Bierz mnie - Antologia

Kup ebooka

14.90 zł
12.81 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Istvan Vizvary ZA MISECZKĘ MLEKA

ProfesorKrosenbaum przyjmował pacjentów w dyskretnym, eleganckimgabinecie na poddaszu kamienicy przy jednej z bocznych ulicStarego Miasta. Horrendalna wysokość honorarium szła ponoć w parzez doskonałymi rezultatami terapii, dlatego posłuchałem mojegoprzyjaciela, którego Krosenbaum wyciągnął niegdyś z nielichychmałżeńskich kłopotów, i umówiłem się na wizytę.

- Mojażona Anna nie ma w ogóle ochoty na seks - wyznałemprofesorowi, kiedy w końcu odważyłem się przejść do zasadniczegopowodu wizyty. - Kiedyś to uwielbiała, w każdejpozycji, nawet trzy razy w ciągu nocy, w dzień zresztą też,a teraz...

Krosenbaumpokiwał w zamyśleniu głową. Na jego twarzy dostrzegłemwspółczucie, ale i obietnicę. Dał dłonią subtelny znak, żebymkontynuował. Oblizałem niemiłosiernie spierzchnięte wargi i mówiłemdalej:

- Terazzasypia, gdy tylko dotknie głową poduszki. Próbuję ją budzićdelikatnie, zachęcać. Całuję w ucho i głaskam po biodrze.Kupiłem nawet numer specjalny czasopisma dla kobiet Pobudźmnie do szaleństwa, czy jakoś tak.

- I nic?- spytał melodyjnym, niemal uwodzicielskim szeptem.

- Nic- odparłem. - Za to rano budzi się tak zmęczonai zadowolona, że zacząłem się zastanawiać, czy nie wychodzigdzieś w nocy, żeby uprawiać dziki i szalony seks.

- Możewychodzi? - rzucił ze współczuciem.

- Niemożliwe.Mam tak lekki sen, że budzę się nawet wtedy, kiedy ona obraca się nadrugi bok. Z całą pewnością śpi jak zabita.

Profesorspojrzał na mnie podejrzliwie.

- Lekkisen, powiada pan? Mimo wszystko coś panu przepiszę, dobrze?

Uśmiechnąłsię tajemniczo i wyjął bloczek recept.

***

W porównaniuz ceną wizyty tabletki, dzięki którym miałem zyskać, jak to ująłprofesor, "naprawdę lekki sen", dostałem praktyczniedarmo. Zgodnie z zaleceniem zażyłem je jeszcze w aptece.Wierzyłem, że nie chodzi mu o honorarium za kolejną wizytę,którą mógłbym złożyć już następnego dnia, gdyby wszystko poszłozgodnie z jego przebiegłym planem.

Anna,jak to ostatnio miała w zwyczaju, położyła się do łóżka jeszczeprzed dwudziestą pierwszą. Nawet nie próbowałem jej budzić.Dołączyłem do niej w jej ulubionej pozycji - nałyżeczkę - i w jednej chwili zasnąłem.

Kiedytokijska konferencja poławiaczy naddźwiękowych pereł, w którejuczestniczyłem z ramienia europejskiej Partii Zielonych,nieoczekiwanie zmieniła się w ostro pachnącą, dusznawą ciemność,długą chwilę nie mogłem zrozumieć, co się dzieje. W końcupojąłem, że znajduję się we własnym łóżku, którego materac - anitrochę subtelnie - ugina się, skrzypiąc głośnoi niedwuznacznie.

Z kim,do cholery, mogła się kochać Anna?

Odemknąłemw końcu zaspane oczy i natychmiast zacisnąłem jez powrotem. Nie noszę brody i nie jestem chudy, od razuwięc zrozumiałem, że żylasty brodacz, któremu spojrzałem prostow błękitne oczy, to nie ja. Z kim zatem się kochała?I czemu w moim łóżku? Pewien byłem tylko jednego: gdybym imteraz przerwał, konsekwencje mogłyby być katastrofalne. Anna,przyłapana na cudzołóstwie, mogła zamknąć się w sobie albo nawetmnie rzucić!

