Autorytet Marzeny - Karolina Dziekońska
23.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
- Co za dno! - wykrzyknęła Marcelina, przeglądając portal z ofertami pracy.
Miała już dość. Szukała zatrudnienia od dwóch miesięcy, niestety bezskutecznie. Decyzja, żeby rzucić pracę, gdy nie miała żadnego pomysłu, co dalej zrobić ze swoim życiem, nie była jednak rozsądna. Stało się, trudno, musi sobie teraz jakoś poradzić. Na setki wysłanych CV otrzymała tylko kilka odpowiedzi. Czuła rozczarowanie, do tej pory proponowano jej stanowiska niezbyt dobrze płatne, poniżej kwalifikacji. Nie sądziła, że znalezienie własnej drogi zawodowej będzie takie trudne.
Jako dziecko marzyła o tym, aby zostać archeologiem albo detektywem. Chciała rozwiązywać trudne zagadki, uwielbiała gry, w których musiała się wykazać wiedzą i sprytem. Lubiła się zastanawiać i analizować, przez co od zawsze uważano ją za dziwną, nadwrażliwą, co poskutkowało tym, że już w szkole podstawowej z Marceliny stała się Iną, inną. Przydomek pasował do niej idealnie, od razu się z nim polubiła, wolała nawet, kiedy nie zwracano się do niej po imieniu. Nie chciała się wychylać, bała się, że jeśli wybierze nietypową ścieżkę kariery, znów stanie się obiektem drwin. Po zdaniu matury wyjechała ze swojego rodzinnego miasteczka do Poznania. Mimo że wiązała z tym wyjazdem spore nadzieje, stopniowo rezygnowała ze swoich pomysłów na przyszłość. Zdecydowała się rozpocząć studia polonistyczne, była to w miarę bezpieczna opcja i, o dziwo, Ina dość szybko odnalazła się w tym kierunku, i dobrze sobie radziła. Kiedy jednak po zajęciach oglądała seriale kryminalne, budziła się w niej nieopisana tęsknota za rozwiązywaniem skomplikowanych spraw. Zawsze bezbłędnie wytypowała sprawcę zbrodni, a kolejne wskazówki pojawiające się w fabule filmu, tylko utwierdzały ją w tym, że ma rację. Jako polonistka zaczytywała się w kryminałach polskich autorów. Napisała pracę magisterską w tym zakresie, w niewielkim stopniu realizując swoje marzenia. Z czasem okazało się także, że Poznań, tak bardzo przyjazny dla niej w okresie studiów, w kwestii zatrudnienia nie ma jej nic do zaoferowania. Wyprowadziła się więc do Warszawy.
Wynajęła pokój i podjęła pierwszą pracę, która była poniżej jej oczekiwań, i tak już dość niskich. Czuła się w niej fatalnie. Rzuciła ją po kilku miesiącach dla swojego komfortu psychicznego. Od tego momentu dysponowała mnóstwem wolnego czasu, ale nie wiedziała jak go spożytkować. Nie miała ochoty nigdzie wychodzić, rozwijać się. Nie było jej dobrze ze sobą, a brak pracy i zajęcia pogłębił tylko jej kryzys emocjonalny. Wieczorami, po przejrzeniu setek ogłoszeń, kładła się na łóżku i rozmyślała, w jaki sposób pokierować swoim życiem, aby chociaż w minimalnym stopniu spełnić swoje marzenia. Martwiła się, że będzie musiała wrócić do miasteczka, w którym się wychowała. Bardzo tego nie chciała, nic tam na nią nie czekało, oprócz ludzi gotowych ściągnąć ją w dół. Wyobrażała sobie jak mówią: "O, wielka pani z Warszawy wróciła, co, nie udało się zrobić kariery?", "Nawet faceta żadnego tam nie znalazła?", "Ona? Kto by ją tam chciał, taką wielką damę". Marcelina poczuła ucisk w żołądku. Nie da im tej satysfakcji, nigdy w życiu! Musi sobie poradzić.
Na razie jednak nie wiedziała jak. Czuła się samotna, znajomi, których nie było zbyt wielu, zostali w Poznaniu. Po przeprowadzce często wychodziła do teatru, kina, do muzeum, ale zawsze sama. W Warszawie nie nawiązała do tej pory żadnej znajomości. Jeszcze przed przyjazdem do stolicy poznała Olę, wokalistkę, która razem ze swoim zespołem koncertowała po całej Polsce i z którą szybko się zaprzyjaźniła. Chociaż była na miejscu, rzadko się spotykały, ponieważ przyjaciółka nagrywała swoją najnowszą płytę i mnóstwo czasu spędzała w studiu. Ina oczywiście kibicowała jej z całego serca, jednak żal jej było, że zespół, w którym śpiewała Ola, ograniczył na razie liczbę koncertów, które były dla niej odskocznią od rzeczywistości. Na szczęście niedługo zagrają w Warszawie! Uwielbiała stać pod sceną, chłonąć dźwięki i obrazy, dać się zaczarować atmosferze. Za ulubionym zespołem była w stanie zjechać cały kraj.
Któregoś wieczora udało im się jednak wspólnie wyjść. Spotkały się w Stacji Grochów niedaleko Ronda Wiatraczna. Lubiła to miejsce, był to umówiony punkt ich spotkań już od kilku lat, kiedy jeszcze odwiedzała stolicę przejazdem. Teraz mieszkając na Gocławiu, nie miała do niego daleko, a i jej przyjaciółka miała w okolicy salę prób. Zamówiły sobie drinki i po krótkim wahaniu, Ina postanowiła zwierzyć się ze swoich smutków.
- Wiesz, bardzo dobija mnie sytuacja, w której się znalazłam. Bez perspektyw, bez znajomych. Myślałam, że moje życie się zmieni w końcu na lepsze, tymczasem nie mam ochoty nawet wstać z łóżka. Nie mam już siły chodzić na te rozmowy kwalifikacyjne, i tak nie potrafię ich przebrnąć. Nie wiem, jak długo jeszcze dam radę. Jestem załamana i boję się, że będę musiała wyjechać. - Nie umiała powstrzymać łez, które wzbierały w niej od pewnego czasu. - Pomożesz mi? Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć. Proszę, nie zostawiaj mnie z tym samej.
Na szczęście dla Marceliny, Ola wykazała się ogromną dojrzałością, darowała sobie rady w stylu "inni mają gorzej", czy "idź pobiegać", tylko delikatnie zasugerowała skorzystanie z usług psychologa.
- Kochana, jestem przy tobie, pamiętaj o tym, pisz do mnie, kiedy tylko będziesz miała taką potrzebę. Myślę jednak, że jesteś już gotowa, aby sięgnąć po profesjonalną pomoc. Przemyśl to sobie, nie czuj się zmuszona. Dobrze jest porozmawiać o tym, co nam leży na sercu z osobą, która się na tym zna. Nie martw się, zatrudnienie znajdziesz prędzej czy później, to nie ma znaczenia. Wiesz przecież, że do mnie też nic samo nie przyszło. To, w jakim jestem aktualnie miejscu, poprzedzone jest latami mojej ciężkiej pracy, także tej nad sobą. Pracowałam w różnych miejscach, ale zawsze na pierwszym miejscu w moim życiu i w sercu była muzyka. Ty jesteś jeszcze młodziutka, wszystko przed tobą, nie bój się i daj sobie szansę. To co, jeszcze po jednym? - spytała, puszczając oko.
Zamówiły kolejne drinki, porozmawiały jeszcze przez chwilę o nadchodzących koncertach, okazało się, że zespół kończy nagrywać w studiu i powoli wraca na scenę. Przyjaciółkom poprawił się humor i w dobrych nastrojach wyszły ze Stacji chwilę przed dwudziestą. Wieczór był piękny, bardzo ciepły jak na wczesną wiosnę, Ina postanowiła więc przespacerować się na Gocław i przemyśleć sobie dopiero co zakończoną rozmowę.
Rano zdecydowała się skorzystać z rady przyjaciółki i sięgnąć najpierw po doraźne wsparcie, a w dalszej kolejności podjąć psychoterapię. Nie miała pojęcia, czym powinna się kierować przy wyborze terapeuty, stwierdziła, że pójdzie do tego, u którego najszybciej będzie wolny termin. Na samej górze wyszukiwarki Google wyświetlił się niewielki gabinet w Śródmieściu. Prześledziła zdjęcia i doświadczenia specjalistów znajdujące się na stronie internetowej. Wybrała terapeutkę, która od razu wzbudziła jej zaufanie. Była młoda i elegancka, wyglądała bardzo profesjonalnie, a jednocześnie sympatycznie. Albo ta mi pomoże, albo żadna! - Marcelina postawiła sobie ultimatum, nie potrafiła inaczej, i po telefonicznym uzgodnieniu terminu, wybrała się na pierwszą konsultację. Na razie postanowiła nie informować kobiety, że jest w trakcie poszukiwania pracy. W pierwszej kolejności chciała skupić się na przepracowaniu spraw z dzieciństwa, w końcu miała ich sporo. Terapeutka wywarła na Inie dobre wrażenie. Cierpliwie słuchała, nie przerywała jej, miała też interesujące spostrzeżenia, którymi dzieliła się w wyważony sposób. Obie stwierdziły, że chcą kontynuować te spotkania. Po wyjściu z gabinetu od razu napisała do Oli wiadomość, że jest już pod dobrą opieką i kwestia terapii jest załatwiona. Szybko poszło! Szkoda, że sprawa nowego miejsca zatrudnienia wciąż pozostała nierozwiązana. Wielkimi krokami zbliżał się trzeci miesiąc bezrobocia.
Następnego dnia Ina obudziła się w podejrzanie dobrym humorze. Planowała pojechać na zakupy do gocławskiej Promenady, wprawdzie miała oszczędzać, ale przeglądając Internet natrafiła na piękną sukienkę i po prostu musiała ją mieć. Chciała najpierw obejrzeć ją na żywo i oczywiście przymierzyć. Nie lubiła kupować rzeczy w ciemno, a potem bawić się w ich odsyłanie. Dopiero, kiedy wyjechała daleko od domu poczuła w sobie odwagę do zmiany stylu. Dotychczas sylwetkę ukrywała pod luźnymi ubraniami. Starała się nie wyróżniać z tłumu swoim wyglądem. Kiedy poznała Olę, zachwycił ją jej eteryczny styl, sceniczne kreacje podkreślające kobiecość i piękne suknie. Poczuła się zainspirowana. Zaczęła wzbogacać swoją garderobę o bardziej dziewczęce stroje. Od znajomych i rodziny słyszała, że niesamowicie się zmieniła, co sprawiło, że eksperymentowała dalej, a jej samoocena delikatnie poprawiła się. Zmieniła kolor włosów z ciemnego blondu na ciemny brąz, skróciła także ich długość do ramion. Uświadomiła sobie, że nigdy nie lubiła mieć długich włosów, zresztą i tak ciągle je upinała, przeszkadzały jej w codziennych czynnościach. Ktoś kiedyś powiedział, że dziewczynka powinna mieć długie, zadbane włosy i się nimi cieszyć dopóki może, ponieważ w pewnym wieku wypada już mieć krótką fryzurę. Bardzo długo wierzyła w tę bzdurę.
To że znalazła się tak daleko od domu i oskarżycielskich spojrzeń najbliższego otoczenia sprawiło, iż na zewnątrz rozkwitła. Psychicznie czuła się natomiast fatalnie. Miała nadzieję, że znalezienie zatrudnienia, ale przede wszystkim psychoterapia pomogą jej się uporać z obniżonym nastrojem. Przed wyjściem na zakupy postanowiła przejrzeć najnowsze ogłoszenia o pracę, a nuż pojawiło się coś ciekawego, o co warto by było aplikować. Przypomniała sobie także, że przez kilka dni nie sprawdzała skrzynki mailowej. Otworzyła ją więc szybkim kliknięciem i zamarła.
- O, nowa wiadomość od Marzeny Adamkiewicz, odpowiedź na moje cv! - wykrzyknęła i poczuła szybsze bicie serca. - Czyżby właśnie kończył się ten beznadziejny czas w moim życiu? - Niepewnym ruchem otworzyła maila.
Witam,jeśli nadal jest Pani zainteresowana ofertą naszej firmy, proszę o wiadomość zwrotną, kiedy może Pani rozpocząć pracę. Poniżej przesyłam jeszcze raz wszystkie informacje i warunki zatrudnienia.PozdrawiamMarzena Adamkiewicz
Zawsze szczerze ubolewała, kiedy ktoś zaczynał maila od "Witam". Pięć lat studiowania na wydziale filologicznym sprawiło, że była wyczulona na najmniejszy błąd językowy. Jednak tym razem postanowiła zdusić swoje wątpliwości w zarodku i odpisać na wiadomość, że może zacząć od poniedziałku.
Po wysłaniu odpowiedzi nagle ogarnął ją niepokój, czy dobrze zrobiła. Posada, którą jej zaproponowano obejmowała prace biurowe nie wymagające właściwie żadnych umiejętności. Z jednej strony była podekscytowana, że po trzech miesiącach być może udało jej się w końcu znaleźć zatrudnienie, w dodatku idealne dla niej, nie miała bowiem żadnego doświadczenia na takim stanowisku, z drugiej strony zastanawiała się, czy w ogóle chce się o nie starać. Kiedyś myślała, że będzie wolnym strzelcem, ponieważ nie czuła się pewnie wśród ludzi i nagła perspektywa przebywania w jednym pomieszczeniu przez osiem godzin z osobami, których nie zna, zaczynała ją przerażać. Postanowiła, że pójdzie w poniedziałek na rozmowę, może pozna ludzi w niej pracujących i wtedy podejmie ostateczną decyzję. Teraz prawdopodobnie miała przed sobą ostatnie dni wolne i zamierzała je dobrze wykorzystać. Najpierw pojechała po sukienkę. Była tak samo piękna, jak prezentowano ją w Internecie, a dodatkowo pojawiła się realna możliwość założenia jej do pracy. Po powrocie zjadła szybki obiad i zaczęła się szykować na koncert zespołu Oli. Nie mogła się doczekać. Tak dawno nie widziała przyjaciółki na scenie! Miała też spotkać się z kilkoma osobami, które przyjadą z innych miast. Lubiła te spotkania, rozmowy o muzyce i życiu, a przede wszystkim to, że mogli wspólnie przeżywać wspaniałe chwile na widowni, a po występie dzielić się wrażeniami.
Koncert jak zawsze był doskonały i Marcelina była już w lepszym nastroju spotykając się z przyjaciółką za kulisami. Wciąż jednak przerażała ją perspektywa tego, co może się wydarzyć w kolejnym tygodniu, postanowiła podzielić się z nią swoimi wątpliwościami.
- Kochana, to cudowna wiadomość! - Olka zareagowała żywo. - Mam nadzieję, że to będzie początek czegoś nowego w twoim życiu! Pamiętaj, by nie zamykać się na ludzi, na pewno znajdziesz tam kogoś, kto ci pomoże, z kim będziesz mogła porozmawiać. A pracę, nawet jeśli to nie jest ta wymarzona, traktuj po prostu jako środek do osiągnięcia większego celu. Tak się cieszę, że ci się udało!
Przyjaciółki objęły się, a perspektywa poniedziałkowego rozpoczęcia nowej pracy przez Inę i związanego z tym stresu jakoś nagle się oddaliła.
Weekend mijał nadspodziewanie szybko, a miała jeszcze tyle do zrobienia! Trzeba było doprowadzić do porządku mieszkanie, zrobić pranie, wyprasować ubrania. Pomyślała też, że przygotuje sobie posiłki na cały tydzień do pracy, żeby przynajmniej o to się nie martwić. Miała ochotę wyjść na długą, samotną przechadzkę. Bardzo lubiła spacerować ścieżką nad Wisłą, która biegła wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego. Jej urok polegał na tym, że jedna z alejek była główną, licznie uczęszczaną przez rowerzystów i spacerowiczów, a druga, bliżej rzeki, porośnięta dziko rosnącą roślinnością i nie tak oblegana, miała kilka zejść prowadzących wprost na niewielkie plaże. W cieplejsze popołudnia Ina zabierała książkę, siadała nad brzegiem rzeki i wygrzewała się w promieniach słońca. Czuła wtedy, że odpoczywa i nabiera sił. Czasem wypożyczała rower i robiła sobie kilkukilometrowe wycieczki po lasach, ciesząc się przyrodą. Za każdym razem odkrywała nową trasę, którą mogła eksplorować. Okolice mostu Siekierkowskiego były przepiękne, ze sporą dawką dzikiej natury, jak na Warszawę oczywiście.
Niedzielne przedpołudnie spędziła na kojącym spacerowaniu, starała się ze wszystkich sił nie myśleć o tym, co ją czeka jutro. Niestety czuła, że z każdą godziną stresuje się coraz bardziej. Po powrocie z lasu przyrządziła sobie obiad i zaparzyła dzbanek melisy. Położyła się i włączyła serial Gilmore Girls, z nadzieją, że wizyta w Stars Hollow pozwoli jej się odstresować. Wieczorem afirmowała jeszcze, aby nowy dzień okazał się dla niej początkiem nowego, lepszego rozdziału w jej życiu.
W poniedziałek Marcelina chwilę przed ósmą wyszła z domu. Nie miała daleko do nowej pracy, ale nie chciała się spóźnić, nie pierwszego dnia. Bez problemu znalazła budynek, chociaż nie był oznaczony, nic nie wskazywało, że to w nim mieści się firma WinMas. Bezskutecznie dzwoniła domofonem, gdy nagle obok niej pojawiła się dziewczyna, która najwyraźniej zmierzała do tego samego budynku, co ona i pokierowała Inę wprost do sekretariatu.
- O wszystko zapytaj Izę, na pewno ci pomoże! - powiedziała i zniknęła gdzieś na końcu korytarza.
- Cześć, ja w sprawie pracy. Miałam się powołać na panią Marzenę Adamkiewicz. - Marcelina zagadnęła dziewczynę, sympatyczną blondynkę około dwudziestki.
- Usiądź, a ja po nią zadzwonię - powiedziała i wykonała telefon. - Zaraz podejdzie. A tak w ogóle jestem Iza. A ty? Na jakie stanowisko aplikowałaś? Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Mamy tutaj naprawdę świetną atmosferę, no i wiesz, całkiem sympatycznych kolegów. - Uśmiechnęła się. Naprawdę była sympatyczna. I taka bezpośrednia. Widać było, że zamierzała coś jeszcze dodać, ale zanim ich rozmowa na dobre się zaczęła, przyszła, a raczej przybiegła kierowniczka działu zarządzania dokumentacją.
- Cześć, jestem Marzena - powiedziała, podając Inie swoją zadbaną dłoń, skracając w ten sposób dystans.
Marzena Adamkiewicz była filigranową blondynką o włosach sięgających prawie do pasa, miała brązowe oczy, delikatny makijaż i ujmujący uśmiech. Mimo drobnej postury biła od niej pewność siebie i niewymuszona radość życia. Miała na sobie dopasowane jeansy, t-shirt i brzoskwiniowy żakiet. Na pierwszy rzut oka widać było, że ma klasę. Marcelina poczuła, że będzie im się dobrze współpracować.
Kiedy szły w stronę pokoju, w którym mieścił się dział zarządzania dokumentacją, Marzena pokazywała jej poszczególne pomieszczenia i opowiadała o WinMasie. Firma składała się z kilku sąsiadujących budynków, które zajmowały poszczególne działy. Zatrzymały się na chwilę w kuchni.
- O, jest ekspres! - Ucieszyła się Ina, nareszcie będzie mogła napić się prawdziwej kawy, a nie rozpuszczalnej neski.
Powinni sobie wpisać kawę z ekspresu w benefity na portalach z ofertami pracy - pomyślała. W poprzedniej firmie mogła tylko pomarzyć o takim luksusie. W końcu dotarły do pokoju, który dzielił się na dwie osobne części.
- Tam będzie twoje miejsce pracy. - Kierowniczka wskazała jej biurko w mniejszym pokoiku. - Dzisiaj nie ma Bartka, więc usiądziesz z nami, Kasia wtajemniczy cię we wszystko.
Pierwsze zadanie Marceliny polegało na skanowaniu dokumentów. Myślała, że przed podjęciem pracy odbędzie rozmowę kwalifikacyjną. Nie było jednak ani rozmowy, ani szkolenia. Czuła się zaniepokojona, ale uznała, że może jej CV było na tyle przekonujące, że nie było już potrzeby ze strony pracodawcy, aby o coś dopytywać. Obowiązki, które miała do wykonania na tym stanowisku nie były trudne. Postanowiła więc na razie o nic nie pytać. Umowę miała dostać następnego dnia.
Dziewczyna, którą Marzena nazwała Kasią, była bardzo miła, pokazała Inie, jak obsługiwać skaner, jak wprowadzać dokumenty do systemu, poza tym więcej już się do niej odezwała, tak samo zresztą jak pozostali. Dzień minął szybko. Marcelina nie wiedziała, co ma myśleć o nowej pracy, nowym rozdziale w życiu. Brakowało jej integracji, czy choćby przedstawienia współpracowników, szkolenia, odpowiedniego wdrożenia. Kolejne dni wyglądały podobnie. Przychodziła, wykonywała swoje obowiązki i codziennie miała nadzieję, że coś się zmieni. Na próżno.
Siedziała w swoim małym pokoiku sama, a kiedy chciała o coś zapytać, musiała przejść do drugiego pomieszczenia, do Kasi. Nie czuła się z tym komfortowo, jakby nie była częścią zespołu, lecz kimś obok. Dla niej, zamkniętej w sobie, której ciężko jest otworzyć się na drugą osobę, to było jak wyrok. Próbowała w jakiś sposób to zaakceptować, ale nie było łatwo. Przecież to miał być początek jej nowego życia, nowy rozdział. Nie chciała być w nim sama.
Któregoś dnia, podczas przerwy obiadowej, zeszła się z Izą z sekretariatu, która wydawała się do niej przyjaźnie nastawiona.
- Jak ci się u nas pracuje? Fajna atmosfera jest, co nie? - zagadywała koleżanka.
O, jak dobrze - pomyślała Ina. W końcu można się do kogoś odezwać!
- Szczerze mówiąc: nie wiem. Siedzę w pokoju zupełnie sama. Każdego dnia na biurku czekają na mnie dokumenty do zeskanowania. Nikogo nie widuję, z nikim nie rozmawiam. Nawet nie wiem, czym zajmuje się ta firma, gdzie są inne działy. - Podzieliła się z Izką przemyśleniami, które miała w głowie przez ostatni czas.
- Ja znam tutaj wszystkich, ale też siedzę sama. Jak chcesz, możemy któregoś dnia po pracy wyjść coś zjeść, zdradzę ci parę sekrecików z tego miejsca. - Uśmiechnęła się, a Ina poczuła, że życzliwość koleżanki jest szczera, i być może jest szansa, że uda im się zaprzyjaźnić, w końcu miałaby kogoś bliskiego w tej Warszawie.
Od razu dogadały termin spotkania i Marcelina nie mogła się wprost doczekać, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tym tajemniczym miejscu, jakim był dla niej WinMas.
W piątek po pracy pojechały do restauracji Si, która mieściła się niedaleko Placu Bankowego. Zamówiły pizzę i drinki. Ina po cichu liczyła, że uzyska informacje o funkcjonowaniu firmy, na kogo powinna uważać, a z kim żyć w dobrych relacjach, tymczasem kiedy już otrzymały swoje zamówienie i pogrążyły się w cichej rozmowie, dowiedziała się tylko do kogo nie powinna zarywać.
- Nie wiem, czy poznałaś już Krzyśka z działu egzekucyjnego? Odkąd się zatrudniłam, przychodził do mnie codziennie. Umawialiśmy się poza biurem, spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Nawet zaprosił mnie na wesele jako osobę towarzyszącą. A po dwóch miesiącach rzucił bez słowa wyjaśnienia. Podobno każdy jego związek trwał maksymalnie dwa miesiące. Bardzo to przeżyłam. - Iza wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. - Myślałam, że nie wrócę już do pracy, było mi tak wstyd, ale firma płaci mi za studia, więc nie miałam wyjścia. Zapraszał mnie też Mikołaj, przyszedł kiedyś do mnie i powiedział, żebyśmy zjedli razem kolację. Na początku to się nawet ucieszyłam, ale zrozumiałam, że jednak nie mogłabym z nim być. A ostatnio wyszliśmy ze wszystkimi z działu zarządzania korporacją. Może chciałabyś pójść z nami następnym razem? - Nie czekała jednak na odpowiedź Iny. - Chociaż ja wolałabym wyjść z działem egzekucyjnym, szczerze mówiąc. Tam jest i Tomek, i Karol. Będę próbowała coś zadziałać w kwestii Karola, więc tobie mogę odstąpić Tomka. Spędziłam z nim jak na razie jeden wieczór i noc, byłam dość zadowolona, ale powiedział mi, że nie szuka nikogo na stałe. Może ciebie zainteresowałaby taka przygoda? - Izka sięgnęła po drinka, trajkotanie wysuszyło jej śluzówki.
- Wiesz, ja nie przyszłam do pracy szukać miłości. - Marcelina była zaskoczona tym, w którą stronę zmierzała ta rozmowa. - Chciałam tylko mieć pracę, w której mogę być sobą, gdzie nikt nie będzie na mnie krzyczał i będę się czuła bezpiecznie. Mam nadzieję, że udało mi się taką znaleźć. Trochę się martwię, że Marzena przyniosła mi tylko umowę do podpisania, nawet nie zapytała, jak mi się pracuje. Przez prawie dwa tygodnie nie dostałam żadnej informacji zwrotnej, czy jest zadowolona z mojej pracy, nie wiem czy popełniam jakieś błędy. Zresztą, jak mogę pracować bezbłędnie, skoro nikt mnie nawet nie przeszkolił? - Ze wszystkich sił starała się zmienić temat rozmowy, pierwszy raz spotkała się z Izą poza pracą, nie spodziewała się, że koleżanka tak szybko zacznie się dzielić swoim życiem uczuciowym. Nie była to komfortowa sytuacja. - Faktycznie, trochę słabo, że siedzisz w innym pomieszczeniu sama. Niedługo mają skończyć remont i wasz dział przeniesie się do nowego budynku. Znam Bartka. Wiesz, który to jest? - Marcelina ledwie go kojarzyła. - Prawie codziennie przychodzi do prezesa i kiedy czeka przed gabinetem, częstuję go "cukierkami". - Iza roześmiała się. - Wiesz, jakie cukierki mam na myśli, prawda? W ramach jego wdzięczności sypiamy czasem ze sobą. Z tego co mi mówił, myśli o szybkim awansie, dlatego dobrze żyje z Marzeną i Agnieszką, kierowniczkami twojego działu. Kiedy dziewczyn nie ma, on je zastępuje, tak wiesz - nieformalnie, ale wszyscy to akceptują. To co, zbieramy się? Czy może jeszcze gdzieś pójdziemy coś wypić i trochę potańczyć?
Rozmowa znów zeszła na tematy, których wolała unikać, przynajmniej na początku, ale nie miała już siły, żeby ją skierować na inne tory, postanowiła, że da się namówić na jeszcze jakiś alkohol i po prostu się zabawi. Jeśli na chwilę odpuści, nic się chyba nie stanie. Zrobiły sobie krótki spacer do Pijanej wiśni na Nowym Świecie, a potem poszły jeszcze do klubu trochę potańczyć. Ina była już na tyle wstawiona, że nie zapamiętała jego nazwy. Do domu wróciła uberem, zamówionym przez koleżankę i od razu zasnęła.
Następnego dnia, na lekkim kacu, rozmyślała o tym, co powiedziała jej Iza, chociaż przydatnych informacji nie przekazała zbyt dużo, to kilka kwestii zastanowiło Marcelinę. Czy w tej firmie kwitł handel narkotykami? Jakie są tak naprawdę stosunki między pracownikami, a ich przełożonymi? Miała mętlik w głowie. Przez te kilka tygodni zaczynała wierzyć, że znalazła spokojną przystań na wzburzonym morzu swojego dotychczasowego zawodowego życia. Rzeczywistość jednak znów szykowała dla niej sztorm.