Bajki - Adam Mickiewicz

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Golono, strzyżono

U nas, kto jest niby chory,

Zwołuje zaraz doktory, Lecz czując się bardzo słaby, Prosi chłopa albo baby. Ci ze swego aptekarstwa, Potrafiają i podagrze, I chiragrze i głuchotom, I suchotom i głupotom Radzić - a u nich wszkaże Niemasz na upór lekarstwa.

Mieszkał Mazur blizko Zgierza, Któremu zginęła suka, Straż domostwa i śpichlerza. Gdy jej z żalem i kłopotem W okolicy całej szuka, Wróciła się w tydzień potem. Ledwie poznał, że to ona, Bo była wpół-ogolona.

"O zbóje! żeby ją skryli, Używając takich figli, Że biedaczkę wygolili!" "Powiedz raczej, że ostrzygli, Robi mu uwagę żona, Bo psów nie golą lecz strzygą." "A no patrzcież-bo mi go, Ozwie się Mazur z przekąsem, Jaka ty mi dyć uczona! Mając gołe jak pięść lice, Chcesz nauczyć nas pod wąsem, Co jest brzytwa, co nożyce? A nasz pan, co mu łysina Prześwieca się jak ta psina, Myślisz, że jest postrzyżona?"

"A wąsiki ekonoma, Odpowiada zaraz żona, Co mu wiszą jak u sosny, A błyszczą jak namaszczone, Sąż golone, czy strzyżono?" "Bierz ci licho twego pana I pana i ekonoma, Dobrze, że jest suka doma, Choć tak szpetnie ogolona." "Toć i jam się ucieszyła. Odpowiada zaraz żona. Że się suka powróciła, Choć tak szpetnie ostrzyżona." Głupiaś z twemi nożycami!" "I ty z twojemi brzytwami!..." "Że golona, przypatrz-że się!" "Że strzyżona, pokaże się."

Tak się kłócą mąż i żona; Miasto Zgierz całe się zbiega, A krzyk wkoło się rozlega. Ogolona! ostrzyżona!

Idzie sąsiad: "Niechaj przyjdzie, Niech się wpatrzy i przekona."

Idzie żyd: "Powiedz-no, żydzie, Czy golona? Czy strzyżona?" Od żyda aż do plebana. Od plebana, aż do pana, Sprawa zapieczętowana; Co sąsiad i żyd dowodził, Na to się ksiądz i pan zgodził, Że wygrała męzka strona, Że suka jest ogolona.

Wracają do domu strony, Po drodze chłop pyta żony, Czy wyroku treść pamięta? Ona milczy jak zaklęta. U progu suka ich wita. "Pójdź tu, moja ogolona!" Wola mąż. A kobieta: "Pójdź tu moja ostrzyżona!"

Mazur wściekły już nie gadał, Ani żonie odpowiadał; Tylko wziąwszy pod rękawki, Wlecze ją wprost do sadzawki

I topi jak kadź ogórków. Ona nienawykła nurków, Już się zachłysnęła nieraz; On, trzymając za ramiona, Gnębi, krzycząc: "A no teraz: Czy golona? czy strzyżona?" Biedaczka ze śmiercią w walce, Czując skonu paraliże, I na odpowiedź palcami, Jakby dwiema nożycami, Mężowi pod nosem strzyże.

Na ten widok uciekł z wody Ona poszła do gospody; On się puścił aż do Zgierza I tam przystał za żołnierza.