Lubomierz, poniedziałek, 28 września 2015, godz. 13.00
Podkomisarz Agnieszka Birkut zobaczyła z oddali nadjeżdżające audi Q7 prokurator Agaty Szackiej. Postanowiła wyjść jej naprzeciw, aby nie wjeżdżała w głąb lasu. Mogłaby w ten sposób zatrzeć ewentualne ślady. Nie wiadomo było jeszcze, z którego kierunku przyszedł morderca i w którą stronę poszedł. Teren do zabezpieczenia był duży. Birkut chciała się także upewnić, że Szacka przygotowała komisarz Izabelę Deroń na to, co za chwilę zobaczą.
Kiedy tylko Agnieszka uświadomiła sobie, że na miejsce zdarzenia wraz z prokurator przyjedzie Deroń, ogarnął ją niepokój. Dobrze pamiętała o osobistej tragedii, jaka spotkała komisarz kilka lat temu. Dlatego Birkut obawiała się, czy widok martwego chłopca nie złamie Izy psychicznie. Komisarz od ponad dziesięciu lat szukała córki, porwanej przez gangsterów, którym Deroń naraziła się, pracując w Warszawie w Wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw.
Aby szokujący widok nie zaskoczył koleżanki na miejscu zdarzenia, Agnieszka zawczasu wysłała do Szackiej MMS-a ze zdjęciem martwego chłopca. Miała nadzieję, że prokurator w czasie szaleńczej drogi z Jeleniej Góry do Lubomierza przygotowała Deroń na ten wyjątkowy przypadek.
Podkomisarz była też zaskoczona reakcją Lidki Kalickiej. Zawsze miała ją za twardą sztukę, ale tym razem już na starcie młodsza koleżanka dała się ponieść emocjom. Usiadła na ściętym pieńku około trzech metrów od ciała chłopca i nie patrzyła w tamtym kierunku. Nawet nie chciała podejść, aby zobaczyć, jakie obrażenia odniosła ofiara. Było to nieprofesjonalne i Birkut obawiała się, że jak usłyszy o tym Szacka, to się zdenerwuje. Ale żadna z policjantek nie miała odwagi i sumienia zmuszać Lidki, aby zapoznała się ze szczegółami tej zbrodni. Do tej pory Agnieszka sądziła, że Lidka zniesie wszystko, że jest odporna. A jednak to zabójstwo ją przerosło. Młodsza aspirant siedziała na pieńku i patrzyła w ziemię.
Nie dało się ukryć, że to, co zobaczyły na miejscu zdarzenia, było porażające. Na taki widok nie można było się wcześniej przygotować. Martwe dziecko w lasie stanowiło najgorszy z możliwych widoków. Nawet doświadczony policjant w zderzeniu z taką zbrodnią okazywał się słaby. Mały, drobny, uroczy i niewinny chłopiec leżał martwy z rozbitą głową w środku lasu. Ten obraz sprawiał, że w głowie buzowało tysiące gniewnych myśli. Człowiek nie wiedział, czy się rozpłakać, czy krzyczeć z wściekłości. A może jedyną sensowną reakcją powinno być zachowanie zimnej krwi?
Policjantki z Lubomierza nie chciały uwierzyć, że ta zbrodnia wydarzyła się naprawdę. Jeśli w małym, spokojnym miasteczku, w którym każdy każdego zna i wie o nim wszystko, dzieją się takie rzeczy, to czego można spodziewać się w dużym mieście?
Każda z nich miała w głowie te same pytania: Kto mógłby być takim zwyrodnialcem w ich mieście, aby zabić małego chłopca? Czym zawiniło dziecko, że spotkał je taki los?
Im dłużej patrzyło się na chłopca, tym więcej niechcianych myśli i gniewu nawarstwiało się w człowieku. Agnieszka łapała się na tym, że wyobrażała sobie, jaką krzwdę chciałaby zrobić zabójcy, kiedy go znajdzie. Wraz z tymi myślami wracała do sprawy Sabiny Jankowskiej. To przez byłą przyjaciółkę zrozumiała, że każdy może stać się mordercą, jeśli zostanie postawiony w sytuacji podbramkowej i ostatecznej dla siebie.
Agnieszka zaczęła zastanawiać się nad sobą i nad tym, co czuje, kiedy patrzy na martwego chłopca. Czy ta zbrodnia sprawiłaby, że byłaby zdolna do krwawej zemsty?
Birkut zatrzymała samochód prokurator kilka metrów od miejsca znalezienia zwłok. Z lśniącego audi Q7 wysiadła niebanalnie wyglądająca Agata Szacka. Podkomisarz instynktownie spojrzała na jej nogi. Była pewna, że zobaczy na nich wysokie szpilki od Louboutina, bo prokurator gustowała głównie w takim obuwiu. Jednak tym razem Szacka miała krótkie czarne kalosze, nieniszczące wysublimowanej stylizacji, w której przyciągał wzrok czarny, pikowany, rozkloszowany płaszcz, kończący się na wysokości kolan.
Szackiej towarzyszył aplikant Tomasz Niedzielski. Jego posępna mina dawała jasno do zrozumienia, że już wie, w jakiej sprawie tym razem towarzyszył prokurator. Ubrany w jasny garnitur i wycackane buty nie pasował do otoczenia, ale nie przejmował się tym.
Na końcu z samochodu wysiadła komisarz Izabela Deroń. Agnieszka dostrzegła, że starsza stopniem koleżanka stara się robić dobrą minę do złej gry. W ciągu ostatnich kilku miesięcy już ją poznała i wiedziała, że obecny wyraz twarzy Izabeli nie jest taki jak na co dzień. Agnieszka przez chwilę wahała się, czy zagadać do Izy, ale stwierdziła, że teraz każdy temat będzie nieodpowiedni.
- Ola jedzie z technikami. Będą za chwilę - rzuciła Szacka, idąc w stronę miejsca znalezienia zwłok. Zwykle była bardzo zasadnicza, dziś w jej głosie brakowało pewności.
- Powiedziała jej pani? - zapytała Birkut, idąc przodem z prokurator.
- Nooo - odburknęła Szacka.
- Da radę?
- Chuj wie - odparła prokurator, ciężko wzdychając.
Zbliżyli się do miejsca, w którym leżał martwy chłopiec. Pozostałe policjantki z Lubomierza wraz z Arturem Banasiem trzymały się stamtąd z daleka. Widok ciała dziecka przyprawiał ich wszystkich o wewnętrzne rozedrganie.
- Kurwa - syknęła Szacka, podchodząc do zwłok. Instynktownie spojrzała przez ramię, aby sprawdzić, jak daleko jest Iza. - Przejebane, a najgorsze jest to, że nie zgodzi się oddać tej sprawy. Będzie starała się udowodnić, że jej to nie rusza - mówiła cicho do podkomisarz, która stała obok. - Proponowałam jej inną sprawę, ale nie chciała o tym słyszeć - zamilkła, kiedy zobaczyła, że Iza z Tomaszem się do nich zbliżyli.
Deroń kucnęła nad ciałem chłopca i wpatrywała się w nie, jakby zastygła. Wszyscy obserwowali ją w napięciu. Nikt nie wiedział, jakiej reakcji się spodziewać.
Ni z tego, ni z owego Iza wyciągnęła rękę w kierunku zakrwawionej głowy chłopca. Agnieszka miała wrażenie, że koleżanka chciała malca pogłaskać. W ostatniej chwili Niedzielski złapał ją za nadgarstek.
- Nie ma pani rękawiczek - powiedział łagodnie. Iza opuściła rękę i dalej wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w ciało.
Zapanowała niezręczna cisza, którą bali się przerwać. Birkut dostrzegła płynącą po policzkach Izy łzę. Musiał ją także zobaczyć Niedzielski, gdyż przykucnął przy komisarz i szepnął:
- Chodźmy stąd.
Iza nie zareagowała, jakby go nie usłyszała.
- Pani komisarz, przyjechała patolog, ona się wszystkim zajmie. A my odetchnijmy - tłumaczył spokojnie. Niedzielski i Deroń nie przepadali za sobą, dlatego jego zachowanie było naprawdę nietypowe. Prawdopodobnie i on znał przeszłość komisarz. To była głośna i poruszająca sprawa i nie dało się wobec niej pozostać obojętnym.
Niedzielski pociągnął Izę za łokieć do góry, a ona się nie sprzeciwiała. Poddała się mu, pozbawiona sił. Szła obok niego bez słowa w stronę audi Q7. Sprawiała wrażenie, jakby była w transie, odcięta od rzeczywistego świata. Birkut spodziewała się, że dla Izy będzie to trudna próba, ale nie sądziła, że już na wstępie się rozsypie.
Aplikant prowadził ją spokojnie. Agnieszka przyglądała się tej scenie ze ściśniętym żołądkiem. W duchu cieszyła się, że mają już ten etap za sobą.
- Za głęboko wjechała pani w las - usłyszeli słowa Weroniki Zawadzkiej. - Oby nie było tam żadnych śladów.
- Oby - odparła ponuro Szacka. Agnieszka była pewna, że prokurator nie tylko przejmuje się sprawą, ale i kondycją psychiczną Deroń. Prokurator i komisarz łączyła przyjaźń, a teraz można było się zorientować, że wykraczała ona poza służbowe relacje.
Aleksandra Lach, wytatuowana i kolorowa patolog, naciągnęła na ręce jednorazowe rękawiczki i pochyliła się nad ciałem chłopca. Długo milczała. Dla niej to też nie były łatwe oględziny. Każdemu, kto miał choćby odrobinę empatii, ściskało się gardło.
Lekarka oglądała chłopca powoli z każdej strony, starając się jak najmniej poruszać ciałem.
- Rozbita czaszka - stwierdziła w końcu. - Otrzymał kilka ciosów tępym narzędziem.
- Co to mogło być? - odezwała się prokurator.
- Może gruby kij? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, rozglądając się dookoła. - Ale zabójca mógł też przynieść ze sobą narzędzie zbrodni i wtedy to mogło być wiele przedmiotów. Rura, młotek, nawet ciężka latarka.
- Jakieś inne obrażenia? - zapytała Agnieszka, czując ponownie ukłucie w brzuchu.
- Pewnie pani podkomisarz pyta o te najbardziej brutalne, kiedy to dziecko jest ofiarą? - zapytała Lach, przelotnie spoglądając na Birkut. - Patrząc na ciało tak, jak tu leży, to mogę przypuszczać i mieć nadzieję, że chłopiec nie został zgwałcony. Jest ubrany i nie wydaje się, aby był rozbierany. Pedofile gwałciciele tak się nie zachowują - odpowiedziała, a Agnieszka pokiwała głową, czując lekką ulgę. Sądziła, że innym koleżankom też przebiegła przez głowę myśl, że chłopiec jest ofiarą pedofila i że został wykorzystany seksualnie.
- Czas zgonu? - odezwała się prokurator, a patolog znowu milczała dłuższą chwilę.
- Jakieś sześć, siedem godzin temu.
- Kurwa, dzieciak leży tu tyle czasu i nikt się nie zorientował, że nie ma go w domu? - rzuciła z oburzeniem Szacka.
Agnieszka przysłuchiwała się tej rozmowie z uwagą, równocześnie spoglądając co chwilę w stronę audi Q7. Iza siedziała na przednim siedzeniu pasażera, a Niedzielski stał obok przy otwartych drzwiach. Oboje patrzyli w ich stronę, ale nie mogli słyszeć tego, co mówiła Lach i Szacka. Byli za daleko.
- Nie odpowiem pani na to pytanie - odparła poważnie patolog, chociaż wiedziała, że było to pytanie retoryczne.
- Coś jeszcze? - zapytała Szacka.
- Chłopiec jest ubrany w dres i kurtkę przeciwdeszczową, więc nie widzę innych obrażeń. Wezmę go do siebie, to poznamy szczegóły - powiedziała powściągliwie patolog, podnosząc się. Ta zbrodnia odbierała wszystkim chęć do zachowywania nawet pozorów optymizmu. To, że kiedyś znajdą zabójcę, nie sprawi, że chłopiec odzyska życie. Agnieszce już przy ostatniej sprawie zaginionych nastolatek wydawało się, że jej wytrzymałość psychiczna dobiega końca, a teraz musi wykrzesać z siebie jej znacznie więcej.
- Po ubraniu można stwierdzić, że chłopiec faktycznie wyszedł z domu około sześciu, siedmiu godzin temu. Ma kurtkę przeciwdeszczową i kalosze na nogach, a nad ranem do około dziewiątej padał w Lubomierzu deszcz - odezwała się Agnieszka.
- Gdzie jest ten człowiek, który go znalazł? - zainteresowała się prokuratur.
- Tam, z dziewczynami. - Birkut wskazała głową punkt oddalony o kilka metrów dalej. - Artur Banaś.
- Znasz go?
- Tak, to kolega mojego męża - odpowiedziała Agnieszka zgodnie z prawdą i zobaczyła, jak Szacka przewraca oczami.
- Kurwa, czy wy się przyjaźnicie z rodziną Mansona? - stwierdziła kąśliwie.
- To mała miejscowość. Prawie każdy każdego zna. - Agnieszka poczuła, jak robi się jej gorąco.
- Taaaa, jasne - parsknęła cynicznie Szacka. - Co to za koleś?
- Studiował z moim mężem informatykę, ale teraz pracuje w innym zawodzie. Ma swój interes. Jest żonaty, ma dwie córki. Nigdy nie zrobił nic złego - odpowiedziała z zaangażowaniem podkomisarz.
- Jebany anioł - znowu rzuciła ironicznie prokurator. - Tak jak Jankowska i Król - dodała szeptem, tak aby usłyszała to tylko Birkut.
Agnieszkę zmroziło i na policzkach pojawiły się jej czerwone plamy.
- Pogadajmy z tym wzorowym obywatelem - zdecydowała prokurator po chwili milczenia. - Dziewczyny, teren jest wasz - odezwała się do trzech kobiet z ekipy techników śledczych, idąc w stronę policjantek z Lubomierza.
- Proszę nie spodziewać się natychmiastowych wyników - krzyknęła za nią ubrana w kombinezon ochronny Julia Molenda. - Teren do badania jest obszerny.
Szacka, nie odwracając się do niej, kiwnęła głową na znak, że przyjęła do wiadomości.
Podeszły do mężczyzny, który z przejęciem palił papierosa. Na rękach miał krew, tak samo jak na ubraniu.
- Prokurator Agata Szacka. Nasi technicy będą potrzebować pana ubrania i będzie trzeba wykonać zdjęcia pana rąk.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.