Leżałemtak, wsłuchując się w skrzypienie materaca i głębokie,szybkie oddechy kochanków, i czułem pod skórą, że coś w tym,co ujrzałem przez to mgnienie oka, było nie w porządku. Bardziejnie w porządku niż obca osoba, do tego brodata, w moimłóżku. Kiedy po dłuższej chwili zrozumiałem, aż się uśmiechnąłem. Cośmusiało mi się pomylić. Kimkolwiek był brodacz, to na pewno nie mojażona się z nim zabawiała. Anna nigdy, przenigdy, tak się niekocha: na górze, dumnie wyprostowana, z piersiami swobodniekołyszącymi się, wręcz skaczącymi szaleńczo. Zawsze się krępowałai przytrzymywała je dłońmi, co wkurzało mnie i doprowadzałodo pełnej frustracji pasji.

Ciekawośćwzięła górę. Musiałem się przekonać.

Otworzyłemoczy i wstrzymałem oddech.

Kobietąw moim łóżku była Anna, co do tego nie mogłem mieć wątpliwości- jej piersi poznałbym wszędzie, te ukochane, ciemnosutkiecycuszki. Na pewno był też brodacz, z orlim, zakrzywionym nosem,chudy i, o zgrozo, niechlujnie potargany. Jego poskręcanew tłuste loki włosy wyglądały, jakby ich nie mył ze sto lat. Nieto jednak było najgorsze. To, że wcale nie kochali się na jeźdźca,tak jak wcześniej myślałem; ale w mojej ulubionej pozycji - odtyłu - również nie. Absolutnie, niezaprzeczalniei katastrofalnie najgorszy był fakt, że to moja żona byłaz tyłu, a brodacz, wyposażony przy tym w paręnajdorodniejszych i najbardziej jędrnych piersi, jakiekiedykolwiek widziałem, klęczał przed nią, poruszając biodrami w tymsamym rytmie, w którym moja żona - moja żona!- posuwała go z miną gwiazdy kina porno.

Tonie mogła być prawda.

Tona pewno nie była prawda!

Kiedywreszcie, aby uniknąć uduszenia, odważyłem się odetchnąć, stało się:brodacz doszedł. Jęknął bezgłośnie, a potem wgryzł sięw poduszkę, zaciskając błękitne - przepiękne,musiałem to przyznać - oczy. Chwilę później skończyłaAnna, choć "skończyła" nie jest ani trochę właściwymsłowem. Rzucała szaleńczo biodrami, jęczała i wiła się, leczdalej trwała przywarta do swojego kochanka. Oddychała głęboko, jakgdyby wygrała właśnie zawody w nurkowaniu na jednym oddechui chciała znowu nacieszyć się świeżym powietrzem.

To,co zabolało mnie najbardziej, nastąpiło trzy minuty później. Trzyniekończące się minuty najbardziej intensywnego orgazmu, jakikiedykolwiek widziałem. Kiedy piersiasty brodacz opadł wymęczony nałóżko, stanąłem twarzą w twarz ze straszliwą prawdą: moja żonamiała najpiękniejszego, największego i najbardziej kształtnegokutasa, jakiego można sobie wyobrazić.

Byłgruby, jak męskie przedramię. Miał główkę wyrzeźbioną jeszczepiękniej od mojej. I delikatną, oliwkową skórę.

Niemogłem w to uwierzyć.

Światzawirował mi przed oczami i zapadłem się w ciemność.

***

Kiedysię ocknąłem, Anna spała.

Ustamiałem suche i spierzchnięte. Usiadłem na łóżku i kiwającsię sennie, próbowałem podjąć trudną decyzję, czy lepiej wstaći napić się wody, czy raczej z powrotem zasnąć, ryzykującpowrót koszmarnych wizji członka mojej żony i jej piersiastejkochanki-kochanka. Odkaszlnąłem i z trudem zabrałem się zawstawanie.

Wtedyją ujrzałem.

Stałanaga, oparta o framugę drzwi balkonowych i paliła fajkę.Jej sylwetka wyraźnie odcinała się od jasnego tła księżycowej nocy.Sterczące, spiczaste piersi, płaski, niemal wklęsły brzuch, szczupłe,mocne nogi. Wszystko od pasa w dół porośnięte gęstym futrem,rozpraszającym miękko światło ulicznych lamp. Tak samo, jak twarz- bez wątpienia brodata.

Brodata!

- Przeszkadzaci dym? Myślałam, że to twoja fajka? - powiedziała. - BoAnna chyba nie pali?

Cóżmiałem odpowiedzieć? Gapiłem się tylko, skamieniały.

- Pewniezastanawiasz się, czemu to właśnie Anna, prawda? - ciągnęła,pykając fajeczkę.

Prawdęmówiąc, myślałem o tym, czemu to właśnie mnie musiał przyśnićsię ten koszmar, kiedy się wreszcie skończy i jak to możliwe,żeby śnić o tym, że człowiek się budzi. Myślałem o tym domomentu, kiedy brodaczka zaczęła wolną dłonią głaskać i delikatnieściskać piersi.

- Myślisz,że to sen, prawda? - powiedziała, nie patrząc na mnie.- Czasem też tak czuję, kiedy z nią jestem. Nigdy niemiałam jeszcze tak czułego, delikatnego i męskiego kochanka.Może dlatego, że każdy do tej pory był mężczyzną - zamilkłana chwilę - a przynajmniej samcem.

- Samcem?- odezwałem się, zupełnie odruchowo.

- Tak,jak mężczyzna, tylko u zwierzęcia. Na przykład ogier albo buhaj.

- Wiem,co to jest samiec. - Czułem, że daję się wciągać w cośbardzo nierozsądnego, jak gra w trzy karty pod Gubałówką albokredyt hipoteczny. - Nie umiem sobie jednak wyobrazić...

Nieumiałem tego nawet ubrać w słowa. Jak to samiec? Jak to ogier?

- ...żerobiłam to z ogierem? - weszła mi w słowo. - Tonaprawdę nic w porównaniu z nosorożcem.

Jakiścień wizji brodaczki, zakradającej się do zagrody w zoo, żebyzażyć rozkoszy z nosorożcem, musiał pojawić się na mojej twarzy,bo fuknęła lekceważąco.

- Kiedyśbiegały swobodnie - wyjaśniła. - Wiesz, takiewłochate. Jakieś trzydzieści tysięcy lat temu. Dawno, ale prawda.

Cóżmiałem jej powiedzieć? Wzruszyłem tylko ramionami i wstałem,żeby pójść do kuchni.

- Mężczyźnimają stanowczo zbyt wąskie biodra. - Usłyszałem zzapleców. To na mój widok ta refleksja? Dobrze, że nie stanąłem do niejprzodem, dopiero bym usłyszał.

- Jakto trzydzieści tysięcy lat temu? - Nagle dotarło do mnieto, co powiedziała.

- Kawałczasu, nie? Tyle się tu działo. A jednak Wałeczek, Anna, znaczysię, jest najlepsza.

Wałeczek,tego jeszcze brakowało!

Kiedywróciłem ze szklanką wody, brodata siedziała na łóżku i głaskałaAnnę po włosach. Poczułem ukłucie zazdrości, ale powstrzymałem się odokazania uczuć. Poczułem wstyd na myśl o czasie, jaki upłynął,odkąd sam ostatni raz tak czule głaskałem żonę.

- Niespytasz, jak mam na imię? - powiedziała dziewczyna,wstając.

Podeszłado okna i wystukała główkę fajki o parapet. Chmura popiołuopadła na dywan.

- Jakmasz na imię? - spytałem tonem, który miał wyraźniesugerować, że o wiele ważniejsze jest to, że w tym tygodniuto ja odkurzam.

- Boruta- odparła, ciskając fajkę daleko w ciemność. Okrzykbólu i kilka przekleństw, które rozległy się chwilę później,sugerowały, że kogoś trafiła.

Ażprychnąłem śmiechem; to dopiero zbieg okoliczności!

- Uważasz,że to śmieszne? - zapytała.

- Śmieszne?Może trochę złowieszcze, ale różne są przecież przezwiska. Na mnie naprzykład mówią w pracy Moloch, a na kolegę Parówa.

- Niemiałam na myśli mojego imienia, tylko fakt, że złamałam hikorowąfajką nos pewnemu wygolonemu mężczyźnie w dresie.

- Nos?Mężczyźnie? Skąd wiesz, że złamałaś?

- Mhm.Tak naprawdę to nieważne - powiedziała beztrosko. - O ileoczywiście nie zorientował się, z którego balkonu wyleciała.

Spojrzałemna śnieżnobiałą firankę, której kilka metrów powiewało w przeciąguza balkonowym oknem i zacząłem liczyć, ile zostało nam czasu,zanim zraniony dresiarz zacznie dobijać się do drzwi.

- Z kimrozmawiasz, kochanie? - dobiegł z głębi sypialnizaspany głos mojej żony.

- Z Borutą,myszko - odpowiedziałem nieco bezmyślnie, wyczekującodgłosu zatrzymującej się na naszym piętrze windy.

- Z Borutą?- Coś w jej tonie mówiło mi, że nie wszystko jestzupełnie w porządku. - Myślałam, że to tylko sen!

W pełnisię z nią zgadzałem. Też byłem pewien, że to tylko sen. I choćzawsze marzyłem o tym, żeby śnić to samo, co moja żona, tymrazem jakoś nie umiałem się cieszyć.

- Sen,Wałeczku? - wtrąciła słodkim głosem brodaczka. - Snynigdy nie są aż takie piękne. Nigdy, wierz mi.

- Boruta?To naprawdę ty? - Anna najwyraźniej oprzytomniała w jednejchwili.

W tymmomencie zadźwięczał dzwonek u drzwi.

- Topewnie chłopak z pizzą - powiedziała brodaczkaniewinnym tonem. - Zapłacisz? - zwróciła się domnie.

- Zostawiłemportfel w spodniach - spróbowałem sarkazmu, jednakdrżący głos zrujnował cały efekt.

- Niechci będzie - odparła, wychodząc do przedpokoju - aleostrzegam, ja nigdy nie daję napiwku.

Chwilępóźniej usłyszałem szczęk zdejmowanego łańcucha i otwieranychzamków.

- Ilemożna czekać? Nie umiecie upiec pizzy w godzinę? - warknęładziewczyna, najwyraźniej do kogoś za drzwiami.

- Panto rzucił? - padła wyartykułowana bulgocącym, nosowymgłosem odpowiedź.

Chybajednak nie był to chłopak z pizzą. I chyba naprawdę miałzłamany nos.

- Pani- poprawiła go lodowato Boruta.

Chwilępotem rozległ się rumor i przeraźliwy brzęk tłuczonego szkła.Domyśliłem się, że nasze rżnięte na zamówienie lustro zmieniło sięwłaśnie w stertę śmieci. Zaraz potem zrozumiałem, że sprawca tejtragedii najprawdopodobniej za chwilę znajdzie się w sypialnii nie będzie miał dla nas litości.

Słowodaję, zawsze myślałem, że życie przelatujące przed oczami to bujda.Jednak kiedy dopadłem łóżka, żeby własną, wątłą niestety, piersiąbronić życia i honoru mojej żony, byłem już przy miesiącumiodowym.

Namoim ramieniu nie zdążyły jeszcze zakwitnąć wybroczyny od kurczowegouścisku palców Anny (mam bardzo wrażliwą skórę), kiedy tłusty,wygolony na łyso mężczyzna zgodnie z moimi przewidywaniem wpadłdo sypialni.

Przeleciałnad łóżkiem i zatrzymał się na kaloryferze.

- Słowodaje, co za spaślak. Chyba sobie coś naciągnęłam - jęknęłabrodaczka, wchodząc do pokoju i rozcierając dłonią bark. - Nicci nie jest, kochanie?

Pewniemiała na myśli moją żonę, ale na wszelki wypadek i ja pokręciłemgłową.

Wściekłewalenie w ścianę oznaczało prawdopodobnie, że zbudziliśmyktóregoś z sąsiadów.

- Przepraszam- mruknęła Boruta. - Nie mogłam siępowstrzymać.

- Ktoto? - spytała Anna dyskretnym szeptem, jak gdyby chodziłoo przystojnego nieznajomego na przyjęciu we francuskiejambasadzie.

- Niewiem, ale podpalił kiedyś kota - odpowiedziała równieższeptem brodaczka. - Obiecałam wtedy, że go dorwę, aleakurat świtało. Macie trochę mleka?

Annarzuciła się do kuchni, jakby na hasło "mleko"przypomniała sobie, że przed pójściem spać nie zdjęła rondla z gazu.

- Pijmleko, będziesz wielki - mruknąłem sam do siebie,zastanawiając się, co zrobię, kiedy łysy się obudzi.

- A żebyświedział! Wiesz jak schudłam, kiedy nie piłam codziennie mojegospodeczka mleka? Dopiero twoja żona się na mnie poznała. Dziękuję,skarbie. - Boruta odwróciła się do Anny, która przyniosłajej mleko.

Naspodeczku!

Spojrzałempytająco na Annę.

- Totaki zwyczaj, jeszcze od czasów Piasta - powiedziała,uśmiechając się. - Prawda, koteczku?

- Mhm- potwierdziła brodaczka, oblizując się i zwracającmojej żonie pusty już talerzyk. - Teraz już jednak niktnie dokarmia domowych diabłów, bo i po co.

Poczułem,że muszę zapalić. Szkoda tylko, że moja fajka wyfrunęła pięć minutwcześniej przez okno. Nienawidzę skrętów z fajkowego tytoniu.

- Mamo- jęknął bandzior spod kaloryfera. - Michałmnie znowu zapie... - słowa zmieniły się w bełkot.

- Jużgo zabieram, nie martwcie się - uspokoiła nas Borutai podeszła do kaloryfera. - Zaraz będzie świtać.

- Dokąd?- spytałem przepełniony złymi przeczuciami.

- A co,wolałbyś raczej opatrzyć mu rany? - odpowiedziała,zarzucając z cichym stęknięciem łysego na ramię. - W takimrazie położę go na łóżku.

- Weźgo, Ruteczko, tobie się bardziej przyda - zachęciła jąAnna. - Zdążysz?

- Jeszczepięć minut, wszystko pod kontrolą. - Boruta posłała namcałusa i zniknęła.

W powietrzu,niczym tandetna dekoracja w kinie 4-D, zawisł zapach siarkii czegoś jeszcze, ciężkiego i zwierzęcego.

- Onama na imię Boruta? - spytałem Annę.

Nieodpowiedziała, spała jak zabita.

Położyłemsię obok niej i zacząłem się zastanawiać, co powiem profesorowi.

Kwadranspóźniej niebo było już całkiem jasne; zasnąłem.

***

Odczasu historii z łysym mężczyzną w sypialni nie pozwalampalić Borucie w mieszkaniu, na balkonie zresztą też. To jednaknajmniej istotna konsekwencja zażycia niewielkiej tabletki na bardzolekki sen.

O wielebardziej doniosły jest fakt, że moje życie seksualne z każdymdniem, a minęło ich od tego czasu dobry tysiąc z okładem,nabiera coraz to wyraźniejszych barw, kształtów i smaków. Nieukrywam, że zawdzięczam to sprawcy całego zamieszania, czyli diablicyBorucie, o której dowiedziałem się już tak wiele, że miewamnieraz wrażenie, że znam ją od zawsze. Poznałem - z opowieści- jej najlepszych kochanków i wiem, który najpiękniejgalopował, który zaś najdonośniej rżał. Wiem, że woli być klaczą niżkrową. Umiem odróżnić, kiedy ma orgazm, a kiedy tylko udaje, dlazabawy oczywiście, żeby z nas sobie podle zażartować.

Najważniejszejednak, że wreszcie znowu kocham się z Anną tak często, jak tegopotrzebuję, choć nie do końca tak jak dawniej. Ona robi tofantastycznie, o wiele lepiej niż ja kiedykolwiek. I niemówię tu o żadnej sodomii, choć nie mam oczywiście nic przeciwkohomoseksualistom i znam nawet jednego czy dwóch gejów osobiście.Po prostu Boruta namówiła mnie na wspaniałą, ciasną i głębokącipkę, dokładnie taką, jak ma ona sama. Przyznaję, za pierwszym razemkosztowało mnie trochę wstydu, tak wypiąć pupę na własną żonę i daćsię spenetrować, ale wierzcie mi, opłacało się.

Wiemjuż w każdym razie, czemu na tym świecie nie można wybieraćpłci: każdy chciałby zostać kobietą. Jeśli tylko mógłby liczyć na takczułego i utalentowanego kochanka jak moja żona, oczywiście.

Oficyna wydawnicza RW2010 proponuje:

NIEDOCZEKANIE

antologiaopowiadań fantastycznych

Gdybybabcia miała wąsy, czyli antologia historii alternatywnych.

Coby było, gdyby było inaczej, niż jest? Historie alternatywne todoskonała pożywka dla wyobraźni i niezły sposób na odreagowanieniepowodzeń jednostek i zbiorowości. Bo przecież gdyby wtedy,dawno temu, coś potoczyło się inaczej, to dzisiaj wszyscy bylibyzdrowi, bogaci i szczęśliwi. Albo i nie...

Niedoczekanie...Od alternatywy na parę, przez gwiezdnych wojowników i nieśmiertelnedynastie, po kolonializm na odwrót - antologia ośmiuhistorii alternatywnych z podniesionym czołem odpowiada napytanie: co by było gdyby?

Antologię"Niedoczekanie" promuje opowiadanie "Parowy Hycel".Kto parą wojuje, od pary ginie! Krzysztof Kochański bierze nawarsztat fascynującą konwencję steampunku i brawurowo nadaje jejautorski szlif godny kunsztu weterana polskiej fantastyki. W świeciena pozór rodem z pozytywistycznych powieści wiek paryi elektryczności okazuje się być wiekiem pary, mechaniki,chemii i... zmysłowości!

