Zjednoczonych.
Natomiast na granicy z Kanadą Stany Zjednoczone nie były w stanie
wymusić na Wielkiej Brytanii opuszczenia fortów, w tym Detroit czy
Mackinac, które uniemożliwiały statkom amerykańskim swobodną żeglugę na
Wielkich Jeziorach. Co więcej, Brytyjczycy umiejscowili siedzibę rządu
prowincji Upper Canada, czyli późniejszego Ontario, w znajdującym się na
terytorium Stanów Zjednoczonych Forcie Niagara.
Sytuacja polityczna nowego państwa zaczęła ulegać zmianie dopiero po
wejściu w życie Konstytucji, ratyfikowanej do czerwca 1788 r. przez
wymaganą liczbę stanów. Rozpoczęło to proces określany obecnie terminem
nation building, czyli tworzenia państwa. W jego ramach twórcy
Konstytucji poświęcili wiele czasu i uwagi na stworzenie mechanizmów
wzmacniających obszar polityki zagranicznej. Od samego początku swojej
państwowości Amerykanie przejawiali przy tym przekonanie, że ich
przeznaczeniem jest szerzenie na świecie takich wartości jak wolność i sprawiedliwość: "Stany Zjednoczone mają stanowić przykład wysoce
moralnego wzorca postępowania w stosunkach
międzynarodowych"7.
Na początku września 1789 r. Departament Spraw Zagranicznych
przekształcono w Departament Stanu, wobec niedostatku obowiązków
zagranicznych powierzając mu jednocześnie szereg kwestii wewnętrznych,
jak nadzór nad Wielką Pieczęcią czy przeprowadzanie spisów ludności.
Utworzenie Departamentu Stanu oznaczało zarazem podporządkowanie
polityki zagranicznej władzy wykonawczej, a nie Kongresowi, niemniej
pozostawiało bez rozstrzygnięcia kwestię zakresu kompetencji
poszczególnych gałęzi władzy:
Konstytucja przyznaje jedynie prezydentowi, i nic więcej, pewne
uprawnienia wpływające na nasze stosunki zagraniczne oraz pewne inne
uprawnienia o tym samym ogólnym charakterze Senatowi, a także jeszcze
inne takie uprawnienia Kongresowi; ale pozostawia do rozstrzygnięcia
przez wydarzenia, który z tych organów będzie miał decydujący i ostateczny głos w ustalaniu postępowania państwa
amerykańskiego8.
Przykładowo, Konstytucja określa w art. 1 sekcja 8, że to Kongres ma
prawo wypowiadać wojnę, a także wystawiać i utrzymywać siły lądowe oraz
marynarkę wojenną. W praktyce jednak prezydent rozpoczynał i prowadził
działania zbrojne bez formalnego wypowiedzenia wojny. Stany Zjednoczone
wypowiedziały wojnę jedenaście razy w swojej historii, ale po raz
ostatni miało to miejsce 4 czerwca 1942 r. Późniejsze konflikty w Korei,
Wietnamie, Afganistanie czy Iraku nie były wojnami wypowiedzianymi przez
Kongres. Legislatura próbowała ograniczyć to uprawnienie prezydenta, ale
kwestia konstytucyjności przyjętego w 1973 r. War Powers Act pozostaje
nierozstrzygnięta.
Inny problem kompetencyjny dotyczył uprawnienia Senatu do udzielania
"rady i zgody" na zawieranie traktatów przez Stany Zjednoczone. Gdy 22
sierpnia 1789 r. prezydent George Washington przybył do Senatu celem
zasięgnięcia rady Izby przed podpisaniem jednego z traktatów z Indianami. dochodzący przez okna hałas był tak wielki, że prezydent
musiał dwa razy odczytać tekst, po czym senatorowie zaproponowali
przekazanie sprawy do komisji. Ostatecznie zaaprobowali brzmienie
traktatu, ale zirytowany Washington nigdy już nie zwracał się z taką
inicjatywą do Senatu i od tej pory Izba akceptuje już tylko, albo
odrzuca, tekst parafowany uprzednio przez prezydenta. Przedstawiany
Senatowi traktat musi uzyskać poparcie dwóch trzecich członków Senatu
obecnych na posiedzeniu. Celem tego uregulowania było uzyskanie aprobaty
możliwie szerokiego grona prawodawców, co od początku XIX w. oznaczało
zarazem poparcie przez polityków obu partii, a nie tylko przez członków
Izby z partii prezydenckiej.
Zdecydowana większość przedstawianych Senatowi traktatów była przezeń
aprobowana, choć niektóre wraz z interpretacjami (wiążącymi tylko Stany
Zjednoczone), a nawet z poprawkami, co wymagało zgody drugiej strony.
Trudno natomiast ocenić, ile porozumień nie zostało w ogóle
przedłożonych Izbie wobec braku szans na ich zatwierdzenie. W każdym
razie od 1789 do 1815 r. Senat rozpatrzył tylko trzynaście traktatów,
natomiast poczynając od umowy pocztowej z Kanadą z 1792 r.,
administracja podpisywała nie traktaty, lecz porozumienia władzy
wykonawczej, niewymagające zgody Senatu. Obecnie ponad 90% porozumień
międzynarodowych zawieranych jest przez Stany Zjednoczone w tym trybie.
Na ratyfikację traktatów kilkakrotnie starała się też wpłynąć Izba
Reprezentantów, która decyduje o przyznaniu środków na działania władzy
wykonawczej. Przejawiło się to po raz pierwszy w odniesieniu do Traktatu
Jaya z 1796 r., gdy Izba zażądała udostępnienia jej pełnej dokumentacji
procesu negocjacyjnego. Prezydent Washington odmówił spełnienia tego
żądania, ustanawiając tym samym precedens przywileju władzy wykonawczej,
czyli uprawnienia prezydenta do zachowania w tajemnicy określonych
dokumentów w obawie przed narażeniem na szwank interesów państwa i jego
bezpieczeństwa.
Prezydent George Washington musiał też rozstrzygnąć kwestię zagranicznej
reprezentacji państwa. Inicjatywom takim jednoznacznie przeciwstawiał
się Kongres, a i stolice europejskie nie wyglądały dyplomatów
amerykańskich i do 1791 r. ustanowiono tylko czterech ministrów
pełnomocnych w Europie. Gdy na przykład John Adams przybył do Londynu
jako minister nadzwyczajny i pełnomocny, musiał przez całą kadencję
znosić ostentacyjne lekceważenie go przez dwór.
Stany Zjednoczone były młodą, geopolitycznie wrażliwą republiką, której
bezpieczeństwo mogło zostać poważnie zagrożone okolicznościami, na które
praktycznie nie miała wpływu. Mimo to pod koniec XVIII w. wykształciła
się pierwsza z czterech zasadniczych szkół myślenia o amerykańskiej
koncepcji polityki zagranicznej, określonych przez Waltera Russella
Meada mianem hamiltonizmu. Według Alexandra Hamiltona, ojca gospodarki
amerykańskiej, polityka zagraniczna winna być podporządkowana interesom
ekonomicznym państwa9. Jego oponentem pod każdym niemal
względem był Thomas Jefferson, który w ślad za Georgem Washingtonem i Johnem Adamsem akcentował przede wszystkim wymóg niewiązania państwa
jakimikolwiek stałymi zobowiązaniami zagranicznymi. Choć w jego czasach
nie używano takiej terminologii, myśl i praktyka polityczna Jeffersona
bywają określane mianem jednostronności, unilateralizmu. Jest to
"doktrynalne przekonanie, że wykorzystanie amerykańskiej potęgi za
granicą całkowicie się samousprawiedliwia, nie wymaga odwoływania się do
poglądów lub interesów innych stron i nie dopuszcza żadnych zewnętrznych
ograniczeń w stosunku do określanych przez siebie celów"10.
