Architektki. Czy kobiety zaprojektują lepsze miasta - Agata Twardoch

Kup ebooka

39.99 zł
33.19 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ta książka powstała ze złości.

Gdy studiowałam architekture? na pocza?tku lat dwutysięcznych, szef jednej z katedr, tej, do kto?rej najtrudniej było się dostać na dyplom, mawiał: "Dobrze, z?e kobiety studiuja? architekture?. Przynajmniej be?da? umiały dziecku wybrac? ładny berecik". Inny wykładowca powtarzał studentkom, na tyle cze?sto, z?e powiedzenie to stało sie? kra?z?a?cym na uczelni memem: "Jest wiele pie?knych zawodo?w na A: asprza?taczka, akucharka. Dlaczego próbuje pani zostać architektem?". Pierwszy z nich był promotorem mojego dyplomu, drugi jest moim ojcem. Pamie?tam tez?, z?e gdy siedziałys?my z kolez?anka? z grupy drugą dobę nad jakimś projektowym konkursem, kolega z roku zasugerował, z?e zamiast marnowac? swo?j czas w ten sposób, powinnys?my wystartowac? w konkursie kulinarnym, bo miałybyśmy większe szanse.

Kończąc studia z druga? lokata? na roku (pierwsza w rankingu tez? była dziewczyna), byłam przekonana, z?e moge? pracowac? w zawodzie i moz?e nawet odnosic? sukcesy MIMO TEGO, z?e jestem kobieta?. "Architektka Agatka" - konsekwentnie wys?miewałam feminatywy, sprowadzaja?c je do absurdu, i starałam sie? udowodnic? wszystkim, a przede wszystkim sobie, z?e niero?wnos?ci nie istnieja?, a jez?eli kobiety nie otrzymuja? nagro?d, to po prostu dlatego, z?e sa? niewystarczaja?co dobre. Architektura to przeciez? zawo?d merytokratyczny!

Po 17 latach pracy - zaro?wno w roli architektki, nauczycielki akademickiej, urbanistki, jak i ekspertki - mam pełna? s?wiadomos?c?, z?e kobietom jest w tym zawodzie trudniej, sa? w nim mniej doceniane i rzadziej nagradzane. I to nie dlatego, z?e sa? niewystarczaja?co dobre.

W ksia?z?ce Gdzie sa? architektki?1 dobitnie pokazuje to Despina Stratigakos, kanadyjska badaczka i historyczka architektury. W pierwszym rozdziale przytacza historyczne argumenty. Na pocza?tku dyskusyjną kwestia? pozostawało, czy kobieta w ogo?le jest w stanie pracowac? w branz?y: przeciez? suknia be?dzie utrudniac? jej poruszanie sie? na budowie, a bycie z?ona? i matka? to praca na pełen etat. W 1911 roku Otto Bartning pisał, z?e kobiety tworza? architekture? kobieca? i wa?tła? (w domys?le - niewarta? uwagi, gorsza?), poniewaz? zbyt skwapliwie słuchaja? kliento?w2. Gdy po drugiej wojnie s?wiatowej dopuszczono do zawodu wie?ksza? liczbe? projektantek, a priori ograniczono ich obszar działania do kwestii domowych i kuchennych. Z tym włas?ciwie zgadzała sie? nawet cze?s?c? samych zainteresowanych: Jean Wehrehein, praktykuja?ca architektka z Chicago, w 1966 roku mo?wiła, z?e kobiety maja? naturalna? inklinacje? do projektowania domo?w: (...) wydaje sie?, z?e me?z?czyz?ni wola? duz?e projekty, jak biura czy gmachy publiczne, ale to ja znam sie? na projektowaniu kuchni3.

Na ile jest to tradycja, na ile biologia, nie wiem - powiedział z kolei w 1971 roku Marcel Breuer w rozmowie z Rita? Reif - ale jak dota?d nie mamy wielu wielkich architektek4. W tym samym czasie Breuer zatrudniał wiele kobiet jako kres?larki, doceniaja?c ich precyzje? i starannos?c?, uwaz?ał jednak, z?e bycie samodzielnym, kreatywnym architektem jest dla nich za trudne. W 1989 roku pojawiła sie? bodaj najbardziej znana wypowiedz? w dyskusji na temat "szklanego sufitu"5 i dyskryminacji kobiet w branz?y. W teks?cie Room at the Top? Sexism and the Star System in Architecture6 Denise Scott Brown, planistka i architektka, nauczycielka akademicka oraz wspo?lniczka i z?ona Roberta Venturiego, przedstawiła problemy, z jakimi mierzyc? musi sie? osoba wykonująca zawód architekta, tylko dlatego, z?e jest kobieta?. Choc? wie?kszos?c? opisywanych przez nia? kwestii zwia?zana była z ogo?lnym problemem stosunko?w me?sko-damskich obowia?zuja?cych w krajach anglosaskich w drugiej połowie XX wieku, w przypadku architektek były one szczego?lnie ucia?z?liwe. Architektka nie mogła po?js?c? z klientami na biznesowa? kolacje?, bo te odbywały sie? w me?skim gronie. A nawet jez?eli sama? kolacje? spoz?ywano w towarzystwie mieszanym (wives dinners), potem towarzystwo rozchodziło sie? do stoliko?w damskich i me?skich. Te drobne codzienne ucia?z?liwos?ci prowadziły nie tylko do tego, z?e kobietom trudniej było zdobywac? kliento?w i zlecenia, ale takz?e do tego, z?e marginalizowana była ich rola. Wszyscy słyszeli o "kaczce Venturiego", z tym z?e włas?ciwie wymys?liła ja? Denise. Gdy publicznie zwro?ciła na to uwage?, zalała ja? fala krytyki i oburzenia7.

Historia pokazała, z?e Denise Scott Brown słusznie obawiała sie? wykluczenia. Mimo z?e od pocza?tku lat 60. Robert Venturi i Denise Scott Brown pracowali razem, wie?kszos?c? realizowanych projekto?w powstawała podczas wspo?lnych rozmo?w i analiz, razem takz?e napisali najwaz?niejsze ksia?z?ki (np. wydane w 1972 roku Learning from Las Vegas8), w 1991 roku Nagrode? Pritzkera9 otrzymał sam Robert. Scott Brown była bardzo rozczarowana, zbojkotowała ceremonie? i wielokrotnie odnosiła sie? do kwestii publicznie. Rozumiała jednak, z?e nie była to jedynie sprawa personalna, ale kwestia kulturowa; choroba dotykaja?ca wszystkie architektki i cała? architektoniczna? branz?e?. Był to S.A.D. - Star Architect Disorder, syndrom stararchitekta. Przypadłos?c?, kto?ra nie tylko sprawiła, z?e zmarginalizowano Denise Scott Brown, ale tez? powoduje, z?e doceniamy bardzo konkretny typ architektury i postawe? ubranych na czarno demiurgo?w z nieznosza?ca? sprzeciwu pewnos?cia? deklaruja?cych, jak powinien wygla?dac? s?wiat. Z tej estymy, kto?ra? darzymy bezkompromisowych two?rco?w, cze?sto wykorzystuja?cych architekture? do stawiania pomniko?w samym sobie, wynika, co i kogo nagradzamy i kogo promujemy (nawiasem mówiąc, to samo schorzenie sprawiło, z?e wykreowalis?my nawet starurbaniste? Jana Gehla10, czyli samotna? gwiazde? w zawodzie opartym, jak mało kto?ry, na dialogu i kooperacji).

Do 2020 roku, na 41. edycji najważniejszej architektonicznej nagrody - Pritzkera - wyróżniono nią trzy kobiety, w tym dwie jako część kolektywów. W 2004 roku Zahę Hadid, w 2010 roku japoński duet SANAA założony przez architekta Ry?e Nishizawę oraz architektkę Kazuyo Sejimę i w 2017 roku - trio architektów: Rafaela Arandę i Ramona Vilaltę oraz architektkę Carme Pigem Barceló. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku przyznawanych co dwa lata architektonicznych nagród Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe - do 2019 roku na 15. edycji nagrodę otrzymało 15 mężczyzn, trzy biura niefirmowane męskim nazwiskiem i Zaha Hadid.

