Biuro detektywistyczne. Dziurka od klucza Tom 3. Nie ma nadziei dla złodziei - Renata Piątkowska

Kup ebooka

36.90 zł
29.52 zł (29,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dwaj detektywi - Mikołaj i Julek, założyciele Biura detektywistycznego Dziurka od klucza, uginając się pod ciężarem plecaków, szli do szkoły. "Szli" to za dużo powiedziane. Mikołaj wlókł się niczym ranny żołnierz, a Julek sunął dwa kroki za nim.

- Musimy się pospieszyć - mruknął Mikołaj, zerkając na zegarek.

Julek bez przekonania pokiwał głową i wydmuchał nos tak głośno, że gołębie siedzące na dachu rozpierzchły się w popłochu. Rzecz jasna, obaj chłopcy woleliby siedzieć w swoim biurze niż w szkolnej ławce. Nie wiedzieli jeszcze, że kolejna zagadka do rozwiązania czeka na nich właśnie w szkole. A wszystko zaczęło się od skrzypiec...

Jak w każdą środę Zuzia, która po lekcjach chodzi na kółko muzyczne, przyszła do szkoły z różowym plecakiem i czarnym lśniącym futerałem. W plecaku miała książki i zeszyty, w futerale skrzypce. Do klasy zabrała tylko plecak, o skrzypcach zapomniała zupełnie, tak się zagadała z koleżankami. Skrzypce zostały w szatni, na ławce pod wieszakami. Kiedy po ostatniej lekcji przypomniała sobie o nich i chciała je stamtąd zabrać, po czarnym futerale nie było ani śladu.

- Co jest grane?! Przecież je tu położyłam! - Zuza z każdą chwilą denerwowała się coraz bardziej.

Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania. Koleżanki i koledzy Zuzi przewrócili szatnię do góry nogami. Julek zmarszczył brwi i momentalnie wzmógł czujność.

- Słyszałeś? Zuzkę okradli. Trzeba złapać złodziei, czyli sprawa w sam raz dla nas! - gorączkował się.

- Hmm - mruknął Mikołaj, ponieważ wygadany z niego chłopak.

Na chwilę zapadła cisza. Korzystając z niej, zadzwonił dzwonek. Zaraz potem rozległy się okrzyki:

- Są!

- Znalazły się!

- Ktoś je tu schował!

Maciek wyciągnął skrzypce spod sterty płaszczy i kurtek. Ale radość Zuzi nie trwała długo. Okazało się, że czarny, błyszczący futerał jest mocno wgnieciony, a skrzypce mają złamany mostek i zerwane dwie struny. Zuza popatrzyła na swój pogruchotany instrument i aż sapnęła ze złości.

- Kto to zrobił?! - Tupnęła nogą i wytarła nos w rękaw.

Rzecz jasna, nikt się nie przyznał.

- Czyli nie ma mowy o kradzieży, ale warto by się dowiedzieć, kto jej zniszczył te skrzypce - odezwał się Mikołaj, skubiąc dolną wargę. A po chwili zastanowienia dodał: - I dlaczego.

- Może dlatego, że Zuzka okropnie fałszuje? - podsunął Julek.

Zuzia na szczęście już tego nie słyszała, bo z pogniecionym futerałem pod pachą pobiegła poskarżyć się pani od muzyki.

Przez resztę dnia w szkole mówiło się tylko o psuju, który grasuje w szatni i niszczy wszystko, co mu wpadnie w ręce.

Obaj młodzi detektywi wrócili do domu w ponurych nastrojach. Bez słowa rozsiedli się w swoim biurze, a Cudak, który spał pod stołem, nawet nie zauważył ich wejścia.

- Ktokolwiek to zrobił, na pewno się nie przyzna. - Julek z przekonaniem pokiwał głową i niechcący przydepnął ogon Cudaka.

Pies leniwie otworzył jedno oko, po czym je zamknął, podwinął ogon i spał dalej. Chłopak wyjął z plecaka niedojedzoną kanapkę i odgryzł spory kęs. Plasterek szynki wyślizgnął się spomiędzy kromek chleba i spadł na podłogę. Cudak przez sen poruszył nosem, po czym oblizał się i zachrapał.

- Patrz, jaki to mądry pies. Śpi, ale szynkę wyczuł. Psy policyjne mogłyby się od niego uczyć. On jest po prostu stworzony do zadań specjalnych! - Julek z dumą poklepał swojego pupila.

- A tobie co się stało? - spytał, zerkając na Mikołaja, który siedział bez słowa przy biurku ze wzrokiem wlepionym w sufit.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej