Rozdział 1
Wszystko zaczęło się od donosu. Pewna życzliwa osoba postanowiła oczernić ciało pedagogiczne Samorządowej Szkoły Podstawowej nr 1 w Bielinkach. Całe dwie strony formatu A4 pokryła drobnym, pedantycznym pismem. Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego. I nawet się nie podpisała, coby nie dało się jej potem zbyt łatwo wytropić. Starannie zapakowaną przesyłkę nadała na poczcie z dopiskiem: "Do rąk własnych pani burmistrz".
- No, to teraz niech się dzieje wola nieba! - rzuciła pod nosem, po czym opuściła urząd i jak gdyby nigdy nic ruszyła spacerem do domu.
Tam zabrała się do gotowania rosołu, który następnego dnia z pewnością miał się przeistoczyć w pomidorową, i obieranie ziemniaków do drugiego dania. Kroiła warzywa, jednym okiem oglądając ulubiony serial paradokumentalny. Nie wracała już myślami do donosu. Czuła się lekko. Jakby wcale nie zrujnowała właśnie komuś kariery.
Niestety urzędniczka stojąca na czele lokalnych władz, Barbara Nosowska, niezbyt szanowała nauczycieli. Nazywała ich nierobami, najwidoczniej zazdroszcząc im długich wakacji, które dopiero co dobiegły końca. Gdy tylko otrzymała rzeczoną kopertę, od razu zaczęła działać. I cóż... Afera wyszła z tego koncertowa. Wezwana na dywanik dyrektorka, wysoka, szczupła szatynka o imieniu Joanna, a nazwisku Szulecka, wróciła do szkoły, zalewając się łzami. Była pewna, że ześlą jej teraz wszystkie możliwe kontrole, w tym tę najstraszniejszą, której bała się jak diabeł wody święconej - z kuratorium. W nerwach zwołała nadzwyczajne posiedzenie rady pedagogicznej. Na szczęście koleżanka podsunęła jej tabletki uspokajające - dzięki nim dyrektorka przestała wyglądać, jakby z dnia na dzień zachorowała na parkinsona.
- Mamy przechlapane - oświadczyła, a następnie wyjaśniła pracownikom, co się właściwie stało.
Anglistka omal nie zemdlała, a matematyczka z wrażenia wylała herbatę na nowiutki dziennik.
- Spokojnie, to się odkupi - rzuciła na pocieszenie Joanna, ale sama wcale nie zabrzmiała, jakby była spokojna, nawet pomimo podwójnej dawki farmaceutyków i wypitej melisy.
Tego dnia całe ciało pedagogiczne jak jeden mąż trzęsło się niczym galareta, snując najczarniejsze scenariusze.
Wieczorem, siedząc z przyjaciółkami z pracy, Asia nie mogła wyzbyć się wizji, w której złowroga pani burmistrz z uśmiechem na ustach ogłasza dumnie, że nie będzie tolerowała opisanych w donosie zaniedbań, więc dyrektorkę pozbawia stanowiska, a szkołę w ogóle zamyka. To wyobrażenie powracało jak bumerang, a może raczej sęp, bo pod względem zawodowym Joanna czuła się już trupem.
Załamana, siedziała teraz na narożnej kanapie obok Elki Janickiej, nauczycielki zerówki, w pogrążonym w półmroku pokoju. W fotelu skuliła się gospodyni domu, polonistka Magda Malwicka. Biadoliły nad swoim losem już od dobrych trzech godzin. Wszystkie trzy miały na co narzekać, ponieważ w anonimowym donosie dostało się każdej z nich.
Dziewczyny zaprzyjaźniły się już kilka lat temu, tuż po tym, jak pracę w szkole zaczęła Ela, najmłodsza z nich. Połączyło je podobne podejście do obowiązków, poczucie humoru i pewna szkolna akademia, którą razem organizowały. Kolejne wspólne kawy podczas prób z dzieciakami i pogawędki na szkolnym korytarzu szybko przerodziły się w głęboką sympatię, która trwała do dziś. Nauczycielki często spotykały się, żeby poplotkować albo - tak jak dziś - porozmawiać o swoich problemach.
W pokoju było dość ciemno, za oknami wył wiatr, a z góry dochodziły dźwięki kłótni sąsiadów Magdy. Wiszący na ścianie zegar wskazywał dwudziestą pierwszą czterdzieści. Jedenastoletnia córka polonistki, Lilka, spała w najlepsze - widać nie przeszkadzali jej ani awanturujący się sąsiedzi, ani odgłosy użalających się nad sobą kobiet.
Choć Magda zazwyczaj stroniła od alkoholu - nie chciała dawać złego przykładu córce - tym razem wyciągnęła z szafki ciemnozieloną butelkę, którą ktoś kiedyś przyniósł jej z okazji imienin. Napełniła winem trzy pękate kieliszki. Po kwadransie lampki były już opróżnione.
- Dolać wam? - spytała Elę i Asię.
Przyjaciółki jak na komendę skinęły głowami. Magda rozlała całe wino do końca, po czym opadła na kanapę, oparła się o zagłówek i głęboko westchnęła. Wszystkie trzy kobiety przez chwilę trwały w milczeniu. Miały w głowie prawdziwy mętlik.
- I pomyśleć, że pozostał mi już tylko rok do końca kadencji - odezwała się w końcu Asia.
Miała na sobie elegancką, aczkolwiek wygniecioną po całym dniu sukienkę. Jej twarz zwykle zdobił perfekcyjny makijaż, jednak teraz cera Joanny błyszczała, a pod oczami kobiety powstały ciemne smugi po tuszu do rzęs, który spłynął wraz ze łzami. Był to wyjątkowy widok, ponieważ pani dyrektor zazwyczaj panowała nad swoimi emocjami. Ukrywała wrażliwość pod grubą maską uprzejmego luzu, zwłaszcza w pracy. Cóż, każdemu czasem puszczają nerwy. Dziś Asia po prostu nie zdołała powstrzymać się od płaczu.
Była dyrektorką szkoły już od czterech lat i jeszcze nigdy nikt się na nią nie skarżył. Do swoich obowiązków podchodziła zawsze z entuzjazmem oraz profesjonalizmem. W lokalnym środowisku powszechnie uważano, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Świetnie radziła sobie ze sprawami administracyjnymi i chyba nikt z poprzednich dyrektorów placówki nie miał takiego porządku w dokumentach jak ona. Poza tym była duszą towarzystwa i miała wyjątkowy dar zjednywania sobie ludzi. Chociaż zajmowane stanowisko wymagało od niej silnego charakteru, uporu i hartu ducha, na jej ustach zwykle królował uśmiech. Nigdy nie dawała po sobie poznać, że żyje w wiecznym niedoczasie, zawsze znalazła chwilę na rozmowę z uczniem wyglądającym na przygnębionego albo rodzicem czekającym przy portierni na swoje dziecko. Lubiła ludzi, a oni lubili ją. I to chyba właśnie dlatego tak bardzo zabolał ją fakt, że ktoś odważył się napisać ten donos. Asia nie wdawała się w spory i stroniła od konfliktów. Nie miała wrogów, tak przynajmniej myślała. Do czasu - donos utwierdził ją bowiem w przekonaniu, że w życiu niczego nie można być pewnym.
- Jak nic przyjdzie mi się pożegnać ze stanowiskiem - stwierdziła. Uniosła pękaty kieliszek do ust i wzięła duży łyk wina, lekko się krzywiąc.
- Daj spokój, nie da się ot tak za byle co zwolnić dyrektora - spróbowała ją pocieszyć Elka.
Jej też dostało się od anonimowego donosiciela, więc była w marnym nastroju, mimo to prezentowała się świeżo i dziarsko. Luźny ubiór tylko to podkreślał. Ela lubiła młodzieżowy styl, chętnie nosiła wytarte, podziurawione jeansy oraz sportowe buty, a swoje piękne, długie włosy związywała w wysoki koński ogon albo niedbały koczek.
- No nie wiem. Żebyście widziały Nosowską. - Asia spuściła wzrok i popatrzyła na resztkę wina w kieliszku. - Najgorsze, że nie dała mi przeczytać tego donosu, nawet nie wiem, co dokładnie w nim jest. Wiem tyle, ile mi przekazała. Ale miała taką minę i mówiła takim tonem, jakby czekała mnie dyscyplinarka.
- Może przesadzasz i wcale nie będzie tak źle? - odezwała się Magda.
- Już to, że nauczyciele rzekomo przychodzą na lekcje dopiero dwadzieścia, a czasem nawet trzydzieści minut po dzwonku wystarczy, żeby mnie zdegradować. To nie jest jakieś tam drobne przewinienie, ale poważne zaniedbanie. I kto jest za to odpowiedzialny? Oczywiście, że ja. Chociaż sama zawsze wychodzę z gabinetu na czas, kiedy prowadzę biologię.
- Ech...
- Nie mówiąc już o tym, że zostałam oskarżona o wstawianie na Facebooka głupkowatych zdjęć.
- Tym akurat nie powinnaś się martwić - stwierdziła Ela, która jako najmłodsza z całej trójki miała największe pojęcie o mediach społecznościowych. - Nikt nie ma prawa się tego czepiać, bo to twoja prywatna sprawa, co publikujesz, i nijak ma się to do pracy. Możesz sobie udostępniać, co tylko zapragniesz. Tym bardziej że nie upubliczniasz zdjęć swoich uczniów i w ogóle niczego związanego ze szkołą.
- Tak myślisz?
- Oczywiście. Mogłabyś nawet oznajmić na swoim facebookowym profilu, że jedziesz do Vegas wziąć ślub z kobietą i uprawiać hazard, i nikogo z kuratorium nie powinno to obchodzić.
- Jasne! Już słyszę te wszystkie komentarze, które poleciałyby pod moim adresem, gdyby coś takiego strzeliło mi do głowy. Jaki to by był przykład dla dzieci i tak dalej. Zresztą co to za pomysł? Ja, do Vegas? Przecież nie lubię hazardu! No i nie jestem lesbijką.
- Próbuję ci tylko uświadomić, że twoje życie prywatne i zawodowe to dwie różne sfery. Moim zdaniem możesz wstawiać sobie na Facebooka, co tylko chcesz. O ile nikogo w ten sposób nie obrażasz, oczywiście, i nie naruszasz niczyjego dobrego imienia.
- Nawet głupkowate zdjęcia? - uśmiechnęła się Asia.
- Jasne. Masz święte prawo to robić.
- A właściwie które z nich jest takie głupkowate, że aż warte znalezienia się w donosie? - wtrąciła Magda, jednocześnie próbując sobie przypomnieć, co ostatnio publikowała w internecie przyjaciółka. - Ja nic takiego nie pamiętam.
- A bo ja wiem? - Asia wzruszyła ramionami.
Jej też nic nie przychodziło do głowy. No może poza jedną fotografią, którą pstryknęła sobie jakiś czas temu, gdy w piwnicy robiła z córką porządki. Znalazła wtedy futrzaną czapkę z dzieciństwa, taką z uszami królika. Położyła ją sobie na głowie i wystawiwszy język, zrobiła sobie selfie. A potem nie mogła się powstrzymać i opublikowała to zdjęcie w sieci. Ale czy to naprawdę było warte opisywania w donosie? Na swój sposób wyglądała w tej czapie uroczo.
- Tak czy siak, powinnaś zmienić ustawienia prywatności na swoim koncie - odezwała się Elka.
- To znaczy?
- Zmień ustawienia tak, żeby tylko znajomi mogli oglądać twój profil. I przy okazji usuń z listy przyjaciół wszystkich rodziców, uczniów i współpracowników. Bóg jeden raczy wiedzieć, kto jest wrogiem. Lepiej dmuchać na zimne.
- To tak się da? - Asia poprawiła nieco pozycję na kanapie, po czym badawczo przyjrzała się Eli.
Dyrektorka miała czterdziestkę na karku i nie była na bieżąco z nowinkami technologicznymi. Na Facebooku umiała co najwyżej opublikować jakiś post albo polubić te wrzucane do sieci przez znajomych. No i wysyłać wiadomości, chociaż jej siedemnastoletnia córka, Kornelia, zawsze się z niej śmiała, że pisze w dziwny sposób i używa emotikonów, nie rozumiejąc ich znaczenia.
Cóż... Niestety, Asia rzeczywiście nie rozumiała tej formy komunikacji. Kiedyś urządziła swojemu dziecku awanturę tylko dlatego, że niepoprawnie odczytała wysłane przez nie serduszko. Kornelia napisała do matki po sprawdzianie z matematyki: "myślę, że dobrze mi poszło <3". Zobaczywszy to, rozzłoszczona Asia zadzwoniła do córki z wykładem:
- Co to za łamigłówki? Mniej niż trzy? Jedynkę albo dwóję nazywasz dobrą oceną? Twierdziłaś, że jesteś przygotowana! - wrzeszczała przez telefon. - Już teraz możesz pożegnać się z kieszonkowym! I komórką! To, że twoja szkoła ma wysoki poziom, nie znaczy, że masz się cieszyć z dwói! Po moim trupie, rozumiesz?
- Ale to nie jest żadne mniej niż trzy! - Kornelii z trudem udało się przekrzyczeć rozsierdzoną matkę. - Znak mniejszości i trójka w wirtualnym świecie oznaczają serduszko, a nie mniej niż trzy! Ogarnij się, mamo. Zachowujesz się jak stara wariatka. Za chwilę na dobre stracisz kontakt z rzeczywistością! A niby pracujesz z dziećmi!
Dzisiejszy donos trochę potwierdzał diagnozę Kornelii. Gdyby Aśka lepiej radziła sobie z mediami społecznościowymi, z pewnością już w dniu założenia konta na Facebooku ustawiłaby odpowiednie zabezpieczenia. A tak - dowiedziała się o nich po fakcie. Co gorsza, po wyjściu z urzędu gminy była w takich nerwach, że skasowała z profilu prawie wszystkie zdjęcia. Nawet te z kilkuletnią Kornelką, których nie da się już raczej odzyskać, bo przepadły wraz ze starą komórką. A miała do nich taki sentyment...
- Poproszę Kornelię, żeby zmieniła mi te ustawienia - mruknęła do Elki, niepocieszona. - Na pewno będzie wiedziała, jak to zrobić.
- A mogłabyś mi coś takiego ustawić? - Magda sięgnęła po swój telefon i podała go Eli. - Lilka pewnie nie będzie wiedziała, jak to zrobić, a po tym, co się dziś wydarzyło, wolę dmuchać na zimne. Przezorny zawsze ubezpieczony.
- Jasne - zgodziła się Elka. Magda nie stosowała żadnych zabezpieczeń i wystarczyło przejechać palcem po ekranie smartfona, by go odblokować. - Aczkolwiek wydaje mi się, że twoja córka mogłaby cię zaskoczyć. Dziesięciolatki są w tych sprawach o wiele sprytniejsze niż my.
- Lilka skończyła już jedenaście - zauważyła Magda.
- To tym bardziej - mruknęła Elka, po czym zabrała się do zmieniania ustawień w profilu przyjaciółki.
- Kiedy o niej myślę, to aż mi wstyd za to, co znalazło się w donosie na mój temat. - Magda zerknęła niepewnie na zamknięte drzwi, za którymi spała Lilka, po czym głośno westchnęła.
- Daj spokój, a co jest wstydliwego w tym, że kupujesz majtki? - obruszyła się Asia. - Ludzka sprawa. Naprawdę nie wiem, co w tym złego.
- Może to, że zamiast koronkowych i skąpych w wieku trzydziestu jeden lat kupuję staromodne, bawełniane galoty? I to na rynku, a nie w luksusowym sklepie z bielizną, o czym raczył napomknąć donosiciel. No i przede wszystkim w godzinach pracy...
- Przecież byłaś wtedy na chorobowym.
- I powinnam leżeć w łóżku, jak na chorą przystało, a nie biegać po mieście. Wracałam wtedy od lekarza i coś mnie podkusiło. Mogłam przewidzieć, że będą z tego problemy. I wcale nie mam tu na myśli powikłań po grypie. - W oczach Magdy zaszkliły się łzy. - Źle się wtedy czułam, wszystko mnie bolało, zamarzyły mi się takie miękkie, staromodne majtki, które nigdzie się nie wżynają...
- Madzia... - Asia przerwała ten słowotok, chcąc zapobiec wybuchowi płaczu przyjaciółki. - Nam się nie musisz tłumaczyć. Wiemy, jak było.
- Szkoda, że pani burmistrz poznała zupełnie inną wersję wydarzeń. I jak nic dowie się o tym Szymon!
Magda rozbeczała się na dobre, właściwie nie wiedząc, co było gorsze: czy fakt, że teraz cały urząd gminy będzie wytykał ją palcami i kojarzył jedynie z kupowaniem bielizny, czy to, że były mąż, do którego jak ostatnia idiotka nadal żywiła uczucie, dowie się, że z ładnych majtek przerzuciła się na babcine galoty. I to z rynku! A że się dowie, nie miała najmniejszych wątpliwości. W końcu Szymon pracuje w urzędzie, tam plotki rozchodzą się z prędkością światła. A ta jego kochanka, Plastikowa Pamela, jak ją Magda nazywała w myślach, na pewno paraduje przed nim w seksownych kompletach. Nie to, co ona!
Po paru chwilach Magda otarła łzy, wydmuchała nos, dopiła wino z kieliszka i sięgnęła po butelkę, by sobie dolać, ale uświadomiła sobie, że ta jest pusta. Aż jęknęła z rozczarowania. Wiedziała, że nie znajdzie w domu kolejnej. W dodatku na osiedlu nie było żadnego sklepiku, który byłby czynny dłużej niż do dziewiętnastej. Nici więc z doraźnej pomocy, która nieco zagłuszyłaby jej emocje. A taką miała ochotę na więcej. Tym razem, dla odmiany, wypiłaby białe wino. Niestety, musiała obejść się smakiem. A raczej łzami. Zresztą jak zawsze. Gdyby prawdą było stwierdzenie, że od płakania pięknieją oczy, szczyciłaby się najśliczniejszymi w okolicy. Magda chyba nigdy w życiu nie płakała tak często, jak od czasu rozwodu.
- Bez sensu to wszystko - jęknęła, po czym znowu przytuliła głowę do zagłówka kanapy.
Przyjaciółki popatrzyły na nią z empatią. Z doświadczenia wiedziały, że lepiej nie roztrząsać tematu Szymona, co ewidentnie męczyło teraz Magdę bardziej niż kwestia samego donosu. Asia dopiła swoje wino i odstawiła pusty kieliszek na ławę, po czym spojrzała na Elkę.
- A o tobie co napisał nasz donosiciel? - spytała, bo z powodu późnej pory, stresu oraz alkoholu nieco zatarła jej się pamięć.
- Że zaplatam dzieciom warkoczyki zamiast zajmować się prowadzeniem zajęć. - Elka wywróciła oczami, po czym podciągnęła nogi na kanapę.
- No tak. Wiedziałam, że to było coś tak absurdalnego, że aż niewartego pamięci - prychnęła Aśka.
- Jak wszystkie te plotki na nasz temat. Zaplatanie warkoczyków... - mruknęła Elka. - Co to w ogóle za zarzut, co? Aż wierzyć mi się nie chce, że jakiś palant czepia się takich bzdetów.
- Albo palantka - zauważyła Magda, konsekwentnie ocierając napływające jej do oczu łzy. Ostatnio stanowczo za często się mazgaiła.
- Palantka? - zdziwiły się dziewczyny.
- Co tak patrzycie?
- Jest takie słowo?
- Jestem polonistką, wiem, jak tworzyć feminatywy - broniła się Magda. - Przypominam, że donosiciel może być kobietą. Nie znamy jego płci.
- Hipotetycznie tak, ale aż wierzyć mi się nie chce, żeby baba babie wyrządziła takie świństwo! - oburzyła się Asia, lecz natychmiast przypomniała sobie o śpiącej za ścianą Lilce i dodała ciszej: - Przepraszam... - Zerknęła na Magdę ze skruchą.
- Daj spokój, Lila ma twardy sen. Można by ją z łóżkiem wynieść z domu i nawet by nie poczuła.
- A ja tam obstawiałabym właśnie kobietę - stwierdziła Elka. - Bez urazy, ale niektóre przedstawicielki naszej płci potrafią być prawdziwymi żmijami. Mężczyźni raczej nie bawią się w jakieś głupie gierki i nie piszą anonimowych donosów. Walą sobie prawdę prosto w oczy albo dają sobie po twarzy, po czym szybko zapominają o sprawie. Gdyby to był facet, normalnie wyrzygałby ci wszystkie te zarzuty, zamiast bawić się w tworzenie anonimów. Takie jest moje zdanie.
- Może... - zastanowiła się Asia. - Od rana głowię się, kto mógł napisać ten donos. I jaką miał motywację.
- I co, masz jakieś typy?
- Kilka. Jak tak teraz sięgam pamięcią wstecz, to przychodzi mi do głowy kilkoro rodziców, którzy zerkali na mnie czasem z rządzą mordu w oczach...
Zamiast się ożywić na te słowa i zacząć drążyć temat, Elka z Magdą głośno ziewnęły.
- Przepraszam - powiedziała ta druga, zerkając na Aśkę. - Po prostu nie jest to dla mnie najlepsza pora na myślenie. Wybaczcie.
Joanna sięgnęła po leżącą obok komórkę i sprawdziła godzinę.
- Właściwie to masz rację. Już prawie jedenasta.
- Cholera, żartujesz - ocknęła się Elka.
- Niestety...
- O nie... Zanim jakoś dowlokę się do siebie, będzie dwunasta. Po prostu cudownie... W tym roku mam w grupie tyle płaczących z tęsknoty za matkami dzieci, że pewnie wykorkuję jutro już po pierwszej godzinie.
- Jak chcesz, to dam ci jutro wolne - zaproponowała wspaniałomyślnie Aśka.
- Mówisz serio?
- No pewnie, a kto mi zabroni? Muszę korzystać z władzy, skoro niedługo będę musiała się z nią pożegnać.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... - zawahała się Ela. Nie przepadała za swoją pracą, ale wolała wywiązywać się z obowiązków. - Trzeba by jutro zorganizować zastępstwo i w ogóle... Chyba jednak wolę się przemęczyć.
- Zawsze możesz przenocować u mnie - odezwała się Magda. - Jak doskonale wiecie, odkąd zostawił mnie Szymon, dysponuję wolnym miejscem w łóżku. I to co noc - dodała, a na samą myśl o samotnych nocach w jej oczach znowu zaszkliły się łzy.
- Kocham cię, Madzia, ale lepiej wrócę do siebie. - Elka spojrzała na nią łagodnie, po czym sięgnęła po komórkę. - Zna któraś z was może numer na taksówkę? Nie będę się wstawiona rozbijała autem po mieście.
- Ja niestety nie pomogę. - Magda pokręciła głową. - Jestem samotną matką i nie stać mnie na takie luksusy.
- Czekaj, zaraz coś znajdę. - Aśka zaczęła przeglądać swoją listę kontaktów.
Kilka razy w życiu zdarzyło jej się jechać taksówką i na wszelki wypadek miała zapisany numer. Po chwili podyktowała go Elce, a sama poszła do kuchni, żeby zadzwonić po Marka, swojego... Cóż, chyba najwłaściwiej byłoby nazwać go partnerem, bo od kilku lat tworzyła z nim niesformalizowany związek. Mieszkali z Markiem osobno, ale spotykali się niemal codziennie. Ot, tacy nowocześni. Ale to dlatego, że oboje mieli dzieci i chyba tak było im łatwiej... Poza tym zarówno ona, jak i on swoje w życiu przeszli i woleli nie składać sobie poważnych deklaracji. Zresztą mniejsza o szczegóły. Ważne, że Marek przydawał się w takich awaryjnych sytuacjach jak ta dzisiejsza i mimo późnej pory obiecał, że zaraz po nią podjedzie.
- Tyle z naszego dywagowania, co zrobić z tym donosem... - Asia wróciła do salonu i spojrzała na puste kieliszki.
- Myślę, że dzisiaj i tak byśmy niczego nie wydedukowały - powiedziała Magda. - Źle się myśli w emocjach, najlepiej się z tym wszystkim przespać. Może jutro, jak popatrzymy na to wszystko na świeżo, przyjdzie nam coś do głowy.
- Obawiam się, że świeża to ja jutro nie będę - bąknęła Elka, która chwilowo była na siebie nieco zła, że się tak zasiedziała. Jutrzejszy dzień widziała w czarnych barwach. Ciemniejszych nawet od koloru nieba za oknem.
- Tak czy siak, dobrze było chociaż pogadać i wyrzucić z siebie emocje. Jakoś tak człowiekowi raźniej, gdy wie, że nie jest sam ze swoimi problemami.
- Może i tak... - Magda podniosła się z kanapy, gdy dziewczyny zaczęły zbierać się do wyjścia.
Gdy znalazły się w korytarzu, Asia sięgnęła po płaszcz.
- To co? Do jutra, dziewczyny. - Zaczęła się ubierać. - Chociaż najwidoczniej nas tam nie chcą i nie lubią, trzeba się jutro stawić do pracy.
- Nic nie mów. Najchętniej rzuciłabym tę robotę jeszcze dzisiaj - oznajmiła Elka i też zdjęła z wieszaka swoją kurtkę. - Nie dość, że człowiek serce otwiera przed tymi dziećmi, haruje za marne pieniądze, to jeszcze mu się za to dostaje. Donos, no ładnie... Piękna zapłata za te wszystkie poświęcenia dla bachorów!
- Ela...
- No co? Zła jestem. Może i lubię te maluchy, ale chwilowo nie mam zamiaru się z tym obnosić. Nie zdziw się, jak jutro pojawię się u ciebie z wypowiedzeniem. - Zerknęła na Asię. - A w mieszkaniu nadal mam gotowy biznesplan, dzięki któremu choćby jutro mogłabym otworzyć swoją firmę. Nie pamiętasz?
Nawiązywała do pewnego pomysłu, który zakiełkował jej w głowie zaraz po studiach. Wtedy nie odważyła się otworzyć własnej działalności, ale teraz? Kto wie. Podczas posiedzenia rady pedagogicznej i wieczornej rozmowy z dziewczynami ten pomysł znowu odżył.
- Masz rację! Zrób to! - Asia podniosła głos. - Wszystkie zrezygnujcie z pracy, i to jednego dnia! Jakbym to miała mało problemów. Wprost marzę o tym, żeby w ostatnich chwilach swojego dyrektorowania tłumaczyć się z masowych wypowiedzeń od kadry.
- Chryste, ciszej. I dajcie już spokój - wtrąciła Magda. - Wszystkie mamy marne nastroje, nie ma co się dodatkowo dołować.
Ela z Aśką wymieniły spojrzenia. Musiały przyznać jej rację.
- Dobra, nie ma co przedłużać - zadecydowała w końcu Ela i obie z Asią ruszyły do wyjścia. - Trzymaj się, Madzia. I najlepiej od razu idź spać, żeby już się tym wszystkim nie zadręczać - rzuciła jeszcze do przyjaciółki.
Ale gdy tylko dziewczyny zniknęły za drzwiami, Magda zrobiła coś zupełnie innego. Chociaż wiedziała, że nie powinna, bo tylko dodatkowo się rozrzewni, wróciła do salonu i wzięła do ręki telefon. Długo przeglądała profil facebookowy Szymona, a potem ich wspólne zdjęcia, których nigdy nie wykasowała. Oczywiście nie wyniknęło z tego nic dobrego. Z jej oczu znowu trysnęły łzy. Zasnęła na kanapie, w ubraniach oraz z zapuchniętymi od płaczu powiekami.
- Cholerny donos... - wymamrotała jeszcze, jakby to owo pismo było winne za całe zło tego świata.
I zapadła w krainę błogiej nieświadomości.