Zbiorek ten jest czerpany wyłącznie z moich własnych
przekładów; sądzę wszakże, że, nawet w obecnej postaci, wolno było
go nazwać Antologją literatury francuskiej. Prace moje, rozpoczęte
przed trzynastu laty i dalekie zresztą od ukończenia, grupują się -
mimo że pobudką ich były raczej doraźne me upodobania - już dziś w
pewną całość: bezwiednie widać kierowała mną potrzeba stworzenia
sobie możliwie pełnego obrazu tego tak bogatego i wielostronnego
piśmiennictwa. Obraz ten może w przyszłości stać się dokładniejszy,
szczegółowszy; ale już dziś zaznaczone są w nim główne elementy
francuskiej literatury, etapy jej rozwoju, od chwili gdy wchodzi w
swój okres nowożytny, aż głęboko w początek zeszłego stulecia.
Naszkicujmy w krótkości linje tego rozwoju, sięgając do
samych zaczątków narodu i języka.
I. POCZĄTKI FRANCJI. - JĘZYK ROMAŃSKI. - WIEKI ŚREDNIE. -
VILLON.
Z podbojem Galji przez Rzymian, miejscowa kultura celtycka
uległa zalewowi latynizmu. Język łaciński, i to w swej gminnej
postaci (
lingua rustica) staje się językiem ludu: z biegiem czasu,
język ten zmienia się, wchłaniając pewną ilość miejscowych
pierwiastków, jak również pod wpływem klimatu, krzyżowania ras,
obyczajów. Domieszka germańskich źródłosłowów, po nowym podboju
kraju przez Franków, ma być stosunkowo niewielka: zwycięzcy
przyjęli język i obyczaje podbitego narodu. Z tego amalgamu
powstaje język romański, którego istnienie stwierdzone jest od VII
stulecia. Rozpada się on na rozmaite narzecza: to, którem mówiono
nad Sekwaną i Loarą, wysuwa się na czoło i staje się macierzą
języka francuskiego, do którego przejście odbywa się nieznacznie i
zwolna. Język romański posiada piękną literaturę, przeważnie
epiczną, zrazu podawaną z ust do ust, śpiewaną na dworach
(trubadurowie, truwerzy), spisaną począwszy od XII w. Wyróżniono w
niej trzy cykle: francuski (
chansons de geste, pieśni o czynach: najstarszą i
najsłynniejszą jest tu
Pieśń o Rolandzie); cykl bretoński ("Powieści okrągłego
stołu":
Parcival, Lancelot, Tristan i Izolda, etc.); wreszcie cykl
starożytny (
Powieść o Aleksandrze, od której epicki
dwunastozgłoskowiec francuski nazywa się
aleksandrynem). Późniejszą od epopei jest poezja liryczna,
opiewająca, z wielkim kunsztem form a w konwencjonalnem ujęciu,
sprawy miłości. Oba te działy poezji zrodziły się z ducha
dworskiego, feudalnego. Obok tej literatury arystokratycznej, powstaje literatura
ludowa, mieszczańska, o charakterze satyry lub, poprostu, uciesznej
i "trefnej" zabawy (
fabliaux lub
fableaux). Słynną jest
Powieść o lisie, która przeszła później do niemieckiej
literatury. Nie mniej sławna
Powieść o Róży (1236-1277) kojarzy niejako wszystkie
rodzaje: pierwsza część, pióra Wilhelma z Lorris, jest delikatnym
traktatem o sztuce kochania, część druga (pisana przez Jana z
Meung) ma charakter dydaktyczno-moralny, zaprawiony ostrą satyrą
obyczajową. To w zakresie poezji. Prozą (jak zwykle, proza jest
późniejsza od poezji) pisano kroniki (Villehardouin, Joinville,
Froissart, Commines) oraz nowelle na modłę Bokacjusza. W wieku XIV
pojawiają się dość liczne przekłady autorów łacińskich.
Średnie wieki objawiają żywy pęd ku teatrowi. Dramat - jak
niegdyś grecka tragedja - wychodzi poniekąd z obrzędów religji.
Zrazu, pierwsze te zawiązki mieszczą się w kościele jako ilustracja
scen z Ewangelji; z czasem, sceny te rozrastają się, wydostają się
przed kościół, na plac publiczny (
miracles, cudy), aż wreszcie znajdują dla siebie miejsce w
osobnych budynkach. Te widowiska (misterja), o tematach z Pisma św.
lub Żywotów Świętych, przedstawiane z wielkim nakładem, czasem z
udziałem 500 osób, przeplatają sceny poważne komicznemi. Tworzą się
stowarzyszenia miłośników tego teatru, grywające co niedzielę. W
epoce reformacji, misterja te, przybierające coraz bardziej świecki
charakter, zaczęły razić zarówno katolików jak protestantów:
zabroniono ich. Wówczas, na scenę wchodzą bohaterowie klasyczni,
czem jednak teatr oddala się od ludu. Obok tych dramatów, istniała farsa, której początki gubią
się w mroku; może sięgała komedji łacińskiej? Farsa ta, operująca
niewybrednemi środkami, obraca się około kilku tradycyjnych
tematów: mnicha, lekarza, małżeństwa, etc. Odcina się od niej
niezwykłą werwą, ciętością słowa i zręcznością sceniczną utwór
Adwokat Patelin, niewiadomego autora. Gdy ta literatura ludowa, gruba ale pełna soku, żyje i
rozwija się, arystokratyczno-dworska liryka jałowieje. Zamknięta w
konwencjonalnych tematach, wyzbywa się treści, przenosząc całą wagę
na piętrzenie trudności formalnych, niewiele już mające wspólnego z
poezją. Bo też, na schyłku średniowiecza, i cały gmach feudalizmu
kryje wewnątrz pustkę i próchno: ale dużo czasu upłynie, zanim
rozpadną się ostatecznie te przeżytki minionych form życia, aby
ustąpić miejsca bujnemu rozkwitowi Odrodzenia. Otóż, z mroków tego
najciemniejszego, rozkładającego się średniowiecza, rozlega się
krzyk człowieka, pierwszego człowieka współczesnego niejako nam,
Franciszka Villona (1431-?). Liryka Villona, jako stosunek wyrazu
poety do jego ludzkiej treści, jest o wiele bliższą nas, niż
późniejsi odeń luminarze francuskiej poezji, Ronsard, Malherbe,
etc.
II. WIEK XVI. - ODRODZENIE. - WPŁYWY WŁOSKIE. - REFORMACJA,
KALWIN, - RABELAIS, MONTAIGNE. - OBYCZAJE. - POEZJA, RONSARD.
Z początkiem wieku XVI, Francja wchodzi w znak Odrodzenia.
Ale, o ile podłożem jego jest humanizm, poznanie kultury greckiej i
łacińskiej, o tyle klucz do tej kultury dały Francji Włochy.
Wyprawy Karola VIII i Franciszka I zetknęły Francję z Włochami
bezpośrednio: cóż za cud, co za olśnienie dla tych w zbroje
zakutych zabijaków, kiedy, wyruszywszy ze swych gotyckich zamków i
przebywszy Alpy, poznali śmiejące się niebo Italji, urocze,
wykwintne życie jej dworów, miast, czary poezji, miłości, sztuki!
Powiew tego życia przenikał odtąd do Francji, aż, z Katarzyną
Medycejską, "włoszczyzna" runęła tam całą falą. Stan ducha,
wytworzony tą przemianą, sprzyjał zrozumieniu kultury starożytnej,
która sprowadzała człowieka do natury, podczas gdy chrystjanizm
kazał iść przeciw niej lub wzbijać się ponad nią. Starożytność była
głosem swobodnego ludzkiego rozumu, w przeciwstawieniu do wszystko
kruszącego i pętającego dogmatu. Nieskrępowany rozwój władz ducha i
ciała, ciekawość poznania, umiłowanie życia, radosne spojrzenie po
ziemi, zastąpiły średniowieczne wpatrzenie w śmierć i w czyhające
poza nią piekło. Ale Francja, przejmując z Włoch ducha Odrodzenia,
ograniczyła go poniekąd: nieprzygotowana jeszcze do hodowania sztuk
plastycznych (poza architekturą, która stanowi namiętność
Franciszka I), wyraża tego ducha w literaturze, w obudzeniu pędu do
nauk, w życiu umysłowem.
Równocześnie niemal działały na tworzenie się ducha
francuskiego inne wpływy, napozór wręcz przeciwne, w gruncie
współdziałające. Reformacja, poczęta przez Lutra, znalazła we
Francji wyraz w niepospolitej indywidualności Jana Kalwina
(1509-1564). Jest ona, w pierwszym okresie, powstaniem wykarmionego
humanizmem rozumu przeciw przeżytkom średniowiecza; sięgnięciem do
źródeł chrystjanizmu, poprzez piętrzące się narośle scholastycznego
komentarza. W tym okresie, niemal całe oświecone społeczeństwo
Francji sympatyzuje z "nowinkami", widząc w nich zbawiennego ducha
krytyki i protestu. Później, kiedy trzeba wybierać, wielu szczerze
waha się opuścić łono katolickiego Kościoła; wielu znowu, z
temperamentu swego, niezdolni są pogodzić się z surową i nie
znającą żartu wiarą Kalwina. W pismach Rabelego widzimy, jak
doskonale jurny duch Odrodzenia spływa się z nowinkami genewskiemi,
które przerabia na swą satyryczną modłę. Raczej niżby się miał
pisać na ponure dogmaty Kalwina, Rabelais woli płatać figle pod
szerokim płaszczem matki-Kościoła.
W wieku XVI - jak później w XVIII - dominuje proza: jest
to wiek tworzenia się idei, epoka namiętnych walk, dyskusyj.
Institutio christianae religionis Kalwina, którą napisał
po łacinie, ale sam przełożył na francuskie, jest jednem z
fundamentalnych dzieł rozwoju francuskiej prozy. Prozaikami są
również dwaj najwięksi pisarze tej epoki, Rabelais i Montaigne.
Rabelais (1490-1553), to Odrodzenie, w chwili właśnie gdy rozsadza
karykaturalną skorupę średniowiecza; ten zbiegły mnich,
przekształcony w humanistę, poetę i lekarza, to niby symbol myśli
ludzkiej, cieszącej się triumfalnie zdobytą swobodą, upijającej się
nią aż do szału. Montaigne (1533-1592) wdecha w płuca humanizm już
od dziecka, kąpie się w zdroju starożytnej kultury. Myśl,
wyzwoliwszy się ostatecznie ze scholastycznych powijaków, ogarnia
cały świat, chce objąć cały jego krąg, ze wszystkiego sobie zdać
sprawę, a przedewszystkiem - z siebie. Zarówno świat starożytny,
jak i lądy świeżo odkrywane przez podróżników (Ameryka), są dla
Montaigne'a ustawicznym materjałem do studjów porównawczych nad
człowiekiem. W Montaigne'u krystalizuje się psychologiczny kierunek
francuskiej umysłowości; poznanie siebie, poznanie duszy ludzkiej,
oto droga, którą przedewszystkiem poszła ta literatura i której
trzyma się aż do ostatniej doby. Montaigne oświadcza się bardzo głośno przy katolicyzmie,
ale, pod tą ortodoksją, kryje sfinksowy nieco uśmiech sceptyka.
Wszelka myśl ludzka, to czcza chimera - zdaje się mówić - czyż
warto dla tej chimery przewracać świat, zwłaszcza czy godzi się dla
niej mordować i palić ludzi? Montaigne jest duchem jakby obcy tym
swarom: jest on, jak wielu ówczesnych ludzi, którzy dostali się pod
czar klasycznego Odrodzenia, wpół-poganinem. Plutarch, świeżo
przełożony na francuskie przez Amyota (1513-1593), jest jego
Biblją.
Odrodzenie staje się we Francji nietylko przemianą myśli,
ale i obyczajów. W twarde i surowe życie feudalnych zamków wnika
jakgdyby gorący promień włoskiego słońca, a wraz z nim powiew
wolności, swobody... Za przykładem włoskich dworów, dwór francuski
stara się być ogniskiem życia artystycznego i towarzyskiego;
Franciszek I czuje się w obowiązku popierać nauki, chronić nawet i
podejrzanych pisarzy przed szponami groźnej Sorbony. Jeszcze
bardziej "renesansową" jest siostra jego Małgorzata, królowa
Nawary, autorka
Heptameronu, kobieta niepospolita wiedzą, talentem i
charakterem. Ten francuski renesans obyczajowy odzwierciedla się w
pamiętnikarzu, który skądinąd kątem jedynie mieści się w
literaturze, w Brantomie (1540-1614). To kobieta, ustami tego
naiwnego apologety, upomina się o swoje prawa, i, oczywiście, o
prawo nadużycia tych praw. Ten autor
Pań swowolnych nie przeczuwał, iż jest prekursorem
ogromnego odłamu literatury francuskiej, która stanie się poniekąd
monografią kobiety, biorąc od tej właściwości swoje piętno. Są
okresy (np. druga połowa XIX w.), w której połowę conajmniej
beletrystyki francuskiej możnaby objąć wspólnem godłem
Żywotów pań swowolnych... Szczytowym punktem poezji w wieku XVI jest Ronsard
(1524-1585) i jego Plejada (siedmiu poetów związanych wspólnym
programem: du Bellay, Jodelle i i.) Hasłem ich było: zerwać z
poezją średniowiecza; zwrócić się po natchnienia do starożytności,
o ile można wprost do Grecji; nieść wysoko sztandar poezji jako
artyzmu; wzbogacać umiejętnie język, iżby się stał narzędziem
godnem nowych myśli. Ronsard zażywał wielkiej czci u współczesnych
i odegrał wraz ze swą plejadą znaczną rolę; poezja francuska pije
wielkiemi haustami ze źródeł starożytnych. Następny wiek,
posunąwszy się w doskonaleniu formy jeszcze dalej, zapomniał o
Ronsardzie zupełnie; znacznie później dopiero historja literatury
wróciła mu zasłużone miejsce.
III. WIEK XVII JAKO WIEK KLASYCYZMU. - KARTEZJUSZ. - JANSENIZM.
- TRAGEDJA I KOMEDJA. - SALON. - JĘZYK. - AKADEMJA FRANCUSKA. -
PSYCHOLOGJA. - REAKCJA PRZECIW STAROŻYTNOŚCI.
Wiek XVI - polityczny, religijny, literacki - był wiekiem
zamętu; zamętu płodnego, bogatego w idee, brzemiennego
przyszłością. Politycznie, z końcem wieku, Henryk IV (1589-1610)
doprowadza kraj do ładu i jedności. Edykt nantejski (1598),
zapewniający hugonotom swobodę religijną, pozwala Francji wytchnąć
po wojnach domowych. W ślad za tem, literatura i nauka dążyć będą
do konsolidacji, metody; miejsce genjalnego chaosu zajmie najdalej
posunięta dyscyplina myśli i języka, której owocem będzie klasycyzm
XVII stulecia. Olbrzymi materjał, wchłonięty ze świata
starożytności, przetworzy się na własny miąższ. Wiek XVI był
klasycznym przez swe uwielbienie dla Rzymu i Grecji; wiek XVII
stanie się klasyczny swoim własnym klasycyzmem.
Na progu XVII w. stoi Descartes (Kartezjusz, 1596-1650).
Główne znaczenie ma on w dziejach filozofji i nauki; ale i w
literaturze znaczenie to jest olbrzymie. Ów gmach scholastycyzmu,
dogmatycznej nibywiedzy, autorytetu, gmach do którego Rabelais
szturmował szyderstwem, Montaigne rozumowaniem, on zwalił
ostatecznie: następcom przyjdzie uprzątać gruzy. Metoda jego
myślenia (będąc sama rasowym wyrazem francuskiego ducha) przeniknie
całą literaturę francuską, dając jej, na dwa wieki blisko, wybitnie
intelektualny charakter. Rozum, porządek, miara, jasność, będą
panowały niepodzielnie; wszystko, co się nie mieści w tę ramę (więc
poniekąd i żywa natura), zostaje wyrzucone za nawias, jako
barbarzyństwo. Uczucia ogólne biorą górę nad osobistemi: ja twórcy
kryje się poza jego tematem. Przerywa się związek między XVII
wiekiem a średniowieczem; nie ma on śladu zrozumienia np. dla
architektury gotyckiej, dla poezji Villona. Nawet ów wielki pisarz
chrześcijański, Pascal, który podejmie zdeptanie pysznego rozumu
ludzkiego, posłuży się w tym celu metodą - najświetniejszego
rozumowania. Ta przewaga intelektu mieści w sobie
niebezpieczeństwo, które objawi się z czasem.
Problem religijny trwa nadal w wieku XVII. Jak
widzieliśmy, Francja oparła się w znacznej części kalwinizmowi;
jednakże ów duch reformy, krytyki, surowości i powagi
chrześcijańskiej odpowiadał wewnętrznej potrzebie wielu Francuzów.
Stworzyli tedy niejako Reformację w samem łonie katolickiego
Kościoła, poddając się Głowie, ale walcząc zacięcie z jej
doradcami. Był to jansenizm (od nazwiska Jansenjusza, 1585-1638),
skupienie poważnych i szlachetnych duchów (Saint-Cyran, Arnauld,
Pascal, Nicole), usiłujących zwrócić katolicyzm ku wzorom dawnego
chrześcijaństwa. Wogóle, wiek XVII znaczy się w tej mierze dwoma
prądami: "libertynizmem" czyli zdecydowanem niedowiarstwem
(ogniskiem tego oświeconego i epikurejskiego libertynizmu było
towarzystwo skupiające się około słynnej z urody i swobodnego życia
Ninon de Lenclos), i reakcją przeciw niemu w postaci wzmożonego
życia religijnego, znajdującego wyraz w licznych i surową regułę
praktykujących klasztorach (św. Franciszek Salezy). Ogół
publiczności bierze żywy udział w kwestjach religijnych. Najwyższym
szczytem ducha religijnego staje się Pascal (1623-1662); szczytem
wymowy kościelnej Bossuet (1627-1704).
Drugą wielką manifestacją epoki są narodziny wspaniałego
klasycznego teatru: tragedji z Corneillem (1606-1684), komedji z
Molierem (1622-1673). Bezcelowem byłoby w tym króciutkim szkicu
przytaczać łańcuchy nazwisk, łączących tragedję Corneilla i komedję
Moliera ze średniowieczem; dwaj ci twórcy tak bardzo odskakują od
tego co było przed nimi, iż, jeżeli chodzi o żywe słowo literatury
a nie o jej zabytki, możemy śmiało wziąć ich jako początek.
Corneille stwarza w swoim teatrze ów wspaniały koturn, dostojność,
heroizm nadludzi, starcie szlachetnych idej, triumf wszechmocnej
woli. Molier idzie drogą studjów namiętności, wprowadzając na tę
drogę następcę Kornelowego, Racine'a (1639-1699), pod którego
piórem analiza ta zmienia się głównie w monografię miłości. Satyra
Moliera staje się potężnem narzędziem walki o wolność myśli,
dobijającem przeżytki scholastycyzmu, które trzymają się kurczowo
władzy w oficjalnej nauce. Obcinając szyderstwem szlacheckie
wybujałości, ośmieszając staroświeczczyznę, Molier toruje drogę
nowoczesnej obyczajowości, idąc w tem ręka w rękę z antyfeudalną,
mieszczańską raczej polityką Ludwika XIV.
Z Celimeną molierowską wchodzi na scenę wykwintna paryska
dama, dzierżąca w dłoni berło dobrego smaku. Bo też, od czasu
Pań swawolnych, kobieta uczyniła postępy. Z chwilą gdy, z
prowincjonalnych zamków, arystokracja ściągnęła do Paryża aby tam
zamieszkać w swoich pałacach, salon zaczyna odgrywać wybitną rolę.
Czem dwór na wielką skalę, tem staje się na mniejszą salon:
środowiskiem kultury towarzyskiej i umysłowej, terenem gdzie - z
wzajemną korzyścią - spotykają się, niemal na stopie równości,
wielcy panowie i utalentowani pisarze, areną ćwiczeń i popisów
literackich. I właśnie przez swoje ograniczenie, większą spoistość,
troskliwszy dobór ludzi, może swoje zadania spełniać skuteczniej
niż sam dwór. A salon ten, to - kobieta. Salony stają się filtrem czystości języka. W w. XVI język
jest jak kipiący kocioł. Warzy się w nim niezliczona mnogość
elementów, łaciny, greczyzny, włoskiego, hiszpańskiego, gwary
ludowej, prowincjonalnej: z tego materjału każdy pisarz korzysta
jak chce, każdy pisze innym językiem. Rabelais jest już od
klasycznej francuszczyzny siedmnastego wieku bardziej może oddalony
niż Rej od dzisiejszej polszczyzny; a i Montaigne nie jest dla
Francuza bynajmniej łatwą lekturą. W XVII wieku zaczyna się i w
krótkim czasie spełnia owo "klarowanie" języka.
W poezji dokonał tego dzieła Malherbe (1555-1628). Z
mnóstwa neologizmów językowych, które począł wiek XVI, uświęcił te,
które język strawił, odrzucił te, których język nie chciał;
stworzył tę nowoczesną strofę, w której poezja francuska aż nazbyt
skłonna jest przybierać postać doskonale jasnej i harmonijnej
retoryki. Mierny myślami prozaik Guez de Balzac (1597-1654), oraz
Vaugelas (1585-1650) jako prawodawca gramatyki, dokonywają
ustalenia klasycznego języka francuskiego. Patronują temu dziełu
kobiety (które wydadzą w XVII w. parę wybitnych autorek), zwłaszcza
słynny Pałac Rambouillet, zanim założona niebawem przez kardynała
Richelieu Akademja francuska (1635) stanie się urzędowym stróżem
czystości języka, którą to funkcję spełnia po dziś dzień. Tak więc,
zmanierowane później i nielitościwie przez Moliera wyszydzone
"Wykwintnisie" (panna de Scudéry, autorka głośnych współczesnych
powieści, przesyconych sztucznym sentymentalizmem) odegrały w
literaturze swą dobroczynną rolę: w epoce, kiedy typem szlachcica i
kawalera był jeszcze rubaszny zabijaka, one starały się wprowadzić
polor, smak i poczucie literackie. Dopełnił dzieła stawania się
francuskiej prozy genjuszem swym Pascal (
Prowincjałki). Obok polerowania języka, poleruje się myśli. Studjum
człowieka, podjęte przez Montaigne'a, rozpowszechnia się, staje się
namiętnością, modą. Psychologizowanie, kreślenie aforyzmów,
portretów, jest, w wieku XVII, ulubioną zabawą towarzyską. W
literaturze znalazły te dwa rodzaje niedościgniony wyraz: aforyzmy,
t. zw. "maksymy", w La Rochefoucaldzie (1613-1689), portrety w La
Bruyerze (1645-1696). Listy pisywane do córki pomieściły panią de
Sevigné (1626-1696) w rzędzie klasyków. Z panią de la Fayette
(1634-1696) psychologja wnika do powieści, która, z opowiadania
mającego jedynie bawić, przemieni się w analizę duszy ludzkiej. W
powieściach Lesage'a (1668-1747), psychologja, skojarzona z
szerokiem tłem obyczajowem, szkicuje już pełny obraz społeczeństwa,
który mistrzowsko kiedyś, w innej epoce, namaluje Honorjusz Balzac.
Jak cechą arcydzieł ХVI w. jest bogactwo chaosu mającego
urodzić świat, przy zupełnym braku kompozycji, tak znów wiek XVII -
to ograniczenie się, doskonałość, jasność. Tragedja Racine'a,
maksyma La Rochefoucaulda, bajka La Fontaine'a (1621-1695), oto, w
różnych rodzajach, wzory tej klasycznej czystości. Kodyfikatorem
jej i stróżem stał się słynny prawodawca poezji, autor
Sztuki poetyckiej, Boileau (1636-1711). Literaturę XVII w. kształtowały dwa elementy: rasowy
racjonalizm, oraz żywe źródła starożytności. Stopniowo, na schyłku
wieku, racjonalizm bierze górę, współżycie ze starożytnością
zanika. Probierzem literatury staje się intelekt; rodzi się hasło
postępu ludzkości. "Starożytni - wołają ci nowi apostołowie - to
były dzieci, które wierzyły w baśnie, barbarzyńcy.
Cyrus, powieść panny de Scudéry, przewyższa inwencją
Iljadę Homera". Pisanie wierszem, wedle La Motte'a (autora
"poprawionego" Homera, oczyszczonego z barbarzyństwa i
przystosowanego do wymagań oświeconego wieku), jest
"niedorzecznością ludzi, którzy wymyślili specjalną sztukę, aby
uniemożliwić sobie ścisłe wyrażenie tego co chcą powiedzieć". Ta
zacięta walka między "zacofanymi" czcicielami starożytności a
"modernistami" toczyła się blisko pół wieku; wreszcie, moderniści
wzięli górę. Zresztą, wspaniały rozkwit literatury francuskiej w
XVII wieku przyznawał im niejako słuszność; literatura ta,
wchłonąwszy w siebie starożytność i przetworzywszy ją na swoją
modłę, nie potrzebowała się w niej zasklepiać: ona, z kolei, stała
się klasycznym wzorem. Tylko, jako wzór, miała swoje
niebezpieczeństwo: będąc sama odbiciem świata widzianego poniekąd
przez pryzmat starożytności, stawała się, we wtórnych swych
odbiciach, już zupełnie oderwaną od gruntu, konwencjonalną i
jałową. Dążenie do najogólniejszych wzorów człowieka groziło
wyrodzeniem się w algebrę ogólników. Dostrajanie się do
"dystynkcji" salonu sprowadzało okrojenie, zubożenie ludzkiej
prawdy. Aby znaleźć nowe źródła twórczości, literatura będzie
musiała ich poszukać wprost w sercu człowieka i we wnętrznościach
ziemi ojczystej.
IV. WIEK XVIII I KWESTJA SPOŁECZNA. - MONTESQUIEU,
ENCYKLOPEDJA, WOLTER. - SALON. - ATEIZM, ZEPSUCIE. - J. J.
ROUSSEAU. - KOMEDJA.
Narazie, wiek XVIII znaczy się upadkiem literatury,
podporządkowaniem jej innym celom. Pochłaniają ją w znacznej mierze
kwestje polityczne i społeczne. Więcej doraźnie działa, niż wydaje
trwałych dzieł. Ale to właśnie ocaliło ją od zupełnego wyrodzenia i
wyjałowienia w tym przejściowym okresie między klasycyzmem a
romantyzmem. Przykładem Wolter: mierny we wszystkich rodzajach, z
wyjątkiem wtedy, kiedy piórem jego kieruje namiętność polityczna i
werwa agitacyjna. Gorycz społeczna dała najlepsze soki twórczości
Russa i Beaumarchais'go.
Nakreślmy w kilku słowach sytuację, którą zastał wiek
XVIII.
Reformacja w w. XVI rozdarła Francję wojnami religijnemi,
poza któremi kryły się ambitne roszczenia wielmożów. Henryk IV
uspokoił i zespolił Francję, ale za syna jego, Ludwika XIII (ur.
1601, pan. 1610-1643), a zwłaszcza za regencji w czasie
małoletniości Ludwika XIV, fakcje podniosły znowu głowę. Walczył z
niemi stanowczością, w imię jedności Francji i władzy królewskiej,
wszechpotężny minister Ludwika XIII, kardynał Richelieu;
zręcznością pokonał t. zw. Frondę (1648-1653) następca jego,
Mazarin. Do połowy XVII w., niemal cała szlachta francuska była pod
bronią: nastrojowi epoki odpowiada rycerska i męska tragedja
Corneille'a. Ludwik XIV (ur. 1638, pan. 1643-1715), mający wysokie
poczucie władzy oraz jedności państwa, które utożsamiał z własną
osobą ("Państwo, to ja"), na inny sposób dokończył dzieła
Richelieu'go, w czem natchnęło go właściwe jego młodości upodobanie
w przepychu i zabawach. Stworzył świetny dwór, ściągnął doń
szlachtę i magnatów, czyniąc zeń słońce wszelakich faworów i
znaczenia, a zarazem siedzibę uciech i mody. Życie poza dworem,
niełaska, równały się śmierci. Podczas gdy rządy przechodziły w
ręce zdolnych mieszczańskich synów, Ludwik XIV zabawiał szlachtę
polowaniem, teatrem i fajerwerkami, popychał do zbytku i gry, aby,
rujnując się, stała się zawisła jedynie od jego łask i darów.
Wykwitem tego oddychającego miłością młodego dworu jest tragedja
Racine'a, urzędowym zaś jego bawicielem był Molier, wespół z
nadwornym muzykiem Lullim.
Z latami, dwór stawał się mniej wesoły, a bardziej sztywny
i nadęty, ale despotyzm nie malał; przeciwnie. Król, chylący się z
wiekiem do dewocji, dawał sobą powodować spowiednikom, coraz
bardziej obcy rozwijającemu się społeczeństwu. A tymczasem, w
cieniu tronu, dojrzewał - naród: inteligentne, silne i coraz
świadomsze siebie mieszczaństwo, oraz lud, zaczynający się
spostrzegać, iż on-to płaci koszta tych kawalkad i festynów.
Fatalnem dla Francji i dworu było odwołanie (1685) edyktu
nantejskiego, dzieła pokoju które zostawił Henryk IV, wskutek czego
mnóstwo rodzin z najtęższego francuskiego mieszczaństwa opuściło
kraj, tworząc poza jego granicami opozycję. Dwór Ludwika XIV stał
się, wskutek rosnącej chciwości dworaków, niby polip wysysający
Francję, zapomocą podatków, bezwzględnie ściąganych z najuboższej
głównie ludności. Niepowodzenia polityczne i militarne na schyłku
panowania dopełniają tego smutnego obrazu. Wyrazem budzącego się
ducha krytyki wśród współczesnych jest Fénelon (arcybiskup Cambrai,
1651-1715), którego
Telemak, powieść pedagogiczna pisana dla przyszłego
władcy, kreśli ideał polityczny wręcz przeciwny duchowi Ludwika
XIV. Ze śmiercią starego króla (1715), ujawnia się powszechne
bankructwo systemu. Autokratyzm, dobroczynny w początkach, kiedy
chodziło o zjednoczenie Francji, okazał się w końcu zabójczym. Cały
gmach zewsząd trzeszczy i domaga się reform. W tej sytuacji,
literatura oddaje swe najlepsze siły służbie społecznej. Przygrywkę
daje Montesquieu (1689-1755), w lekkiej książeczce
Listy perskie (1721), zawierającej jakby szkic myśli,
które rozwinie później w poważnem dziele swego życia,
Duchu praw. Pod wodzą Diderota (1713-1784) i Dalemberta
(1717-1783) skupiają się najtęższe mózgi Francji około
monumentalnego dzieła
Encyklopedji (1751-1772, 28 tomów). Dzieło to dawało
informacyjny jakoby całokształt wiedzy ludzkiej; ale informacja
zabarwiona była w ten sposób, iż stanowiła potężne narzędzie
propagandy wolnej myśli, racjonalistycznej filozofji, demokracji,
godności pracy. Roi się we Francji od ulotnych broszur, powiastek,
dialogów, epigramów, mających na celu propagandę i agitację. Do
największej doskonałości doprowadził ten rodzaj Wolter (1694-1778);
zetknąwszy się zamłodu, dzięki wygnaniu z Francji, ze
społeczeństwem angielskiem, przeszczepił stamtąd myśli i pojęcia,
które, w Anglji zupełnie naturalne, staną się we Francji zaczynem
rewolucji. Cała druga połowa życia Woltera wypełniona jest tym
rodzajem twórczości. Budzić myśl, uświadamiać, rozpraszać
ciemności, przygotowywać powstanie nowego świata, zbudowanego na
podstawie rozumu - świata, w którego przyjście ci filozofowie
wierzyli niezłomnie - oto hasło chwili. Krąży ogromna
korespondencja; przy szczupłych rozmiarach i skneblowaniu ówczesnej
prasy, listy zastępują gazetę. Równocześnie, rozwija się puścizna XVII w.: salon, kultura
towarzyska, która daje Francji hegemonję moralną w Europie, czyni
ją arbitrem mody i smaku, język zaś jej językiem świata. W wieku
XVIII, wszyscy niemal oświeceni ludzie w Europie poczynając od
monarchów, mówią, myślą, noszą się po francusku, czują się niejako
obywatelami Francji na wygnaniu. Fryderyk pruski zabiega się o
względy Woltera, Katarzyna II - Diderota; Stanisław August,
nazajutrz po koronacji, pisze do pani Geoffrin, starej mieszczki
paryskiej, w której salonie gromadzili się filozofowie: "Mamusiu,
twój synek jest królem". W tej atmosferze, nabrzmiałej myślą,
projektami reform, rewizją filozoficzną wszystkich pojęć i
urządzeń, salon staje się ważnem centrum umysłowem, polityczną
instytucją. Taka panna de Lespinasse jest, dzięki swemu salonowi,
osobistością niemal oficjalną.
Dominującą cechą XVIII wieku staje się niereligijność.
Obłuda religijna u schyłku panowania Ludwika XIV i rządy sutanny
zdyskredytowały religję. Poważny i surowy jansenizm wyrodził się w
drobiazgową wojnę z jezuitami; księża z wyższych sfer uciekają od
swych obowiązków, uważając swe godności za tłuste synekury. Kościół
jest, wobec grożącego niebezpieczeństwa, niemal bez oporu. Na tem
tle, czyni postępy racjonalizm, czyli, jak go nazywano wówczas,
filozofja. Zwiastunem tej filozofji, sceptycznej, antyreligijnej
niemal bez osłonek, jest, już u schyłku XVII w., Piotr Bayle
(1647-1706) w swoim ogromnym
Słowniku filozoficzno-krytycznym. Filozofja ogranicza swą
religję do dość luźnego deizmu; w licznych pismach, wydawanych
oczywiście bezimiennie, prowadzi zaciętą kampanję przeciw religji,
zwłaszcza przeciw katolicyzmowi (Wolter, Diderot). Lewe skrzydło
racjonalizmu (Helwecjusz) kształtuje swe pojęcia w duchu skrajnie
materjalistycznym. Obok niereligijności, daje się czuć pęd do rozkoszy. Dwór,
Paryż, dławiony nudą za ostatnich lat Ludwika XIV i jego
nieurzędowej małżonki, pani de Maintenon, rzuca się w wir uciech i
zabaw. Rej wiedzie w tem sam Regent, sprawujący rządy w miejsce
małoletniego Ludwika XV (ur. 1710 pan. 1715-1774): tak iż słowo
regence jest, w języku francuskim, przymiotnikiem
oznaczającym rozpustę. Stan ten trwa przez całe panowanie Ludwika
XV. Wyższe sfery Francji stają się istną cieplarnią zbytku i
rozkoszy, zaprawnej smakiem rosnącej wciąż kultury intelektualnej.
W poprzednim wieku, zabawa, miłość, miały jeszcze cechy czegoś dość
grubego; obecnie, wydelikacona i wyrafinowana wrażliwość znaczy się
odcieniem dylentantyzmu psychologicznego, bawiącego się
eksperymentem na żywym materjale. Jak przedstawia się, wśród tego, właściwa literatura? O
poezji niema co i mówić. Zepchnięta na dość daleki plan w w. XVII,
tu zwęża się w powiastkę, madrygał, piosenkę, zabawę towarzyską.
Próby stworzenia dzieł w większym stylu, witane z entuzjazmem przez
współczesnych (
Henrjada Woltera, poematy księdza Delille) wydają się
dzisiaj szczytem oschłości i nudy. Tragedja (Crébillon-ojciec,
Wolter) przeżywa formy, stworzone przez wiek poprzedni. Ogół widzi
w literaturze raczej zabawę czysto umysłową; strawę dla rozumu, nie
dla uczucia. Wiek XVIII zostawił wszelako kilka dzieł, noszących cechy
epoki, a mimo to żywych: komedye Marivaux (1688-1763), powiastkę
Manon Lescaut (1731) Prevosta, wreszcie to arcydzieło
powieści,
Niebezpieczne Związki (1782) Laclosa, owoc dwóch wieków
psychologicznej kultury. A na tych etapach: Marivaux -
Crébillon-syn - Laclos, możemy obserwować ewolucję duszy wieku,
przesyconej rozkoszą i łatwością użycia. W komedjach Marivaux,
delikatne upojenie łączy się jakby z nieśmiałością wyrazu, niby
rozkosz witana przez młode serce. Bujna zmysłowość bohaterów
Crébillona zaprawna jest odcieniem nudy, szukającej podniety w
deprawacji umysłowej. U Laclosa, stępienie na rozkosz idzie już
dalej: przeradza się w pęd do czynienia źle, do dręczenia; stwarza
cyniczny machiawelizm miłości. W
Niebezpiecznych Związkach, arystokratyczne społeczeństwo
dojrzało do tego, aby je Rewolucja rozpędziła; był czas, aby
wymieść tę "cieplarnię", powybijawszy w niej szyby. Anegdoty z
XVIII w., zebrane z przedziwnem zachowaniem posmaku epoki przez
Chamforta (1741-1794), najlepiej oddają i jej ducha, i zarazem
budzącą się świadomość zgnilizny. Ten podmuch rozkoszy spływa się, w XVIII w., nader
charakterystycznie z prądem filozoficznym. W
Listach perskich, rozważania nad religją, ekonomją,
obyczajami, przeplata autor, dla orzeźwienia czytelnika, scenkami
dość lubieżnemi i ustępami dość płochemi: to będzie ton, na który
nastroi się wiek XVIII. Wolter (
Powiastki), Diderot, zrozumieją doskonale wartość tej
metody do celów propagandy. Jedno nazwisko dzieli wiek XVIII na dwie połowy: Jan Jakób
Rousseau (1712-1778). Cała praca reformatorska XVIII w. robiona
była głową; Rousseau daje jej serce, daje namiętność, posępną,
fanatyczną, nie rozumiejącą się na żartach i dowcipie. To lud,
który wkracza na arenę dziejów. Jednakże, przesyt wyższych klas
samemi sobą, swoim dowcipem, swemi miłostkami, był tak silny,
potrzeba jakiejś przemiany, nieokreślony lęk tak powszechny, że ta
wytworna, przeżyta publiczność skwapliwie chłonie nauki Russa. Dla
tych mózgów, niezdolnych do prawdziwej religji, jest to jakby
świecki jej surogat. Nauka o "dobrym człowieku", o "naturalnym
człowieku" działa niby Ewangelja. Lalki światowe płaczą, czytając
całą noc
Nową Heloizę; po
Emilu, każą sobie przynosić dzieci do Opery i karmią je
publicznie. Równocześnie, ma Rousseau owe straszliwie wymowne
słowa, które zapadają głęboko w serce ludu. "Niema dla was mąki na
chleb, bo im trzeba jej do pudrowania peruk", oto styl, którym
piszą się - Rewolucje. Jak wspomniałem, wszystko prawie w tym XVIII w. jest
martwe i mdłe, o ile nie czerpie soków w kwestji socjalnej: tak i
komedja. Komedja osiągnęła wraz z Molierem szczyt, i, zarazem,
jakgdyby wyczerpała swój temat: na drodze samej psychologji
niewiele da się z niej wydobyć. Regnard (1655-1709), Dancourt
(1661- 1725), Lesage ze swoim
Turcaretem (satyra na finansistów, 1709), to
najwybitniejsi spadkobiercy Moliera. Wiek XVIII, odarłszy królów z
glorji pomazańców, czuje, iż śmiesznem jest zachowywać dla nich
monopol tragicznych sytuacyj: stara się tedy, bez większego
powodzenia, stworzyć dramat mieszczański (Diderot, La Chaussée,
Beaumarchais). Ten sam Beaumarchais (1732-1799) w
Weselu Figara odmłodzi świetnie starą komedję, kiedy
wpadnie na płodną myśl, aby, w dawne formy, wlać cały świeży zaczyn
socjalnego buntu, gryzącego sarkazmu plebejusza. Równolegle z kształtowaniem metody myślenia, kartezjanizm
czy racjonalizm przyniósł z sobą pęd do studjów nad przyrodą, z
których w znacznej mierze się urodził. Wpływ odkryć Newtona,
Leibnitza, przyczynia się również do zapłodnienia ducha badań we
Francji. Wybitni encyklopedyści (Dalembert, Condorcet), kojarzą
zmysł filozofji z badaniami matematycznemi; w Buffonie (1707-1788),
genjalny zmysł przyrodnika łączy się z przymiotami pierwszorzędnego
pisarza i stylisty. Nietylko uczeni specjaliści, ale cała epoka
przesiąka duchem nauk ścisłych. Margrabina du Châtelet,
przyjaciółka Woltera, przekłada dzieła Newtona i podejmuje
doświadczenia z zakresu fizyki. Fontenelle (1657-1757) jest
najwierniejszem odbiciem tej "racjonalistycznej" literatury, w
którą wyradza się schyłek XVII i początek XVIII w.: oschły jako
pisarz, jest on wybornym popularyzatorem zdobyczy naukowych (
O mnogości światów). Wreszcie, zdobyczą końca XVIII w. jest odkrycie samej
natury. Z natchnienia Russa, który przez większą część młodości był
włóczęgą, wytworny światek opuszcza strzyżone szpalery, aby sobie
budować "kabanki" w prawdziwym lesie, nad prawdziwym strumieniem:
patrzy i zaczyna pojmować, że świat jest piękny, - nawet w swej
naturalnej postaci. Hymnem na cześć natury w utworach Bernardina de
Saint-Pierre (1737-1814) kończy się ten wiek, niespokojny,
szukający gorączkowo wiar i formuł społecznych i znajdujący je
wkońcu - pod nożem gilotyny.
Wszyscy ci pisarze, filozofowie, ekonomiści (fizjokraci,
Turgot), wolnomyśliciele przygotowywali przez wiek cały Rewolucję.
Ani jej nie pragnęli, ani nie przeczuwali; najśmielsi nawet nie
myśleli o innej formie prócz oświeconej i ograniczonej konstytucją
monarchji, na wzór angielski. Angielskie poglądy i urządzenia
społeczne wywierały w XVIII w. wielki wpływ na polityczną myśl
francuską. Ale stało się to, co zawsze: rozpętanych sił nie dało
się łatwo zatrzymać; przewrót poszedł w innym kierunku niż
"panowanie rozumu".
V. REWOLUCJA. - WSKRZESZENIE RELIGJI, CHATEAUBRIAND. -
NAPOLEON. - ROMANTYZM: POEZJA, TEATR. - POWIEŚĆ, BALZAC; WPŁYW JEGO
NA TEATR. - NAUKA, KRYTYKA.
Nadchodzi wreszcie moment Rewolucji; dzieła, którego
wielkości nie powinny przesłaniać nieodłączne prawie od takich
przemian krwawe ofiary i szaleństwa. Na kilkanaście lat, życie
umysłowe we Francji zamiera. Gilotyna kosi rodzący się kwiat nowej
poezji francuskiej w osobie Andrzeja Сhénier (1762-1794). Jedyny z
encyklopedystów który doczekał się Rewolucji, i, mimo rodowego
tytułu markiza, brał w niej gorący udział, Condorcet (1743-1794),
otruł się w więzieniu, aby uniknąć pewnej śmierci za rządów
terroru. Sama Rewolucja objawia się literacko w dwóch postaciach:
stwarza wymowę polityczną (Mirabeau, Danton) i dziennikarstwo.
Rewolucja przeszła po społeczeństwie jak krwawa gąbka i
zmyła to co było wprzódy. Zniweczyła to wykwintne towarzystwo, w
którem myśli kształtowały się według pewnej konwencjonalnej modły.
Literatura wychodzi z salonu i już doń nie wróci. Czem był wprzód
salon, tem stanie się dziennik. Zarazem, przekreśla Rewolucja
wybitnie humanistyczny charakter, jaki miała literatura: nauka,
przemysł, życie praktyczne będą odtąd wywierały o wiele większy
wpływ na jej kształtowanie niż świat klasycznej myśli. Odtąd, autor
nie będzie mówił do miłej wybranej grupy, ale do wszystkich:
"sztuka wychodzi na ulicę", jak dziś się mówi. Znamiennem dla
poprzedniej epoki jest, że np. Diderot najciekawszych swoich
utworów wcale za życia nie wydrukował; obiegały w rękopisie: na tę
szczupłą garść osób, która się liczyła, to wystarczało.
Rewolucja zwaliła religję, zamknęła kościoły, na ołtarzu -
w dobie szału wolności - posadziła nagą ulicznicę jako boginię
Rozumu; i, rzecz szczególna, kiedy kościoły się otworzą, kiedy
rozlegną się znów dzwony i zabrzmią śpiewy liturgiczne, stanie się
cud: ta religja, która, od tylu, tylu wieków przestała być
natchnieniem francuskiej literatury, stanie się punktem wyjścia jej
odrodzenia, pocznie w niej nowe, nieznane wprzód piękności,
dobędzie z niej skarby melodji i wymowy. Tym odnowicielem
francuskiego słowa będzie Chateaubriand (1768-1848): dzieli on, jak
słup graniczny, Francję XIX a XVIII wieku.
Nie trzeba wszakże przeceniać tych religijnych wzlotów.
Wiek XIX zanadto był wykarmiony duchem krytyki i analizy, aby był
zdolny do głębokiej wiary. Już chrystjanizm Chateaubrianda jest
zjawiskiem raczej estetyczno-literackiem. Bądź co bądź, nie będzie
już odtąd mowy o zaczepnej niereligijności, a miejsce szyderstwa
zajmie cześć dla religji nawet u sceptyków. Zarazem, chrystjanizm
będzie dla literatury kopalnią obrazów, nastrojów i stylu. Biblja,
która była dla ośmnastowiecznego filozofa stekiem barbarzyństwa i
śmieszności, stanie się niemal "podręczną książką" każdego poety.
Drugim współczynnikiem kształtującym w samem zaraniu
przyszłą literaturę jest - Napoleon. Przypomnijmy sobie przepiękną
inwokację z
Pana Tadeusza "O, roku ów...", i wyobraźmy sobie, jak
potężnie musiały być rozkołysane dusze całego tego pokolenia,
którego wiek chłopięcy przypada na lata Napoleońskiego eposu, lub
które bodaj bezpośredniemi tradycjami styka się z Napoleońską
legendą. Co za pobudzenie dynamiczne dla ambicji, dla woli, losy
tego podporucznika, który stał się cesarzem Francuzów!... "Czego on
dokonał szablą, ja dokonam piórem", wyrył sobie Balzac u podstawy
popiersia Napoleona, które miał na biurku: i pracował po ośmnaście
godzin na dobę, chcąc mieć świat u swoich nóg. Tego typu pracy
literackiej nie znało przedrewolucyjne społeczeństwo; salon nie
żądał od pisarza tak wiele i nie mileby widział taką dezercję. Pomiędzy Rewolucją a upadkiem Napoleona upłynęło lat
dwadzieścia pięć. Niejeden syn ludu został marszałkiem Francji; nie
było wsi, gdzieby na piersiach robotnika, chłopa, nie czerwieniła
się wstążeczka Legji. W epopei napoleońskiej, lud francuski, w
czarodziejskim skrócie, przebył wieki bohaterskiej historji
Francji; w siedmiomilowych butach dognał swoich starszych braci.
Odebrawszy już poprzednio szlachcie wszystkie przywileje, wydarł
jej ten ostatni, bez którego zrównanie nie byłoby nigdy istotnem:
przywilej bohaterstwa, przywilej umierania za ojczyznę, za chimerę
sławy - szlachetniejszej jeszcze, ofiarniejszej, bo bezimiennej! -
umierania pięknie, z chwałą; wydarł jej całą poezję heroizmu i
przewyższył o tyle, o ile Napoleon przewyższył wszystkich dawnych
wodzów. Z tą chwilą, supremacja urodzenia pogrzebana była bez
powrotu; z tą chwilą dopiero dzieło Rewolucji dokonało się w całej
pełni.
O ile, z końcem XVIII w., grunt twórczości literackiej
uderza pewną jałowością, o tyle, z początkiem XIX w., ziemia,
obficie zlana krwią, wydaje wspaniałą i bujną roślinność. Tłoczy
się poprostu od talentów, od nowych form, myśli. Niebawem opanuje
Francję ów potężny ruch literacki, który równocześnie występuje we
wszystkich niemal krajach Europy: - Romantyzm. Źródeł Romantyzmu
trzeba szukać wcześniej; trzeba ich szukać w egotycznej,
pobudliwej, niesfornej indywidualności Russa; romantykiem czystej
krwi był Chateaubriand; dopiero jednak po r. 1820 ruch ten skupi
się w prawdziwą szkołę, a literatura stanie się terenem walki.
Chodzi tu, ni mniej ni więcej, tylko o przekreślenie ostatnich
trzech wieków rozwoju tej literatury. W miejsce humanizmu,
średniowiecze; w miejsce renesansu, gotyk; w miejsce klasycznego
umiaru, romantyczne rozwichrzenie; w miejsce objektywizmu,
indywidualizm; w miejsce psychologji, obraz. Jest to epoka żywej
wymiany duchowej narodów między sobą: Byron, odkryty przez
romantyków Szekspir, zagadkowy Ossjan, Dante, Schiller, Goethe,
wszystko to oddziaływa na twórczość francuską.
Oczywiście, ten antagonizm między Francją nową a Francją
poprzednich wieków, jest tylko względny. Paręset lat dyscypliny
języka i myśli, to nie są rzeczy, któreby można przekreślić. Toteż,
Romantyzm francuski pozostanie równie rasowo francuskim, jak nim
był klasycyzm; ten sam duch oblecze się w inne formy, bogate i
różnorodne.
Literatura francuska XIX w. popłynie kilkoma łożyskami.
Przedewszystkiem, poezja: o tej można powiedzieć niemal,
że to są jej narodziny, od tak dawna głos jej nie brzmiał w mowie
francuskiej. Chateaubriand był wielkim poetą piszącym prozą;
stworzył wspaniałą poetycką prozę, która taki oddźwięk znalazła u
nas w Krasińskim i Słowackim. Około roku 1820, zjawiają się trzej
przyszli mistrze poezji, Lamartine (1790-1869), de Vigny
(1797-1863) i Wiktor Hugo (1802-1885), w których ustach wiersz
francuski nabędzie nieznanej dotąd śpiewności i wymowy, zalśni się
bogactwem rytmów i tonów. Obok nich, Musset (1810-1857) czaruje
kapryśnym wdziękiem młodego pazia, płatając figle zarówno klasykom
jak i "urzędowemu" Romantyzmowi. Przez Teofila Gautier (1811-1872)
muza romantyczna podaje rękę poezji niemal współczesnej: Banville,
"parnasiści", Leconte de Lisle, Baudelaire, Sully Prudhomme,
Verlaine, "symboliści"...
Obok poezji, romantyczny dramat. I tu Wiktor Hugo na
czele, ze swoim olbrzymim temperamentem literackim. Burzliwa
premiera
Hernaniego (1830) stanowi datę. Romantyzm stwarza dramat
własnego typu: bombastyczny, jaskrawy, oparty na gwałtownych
kontrastach i efektach. Przetrwał on o tyle, o ile ocalił go wiersz
Wiktora Hugo. Na uboczu od tego hałasu rozwinął się delikatny,
bardzo osobisty teatr Musseta. Rozkwit powieści jest faktem najbardziej może dominującym
nad literaturą XIX w. Powieść odgrywała w dawniejszej literaturze
rolę kopciuszka, lekceważona jako "niższy rodzaj". Uświetnił ją i
podniósł w dostojeństwie Rousseau; ale sława jego nie była sławą
powieściopisarza. Toż samo Benjamin Сonstant kreśli swego
Adolfa jakby wstydliwie, na marginesie innej twórczości.
Pierwszy traktuje ją w duchu nowoczesnym Stendhal (Henryk Beyle,
1783-1842): pisząc
Czerwone i czarne, stara się, obok analizy
psychologicznej, dać przekrój współczesnego społeczeństwa. Dopiero
jednak w Balzaku (1799-1850), znajduje powieść tego, który potrafił
ją narzucić swemu wiekowi, tak iż odtąd powieść usunie na bok inne
rodzaje literatury, jako najsposobniejsze narzędzie wyrażania się
nowoczesnego pisarza. Obok Balzaca uprawiają przygodnie powieść
poeci: Hugo, Vigny, Musset, Gautier; olbrzymi rozgłos zyska
powieściami swemi kobieta Aurora Dudevant (George Sand, 1804-1876);
Aleksander Dumas-ojciec (1803-1870) ilustruje błyskotliwie historję
Francji kilkoma cyklami powieści historycznych. Na uboczu od prądów
chwili, cyzeluje, rozmyślnie oschłym stylem, Prosper Merimée
(1803-1870) swoje klasycznie doskonałe opowiadania. Murger
(1822-1861) utrwala we wdzięcznych obrazkach fenomen społeczny,
którego nie znał wiek XVIII przy swojej instytucji "salonów":
cyganerję artystyczną. Przejście od romantyzmu do "naturalizmu"
stanowi Flaubert (1821-1880), zaciekły pracownik niestrudzenie
pasujący się ze słowem. Zapóźnionym romantykiem jest oryginalny i
pełen niesamowitego uroku Barbeу d'Aurevillу (1808-1889). Hasło
naturalizmu związane jest z nazwiskiem Zoli (1840-1903); powieść
obyczajową uprawiają Daudet, Maupassant (klasyczny mistrz noweli).
Bourget przedstawia kierunek psychologiczny, Loti egzotyzm, Anatol
France błyskotliwe żonglerstwo idei. Powieść Balzaca oddziałała na teatr. Idąc po wskazanej
przezeń drodze, stara się teatr połączyć analizę duszy ludzkiej z
malowidłem obyczajów i roztrząsaniem problemów społecznych;
przyczem, usunąwszy na drugi plan tragedję, a dość rzadko sięgając
do dramatu, poszedł prawie wyłącznie drogą komedji (często do
dramatu zbliżonej), osiągając na tem polu niepospolitą doskonałość,
narzucając swój repertuar całej Europie, a zarazem, zdobyczami
faktury, oddziaływając na rozwój teatru w innych krajach. Wyłącznie
zręcznością tej faktury stoi teatr Scribe'a (1791-1861); więcej
nieco treści, przy równej zręczności, umiał mu dać Sardou
(1831-1908). Augier (1820-1889) maluje w swych komedjach
współczesne mieszczaństwo; Dumas-syn (1824-1895), rodzaj salonowego
apostoła, porusza w swych sztukach tezy obyczajowe, dziś już
przebrzmiałe. Labiche (1815-1888) wydoskonala technikę nowoczesnej
krotochwili; Meilhac i Halevy stwarzają własny rodzaj w librettach
do operetek Offenbacha.
Równocześnie z tym rozkwitem literatury, rozwijają się i
ścierają idee społeczne, które przekazało wiekowi dziewiętnastemu
poprzednie stulecie. Obok Chateaubrianda-artysty, i w większym
jeszcze stopniu, zaprzeczeniem haseł Rewolucji jest pisarz
polityczny Józef de Maistre (1754-1821), żądający odbudowy tronu z
nieograniczoną władzą. Saint-Simon (1760-1825) staje się wyrazem
doktryn humanitarnych, apostołem świata pracy, prekursorem
socjalizmu. Ksiądz Lammenais (1782-1854) pragnie pogodzić ducha
religji z duchem nowożytnego społeczeństwa, katolicyzm z ideą
demokracji. Uczeń Saint-Simona, August Comte (1798-1857), staje się
twórcą pozytywizmu, wiążącego się ściśle z racjonalizmem XVIII
wieku.
Na pograniczu literatury a wiedzy znajduje się w XIX wieku
nauka historji, która, pod piórem francuskich pisarzy, nie
zasklepia się w świecie uczonych, ale, czarując stylem i barwnością
wykładu, rywalizuje w poczytności z beletrystyką. Thierry,
Michelet, Guizot, Renan, Taine, Sorel, to zaledwie kilka
najświetniejszych nazwisk pośród całej plejady. Wiek XIX wreszcie
jest kolebką francuskiej krytyki literackiej, która stanowi jeden z
najświetniejszych i najrasowszych przejawów francuskiego ducha:
subtelność i ścisłość jej analizy, wnikliwość i gibkość
inteligencji, oraz urok formy czynią z niej zjawisko zaledwie że
spotykane poza granicami myśli francuskiej. Twórcą nowoczesnej
krytyki literackiej jest Sainte-Beuve (1804-1869); spadkobiercami
jego Taine (1828-1893), Bruneti?re, Lemaître, Faguet.
Wreszcie, z samym końcem XIX wieku, literatura francuska
znów odmienia fizjognomję: z krytycznej, analitycznej, sceptycznej,
wchodzi w znak idealizmu, a zarazem służby narodowej i społecznej,
zabarwionej nieraz odcieniem mistycznym. Możnaby rzec, iż dusza
narodu jakgdyby przeczuwa niedaleką chwilę próby, skupia się w
sobie, tęży i przygotowuje do tych wielkich dni, które skończyły
się tak wspaniałem zwycięstwem. W tej ostatniej dobie, najlepsza
literatura stała się daleko wyłączniej francuską, daleko
ekskluzywniej narodową; dlatego, promieniowanie jej na Europę było
daleko słabsze niż w poprzedniej fazie, bardziej - rzec można -
kosmopolitycznej. - Na tem trzeba mi skończyć ten bardzo pobieżny
szkic, ułatwiający może zorjentowanie się w głównych etapach
literatury francuskiej, i to do pierwszej połowy XIX w.; dalej
bowiem nie sięgałem, narazie, w swoich przekładach, poza jednym
Verlainem, którego obecność w tym zbiorku jest wyrazem mojej dlań
osobliwej tkliwości.
VI. CHARAKTER LITERATURY FRANCUSKIEJ. - MY A FRANCJA.
Oto zatem literatura francuska. Możemy w niej śledzić, na
przestrzeni kilku wieków bez przerwy, ewolucję ludzkiego ducha.
Albowiem literatura ta jest głęboko ludzka. Raz przez swą
szczerość. Potrzeba drążenia w głąb, poprzez wszystkie konwencje,
poprzez wszystkie kłamstwa społeczne, w głąb własnej duszy;
nieubłagana - niekiedy pod śmiejącą formą - powaga i uczciwość w
stosunku do własnej myśli: oto jej cechy. Ludzką jest i przez
szerokość skali, jaką ogarnia: od najszczytniejszych zagadnień
ducha, aż do jego uroczych płochości; od wzlotów szlachetnej
poezji, aż do matematycznie-ścisłych rozumowań. Skala ta ma
wszelako swoje granice: rasowa potrzeba jasności myśli broni jej
zapuszczać się poza sferę poznania; poza temi granicami zaczyna się
poezja, wiara, mistyka, i te znajdują w mowie francuskiej wspaniały
wyraz; instynktu metafizycznych łamigłówek brak jest francuskiej
umysłowości prawie zupełnie. Wrodzonem jej natomiast jest dążenie
do porządku w myśleniu, do konstrukcji, do uogólnienia, poczucie
miary, smaku i formy. A z arystokratycznym wykwintem łączy ona
najbardziej demokratyczną powszechność. Być jasnym, być
zrozumiałym; nie uronić nic ze swej myśli, a równocześnie podać ją
możliwie największej ilości ludzi, oto instynktowne dążenie
francuskiego pisarza. Bo wszystko da się wyrazić poprostu: wszak
filozofja grecka mówiła o najwyższych przedmiotach na ulicy, na
placu publicznym, potocznym językiem, z lada przechodniem. Od czasu
Grecji, ideał ten urzeczywistnił się tylko raz jeden - we Francji.
Myśl nie wspina się tam na szczudła, idzie swobodnie po ziemi,
często tanecznym krokiem.
Gaia scienza, radosna wiedza, o której marzył Nietzsche -
to literatura francuska. I wciąż na czele, wciąż na wyłomie;
zmieniająca formy, ale wciąż olśniewająca, umiejąca nieprzerwanie
ściągać wzrok całego cywilizowanego świata ku temu ognisku myśli,
gustu, dowcipu, które się zwie Paryżem. Tym, którzy nie mieli dotąd czasu lub cierpliwości śledzić
przejawów ducha francuskiego w dziesiątkach tomów, antologja ta
pozwoli zapoznać się z nim bodaj w pobieżnem streszczeniu.
Niejednego zachęci może do wejścia w bliższy stosunek z tem
piśmiennictwem, którego nieznajomość nazwałbym niemal kalectwem
duchowem; niejednego, znającego literaturę francuską dorywczo i
tylko w jej współczesnej postaci, uchroni może od owych
powierzchownych sądów, z któremi zdarza się spotkać tak często.
Jaką drogą bowiem ogół polski (myślę o nieznających
języka, a jest to olbrzymia większość) zapoznaje się dziś z
literaturą francuską? Przez teatr - komedję, farsę, zniekształconą
samym faktem przeszczepienia w różne obyczajowo środowisko, a
nieraz także przez tłumacza i aktorów, - i przez powieść, o której
wyborze a zwłaszcza sposobie wydania rozstrzygają najczęściej
względy łatwego zysku. Dochodzi literatura "lekka"; a i to, co w
tej literaturze, nieraz tak pełnej uroku i mądrości, jest duchem
Francji, jej kulturą, stylem, wdziękiem, uczuciem, najczęściej się
ulatnia; zostaje - jakże pogrubiona! - owa "pikanterja",
stanowiąca, w pojęciu wielu, jakby markę ochronną "francuskiego
towaru". Myśl francuska nie dochodzi do nas prawie zupełnie.
Oddzielono nas od niej chińskim murem. Wytłumaczono nam, że jest
"płytka". Nauczono rozprawiać o "zgniłej Francji". Pisarz
francuski, to, dla wielu, blagier, dla którego niema nic świętego,
który ze wszystkiego się śmieje i mówi sprośności.
Więc dobrze. Skoro przeznaczeniem naszem jest poznawać
Francję z owej "śmiejącej" strony, nauczmyż się bodaj rozumieć ten
francuski uśmiech. Wieki nieprzerwanej pracy i kultury są poza tym
uśmiechem. Trzeba było zdeptać we wszystkich kierunkach wszystkie
ścieżki, wszystkie dziedziny ducha, aby w świecie myśli stworzyć
sobie ogródek intelektualnej zabawy, aby skrót mądrości pokoleń
umieć podawać w żartobliwej formie. Trzeba było mieć Kartezjusza i
Pascala i Montesquieu'go, aby wydać Caillaveta i Flersa. Aby wydać
ten miły sceptycyzm, który igra niewinnie ze sprawami świata,
musiały, przez parę wieków, najtęższe duchy krzyżować idee niby
błyszczące szpady; musiały dziesiątki myślicieli wywalczać prawo do
myśli, często z narażeniem własnej głowy.
I w tym uśmiechu francuskim, jakaż moc, jaki triumf nad
życiem, nad dolą! Ze straszliwej kaźni w Meungs, uroczą i
żartobliwą balladą, wzywa Villon współczucia kompanów. Z piosenką,
z żartem na ustach, przez parę wieków idzie duch francuski naprzód
przed całym światem, niosąc mu światło, wolność i wdzięk życia: -
tak jak, w ostatniej wojnie, śpiewając płochą
Madelon trwali żołnierze francuscy w bohaterskim oporze
lub biegli do zwycięstwa. Ze śmiechem Rabelais naraża się na stos,
aby, swemi życiodajnemi "trefnościami", wybawić od stosu całe
tysiące; śmiechem obronił przyszłe pokolenia Molier od tego, by je
świętoszek gnębił, filozof ogłupiał a lekarz zabijał; śmiechem
wstrząsnął Wolter mury więzienia, w którem dławiła się ludzkość, a
Beaumarchais ostatnim wybuchem śmiechu dał hasło do ich zwalenia.
Bez tego francuskiego śmiechu źleby się działo na świecie! Jest wszakże nietylko ta śmiejąca się Francja: jest
Francja Pascala i Bossueta; i Francja Kalwina i Russa; i Francja
Descartes'a i Renana. Ale, nawet kiedy jest poważny, zachowuje duch
francuski swą zadziwiającą prostotę i naturalność, pod którą - zbyt
gruntownie, niestety - oduczono nas szukać mądrości! Zaledwie oczom
się wierzy, że Kartezjuszowa
Rozprawa o metodzie, która rozstrzygnęła o biegu myśli
ludzkiej i - można powiedzieć - zmieniła postać świata, to owe
kilkadziesiąt stronic, wolnych od napuszonej i zawiłej gwary,
mówionych jakże po ludzku... Na podstawie tej
Rozprawy nie dopuszczonoby Descartes'a do habilitacji na
żadnym szanującym się niemieckim uniwersytecie: zarzuconoby mu brak
- metody. Poprzednio skreślony szkic ujawnia - częściowo bodaj -
sekret tej prostoty, tego wdzięku, jasności, z jaką wyraża się myśl
francuska. Ktokolwiek, choćby najpowierzchowniej, zetknął się z tą
literaturą, tego musiało uderzyć, do jakiego stopnia przenika ją
atmosfera kobiety. Tak dalece, że aż razi nas to niekiedy, nas
sarmatów, nawykłych zdawna zabawiać się szklenicą w jednej izbie,
podczas gdy
białe głowy radzą o swoich białogłowskich sprawach w
drugiej. We Francji inaczej. Tam, od kilku wieków, kobieta jest
towarzyszką wszystkich chwil mężczyzny, a nie rzadkich (stosunkowo)
jego momentów. Aby nie zostać samą (czego nie znosi), uczyła się w
szesnastym wieku po grecku; w siedmnastym dyskutowała o Łasce
skutecznej,
wirach Kartezjańskich i subtelnościach gramatyki; w
ośmnastym zgłębiła ekonomję, wtargnęła do pracowni fizyków i do
obserwatorjów astronomicznych. I Francuz nie chciał mówić tylko do
mężczyzn; chciał mieć nietylko słuchaczy ale i słuchaczki.
Montaigne najpodnioślejsze części
Prób dedykuje Małgorzacie nawarskiej; Descartes, przez
wzgląd na swoje uczenice, zmienia łacinę na francuzczyznę, czyniąc
tem przewrót w kulturze filozoficznej swego kraju; Pascal rozumie
doskonale, iż, nawet broniąc sprawy Boga, dobrze jest panie mieć za
sobą. La Rochefoucauld kreśli swoje
Maksymy dla zabawy pani de la Fayette; Wolter swój
Zarys historji obyczajów dla pani du Châtelet, i tak
dalej, bez końca. Niewiele jest, w XVII i XVIII w., dzieł, któreby
w rękopisie nie przeszły przez salon lub sypialnię jakiej damy.
Czasami, zapewne, w słabszych swoich chwilach, w tem obcowaniu
duchowem, myśl zdrabnia się, schodzi do kobiety; ale częściej
podnosi kobietę do siebie, nie czyniąc sama żadnych ustępstw,
znajdując natomiast cudownie jasne i dostępne formuły wyrażania
się. Za tę niespożytą zasługę, jaką ma kobieta w klarowaniu się
myśli francuskiej, przebaczmy jej te koronkowe majteczki, które -
ku naszemu zgorszeniu - pokazuje nam czasem na scenie lub w
powieści. Kończę tedy gorącem życzeniem, aby ten zbiorek kazał
polskim czytelnikom rozsmakować się w dawnej literaturze
francuskiej. Żyliśmy jeden wiek w niewoli; dwa poprzednie, bez
mała, w głębokiej ciemnocie. Zatamowano nam tyle źródeł myśli,
okaleczono tyle dziedzin ducha, brak nam mnóstwa, mnóstwa rzeczy,
bardziej jeszcze w sferze intelektu niż w jakiejkolwiek innej.
Żadna literatura współczesna nie da prawdziwej kultury umysłu:
zanadto jest odbiciem chwili, za wiele ma elementów mijania, za
mało jest gęsta. Na pożywny buljon myśli trzeba wieków. Zwróćmy się
tedy do Francji po to, czego nam nie staje: jest to, jak nasza
naturalna sojuszniczka w polityce, tak i nasza wypróbowana dobra
nauczycielka w myśleniu. Mamy własnych wspaniałych Romantyków;
uczyńmy sobie z pisarzy francuskich swoich klasyków.
Kraków, listopad 1921.
Boy