Pierwszytydzień
Boję się wchodzić do Twojego pokoju. Wynieśli Cię z niego, zanimprzyjechałam. Mama mówiła, że parę dni wcześniej tak bardzo chciałeśchodzić, jeszcze wstałeś, przeszedłeś kilka kroków, choć Twoje noginie miały już prawa iść. Ale poszły. Siłą woli doszły do drzwi.
Do drzwi, które zawsze były otwarte, żeby można było zajrzeć isprawdzić, czy śpisz, czy słuchasz radia, czy swoich myśli. A terazsą zamknięte i nikt ich nie otwiera, nikt do nich nie podchodzi. Mamamówi, że zburzy ścianę i pozbędzie się tego pokoju, tych drzwi i tejpustki za nimi. Póki co jeszcze są.
Szuflady.Zamknięte, jeszcze nie opróżnione. Sztuczna szczęka. Niedossanelandrynki. Pudełeczko na karty z kropelkami do oczu. Ptasie mleczko.Cisza. Ta cisza jest tu tak nie na miejscu. Mówiliśmy do Ciebiegłośno, czasem krzyczeliśmy. Słuchawki miałeś nastawione tak głośno,że słyszałam to, co Ty. Operę, Okudżawę, wiadomości, pogodę, reklamy,Twoje chrapanie i komentarze, Cotu się wyprawia, no co się na tym świecie wyprawia?!
Nie wiem, dziadek, nie wiem.
Cisza jest Twoim przeciwieństwem. Tak jak mrok mi nie przeszkadza,przypomina mi o tej walce, której nie dało się wygrać. Mimoniemieckich szpitali, kopert, wymian soczewek, Twojego dokładnegozakraplania. Tak jak mrok jest w porządku, bo wchodził stopniowo, takcisza jest nowa i nagła, cisza jest z innej bajki. Tej, której minigdy nie opowiedziałeś.
Uciekamod niej do płaczu Jakubka. Mówiłeś: śpiewajak Pavarotti.Ostatnim razem, gdy byliśmy w domu, nuciłeś ze mną marsz, żeby gouspokoić. Tamta ra ram,śpiewaliśmy razem, a Jakubek się śmiał.
Onnaprawdę się śmieje? Do mnie?,pytałeś. Ślad opiekuńczości przemknął po Twojej twarzy, przeskoczyłrów między jedną zmarszczką a drugą i skrył się za łóżkiem, obokTwojej białej laski. Nuciliśmy na dwa głosy. Teraz nucę sama, aJakubek płacze, chce jeść.
Przestałeśjeść we wtorek, kiedy Kubuś zaczął. Przestałeś mówić w środę, kiedyKubuś bez ustanku ćwiczył swój głosik. Mówiłeś o nim mójnastępca.Mówiłeś: trzebazrobić mu miejsce.Nie trzeba było. Miejsca mamy dużo, trzeba zamykać drzwi. Krzesłatrzeba ustawiać inaczej, żeby zapełnić to miejsce przy stole. Nafotelu, na leżaku na balkonie, wieczorem pod prysznicem, między 18.00a 18.30 przy umywalce.
Jest tyle miejsca, dziadek. Tyle pustego miejsca.
Nie chciałeś nas fatygować. Umarłeś w czwartek, po pracy mamy, przedwolnym piątkiem i weekendem. Żeby nie trzeba było brać wolnego.Pochowaliśmy Cię w czwartek, kiedy Kubuś kończył pięć miesięcy.
Czy słyszałeś moją mowę pożegnalną? Starałam się mówić głośno iwyraźnie. Mama stała za mną i trzymała mnie za ramię. Miała mniezastąpić, jakbym nie doczytała do końca, ale się udało. Mówiłam doTwojego roześmianego zdjęcia. Do Twojego rozkopanego grobu.
Na Twój pogrzeb przyszło sporo ludzi. Wyszło nawet słońce. Bylitrębacze, którzy grali na pogrzebie babci i tak Ci się podobali. Byłksiądz, który dawał mi ślub. Było dużo kwiatów, łez i słów. TylkoCiebie brakowało.
+ + +
Nie pożegnaliśmy się, jak należy. Ostatnim razem, gdy wyjeżdżałam,spałeś, a ja nie chciałam Cię budzić. Miesiąc wcześniej, gdy siężegnaliśmy, siadłam na skraju Twojego łóżka. Tym razem nie spałeś.Twoje zamknięte oczy drżały jak w płytkiej fazie snu. Złapałeś mnieza rękę swoją ciepłą dłonią i ścisnąłeś.
Alemasz zimne ręce, czemu takie zimne?,powiedziałeś i schowałeś je na chwilę pod swój gruby, zielony koc.Gdy żegnałam się z Twoim ciałem we wtorek, Twoje ręce były zimniejszeod moich, a ja nie mogłam ich ogrzać.
DziękujęCi bardzo, że przyjechałaś. Uważaj na siebie i bądź zdrowa,powiedziałeś, zanim wyjechałam. Twoja Twarz, którą zobaczyłam wlustrze naprzeciwko łóżka, była skrzywiona bólem. Przez chwilęwolałam patrzeć w lustro niż prosto na Ciebie, ale w nim twojastarość była jeszcze bardziej wyraźna. Zmarszczki się wyostrzyły,szczególnie ta między oczyma. Żuchwa wysunęła się lekko do przodu,byłeś blady, bledszy od ściany i bledszy niż wcześniej.
Nie mogłeś wypowiedzieć zdań, choć wiedziałam, że są już ułożone,czekają tylko na chwilę, w której wargi także ułożą się odpowiednio.A one drgały, nie dawały się okiełznać. Było trudno się porozumieć.Czytałam list od Ali, powoli, wyraźnie, dopytując, czy nic Ci nieumyka. Byłeś skupiony na słowie, mimo tej pięty, do której krew jużnie dopływała i która przerywała tekst bólem, nie dawała spokoju.
Achillesowa,no achillesowa!,mówiłeś wtedy, zaciskając pięści pod kocem, alenic, czytaj dalej, czytaj czytaj.
Kryłeś cierpienie i pięści pod kocem, ale ja je widziałam. Dopiero,gdy ból był już nie do zniesienia, prosiłeś o lek, o którymwiedziałeś, choć nic nie mówiłeś, że to morfina. Że ból ukoi, aleskutkiem będzie brak kontaktu, majaczenie, odpływanie w innąrzeczywistość. Skutkiem, który tak ciężko nazwać ubocznym.
AleTy się broniłeś, koncentrowałeś i wracałeś do nas z tych innychświatów. Czytaj,czytaj, ja słucham.Potem czułeś, że coś jest nie tak. Że przez chwilę Cię z nami niebyło. Pytałeś mnie wtedy, co się działo, mówiłeś, że cośbyło chyba bardzo złego, że przepraszasz.Na wszelki wypadek.
Jak też, wiesz, piszę tak na wszelki wypadek. Jakby się okazało, żeCię zastałam właśnie, że jest łączność. Bo jakby się potem okazało,że nasłuchiwałeś i czekałeś, ale żadne słowo stąd nie było wysyłane,to by było bardzo źle. Nie lubiłeś ciszy.
+ + +
Dzień po pogrzebie znów wyszło słońce, jakby nigdy nic. Nocprzebiegła spokojnie. Nie tak jak ostatnio.
Halohalo, jest tam kto? Można prosić kawę?,wołasz. O czwartej nad ranem. Budzę się, schodzę po schodach doTwojego pokoju, łapię Cię za ramię, żebyś wiedział, że jestem i jużnie krzyczał. Potem wyjmuję Twój aparacik z górnej szuflady, wkładamCi go do ucha i mówię wyraźnie, ale nie za głośno.
Dziadek,jest jeszcze noc, wszyscy śpią.
Noc?Niemożliwe! A myślałem, że to już ranek. A to przepraszam, to japoczekam.
Nicnie szkodzi, śpij jeszcze.
Kiedyja nie mogę. Ale spróbuję.
Zamyślaszsię. Twoje białe gałki oczu uciekają do góry, pod sufit. Jola,wiesz, ja już naprawdę długo żyję, już prawie wiek...
Tobardzo dobrze.Udaję,że nie wiem, o co chodzi.
Nodobrze, dobrze, ale już chyba wystarczy, jak myślisz?,mówisz. Człowiekmusi kiedyś odejść.Tonem,jakby dalej chodziło o tę kawę. Tylko już spokojnie, bez krzyków.
Niespiesz się jeszcze, dziadek, na razie śpij, porozmawiamy rano.
Wyjmuję Ci aparat z ucha i wkładam do szuflady, ale Ty leżyszskupiony. Dalej słuchasz tych myśli o śmierci, które nie pozwalają Cispać.
Oswajaszsię z nią. Nas też próbujesz przygotować na ten wczorajszy dzień, tęostatnią noc. Tę, która przebiegła tak spokojnie. Nikt już nie wołało kawę, nikt nie przepraszał, nie czekał. Można było się wyspać, choćmama i tak obudziła się o piątej. Może z przyzwyczajenia, albo zesmutku. Terazodpoczniecie,mówię i sama do końca w to nie wierzę. Może nie teraz, a za jakiśczas. Teraz jeszcze nasłuchujemy, noc czy nie noc, czy może jeszczezawołasz.
AleTy milczysz, jednak śpisz. Nie słyszę Twojego uprzejmego dziśjestlepiej,nie słyszę, że czujesz się wporządku.Jużmnie nie uspokajasz. Nie dawkujesz nam Twojego bólu jak cukierków, potrochu, żeby nas nie przygnębić, a sobie choć trochę ulżyć.
Wgórnej szufladzie są landrynki. Wiesz jakie dobre? Daj mnie ze dwie isobie weź też,mówisz, już po południu. A ja biorę, co dajesz. Wyjmuję je zszuflady.
Aledobre,przyznaję.
A nie mówiłem?
+ + +
Natwój pogrzeb przyjechała rodzina z Warszawy. Adam nie tylko patrzyjak Ty, ale i mówi jak Ty, i przeprasza jak Ty. Często bez potrzeby,ale tak wdzięcznie, z taką pokorą, że nogi się uginają, szczególniedzień przed Twoim pożegnaniem. Często mówi niedziękuję, nie fatygujcie się,nawet herbaty nie chciał, jak przyjechał o północy, żeby problemu nierobić. Żeby gotująca woda nas nie obudziła.
Kłaniał się przy przywitaniu, całował w rączki, nawet miał takączarną czapkę, którą odłożył na górną półkę. Wpatrywał się zczułością w Kubusia, jak ten się bawił. Tak jak Ty byś się wpatrywał,gdybyś tu był i widział.
Wcześniej widziałam go kilka razy, ale nigdy takiego między wamipodobieństwa. Może w tym pierwszym momencie, kiedy Cię zabrakło, poprostu Ciebie szukałam. W ludziach z Tobą spokrewnionych i obcych. Wsłowach, które używałeś i o które mnie pytałeś. W drobiazgach, którepod koniec życia były dla Ciebie tak ważne. Gdzie dokładnie leżyaparacik? Który jest do lewego, a który do prawego ucha? Gdzie leżypłyta do czytania? Który klawisz to start, a który pauza?
Żebytylko nie pomylić z przewijaniem, bo wtedy to już koniec, od początkumuszę słuchać!PonaklejaliśmyCi wypukłe znaczki, żeby łatwiej było je rozróżnić.
Rokprzed śmiercią zaczęło Ci się kręcić. Lewo z prawo. Tak jakbyś potylu latach niewidzenia zapomniał, co te słowa znaczą. Chodziłeś pościanach,macałeś wypukłości, ramy obrazów i szedłeś po nich do kuchni, alecoraz częściej się gubiłeś, a my Cię znajdowaliśmy. Przed szafą, wrogu pod schodami, z wyciągniętą do przodu ręką. Bezbronnego.
Masz ci los, gdzie ja znowu zawędrowałem?
Wtedy zrozumiałam, jakie to ważne, żeby buty nie stały na środkukorytarza, bo się o nie potkniesz. Żeby szklanka nie stała na skrajuławy, bo możesz ją potrącić. Żeby herbata nie była zbyt gorąca, bosię oparzysz.
Adam ułożył swoje buty równiutko na półeczce, o nie byś się niepotknął. Tylko moje kapcie walają się pośrodku i przypominają, że cośjest z tym światem nie w porządku.
+ + +
Kiedy mama mówiła, że Twój czas już się zbliża, nie wierzyłam. Byłojuż tyle kryzysów. Zażegnamy i ten. Zmienimy leki, złapiemy Cię zarękę, podkręcimy grzejnik. Będziemy mierzyć ciśnienie jeszczeskrupulatniej, nie damy sercu zwariować.
Karteczka, na której zapisywaliśmy ciśnienie leży jeszcze naparapecie. Ptasiego mleczka już nie ma, opakowanie wyrzuciliśmy dopapierów. Na karteczce są cztery kolumny, na datę, godzinę, ciśnieniei puls. Zapisywaliśmy wszystko dokładnie, szukaliśmy jakiejś reguły wtych wiecznych fluktuacjach. Rano ciśnienie było niższe, a wieczoremwyższe. Gdy mama wyjeżdżała, to skakało jeszcze bardziej. Jeśli byłoza wysokie, dawaliśmy captopril albo primacor pod język. Jeszczezostało kilka listków w apteczce. Wtedy ciśnienie spadało, ale Tyczułeś się gorzej. Dawałam Ci wtedy trochę koniaku, ale to nie zawszepomagało.
Jola,zawieź mnie do siebie, położę się,mówisz wtedy, a ja łapię Cię pod rękę, Ty wstajesz, opierając się ostół, ja wymieniam pod Tobą krzesło na wózeczek, pytasz: Mogę?
Mówię:Tak,prosto do ucha. Potem powoli opadasz, a ja ciągnę Cię na wózeczkuprzez duży pokój, korytarz, do Twojego pokoju. Patrzysz w stronę oknai pytasz:
Tojuż zmrok?,a ja mówię: Jeszczenie całkiem, taka szarość.
Potemwstajesz, odsuwam wózek, robimy dwa kroki w stronę łóżka, siadasz,macasz szafkę po prawej, wiesz już, gdzie jesteś. Pomagam Ci sięułożyć. Ty ostatkiem sił, ale dziękujesz. Przykrywam Cię dwomakocami, jednym podgrzewanym, pytam czy ciepło. Mówisz Jeszczenie, za chwilę.Apotem, jak dobrze pójdzie, zasypiasz, a ja dopijam Twoją kawę wkuchni. A jak gorzej, to tak leżysz z oczyma skierowanymi przedsiebie. W takim przerażającym półśnie, z którego ani wybudzić się nieda, ani w sen pogrążyć.
Takie może czekanie, kiedy to wszystko się skończy.
wserii piętnastkaukazały się:
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Poradnik grafomana", "Poradnik złych manier","Rzeczy"
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"
BogusławKierc"Cię-mność"
ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Kronika powrotu", "UliceSzczecina", "Ulice Szczecina (ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"
KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)"
Leszek Żuliński "Suchełany"