Polityka taka zakładała, że Stany Zjednoczone pozostaną zasadniczo z dala od spraw politycznych i wojskowych reszty świata, ale będą
angażować się w koniecznym zakresie tam, gdzie w grę wchodzi amerykański
interes narodowy. Z pojęciem tym wiąże się też koncepcja amerykańskiej
wyjątkowości, American exceptionalism. Było to przekonanie, że nowy
kraj ma do odegrania specjalną rolę w świecie jako biblijne "miasto na
wzgórzu", co stanowiło uzasadnienie dla wielu decyzji podejmowanych w sferze polityki zagranicznej.
Kolejna koncepcja polityki zagranicznej narodziła się w połowie XIX w. i wywodziła się z poglądów prezydenta Andrew Jacksona, który promował
ekspansjonizm i wojowniczość państwową. Przeciw takim wartościom
wystąpił natomiast na początku XX w. Woodrow Wilson, twórca kompleksowej
teorii amerykańskich stosunków międzynarodowych. Był przeświadczony o naturalnej wyższości Stanów Zjednoczonych, odrzucał unilateralizm i przekonywał, że Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek wspomagać mniej
szczęśliwe narody i propagować amerykański styl życia.
Pod koniec XVIII w. Stany Zjednoczone napotkały pierwszy poważny dylemat
z zakresu polityki zagranicznej. 1 lutego 1793 r. Francja wypowiedziała
wojnę Wielkiej Brytanii i politycy amerykańscy stanęli wobec
konieczności opowiedzenia się po jednej ze stron. Jefferson i Madison
uważali, że kraj ma zarówno moralny obowiązek poprzeć Francję, która
wspomogła swego czasu Rewolucję Amerykańską, jak i prawne zobowiązanie
do takiego postępowania, wynikające z zawartego w 1778 r. sojuszu.
Pogląd Jeffersona o ciągłości przyjmowanych przez państwo zobowiązań
stanowi obecnie jedną z zasad prawa międzynarodowego.
Natomiast Hamilton argumentował, że traktat został zawarty ze straconym
właśnie królem Francji, a jego postanowień nie można przenieść na
Republikę zarządzaną przez Dyrektoriat. Co więcej, zasadnicze interesy
Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych uzupełniały się, gdyż trzy
czwarte amerykańskiej działalności gospodarczej dotyczyło brytyjskiego
partnera. Stany Zjednoczone mogły znacznie więcej zyskać na handlu z Wielką Brytanią niż z Francją, a zdobywane tą drogą fundusze były
kluczowe dla powodzenia hamiltonowskich reform gospodarczych.
Spory polityków rozstrzygnął, jak zwykle w takich przypadkach,
prezydent, który 22 kwietnia 1793 r. ogłosił proklamację neutralności,
choć powstrzymał się od użycia w swojej deklaracji tego terminu. Takie
rozwiązanie było szczególnie korzystne dla farmerów i armatorów
amerykańskich, którzy czerpali wielkie zyski z handlu z obiema stronami
konfliktu. Decyzja Washingtona ustanawiająca precedens pozostawania na
uboczu konfliktów europejskich stanowiła pierwszą formalną deklarację
takiego trybu postępowania. Zarazem było to postępowanie kontrowersyjne,
gdyż Konstytucja nie dawała prezydentowi uprawnienia do podejmowania
takich decyzji. Zdając sobie z tego sprawę, Washington zadał członkom
swego gabinetu, czyli nieformalnego rządu, szereg pytań, z których
podstawowe dotyczyło właśnie tej kwestii. Zdaniem Hamiltona prezydent
posiadał niezbędne uprawnienia, według Jeffersona natomiast takie
działanie pozostawało w zakresie kompetencji Kongresu. Natomiast w czerwcu 1794 r. Kongres uchwalił Neutrality Act, który zakazywał
działalności skierowanej przeciw państwu utrzymującemu pokojowe relacje
ze Stanami Zjednoczonymi.
Na rzecz niewspierania Francji przemawiał dodatkowo fakt, że traktat z 1778 r. stanowił o udzieleniu pomocy w przypadku ataku z zewnątrz, a w tym wypadku wojnę wypowiedziała sama Francja, natomiast brak poparcia
dla Wielkiej Brytanii zaognił i tak napięte relacje Stanów Zjednoczonych
z tym państwem. Składały się na to zarówno problemy wynikające z uporczywego pozostawania Brytyjczyków w fortach granicznych, skąd
wspierali atakujących osadników Indian, jak i nowe kontrowersje, w tym
przede wszystkim procedura impressment. Oznaczała ona zdejmowanie z pokładów statków amerykańskich marynarzy uznawanych za obywateli
brytyjskich i siłowe wcielanie ich do królewskiej marynarki wojennej.
Nie chcąc, by kontrowersje te doprowadziły do konfliktu zbrojnego,
prezydent w maju 1784 r. wysłał do Londynu doświadczonego prawnika i dyplomatę Johna Jaya z zadaniem wynegocjowania kompromisowego
rozwiązania.
Jay nie miał wiele do zaoferowania Londynowi poza uregulowaniem kwestii
odszkodowania za majątki pozostawione w Ameryce przez lojalistów. Biorąc
pod uwagę asymetryczność możliwości, jego misja zakończyła się sukcesem
przede wszystkim dzięki temu, że w sytuacji konfliktu na kontynencie
europejskim Wielka Brytania nie chciała otwierać nowego frontu. W podpisanym 19 listopada 1794 r. Traktacie Jaya Brytyjczycy zobowiązali
się do opuszczenia fortów granicznych do końca maja 1796 r., a także
potwierdzili prawo utrzymywania przez Amerykanów handlu z wyspami Indii
Zachodnich. Strony zgodziły się zarazem oddać pozostałe sporne kwestie
do arbitrażu międzynarodowego, co znacznie podniosło znaczenie tej
instytucji. Jay przystał jednak na odstąpienie od najważniejszej dla
armatorów amerykańskich zasady free ships make free goods, czyli
"towary na pokładach wolnych statków są wolne". Stanowiła ona, że towary
znajdujące się na pokładzie statku należącego do kraju neutralnego nie
podlegają zatrzymaniu bez względu na to, do kogo należą. Londyn zgodził
się jedynie wnosić rekompensatę finansową za konfiskatę towarów
amerykańskich przeznaczonych dla odbiorców francuskich.
Wynegocjowane przez Jaya porozumienie napotkało najszerszy bodaj
sprzeciw w historii państwa i mało kto zdawał sobie sprawę z faktu, że
stanowiło jedyny sposób uniknięcia konfliktu zbrojnego z Wielką
Brytanią. Ostatecznie senatorowie ulegli naciskom Washingtona i stosunkiem głosów 20 do 10 wyrazili zgodę na ratyfikację umowy, co
nastąpiło 25 czerwca 1795 r. Natomiast Izba Reprezentantów musiała
zaaprobować wniosek prezydenta o przyznanie funduszy na postępowanie
arbitrażowe, choć w zamian usiłowała uzyskać istotne ustępstwa
proceduralne. Ostatecznie 30 kwietnia 1796 r. zgodziła się wyasygnować
niezbędną kwotę.
W tym samym czasie inny wysłannik amerykański, Thomas Pinckney,
negocjował w Madrycie odrębne porozumienie. W grę wchodziło uregulowanie
granic Stanów Zjednoczonych z północnoamerykańskimi posiadłościami
Hiszpanii, a przede wszystkim uzyskanie zgody Madrytu na korzystanie
przez Amerykanów z rzeki Missisipi na całej jej długości oraz na
składowanie towarów w Nowym Orleanie przed ich załadunkiem na statki
oceaniczne. Także i w tym przypadku Amerykanie nie mieli silnej pozycji
negocjacyjnej, ale Hiszpanie obawiali się, że Traktat Jaya zawiera tajną
klauzulę współpracy wojskowej na wypadek konfliktu z Madrytem i przystali na żądania amerykańskie. 27 października 1795 r. podpisano
korzystny dla Stanów Zjednoczonych Traktat z San Lorenzo, nazywany także
Traktatem Pinckneya, który zobowiązywał Hiszpanię do opuszczenia
instalacji wojskowych na wschodnim brzegu Missisipi. Senat nie wniósł
uwag do umowy i 3 marca 1796 r. jednogłośnie ją zatwierdził.
W ten sposób nowej Unii udało się wyjść obronną ręką z konfrontacji z dwoma ówczesnymi mocarstwami. Nieco inaczej przedstawiała się natomiast
kwestia relacji z Francją. Wprawdzie nie wnosiła ona pretensji o brak
wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Wielką Brytanią,
niemniej w miarę rozwoju we Francji sytuacji rewolucyjnej narastało
napięcie w relacjach wzajemnych. W istotnej mierze przyczynił się do
tego francuski minister pełnomocny Edmond-Charles Genet, skierowany w 1793 r. za ocean przez żyrondystów. Zszedł na ląd w Charleston 8
kwietnia 1793 r., po czym udał się do Filadelfii. Podróż ta powinna była
zająć trzy dni, ale zajęła ich dwadzieścia osiem, gdyż Genet przez cały
czas werbował ochotników na pływające w służbie Francji statki kaperskie
oraz tworzył "Francuską armię Missisipi".
Postępowanie Geneta bywa krytykowane przez historyków, choć odpowiedni
zakaz został wprowadzony do prawa amerykańskiego dopiero w 1948 r., a francuski minister oparł się na swobodnej, ale dopuszczalnej
interpretacji traktatu sojuszniczego zawartego między Francją a Stanami
Zjednoczonymi. W artykułach 21. i 22. tego porozumienia zakazywano
obywatelom amerykańskim podejmowania służby na brytyjskich statkach
korsarskich, ale ograniczenie to nie obejmowało statków francuskich.
Genet kierował się też koncepcją życzliwej neutralności, zgodnie z którą
kraj neutralny może faworyzować jedną ze stron konfliktu. Kwestią nie do
obrony było natomiast uporczywe obrażanie przez niego Washingtona oraz
innych władz amerykańskich. Ostatecznie kryzys udało się zażegnać, a sam
dyplomata, któremu po dojściu do władzy jakobinów zagrażała gilotyna,
ożenił się z córką gubernatora Nowego Jorku, został uchodźcą politycznym
i piewcą Stanów Zjednoczonych.
Niemniej napięcie w stosunkach dwustronnych trwało nadal, choć od 1797
r. funkcję prezydenta sprawował John Adams, który dążył do ich poprawy,
a przede wszystkim do uniknięcia wojny. Gdy w marcu 1797 r. Dyrektoriat
Rewolucji Francuskiej zdecydował o nieuznawaniu kluczowej dla Stanów
Zjednoczonych zasady free ships make free goods, Adams wysłał do
Paryża trzyosobową delegację z zadaniem przeprowadzenia rozmów
łagodzących wzajemne relacje. Delegaci przybyli do Paryża w październiku
1797 r., nie zostali jednak przyjęci przez ministra spraw zagranicznych
Charles'a-Maurice'a de Talleyranda. Odwiedzili ich natomiast trzej
wysłannicy, działający jakoby z jego upoważnienia. Zażądali oni jako
warunku rozpoczęcia negocjacji znacznej łapówki dla ministra oraz
udzielenia Francji pożyczki w rozmiarach przekraczających możliwości
rządu amerykańskiego. Opłacanie polityków mieściło się w ówczesnej
praktyce dyplomatycznej Francji, ale wysuwanie takich roszczeń jako
warunku przystąpienia do negocjacji praktykowano jedynie w odniesieniu
do państw wasalskich. Wysłannicy Adamsa uznali, że osiągnięcie
porozumienia nie jest możliwe i opuścili Paryż. Wcześniej jednak
powiadomili prezydenta o postępowaniu Francuzów, a wymuszone przez
opozycję ujawnienie afery wywołało w Stanach Zjednoczonych powszechne
oburzenie. Została ona nazwana "aferą XYZ", gdyż nazwiska wysłanników
Talleyranda pozostały utajnione. Określenie to stało się symbolem
europejskiego zepsucia przeciwstawianego czystości intencji
amerykańskich.
Ostatecznie 7 lipca 1798 r. Kongres zadeklarował wygaśnięcie z winy
Francji obydwu traktatów zawartych dwadzieścia lat wcześniej "po wsze
czasy", jednak ani Amerykanie, ani Francuzi nie chcieli wziąć
odpowiedzialności na wypowiedzenie wojny. Szczególnie niechętny jej był
Adams, słusznie przekonany o wielkiej przewadze militarnej Francji i do
1800 r. toczył się niewypowiedziany konflikt, znany jako "quasi-wojna".
Wszystkie związane z nią działania miały miejsce na Morzu Karaibskim i sprowadzały się do przechwytywania statków przeciwnika i przejmowania
znajdujących się na nich towarów. Francja toczyła jednak w Europie
trudne boje, a zdobywający coraz silniejszą pozycję Napoleon Bonaparte
nie widział potrzeby trwonienia sił i środków na konflikt ze Stanami
Zjednoczonymi. 30 września 1800 r. podpisano traktat (zwany w historiografii francuskiej Konwencją z Mortefontaine), w którym obydwie
strony zgodziły się zakończyć działania wojenne i formalnie odstąpić od
traktatów z 1778 r. Po wyrażeniu 18 grudnia 1801 r. przez Senat zgody na
jego ratyfikację, pierwszy i jedyny do 1949 r. sojusz wojskowy Stanów
Zjednoczonych przestał obowiązywać.
Warta wspomnienia jest zarazem inicjatywa pacyfistycznego kwakra
George'a Logana, który w 1798 r. z własnej inicjatywy udał się z listem
polecającym od wiceprezydenta Jeffersona do Paryża, by tam podjąć
nieautoryzowane rozmowy pokojowe. Niczego nie osiągnął, mógł jednak
niekorzystnie wpłynąć na tok negocjacji rządowych. W konsekwencji
Kongres przyjął w styczniu 1799 r. Logan Act, zgodnie z którym
nieautoryzowane inicjatywy międzynarodowe obywateli amerykańskich są
uważane za przestępstwo, a ich realizatorzy podlegają karze więzienia
oraz wysokiej grzywny. Do uregulowania tego odwoływano się na przykład
podczas wojny wietnamskiej, szczególnie w odniesieniu do działań aktorki
Jane Fondy, nikt jednak nie został nigdy skazany na jego podstawie.
* * *
Stany Zjednoczone wkroczyły w wiek XIX, mając uregulowane relacje ze
wszystkimi wielkimi mocarstwami ówczesnej epoki. Co więcej, państwo
nakreśliło zasadnicze ramy koncepcji, które odegrały pierwszoplanową
rolę w amerykańskiej polityce zagranicznej: neutralności,
internacjonalizmu i unilateralizmu.
Pojęcie neutralności miało początkowo dla Stanów Zjednoczonych wymiar
niemal wyłącznie komercyjny. Państwo było zbyt słabe, by przyłączyć się
do któregokolwiek z ówczesnych konfliktów europejskich, a status kraju
neutralnego był mu potrzebny dla prowadzenia zyskownego handlu ze
wszystkimi stronami konfliktu. Pojawiały się wprawdzie kontrowersje
dotyczące zakresu ochrony towarów przewożonych na statkach Stanów
Zjednoczonych jako państwa neutralnego, ogólnie jednak zgadzano się, że
takie transakcje i ich realizacja są chronione, o ile nie dotyczą
kontrabandy.
Neutralność stawała się coraz wyraźniej normą polityczną, choć jej
zdefiniowanie nasuwało istotne problemy. Na ogół ograniczano się do
przekonania, że państwo neutralne musi zarazem być bezstronne, a tautologię tę każdy kraj neutralny interpretował zgodnie z własnym
interesem. W przypadku Stanów Zjednoczonych oznaczało to odnoszenie się
do konkretnych sytuacji, jak na przykład miało to miejsce jeszcze w 1776
r., kiedy to John Adams stwierdził, że "powinniśmy ustanowić jako
pierwszą zasadę i maksymę, o której nigdy nie należy zapominać,
zachowanie całkowitej neutralności we wszystkich przyszłych wojnach
europejskich"11.
Inaczej rzecz się miała z amerykańskim rozumieniem pojęcia
unilateralizmu. Za jego praźródło uważa się kanoniczne "Wystąpienie
pożegnalne" Washingtona, opublikowane 17 września 1796 r. i stanowiące
jego testament polityczny. Ustępujący prezydent stwierdził w nim między
innymi:
Naszą prawdziwą polityką jest unikanie trwałych sojuszy z jakąkolwiek
częścią świata... czego nie należy rozumieć jako niewierność wobec
istniejących zobowiązań... tych należy przestrzegać w ich oryginalnym
sensie. Ale moim zdaniem przedłużanie ich byłoby niepotrzebne i nierozsądne12.
Dalej Washington dodaje jednak, że "możemy bezpiecznie ufać czasowym
sojuszom zawieranym w nadzwyczajnych sytuacjach", co wyraźnie wskazuje
na akceptowanie przezeń elementu internacjonalistycznego. Stany
Zjednoczone w żadnym niemal momencie swojej historii nie były natomiast
państwem hołdującym izolacjonizmowi jako postawie politycznej. Wierność
zasadzie nieingerowania w konflikty europejskie, błędnie interpretowanej
jako izolacjonizm, stanowiła przynajmniej do końca XIX w. konsekwencję
słabości militarnej Stanów Zjednoczonych w porównaniu z ówczesnymi
potęgami. W tej sytuacji najbezpieczniejszym postępowaniem było
wielokrotne wyrażanie désintéressement wobec konfliktów europejskich w nadziei na podobne stanowisko mocarstw w odniesieniu do półkuli
zachodniej.
Za jedyny wyjątek od tej reguły można uznać tylko politykę Stanów
Zjednocznych w okresie między I a II wojną światową. W tym czasie
Waszyngnton świadomie pozostawał na uboczu procesu rodzenia się faszyzmu
w Europie. Nie starał się też powstrzymać ekspancjonistycznej polityki
Japonii, co jednak wynikało z jej wyrażnej przewagi militarnej nad
Stanami Zjednoczonymi. W obu tych przypadkach polityka amerykańska
uległa zmianie, gdy tylko wykorzystały swą siłę gospodarczą dla
stworzenia niezbędnej potęgi wojskowej.
II. Utrwalanie niezależności
Z nastaniem XIX w. do rezydencji prezydenckiej13
wprowadził się Thomas Jefferson. W swoim przemówieniu inauguracyjnym
nawiązał bezpośrednio do tezy z "Wystąpienia pożegnalnego" Washingtona,
mówiąc, że kraj powinien utrzymywać "szczerą przyjaźń ze wszystkimi
państwami, wiążące sojusze z żadnym"14. Podstawową kwestią było
jednak, że w pierwszym ćwierćwieczu swego istnienia Stany Zjednoczone
obroniły wprawdzie suwerenność, lecz dalekie były od zapewnienia jej
trwałości. Musiały też pogodzić się ze wzgardliwym traktowaniem przez
trzeciorzędne byty państwowe, takie chociażby, jak położone na
afrykańskim wybrzeżu Morza Śródziemnego Maroko czy nominalnie stanowiące
część Imperium Osmańskiego porty w Algierze, Trypolisie i Tunisie. Byty
te, zwane "państwami berberyjskimi", utrzymywały się z piractwa, okupów
oraz haraczy. Ich siły morskie nie mogły się przeciwstawić potędze floty
Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii. Zamiast jednak niszczyć
pirackie jednostki berberyjskie, mocarstwa te wolały płacić lokalnym
władzom ustalony haracz i pozwalać piratom atakować swoją konkurencję z Niderlandów, Danii, Szwecji, a także Stanów Zjednoczonych. Próby
włączenia do Traktatu Paryskiego klauzuli o zapewnieniu ochrony
amerykańskim statkom handlowym na Morzu Śródziemnym nie powiodły się, co
stanowiło część planu Londynu zdławienia nowego państwa środkami
ekonomicznymi.
W rezultacie po zerwaniu z podległością wobec Wielkiej Brytanii
amerykańscy armatorzy mogli wprawdzie zarabiać na handlu z dawną
metropolią, a także z Indiami Zachodnimi, ale już nie z krajami
położonymi w obszarze Morza Śródziemnego, dokąd przed Rewolucją
kierowano jedną szóstą eksportowanej mąki i zboża oraz jedną czwartą
suszonych i marynowanych ryb15. Rozwojowi floty handlowej nie
towarzyszyło adekwatne zwiększanie liczby chroniących ją okrętów i do
1790 r. żadna jednostka amerykańska nie przekroczyła Cieśniny
Gibraltarskiej bez wsparcia udzielonego przez marynarkę portugalską. Już
w końcu lipca 1785 r. Algier zatrzymał pierwszych marynarzy
amerykańskich i przed Stanami Zjednoczonymi stanęło pytanie o właściwy
sposób postępowania. Czy powinny zapłacić okup? Porzucić swych porwanych
obywateli i zaprzestać handlu na Morzu Śródziemnym? Starać się o zdobycie sojuszników? Przystąpić jak najszybciej do budowy floty
wojennej? Znalezienie odpowiedzi utrudniał fakt, że Republika nie
dysponowała istotnymi dochodami. Tymczasem Algier zatrzymywał kolejne
statki amerykańskie.
Koszt żądanego okupu sięgał jednej piątej wszystkich przychodów
federalnych, ale i tak był znacznie niższy od kwoty koniecznej do
stworzenia wystarczająco silnej marynarki wojennej i prezydent
Washington zdecydował się przejść do porządku nad kwestią dumy
narodowej. Stany Zjednoczone wyraziły gotowość zawarcia odpowiednich
umów z państwami berberyjskimi: w 1787 r. podpisano porozumienie z Marokiem, w 1795 r. z Algierem, w 1796 r. z Trypolisem i rok później z Tunisem. Mimo to już na początku prezydentury Jeffersona napięcie w stosunkach z państwami berberyjskimi przerodziło się w wywołaną przez
paszę Trypolisu wojnę trypolitańską lat 1801-1805, czyli pierwszą wojnę
berberyjską. Obfitowała ona w wydarzenia, które z czasem posłużyły za
kanwę czytanek i opowieści znanych każdemu młodemu Amerykaninowi, ale
niewiele brakowało, by stała się symbolem klęski Republiki. Jefferson
nie docenił siły przeciwnika i o zwycięstwie Stanów Zjednoczonych
zdecydował dopiero śmiały rajd wielonarodowego oddziału pod dowództwem
Williama Eatona. Po zdobyciu w kwietniu 1805 r. warownego portu Derna
wywieszono nad nim flagę amerykańską, która w ten sposób po raz pierwszy
pojawiła się nad podbitym obiektem wojskowym. Wojnę zakończyło w 1805 r.
porozumienie, w którym Stany Zjednoczone zgodziły się zapłacić 60 tys.
dolarów [$1,7 mln] za uwolnienie jeńców amerykańskich, a pasza
zobowiązał się do zaprzestania wrogich działań.
Druga i ostatnia faza wojen miała miejsce w latach 1815-1816 i zakończyła się kapitulacją państw berberyjskich, choć na wszelki wypadek
Waszyngton zdecydował się wynająć port na Majorce, by móc szybko
reagować na ewentualne ataki pirackie. Nie zmieniało to faktu, że kraj
był nadal zagrożony powracającymi konfliktami z mocarstwami tego czasu:
Wielką Brytanią, Francją i Hiszpanią. Szczególnie widoczne było
zagrożenie Stanów Zjednoczonych od południa i zachodu przez trzy
prowincje hiszpańskie: Florydę Wschodnią i Zachodnią oraz Luizjanę.
Problemy ogniskowały się wokół kwestii swobody żeglugi po Missisipi i uprawnień do nieodpłatnego składowania nieclonych towarów w Nowym
Orleanie. Przywilej ten wynikał z Traktatu Pinckneya, ale został
zawieszony w 1802 r., na krótko przed transferem Luizjany i portu przez
Hiszpanię na rzecz Francji. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych
przekazanie kontroli nad rzeką Missisipi i portem nowoorleańskim w ręce
rosnącej w siłę Francji stanowiło kwestię kluczową. Jak pisał prezydent
Jefferson, "Jeśli chodzi o Hiszpanię, nasze nastawienie jest szczerze
przyjazne, a nawet tkliwe. Uważamy, że władanie przez nią sąsiednim
krajem jest najkorzystniejsze dla naszych interesów i z bólem
przyjęlibyśmy zastąpienie jej przez inne państwo"16. Natomiast
przekazanie obszaru Luizjany Francji stworzyło największe zagrożenie dla
bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych we wczesnej fazie istnienia państwa.
Rządzący od 1799 r. Napoleon Bonaparte snuł plany odbudowy francuskiego
imperium w Ameryce Północnej. Pragnął je stworzyć na wschodniej części
bogatej w trzcinę cukrową kolonii Saint-Domingue (dzisiejsze Haiti), a także na Martynice i Gwadelupie, natomiast Luizjana miała dostarczać na
wyspy żywność i niezbędne towary. Plany Napoleona pokrzyżowało jednak
powstanie Haitańczyków pod przywództwem Toussainta L'Ouverture. W starciu z nim wojsko francuskie poniosło porażkę przede wszystkim za
sprawą dziesiątkujących jego szeregi żółtej febry i malarii. Wraz z ofiarami działań wojskowych na Haiti znalazło śmierć 50 tysięcy
Francuzów, a pozostali opuścili wyspę. Po utracie kolonii cukrowych
odtworzenie francuskiego imperium w Ameryce Północnej stało się zbędne.
Równolegle trwały zabiegi Waszyngtonu o uzyskanie pełnej kontroli nad
żeglugą po Missisipi i w kwietniu 1803 r. delegacja amerykańska podjęła
w Paryżu rokowania o zakup Nowego Orleanu. Senat wyasygnował odpowiednie
fundusze, a Napoleon, chcąc wzmocnić Stany Zjednoczone w ich relacji z Wielką Brytanią, zaaprobował inicjatywę amerykańską, pod warunkiem
zakupu przez Stany Zjednoczone całego terytorium Luizjany, które bez
Nowego Orleanu nie przedstawiało większej wartości. Nie chciał, by
terytorium dostało się Wielkiej Brytanii, potrzebował natomiast funduszy
na wojnę z nią i odsprzedanie niekontrolowanego przez siebie terenu
uważał za wyjątkowo korzystne. Nie zważał przy tym na złożone wcześniej
wobec Hiszpanii zobowiązanie nieprzekazywania Luizjany w trzecie ręce.
Obszar ówczesnej Luizjany liczył ponad 2,1 mln km2, czyli mniej więcej tyle, ile obszar ówczesnych
Stanów Zjednoczonych. Nie był zbadany, a w traktacie opisano go jedynie
jako "teren uprzednio uzyskany przez Francję od Hiszpanii". Amerykanie
byli przekonani, że określenie to obejmuje także Florydę Wschodnią i Zachodnią, ale Hiszpanie nie potwierdzali tego przypuszczenia. Trzeba
jednak pamiętać, że kupując Luizjanę, Stany Zjednoczone nabywały nie
tyle ziemię, ile bezpieczeństwo, gdyż pozbyły się kontrolującego
zachodni brzeg rzeki Missisipi nieprzyjaznego sąsiada.
Za cały obszar Amerykanie zapłacili 15 mln dolarów [$445 mln], czyli
niecałe 3 centy za akr, podczas gdy w tym samym czasie rząd sprzedawał
ziemię osadnikom po preferencyjnej cenie 1,25 dolara za akr. Na
zakupionym wówczas terytorium mieści się obecnie w całości lub znacznej
części 14 spośród 48 kontynentalnych stanów amerykańskich. Bez zakupu
Luizjany inaczej przebiegałyby też takie kluczowe momenty późniejszej
historii Stanów Zjednoczonych, jak kompromis Missouri czy wojna domowa w Kansas. Natomiast po sfinalizowaniu zakupu cały obszar podzielono na
Terytorium Luizjany, przemianowane później na Terytorium Missouri, oraz
znacznie mniejsze Terytorium Orleanu, które w 1811 r. stało się
istniejącym obecnie stanem Luizjana17.
Prezydent Jefferson stanął jednak przed dylematem konstytucyjnym. Był
zwolennikiem ścisłego odczytywania tekstu Konstytucji i przestrzegania
jej postanowień, a wśród uprawnień władzy federalnej nie wymienia się w niej zakupu ziemi. Pojawił się pomysł uchwalenia noweli konstytucyjnej,
jednak procedura taka byłaby czasochłonna i obawiano się zmiany
stanowiska Napoleona. Ostatecznie zdecydowano się potraktować zakup jak
standardową umowę międzypaństwową. Zwołany na nadzwyczajną sesję Senat
wyraził na nią zgodę 17 października 1803 r. stosunkiem głosów 24 do 7,
a pięć dni później Izba Reprezentantów zatwierdziła wydatek na zakup
Luizjany. Francja formalnie przekazała ją Stanom Zjednoczonym 20 grudnia
1803 r.
Sukces negocjacyjny nie zmniejszał jednak zagrożenia wynikającego ze
wznowionego konfliktu Francji z Wielką Brytanią, zadeklarowanego przez
Napoleona 18 maja 1803 r. Początkowo sytuacja była wyjątkowo intratna
dla Amerykanów, którzy wykorzystywali neutralny status swojego państwa i czerpali zyski z dostarczania towarów, w tym przede wszystkim żywności,
obu stronom konfliktu. Co więcej, kupcy amerykańscy przejęli też od
Brytyjczyków prawo do prowadzenia handlu z francuskimi i hiszpańskimi
Indiami Zachodnimi.
Nie zmieniało to faktu narastania pretensji Waszyngtonu do Londynu
wynikających z coraz bardziej intensywnego praktykowania procedury
impressmentu przez marynarkę brytyjską, która miała poważne braki
kadrowe, a której potrzeby sięgały 12 tys. marynarzy rocznie. Problemem
dla Waszyngtonu stało się szczególnie postępowanie Londynu w stosunku do
członków załóg statków amerykańskich, których podejrzewano o dezercję z jednostek brytyjskich. Często posiadali oni amerykańskie papiery
naturalizacyjne, które jednak można było nabyć za niewielką opłatą.
Zdarzało się też, że ze statków amerykańskich zdejmowano wszystkich
marynarzy urodzonych przed Rewolucją, gdyż Brytyjczycy uważali, że
naturalizacja nie powoduje utraty statusu poddanego brytyjskiego.
Wszystko to godziło w honor nowego państwa.
Jefferson chciał rozwiązać problem przymusem ekonomicznym. W kwietniu
1806 r. doprowadził do uchwalenia Ustawy o zakazie importu obejmującej
towary pochodzące z Wielkiej Brytanii, choć zarazem zawiesił na pół roku
jej wejście w życie. W listopadzie 1806 r. prezydent zawiesił ustawę na
kolejny rok i w rezultacie funkcjonowała ona przez krótki tylko okres.
Do kolejnego zaostrzenia sporu doszło w wyniku zatrzymania 22 czerwca
1807 r. w pobliżu wybrzeży amerykańskich fregaty USS "Chesapeake" przez
okręt brytyjski i zdjęcia z jej pokładu czterech marynarzy, co stanowiło
ewidentne naruszenie suwerenności Stanów Zjednoczonych. Mimo
powszechnego oburzenia Jefferson ograniczył się do wydania nakazu
opuszczenia amerykańskich wód terytorialnych przez okręty brytyjskie.
Niemniej wybitny geostrateg amerykański Alfred Mahan pisał pod koniec
XIX w.:
Jakkolwiek rząd brytyjski mógłby uzasadniać impressment marynarzy ze
statków amerykańskich czy opóźnienie przeprosin za takie zniewagi jak
"Chesapeake", to państwo, które by się na to godziło, zadowalając się
argumentami, zamiast wyprowadzenia ciosu za cios, nie jest nawet godne
pogardy jako gorsza rasa, którą mogą zastraszać i bezwzględnie traktować
ci, którzy uważają się za panów18.
Kongres był nastawiony bardziej wojowniczo niż prezydent i w grudniu
1807 r. uchwalił Ustawę o embargo, zakazując tym samym eksportu towarów
amerykańskich. W praktyce oznaczało to zakaz opuszczania portów
amerykańskich przez statki handlowe zmierzające do Europy. Członkowie
Kongresu byli przekonani, że Europejczykom szybko zabraknie
amerykańskich "artykułów koniecznych". Nie dostrzegali, że nowe prawo
uderzało przede wszystkim w interesy samych Amerykanów, a także, że
Brytyjczycy znacznie dotkliwiej odczuliby zamknięcie rynków
amerykańskich na ich towary. Natomiast embargo przyniosło Ameryce straty
kilkakrotnie wyższe od kosztów ewentualnej wojny, a importerzy
europejscy, w tym przede wszystkim Brytyjczycy, niemal nie odczuli jego
skutków. Ostatecznie na kilka dni przed końcem kadencji, 1 marca 1809
r., Jefferson odwołał Ustawę o embargo i zastąpił ją Ustawą o nieutrzymywaniu stosunków (Non-Intercourse Act), która całkowicie
zakazywała na okres jednego roku prowadzenia handlu z Wielką Brytanią i Francją.
Po upływie tego terminu Kongres przyjął 1 maja 1810 r. Ustawę Macona nr
2. Zniesiono w niej wszelkie ograniczenia w amerykańskim handlu
zagranicznym, ale zarazem złożono specyficzną ofertę Francji i Wielkiej
Brytanii. Zgodnie z nią państwo, które jako pierwsze uzna neutralny
status handlowy Ameryki, zostanie nagrodzone wstrzymaniem handlu Stanów
Zjednoczonych z jego oponentem. Napoleon już 2 listopada 1810 r.
zadeklarował gotowość spełnienia oczekiwań amerykańskich. Choć
zrealizował swoją deklarację jedynie cząstkowo, uzyskał nie tylko
preferencyjny status w handlu ze Stanami Zjednoczonymi, ale przede
wszystkim doprowadził do zaognienia stosunków amerykańsko-brytyjskich.
Niebezpieczeństwo takiego rozwoju sytuacji dostrzegał John Quincy Adams,
ale jego ostrzeżenia nie przekonały prezydenta Jamesa Madisona, który 2
marca 1811 r. zakazał handlu z Wielką Brytanią.
Na decyzję prezydenta znaczny wpływ miała grupa młodych członków
Kongresu określanych mianem "jastrzębi". W swoich wystąpieniach
przypominali francuską pomoc udzieloną w trakcie Rewolucji Amerykańskiej
i podkreślali upokarzającą naturę praktykowanego przez Wielką Brytanię
impressmentu, a także wskazywali na wsparcie udzielane przez ten kraj
Indianom prowadzącym walki z Amerykanami. Z kolei Madison przeceniał
amerykański potencjał militarny i usiłował kontynuować zapoczątkowaną
przez Thomasa Jeffersona politykę "pokojowego przymuszania". Nie bez
znaczenia był też fakt, że Stany Zjednoczone dążyły do opanowania
brytyjskiej Kanady, której 300 tys. mieszkańców miało jakoby skłaniać
się do dołączenia do 8 mln Amerykanów.
Ostatecznie 4 czerwca 1812 r. Izba Reprezentantów przyjęła 79 głosami do
49 rezolucję o wojnie z Wielką Brytanią, a 17 czerwca podobne stanowisko
zajął Senat, choć tylko 19 głosami przeciw 13, gdyż wojnie sprzeciwiały
się bazujące na handlu stany Nowej Anglii. Bez znaczenia okazał się
natomiast fakt, że dzień wcześniej, bo 16 czerwca, Izba Gmin zniosła
wszelkie uregulowania niekorzystne dla Stanów Zjednoczonych, w tym
procedurę impressmentu, bowiem informacja ta dotarła przez Atlantyk
dopiero dwa miesiące później.
Wojna z Wielką Brytanią, zwana też Wojną 1812 r., nie zasługuje na
poświęcenie jej większej uwagi. Stany Zjednoczone nie były do niej
przygotowane, miały zaledwie nieco ponad 3 tys. żołnierzy i korzystały z niezdyscyplinowanych milicji stanowych. Kongres autoryzował przyjęcie do
wojska 35 tys. nowych żołnierzy, ale w ciągu roku chęć wstąpienia do
armii zgłosiła tylko połowa tej liczby. Kraj miał wprawdzie aż nadto
oficerów, ale niewielu z nich posiadało odpowiednie przygotowanie.
Celem wojsk amerykańskich było przede wszystkim zajęcie Kanady.
Najzwięźlej wyraził to ówczesny sekretarz wojny James Monroe:
"Najważniejszym celem, jaki należy osiągnąć, jest przeniesienie wojny do
Kanady i złamanie tam brytyjskiej potęgi w możliwie największym
stopniu"19. Wydawało się to łatwym zadaniem w sytuacji, gdy
Londyn koncentrował się na walkach z Napoleonem. Siły brytyjskie w Ameryce ograniczały się do pięciu tysięcy oficerów i żołnierzy,
niesprawnych lub zbyt starych, by walczyć na froncie europejskim.
Główny atak amerykański kierował się z Detroit i Fortu Niagara na
Toronto, zwane wówczas Yorkiem. Ale generał William Hull, jedyny wyższy
rangą wojskowy amerykański, który posiadał doświadczenie bitewne,
przestraszył się sprzyjających Brytyjczykom Indian i 16 sierpnia 1812 r.
poddał się bez walki, za co stanął później przed sądem wojskowym. Równie
zawstydzający przebieg miała równoległa ofensywa skierowana na Montreal,
gdyż członkowie milicji stanowych odmówili walki, powołując się na prawo
zakazujące im prowadzenia działań poza terytorium Stanów Zjednoczonych.
W kwietniu 1813 r. Amerykanie zdobyli ostatecznie York, który poddał
się, ale mimo to został splądrowany i podpalony, co miało konsekwencje w następnej fazie wojny. Na początku 1814 r. Stany Zjednoczone były równie
dalekie od podboju Kanady, jak u zarania konfliktu.
Z kolei 12 kwietnia 1814 r. Wielka Brytania zwycięsko zakończyła
kampanię napoleońską i mogła skierować do Ameryki 10 tys. wyszkolonych i doświadczonych w boju żołnierzy, jednak i oni okazali się niezdolni do
zwycięstwa. Główne uderzenie skierowano z Kanady przez jezioro
Champlain, na którym jednak siły brytyjskie poniosły we wrześniu 1814 r.
zaskakującą porażkę i dowódca ekspedycji generał George Prevost podjął
decyzję o wycofaniu się.
Pozostałe oddziały brytyjskie skierowały się na Waszyngton, którego
miało bronić 100 tys. członków milicji. W rzeczywistości przybyło ich
niewiele ponad 7 tys., co i tak powinno pozwolić na obronę stolicy przed
atakiem nie więcej niż 1,5 tys. Brytyjczyków. Ale po stracie
kilkudziesięciu obrońców Amerykanie rozpierzchli się i 24 sierpnia 1814
r. Brytyjczycy bez przeszkód wkroczyli do Waszyngtonu. Spalono budynki
urzędowe, częściowo w zemście za York, częściowo wskutek ucieczki władz,
co uniemożliwiło zapłatę zwyczajowego okupu, a przede wszystkim dla
upokorzenia przeciwnika. Brytyjczycy próbowali następnie zdobyć
Baltimore, jednak nie udało im się przełamać obrony Fortu Henry u wejścia do portu.
Ostatnim akordem wojny była bitwa o Nowy Orlean. Obroną miasta dowodził
generał milicji Andrew Jackson, wsławiony walkami z Indianami, ale
pozbawiony wiedzy stricte wojskowej. Nie przygotował się na atak
Brytyjczyków od strony Zatoki Meksykańskiej i tylko dzięki szczęśliwemu
zbiegowi okoliczności zdołał wykonać prowizoryczne wały obronne z bel
bawełny. Oddziałami brytyjskimi dowodził natomiast oficer
demonstracyjnie gardzący Amerykanami. W krytycznym momencie bitwy
nakazał pozostającym w odwodzie żołnierzom pułku górali szkockich
przemaszerować wzdłuż frontu, co wystawiło ich na ostrzał Amerykanów.
Ostatecznie spośród około 8 tys. oficerów i żołnierzy brytyjskich
zginęło, zostało rannych lub dostało się do niewoli ponad 2 tys.,
podczas gdy straty amerykańskie wyniosły 13 zabitych i 58 rannych
spośród 5 tys. obrońców.
Nie miało to jednak znaczenia, gdyż wiktoria amerykańska miała miejsce 8
stycznia 1815 r., natomiast już 24 grudnia 1814 r. w Gandawie podpisano
kończący wojnę traktat, którego treść dotarła za ocean dopiero 11 lutego
1815 r. Stanowił on efekt intensywnych negocjacji, podczas których
Brytyjczycy wysunęli między innymi postulat stworzenia buforowego
państwa indiańskiego. Żądanie to zostało jednak jednoznacznie odrzucone
przez negocjatorów amerykańskich.
Londyn wysunął też oczekiwanie zawarcia pokoju na zasadzie uti
possidetis, czyli ustanowienia nowych granic na podstawie zajmowanego
terytorium. Jednak nawet książę Wellington dostrzegał wady tego typu
roszczeń. W liście z 9 listopada 1814 r. pisał do jednego z negocjatorów
brytyjskich: "Wyznaję, że moim zdaniem nie macie prawa żądać od Ameryki
jakiegokolwiek ustępstwa terytorialnego na podstawie stanu wojny... W istocie stan waszych działań wojskowych, choć godnych pochwały, nie
upoważnia was do żądania czegokolwiek"20.
Z drugiej strony także Amerykanie nie uzyskali żadnych korzyści, gdyż
warunki zawartego pokoju ani nie potwierdzały zniesienia impressmentu,
stanowiącego bezpośredni powód wypowiedzenia wojny, ani nie odnosiły się
do kwestii neutralności. "Brytyjczycy odstąpili w Gandawie od oczekiwań
terytorialnych nie wskutek amerykańskiej presji ekonomicznej, lecz w wyniku braku sukcesów wojskowych w Ameryce, niekorzystnego rozwoju
sytuacji w Europie oraz wewnętrznego niezadowolenia
podatników"21. Konflikt zakończył się przywróceniem status
quo ante.
Niemniej Amerykanie nie bez podstaw uznali wynik wojny za powód do
chwały, gdyż niewielkie i słabe jeszcze państwo amerykańskie stawiło
skuteczny opór największemu mocarstwu ówczesnego świata. Wynik wojny
1812 r., wraz z korzystnym finałem wojen berberyjskich w tym samym
czasie, przyczynił się do powstania u Amerykanów przekonania, iż są w stanie uporać się z każdym przeciwnikiem, bez względu na to, kim jest.
Najistotniejszą konkluzją wyciągniętą z konfliktu przez Amerykanów było
zarazem, że poleganie na milicji, czyli pospolitym ruszeniu, jest
niebezpieczną koncepcją i dla zapewnienia bezpieczeństwa państwa
niezbędne jest posiadanie stałej armii.
Kolejnym znaczącym wydarzeniem było zawarcie w kwietniu 1817 r.
porozumienia Rusha-Bagota (czyli p.o. sekretarza stanu Richarda Rusha i brytyjskiego ministra pełnomocnego Charlesa Bagota) o niemal całkowitej
demilitaryzacji Wielkich Jezior, co stanowiło pierwsze porozumienie
rozbrojeniowe w historii. Umowa ta była istotna także z innego względu.
Otóż prezydent James Monroe wiedział, że nie uzyska koniecznej
większości dwóch trzecich głosów w Senacie i zamiast występować o zgodę
na ratyfikację, poinformował jedynie Izbę o zawarciu stosownej umowy, co
ustanowiło ważny precedens.
20 października 1818 r. podpisano natomiast konwencję
amerykańsko-brytyjską regulującą kwestię przebiegu granicy z Kanadą.
Mała dokładność map z tego okresu mogła doprowadzić do kolejnych
konfliktów, ale negocjatorzy szybko osiągnęli porozumienie, uznając bieg
49. równoleżnika za linię graniczną od Jeziora Leśnego na wschodzie po
Góry Skaliste na zachodzie. Jak się później okazało, dało to Stanom
Zjednoczonym kontrolę na całym biegiem rzeki Missisipi, a także nad
bogatymi złożami rudy żelaza, choć żadna z tych informacji nie była
dostępna w czasie podpisywania umowy. Spory budziła jedynie kwestia
podziału rozległego terytorium Oregonu, położonego między Górami
Skalistymi a Pacyfikiem oraz między rosyjską Alaską i hiszpańską, a później meksykańską, Kalifornią. Ustalono, że ma ono być dostępne
zarówno dla Amerykanów, jak i dla Brytyjczyków, co rozszerzająco
interpretowano jako ustanowienie wspólnego zarządu obydwu państw. W 1827
r. porozumienie przedłużono na czas nieokreślony z prawem każdej strony
do wypowiedzenia go z zachowaniem okresu dwunastu miesięcy.
