Betonowy umysł. Historia twardogłowych towarzyszy z PZPR - Andrzej Brzeziecki

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (24,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

NA PO­CZĄTKU BYŁA ZBROD­NIA

Twar­do­głowi nie sta­no­wili zu­peł­nie ob­cej siły w PRL - byli czę­ścią PZPR i czę­ścią elity wła­dzy, wcho­dzili w alianse z po­li­ty­kami o od­mien­nych po­glą­dach, na­wet je­śli ta od­mien­ność dla opo­zy­cji była nie­malże nie­do­strze­galna; sami także zmie­niali po­glądy szcze­rze lub ze wzglę­dów tak­tycz­nych. Na­wet utrą­cani, naj­czę­ściej miękko lą­do­wali na po­sa­dach mało eks­po­no­wa­nych, ale in­trat­nych. Na tle Na­to­lina, mo­cza­row­ców czy choćby Mi­ro­sława Mi­lew­skiego - par­tyjni li­be­ra­ło­wie czy lu­dzie par­tyj­nego środka pre­zen­tują się za­zwy­czaj ni­czym apo­sto­ło­wie de­mo­kra­cji, praw czło­wieka i wol­no­ści słowa. Tak oczy­wi­ście też nie było i warto o tym pa­mię­tać, czy­ta­jąc dzien­niki, wspo­mnie­nia bądź re­la­cje ta­kich lu­dzi jak Edward Gie­rek, Woj­ciech Ja­ru­zel­ski, Mie­czy­sław F. Ra­kow­ski czy Sta­ni­sław Ka­nia. Czy­ta­jąc Dzien­niki po­li­tyczne Ra­kow­skiego, które przed pu­bli­ka­cją i tak zo­stały prze­zeń pod­dane licz­nym re­tu­szom i uzu­peł­nie­niom, a cza­sem wręcz ma­ni­pu­la­cjom, co po­ka­zał jego bio­graf, Mi­chał Prze­per­ski, nie­mal na każ­dej stro­nie na­po­ty­kamy kry­tykę ustroju i po­li­tyki PZPR oraz par­tyj­nego be­tonu, ja­kiej nie po­wsty­dziłby się ża­den an­ty­ko­mu­ni­sta. Osta­tecz­nie jed­nak, wła­ści­wie do końca PRL, bli­żej było li­be­ra­łom z PZPR do Ste­fana Ol­szow­skiego czy Sta­ni­sława Ko­ciołka niż do Jacka Ku­ro­nia albo Le­cha Wa­łęsy. Słynne wy­stą­pie­nie Ra­kow­skiego w Stoczni Gdań­skiej w 1983 roku upla­so­wało go bli­żej twar­do­gło­wych, niż on sam by chyba chciał.

A jed­nak w la­tach 1956-1989 można wska­zać prze­ka­zy­waną ni­czym pa­łeczkę w szta­fe­cie po­stawę, którą wła­śnie na­zywa się, uprasz­cza­jąc i uogól­nia­jąc, do­gma­tyczną, a jej zwo­len­ni­ków par­tyj­nym be­to­nem, ko­mu­ni­stycz­nymi or­to­dok­sami, za­mor­dy­stami, zwo­len­ni­kami roz­wią­zań si­ło­wych i wresz­cie twar­do­gło­wymi. W oczach Mo­skwy byli to zaś na­sto­jasz­czije ko­mu­ni­sty.

Po­stawa ta ozna­czała nie­chęć do rze­czy­wi­stego dia­logu ze spo­łe­czeń­stwem, a za­ra­zem schle­bia­nie mu i że­ro­wa­nie na jego stra­chach oraz uprze­dze­niach, zwal­cza­nie in­te­li­gen­cji, zwłasz­cza li­be­ral­nej, ko­kie­to­wa­nie swoj­sko­ści i ple­bej­sko­ści oraz próby pi­sa­nia hi­sto­rii na nowo, by po­ni­żyć po­li­tycz­nych ry­wali i wy­wyż­szyć sie­bie. Za­dzi­wia­jąco czę­sto po­stawa ta ozna­czała też próbę po­go­dze­nia so­cja­li­zmu z na­cjo­na­li­zmem. Stąd brał się rów­nież an­ty­se­mi­tyzm, ale i nie­chęć do Za­chodu i oskar­ża­nie go o wtrą­ca­nie się w pol­skie sprawy. To wszystko wy­ma­gało okre­ślo­nych na­rzę­dzi i nie­przy­pad­kowo chyba wielu z twar­do­gło­wych miało w swym ży­cio­ry­sie okres pracy w re­sor­tach si­ło­wych, a nie­któ­rzy na­wet stali na ich czele.

Li­de­rzy twar­do­gło­wych mieli ta­lent do do­strze­ga­nia po­trzeb no­wych po­ko­leń w apa­ra­cie par­tyj­nym i wy­ko­rzy­sty­wa­nia ich aspi­ra­cji do walki ze star­szymi po­li­ty­kami, któ­rzy zaj­mo­wali wy­so­kie sta­no­wi­ska. Lu­bili też re­to­rykę roz­li­czeń, "czy­stych rąk" i od­wo­ły­wa­nia się do mo­ral­no­ści w ży­ciu pu­blicz­nym, grali na na­stro­jach, lę­kach i am­bi­cjach do­łów par­tyj­nych. Świa­to­po­gląd mark­si­stow­ski wprzę­gano więc w walkę o stołki, pie­nią­dze i pre­stiż. Byli tacy to­wa­rzy­sze z be­tonu, któ­rych po­glą­dów nic nie zdo­łało skru­szyć. Nie wszy­scy jed­nak, któ­rzy dali się po­znać jako be­ton, wy­zna­wali gło­szone po­glądy. Dla­tego nie po­win­ni­śmy się dzi­wić, że ten sam czło­wiek w jed­nej epoce, na przy­kład za Wła­dy­sława Go­mułki, ja­wił się jako twar­do­głowy, a po­tem, gdy do wła­dzy do­szedł Edward Gie­rek, jako li­be­rał, by znów zbli­żyć się do do­gma­ty­ków po po­wsta­niu So­li­dar­no­ści, gdy li­cy­to­wano się na twar­dość i go­to­wość do po­wstrzy­ma­nia kontr­re­wo­lu­cji. Oni no­sili je­dy­nie mun­dur swo­jej epoki. Inni wy­ko­rzy­sty­wali ko­niunk­tury, może z cza­sem na­prawdę zmie­niali po­glądy. Ge­ne­rał Woj­ciech Ja­ru­zel­ski i Sta­ni­sław Ka­nia w la­tach sześć­dzie­sią­tych XX wieku ko­ja­rzeni byli z Mo­cza­rem. Pierw­szy, jako woj­skowy, miał opi­nię czło­wieka wy­soko oce­nia­nego w Mo­skwie, drugi w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku od­po­wia­dał w par­tii za re­sorty si­łowe. A jed­nak udało im się od­kleić od be­tonu.

W osta­tecz­no­ści, gdy opa­dały ide­olo­giczne za­słony, po­stawa be­tonu ozna­czała dą­że­nie do wła­dzy i trzy­ma­nie się jej choćby za cenę prze­mocy, bez oglą­da­nia się na gło­szone war­to­ści. Stąd także czę­sto po­ja­wiał się w PRL po­stu­lat, by po pro­stu nie­sforne spo­łe­czeń­stwo "wziąć za mordę".

To o lu­dziach, któ­rzy pod płasz­czy­kiem wyż­szych war­to­ści - mo­ral­no­ści, pa­trio­ty­zmu i spra­wie­dli­wo­ści - chcieli rzą­dzić Pol­ską, jest wła­śnie ta opo­wieść.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki