Anteturio -- Legionista Mrocznego Imperium - Kosma Śmietański

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

Anteturio obudził się. Po ubraniu się, wyszedł on na zewnątrz i zaczął przemieszczać się tam korytarzami. Nie do końca wiedział, co teraz zrobić, więc po prostu udał się on do miejsca, gdzie dają jedzenie mieszkańcom Katedry i wtedy ujrzał w kącie pomieszczenia wysokiego człowieka o niebieskiej skórze, długim, jaszczurzym pysku, żółtych, świecących się oczach i ogólnie dziwnej strukturze.

Wyglądał jak potwór, ale większość tam obecnych go ignorowała. Do tej większości nie należał Anteturio i Watege, który nagle znikąd pojawił się obok niego. - Hej. -

- AH! - Krzyknął lekko przerażony Anteturio. - Hej. -

- Widzę, że patrzysz na dziwnego człowieka w pomieszczeniu. - Kontynuował on.

- Ta, zastanawia mnie, czemu się go nie boją? Kim on jest? Co on tutaj robi? Czemu tak wygląda? Czy jest on człowiekiem, który miał problemy genetyczne, czy jakimś potworem z dżungli? -

- Jestem przekonany, że istnieje prosty sposób na uzyskanie tych odpowiedzi. -

- Ta, jaki? - Zapytał go Anteturio.

- Zapytaj się go. - Odrzekł Watege.

- Okej, zrobię to, aczkolwiek... - Zatrzymał się on w miejscu. - Hm... Czy to nie będzie obraźliwe w stosunku do niego? Wyobrażasz sobie, jakbym ja ciebie pytał, ponieważ jestem ciekaw, czemu jesteś... Nie wiem... Zielony? Nie wolałbyś udawać, że jesteś normalnym człowiekiem? -

- Nie wiem, nie jestem potworem technicznie ani nie mam żadnych problemów genetycznych, ale... - Watege myślał dalej. - Byłoby bardzo fajnie według mnie, gdyby ludzie rozumieli moje słabości itp. W sensie, tak, rozmowa na ten temat byłaby niewygodna, ale każdy, kto ma jakieś komplikacje, powinien poinformować innych o tym, żeby go lepiej rozumieli. Trochę się pętle, ale rozumiesz mnie, nie? -

Anteturio westchnął. - Okej, zapytam się go z czystej ciekawości, po prostu chcę wiedzieć, jeśli go wkurzę, to przeproszę i odejdę, mam nadzieje, że nie wkurzę go za mocno, co nie? -

- Ta, powodzenia. -

Anteturio podszedł do wysokiego człowieka jaszczurki, był dosyć duży i zaczął on mierzyć go swoimi wielkimi oczami, na zmianę jedząc jakiś kawałek mięsa, który trzymał brutalnie w ręce.

Anteturio odparł do niego. - Hej, nazywam się Anteturio i... - Krótka przerwa spowodowana niepewnością. - Jestem tutaj od niedawna, ponieważ... Przyszedłem tutaj z pustyni w poszukiwaniu schronienia i mam wrażenie, że jestem z Garex, i... - Skończył on. - Chciałbym zapytać cię o coś, kim jesteś? - Odrzekł.

Jaszczurzy człowiek rozejrzał się, potem otworzył usta i powiedział. - BEH! - Po czym dodał. - Ech. - Zacharczał on niewyraźnie. - Keh. - Po czym wrócił do jedzenia kawałka mięsa.

- Rozumiem, nie będę przeszkadzał. - Anteturio obrócił się i prawie wpadł na jednego z bibliotekarzy, który mierzył go lekko zaciekawionym wzrokiem.

- Ej. - Odparł bibliotekarz. - Ty myślisz, że możesz gadać z jaszczurzym gościem? -

- Em. Tak, chciałem spróbować. -

- Ha! - Zaśmiał się bibliotekarz. - Jaszczuroludzie nie są naszego pokroju, podążają za nami i jedzą nasze jedzenie, pilnują naszych domów i świątyń, ale nie rozmawiają z nikim, nie budują wsi, nie budują społeczeństwa, są jak dzikie zwierzęta, bardzo mądre, ale nie skupiają się w grupach ludzi. -

- Czyli... - Anteturio zmierzył jaszczurzego człowieka, który nic nie robił. - On jest tylko tutaj, ponieważ... Czemu? -

- Pierwsi konstruktorzy tego, co nazywacie Maikshanami, ale jest nas wielu, Maikshanowie to bardzo obraźliwy termin, ale nieważne, przybyli tutaj wraz ze swoimi strażnikami, aby bronić to terytorium przed nieznanymi elementami pustyni. Mały fragment tych strażników, bardzo mały, taki jedna dwudziesta, to byli właśnie jaszczurzoludzie. -

- I to są oni? -

- No nie, tamci już od dawna nie żyją. Jaszczurzoludzie żyją do trzydziestu lat. To są ich spadkobiercy, potomkowie? - Zapytał niepewnie o słowo, bo nie wiedział, pewnie to nie był jego język, na sto procent nie był, bo był czarnoskóry i miał dziwny akcent. - Dzieci dzieci. -

- Co oni robią? -