Równolegle rozwiązany też został konflikt z Hiszpanią o obie Florydy. W odniesieniu do Florydy Zachodniej prezydent Madison wydał proklamację,
zgodnie z którą Stany Zjednoczone weszły w posiadanie tego obszaru na
mocy zakupu Luizjany. Hiszpania nie podzielała tego poglądu, ale nie
miała możliwości przeciwstawić się Ameryce, która słusznie uważała, że
posiadanie Florydy Zachodniej przez obce państwo zagraża bezpieczeństwu
Nowego Orleanu. Bardziej skomplikowane wydarzenia rozegrały się
natomiast we Florydzie Wschodniej. Pozostawała ona w rękach hiszpańskich
i stanowiła miejsce schronienia dla zbiegłych niewolników, a także dla
walczących z Amerykanami Seminolów. W kwietniu 1818 r. generał Andrew
Jackson wkroczył do Florydy pod pozorem pościgu za Indianami, usunął
hiszpańskiego gubernatora i obsadził fort w Pensacoli amerykańskimi
żołnierzami. Działanie to było pozbawione podstaw prawnych, ale słaba
Hiszpania przystała na zawarcie 22 lutego 1819 r. Traktatu Adamsa-Onísa,
zwanego także Traktatem Transkontynentalnym i stanowiącego w istocie
finalny element zakupu Luizjany. Na jego mocy Hiszpania zgodziła się
oddać bez odszkodowania Florydę, nad którą nie miała już żadnej kontroli
i zrzec się słabych pretensji do Oregonu, a Stany Zjednoczone wyrzekły
się równie słabych roszczeń do Teksasu.
Traktat ten zapisał się też w historii z powodu dwukrotnego wyrażenia
przez Senat zgody na jego ratyfikację. Prezydent Monroe ratyfikował go
25 lutego 1820 r., ale wskutek perturbacji w Madrycie król hiszpański
uczynił to dopiero 24 października, czyli po upływie ustalonego przez
strony półrocznego okresu na dokonanie ratyfikacji. W tej sytuacji
konieczna była powtórna zgoda Senatu i dwa lata po zawarciu umowy
ostatecznie wymieniono instrumenty ratyfikacyjne, a w St. Augustine,
stolicy Florydy Wschodniej, flagę hiszpańską zastąpiła flaga
amerykańska. W ten sposób Stany Zjednoczone uzyskały szeroki dostęp do
Zatoki Meksykańskiej, a Traktat stanowił sygnał, że Stany Zjednoczone są
gotowe do podboju całej półkuli zachodniej, a później i świata. Jak
pisał Henry Adams, "Po raz pierwszy w swej historii Amerykanie przestali
wątpić w słuszność obranej drogi"22. Natomiast w 1824 r. Floryda
Wschodnia i Zachodnia połączyły się we Florydę ze stolicą w Tallahassee.
Ukoronowaniem procesu dochodzenia do pełnej niezależności przez Stany
Zjednoczone było ogłoszenie przez prezydenta Jamesa Monroe 2 grudnia
1823 r. podstawowych reguł amerykańskiej polityki zagranicznej, którym
po trzech dekadach nadano nazwę doktryny Monroe. Wynikały one z mylnego
odczytania przez polityków amerykańskich intencji państw europejskich w stosunku do półkuli zachodniej. Szczególnie widoczne było to w reakcji
na ekspansjonistyczne, jak się wydawało, posunięcia realizowane poprzez
Russian-American Company. Problem pojawił się, gdy wobec zmniejszania
się populacji wydr morskich na terytorium dzisiejszej Alaski, car wydał
we wrześniu 1821 r. ukaz, w którym sformułował roszczenia sięgające
znacznie dalej na południe, bo aż do 51° szerokości geograficznej.
Pretensje terytorialne Sankt Petersburga nie zagrażały bezpośrednio
interesom amerykańskim, kończącym się na 49. równoleżniku, Waszyngton
nie czuł się też zagrożony ustanowieniem przez Russian-American Company
dość prymitywnej faktorii Fort Ross. Administracja nie mogła jednak
przystać na zawarty w ukazie zakaz połowów przez nierosyjskie statki w pasie szerokości 100 mil włoskich (185 km) od wybrzeży terytorium,
którego właścicielem mianował się car. Interpretowano to jako wyraz
ekspansjonistycznych dążeń Rosji, która jednak nie dysponowała siłą
zdolną wcielić w życie jednostronne decyzje cara i kontrowersje zmarły
śmiercią naturalną. W traktatach ze Stanami Zjednoczonymi z 1824 r. i Wielką Brytanią z 1825 r. Rosja przystała na ograniczenie roszczeń do
linii 54°40'' oraz na korzystanie przez statki amerykańskie z portów
rosyjskich na wybrzeżu Pacyfiku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. https://history.state.gov/departmenthistory/buildings/section1. [wróć]
2. The Letters of Richard Henry Lee, vol. I, The Macmillan Company, New York 1911, s. 178. [wróć]
3. https://leefamilyarchive.org/history-papers-letters-transcripts-gw-delegates-div0294/. [wróć]
4. https://www.masshist.org/publications/adams-papers/index.php/view/DJA03p328, s. 329. [wróć]
5. https://avalon.law.yale.edu/18th_century/paris.asp. [wróć]
6. Walter LaFeber, The Constitution and United States Foreign Policy, "The Journal of American History", t. 74, nr 3, s. 697. [wróć]
7. John Spanier, Steven W. Hook, American Foreign Policy Since World War II, CQ Press, Washington 1998, s. 10. [wróć]
8. Edward S. Corwin, The President, Office and Powers, 1787-1957, New York University Press, New York 1957, s. 171. [wróć]
9. Zob. Walter Russell Mead, Special Providence, Routledge, New York 2009, s. 99-131. [wróć]
10. John Gerard Ruggie, "Doctrinal Unilateralism and Its Limits", [w:] David P. Forsythe et al., eds., American Foreign Policy in a Globalized World, Routledge, New York 2006, s. 31. [wróć]
11. Za: Edwin Borchard, William Potter Lage, Neutrality for the United States, Yale University Press, New Haven 1940, s. 21. [wróć]
12. https://avalon.law.yale.edu/18th_century/washing.asp. [wróć]
13. Nazwa Biały Dom weszła do użytku dopiero na przełomie XIX i XX w. [wróć]
14. https://avalon.law.yale.edu/19th_century/jefinau1.asp. [wróć]
15. Zob. Richard W. van Alstyne, American Diplomacy in Action, Peter Smith, Gloucester 1968, s. 497. [wróć]
16. Za: W. Edwin Hemphill, The Jeffersonian Background of the Louisiana Purchase, "The Mississippi Valley Historical Review", t. 22, nr 2, s. 189. [wróć]
17. Termin "terytorium" odnosił się do obszaru znajdującego się we władaniu Stanów Zjednoczonych, ale pozbawionego jeszcze struktury administracyjnej. [wróć]
18. Alfred Thayer Mahan, Sea Power and the War of 1812, Fireship Press, Tucson 2010, t. II, s. 249. [wróć]
19. Za: C. P. Stacey, An American Plan for a Canadian Campaign, "The American Historical Review", t. 46, nr 2, s. 356. [wróć]
20. https://penelope.uchicago.edu/Thayer/E/Gazetteer/Places/America/United_States/_Topics/history/_Texts/BEI1812/28*.html. [wróć]
21. Donald R. Hickey, American Trade Restrictions during the War of 1812, "The Journal of American History", t. 68, nr 3, s. 537. [wróć]
22. Henry Adams, History of the United States, C. Scribner's Sons, New York 1891, t. 9, s. 220. [wróć]