Basia. Wielka księga przygód 4 - Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Kup ebooka

34.99 zł
28.69 zł (26,24 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Basia podciągnęła spodnie od piżamy, wzięła pod pachę Miśka Zdziśka i podreptała do pokoju rodziców.

- Dziś zasypiam z wami - oświadczyła. Wdrapała się na łóżko i umościła między rodzicami.

- Najlepiej mi się śpi w waszym łóżku - dodała. - A wam też się przyda, jak nie będziecie tacy samotni beze mnie.

- Całkiem dobrze sobie z Mamą radzimy, kiedy jesteśmy razem - mruknął Tata.

- Wiem, wiem. - Basia poklepała go po ręce. - Ale ze mną będzie wam jeszcze lepiej. Dziadek mówi, że jestem milutka. Misiek Zdzisiek też tak uważa. I jest ciekawy, co nam dziś opowiecie na dobranoc. Może coś o mnie? On bardzo lubi o mnie słuchać. Na przykład o tym, jak byłam całkiem mała. Taka malutka jak ziarenko piasku, a potem jak kamyczek, a jeszcze potem jak kijanka, żabka i wreszcie jak Franek. Tylko trochę mniejsza. Albo o tym, jak był w domu remont.

- Oj, tak. Tego nie da się zapomnieć - wtrąciła Mama. - Myślałam, że nigdy się nie skończy!

- Przyszedł pan Wojciech, który wcale nie miał złotej rączki i chlapał farbą, i wiercił wiertarką. Wrrr!!! - entuzjazmowała się Basia.

- Wlll? - dobiegło z łóżeczka Franka. - Nanek ce wlll!

- No pięknie. - Mama westchnęła. - Teraz zamiast jednego będziemy mieli aż dwoje milutkich dzieci w łóżku.

- Dlaczego dwoje? A ja?! - W progu pokoju stał Janek. Nie bardzo długo stał, bo szybciutko wskoczył obok Basi.

- Teraz to raczej prędko nie zaśniemy. - Tata się roześmiał.

Miał rację. Bo tyle jeszcze zostało do opowiedzenia! Na przykład o tym, jak Janek zbierał karty piłkarskie, a Mama grała w piłkę. Albo o wyprawie do lasu. I o wycieczce do muzeum. A jeszcze o wizycie w bibliotece i o robieniu zwierzaków na choinkę. No i o nartach! Basia słuchała tego wszystkiego bardzo zadowolona. Myślała o tym, że nie ma lepszych opowieści od tych, które mówią o niej samej!

- Musimy zrobić remont - oznajmiła Mama przy kolacji.

- Porozmawiamy o tym jutro, dobrze? - poprosił Tata.

- Kran w łazience kapie - ciągnęła niezrażona Mama - woda w toalecie źle spływa, kontakt nad blatem nie styka, a dziś odpadła klamka w drzwiach do salonu. Nie da się żyć w domu, w którym wszystko się psuje!

- Dziś nie mogę o tym myśleć. Jestem taki zmęczony, że nie pamiętam nawet, jak się nazywam.

Basia wdrapała się Tacie na kolana.

- Jesteś Tata Jacuś - przypomniała - który umie wszystko naprawić. Na przykład pozytywkę od Dziadka Henryka. Prawda?

Tata uśmiechnął się krzywo.

- Bo wiesz, Tato... - Basia spojrzała na niego poważnie - nie da się żyć w domu bez pozytywki.

Temat remontu wrócił następnego dnia. Tym razem przez imponujących rozmiarów rysunek przedstawiający fioletowego żółwia, który pojawił się na ścianie nad łóżkiem Basi.

- Skąd on się tu wziął? - spytał Tata.

Basia rozejrzała się, jakby szukała odpowiedzi w kącie lub na suficie.

- Sam wszedł na ścianę? - zaryzykowała w końcu.

- Szkoda, że sam z niej potem nie zszedł - mruknęła Mama.

- Na pewno pomożesz mu zejść, Tatusiu - powiedziała Basia z przekonaniem. - Przecież ty wszystko umiesz naprawić. Wszyściutko!

Tata stał chwilę bez słowa, a potem ruszył na poszukiwanie gąbki. Żółwia zmywali razem - on i Basia. Kiedy skończyli, Basia spytała:

- Czy zrobiliśmy remont?

- Po remoncie wszystko jest nowe, czyste i piękne - powiedziała Mama rozmarzonym głosem.

Basia westchnęła. Żółw zamienił się w sporą bladofioletową plamę, która była, co prawda, nowa, ale zdecydowanie nie czysta.

Katastrofa wydarzyła się parę dni później. Basia wstała wcześnie rano i pognała do łazienki. Otworzyła drzwi i... Plask! Wdepnęła w coś mokrego.

- Mamo!!! - krzyknęła. - Janek znowu nasikał na podłogę! To jest o-brzyd-li-we!

Zaspana Mama stanęła w progu łazienki.

- Jacku, chodź tu szybko! - zawołała na widok wypływającej spod wanny, stale powiększającej się kałuży.

Basia pobiegła po Janka. Nie mogła dopuścić, żeby spał, kiedy w domu jest prawdziwy potop!

- Muszę zakręcić wodę - powiedział Tata, gdy wygramolił się spod wanny mokry i czerwony na twarzy. - I masz rację - zwrócił się do Mamy. - Trzeba zrobić ten remont.

- Teraz? Zaraz? Zrobisz go sam? - dopytywała Basia.

- Wezwę fachowca - odpowiedział Tata. - Umiem leczyć ludzi i bawić się z wami. Potrafię grać na gitarze, rozpalać ognisko, prowadzić samochód. Ale rur, Basiu, nie umiem naprawiać. Lepiej, żeby zajął się tym hydraulik.

- A kontaktem? - spytał Janek.

- Elektryk.

- A ścianą? - dopytała Basia.

- Potrzebujemy złotej rączki, który zajmie się wszystkim naraz - zawyrokowała Mama.

Basia wstrzymała oddech. Czy to znaczy, że przyjdzie do nich ktoś, kto ma rękę ze złota?

Po zakręceniu wody Tata z Mamą zaczęli dzwonić do znajomych, żeby znaleźć kogoś, kto najlepiej zajmie się ich mieszkaniem. Nie było to proste, bo wszystkie najlepsze ekipy były zajęte. W końcu jednak zdobyli potrzebny telefon.

- Przyjdą za dwa dni - powiedziała Mama. - Do tego czasu powinniśmy zabezpieczyć książki i spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Podczas remontu zamieszkamy u Babci.

Basia i Janek byli tym wszystkim tak przejęci, że przez cały weekend kłócili się, plątali rodzicom pod nogami i nie mogli spać. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy wcześnie rano w poniedziałek ktoś załomotał do drzwi.

- Ja otworzę! - zawołała Basia i pierwsza pognała do przedpokoju. - Kto tam? - spytała.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej