Białość - Jon Fosse

Kup ebooka

34.00 zł
28.40 zł (27,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wyjechałem z domu. Dobrze mi to zrobiło. Ruch dobrze mi zrobił. Nie wiedziałem, dokąd jadę. Po prostu jechałem. Wcześniej ogarnęła mnie nuda, mnie, który na ogół nigdy się nie nudzi, ogarnęła nuda. Nic z tego, co mógłbym zrobić, nie sprawiało mi żadnej radości. I dlatego po prostu zrobiłem coś. Wsiadłem do samochodu, ruszyłem, a potem tam, gdzie mogłem skręcić albo w prawo, albo w lewo, skręciłem w prawo, a kiedy znów mogłem skręcić albo w prawo, albo w lewo, skręciłem w lewo. I tak jechałem. Zabrnąłem daleko leśną drogą, na której koleiny po pewnym czasie stały się tak głębokie, że samochód zaczął szorować podwoziem. Jechałem dalej, aż w końcu samochód całkiem utknął. Próbowałem cofać, ale się nie dało, więc przestałem. Zgasiłem silnik. I siedziałem w samochodzie. No tak, no to stoję tutaj, siedzę tutaj, pomyślałem i poczułem się pusty, jakby nuda zmieniła się w pustkę. Czy może raczej w niepokój, bo czułem w sobie coś w rodzaju strachu, kiedy tak siedziałem i patrzyłem przed siebie pustym wzrokiem, jakbym patrzył w nicość. W nicość. A cóż to za bzdura, pomyślałem. Przede mną jest las, tylko las, pomyślałem. Czyli że ta naprędce wymyślona przejażdżka zaprowadziła mnie do lasu. To była kolejna bzdura, mówienie, że coś, cokolwiek, prowadzi, bez względu na to, co to znaczy, do czegoś, do czegokolwiek innego. Patrzyłem w las przed sobą. Las. Tak, drzewa rosły gęsto jedno przy drugim, sosny, iglaste sosny. Między drzewami brązowa ziemia przypominająca wyschniętą próchnicę. Czułem się pusty. No i ten niepokój. Czego się bałem. Dlaczego się bałem. Czy bałem się tak, że nie miałem siły wysiąść z samochodu. Nie miałem odwagi. A tu kończyła się ta leśna droga, w którą wjechałem, no i na której utknąłem mniej więcej tam, gdzie się kończyła. Zapewne dlatego czułem ten niepokój, że utknąłem samochodem na końcu leśnej drogi, a i tu, na końcu tej leśnej drogi, nie było miejsca, w którym mógłbym zawrócić. I nie przypominałem sobie, żebym od chwili, kiedy zacząłem jechać tą leśną drogą, mijał gdzieś jakieś miejsce do zawracania. Ale czy to możliwe. Tak, bo gdybym zobaczył po drodze jakieś miejsce do zawracania, to z pewnością bym się zatrzymał i zawrócił, ponieważ jazda wąską drogą przez ten krajobraz wśród niskich wzgórz wcale nie zmniejszała nudy, ba, nuda stawała się przez to jeszcze większa. Ale nie dojechałem do żadnego miejsca, gdzie dałoby się zawrócić, a chyba na to przez cały czas czekałem, tak, że zobaczę przed sobą miejsce, w którym będę mógł zjechać na bok, lekko się cofnąć, znów podjechać do przodu, może powtórzyć to kilka razy, tak, aż do chwili, kiedy samochód całkiem się odwróci, a potem pojechać tą leśną drogą do szosy i dotrzeć nią do jakiegoś miejsca, ale do jakiego, do miejsca, gdzie byliby ludzie, gdzie mógłbym sobie coś kupić, na przykład gorącą parówkę w bułce, albo może, no bo mogłoby się tak zdarzyć, dotarłbym do jakiejś małej kafejki przy szosie, gdzie mógłbym się zatrzymać i zjeść obiad. To było przecież możliwe. I nagle sobie uświadomiłem, że minęło już kilka dni, nie pamiętałem ile dokładnie, odkąd ostatnio jadłem obiad. Ale chyba często tak bywa z nami, mieszkającymi samotnie. Przygotowanie obiadu staje się jakby mozołem i najczęściej sięga się w końcu po to, co jest pod ręką, po kromkę chleba, jeśli akurat mam w domu chleb, z czymś do chleba, często jest to majonez prosto na kromkę i dwa-trzy plasterki kiełbasy baraniej. Ale czy to jest coś, o czym powinienem myśleć, siedząc tu, jakbym nie miał ważniejszych zajęć. Chociaż co by to miało być. Jak głupio można pytać, jak głupio można myśleć. Wjechałem w leśną drogę, samochód utknął, daleko od ludzi, no i nie jestem w stanie go ruszyć, więc powinienem mieć więcej niż dość zajęcia, tak, tak się chyba mówi, zająć się, powinienem się zająć wyciąganiem samochodu. Bo samochód nie może tak stać, jak stoi. Oczywiście, że nie. To takie oczywiste, że myślenie o tym jest czystą głupotą. Stoję i patrzę na samochód, a on tylko stoi i jakby głupio patrzy na mnie. A może to ja głupio patrzę na niego. No i strasznie głupio wygląda, kiedy tak stoi, unieruchomiony na jakimś garbie, tak to chyba trzeba nazwać, na środku leśnej drogi, która ciągnie się jeszcze kilka metrów i zanika, dalej już biegnie ścieżka, prosto w las. Co ja miałem do roboty na tej leśnej drodze. Dlaczego na nią wjechałem. Co to był za pomysł. Jaki miałem powód, żeby to zrobić. Żadnego. W ogóle żadnego powodu. Więc dlaczego wjechałem na tę leśną drogę. Może czystym przypadkiem. Tak, chyba nie można nazwać tego inaczej. No ale co to jest przypadek. Nie, no nie mogę teraz zaczynać takich głupich rozmyślań. To nigdy do niczego nie prowadzi. A teraz muszę ni mniej, ni więcej tylko oswobodzić samochód. A potem próbować nim zawrócić. Ale jak. Przecież nie mijałem żadnego miejsca, w którym mógłbym zawrócić samochodem, gdyby tak było, to oczywiście zawróciłbym już dawno, bo nudniejszą drogę niż ta trudno sobie wyobrazić. Tylko te łagodne wzgórza, a poza tym jedno jedyne opuszczone gospodarstwo, tak, musiało być opuszczone, skoro kilka okien w budynku mieszkalnym zabito jakimiś płytami. Poza tym farba na domu się łuszczyła, w wielu miejscach całkiem odpadła. [...]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji