Wstęp
W 2003 roku, kiedy odkryłem Brainspotting,
nie poszukiwałem nowej terapii, w każdym razie nie świadomie. To
odkrycie po prostu mi się przytrafiło, a przynajmniej takie sprawiało
wrażenie. Do tamtego czasu z powodzeniem stosowałem metody opracowane
przez innych teoretyków. Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego
wieku przeszedłem szkolenie w zakresie terapii psychodynamicznej w Society for Psychoanalytic Study and Research w moim rodzinnym Long
Island. W 1993 roku uzyskałem kwalifikacje w dziedzinie EMDR (terapia
odwrażliwiania i ponownego przetwarzania informacji za pomocą ruchów
gałek ocznych), bardziej ustrukturyzowanej technice opartej na relacji
mózg-ciało. Sześć lat później poznałem Somatic Experiencing
(Doświadczenie Somatyczne), metodę leczenia traumy skupioną na sygnałach
płynących z ciała. Połączyłem psychoanalizę, EMDR i SE, tworząc coś, co
nazwałem Natural Flow EMDR -?technikę terapeutyczną opartą na tych
trzech metodach. Opisałem to integracyjne podejście w swojej pierwszej
książce Emotional Healing at Warp Speed, która ukazała się zaledwie
jedenaście dni przed atakiem na World Trade Center.
Już parę tygodni po wydarzeniach z 11 września 2001 roku do mojego
gabinetu zaczęli się zgłaszać ludzie ocaleni z zamachu. Przez kolejne
półtora roku przeprowadziłem terapię traumy z ponad setką osób
dotkniętych tym doświadczeniem -?między innymi tymi, które tamtego ranka
przebywały w bliźniaczych wieżach oraz w ich sąsiedztwie, brały udział w akcji ratowniczej albo straciły swoich bliskich podczas ataku. Patrząc z perspektywy czasu, nie było przypadkiem, że odkryłem Brainspotting
półtora roku po 11 września. Moja praca w tamtym okresie uzmysłowiła mi
dobitnie, jak niezwykłe, przytłaczające i tragiczne wydarzenia mogą
wpływać zarówno na jednostki, jak i zbiorowości ludzkie. Byłem zmuszony
przeżywać raz za razem ich doświadczenia z wielu różnych perspektyw.
Odnosiłem wrażenie, że przesiąkam tym wszystkim do szpiku kości jak ktoś
wystawiony na działanie zabójczego promieniowania. Latem 2002 roku byłem
kompletnie wypalony i długo nie zdawałem sobie z tego sprawy. Starając
się odzyskać zdrowie, wymyśliłem twórcze rozwiązanie dla swojego
problemu. Napisałem sztukę sceniczną poświęconą swoim doświadczeniom i zatytułowałem ją I Witness (Ja, świadek).
Będąc świadkiem tylu ludzkich tragedii skumulowanych w tak krótkim
czasie, rozwinąłem jeszcze bardziej swój i tak już mocno wyostrzony
zmysł obserwacji. Nauczyłem się na tyle wnikliwie dostrzegać -?zarówno
świadomie, jak i podświadomie -?pewne sygnały w zachowaniu klientów, że
czasami potrafiłem przewidzieć, co za chwilę nastąpi. To właśnie w tym
wzmożonym stanie dostrojenia i gotowości odkryłem Brainspotting.
Dziesięć lat, jakie upłynęły od narodzin Brainspottingu do napisania tej
książki, zmieniło moje życie. W ciągu tej dekady zmieniło się również
życie sześciu tysięcy terapeutów na całym świecie, którzy przeszli
szkolenie w zakresie Brainspottingu i mogą na co dzień obserwować
zachodzące na ich oczach niezwykłe uzdrowienia. Jednak zmiana ta dotyczy
przede wszystkim niezliczonych rzesz klientów, którzy dzięki tej
nowatorskiej metodzie szybko i gruntownie powrócili do zdrowia.
Brainspotting należy do rosnącej liczby tak zwanych "terapii bazujących
na mózgu" -?metod leczenia wychodzących poza umysł, by uzyskać
bezpośredni dostęp do źródła problemu. Tego rodzaju terapie są
zjawiskiem typowym dla ostatnich dwóch dziesięcioleci. Wcześniej
dominowały metody terapeutyczne zaliczające się do kategorii "terapii
mówionej" (talk therapy), której korzenie sięgają psychoanalizy
Zygmunta Freuda (określanej jako "leczenie rozmową"). To właśnie one
przeważają wśród stosowanych obecnie modalności. Są one bardzo
zróżnicowane, wysoce rozwinięte i na ogół skuteczne. Większość z nich
opiera się na relacji terapeutycznej i wymaga od terapeuty ścisłego
dostrojenia się do klienta. (Mówiąc językiem psychoterapii, musi istnieć
wysoki poziom dostrojenia relacyjnego, co oznacza, że psychoterapeuta
musi zwracać szczególną uwagę nie tylko na klienta, ale również na
dynamikę ich wzajemnych relacji, która odzwierciedla i ujawnia
doświadczenia klienta związane z jego głównymi opiekunami w dzieciństwie, zwłaszcza matką). Problem polega na tym, że większość
terapii opartych na rozmowie ma zwykle charakter nieukierunkowany, przez
co wprowadzenie zmian i przyniesienie ulgi klientowi może wymagać wielu
miesięcy, a nawet lat regularnych sesji.
Terapie techniczne, w tym EMDR, kładą główny nacisk na procedury, którym
klient musi się podporządkować. Procedury te nie odnoszą się do relacji,
tylko mają charakter techniczny i wymagają od terapeuty, aby
przeprowadził swojego klienta przez szczegółowo określone kroki.
Skupienie na technice odwraca uwagę od istoty relacji między klientem a terapeutą. Chociaż EMDR jest skuteczną metodą, w trakcie jej stosowania
nie poświęca się wystarczającej uwagi relacji terapeuty z klientem.
Tymczasem Brainspotting opiera się na modelu działania, w którym
terapeuta jednocześnie dostraja się do klienta oraz procesów
zachodzących w jego mózgu. Dzięki temu nie trzeba poświęcać żadnego z tych aspektów na rzecz drugiego. Gdy obie te płaszczyzny dostrojenia
nakładają się na siebie, uzdrowienie jest znacznie głębsze i trwalsze.
Zanim poznałem techniki terapeutyczne oddziałujące bezpośrednio na mózg,
przez długi czas pracowałem jako relacyjnie dostrojony terapeuta,
stosujący podejścia wywodzące się z psychoanalizy. Nic więc dziwnego, że
Brainspotting łączy w sobie oba te nurty. W rozdziale 6 szczegółowo
opisałem, na czym polega "podwójne dostrojenie" i w jaki sposób
przyczynia się ono do wysokiej skuteczności tej metody.
Motto Brainspottingu brzmi: "Kierunek, w którym patrzysz, wpływa na to,
jak się czujesz". Jeżeli coś cię niepokoi, twoje samopoczucie zmieni się
w zależności od tego, czy spojrzysz w prawo, czy w lewo. Nasze oczy są
misternie połączone z mózgiem, a wzrok jest podstawowym zmysłem, za
pomocą którego orientujemy się w otaczającym nas świecie. Mózg
szczegółowo analizuje sygnały docierające z oka, odruchowo i intuicyjnie
korygując kierunek naszego spojrzenia w czasie rzeczywistym. To
niezwykły mechanizm, który nieustannie przetwarza i porządkuje wszystko,
czego doświadczamy. Zdarza się jednak, że traumatyczne przeżycia
przekraczają jego zdolności adaptacyjne, pozostawiając bodźce w stanie
surowym, nieprzetworzonym. Brainspotting wykorzystuje pole widzenia, by
zlokalizować obszary mózgu, w których utrwalone zostały traumy. Oczy,
których naturalną funkcją jest skanowanie otoczenia, mogą również służyć
do eksploracji naszego świata wewnętrznego -?w tym zakamarków mózgu -?w poszukiwaniu zablokowanych informacji. Skierowanie wzroku na określony
punkt pozwala uruchomić "wewnętrzny skaner", który precyzyjnie
nakierowuje mózg na miejsce, w którym przechowuje traumę, umożliwiając
jego przetworzenie i uleczenie.
W trakcie sesji, która doprowadziła mnie do odkrycia Brainspottingu -?o czym opowiem dokładniej w rozdziale 1 -?wzrok mojej klientki
skoncentrował się na pewnym punkcie w polu jej widzenia. Wiedziałem, że
tak się stało, ponieważ zauważyłem wyraźny ruch gałek ocznych, które
przybrały określoną pozycję. W ten sposób jej mózg zasygnalizował, że
gdzieś głęboko w środku właśnie coś zaskoczyło. Utrzymując spojrzenie
utkwione w tym samym miejscu, moja klientka zapuszczała się coraz
głębiej i głębiej w swoje wnętrze, gdzie niczym w sejfie skrywała
niezliczone kontuzje. Znalezienie tego Brainspotu pozwoliło odblokować
to, z czym przez rok nie poradziła sobie skądinąd efektywna terapia
Natural Flow EMDR.
W ciągu dziesięciu lat, jakie upłynęły od tego odkrycia, opracowałem
szeroką gamę różnorodnych technik służących do eksploracji pola widzenia
i wykorzystania zmysłu wzroku. Pozwalają one na odblokowanie i uwolnienie nie tylko urazów, ale także szerokiego spektrum objawów
psychologicznych i fizycznych. W każdym z rozdziałów tej książki omawiam
inny aspekt Brainspottingu, włączając w to różne jego modele oraz
sposoby zastosowania.
W rozdziale 2 wyjaśniam, jak nasza sfera psychiczna wyraża się poprzez
najgłębsze obszary mózgu i ciała w formie odruchów. Zarysowuję również
ustawienia, które stanowią podstawę wszystkich modeli Brainspottingu. W rozdziale 3 opowiadam, jak odkryłem, że pozycja gałek ocznych pozostaje
we wzajemnej zależności z doznaniami z ciała, i jak odkrycie to
doprowadziło do dwóch nowych zastosowań Brainspottingu.
Brainspotting można stosować w pracy z klientami, którzy muszą pozostać
unieruchomieni podczas sesji, w tym z osobami cierpiącymi na zespół
stresu pourazowego (PTSD) oraz w znacznym stopniu oderwanymi od własnych
doświadczeń (przejawiającymi wysoki poziom dysocjacji). W rozdziale 4
wyjaśniam, w jaki sposób wraz ze swoim współpracownikiem odkryłem
szczególny model Brainspottingu, który jest przydatny w pracy z tego
rodzaju klientami.
W rozdziale 5 prezentuję Gazespotting, odmianę Brainspottingu, która
wykorzystuje naszą naturalną skłonność do przyjmowania określonej
pozycji gałek ocznych, kiedy o czymś myślimy albo mówimy -?innymi słowy
zdolność do samorzutnego i intuicyjnego lokalizowania swoich
Brainspotów.
Rozdział 6 odnosi się do sedna unikalnego połączenia terapii relacyjnej
i bezpośredniego dostępu do mózgu. Model Podwójnego Dostrojenia ujmuje w ramę doświadczenia klienta z Brainspottingiem i wspomaga jego wewnętrzny
proces zdrowienia zarówno jako istoty ludzkiej, jak i bytu
neurobiologicznego.
W przeciwieństwie do wielu metod psychoterapeutycznych Brainspotting
został stworzony specjalnie z myślą o łączeniu go z innymi technikami.
Ludzki układ mózg-ciało jest rozległy i złożony, dlatego należy go
postrzegać i traktować indywidualnie. Żadnego podejścia, w tym
Brainspottingu, nie da się zastosować całościowo do każdego problemu
klienta. W rozdziale 7 opisuję, jak zachęcać terapeutów do korzystania z metod, dzięki którym mogą pogłębić i wzbogacić swoją praktykę
Brainspottingu.
Rozdział 8 poświęcony jest szczególnemu modelowi Brainspottingu -?osi Z,
czyli pracy z odległością. Technika ta pomaga klientom, którzy
doświadczają wewnętrznych blokad lub mają trudności z przetwarzaniem
informacji, uruchomić proces zdrowienia i reagowania na bodźce z otoczenia.
W rozdziale 9 analizuję wiodącą rolę mózgu w procesie Brainspottingu.
Jak zaznaczyłem wcześniej, mózg jest najdoskonalszym skanerem, który
nieprzerwanie monitoruje wszystkie komórki organizmu, a także sam
siebie. Brainspotting wykorzystuje zdolność mózgu do skanowania, a także
do przetwarzania informacji i samouzdrawiania. W rozdziale tym analizuję
również Brainspotting jako terapię opartą na działaniu mózgu, w której
myślenie i obserwacja sprzyjają zdobywaniu wiedzy, wspomagając proces
leczenia.
W rozdziale 10 opisuję, w jaki sposób można wykorzystać Brainspotting w celu złagodzenia bólu oraz innych objawów fizycznych. Wszelkiego rodzaju
traumatyczne doświadczenia są dla układu nerwowego jednocześnie
fizycznymi, jak i psychicznymi urazami, które nieuchronnie stają się ze
sobą powiązane. Dzięki zdolności do rozdzielania tych powiązań
Brainspotting jest pomocny w leczeniu takich dolegliwości jak
fibromialgia i przewlekłe zmęczenie, a także urazy kręgosłupa szyjnego i głowy. Stanowi również skuteczną terapię dla weteranów wojennych, którzy
często cierpią na połączenie PTSD i urazowych uszkodzeń mózgu (TBI).
