Bruno Schulz w oczach świadków. Listy, wspomnienia i relacje z archiwum Jerzego Ficowskiego - red. Jerzy Kandziora

Kup ebooka

47.00 zł
37.60 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

[wstęp]Jerzy Kandziora

I

Archiwum schulzowskie Jerzego Ficowskiego, z którego pochodzą listy i relacje zawarte w niniejszej antologii Bruno Schulz w oczach świadków, swoje pierwsze obiekty przyjęło jeszcze podczas wojny, w 1943 roku. Były to trzy listy Brunona Schulza do krytyka literackiego Andrzeja Pleśniewicza, wypożyczone Ficowskiemu do lektury i niezwrócone z powodu śmierci właściciela na początku 1945 roku. Jednym z ostatnich bodaj za życia Ficowskiego znalezisk były dwa listy Schulza do Rudolfa Ottenbreita, opublikowane w 1993 roku1. Znamienne, że ich odkrycie, tak nieoczekiwane, bo późne, dało Ficowskiemu asumpt do refleksji wypowiedzianej u końca jego badań nad Schulzem - o ułamkowości kształtu biografii pisarza, jaką udało mu się odtworzyć2. W innym miejscu, w wywiadzie z 1990 roku, wspomina ów rok 1943 i stwierdza: "Od tamtej pory, przez pół wieku prawie, odnalazłem sto czterdzieści siedem listów Schulza w różnych miejscach świata"3.

Równocześnie przez te prawie pół wieku stale przyrastały w archiwum Ficowskiego listy nie tak cenne, bo nie ręką Schulza pisane ani nie do niego skierowane, lecz mimo to niezwykle ważne dla badań schulzologicznych Ficowskiego. Były to listy o B r u n o n i e S c h u l z u, pisane po wojnie w pierwszym rzędzie przez świadków jego życia, a także świadków i obserwatorów życia osób mu bliskich - rodziny, przyjaciół, narzeczonej. Obecnie, po śmierci Jerzego Ficowskiego i przekazaniu przez jego rodzinę ostatniej partii archiwum pisarza do zbiorów Biblioteki Narodowej (wcześniej sam Ficowski przekazywał sukcesywnie swoją korespondencję do Ossolineum), owe listy o Schulzu mogą być podstawą do dalszych poszukiwań. Celem tej antologii jest ułatwić dostęp do listów najważniejszych w tej kolekcji, tych które stanowiły podstawę biograficznych studiów Ficowskiego o pisarzu z Drohobycza.

Zanim opiszę, jak powstawał ten zespół listów o Brunonie Schulzu i ludziach z jego kręgu, chciałbym go usytuować na tle całego epistolarnego archiwum schulzowskiego Jerzego Ficowskiego (wyjąwszy jego najcenniejsze jądro, tj. korespondencję samego Schulza).

Powojenne listy i dokumenty dotyczące pisarza zgromadzone przez Ficowskiego można podzielić na trzy grupy. Pierwszy - najważniejszy z punktu widzenia wiedzy o Schulzu - jest ów zespół listów, wspomnień i relacji ś w i a d k ó w życia pisarza i osób mu bliskich. To on stanowił podstawę do wyodrębnienia 2 2 3 l i s t ó w, r e l a c j i, w s p o m n i e ń a u t o r s t w a 9 9 k o r e s p o n d e n t ó w i r o z m ó w c ó w Jerzego Ficowskiego, składających się na niniejszą antologię4. Pominięto te listy świadków, które Schulza i jego kręgu bezpośrednio nie dotyczyły i były formą kontynuowania znajomości z Ficowskim już po przekazaniu mu zasadniczej relacji o pisarzu. Taki charakter miała na przykład większość listów Ireny Kejlin-Mitelman, będących refleksjami na temat własnych lektur czy przemyśleniami o roli Żydów w kulturze polskiej, lub listy Jakuba Schulza, poświęcone głównie kwestiom recepcji Schulza na Zachodzie czy sprawom wydawniczym.

Blok korespondencji świadków mieści się w znacznie większym zbiorze, liczącym sobie prawie 600 listów autorstwa 174 osób. Obok listów świadków znajdują się w nim listy osób, które własnych świadectw o Schulzu nie złożyły, ale odpowiadając na apele prasowe Ficowskiego, stały się jego niekiedy bardzo cennymi i n f o r m a t o r a m i. Dane od nich dotyczyły osób, potencjalnych świadków (na przykład uczniów Schulza), do których później Ficowski docierał, artefaktów w zbiorach prywatnych czy archiwach (prace plastyczne Schulza, listy, dedykacje, szkolne tableau i fotografie), miejsc Schulza w Drohobyczu, dokumentowanych przez informatorów w formie fotografii miasta, szkiców obiektów czy planów sytuacyjnych (na przykład mieszkania Schulza). Były też w listach informatorów dane bibliograficzne, wypisy z przedwojennej prasy i książek, a także sprostowania do książek Ficowskiego o Schulzu. Podkreślić trzeba, że niektóre tego typu informacje znajdują się oczywiście także w listach osób, które Schulza znały, lecz sama konstrukcja listów informatorów, ich doraźny i niesprawozdawczy charakter, tworzy odrębną kategorię w tym archiwum.

A wreszcie trzecią, najobszerniejszą grupę stanowią dane o wszelkich przejawach r e c e p c j i Schulza. Są to zawarte w listach informacje o edycjach jego dzieł, zwłaszcza wydaniach obcojęzycznych, relacje z imprez krajowych i zagranicznych poświęconych Schulzowi, drukowane programy sesji naukowych, katalogi wystaw, wycinki prasowe, informacje o upamiętnieniach Schulza. Ficowski był adresatem licznych zaproszeń, proszono go o konsultacje lub teksty do katalogów wystaw, o wypożyczenia schulzianów. W grupie świadectw recepcji są też listy czytelników Schulza, listy autorów prac seminaryjnych, magisterskich czy doktorskich, listy polskich i zagranicznych schulzologów, tłumaczy Schulza, są odpowiedzi bibliotek na pisemne kwerendy Ficowskiego związane z Schulzem, korespondencja Ficowskiego z wydawcami dzieł pisarza (a także własnych książek o Schulzu), listy reżyserów teatralnych, filmowców dokumentalistów, kompozytorów, plastyków inspirowanych Schulzem. W sumie źródłem wiedzy o recepcji Schulza jest tu około 1110 obiektów archiwalnych, którymi są przede wszystkim listy, ale też (najczęściej załączone do nich) ulotki, wycinki prasowe, druki akcydensowe, scenariusze filmowe itp., przesłane przez około 310 korespondentów Ficowskiego, przez osoby i instytucje w kraju i zagranicą.

II

Po tej krótkiej prezentacji schulzowskiego archiwum chciałbym przejść do refleksji na temat listów (relacji) w tej antologii zgromadzonych. Pozyskiwanie przez Ficowskiego kolejnych relacji o Schulzu wiązało się z jego permanentną akcją ogłoszeniową w czasopismach polskich, rozpoczętą w końcu lat czterdziestych XX wieku i trwającą niemal do końca jego życia (Ficowski zmarł w 2006 roku). Pierwsze apele z prośbą o wspomnienia o Schulzu i informacje o pamiątkach po nim ukazały się w czerwcu 1948 roku w co najmniej czterech czasopismach: "Kuźnica", "Nowiny Literackie", "Odrodzenie" i "Przekrój". Pozwoliły one uchwycić pierwszą grupę świadków, którzy przeżyli wojnę i Zagładę i znaleźli się w Polsce na skutek repatriacji. Listy tych, którzy zgłosili się do Ficowskiego najwcześniej, stworzyły kościec biografii Schulza wykorzystany w Regionach wielkiej herezji (1967), pierwszej monografii mającej w znacznym stopniu charakter opowieści biograficznej. Widać to doskonale w jej tekście, operującym licznymi, choć ukrytymi cytatami z listów świadków.

Relacje te mają kilka cech wspólnych. Poza faktem, że są to opowieści najwcześniej przekazane, a więc pełne niedawnych obrazów i faktów żywo zachowanych w pamięci, poza tym, że mają pewną cechę epickości ujęć, wynikłą z kilkuletniej, co najmniej, znajomości z Schulzem na gruncie prywatnym, to jeszcze osadzone są one w różnych, ważnych dla biografii Schulza środowiskach i okresach życia. Michał Chajes, znający Schulza od młodych lat, opowiedział Ficowskiemu obszernie o rodzinie pisarza, klimacie jego domu. Edmund Lewandowski (Löwenthal) uczynił to samo z perspektywy swojej ówczesnej młodości i przyjaźni z siostrzeńcem Schulza Zygmusiem Hoffmanem. Bratanica pisarza Ella Podstolska przekazała najistotniejsze informacje o rodzinie, relacjach między braćmi Brunonem i Izydorem, karierze zawodowej Izydora. Emil Górski, Tadeusz Lubowiecki i Józef Kosowski to świadkowie życia Schulza głównie w końcu lat trzydziestych i w okresie wojny. Dwaj pierwsi opisali zwłaszcza narastającą grozę niemieckiej okupacji i moment śmierci pisarza w "czarny czwartek" 19 listopada 1942 roku. Kosowski dał obraz okupacji sowieckiej z Schulzem w centrum wydarzeń (praca w komisji wyborczej) i działań aparatu propagandy. Dla Regionów wielkiej herezji ważne były także listy Haliny Drohockiej o wczesnych kontaktach Schulza z Zakopanem, sekretnych inspiracjach łączących go z młodo zmarłym pisarzem Władysławem Riffem, Mariana Jachimowicza, dotyczące między innymi Anny Płockier i środowiska artystów Borysławia, oraz Pawła Zielińskiego (Maurycego Frenkiela) o rzeźbiarce Magdzie Gross i zorganizowanym z jej pomocą spotkaniu Schulza z Zofią Nałkowską, które otwarło drogę do wydania Sklepów cynamonowych.

Celem tej antologii jest udostępnienie źródeł Ficowskiego do biografii Schulza, ale także przybliżenie - w warstwie komentarza, przypisów, ikonografii - postaci świadków. Ich przedwojenne biografie to cząstki Schulzowskiego świata. Postacie te nie pojawiają się w Regionach wielkiej herezji, są poza tekstem książki Ficowskiego, bo tak nakazywał styl, bliski opowieści biograficznej, w jakim Regiony zostały napisane (stąd wspomniane ukrycie i bezimienność cytatów z ich listów). Następna książka o Schulzu, Okolice sklepów cynamonowych z 1986 roku, zmienia tę regułę, jest zbiorem reportaży czy szkiców, opowieści rekwizytowych, w których dużą rolę zaczynają odgrywać także artefakty Schulza i ujawnieni po raz pierwszy, nowi świadkowie. Ficowski bowiem nie ustaje w poszukiwaniach. Do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku ukazało się około trzydziestu jego apeli prasowych w sprawie Schulza, przede wszystkim opublikowanych w Polsce, ale także w Izraelu, Londynie, Lwowie, Drohobyczu. Przypuszczalnie było tych ogłoszeń jeszcze więcej, ale część z nich nie została udokumentowana w archiwum Ficowskiego ani odnotowana w Polskiej Bibliografii Literackiej5.

Widać bardzo wyraźnie, jak kolejne napływające relacje rzeźbiły tę drugą książkę o Schulzu, jak Ficowski układał z nich fabuły w Okolicach sklepów cynamonowych. Listy Klary Piercowskiej i Marka Spaeta przyczyniły się do powstania szkicu Panna Laura, czyli zaginione personalia, poświęconego Laurze Würzberg, młodej adeptce literatury, podopiecznej Schulza, wspomnienie poetki Joanny Kulmowej przeniknęło jako cytat do szkicu Ekslibrisy, czyli Stanisław Weingarten i inni, a fascynujące listy (z 1992 roku) Józefa Heimberga, siostrzeńca Weingartena, pozwoliły Ficowskiemu uzupełnić obraz przyjaciela Schulza w wersji rozszerzonej tego szkicu. Czytelnicy tej antologii sami znajdą wiele innych tropów prowadzących od listów do obu książek Ficowskiego o Schulzu, jeśli te książki czytali stosunkowo niedawno.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, w okresie powstawania Okolic sklepów cynamonowych, można mówić o kolejnej fali świadków piszących do Ficowskiego, z których większość należała do pokolenia uczniów Schulza. W latach 1980-1983 napisało do Ficowskiego lub zdało mu relację siedemnaście osób z tego kręgu. Ujawnia się wtedy między innymi grupa kolegów szkolnych Zygmunta Hoffmana, siostrzeńca pisarza, bywających w domu przy Floriańskiej 10, prowadzących życie towarzyskie na antresoli, pod bokiem Brunona Schulza. Zaliczali się do niej obok wspomnianego Edmunda Löwenthala (po wojnie w Szwecji) także Leon Horoszowski (Niemcy Zachodnie), Ignacy Haendel (Warszawa), Marek Spaet (Dania). Niektórzy uczniowie Schulza, na przykład Löwenthal (Lewandowski) czy Iwanowski (Kupferberg), mieszkający poza Polską, docierali do swoich kolegów klasowych także żyjących za granicą, wspierając w ten sposób poszukiwania Ficowskiego.

Szczególnym doświadczeniem podczas pracy nad antologią i biografiami świadków było obserwowanie rozpadu dawnej społeczności Drohobycza, w tym zwłaszcza polsko-żydowskiego środowiska Schulza. Rozproszenie tych, którzy przeżyli Zagładę i po wojnie mogli dać swoje świadectwo o pisarzu, dokonywało się najpierw w końcu lat trzydziestych: wyjazd do Erec Israel (Efraim Mermelstein, Irena Kejlin-Mitelman), na studia do Włoch (Dawid Einsiedler) czy Szwajcarii (Regina Silberner), emigracja do Ameryki Południowej (Alicia Giangrande do Argentyny, Maria Budratzka-Tempele do Brazylii via Wiedeń, gdzie przed wojną mieszkała), potem, w czasie wojny, wywózki lub ewakuacje na wschód w głąb ZSRR (Feiwel Schreier, Klara Würzberg, Edmund Lewandowski [Löwenthal], Stanisław Wilder, Ignacy Patrycha), przeżycie wojny w obozie internowanych i obozie jenieckim na Węgrzech i w Niemczech (Michał Chajes); udana ucieczka z Drohobycza do Szwajcarii dwóch uczniów Schulza, Harry'ego Zeimera (na papierach Antoniego Strutyńskiego) i Tadeusza Wojtowicza (po wojnie ten pierwszy przeniósł się do Francji, a potem do Izraela, ten drugi osiadł w Australii). Drogi uczniów i znajomych pisarza prowadziły na emigrację także przez Armię Andersa i polskie siły zbrojne na Zachodzie (na przykład Władysław Balicki zamieszkał w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych, Andrzej Chciuk we Francji, następnie zaś w Australii, Ludwik Słomnicki w Anglii).

Po wojnie, po wstrząsie repatriacji, po kilku czy kilkunastu latach życia w kraju, następowały często kolejne wyjazdy, związane z emigracją czasu PRL-u - w późnych latach czterdziestych, w latach 1956-1960 (alija Gomułkowska) czy po Marcu 1968. Emigrantami marcowymi wśród uczniów Schulza byli między innymi Michał Mirski (Michael Hauptman), Marek Szpet (Spaet), Henryk Hoffman, syn dr. Eliasza Hoffmana, powinowatego siostry Schulza Hani, bracia Paweł i Leon Horoszowscy, Józef Held i Edmund Lewandowski (Löwenthal).

Zresztą także sama repatriacja oznaczała dla tych, co pozostali w nowej Polsce, kolejne rozproszenie, tym razem w różnych regionach kraju, przeważnie na Ziemiach Odzyskanych. W Gliwicach zamieszkał Tadeusz Lubowiecki (Izydor Friedman), jego kwalifikacje prawnicze dla Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach potwierdzał w 1946 roku adwokat Eliakim Klinghoffer z Drohobycza, także mieszkający w Gliwicach. W mieście tym osiedlili się również dr Eliasz Hoffman, Marian Knopf i Józef Kosowski. Osoby z kręgu Schulza znalazły się po wojnie we Wrocławiu (muzyk Emil Górski [Samuel Bergman], matematyk Zbigniew Moroń), w Gdańsku (Józefina Szelińska, uczeń Bogusław Marszal, polonista Bogusław Moroń). W Krakowie zamieszkał po powrocie z obozu jenieckiego adwokat Michał Chajes, który w momencie wznowienia praktyki adwokackiej otrzymał referencje od mieszkającego tamże Brunona Kupferberga, adwokata drohobyckiego spokrewnionego z matką Brunona Schulza. Z Wałbrzychem związał się poeta z Borysławia Marian Jachimowicz, a z Chełmkiem nauczyciel matematyki i kolega Schulza Aleksy Kuszczak. W Zakopanem mieszkała początkowo bratanica pisarza Ella Schulz-Podstolska z rodziną. Jej brat Jakub, którego wojna zastała we Francji, osiedlił się w Londynie.

Pisane w warunkach tego rozproszenia, różnych stanów pamięci czy kompetencji językowej po latach emigracji relacje o Brunonie Schulzu mają różny format: obszernych wspomnień połączonych z refleksją o twórczości i jej ideach (Chajes, Górski, Kuszczak, Löwenthal, Marszal, Mitelman, Lubowiecki i inni), często rozpisanych na kilka listów, stymulowanych kolejnymi pytaniami czy apelami Ficowskiego (Chciuk, Drohocka, Halpern [Halicki vel Howard], Heimberg, Lubowiecki, Misiołek, Schulz-Podstolska, Silberner, Szpet [Spaet], Jachimowicz i inni), pojedynczych opowieści skupionych na osobach i wydarzeniach (Winter - dwa listy, Kosowski - dwa listy, Knopf, Baranowski, Flaszen, Kulmowa i inni), krótkich relacji, będących jakby dopisaniem się do "listy obecności" (niektórzy uczniowie Schulza mgliście jedynie pamiętali swojego nauczyciela).

III

Jerzy Ficowski krótko przed śmiercią tak pisał o swoim archiwum schulzowskim, polecając je uwadze Jerzego Jarzębskiego: "Jest tam [...] masa różnych listów, relacji korespondencyjnych itp., co stanowi podstawę moich niegdysiejszych biografistycznych kwerend i zbiorów. Nie wszystko do końca wykorzystałem: jest w tych materiałach trochę szczegółów, które nie zmieściły się w tym, co napisałem, lub po prostu zostały potraktowane przeze mnie skrótowo, pobieżnie. Myślę, że może się to jeszcze nie raz przydać - jako dopełnienie czy egzemplifikacja"6.

Wartość zbioru Ficowskiego jako podstawy do dalszych badań ma dwa aspekty. Szereg listów rodzi pytania szczegółowe, może być zachętą do nowych poszukiwań czy kwerend. Ale zarazem są też grupy listów, które inspirują do szerszego spojrzenia na Schulza i konteksty jego biografii. Takim kontekstem jest Zagłada. Jej opis w jednostkowych relacjach dla Ficowskiego z reguły ustępuje miejsca opisowi tej jednej śmierci, Brunona Schulza, która zyskuje tym samym pewne znamię wyjątkowości. Tymczasem archiwum to pozwala na swoiste ponowne ukontekstowienie śmierci Schulza. Źródłem są tu niewykorzystane przez Ficowskiego obszerne relacje czworga Żydów drohobyckich z "akcji" gestapo 19 listopada 1942 roku, w której zginął Schulz, co ciekawe, wskazujące jednogłośnie na gestapowca Dengga, nie zaś Günthera, jako zabójcę Schulza, czy dwa listy Perli Eidler o tej samej "akcji" gestapo oraz o pogromie Żydów przez Ukraińców w lipcu 1941 roku.

Pójście tropem niektórych relacji, wyjście poza archiwum schulzowskie doprowadza niekiedy do poszerzających kontekst śmierci Schulza zapisów doświadczeń jego uczniów w okresie Zagłady. Perla i Bronisław Eidlerowie obszerne relacje o eksterminacji Żydów w Stryju, Drohobyczu i innych miastach złożyli po wojnie przed Wojewódzką Żydowską Komisją Historyczną we Wrocławiu7. List Leona Cukierberga, ucznia Schulza, do Ficowskiego z 1948 roku, zapowiadający przekazanie wspomnienia o Schulzu (samego wspomnienia w archiwum nie ma), rekompensuje swoją zdawkowość odnalezieniem dzięki niemu obszernej i porażającej relacji Cukierberga złożonej około 1946 roku, znajdującej się w Żydowskim Instytucie Historycznym8 (jej streszczenie zawiera zamieszczony w antologii biogram autora listu). Tużpowojenny zbiór opowiadań Cukierberga Cień Torquemady (1946) ukazuje zbrodnie na Żydach dokonywane w gettach galicyjskich miasteczek, odtwarzając środkami literackimi grozę nadchodzącej śmierci, chaos, tumult i dzikość polowań na ludzi, czego doświadczył także Schulz przed swoją śmiercią.

Wspomnieć trzeba także o publikowanej w antologii relacji Michała Mirskiego (Hauptmana) z 1948 roku, dającej portret wycieńczonego Schulza krótko przed śmiercią (zapewne drastyczność tego wizerunku sprawiła, że nie znalazł się on w Regionach wielkiej herezji). Zanotowana przez Ficowskiego cenna informacja o pisaniu przez Schulza na podstawie rozmów z Mirskim notatek "na temat martyrologii Galicji" może dziś zostać dopełniona o treść opublikowanych wspomnień Hauptmana-Mirskiego Zapomniane mogiły (Warszawa 2008). Skrótowe omówienie tych przeżyć zawarte jest w nocie biograficznej o autorze.

Są też i inne obszary schulzowskie, na które otwierać mogą listy zawarte w antologii. Duży zasób obserwacji o pisarzu przynoszą relacje kobiet. Wiele dowiadujemy się o Schulzu z listów Marii Budratzkiej-Tempele pisanych po niemiecku, Elli Schulz-Podstolskiej, jego bratanicy, Reginy Silberner z domu Rothenberg (autorki Strzępów wspomnień. Przyczynku do biografii zewnętrznej Brunona Schulza), Ireny Mitelman, Haliny Drohockiej. Usytuowanie tych autorek jako świadków względem Schulza zostało przez nie precyzyjnie wyjaśnione. Mało wiemy jednak o relacjach między Schulzem a Izabelą Połowską z domu Suchestow, choć fakt przepisywania przez nią rękopisu Sklepów cynamonowych świadczy o bliskości tych relacji. Lektura listów Michała Ambrosa (list z 14 X 1974 roku, poza antologią) i Władysława Balickiego nasuwa myśl, że przed wojną Suchestow-Połowska mogła bywać u dr. Brunona Kupferberga, gdzie przychodził zarówno Schulz (jak wiadomo ci dwaj byli ze sobą spokrewnieni), jak i dr Balicki, zaprzyjaźniony z Kupferbergiem9. Było to więc polsko-żydowskie środowisko prawnicze. Ambros pisze, że Połowska potrafiłaby rozpoznać na obrazach Schulza osoby na nich przedstawione.

Kontakt Ficowskiego z pianistką Marią Rey-Chazen, jej bratem Gregory R. Marshakiem (Georgesem Rosenbergiem) i jej kuzynem Jorge Pinettem był bardzo owocny z punktu widzenia wiedzy o Schulzu, jednakże listy pisarza do Rey-Chazen nie zostały odnalezione, a ich opis przez adresatkę jest bardzo mglisty. Stefania Dretler-Flin, polska graficzka, w liście do Ficowskiego z 1948 roku zawarła krótką wzmiankę o kilkuletnich kontaktach z Schulzem w okresie 1926-1930 i proponowała Ficowskiemu spotkanie celem udzielenia relacji ustnej. Ostatecznie wspomnienie jej opublikował Jan Kurczab w krakowskim "Życiu Literackim" w 1956 roku - i stanowi pewną tajemnicę, dlaczego Ficowski poświęcił zaginionym listom Schulza do Stefanii Dretler tylko wzmiankę w Regionach wielkiej herezji, a o samym jej związku z Schulzem nie napisał nic. Dretler-Flin twierdzi, że dostała od Schulza w sumie kilkaset listów-opowiadań i ciekawie je scharakteryzowała, podobnie jak samego pisarza. Zważywszy na datę tej relacji, rok 1956, nie były to wspomnienia nigdzie zapośredniczone. Czy zatem i ten list z archiwum Ficowskiego nie kryje jakichś niewykorzystanych tropów badawczych?

Dwa jeszcze wątki w listach świadków do Ficowskiego chciałbym wskazać jako na pewno warte badawczej eksploracji, choć być może już bardziej jako - cytując Ficowskiego - "dopełnienie czy egzemplifikacja", aniżeli odsłanianie nowej prawdy o Schulzu. Istnieją w antologii listy, które stanowią ciekawy przykład przenikania się i współobecności w codziennym życiu Schulza środowisk żydowskich i polskich. Ficowski uwydatniał żydowskie milieu Schulza, gdy pisał: "adresatami [jego] listów byli prawie wyłącznie ludzie z kręgów inteligencji żydowskiej"10. I dodawał, że również ci Żydzi, z którymi kontaktował się bezpośrednio i którzy nie zawsze należeli do wspólnego z nim "bractwa duchowego", przez to, że "byli wśród nich współuczestnicy jego dzieciństwa, mieszkańcy Drohobycza, matecznika jego Mitu, [...] byli mu bliscy szczególnie: nie jako potencjalni współtwórcy, ale jako bohaterowie jego mitologii"11. I może tym bardziej ciekawe są też te listy świadków, które ukazują w przedwojennym kręgu Schulza zwykłych Polaków, nie będących przedstawicielami elity artystycznej. O jednej z tych osób, prawniku Władysławie Balickim, który widywał się z Schulzem u adwokata Brunona Kupferberga, już wspomniałem. Inny przykład tego rodzaju kontaktów zawiera list Ludwika Słomnickiego, ucznia Schulza, po wojnie osiadłego w Londynie, gdzie pracował na brytyjskiej kolei. Jego ojciec Wiktor Słomnicki wspierał Schulza zamówieniami prac, sam będąc człowiekiem zamożnym, związanym z przemysłem naftowym i bankowością12.

Czy istnieją w archiwum Ficowskiego tropy pozwalające mieć nadzieję na odkrycie jakichś nieznanych przekazów o Schulzu, sytuujących się z kolei w kręgu społeczności żydowskiej? O tym, że jest to możliwe, przekonałem się, sporządzając przypisy biograficzne do znajdującego się w antologii tekstu wspomnieniowego Racheli Auerbach Niedosnute nicie (tł. z jidysz Julian Leszczyński). Szukając danych na temat Ottona Schneida trafiłem na stronę Thomas Fisher Rare Book Library, University of Toronto, gdzie spoczęło archiwum tego poety języka jidysz i malarza. Żadnego listu Schulza tam nie odnaleziono (proszono mnie o próbkę pisma, ponieważ nie było tam osoby znającej jidysz lub polski), jednakże są w archiwum Schneida dwa listy w jidysz Debory Vogel-Berenblüth, datowane 9 czerwca 1938 i 9 marca 1939, z adresem Debory: Lwów, ul. Leśna 8/1, pierwszy wysłany do Schneida do Szczyrku koło Bielska, drugi do Tel Awiwu, a także kilka listów Racheli Auerbach do niego, pisanych także w jidysz, już po wojnie. Treść tych listów na razie nie została odczytana, jednak poszukiwanie nazwiska Schulza w tej czy podobnej korespondencji między żydowskimi artystami, którzy przed Zagładą wyjechali do Palestyny czy za ocean i zachowali swoje archiwum, mogłoby być tematem odrębnego projektu badawczego.

Jeszcze jednym obszarem, na który zwracają uwagę wzmianki w listach świadków, jest zasięg, oddziaływanie i atrakcyjność ideologii komunistycznej w kręgu znajomych Schulza w latach trzydziestych i w okresie okupacji sowieckiej 1939-1941. Są to może fragmenty niezbyt liczne i nie zmieniające obrazu Schulza jako człowieka dalekiego od fascynacji nową wiarą i polityką w ogóle (jakkolwiek nieuchronnie wprzęgniętego z racji obowiązków nauczycielskich w budowanie akademijnego dekorum dla nowej władzy)13, warto jednak niektóre z nich wskazać. Na przykład Edmund Lewandowski (Löwenthal) pisze o sobie: "Podczas moich studiów stosunki z Zygusiem [Hoffmanem] stopniowo się rozluźniały, spotykaliśmy się już nie tak często. W grę wchodziła moja aktywność polityczna na rzecz "świetlanej przyszłości", on zaś pozostał przy łagodnym sceptycyzmie". Interesujące są postacie innych komunizujących uczniów Schulza. W różnych przekazach pojawiają się między innymi Chaim (Ignacy) Patrycha, autor jednej z czterech relacji o "czarnym czwartku" w Drohobyczu, czy Józek Held, syn piekarza drohobyckiego, wzmiankowany w liście Leona i Niny Horoszowskich do Edmunda Löwenthala. Biografię ideową Patrychy odtworzył i przekazał Ficowskiemu Szalom Lindenbaum (zob. biogram Patrychy w niniejszym tomie, s. 504). Wzmianka o komunizowaniu Helda pojawia się w liście Antoniny Boli (poza antologią, Biblioteka Narodowa). Może coś na ten temat mówią także jego losy uczniowskie - naukę w gimnazjum kończy w 1932 roku w klasie VII z "postępem niedostatecznym". Szczególnym świadectwem jest w archiwum także biogram Feiwela Schreiera, ideowego komunisty, zawarty w liście jego siostry Racheli Feuer z 1977 roku.

Wzajemne naświetlanie się osób i środowisk w listach jest bogactwem archiwum schulzowskiego Ficowskiego, pojedynczy list potrafi uruchomić perspektywę nie zawsze obecną w książkach biografa, skupionych na Schulzu. Nie bez znaczenia mogło być także istnienie cenzury, która zniechęcała Ficowskiego do rozszerzania opowieści o Schulzu na kwestie społeczne dwudziestolecia międzywojennego oficjalnie przemilczane, w jakiś skomplikowany sposób nie mieszczące się w "pedagogice" czasów PRL-u na temat historii. Pojedynczy list, wzmianka potrafią otworzyć nam po latach emocje i poruszenia wiary tamtych, bliskich Schulzowi ludzi. Dzieje się tak w liście Karola Majzelsa z 1982, który pisze o Hildzie Berger, związanej towarzysko od 1939 roku z komunizującą grupą artystów z Borysławia, skupionych wokół Anny Płockier i Marka Zwillicha. Jej powojenne milczenie (mieszkała w Nowym Jorku), mimo prób kontaktu Ficowskiego, rodzi u Majzelsa domysł: "Może nie bez znaczenia jest fakt, że była rozczarowana ideą komunizmu i być może nie chciała z nikim "stamtąd" mieć do czynienia" (list ze Sztokholmu z 20 stycznia 1983 roku).

IV

Jerzy Ficowski traktował listy o Schulzu w szczególny sposób, który czyni pojęcie "archiwum schulzowskie Jerzego Ficowskiego" nazwą nadaną temu zbiorowi niejako ex post. Biograf Schulza był nade wszystko pisarzem, nie zaś badaczem typu akademickiego, i sposób wykorzystania listów wynikał z własnej konstrukcji biograficznej, tworzącej syntezę wielu relacji, a także z wyzyskiwania wybranych tylko listów jako zaczynu pojedynczych opowieści o Schulzu. Pedantyczne porządkowanie listów jako źródeł oraz ewidencja danych o życiu ich autorów nie było priorytetem Ficowskiego14. Zobligowało to dzisiejszego edytora tych listów do podjęcia rozległych starań w celu identyfikowania autorów relacji, odnajdywania ich danych biograficznych, ze szczególnym uwzględnieniem kontaktów z Schulzem. Chodziło o dane na temat tych zwłaszcza autorów świadków, którzy nie są notowani w encyklopediach czy słownikach dziedzinowych, którzy przed wojną należeli do społeczności drohobyckiej, albo też poznali Schulza gdzie indziej, rozjechali się po świecie i nie zapisali się niczym wyjątkowym.

Źródłem podstawowej informacji o uczniach Schulza były Sprawozdania Dyrekcji Państwowego Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Przy dacie dziennej egzaminu maturalnego podaje się tam datę i miejsce urodzenia ucznia. Nieocenione w odniesieniu do świadków, polskich Żydów, było archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie i jego Dział Genealogii. Stamtąd droga poszukiwawcza prowadziła często do archiwów szkół wyższych, najczęściej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ponadto odbyto szereg kwerend w Okręgowych Radach Adwokackich - w Katowicach, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, ponieważ grupa zawodowa prawników jest licznie reprezentowana w gronie świadków życia Schulza. W szczególnie ważnych przypadkach docierano do akt osobowych w miejscach pracy świadków. Bogatym źródłem informacji biograficznych na temat osób z kręgu Schulza były roczniki wydawanych we Wrocławiu czasopism "Ziemia Drohobycka" i "Biuletyn Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej". Szereg danych udało się ustalić na portalach internetowych MyHaritage czy Geni, które "zgłaszały się" poprzez wyszukiwarkę. Pomocne były także wyszukiwarki cmentarne czy dostępne w bibliotekach (w tym cyfrowych) spisy nauczycieli, lekarzy, abonentów telefonicznych itd.

W pracy nad opracowaniem przypisów cenną pomoc okazało edytorowi wiele osób. W identyfikacji autorów listów, postaci w nich wymienionych, powiązań rodzinnych w żydowskim środowisku Brunona Schulza nieocenione było wsparcie Anny Przybyszewskiej-Drozd, kierowniczki Działu Genealogii ŻIH. Realia historyczne i topograficzne związane z Drohobyczem i biogramy wielu jego mieszkańców wzbogacił i skorygował, przeglądając roboczą wersję przypisów do antologii, Jerzy Maria Pilecki z Wrocławia, historyk środowiska drohobyczan i twórca Komisji Historycznej SPZD.

Konsultacji naukowych tyczących artefaktów i wystaw udzieliły dr Urszula Makowska z Instytutu Sztuki PAN (prace Brunona Schulza) i dr Beata Długajczyk z Ossolineum we Wrocławiu (prace Feliksa Lachowicza). Życzliwych odpowiedzi na szczegółowe zapytania udzielili Jerzy Jacek Bojarski (Lublin), Łesia Chomycz (Drohobycz), Teresa Dudek-Bujarek (Bielsko-Biała), prof. UJK dr hab. Barbara Gierszewska (Kielce), red. Grzegorz Józefczuk (Lublin), dr Anna Kaszuba-Dębska (Nowy Sącz), Michał Krasicki (Dział Sztuki ŻIH), prof. Shalom Lindenbaum (Ramat-Gan, Izrael), Ewa Magierowska (Bystrzyca Kłodzka), Bent Marquardt (Ringstedt, Dania), dr Wiera Meniok (Drohobycz), Lech Radwański (Chełm), dr Branislava Stojanović (Belgrad), Józef Śreniowski (Łódź), dr Katarzyna Thomas (Rzeszów, Kraków), Grażyna Wikert-Unger (Gliwice). Kwerendy lub wywiady dla potrzeb antologii przeprowadzili: Andrzej Jezierski z Biblioteki m.st. Warszawy im. Z. Łazarskiego w Dzielnicy Mokotów (Leon Cukierberg), Bogusława Lisiecka z Biblioteki Politechniki Gliwickiej (Marian Knopf i Józef Kosowski), Daniela Mavor z Tel Awiwu (wywiad z Otylią Grünschlag), Rafał Wolfram z Krakowa (Michał Chajes). Bliższe informacje związane ze świadkami życia Schulza uzyskano od następujących osób, w tym potomków lub współmałżonków świadków: Krzysztof Baranowski (Gdańsk), Jadwiga Berezowska-Bezwińska (Kraków), Sandra Gross (Bellevue Hill, Australia), Otylia Grünschlag (Tel Awiw), Elżbieta Hoffmanowa (Tel Awiw), Teresa Kassube (Katowice), Joanna Kulmowa (Warszawa), Łukasz Pietrus (Jasło), Krystyna Poray Goddu (Montclair, USA), Barbara Słomnicka-Clark (Londyn).

W pracy nad antologią zawsze można było liczyć na wiedzę i życzliwość Elżbiety Ficowskiej, wdowy po Jerzym Ficowskim, oraz Anny Ficowskiej-Teodorowicz, córki pisarza.

Wszystkim tym osobom pragnę złożyć najserdeczniejsze podziękowania.

V

Publikowane w antologii listy pochodzą ze zbiorów Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, Biblioteki Narodowej w Warszawie oraz Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Zasadnicze kwerendy przeprowadzono w latach 2010-2018, kiedy listy te były tylko wstępnie uporządkowane (pomijając niewielki zbiór w Muzeum Literatury), a kolekcja będąca obecnie w Bibliotece Narodowej znajdowała się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Zasadnicza część listów dotycząca Schulza publikowanych w antologii znajduje się w Ossolineum, gdzie listy te spoczywają niewyodrębnione w pięćdziesięciu tekach w jednym ciągu alfabetycznym nazwisk autorów wraz całą korespondencją Ficowskiego15. Z tego rozległego zbioru w toku kwerend wyodrębniono listy dotyczące Schulza i jego recepcji, a następnie zawężono wybór do listów świadków życia Schulza i osób z jego kręgu. Do antologii wprowadzono z tego zbioru 161 listów (w tej liczbie siedem listów Jerzego Ficowskiego).

Warto wskazać pewne cechy listów, które obligowały do szczególnej uwagi i staranności podczas pracy nad kolekcją Ossolineum. Zdarzały się w opisie i alfabetyzacji listów błędne odczytania nazwisk autorów i w rezultacie rozdzielanie listów tego samego autora. Wiele listów pozbawionych było kopert, a część kopert istniejących nie posiadała daty stempla pocztowego z powodu odcięcia znaczka (kilkanaście brakujących kopert odnalazło się w części archiwum Ficowskiego przechowywanej w Bibliotece Narodowej). Niektórzy korespondenci Ficowskiego, polscy Żydzi, zmieniali po wojnie swoje przedwojenne i wojenne nazwiska. Pozostawali przy nazwisku z okresu okupacji (tzw. aryjskim) albo też powracali do nazwiska pierwotnego, często w momencie emigracji z Polski. W tym wypadku ważne było scalenie listów autora pisanych do Ficowskiego pod różnymi nazwiskami, często z wieloletnią przerwą w korespondencji, nawiązanej jeszcze w Polsce i wznowionej po latach na emigracji (na przykład listy Edmunda Lewandowskiego - później Löwenthala, czy Stefana Halickiego - później Jamesa S. Howarda, syna Romany Halpern). Niedostrzeżenie owych wydarzeń (zmiany nazwiska, faktu emigracji) w życiu nadawców groziło pomnożeniem tożsamości tej samej osoby albo pominięciem listu opatrzonego nieczytelnym podpisem, pozbawionego koperty. Przy braku koperty i nieczytelnym podpisie tylko porównanie charakteru pisma pozwalało na ustalenie autora listu, umieszczonego w zupełnie przypadkowym miejscu rozległej kolekcji, i dołączenie go do innych listów tego autora.

Drugi co do liczebności, zdecydowanie mniejszy i fragmentaryczny zbiór listów o Schulzu znajduje się w Bibliotece Narodowej i stanowi część spuścizny Ficowskiego przekazanej przez rodzinę pisarza po jego śmierci w 2006 roku początkowo do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (depozyt), a następnie sprzedanej Bibliotece Narodowej. Orientacja w tej kolekcji jest obecnie łatwiejsza dzięki sporządzeniu jej katalogu16. Listy o Schulzu w Bibliotece Narodowej uzupełniają luki w korespondencji o Schulzu znajdującej się w Ossolineum, choć zdarza się tu też po kilka listów jednego autora, na przykład Mirosława Krawczyszyna, Elli Schulz-Podstolskiej czy Reginy Silberner, pochodzących z reguły z lat dziewięćdziesiątych, których Ficowski zapewne nie zdążył przekazać do Ossolineum, a także bloki korespondencji zbyt ważne dla Ficowskiego jako całość, by się z nimi rozstawać (na przykład zespół listów Józefiny Szelińskiej). Ze zbioru korespondencji i relacji świadków w zbiorach Biblioteki Narodowej wprowadzono do antologii 46 listów (w tej liczbie jeden list Jerzego Ficowskiego).

W Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie Jerzy Ficowski zarchiwizował kilka najwcześniej otrzymanych listów na temat Schulza, pochodzących z 1948 roku, autorstwa dr. Tadeusza Baranowskiego, Emila Górskiego i Elli Podstolskiej, oraz własne listy do Mariana Jachimowicza i Bronisława Gottlieba (razem dziesięć listów).

Jak wynika z powyższej charakterystyki trzech zasobów listów o Schulzu, antologia uwzględnia także bruliony, kopie czy odpisy 14 listów Jerzego Ficowskiego do świadków, które włączono w ciąg listów od danego korespondenta. Pochodzą one ze zbiorów wszystkich trzech wymienionych wyżej kolekcji. Nie podejmowano poszukiwań listów Ficowskiego znajdujących się poza jego archiwum.

Ważnym źródłem, z którego zaczerpnięto do antologii odpisy dziesięciu listów o Schulzu nie znalezionych w archiwum w oryginale oraz siedem relacji ustnych świadków, spisanych przez Ficowskiego w formie notatek, był wspomniany maszynopis Bruno Schulz (1892-1942) notatki biograficzne, liczący 64 karty gęstego tekstu bez interlinii, znajdujący się w Bibliotece Narodowej. Jest to interesujący dokument warsztatu Ficowskiego jako biografa Schulza, rodzaj podręcznego archiwum, którego czas powstania i powód opracowania nie są dokładnie znane.

W tekście antologii w metryczkach listów i relacji zastosowano następujące skrótowe oznaczenia proweniencyjne, wskazujące na miejsce przechowywania publikowanych w antologii wspomnień:

BN + sygnatura - Biblioteka Narodowa, Archiwum Jerzego Ficowskiego (sygnatura według: Katalog rękopisów Biblioteki Narodowej, t. 26: Archiwum Jerzego Ficowskiego, sygnatury 14422-14644, oprac. Maria Gamdzyk-Kluźniak, Warszawa 2019).

MLAM + numer inwentarza - Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

Ossol. Koresp1 + teka + nr akcesji - Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Korespondencja Jerzego Ficowskiego. Listy od następujących...

Ossol. Koresp2 + teka + nr akcesji - Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Korespondencja Jerzego Ficowskiego. Listy, bruliony i kopie do następujących...

Jerzy Ficowski, Bruno Schulz (1892-1942) notatki biograficzne + nr karty - wypisy z: [J. Ficowski], Bruno Schulz (1892-1942) notatki biograficzne, 64 k., maszynopis w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie, Archiwum Jerzego Ficowskiego, sygnatura III 14620.

VI

Antologia niniejsza składa się z dwóch części: "Schulz" i "Krąg Schulza". Taki układ podpowiedziały same listy świadków, które dotyczą nie tylko Schulza, ale także osób powiązanych z pisarzem znajomością różnego stopnia. W części pierwszej, gromadzącej listy o Schulzu, przyjęto układ alfabetyczny według nazwisk autorów listów i relacji, a w obrębie danego autora relacje uporządkowano chronologicznie. W części "Krąg Schulza", zawierającej listy dotyczące postaci bliskich Schulzowi, nazwiska tych osób tworzą siatkę haseł przedmiotowych, uporządkowanych alfabetycznie, i w obrębie każdego z nich umieszczono listy kolejnych korespondentów, także według kolejności alfabetycznej nazwisk.

Nazwiska wszystkich autorów listów i relacji oraz nazwiska hasłowe w części "Krąg Schulza" opatrzono notami biograficznymi. Odsyłacze do tych not umieszczone są w formie przypisu.

VII

Redakcja językowa musiała brać pod uwagę potrzebę zachowania w edycji całego zróżnicowania polszczyzny autorów listów. Ich język kształtował się często na styku kultur, zawierał regionalizmy i w przypadku emigrantów nie ulegał uwspółcześnieniu, zachowując dawne formy leksykalne. Najbardziej specyficzne odstępstwa od normy językowej usystematyzować można następująco. U najstarszych korespondentów Ficowskiego pojawiają się formy dawnej ortografii, takie jak jota po spółgłoskach w wyrazach obcego pochodzenia (na przykład "miljon", "genjalnego"), formy "niemi" ("co się z niemi stało"), "o czem", rozróżnianie końcówek - emi i - imi czy dawne zasady pisowni łącznej i rozdzielnej oraz dawne formy leksykalne typu "konzument", "przeszlę", "pygmejom". W wypadku emigrantów wieloletnia przerwa w pisaniu po polsku rodzi formy zapisu słów fonetyczne (na przykład "dźwi" zamiast "drzwi", "pjani" zamiast "pijani" - list Perli Eidler z 12 VIII 1987, Tel Awiw), osobliwości leksykalne, na przykład "zaniemiałam z zachwytu" w sensie 'oniemiałam' (w liście Alicii Giangrande z 16 IV 1985, Hurlingham), "uwiekowiecznić" w sensie 'uwiecznić', zapewne kontaminacja ze zwrotem "na wieki wieków" (w liście Racheli Feuer z 19 VI 1977, Rishon le Zion, Izrael).

Ponadto język ten podlegał presji struktur czy słownika języków obcych, w których autorzy listów żyli od lat. David Einsiedler z Los Angeles używa słowa stroke zamiast wylew, student zamiast uczeń gimnazjum, u Józefa Heimberga z Nowego Jorku słowo "ewentualnie" kilkakrotne jest kalką angielskiego słowa eventually ('ostatecznie'), u Alfreda Schreyera z Drohobycza pojawiają się rutenizmy, na przykład zwrot "o którym upomina W. Pan" (w sensie 'o którym wspomina'). Częste jest także naruszenie norm ortografii, na przykład w listach Stephena J. Howarda ze Studio City (Kalifornia) pojawia się "naszej służoncej", "zwrucić", w liście Józefa Heimberga z Nowego Jorku - "ubustwiał opery", "mogę Panu chętnie pomódz". Wspomnieć trzeba także o osobliwościach grafiki pisma, braku polskich znaków diakrytycznych, wynikającym z posługiwania się zagraniczną maszyną do pisania, czy anachronicznym już dziś dodawaniu w rękopisach kreski nad literą "u".

W redakcji językowej uwspółcześnieniu poddane zostały formy niezgodne z obecną normą ortograficzną i interpunkcyjną (choć zachowywano niektóre osobliwości i zwyczaje piszących, zwłaszcza w nagłówkach listów). Skorygowano formy pisowni łącznej i rozdzielnej, stosowanie wielkich i małych liter (z wyjątkiem użyć emfatycznych, co dotyczy także stosowanej przez niektórych korespondentów pisowni "niemcy"), zapis skrótów i skrótowców oraz inne, które zmieniły się wraz z reformą ortografii, a także literówki (również w słowach i wyrażeniach obcojęzycznych, chyba że uzasadniona była inna decyzja) oraz błędy w zakresie przestankowania (przyjęto jednak zasadę jak najmniejszych ingerencji). Opuszczano dopisane do cyfr końcówki fleksyjne liczebników, chyba że kontekst autorski i/lub tekstowy nakazywał inaczej.

Zachowano natomiast istniejące w listach regionalizmy, anachroniczne formy leksykalne, makaronizmy i inne elementy osobistego idiomu, wynikające z doświadczenia emigracji czy wielojęzyczności autorów listów. Korygowano brak polskich znaków diakrytycznych w listach pisanych na maszynie bez polskich czcionek, sygnalizując ten fakt w przypisie.

Zachowano bez zmian stosowane w listach formy pisowni i odmiany imienia i nazwiska Brunona Schulza, a także formy nazwisk innych osób (wraz z osobliwościami odmiany, zwłaszcza w wypadku autorów wielojęzycznych), w tym drugim wypadku korygując błędną pisownię w przypisach.

W edycji zrezygnowano z ujednolicenia konwencji zapisu dat w listach. Podając metryczkę listu wraz z adresowaniem, nie oddawano stosowanych na kopertach podkreśleń i wyróżnień, zachowując jednak wersaliki. Nie dążono również do ujednolicenia ani w obrębie poszczególnych listów, ani tym bardziej całej edycji takich kwestii jak stosowanie lub niestosowanie skrótów. Niejednoznaczne lub sporadycznie używane skróty rozwijano w nawiasach kwadratowych. Wprowadzono natomiast kursywę w odniesieniu do pojawiających się w listach tytułów i wtrąceń obcojęzycznych, cudzysłowy w odniesieniu do tytułów czasopism itd., zgodnie z konwencją.

Michał Ambros

Michał Ambros (1891 Chlebowice, powiat przemyski - 1984 Warszawa) - pedagog, bibliotekarz, bibliograf. W 1911 roku zdał egzamin maturalny w C.K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu, a w 1917 roku ukończył Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Lwowskiego z dyplomem nauczyciela szkół średnich. Uczył greki, łaciny, historii oraz propedeutyki filozofii w gimnazjach i seminariach nauczycielskich lwowskiego okręgu szkolnego. W 1933 roku doktoryzował się na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Pracował w bibliotece uniwersyteckiej wileńskiej uczelni, prowadził prace bibliograficzne i publikował w "Ateneum Wileńskim". Po wojnie, w latach 1946-1968, pracował w Bibliotece Narodowej, między innymi jako twórca "Bibliografii Zawartości Czasopism". Wykładał bibliografię w Katedrze Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Jest autorem wielu haseł, opublikowanych między innymi w Polskim słowniku biograficznym.

List do Jerzego Ficowskiego z 29 kwietnia 1974 roku1

Warszawa, 29.4.[19]74

Wielce Szanowny Panie.

Przesyłam Panu odpis z listu dra Władysława Balickiego2 do mnie. Może pewne szczegóły w nim zawarte będą pożyteczne. Ważnym dla Pana może być fakt, że był on sąsiadem Schulza. Dr Balicki zamierza odwiedzić Warszawę w miesiącach letnich, nie podał jednak daty dokładnej. Uderzy Pana to, że nazwisko Schultza jest podane niekiedy Schulz, a niekiedy Szulc, myśmy się przyzwyczaili raczej do formy Szulc.

Proszę przyjąć wyrazy poważania

Michał Ambros

Odpis z listu Władysława Balickiego

Książkę Regiony wielkiej herezji mam od kilku lat w mojej bibliotece domowej. Zdjęcie moje w towarzystwie Szulca, zawarte w tej książce, pochodzi z r. 1939, a nie z 1934, jak wspomniałeś w swoim liście3. Będąc na kuracji w Truskawcu, w lipcu 1939, prawie codziennie spędzałem po kilka godzin na spacerze w towarzystwie Szulca, który poza tym był moim sąsiadem w Drohobyczu.

Niewiele mogę o Nim powiedzieć, ponieważ mało się Nim interesowałem. Od wczesnej młodości stronił On od ludzi i jako życiowy odludek trzymał się zawsze z daleka od ludzi, w towarzystwie których znalazł się w danej chwili. Jego stronienie od ludzi może było wynikiem nieszczęśliwego wypadku w Jego najbliższej rodzinie. Mąż Jego jedynej siostry podciął sobie gardło w czasie, kiedy Szulc był małym chłopcem4. Co się z Nim działo w latach 1913-1923, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że do drugiej wojny uczył rysunków w drohobyckim gimnazjum5, gdzie poza tym był bardzo ceniony i lubiany przez wszystkich, którzy Go znali.

Wiem również, że w czasie okupacji niemieckiej był bardzo lubiany i szanowany przez jakiegoś gestapowca, któremu malował rozmaite obrazy, w zamian za co ów gestapowiec dawał Mu kartki żywnościowe dla Niego samego i Jego rodziny 6. Ten gestapowiec miał swojego zastępcę, który odwrotnie nienawidził Szulca7. Podczas nieobecności tego protektora jego zastępca wykorzystał sytuację i bez żadnej przyczyny zastrzelił Szulca na ul. Liszniańskiej w chwili, kiedy Szulc niósł chleb dla swojej rodziny 8. Po powrocie gestapowca-protektora jego zastępca miał się odezwać do niego słowami: Ich habedeinen Schulz niedergeschoßen9.

Wiem również o tym, że Związek Literatów w Warszawie proponował Schulzowi wyjazd z Drohobycza na podstawie podrobionych przepustek, z czego jednak Schulz nie chciał skorzystać, jako że taki wyjazd zawierał trochę ryzyka, którego Schulz się obawiał10. Schulz był bliskim kuzynem Bruna Kupferberga11, w którego domu Schulza często widywałem. Niestety B. Kupferberg już nie żyje, jak również nie żyje Jego żona12. W domu Kupferberga oglądałem wiele rysunków wykonanych przez Schulza. Co się stało z tymi rysunkami, nie mam pojęcia.

[Dopisek Michała Ambrosa:] Odpis z listu dra Władysława Balickiego do dra Michała Ambrosa z 20.2.1974 z Montclair.

Zbigniew Bezwiński

Zbigniew Jurand Bezwiński (1921 Kalisz - 2014 Kraków) - prawnik, socjolog, urbanista. Syn Tadeusza i Heleny z domu Goślinowskiej. Uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu, maturę zdał w 1939 roku. Podczas okupacji sowieckiej pracował w Drohobyczu jako stróż nocny w kopalni. Jako syn majora Wojska Polskiego zatrudnionego w Ministerstwie Spraw Wojskowych II RP, miał obowiązek cotygodniowego meldowania się na posterunku NKWD. Wiosną 1940 roku przedostał się do Stanisławowa, gdzie w okresie okupacji niemieckiej pracował w warsztacie samochodowym. Pod koniec wojny ewakuowany wraz z taborem samochodowym na Węgry, a później do Pragi, skąd wrócił do Polski w styczniu 1945 roku. Po wojnie studiował prawo i socjologię (1945-1949) na Uniwersytecie Jagiellońskim, w 1950 roku uzyskał tytuł doktora prawa. Mieszkał w Krakowie, gdzie pracował kolejno w Instytucie Geofizyki, Pracowni Urbanistycznej Urzędu Wojewódzkiego (1958-1970) i Instytucie Kształtowania Środowiska (1970-1990).

List do Jerzego Ficowskiego z 6 maja 1981 roku1

Kraków, 6.5.[19]81

Szanowny Panie!

W związku z n o t a t k ą w "P r z e k r o j u" dot. Brunona Schulza2 - mogę podzielić się z Panem kilku wspomnieniami. W latach 1931-[19]33 uczęszczałem do Gimnazjum im. Kr. Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Chodziłem do pierwszej i drugiej klasy gimnazjum (starego typu), w którym B. Schulz był nauczycielem rysunków. Mogę sobie przypomnieć tylko to, że ponieważ klasy były liczne (do 50 uczniów), miał trudności z utrzymaniem uczniaków w ryzach, gdyż był dość nerwowy i łatwo wybuchał. Najlepszym środkiem (do czego uczniowie go nakłaniali) było opowiadanie bajek i wtedy klasa słuchała go ze skupieniem. O ile pamiętam - były to opowieści o przygodach Dziadka do orzechów3.

W latach 1933-[19]37 uczęszczałem do ww. gimnazjum w ramach nowego typu nauki. B. Schulz uczył (zdaje mi się) w pierwszej i drugiej klasy [!] rysunków i robót ręcznych. Przypomina mi się taki szczegół: B. Schulz podenerwował się na jakiegoś ucznia i dość miotał się. Spojrzał na mnie (siedziałem w pierwszej ławce) i zobaczył moją ubawioną minę, gdy oglądałem tę scenę. Zdenerwował się tym więcej, wyrzucił mnie za drzwi, obiecując solennie, że włosy mu na dłoni wyrosną, jeśli na koniec roku nie będę miał obniżonej noty z zachowania. Ponieważ na koniec roku nie miałem obniżonej noty, więc przypuszczam, że gdy mu złość przeszła, nie zrobił użytku ze swojej obietnicy.

Jeśli dobrze pamiętam - chyba ok. roku 1935 B. Schulz na jakiś czas wyjechał z Drohobycza do Warszawy 4. Po powrocie uczniacy opowiadali także, że ożenił się w Warszawie z jakąś panią, która ma dobre "chody" i pomoże w jego karierze. Ponieważ byłem w wieku, w którym specjalnie takimi sprawami nie zajmowałem się, wiele rzeczy uszło mej uwagi. Pamiętam natomiast, że w roku szkolnym [19]36/[19]37 B. Schulz prowadził dla nas (byłem w czwartej klasie gimnazjum) lekcje nadobowiązkowe rysunku. Grupka na lekcjach była nieliczna, B. Schulz pozostawiał pełną swobodę każdemu, poprawiał rysunki, doradzał i prowadził lekcje na stopie prawie koleżeńskiej. Pamiętam, że zajmował się specjalnie moim kolegą Harry Zeimerem5, który dobrze rysował i Schulz poświęcał mu dużo uwagi. Robił wtedy dużo szkiców i rysunków, z których część porozdawał moim kolegom. Ja niestety żadnego rysunku takiego nie mam - zresztą wówczas nie przywiązywałem do tego znaczenia.

Jeśli sobie przypominam - po powrocie z Warszawy B. Schulz zmienił się zewnętrznie. Lepiej się ubierał i wyglądało, że stoi lepiej finansowo. Pozostał natomiast, jak był, skromny, nie rzucający się [w] oczy otoczeniu, zawsze jakby nieśmiały i zamyślony. W gronie swoich kolegów - profesorów gimnazjum - był raczej niezauważany, a zresztą (przypuszczam) nie miał bliższych kontaktów towarzyskich.

Jeśli te kilka moich chaotycznych wspomnień mogą się Panu na coś przydać - będzie mi bardzo miło.

Łączę serdeczne pozdrowienia

[podpis nieczytelny]

e w e n t u a l n i e m ó j a d r e s

dr Zbigniew Bezwiński

ul. Miechowity 7/29

31-475 Kraków

Tadeusz Breza

Tadeusz Breza (1905 Szekerynce na Wołyniu - 1970 Warszawa) - powieściopisarz, eseista, krytyk literacki. Pracował między innymi w polskiej służbie dyplomatycznej. W latach trzydziestych związany z radiem oraz z "Kurierem Porannym" jako recenzent i redaktor działu kulturalnego pisma. Obok Zofii Nałkowskiej, Witolda Gombrowicza, Stanisława Ignacego Witkiewicza i Józefa Wittlina należał do kręgu pisarzy wysoko ceniących Schulza i bliskich mu towarzysko. W 1936 roku wydał powieść Adam Grywałt, zrecenzowaną przez Schulza w "Tygodniku Ilustrowanym" (1937, nr 103). Opublikował entuzjastyczną recenzję Sklepów cynamonowych (Sobowtór zwykłej rzeczywistości, "Kurier Poranny" 1934, nr 103). Z 1969 roku pochodzi jego wspomnienie o Schulzu, przypominające tekst tej recenzji, zamieszczone w tomie Nelly. O kolegach i o sobie (1970). Dwanaście listów Schulza do Tadeusza i Zofii Brezów z lat 1934-1938 Ficowski opublikował w Księdze listów Schulza.

List do Jerzego Ficowskiego z 19 lipca 1948 roku1

19 lipiec [19]48

Szanowny Panie!

Przesyłam w załączeniu odpisy dziesięciu kartek i listów od Schulza do mnie i do mej żony 2. Oryginały są u mnie, lecz dla pracy Pana sądzę, że na stałe wystarczą Panu odpisy. Oryginały są do przejrzenia zawsze u mnie.

Prosi Pan również o informacje. Nie wiem, jakie Pan już ma, więc nie chcę Panu zawracać głowy znanymi rzeczami. Może będąc w Warszawie, po 1 listopada b.r. zajrzy Pan do mnie, to pogadamy. Do listów dorzucam kilka objaśnień:

Juno to nazwa, którą Bruno ukuł dla swej przyjaciółki, dr Szelińskiej Józefiny, nauczycielki gimnazjalnej, którą poznał chyba w Drohobyczu. Przyjaźnili się przez pewien czas, po tym rozeszli, p. Szelińska podczas okupacji znalazła się w Warszawie. Pozostawaliśmy z nią w kontakcie. Ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem ze względów rasowych. Mamy jak najpoważniejsze obawy, że nie przeżyła. Pomagała jej Nałkowska, trochę my, w pewnej chwili zmieniła mieszkanie, nie dawała znać. Sądziliśmy, że przeszła na prowincję. Ale do dziś chyba by się do nas odezwała3.

Urlop, o którym pisze Bruno, to urlop bezpłatny, o który starał się w Ministerstwie Oświaty 4. Po książce, po Sklepach, chciał popracować więcej, wyrwać się ze szkoły, w zamian otrzymując stypendium z tegoż zresztą ministerstwa, stypendium otrzymał, a z urlopem szło bardzo ciężko. W końcu otrzymał go, przez rok jednak mało co zrobił, mieszkał w Warszawie, nadto mu obcej. Nic z tego nie wyszło.

Nyczek, o którym mowa, to moja żona, Zofia z Nyczów 5, zwana w kole przyjaciół Nyczkiem, co przejął również Bruno. Poznałem go po Sklepach, napisałem o nich pierwszy recenzję w "Kurierze Porannym". Na książkę zwróciła mi uwagę p. Nałkowska. Po recenzji Bruno napisał, raz i drugi, niestety pierwszy jego list się nie zachował. Wreszcie [19]34 roku w grudniu, pod koniec miesiąca, zjechał do Warszawy, pierwszy dłuższy wieczór spędziliśmy u Gombrowicza, w Sylwestra, w naszym kole literacko-artystycznym. Po tym już dosyć stale widywaliśmy się i pisywaliśmy do siebie.

Gdyby Pan miał pytania, proszę mi je zadać. Dużo rzeczy o Brunie mógłby Panu powiedzieć prof. dr Stefan Szuman6, Piłsudskiego 13, Kraków, / Zofia Nałkowska7, Bandurskiego 8, Łódź, / Tuwim8, Daszyńskiego 14, Warszawa, / Stefan Otwi[now]ski9, Krupnicza 22, Kraków, / Witold Gombrowicz10, Tucuman 462, Buenos Aires.

Ściskam serdecznie dłoń

Tadeusz Breza

Frascati l m 24

PS Na stale wracam do Warszawy na 1 listopada, ale listownie zawsze mnie Pan złapie, bo mi list przeadresują. Poza tym będę tu wpadał, do Warszawy.

[dopisek ręcznie]: PS W razie gdyby Pan chciał listy Schulza w całości drukować, proszę się ze mną porozumieć.

TB

List do Jerzego Ficowskiego z 3 września 1967 roku11

3 września [19]67

Drogi Panie Jerzy!

Przeczytałem z ogromną satysfakcją Regiony wielkiej herezji12. Napisane są świetnie. Analizy ciekawe i słuszne. Ale zrozumie Pan z pewnością, że poruszyła mnie ponad wszystko pasja i umiłowanie, z jakimi Pan do tej książki przystąpił, i szczęście, jeśli można tego terminu użyć w tak tragicznej okazji, z jakim Pan zdołał zebrać pomimo wszystko tyle schulzowskiego materiału.

To wprost trudne do wiary, że los, zniszczywszy, jak mogłoby się zdawać, wszystko, jednocześnie tyle oszczędził. Pan tego na pewno nie czuje, wciąż mając przed oczyma i w wyobraźni to, co było, czego Pan nie znalazł, choć natrafił Pan na trop. Ale kiedy się od tego myśl oderwie i patrzy się na to, co zostało, jak powiadam, zdumienie ogarnia.

Ale też zadał Pan sobie trud ogromny i wieloletni. Te fotografie, te stare świadectwa, tyle tych jego grafik. To wszystko prawdziwie wzruszające! Komentarz stale mądry i dyskretny. Szczegółów takie mnóstwo, że ginie w nich czasem nawet taki, który mnie się wydaje sporny. Tak na przykład nie sądzę, żeby Massimo Bontempelli przyjeżdżał do Polski dla Schulza i Gombrowicza. To była inna całkiem parafia. Poza tym, nawet gdyby była bliższa niż była, tekstów ich nie mógłby znać. Nie byli jeszcze tłumaczeni; ani w całości, ani w części. Ktoś Pana taką informacją zmylił13. W innym drobiazgu dorzuciłbym dla Pana użytku drobne sprostowanie. Moim zdaniem urlop, który Schulz otrzymał ze szkolnictwa w [19]36 roku, był roczny. Był urlopem bezpłatnym, ponieważ szkoła nie mogła dać płatnego urlopu na popieranie twórczości14. W tym czasie natomiast otrzymywał Schulz z wydziału literatury, którym kierował Władysław Zawistowski, stypendium w wysokości swego uposażenia. Był to wydział literatury Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Ale, jak Pan widzi, w tej zebranej przez Pana masie materiału są to tylko drobiazgi. Ale skoro jest Pan dziś największym autorytetem i głównym zbieraczem pamiątek schulzowskich i depozytariuszem najbogatszej wiedzy o nim, prostuję to, co wiem, i jednocześnie dodaję jeszcze oto takie wiadomości, które nie wiem, czy Panu są znane.

Oto pierwsza: czy natrafił Pan w związku z Schulzem na nazwisko profesora Stefana Schumana?15 Pozostawał on z Brunem w korespondencji jeszcze przed ukazaniem się Sklepów cynamonowych. Był profesorem psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresował się Schulzem jako psycholog i po tej linii też zaciekawiła go jego twórczość. Mówił mi (było to 20 lat temu, a więc już po wojnie), że zachował listy Schulza16. Nie wiem, czy profesor żyje. Ale poprzez swoje koneksje krakowskie na pewno z łatwością dotrze Pan - nie takie trudności już Pan przełamywał! - do papierów po Szumanie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Druga sprawka błahsza, lecz dotycząca bądź co bądź tekstu Schulzowskiego, to wieść o jego recenzji z mego Adama Grywałda. Czy natrafił Pan na nią? Zamieścił ją Bruno w "Tygodniku Ilustrowanym" w numerze z 11 stycznia 1937 pod tytułem Książka o miłości. Gdyby Pan jej nie miał, a mieć ją chciał, chętnie prześlę Panu odpis. Proszę napisać. Wyjeżdżam na dwa miesiące. Po powrocie odpisem służę.

Jeszcze raz z wielką sympatią i wielkim wzruszeniem, jako przyjaciel Schulza, dziękuję Panu za książkę o nim i szczerze jej Panu winszuję.

Tadeusz Breza

List do Jerzego Ficowskiego z 15 grudnia 1968 roku17

Drogi Panie Jerzy!

List Schulza do prof. Szumana się znalazł u mnie18. Porządkowałem wczoraj paczkę papierów z czasów krakowskich i nagle wyskoczył ten Bruno! Nic nie pamiętam! Może dostałem go od prof. Szumana przed przeniesieniem się do Warszawy. To znaczy, już się pakując do Warszawy. I stąd amnezja, i stąd ten list w papierach krakowskich.

Ponieważ prof. Szuman zdecydował, że po odnalezieniu listu Pan ma się nim zaopiekować, proszę to czynić. Co do mnie, jedna sugestia, żeby Pan - publikując list, nie zrobił ze mnie w a ł a, co trzymał list Schulza prawie ćwierć wieku w zapomnieniu. Nic więc o mnie! dobrze?

Ściskam dłoń

Tadeusz Breza

15 grudnia [19]68

Maria Budratzka-Tempele (Maria Budracka)

Maria Budratzka-Tempele (Budracka, Budratzka) (1899-1988) - śpiewaczka operowa. W latach 1917-1920 mieszkała w Drohobyczu. Była współzałożycielką grupy "Kalleia", skupiającej młodzież artystyczną i miłośników sztuki ze środowiska żydowskiego, do której należeli między innymi Paula Budracka, Bruno Schulz, Emanuel Pilpel, Michał Chajes, Stanisław Weingarten i Otokar Jawrower. W 1919 roku Schulz wykonał jej portret (rysunek Niedosiężna glorieta), a ponadto w 1923 przesłał jej do Wiednia dwa inne rysunki i exlibris z jej podobiznami. W 1920 roku, po śmierci ojca, wyjechała z matką i siostrą do Wiednia, gdzie mieszkała przed przybyciem do Drohobycza. Od 1925 występowała jako śpiewaczka operowa w niemieckich operach na terenie Czechosłowacji, a od 1935 dawała także koncerty w Galicji (Drohobycz, Lwów). Jej mąż Ernst Tempele (zm. 1974) był austriackim śpiewakiem, a później profesorem śpiewu (tytuł uzyskał w Rio de Janeiro) oraz impresario solistów operowych. W 1938 roku wyjechała z nim do Brazylii, gdzie mieszkali przez 18 lat, po czym wrócili do Wiednia.

Fragmenty listów Marii Budratzkiej-Tempele dotyczące Schulza Ficowski opublikował w zbiorze Bruno Schulz. Listy, fragmenty. Wspomnienia o pisarzu (1984). Shalom Lindenbaum w liście do Ficowskiego z 23 października 1994 roku (Archiwum Jerzego Ficowskiego, BN sygn. III 14571), odnosząc się do tych wspomnień, podaje dane o rodzinie Budrackich z hebrajskiej Księgi Drohobycza dr. Szymona Lustiga (pisownia oryginalna): "Okazuje się, że jej matka (rodzina przyjechała z Rosji) była przewodniczącą organizacji edukowanych kobiet syjonistycznych "Morija" (=góra w Jerozolimie, na której Abraham miał ofiarować Icchaka), że była bardzo aktywna też jako filantropka dbająca o biednych dzieciach, że dom jej był jakby centralą syjonistyczną - każdy przywódca czy mówca syjonistyczny był jej gościem - bo ta matka była bardzo gościnna. A jej starsza córka Paula/Pepcia była gwiazdą miasta. Już w bardzo młodym wieku - 10-letnia - grała jako pianistka na każdym balu czy zabawie. Któregoś dnia p. B [udracka], matka, zaprosiła go [tj. Schulza], by był nauczycielem jej córki, dopomógł jej przygotować się do egzaminów. On był oszołomiony tym zaproszeniem, być przy Pepci... wszyscy jego koledzy byli zazdrośni itd. Tak więc, on, który w 1909 roku zdał maturę, był stałym gościem w tym domu, a zarazem bardzo aktywny w org.[anizacji] syjonistycznej, co nawet pomagało mu być przyjęty w tym domu".

Listy pisane są w języku niemieckim. Ich tłumacz, Tadeusz Zatorski, opatrzył swój przekład następującą charakterystyką rękopisu, która po części odnosi się do listów tu niedrukowanych, niedotyczących Brunona Schulza:

"Korespondencję z Jerzym Ficowskim Maria Budratzka-Tempele podejmuje już jako osoba wiekowa i mocno schorowana. Lepsze i gorsze zdrowotnie okresy widać wyraźnie w kształcie pisma, coraz bardziej rozchwianego i trudniej czytelnego. List z 19 VIII 87 jest w jednej trzeciej praktycznie nieczytelny i zapewne sam adresat nie był w stanie zaznajomić się z jego treścią, co sprawiło, że w kolejnych jego korespondentka wyraźnie stara się pisać wyraźniej. Częste bywają powtórzenia, nierzadko zdanie rozpoczyna się i urywa w połowie, nie brak dopisków między linijkami, niekiedy o niejasnych odniesieniach.

Tekst niemiecki odczytanych listów stara się oddawać dokładnie nie tylko ich treść, ale i formę. Dlatego nie poprawiam ani ortografii, ani interpunkcji, tu i ówdzie rozwijając co najwyżej trudne do odgadnięcia skróty albo wstawiając w nawiasach kwadratowych brakujące znaki interpunkcyjne, jeśli ten ich brak mógłby utrudniać zrozumienie tekstu bądź wypaczyć jego zawartość. W kilku miejscach trudno czytelnych dokonuję wstawek w nawiasach kwadratowych [ ], opatrując je pytajnikami.

Nieco inaczej ma się sprawa z przekładem. Tu nie miałoby sensu naśladowanie niezborności tekstu oryginalnego czy powtarzanie zawiłości interpunkcyjnych. Skróty zostają rozwinięte, zachowuję jednak niekonsekwencje Autorki w datach czy pisowni nazwiska pisarza (raz "Ficowski", raz "Ficowsky"). Milcząco uzupełniam brakujące cudzysłowy czy nawiasy. Naczelną zasadą jest tu bowiem komunikatywność ważnego tekstu. Nie oznacza to w żadnym razie jego "upiększania". Przekład zachowuje częste powtórzenia i stara się pozostawać możliwie jak najbliżej oryginału. Ze wszystkimi tego konsekwencjami". Zob. też przypis 14 do korespondencji Budratzkiej-Tempele.

List do Jerzego Ficowskiego z 26 lutego 1976 roku1

Wiedeń, 26 / II 1976

Szanowny Panie Ficowski!

Serdeczne dzięki za Pański miły list z 3 lutego. Niestety nie najlepszy stan zdrowia sprawia, że w tej chwili nie mogę zlecić tak szybko wykonania fotokopii fotografii z czasów młodości, o którą Pan prosił. Mam nadzieję, że jest na to jeszcze nieco czasu? Oryginał portretu jest jak [widać] na fotokopii rysowany czarnym ołówkiem. [Obok narysowany niewielki prostokąt z napisem "Glorieta" w środku i wymiarami "60 cm", "46 cm"]. Tytuł Niedosiężna glorieta Bruno Schulz osobiście wypowiedział po polsku - nie umiem sobie jednak przypomnieć polskiego [brzmienia], ponieważ zaraz w Wiedniu w 1920 roku - listopad - sama przetłumaczyłam go innym, wszyscy mówili tu po niemiecku. Przez "glorietę" Bruno Sch. rozumiał pawilon w tle rysunku, ku któremu ludzie zmierzają tanecznym krokiem. Chce także określić tym wyrażeniem "karierę". I przypadkiem tak było z moją karierą: najwyższej "gloriety" z przyczyn osobistych dosięgnąć nie zdołałam. Ale to wiele lat później. Co prawda byłam przez 26 lat śpiewaczką operową, ale tego, co mi przepowiadano, Wiedeńskiej Opery Państwowej 2, Metr.[opolitan?] New York 3 - tego nie dosięgłam.

Wspomniałam już w moim wcześniejszym liście, że chętnie napiszę o tych dwóch latach w Drohobyczu (o ile sobie przypominam) 1918-1920, ale poza tym musiałabym udostępnić całe "memuary", tego bym nie chciała. Jedno mogę jeszcze powiedzieć, to, że po ciężkich operacjach w roku 1923 - lekarze już prawie stracili nadzieję, że przeżyję - w 1925 roku zostałam śpiewaczką operową w niemieckich operach w Czechosłowacji. Mój zmarły mąż4, baryton - ja młodzieńczo-dramatyczna - był moim partnerem. Śpiewałam najpiękniejsze partie, jakie tylko istnieją. Na tej małej fotografii, wydaje mi się, że już o tym pisałam, jestem jako Butterfly, Sprzedana Narzeczona i Elsa w Lohengrinie5. I takich to pięknych partii śpiewałam 28 oraz 4 klasyczne operetki. - Mój jubileusz 25 lat na scenie świętowałam w Rio de Janeiro jako czarownica w Jasiu i Małgosi6. W 1935 roku dawałam także koncerty w Galicji: w Drohobyczu, we Lwowie, oraz śpiewałam w Radiu Lwów. Ale na tym koniec, bo inaczej zrobią się z tego jednak memuary. - "Kalleia" pochodzi od greckiego słowa "callos". Było to stowarzyszenie młodych artystów, jak już wspomniałam7, do którego przychodził także Bruno Schulz. Miałam już wtedy piękny naturalny głos i śpiewałam podczas różnych imprez. Mieliśmy także małą orkiestrę młodzieżową - kapelmistrzem był młody, utalentowany chłopak, Jawrower 8. - W "Kallei" zawsze było bardzo miło, była wymiana myśli. Także Staszek Weingarten9 przychodził do "Kallei". Przypominam sobie również, że ściany pokoju Staszka W. pełne były rysunków Brunona Sch. Ale pierwszym portretem, tak kompletnym, był ten mój. - Pomysł, by założyć to stowarzyszenie, wyszedł ode mnie i jeszcze 2-3 innych przyjaciółek, których (z wyjątkiem jednej) już nie ma. Zginęły jak biedny Staszek W.

Mam nadzieję, że są jeszcze na fotografii, a jeśli jest jeszcze trochę czasu, prześlę Panu kopię tej fotografii z młodości.

Pozostaję z najlepszymi pozdrowieniami

Maria Budracka Tempele

PS Mój mąż po 3 latach (mimo wspaniałego głosu) nie chciał już być śpiewakiem i poświęcił się całkowicie dydaktyce, był ciałem i duszą profesorem śpiewu. Tytuł profesora otrzymał w Rio de Janeiro. 18 lat spędziliśmy w Ameryce Południowej. Mój mąż był także impresariem bardzo sławnych śpiewaków. Imię mojego męża to Ernst. To było także powodem, że nie mogłam zrobić przepowiadanej mi kariery, ponieważ nie chciałam rozstawać się z nim, wyjeżdżając dalej i na dłużej. Byliśmy razem przez 48 lat. Teraz od dwóch i pół roku jestem wdową.

List do Jerzego Ficowskiego z 9 sierpnia 1976 roku10

Wiedeń, 9 / VIII 1976

Wielce Szanowny Panie Ficowski!

Od Pana Mariana Knopfa11, kuzyna drugiego stopnia mojej matki, otrzymałam Pański adres oraz dowiedziałam się o Pańskim zainteresowaniu moim wspaniałym portretem naszego niezapomnianego Brunona Schulza - przekazał mi on także Pańską piękną książkę Bruno Schulz. Księga listów12. Właśnie ją czytam i nie potrafię nawet wyrazić, ile budzi się we mnie wspomnień. Choć z Brunonem Schulzem spędziłam w Drohobyczu tylko rok 1919 i 1920, mogłabym, jeśli takie jest Pańskie życzenie, opowiedzieć dokładniej o tych latach. Przede wszystkim: urodziłam się w 1899 roku (jestem więc 7 lat młodsza niż Bruno Sch.), zatem na portrecie mam 20 lat. Nazwał go Niedosiężna glorieta! -13

Proszę wybaczyć, że piszę po niemiecku, ale choć po polsku czytam i trochę mówię, to przecież pisać - nie robiłam tego rzeczywiście od roku 1920 i dlatego nie śmiem14.

Oczekuję Pańskiej odpowiedzi i chętnie spełnię pańskie życzenia.

Choć się nie znamy, najlepsze pozdrowienia

Pańska

Maria Mania Budratzka Tempele

PS Oryginalny portret ma wymiary 58 × 45 cm, a fotokopie 24 × 18. Musiałam powiększyć fragment z podpisem, widać go wyraźnie, tyle że z 1919 brakuje dziewiątki.

Jak wyżej15

List do Jerzego Ficowskiego z 1 października 1976 roku16

Wiedeń, 1 / X [19]76

Wielce Szanowny Panie!

Dziękuję najserdeczniej za Pański miły list. Cieszę się, że mogę być Panu pomocna przy kolejnym dziele o naszym Brunonie Schulzu. - W załączeniu niestety nie całkiem udana fotografia. Część z podpisem Brunona musiała (brakuje także 9, był [rok] 1919) zostać sfotografowana osobno17. Mam jednak zapewnienie, że przy specjalnym oświetleniu da się wszystko umieścić na jednej fotografii. Nadejdzie niebawem.

Posiadam dzieło Brunona Sklepy cynamonowe w języku niemieckim, Marian Knopf 18 przywiózł mi także Księgę listów - Pańskie tak cenne dzieło.

To dziwne: czytanie i rozumienie w języku polskim nie sprawia mi żadnych trudności. Tylko pisanie i, sądzę, także mówienie po prawie 50 latach jest zbyt ryzykowne. -

Wraz z lepiej sfotografowanym obrazem prześlę chętnie dokładny opis mojego wspólnego [z B. S.] pobytu w Drohobyczu w latach 1919-1920 oraz ciekawą historię powstania portretu. -

Z wyrazami najwyższego szacunku

Maria Budratzka Tempele

List do Jerzego Ficowskiego z 23 grudnia 197619

Wiedeń, 23 / XII [19]76

Szanowny Panie Ficowski,

cieszy mnie widomość, że portret (fotokopia) dotarł szczęśliwie i że się Panu nawet podoba20. Także oryginał jest powszechnie podziwiany. - Wchodziłaby w grę jeszcze jedna fotokopia, a mianowicie fotografia z moich młodych lat (1919), która Brunonowi Sch. podobała się tak nadzwyczajnie, a widać na niej nadzwyczajne podobieństwo z rysunkiem.

Opóźniłam moją obiecaną relację, ponieważ tymczasem zgłosiło do mnie w Wiedniu 2 dziennikarzy, niejaka pani B. Spira21 [?] i M. Pollack 22; ten ostatni powiedział mi on, że jest Pana dobrym znajomym. Studiował w Warszawie. Chcą nakręcić z moim udziałem również w związku z Drohobyczem, Brunonem Sch. film krótkometrażowy dla telewizji. Ale ponieważ mam kłopoty z oczami, nie wiem i uważam za pewne, że lekarz mi na to nie pozwoli. U lekarza będę 29 grudnia. - Poza tym powiedziałam im, że obiecałam już pierwszeństwo p. Ficowskiemu. Moje oczy były już operowane. Ale dzięki Bogu jedno oko widzi, jedno jest całkiem ślepe, ale to jedno operowane, widzące oko musi być oszczędzane. Opóźnienie mojego obiecanego szkicu ma na sumieniu także pewna niedyspozycja (nieleczona od początku grypa). Ale już jest lepiej. Teraz niech jeszcze przejdzie świąteczny rozgardiasz. Już zresztą trochę przygotowałam. Nie jestem niestety uzdolniona pisarsko, ale mam nadzieję, że będzie to całkiem dobrze zrozumiałe. Moje uzdolnienia artystyczne są całkiem inne, przez 26 lat byłam śpiewaczką, z tego przez wiele lat śpiewaczką operową. Znajomość z Brunonem Sch. była przecież bardzo krótka, 1918-[19]20. Jeśli Pan, po otrzymaniu relacji, będzie sobie życzył odpowiedzi na jakieś pytania albo jakichś innych fotografii, to jestem oczywiście do Pana dyspozycji. To się przecież przysłuży naszemu wielkiemu artyście, Brunonowi Sch. - Bardzo się cieszę, że będzie Pan miał także inne dokumenty dotyczące roku 1927 23.

Teraz już kończę najlepszymi pozdrowieniami i serdecznymi życzeniami na rok 1977

Maria Budratzka Tempele

List do Jerzego Ficowskiego z 3 stycznia 1977 roku24Wiedeń, 3 / stycznia 1977

Drogi Panie Ficowski!

Nie chcę sięgać do przeszłości osobistej. Chce jednak dopomóc artyście Brunonowi Schulzowi post mortem25, by stał się jeszcze bardziej znany, dlatego skoncentruję się na krótkiej znajomości z Brunonem Schulzem.

Gdy powróciłam w 1917 roku, a więc w wieku lat 18, do Drohobycza, interesowało mnie w pierwszym rzędzie wszystko, co wiązało się ze sztuką. I tak w 1918 roku założyłam stowarzyszenie artystyczne. Nazwałam je "Kalleia"26. Choć byłam w młodym wieku, należeli do tego stowarzyszenia także starsi artyści. Przyłączył się do niego także Bruno Schulz. Poznałam go przez jednego z jego przyjaciół, Staszka Weingartena27. Była to rodzina, z którą my, Budraccy, byliśmy zaprzyjaźnieni. Staszek uwielbiał moją siostrę (moją najdroższą Paulę, którą po polsku nazywano Pepcia28), Bruno Schulz zaś interesował się raczej mną. Był wtedy nauczycielem rysunków29, a poza tym, sądzę, odbywał studia inżynierskie30. Wiem, że z tego powodu jeździł często do Lwowa. - Mnie interesowali raczej dobrze zbudowani blondyni. Bruno Sch. był niski, trochę ułomny, ciemnowłosy, niezbyt przystojny, ale interesujący. Miał szczególnie sympatyczne oczy, gdy na kogoś spojrzał, to miało się uczucie, jak gdyby przeszywał wzrokiem "na wylot". Uderzająco piękne były jego dłonie.

Tak znów przeminął rok. Latem 1919 (miesiąca nie potrafię już sobie przypomnieć) zawołała mnie do siebie pani Weingarten31, to byli przecież nasi sąsiedzi32. Zrezygnowałam ze swojego spaceru, tak zwanego "korso" (w południe), i poszłam do pani Weingarten. W kuchni podała mi świeżo upieczony "madeburczek", było to moje ulubione danie. Jest nim do dziś, tyle że w Wiedniu nazywa się je "plackami ziemniaczanymi".

Właśnie gdy siedząc na taborecie, jadłam "madeburczek", z pokoju wszedł Staszek Weingarten z Brunonem Schulzem. Bruno Schulz spojrzał na mnie, zatrzymał się i powiedział: "Już kiedy zobaczyłem pani fotografię, panno Budracka, pomyślałem sobie: chciałbym ją narysować, mój pierwszy portret. Proszę, tak jak pani tu siedzi, przyniosę tylko papier i ołówek". - Szczególnie podobały mu się moja sukienka, moje buty, lakierowane na czarno z wstawkami z zielonego materiału, i czarne pończochy (jedwabne). Rzadko wówczas noszone przez dziewczyny z kręgów mieszczańskich. Sukienka też była z czarnego aksamitu z czarno-zieloną żorżetą. Brunonowi Schulzowi wydawała się w wyobraźni nieco przezroczysta.

Za chwilę wrócił, wypił trochę wina z mojego bucika, i za 2-3 godziny postać, a zwłaszcza twarz były narysowane. Wtedy powiedział: "Tak, resztę narysuję w domu". Następnego dnia przyszedł z gotowym portretem. Ja z kolei, przed rysowaniem, postawiłam warunek, by wysłał go do Paryża w związku z jakimś stypendium. I tak zrobił, a potem podarował mi portret. Nazwał go Niedosiężna glorieta. Wydaje mi się, że to stypendium uzyskał. W każdym razie jakieś bardzo ważne, natychmiastowe wyróżnienie.

Ciekawe: Niedosiężna glorieta - tak jak gdyby przeczuwał, że będę śpiewać przez 36 lat (28 partii operowych i 4 klasyczne operetki), ale najwyższej gloriety, jaką mi przepowiadano, nie dosięgłam. Po pierwsze, z przyczyn zdrowotnych, a jeszcze bardziej dlatego, że nie chciałam nigdy daleko odjeżdżać od męża. Był moim partnerem na scenie, a 48 lat moim mężem33 i niezapomnianym towarzyszem życia. Zmarł przed dwoma laty.

Wróćmy jednak do rysunku Brunona Schulza: Rok później zmarł mój ojciec, a ja opuściłam Drohobycz wraz z matką i siostrą. Przenieśliśmy się z powrotem do Wiednia. - Rysunek był u mojej siostry, która wyszła za mąż w Brnie. Wszyscy bardzo go lubili.

W 1938 roku wyjechałam za moim mężem do Brazylii. Rysunek przez przypadek (o czym trzeba by długo opowiadać) jest u mnie. Gdyby pozostał w Brnie, przepadłby, jak wszystko. Jak cała moja rodzina, z wyjątkiem siostrzeńca34.

Wiadomości od Bruna Schulza miałam jeszcze tylko raz: w roku 1923 przysłał mi do Wiednia trzy rysunki, które towarzyszyły mi aż do Brazylii. Był to poświęcony mi "ekslibris" i dwa rysunki, na których widniała moja twarz. Rysunki całkiem w stylu Brunona Schulza. Rozumie Pan, co mam na myśli. Niestety te trzy rysunki pozostały w Rio de Janeiro. Gdzie wraz z całym naszym mieszkaniem zostały zajęte przez jedną z naszych uczennic. A ta nie chce ich wydać, podobnie jak wielu innych rzeczy. Z tak wielkiego oddalenia, choć próbowałam wszystkiego, nie da się już nic zrobić. To szczęśliwy przypadek, że chociaż duży portret do nas wrócił. -

Co ciekawe: ktokolwiek nas odwiedzał, z Europy, czy w Rio de Janeiro, czy teraz w Wiedniu, mówił zawsze: "To przecież rysunek Brunona Schulza, od razu można rozpoznać". - W ten sposób weszłam w kontakt listowny także z Panem. Przez Mańka Knopfa35, z Gliwic, krewnego, syna kuzynki mojej mamy. Także on, gdy pierwszy raz odwiedził nas przed laty, wchodząc do pokoju powiedział natychmiast: "To przecież rysunek Brunona Schulza". - Nasz ulubiony portret wędrował ze mną przez pół świata, przez Brazylię, Europę. 57 lat, kawał czasu. Z czasem dowiedziałam się, że Bruno Schulz stał się także sławnym pisarzem. - Mój jedyny siostrzeniec, jedyny, który przeżył spośród mojej bliskiej rodziny, był ambasadorem w Kopenhadze w Danii, a ja odwiedziłam go w Wielkanoc 1975. Podczas jakiegoś przyjęcia sąsiad przy stole, który dawnymi czasy także mieszkał w Galicji, w rozmowie dowiedział się ode mnie, że wiele lat mieszkałam w Drohobyczu. Zaraz mnie zapytał, czy znałam Brunona Schulza, a gdy odpowiedziałam twierdząco i dodałam, że posiadam pierwszą jego pracę portretową i jestem jej żywą modelką, wspomniał, że właśnie skończył czytać jedną z książek Brunona Schulza. I podarował mi książkę Sklepy cynamonowe. W ten sposób weszłam także w duchowy kontakt z Brunonem Schulzem. Czytałam ją dwa razy, na początku była niełatwa w lekturze, ale za drugim razem było czymś pięknym zagłębiać się w wiele spraw w niej zawartych i znów ujrzeć przed sobą Brunona Schulza. - Sądzę, że o ile to możliwe po tylu latach, opowiedziałam Panu z pewnością wszystko, albo prawie wszystko. Jedno chcę jednak jeszcze powtórzyć: każdy z niezliczonych moich gości rozpoznawał styl rysowania Brunona Schulza. I to sprawiało, że rosło moje i mojego męża przywiązanie do tego portretu. - Załączam również niezbyt udaną fotografię 36, może Pan na niej zobaczyć oryginał na ścianie, otoczony trzema zdjęciami z mojego repertuaru operowego, wykonanymi w latach 1927-[19]30. To Maria w Sprzedanej narzeczonej, partia tytułowa Madame Butterfly i Elsa z Lohengrina. Ja nie prezentuję się na niej zbyt dobrze, 77 lat i okulary na wpół niewidomej. Jestem na niej w stroju austriacko-wiedeńskim. - Gdyby miał Pan, drogi Panie Ficowski, jeszcze jakieś pytania, to jestem do Pana dyspozycji, ale sądzę, że i to [daje] już Panu pewien wgląd w ten krótki czas, który spędziłam razem z niezapomnianym artystą Brunonem Schulzem.

Łączę najlepsze pozdrowienia i serdeczne życzenia noworoczne

Pańska Maria Tempele

Maria Budratzka Tempele

W załączeniu fotografia.

List do Jerzego Ficowskiego z 26 września 1977 roku37

Wiedeń, 26 / IX [19]77

Wielce szanowny Panie Ficowski!

Właśnie dostałam Pański miły list z 14 IX i bardzo mi przykro, że w kartce z wakacji do p. Knopfa38, ponieważ to on skontaktował mnie z Panem, napomknęłam, że od miesięcy nie mam od Pana żadnej wiadomości. - Bardzo mi przykro, że tak zareagował; mało znam p. Knopfa, widzieliśmy się tylko w ostatnich latach jakieś 2-3 razy, gdy bawił w Wiedniu w odwiedzinach u przyjaciół. Muszę chyba powiedzieć na jego usprawiedliwienie, że od 4-5 lat przechodzi wielkie rodzinne tragedie. Stratę ledwie 20-letniej córki, wypadek jedynego syna, a i on sam (następstwa), pisał mi, przebył ciężki atak serca. Jak wspomniałam, zapomnijmy o tej sprawie i przejdźmy do nas. - Mam także potwierdzenie z poczty, ponieważ zawsze piszę do Pana listami poleconymi. Jak Pan sam widzi, nosi ono datę 23 III [19]77. (W załączeniu). Mój zwyczaj przechowywania potwierdzenia do chwili nadejścia odpowiedzi, a więc mój niepokój, był uzasadniony. Zresztą w tym burzliwym świecie (samochody, samoloty etc. etc.) łatwo o niepokój. - Teraz trzeba powiedzieć, "dzięki Bogu" mój niepokój nie był uzasadniony i jest Pan zdrowy! -

Nic Pan nie wspomina o swojej pracy pisarskiej? Mam nadzieję, że posuwa się naprzód w sposób zadowalający. Przemawia przeze mnie 78-letnia kobieta, która chciałaby jeszcze zobaczyć, jak nasz tak miły kontakt przynosi owoce in memoriam39 naszego Brunona Schulza.

Serdeczne pozdrowienia oraz najlepsze życzenia

Pańska

Maria Budratzka Tempele

List do Jerzego Ficowskiego z 15 lutego 1979 roku40

Wiedeń, 15 / II [19]79

Szanowny Panie Ficowski!

Serdeczne dzięki za Pański list z 26 I [19]79. Byłam już zaniepokojona tak długim brakiem wiadomości od Pana. Przechodzę zaraz in medias res41 i postaram się odpowiedzieć częściowo na Pańskie pytania: Rodzina Weingartenów 42 była rodziną urzędniczą, należącą do klasy średniej, bardzo lubianą. "Staszek", jedyny syn, a była jeszcze siostra43, nie potrafię sobie przypomnieć, czy była nauczycielką, czy urzędniczką. Rodzina Weingartenów była przez jakiś czas naszymi sąsiadami, a to przy ul. Truskawieckiej. Tylko Staszek był miłośnikiem sztuki. Jedno pamiętam dokładnie. Jego pokój był zawieszony obrazami od sufitu po podłogę. Pamiętam też, że Bruno starał się o moje względy, Staszek natomiast o względy mojej siostry 44. Moja siostra miała klasyczną twarz, piękną jak na obrazku. O wiele piękniejszą w porównaniu z moją, ale mówiono, Maria ma ładniejszą figurę, rzeczywiście byłam wyższa i mimo nieklasycznej twarzy miałam więcej szczęścia u Bruna. Tu widać różnicę charakterów obu chłopaków, Bruna i Staszka, temu ostatniemu podobało się klasyczne piękno, a Brunonowi, rozumie Pan, co mam na myśli, raczej temperament i dobra figura. Jedno pamiętam dokładnie: ci dwaj przebywali bardzo dużo ze sobą. Poza tym w kwestii "inklinacji" nic o Staszku nie wiedziałam. Prędzej o Brunonie. Zresztą byłam za młoda, by móc ocenić podane przez Pana różnice. I byłam człowiekiem, czy raczej dziewczyną, o zbyt naturalnych inklinacjach. A w tym czasie byłam już zakochana w pięknym jasnowłosym chłopcu. I dwa razy wyszłam za mąż za mężczyznę o takim typie. Pierwszy był wysoki i jasnowłosy (Węgier), byliśmy 6 lat zaręczeni, ale tylko 22 miesiące małżeństwem. Drugi mąż, Ernst45, [wyszłam za niego za mąż] już jako rozwódka, byliśmy zaręczeni krótko, pozostaliśmy ze sobą 48 lat. Mój zmarły 4 ? roku temu mąż. 1,93 wzrostu, jasnowłosy i przystojny. Był moim partnerem w operze, barytonem, ja sopranem. Śpiewał krótko, tylko 3 lata, a potem został znanym profesorem śpiewu, ja śpiewałam dalej, ale poświęciłam sporo z mojej kariery, by być blisko niego. - Opisuję to tylko dlatego, by Panu powiedzieć, że byłam zbyt naturalna, by móc zauważyć jakąś "inklinację" Brunona czy Staszka. - Brunona podziwiałam jako malarza, Staszka zaś znałam jako miłego, sympatycznego, spokojnego i bardzo dobrze wychowanego, ale i bardzo przystojnego chłopca.

Zresztą, drogi Panie Ficowski, to było zbyt dawno temu, by wchodzić w więcej szczegółów. - Ten czas, przed tylu laty - w tym roku kończę 80 lat - jest jak dawny sen, tak odległy. -

Gratuluję Panu wznowienia Pana książki i cieszę się, że dostanę od Pana egzemplarz46.

Serdeczne pozdrowienia

Pańska

Maria (Mania)

Budratzka Tempele

Sara Celnik

Sara Celnik - w czasie wojny mieszkała początkowo we Lwowie, od października 1942 roku była ukrywana przez Henryka Wieliczańskiego i jego rodzinę w ich warszawskim domu. Posługiwała się aryjskim nazwiskiem Stefania Pabiańska. Nie było jej w domu, kiedy 8 stycznia 1943 roku aresztowano Wieliczańskiego, członka Armii Krajowej, dzięki czemu uniknęła zatrzymania. Wyjechała na roboty do Niemiec, gdzie dotrwała do końca wojny.

List do Jerzego Ficowskiego z 19 września 1993 roku1

SARA CELNIK

17, H LEVANON STR.

69975 TEL-AVIV

ISRAEL

Tel-Aviv, 19.9.[19]93

Sz. Panie Ficowski!

Dawno temu miałam okazję osobiście Pana poznać u p. Wygodzkich2, ponadto pośredniczyłam w przekazaniu dwóch obrazów Szulca (prezent od p. Jasińskiej). Przypominam te fakty, by mój list nie był całkowicie "obcy".

Piszę w dwóch sprawach:

I

Załączam tomik poezji mojej przyjaciółki Pani Lilki Kwiat Miller.

Zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że to nie jest wielka poezja.

Ale niewątpliwie jest ona autentyczna, głęboko humanistyczna, wzruszająca.

Myślę, że może będzie Pan uważał za wskazane niektóre z tych wierszy opublikować, udostępnić polskiemu czytelnikowi. Bardzo by to mnie i naturalnie autorkę ucieszyło.

Parę słów o autorce:

Urodzona w Łodzi, w czasie wojny w łódzkim getcie. W wieku lat 16 znalazła się w Oświęcimiu. Przeżyła. Milczała całe lata.

Przed ok. 3 laty była z ramienia uniwersytetu na wystawie w Jad W[a]szem3, zorganizowanej dla studentów studiujących "Schoah"4.

Były tam 3 sale zapełnione książkami, wycinkami z gazet, filmami - o tym, że rzekomo n i e b y ł o zagłady.

Zaszokowana wróciła do domu - i napisała w ciągu miesiąca to, co napisała. By nie zapomnieć, by przypomnieć!

II

Byłam w tym roku na urlopie w Austrii i zabrałam ze sobą kilka egzemplarzy Pańsk[iego] albumu w niemieckim języku o Szulcu5. Uderzył mnie fakt, że pochodzenie żydowskie Szulca jest podkreślone mimochodem.

Dla mnie osobiście to nie ma znaczenia, ale wydaje mi się, że niemiecki czytelnik powinien wiedzieć, co i dlaczego stracił w osobie Szulca.

Załączam oświadczenie mojego krewniaka p. Hendlera6, który był uczniem Szulca i świadkiem naocznym.

Posyłam Panu Jego zeznanie - do archiwum o Szulcu.

Przepraszam, że nudzę Pana bądź co bądź moimi osobistymi problemami, ale wiem i cenię to bardzo, że nie należy Pan do tzw. "obojętniaków".

Serdecznie Pana pozdrawiam

Sara Celnik

Załącznik do listu Sary Celnik z 19 września 1993 roku

Ś m i e r ć B r u n o S c h u l t z a

(Zeznanie osobiste)

Urodziłem się w tym samym mieście, w którym urodził się prof. Schultz, tzn. w Drohobyczu.

Znałem osobiście prof. Schultza, gdyż był moim nauczycielem rysunków w państwowym gimnazjum im. Jagiełły w Drohobyczu.

Jeżeli chodzi o śmierć prof. Schultza, to było tak:

W lipcu 1942 roku była tzw. duża akcja7. Ja sam wtedy byłem internowany w obozie Gestapo na ulicy Mickiewicza.

Parę dni przed akcją gestapowiec Landau8 zastrzelił jednego Żyda, który był na specjalnych warunkach u gestapowca Gunthera9.

W dniu akcji Gunther natknął się na rynku w mieście10 na prof. Schultza. Bez drugiego słowa wyciągnął rewolwer i zastrzelił prof. Schultza.

W południe tego dnia, gdy się gestapowcy spotkali w sali jadalnej w domu Jarosza (byłego burmistrza miasta)11, Gunther zwrócił się do Landaua tymi słowy: Du hast meinen Juden erschossen, da habe ich deinen Juden erschossen12.

To wszystko słyszałem osobiście, gdyż byłem w sali jadalnej po obiad dla gestapowca Denka, u którego pracowałem.

Trup prof. Schultza leżał dwa dni na rynku13, na tym samym miejscu, gdzie Gunther go zastrzelił, bo Ukraincy bali się bez pozwolenia Gestapo ciało zabrać.

Po dwóch dniach wóz, który zbierał ciała zabitych, zabrał także ciało prof. Schultza.

Został pochowany w wspólnym grobie.

Händler Zeev

T.A. 27.5.[19]93

Michał Chajes

Michał Chajes (1894 Drohobycz - 1969 Kraków), syn Ozjasza Chajesa z Drohobycza i Berty Seidman z Kołomyi, najmłodszy z czworga rodzeństwa. Adwokat, członek grupy artystycznej "Kalleia". Okres I wojny światowej spędził w armii austriackiej. W 1921 roku ukończył studia prawnicze z tytułem doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie odbywał praktykę sądową i adwokacką w Drohobyczu i Stryju. W latach 1928-1939 prowadził własną kancelarię adwokacką w Drohobyczu. Po wybuchu II wojny, zmobilizowany jako podchorąży wojska polskiego, przebywał w obozach internowania na Węgrzech (figuruje między innymi w "Wykazie imiennym oficerów i szeregowych obozu polskich żołnierzy internowanych - Vámosmikola", obejmującym internowanych polskich Żydów - Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, Zespół #209, Obozy, sygn. 291) i w obozach jenieckich w Niemczech. Utracił w Zagładzie większość rodziny pozostałej w Polsce. Od 1945 roku mieszkał w Krakowie, gdzie początkowo pracował jako adwokat, później jako radca prawny między innymi w Zakładach Budowy Maszyn i Aparatury. Miłośnik sztuki, po II wojnie zgromadził cenną kolekcję dzieł, mającą charakter prywatnego muzeum. Na temat rysunku Schulza Trzy postacie pochodzącego z tej kolekcji zob. Vita Susak, Jeden rysunek Schulza plus, "Schulz/Forum" 2014, nr 4.

List do Jerzego Ficowskiego z 7 czerwca 1948 roku1

Dr. Michał Chajes

adwokat w Krakowie

ul. św. Gertrudy 23 m. 4

Kraków, dnia 7 czerwca 1948 r.

Wielce Szanowny Panie!

Wyczytałem w "Dzienniku Polskim"2 odezwę Pana i jako kolega tudzież przyjaciel błp. Bruna Szulca poczuwam się do miłego obowiązku wobec historii literatury czy sztuki polskiej przesłać Panu tych parę moich spostrzeżeń, które może przyczynią się do skompletowania zamierzonej przez Pana bibliografii nieodżałowanej pamięci Bruna Szulca.

Zaznaczam, że zapodania moje, o ile dotyczą strony faktycznej, są zupełnie ścisłe i pewne, natomiast charakterystyka i ocena jego twórczości, dość luźna i powierzchowna, oparta jest tylko na moim indywidualnym osądzie i zużytkowanie tych moich odnośnych uwag pozostawiam zupełnie uznaniu i dowolności Szanownego Pana.

Będę się naprawdę niewymownie cieszył, gdy ten wielki artysta i literat znajdzie w pracy Pańskiej tak bardzo zasłużone uznanie.

Dla możliwie potrzebnych dalszych wyjaśnień czy informacyj stawiam się z miłą chęcią do dyspozycji.

Z wyrazami prawdziwego szacunku i poważania

Michał Chajes

Załącznik do listu Michała Chajesa z 7 czerwca 1948 roku3

Bruno Szulc urodził się w 1892 r. w Drohobyczu jako najmłodszy syn kupca bławatnika. W domu odebrał staranne wychowanie, gdyż rodzice byli ludźmi zamożnymi i kulturalnymi. Szkołę powszechną i gimnazjum ukończył w Drohobyczu.

Odznaczał się od wczesnej młodości ogromnymi zdolnościami, wybijając się stale jako uczeń na pierwszy plan. Prócz gimnastyki uzyskiwał stale ze wszystkich przedmiotów stopień celujący. Był on, co dziwne, wszechstronnie uzdolniony, bo i w językach czy historii, czy też matematyce i naukach przyrodniczych zadziwiał profesorów zarówno jak kolegów wnikliwością sądów i głębią wiadomości, które bez względu na źródło, skąd pochodziły, łączyły się zawsze w jego umyśle w nieskazitelną całość bez luk i usterek. Cokolwiek przeczytał w domu czy zasłyszał w szkole lub kole znajomych, tkwiło w nim ujęte pamięciowo i logicznie, tworząc istny skarb wiedzy ogólnej, której wszechstronność i gruntowność uderzały każdego, kto się z nim zetknął.

Lecz nie to było najciekawsze w tym człowieku. W parze z tym ogromnym zasobem rzetelnej wiedzy szła jakaś dziwna, może wypaczona wyobraźnia, którą cechowały zamiłowanie do wszelkiego rodzaju groteskowości i fantazja. Polot jego myśli i wniosków zdradzały w nim zawsze i wszędzie człowieka ciekawego i oryginalnego, mającego na wszystko własny i nietuzinkowy, bo niezależny od utartych przesądów społecznych czy artystycznych, a niesamowity w pojęciu otoczenia pogląd artysty, i to prawdziwego, z Bożej łaski. Bo był artystą w każdym calu, aczkolwiek swe upodobania artystyczne uzewnętrznił dopiero po nieśmiałych próbach w pierwszych klasach gimnazjum.

Podkreśla[m] tę nieśmiałość, która była jedną z głównych cech jego charakteru. Z natury - jak ojciec - chuderlawy, fizycznie niedorozwinięty, gdyż nadmiernie chudy o zapadłej piersi, przeraźliwej bladości czy żółtości cery, wydłużonej głowie, zapadłych kościstych policzkach, w których żarzyły się ciemne, lśniące jakimś niesamowitym blaskiem, duże czarne oczy, na które opadała bujna, miękka czupryna ciemnych, mało pielęgnowanych włosów. Pewne przygarbienie i przeraźliwa chudość nóg i przydługich rąk tworzyły postać dziwnie subtelną, lecz jak gdyby drapieżną, przypominając poniekąd pająka, a przy tym niepozorną i nieśmiałą.

Wśród grona kolegów zawsze gubił się ten niepokaźny ciałem, a tak promienny wiedzą i artystycznym polotem człowiek. Co z jego extérieur4 działało atrakcyjnie po bliższym zapoznaniu, to prócz głębi i tajemniczego blasku oczu - jego wydelikacone chude dłonie o długich cienkich palcach, kościstych, a jednak dziwnie miękko, jakby pieszczotliwie trzymających i prowadzących pióro czy pędzel. Było w tych palcach tyle wdzięku, tyle piękna, a przy tym energii, że najbardziej prozaicznego obserwatora pobudzały do myślenia i analizy tej tajemnicy, którą w sobie kryły. Cechowała go również nadmierna ciekawość i ogromna wrażliwość na piękno.

Ciągłe przeziębienia, katar i inne niedomagania dawały mu się stale dotkliwie we znaki, czyniąc go tym bardziej nieśmiałym, gdyż siłą kontrastu cierpiał podwójnie z powodu tego swego niedorozwoju fizycznego, widząc się upośledzonym wobec rumianych, tryskających zdrowiem i żywotnością kolegów. Stąd też ta wspomniana wyżej nieśmiałość. -

Nie mogąc wyżyć się jak koledzy w wybrykach i wyczynach beztroskiej młodzieńczej żywotności, usuwa się zawsze na bok, by stać się obserwatorem, jakże wnikliwym, i by na swój sposób puszczając wodze swej fantazji, przeżyć te same wrażenia i dać im wyraz w pełnych dziwnej treści i oryginalności ujęcia wypracowaniach pisemnych lub wreszcie rysunkach i szkicach, przeważnie ołówkowych.

Rysuje wspaniale. Nauczyciele rysunków, pierwszy Arend5, a następnie Chrząstowski6, nie mają słów zachwytu dla jego prac, stawiając go stale jako wzór, o ile idzie o siłę wyrazu artystycznego i śmiałość pociągnięć. Już w gimnazjum zaznaczają się u niego zdolności inscenizowania masy przy równoczesnym indywidualizowaniu ruchów pojedynczych osób.

Niepomierna staranność będąca wynikiem umiłowania i wrażliwość na ton czerni ołówka świadczą już zawczasu o przyszłym mistrzu. W rysunkach jego, robionych tylko okolicznościowo, jakby od niechcenia uwydatnia się smakowanie w czerni ołówka i przebija ożywiona powierzchnia przedmiotu.

Już wcześnie jednak poczyna się uwydatniać jakieś chorobliwe lubowanie się w tematach erotycznych o podłożu wybitnie masochistycznym. Kobieta dominuje w jego pracach jako demon rozkoszy i przewrotności seksualnej, szukający wyżycia się w rozmaitego rodzaju poniżaniu i dręczeniu wszystkiego, co męskie. Oczywista kobiety te - to twory wspaniale fizycznie rozwinięte, o pełnych kształtach, bujnych piersiach i włosach, twarzach okrągłych i różowych, o noskach zadartych oraz głowach odrzuconych wstecz ruchem władczym, o rozdętych namiętnie nozdrzach i ustach rozwartych i wykrzywionych w rozkoszy, jaką jej daje władza nad tym niskim, upodlonym tworem, jakim jest pełzający w prochu i łaknący cierpienia z rąk swej władczyni skarłowaciały i w swej brzydocie okropny ród męski. Każda kobieta w dziełach plastyki Szulca to jakaś nieubłagana, krwiożercza Kali7, żądna ciągle nowych tryumfów, usług i poniżenia w pocie i krwi [s]wych poddanych, którymi są ciągle i zawsze jakieś koszmarne i groteskowe postacie męskie o obleśnie wykrzywionych twarzach i głowach przesadnie wielkich, osadzonych na skarłowaciałych kadłubach z kończynami, jakby u karaluchów czy pająków. Ten tryumfalnie, szatańsko rozradowany wzrok jego kobiet kontrastuje niesamowicie z serwilizmem wzroku ich ofiar męskich, oblizujących się obleśnie pod wpływem rozkoszy otrzymywanych razów. - Kobieta, to słońce i wcielenie siły, mężczyźni to płazy obłędne z rozkoszy udręki. -

Różnopostaciowe były te i tym podobne prace. Czy to była kobieta w stroju cyrkówki, na pół obnażona, z maską na twarzy, rozdzielająca razy z bicza garnącym się ku niej pygmejom męskim, czy to kobieta królowa na tronie z nogą bezwstydnie podniesioną, pozwalająca łaskawie ucałować trzewik zdjęty ze stopy cisnącej się ku niej sforze rozwydrzonych karłów-samców, czy też kobieta naga, wieziona na jakimś fantastycznym rydwanie-łożu przez męskich niewolników jej wdzięków z uniesieniem szczęścia niewysłowionego na twarzach przy całej pokraczności ich wyglądu i grymasów. Pośród szarego motłochu tej męskiej sfory wybija się oczywiście zawsze maska twarzy i postaci artysty.

Otrzymałem od niego w prezencie duży obraz pastelowy, nazwany (w związku z wizytą jego w mym parowym, nowoczesnym młynie koło Drohobycza) Zaczarowany młyn, a przedstawiający na tle konturów jakiejś rudery-młyna stół, przy którym artysta usadowił siebie jako skurczonego, zmizerowanego nieboraka w otoczeniu dwóch rozłożystych niewiast, mocno dekoltowanych i lubieżnie wysuwających kształtne formy swych nóżek (były to siostry Wegnerówne, w których Szulc się wtedy "kochał".) Na śnieżnobiałej serwecie obrusa uderza widza misa pełna czerwonego płynu, który Szulc określił mi jako krew. -

Pamiętam obraz przedstawiający kobietę tygrysicę, rozszarpującą z radością upazurowanymi łapami swe męskie ofiary, cisnące się w ekstatycznym uniesieniu do tego aktu wiary artysty. - Oczywista tył tygrysicy z uniesionym tryumfalnie ogonem był odpowiednio uwydatniony.

Gdy go jako koledzy niejednokrotnie interpelowaliśmy, skąd ta jednostronność tematyki i czy nie powinien rozwinąć swego wspaniałego talentu także w innym podejściu do swej wielkiej sztuki, odpowiadał wstydliwie i cicho, jak zawsze, że mu to najlepiej odpowiada.

W 1911 r. zdał maturę, po czym zapisał się na Politechnikę Lwowską8. - Studia te jednak zarzucił z chwilą wybuchu wojny. W międzyczasie i podczas wojny dużo rysuje i maluje. Robi portrety pastelowe, następnie rysuje węglem, kredką i ołówkiem, w czym osiąga dużą biegłość, w końcu przerzuca się na technikę cliché-verre9, nie mogąc się jednak wydostać z błędnego koła perwersji sadystyczno-masochistycznej.

Krążyły wśród kolegów nieskontrolowane słuchy o jego impotencji płciowej, lecz o jakichś wynurzeniach w tym względzie czy pewnikach mowy być nie może.

Na wzorach studiowanych przez siebie bez przerwy wielkich mistrzów pędzla pogłębia sam, bez niczyjej pomocy i wskazówek, swą sztukę malarską i dochodzi pod względem formy, ciepła tonów i techniki do coraz lepszych wyników, hamowanych jednak stale nieodmiennością swego ulubionego tematu. - Gdzieś około 1930 r. zostaje bez studiów malarskich i bez egzaminu, jedynie na podstawie przedłożonych przez siebie prac, zakwalifikowany przez Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie jako wybitnie uzdolniony do udzielania nauki rysunków i na zasadzie tego świadectwa zostaje kontraktowym profesorem rysunków w gimnazjum drohobyckim, gdzie pracuje w tym charakterze do wybuchu wojny w 1939 r. W tym okresie zwiedza Paryż, opowiada potem cuda o teatrze Grand-Guignol i tzw. salonach rozpusty; w czasie wolnym od zajęć poświęca się z zamiłowaniem studiom sztuki francuskiej, impresjonistycznej i hiszpańskiej XIX i XX w. Podoba mu się Ignazio Zuluaga10, a w superlatywach wyraża się o Goyi11 jako swym niedoścignionym pierwowzorze i ideale, o jego technice i tematyce okropnościowej.

Lecz w pewnym momencie, gdzieś około 1922 r., przestaje malować i przerzuca się na pisarstwo. Dla uzyskania środków do życia, o które po śmierci swej matki12 było mu coraz ciężej, decyduje się wydać kilkanaście swych najlepszych rysunków, zwielokrotnionych techniką cliché-verre w tzw. Xięga bałwochwalcza, wydanej luksusowo, oprawnej w płótno. Każdy pojedynczy egzemplarz artysta sam zaopatrywał w ozdobne napisy i winiety. Sprzedawana była, zdaje się, po 100 zł i miała podobno w Warszawie rwący pokup. Jeden egzemplarz ma rzekomo jego żyjąca obecnie w Zakopanem bratanica13 i drugi - lekarz dentysta dr Baranowski w Wałbrzychu, czy też gdzie indziej na Śląsku14.

Wiadomo mi, że w okresie od 1930 r. przyjaźnił się z Nałkowską15 i Witkacym16, że za swe Sklepy cynamonowe i następne dzieło literackie otrzymał wawrzyn PAL-u i że miał w 1939 r. przygotowane trzecie dzieło.

Gratulacje do swych osiągnięć przyjmował zawsze skromnie, niemal z lękiem. Parę lat po 1-szej wojnie ożenił się17.

Zginął, zabity przez hitlerowców na ulicach Drohobycza w 1942 r.

Michał Chajes

List do Jerzego Ficowskiego z 18 czerwca 1948 roku18

Dr Michał Chajes

adwokat w K r a k o w i e

ul. św. Gertrudy 23 m. 4

Kraków, dnia 18 czerwca 1948

Wielce Szanowny Panie!

Zanim przystąpię do traktowania poszczególnych kwestyj poruszonych w Pańskim c[ennym] liście z 9 bm., chciałbym jeszcze uzupełnić moje uprzednie zapodania w tym kierunku, iż tym mistrzem plastyki francuskiej 19 w., który stał się drogowskazem Szulca, był Felicien R o p s 19, którego koszmarność i groteskowość wywarły na sztuce malarskiej Szulca swe piętno i charakter. Szczegół ten uważam dlatego za ważny, gdyż Szulc wielokrotnie kazał mi podziwiać ekspresję twórczości Ropsa, mówiąc, że uważa go za jednego z najgenialniejszych mistrzów doby nowszej - za wzór godny naśladowania.

Odnośnie środowiska, to jak już nadmieniłem, miało ono charakter średniomieszczański z jego radościami i cieniami, przy przewadze tych ostatnich w danym przypadku.

Ojciec, Jakub Szulc20, pochodził ze Sądowej Wiszni, z zawodu księgowy, przybył do Drohobycza, gdzie ożenił się z Henriettą z Kuhmerkerów 21. Był człowiekiem inteligentnym i dowcipnym oraz spostrzegawczym. Fizycznie - to alter ego syna Bruna, chorowity, o jeszcze chudszej i dłuższej i bardziej zapadniętej twarzy. Założył sklep bławatny, zrazu dobrze prosperujący, lecz w miarę postępu choroby - zdaje się, gruźlicy - podupadający. Ta choroba ojca rzuca ponury cień na całą młodość Szulca, który ojca szczerze kochał, podziwiał i uwielbiał. Śmierć ojca, jeszcze przed I wojną światową22, wywarła na młodym umyśle Szulca niezatarte wrażenie na całe życie, a tę pokraczność i brzydotę ruchów i fizjonomii ojca uważał za wysoce wartościowe momenty, godne utrwalenia w swych dziełach malarskich i literackich, czemu też stale dawał wyraz.

Matka Henrietta23 to cicha, spokojna i wielce wykształcona niewiasta, dla której dom rodzinny i sklep były alfą i omegą jej celów życiowych. Ze specjalnych zainteresowań należy podnieść zamiłowanie do literatury beletrystycznej; w której nawet jako półoślepła staruszka rozczytywała się namiętnie. Obcując w tym domu, wyczuwałem zawsze w niej dużo tego specyficznego matczynego ciepła i dobroci, zwłaszcza gdy szło o najmłodszego Brunia. Jej osoba tchnęła spokojem, wytwarzając miłą, przytulną domową atmosferę. Okrągłość i pulchność jej kształtów kontrastowały wybitnie z "pająkowatością" męża Jakuba. Ta kobieta przeważną część swego życia poświęciła samarytańskim obowiązkom, najprzód wobec męża, a później wobec Bruna, którego wątłe zdrowie wymagało ciągłej pieczołowitości i zapobiegliwości. - Nigdy nań nie podniosła ręki, nawet głosu, tolerując nieliczne zresztą i całkiem niewinne wybryki czy zachcianki swego rozpieszczonego syneczka. Jako przykład jednego takiego wybryku podaję, że zasłyszawszy widocznie, czy też wyczytawszy gdzieś o ekscytującym działaniu waleriany na koty, karmił swego kotka tym medykamentem, przypuszczalnie z ciekawości na rezultaty tego swego eksperymentowania.

Szulc miał siostrę i brata24.

Siostra, Hania25, to spokojna, zupełnie przeciętna osoba, której mąż, przemysłowiec naftowy Hoffman, popełnił w jakimś związku ze syfilisem, którego się nabawił - samobójstwo przez poderżnięcie sobie gardła, pozostawiając wdowę z dwoma synkami, Zygmuntem26 i Ludwikiem27, w dość opłakanych warunkach materialnych. Ciężar ich utrzymania spadł wówczas na starą Szulcową, która sprowadziwszy się ze synem Brunem do córki, do jej realności28 przy ul. Bednarskiej29, prowadziła odtąd jedno wspólne gospodarstwo. To samobójstwo szwagra, wraz z następnymi trudnościami finansowymi jego firmy i pogorszenie się stosunków materialnych matki po śmierci ojca, oto zdarzenia odczute bardzo silnie i przykro przez młodego Szulca. Wywarły one na kształtowanie się jego umysłu i wrodzoną nieśmiałość dalsze piętno przygnębienia. - Stosunek siostry do Bruna był zawsze bardzo szczery i tkliwy. -

Natomiast brat, inż. Szulc30, to człowiek bardzo rzutki i zdolny, który własnymi siłami doszedł do wpływowego i intratnego stanowiska dyrektora naftowej s[pół]ki akc. "Galicja". Mieszkał dłuższy czas w Warszawie, a ostatnio stale we Lwowie. Z bratem łączyły go zawsze węzły szczerego oddania i przyjaźni. Toteż Bruno lgnął ogromnie do brata, który go zawsze wspierał radą, a niejednokrotnie i materialnie. - Gdy po maturze w 1911 r. Bruno, idąc za głosem swego upodobania i talentu, udał się do Wiednia na studia w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, brat nie pozwala mu kontynuować te studia malarskie, jako nie wróżące powodzenia materialnego, i wpływa już po jednym roku na ich zaniechanie, poczem Bruno wpisuje się na politechnikę lwowską - wydział architektury. Lecz i te studia dla braku funduszów i złego stanu zdrowia zarzuca po 2 czy 3 latach. - Ten inż. Szulc, też ogromnie wątły - zdaje się, również gruźlik, zmarł tuż przed 2-gą wojną światową w średnim wieku. Ocalała z rzezi hitlerowskiej jego córka31, też, zdaje się, gruźliczka, przebywa obecnie w Zakopanem w celach leczniczych.

Bratankami32 swymi, niedorozwiniętym umysłowo Zygmusiem33 i Ludwikiem Hoffmanami, chłopcami mało ciekawymi i również chuderlawymi, opiekuje się Szulc stale, darząc ich dużym uczuciem i ciepłem. Z młodą żoną Ludwika Hoffmana, artystką teatru lwowskiego, Dorą Kipień (żydówka), żyje w dużej przyjaźni i serdeczności. Wszystkich ich zamordowali niemcy.

Z ciotek miał dużo sympatii do Ryfki vel Reginy Heimberg34, siostry matki, która była postacią bardzo szlachetną, lecz mało szczęśliwą. Miała ona syna, Dawida Heimberga, zwanego "Dodo", nieszczęśliwego półgłówka, typu karykaturalnego z dużą, baniastą głową, którego to kuzyna Bruno zawsze obserwował z dużym zadziwowaniem i wielokrotnie szkicował, a w końcu opisał w swych Sklepach..., czy też Sanatorium...35

Znałem też kuzynki Bruna, p. Cylę Bardach i Mantlową, osoby skromne, które obcowały u Szulców, lecz o jakimś szczególnym odnoszeniu się do nich nic mi nie jest wiadome.

Natomiast dużym przywiązaniem darzył Szulc gospodynią, Ruchlę, bardzo całej rodzinie oddaną.

W końcu nadmieniam pieska, "Nemroda", bardzo pociesznego i wiernego.

Miał Szulc trzy "miłości" młodzieńcze, jednak bez jakiegokolwiek podkładu zmysłowego w codziennym tego słowa znaczeniu. Pierwsza to Mila Lustig, żona adwokata, zamordowana przez niemców, następna to kuzynka Tynka Kupferberg36, zam. Sternbach, żyjąca obecnie w Krakowie, i w końcu Fryderyka Wegner37, zam. Wiesenberg, żona lekarza, żyjąca obecnie w Palestynie. - Wszystkie, wynurzając się tu i ówdzie, podkreślały serwilizm jego wzroku i obleśność dotyku, który pozbawiony siły i werwy męskości, wywoływał u nich raczej lęk. Te świeże uczucia do tych niewiast były dosyć trwałe, więcej niż przelotne, a wyżywał się Szulc, malując i rysując je w najrozmaitszych postaciach, przeważnie jako poskromicielki zgrai służalców męskich.

Natomiast znacznie dojrzalszym i trwalszym było uczucie, którym Szulc darzył niejaką p. Szelińską38, osobę wysoką, o cerze smagłej i władczych, ostrych, lecz niepozbawionych wdzięku kobiecego rysach. Jest to córka adwokata z Rudek k/ Sambora39, sama nauczycielka, wychrzczona, która na parę lat przed 2-gą wojną światową zaprzyjaźniła się intymniej z Szulcem, znalazłszy z nim wspólną platformę, dojeżdżając często do Drohobycza, i z którą się w końcu zaręczył, przedstawiając ją oficjalnie jako swą narzeczoną. O tyle prostuję mą wzmiankę z poprzedniego listu o ożenku. O dalszych losach tej osoby nic mi nie jest wiadome. O ile żyje, powinna posiadać jakieś listy czy rysunki po swym narzeczonym.

Muszę tu wspomnieć też o wielkiej przyjaźni Szulca z Zofią Nałkowską40. Chodziły o nich przez pewien czas słuchy, że się nawet mają pobrać, podobno jednak później pogniewali się i o tym przycichło.

Zaznaczam, że na parę lat przed 2-gą wojną światową, prawie równocześnie z zapoznaniem się z Szelińską, Szulc zgłasza swe wystąpienie ze Związku Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Drohobyczu41 i tej głównie okoliczności należy przypisać, żeśmy wszyscy "ożenili" go z Szelińską przed czasem, uważając, że musiał stać się bezwyznaniowym dla ominięcia przeszkody katolicyzmu w małżeństwie z katoliczką, jaką przecież była wychrzczona Szelińska w obliczu ówczesnego prawa. - Należy jednak w związku z tym - w imię prawdy - zaznaczyć, że Szulc nie był specjalnie przywiązany do żydostwa tudzież że był przekonań lewicowych, wolnych od uprzedzeń religijnych, czemu niejednokrotnie dawał niedwuznaczny wyraz w swych rzadkich zresztą, nieśmiałych wypowiedziach.

Ze wspomnień o dzieciństwie i latach szkolnych podkreślić należy jego koleżeńskość, gdyż z całą chęcią robił za kolegów, względnie pomagał im w rysunkach i zadaniach, co mu zjednywało powszechny szacunek klasy. - Gdy w jednej z pierwszych klas gimnazjum otrzymała klasa jako zadanie domowe wypracowanie jakiejś bajki o koniu, Szulc rozpisał się na całym zeszycie. Coś tam było zapewne wybitnego, skoro nauczyciel uważał za celowe pokazać to wypracowanie ówczesnemu dyrektorowi gimnazjum, Staromiejskiemu42, który zeszyt ten, jako stanowiący pewnego rodzaju curiosum zabrał, co już wtedy było szeroko komentowane w klasie i całym gimnazjum.

Poza przejściami w związku z chorobą i śmiercią ojca i samobójstwem szwagra dzieciństwo Szulca było spokojne i względnie dostatnie. Dopiero późniejsze zubożenie po śmierci ojca daje się podrastającemu chłopcu niemile we znaki, a trwa ten niedostatek właściwie już do końca.

Szulc nigdy się nie wypowiadał przede mną czy innymi, nawet najbliższymi kolegami, jak Mundkiem Pilplem43 czy Staszkiem Weingartenem44, na temat swej twórczości literackiej, toteż nic mi o tym nie jest wiadome. Wiem tylko, że na kilka lat przed wojną pisywał artykuły w "Wiadomościach Literackich", których był współpracownikiem45.

Jeszcze raz podkreślam, że jego onieśmielenie i cichość mogłyby być poczytywane w uwzględnieniu jego dorobku artystycznego czy literackiego nawet za skrytość - skoro nikomu z kręgu najbliższych znajomych nigdy się nie uzewnętrzniał czy zwierzał. Moje stosunki z nim uległy rozluźnieniu już na parę lat przed 2-gą wojną światową siłą rzeczy, gdyż każdego z nas własne zajęcia absorbowały bez reszty. Rzadko się też widywaliśmy ostatnio, a wtedy tylko pobieżnie omawialiśmy różne tematy osobistej raczej natury. O jego spuściźnie literackiej, względnie uratowaniu jej nic nie wiem ani nie zdołałem w tym względzie zasięgnąć języka. -

Jeżeli pisałem o politechnice we Lwowie, miałem na myśli właśnie te studia architektury, o których Pan w swym liście wspomina. Tych kilkuletnich studiów nie skończył dla braku pieniędzy, wątłego zdrowia, lecz niezależnie od tego wiadome mi, że studia te nie dawały Szulcowi pełni satysfakcji, a jął się ich w ogóle pod wpływem i za namową swego brata, inżyniera, który znając go jako fantastycznie zdolnego, rysownika, chciał mu w ten sposób umożliwić stworzenie egzystencji zarobkowej.

Chciałbym jeszcze nadmienić, że jako profesor rysunków cieszył się wśród swych uczniów nadzwyczajnym mirem. Pochodziło to stąd, jak mnie skądinąd poinformowano, że naukę rysunków traktował nader liberalnie, starając się wyłowić tylko rodzime talenty, które z oddaniem kształcił i popierał. Nie stosował żadnych środków przymusu lub groźby złej cenzury wobec mniej uzdolnionych lub zupełnie nieutalentowanych, których młode umysły karmił podczas godzin rysunków jakimiś fantastycznymi baśniami na najrozmaitsze tematy. By zachować pozory, był podkład zawsze naukowy, co mu wobec jego encyklopedycznej wiedzy dawało duże pole. Jak słyszałem, były to istne perły żywego słowa, doskonałe w treści i formie literackiej oraz artystycznej. - Świadczy o tym także, że umiał tymi opowiadaniami wzbudzić u tych maluczkich niekłamany zachwyt i zaskarbić sobie wdzięczność, skoro oni właśnie rozwodzili się nad tym oto profesorem, wyczuwając raczej podświadomie ten jego ogrom talentu, oryginalności i piękna wewnętrznego.

W 1940 r. założyły władze radzieckie w Żydowskim Domu Starców w Drohobyczu przy ul. Sobieskiego bibliotekę46, której kierownictwo powierzono Szulcowi. Tę funkcję naczelnego bibliotekarza sprawował też zrazu za niemieckiej okupacji. Gdy go usunięto z mieszkania przy ul. Bednarskiej, zamieszkał w r. 1941 w ghetto w warunkach nędznych47. Pomimo to udaje mu się brnąć przez żałosność i upodlenie warunków ówczesnego bytowania. Gestapowiec Landau48, stolarz z Wiednia, podający się za architekta, darzy Szulca względami, zaprasza nawet do siebie na obiady, ta nieproszona przyjaźń pozwala mu w pewnej mierze przetrwać ogólną gehennę głodu i udręk. - Tenże Landau miał powierzone sobie budownictwo jakiejś "rajtszuli"49 w Drohobyczu, którą Szulc dekorował własnego pomysłu freskami. I byłby ten stosunek Landaua do Szulca może zbawienny dla niego, gdyby nie pech, iż inny gestapowiec, Gabriel50, chcąc dokuczyć Landauowi, z którym miał jakieś porachunki, postanowił w myśl starej średniowiecznej niemieckiej maksymy pogromowej: Haust Du meinen, so hau' ich Deinen Juden51 wywrzeć swą zemstę przez mord na Szulcu, jako pupilu Landaua. We czwartek, 1952 listopada 1942 r. zastrzelił Gabriel Szulca w biały dzień na pryncypalnej ulicy Mickiewicza, by się móc wkrótce przed Landauem pochwalić: Ich habe deinen Juden erschossen 53. -

W dniu tym zginęło ponadto na ulicach Drohobycza 100 Żydów, z najrozmaitszych zawodów, gdy się udawali do swych codziennych przymusowych zajęć 54.

Prócz rąk, o których już Panu pisałem, nie mogę się dotąd wyzbyć wrażenia jego głosu i mowy. Było w jego mowie, pomimo iż mówił zawsze cicho - prawie szeptem - tyle prostoty, miękkości i ciepła, a przy tym siły perswazji, iż od razu wyczuwało się w nim potęgę jego myśli. Pomimo jego stronienia od ludzi mu obcych, gdyż wręcz agorafobią dałoby się to jego izolowanie się określić, każdy z nas czuł, że nie wolno się nam zbliżyć doń czy spoufalać z nim tak, jak z każdym innym kolegą. Emanowała od niego jakaś zjawiskowość i niecodzienność, jakiś dziwny, nieokreślony fluid, który dawał każdemu interlokutorowi wbrew stałemu jakiemuś zakłopotaniu, skromności i niepozorności Szulca wyczuwać w nim bezwzględną wyższość intelektu. - Ta pieszczotliwość głosu i błyski oczu spod krzaczastych brwi potęgowały to uczucie jakiejś rewerencji55 - wprost lęku przed nim. -

Proszę Pana uprzejmie sprostować rok zaprzestania twórczości malarskiej, wymieniony w 4-tym od końca ustępie mego uprzedniego listu, z 1 9 2 2 na 1 9 3 2 (jako pomyłkę pisarską).

Żydowski Instytut Popierania Kultury i Sztuki w Warszawie56, ul. Sienna 60, posiada jakieś dzieła sztuki plastycznej Szulca, które przewodniczący Instytutu, Józef Sandel57, udostępni Panu z wszelką pewnością, gdy się Pan na mnie powoła.

Dr. Baranowski58 mieszka we Wrocławiu, a list zaadresowany: Dr. Baranowski, lekarz dentysta, ojciec profesora uniwersytetu we Wrocławiu, z wszelką pewnością go dojdzie.

Na tym kończę i kreślę się nadal do usług chętny

z wyrazami poważania

Michał Chajes

List do Jerzego Ficowskiego z 9 lipca 1948 roku59

Krak. 9 VII [19]48

Wielce Szanowny Panie!

Proszę uprzejmie usprawiedliwić moje opóźnienie w odpowiedzi na Pański c[enny] list z 25 z[eszłego] m[esiąca], lecz zbierałem po znajomych dane, by poruszone w tym piśmie wątpliwości ostatecznie wyświetlić, a to zajęło mi więcej czasu.

Otóż Schulz pisowni swego nazwiska nigdy nie zmienił.

Pierwszą wojnę światową 1914/[19]18 przebył na początku Schulz z całą rodziną we Wiedniu60, gdzie uczęszczał dorywczo na Akademię Sztuk Pięknych, lecz nie tyle dla studiów czy pogłębienia swej sztuki, ile dla zabicia wolnego czasu, gdyż nie zajmował się niczym specjalnym. Dla swego wątłego zdrowia we wojsku oczywiście nie służył. - Zdaje się, że w r. 1916, tj. po odbiciu Małopolski Wsch. przez wojska austriackie, powrócił z rodziną do Drohobycza, gdzie znów nie mając żadnego zajęcia zawodowego, oddawał się studiom książkowym z dziedziny sztuk plastycznych, pogłębiał swą wiedzę ogólną przez wczytywanie się we wszelkiego rodzaju dzieła literackie i naukowe, a w wolnych chwilach rysował, malował i tworzył swoje cliché-verry. W tym to właśnie okresie 1918-1924 przyjaźniłem się z nim bardzo ściśle i prawie że codziennie podczas regularnych przedkolacyjnych spacerów, a także i z okazji częstych odwiedzin w domu roztrząsaliśmy problemy sztuki malarskiej doby nowszej i współczesnej oraz perspektywy rozwojowe tejże. - Już wówczas zdumiewały nas, najbliższych kolegów, śmiałość wyrażanych przezeń poglądów i jego duża doza zrozumienia wszystkich nowoczesnych, najbardziej skrajnych prądów w literaturze czy malarstwie dla ogółu podówczas mało dostępnych. Gdy my np. zaśmiewaliśmy się, czytając wspólnie Nusz w bżuhu i zawarte tam utwory Bruna Jasieńskiego61, Al. Watta62 czy Młodożeńca63, on brał ich stronę, a błyski jego oczu zdradzały raczej satysfakcję i przychylną ocenę. -

Okres studiów Schulza na wydziale architektury Politechniki Lwowskiej należy umieścić czasowo pomiędzy lata 1911/[19]1464.

Za okupacji hitlerowskiej pracował Schulz zrazu w bibliotece Domu Starców (nie Sierót) przy ul. Mickiewicza, następnie zaś znalazł dzięki protekcji SS-owca Laudaua zatrudnienie przy malowaniu fresków w budowanej przez Niemców ujeżdżalni przy ul. Samborskiej. -

Natomiast w latach 1939 do 1941, to jest przed okupacją niemiecką, pracował w gimnazjum na stanowisku profesora rysunków (Cóż za szczególny paradoks - scherlały, anemiczny teoretyk rozprawiający o praktyce rozwoju i pięknie mięśni ciała ludzkiego!!). A poza tym miał poruczone kierownictwo biblioteki mieszczącej się w Synagodze Domu Starców. -

Co do daty śmierci, należy przyjąć zgodnie z zapodaniem p. Bergmanna-Górskiego65 - dzień 19 listopada 1942; - o ile, nota bene, to był dzień czwartkowy. - Mój informator uprzedni podtrzymuje datę najbliższego czwartku po 22 listopada 1942 jako dobrze przezeń zapamiętaną datę opuszczenia przez niego Drohobycza. - Najwidoczniej jednak się myli, skoro inni Drohobyczanie bez zająknienia recytują: Czwartek 19 list[opada] 1942 jako pamiętną datę masakry żydów inteligentów w Drohobyczu.

Również okazuje się, że moja poprzednia informacja o osobie mordercy mogła być nieścisła. Gabriel66 lub Günther67 to jest pewne. Większość moich znajomych wymienia jednak nazwisko Günthera. - I ten właśnie miał podobno drzeć koty z Landauem68. -

P. Tadeusz Lubowiecki, który pochował Schulza, to adwokat dr Izydor Friedmann69 z Drohobycza, obecnie w Gliwicach, którego zapodania są zupełnie wiarygodne. Niewątpliwie jednak datę śmierci zmylił.

Ten mord na Schulzu miał miejsce tuż przed wylotem ul. Czackiego do ul. Mickiewicza.

O postaciach Schulza: "Edziu", "Adeli" i ciotkach "Perazji" i "Retycji"70 nie zdołałem się niczego konkretnego dowiedzieć. - Niewątpliwie jednak zostały one przetransponowane z rzeczywistości otoczenia czy codziennego życia artysty. -

Proszę Pana w przyszłości w miarę potrzeby o wszelkie dalsze informacji kierować się do mnie bez wszelkiej żenady, że tak powiem "jak w dym". I mnie bowiem jako przyjacielowi tego genialnego człowieka zależy wielce na tym, by dzieło o nim wypadło jak najlepiej. -

Łączę wyrazy prawdziwego szacunku i poważania

Michał Chajes

List do Jerzego Ficowskiego z 30 lipca 1948 roku71

Kraków 30.7.[19]48

Wielce Szanowny Panie!

Zupełnie przypadkowo natknąłem się na dzieło o kulturze Żydów Polskich zawierające ciekawą wzmiankę o sztuce plastycznej Br. Schulza. -

Nie mając pewności, czy zdoła Pan odnaleźć to dzieło w Warszawie, pozwoliłem sobie sporządzić odpis ustępów dotyczących Schulza, który to odpis przesyłam Szanownemu Panu dla Jego użytku.

Łączę wyrazy głębokiego szacunku i poważania

Michał Chajes

Maksymiljan Goldstein72 i Dr Karol Dresdner73 K u l t u r a i S z t u k a L u d u Ż y d o w s k i e g o

n a Z i e m i a c h P o l s k i c h Lwów 1935

Zbiory Maksymiljana Goldsteina

Nakład Maksym. Goldsteina Skład główny Książnica-Atlas Lwów-Warszawa74

Na str. 97 i 9875"Sztukę Brunona Schulza porównywano nieraz z upiorną grafiką Goyi lub z makabryczną pornografją Ropsa. Analogje są tu zbędne. Schulz posiada całkowicie własny światopogląd artystyczny i oryginalną logikę twórczości. - W królestwie jego sztuki panuje kobieta. Władzy tej76 nieograniczonej, tyrańskiej, poddaje się żądzą opętany mężczyzna. Posiadamy szereg plansz wykonanych swoistą techniką Schulza (cliché-verre), które powtarzają się w rozmaitych tonacjach i odmianach. Oto parę takich motywów: za młodą rozmarzoną dziewczyną wlecze się rój wielbicieli, dybiących na jej cnotę - ona kroczy przed nimi wielka, smukła, tryumfująca. Kobieta-władczyni depce kark zgiętego przed nią mężczyzny. - Pełzający u stóp kobiecych mężczyzna błaga o kęs pieszczoty. Demoniczne władztwo płci żeńskiej wkracza czasem w sferę zboczeń: na kilku rysunkach widzimy sadystki, znęcające się nad spragnionym razów wielbicielem. -

Stary motyw malarski: Zuzanna w kąpieli, nabiera pod rylcem Schulza swoistego znaczenia. Lubieżni starcy nachylają się nad nagą kobietą, spoczywającą na miękkich poduszkach. Czarny niewolnik całuje stopy królowej-pani. Z iście mistrzowską sztuką oddaje tu artysta żądzę, malującą się w mimice i gestach starców. Zaznaczyć należy, że kolekcja posiada, obok grafik tegoż artysty - jego sześć kompozycyjnych rysunków". -

List do Jerzego Ficowskiego z 14 kwietnia 1965 roku, fragment77

Dziękuję najuprzejmiej za obie dedykowane mi przez łaskawego Pana fotografie chleche-verre78 Schulza. Ta stojąca panienka w roli Colombiny wśród pierrotów to obecna pani Juańska de domo Kupferberg - imię Tynka79 - która była jedną z pierwszych głębszych sympatii Brunia. [...] Mundek Pilpel80, jako serdeczny druh i kolega Brunia, miał u siebie w domu przy ul. Szewczenki kolekcję rysunków i listów Brunia. [...] Brunio, Staszek Weingarten81 i ja byliśmy w latach 1919-1928 prawie codziennymi gośćmi u Mundka Pilpla, który dzięki swemu rozgarnięciu umysłowemu umiał nas koło siebie skupić. U niego też poznałem Witkacego82, który go nawet uwiecznił w postaci ogoniastego stwora rybiego z głową o doskonałym podobieństwie twarzy.

List do Jerzego Ficowskiego z 8 września 1965 roku83

8.9.1965

Wielce Szanowny Panie!

Coś p. Holzmann84 poknocił! Córka moja nie mogła mówić o listach, których nigdy nie miałem i nie mam. Najwidoczniej pomieszało mu się z rysunkami, o których Pan wie i z których n[ota] b[ene] córka 2 zabrała ze sobą do dalekiej Australii, gdzie pamięć o Bruniu jest także żywa.

Zazdroszczę Panu wojażu do Droh[obycza]85. Taż to mój native place 86. Niestety prócz tego Munia Herschdörfera87 i jego małżonki nikogo ze znajomych i krewnych tam nie mam. By Panu choć nieco ułatwić poszukiwania, wspomnę, że Brunio do 1939 mieszkał przy ul. Bednarskiej w parterowej willi z dość obszernym balkonem. Jest to 3 czy 4-ty dom za "figurą" po prawej stronie ulicy, idąc od Rynku. Może penetracja wnętrz obecnych lokatorów mogłaby coś dać, ewent. przetrząśnięcie strychu czy piwnicy.

To samo dotyczy willi parterowej dawniej Pilpelów przy ul. S z e w c z e n k i, gdyż nasz kolega Mundek Pilpel88, serdeczny przyjaciel i powiernik Brunia, posiadał moc Jego rysunków i cliché-verrów. Jest to dom, z którego przez ulicę wchodziło się obok kina na tyły Poczty.

Wszystko wedle status quo ante 89 1939. O jakichkolwiek zmianach natury urbanistycznej nic mi nie jest wiadome, ale proszę te informacje traktować cum grano salis 90.

Gratuluję serdecznie sukcesów odniesionych w poszukiwaniach za okruchami bogatej spuścizny po biednym Bruniu i nie omieszkam w październikowej "Polonii"91 zapoznać się z tymi materiałami i Pańskim artykułami. Podobnie też zapoznam się z "Twórczością" 92. A może nawet uda mi się oglądnąć ekspozycję w Muzeum Mickiewicza93.

Od adw. dra Hermana Kaufmanna94 z Drohob[ycza] (zamieszkałego obecnie w Krakowie przy ul. Lenartowicza nr 19) dowiedziałem się, że widział ojca Brunia - Jakuba przed jego sklepem w r. 1914 w dniu wybuchu I-ej wojny światowej. W jednym ze Swych listów do mnie wyraził Pan zainteresowanie, czy Jakub Sch[ulz] dożył 1914 r.95

Kończę. Życząc Panu dalszych pomyślnych wyników Jego chwalebnych poszukiwań i z wyrazami prawdziwego szacunku i poważania łączę serdeczne pozdrowienia

Michał Chajes

Andrzej Chciuk

Andrzej Chciuk (1920 Drohobycz - 1978 Melbourne) - pisarz, uczeń Schulza. W okresie szkolnym redaktor czasopism uczniowskich i harcerskich. Kiedy wybuchła wojna, przedostał się przez Węgry do Francji, gdzie wstąpił do Wojska Polskiego. Po kapitulacji Francji i ucieczce z obozu jenieckiego brał udział w polskim i francuskim ruchu oporu, studiując jednocześnie na uniwersytecie w Tuluzie literaturę francuską i historię. Po wojnie mieszkał w Paryżu. Kontynuował studia i uczestniczył w życiu emigracji, współpracując z polskimi czasopismami we Francji jako reportażysta, poeta i dziennikarz sportowy. Od 1951 roku mieszkał w Australii, gdzie pracował jako kucharz, kontynuując pracę literacką i dziennikarską Autor tomów opowiadań, reportaży i wspomnień, między innymi: Smutny uśmiech (1957), Rejs do Smithton. Stary ocean (1960, wyd. w Instytucie Literackim w Paryżu), Atlantyda (1969) i Ziemia księżycowa (1972, wyd. w Polskiej Fundacji Kulturalnej). Publikował między innymi w paryskiej "Kulturze", londyńskich "Wiadomościach" i "Tygodniu Polskim" oraz ukazujących się w Sydney "Widnokręgach".

Brunonowi Schulzowi Chciuk poświęcił wspomnienia w Atlantydzie i Ziemi księżycowej. Pracował także nad biografią Schulza, której nie ukończył i której rękopis się nie zachował. Ponadto jest autorem Poematu o Brunonie Schulzu (w: Andrzej Chciuk, Pamiętnik poetycki, Melbourne 1961; przedruk w: "Biuletyn Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej" 2019, nr 25). Recenzja Chciuka z Regionów wielkiej herezji Ficowskiego ukazała się w paryskiej "Kulturze" (1968, nr 4).

List do Jerzego Ficowskiego z lutego 1966 roku1

Flat 4

35 Adams Street

South Yarra, Victoria

JWP Jerzy FICOWSKI

Warszawa 22

ul. Białobrzeska 5 m. 20

Szanowny Panie,

odpowiadam na apel Pana w sprawie Brunona Schulza2. Byłem Jego uczniem, a nawet potem jakby przyjacielem. Po wojnie w paryskim "Razem" (wydawnictwo Polskiej YMCA), a później w paryskiej "Kulturze" ogłosiłem wspomnienia o Nim3. Sam od kilku lat zbieram o Nim dane, zachęcony do tego coraz dziwniejszym - moim zdaniem - "ustawianiem" Go w prasie krajowej. Przedmowa Sandauera4 (z której nota bene ostatnio wyparował odsyłacz o trefnym Stawarze5) wydaje mi się niepełna, a niektóre przesłanki błędne lub niedopowiedziane. Szkic Izabelli Czermakowej6 (zamieszczony po Pańskim wstępie do Jego listów7, wstęp dobry, choć nie tak piękny jak analogiczny wstęp w książce8) roi się od nonsensów: Janisch9 nie mógł odnawiać katedry w Drohobyczu, bo takiej nie było, tylko kościół parafialny10. Opowiadanie bajek przez Schulza uczniom, o czym podałem w szkicu w "Kulturze", nie mogło być "metodą" Schulza na ujarzmianie krnąbrnych chłopców, bo ani On, ani my nie znieślibyśmy tego na dłuższą metę11. Nie było również w Drohobyczu "milionerów" naftowych ani ich secesyjnych willi-pałacyków i Schulz - rzekomo lewicowiec - nie omijał ich (względnie ulic, na których były) z awersji do kapitalizmu. O ile właśnie były takie wille zamożnych nafciarzy, to stały przy ulicach Szewczenki i Mickiewicza, którymi Schulz musiał codziennie bodaj dwa albo trzy razy dziennie przechodzić. A że były to dość ładne ulice, więc je nawet lubił. Drohobycz Schulza to ten, który zapadł w jego świadomość chłopca i który potem genialnie przetworzył. Nie miało to nic wspólnego z Drohobyczem, który mogli poznać Sandauer, a co dopiero Czermakowa (bardzo powierzchownie zresztą), wtedy, gdy Schulz był już dorosłym mężczyzną. Lewicowość Schulza - widocznie po to to się robi, by uczynić Go strawnym dla cenzury - była bardzo specjalna, typu uczuciowego, jak u każdego porządnego człowieka. Pod okupacją sowiecką - byłem jeszcze wtedy w Drohobyczu - Schulz rozczarował się mocno, bo wiemy, jak wyglądał wówczas dzień powszedni, wywózki i nędza, a nawet pogoń za czarownicami, czyli byłymi komunistami (pierwszym rozstrzelanym był nie kto inny, a właśnie główny działacz KPZU na tym terenie Myszka12). Zresztą zakładając, że niektóre rzeczy wówczas były i teraz są nieuniknione, mam jeszcze sporo zastrzeżeń, o których poniżej.

Myślę, że nasz kontakt na tym się nie urwie i zada mi Pan sporo pytań, bo w Pańskim usiłowaniu stworzenia obrazu osoby i klimatu tamtych czasów musi Pan mieć siłą rzeczy niejedną lukę. Byłbym szczęśliwy, gdybym na coś się Panu przydał. Natomiast sam mam parę zapytań:

Nigdzie w publikacjach nie znalazłem nic o Jego przejściu na katolicyzm, co było faktem. Sam Schulz nam, uczniom, i mnie później po maturze nieraz mówił, że pasjonuje Go postać Chrystusa i że o Nim chce napisać powieść (chyba Mesjasz13). Katolicyzm interesował Go chyba inaczej niż magia i fascynacja inną religią (jak mnie judaizm), bo przecież był pierwszym, który w Polsce omawiał książki Mauriaka i Bernanosa14. Tak się złożyło, że właśnie obecnie w Melbourne są dwaj moi koledzy szkolni z różnych lat (Tadeusz Leżoń15, katolik sam, i Wilhelm Haendel (obecne nazwisko Gendala, po pobycie w Rosji))16 oraz daleki kuzyn Schulza Hofman17, który obok Hali Targowej w Drohobyczu ma zakopane jeszcze dolary i kilka pamiątek po Schulzu, ale ze względu na dolary boi się tam teraz pojechać. Ci trzej też stwierdzają, że Schulz przeszedł na katolicyzm. Sam pamiętam, że prowadził nas do kościoła i, zaczynając dzień nauki modlitwą, jak to było w zwyczaju, lub kończąc go po szóstej godzinie, żegnał się, czego inni profesorowie Żydzi, jak Einleger, Jampoller, Mantel i Schreier18, nie robili. Nic by nie było dziwnego, gdyby w getcie i na skutek prześladowań Żydów przez Niemców zagrał u Schulza moment wspólnoty z Żydostwem. Byłoby to tylko normalne. Ale i to trzeba by jakoś stwierdzić, o ile można to zrobić. W każdym razie nie można faktów o tym znaczeniu pomijać, bo to w jakimś stopniu wyjaśnia tę skomplikowaną naturę i twórczość.

Wstęp

1 Bruno Schulz, Z listów odnalezionych, wstęp, wybór, objaśnienia Jerzy Ficowski, Warszawa 1993.

2 Jerzy Ficowski, W poszukiwaniu partnera kongenialnego, [w:] Czytanie Schulza, pod red. Jerzego Jarzębskiego, Kraków 1994, s. 28.

3 Pomylona chronologia. Z Jerzym Ficowskim rozmawia Anna Grupińska, [w:] Wcielenia Jerzego Ficowskiego według recenzji, szkiców i rozmów z lat 1956-2007, oprac. Piotr Sommer, Sejny 2010, s. 603.

4 Znaczące miejsce w zbiorze listów świadków zajmuje 79 listów narzeczonej Schulza Józefiny Szelińskiej do Jerzego Ficowskiego z lat 1948-1991 (w zbiorach Biblioteki Narodowej), które jednak decyzją Wydawcy w antologii się nie znalazły (zob. Korespondencja Józefiny Szelińskiej i Jerzego Ficowskiego z lat 1948-1990, wstęp i redakcja Agata Tuszyńska, Gdańsk 2021 (publikacja na prawach rękopisu, dostępna między innymi w bibliotece Pracowni Schulzowskiej Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego)).

5 Być może anons o Schulzu ukazał się na przykład w "Życiu Bytomskim" w 1966 roku, ponieważ Ficowski zwrócił się w tej sprawie w liście do redakcji tego pisma z 8 stycznia 1966 (https://www.facebook.com/brunoschulz.org). Polska Bibliografia Literacka nie opracowywała jednak "Życia Bytomskiego" jako źródła bibliograficznego.

6 Jerzy Ficowski, kserokopia listu do Jerzego Jarzębskiego z 20 grudnia 2005, zbiory BN sygn. III 145376.

7 W zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH) w Warszawie, zespoły archiwalne: ORT (sygnatura 309/451) i Relacje (sygnatura 301/3938).

8 Archiwum ŻIH, zespoły archiwalne: kartoteka CKŻP, sygnatura 303/V/425; relacje, sygnatura 301/1162.

9 Wnuczka Balickiego, Krystyna Poray Goddu z Montclair (New Jersey, USA), która na moją prośbę zidentyfikowała swego dziadka na fotografii z Schulzem w Truskawcu, potwierdziła po lekturze przesłanego jej listu Balickiego, że często wspominał on tę przyjaźń ("He often mentioned his friend Dr. Kupferberg and I was glad to read a little more about the time they spent together"; mail z 28 V 2020). Błędny opis fotografii Schulza z Balickim w Truskawcu znajduje się w katalogu wystawy "Bruno Schulz. Ad Memoriam" (Bruno Schulz 1892-1942, Warszawa 1995, s. 137).

10 Jerzy Ficowski, W poszukiwaniu partnera kongenialnego, s. 18.

11 Tamże, s. 18-19.

12 Córka Słomnickiego, Barbara Słomnicka-Clark, pisze w mailu, powołując się na wspomnienia ojca: "He has a recollection of his father buying paintings or drawings from Schulz from time to time; his father was effectively a patron of Schulz's, and would buy works from him when Schulz was in need of money. These included a portrait of my father. Most of the family's art works were lost during the Warsaw Uprising" (mail z 17 II 2020 z Londynu).

13 Zob. szkice Jerzego Ficowskiego Nawracanie na cudzą wiarę i Druga strona autoportretu (Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002); Łesia Chomycz, Bruno Schulz podczas sowieckiej okupacji Drohobycza, tł. Marek Wilczyński, "Schulz/Forum" 2017, nr 10.

14 Zaczątkiem takiej "kartoteki" autorów był może maszynopis Bruno Schulz (1892-1942), notatki biograficzne, znajdujący się obecnie w zbiorach Biblioteki Narodowej, w którym Ficowski odnotowywał nader skromne dane o autorach zgromadzonych tam relacji. Znamienne też, że niewielki wybór z powojennych listów i wspomnień o Schulzu dziewięciorga autorów, zawarty w opracowanej przez Ficowskiego książce Bruno Schulz. Listy, fragmenty. Wspomnienia o pisarzu (Kraków-Wrocław 1984), w ogóle pozbawiony jest not o autorach, a tekst jednego z autorów, Bezwińskiego, drukowany jest omyłkowo pod nazwiskiem "Berwiński".

15 Dostępny jest w Ossolineum spis akcesyjny całej kolekcji listów przekazanych tam przez Ficowskiego, z podziałem na teki, zawierający nazwiska autorów, liczbę listów i lata, z których pochodzą.

16 Katalog rękopisów Biblioteki Narodowej, t. 26: Archiwum Jerzego Ficowskiego, sygnatury 14422-14644, oprac. Maria Gamdzyk-Kluźniak, Warszawa 2019.

Michał Ambros

1 List z kopertą. Rękopis. Koperta adresowana na maszynie. Adresat: W. Pan / Jerzy Ficowski / 02-701 Warszawa / ul. Żywnego 18. Nadawca: Michał Ambros / 03-905 Warszawa, Francuska 47/15. Ossol. Koresp1 teka A-An, nr akcesji 61/79 (list i załącznik); BN sygn. III 14552 (koperta).

2 Mikołaj Władysław Balicki (1892 Drohobycz - 1990 Montclair, New Jersey, USA) - sąsiad Brunona Schulza w Drohobyczu, towarzysz spacerów pisarza podczas kuracji w Truskawcu w lipcu 1939 roku, co utrwaliła wspólna fotografia reprodukowana przez Ficowskiego w pierwszym (1967) i drugim (1975) wydaniu jego książki Regiony wielkiej herezji. Szkice o życiu i twórczości Brunona Schulza oraz w Księdze listów Schulza (1975). W 1921 roku ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, uzyskując tytuł doktora. Pracował jako prawnik we Lwowie, dokąd przed wojną przeniósł się wraz z rodziną. W okresie okupacji sowieckiej, 10 lub 11 kwietnia 1940 roku, został aresztowany i wywieziony na Syberię. 13 kwietnia deportowano do łagru jego żonę Stefanię i córki, Zofię Marię Balicką, późniejszą Biernacką-Poray (1923-2016), i Janinę Balicką (zm. w 1942 w Uzbekistanie). W 1942 roku, uwolniony z łagru na mocy amnestii, wstąpił do Armii Andersa, gdzie służył jako sędzia do 1945 roku. Po wojnie mieszkał w Londynie. W 1956 roku oboje Baliccy na prośbę córki i jej męża przenieśli się do Montclair.

3 Pod wpływem tego sprostowania Ficowski w drugim wydaniu Regionów wielkiej herezji (s. 101) zmienił datowanie fotografii na rok 1939. Mylne datowanie "ok. r. 1934" znajduje się w pierwszym wydaniu książki (s. 93).

4 Mojżesz Hoffman, mąż siostry Schulza Hani Hoffmanowej, popełnił samobójstwo w 1910 roku, w wieku 40 lat. Schulz miał wtedy18 lat.

5 Po zajęciu Drohobycza przez Armię Czerwoną w końcu września 1939 roku, Schulz kontynuował pracę nauczycielską w sowieckiej dziesięciolatce, utworzonej w gmachu przedwojennego Gimnazjum im. Leona Sternbacha (tak zwanego gimnazjum Blatta), a zlikwidowanej po wkroczeniu do miasta armii niemieckiej w lipcu 1941 roku - zob. przypis 5 do listu Eliasza Hoffmana w niniejszym tomie, s. 425.

6 "Protektorem" Schulza był gestapowiec Felix Landau - zob. przypis 8 do listu Sary Celnik w niniejszym tomie, s. 392.

7 Antagonistą Felixa Landaua był gestapowiec Karl Günther - zob. przypis 9 do listu Sary Celnik w niniejszym tomie, s. 393.

8 Bruno Schulz został zastrzelony 19 listopada 1942 roku na ulicy Czackiego (obecnie ulica Tarasa Szewczenki). Wspomniana ulica Liszniańska przebiegała od skrzyżowania ulic Samborskiej i Sienkiewicza w kierunku wsi Lisznia. W latach trzydziestych XX wieku została przemianowana na ulicę Iwana Franki i tę nazwę nosi do dzisiaj.

9 Ich habe deinen Schulz niedergeschoßen (niem.) - Zastrzeliłem twojego Schulza.

10 Według Ficowskiego Schulz zaplanował wyjazd z Drohobycza do Warszawy z dostarczonymi mu fałszywymi dokumentami aryjskimi na 19 listopada 1942 roku, lecz tego dnia poniósł śmierć z rąk gestapowca. Na temat organizacji wyjazdu zob. także przypis 8 do korespondencji Aleksego Kuszczaka w niniejszym tomie, s. 440.

11 Bruno Kupferberg (1894 Drohobycz - ?) - przyjaciel Brunona Schulza. W 1912 roku zdał egzamin maturalny w C.K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu, w 1919 ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, uzyskując tytuł doktora. Studiował na tym samym roku co Michał Chajes, przyjaciel Schulza. Praktykę adwokacką prowadził w Drohobyczu przy Rynku 14. Był synem Markusa Mordechaja Kupferberga i Cyrli z domu Kuhmerker. Cyrla była córką Judy Hersza Kuhmerkera i Chany z domu Seeman. Juda Hersz był bratem Henrietty Kuhmerker, matki Brunona Schulza. Bruno Kupferberg poślubił w 1920 roku Scheindel (Sabinę) Laję z domu Sussman recte Rotherberg, z którą miał troje dzieci: Artura (1921-?), Wandę (1922-?) i Irenę (1928-1988). Rodzina przeżyła wojnę, a po jej zakończeniu mieszkała początkowo w Krakowie, a później w Izraelu - w Jerozolimie, a następnie w Hajfie.

12 Scheindel Laja Kupferberg z domu Sussman recte Rotherberg, ur. w 1896 w Drohobyczu.

Zbigniew Bezwiński

1 List bez koperty. Rękopis. Ossol. Koresp1 teka Be-Bi, nr akcesji 61/79. Skrócony pierwodruk listu ukazał się w tomie Bruno Schulz. Listy, fragmenty. Wspomnienia o pisarzu, zebrał i oprac. Jerzy Ficowski, Kraków-Wrocław 1984, s. 53.

2 Jerzy Ficowski, Piszę kolejną książkę o Schulzu [list do redakcji], "Przekrój" 1981, nr 17, s. 14. Treść listu jest następująca: "Szanowny Panie Redaktorze! / Zwracam się z gorącą prośbą do Czytelników "Przekroju" w związku z moją kolejną pracą pisarską na temat życia i twórczości Brunona Schulza (1892-1942), autora Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą. Ktokolwiek zechciałby podzielić się ze mną swoimi wspomnieniami o Schulzu, proszę o wiadomość i list. Każdego, kto ma jakiekolwiek pamiątki po nim (listy, fotografie), prosiłbym o skontaktowanie się ze mną, o fotokopie tych dokumentów, lub o ich wypożyczenie lub odsprzedanie. Apeluję także o wszelkie informacje na temat rękopisów tego pisarza, ich losów, ocalonych fragmentów. Gdyby to było możliwe - chętnie bym je zakupił, lub choćby sporządził odpis lub fotokopię. Interesują mnie również rysunki, obrazy i grafiki Brunona Schulza (był on utalentowanym grafikiem i malarzem, a także nauczycielem rysunków w gimnazjum w Drohobyczu). Gotów jestem je kupić, lub przynajmniej sfotografować. Bardzo liczę na odzew i pomoc czytelników "Przekroju". Każda, najdrobniejsza nawet, informacja będzie dla mnie bardzo cenna. / Jerzy Ficowski / ul. Jana Sebastiana Bacha 26 m. 204 / Warszawa 13".

3 Dziadek do orzechów (Nußknacker und Mausekönig) - opowiadanie dla dzieci autorstwa E.T.A. Hoffmanna, wydane po raz pierwszy w Berlinie w 1816 roku.

4 Bezwiński ma zapewne na myśli nieobecność Schulza w Drohobyczu w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca 1936 roku, kiedy to przebywał on na półrocznym urlopie płatnym przyznanym przez władze oświatowe. Urlop ten Schulz, jak pisze Ficowski, "spędza przeważnie w Warszawie, utrzymując stałą łączność z narzeczoną [Józefiną Szelińską] i ze środowiskiem literackim, m.in. z Zofią Nałkowską i Tadeuszem Brezą" (Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002, s. 498).

5 Harry Zeimer - zob. notę biograficzną do korespondencji Harry'ego Zeimera w niniejszym tomie, s. 299.

Tadeusz Breza

1 List bez koperty. Maszynopis. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

2 Zofia Brezowa z domu Nycz.

3 Na podstawie relacji Szelińskiej Ficowski notuje, choć zarazem podaje to przypuszczenie w wątpliwość, że możliwym powodem, dla którego zerwała kontakty z Brezami, był lęk, jakiego doświadczyła podczas krótkiej wizyty u Brezów w okupowanej Warszawie - Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002, s. 332-333.

4 Wzmianka na temat podania Schulza o urlop znajduje się w jego liście do Brezy z 13 listopada 1934 roku. Władze oświatowe przyznały Schulzowi półroczny urlop płatny w terminie 1 stycznia - 30 czerwca 1936.

5 Małżeństwo zostało zawarte w 1937 roku.

6 Stefan Szuman - zob. notę biograficzną do korespondencji Szumana w niniejszym tomie, s. 283.

7 Zofia Nałkowska (1884 Warszawa - 1954 Warszawa) - prozaiczka, dramatopisarka, publicystka. Córka Wacława Nałkowskiego, geografa i publicysty. Kształciła się w domu, na pensji i na tajnym Uniwersytecie Latającym w Warszawie. Debiutowała w 1898 roku utworem poetyckim; opowiadania, artykuły i tłumaczenia publikowała do 1939 roku między innymi w "Tygodniku Ilustrowanym", "Krytyce", "Sfinksie", "Kobiecie Współczesnej", "Wiadomościach Literackich" i "Głosie Prawdy". Po I wojnie światowej uczestniczyła w organizowaniu Związku Zawodowego Literatów Polskich (ZZLP), pełniła funkcję prezesa i wiceprezesa związku. Pracowała w Biurze Propagandy Zagranicznej przy Prezydium Rady Ministrów (1920-1922), uczestniczyła w działalności Towarzystwa Opieki nad Więźniami "Patronat", od 1926 roku pełniła funkcję wiceprezesa, a później prezesa Polskiego PEN Clubu, od 1933 była członkiem Polskiej Akademii Literatury (PAL) i Zespołu Literackiego "Przedmieście". W latach 1936-1937 współredagowała z Bogusławem Kaczyńskim miesięcznik literacki "Studio". W 1935 roku otrzymała Państwową Nagrodę Literacką, a w 1936 Złoty Wawrzyn PAL. Uczestniczyła w akcjach protestacyjnych przeciw represjonowaniu działaczy lewicowych i mniejszości narodowych oraz opozycji politycznej. Po wojnie mieszkała w Łodzi, a od 1950 roku w Warszawie. W 1945 roku weszła w skład redakcji tygodnika "Kuźnica", działała w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich, kontynuowała pracę w ZZLP (ZLP) i PEN Clubie. W 1947 roku została posłem na Sejm Ustawodawczy, a w 1952 posłem na Sejm PRL.

Po okresie wczesnego powieściopisarstwa, skupionego na odrębnościach psychiki kobiecej, jej kolejne powieści, między innymi Romans Teresy Hennert (1924), Niedobra miłość (1928), Granica (1935), stanowiły analizę kulturowych konwencji świadomości i zachowań. Powieść Węzły życia, rozpoczęta w 1939 roku, została wydana we wczesnej wersji w 1948. W 1946 roku ukazał się cykl opowiadań Medaliony oparty na relacjach zebranych przez autorkę w okresie pracy w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich. Wybitnym dziełem diarystyki były jej Dzienniki, publikowane po wojnie w opracowaniu Hanny Kirchner.

W dwudziestoleciu międzywojennym Nałkowska prowadziła salon artystyczny, w którym bywali między innymi pisarze bliscy Schulzowi: Witold Gombrowicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Tadeusz Breza, a także sam Schulz. Była również protektorką młodych autorów, między innymi Brezy i Schulza oraz Stanisława Piętaka i Adolfa Rudnickiego. W 1933 roku po lekturze manuskryptu Sklepów cynamonowych Nałkowska zarekomendowała tę książkę w wydawnictwie "Rój", które opublikowało ją jeszcze w tym samym roku, choć z datą 1934. We wstępie do Księgi listów Schulza (Gdańsk 2002, s. 23-24) Ficowski cytuje z Dziennika Nałkowskiej zapis z 15 kwietnia 1934 roku o zaproszeniu przez pisarkę, z myślą o goszczącym wtedy u niej Schulzu, kilkunastu osób szczególnie mu życzliwych, między innymi Aleksandra Wata, Józefa Czapskiego, Adolfa Rudnickiego, Heleny Boguszewskiej, Jerzego Kornackiego. Schulz opublikował recenzję powieści Nałkowskiej Niecierpliwi (Zofia Nałkowska na tle swej nowej powieści, "Skamander" 1939, nr 108-110), Nałkowska zaś wyróżniła Sklepy cynamonowe w swej odpowiedzi na ankietę Jaką najciekawszą książkę przeczytałem w roku 1933? ("ABC Literacko-Artystyczne" 1934, nr 1). Zob. w niniejszym tomie listy Alicii Giangrande i Pawła Zielińskiego do Ficowskiego, relacjonujące wizytę Schulza z rękopisem Sklepów cynamonowych u Nałkowskiej, s. 90-92 i 302-303.

8 Julian Tuwim (1894- 1953) - poeta, tłumacz, współtwórca grupy "Skamander" i czasopisma pod tym tytułem. W 1935 roku wraz z Adolfem Nowaczyńskim i Antonim Słonimskim wysunął kandydaturę Schulza do nagrody "Wiadomości Literackich" (Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice, s. 77). Schulz wspominał o swej wizycie u Tuwima podczas pobytu w Warszawie w liście do Zenona Waśniewskiego z 1934 roku. Po wydaniu Sklepów cynamonowych Tuwim wyraził swoje uznanie dla tej książki w niezachowanym liście do Schulza, na który ten odpowiedział w 1934 roku. List Schulza do Tuwima opublikował Ficowski w Księdze listów.

9 Stefan Otwinowski (1910-1976) - powieściopisarz, dramatopisarz i eseista. Po wojnie mieszkał w Krakowie, w latach 1947-1976 z krótkimi przerwami był prezesem Oddziału Krakowskiego ZLP.

10 Witold Gombrowicz - zob. notę biograficzną do listu Gombrowicza w niniejszym tomie, s. 96.

11 List bez koperty. Maszynopis. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

12 Mowa o pierwszym wydaniu Regionów wielkiej herezji Ficowskiego, które ukazało się w 1967 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego w Krakowie.

13 Breza nawiązuje tu do następującego fragmentu Regionów: "Wiosną 1939 r. był w Polsce znany pisarz włoski, Massimo Bontempelli, a głównym celem jego wizyty miało być spotkanie z Gombrowiczem i Schulzem. Do spotkania doszło, ale okazało się ono bezowocne: trudności porozumienia się w obcym języku i nieśmiałość Schulza złożyły się na to" (Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji. Szkice o życiu i twórczości Brunona Schulza, Kraków 1967, s. 177). Ficowski, zapewne pod wpływem uwagi Brezy, w czwartym wydaniu Regionów (2002) dokonał korekty, pisząc: "Do spotkania podobno doszło" (tenże, Regiony wielkiej herezji i okolice, s. 82).

14 Zob. przypis 4.

15 Stefan Szuman - zob. notę biograficzną do korespondencji Szumana w niniejszym tomie, s. 283.

16 Poszukiwanie listów Schulza u prof. Stefana Szumana w Krakowie sugerowała Ficowskiemu także, i to w tym samym czasie co Breza, Józefina Szelińska, która podała dokładny adres Szumana - zob. list Szelińskiej do Ficowskiego z 6 grudnia 1967 roku w Archiwum Jerzego Ficowskiego (BN sygn. 14561).

17 List bez koperty. Rękopis. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

18 Chodzi o list Schulza do Stefana Szumana z 24 lipca 1932 roku. Ficowski zrelacjonował odnalezienie go przez Brezę w szkicu Zguby i znaleziska z Okolic sklepów cynamonowych (w: tenże, Regiony wielkiej herezji i okolice, s. 196).

Maria Budratzka-Tempele (Maria Budracka)

1 List bez koperty. Rękopis w języku niemieckim. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

2 Wiedeńska Opera Państwowa (Wiener Staatsoper) - jeden z najważniejszych teatrów operowych na świecie. Zainaugurowała działalność w 1869 roku wystawieniem Don Giovanniego Wolfganga Amadeusza Mozarta.

3 Metropolitan Opera (potocznie: The Met) - teatr operowy w Nowym Jorku, założony w 1883 roku. Pierwotnie (do 1966 roku) znajdował się w gmachu przy Broadwayu, dziś mieści się w The Lincoln Center for the Performing Arts.

4 Ernst Tempele (zm. 1974) - austriacki śpiewak, impresario, przed 1938 rokiem ceniony w Wiedniu pedagog śpiewu. W 1938 roku wyjechał wraz z żoną Marią Budratzką-Tempele do Brazylii, gdzie pracował w Rio de Janeiro i położył duże zasługi w dziedzinie nauczania śpiewu i propagowania muzyki austriackiej. Po powrocie do Austrii, od roku szkolnego 1957/1958, został zaangażowany jako następca prof. Heinricha Brauna, który od 1945 roku prowadził lekcje śpiewu w Konserwatorium Wiedeńskim.

5 "Na tej małej fotografii [...] w Lohengrinie" - chodzi o przesłane Ficowskiemu wraz z listem z 3 stycznia 1977 roku zdjęcie (obecnie w zbiorach Biblioteki Narodowej) przedstawiające Budratzką-Tempele na tle ściany jej pokoju z umieszczonymi na niej fotografiami trzech kreacji operowych Budratzkiej oraz jej portretem rysowanym przez Schulza.

Madame Butterfly (Madama Butterfly) - opera Giacoma Pucciniego z 1904 roku; Sprzedana narzeczona (Prodaná nevěsta) - opera buffa Bedřicha Smetany z librettem Karela Sabiny (prapremiera w Pradze w 1866 roku); Lohengrin - opera Ryszarda Wagnera z 1850 roku.

6 Jaś i Małgosia (Hänsel und Gretel) - opera w trzech obrazach z muzyką autorstwa Engelberta Humperdincka i opartym na baśni braci Grimm librettem w języku niemieckim Adelheid Wette. Jej prapremiera odbyła się w Weimarze w 1893 roku.

7 We wcześniejszych zachowanych listach Budratzkiej-Tempele nie ma wzmianki o "Kallei". Shalom Lindenbaum w liście do Jerzego Ficowskiego z 23 października 1994 roku streszcza fragment hebrajskiej Księgi Drohobycza dr. Szymona Lustiga (pisownia oryginalna; podkreślenia Lindenbauma): "Tak oto [...] z załamaniem się władzy austriackiej, już pod władzą ukraińską (a więc 1918/19), która przyrzekła (a nie dotrzymała) Żydom autonomię kulturalną, założyli ośrodek kulturalny-naukowy K a l i a, też by przygotować ludzi do tej autonomii. Ośrodek był bardzo aktywny. Spotkania codzienne, dyskusje - nieraz bardzo burzliwe, i 2-3 razy w tygodniu k o n c e r t y i wykłady o wiedzy i sztuce, wykłady na wysokim poziomie" - list w Archiwum Jerzego Ficowskiego, BN sygn. III 14571.

8 Otokar Jawrower, właśc. Otto Bernard Jawrower (1895 Brody - ?) - urodzony w rodzinie polskich Żydów muzyk, przemysłowiec, poeta, działacz kulturalny i emigracyjny. W 1915 roku zdał maturę w C.K. Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu. Należał do drohobyckiej grupy artystycznej "Kalleia", był także dyrygentem orkiestry kameralnej w tym mieście. Nie podjąwszy planowanych studiów w konserwatorium, został przemysłowcem naftowym. Przed 1939 rokiem mieszkał w Wiedniu, podczas wojny znalazł się w Urugwaju jako uchodźca. Od 1943 roku pracował dla polskiego wywiadu na uchodźstwie. Był redaktorem naczelnym czasopisma "La Voz de Polonia en El Uruguay" w Montevideo oraz dyrektorem polskiej placówki kulturalno-propagandowej o tej nazwie. Publikował także w urugwajskich czasopismach "El Pia", "El Bieno", "El País", "El Plata". Tłumaczył polską poezję, między innymi wiersze Józefy Radzymińskiej (Amapola purpúrea. Elegías a la patria, Buenos Aires 1955), na język hiszpański. W 1960 roku został odznaczony przez Prezydenta RP na uchodźstwie, Augusta Zaleskiego, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi położone w służbie dla Rzeczypospolitej na terenie Urugwaju.

9 Stanisław Weingarten - mecenas i miłośnik sztuki, meloman, przyjaciel Schulza; zob. notę biograficzną w części "Krąg Schulza" w niniejszym tomie, s. 360.

10 List bez koperty. Rękopis w języku niemieckim. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

11 Marian Knopf - zob. notę biograficzną do listu Knopfa w niniejszym tomie, s. 139.

12 Chodzi o tom: Bruno Schulz, Księga listów, zebrał, opracował, wstępem, przypisami i aneksem opatrzył Jerzy Ficowski, Kraków 1975.

13 Czarno-biała fotografia rysunku Schulza przesłana Ficowskiemu. Znajduje się w zbiorach Działu Rękopisów Biblioteki Narodowej (sygn. III 14532). Na odwrocie fotografii umieszczona jest dedykacja: "Mania Budracka / gezeichnet v.[on] Bruno Schulz / Drohobycz 1919 / Maria Budratzka-Tempele".

gezeichnet von (niem.) - narysowany przez.

14 Ze wstępu tłumacza: "Choć p. Tempele zastrzega się, że pisanie po niemiecku przychodzi jej łatwiej niż po polsku, wyczuwa się wyraźnie, że nie jest to niemczyzna osoby wyrosłej od kołyski w żywiole tego języka. Daleka od standardowej bywa jej ortografia, dziwaczna interpunkcja. Jak wielu galicyjskich Żydów wyrastała zapewne na pograniczu kilku języków. To swoisty fenomen, bo często bywało w ich przypadku tak, że żaden z nich nie był w pełni językiem ojczystym, ale i żaden nie był całkiem obcy. Stąd ich rzadka zdolność przyswajania sobie różnych języków, i to na poziomie, który pozwalał zostać aktorem (jak Emanuel Reicher), pisarzem (czeskim i niemieckim jak Gabriel Laub) czy śpiewaczką operową jak Maria Budratzka-Tempele. Znamienne jest to, co niemiecki krytyk literacki Julius Bab pisał o Emanuelu Reicherze, który dokonał ważnych reform w technice gry aktorskiej, stosowanej na scenach niemieckich: "Reicher pochodzi z Galicji, tej najgłębszej, z Bochni, niedaleko Krakowa. [...] Został aktorem, choć nie w pełni władał jeszcze wówczas językiem niemieckim. Ale oni uczą się wszystkiego, ci Galicjanie" ("Die Schaubühne" [1908], nr 4/2)".

15 W znaczeniu: podpisana jak wyżej.

16 List bez koperty. Rękopis w języku niemieckim. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

17 Zob. przypis 13.

18 Marian Knopf - zob. notę biograficzną do listu Knopfa w niniejszym tomie, s. 139.

19 List z kopertą. Rękopis w języku niemieckim. Koperta adresowana odręcznie. Adresat: WPan / Jerzy Ficowski / ul. J. S. Bacha 26/204 / Warszawa 13 / Polska - Polen. Nadawca: Maria Budratzka-Tempele / Engerthstr. 237/IV/37 / 1020 Wien / Austria / Österreich. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

20 Mowa o fotokopii portretu rysunkowego Budratzkiej-Tempele z 1919 roku autorstwa Brunona Schulza, znajdującej się w Archiwum Jerzego Ficowskiego w Zakładzie Rękopisów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

21 B. Spira [?] - osoba nieustalona.

22 Martin Pollack (ur. 1944) - austriacki tłumacz, pisarz, eseista i publicysta. Studiował slawistykę i historię Europy Wschodniej w Wiedniu i Warszawie. W latach osiemdziesiątych władze PRL uznawały go za osobę niepożądaną i nie wpuszczały do Polski. Do 1998 roku pracował jako korespondent "Der Spiegel" w Wiedniu i Warszawie. W tłumaczeniu na język polski ukazało się kilka jego książek, między innymi: Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach (2000), Ojcobójca. Sprawa Filipa Halsmanna (2005), Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu (2006; nagrodzona Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus w 2007 roku), Dlaczego rozstrzelali Stanisławów (2009), Topografia pamięci (2017). Przełożył na język niemiecki 15 książek Ryszarda Kapuścińskiego.

23 "dotyczące roku 1927" - fragment niejasny.

24 List z kopertą. Maszynopis w języku niemieckim. Koperta adresowana odręcznie. Adresat: WP. / Jerzy Ficowski / Warszawa 13 / / ul. J. S. Bacha 26/204 / Polska - Polen. Nadawca: Maria Budratzka-Tempele / Engerthstr. 237/IV/37 / 1020 Wien / Austria. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

25 post mortem (łac.) - po śmierci.

26 "Kalleia" - zob. przypis 7.

27 Stanisław Weingarten - zob. przypis 9.

28 Paula (Pepcia) Budracka - siostra Marii Budratzkiej-Tempele. Pianistka, współzałożycielka w 1918 roku drohobyckiej grupy "Kalleia". W 1920 roku, po śmierci ojca, wyjechała z matką i siostrą do Wiednia, gdzie mieszkała przed przybyciem do Drohobycza w 1917 roku. Zginęła w Zagładzie.

29 Być może Budratzka-Tempele ma na myśli jakieś prywatne lekcje rysunku udzielane przez Schulza (według informacji dr. Lustiga, przywołanej w liście Shaloma Lindenbauma do Ficowskiego z 23 października 1994 roku, Schulz był prywatnym nauczycielem czy też korepetytorem Pauli (Pepci) Budrackiej, siostry Marii). Stałą posadę nauczyciela kontraktowego Schulz objął w 1924 roku.

30 Według ustaleń Ficowskiego Schulz studiował na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej od 1910 roku (z przerwą spowodowaną chorobą) do wybuchu I wojny światowej. Anna Kaszuba-Dębska (Kobiety i Schulz, Gdańsk 2015, s. 318) podaje, że w 1914 roku Schulz po dwuletniej przerwie spowodowanej chorobą studiował na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Lwowskiej i 27 lutego zdał pierwszy egzamin. Jak ustalił Paolo Caneppele, podczas I wojny Schulz, przebywając w Wiedniu, zapisał się na tamtejszą politechnikę na rok akademicki 1916/1917, "uczęszczając systematycznie na kilka wykładów", nie ma jednak informacji o tym, by zdawał egzaminy. Studia kontynuował w roku 1917/1918, ale "nie uczęszczał do końca na żaden wykład" (Bruno Schulz w Wiedniu, [w:] W ułamkach zwierciadła. Bruno Schulz w 110 rocznice urodzin i 60 rocznicę śmierci, pod red. Małgorzaty Kwiatkowskiej-Łysiak i Władysława Panasa, Lublin 2003, s. 535).

31 Charlotta Weingartenowa (?-1942) - matka Stanisława, Fryderyki, Róży i Bernarda Weingartenów. Po śmierci męża (około 1900 roku) sprzedała posiadłość w Mikołajowie i zamieszkała w Drohobyczu z córką Fryderyką Heimbergową.

32 Państwo Budraccy, zanim wyjechali z Drohobycza do Wiednia, mieszkali przy ulicy Truskawieckiej, sąsiadując z Weingartenami, którzy zajmowali mieszkanie przy ulicy Świętego Jana 9A.

33 Ernst Tempele - zob. przypis 4.

34 Siostrzeńcem Marii Budratzkiej-Tempele był Ernst M. Leshem, w latach siedemdziesiątych dyplomata.

35 Marian Knopf - zob. notę biograficzną do listu Knopfa w niniejszym tomie, s. 139.

36 Na temat opisanej dalej fotografii zob. przypis 5.

37 List bez koperty. Rękopis w języku niemieckim. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

38 Marian Knopf - zob. notę biograficzną do listu Knopfa w niniejszym tomie, s. 139.

39 in memoriam (łac.) - ku pamięci.

40 List bez koperty. Rękopis w języku niemieckim. Ossol. Koresp1 teka Br-Ca, nr akcesji 61/79.

Przełożył Tadeusz Zatorski.

41 in medias res (łac.) - (przystąpienie od razu) do sedna sprawy.

42 Rodzinę Stanisława Weingartena charakteryzują w tym zbiorze ponadto listy Josepha Heimberga i relacja Ernestyny (Tynki) Sternbach-Juańskiej, przywołana w liście Elli Schulz-Podstolskiej z 16 czerwca 1992 roku. Stanisław Weingarten - zob. przypis 9.

43 Stanisław Weingarten miał dwie siostry - starszą Różę, po mężu Händel, i młodszą Fryderykę, po mężu Heimberg.

44 Chodzi o Paulę (Pepcię) Budracką - zob. przypis 28.

45 Ernst Tempele - zob. przypis 4.

46 Być może chodzi o przygotowywaną wówczas włoską edycję Księgi listów: Bruno Schulz, Lettere perdute e frammenti, a cura di Jerzy Ficowski, prefazione di Andrzej Zieliński, Milano 1980. W kraju w latach 1976-1979 książki Ficowskiego, a więc także wznowienia, nie ukazywały się w oficjalnym obiegu z powodu objęcia go zapisem cenzury.

Sara Celnik

1 List bez koperty. Rękopis. Maszynopisowy załącznik z odręcznym podpisem Zeeva Händlera, zatytułowany "Śmierć Bruno Schultza (Zeznanie osobiste)". BN sygn. III 14533.

2 Chodzi o małżeństwo Irenę i Stanisława Wygodzkich, którzy w styczniu 1968 roku wyemigrowali z Polski do Izraela, gdzie zamieszkali w Giwatajim koło Tel Awiwu. Wspomniane spotkanie autorki listu z Ficowskim u Wygodzkich miało miejsce podczas jego pobytu w Izraelu w czerwcu 1981 roku. W archiwum Ficowskiego w Ossolineum zachowały się 22 listy od Wygodzkiego z lat 1968, 1981-1991.

Stanisław Wygodzki (1907 Będzin - 1992 Tel Awiw) - prozaik, poeta, tłumacz. Przed wojną jako uczeń gimnazjum skazany za agitację komunistyczną; uprawiał twórczość zaangażowaną, publikował między innymi w "Wiadomościach Literackich", "Miesięczniku Literackim", "Lewarze" i "Kamenie". Był członkiem Polskiej Sekcji Międzynarodowego Biura Literatury Rewolucyjnej w Moskwie i współpracownikiem wydawanych przez tę organizację czasopism. Podczas wojny więziony w getcie w Będzinie, później w KL Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych. Po wojnie publikował między innymi w "Kuźnicy", "Odrodzeniu", "Trybunie Ludu", "Życiu Literackim", "Świecie", "Polityce", "Nowych Książkach". Po emigracji w 1968 roku współpracował między innymi z "Kulturą" (Paryż), "Wiadomościami" (Londyn), "Zeszytami Literackimi" (Paryż, później Warszawa), krajowym, ukazującym się poza cenzurą, "Zapisem" oraz wydawanymi w Izraelu czasopismami "Maariw", "Nowiny-Kurier" i "Przegląd". Wydał między innymi powieści i zbiory opowiadań: Widzenie (1950, wyd. 1955), Opowiadanie buchaltera (1951), Zatrzymany do wyjaśnienia (1957, wyd. Paryż 1968), Milczenie. Opowiadania (1958), O świcie (1959), Człowiek z wózkiem (1961), Boczna uliczka (1966), Powrót na ziemię (1967), Pieskin został pisarzem (Londyn 1973), oraz zbiory wierszy, między innymi: Apel (Moskwa 1933), Chleb powszedni (1934) Drzewo ciemności (Londyn 1973), Podróż zimowa (Londyn 1975), Pożegnanie (Londyn 1979). Jego powojenna twórczość była początkowo związana z zaangażowaniem społecznym i politycznym po stronie komunizmu. Od 1956 roku, po rozczarowaniu komunizmem, dominantą pisarstwa Wygodzkiego stało się doświadczenie zagłady Żydów.

3 "Jad W[a]szem" (Yad Vashem, hebr. Jad wa-Szem) - Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, założony w Izraelu w 1953 roku na podstawie uchwały Knesetu. Usytuowany na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie. Jego zadaniem jest zbieranie, opracowywanie i udostępnianie materiałów dotyczących zagłady Żydów.

4 Schoah (Szoa, hebr. Zagłada) - masowy mord dokonany przez Niemców w latach II wojny światowej na większości europejskich Żydów; także: Holokaust.

5 Zapewne mowa o niemieckojęzycznej edycji Xięgi bałwochwalczej Schulza - Das Götzenbuch (Warszawa 1988), w opracowaniu i ze wstępem Jerzego Ficowskiego.

6 Wilhelm Zeev Händler (około 1924 Drohobycz - ?) - uczeń Schulza, w roku szkolnym 1937/1938 uczęszczał do klasy III b Państwowego Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu.

7 Podana data jest nieścisła. Bruno Schulz zginął w Drohobyczu 19 listopada 1942 roku.

8 Felix Landau (1910 Wiedeń - 1983 Wiedeń) - Hauptscharführer SS. Nosił nazwisko ojczyma, który był żydowskim kupcem w Wiedniu. W Drohobyczu przebywał z przerwami w okresie 7 lipca 1941 - 10 maja 1943 roku. Ficowski określa jego funkcję jako "referent do spraw żydowskich w drohobyckim gestapo" (Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002, s. 98); według powojennych zeznań swojego przyrodniego brata Konrada, w Drohobyczu był "kimś w rodzaju zarządcy sprawującego kontrolę nad majątkami żydowskimi, to znaczy nad Żydami, którzy pracowali w tych majątkach" (Biografie Landaus, [oprac.] Winfried Garscha und Claudia Kuretsidis-Haider, Dokumentationsarchiv des Ősterreichischen Widerstandes DÖW, Wien b.r. [wydruk komputerowy załączony do faxu z 11 stycznia 2001, kserokopia w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie, Archiwum Jerzego Ficowskiego, sygnatura III 14609], k. 5 (tł. z niem. Tadeusz Zatorski)); w raportach wywiadu AK-Drohobycz Landau przedstawiony jest jako pełniący w drohobyckim gestapo funkcję kierownika do spraw żydowskich (Wiesław Budzyński, Miasto Schulza, Warszawa 2005, s. 190). Po wojnie ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem, ujęty w Stuttgarcie w 1958 roku, tamże sądzony, w 1963 skazany na dwukrotne dożywocie. W 1973 roku zwolniony (wyrok dożywocia zamieniono w trybie ułaskawienia na 20 lat pozbawienia wolności), ostatnie 10 lat życia spędził na wolności (Biografie Landaus..., k. 6). Przed wojną uczył się zawodu stolarza artystycznego. "Protektor" Brunona Schulza, którego zatrudniał do prac artystycznych (między innymi do wykonywania malowideł ściennych) w zajmowanej przez siebie willi i w innych obiektach Drohobycza, i z tego powodu chronił go jako "potrzebnego Żyda". Według ustaleń Ficowskiego Schulz zginął 19 listopada 1942 roku z rąk gestapowca Karla Günthera, który zastrzelił go w zemście za zabicie przez Landaua technika dentystycznego Adolfa Löwa, "niewolnika" Günthera (Jerzy Ficowski, Epilog życiorysu, Ostatnia bajka Brunona Schulza, [w:] tegoż, Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002).

9 Karl Günther (1909 - ?) - drohobycki gestapowiec uznany przez Ficowskiego (tamże) za zabójcę Schulza w "czarny czwartek" 19 listopada 1942 roku, na podstawie relacji Tadeusza Lubowieckiego (Izydora Friedmana) i Emila Górskiego (Samuela Bergmana). Relacje wskazujące na Günthera jako mordercę Schulza pozostawili także Leopold Lustig (Henryk Grynberg, Drohobycz, Drohobycz, Warszawa 1997, s. 35), Alfred Schreyer i Abraham Schwartz (Agata Tuszyńska, Kilka portretów z Polską w tle. Reportaże izraelskie, Gdańsk 1993, s. 124-125) oraz Małgorzata Kitowska-Łysiak (Requiem. Alfred Schreyer i Abraham Schwarz rozmawiają o śmierci Brunona Schulza, "Kresy" 1993, nr 14). Część świadków "czarnego czwartku" wskazuje jednak, że sprawcą zabójstwa Schulza był Friedrich Dengg (zob. w niniejszej antologii "Relacje nieepistolarne na temat "czarnego czwartku" (19 listopada 1942 roku) w Drohobyczu", s. 304-309). Michał Chajes w liście do Ficowskiego z 18 czerwca 1948 roku podaje jako zabójcę gestapowca nazwiskiem Gabriel, z czego w kolejnym liście częściowo się wycofuje, także wskazując na Günthera (zob. s. 48-55). Charakterystykę Günthera, sporządzoną przez wywiad AK-Drohobycz, opublikował Wiesław Budzyński, opatrując ją także notą biograficzną, w której pisał między innymi: "po wojnie umknął wymiarowi sprawiedliwości, ukrywając się w nieznanym miejscu" (tenże, dz. cyt., s. 192, 421).

10 Miejscem śmierci Brunona Schulza nie był Rynek, lecz ulica Czackiego (obecnie Tarasa Szewczenki), nieopodal Judenratu.

11 Rajmund Jarosz (1875-1937) - burmistrz Drohobycza (1908 - około 1914), od 1932 roku prezydent miasta, marszałek powiatu. Zasłużony dla rozwoju Truskawca, właściciel tamtejszego uzdrowiska. W 1928 roku sprzeciwił się zamknięciu wystawy Schulza w sali Domu Zdrojowego. W willi Jarosza w Drohobyczu mieściło się w czasie wojny kasyno gestapowców, gdzie Schulz z ich rozkazu wykonywał malowidła ścienne.

12 Du hast meinen Juden erschossen, da habe ich deinen Juden erschossen (niem.) - Ty zastrzeliłeś mojego Żyda, więc ja zastrzeliłem twojego Żyda.

13 Zob. przypis 10.

Michał Chajes

1 List bez koperty. Maszynopis. Ossol. Koresp1 teka Ce-Cze, nr akcesji 134/80.

2 Nie udało się ustalić dokładnego numeru pisma z apelem Ficowskiego. W czerwcu 1948 roku dziewięciu korespondentów Ficowskiego informowało go w listach o zapoznaniu się z apelem, który ten zamieścił w pismach "Dziennik Polski", "Kuźnica", "Nowiny Literackie", "Odrodzenie", "Przekrój". Treść apelu zob. w przypisie 2 do listu Pawła Zielińskiego w niniejszym tomie, s. 502.

3 Maszynopis o objętości 3 kart, paginowany cyframi rzymskimi.

4 extérieur (fr.) - powierzchowność.

5 Właśc. Adolf Arendt - nauczyciel rysunków w C.K. Gimnazjum w Drohobyczu, od 25 czerwca 1901 profesor w VIII randze, kustosz gabinetu rysunkowego. Według ustaleń Władysława Panasa Ficowski myli się, uznając Arendta (w ślad za opowiadaniem Sklepy cynamonowe) za nauczyciela rysunków Schulza. Arendt bowiem, decyzją ministerstwa, we wrześniu 1902 objął posadę nauczyciela w szkole realnej w Tarnowie, Schulz zaś w tym właśnie czasie rozpoczął naukę w gimnazjum, gdzie rysunków uczył go następca Arendta, Franciszek Chrząstowski.

6 Franciszek Chrząstowski - nauczyciel rysunków w C.K. Gimnazjum w Drohobyczu w latach 1903-1919.

7 Kali - bogini hinduska, żona Śiwy; symbolizuje zniszczenie i krwiożerczość.

8 Schulz zdał maturę i rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej w 1910 roku.

9 cliché-verre - technika graficzna polegająca na wydrapywaniu igłą rysunku na pokrytej czarną emulsją szklanej kliszy fotograficznej i odbijaniu go techniką stykową na papierze światłoczułym.

10 Właśc. Ignacio Zuloaga (1870-1945) - malarz hiszpański.

11 Francisco Goya (1746-1828) - malarz, grafik i rysownik hiszpański.

12 Henrietta Schulz z Kuhmerkerów, matka Brunona, zmarła w 1931 roku.

13 Bratanicą Brunona Schulza była Ella Schulz-Podstolska (1914-1996), córka Izydora Schulza. Zob. notę biograficzną do korespondencji Elli Schulz-Podstolskiej w niniejszym tomie, s. 253.

14 Doktor Tadeusz Baranowski, dentysta drohobycki, po wojnie mieszkający we Wrocławiu. Zob. przypis 1 do listu Tadeusza Baranowskiego w niniejszym tomie, s. 509.

15 Zofia Nałkowska - zob. przypis 7 do korespondencji Tadeusza Brezy w niniejszym tomie, s. 386.

16 Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) (1885-1939) - pisarz, malarz, teoretyk sztuki, filozof. Admirator twórczości Schulza, z którym pozostawał w towarzyskich i artystycznych relacjach od 1925 roku. Świadectwem dialogu artystów jest dwugłos opublikowany w "Tygodniku Ilustrowanym" (1935, nr 17), złożony z przeprowadzonego przez Witkiewicza Wywiadu z Brunonem Schulzem oraz quasi-listu Schulza Bruno Schulz do St. I. Witkiewicza. Witkacy był też autorem drukowanej w "Pionie" (1935, nr 34 i 35) rozprawy Twórczość literacka Brunona Schulza. W Księdze listów zostały opublikowane dwa zachowane listy: Witkiewicza do Schulza z 23 kwietnia 1938 i Schulza do Witkiewicza z 12 kwietnia 1934 roku. Witkiewicz był autorem kilku portretów Schulza.

17 Informacja nieprawdziwa.

18 List bez koperty. Maszynopis. Ossol. Koresp1 teka Ce-Cze, nr akcesji 134/80.

19 Właśc. Félicien Rops - belgijski grafik, przedstawiciel symbolizmu. Z uwagi na posługiwanie się przezeń estetyką groteski, wykorzystywanie motywów Circe i kobiety-demona wielokrotnie przywoływany w interpretacjach prac plastycznych Schulza.

20 Jakub Schulz (1846-1915). Wypis z aktu zgonu w księgach metrykalnych Drohobycza jako przyczynę jego śmierci 23 czerwca 1915 roku podaje "uwiąd starczy" - zob. Jerzy Ficowski, Bruno Schulz (1892-1942) notatki biograficzne, k. 11. Przed śmiercią cierpiał na gruźlicę, nowotwór i arteriosklerozę.

21 Od 1872 roku Schulzowie byli związani ślubem religijnym według wyznania mojżeszowego. Związek małżeński według ustawy cywilnej zawarty został 8 października 1892 roku.

22 Informacja błędna - zob. przypis 20.

23 Henrietta (Hendel) Schulz z Kuhmerkerów (1851-1931). Po śmierci ojca przejęła sklep i kamienicę na rynku drohobyckim. Według danych z Działu Genealogii Żydowskiego Instytutu Historycznego z jej związku z Jakubem Schulzem urodzili się: Anna "Hania" (Chana) (ur. 1874), Izaak (1875-1879), Izydor "Lulu" (Israel Baruch) (ur. 1881), Hinda (1887-1890) i Bruno (ur. 1892).

24 Informacja nieścisła - zob. przypis 23.

25 Anna (Chana) Hoffmanowa, zwana "Hanią" (1874-1942) - najstarsze dziecko Jakuba i Henrietty Schulzów, matka Ludwika i Zygmunta. Jakub i Henrietta wraz z Brunonem zamieszkali w domu Hani i jej męża przy ulicy Bednarskiej (Floriańskiej) w 1910 roku, po opuszczeniu domu na Rynku, spowodowanym chorobą Jakuba. Mąż Hani, przemysłowiec Mojżesz Hoffman (1870-1910), poślubiony przez nią w 1900 roku, zginął śmiercią samobójczą. W późniejszym okresie życia Hania doznawała ataków nerwowych, którym towarzyszyły drgawki wymagające interwencji lekarskich. Zob. list Eliasza Hoffmana, szwagra Hani, lekarza, do Ficowskiego z 6 czerwca 1965 roku, zamieszczony w niniejszym tomie, s. 113.

26 Zygmunt Hoffman (1910 Drohobycz - 1942) - siostrzeniec Brunona Schulza. Maturę zdał 24 maja 1929 roku w Państwowym Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły. Wielokrotnie wspominany w listach swoich szkolnych kolegów (między innymi Leona Horoszowskiego, Edmunda Löwenthala (Lewandowskiego), Marka Spaeta) do Ficowskiego. Według relacji Eliasza Hoffmana w czasie okupacji znalazł się w obozie pracy przymusowej.

27 Ludwik Hoffman (1903-1942?) - pierworodny syn Hoffmanów, inżynier chemik, pracował w laboratorium na Politechnice Lwowskiej. Jego żoną była lwowska aktorka Dora Kipień. Około 1933 roku sportretowany przez Schulza z pieskiem.

28 realność - tu: nieruchomość, posesja.

29 Bruno Schulz od 1910 roku mieszkał przy ulicy Floriańskiej 10. Według wyjaśnienia Jerzego M. Pileckiego (rozmowa z 26 października 2018 roku) ulica Bednarska w odczuciu mieszkańców Drohobycza była identyfikowana z główną osią komunikacyjną w tej części miasta, wyprowadzającą na peryferia. Zapewne dlatego Bednarską, zamiast krótszej Floriańskiej, stanowiącej niewielki fragment tej osi, niektórzy świadkowie, w tym Chajes, podawali nieściśle jako miejsce zamieszkania Schulza.

30 Izydor (Baruch Israel) "Lulu" Schulz (1881 Drohobycz - 1935 Lwów) - absolwent Wydziału Budowy Dróg i Mostów Politechniki Lwowskiej. W 1908 lub 1909 ożenił się z Reginą z domu Liebesman (1890-1926); z małżeństwa urodziło się troje dzieci: Wilhelm (1910), Ella (1914) i Jakub (1915). Po wybuchu I wojny światowej powołany do wojska jako porucznik. W tym czasie jego żona i dzieci wyjechali do Wiednia, gdzie przebywali do końca wojny. Po wojnie rodzina zamieszkała w Krakowie, a później w Warszawie. Izydor prowadził kina w Drohobyczu ("Urania") i Warszawie ("Corso" i "Nirwana"), a w Krakowie wypożyczalnię filmów. Pracował jako naczelny dyrektor ogólnopolskiej centrali rafinerii "Galicja", której siedziba od 1927 roku mieściła się we Lwowie, dokąd została przeniesiona z Warszawy. Jak podaje Ficowski (Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002, s. 136), Izydor Schulz wsparł finansowo wydanie w "Roju" Sklepów cynamonowych. Skalę pomocy materialnej Izydora, świadczonej rodzinie, ukazuje list Elli Schulz-Podstolskiej do Ficowskiego z 6 kwietnia 1976 roku - zob. w niniejszym tomie s. 255.

31 Ella Schulz-Podstolska - zob. notę biograficzną do korespondencji Schulz-Podstolskiej w niniejszym tomie, s. 253.

32 Winno być: siostrzeńcami.

33 Temu stwierdzeniu Chajesa przeczy charakterystyka Zygmunta Hoffmana zawarta we wspomnieniu Edmunda Löwenthala (Lewandowskiego), szkolnego kolegi Zygmusia, często go odwiedzającego.

34 Regina (Rywka) Heimberg z Kuhmerkerów (1838 - ?) - starsza siostra Henrietty Schulz, ciotka Brunona Schulza.

35 Opowiadanie Dodo znajduje się w zbiorze Sanatorium pod Klepsydrą.

36 Ernestyna (Tynka) Sternbach-Juańska z domu Kupferberg (1899-199?) - kuzynka Brunona Schulza. W młodości należała do kręgu przyjacielskiego skupionego w Drohobyczu wokół Mundka Pilpla. Zob. notę biograficzną do listu Sternbach-Juańskiej oraz jej wspomnienia zapisane w liście Elli Schulz-Podstolskiej do Ficowskiego z 16 czerwca 1992 roku, zamieszczone w niniejszym tomie, s. 282 i 264.

37 Wzmianka o Fryderyce Wegner jako pierwowzorze jednej z kobiecych postaci z grafik Schulza pojawia się w liście Leona Horoszowskiego do Edmunda Löwenthala z 9 maja 1981 roku - zob. w niniejszym tomie s. 119.

38 Józefina (Juna) Szelińska - doktor polonistyki i historii sztuki po studiach na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, nauczycielka języka polskiego, narzeczona Schulza; zob. notę biograficzną w części "Krąg Schulza" w niniejszym tomie, s. 343.

39 Ojciec Józefiny Szelińskiej, Zygmunt Schrenzel (po przejściu na katolicyzm Szeliński), prowadził kancelarię adwokacką w Janowie pod Lwowem (po wojnie Iwano-Frankowe). Oboje rodzice Józefiny, Zygmunt i Helena, zostali zamordowani przez hitlerowców w Janowie.

40 Na głębszy związek Schulza i Nałkowskiej wskazują zapisy o Schulzu zawarte w Dzienniku Nałkowskiej, omówione i cytowane przez Ficowskiego w aneksie do Księgi listów Schulza (Kraków 1975, aneks, poz. II, s. 151-154; w wydaniach późniejszych ten fragment stał się częścią wstępu Wprowadzenie do "Księgi listów"). W kalendarium Schulza Ficowski pisze pod datą 1934 o "romansie trwającym około czterech miesięcy" (Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice, dz. cyt., s. 496). Zofia Nałkowska - zob. przypis 7 do korespondencji Tadeusza Brezy w niniejszym tomie, s. 386.

41 Schulz wystąpił z żydowskiej gminy wyznaniowej 8 lutego 1936 roku.

42 Józef Staromiejski (1863-1917) - w latach 1904-1917 dyrektor Gimnazjum im. Franciszka Józefa w Drohobyczu, nauczyciel łaciny, członek Rady Miasta.

43 Emanuel (Mundek) Pilpel (około 1893-1936) - syn drohobyckiego księgarza Jakuba Pilpla, miłośnik i znawca sztuk. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Salon w willi Pilplów w Drohobyczu przy ulicy Szewczenki 8 i księgarnia Jakuba Pilpla na Rynku były miejscem spotkań artystów i miłośników sztuki, między innymi najbliższych przyjaciół Mundka: Brunona Schulza, Michała Chajesa i Stanisława Weingartena. Pilpel wraz z nimi należał do grupy młodzieży artystycznej "Kalleia". Był wielokrotnie portretowany przez Schulza; w jego mieszkaniu Schulza sportretował Stanisław Ignacy Witkiewicz. Zob. charakterystykę Pilpla w liście Reginy Silberner do Ficowskiego z 17 sierpnia 1992 roku, zamieszczonym w niniejszym tomie, s. 273.

44 Stanisław Weingarten - zob. notę biograficzną w części "Krąg Schulza" w niniejszym tomie, s. 360.

45 Schulz jako recenzent współpracował z "Wiadomościami Literackimi" w latach 1935-1939, publikując teksty krytyczne w 18 numerach pisma. Recenzował też książki w "Tygodniku Ilustrowanym" (w latach 1935-1938 w dziewięciu numerach). Drukował ponadto w "Pionie", "Przeglądzie Podkarpacia", "Skamandrze", "Studio" i "Sygnałach".

46 Bibliotekę założono w budynku Żydowskiego Domu Starców przy ulicy Mickiewicza (obecnie budynek Biblioteki Miejskiej im. Wiaczesława Czernowoła przy ulicy Szewczenki). Przy ulicy Sobieskiego (obecnie ulica Łesi Ukrainki) mieścił się Dom Sierot Żydowskich, zamieniony przez Niemców w Arbeitsamt, gdzie według relacji dr. Ignacego Kriegla i Harry'ego Zeimera Schulz latem 1942 roku wykonywał na suficie polichromię.

47 Miejscem zamieszkania Schulza stał się dom przy ulicy Stolarskiej 18, który od 1941 roku znajdował się w obrębie getta.

48 Felix Landau - zob. przypis 8 do listu Sary Celnik w niniejszym tomie, s. 392.

49 rajtszula (z niem.) - dawniej szkoła jazdy konnej.

50 Josef Gabriel (1907-?) - austriacki gestapowiec. Na placówce w Drohobyczu od września 1941 roku, od maja 1943 kierował referatem ds. żydowskich. Po wojnie aresztowany i sądzony. Jego charakterystykę według wywiadu AK przedstawia Wiesław Budzyński (tegoż, Miasto Schulza, Warszawa 2005, s. 190-192).

Chajes koryguje tę informację w liście z 9 lipca 1948 roku, wskazując na Gabriela lub Günthera.

51 Haust du meinen [Juden], so hau' ich deinen Juden (niem.) - Jak stłuczesz mojego Żyda, to ja stłukę twojego.

52 W maszynopisie data dzienna 19 listopada została naniesiona ręką Jerzego Ficowskiego na pierwotne datowanie Chajesa. Nieczytelna data pod poprawką to prawdopodobnie 26 listopada. Z tego datowania Chajes wycofał się w liście do Ficowskiego z 9 listopada 1948 roku.

53 Ich habe deinen Juden erschossen (niem.) - Zastrzeliłem twojego Żyda.

54 Liczbę ofiar mordu na Żydach w Drohobyczu 19 listopada 1942 roku inny świadek określa na 240 (Samuel Rothenberg, List o zagładzie Żydów w Drohobyczu, wstęp, oprac. i przypisy Edmund Silberner, Londyn 1984, s. 13). Podobną liczbę ("ponad dwieście osób") podaje Abraham Schwartz, który zbierał i przewoził zwłoki ofiar na cmentarz (Agata Tuszyńska, Uczniowie Schulza, [w:] tejże, Kilka portretów z Polską w tle. Reportaże izraelskie, Gdańsk 1993, s. 125). Bogusław Moroń podaje liczbę "około 100 ofiar" (tegoż, "Sprawy Żydów", [w:] Wspomnienia (III), wybrał i zredagował o. Dominik M. Orczykowski OFMCap, Wrocław 1996, s. 49). W pierwszym wydaniu Okolic sklepów cynamonowych (1986) Ficowski pisał o "ponad stu", "stu parudziesięciu zabitych" (s. 100), jednak w reedycji książki przez Ośrodek "Pogranicze" (2002) zastąpił te liczby określeniem "zginęło w Drohobyczu wielu Żydów" (s. 220).

55 rewerencja - dawniej szacunek, poważanie.

56 Chajesowi chodzi zapewne o Żydowskie Towarzystwo Krzewienia Sztuk Pięknych (ŻTKSP) w Warszawie, organizację kulturalną działającą od 1923 roku, wspierającą materialnie żydowskich artystów plastyków, organizującą wystawy i salony sztuk ŻTKSP. Po przerwie w latach 1939-1945 Towarzystwo wznowiło działalność, podejmując próbę ratowania i zbierania dzieł plastycznych ocalałych z wojny. ŻTKSP zostało rozwiązane w 1949 roku, a jego zbiory przekazano Żydowskiemu Instytutowi Historycznemu.

57 Józef Sandel (1894-1962) - historyk sztuki i publicysta pochodzenia żydowskiego, działacz Żydowskiego Towarzystwa Krzewienia Sztuk Pięknych w Warszawie, które reaktywował po 1945 roku.

58 Tadeusz Baranowski - zob. przypis 1 do listu Baranowskiego w części "Krąg Schulza" w niniejszym tomie, s. 509.

59 List bez koperty. Maszynopis. Ossol. Koresp1 teka Ce-Cze, nr akcesji 134/80.

60 Według ustaleń Paola Caneppelego Schulz podczas I wojny światowej przebywał w Wiedniu w okresach: 30 listopada 1914 - 5 grudnia 1915, 5 listopada 1916 - 3 sierpnia 1917, październik 1917 - sierpień 1918 roku.

61 Bruno Jasieński (1901-1938) - poeta, prozaik i dramaturg. Futurysta, działacz komunistyczny, współtwórca jednodniówki Nuż w bżuhu (1921). Ponadto wydał między innymi utwory: But w butonierce (1921), Pieśń o głodzie (1922), Ziemia na lewo (1924), Palę Paryż (1929), Bal manekinów (1931). Zginął w ZSRR, gdzie działał od 1929 roku, tworząc w poetyce socrealistycznej.

62 Aleksander Wat (1900-1967) - poeta, prozaik, tłumacz. Futurysta, współtwórca jednodniówki Nuż w bżuhu (1921), autor zbioru opowiadań Bezrobotny Lucyfer (1927), redaktor "Miesięcznika Literackiego". Po wojnie wydał między innymi Wiersze śródziemnomorskie (1962), Ciemne świecidło (1968), Mój wiek (1978).

63 Stanisław Młodożeniec (1895-1959) - poeta i prozaik. Współtwórca jednodniówki futurystycznej Nuż w bżuhu (1921), wydał między innymi Kreski i futureski (1921), w późniejszym okresie związany z nurtem wiejskim.

64 Schulz rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej w 1910 roku, przerywając je po roku z powodu choroby i wznawiając na krótko w roku akademickim 1913/1914.

65 Emil Górski (Samuel Bergman) - zob. notę biograficzną do listów Górskiego w niniejszym tomie, s. 99.

66 Josef Gabriel - zob. przypis 50.

67 Karl Günther- zob. przypis 9 do listu Sary Celnik w niniejszym tomie, s. 393.

68 Felix Landau - zob. przypis 8 do listu Sary Celnik w niniejszym tomie, s. 392.

69 Tadeusz Lubowiecki (Izydor Friedman) - zob. notę biograficzną do listów Lubowieckiego w niniejszym tomie, s. 183.

70 Pierwowzorem ciotki Retycji z opowiadania Dodo była Regina (Ryfka) Heimberg z domu Kuhmerker, starsza siostra Henrietty, matki Schulza.

71 List z kopertą. Rękopis. Koperta adresowana odręcznie. Adresat: Ob. Jerzy Ficowski / we / Włochach k. W-wy / ul. Wielkie Łuki 19 m 1. Nadawca: Dr Michał Chajes / Kraków / Gertrudy 23/4. Ossol. Koresp1 teka Ce-Cze, nr akcesji 134/80.

72 Maksymilian Goldstein (1880-1942?) - syn rabina Dawida Halewiego, bankowiec, znawca ekslibrisów, kolekcjoner judaików. Podczas wojny więzień obozu w Janowie. Pomysłodawca i założyciel Muzeum Żydowskiego we Lwowie (1934), w którym zgromadził między innymi dzieła plastyczne, przedmioty kultu synagogalnego i domowego, elementy stroju żydowskiego, biżuterię, druki, rękopisy, ekslibrisy, a także karykatury, kalendarze, wycinanki, pamiątki z czasów I wojny światowej, erotica. Około 1910 roku wraz z Joachimem (Chaimem) Kahanem utworzył Koło Miłośników Sztuki Żydowskiej. Kolekcja Goldsteina posiadała dwa własne ekslibrisy autorstwa Schulza, znajdował się w niej także egzemplarz Xięgi bałwochwalczej.

73 Karol Dresdner (ok. 1908-1943) - polsko-żydowski poeta i krytyk, tłumacz, historyk literatury polskiej. Ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, uzyskując doktorat na podstawie pracy Udział Żydów w poezji polskiej XIX w., napisanej pod kierunkiem prof. Juliusza Kleinera. Wykładał w gimnazjach lwowskich, współpracował z prasą polską i polsko-żydowską; prace historycznoliterackie publikował między innymi w "Pamiętniku Literackim" "Filomacie" i "Przeglądzie Humanistycznym". Współautor przewodnika po zbiorach Muzeum Żydowskiej Gminy wyznaniowej we Lwowie, w tym kolekcji Maksymiliana Goldsteina. W okresie okupacji sowieckiej współautor Wypisów z literatury polskiej dla klasy V (Kijów-Lwów 1940). Zamordowany w maju 1943 roku w obozie w Janowie.

74 Maksymilian Goldstein, dr. Karol Dresdner, Kultura i sztuka ludu żydowskiego na ziemiach polskich. Zbiory Maksymiliana Goldsteina, z przedmową prof. dr. Majera Bałabana, nakładem Maksymiliana Goldsteina, skład główny w Księgarniach S.A. Książnica-Atlas, Lwów MCMXXXV.

75 Wzmianki o Schulzu znajdują się także na s. 107, 110-111 cytowanej książki.

76 W cytowanym wydaniu: jej.

77 W: Jerzy Ficowski, Bruno Schulz (1892-1942) notatki biograficzne, k. 48-49. BN sygn. III 14620.

78 Właśc. cliché-verre - zob. przypis 9.

79 Ernestyna (Tynka) Sternbach-Juańska z domu Kupferberg - zob. notę biograficzną do listu Sternbach-Juańskiej w niniejszym tomie, s. 282.

80 Emanuel (Mundek) Pilpel - zob. przypis 43.

81 Stanisław Weingarten - zob. notę biograficzną w części "Krąg Schulza" w niniejszym tomie, s. 360.

82 Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) - zob. przypis 16.

83 List bez koperty. Rękopis. BN sygn. III 14533.

84 Marek Holzman (po matce Singer) (1919 Borysław - 1982 Warszawa) - artysta fotografik, portrecista, fotograf teatralny. W 1938 roku rozpoczął studia ekonomiczne na Uniwersytecie Warszawskim, które przerwała wojna. W latach 1939-1941 pracował jako kierownik Biblioteki Miejskiej w Borysławiu. Uczestnik spotkań artystycznych w domu Marka Zwillicha, gdzie zetknął się z Brunonem Schulzem. Po wojnie mieszkał w Wałbrzychu, gdzie 19 marca 1947 roku zarejestrował się w Centralnym Komitecie Żydów Polskich, a od 1950 roku w Warszawie. Współpracował między innymi z czasopismem "Polska", a później z "Projektem"; publikował także reportaże i fotoreportaże w czasopismach "Świat" oraz "Ty i Ja". Zdobył rozgłos za granicą, wystawiając między innymi w USA i Paryżu.

85 Relację z wyjazdu Ficowskiego do Drohobycza w 1965 roku zawiera jego artykuł pt. W poszukiwaniu śladów Brunona Schulza, "Współczesność" 1965, nr 25-26.

86 native place (ang.) - rodzinne miejsce.

87 Munio Herschdörfer - znajomy Michała Chajesa z Drohobycza. Rafael Scharf w listach do Ficowskiego z 22 grudnia 1981 i 2 lutego 1984 roku z Londynu (Ossolineum, Korespondencja Jerzego Ficowskiego. Listy od Rafaela Scharfa. T. 1978-1990, nr akcesji 38/98) streszcza i cytuje relację pracującej w drohobyckim Judenracie Reci Ruhrberg-Herschdörfer, która w czwartek 19 listopada 1942 roku z okna Judenratu na drugim piętrze widziała ciało Schulza, leżące na ulicy w chwilę po zastrzeleniu go przez gestapowca.

88 Emanuel (Mundek) Pilpel - zob. przypis 43.

89 status quo ante (łac.) - dawniejszy stan rzeczy; tu w znaczeniu: według stanu sprzed.

90 cum grano salis (łac.) - dosł. 'z ziarnem soli', z odrobiną sceptycyzmu; tu w znaczeniu: z ostrożnością.

91 Chodzi o publikację: Jerzy Ficowski, Bruno Schulz, "Polska" 1965, nr 10 s. 28 b; esejowi Ficowskiego towarzyszą w tym numerze "Polski" opowiadanie Schulza Wichura ze Sklepów cynamonowych oraz fragment opowiadania Wiosna z Sanatorium pod Klepsydrą, a także reprodukcje rysunków pisarza (s. 29-31).

92 Ficowski opublikował w "Twórczości" (1965, nr 10) 25 listów Schulza do redaktora "Kameny" Zenona Waśniewskiego z lat 1934-1938 (s. 75-98); w tymże numerze "Twórczości" ukazało się także wspomnienie Izabelli Czermakowej Bruno Schulz (s. 99-102).

93 Być może ten fragment listu dotyczy planowanej już wtedy wystawy zbioru prac plastycznych Schulza, zakupionych przez Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie w 1965 roku od Emila Górskiego. Wystawa ta odbyła się jednak w Muzeum dopiero w okresie 3 kwietnia - 7 czerwca 1967 roku. Liczbę zakupionych prac podano dwukrotnie w wydanym przez muzeum katalogu Bruno Schulz 1892-1942; w tomie pierwszym (1992) wymienia się "117 prac plastycznych Brunona Schulza oraz kilka fotografii i innych archiwaliów" (s. 7), a w tomie drugim (1995) "110 rysunków artysty" (s. 46).

94 Właśc. Herman Kaufman - zob. notę biograficzną do relacji Hermana Kaufmana w niniejszym tomie, s. 138.

95 Jakub Schulz, ojciec Brunona, zmarł 23 czerwca 1915 roku.

Andrzej Chciuk

1 Niedatowany list z kopertą (data stempla pocztowego: Melbourne 4 Feb. 1966). Maszynopis. Koperta adresowana odręcznie. Adresat: P. Jerzy Ficowski / WARSZAWA 22 / ul. Białobrzeska 5 m 20 / POLAND. Nadawca: Andrzej Chciuk 4/35 Adams St / South Yarra Melbourne / Australia. Ossol. Koresp1 teka Ce-Cze, nr akcesji 134/80 (list). BN sygn. III 14552 (koperta).

2 W 1966 roku Ficowski opublikował apel z prośbą o materiały dotyczące Schulza między innymi w londyńskich "Wiadomościach" (nr 5, s. 4).

3 Andrzej Chciuk, Wspomnienie o Brunonie Schulzu, "Kultura" (Paryż) 1959, nr 7-8, s. 13-30; nr 10, s. 158-159 (uzupełnienie).

4 Artur Sandauer (1913-1989) - krytyk literacki, prozaik, tłumacz. Uczęszczał do gimnazjum w Samborze, w 1936 roku ukończył filologię klasyczną na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Uprawiał krytykę literacką, stając się po wojnie cenioną i wpływową postacią polskiego życia literackiego. Kilka lat przed wybuchem wojny nawiązał bliską znajomość z Schulzem, do którego przyjeżdżał z Sambora do czasu wkroczenia Niemców w 1941 roku. Najważniejsze teksty Sandauera o Schulzu to Szkoła mitologów. Bruno Schulz i Witold Gombrowicz ("Pion" 1938, nr 5) oraz głośny powojenny esej pt. Rzeczywistość zdegradowana (Rzecz o Brunonie Schulzu) ("Przegląd Kulturalny" 1956, nr 31), który "wyznaczył na dwie dekady horyzont myślenia i pisania o twórczości tego autora" (jj [Jerzy Jarzębski], Artur Sandauer (1913-1989), [w:] Słownik schulzowski, oprac. i red. Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek, Gdańsk 2006, s. 334) i przedrukowany został w dwóch pierwszych powojennych edycjach Schulza: Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą. Kometa (1957) i Proza (1964). Zdaniem Ficowskiego publikacja Martwego sezonu staraniem Sandauera w 1959 roku na łamach francuskiego "Les Lettres Nouvelles" (tłum. Allan Kosko) wprowadziła Schulza do literatury światowej (Jerzy Ficowski, Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia, Sejny 2002 s. 168). Krótko po ukazaniu się Księgi listów (1975) Sandauer opublikował w "Kulturze" (1976, nr 16-18) trzydzieści nieznanych listów do Schulza. W związku z tą publikacją Ficowski formułował zarzut o przejęciu przez Sandauera listów odnalezionych przez Feiwela Schreiera, przeznaczonych przez znalazcę dla Ficowskiego i wysłanych kurierem do Polski w 1957 roku. Zachowało się sześć listów Sandauera do Schulza z 1938 roku (zob. Księga listów).

5 We wstępie Artura Sandauera do powojennej edycji prozy Schulza (Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą. Kometa, Kraków 1957) znajduje się cytat (s. 14) z artykułu Andrzeja Stawara Zbrodnia i kara ("Twórczość" 1956, nr 4). W przedruku tej przedmowy w kolejnej edycji (Bruno Schulz, Proza, przedm. Artur Sandauer, oprac. listów Jerzy Ficowski, Kraków 1964) cytat ten został usunięty, ponieważ po wyjeździe Stawara z kraju w 1961 roku i ukazaniu się w tymże roku jego Pism ostatnich w Instytucie Literackim w Paryżu pisarz znalazł się na indeksie cenzury.

6 Izabella Czermakowa, Bruno Schulz, "Twórczość" 1965, nr 10, s. 99-102. Izabella Czermakowa, właśc. Izabella Hermanowa (1898-1964) - tłumaczka literatury niemieckojęzycznej i angielskiej, adresatka Listów do Felicji Jarosława Iwaszkiewicza. Przed wojną prowadziła we Lwowie salon artystyczny.

7 Jerzy Ficowski, Listy Brunona Schulza do Zenona Waśniewskiego, "Twórczość" 1965, nr 10, s. 75-78; tekst jest komentarzem edytorskim do 25 listów Schulza zamieszczonych na s. 79-98.

8 Chciukowi chodzi zapewne o tekst Ficowskiego Epistolografia Brunona Schulza, poprzedzający edycję listów Schulza zawartą w: Bruno Schulz, Proza, s. 539-558.

9 Jerzy Janisch (1901 Gródek - 1962 Warszawa) - zaprzyjaźniony z Schulzem malarz i rysownik. Uczył się we Lwowie u Kazimierza Sichulskiego, w latach dwudziestych przebywał okresowo w Paryżu. Po powrocie do Lwowa współzałożyciel w 1929 roku zrzeszenia "Artes", do którego należeli między innymi Otto Hahn, Ludwik Lille, Henryk Streng (Marek Włodarski) i Tadeusz Wojciechowski. Był autorem fantazyjno-groteskowych kompozycji bliskich problematyce surrealizmu i twórcą fotomontaży. W latach trzydziestych zajmował się renowacją zabytkowych polichromii we Lwowie i Drohobyczu. Po wojnie mieszkał w Warszawie.

10 O restaurowaniu przez Janischa malowideł w kościele w Drohobyczu Schulz wspomina w liście do Zenona Waśniewskiego z 19 grudnia 1934 roku (Księga listów, s. 81).

11 O opowiadaniu uczniom bajek przez Schulza Czermakowa w swoim wspomnieniu nie pisze.

12 Ilja Myszko - działacz Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, agitator, dowódca bojówek ukraińskich organizujących dywersję na wschodnich terenach Polski przed i w trakcie agresji ZSRR 17 września 1939 roku.

13 Mesjasz - rozpoczęta w 1934 roku i niedokończona powieść Schulza, wzmiankowana w listach pisarza, znana jedynie z przekazów pośrednich i anonsowanego przez "Wiadomości Literackie" (1934, nr 13, s. 4) jako jej fragment, publikowanego w tymże numerze, opowiadania Genialna epoka.

14 Schulz zrecenzował w "Wiadomościach Literackich" dwie powieści François Mauriaca - Genitrix. Matka i syn (tłum. Zenon Wiktor) (1936, nr 50) i Czarne anioły (tłum. Helena Hellerówna) (1937, nr 19) oraz powieść Georges'a Bernanosa Pamiętnik wiejskiego proboszcza (tłum. Wacław Rogowicz) (1937, nr 18).

15 Tadeusz Leżoń (1918 Lwów - 2005 Melbourne) - absolwent studiów ekonomicznych, przed wojną mieszkający w Borysławiu. We wrześniu 1939 roku przedostał się przez Węgry do Francji, gdzie uczestniczył w kampanii 1940 roku. Następnie internowany w Szwajcarii, skąd uciekł z powrotem do Francji i uczestniczył do końca wojny w ruchu oporu. Po wojnie przebywał w Anglii, w 1951 roku wyjechał do Australii, gdzie pracował w państwowym biurze ubezpieczeń i był działaczem harcerskim oraz społecznym. Współzałożyciel i prezydent Światowego Kongresu Kresowian.

16 Wilhelm Jerzy Gendala (przed wojną Haendel) (1917 Lwów - 1995 Gold Coast, Australia) - zdał maturę w 1937 roku, w młodości pisał wiersze. W czasie wojny walczył pod Lenino i na Wale Pomorskim. W październiku 1956 roku wyjechał z Polski i osiadł w Australii. Miał firmę pośrednictwa nieruchomościami i fabrykę sukien w Melbourne.

17 Hofman - osoba nieustalona.

18 Wymienieni uczyli w Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły w Drohobyczu. Salomon Michał Einleger, historyk i geograf; Adam Jampoller, germanista, uczył do końca roku szkolnego 1936/1937; Bernard Mantel, doktor filozofii, germanista i romanista; Berl Schreier (zm. 1939), rabin, nauczyciel religii mojżeszowej, od lipca 1937 przeniesiony w stan spoczynku (Budzyński, Uczniowie Schulza, Warszawa 2011, s. 221-222).