Ballady metafizyczne - Adam Binduga

Kup ebooka

20.00 zł
17.00 zł (5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ballada o trzech cyprysach

Szedł już nie ledwie, lecz wcale. Piach zimny się stawał,

Noc coraz głębsza już wszędzie.

I szedł tak w mozole cały dzień,

Gdy nagle, ujrzał w ciemnościach cyprysy trzy ranny Sertazar.

Rana głęboka po ostrzu handżara,

Ból z głodem szarpią mu ciało.

Zimniej wciąż było, spać z bólu się chciało,

Runął bezwładnie na swe zbolałe kolana.

Długo tak leżał, acz sen mu wciąż coś przerywa,

Powieki wolno w boleści rozchyla.

Znów cyprys swą smukłość wychyla,

I jakieś kształty, kolor przestrzeń rozrywa.

          Nie wierz cyprysom (cyprysy cicho gwarzą)

          Śmierć coraz bliżej już ciebie

          Bo jak kobieta w chwili ostatniej cię zdradzą

          A śmierć blisko, coraz bliżej jest ciebie

Dreszcz i gorączka ciałem trzęsą młodziana,

Ból w oczach ostrość rozmywa.

Zbladła twarz Sertazara... twarz dziwnie wykrzywia,

Przed okiem czy w oczach? Postać niespodziewana.

Karzeł nagi wchodzi przez igły do cyprysa,

Kroków tych tyle niezgrabnych stawia.

I się chybocze, rzekłabyś, brzydka postać naga,

Tłustych strąk włosów z pleców się zwisa.

I już wychodzi, ale jak inaczej,

W burnusie białym, przepasanym złotem.

Na psie dużym jadąc wielkookim,

Włos mu się świeży mieni w majestacie.

Irbis gdzieś blisko zaświecił oczyma,

Kieł swój odbija w księżycu.

Żmija tuż sunie. Jad na języku,

Coraz jest bliżej gadzina.

Sertazar ciężko serce swe słyszy,

A serce jak dzwon wielki bije.

I tylko bicie w ciszy nie ginie,

Sertazar ciężej już dyszy.

          Sam jesteś, sam na pustyni

          I sam umierasz, tylko z cyprysami

          Życie jest krótkie, nierówne z igłami naszymi

          A tyś zdradzony, nierównyś jest z nami

Karzeł z cyprysa wciąż tak samo wyczynia,

Z nagości raz w sukna się zmienia.

Wtem, patrz!, karlica go onieśmiela,

Kobiecość swą karlą w podstępie wypina.

Serce i karzeł, ponad tym Sertazar,

Słyszy to wszystko i widzi.

Pies wielkooki spojrzeniem ohydzi,

- Śmierć żyjącego przeraża!

Umilknij serce! Serce nie bije...

Sertazar już tylko widzi.

- Czy to jest śmierć? Wszak spojrzę i widzę? a serce mówi: Nie żyjesz!

O Sertazarze, karzeł twą dłoń bladą chwyta,

Pies cię okrakiem na sobie sadza.

Karlica muśnięciem ust karlich cię wita,

I jak on wtedy tak ty teraz w cyprysie znikasz.

          Miłość i życie cyprys ci zastąpi

          Bo życia, miłości już nie ma!

          A kto w cyprysy śmie choćby na moment zwątpić

          Ten życia, miłości już nie ma!