Brainspotting jest niezwykle skutecznym narzędziem służącym do
rozpoznawania i uwalniania wszelkiego rodzaju traum wynikających z uprawiania sportu. W rozdziale 11 wyjaśniam, jak można go zastosować,
aby pomóc klientom przezwyciężyć traumy spowodowane kontuzjami,
porażkami i upokorzeniami, które kumulują się w układzie nerwowym. W rozdziale tym prezentuję również model ekspansji w Brainspottingu, który
może pomóc wszystkim sportowcom, od amatorów po najlepszych zawodowców,
osiągać znacznie lepsze wyniki.
Proces uzdrawiania poprzez Brainspotting ma charakter twórczy, co
sprawia, że może pobudzać i rozwijać kreatywność, zwłaszcza u artystów.
Ponieważ metoda ta oddziałuje równocześnie na obie półkule mózgowe,
łączy w sobie elementy neuronauki i sztuki, integrując je w spójne
doświadczenie terapeutyczne. W rozdziale 12 opisuję, jak różne modele
Brainspottingu mogą wspierać osoby twórcze oraz stanowić inspirację dla
terapeutów pracujących kreatywnie ze swoimi klientami.
W rozdziale 13 przedstawiam szereg różnych sposobów zastosowania
Brainspottingu poza gabinetem terapeuty w celu osiągnięcia relaksu,
poprawy jakości snu lub zwiększenia wydajności.
I wreszcie w rozdziale 14 opowiadam o tym, jak Brainspotting stał się
międzynarodowym fenomenem. Jest to niezwykle elastyczna metoda, którą
można zaadaptować do odmiennej kultury i języka. Szkoliłem terapeutów w Ameryce Południowej, Europie, Australii i na Bliskim Wschodzie, a podstawowe założenia Brainspottingu zostały przetłumaczone na sześć
języków przez osiemnastu międzynarodowych trenerów z trzech kontynentów.
Choć książka ta została napisana z myślą o szerokim gronie czytelników,
psychoterapeuci i inni specjaliści z pewnością uznają ją za wartościowe
i inspirujące źródło wiedzy przydatnej w praktyce zawodowej. Dzięki tej
lekturze przekonacie się, jak głębokie przemiany są możliwe, nawet jeśli
przez wiele lat doświadczaliście cierpienia. Już samo uświadomienie
sobie, że "kierunek spojrzenia wpływa na to, jak się czujemy", może
pogłębić waszą samoświadomość i rozwinąć zdolność autorefleksji. Liczne
przykłady zawarte w książce pozwolą wam zajrzeć do mojego gabinetu i zrozumieć, jak działa Brainspotting oraz komu może przynieść realną
pomoc. Aby chronić prywatność opisanych w nich osób, zmieniłem ich dane
i główne cechy rozpoznawcze. Prawdopodobnie utożsamicie się z niektórymi
z nich i mam nadzieję, że historie ich uzdrowienia będą dla was zachętą
i inspiracją.
W chwili, gdy piszę te słowa, Brainspotting wciąż ewoluuje. Jest także
coraz bardziej dostępny i cały czas przybywa nowych terapeutów, którzy
przechodzą szkolenia w zakresie tej metody.
Podążając moim śladem, możecie wyruszyć w swoją własną podróż. Niech
lektura tej książki będzie początkiem waszych osobistych doświadczeń z Brainspottingiem, dokądkolwiek was one doprowadzą. Oferuję wam te same
wskazówki, którymi dzielę się ze wszystkimi swoimi klientami: "Daj sobie
czas i przestrzeń. Obserwuj swoją wewnętrzną przemianę z otwartością i ciekawością".
Rozdział 1
Odkrycie Brainspottingu
Przełom w terapii pewnej młodej łyżwiarki
Karen była łyżwiarką figurową z realnymi
szansami na mistrzostwo. Miała doskonałą formę podczas treningów, ale na
zawodach osiągała wyniki poniżej przeciętnej. Od roku pracowałem z nią
intensywnie i spotykaliśmy się co tydzień na półtoragodzinnych sesjach.
Zgłosiła się do mnie z dwoma głównymi objawami: zarówno w trakcie
rozgrzewki, jak i podczas startów miała wrażenie, że nie czuje nóg i całkowicie zapomina program.
Jej przeszłość obfitowała w traumatyczne przeżycia. Wychowała się w domu, w którym panował chaos. Jej rodzice nieustannie się kłócili, więc
od wczesnego dzieciństwa otaczały ją krzyki i kłótnie. Kiedy miała trzy
lata, urodziła się jej siostra i w rodzinie nastąpił rozłam -?matka
dziewczynek sprzymierzyła się z młodszą córką, a ojciec ze starszą. Ten
podział ustanowił wzorzec matczynego odrzucenia, który przeniósł się na
łyżwiarstwo Karen. Ojciec pod każdym względem wspierał ją w uprawianiu
sportu, chodząc z nią na niezliczone treningi i lekcje, a potem na
zawody. Matka nie angażowała się w tę sferę jej życia. Gdy Karen miała
osiem lat, jej rodzice się rozwiedli. Usłyszała wtedy od matki: "Rodzina
się rozpadła przez te twoje łyżwy!".
Jakby to nie wystarczyło, by podkopać jej pewność siebie i zamiłowanie
do sportu, doznawała na lodowisku wielu kontuzji. Trenowała co najmniej
pięć godzin dziennie, podczas gdy sam występ na zawodach trwał niecałe
siedem minut -?dwie i pół minuty zajmował tak zwany krótki program, a cztery minuty długi program. Tak więc łyżwiarze muszą poświęcić tysiące
godzin na przygotowanie do zaledwie kilkuminutowego pokazu. Z tego
powodu do większości kontuzji dochodzi w trakcie ćwiczeń. Zazwyczaj
łyżwiarz upada kilka razy podczas każdego treningu. Chociaż upadki i związane z nimi urazy są tak powszechne, że mało kto się nimi przejmuje,
każde uderzenie o lód przyczynia się do kumulacji wstrząsów w młodym
organizmie.
Karen nie różniła się od innych zawodniczek, jeśli chodziło o kontuzje,
ale każdemu urazowi towarzyszył uraz emocjonalny, który również
zagnieżdżał się w jej układzie nerwowym. Gdy raz tak mocno stłukła sobie
plecy, że zabrało ją pogotowie, ponownie zaznała chłodu odrzucenia ze
strony matki: "Sama jesteś sobie winna. Doigrałaś się". Nic dziwnego, że
nieruchomiała i wpadała w panikę podczas rozgrzewek na lodowisku.
W pracy z Karen zastosowałem Natural Flow EMDR (odwrażliwianie i ponowne
przetwarzanie informacji za pomocą ruchów gałek ocznych), technikę
terapeutyczną, którą wynalazła w latach osiemdziesiątych XX wieku doktor
Francine Shapiro. EMDR wykorzystuje naprzemienne ruchy gałek ocznych w lewo i w prawo, aby stymulować naprzemiennie przeciwne półkule mózgowe.
Choć istnieją różne hipotezy na temat mechanizmu działania tej
dwustronnej stymulacji, jak dotąd nie ustalono jego jednoznacznego
wyjaśnienia. Wiadomo jednak, że może to sprzyjać osiągnięciu pewnego
poziomu integracji między półkulami mózgowymi. Lewa półkula kontroluje
prawą stronę ciała, a prawa półkula lewą stronę. Lewa półkula odpowiada
za myślenie, posługiwanie się językiem i rozwiązywanie problemów. Domeną
prawej półkuli jest intuicja, sfera emocjonalna i funkcje organizmu.
Kiedy przytłaczają nas emocje i nie jesteśmy w stanie trzeźwo myśleć,
kontrolę przejmuje prawa półkula. Kiedy przejawiamy nadmiernie
analityczną postawę i jesteśmy odcięci od naszych emocji, dominuje lewa
półkula. Ale kiedy czujemy się skoncentrowani i osiągamy dobre wyniki,
obie półkule naszego mózgu efektywnie współdziałają ze sobą.
Aby pobudzić półkule mózgowe do współdziałania, terapeuta EMDR przesuwa
dłoń przed oczami klienta, który wodzi za nią wzrokiem. Ta pozornie
dziwna technika wydaje się wzmacniać i pogłębiać proces leczenia, kiedy
stosuje się ją w połączeniu z zestawem kroków opracowanych przez doktor
Francine Shapiro. Pierwszy etap obejmuje wywiad i przygotowanie. W kolejnej fazie terapeuta prosi klienta o przywołanie z pamięci obrazu
traumatycznego przeżycia, po czym naprowadza go na myślenie o negatywnych i pozytywnych przekonaniach związanych z tym wspomnieniem.
Następnie klient przywołuje jednocześnie wspomnienie i negatywne
przekonanie, obserwując emocje, które się wówczas pojawiają. Może ocenić
intensywność tych emocji w dziesięciostopniowej skali numerycznej zwanej
Skalą Subiektywnych Jednostek Dyskomfortu (Subjective Units of
Disturbance Scale -?SUDS). Celem wszystkich tych kroków jest rozbudzenie
lub aktywowanie niepokoju w ciele klienta.
Od tego momentu zaczynają się szybkie ruchy gałek ocznych w prawo i w lewo. Od czasu do czasu terapeuta przerywa, aby przyjrzeć się procesom
zachodzącym we wnętrzu klienta. To wewnętrzne doświadczenie zwane
przetwarzaniem jest w gruncie rzeczy skoncentrowaną i bardzo intensywną
formą uważności. Pod kierunkiem terapeuty klient w sposób bezstronny
obserwuje krok po kroku wszystko, czego doświadcza, w tym swoje
wspomnienia, myśli, emocje i doznania fizyczne. Kiedy na koniec
terapeuta ponownie odwołuje się do pierwotnego obrazu, by sprawdzić, jak
on oraz towarzyszące mu napięcie emocjonalne się zmieniły, intensywność
tego wspomnienia powinna być słabsza.
W 1993 roku przeszedłem szkolenie w zakresie EMDR pod kierunkiem doktor
Shapiro i od razu przekonałem się, że wielu moich klientów silnie
reaguje na tę metodę. Jednak niektórzy z nich byli zbyt przytłoczeni
mocą EMDR, dlatego musiałem zmodyfikować swoje procedury. Przede
wszystkim spowolniłem ruchy gałek ocznych, aby stały się bardziej
kojące. Klientom, którzy stawali się nadmiernie pobudzeni, zalecałem
przenoszenie uwagi z części ciała wywołujących niepokój w rejony, w których czuli się wyciszeni i ustabilizowani emocjonalnie. Poza tym
przygotowałem płyty do bilateralnej stymulacji dźwiękiem z odgłosami
natury i muzyką, z których korzystałem podczas sesji terapeutycznych.
Dzięki tym nagraniom moi klienci mogli poczuć się spokojniejsi podczas
przetwarzania swoich wewnętrznych doświadczeń. Tak udoskonaloną wersję
terapii nazwałem Natural Flow EMDR.
Stworzyłem warsztaty, na których przybliżałem swoją technikę innym
terapeutom w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Wielu z nich
powiedziało mi później, że dzięki moim szkoleniom mogli skuteczniej
stosować EMDR w swojej praktyce.
Odkryłem, że Natural Flow EMDR jest szczególnie wydajna w pracy ze
sportowcami, którzy często nie wytrzymują presji związanej z byciem
ocenianym. W przypadku Karen -?osoby z rozległą historią traum i silnym
lękiem przed wystąpieniami -?tradycyjna metoda EMDR okazała się zbyt
przytłaczająca. Dzięki Natural Flow EMDR zachowała równowagę emocjonalną
podczas sesji terapeutycznych i po ich zakończeniu. Powolne i łagodne
ruchy gałek ocznych oraz świadomość poczucia stabilizacji pomogły jej
uwolnić się od traum z dzieciństwa i treningów na lodowisku.
Sportowcy są doskonałymi klientami, gdyż podchodzą do terapii tak
sumiennie jak do uprawianej dyscypliny. Karen zaangażowała się w Natural
Flow EMDR. Miała świetne wyniki z jednym tylko wyjątkiem -?nadal nie
potrafiła wykonać figury zwanej loop. Był to obowiązkowy punkt w jednym
z jej programów i bez względu na nasze starania Karen zawsze się na nim
"wykładała", lądując na lodzie po dwóch, a nie trzech obrotach. Skok ten
miał kluczowe znaczenie i stanowił ostatnią przeszkodę na jej drodze.
Wszystkie metody terapeutyczne, dzięki którym skutecznie przezwyciężyła
zahamowania i niepokój podczas rozgrzewek i zawodów, jakoś nie były w stanie rozwiązać problemu z loopem.
Pewnego dnia poleciłem swojej klientce, by w wyobraźni zobaczyła i poczuła, jak wykonuje tę trudną figurę w zwolnionym tempie, a potem
zatrzymała się w momencie, w którym zaczyna tracić równowagę. Karen
podążyła za moją wskazówką, po czym poczuła napięcie w tułowiu i nogach.
Poprosiłem, aby wciąż skupiała uwagę na tym doznaniu, i zastosowałem
technikę Natural Flow. Młoda łyżwiarka wodziła wzrokiem za moimi
palcami, które przesuwałem wolno tam i z powrotem w polu jej widzenia.
Nie przerwałem, nawet kiedy poinformowała mnie, że czuje, jakby utknęła
w miejscu.
Po około minucie, gdy moje palce po raz kolejny przesunęły się przed
nosem Karen, jej oczy zadrżały gwałtownie, po czym znieruchomiały. Moja
ręka również zastygła w bezruchu. Miałem wrażenie, jakby ktoś złapał
mnie za nadgarstek i zatrzymał w miejscu.
Przez kolejne dziesięć minut Karen, z szeroko otwartymi oczami,
wpatrywała się w moje nieruchome palce, relacjonując napływające znikąd
obrazy i doznania fizyczne. Wspomnienia traumatycznych przeżyć, które
przez ostatni rok pozostawały nieuchwytne mimo intensywnej terapii,
zaczęły stopniowo się wyłaniać. Karen przetwarzała je szybko jedno po
drugim. Przeżywała na nowo kłótnie rodziców, urazy i choroby z dzieciństwa oraz śmierć babci, a wszystkie te sceny przemykały przed jej
oczami, po czym znikały. Jednak najbardziej przykuły moją uwagę
wspomnienia traumatycznych przeżyć, od których, jak sądziłem, Karen już
całkowicie się uwolniła. Teraz ponownie się pojawiły i uległy ponownemu
przetworzeniu, co zbliżyło je do rozwiązania. W ciągu dwudziestu pięciu
lat praktyki jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Po dziesięciu minutach potok wspomnień zaczął stopniowo zwalniać, a blokada i drganie gałek ocznych ustąpiły. Wróciliśmy do wodzenia
wzrokiem za moimi palcami i sesja dobiegła końca jak wszystkie inne.
Reakcja Karen była tak nieoczekiwana i zagadkowa, że żadne z nas nie
wypowiadało się na jej temat.
Następnego dnia rano Karen zadzwoniła do mnie z lodowiska i oświadczyła
podekscytowana, że bez trudu wykonała loop kilka razy z rzędu. Od razu
uświadomiłem sobie, że podczas ostatniej sesji wydarzyło się coś nowego
i niezwykłego. Zacząłem się zastanawiać, czy byłem świadkiem przełomu,
który wykraczał poza moją pracę z Karen.
Zwracałem szczególną uwagę na zachowanie wszystkich klientów, z którymi
pracowałem tego dnia. Śledziłem ruchy ich gałek ocznych i gdy tylko
zauważyłem jakąś anomalię, natychmiast zatrzymywałem dłoń. Obserwowałem
ich, kiedy wpatrywali się w moje nieruchome palce, i czekałem.
Praktycznie za każdym razem proces przetwarzania ulegał zmianie. U jednych pogłębiał się, u innych nabierał tempa. Niektórzy klienci
zdawali się nie zauważać, że stosowałem odmienną technikę, i poddawali
się jej. Inni pytali mnie, co zmieniłem. Jednak opinie ich wszystkich
robiły wrażenie. Słyszałem komentarze takie jak: "Mam zupełnie inne
odczucia", "To jest znacznie głębsze" i "Czuję to z tyłu głowy". Ku
mojemu zdziwieniu ta nowa metoda okazała się jeszcze bardziej skuteczna
niż ta, którą dotychczas stosowałem. Technika integracyjna, Natural Flow
EMDR, z której korzystałem wcześniej, przynosiła świetne efekty, toteż
odkrycie czegoś jeszcze doskonalszego miało przełomowe znaczenie.
Takie były początki Brainspottingu.
* * *
Ponieważ jako doświadczony psychoterapeuta byłem powszechnie znany w środowisku zawodowym, niemal połowa mojej klienteli składała się z kolegów po fachu, z których wielu stosowało w swej praktyce EMDR. Nie
uszło zatem ich uwadze, gdy w pracy z nimi wypróbowałem swoją nową
metodę. Będąc pod wrażeniem zarówno mocy, jak i nowatorskiego charakteru
tej techniki, zasypywali mnie pytaniami: "Co to takiego?", "Jak na to
wpadłeś?", "Jakie masz wyniki?" -?pytania padały ze wszystkich stron.
Większość psychologów klinicznych ma skłonność do dociekań i eksperymentów, toteż moi klienci będący terapeutami zaczęli stosować
moje odkrycie w swojej praktyce i dzielić się ze mną uwagami.
Podekscytowani opowiadali mi o przełomach i nieoczekiwanych zmianach,
które zachodziły nawet u najbardziej opornych klientów.
W międzyczasie nadal stosowałem nową metodę we własnej praktyce. Po
miesiącu w oparciu o swoją pracę i doświadczenia wielu innych terapeutów
zgromadziłem mnóstwo anegdotycznych dowodów na siłę i skuteczność
swojego nowego podejścia. Ludzie zaczęli pytać, jak nazwałem swoje
odkrycie, a ja nie miałem pojęcia, co powiedzieć. Rozważałem wiele nazw,
takich jak Eyegazing, Eyefixation czy Brainvision; niektóre brzmiały
zbyt żenująco, by o nich wspominać. W końcu jadąc z domu na Long Island
do gabinetu na Manhattanie, doznałem olśnienia: Brainspotting.
* * *
Wraz z upływem miesięcy poszerzałem zakres zastosowania Brainspottingu,
podobnie jak coraz liczniejsze grono moich kolegów po fachu. Pytano
mnie, czy zamierzam opracować szkolenie w zakresie swojej nowej metody,
jednak czułem, że jest na to jeszcze za wcześnie. Wciąż badałem
różnorodne reakcje, które występowały u moich klientów.
Kiedy Brainspotting pogłębiał proces uzdrawiania u klientów, otwierał
również nowe możliwości eksploracji badawczych. Technika była prosta,
ale wywoływała złożone reakcje. Odkryłem też, że drżenie lub
unieruchomienie oczu nie były jedynymi odruchami ujawniającymi obecność
traum zakorzenionych głęboko w mózgu; zaobserwowałem wiele innych
reakcji, gdy zatrzymywałem ruch ręki, takich jak częste lub mocne
mruganie, a także rozszerzanie bądź zwężanie oczu. Wszelkie odruchy
widoczne na twarzy -?a czasem także w całym ciele -?zdawały się pojawiać
w momencie, gdy gałki oczne przyjmowały określoną pozycję.
Eksperymentowałem z zatrzymywaniem dłoni właśnie wtedy, gdy klient
zaczynał kaszleć, brać głębokie oddechy, przełykać ślinę, oblizywać
wargi, przechylać głowę, wydymać nozdrza lub przybierać inny wyraz
twarzy.
Za każdym razem proces przetwarzania znacząco się zmieniał. Czegokolwiek
doświadczał klient, ulegało zmianie. Obrazy i wspomnienia pojawiały się
szybciej. Emocje i doznania fizyczne pogłębiały się, a ich przemiany
następowały w szybszym tempie i bardziej płynnie. Sami klienci również
mogli obserwować proces, któremu podlegali. Doświadczenie to było i nadal jest fascynujące.
Kiedy wypatrywałem znaczących odruchów w polu widzenia klienta, zdałem
sobie sprawę, jakiej potrzeba subtelności i wprawy, by je dostrzec i utrzymać w miejscu. Było to jak oparty na więzi i zestrojeniu taniec
terapeuty z klientem, coś znacznie więcej niż zwykły mechaniczny proces.
Klienci często się zastanawiali, skąd wiem, w którym momencie zatrzymać
ruch dłoni. Kiedy pytałem, czy zdają sobie sprawę, dlaczego przerwałem,
nie mieli pojęcia, nawet jeżeli sprawiało to ich skinienie głowy.
Wyczuwałem, że to układ nerwowy klienta wysyła mi wskazówki w kluczowych
momentach.
* * *
Tymczasem do głosu doszły kwestie praktyczne, gdyż coraz trudniej było
mi utrzymać w miejscu wyciągniętą rękę przez kilka kolejnych sesji.
Próbowałem różnych rozwiązań, między innymi opierałem łokieć na
przesuwanym blacie, ale nic się nie sprawdzało.
Problem ten wciąż nie dawał mi spokoju, gdy pewnego dnia wybrałem się w odwiedziny do matki do swego rodzinnego domu w Queens. Mój ojciec zmarł
szesnaście lat wcześniej na raka nerki, a matka pozostawiła jego biurko
nietknięte. Gdy siedząc w jego fotelu, wpatrywałem się w rozłożone na
blacie długopisy, papiery i spinacze, przypomniałem sobie, jak siedział
przy biurku i przygotowywał się do jednego ze swoich niezliczonych
wykładów na temat kwestii żydowskich. Ojciec pracował jako wykładowca
zarówno w kraju, jak i za granicą i kiedy byłem dzieckiem, zabierał
mnie, moją siostrę i mamę w podróże do dalekich krajów. Pogrążony we
wspomnieniach, machinalnie zacząłem otwierać szuflady i zaglądać do
środka. W jednej z nich leżał tylko jeden przedmiot -?rozsuwany srebrny
wskaźnik.
To jest to, pomyślałem, chowając wskaźnik do kieszeni. Z jakiegoś powodu
postanowiłem również zabrać leżący na górnej półce w szafie kapelusz
ojca. W mojej głowie kiełkowały pomysły.
Następnego dnia pierwszym moim klientem był Stan, mężczyzna koło
pięćdziesiątki, który od dzieciństwa borykał się z lękiem przed
wystąpieniami publicznymi. Stan obawiał się nadchodzącej prezentacji w firmie, w której zajmował jedno z kierowniczych stanowisk. Wracał
myślami do swojego poprzedniego wystąpienia, które nie wypadło
najlepiej, ponieważ w trakcie zaniemówił. To wspomnienie w połączeniu z oczekiwaniami sprawiało, że zżerał go niepokój. Czuł ucisk w żołądku, a jego serce kołatało jak szalone.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki