Architektura przyjaźni. Od samotności do relacji będącej fundamentem szczęścia - Paweł Ploch
45.00 zł

45.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
PAWEŁ PLOCH
(ur. 1964), anglista, teolog, tutor szkolny i bibliotekarz. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Notre Dame w USA oraz jezuickiego Collegium Bobolanum. Prawdopodobnie jeden z nielicznych nauczycieli warszawskich, którzy pracowali zarówno w liceach koedukacyjnych (im. Lelewela, im. Witkiewicza, im. Kilińskiego), jak i niekoedukacyjnych (im. Archutowskiego, LO SS. Nazaretanek). Literacko zadebiutował na portalu "Więzi", publikując w 2021 r. list stylizowany na gwarę góralską ("Jak zaufać juhasowi, kie jemu chybio uodwagi"). Prywatnie ojciec czwórki dorosłych dzieci, od 35 lat żonaty, a jeszcze dłużej zaprzyjaźniony, z Agnieszką. Miłośnik Irlandii i wschodniego Podlasia. Mieszka na obrzeżach Warszawy, czyli jest – jak rzecze klasyk –"obrzeżaninem".
Bardzo zachęcam do sięgnięcia po "Architekturę przyjaźni".
To bardzo gęsta, głęboka i rozległa książka.
Właściwie każdy jej rozdział to bogato urządzona sala, w której można spędzić wiele czasu. To ten rodzaj ekspozycji, którą warto przyswajać kawałek po kawałku. Daje do myślenia i starczy na długo.
Jakub Wygnański – socjolog, prezes zarządu Pracowni Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia"
???
"Architekturę przyjaźni" warto przeczytać, a może nawet należy.
Jest w niej erudycja, która nie zabija uczonością i dydaktyczność, która nie przynudza. Autor zręcznie i celowo miesza materie i języki, dzięki czemu dostrzegamy zarówno istotną aktualność myśli Arystotelesa, jak i wagę piosenki Johnny'ego Casha.
Już samo to wystarczy, żeby docenić "Architekturę przyjaźni" – tę rozprawę, gawędę i esej w jednym.
Ważne są oba słowa tytułu – tematem książki jest przyjaźń, ale autora zajmuje przede wszystkim to, jak relację przyjaźni zbudować.
Zaczyna od refleksji filozoficznej i religijnej, spogląda w stronę antropologii kultury, psychologii i socjologii, przywołuje dzieła literatury, filmy i teksty piosenek. Wszystko zaś okrasza historiami wziętymi z życia. Ta różnorodność materii nie sprawia jednak wrażenia bezładu czy nadmiaru – całość jest ściśle i logicznie uporządkowana. "Architektura przyjaźni" to rzecz do czytania i studiowania, ale może posłużyć też jako inspiracja do kształtowania własnego życia, bo tak naprawdę to opowieść o tym, jak żyć...
Daniel Zych – polonista, autor podręczników licealnych, opiekun naukowy wielu finalistów i laureatów Olimpiady Literatury i Języka Polskiego
???
"Architektura przyjaźni" ma to, co najistotniejsze w architekturze: solidne fundamenty i dobrą konstrukcję. Jej kolejne wątki pokazują, jak budować przyjaźń z innymi ludźmi i ze światem w ogóle. Cenne w dzisiejszych czasach...
A, i na koniec dobra wiadomość: do tego projektu czytelnik nie musi zatrudniać architekta ;)
Jan Kucza-Kuczyński – architekt, współzałożyciel Fundacji "Radość budowania" Habitat for Humanity International, uprzednio współwłaściciel pracowni architektonicznej Atelier 2, obecnie w biurze WXCA
???
Ta książka wciąga i dość szybko przekonuje czytelnika, że przyjaźń jest ważna, że to nie jakiś poboczny, nieistotny temat. Co więcej, dostarcza ona wielu trafnych wskazówek, jak zatroszczyć się o tę sferę bliskich, głębokich relacji, które przecież tak bardzo wpływają na to, jak doświadczamy jakości naszego życia.
Ks. Jan Wojciechowski – duszpasterz akademicki
PODZIĘKOWANIA
PROLOG
WSTĘP
SAMOTNOŚĆCzęść I: NATURA SAMOTNOŚCI
Rozdział 1. SAMOTNOŚĆ – GARŚĆ FAKTÓW
Rozdział 2. CZYM JEST SAMOTNOŚĆ
Rozdział 3. BÓL SAMOTNOŚCI
Rozdział 4. TEOLOGIA SAMOTNOŚCI
Rozdział 5. SAMOTNOŚĆ – SPOJRZENIE NAUKOWE
Część II: STRATEGIE RADZENIA SOBIE Z SAMOTNOŚĆIĄ
Rozdział 6. ZIGNOROWAĆ SAMOTNOŚĆ
Rozdział 7. PRZYJĄĆ SAMOTNOŚĆ JAKO DOŻYWOTNI WYROK
Rozdział 8. ZAGŁUSZYĆ SAMOTNOŚĆ
Rozdział 9. RZUCIĆ SIĘ W RAMIONA FACEBOOKA
Rozdział 10. MAŁŻEŃSTWO I SŁAWA
Rozdział 11. A MOŻE JEDNAK PRZYJAŹŃ?
Rozdział 12. OSIEM TYPÓW PRZYJACIÓŁ
Rozdział 13. SOCJOLOGICZNA DEFINICJA PRZYJAŹNI. PRZYJAŹŃ CZY MIŁOŚĆ?
PRZYJAŹŃCzęść III: PRZYJAŹŃ I JEJ ZWIĄZEK Z CNOTĄ – OD HOMERA DO TOMASZA Z AKWINU
Rozdział 14. CNOTA I PRZYJAŹŃ W SPOŁECZEŃSTWACH BOHATERSKICH ORAZ W HISTORYCZNYCH ATENACH
Rozdział 15. PRZYJAŹŃ I CNOTA U ARYSTOTELESA
Rozdział 16. CYCERON O PRZYJAŹNI
Rozdział 17. MOJŻESZ, HIOB I SYRACH – ŚWIADKOWIE PRZYJAŹNI
Rozdział 18. PRZYJAŹŃ W NOWYM TESTAMENCIE
Rozdział 19. JAN KASJAN
Rozdział 20. ELRED Z RIEVAULX
Rozdział 21. TOMASZ Z AKWINU
Rozdział 22. CNOTA I PRZYJAŹŃ – PODSUMOWANIE
Część IV: PIĘĆ CNÓT FUNDAMENTALNYCH
Rozdział 23. JAKI KATALOG CNÓT?
Rozdział 24. WDZIĘCZNOŚĆ
Rozdział 25. WIERNOŚĆ PRAWDZIE
Rozdział 26. SKRUCHA
Rozdział 27. SŁUŻBA
Rozdział 28. CNOTA POCZUCIA HUMORU
Rozdział 29. PIĘĆ CNÓT FUNDAMENTALNYCH: KILKA DOPOWIEDZEŃ
WSPÓLNOTACzęść V: ŻYCIE WSPÓLNOTY, SAKRAMENTY, DIALOG
Rozdział 30. PIĘĆ CNÓT FUNDAMENTALNYCH – ARGUMENT Z SAKRAMENTÓW
Rozdział 31. PIĘĆ CNÓT FUNDAMENTALNYCH – ARGUMENT BIBLIJNY
Rozdział 32. ŻAŁOBA I PRZYJAŹŃ
Część VI: ARCHITEKTURA PRZYJAŹNI
Rozdział 33. PRZYJAŹŃ, MIŁOŚĆ, MAŁŻEŃSTWO
Rozdział 34. SPOŁECZNY WYMIAR PRZYJAŹNI
Rozdział 35. ARCHITEKTURA PRZYJAŹNI
Rozdział 36. SAMOTNOŚĆ OSTATECZNIE POKONANA
ZAMIAST PODSUMOWANIA
DODATKI
Dodatek nr 1. Skala samotnos?ci. Kwestionariusz
Dodatek nr 2. Klasyfikacja mocnych stron charakteru i cnót (wg Petersona i Seligmana)
Dodatek nr 3. Skala samotności. Punktacja i interpretacja
Dodatek nr 4. Wersje oryginalne piosenek tłumaczonych z języka angielskiego
Przypisy
Bibliografia
George Milton i Lennie Small, główni bohaterowie znakomitej powieści Johna Steinbecka Myszy i ludzie1, stawiają się do pracy na ranczu w dolinie Salinas w Kalifornii. To, jak wyglądają, budzi zapewne lekkie zdziwienie:
Pierwszy [...] był niski, poruszał się energicznie, miał śniadą twarz o ostrych, zdecydowanych rysach i niespokojne, czujne oczy. Wszystko w nim było wyraziste: drobne, silne dłonie, smukłe ramiona, wąski, kościsty nos. Drugi, zwalisty mężczyzna o pozbawionej wyrazu twarzy, wielkich bezbarwnych oczach i szerokich barach, był jego przeciwieństwem. Stąpał ciężko jak niedźwiedź, powłócząc przy tym nogami, a jego ramiona nie kołysały się miarowo w rytmie marszu, lecz zwisały bezwładnie wzdłuż boków2.
Jednak nie kontrast w wyglądzie tej pary zaskakuje najbardziej. Najdziwniejsze jest to, że George i Lennie robią wrażenie, jakby byli przyjaciółmi. Jest między nimi jakaś zażyłość, jakiś rodzaj wzajemnego zaufania do siebie. W czasach Wielkiego Kryzysu to zjawisko rzadkie, a niektórzy twierdzą, że właściwie nieistniejące. Slim, szef najemnych robotników na ranczu, zauważa to z zadumą: "Niewielu chodzi razem za robotą. Nie wiem właściwie, czemu. Może na tym przeklętym świecie ludzie boją się siebie"3.
Nie wiadomo dlaczego, może strach jest tego powodem, ale fakt faktem, że nikogo z mieszkańców ani pracowników najemnych rancza nie łączą ze sobą żadne bliższe więzi. Żaden z pracowników nie chce tu dłużej zagrzać miejsca i poprzestaje jedynie na kumplowskich relacjach z innymi. Łączy ich wszystkich mordercza praca w polu, a po robocie szklanka whiskey, gra w karty i okazjonalne wyprawy do starej Susy i jej "dziewczynek" w pobliskim mieście.
Nawet Curley (syn właściciela rancza) i jego świeżo poślubiona żona nie są sobie bliscy. On traktuje ją jak rzecz, błyskotkę, którą może chwalić się przed światem niczym zdobyczą niedostępną dla innych mężczyzn.
Ona czuje się oszukana, uwięziona przez agresywnego i prostackiego gbura, przed którym ciągle ucieka, by flirtować z innymi.
Dwóm pracownikom rancza, którzy, jak się wydaje, są tutaj na stałe, też doskwiera samotność. Candy, starszy, jednoręki mężczyzna, ma przynajmniej psa, starego, niedołężnego owczarka, z którym czuje się bardzo związany. Crooks, zgięty w pół stajenny, nie ma nawet psa. Jest Murzynem, więc nie wolno mu jadać z białymi ani wchodzić do ich baraku. Mieszka sam w ciemnym pokoiku wykrojonym ze stajni. Jego doświadczenie samotności jest najbardziej dojmujące: "Człowiek musi mieć kogoś bliskiego. Dostaje fioła, jak nikogo nie ma. Nieważne, kim jest ten drugi, byleby tylko był. Mówię ci! Człowiek z tej samotności może się rozchorować"4.
W ten świat chorych z samotności ludzi wkraczają George i Lennie. Ile jest warta ich relacja? Czy jest to przyjaźń? Czy zda egzamin? Czy dzięki niej ocalą szansę na realizację swojego wielkiego marzenia – kupna własnej farmy, na której będą mogli hodować wspólnie króliki i czuć się wreszcie jak w domu?
(ciąg dalszy historii George'a i Lennie'go w rozdziale 11)
Samotność, która była tak przejmującym doświadczeniem bohaterów powieści Johna Steinbecka i jednym z najczęściej powracających motywów w całej XX-wiecznej literaturze1, na przełomie XX i XXI wieku stała się już opisywanym socjologicznie globalnym kryzysem samotności. Jak ujęła to Noreena Hertz, autorka kompleksowego studium samotności z uwzględnieniem jej społeczno-ekonomiczna tła, "młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety, single i osoby żyjące w związkach, bogaci i biedni – na całym świecie ludzie czują się samotni, oderwani od społeczności i wyobcowani"2.
W mojej książce spróbuję zanalizować to zjawisko i opisać rodzaj więzi, która może być lekarstwem na chorobę samotności. Lekarstwem, którego coraz bardziej potrzebujemy, są więzi z innymi, w tym głęboka i niezawodna przyjaźń.
Już napisano wiele książek i rozpraw na temat przyjaźni, po co więc kolejna? Z kilku powodów.
Po pierwsze, współcześnie przyjaźń jest niedoceniana. Częściej niż o przyjaźni mówi się i pisze o miłości. O ile bez problemu wymienić możemy długą listę piosenek, utworów scenicznych czy filmów o miłości, o tyle tekstów kultury skoncentrowanych na przyjaźni jest znacząco mniej. Być może ma rację jedna z bohaterek powieści Książka o przyjaźni, która powodu, dla którego książki o przyjaźni powstają tak rzadko, upatruje w tym, że "romanse i miłości mają wyraźne, spektakularne początki i zakończenia. Tyle osób zastanawia się, kiedy spotka miłość swojego życia, a przyjaciele pojawiają się gdzieś w tle – towarzyszą, wypełniają drugi plan"3.
Nawet w dziedzinie filozofii, która w starożytności i w średniowieczu poświęcała przyjaźni sporo uwagi, lista autorów nowożytnych traktujących serio to zagadnienie jest nad wyraz krótka. Antologie filozoficznych tekstów nowożytnych poświęconych przyjaźni zawierają nie więcej niż 300 stron4, potwierdzając tym samym fakt, że przyjaźń znalazła się w nowożytności na marginesie filozoficznych rozważań5.
Po drugie, obiegowe obserwacje i porady dotyczące przyjaźni są bardzo niekonkretne. Jeśli już proponuje się nawet jakieś kryteria brzegowe, które relacja powinna spełniać, by mogła zostać nazwana przyjaźnią, to często są one bardzo nieostre. Bo czy może nam pomóc cytowana w magazynie "Coaching", w "Raporcie o przyjaźni" definicja stworzona przez "wybitnego angielskiego psychologa społecznego Michaela Argyle'a", zgodnie z którą "przyjaciele to ludzie, których lubimy, którym wierzymy i których towarzystwo nas satysfakcjonuje"?6
Po trzecie, o przyjaźni mówi się i pisze tak, jakby mogła przydarzyć się każdemu, bez względu na jego wysiłek, poziom dojrzałości czy umiejętności społeczne. Trzeba dopiero obejrzeć film taki jak Barany. Islandzka opowieść7, by uświadomić sobie, że człowiek niedojrzały nie potrafi zbudować dojrzałej więzi, że na skutek nieprzepracowanych wad charakteru, rozmaitych uprzedzeń albo chorej ambicji człowiek sam pozbawia się życiodajnych relacji i sam buduje solidne mury jednoosobowej celi samotności. Cytowany już "Raport o przyjaźni" – skądinąd pełen ciekawych obserwacji – podaje za M. Argyle'em sześć filarów przyjacielskiego związku: dobrowolne wsparcie w potrzebie, wzajemne zaufanie, werbalne i niewerbalne okazywanie wsparcia, satysfakcjonujące dla obu stron komunikowanie się, obrona interesów przyjaciela pod jego nieobecność, dzielenie się z przyjacielem swoim szczęściem i sukcesami. Psycholog, chyba dość pochopnie, opisuje wszystkie te warunki tak, że wydają się możliwe do spełnienia przez prawie każdego bez zbytniego wysiłku.
Po czwarte wreszcie, współczesna teologia katolicka właściwie pomija przyjaźń milczeniem. Być może wynika to z założenia, że przyjaźń jest rodzajem miłości8, więc wystarczy poświęcić całą uwagę właśnie tej drugiej. Pojawiają się, co prawda, raz na jakiś czas książki teologiczne z przyjaźnią w tytule, ale prawie wyłącznie są one analizą tekstów i poglądów Arystotelesa, Elreda z Rievaulx lub św. Tomasza z Akwinu. Czasami wątek przyjaźni pojawia się w teologii moralnej przy okazji omawiania cnót lub w pracach egzegetycznych, szczególnie jeśli są one poświęcone Ewangelii św. Jana.
Jeśli uda mi się podjąć zasygnalizowane tutaj wyzwania dotyczące przyjaźni, czyli uda mi się wykazać: jak cenna, wręcz życiodajna, może być głęboka przyjaźń; jakich umiejętności wymaga i jakie kryteria musi spełniać; że jest sztuką wymagającą świadomego budowania i nie przydarza się przypadkiem, oraz pokazać jej teologiczne uzasadnienie i implikacje – książka osiągnie zamierzony cel.
Choć esej ten pisany jest przez teologa chrześcijańskiego, to jego adresatem jest szeroki krąg czytelników. Zarówno w analizie zjawiska samotności, jak i w argumentacji na rzecz konkretnej koncepcji przyjaźni kluczową rolę odgrywają bowiem obserwacje i argumenty natury psychologicznej, socjologicznej i filozoficznej. Argumentacja teologiczna zasadniczo pełni w książce funkcję wspierającą i uzupełniającą, a tylko w kilku miejscach wysuwa się na plan pierwszy.
Ten gatunek pisarstwa chrześcijańskiego, w którym nie przywołuje się argumentów teologicznych jako rozstrzygających, ale poszukuje się uniwersalnych podstaw do rozumienia człowieka i świata, zwyczajowo nazywa się apologetyką. Spoglądając na onieśmielające przykłady tak znakomitych apologetów, jak chociażby Clive S. Lewis, Peter Kreeft i Alister E. McGrath9, i ja zapraszam do przygody odkrywania tego, jak bardzo świat, który pojmujemy rozumem prowadzonym wyłącznie pragnieniem poznania, jest spójny ze światem poznawanym za pomocą rozumu, któremu dodatkowo towarzyszy wiara.
Jak ujęła to Ursula K. Le Guin, mistrzyni opowieści, "były wielkie społeczności, które nie używały koła, ale nie było społeczności, które nie opowiadały historii"10. Jedną z kultur, w których ogromne znaczenie miały opowieści – te przekazywane z ust do ust i te utrwalone na piśmie – była kultura celtyckiej Irlandii, zarówno starożytna, jak i średniowieczna, a więc już chrześcijańska. Celtowie mieli wielu "opowiadaczy historii" – od seanchai, najskromniejszego "opowiadacza" snującego opowieści przy domowym ognisku, przez fili, uczonego barda na dworach irlandzkich królów, aż po zakonnego skrybę11 siedzącego w skryptorium z gęsim piórem i kopiującego na cielęcą skórę historie świętych oraz klasyczne dzieła poetów i filozofów Grecji i Rzymu. Według celtyckiej tradycji "opowieść jest lepsza niż jadło"12. Gdy gromadzimy się razem, w gronie rodzinnym lub przyjacielskim, to nie po to, by jeść, lecz by słuchać historii i opowiadać je. To opowieść jest wydarzeniem centralnym, jedzenie tylko dodatkiem13.
Przyjaźń też domaga się opowieści. Każdy z nas, gdyby chciał powiedzieć coś istotnego na temat ważnych dla siebie relacji z drugim człowiekiem, nie zacząłby od rozważań semantycznych, ale... opowiedziałby jakąś historię. Może byłaby to historia poznania żony lub męża; relacja z wyprawy, w której ktoś razem z przyjaciółmi brał udział, a może opowieść o przyjacielu z klasy, z drużyny harcerskiej lub wspólnoty zakonnej.
Dlatego i w tej książce sporo jest opowieści. Część z nich to historie prawdziwe w tym sensie, że wydarzyły się naprawdę (prawda materialna). Inne też są prawdziwe, ale w tym sensie, w jakim prawdziwe są dobra literatura i film niosące prawdę o nas samych (prawda egzystencjalna). Przyjaźń z pewnością warta jest opowieści. Pozwól mi zatem, drogi Czytelniku, być twoim seanchai...
???
W książce wykorzystane zostały odniesienia zaczerpnięte głównie z dwóch kręgów językowych: języka polskiego oraz angielskiego. Może kiedyś, dzięki pomocy Czytelników, przyjdzie czas na bogatszą wersję rozważań?
???
Zawarte w tekście odniesienia do dzieł plastycznych i obiektów architektonicznych zostały opatrzone gwiazdką: *. Zachęcam do obejrzenia tych obrazów, rzeźb i budowli w Internecie.
Pod koniec XX wieku samotność przestała być jedynie jednostkowym fenomenem odzwierciedlonym w pamiętnikach, literaturze pięknej i filmie. Została zauważona i opisana przez socjologów i psychologów jako niebezpieczne i narastające zjawisko społeczne, które w pierwszych dekadach XXI wieku w krajach wysoko rozwiniętych osiągnęło rozmiary epidemii. Świadczą o tym suche fakty.
USA. Od 12 do 23 procent współczesnych Amerykanów nie ma z kim porozmawiać (w 1985 roku odsetek ten wynosił 8 procent) i bynajmniej nie są to tylko emeryci, ale często osoby w średnim wieku. W grupie 45–49-latków odsetek osób, które twierdzą, że nie mają się komu zwierzyć, wynosi 33 procent! Przeprowadzany w regularnych odstępach Ogólnokrajowy Sondaż Społeczny (ang. General Social Survey) pokazuje, że w odczuciu statystycznego Amerykanina spada liczba osób, z którymi można porozmawiać o ważnych sprawach. W 1985 roku każdy Amerykanin miał średnio po trzech powierników (ang. confidants), w 2004 – miał ich mniej niż dwóch, wliczając w to członków rodziny1. Z raportu opublikowanego w 2018 roku wynika, że wśród dorosłych obywateli USA 54 procent czuło się samotnych2. Badanie to, powtórzone (według tej samej metodologii) w 2020 r., dało wynik już o 7 procent wyższy.
Japonia. W Kraju Kwitnącej Wiśni jest chyba jeszcze gorzej, skoro od lat 90. XX wieku świetnie prosperują "wypożyczalnie przyjaciół", w których za określoną stawkę godzinową można wypożyczyć sobie "powiernika". Można z nim pójść do parku lub na kawę i zwierzyć się z najskrytszych sekretów. To działa, bo – jak mówi jeden z uczestników takiego spotkania – "Nie mógłbym tego powiedzieć nikomu, kogo znam"3. Niektóre z agencji oferują szerszy zakres usług. Można w nich wynająć aktora, który przebrany za ciebie odwiedzi twoją matkę lub ojca w domu starców, bo ty nie masz na to ochoty lub czasu.
Dania. Około 2009 roku Dania zamówiła tysiąc japońskich robotów interaktywnych "Paro". Wyprodukowany przez firmę AgeLab robot przypomina pokrytą miłym futerkiem małą foczkę, która reaguje na dotyk i "rozumie" około 500 angielskich słów. Zdaniem Takanoriego Shibaty z AgeLab, "Paro" ma szansę stać się "najlepszym terapeutycznym robotem na świecie" zapewniającym "towarzystwo" i "rozmowę" setkom tysięcy samotnych, starszych ludzi4.
Wielka Brytania. Urząd Statystyczny (ang. Office for National Statistics) w 2014 roku alarmował: "Wielka Brytania to europejska stolica samotności". Według ogłoszonego w 2017 roku raportu ponad 9 milionów Brytyjczyków jest zawsze lub często samotnych. Trzech na czterech lekarzy pierwszego kontaktu mówi, że każdego dnia przyjmuje pacjentów, dla których jedynym powodem wizyty jest to, że czują się samotni5. Problem samotności osiągnął taką skalę, że rząd Teresy May wyznaczył w 2018 roku specjalnego pełnomocnika do spraw samotności w randze ministra. Jego zadaniem miało być opracowanie strategii walki z samotnością opartej "na współpracy władz centralnych i lokalnych, służb publicznych i wolontariuszy"6.
Polska. Jednym z pierwszych dzwonków alarmowych, które rozbrzmiały w Polsce, były skromne, jeśli chodzi o zakres, ale przejmujące w swojej wymowie, badania przeprowadzone przez licealistów w Płocku na jesieni 2018 roku. Zauważyli oni, że mnóstwo ich rówieśników "ma problem, by do kogoś zagadać" i w efekcie "coraz więcej z nich odczuwa samotność". Aby zweryfikować tę hipotezę o narastającym poczuciu samotności, uczniowie przeprowadzili ankietę (w mediach społecznościowych i w wersji papierowej), z której wynikało, że ponad połowa ich respondentów poniżej 18 roku życia oraz w przedziale wiekowym 21–29 czuła się samotna7.
Wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut Pokolenia w sierpniu 2022 roku i przedstawionych w raporcie Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków potwierdziły, że epidemia samotności dotarła już do Polski. Aż 53 procent Polaków doświadcza poczucia samotności, 39 procent deklaruje, że często lub czasami czuje się opuszczona, a 35 procent Polaków nie ma nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić. Poczucie samotności/osamotnienia dotyczy niemal co drugiej młodej osoby (46 procent). W szczególności problem dotyka młodych mężczyzn, bo aż 55 procent mężczyzn do 24 roku życia doświadcza silnego poczucia samotności8.
Dane dotyczące zakresu chronicznej samotności w dzisiejszym świecie są alarmujące. Statystyki, ujawniając skalę tego zjawiska, jednocześnie coś kamuflują – pomijają milczeniem dramat pojedynczego samotnego człowieka. Poznajmy dwie indywidualne historie wspomniane w wyśmienitej książce Norreny Hertz Stulecie samotnych. Jak odzyskać utracone więzi. Pierwsza z nich to historia Saito-san:
Niemal 10 tysięcy kilometrów od manhattańskiej dzielnicy Noho budzi się Saito-san. Niska staruszka o zaokrąglonych policzkach, z przyjazną iskierką w oku, owdowiała, matka dwojga dzieci, aż za dobrze wie, co oznacza samotność. Borykała się z niemałymi kłopotami finansowymi, emerytura nie wystarczała jej na życie, brakowało jej wsparcia, a jej dzieci były zbyt zajęte, by się tym przejmować. Saito-san często czuła się osamotniona. Czas przeszły wynika z tego, że zdecydowała się na radykalny i bezprecedensowy krok.
Obecnie osadzona w więzieniu Tochigi, przeznaczonym dla kobiet, jest jedną z licznych starszych Japonek i Japończyków, którzy świadomie wybrali zakład karny jako miejsce na spędzenie jesieni życia. W okresie ostatnich dwóch dekad w Japonii liczba przestępstw popełnianych przez ludzi po 65. roku życia wzrosła czterokrotnie. W tej grupie wiekowej 70 procent przestępców w ciągu pięciu lat złamało prawo ponownie. Strażniczka więzienna Junko Ageno nie ma wątpliwości, że kluczową rolę w tym trendzie odgrywa samotność – dowiedziała się tego od swych podopiecznych. Zgadza się z tym profesor Koichi Hamai z Uniwersytetu Ryukoku, badający zjawisko rosnącej liczby starszych wiekiem więźniów. Uważa on, że znacząca liczba starszych kobiet świadomie wybiera więzienie jako sposób na ucieczkę od społecznego wyizolowania. Zwykle trafiają do więzienia z powodu niegroźnych wykroczeń, takich jak drobne kradzieże sklepowe – jedno z najłatwiejszych do popełnienia przestępstw, jeśli się chce pójść za kratki. Spośród tych więźniów 40 procent przyznaje, że rzadko rozmawiało z krewnymi albo że nie ma ich wcale, a połowa seniorów ostatnio osadzonych w zakładach karnych za kradzież sklepową mieszkała samotnie, zanim została skazana.
Wielu opisuje więzienie jako sposób na stworzenie sobie "społeczności, której nie mieli w domu". Miejsce, gdzie, jak wyjaśnia pewien 80-latek: "Zawsze są dookoła ludzie i nie czuję się już samotny"9.
Można szukać wyzwolenia z samotności przez dostanie się do więzienia, a można zdecydować się na inny desperacki krok.
Han Zicheng, człowiek twardy i doświadczony, który przeżył inwazję Japonii, chińską wojnę domową i rewolucję kulturalną, wiedział, że ciężaru samotności nie jest już w stanie dłużej dźwigać. W pewien chłodny dzień w grudniu 2017 roku, ten 85-letni staruszek z Tianjin w Chinach, na kilku kawałkach papieru napisał starannym charakterem pisma apel, który dojrzewał w nim już od dawna. Następnie wsiadł na rower i zaczął rozwieszać swoje ogłoszenia w okolicy: na przystankach autobusowych i w witrynach sklepów. To tam zauważyła go pewna kobieta, która zrobiła zdjęcie ogłoszenia Hana i zamieściła je w mediach społecznościowych. Ogłoszenie wyglądało następująco:
Poszukuję kogoś, kto mnie zaadoptuje.
Samotny, stary mężczyzna po 80-tce. W pełni sił. Mogę robić zakupy, gotować i potrafię zadbać o siebie. Nie choruję na żadne przewlekłe choroby. W przeszłości pracowałem w instytucie naukowo-badawczym w Tianjin, a obecnie otrzymuję miesięczną emeryturę w wysokości 6,000 RMB [$950]. Nie chcę iść do domu starców. Mam nadzieję, że jakaś serdeczna osoba lub rodzina zaadoptuje mnie, zatroszczy się o mnie i pochowa mnie po mojej śmierci10.
Ta historia nie miała niestety optymistycznego zakończenia. Han Zicheng zmarł trzy miesiące później. Wielu jego sąsiadów dopiero po dwóch tygodniach zorientowało się, że już go nie zobaczą.
Pandemia koronawirusa, która w latach 2020–2023 przetoczyła się przez wszystkie kontynenty, sprawiła, że tematyka samotności stała się jeszcze bardziej aktualna. Co mówią statystyki na temat wpływu pandemii na doświadczenia samotności?
Dysponujemy już badaniami ukazującymi znaczący wpływ pierwszych miesięcy pandemii COVID-19 na narastanie zjawiska samotności w krajach Unii Europejskiej. Raport Samotność w Unii Europejskiej (ang. Loneliness in the EU)11 pokazał, że o ile w 2016 r. około 12 procent obywateli UE odczuwało samotność częściej niż przez połowę swojego czasu, o tyle w pierwszych miesiącach pandemii odsetek ten się podwoił i osiągnął 25 procent. Raport wskazał jednocześnie na grupę kilku czynników, które potęgowały narastanie poczucia samotności. Były nimi: wiek, sytuacja domowa i kraj pochodzenia. Choć wydaje się to sprzeczne z intuicją, grupą, która najsilniej doświadczyła samotności w okresie pandemii, nie byli seniorzy, ale młodzi dorośli, czyli osoby w wieku 18–25 lat, wśród których ponad jedna trzecia często doświadczała w tym okresie samotności12.
Na doświadczenie samotności w pierwszych miesiącach pandemii znaczący wpływ, poza wiekiem, miała także sytuacja domowa. Największego wzrostu samotności – w porównaniu do czasu przed pandemią – doświadczyły osoby mieszkające w jednoosobowych gospodarstwach domowych (wzrost o ponad 22 procent). W tym samym czasie poziom odczuwania samotności wśród osób mieszkających z partnerem i/lub z dziećmi wzrósł tylko o 9 procent13.
Badano również zróżnicowanie poziomu samotności Europejczyków według krajów ich pochodzenia. Przed pandemią samotność była najniższa w krajach Europy północnej, gdzie około 6 procent ludzi deklarowało, że czuje się samotnie dłużej niż połowę swojego czasu. Podczas pandemii poziom samotności wzrósł we wszystkich krajach Europy i osiągnął poziom od 22 procent do 26 procent. Ta negatywna zmiana była więc najbardziej odczuwalna właśnie w krajach takich jak Norwegia i Szwecja.
Bez względu na wiek, sytuację domową i kraj pochodzenia konieczność pozostania w domu w czasie pandemii COVID-19, często w izolacji, uświadomiła nam wszystkim, jak bardzo siebie nawzajem potrzebujemy. Każdy z nas miał swoje własne, bardzo konkretne doświadczenie czasu lockdownu. Ci z nas, których relacje przeszły próbę wytrzymałościową, chętnie mówili w mediach o tym budującym doświadczeniu. Byli jednak i tacy, którzy doświadczyli bolesnego opuszczenia i samotności. Oni zazwyczaj milczeli, bo doświadczenie rozczarowania relacjami i zawodu ludźmi było wstydliwe, a więc właściwie niekomunikowalne.
Obrazem samotności w pandemii, obrazem, który już na zawsze został wyryty w mojej pamięci, są zdjęcia z wyspy Hart w Nowym Jorku. To tam chowano tych, którzy umarli w czasie pandemii, a po których ciała nikt się nie zgłosił. Chowano ich w grobach... masowych.
Jeśli chcemy powiedzieć coś na temat samotności, to najpierw powinniśmy doprecyzować, co mamy na myśli, kiedy używamy tego określenia. Język polski nastręcza w tym zakresie sporo trudności. Jeden wyraz ma kilka, dość istotnie różniących się od siebie, znaczeń. Mamy więc "samotnego żeglarza", który płynie samodzielnie przez ocean, ale może być w kontakcie radiowym z najbliższymi i czuć z nimi głęboką wspólnotę. Mamy ascetę poszukującego "samotności", który tak naprawdę pragnie czasowego odsunięcia się od ludzi, by zacieśnić więź z Bogiem1 – a więc pragnie być jeszcze mniej samotny. Mamy "samotnika", który stroni od ludzi, by obronić własny pomysł na życie, oraz osobę, dla której brak bliskich więzi jest samotnością nie do zniesienia. Mamy wreszcie kogoś, kto żyje "sam", to znaczy nie jest w żadnym stałym związku.
Poziom zróżnicowania znaczeń potwierdza słownik antonimów2. O ile większość słów ma po kilka antonimów to "samotność" ma ich... 29. Antonimami słowa "samotność", podanymi przez ten słownik, są więc: "niesamotność", "bywanie", "małżeństwo", "mariaż", "ożenek", "trwały związek", "zamążpójście", "związek", "związek sakramentalny", "powiązania", "powiązanie", "uczestnictwo", "uczestniczenie", "udział", "związki", "kontakt", "obcowanie", "pożycie", "towarzystwo", "więź", "współżycie", "koledzy", "przyjaciele", "znajomi", "życie towarzyskie", "otoczenie przez innych", "poczucie wspólnoty", "konkubinat", "przynależność do grupy".
W polskich pracach teoretycznych dotyczących fenomenu samotności próbuje się wprowadzić bardziej precyzyjną terminologię. Jedna z badaczek3 proponuje podział następujący:
samotność społeczna, czyli fizyczne przebywanie samemu, życie w "pojedynkę". Jest to stan obiektywny, a zatem możliwy do zaobserwowania przez otoczenie. [...]
samotność emocjonalna, a zatem subiektywna, samotność, której nie widać. Jest to poczucie opuszczenia, braku innych ludzi. Można mieć wielu znajomych, rodzinę, jednak w trudnych momentach nie mieć, na kogo liczyć. [...]
samotność aksjonormatywna, która może być zarówno stanem obiektywnym, jak i subiektywnym. Jest to niemoc skonstruowania własnego systemu wartości opartego o aprobowane normy społeczne, skutkiem czego jest pustka moralna oraz zagubienie tożsamościowe i egzystencjalne jednostki4.
Z kolei Piotr Domeradzki, w swoim absolutnie imponującym studium Rozstaje samotności5, z filozoficznego punktu widzenia dokonuje rozróżnienia między sześcioma odmianami samotności i wylicza: samość, sobość, depersonalizację, odosobnienie, osamotnienie i wyobcowanie.
Oba te podziały mają jednak zasadniczą wadę. Opierają się raczej na hermetycznych terminach fachowych niż na przyjętych i powszechnie zrozumiałych określeniach będących w codziennym użyciu. Spróbujmy zapytać kogoś o to, czy czuje się samotny aksjonormatywnie, a zobaczymy zdziwienie na jego twarzy. Poprośmy go o to, by zinterpretował zdanie F. Rosenzweiga: "Sobość musi wyzwolić się ze swej niemoty i stać się sobością mówiącą"6, a być może okaże się, że nasz rozmówca zrozumie jedynie słowo "niemota" i uzna, że go obraziliśmy.
Niewątpliwie może nam tu przyjść z pomocą język angielski, w którym funkcjonują wyrazy będące zarówno określeniami powszechnie używanymi, jak i akceptowanymi przez specjalistów. Ponieważ niniejsza książka nie jest poświęcona samotności, a tylko rozpoczyna się od analizy jednego jej rodzaju, pozwolę sobie skorzystać z dość prostego podziału7 cytowanego przez światowy autorytet w dziedzinie studiów nad samotnością Bena Lazare'a Mijuskovica. Zgodnie z tą propozycją możemy mówić o następujących formach samotności:
1) physical aloneness – to bycie samemu, w pojedynkę,
2) isolation – to izolacja, bycie wyobcowanym, to poczucie obcości, niemożność odnalezienia się w pewnym środowisku lub kręgu kulturowym,
3) solitude – to odosobnienie, to zazwyczaj świadome i czasowe zdystansowanie się od zgiełku świata, by móc w ciszy i skupieniu na nowo odnaleźć siebie lub wartości, których się poszukuje,
4) loneliness – to samotność jako stan umysłowy i emocjonalny, to poczucie braku istotnych, bliskich więzi i tęsknota za nimi8.
Samotność, jak widać, może być definiowana na różne sposoby. Niektórzy badacze, tacy jak Noreena Hertz, przyjmują definicję szeroką i rozumieją samotność "zarówno jako stan wewnętrzny, jak i egzystencjalny – osobisty, społeczny, ekonomiczny i polityczny"9. W tej książce używam słowa "samotność" w znaczeniu węższym, na oznaczenie poczucia braku istotnych, bliskich więzi i tęsknoty za nimi (ang. loneliness)10.
Christopher McCandless11, główny bohater książki Wszystko za życie12 i filmu pod tym samym tytułem13, doświadczył wszystkich opisywanych powyżej stanów (ang. physical aloneness, isolation, solitude, loneliness).
Gdy 28 kwietnia 1992 roku stanął na progu swojej wielkiej, wymarzonej przygody, planował, żeby przez kilka miesięcy żyć darami natury w dzikich ostępach tundry na północ od najwyższej góry USA McKinley w paśmie Alaska Range. Rejon, w który się zapuszczał, był pozbawiony zabudowań i praktycznie nieuczęszczany o tej porze roku, ale przecież właśnie o to Chrisowi chodziło. Chciał być kompletnie sam (ang. alone), by w odosobnieniu (ang. in solitude) i ciszy, z dala od cywilizowanego świata odnaleźć prawdziwego siebie.
Jim Gallien, który chwilę wcześniej podwiózł go jako autostopowicza, zdziwiony był tym, jak słabo Chris przygotował się do wyprawy. Jego plecak ważył zapewne około 12–13 kilogramów, a więc zawierał zdecydowanie za mało zapasów jak na ciężkie warunki leśnej głuszy pokrytej o tej porze roku śniegiem.
Miał tanie turystyczne buty, ani ocieplane, ani nieprzemakalne. Jego strzelba kaliber 22. nie wystarczyłaby do zabicia większego zwierzęcia, takiego jak łoś czy karibu, które musiałby jeść, jeśli planował spędzić w terenie dłuższy czas. Nie miał siekiery, środków owadobójczych, rakiet śnieżnych ani kompasu. W nawigacji jedyną pomoc stanowić miała postrzępiona mapa drogowa stanu, którą świsnął ze stacji benzynowej14.
To, czego Jim Gallien nie wiedział, to to, że plecak Chrisa ponad połowę swego ciężaru zawdzięczał książkom, a żywności było w nim zaledwie 5 kilogramów.
Chistopher Johnson McCandless czytał namiętnie od dzieciństwa. Pochodził z zamożnej rodziny i wychowywał się w bogatej dzielnicy Waszyngtonu. Był świetnym uczniem, a potem studentem. Uniwersytet Emory ukończył z wyróżnieniem i gdyby chciał, mógłby dostać się na studia prawnicze na Harvardzie, na czym jego rodzicom bardzo zależało. On jednak miał inne plany.
Od czasu szkoły średniej był bezkompromisowym idealistą. Fascynowały go książki Jacka Londona, które budziły w nim zew przygody na łonie natury. Zaczytywał się książkami Lwa Tołstoja, którego podziwiał za to, że potrafił porzucić życie w bogactwie i obracać się wśród nędzarzy. Czuł się obco (ang. isolation) wśród studentów marzących o sławie i pieniądzach, mierzili go jego rodzice całkowicie pochłonięci pracą we własnej, dobrze prosperującej firmie konsultingowej.
Na studiach spośród przedmiotów fakultatywnych wybierał te poświęcone sprawiedliwości społecznej, obronie prześladowanych czy kryzysowi żywnościowemu w Afryce. Sam prowadził życie bardzo ascetyczne. Mieszkał poza terenem uniwersytetu, jak mnich, w małym pokoju wyposażonym tylko w cienki materac rzucony na podłogę, stół i skrzynki po butelkach w charakterze krzeseł. Nie miał telefonu. Utrzymywał nienaganny porządek. Choć czasem bawił się na mieście ze znajomymi, to u siebie nie przyjmował gości. Ciągle czytał.
Odzywał się często do młodszej siostry Carine, z którą byli sobie bardzo bliscy15. Jego kontakt z rodzicami, a szczególnie z ojcem, był trudny. Walt, ojciec Chrisa, był człowiekiem z wyraźną skłonnością do pouczania wszystkich i rozstawiania ich po kątach. Miedzy nim a jego żoną Billie, matką Chrisa i Carine, dochodziło do kłótni, a być może i do rękoczynów16. Chris bał się ojca i czuł się przez niego przymuszany do podążania ścieżką prowadzącą do pustej stabilizacji i zniewolenia dobrami materialnymi.
Gdy był już studentem, Chris dowiedział się od znajomych rodziny o pewnym skrzętnie ukrywanym przed nim fakcie. Wiedział o pierwszym małżeństwie swojego ojca i o jego rozwodzie. Jednak to, czego dowiedział się teraz, wstrząsnęło nim dogłębnie. Walt rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną dwa lata po (a nie, jak mówiono to Chrisowi i Carine) przed urodzeniem Chrisa. Oznaczało to, ni mniej, ni więcej, że on, Chris, był owocem pozamałżeńskiego romansu ojca, a Billie, matka, rozbiła pierwszą rodzinę Walta. Chris poczuł się do głębi zraniony tymi odkryciami i uznał rodziców (a szczególnie ojca) za świętoszkowatych hipokrytów. Nigdy nie powiedział im, że wie o tym wszystkim – ani zaraz po dokonaniu odkrycia, ani później. Zrobił z tego swoją ponurą tajemnicę (podzielił się nią jedynie z Carine), a złość okazywał milczeniem i odsuwaniem się od bliskich17.
Gdy w czerwcu 1990 roku postanowił wyruszyć w swoją życiową podróż, przekazał wszystkie swoje pieniądze z konta (24 tysiące dolarów) na cele charytatywne. Wyjechał, nie zostawiając żadnej wiadomości dla rodziców ani Carine, i już nigdy się do nich nie odezwał. Rodzice zorientowali się, że syn wyjechał, gdy poczta w sierpniu zwróciła im listy, które przychodziły na adres Chrisa. Czy Chris nie przekazał im wiadomości o swoim wyjeździe tylko dlatego, że nie chciał, by go odnaleziono? Chyba nie. W ciągu prawie dwóch lat swojej podróży po USA i Kanadzie przemierzył kilka tysięcy kilometrów i przecież mógł choćby raz wysłać do domu kartkę uspokajającą rodziców i Carine. Nie zrobił tego. Czy chciał ich wykreślić ze swojego życia, ukarać?
W trakcie swoich podróży Chris zaprzyjaźnił się z Ronaldem18, osiemdziesięcioletnim mężczyzną, emerytowanym wojskowym. Ron Franz wiele lat wcześniej stracił żonę i jedynego syna, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Od tego czasu mieszkał sam. Gdy drogi Ronalda i Chrisa skrzyżowały się w styczniu 1992 roku, starszy człowiek zapałał sympatią do młodego i czupurnego chłopaka, a Chris odnalazł w Ronie serdecznego i cierpliwego rozmówcę. Ron próbował odwieść Chrisa od, jak mu się wydawało, ryzykownej eskapady w dzikie tereny Alaski. Dając wyraz swojej na nowo odkrytej rodzicielskiej trosce, Ron zaproponował Chrisowi, że go zaadoptuje jako swojego wnuka. Chris był bardzo wzruszony propozycją Rona. Nie chciał składać jednak żadnych deklaracji, zaciągać zobowiązań ani rozbudzać nadziei, więc obiecał, że podejmą ten temat na nowo po jego powrocie.
Kilka tygodni później Christopher wysłał list do Rona, zachęcając go, by ten porzucił dotychczasowy ustabilizowany tryb życia i wyruszył w podróż. List ten dobrze pokazuje, gdzie w marcu 1992 roku Chris upatrywał źródeł szczęścia:
Podstawą życia ducha ludzkiego jest jego pasja przygody. Radość życia przychodzi z nowymi doświadczeniami, a zatem nie ma większej radości niż mieć wciąż zmieniający się horyzont, każdego dnia inny, i nowe słońce. Jeśli chcesz więcej dostać od życia, Ron, musisz zrezygnować z zamiłowania do bezpieczeństwa i żyć na łapu-capu, co z początku wyda ci się wariactwem. Ale kiedy przywykniesz do takiego stylu, zrozumiesz jego znaczenie i piękno. [...] Mylisz się, sądząc, że Radość rodzi się tylko – lub głównie – ze stosunków międzyludzkich. Bóg umieścił ją wokół nas. Jest we wszystkim, w czymkolwiek, czego możemy doznawać. Musimy tylko mieć odwagę zwrócić się przeciwko przyzwyczajeniom i oddać się życiu niekonwencjonalnemu. Chodzi mi o to, że nie potrzebujesz mnie ani nikogo innego, aby wnieść nowe światło w swoje życie. Ono czeka, żebyś je wziął, a ty musisz tylko po nie sięgnąć. Jedyną osobą, z którą musisz walczyć, jesteś ty i twój opór przed angażowaniem się w coś nowego19.
Pod koniec czerwca, po prawie trzech miesiącach pobytu w alaskańskiej dziczy, w książce Lwa Tołstoja Szczęście rodzinne, wtedy właśnie czytanej, Chris zaznaczył fragmenty, które go szczególnie poruszyły:
Miał rację, mówiąc, że jedyne pewne szczęście w życiu to życie dla innych... Przeżyłem wiele, ale myślę, że teraz już wiem, czego trzeba do szczęścia. Ciche, spokojne życie na wsi, bycie w miarę możności użytecznym dla ludu [...]; dalej praca, która – miejmy nadzieję – będzie w jakiś sposób potrzebna; potem reszta, przyroda, książki, muzyka, miłość bliźniego – taka jest moja wizja szczęścia. A potem, na dodatek ty jako mąż, może dzieci – czego więcej może ludzkie serce pragnąć?20
Na odludziu, w surowych warunkach Alaski, musiało już nastąpić pewne przewartościowanie poglądów Chrisa na temat szczęścia, przejście od: "Mylisz się, sądząc, że Radość rodzi się tylko – lub głównie – ze stosunków międzyludzkich. Bóg umieścił ją wokół nas" do: "jedyne pewne szczęście w życiu to życie dla innych". Potwierdzeniem tej przemiany była decyzja "powrotu do świata". Trzeciego lipca Chris spakował plecak i wyruszył w drogę powrotną. Nie przewidział niestety, że strumienie, które z łatwością przekroczył w bród w kwietniu, będą teraz rwącymi rzekami i staną się przeszkodą nie do pokonania. Gdy wrócił do swojego autobusu-pustelni, w którym mieszkał21, dokonał następującego wpisu do dziennika: "Katastrofa... Zalany. Rzeka wygląda niemożliwie. Samotny, przerażony"22.
Odkrywszy potencjalne źródło szczęścia w miłości i w rodzinie23, Chris zapragnął powrotu do ludzi, z którymi relacje były dla niego ważne. Gdy okazało się to niemożliwe, poczuł się, być może po raz pierwszy w życiu, samotny. Zdaje się, że wtedy po raz pierwszy pojawia się w dzienniku Chrisa słowo lonely.
W lipcu dzielnie walczył o przetrwanie, ale zwierzęta, które udało mu się upolować, nie zapewniały wystarczająco dużo pożywienia. Chudł i był coraz bardziej osłabiony. Gdy kończył czytać Doktora Żywago Borysa Pasternaka, podkreślił w tekście następujące zdanie: "Szczęście, którym się nie dzieli, nie jest szczęściem". Musiało to być dla niego bardzo ważne zdanie, skoro na marginesie książki zapisał jeszcze raz: "Szczęście prawdziwe tylko, gdy dzielone".
Chris McCandless z nikim nie zdążył się podzielić swoimi odkryciami ani swoim szczęściem. Zmarł najprawdopodobniej 18 sierpnia, 112 dni po wejściu w głuszę, 19 dni przed tym, gdy sześcioro Alaskańczyków znalazło jego ciało w starym autobusie. Według lekarzy dokonujących sekcji zwłok najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci było zagłodzenie.
Ostatni wpis, dokonany przez Chrisa na kilka dni przed śmiercią, był następujący: "Miałem szczęśliwe życie i dzięki Ci, Panie. Do widzenia i niech Bóg was wszystkich błogosławi"24.
Ladislaus Boros, węgierski teolog katolicki, swoje rozważania w książce Istnienie wyzwolone rozpoczyna od bardzo mocnego sformułowania: "Cierpienie nie jest w gruncie rzeczy niczym innym jak samotnością, zamknięciem się w sobie, ograniczeniem się do siebie"1. Boros twierdzi więc nie tylko, że samotność jest jednym ze źródeł cierpienia, ale właściwie stawia między nią a cierpieniem znak równości.
Nie neguje on cierpienia fizycznego, a twierdzi jedynie, że jest ono "na usługach życia"2, może pomóc nam "wydźwignąć się na wyższą płaszczyznę egzystencji", to znaczy zrozumieć, co i kto jest dla nas najważniejszy. Twierdzi, że ból fizyczny nie może zniszczyć szczęścia. "Człowiek kochający może odczuwać ból, może przechodzić duchowe udręki i znajdować się w stanie fizycznego zagrożenia, ale gdy kocha, to znaczy, gdy zatopiony jest całą swoją istotą w ukochanej osobie, doznaje szczęścia, którego nie jest w stanie podważyć żadne cierpienie"3.
???
18 marca 2011 r., gdy setki Syryjczyków zgromadziły się na placu przed meczetem al-Omari w Daara, ich wyśpiewywanym i wykrzykiwanym pragnieniem były głębokie reformy: ukrócenie nepotyzmu i korupcji, zaradzenie bezrobociu, odrzucenie metod państwa policyjnego, inwigilacji i tortur. Pragnęli zwykłego życia, pragnęli nadziei. Rządowe siły bezpieczeństwa Assada zareagowały, strzelając do tłumu. Zginęły trzy osoby. Po tygodniu, mimo kolejnych ofiar, protestujących były już tysiące i to nie tylko w Daara, ale także w Homs, Aleppo, Damaszku i Latakii, największych miastach Syrii. W Syrii rozpoczęła się wojna domowa.
Gdy pewna młoda kobieta, Nada, dołączyła się do sił opozycji, po prostu chciała nieść pomoc. Dostarczała środki opatrunkowe i jedzenie na linię frontu, gdzie jej przyjaciele i koledzy z uniwersytetu, nie mający przeszkolenia ani doświadczenia wojskowego, walczyli, by obalić reżim Assada.
Wkrótce potem dziewczyna zaczęła relacjonować na Facebooku przebieg walk. Jej zaangażowanie, odwaga i rzetelność przekazu zostały docenione. Nada została mianowana szefem lokalnego oddziału Mediów Rewolucyjnych. Czy wiedziała, jak bardzo ryzykuje? Oczywiście, że miała tego świadomość. Przecież żyła w kraju wciąż rządzonym przez bezwzględnego dyktatora i podległe mu służby.
Gdy któregoś dnia w czerwcu 2012 r. na ekranie jej komórki wyświetlił się komunikat "połączenie z numeru zastrzeżonego", wiedziała, że sprawy przybierają niepomyślny obrót. Dzwonił jej bliski przyjaciel. Był w więzieniu w Latakii. Błagał ją, by zgłosiła się sama na komisariat. Wiedziała, co to znaczy. Służby złamały go torturami i zmusiły do podawania kolejnych adresów i nazwisk.
Teraz była już pewna, że przyjdą i po nią. Nie miała gdzie uciekać, a może bała się, że jeśli ucieknie, policja Assada będzie próbowała torturami wymusić na jej bliskich informację o tym, gdzie się ukrywa. Zniszczyła notatki, dokumenty, zdjęcia, karty SIM i inne nośniki pamięci, zniszczyła wszystko, co mogłoby stanowić dowód przeciwko niej czy jej przyjaciołom. Postanowiła czekać. Mogła tylko czekać.
Gdy dwa dni później przyszli po nią o świcie, była jeszcze w piżamie. Przygotowywała się na najgorsze i najgorsze nadeszło: ponad osiem miesięcy szantażu, głodu, tortur fizycznych i gwałtów ze strony pilnujących ją i przesłuchujących w więzieniu policjantów.
Gdy Janine Di Giovanni4, amerykańska reporterka relacjonująca wojnę w Syrii, spotkała Nadę w jednym z obozów uchodźców w południowej Turcji, ta była już na wolności od kilku miesięcy. Opowiadając Janine o swoim cierpieniu w więzieniu, Nada powiedziała, że jej ból nie był jedynie bólem fizycznym. Najgorszą chyba torturą było to, że strażnicy z lubością powtarzali, że już powiadomili jej rodzinę o jej śmierci. I tak, spędzając kolejne dni i noce w więzieniu niedaleko swojego rodzinnego domu, wyobrażała sobie, jak ci, których kochała najmocniej na świecie, opłakują ją i rozpaczają po jej śmierci.
Została uśmiercona w pamięci ukochanych, więc sama też poczuła się tak, jakby zniknęła, jakby i oni umarli, jakby była kompletnie sama. Ta psychiczna tortura okazała się bardziej przerażająca niż wszystko, co zrobili jej ciału. "Wyobrazić sobie, że świat tam na zewnątrz, ludzie, których kochasz, myślą, że jesteś martwa, gdy tak naprawdę jeszcze żyjesz..."5.
???
Samotność to jakby doświadczenie śmierci. Jestem samotny, bo nie mam dla kogo żyć, bo nikt nie żyje dla mnie lub ci, których kocham, sądzą, że nie żyję. Tak głęboka samotność może być przyczyną cierpienia większego niż ból fizyczny, gwałt, choroba czy strach.
Tym, co sprawia, że samotność jest siłą prawdziwie destrukcyjną, jest całkowita niemożność zakomunikowania jej drugiej osobie. Każdym innym cierpieniem mogę się z kimś podzielić, szukać zrozumienia czy pocieszenia. Samotnością, z definicji, nie mogę z nikim się podzielić.
Bardzo wielu pisarzy, artystów i filozofów dostrzegało tę niszczącą siłę samotności. Samotność jest: "nieznośna" (Samuel Beckett)6, "jedynym cierpieniem, jakiego doznaje człowiek" (Gabriel Marcel)7, "gangreną duszy" (Eugene Ionesco)8, "gorsza niż śmierć" (Artur Schopenhauer)9.
Niektórzy twórcy idą jeszcze dalej niż wspomniany Ladislaus Boros i stawiają znak równości pomiędzy samotnością a piekłem. P. J. Harvey śpiewa: "Gdy tylko zostanę sama, diabeł wkracza w moją duszę"10 albo: "Dla pozostawionej samej na pustyni ten dom staje się piekłem"11. Dla P. J. Harvey źródłem inspiracji mógł być w tym miejscu, tak jak w innych jej utworach12, T. S. Eliot.
Thomas Stearns Eliot, jako jeden z pierwszych, ukazał w swoich wierszach charakterystyczne dla nowoczesnego człowieka poczucie egzystencjalnego zagubienia i samotności w stechnicyzowanym świecie. Nawiązując do św. Augustyna, który był dla niego jednym z najważniejszych źródeł inspiracji, Eliot przeciwstawia idealnemu miastu Boga miasto ludzi, które utożsamia z Londynem13. Londyn, ze swoim tumultem i tłumem anonimowych, niczym nakręcane zabawki, postaci jest w jego wierszach miastem martwym. Zaludniają go zjawy wylewające się z budynków ze stali i betonu, by zniknąć zaraz w przepastnych, podziemnych norach14. To właśnie metro, niczym podziemne mrowisko, było dla poety synonimem absolutnej pustki i samotności w tłumie.
W Burnt Norton, wierszu rozpoczynającym cykl Czterech kwartetów T. S. Eliot opisuje Londyn w sposób następujący:
[...] Tylko migotanie
Wśród przemęczonych przez czas pooranych twarzy
Rozpraszanych z rozproszenia w rozproszenie
Pełnych przewidzeń a próżnych znaczenia
Wzdętych apatią bez skupienia
Ludzi i świstków papieru, miotanych przez zimny wiatr
Co wieje przed i po czasie
Wiatr do i od skażonych płuc
Czas przed i czas po.
Oddanie zatrutego ducha
W mdlące powietrze, w odrętwienie
Gnane przez wiatr, co omiata posępne wzgórza Londynu
Hampstead i Clerkenwell, Campden i Puenty,
Highgate, Primrose i Ludgate. Nie tu
Nie tu jest ciemność, w tym świergotliwym świecie.
Zejdź niżej, zejdź tylko
W świat nieustannej samotności,
Świat nie świat, lecz to, co nie jest światem,
W wewnętrzną ciemność, w opuszczenie
I pozbawienie wszelkiej własności,
W wyjałowienie świata rozsądku,
Opustoszenie świata wyobraźni,
Bezradność świata ducha [...]15
Czyż nie jest to opis kolejnych kręgów piekła? Piekła nieustannej samotności w tłumie, gdzie wszystko jest w stanie rozkładu, obumarcia? Tu każdy jest tak bardzo wszystkim dla siebie, że nie jest w stanie być kimkolwiek znaczącym dla kogokolwiek innego.
Samotność jest tak przejmującym doświadczeniem i tak istotnym motywem w kulturze, że ma swój własny gatunek muzyczny. Jest nim blues. Blues, jak wiemy, ma swoje pierwotne źródła w muzyce zachodniej Afryki. Do Europejczyków dotarł jednak za sprawą czarnych niewolników pracujących na plantacjach bawełny w Ameryce Północnej.
Niewolnikom było wolno śpiewać zasadniczo dwa rodzaje pieśni: hymny kościelne (bo były miłe uszom ich panów) i pieśni pracy (bo zwiększały efektywność). Blues powstał jako nowy gatunek, ponieważ w warstwie muzycznej i tekstowej miał opisać nowe doświadczenie: tęsknotę tych, którym udało się uciec na Północ, za tymi, co zostali, i tęsknotę tych, którzy zostali, za tymi, którzy uciekli albo zostali sprzedani innemu właścicielowi, oraz za wolnością.
Ben Flanagan i Owen Flanagan w szkicu poświęconym bluesowi twierdzą, że zadaniem artysty bluesowego zawsze było wyrażanie całej gamy uczuć, które są udziałem człowieka zmagającego się z trudami codziennego życia i krzywdzonego przez innych: od poczucia krzywdy, przez wściekłość, pragnienie odwetu, po determinację, by się nie poddawać. Jednak podstawowe zadanie bluesa polegało przede wszystkim na wyrażaniu poczucia tęsknoty i samotności. Flanaganowie piszą dalej tak: "wydaje się oczywiste, że odczucia samotności i psychicznego wyobcowania są uniwersalne, ale nawet, jeśli takie uczucia są uniwersalne, to nie każda kultura wytworzyła formę artystyczną, by je wyrazić. Blues ilustruje te właśnie uczucia zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstach"16.
Przyjrzyjmy się przynajmniej jednemu z tych tekstów, aby zobaczyć, jak ładunek emocji przekazywany jest przez Connora Selby, współczesnego bluesmana, autora utworu A Love Letter to the Blues17:
List miłosny do bluesa
Od dziecka zawsze czułem się obco
I wszystko, co robiłem, zawsze wychodziło mi źle.
Czuję, jakbym urodził się tylko po to, by przegrywać,
Dlatego wciąż będę śpiewał bluesa.
Nie mam nikogo na tym świecie, kto byłby mi bliski,
Spędzam noce, płacząc samotnie.
Chcę wam wszystkim powiedzieć, powiedzieć całą prawdę,
Będę wciąż śpiewał bluesa.
Jest tylko jedna rzecz, której pragnę,
Jedna rzecz, której potrzebuję.
Żeby ktoś mnie kochał, żeby ktoś się o mnie troszczył.
Wydaje się, że jakkolwiek bym się starał,
Nigdy nie będziesz, nie będziesz przy mnie.
Gdy któregoś dnia się obudzę,
Będę już stary i siwy.
Może choć wtedy sprawy pójdą po mojej myśli.
Lecz wiem, co mam robić,
Dlatego wciąż będę śpiewał bluesaa.
Szczegółowa analiza tekstów utworów bluesowych wykracza poza tematykę tej książki, warto jednak zwrócić uwagę na dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, cokolwiek artysta bluesowy chce wypowiedzieć, robi to w formie opowiadania historii. Jakże często snute przez bluesmanów opowieści zaczynają od charakterystycznego "Pewnego dnia..." (ang. One day...). Odpowiedzią na samotność wydaje się opowieść, a przez nią przywołanie wspomnień i obecności tych, za którymi się tęskni.
Drugi ciekawy element to całkiem częsta obecność w tekstach fragmentów, w których bluesman narzeka na swoją "kobietę", "swoją starą" (ang. My old woman...), używając czasu teraźniejszego. Gdzie jest tu więc tęsknota czy samotność, skoro podmiot liryczny zwraca się do swojej żony? Część tych sformułowań pochodzi z bardzo wczesnych form bluesa. O ile zbiegli niewolnicy mogli śpiewać w sposób całkowicie nieskrępowany, o czym chcieli, to ci, którzy pozostawali jeszcze na plantacjach, musieli stosować pewne szyfry. "Moja stara" tylko pozornie odnosi się do kobiety18. Tak naprawdę to zakamuflowany sposób mówienia o niegodziwościach białych nadzorców i właścicieli plantacji, to zaszyfrowana nazwa niewoli.
a Na końcu książki Czytelnik znajdzie Dodatek nr 4, w którym zamieszczone zostały oryginalne wersje piosenek tłumaczonych z języka angielskiego
Przypisy
PROLOG
1 Warto też wspomnieć o świetnej ekranizacji filmowej tej książki. Por. Myszy i ludzie (Of Mice and Men), reż. G. Sinise, 1992.
2 J. Steinbeck, Myszy i ludzie, Warszawa 2012, s. 7.
3 Tamże, s. 41.
4 Tamże, s. 83.
Wstęp
1 William Hutchins poza samotnością do takich tematów zalicza także bezradność jednostki, okrucieństwo człowieka, okrucieństwo i/lub nieobecność Boga. Por. W. Hutchins, Waiting for Godot and the Principle of Uncertainty [w:] J. Schlueter, E. Brater (eds.), Approaches to Teaching Beckett's Waiting for Godot, New York 1991, [cyt. za:] [online:] www.samuel-beckett.net/Penelope/Beckett.htlm [dostęp: 29.12.2023].
2 N. Hertz, Stulecie samotnych. Jak odzyskać utracone więzi, Warszawa 2022, s. 13.
3 M. Marcisz, Książka o przyjaźni, Warszawa 2021, s. 18.
4 Por. M. Pakaluk (ed.), Other selves: Philosophers on Friendship, Indianapolis 1991 (spośrod 270 stron tej antologii prawie 150 poświęcone jest autorom starożytnym i średniowiecznym); N.K. Badhwar, Friendship: A Philosophical Reader, Ithaca, 1993 (gdy odliczymy wstęp oraz teksty poświęcone Arystotelesowi, pozostaje ok. 270 stron poświęconych autorom nowożytnym); P. Blosser, M.C. Bradley (eds.), Friendship. Philosophic Reflections in a Perennial Concern, Lanham 1997 (spośród 436 stron tej antologii ponad 150 poświęcone jest autorom starożytnym i średniowiecznym).
5 Tak twierdzą redaktorzy jednej z powyżej wymienionych antologii. Por. P. Blosser, M.C. Bradley, dz. cyt., s. VIII.
6 A. Szarlik, Aby się dobrze przyjaźnić, trzeba wspólnie działać. Raport, "Coaching" 2016, nr 4, s. 17.
(Autorka zaznacza, i słusznie, że definicja dotyczy "pojemniejszego angielskiego "friend", a nie polskiego "przyjaciela"". Cytowana w artykule teza Argyle'a, że "do zerwania przyjaźni wcale nie trzeba wiele", świadczy dobitnie o tym, że autor ten, mówiąc "przyjaźń", ma na myśli dość powierzchowną i kruchą relację).
7 Barany. Islandzka opowieść (Hrútar), reż. G. Hákonarson, 2015.
8 C.S. Lewis, Cztery miłości, Warszawa 1993, s. 76–119.
9 Bliska jest mi formuła apologetyki proponowanej w książce tego autora: A.E. McGrath, Narrative Apologetics. Sharing the Relevance, Joy and Wonder of the Christian Faith, Grand Rapids 2019. Autor proponuje w niej apologetykę narracyjną, apologetykę uprawianą poprzez opowiadanie historii.
10 U.K. Le Guin, Language of the Night: Essays on Fantasy and Science Fiction, Berkley – New York 1979, s. 22.
11 Por. E.C. Sellner, Stories of the Celtic Soul Friends. The Meaning for Today, New York 2004, s. 5.
12 R. Flower, The Irish Tradition, Oxford 1947, s. 106 [cyt. za:] E.G. Sellner, dz. cyt., s. 5.
13 To by zresztą tłumaczyło, dlaczego w Irlandii i Wielkiej Brytanii tak trudno o dobre jedzenie.
Rozdział 1
1 S. Pinker, Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi, Kielce 2015, s. 25–27.
2 The Loneliness Epidemic Persists: A Post-Pandemic Look at the State of Loneliness among U.S. Adults (raport zlecony przez Cigna Corporation, a opracowany przez firmę Morning Consult w grudniu 2021 r.) [online:] https://newsroom.thecignagroup.com/loneliness-epidemic-persists-post-pandemic-look [dostęp: 30.08.2023].
3 CBS Evening News, "Rental families" on the rise in Japan [online:] https://www.youtube.com/watch?v=cnL35YETFBU [dostęp: 30.08.2023].
4 S. Turkle, Samotni razem. Dlaczego oczekujemy więcej od zdobyczy techniki, a mniej od siebie nawzajem, Kraków 2013, s. 139.
5 P. Bukalska, Ministerstwo samotności, "Tygodnik Powszechny" 2018, nr 15.
6 Tamże.
7 Aby przeciwdziałać tej potwierdzonej ankietami samotności, grupa uczniów z płockich liceów postanowiła przekonywać swoich rówieśników, że warto ze sobą rozmawiać. W ramach rozpoczętej przez siebie akcji "Kawa z mLekiem" organizowali oni w Płocku cykliczne rozmowy przy kawie i herbacie oraz spotkania przy planszówkach. Planowali także warsztaty poświęcone nawiązywaniu kontaktów. Licealiści wymienieni w artykule to: Ola Rashid, Julia Szczawińska, Piotr Ruciński, Julia Bieniek, Maja Hiszpańska (z LO im. Stanisława Małachowskiego) i Alicja Błaszkiewicz (z LO im. Władysława Jagiełły). Dodatkowym elementem podjętych działań było też rozmieszczenie w kilku miejscach (licea, kawiarnia, klub osiedlowy, biblioteka, duszpasterstwo młodzieżowe) skrzynek na listy. Julia Szczawińska tak wyjaśnia ideę skrzynek "każdy, kto ma ochotę do nas napisać, czymś się podzielić, zwierzyć z problemu, może to zrobić i wrzucić kartkę do skrzynki. Jeśli tylko będzie podany kontakt zwrotny, czy to e-mail, czy numer telefonu, czy profil na FB, odpiszemy. Jeżeli ktoś zwierzy się z problemu, z którym nie będziemy umieli sobie poradzić, przekażemy list specjalistom, którzy wspierają nasz projekt. Skrzynki będą wystawione do końca roku szkolnego". Inicjatywę młodzieży z Płocka opisała Joanna Tybura. Por. J. Tybura, Jestem samotny – mówi co drugi młody płocczanin. "Może więc spotkasz się z nami przy kawie, herbacie?", "Gazeta Wyborcza" (Płock) 2019, 2 kwietnia.
Olu, Julio, Piotrze, Julio, Maju, Alicjo, za Waszą inicjatywę: chapeau bas!
8 E. Mączyńska, M. Jankowska, Raport. Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków [online:] https://instytutpokolenia.pl/raportosamotnosci/ [dostęp: 30.08.2023].
9 N. Hertz, dz. cyt., s. 13–14.
10 E. Rauhala, He Was One of Millions of Chinese Seniors Growing Old Alone. So He Put Himself up for Adoption, "Washington Post", 2018, 2 maja [online:] https://www.washingtonpost.com/world/asia_pacific/he-was-one-of-millions-of-chinese-seniors-growing-old-alone-so-he-put-himself-up-for-adoption/2018/05/01/53749264-3d6a-11e8-912d-16c9e9b37800_story.html [dostęp: 29.12.2023], [tłum. ogłoszenia moje – P.P.].
11 European Commission, JRC Science for Policy Report, Loneliness in the EU. Insights from surveys and online media data [online:] https://publications.jrc.ec.europa.eu/repository/handle/JRC125873 [dostęp: 29.12.2023]; raport ten został przygotowany na podstawie danych z następujących badań: (1) The 2016 European Quality of Life Survey, czyli czwartej edycji międzynarodowych badań realizowanych metodą bezpośrednich wywiadów w okresie od września 2016 r. do marca 2017 r., (2) The Living, Working and COVID-19, czyli badań internetowych przeprowadzonych między 9 kwietnia a 11 czerwca 2020 r. i między 22 czerwca a 27 lipca 2020 r., (3) The Oxford COVID-19 Government Response Tracker (OxCGRT, 2020), czyli badania agregującego dane o politykach rządów w walce z pandemią COVID-19. Oba badania sondażowe – (1) i (2) – były realizowane przez Eurofound na podstawie bezpośredniego pomiaru samotności i innych wymiarów dobrostanu psychicznego z uwzględnieniem jednocześnie statusu społeczno-ekonomicznego respondentów. W badaniach wzięło udział ponad 27 tys. osób powyżej 18. roku życia.
12 E. Mączyńska, M. Jankowska, Raport. Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków [online:] https://instytutpokolenia.pl/raportosamotnosci/ , s. 14 [dostęp: 22.08.2023].
13 Tamże, s. 16, wykres 2.
Rozdział 2
1 Przykładem niech będzie chociażby następujący fragment z książki Wilfrida Stinissena: "Zawsze ilekroć doskwiera nam poczucie samotności, jest to dla nas okazja nie tylko do akceptacji, ale dobrowolnego przyjęcia tej samotności, tak, do ukochania jej, ponieważ ona umożliwia totalną, niepodzielną miłość do Chrystusa. My naprawdę nie jesteśmy sami. Uczucie samotności powinno być zawsze odskocznią ku rzeczywistości, a rzeczywistością jest to, że On jest zawsze blisko nas". Por. W. Stinissen, Terapia duchowa, Poznań 1997, s. 37.
2 Por. antonimy do słowa "samotność" [online:] https://antonim.net/antonim/samotno%C5%9B%C4%87 [dostęp 29.12.2023].
3 K. Wasilewska-Ostrowska, Młodzież wobec samotności w świetle badań porównawczych, "Kultura i Wychowanie" 2014 nr 8, s. 131–144.
4 Tamże, s. 137.
5 P. Domeradzki, Rozstaje samotności. Studium filozoficzne, Kraków 2016.
6 F. Rosenzweig, Gwiazda Zbawienia, Kraków 1998, s. 41.
7 Konkurencyjny podział na 10 typów samotności, podział bardzo precyzyjny, ale techniczny i wymagający szczegółowego komentarza wykraczającego poza ramy tej pracy, oferuje także inny znany badacz fenomenu samotności John McGraw. Por. J. McGraw, Intimacy and Isolation, Amsterdam – New York 2010.
8 R. Gotesky, Aloneness, Loneliness, Isolation, Solitude [w:] J.M. Edie (ed.), An Invitation to Phenomenology: Studies in the Philosophy of Experience, Chicago 1965. Por. B.L. Mijuskovic, Loneliness In Philosophy, Psychology, and Literature, Bloomington 2012, s. 62–65.
9 N. Hertz, dz. cyt., s. 19.
10 Maria Jankowska, współautorka opublikowanego w 2022 roku przez Instytut Pokolenia raportu Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków, określa to, co ja nazywam "samotnością", mianem "poczucia samotności" i definiuje je jako subiektywne doświadczenie niedostatku relacji społecznych zarówno co do ilości, jak i co do jakości: "Warto zwrócić uwagę na rozróżnienie terminów "samotność" i "poczucie samotności" czy "poczucie osamotnienia". Samotność rozumiana jako przebywanie z samym sobą, w izolacji od innych, pozwala na rozwój tożsamości jednostki, kształtowanie osobistej dojrzałości i wewnętrznej integracji [...], może więc być doświadczeniem pozytywnym. Natomiast samotność – a raczej poczucie samotności – rozumiana jako subiektywne doświadczenie niedostatku relacji społecznych zarówno co do ilości, jak i co do jakości, rodzi negatywne odczucie rozbieżności między pożądanymi kontaktami i relacjami społecznymi, a tym, jak są one realizowane przez jednostkę [...]. Poczucie osamotnienia wynika z subiektywnej oceny relacji interpersonalnych, a nie z ich obiektywnych, czyli ilościowych, cech. To zatem indywidualne preferencje i oceny sprawiają, że niezależnie od liczby i jakości relacji społecznych osoby o podobnej liczbie kontaktów międzyludzkich w różnym stopniu czują się osamotnione." Por. E. Mączyńska, M. Jankowska, Raport. Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków [online:] https://instytutpokolenia.pl/raportosamotnosci/, s. 14 [dostęp: 22.08.2023].
11 Relacjonuję historię Christophera za książką Jona Krakauera Wszystko za życie, na której oparty jest film pod tym samym tytułem. Wiem, że badania prowadzone przez niezależnych dziennikarzy i podróżników podważyły pewne elementy scenariusza filmu, ale są to szczegóły, które nie zmieniają wymowy całej historii. Należy pamiętać, że Sean Penn, reżyser filmu, czekał kilka lat na zgodę rodziny Christophera i przystąpił do realizacji filmu dopiero po jej uzyskaniu. Tak więc film, zdaniem rodziny, opowiada historię w sposób wiarygodny, o czym niech świadczy fakt, że kilka rekwizytów wykorzystanych w filmie pochodzi ze zbiorów rodzinnych.
12 J. Krakauer, Wszystko za życie, Warszawa 2008.
13 Wszystko za życie (Into the Wild), reż, S. Penn, 2007.
14 J. Krakauer, dz. cyt., s. 15.
15 W jednym z listów dotyczących swoich nieustannych kłótni z rodzicami napisał do Carine "Chciałbym z tobą o tym porozmawiać, bo jesteś jedyną osobą na świecie, która potrafi to zrozumieć"; cyt. za: J. Krakauer dz. cyt., s. 126.
16 Krakauer nie wspomina w swojej książce o przemocy fizycznej, ale film Seana Penna zdaje się ją sugerować.
17 J. Krakauer, dz. cyt., s. 120.
18 Na prośbę rzeczywistej postaci Krakauer zmienił w książce jej imię i nazwisko.
19 List Chrisa do Rona Franza; cyt. za: J. Krakauer, dz. cyt., s. 62.
20 [Cyt. za:] J. Krakauer, dz. cyt., s. 160.
21 W czasie pobytu w alaskańskiej głuszy schronieniem Chrisa był stary zdezelowany autobus. Była to pozostałość po obozowisku robotników budujących w tych okolicach drogi kilka lat wcześniej. Chris nazwał go "magicznym autobusem".
22 J. Krakauer, dz. cyt., s. 161.
23 Na pewno głód także wpłynął na decyzje Chrisa.
24 J. Krakauer, dz. cyt., s. 184.
Rozdział 3
1 L. Boros, Istnienie wyzwolone. Rozważania teologiczne, Warszawa 1985, s. 13.
2 Tamże, s. 66.
3 Tamże, s. 25.
4 J. DiGiovanni, Dzień kiedy przyszli po mnie. Depesze z Syrii, Wołowiec 2017.
5 Tamże, s. 24–25 [tłum. moje – P.P.].
6 P. Domeradzki, dz. cyt., s. 419.
7 Tamże, s. 286.
8 Tamże, s. 307.
9 B.L. Mijuskovic, Loneliness In Philosophy, Psychology, and Literature, Bloomington 2012, s. 70.
10 P.J. Harvey (muzyka, słowa, wykonanie), Devil [w albumie:] White Chalk, Island Records, 2007 [tłum. moje – P.P.].
11 P.J. Harvey (muzyka, słowa, wykonanie), Send His Love to Me [w albumie:] To Bring You My Love, Island Records, 1995 [tłum. moje – P.P.].
12 Inny utwór na płycie White Chalk nosi tytuł Under the Ether i jest nawiązaniem do East Coker, czyli jednego z Czterech Kwartetów – cyklu wierszy T.S. Eliota. Por. L. O'Neal, P.J. Harvey Tuesday #4: "When under Ether", "The Rumpus" 2013, 12 November [online:] https://therumpus.net/2013/11/12/pj-harvey-tuesday-4-when-under-ether/ [dostęp: 29.12.2023].
13 L. Gordon, The Imperfect Life of T.S. Eliot, London 2012, s. 160.
14 Tamże, s. 161.
15 T.S. Eliot, Poezje wybrane, Warszawa 1988, s. 179.
16 B. Flanagan, O. Flanagan, Anguished Art. Coming Through the Dark to the Light the Hard Way [w:] J. R. Steinberg, A. Fairweather, F. Allhoff (eds.), Blues. Philosophy for everyone. Thinking Deep about Feeling Low, Malden – Oxford – West Sussex 2012 [tłum. moje – P.P.].
17 C. Selby (muzyka, słowa, wykonanie), A Love Letter to the Blues [w albumie:] Connor Selby – Deluxe Edition, Provogue/Mascot, 2023.
18 Por. Wypowiedź Williego Kinga [w:] Martin Scorsese, Historia bluesa, cz. I.: Powrót do domu, płyta DVD, Solopan, Warszawa 2006.