1
NA POCZĄTKU BYŁA ZBRODNIA
Twardogłowi nie stanowili zupełnie obcej siły w PRL - byli częścią PZPR i częścią elity władzy, wchodzili w alianse z politykami o odmiennych poglądach, nawet jeśli ta odmienność dla opozycji była niemalże niedostrzegalna; sami także zmieniali poglądy szczerze lub ze względów taktycznych. Nawet utrącani, najczęściej miękko lądowali na posadach mało eksponowanych, ale intratnych. Na tle Natolina, moczarowców czy choćby Mirosława Milewskiego - partyjni liberałowie czy ludzie partyjnego środka prezentują się zazwyczaj niczym apostołowie demokracji, praw człowieka i wolności słowa. Tak oczywiście też nie było i warto o tym pamiętać, czytając dzienniki, wspomnienia bądź relacje takich ludzi jak Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski, Mieczysław F. Rakowski czy Stanisław Kania. Czytając Dzienniki polityczne Rakowskiego, które przed publikacją i tak zostały przezeń poddane licznym retuszom i uzupełnieniom, a czasem wręcz manipulacjom, co pokazał jego biograf, Michał Przeperski, niemal na każdej stronie napotykamy krytykę ustroju i polityki PZPR oraz partyjnego betonu, jakiej nie powstydziłby się żaden antykomunista. Ostatecznie jednak, właściwie do końca PRL, bliżej było liberałom z PZPR do Stefana Olszowskiego czy Stanisława Kociołka niż do Jacka Kuronia albo Lecha Wałęsy. Słynne wystąpienie Rakowskiego w Stoczni Gdańskiej w 1983 roku uplasowało go bliżej twardogłowych, niż on sam by chyba chciał.
A jednak w latach 1956-1989 można wskazać przekazywaną niczym pałeczkę w sztafecie postawę, którą właśnie nazywa się, upraszczając i uogólniając, dogmatyczną, a jej zwolenników partyjnym betonem, komunistycznymi ortodoksami, zamordystami, zwolennikami rozwiązań siłowych i wreszcie twardogłowymi. W oczach Moskwy byli to zaś nastojaszczije komunisty.
Postawa ta oznaczała niechęć do rzeczywistego dialogu ze społeczeństwem, a zarazem schlebianie mu i żerowanie na jego strachach oraz uprzedzeniach, zwalczanie inteligencji, zwłaszcza liberalnej, kokietowanie swojskości i plebejskości oraz próby pisania historii na nowo, by poniżyć politycznych rywali i wywyższyć siebie. Zadziwiająco często postawa ta oznaczała też próbę pogodzenia socjalizmu z nacjonalizmem. Stąd brał się również antysemityzm, ale i niechęć do Zachodu i oskarżanie go o wtrącanie się w polskie sprawy. To wszystko wymagało określonych narzędzi i nieprzypadkowo chyba wielu z twardogłowych miało w swym życiorysie okres pracy w resortach siłowych, a niektórzy nawet stali na ich czele.
Liderzy twardogłowych mieli talent do dostrzegania potrzeb nowych pokoleń w aparacie partyjnym i wykorzystywania ich aspiracji do walki ze starszymi politykami, którzy zajmowali wysokie stanowiska. Lubili też retorykę rozliczeń, "czystych rąk" i odwoływania się do moralności w życiu publicznym, grali na nastrojach, lękach i ambicjach dołów partyjnych. Światopogląd marksistowski wprzęgano więc w walkę o stołki, pieniądze i prestiż. Byli tacy towarzysze z betonu, których poglądów nic nie zdołało skruszyć. Nie wszyscy jednak, którzy dali się poznać jako beton, wyznawali głoszone poglądy. Dlatego nie powinniśmy się dziwić, że ten sam człowiek w jednej epoce, na przykład za Władysława Gomułki, jawił się jako twardogłowy, a potem, gdy do władzy doszedł Edward Gierek, jako liberał, by znów zbliżyć się do dogmatyków po powstaniu Solidarności, gdy licytowano się na twardość i gotowość do powstrzymania kontrrewolucji. Oni nosili jedynie mundur swojej epoki. Inni wykorzystywali koniunktury, może z czasem naprawdę zmieniali poglądy. Generał Wojciech Jaruzelski i Stanisław Kania w latach sześćdziesiątych XX wieku kojarzeni byli z Moczarem. Pierwszy, jako wojskowy, miał opinię człowieka wysoko ocenianego w Moskwie, drugi w latach siedemdziesiątych XX wieku odpowiadał w partii za resorty siłowe. A jednak udało im się odkleić od betonu.
W ostateczności, gdy opadały ideologiczne zasłony, postawa betonu oznaczała dążenie do władzy i trzymanie się jej choćby za cenę przemocy, bez oglądania się na głoszone wartości. Stąd także często pojawiał się w PRL postulat, by po prostu niesforne społeczeństwo "wziąć za mordę".
To o ludziach, którzy pod płaszczykiem wyższych wartości - moralności, patriotyzmu i sprawiedliwości - chcieli rządzić Polską, jest właśnie ta opowieść.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki