Rozdział II
Zarządzanie bydłem
Gmach sądu stał w głębi ulicy. Był to niski, jednopiętrowy budynek z czerwonej cegły. Najwyraźniej został niedawno wzniesiony, ponieważ gruz, pozostawiony przez robotników, wciąż zalegał w sąsiedztwie. Z ulicy do szerokiego, łukowego wejścia prowadziła promenada13. Ze schodów można było spojrzeć w dół ulicy, na stację i inne budynki, przycupnięte w świetle słonecznym, brudne od kurzu po wielu dniach bez jednej kropli deszczu. Poza cowponies, buckboardem i wozem preriowym pionierów panował kompletny bezruch i brak było jakichkolwiek oznak życia. Stanowiło to bardzo ostry kontrast z gwarnymi i pełnymi zgiełku miastami, do których był przyzwyczajony młody człowiek.
Pomaszerował szybko w dół promenady, wszedł do gmachu sądu i zatrzymał się przed drzwiami z napisem: "Sąd Okręgowy Stanów Zjednoczonych. J. Blackstone Graney". Młody człowiek postawił na ziemi walizki, przetarł czoło chusteczką, skrzywił się na widok kurzu, który na niej pozostał, i zapukał do drzwi delikatnie, acz stanowczo. Głos w środku natychmiast go wezwał: "Wejść". Młodzieniec uśmiechnął się z satysfakcją, przekręcił gałkę i otworzywszy drzwi, stanął na progu. W pokoju przy jednym z okien siedział mężczyzna i usilnie wpatrywał się w rozległą, spieczoną i spękaną od słońca krainę. Odwrócił się, usłyszawszy otwierające się drzwi, i podniósł wolno, najwyraźniej oczekując, aby gość odezwał się pierwszy. Był niskiego wzrostu, nie gruby, ale krępy, sprawiał wrażenie powściągliwego. Jednocześnie w jego oczach czaił się pewien blask, który ostrzegał przed prężnym, analitycznym umysłem. Drzemała w nim sędziowska powaga i dostojeństwo.
Młody człowiek ukłonił się z szacunkiem.
- Czy pan to sędzia Graney? - spytał.
Sędzia kiwnął głową, a młody człowiek uśmiechnął się lekko.
- Nazywam się Kent Hollis - powiedział.
Sędzia szedł w kierunku dużego stołu znajdującego się na środku pokoju i na te słowa spojrzał ponownie na młodego człowieka, ale się nie zatrzymał. Gdy tam już dotarł, uśmiechnął się jednak, a opadłszy na krzesło, wskazał młodemu człowiekowi drugie, wolne.
- Spodziewałem się ciebie - powiedział, gdy już siedział. - Usiądź, proszę.
Poczekał, aż młody człowiek przyciągnął krzesło, a wtedy pochylił się nad stołem i wyciągnął dłoń w powitalnym geście.
- Cieszę się, że cię widzę - ciągnął serdecznie. Trzymał dłoń młodego człowieka przez chwilę, bacznie wpatrując się w jego niewzruszone oczy, najwyraźniej dokonując intelektualnej oceny, po czym opuścił rękę i odchylił się do tyłu, a na jego twarzy pojawił się półuśmiech. - Jesteś bardzo podobny do ojca.
Młody człowiek się zachmurzył.
- Biedny tata... - rzekł cicho.
Na chwilę zapadła cisza. Sędzia badał twarz młodzieńca. To, co ujrzał, musiało go zadowolić, bo się uśmiechnął, ale zaraz potem natychmiast spoważniał.
- Przykro mi, że nie byłeś w stanie dotrzeć tu na czas - rzekł. - Pochowaliśmy twego ojca wczoraj.
- Nie zdążyłem - odpowiedział młody człowiek z żalem. - Chciałem go zobaczyć przed śmiercią. Gdzie go pochowaliście?
- Zabraliśmy go na jego ranczo Circle Bar14 - odpowiedział sędzia. - Tam chciał być pochowany. Przekonasz się, że chłopcy stamtąd zrobili dla niego wszystko, co mogli, ale to wciąż trochę za mało. Biedaczysko, zasługiwał na coś lepszego.
Popatrzył dłużej na młodzieńca. Bolesne linie pojawiły się na jego twarzy, pochylił głowę, potakując na słowa sędziego.
- Zawsze myślałem, że to była jego wina - powiedział łagodnie. - Mogło być inaczej.
Podniósł wolno wzrok na sędziego, jego twarz poczerwieniała ze wstydu.
- Oczywiście, wie pan coś o jego życiu - dodał. - Był pan jego przyjacielem. Napisał mi o tym jakiś czas temu. Nie będę udawał, że wiem, co zaszło między nim a matką - ciągnął. - Matka nigdy by mi nie powiedziała, a ojciec nigdy o tym nie wspomniał w swych listach. Myślałem, że chodziło o alkohol...
Przypatrywał się uważnie twarzy sędziego. Wychwycił lekkie skinienie jego głowy i zacisnął usta.
- Tak, to musiał być alkohol - kontynuował. - Wywnioskowałem to z tego, co sugerowała mi od czasu do czasu matka. Ale... - Zadumany, smutny blask pojawił się w jego oczach. - Miałem nadzieję, że to nie alkohol spowodował to wszystko.
Uchwycił powolne, poważne skinienie głowy sędziego, przerwał nagle, a jego oczy wypełniała rezygnacja.
- No dobrze - powiedział. - To koniec, niezależnie od tego, co było powodem. - Odepchnął do tyłu swoje krzesło. - Dziękuję za to, co zrobił pan dla niego. Jeśli mógłbym się jakoś odwdzięczyć...
- Usiądź - wskazując ręką krzesło, odpowiedział sędzia. - Nie należą mi się żadne podziękowania. Zrobiłem tylko to, co każdy przyjaciel zrobiłby dla drugiego. Zorganizowałem dla ciebie wyprawę do Circle Bar - poinformował Hollisa, gdy ten wahał się nad ponownym zajęciem krzesła.
- Neil Norton, twój zarządca ziem, będzie tutaj o szóstej z buckboardem - spojrzał na zegarek. - Powinien być za pół godziny, jeśli przybędzie punktualnie. Tymczasem jest kilka spraw, o których chciałbym ci powiedzieć.
Hollis się uśmiechnął.
- Proszę mówić - odrzekł.
Sędzia oparł łokcie na stole i zmrużył oczy, patrząc na Hollisa.
- Nie potraktuj tego pytania za zuchwałość - rzekł poważnie - bo zapewniam cię, że daleki jestem od tego, aby wtrącać się w twoje sprawy. Myślę jednak, że będziesz potrzebował rady, z której oczywiście możesz nie skorzystać. Sądzę, że twój wiek nie jest chyba tajemnicą?
- Nie. - Padła natychmiastowa odpowiedź, a towarzyszył jej szeroki uśmiech. - Mam dwadzieścia sześć lat.
Sędzia uśmiechnął się sucho.
- W tym wieku miewa się wielkie ambicje - powiedział. - Pamiętam, że kiedy ja miałem dwadzieścia sześć lat, byłem zdeterminowany, żeby zasiąść w Sądzie Najwyższym15. Sam widzisz, jak bardzo chybiłem. Nie mówię, że nigdy nie udaje nam się zrealizować swych zamiarów - dodał szybko, gdy zobaczył błysk w oku młodego człowieka. - Chcę tylko pokazać, że w moim przypadku były one raczej dość wygórowane. - Skrzywił się i kontynuował z uśmiechem. - Widzę, że jesteś człowiekiem wykształconym.
Hollis przytaknął. Sędzia ciągnął dalej, spoglądając z podziwem na muskularną budowę ciała młodego człowieka i jego szerokie ramiona.
- Uprawiałeś lekkoatletykę, football16 i temu podobne? - spytał. - Dobrze - dodał, wychwytując potaknięcie młodego człowieka. - Ani trochę ci to nie zaszkodziło, nikomu to nie szkodzi. Raczej przygotowuje mężczyznę na ciężkie razy, które z pewnością otrzyma prędzej czy później. Jeśli zdecydowałeś się zamieszkać w tym kraju, musisz przygotować się na ciężkie razy. A jak sądzę, masz zamiar tu zamieszkać?
- To zależy - odpowiedział Hollis. - Jeśli ojciec pozostawił swoje sprawy w takim stanie, że zmuszony będę tu pozostać, aby je naprostować, wtedy zostanę. W przeciwnym razie... - Zawahał się i zaśmiał cicho, po czym kontynuował dalej: - Ja również mam ambicje i jeśli będę zmuszony tu pozostać, będę musiał je poświęcić. To raczej skromna ambicja w porównaniu do pana - zaśmiał się. - To dziennikarstwo - mówił dalej i nagle spoważniał. - Chcę być właścicielem gazety. Teraz jestem miejskim redaktorem, ale za kilka lat... Nie mam zamiaru wieszczyć, ale ciężko na to pracowałem.
Sędzia zamrugał oczami, zachował powagę.
- Obawiam się, że będziesz musiał tu zostać - dodał sucho. - Jeśli chcesz odzyskać cokolwiek z majątku.
- Nie spodziewam się, żeby było tego wiele - stwierdził Hollis.
Sędzia się uśmiechnął.
- Tysiąc akrów17 dobrej, zielonej ziemi, kilka budynków i... - w momencie, kiedy cedził słowa, w oczach sędziego pojawiły się iskierki - gazeta.
Hollis się wyprostował.
- Gazeta! - złapał oddech. - Gazeta w tym kraju? Dlaczego, na miłość boską, gazeta?
Sędzia się śmiał.
- Nie będziesz już musiał wracać na Wschód, aby zrealizować swoje ambicje. Możesz mieć gazetę tutaj, gazetę twego ojca, "Nowinki"18 z Dry Bottom. To było całkiem nowe przedsięwzięcie. Wierzę, że pojawiła się z tuzin razy, raczej sporadycznie. Pozornie gazetka wychodziła raz na tydzień, ale w rzeczywistości była drukowana wtedy, gdy twój ojciec lepiej się czuł. Swojego czasu zatrudnił zecera z Las Vegas19, aby ten zajął się składem. Potter się nazywał, bezużyteczny facet, ale na swój sposób geniusz, gdy tylko był trzeźwy. Podejrzewam, że większość materiału, który trafiał do "Nowinek" pochodziło z głowy Dave'a Pottera.
W uśmiechu Hollisa można było dostrzec lekką drwinę.
- Nie wie pan może przypadkiem, jak to się stało, że ojciec myślał, iż gazeta w tym miejscu przyniesie jakieś zyski? - spytał.
Sędzia popatrzył na niego w zamyśleniu, w jego oczach zabłysła iskierka rozbawienia.
- Nie pamiętam abym wspominał o tym, że gazeta przynosiła twojemu ojcu jakieś zyski - odpowiedział powoli. - Nie pamiętam również abym mówił, że tego oczekiwał. Jeśli dobrze zrozumiałem całą sytuację, to założył gazetę dla zasady. Miał zamiar użyć jej jako broni.
- Proszę mówić dalej - nalegał Hollis. - To mi wygląda raczej na donkiszotowskie20 przedsięwzięcie.
- I takim było - przyznał sędzia. - To znaczy, może być postrzegane jako takie przez człowieka ze wschodniej gazety, ale tu ludzie raczej są skłonni do lekceważenia pieniędzy i metod, koncentrując się jedynie na rezultatach. Gdy spędzisz tutaj trochę czasu, będziesz w stanie pojąć prawdę i moc tego stwierdzenia. Twój ojciec myślał o rezultatach i zawładnęła nim idea założenia gazety jako środka, za pomocą którego chciał je osiągnąć. Jestem pewny, że gdyby żył, to by mu się to udało.
- Tego nie wiem - rzekł Hollis, przyglądając się uważnie sędziemu. - Jakich to szczególnych wyników oczekiwał mój ojciec?
Oczy sędziego Graneya rozbłysły z ożywieniem. Pochylił się do przodu, mówiąc wolno i wyraźnie.
- Mam zamiar przedstawić ci mój punkt widzenia, opowiadając krótką historię o doświadczeniach twojego ojca na tej ziemi, taką, jaką usłyszałem od niego. Przyjechał tu jakieś piętnaście lat temu i zajął ćwiartkę ziemi nad potokiem Królicze Ucho21, czyli obecny teren rancza Circle Bar. Przez kilka dobrych lat był tam dzikim lokatorem, jak nazywa się w tym kraju drobnego właściciela, ale nie był niepokojony, ponieważ w pobliżu mieszkało kilku większych właścicieli, a każdemu człowiekowi zależało na powodzeniu sąsiada. Twojemu ojcu szło dobrze i po kilku latach zaczął kupować ziemię. W końcu nabył tysiąc akrów. Opowiadał mi, że jednego razu posiadał około pięciu tysięcy sztuk bydła. Oczywiście całe to bydło nie mogło żyć na tysiącu akrów twojego ojca, ale równiny były wolne, a tysiąc akrów mogło bardzo dobrze służyć za główną siedzibę. Osiem lat temu pewni ludzie z Santa Fe22 utworzyli coś, co obecnie jest znane jako Stowarzyszenie Hodowców Bydła Hrabstwa Union23. Towarzystwo to zabezpieczyło część ziemi przylegającą do własności twego ojca, po drugiej stronie potoku Królicze Ucho. Nazwali je Circle Cross24. Być może wyda ci się to dość osobliwe, że towarzystwo wybrało nazwę tak bardzo zbliżoną do znaku firmowego twego ojca. Będę zbaczał dość długo z tematu, aż wyjaśnię to postępowanie.
Sędzia wyciągnął ołówek i wziął kawałek papieru, który leżał obok niego na biurku, narysował jakieś prymitywne hieroglify i zawiesił nad nimi ołówek.
- To tutaj - wyjaśnił, wskazując szkic, który narysował. - To jest oznaczenie, znak firmowy25 Circle Bar, czyli kreska w kółku. A to - wskazał na drugi rysunek - jest Circle Cross, krzyż w kółku. Oczywiście jest to jak najbardziej oczywiste, że wszystko, co Towarzystwo Circle Cross musiało zrobić, gdy zapragnęło przywłaszczyć sobie jedną z krów Circle Bar, to dodać pionową kreskę do znaku Circle Bar i stawał się on Circle Cross. Z praktycznego punktu widzenia była to bardzo prosta operacja. Osoba manipulująca oznakowaniem krów stosowała jedynie gorące żelazo przez kawałek mokrego ręcznika, nadając tym samym nowemu znakowi markowemu wygląd przechodzonego.
Powracając do tematu, nowe towarzystwo nazwało swe ranczo Circle Cross i wzniosło nowe budynki w odległości kilku mil26 od budynków Circle Bar. Niedługo po powstaniu nowe towarzystwo próbowało odkupić Circle Bar, ale twój ojciec odmówił sprzedaży. Bill Dunlavey, zarządca Circle Cross, próbował negocjować kupno Circle Bar, a kiedy spotkał się z odmową, twarde słowa padły pomiędzy nim a twoim ojcem. Niedługo po tym twojemu ojcu zaczęło ginąć bydło. To złodzieje rozpoczęli systematyczne ataki na jego stada. Twój ojciec rozpoznał te kradzieże jako robotę Stowarzyszenia Hodowców Bydła i przeciwstawił się im.
Wiele razy zmieniał swe oznaczenia, ale za każdym razem towarzystwo dawało mu mata. Zilustruję to: twój ojciec zmienił swój znak firmowy na taki jak ten. - Sędzia narysował znowu coś na papierze. - To jest znak "Wine-Glass"27. Możesz zobaczyć, że przypomina kieliszek od wina trzymany pionowo do góry, choć oczywiście umieszczony na bydle z Circle Bar był położony na boku. To posunięcie okazało się jednak daremne, ponieważ nagle pośród bydła z Circle Cross pojawiły się takie sztuki ze znakiem "Hour-Glass"28, o, takie. - Sędzia znów zaczął rysować. - Dokonano tego, dodając po prostu półokrąg do kieliszka wina, zmieniając jego kształt.
Jak już powiedziałem, twój ojciec zmieniał swą markę dobre kilka razy, ale bydło z Circle Bar nadal znikało. Nastały lata wojny. Stowarzyszenie Hodowców Bydła nie przepuściło żadnej okazji, aby nękać twego ojca albo pozostałych drobnych właścicieli w sąsiedztwie. Z Teksasu29 i Arizony30 sprowadzano rozpasanych, zdeprawowanych mężczyzn, desperatów, którzy znajdowali upodobanie w przelewaniu ludzkiej krwi. Wędrowali oni po tych ziemiach, uprowadzając bydło z Circle Bar i zabijając jego kowbojów. Twój ojciec miał problem z utrzymaniem ludzi. Aby móc otoczyć się odpowiednią liczbą pracowników potrzebną do ochrony stada, oraz przeciwstawić się agresji wynajętych przez Dunlaveya zabójców, zmuszony był płacić horrendalne pensje. A nawet wówczas nie był w stanie zapobiec kradzieżom bydła. Dunlavey przekupił jego ludzi. Stada twego ojca zmalały. Zrozumiał, że groziła mu ruina, jeśli nie przedsięweźmie jakichś środków, które pomogłyby mu z powodzeniem uporać się z wrogami. Pojechał do Santa Fe, aby spotkać się z gubernatorem, złodziejskim carpetbaggerem31. Powiedziano mu, że rząd jest bezsilny, że takie same sytuacje mają miejsce w całym kraju i że rząd nie jest w stanie tego zwalczać. Prawo nie nadeszło.
- Twój ojciec powrócił do domu, zniechęcony, ale niepokonany. Odwiedził kilku innych drobnych właścicieli ziemskich mieszkających w pobliżu, prosząc ich o współpracę i wsparcie. Obawiając się gniewu Dunlaveya, drobni właściciele odmówili połączenia sił. Twój ojciec zadecydował zatem, że będzie kontynuował walkę w pojedynkę. Zrozumiał, że jedynie prawo mogłoby pokonać zamierzenia stowarzyszenia, i był zdeterminowany, aby zaprowadzić je na tych ziemiach. W tym właśnie celu założył gazetę. Udało mu się wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej z takim rezultatem, że powstał tu sąd.
Sędzia uśmiechnął się sucho i ciągnął dalej.
- Tak, prawo już tu jest. Co więcej, jest tu jego przedstawiciel. "Prawo to ja"32 - zacytował z ironią. - Moje ręce są jednak związane, ten sąd jest najzwyklejszą parodią systemu sprawiedliwości. Rząd w Waszyngtonie33 uznał za właściwe, aby mnie tu przysłać - samego. Nie mogę wyjść i szukać dowodów. Nie mógłbym zagwarantować wyroku skazującego, nawet gdybym je zebrał. Tutaj ci, którzy nie są przyjaciółmi Dunlaveya, boją się go. Nie jestem w stanie zebrać ławy przysięgłych34. Dunlavey wybiera szeryfa35, kontroluje całą machinę wyborów. Jestem bezsilny, jak zwykły figurant. Tak pokrótce wygląda cała sytuacja. Mógłbym wejść w szczegóły, ale myślę, że dość jasno wszystko przedstawiłem.
Twarz Hollisa była grobowo poważna. Usta miał zaciśnięte z wyrazem wskazującym na toczący się w jego głowie konflikt.
- Czy jest tu gdzieś niedaleko jakiś posterunek wojskowy? - zapytał.
- W Fort Union36, sto mil albo coś koło tego na południowy zachód. Prosiłem o przysłanie oddziału, ale zostałem poinformowany, że nie można tego zrobić, gdyż żołnierze są potrzebni do utrzymywania ładu i porządku wśród Indian. Niezależni hodowcy bydła mają sami walczyć o swoje sprawy. Przynajmniej takie jest założenie, jeśli rozważymy postawę rządu.
Hollis milczał; był śmiertelnie poważny. Sędzia odchylił się do tyłu na krześle, obserwując go z dziwnym wyrazem twarzy. Zdał sobie sprawę z tego, że powiedział już wystarczająco dużo, aby zniechęcić tego zwyczajnego młodego człowieka do pozostania w tym miejscu dłużej, niż to było absolutnie konieczne. Wcale by się nie zdziwił, gdyby Hollis mu powiedział, że nie ma zamiaru zostać. Dostrzegał w nim jednak coś takiego, co zapewniło go, że jego decyzja, gdy taką już podejmie, będzie ostateczna. Więcej niż raz od momentu, gdy Hollis wszedł do biura, sędzia zaobserwował spokojny, pewny błysk w jego oku i zaliczył go do rzadkiej klasy ludzi, których równowaga psychiczna jest tak idealna, że nic nie jest w stanie jej zachwiać. Sędzia spotkał takich ludzi już wcześniej, na Zachodzie, i znał ten typ. Kiedy tak siedział i przyglądał się młodemu człowiekowi, stwierdził, że Opatrzność popełniła błąd, pozwalając mu na tracenie czasu na Wschodzie. Zachód kipiał od możliwości i okazji dla ludzi jego pokroju.
Następne pytanie Hollisa wcale go nie zaskoczyło. Pokazywało jedynie, że bada sytuację z różnych stron, zanim się zaangażuje.
- Jaki jest obecny stan rancza Circle Bar? - spytał.
- Tytuł do ziemi jest nienaruszony i nie może być podważony, jednakże Norton informuje mnie, że na pastwisku znajduje się nie więcej niż dwieście sztuk bydła, a budynki są w ruinie. Niezbyt wesoła perspektywa, nieprawdaż?
Powiedział prawdę o ziemi i stadzie, ale celowo przesadził, mówiąc o stanie budynków, będąc ponuro zdeterminowanym, aby przedstawić całą sytuację w jak najgorszym świetle. Byłby wtedy w stanie poddać lepszej próbie hart ducha młodego człowieka. Uśmiechał się do Hollisa w zamyśleniu, pocierając brodę.
- No, to teraz - przyznał ten drugi, posyłając sędziemu zdawkowy uśmiech - całkiem się z panem zgadzam, że perspektywa nie jest zachęcająca. Tak długo jednak, jak stan jest taki, jaki jest, nie ma potrzeby narzekać. Nie przybyłem tu w oczekiwaniu na łoże usłane różami.
- W takim razie nie będziesz rozczarowany - odparł sędzia z przekąsem.
Nabił i zapalił fajkę. Palił zamyślony, a jego oczy z zaciekawieniem spoczywały na młodym człowieku. Postanowił posunąć się jeszcze odrobinkę dalej.
- Prawdopodobnie mógłbyś sprzedać Circle Bar - rzekł w końcu. - Twój ojciec przed śmiercią powiedział mi, że oferowano mu dziesięć dolarów za akr ziemi. Dałoby to niezłą sumkę.
Hollis rzucił spojrzenie na sędziego, w jego oczach zabłysło ponure rozbawienie.
- Radziłby mi pan sprzedać? - zapytał.
Sędzia zaśmiał się cicho.
- To nieuczciwe pytanie - wykręcił się, mrużąc zagadkowo oczy. - Gdybym był spadkobiercą posiadłości i czuł, że nie chcę brać na siebie ryzyka zarządzania nią, bez cienia wątpliwości powinienem ją sprzedać. Jeśli natomiast zdecydowałbym się na kontynuowanie walki mego ojca przeciwko niegodziwej bandzie, pozostałbym bez względu na konsekwencje. Ale - pykał wolno fajką, a w jego głosie słychać było wyraźny sarkazm - o wiele łatwiej byłoby to sprzedać i powrócić w spokojne strony. Mógłbyś powrócić na Wschód z dziesięcioma tysiącami dolarów i realizować swe marzenia o pracy w gazecie, dobrze zabezpieczony, i nie kłopotać się o kontynuowanie walki, w której bez wątpienia można zarobić wiele razów.
- Dziękuję - rzekł cicho Hollis. Patrzył spokojnie i poważnie w oczy sędziego i ciągnął wolno: - Przedstawił mi pan wystarczająco jasno całą sytuację, ale nie mam zamiaru uciekać, taką decyzję podjąłem. Oczywiście jestem odpowiednio oburzony sposobem, w jaki ów Dunlavey i jego stowarzyszenie potraktowali mojego ojca. - W jego oczach pojawiła się twardość. - Pozostałbym tu i walczył z Dunlaveyem i szajką jego zbirów nawet wtedy, gdyby zemsta z osobistych powodów była jedynym argumentem. Jest jednak jeszcze jeden powód. Stawką jest zasada. Nie obchodzi mnie tak bardzo osobista strona pytania, choć słabo znałem swego ojca, to wierzę, że zlekceważyłby sprawy osobiste, gdyby stanął twarzą w twarz z sytuacją, w której ja się teraz znajduję. Wierzę, że jako amerykański obywatel był rozgniewany okolicznościami, które nie pozwalały mu cieszyć się zagwarantowaną przez Konstytucję37 wolnością. Sądząc po tym, co pan powiedział, wygląda na to, że sympatyzuje pan z tym poglądem. - Uśmiechnął się do sędziego. - Oczywiście nie mylę się?
Tytoń w główce fajki38 sędziego rozprysnął się. Prawa pięść mężczyzny opadła ciężko na stół, zabrzęczały pióra i słoiczki z tuszem stojące na nim.
- Nie, młody człowieku, nie mylisz się, trafiłeś w samo sedno. Jeśli masz zamiar tu zostać i walczyć z Dunlaveyem i jego bandą, Blackstone Graney jest z tobą, aż...
- Aż nadejdzie prawo - podał myśl Hollis.
- Tak, na Boga - oświadczył sędzia. - Możemy pójść nawet dalej i powiedzieć: "Aż prawo zapanuje!".
13 Promenada (ang. boardwalk) - drewniany chodnik prowadzący przez piasek lub podmokłą ziemię.
14 Circle Bar (ang.) - Kółko Kreska.
15 Sąd Najwyższy w stanie Nowy Meksyk (ang. New Mexico Supreme Court) - najwyższa instancja w amerykańskim stanie Nowy Meksyk; jest to przede wszystkim sąd apelacyjny; składał się pierwotnie z sędziego głównego i dwóch sędziów stowarzyszonych (później zwiększono tę liczbę do pięciu); może również chodzić o: Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych (ang. Supreme Court of the United States) - najwyższy amerykański sąd apelacyjny i trybunał konstytucyjny; głowa władzy sądowniczej w systemie trójwładzy funkcjonującym w Stanach Zjednoczonych, obok władzy wykonawczej (prezydenta) i ustawodawczej (Kongresu); sąd składa się z 9 sędziów; po wybraniu kadencja sędziego jest nieograniczona.
16 Football (ang.) - futbol amerykański, sportowa gra zespołowa, przepisami zbliżona do rugby.
17 Akr (ang. acre) - jednostka powierzchni gruntów używana w krajach anglosaskich; 1 akr równa się 4840 jardów kwadratowych, czyli 4046,856 m?.
18 Nowinki - w oryginale: "The Kicker".
19 Las Vegas - miasto w USA, w południowo-wschodniej części stanu Nevada.
20 Don Kiszot - Don Kichot, hiszp. Don Quijote, bohater słynnej powieści hiszp. Don Kichot M. de Cervantesa Saavedry (cz. 1-2 1605-15), stanowiącej parodię powieści rycerskiej.
21 Potok Królicze Ucho - w oryginale: Rabbit-Ear Creek.
22 Santa Fe - miasto w USA, nad rz. Santa Fe (dopływ Rio Grande), u podnóża gór Sangre de Cristo, na wys. 2132 m.
23 Hrabstwo Union (ang. Union County, union - unia, związek, zjednoczenie, wspólnota) - hrabstwo w stanie Nowy Meksyk w Stanach Zjednoczonych.
24 Circle Cross (ang.) - Kółko Krzyżyk.
25 Oznaczenie, znakowanie zwierząt (ang. marking, branding) - trwałe oznaczanie zwierząt, zwłaszcza bydła, umożliwiające ich identyfikowanie.
26 Mila (ang. mile) - jednostka długości stosowana w krajach anglosaskich; 1 mila = 1,609 km.
27 Wine-Glass (ang.) - Kieliszek Wina.
28 Hour-Glass (ang.) - Klepsydra.
29 Teksas (ang. Texas) - stan w południowej części USA, nad Zatoką Meksykańską, graniczy na południu (wzdłuż rz. Rio Grande) z Meksykiem.
30 Arizona - stan w południowo-zachodniej części USA, przy granicy z Meksykiem.
31 Carpetbagger (ang. "dywanowiec") - w historii Stanów Zjednoczonych obraźliwe określenie stosowane przez byłych konfederatów do każdej osoby z Północy Stanów Zjednoczonych, która przybywała na Południe po wojnie secesyjnej; byli oni postrzegani jako wyzyskujący lokalną ludność; termin ten obejmował zarówno osoby, które starały się promować politykę republikańską (w tym prawo Afroamerykanów do głosowania i sprawowania urzędu), jak i osoby, które dostrzegały możliwości biznesowe i polityczne z powodu chaotycznego stanu lokalnych gospodarek po wojnie; w praktyce termin carpetbagger był często stosowany do każdego mieszkańca Północy, który był obecny na Południu podczas rekonstrukcji, tj. od 1863 do 1877 roku.
32 "Prawo to ja" - prawdopodobnie odniesienie do słów "Państwo to ja" wypowiedzianych przez Ludwika XIV (1638-1715), Króla Słońce, króla Francji w latach 1643-1715.
33 Waszyngton (ang. Washington D.C.) - stolica USA, w północno-wschodniej części kraju, nad rz. Potomac i jej dopływami Anacostia i Rock Creek.
34 Ława przysięgłych (ang. jury) - instytucja władzy sądowniczej, w skład której wchodzą zwykli obywatele, a nie sędziowie zawodowi; jest wyrazem udziału czynnika społecznego w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości.
35 Szeryf (ang. sheriff) - najwyższy wybieralny przedstawiciel sił porządkowych na terenie hrabstwa, gminy lub miejscowości; urząd w systemie prawodawstwa angielskiego, szkockiego i amerykańskiego; w Stanach Zjednoczonych szeryf jest zazwyczaj wybierany przez mieszkańców na okres od roku do czterech lat, jest funkcjonariuszem sił porządkowych na terenie hrabstwa lub miejscowości.
36 Fort Union - położony na północ od Watrous w Mora County, Nowy Meksyk; w dużej mierze zaopatrywali go rolnicy i farmerzy z hrabstwa Mora (formalnie utworzonego w 1860 roku); służył jako kwatera główna 8. regimentu kawalerii na początku lat 70. XIX wieku i jako siedziba 9. regimentu kawalerii pod koniec lat 70. XIX wieku podczas wojen Apaczów.
37 Konstytucja Stanów Zjednoczonych (ang. Constitution of the United States) - najwyższy akt prawny obowiązujący w Stanach Zjednoczonych, podstawa systemu prawnego i ustroju politycznego; wprowadzony w życie 4 marca 1789 roku.
38 Główka fajki - element fajki, komora spalania, połączona z ustnikiem przez cybuch.