Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa - Szymon Zdziebłowski

Kup ebooka

49.99 zł
38.99 zł (32,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Ile reli­gii wyzna­wano na zie­miach obec­nej Pol­ski w ciągu tysięcy lat? Czy jej miesz­kańcy kur­czowo trzy­mali się jed­nej wiary do nasta­nia chrze­ści­jań­stwa? Czy wie­rzeń było tyle, że trudno je dziś zli­czyć? Czy możemy to w jakiś spo­sób usta­lić? Jak wyglą­dały pra­dzie­jowe świą­ty­nie wzno­szone nad Wisłą? Co pozo­stało po nich do naszych cza­sów? A może modlono się w pusz­czach? Czy chrze­ści­jań­stwo jest naj­dłu­żej prak­ty­ko­waną reli­gią na obec­nych tere­nach Pol­ski?

W tej książce znaj­dzie­cie odpo­wie­dzi na te i wiele innych pytań o bogów w pra­dzie­jo­wej i wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nej Pol­sce. Obie­cuję, że nie­które was zasko­czą. Na część pytań nie dam też jasnych i jed­no­znacz­nych odpo­wie­dzi. Przed­sta­wię fakty i opi­nie. Decy­zja co do ich inter­pre­ta­cji będzie nale­żeć tylko do was.

Podróż zaczniemy od pierw­szych prze­ja­wów abs­trak­cyj­nego myśle­nia na tere­nach Pol­ski ponad 100 tysięcy lat temu. Czy już wów­czas w coś wie­rzono? Przej­dziemy wspól­nie przez dużą część pol­skich pra­dzie­jów, zatrzy­mu­jąc się na dłu­żej w kilku miej­scach. Przy­godę zakoń­czymy wraz z poja­wie­niem się nad Wisłą Sło­wian. Przyj­rzymy się monu­men­tal­nej figu­rze boga Świa­to­wida ze Zbru­cza, która dziś jest naj­cen­niej­szym eks­po­na­tem Muzeum Arche­olo­gicz­nego w Kra­ko­wie. Jej szcze­gó­łowe ana­lizy w ostat­nich latach przy­nio­sły zaska­ku­jące infor­ma­cje.

Dla­czego jest tak trudno poznać dawne wie­rze­nia? W prze­ci­wień­stwie do Egiptu czy Mezo­po­ta­mii pismo na naszych tere­nach to wyna­la­zek sto­sun­kowo nowy. Elity powsta­ją­cego pań­stwa pol­skiego zaczęły posłu­gi­wać się łaciną dopiero w 966 roku, co było ści­śle zwią­zane z przy­ję­ciem chrze­ści­jań­stwa.

Ozna­cza to, że nie mamy żad­nych wcze­śniej­szych pisa­nych infor­ma­cji o ludach i ich reli­gii na tere­nie obec­nej Pol­ski, które pozo­sta­wi­liby oni sami. Zacho­wały się jedy­nie prze­kazy osób z zewnątrz, w tym Rzy­mian na temat "bar­ba­rzyń­ców" miesz­ka­ją­cych poza cesar­stwem w pierw­szych wie­kach naszej ery. Wśród nich byli też ludzie z Europy Środ­ko­wej. Na ile możemy tym tek­stom jed­nak ufać i co z nich wynika?

Ostat­nie dekady i lata przy­nio­sły olbrzymi przy­rost infor­ma­cji o pra­dzie­jo­wych wie­rze­niach. Zawdzię­czamy to mię­dzy innymi wyko­pa­li­skom poprze­dza­ją­cym budowę tras szyb­kiego ruchu i auto­strad. Arche­olo­dzy zaczęli też korzy­stać z lot­ni­czego ska­no­wa­nia lase­ro­wego umoż­li­wia­ją­cego wykry­wa­nie pra­dzie­jo­wych budowli, które dziś pora­sta gęsty las lub są nie­mal kom­plet­nie zni­we­lo­wane.

Gdy już wia­domo, gdzie znaj­do­wały się dawne budowle, wcale nie trzeba ich od razu prze­ko­py­wać. W minio­nych latach zaczęto bowiem się­gać po metody geo­fi­zyczne. Dzięki nim można czę­sto poznać dokładne roz­pla­no­wa­nie zagi­nio­nych miast, sta­ro­żyt­nych gro­bow­ców czy świą­tyń. Ta metoda to świetne dopeł­nie­nie reko­ne­sansu z lotu ptaka - zarówno ska­no­wa­nia lase­ro­wego, jak i zdjęć wyko­ny­wa­nych za pomocą dro­nów.

Ale kla­syczna wyko­pa­li­skowa arche­olo­gia też ma się dobrze. I wciąż przy­nosi ważne odkry­cia. Mamy nowe zna­le­zi­ska w postaci figu­rek tak zwa­nych Wenus sprzed kil­ku­na­stu tysięcy lat i masę innych zabyt­ków z pol­skich jaskiń, które dają wgląd w życie duchowe w epoce lodow­co­wej.

Nie­zwy­kłe są też zna­le­zi­ska gigan­tycz­nych kon­struk­cji ziemno-drew­nia­nych wznie­sio­nych pra­wie 7 tysięcy lat temu, które można przy­rów­nać do Sto­ne­henge, słyn­nego kręgu kamien­nego w Anglii, ze względu na roz­pla­no­wa­nie i praw­do­po­dobną funk­cję. Do końca XX wieku arche­olo­dzy nie odkryli żad­nej z nich na naszych tere­nach. Dziś znamy ich kil­ka­na­ście. Nie­które roz­działy pod­ręcz­ni­ków arche­olo­gicz­nych trzeba pisać od nowa albo co naj­mniej je popra­wić i posze­rzyć. Te budowle udało się wykryć dzięki roz­po­zna­niu lot­ni­czemu i ana­li­zie... Google Maps.

Te kon­struk­cje są star­sze nawet od słyn­nych egip­skich pira­mid, i to grubo ponad o 2 tysiące lat. Jeśli jed­nak jeste­śmy przy cywi­li­za­cji fara­oń­skiej, to warto wspo­mnieć, że figurki egip­skiej bogini Izydy i świę­tych żuków, ska­ra­be­uszy, odkry­wane są na sta­no­wi­skach arche­olo­gicz­nych w Pol­sce. Skąd się u nas wzięły? Czy czczono bogów znad Nilu? Czy czeka nas odkry­cie pozo­sta­ło­ści po pol­skim Luk­so­rze lub Kar­naku? Wyja­śnię to w jed­nym z roz­dzia­łów.

Arche­olo­dzy nie za bar­dzo lubią gdy­bać na temat wie­rzeń w pra­dzie­jach, czyli w cza­sach, gdy nie znano pisma. Bo czy na pod­sta­wie znaj­do­wa­nych figu­rek i wiel­kich budowli (domnie­ma­nych świą­tyń) można zre­kon­stru­ować minione reli­gie? Bada­cze naj­star­szej histo­rii czło­wieka wolą two­rzyć typo­lo­gie naczyń i sku­piać się na sze­re­go­wa­niu przed­mio­tów. Ana­li­zują ich prze­miany na prze­strzeni czasu. Dowia­dują się, jak powsta­wały dawne naczy­nia gli­niane czy krze­mienne noże. Z upodo­ba­niem mówią, jakie zboża upra­wiano i jakie mięso jedzono. A to oczy­wi­ście na pod­sta­wie obgry­zio­nych kości znaj­do­wa­nych w daw­nych osa­dach i zia­re­nek zbóż maga­zy­no­wa­nych w głę­bo­kich jamach. Naukowcy czę­sto boją się powie­dzieć coś wię­cej o ówcze­snych ludziach. Tema­tem wyda­wa­łoby się nie­mal nie­osią­gal­nym są wie­rze­nia. Dla­tego arche­olo­dzy rzadko na ten temat spe­ku­lują, zwłasz­cza po to, żeby nie popaść w nie­ła­skę w śro­do­wi­sku nauko­wym. Wychy­la­nie się przed sze­reg nie jest mile widziane.

Jed­no­cze­śnie gdy arche­olo­dzy pod­czas wyko­pa­lisk naty­kają się na przed­mioty, któ­rych zna­cze­nia i funk­cji nie rozu­mieją, mniej lub bar­dziej świa­do­mie okre­ślają je cza­sem jako "kul­towe". Zapewne w wielu przy­pad­kach nie są one kul­towe, tylko wła­śnie nie­zro­zu­miałe dla czło­wieka żyją­cego w XXI wieku. Mogły peł­nić bar­dzo prak­tyczne funk­cje. Cza­sem jed­nak bada­cze nie mają wąt­pli­wo­ści, że istot­nie sty­kają się ze świa­dec­twami zapo­mnia­nych rytu­ałów, i trudno im odmó­wić racji. Rytu­ały są nama­cal­nym dowo­dem reli­gii. Arche­olo­dzy są w sta­nie je odno­to­wać. Zde­cy­do­wa­nie rza­dziej pró­bują się zagłę­bić w zna­cze­nie rytu­ałów i ich treść. To wła­śnie takich nama­cal­nych dowo­dów na minione wie­rze­nia będziemy wspól­nie szu­kać na kolej­nych stro­nach. Spró­bu­jemy w miarę moż­li­wo­ści wnik­nąć w sferę wie­rzeń.

Dziś domi­nu­jącą wiarą jest w Pol­sce chrze­ści­jań­stwo. W ostat­nim spi­sie powszech­nym około 71 pro­cent miesz­kań­ców kraju zade­kla­ro­wało wyzna­nie kato­lic­kie. Reli­gia ta jest obecna na naszych tere­nach od tysiąca lat. Pocho­dzi z Bli­skiego Wschodu, a dotarła do nas za pośred­nic­twem Rzymu i Czech. I to dopiero pod koniec X wieku. Ta książka jest o wie­rze­niach sprzed tego okresu - owia­nych mgłą tajem­nicy.

ROZDZIAŁ 1

W POSZUKIWANIU RELIGII I WIARY

Reli­gia jest opo­wie­ścią. Opo­wieść spaja ludzi. Jed­no­czy, łączy, inspi­ruje, moty­wuje do dzia­ła­nia. "Opo­wia­damy sobie histo­rie po to, aby żyć"4 - stwier­dziła w jed­nym ze swo­ich ese­jów ame­ry­kań­ska pisarka i dzien­ni­karka Joan Didion, cho­ciaż nie w kon­tek­ście reli­gii. Nie­za­leż­nie od tego, czy sie­dzimy wokół ogni­ska w let­nią gwieź­dzi­stą noc, czy wpa­tru­jemy się w ekran kom­pu­tera - szu­kamy cie­ka­wych, wcią­ga­ją­cych histo­rii. Opo­wie­ści, które nas zain­te­re­sują, poru­szą, wzru­szą i prze­ko­nają do sie­bie. A każda reli­gia oparta jest o jakąś nar­ra­cję, w któ­rej wystę­pują różne postaci. Te opo­wie­ści prze­ni­kają do życia codzien­nego, poza świą­ty­nie i spo­tka­nia wyznaw­ców. Oto jeden z naj­bar­dziej nie­zwy­kłych przy­kła­dów na potwier­dze­nie tych słów.

Nie musimy być chrze­ści­ja­nami, by znać te słowa: "Na początku stwo­rzył Bóg niebo i zie­mię. A zie­mia była pust­ko­wiem i cha­osem; ciem­ność była nad otchła­nią, a Duch Boży uno­sił się nad powierzch­nią wód. I rzekł Bóg: Niech sta­nie się świa­tłość. I stała się świa­tłość"5. Jest to począ­tek Biblii, jed­nej z naj­dłuż­szych ksiąg reli­gij­nych świata. Dla chrze­ści­jan, czyli naj­więk­szej na świe­cie grupy reli­gij­nej (sta­no­wią 31 pro­cent świa­to­wej popu­la­cji), to klu­czowe źró­dło wie­dzy o Bogu.

O tym, jak potężne są tam zawarte słowa i jak wielki niosą one ładu­nek emo­cjo­nalny, wie­działa dosko­nale załoga statku Apollo 8, która pierw­sza w histo­rii ludz­ko­ści okrą­żyła w 1968 roku Księ­życ. Zapla­no­wano połą­cze­nie na żywo z astro­nau­tami. Zało­ganci długo nie mogli zde­cy­do­wać, co prze­ka­zać światu. W końcu padło wła­śnie na pierw­sze wersy Gene­sis. Z sza­cun­ków wynika, że słowa śmiał­ków okrą­ża­ją­cych Księ­życ wysłu­chało na żywo od 500 milio­nów do miliarda ludzi! Nie był to cytat neu­tralny świa­to­po­glą­dowo. Ale Gene­sis, czyli Księgę Rodzaju, można uznać za wspólne dzie­dzic­two zachod­niej kul­tury, nie tylko osób wie­rzą­cych. Bo reli­gia "pro­mie­niuje" na wiele innych dzie­dzin życia. Na przy­kład w grud­niu z oka­zji Bożego Naro­dze­nia podar­kami obda­ro­wują się też osoby nie­wie­rzące. Bada­cze pra­dzie­jo­wych i tra­dy­cyj­nych spo­łe­czeństw uwa­żają, że w daw­nych cza­sach wie­rze­nia jesz­cze sil­niej prze­ni­kały do życia codzien­nego niż obec­nie.

RELIGIA I WIERZENIA. PRÓBA DEFINICJI

Na począ­tek jesz­cze ważna uwaga - na potrzeby tej książki nie będę czy­nił roz­róż­nie­nia mię­dzy reli­gią a wie­rze­niami. Tych pojęć będę uży­wał zamien­nie, zda­jąc sobie sprawę, że wśród czę­ści bada­czy może to wywo­łać sprze­ciw. Tego typu roz­wa­ża­nia zosta­wiam jed­nak reli­gio­znaw­com teo­re­tycz­nym.

Czym jest reli­gia? Jak widać po powyż­szym kosmicz­nym przy­kła­dzie, istotną czę­ścią życia nie­za­leż­nie od tego, czy tego chcemy, czy nie. Bez względu na to, czy w coś wie­rzymy, czy nie wyzna­jemy żad­nej wiary. Ale do dziś nie usta­lono jed­nej defi­ni­cji wiary, bo to tema­tyka nie­sa­mo­wi­cie zło­żona.

Pod wie­loma wzglę­dami nawet dzi­siej­sze reli­gie bar­dzo się róż­nią od sie­bie nawza­jem. Coś jed­nak je łączy. Wyja­śniają, jak powstał świat, co dzieje się po śmierci, i defi­niują moral­ność. Cechuje je chęć komu­ni­ka­cji z nie­wi­dzial­nymi mocami, z reguły poprzez sfor­ma­li­zo­wane zacho­wa­nie rytu­alne, w tym modle­nie się, skła­da­nie darów, ofiar czy ślu­bów. Jak stwier­dził prof. Robin Dun­bar, bry­tyj­ski antro­po­log i bio­log ewo­lu­cyjny, "rytu­ały sta­no­wią pod­stawę, na któ­rej opiera się więk­szość, jeśli nie wszyst­kie reli­gie"6. Obcho­dze­nie świąt, pod­czas któ­rych odby­wają się na przy­kład pro­ce­sje, to pod­sta­wowy prze­jaw kultu reli­gij­nego.

Reli­gia jest wiarą w jakiś rodzaj trans­cen­dent­nego świata zamiesz­ka­nego przez istoty lub siły duchowe. Zatem wie­rze­nia odno­szą się do rze­czy­wi­sto­ści, któ­rej nie można dostrzec ani zwe­ry­fi­ko­wać empi­rycz­nie. Nie są nama­calne. Prak­ty­ko­wa­nie prze­ja­wia się w dzia­ła­niach i zacho­wa­niach, które nie peł­nią prak­tycz­nych funk­cji. Mówimy o rytu­ałach czy sym­bo­lach zro­zu­mia­łych tylko dla współ­wy­znaw­ców. To świat istot nad­przy­ro­dzo­nych wyja­śnio­nych w opo­wie­ściach, które są z reguły spi­sane. Jest jesz­cze jedna ważna cecha reli­gii. Jej trwa­łość. Mimo prze­śla­do­wań i rewo­lu­cji, na­dal więk­sza część ludz­ko­ści wie­rzy w jakie­goś lub w jakichś bogów. Wygląda na to, że wie­rze­nia są dla więk­szo­ści ludzi po pro­stu nie­zbędne do życia.

Sys­temy reli­gijne wywo­łują w ludziach silne emo­cje, nastroje i moty­wa­cje do podej­mo­wa­nia okre­ślo­nych dzia­łań. Są też fun­da­men­tem świa­to­po­glądu, bo nadają naszej ziem­skiej wędrówce jakiś sens. A przede wszyst­kim reli­gie tłu­ma­czą, co się wyda­rzy po naszej śmierci. I chyba jest to jedna z głów­nych przy­czyn powsta­nia reli­gii i być może dołą­cza­nia ludzi do wspól­not reli­gij­nych, cho­ciaż nie do końca uświa­do­miona. Może począt­kowo wie­rze­nia wyja­śniały enig­ma­tyczne i zagad­kowe zja­wi­ska, takie jak mete­ory czy bły­ska­wice. Wiele zostało już zro­zu­mia­nych w spo­sób racjo­nalny dzięki postę­powi nauki. Z cza­sem powsta­wały bar­dziej zło­żone boskie pan­te­ony i opo­wie­ści na temat rela­cji łączą­cych te nie­biań­skie istoty.

"Sys­temy wie­rzeń nie­mal zawsze zawie­rają nar­ra­cję o tym, jak powstał świat fizyczny, jak ludzie się w nim zna­leźli i jak oni i wszyst­kie żywe istoty powinni z niego korzy­stać. Jed­nak histo­rie i zwią­zane z nimi rytu­ały zazwy­czaj wykra­czają daleko poza nie. Wyja­śniają człon­kom grupy, jak powinni zacho­wy­wać się wobec sie­bie nawza­jem, a co naj­waż­niej­sze, odno­szą się rów­nież do przy­szło­ści - tych aspek­tów spo­łe­czeń­stwa, które prze­trwają, mimo że kolejne poko­le­nia będą umie­rać i prze­mi­jać. Obej­mują żywych, zmar­łych i tych, któ­rzy dopiero się naro­dzą, w jed­nej, nie­koń­czą­cej się histo­rii przy­na­leż­no­ści"7 - opi­suje obra­zowo Neil Mac­Gre­gor.

PO CO NAM RELIGIA I SKĄD SIĘ WZIĘŁA?

Wyja­śnień doty­czą­cych powsta­nia sfery wie­rzeń jest naprawdę mnó­stwo. Kon­cep­cje są róż­no­rodne. Zda­niem jed­nych bada­czy jest to swo­isty błąd sys­temu - efekt uboczny dzia­ła­nia układu poznaw­czego czło­wieka. Inni mówią, że reli­gij­ność i ducho­wość są wro­dzoną cechą zdro­wego umy­słu. Fran­cu­ski psy­cho­log Thierry Ripoll wska­zuje, że czło­wiek posiada dwa tryby myśle­nia: intu­icyjny, czyli emo­cjo­nalny, oparty na prze­czu­ciach, oraz ana­li­tyczny, wyma­ga­jący wysiłku i logiki. Pierw­szy to źró­dło wiary i wie­rzeń. Oba są nie­zbędne do funk­cjo­no­wa­nia czło­wieka.

Jak zauważa pisarz Yuval Noah Harari, reli­gia pełni wiele funk­cji - daje pocie­sze­nie lub wyja­śnia tajem­nice życia. "Lecz z histo­rycz­nego punktu widze­nia naj­waż­niej­szą funk­cją reli­gii było uży­cza­nie nad­przy­ro­dzo­nej sank­cji porząd­kowi spo­łecz­nemu. Takie reli­gie jak juda­izm, chrze­ści­jań­stwo, islam i hin­du­izm gło­szą, że ich idee i zasady zostały usta­no­wione przez nie­omylny ponad­ludzki auto­ry­tet i z tego powodu są wolne od jakiej­kol­wiek moż­li­wo­ści błędu i pod żad­nym pozo­rem nie powinny być poda­wane w wąt­pli­wość bądź zmie­niane przez omyl­nych ludzi"8 - zauważa Harari. A jak było w przy­padku reli­gii pra­dzie­jo­wych? Czy były rów­nie zabor­cze w swym prze­sła­niu?

