Dębowa trumna zjeżdża w dół. Morze kwiatów spływa na deski osłaniające głęboki grób. Zapalone znicze wyścielają przestrzeń wokół mogiły. Słychać ciche pochlipywania i głośne zawodzenia. Dla Stanisława Biela skończyło się życie na ziemi, a zaczęło życie wieczne.
- I odpuść nam nasze winy... - wypowiada ksiądz, czym zachęca zgromadzonych do udziału w modlitwie. Głośny tembr niesie się ku niebu, błagając o zbawienie dla zmarłego.
Kapłan kończy ceremonię. Zostawia osoby pogrążone w żałobie. Jedni robią znak krzyża i odchodzą, inni uzupełniają stos kwiatów o kolejną wiązankę.
Jakub Biel czuje dotyk na ramieniu. Odwraca się.
- Przyjmij wyrazy współczucia. - Maria, przyjaciółka ojca, stara się uśmiechnąć. Grymas bólu wykrzywia jej usta.
- Dziękuję. Wzajemnie... - Jakub, pomimo braku sympatii, z niewiadomych nawet dla siebie powodów obejmuje ją ramieniem. - Zapraszam na herbatę - proponuje.
- Jasne. - Maria wyciera chusteczką rozmazany pod oczami tusz.
Dźwięk telefonu rozlega się w kieszeni spodni Jakuba. Wyjmuje go szybko i spogląda na wyświetlacz.
- Przepraszam, muszę odebrać. - Klepie Marię po ramieniu i odchodzi na bok. - Co jest, Iga? - rzuca. - Wiesz, że teraz jestem...
Głos po drugiej stronie przerywa w pół słowa. Rozbrzmiewająca melodia żałobna utrudnia rozmowę. Mężczyzna przechodzi kawałek dalej i włącza tryb głośnomówiący.
- Powtórz, bo nic nie słyszałem.
- Wiem, jesteś na pogrzebie ojca. Przepraszam. Nie dzwoniłabym, ale... - Malczewska wypuszcza głośno powietrze. - Przed chwilą była tu stara Jurka. Gdzieś się zapodział. Nie ma go w domu od dwóch dni. Potrzebuję twojej pomocy.
- Jakiego Jurka?
- Chodzi o Wolnego - wyjaśnia cierpliwie Iga.
- Eee... - Mężczyzna się miota. Spogląda na smartwatcha. - Będę za godzinę - decyduje.
Iga Malczewska wstaje od biurka. Granatowe spodnie opinają jej kształtne biodra, a biała bluzka luźno opada na talię, co dodaje kobiecie lekkości. Policjantka odgarnia ręką blond włosy. W jej oczach odbija się zmartwienie.
- Jak się czujesz? - rzuca do Jakuba.
- Bywało lepiej - odpowiada niedbale. - Co mamy? - Gładzi palcem rudego wąsa i sięga po leżące na biurku koleżanki zgłoszenie. Wzrokiem przebiega kolejne wiersze protokołu.
- Co o tym myślisz? - Iga staje za jego plecami i zerka przez ramię.
- Masz adres tego domu na Mazurach?
- Mam. Ostatnio telefon Jurka tam się logował.
Jakub odwraca się do niej.
- Był tam i Kryśka nic nie wie?
- Nie wie. Przynajmniej tak zeznała. Wyglądała wiarygodnie, ale wiesz, jak to jest...
- Zbieramy się. Nie ma na co czekać.
Policyjne Suzuki sunie po szosie. Zieleń drzew wtapia się w jezioro, tworzy malowniczy obraz, gdy odbija się w głębokiej toni.
- Mogłabym tu zamieszkać - rozmarza się Iga, podziwiając widoki.
Na powierzchni jeziora bieli się kilka żaglówek. Sprawiają wrażanie, jakby stykały się ze sobą. Przypominają biały parawan.
Nagle rozbrzmiewa telefon Jakuba. Mężczyzna włącza rozmowę w trybie głośnomówiącym.
- Kuba, gdzie ty się podziewasz? - W samochodzie rozchodzi się głos jego żony.
- Ela, sorry. Musiałem jechać na Mazury. Pilna sprawa.
- Gdzie, kurwa?
Iga uśmiecha się pod nosem. Czasami dobrze być samemu.
- Elżbieta, jesteś na głośniku.
- Mam w chałupie tabuny ludzi. Ola dostała biegunki, mama dzisiaj ma gorszy dzień, jakby wyczuwała, co się dzieje, a ty jedziesz na Mazury?
- Ela...
- Dzięki za wsparcie. - Kobieta się rozłącza.
- Takie właśnie są baby - podsumowuje policjant, uśmiechając się krzywo.
- Ale z ciebie kutas. - Iga obrzuca go spojrzeniem pełnym pożałowania.
- Solidarność jajników? - Biel prycha.
Kobieta odwraca wzrok. Wbija go w okno. Obraz przewija się jakby w przyspieszonym tempie.
- Zwolnij, wariacie - syczy. Zerka na telefon. Nawigacja wskazuje, że od celu dzieli ich zaledwie dziesięć minut. - Będziemy tu skręcać. O tu. - Pokazuje ręką.
Jakub zjeżdża na prawy pas i skręca w pierwszy zjazd. Po obu stronach wąskiej, nieutwardzonej drogi rosną lipy i brzozy. Liście drzew ocierają się o szyby.
Komisarz zdejmuje nogę z gazu.
- Ale zadupie. - Kręci głową. - Dalej utrzymujesz, że chciałabyś tu mieszkać?
- Czemu nie. - Aspirant Malczewska wzrusza ramionami. - To ten dom. - Wskazuje palcem na bladożółty budynek.
Suzuki powoli zbliża się do posiadłości usytuowanej nad jeziorem. Biel parkuje przed bramą. Dom z każdej strony otoczony jest zielenią. Okna frontowe wychodzą na jezioro. Drewniany pomost wisi nad lazurową wodą.
Zmierzcha. Księżyc wyłania się zza chmur i kładzie jasne światło na taflę jeziora.
- Cudownie tu - stwierdza Iga.
- Tu nie ma czasu na zachwyt. Do roboty! - Mężczyzna wysiada z samochodu i trzaska drzwiami.
Iga się gramoli, czym przedłuża czas na podziwianie natury. Drepcze leniwie za Jakubem, rozglądając się na boki. Po chwili policjanci stoją na ganku. W oknach jest ciemno. Nigdzie nie tli się nawet iskierka.
Komisarz Biel przykłada twarz do szklanych drzwi tarasowych. Puszcza wiązkę światła latarki. Niewiele to zmienia.
- Co teraz? - mruczy pod nosem aspirant Malczewska.
Jakub kroczy pewnie w stronę drzwi wejściowych.
- Nie możemy tam wejść. To nie nasz rewir! - oburza się Iga.
- Nie pierdol - wymawia niemal bezgłośnie komisarz, dotykając stalowych drzwi, po czym zaczyna bębnić w nie palcami. Po chwili naciska guzik dzwonka. Raz i kolejny. Nic, cisza. Zakłada rękawiczki i dotyka klamki. Drzwi ustępują. - Jest tu ktoś? - pyta, wchodząc do środka.
Iga w ślad za partnerem nieśmiało przekracza próg.
- Halo... - odzywa się drżącym głosem.
Jakub przemieszcza się w głąb domu. Kolejno mijane pomieszczenia omiata latarką. W kuchni panuje porządek. W salonie nie widać śladów czyjejkolwiek obecności. Wchodzą na górę. W sypialni na łóżku leży starannie złożony jasny zestaw: lniane spodnie i koszula.
Jakub wyjmuje telefon. Robi kilka zdjęć.
- To rzeczy Jurka - stwierdza Iga, przykładając rękę do ust.
- Co cię tak dziwi? W końcu to jego dom - burczy komisarz. Przystaje przy stoliku nocnym, na którego blacie leży smartfon. - Ale to już coś innego - komentuje.
Aspirant Malczewska stoi jak sparaliżowana.
- A tobie co? - Biel zerka na koleżankę. - Na razie nic się nie dzieje. Pewnie Wolny zaszył się w jakiejś dziurze i żłopie wódę... Mała, ty się boisz?
- Nie, ale... - duka.
- Zadzwonię do firmy. Może nasi coś ustalili.
Jakub wybiera numer komendy policji w Sosnowcu.
- Macie coś? - odzywa się po chwili. - A znajomi Wolnego? - Przyciska komórkę do ucha. - Znaleźliśmy kilka ubrań i smartfona. - W zamyśleniu robi parę kroków w przód. - Okej. Na razie - kończy rozmowę i chowa telefon do kieszeni. Na jego czole perli się pot. Rudawe włosy przylepiają się do skóry od wilgoci.
- Co jest? - pyta zniecierpliwiona Iga.
- W Sosnowcu czysto. Nikt nic nie wie. Musimy zawiadomić miejscowych.