Nagrody to jedno, ale jest jeszcze kwestia promocji nazwisk i konkretnych wizji. Dwa przykłady: biennale architektury w Wenecji i wywiady z serii "Zawód Architekt" w miesięczniku "Architektura-Murator", czyli, odpowiednio, najważniejsze wydarzenie kształtujące architektoniczny dyskurs publiczny oraz rozmowy w głównym polskim architektonicznym miesięczniku. Biennale architektury odbywa się co dwa lata od 1980 roku i w tym czasie przez 15 kolejnych edycji kobieta kuratorką była jedynie raz - w 2010 roku Kazuyo Sejima. Statystyki rozmów w rubryczce "Zawód Architekt" ujawniają, że od czasu gdy te są prowadzone, czyli od 2012 roku, średnio rocznie do rozmowy zapraszano 11 architektów i jedną architektkę. Te liczby to oczywiście tylko statystyki, ale trudno dziwić się, że funkcjonującym w takim otoczeniu kobietom nie jest łatwo uwierzyć, że są równoprawnymi graczami na architektonicznej scenie. Podejrzewam, że inwestorzy spoza architektonicznego środowiska nie śledzą statystyk z taką wnikliwością, ale jednak - jeżeli docierają do nich jakiekolwiek odłamki informacji, to zapewne również trudno im uwierzyć, że warto zlecenie oddać w ręce architektki. Te muszą być przecież znacznie gorszymi fachowcami, jeżeli w ogóle się o nich nie mówi, prawda?

Sytuacja drgnęła w 2018 roku, kiedy Yvonne Farrell i Shelley McNamara zostały kuratorkami weneckiego biennale. W 2019 nagrodę Miesa van der Rohe11 otrzymał duet Anne Lacaton i Jean-Philippe Vassal, następnie w 2020 Farrell i McNamara otrzymały Nagrodę Pritzkera, a rok później znowu Lacaton i Vassal.

Drgnęło też w polskiej prasie. W marcu 2020 roku rozpoczął się w miesięczniku "Architektura-Murator" cykl moich rozmów z architektkami, a jego zapowiedź trafiła nawet na okładkę magazynu. Typowy dla architektów (sic!) egocentryzm każe mi podejrzewać, że było to wydarzenie przełomowe dla polskiej prasy architektonicznej. W 2020 roku w rubryce "Zawód Architekt" pojawiło się już pięć architektek, mimo że w 2019 nie było jeszcze ani jednej. Następnie drugi ważny architektoniczny miesięcznik - "Architektura i Biznes" - cały czerwcowy numer 2020 roku zatytułował "Zawód Architektka" (choć przyznać trzeba, że pierwszy numer "A&B" poświęcony architektkom ukazał się 10 lat wcześniej, w marcu 2010). W kwietniu 2021 architektki Barbara Nawrocka, Dominika Wilczyńska i Dominika Janicka rozpoczęły socialmediowe działania pod hasłem "Bal Architektek". Dziewczyny piszą o czynnych architektkach, pokazują feministyczne inicjatywy architektoniczne oraz tropią genderowe niesprawiedliwości. Rozpoczęły na przykład akcję przeciw seksizmowi na polskich uczelniach, w wyniku której kilka osób złożyło zawiadomienia o molestowaniu seksualnym. Do fejsbukowej grupy należy już prawie 1000 osób, a profil na Instagramie obserwuje ponad 3,5 tysiąca. Społeczność, na czym od początku zależało inicjatorkom, jest żywa i zaangażowana, członkinie i członkowie - bo do grupy nie należą wyłącznie dziewczyny - przysyłają biogramy architektek, zgłaszają problemy i proszą o rady. Inicjatywa została opisana przez "Forbes Women" i zauważona w kilku ogólnopolskich kampaniach i rankingach.

Rozwój sytuacji pokaże, czy to trwała zmiana, czy podyktowane modą odchylenie od normy. Optymizmem nie napawa niestety oburzona reakcja środowiska na propozycję Balu Architektek, by nazwę Stowarzyszenia Architektów Polskich SARP zastąpić Stowarzyszeniem Architektek i Architektów Polskich, mimo że skrót SAARP brzmiałby przecież równie ładnie.

Moja tolerancja na przejawy seksizmu skończyła się chwilę przed tym, zanim nastąpiły opisane zmiany. Przez lata narastała we mnie złość, po trochu podczas każdej publicznej dyskusji, w czasie której przedstawiano mnie inaczej niż moich męskich kolegów. Standardem było: "pani Agata (a czasem nawet Agatka) i pan doktor inżynier architekt Igrek Iksiński". Narastała po kawałku podczas każdego panelu, do którego zapraszano jedynie mężczyzn. Jednak czarę goryczy przelał dopisek na marginesie mojej habilitacji. W swojej poświęconej mieszkalnictwu rozprawie odniosłam sie? do adaptacji zabytkowej szkoły na mieszkania słowami: jako architektce szkoda mi budynku, kto?ry z powodu dodanych balkono?w stracił zabytkowy charakter, ale jako urbanistka ciesze? sie?, z?e w s?ro?dmies?ciu be?dzie wie?cej mieszkan?. W recenzji wydawniczej szanowany pan profesor dopisał uwage?: a jako kobieta boje? sie?, z?e balkon trzeba be?dzie sprza?tac?.

Wtedy postanowiłam przestac? udawac?, z?e kwestia kobiet wykonuja?cych szeroko poje?ty zawo?d architektki i urbanistki nie istnieje. Postanowiłam poszukac? kobiecych wzorco?w naszej branży i pokazac?, z?e jest wiele architektek, urbanistek i zwia?zanych z kreowaniem s?rodowiska architektonicznego ekspertek, zasługuja?cych na to, by s?wiat zobaczył ich osia?gnie?cia. Miałam także ambicję, żeby sfeminizować architektoniczny dyskurs, nie tylko otwierając go dla kobiet, ale także zmieniając postrzeganie żeńskich końcówek. Dlatego wszystkie rozmówczynie pytam o to, jak chcą, żeby je nazywać: architektkami, architektami czy paniami architekt. Chciałam oswoić brzmienie wyrazu "architektka", wierząc w znaczenie inkluzyjnego języka i w to, że ten może pomóc kobietom poczuć się w architekturze dobrze nie MIMO tego, że są dziewczynami. Nie zależało mi natomiast na kolejnej książce, w której pokażę światu, że kobietom jest gorzej. Tu zainteresowanych zawsze odsyłam do świetnych Niewidzialnych kobiet12 Caroline Criado-Perez, w której to książce autorka śledzi mniej lub bardziej ukryte formy opresji.

Zależało mi na wzmocnieniu pozycji kobiet zwłaszcza w obliczu bezlitosnej matematyki: wydziały architektury w całej Polsce co roku kończy więcej dziewczyn niż chłopaków. Różnica waha się pomiędzy 31 procent kobiet więcej niż mężczyzn wśród osób kończących Politechnikę Warszawską do prawie 60 procent w przypadku Politechniki Białostockiej (dane za Balem Architektek). Już teraz natomiast wśród osób zapisanych do konkretnych okręgowych izb architektów, czyli osób posiadających czynne prawo uprawiania zawodu, jest tylko nieco więcej architektów niż architektek. Proporcje wahają się pomiędzy 34,8 procent kobiet w Izbie Lubelskiej a 51,1 procent - w Lubuskiej (za wyliczeniami Huberta Trammera opublikowanymi w 74. numerze kwartalnika "Autoportret").

Na koniec chciałabym, żeby ten zestaw rozmów spełnił funkcję terapeutyczną. Nie tylko dla mnie, ale też dla kolejnych roczników architektek i urbanistek. Żeby młode uprawiające ten zawód kobiety nie musiały zaczynać od udowadniania światu, że są wystarczająco dobre.