Bad Boys. Zagrać o nią. Tom 3,5 - Max Monroe

Kup ebooka

34.99 zł
28.79 zł (34,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Kline

- O cholera! Ta zjeżdżalnia jest zajebiście wysoka! - wrzasnęła Cassie tak głośno, że aż zapiszczało mi w uszach.

Thatch wyszczerzył się jak głupi do sera i posłał jej swoje charakterystyczne mrugnięcie.

- Pamiętaj tylko, żeby podczas zjazdu trzymać mocno te wspaniałe cycuszki, kociaku. Wolałbym, żeby cały hotel nie oglądał sutków mojej żony. - Chwycił łapczywie jedną z jej piersi. - Należą do mnie.

Cassie pacnęła go w rękę i pokazała mu środkowy palec.

- Obecnie należą raczej do małego Ace'a.

- Dzielimy się nimi, kociaku - poprawił ją Thatch.

- Oj, jesteś zazdrosny, tatuśku? - zapytała Cassie i wsparła na biodrze rękę, którą nie trzymała małego Ace'a. - Chcesz, żeby mamusia cię nakarmiła?

Najchętniej zwiałbym gdzie pieprz rośnie, byle tylko nie słuchać zboczonych rozmów Cassie i Thatcha, ale ich szaleństwa i tak nie dało się już zatrzymać. Do tego wiedziałem, że moja żona lada chwila wtrąci swoje trzy grosze i to za trzy... dwa... jeden...

- Noż kurwa mać - mruknęła Georgia, po czym wycelowała palcem w Thatcha. - Ani mi się waż odpowiadać.

Roześmiał się, a Cassie uśmiechnęła się jak kot z Alicji w Krainie Czarów.

Z jakiegoś chorego powodu, który miał bodaj coś wspólnego z przekonującym uśmiechem mojej żony, jej nagim ciałem i seksualnym przekupstwem, spędzaliśmy poranek z całą ekipą - wliczając w to tych darmozjadów, Cassie i Thatcha - na korzystaniu z atrakcji parku wodnego Hotelu Atlantis na Bahamach.

Właściwie był to wyjazd integracyjny drużyny Mavericksów, połączony z promocją medialną i budowaniem pozytywnego wizerunku zespołu. Przynajmniej tak Georgia przedstawiła to mojemu najlepszemu kumplowi i zarazem swojemu szefowi, Wesowi Lancasterowi.

Georgia była niezwykle błyskotliwą kobietą, miała też imponującą umiejętność robienia kilku rzeczy naraz, niemniej odniosłem wrażenie, że ten wyjazd składał się w trzydziestu procentach z pracy, a w siedemdziesięciu z wakacji all inclusive na koszt firmy.

Ani trochę mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że Georgia była szczęśliwa, a choć zdarzało jej się to dość często, moim zdaniem i tak zbyt rzadko. Poza tym w swoim białym bikini odsłaniała tyle smakowitego ciałka, że groził mi samozapłon.

Tak idealnego rozwiązania nie wymyśliłbym nawet po kilku intensywnych spotkaniach biznesowych, a najlepsze było to, że nie kiwnąłem nawet palcem. O tak, zdecydowanie nie mogłem narzekać.

- Nie, no poważnie, ta zjeżdżalnia jest gigantyczna! - krzyknęła Cassie i osłoniła dłonią oczy przed słońcem, zadzierając głowę ku monstrualnej atrapie starożytnej świątyni Majów, wykonanej zapewne z kartonu.

- Ta, prawie tak wielka jak twój mąż - burknął Wes, ku uciesze Winnie i Thatcha. Niewiele rzeczy sprawiało Thatchowi większą frajdę niż komentarze dotyczące jego gabarytów.

No tak, dobrze słyszałyście. Zdążył już zdeprawować nas wszystkich.

- Ani mi się śni z tego zjeżdżać! - oznajmiła Georgia, rozstawiając szeroko nogi i opierając dłonie na biodrach.

Była tak cholernie urocza. A jej sylwetka od tyłu, w tym skąpym kostiumie, aż za mocno przypominała mi moment, kiedy po raz pierwszy zwróciła moją uwagę. Dobrze pamiętałem te kołyszące się biodra, fatalne fałszowanie i tyle autentyczności, że kompletnie nie wiedziałem, co z tym wszystkim począć.

Dobry Boże, ta kobieta zadomowiła się gdzieś głęboko w moim wnętrzu.

Odmówiła, kiedy zaprosiłem ją na pierwszą randkę. I zrobiła to bardzo stanowczo. Początkowo myśl o spotykaniu się ze mną wydawała się jej niemal odpychająca, jakby miała w odpowiedzi puścić pawia na moje buty. Na szczęście tego nie zrobiła. O nie. Była mną zaintrygowana. I może delikatnie przyparta do muru. Ja za to wiedziałem, że jeśli zgodzi się na choć jedną randkę, okaże się kimś wyjątkowym.

Ale się pomyliłem.

Bo okazała się nie tylko kimś wyjątkowym. Okazała się dla mnie wszystkim.

- No chodź, Ciporgio - zachęcała Cassie. - To będzie jak przejażdżka na Wielkofiutym. Trochę ciśnienia na cipkę, szybki ślizg przez tunel z rekinami i plusk do basenu po drugiej stronie.

- Z rekinami?! - zapiszczała Georgia, ignorując całą resztę argumentów swojej najlepszej przyjaciółki z wprawą, której żadne z nas nie mogło dorównać.

Winnie zachichotała, wciąż na tyle nowa w naszym towarzystwie, by szokowało ją to, co wychodziło z ust Cassie. Wes przytulił ją do siebie, ciesząc się śmiechem ukochanej kobiety.

Thatch patrzył na to tak, jakby miał już wszystko, czego kiedykolwiek pragnął, a sądząc po tym, jak Ace wiercił się w ramionach Cassie, byłem prawie pewien, że tak właśnie było.

- Miałaś ją zachęcić - mruknąłem rozbawiony, przypomniawszy sobie jej małą, czytaj: ogromną, histerię na widok płaszczki podczas naszego miesiąca miodowego na Bora-Bora. Miałem nadzieję, choćby dla dobra otaczających nas ludzi, że tym razem panika Georgii nie osiągnie podobnego poziomu decybeli i dramatyzmu.

Thatch klepnął mnie w ramię, po czym przesunął bezceremonialnie na bok i wziął moją żonę na ręce.

- Trzymaj się, Georgio.

Jej okrzyk zaskoczenia sprawił, że stojąca obok Winnie Lexi zasłoniła dłońmi uszy.

- Thatch! - wrzasnęła Georgia, gdy jego potężne nogi pokonywały kolejne metry rozgrzanego betonu między nami a schodami do zjeżdżalni. - Postaw mnie, ogrze! - krzyczała, ściągając na siebie spojrzenia kilku rodzin i przypadkowych urlopowiczów. - Powiedziałam, że tego nie zrobię, i koniec kropka!

Było fajnie i śmiesznie, do czasu, aż przestało tak być. Wybałuszyłem oczy, kiedy zobaczyłem, że ręka mojego przyjaciela ląduje na idealnym tyłeczku mojej żony.

- Hej! - rzuciłem, gdy z ust Georgii wyrwało się zaskoczone:

- Ej?!

- Stary, to już lekka przesada - skarcił go Wes, a jego głos, głos faceta od niedawna będącego w związku, znów niemal mnie rozbawił.

- Luzik arbuzik - uspokajał Thatch. - Jestem ojcem.

- No i? - zapytała Winnie ze śmiechem. - Myślisz, że to daje ci prawo do klepania po tyłku kogo popadnie?

- Oczywiście, że tak - odparł.

- Mnie możesz klepać do woli - zaoferowała wielkodusznie Cassie.

- Thatch - powiedziałem, a wtedy jego spojrzenie wylądowało na mnie. Momentalnie oderwał dłonie od pośladków Georgii. - Postaw ją.

Pochylił się i w okamgnieniu postawił Georgię na betonie. Kiedy zachwiała się, tracąc równowagę, wyciągnęliśmy wszyscy ręce, żeby ją złapać. Jednak to moja dłoń dotknęła jej ciepłej skóry, a usta musnęły ucho.

- Wszystko dobrze? - zapytałem.

- Dlaczego? - odpowiedziała mi pytaniem. Zaskoczyło mnie to słowo, więc cofnąłem się o krok, by spojrzeć jej w oczy. - Dlaczego się z nimi przyjaźnimy? - doprecyzowała uroczo, odgarniając z twarzy rozwichrzone włosy i zbierając je w niedbały kucyk.

Normalnie bym się z nią zgodził, marudząc i narzekając na wybryki tego towarzystwa, ale dziś pozostało mi się tylko z tego śmiać.

Ponieważ przez ostatnich kilka miesięcy przyjaźń z Thatchem, Cassie, Wesem i Winnie okazała się bezcenna dla faceta desperacko pragnącego odwrócić uwagę swojej żony od jedynej rzeczy, która z każdym oddechem zdawała się coraz bardziej ciążyć jej na sercu i odbierała blask jej oczom.

Zanim jeszcze Cassie i Thatch zaliczyli swoją niespodziewaną wpadkę, próbowaliśmy z Benny począć nasze własne maleństwo.

I wierzcie, że wkładałem w te próby iście heroiczny wysiłek. Orgazmów było pod dostatkiem, niestety nie wydarzyło się nic poza nimi. Żadnych dzieci, które wypełniłyby nasz dom i odciągnęły moją uwagę od Waltera i Stana oraz ich rozmarzonych spojrzeń, ani żadnego znaku, że kiedykolwiek miałoby się to zmienić.

A im bardziej Georgia się tym stresowała, tym bardziej i mnie się to udzielało. Była spełnieniem moich najskrytszych marzeń, ale jej pragnienie stworzenia małej istoty będącej połączeniem naszej dwójki płonęło również we mnie. Chciałem tego dla siebie, dla niej, dla nas.

Na szczęście za każdym razem, gdy Thatch kupował następną lornetkę, a Cassie wymyślała nowy, kreatywny, a czasem nawet bolesny sposób na zrobienie psikusa swojemu wielkoludowi, moja żona miała kolejny powód do uśmiechu.

Tworzyliśmy dość niekonwencjonalną grupę, do której każdy wnosił coś wyjątkowego. Nawet te kompletne świry, czyli Cassie i Thatch.

- Dlatego, że Thatch zarabia dla nas pieniądze, a Cassie robi ci kreski eyelinerem - odpowiedziałem w końcu z szerokim uśmiechem. Zmrużyła oczy. Dobrze wiedziałem, co to oznacza. - O nie. Zapomnij. Nigdy więcej - dodałem niemal natychmiast, kręcąc głową. - Próbowałem. Naprawdę próbowałem zrobić ci ten makijaż i widziałaś, jak to się skończyło!

- Musisz po prostu trochę poćwiczyć - upierała się, na co się roześmiałem.

- A może to ty powinnaś trochę poćwiczyć, Benny?

- To tak nie działa! - oburzyła się i tupnęła słodko. - Za każdym razem, gdy zamykam oko, te kreski kompletnie mi się rozjeżdżają.

- To może go nie zamykaj, co? - zapytałem, unosząc brew.

- Ekhm, przepraszam bardzo - wtrącił Wes, choć po jego tonie z łatwością można było stwierdzić, że tak naprawdę nie zamierzał przepraszać. - Zjeżdżacie czy nie?

- Tak - odpowiedziałem w tej samej chwili, gdy Georgia odparła:

- Nie.

- Miedzy tobą a rekinami jest jakieś dwadzieścia centymetrów pleksi, Benny.

- Nie - powtórzyła z uporem.

- No dobra - mruknął Wes. - Idziemy bez was. Spotkamy się na dole.

- Zrobię wam zdjęcia z mostku, jak będziecie zjeżdżać! - zaproponowała Cassie i pocałowała Thatcha ze zbyt dużym zaangażowaniem języka, po czym ruszyła we wskazanym kierunku.

Georgia, Georgia, Georgia...

- Zabawa czy tortura? - zapytałem z uśmiechem, przyciągając ją za biodra.

Przewróciła oczami.

- Zabawa. Oczywiście.

- Basen czy ocean?

Popatrzyła na mnie jak na skończonego idiotę.

- Basen, oczywiście - odpowiedziałem za nią, na co skinęła głową. - Życie czy śmierć? - kontynuowałem, z trudem powstrzymując śmiech.

- Kline! Nigdy jeszcze nie wymyślałeś tak durnych rzeczy.

- Odpowiedz, Benny.

- Życie! - prychnęła i pacnęła mnie w nagi tors. Złapałem jej dłoń i przytrzymałem blisko siebie.

- Więc żyj! I zabaw się ze mną w basenie.

- Kline!

- Georgia - odpowiedziałem spokojnie, na co zamknęła oczy.

- Chcę stać na tym mostku - wyszeptała, a mnie aż ścisnęło w gardle. - Z aparatem i dzieckiem na rękach. Takiego życia chcę. I uwierz, że bardzo bym chciała odpuścić.

Poczułem, jakby ktoś wbił mi w pierś rozpalony do czerwoności pogrzebacz.

Chciałem jej to dać, ale nie mogłem. Mimo tak wielu starań, pieniędzy i doskonale skonstruowanych planów.

Jedyne, co zdołałem jej w tej chwili dać, to chwila zapomnienia.

- Kocham cię.

Uśmiechnęła się delikatnie, opierając się o mnie całym ciężarem swojego ciała. Objąłem ją mocno.

- Ja ciebie też - wymamrotała, a ja zaciągnąłem się jej pięknym zapachem.

- To dobrze. A teraz rusz ten swój zgrabny tyłeczek na górę i zjedź tą zjeżdżalnią.

- Kline! - krzyknęła.

I w końcu, z uśmiechem na twarzy, uciszyłem ją pocałunkiem.

- Czeka nas tydzień wakacji, kochanie. Przygotuj się na niezłą zabawę. Zamierzam wykorzystać każdą minutę.