Reli­gie łączą ludzi i kuszą obiet­nicą wspól­noty, sta­bil­no­ści, sensu. Na przy­kład była sze­fowa resortu spraw zagra­nicz­nych Nie­miec Anna­lena Baer­bock jest człon­ki­nią Kościoła Ewan­ge­licko-Lute­rań­skiego, ale - jak sama powie­działa w jed­nym z wywia­dów - "nie do końca wie­rzącą". Zatem dla­czego jest człon­ki­nią tej orga­ni­za­cji? "Cenię wspól­notę kościelną i jej zaan­ga­żo­wa­nie w kwe­stie spo­łeczne i socjalne, wspól­notę mło­dych i star­szych"9 - spre­cy­zo­wała. Przy­znała też, że za ważne uznaje pracę wspól­noty kościel­nej zwią­zaną z oso­bami potrze­bu­ją­cymi opieki, ludźmi z nie­peł­no­spraw­no­ściami i dziećmi. Na tym przy­kła­dzie widać korzystne dzia­ła­nie reli­gii: spaja grupy, tak że dzia­łają one dzięki tej wspól­no­cie efek­tyw­niej.

O tym, że opo­wie­ści, a zatem też nar­ra­cje reli­gijne, jed­no­czą pisał bry­tyj­ski antro­po­log Robin Dun­bar: "Opo­wia­da­nie histo­rii - czy to o rze­czy­wi­stym zda­rze­niu, czy też o przod­kach lub o tym, kim jeste­śmy i skąd pocho­dzimy, o ludziach żyją­cych poza hory­zon­tem, miesz­kań­cach świata duchów, któ­rych nie możemy poznać bez­po­śred­nio - wytwa­rza poczu­cie wspól­noty poprzez łącze­nie nas w grupę osób o wspól­nym świa­to­po­glą­dzie"10. Reli­gie mogą też nie­stety pro­wa­dzić do waśni i wojen pomię­dzy fana­tycz­nymi wyznaw­cami róż­nych wie­rzeń. Mamy sporo takich przy­kła­dów w naszej histo­rii.

Z reli­gią nie­roz­łącz­nie wiąże się wiara w życie poza­gro­bowe. Prze­świad­cze­nie, że po śmierci nie ma nico­ści, tylko jakaś forma ist­nie­nia. Jej poję­cie wykra­cza prze­cież poza gra­nice wyobraźni. Pierw­sze pochówki, sprzed ponad 100 tysięcy lat, świad­czące o jakiejś reflek­sji i pró­bach okieł­zna­nia lub zro­zu­mie­nia zja­wi­ska śmierci, to praw­do­po­dob­nie naj­star­sze prze­jawy pra­wie­rzeń. Tak sta­rych gro­bów w jaski­niach i pod nawi­sami skal­nymi nie odkryto jed­nak w Pol­sce - nasz "rekor­dzi­sta" ma około 28 tysięcy lat. Być może zaduma nad śmier­cią stała u pod­staw reli­gii. Grób stał się miej­scem, przy któ­rym można wspo­mi­nać zmarłą osobę. Czy wtedy poja­wiła się jakaś głęb­sza reflek­sja, która dała iskrę póź­niej­szym sys­te­mom reli­gij­nym? Gdyby ludzie nie mieli świa­do­mo­ści swo­jego ist­nie­nia, nie byłoby mowy o reli­gii. Ta "umie­jęt­ność" rodziła się zapewne w ciągu setek tysięcy lat i trudno stwier­dzić, kiedy dokład­nie się to stało.

Oprócz momentu, w któ­rym czło­wiek uzy­skał samo­świa­do­mość, a co za tym idzie i reflek­sję doty­czącą prze­mi­ja­nia, można wska­zać dwa kamie­nie milowe na dro­dze w roz­woju reli­gii: umie­jęt­ność mówie­nia (zapewne już ponad 150 tysięcy lat temu), czyli język, i wyna­la­zek pisma (około 5 tysięcy lat temu). Nie jest do końca jasne, dla­czego w toku ewo­lu­cji poja­wiła się mowa. Mogła być pomocna w wymia­nie infor­ma­cji - na przy­kład w cza­sie polo­wa­nia. Ale był też inny powód. Robin Dun­bar wska­zuje, że język mógł uła­twiać utrzy­my­wa­nie więzi spo­łecz­nych. Wygląda na to, że jakąś pro­stą formę mowy wykształ­cił kil­ka­set tysięcy lat temu Homo erec­tus, czło­wiek wypro­sto­wany, a nasi krewni, nean­der­tal­czycy, mogli zapewne mieć zdol­no­ści wyra­ża­nia się zbli­żone do naszych, choć z pew­no­ścią nie tak zaawan­so­wane. Jed­nak zda­niem naukow­ców do sto­ry­tel­lingu wcale nie zawsze potrzebny jest język. Duża część naszej codzien­nej komu­ni­ka­cji to też gesty i ruch ciała. Zatem pierw­sze "opo­wie­ści" mogły mieć formę połą­cze­nia pro­stego języka z komu­ni­ka­cją nie­wer­balną, na przy­kład pan­to­mimy, tańca czy swo­istego spek­ta­klu.

Gdy o tym myślę, do głowy przy­cho­dzi mi współ­cze­sne wyda­rze­nie, w któ­rym mia­łem oka­zję uczest­ni­czyć kil­ka­na­ście lat temu na poznań­skiej Cyta­deli. Mam na myśli miste­rium męki Pań­skiej, w któ­rym brało udział bli­sko tysiąc akto­rów. Zapa­mię­ta­łem głów­nie wielką scenę z iko­nicz­nymi momen­tami z końca ziem­skiego życia Jezusa. Dźwięk i dia­logi co prawda były, ale wystar­czyło obser­wo­wać to, co dzieje się na sce­nie, by wie­dzieć, czego doty­czy frag­ment opo­wie­ści. Takie "mikro spek­ta­kle" uka­zu­jące bogów, mitycz­nych przod­ków czy przod­ki­nie mogły odby­wać się w pra­dzie­jach przy ogni­skach. Słowa nie zawsze musiały być koniecz­no­ścią.

Około 40 tysięcy lat temu w Euro­pie doszło do rewo­lu­cji kul­tu­ro­wej i reli­gij­nej. To pogląd, który na­dal domi­nuje wśród bada­czy. Co o tym świad­czy? Wysyp mate­rial­nych dowo­dów: sztuka naskalna, figurki i inne przed­mioty, które nie peł­niły prak­tycz­nych funk­cji, a także zaawan­so­wane tech­nicz­nie narzę­dzia. Za to wszystko odpo­wia­dać miał Homo sapiens sapiens (czło­wiek współ­cze­sny), który wła­śnie wtedy przy­był z Afryki. Teraz coraz wię­cej mamy dowo­dów, że taka "rewo­lu­cja umy­słowa" nastą­piła już ponad 60 tysięcy lat temu wła­śnie na Czar­nym Lądzie. Dopiero po jakimś cza­sie wraz z migra­cjami doszło do niej w Euro­pie. Nie bra­kuje też bada­czy prze­ko­na­nych do trze­ciej moż­li­wo­ści. Zacho­wa­nia sym­bo­liczne poja­wiły się w wielu miej­scach na świe­cie jed­no­cze­śnie. Tym bar­dziej że mamy kolejne dowody na wcze­sną obec­ność czło­wieka w Azji i prze­jawy jego zacho­wań sym­bo­licz­nych, w tym two­rze­nie sztuki naskal­nej.

Długo uwa­żano, że pierw­sze świą­ty­nie powstały dopiero wtedy, gdy czło­wiek zaczął pro­wa­dzić osia­dły tryb życia, czyli miesz­kać w trwa­łych domo­stwach, upra­wiać rośliny i hodo­wać zwie­rzęta. Now­sze ana­lizy każą sądzić coś innego. Pierw­sze, cho­ciaż pew­nie nie tak liczne obiekty, które można nazwać umow­nie świą­ty­niami, wzno­sili już łowcy i zbie­ra­cze ponad 11 tysięcy lat temu na Bli­skim Wscho­dzie. Mam na myśli na przy­kład słynne kon­struk­cje mega­li­tyczne w Göbekli Tepe w Tur­cji. I cho­ciaż obec­nie bada­cze okre­ślają je ostroż­niej jako "budynki spe­cjalne", to według nich słu­żyły celom rytu­al­nym, jak i spo­łecz­nym, poma­ga­jąc w utrzy­ma­niu więzi i toż­sa­mo­ści w rosną­cych spo­łe­czeń­stwach początku ery neo­litu.

W Ame­ryce Pół­noc­nej rol­nic­two poja­wiło się póź­niej niż na Bli­skim Wscho­dzie, ale tam­tej­sza rdzenna lud­ność zbie­racko-łowiecka też wzno­siła wiel­kie budowle. Na przy­kład w dzi­siej­szym sta­nie Luizjana w USA w II tysiąc­le­ciu p.n.e. wyko­nała wielki kom­pleks skła­da­jący się z monu­men­tal­nych kon­struk­cji ziem­nych. Przy­pusz­cza się, że słu­żył do cere­mo­nii. To tylko jeden z przy­kładów. Wygląda na to, że reli­gij­ność kształ­to­wała się bar­dzo wcze­śnie u czło­wieka i była nie­za­leżna od stylu życia - osia­dłego czy mobil­nego.

Pismo stało się rewo­lu­cją dla reli­gii. Wie­rze­nia można było spi­sać i usys­te­ma­ty­zo­wać. Poja­wiło się rów­no­cze­śnie z roz­wo­jem miast, a co za tym idzie, wykształ­ce­niem zawo­do­wych pośred­ni­ków mię­dzy ludźmi a świa­tem bogów. Cho­ciaż, jak prze­ko­namy się na kar­tach tej książki, jakaś forma kapłań­stwa ist­niała zapewne na długo przed powsta­niem pira­mid w Egip­cie.

Przed­sta­wie­nie wie­rzeń spo­ty­ka­nych na zie­miach obec­nej Pol­ski w odle­głej prze­szło­ści kom­pli­kuje to, że pismo poja­wiło się u nas tysiąc lat temu, i to w bar­dzo ogra­ni­czo­nym zakre­sie. W całym dłu­gim okre­sie od przy­by­cia na nasze tereny czło­wieka współ­cze­snego kil­ka­dzie­siąt tysięcy lat temu, przez czasy pierw­szych rol­ni­ków, epokę brązu i żelaza - miesz­kańcy niczego nie przed­sta­wiali w for­mie pisem­nej. To nie uła­twia próby rekon­struk­cji ówcze­snych wie­rzeń. Jest sporo zna­ków zapy­ta­nia, ale też wiele moż­li­wo­ści inter­pre­ta­cji.

Ludzie mają pre­dys­po­zy­cje do bycia reli­gij­nymi - tak uważa Robin Dun­bar. Fak­tycz­nie nawet dziś reli­gia jest powszechna nie­za­leż­nie od kon­ty­nentu, sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej, płci, pozy­cji spo­łecz­nej. Na około 8,3 miliar­dów ludzi liczba osób bez­wy­zna­nio­wych wynosi około 1,9 miliarda. Grupa ta jest jed­nak nie­zwy­kle zróż­ni­co­wana, obej­muje ate­istów, agno­sty­ków i osoby bez kon­kret­nego wyzna­nia, które mają pewne prze­ko­na­nia duchowe, ale odrzu­cają przy­na­leż­ność insty­tu­cjo­nalną. Nie ma i nie było spo­łe­czeństw, któ­rym reli­gia byłaby cał­ko­wi­cie obca. Nie­któ­rzy bada­cze mówią, że jakąś formą wiary jest... ate­izm.

Zarówno wśród osób wyzna­ją­cych jakąś reli­gię, jak i tych poszu­ku­ją­cych powszechna jest wiara w nie­wy­ja­śnione zja­wi­ska. W 2017 roku na zle­ce­nie kanału CI Pol­sat wyko­nano naj­szer­sze chyba do tej pory bada­nie w naszym kraju zaty­tu­ło­wane "Świat nad­przy­ro­dzony oczami Polaka". Wiarę w zja­wi­ska nad­przy­ro­dzone zade­kla­ro­wała połowa respon­den­tów. Nie­które z nich można uznać za bli­skie reli­gii, bo mowa była o odwie­dzi­nach przez zmar­łych i o demo­nach. To bada­nie jed­no­znacz­nie wska­zuje, że umysł ludzki nie jest do końca racjo­nalny u spo­rej czę­ści ludzi. Nawet jeśli nie wyzna­jemy żad­nej kon­kret­nej reli­gii, wielu z nas i tak wie­rzy w jakąś formę sił nad­przy­ro­dzonych.

CZY DZIŚ BOIMY SIĘ KLĄTWY? POZOSTAŁOŚĆ PO DAWNYCH WIERZENIACH CIĄGLE WŚRÓD NAS

Być może po daw­nych wie­rze­niach, tych jesz­cze sprzed cza­sów zhie­rar­chi­zo­wa­nej i ustruk­tu­ra­li­zo­wa­nej reli­gii, pozo­stała wiara w cuda. Tak, brzmi to dość nie­po­waż­nie. Co mam na myśli? Na przy­kład wrzu­ce­nie monety do zabyt­ko­wej studni ma nam przy­nieść szczę­ście. Ale magiczne prak­tyki znane są też na przy­kład z Azji. W Chi­nach na drzewa banian wrzu­cane są kar­teczki z życze­niami przy­wią­zane do poma­rańcz. Powszechna jest wiara, że taki magiczny rytuał przy­nie­sie coś dobrego w życiu.

O tym, jak bar­dzo w nas zako­rze­niona jest wiara w nad­przy­ro­dzone, a tym nie­wąt­pli­wie jest reli­gia, świad­czą klą­twy. Pro­szę się nie śmiać. Już spie­szę z wyja­śnie­niem. Klą­twa jest róż­nie defi­nio­wana. Dla chrze­ści­jan jest to eks­ko­mu­nika, czyli wyklu­cze­nie z życia Kościoła. Klą­twa ma też inne zna­cze­nie: rzu­ca­nie złego uroku.

Klą­twa to wyra­żone życze­nie (za pośred­nic­twem magii lub zaklę­cia), aby drugą osobę spo­tkało nie­szczę­ście. Ma się to wyda­rzyć za pośred­nic­twem jakiejś nad­przy­ro­dzo­nej lub ducho­wej mocy. Klą­twy rzu­cali też bogo­wie - nie musimy szu­kać daleko. Doświad­czył jej słynny zdo­bywca mitycz­nej Troi - Aga­mem­non.

Dziś rzu­ca­nie klątw to już prze­szłość. Być może wiara w ich dzia­ła­nie pocho­dzi z głę­bo­kich pra­dzie­jów, gdy nie było jesz­cze zhie­rar­chi­zo­wa­nych orga­ni­za­cji reli­gij­nych i Kościo­łów. Twardo stą­pamy po ziemi, mimo że wielu z nas cho­dzi do kościoła, modli się w zaci­szu domo­wym, zbo­rze czy w innym miej­scu. Ale czy na pewno klą­twy to coś minio­nego?

Dziś mimo wszystko na­dal bar­dzo oba­wiamy się klątw. Autor książki W co wie­rzą Polacy?, Tomasz Kwa­śniew­ski, prze­pro­wa­dził kilka lat temu śledz­two w spra­wie wiary roda­ków w jasno­wi­dze­nie, wróżki czy szep­tu­chy. I w klą­twy. Te ostat­nie są szcze­gól­nie cie­kawe.

Na potrzeby swo­jej książki autor posta­no­wił wyna­jąć wróżkę do rzu­ce­nia klą­twy. Z tym nie było pro­blemu. Zna­lazł ją w inter­ne­cie. Za "skromną" opłatą 1000 zł gotowa była zacząć swoje czary nie­mal od razu. Zapew­niała o peł­nej sku­tecz­no­ści. Pro­blem poja­wił się jed­nak gdzieś indziej. Kwa­śniew­ski nie chciał wyku­pić klą­twy na osobę nie­świa­domą. Uznał, że to nie byłoby fair. Dla­tego poszu­ki­wał chęt­nej osoby, która zgo­dzi­łaby się być objęta klą­twą na potrzeby eks­pe­ry­mentu.

Oka­zało się, że zna­le­zie­nie takiego śmiałka było bar­dzo trudne. A niby nikt w klą­twy nie wie­rzy i jeste­śmy tacy racjo­nalni. Z reguły było tak: nikt nie przy­zna­wał, że wie­rzy w klą­twy, ale jed­no­cze­śnie nikt nie chciał pod­dać się eks­pe­ry­men­towi. Nie­któ­rzy mówili na przy­kład: "Głu­pio się przy­znać, ale gdzieś głę­boko jed­nak się boję", albo "wstyd powie­dzieć, ale wolę nie ryzy­ko­wać"11. Niby scep­tyczny w tej kwe­stii autor nie zde­cy­do­wał się rzu­cić klą­twy na swoje dzieci. Bo, jak argu­men­to­wał, gdyby póź­niej fak­tycz­nie coś by się im stało, to jego pod­ziemna natura mogłaby do końca życia robić z tego powodu wyrzuty. Podob­nie jak jego mał­żonka. W końcu Kwa­śniew­ski zna­lazł osobę, która zde­cy­do­wała się na "przy­ję­cie" klą­twy pole­ga­ją­cej na utra­cie pracy. Ale poszu­ki­wa­nia trwały długo. Mimo odpa­le­nia czar­nych świec klą­twa nie zadzia­łała. I na to wróżka zna­lazła wytłu­ma­cze­nie...

Co obawa przed klą­twa mówi o nas i naszej wie­rze w nad­przy­ro­dzone moce? Chyba nie­za­leż­nie od naszego wyzna­nia mamy cią­gle poczu­cie, że świat nama­calny to jed­nak nie wszystko. A dys­po­nu­jemy prze­cież zaawan­so­wa­nym apa­ra­tem nauko­wym i osią­gnię­ciami w tej dzie­dzi­nie. Wiemy, że bły­ska­wica to wyła­do­wa­nie elek­tryczne, a nie gniew boga, świa­tełka widoczne nocną porą na nie­bie to gwiazdy i pla­nety, a nie dusze osób zmar­łych.

Jed­nak dla ludzi żyją­cych jesz­cze tysiąc lat temu, a co dopiero tych sprzed kil­ku­dzie­się­ciu tysięcy lat, tłu­ma­cze­nie róż­nych feno­me­nów przy­rody zapewne prze­ni­kało się ze świa­tem wie­rzeń. Tak twier­dzą naj­czę­ściej arche­olo­dzy zaj­mu­jący się tym zagad­nie­niem w pra­dzie­jach: nie było jasnej gra­nicy mię­dzy sacrum i pro­fa­num, mię­dzy świa­tem bogów a codzien­nym, dla nas nama­cal­nym życiem. Zagłębmy się wspól­nie w czasy, gdy na obec­nych zie­miach Pol­ski poja­wiły się pierw­sze prze­jawy wie­rzeń i ducho­wo­ści.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Olga Tokar­czuk, Pra­wiek i inne czasy, Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, Kra­ków 2005, s. 130. [wróć]

Robert Win­ston, The Story of God, Ban­tam Books, Lon­don-Toronto-Syd­ney-Auc­kland-Johan­nes­burg 2006, s. 446. [wróć]

Ryszard Kapu­ściń­ski, Zegar pia­skowy, Czy­tel­nik, War­szawa 2024, s. 52. [wróć]

Joan Didion, The White Album, Simon and Schu­s­ter, New York 1979, s. 11. [wróć]

Biblia to jest Pismo Święte Sta­rego i Nowego Testa­mentu, Bry­tyj­skie i Zagra­niczne Towa­rzy­stwo Biblijne, War­szawa 1975, s. 7. [wróć]

Robin Dun­bar, Reli­gijni. Jak ewo­lu­cja wie­rzeń wpływa na histo­rię i kul­turę czło­wieka?, przeł. Kasper Kali­now­ski, Coper­ni­cus Cen­ter Press, Kra­ków 2023, s. 141. [wróć]

Neil Mac­Gre­gor, Living with the Gods. On Beliefs and Peoples, Allen Lane an imprint of Pen­guin Books, 2018, s. xii-xiii. [wróć]

Yuval Noah Harari, Nexus. Krótka histo­ria infor­ma­cji. Od epoki kamie­nia do sztucz­nej inte­li­gen­cji, przeł. Justyn Hunia, Wydaw­nic­two Lite­rac­kie, Kra­ków 2024, s. 115. [wróć]

Oli­ver Marqu­art, Anna­lena Baer­bock: Wie steht die neue UN-Präsidentin zu Reli­gion und Kir­che?, Son­n­tags­blatt, 4 czerwca 2025, https://www.son­n­tags­blatt.de/arti­kel/glaube/chri­stlich-neue-bun­de­sre­gie­rung-aus­sen­mi­ni­ste­rin-anna­lena-baer­bock. [wróć]

Robin Dun­bar, Czło­wiek. Bio­gra­fia, przeł. Łukasz Lamża, Coper­ni­cus Cen­ter Press, Kra­ków 2015. [wróć]

Tomasz Kwa­śniew­ski, W co wie­rzą Polacy? Śledz­two w spra­wie wró­żek, jasno­wi­dzów, szep­tuch..., Wydaw­nic­two Znak, Kra­ków 2019, s. 470. [wróć]