SZABLĄI WĄSEM.

Antologiaopowiadań sarmackich

Szabląi wąsem, ogniem i mieczem, kontuszem i dworkiem.

PrawdziwychSarmatów już nie ma. Co się nam ostało? Ognie i miecze, potopy,Wołodyjowskie pany... Wilcze gniazda, diabły łańcuckie,samozwańce.... Charakterniki, szubieniczniki i licho wie, cojeszcze... No i fajnie, ale czy fikcyjni Sarmaci muszą byćwszyscy na jedno kopyto?

Szabląi wąsem to zbiór opowiadań polskich autorek i autorów,którzy Sarmacji nadmierną rewerencją nie darzą i opowiedziećchcą o niej inne, świeższe historie. A opowiadać jestprzecież o czym. Czasy Pierwszej Rzeczypospolitej to sensacje,thrillery i komedie pisane historią, której niestety albo sięwstydzimy, albo którą się chełpimy, zamiast po prostu się niąinteresować. Zebrane w tym tomie opowiadania gromko jednakkrzyczą "Veto!" i na spuściznę po Sarmacji patrząz nowego punktu widzenia, czasem trzeźwo, czasem krzywo,a czasem zezem.

Odlatających machin królowej Ludwiki, przez patriotyzm diabła Boruty,po alternatywne oblężenie Jasnej Góry - ten fantastycznyzbiorek bez czołobitności wyciąga z legendy i historiiSarmacji to, o czym wciąż warto snuć opowieści.

ŚWIATYRÓWNOLEGŁE

Antologiaopowiadań fantastycznych

Sekcjaliteracka ŚKF w akcji

Jakilos czeka małą dziewczynkę i jej ojca osamotnionychw postapokaliptycznym zimowym świecie? Czy genetycznieudoskonalony detektyw rozwiąże sprawę brutalnych morderstw? Cowydarzyło się na L'Isle d'Escargot, jak kończy sięprzywołanie ducha Chopina i kim naprawdę jest syn śląskiegoalchemika, który od najwcześniejszego dzieciństwa ma wrażenie, żewszyscy prócz niego żyją z jakąś straszną tajemnicą?

W "Światachrównoległych" znajdziemy opowiadania zarówno autorów znanychi nagradzanych, jak i debiutantów. Znajdziemy SF twardei humorystyczne, grozę, groteskę, kryminał oraz fantasyw różnych odcieniach. Wszystkie te teksty łączy jedno- udowadniają one, że jeśli szukać gdzieś literackichtalentów, to przede wszystkim w Śląskim Klubie Fantastyki.

ANTOLOGIA"KRYMINALNA 13"

tojedyny w swoim rodzaju projekt, firmujący pierwszy konkursliteracki organizowany przez Oficynę wydawniczą RW2010. Znaleźliśmy13 specjalistów od zbrodni, 13 sprawdzonych fachowców odliterackiej mokrej roboty i umieściliśmy ich zabójczo świetneopowiadania w jednym zbiorze. Zarazem poprosiliśmy szanowneautorskie grono, aby wzięło udział w pracach profesjonalnego,kompetentnego i niezależnego jury.

Zapraszamdo lektury naszej antologii. Prezentujemy wysmakowany zestawopowiadań kryminalnych i sensacyjnych, podlanych tajemnicą,doprawionych szczyptą fantastyki, zbiór tekstów na wskrośwspółczesnych oraz sięgających w przeszłość, a nawetdotykających wydarzeń i postaci historycznych.

PrzedWami ponad 250 stron, 13 autorów i jeden motyw...

DODIABŁA Z BOGIEM

Antologiaopowiadań fantastycznych

Opiumdla ludu w 10 odsłonach

Dodiabła z bogiem... Ale którym bogiem? Do jakiego diabła i poco? Dziesięciu autorów tej fantastycznej antologii odpowiada nadziesięć różnych sposobów - nigdy jednak na klęczkach.

Czypisarze zajmujący się fantastyką mogą pisać o religiach? Zbióropowiadań, który prezentujemy, dowodzi, że nie tylko mogą, alepowinni! Efekt konfrontacji wiary z rozumem, przeszłościz przyszłością, magii z fantazją może Was zaskoczyć.I prędzej czy później niektórzy z was dojdą do wniosku, żeto wszystko jest... fikcją.

DawidJuraszek: JEDWAB I PORCELANA, TOMY I, II, III i IV

Jedwabi porcelana to orientalna powieść drogi - drogiwiodącej przez labirynty przeznaczenia i przypadku, przezmroczne tajemnice ludzi i bóstw, przez obce krainy rodem z mitówi annałów, przez zakamarki skrywanych namiętności i rwącychsię do urzeczywistnienia marzeń.

O Chinachnikt jeszcze w Polsce tak nie pisał. Cesarstwo Środka tomiejsce, gdzie ścierają się siły ludzkie i moce nadprzyrodzone,gdzie niebezpieczeństwo nigdy nie jest daleko, a przygoda zawszezaskakuje. Pośród bitewnego zgiełku, upiornych nawiedzeń i cielesnychpokus bakałarz Xiao Long zmaga się z własnymi demonami i samymsobą. Jedwab i porcelana to opowieść o Chinachi Chińczykach, opowieść jak ze snu - snu, z któregotrudno się otrząsnąć.

Zapraszamydo lektury czterech fascynujących tomów. Biały tygrys Niebieskismok (nowe wersje) oraz Czerwony ptak Czarnyżółw (prapremiery).

DawidJuraszek: CAIREN. DRAPIEŻCA

GdybyMarco Polo był Conanem Barbarzyńcą... miałby na imię Cairen!

Dziesięćwartkich opowiadań. Dziesięć orientalnych przygód z prężeniemmuskułów i przymrużeniem oka. A w nich bez likuzaginionych cywilizacji, walnych bitew, powabnych dziewek, groźnychmonstrów, magicznych sztuk, starożytnych grobowców, literackichnawiązań, i czego tam jeszcze.

Pośródszczęku mieczy, szabli, koncerzy, sztyletów, kindżałów, puginałówi handżarów, jęku cięciw, bajań mędrców i westchnieńrozkoszy... W ociekających przepychem pałacach Czungii,przedwiecznych ruinach miast Goryo, podmorskich grotach potworówNipponii, przybytkach zmysłowych uciech Syamii... Ramię w ramięi twarzą w twarz z Mengutami, Tuerami, Malajami,Jugurami, Manczami i Parsami... Przez spienione grzywaczeOceannego Morza, niezgłębione dżungle Kmerii, śnieżne pustkowiaXybelii, monsunowe ulewy Czamby... Wszędzie tam, bez zbytniejrewerencji dla chanów, szejków, cesarzy, kalifów, sułtanów, królów,szachów, szogunów czy maharadżów, dumnie, butnie i zuchwalekroczy CAIREN!

E.M. Thorhall: ZAMEK LAGHORTÓW, I tom cyklu ZBROJNI

Ostrzegamy:ta opowieść wciąga i pochłania.

Niebędziecie się mogli doczekać ostatniej strony, a potem będziecieżałować, że to już koniec. Akcja, turnieje, dworskie obyczaje,intrygi, zjawy, dziwne istoty, rodzące się uczucie, którego obiestrony się wypierają, humor, barwny język, plastyczne opisy - towszystko znajdziecie w I tomie powieści z cykluZbrojni pod tytułem: Zamek Laghortów.

MłodziutkaKyla, uciekając przed niechcianym ślubem, trafia pod opiekę Sir Erykai jego żony Lady Lyanny. Poznaje zamek, jego mieszkańców,nawiązuje przyjaźnie, uczy się fechtunku, odkrywa prawdę o swoimpochodzeniu. Wiele się wokół niej dzieje. Wszyscy zdają się lubići akceptować jasnowłosą podopieczną Laghortów, prócz jednejosoby: ponurego, opryskliwego Morhta. Ten pochodzący z Varthenusurowy i oschły dowódca najemników z jakiegoś powodu odsamego początku nie znosi dziewczyny i nie zamierza jejpobłażać. Panna drażni go, irytuje i wzbudza niezrozumiały dlaniego samego gniew. Kyla znosi jego zachowanie do czasu...

Kontynuacjacyklu w powieści Handlarze niewolników.

RadosławLewandowski: YGGDRASIL. STRUNY CZASU

Strunyczasu opisują zmagania kilkudziesięcioosobowej średniowiecznejspołeczności, przeniesionej przypadkowo i bezpowrotnie w okrespaleolitu środkowego, w czasy gdy po ośnieżonych równinachdzisiejszej Europy wędrowały olbrzymie stada reniferów, dzikich konii ciągnących w ślad za nimi drapieżników. Potężne mamuty nie miałygodnych siebie przeciwników, z wyjątkiem mrozu i prymitywnych słabouzbrojonych łowców, którzy równie często występowali w roli myśliwegoco ofiary.

Wrazz mieszkańcami wioski, w przeszłość zostaje przeniesiony niewielkioddział Wikingów, najemników, których Thor wystawił na najcięższąpróbę w drodze do Walhalli. Temporalnipodróżnicy, a wraz z nimi cała ludzkość, stają w obliczu wielkiegoniebezpieczeństwa.

Kontynuacjaserii w powieści Yggdrasil.Exodus.

KatarzynaUznańska: ZIEMIĄ WYPEŁNISZ JEJ USTA

Gdyłowca staje się ofiarą...

Królewskiemiasto nie zasypia nigdy, ale dopiero po zmroku budzą się jegoupiory. Łowca, skryty w cieniu starych kamienic, poluje nasamotne kobiety, by podzielić się ich ciałami z rzeką. Ta nocbędzie dla niego wyzwaniem - z prześladowcy staniesię ofiarą. Utarty schemat życia Łowcy rozpadnie się w pył, gdymężczyźnie przyjdzie zmagać się z podobną mu, choć o wielepotężniejszą istotą - estrią.

Ina- polska szlachcianka - egzystuje od wieków podpostacią żydowskiego demona; czuje jednak, że jej czas dobiega końca.Wybrała Łowcę na powiernika swojej historii, a może kogośznacznie więcej...

W powieściteraźniejszość splata się z historią i mitem, tworzącwspółczesną baśń o ludzkich pragnieniach i przekraczaniugranic w pogoni za ich zaspokojeniem.

KatarzynaKowalewska: PIJANY SKRYBA

Maciej,Sylwek i Mario kontra bardzo źli ludzie.

BycieMaćkiem to łatwizna. Wystarczy żyć ze spadku, mieć dobrze zbudowanegokumpla, wracać do domu nad ranem i podrywać dziewczyny o dziwnymgłosie. Aha, i wypiąć się na rodzinę. Lecz gdzieś w środkuimprezy, gdzieś między Brzeską a Targową, ktoś robi Maćkowikuku, ktoś okrada jego mieszkanie, ktoś zostawia mu list. A todopiero początek kłopotów.

Wyjściez tarapatów ma zapewnić makieta, latynoska córka polskiegoAmerykanina i podróż do przeszłości. Kto wygra bitwę na kury? Coskrywa pudełko od przekupki ze Zgierza? Co łączy punk rockaz wojskiem polskim? Kim jest człowiek w gumofilcach? Jakklątwa voodoo działa na odległość? Co można ukryć w męskichspodniach?

Nate i inne pytania odpowie Maciek i jego ekipa komorników.W szalonej powieści, pełnej ciętego humoru, dziwnych przypadkówi nagłych zwrotów akcji. Spróbuj się nie roześmiać!

MaciejŻytowiecki: SZUJE, MĄTWY I STRACEŃCY

Odkryminału po urban fantasy. Od science-fiction po dramat. Jedenaściefantastycznych tekstów i jeden autor.

Latającawyspa plemienia Wilg i Polska okresu PRL-u. Mroczne zaułkiChicago i obca planeta zamieszkana przez nadistoty. Nieodległaprzyszłość i czasy barbarzyńców. Poznań i tajemniczaAsylea, gdzie osiadł pewien upiór.

Trzymajciesię mocno.

Jedenaścieopowiadań. Dziesięciu bohaterów. A wszyscy to szuje, mątwy albostraceńcy.

AndrzejW. Sawicki: KOLCE W KWIATACH

Zbióropowiadań ze świata powieści "Nadzieja czerwona jak śnieg".Historii o tym, jak grupa XIX-wiecznych mutantów staje do walkio wolność ojczyzny.

PołowaXIX stulecia. W Warszawie, w okopach oblężonegoSewastopola, na dalekich stepach Syberii, w prowincjonalnych,polskich miasteczkach, trwają przygotowania do buntu, który możezmienić oblicze świata. Obdarzeni boskimi mocami odmieńcy muszązdecydować, po której stronie stanąć w nadchodzącym konflikcie.

Zanimkosynierzy runą na rosyjskie roty, zanim strzelcy wymierzą brońw Dońców i carskich dragonów, ci od których zależą losybatalii, muszą się odnaleźć.

Nadeszładla nich pora, by wybrać drogę.