W PRL badanie i popularyzowanie dziejów Polskiego Państwa Podziemnego należało przez dziesiątki lat do tematów zakazanych przez dyktaturę komunistyczną. Szczególnie studia dotyczące podziemia niepodległościowego działającego na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej były obłożone cenzurą reżimową. Jak stwierdza Piotr Niwiński: "Te ziemie, znajdujące się od wieków pod rządami naszego sąsiada - jak usiłowała nam to wmówić reżimowa historiografia - i los tych ludzi były specyficznym tabu, które rzadko udawało się przełamać. Nie można było też prostować oczywistych kłamstw"1. W znacznej mierze rzetelne badania naukowe nad historią zniszczonej przez sowieckie i polskie komunistyczne służby bezpieczeństwa wileńskiej Polski podziemnej stały się możliwe dopiero po powstaniu III Rzeczypospolitej, pół wieku od czasu wybuchu powstania wileńskiego. Warto mieć dzisiaj na uwadze tę odległą perspektywę. Również należy pamiętać o odchodzących uczestnikach i świadkach tamtych wydarzeń. W archiwach polskich pozostają tylko nieliczne, ocalałe z pożogi wojennej szczątkowe zbiory dokumentów. Poza tym do dzisiaj ze względów politycznych badacze z Polski nie mają dostępu do archiwów specjalnych w Federacji Rosyjskiej (zasoby NKWD/NKGB/KGB/Smiersza/GRU) i na Białorusi. Jak można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, to w Moskwie znajdują się konspiracyjne czy partyzanckie archiwa Okręgu Wileńskiego AK (różnego szczebla) lub co najmniej ich kopie bądź odpisy wykonane swego czasu przez podążające za frontem służby bezpieczeństwa.
Okres zniewolenia komunistycznego w widoczny jeszcze dzisiaj sposób zaciążył na stanie badań historiografii dziejów najnowszych. Paweł Wieczorkiewicz pisał swego czasu, że historiografia peerelowska jest "do szpiku zakłamana"2. Skutki takiego stanu są dotkliwe. Z powodu kilkudziesięcioletniego zastoju i zaniechań brakuje podstawowych monografii, np. oddziałów, zgrupowań czy okręgowych delegatur rządu, biografii dowódców i działaczy politycznych, studiów cząstkowych i syntez dotyczących różnych aspektów działalności politycznej, konspiracyjnej i zbrojnej. Polacy niestety niewiele wiedzą choćby o zrywie kilku tysięcy powstańców wileńskich w czerwcu i lipcu 1944 r. W tym zakresie przez kilkadziesiąt lat z powodu blokad ze strony funkcjonariuszy PPR/PZPR nie były również realizowane niezbędne dla historiografii polskiej przedsięwzięcia, takie jak gromadzenie, porządkowanie oraz krytyczne opracowywanie i wydawanie edycji źródłowych.
W PRL głównie weterani podziemia niepodległościowego, często w warunkach półkonspiracyjnych, po zwolnieniu z więzień, spotykali się i prowadzili działania dokumentujące historię wileńskiej AK. Dzięki wykonaniu przez nich wówczas bardzo niebezpiecznej, gdyż rozpracowywanej operacyjnie przez UB/SB i podlegającej represjom komunistycznym, tej fundamentalnej, organicznej pracy historycy mogą obecnie prowadzić dalsze badania nad dziejami Okręgu Wileńskiego AK. Powstające w ostatnich latach monografie powoli likwidują białe plamy, jednak wyłaniający się z dotychczasowych studiów i opracowań obraz działań żołnierzy powstania wileńskiego (akcji "Burza", operacji "Ostra Brama"), drugiej po powstaniu warszawskim tak dużej operacji militarno-politycznej Polskich Sił Zbrojnych w kraju, jest wciąż fragmentaryczny. Jak mówił jeszcze w 1987 r., czyli w schyłkowym okresie zniewolenia komunistycznego, mjr dypl. Mieczysław Potocki "Węgielny", dowódca II Zgrupowania i bezpośredni dowódca por. "Juranda": "Powstanie wileńskie ma taką samą wartość jak insurekcja kościuszkowska, jak powstanie Polski porozbiorowej czy powstanie warszawskie z roku 1944"3.
Plan Wilna (źródło: zbiory Tomasza Balbusa [dalej: T.B.])
Fundamentalnym utrudnieniem, o którym trzeba wspomnieć, był w PRL brak dostępu do nielicznych znajdujących się na terenie kraju zasobów źródłowych dotyczących wileńskiej AK, zamkniętych wówczas w archiwach PZPR, UB/SB, wojska, milicji, sądów. Wgląd do tego typu akt otrzymywali wtedy głównie zaufani członkowie partii komunistycznej, w tym historycy związani z PZPR. Weterani podziemia niepodległościowego do końca lat osiemdziesiątych pozostawali natomiast pod obserwacją komunistycznych służb bezpieczeństwa. Mieli założone teczki ewidencyjno-obserwacyjne (w wypadku Dolnego Śląska uaktualniane jeszcze we wrześniu 1987 r.), byli inwigilowani i rozpracowywani agenturalnie. Podsłuchiwano ich rozmowy telefoniczne, tajnie fotografowano i śledzono, co pewien czas wzywano na przesłuchania. Próbowano również werbować te osoby na konfidentów środowiskowych. Niektórych, w tym kilku czołowych oficerów (także dowódców brygad i szefów oddziałów Komendy Okręgu, m.in. kluczowej dla działań operacyjnych "Dwójki"), udało się funkcjonariuszom polskiego NKWD - UB/SB - złamać i pozyskać w celu dalszego wykorzystania. Każdy taki przypadek wymaga jednak odrębnego i wnikliwego zbadania. Należy zauważyć, że wciąż nieznane pozostają zarówno personalia, jak i liczba żołnierzy, oficerów, działaczy cywilnych wileńskiej Polski podziemnej zwerbowanych w latach 1944-1945 do celów operacyjno-śledczych przez okupantów Wileńszczyzny - Sowietów.
Odcisk pieczęci Sądu Okręgowego w Wilnie (źródło: zbiory Lietuvos centrinis valstyb?s archyvas [dalej: LCVA])
Odcisk pieczęci Referatu Wojskowego Magistratu Wilna (źródło: zbiory LCVA)
Niniejsza praca jest pierwszą próbą zarysowania dziejów i ukazania życia codziennego kilkuset żołnierzy, powstańców z 1. Brygady Wileńskiej dowodzonej przez por. Czesława Grombczewskiego "Juranda", jednego z komendantów polowych Polskich Sił Zbrojnych, operującego ze swoim oddziałem w okupowanym kraju, poległego 13 lipca 1944 r. pod Krawczunami-Nowosiółkami w ostatniej bitwie AK stoczonej z Niemcami na Wileńszczyźnie. Poniższe opracowanie dotyczy najbardziej aktywnego okresu funkcjonowania tych żołnierzy w oddziale partyzanckim działającym na specyficznym, wielonarodowym obszarze przedwojennego województwa wileńskiego. Warto zwrócić uwagę na to, że pluton szturmowy z brygady por. "Juranda" był jedyną zewnętrzną formacją polową AK, której w czasie powstania udało się wedrzeć do miasta. Zanim doszło do otwartej walki z Niemcami w Warszawie, wcześniej były Wołyń, Wilno i Lwów, potem także Rzeszów i Lublin. W takim szerokim kontekście historycznym - po spojrzeniu na całą panoramę regionalnych powstań polskich w 1944 r. - można dopiero właściwie ocenić skalę, zasięg i cele walki podjętej wtedy przez dziesiątki tysięcy żołnierzy i działaczy Polski podziemnej. Dotychczas nie powstało żadne opracowanie opisujące dzieje 1. Brygady Wileńskiej AK, w której służyło kilkuset ludzi, nie tylko z Wileńszczyzny, lecz także z Mazowsza i ze Śląska. Wśród nich byli również Białorusini, Francuzi i Rosjanie.
Podpułkownik Alojzy Kaczmarczyk, oficer 5. pp Leg. i Okręgu Krakowskiego Armii Krajowej, urzędnik Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego w Wilnie, więzień niemieckich obozów koncentracyjnych, działacz Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", aresztowany i zamordowany przez bezpiekę w Krakowie 13 listopada 1947 r. (źródło: zbiory LCVA)
Gazetka ścienna Gimnazjum oo. Jezuitów w Wilnie, 1928 r. (źródło: zbiory LCVA)
Stan badań w zakresie historii Polskiego Państwa Podziemnego na Wileńszczyźnie jest dalece niewystarczający. Szczególne zasługi w badaniu dziejów Polski podziemnej w tym regionie ma ostatni komendant 1. Brygady Wileńskiej, w okresie PRL i w pierwszej dekadzie III Rzeczypospolitej pionier i znawca problematyki por. dr Roman Korab-Żebryk. Jego okrojona przez cenzorów reżimowych rozprawa doktorska Operacja wileńska AK, obroniona w grudniu 1974 r., wydana pierwszy raz po wielu perypetiach dopiero dekadę później (wydanie drugie w 1988 r.), przełamała w PRL kilkudziesięcioletnią barierę milczenia o wileńskiej AK i wzbudziła duże zainteresowanie społeczne. Autor niniejszego opracowania miał możliwość poznania "Koraba" jeszcze w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy ten wraz z innymi jurandowcami bywał we Wrocławiu.
W przygotowaniu opracowania szczególnie przydatne okazały się rozprawy i edycje źródłowe Zygmunta Boradyna, Wincentego Borodziewicza, Andrzeja Chmielarza, Jana Erdmana, Kazimierza Krajewskiego, Andrzeja Krzysztofa Kunerta, Stanisławy Lewandowskiej, Tomasza Łabuszewskiego, Piotra Łossowskiego, Piotra Niwińskiego, Alicji Paczoskiej-Hauke, Henryka Piskunowicza, Dariusza Roguta, Pawła Rokickiego, Wandy Krystyny Roman, Tomasza Strzembosza, Krzysztofa Tarki, Longina Tomaszewskiego, Marii Wardzyńskiej i Jarosława Wołkonowskiego. Wiele cennych publikacji dotyczących dziejów Wileńszczyzny w XX w. zostało wydanych staraniem samych weteranów wileńskiej AK, nierzadko bardzo zasłużonych na polu edytorskim. Należy w tym gronie wymienić Leszka Malinowskiego z Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej w Bydgoszczy, Olgierda Christę oraz Jerzego Urbankiewicza.
Mauzoleum na Rossie. Miejsce złożenia serca Józefa Piłsudskiego i ciała jego matki, druga połowa lat trzydziestych XX w. (źródło: zbiory T.B.)
Badacze zajmujący się obecnie dziejami podziemia polskiego na Wileńszczyźnie do dzisiaj borykają się z deficytem oryginalnych dokumentów z tamtejszego okręgu AK. Brakuje zaginionych archiwów komendy okręgu, komend inspektoratów i zgrupowań oraz poszczególnych służb, brygad, oddziałów, siatek i komórek konspiracyjnych. Jarosław Wołkonowski w następujących słowach charakteryzuje ten stan: "Baza źródłowa dotycząca działalności AK na Wileńszczyźnie nie jest bogata. Materiały związane z wileńskim podziemiem niepodległościowym rozrzucone są w różnych archiwach, głównie za granicami Polski. Zachowało się bardzo niewiele dokumentów bezpośrednio wydawanych przez Komendę Wileńskiego Okręgu AK. Większość bazy źródłowej stanowią relacje uczestników wydarzeń oraz meldunki policji niemieckiej i litewskiej"4. Nieznany do dzisiaj pozostaje również los archiwów różnych szczebli AK związanych z genezą i podporządkowaniem plutonu miejskiego por. Czesława Grombczewskiego "Juranda" z Wilna, plutonu wiejskiego por. Wilhelma Dittmajera "Wilczura" z okolic Niemenczyna, Komendy Dzielnicy "A" i jej rejonów, Komendy Inspektoratu "A", komendanta I Zgrupowania mjr. dypl. Antoniego Olechnowicza "Pohoreckiego", komendanta II Zgrupowania mjr. dypl. Mieczysława Potockiego "Węgielnego", który przygotowywał dużo rozkazów i sprawozdań. Można przypuszczać, że przynajmniej częściowo dokumenty z wyżej wymienionych kancelarii się zachowały, jeśli nie w oryginałach, to chociażby w formie odpisów, w bogatych i przepastnych archiwach służb specjalnych Federacji Rosyjskiej.
Ostra Brama ukazana na znaczku pocztowym (źródło: zbiory T.B.)
Kościół Świętych Apostołów Filipa i Jakuba w Wilnie (źródło: zbiory T.B.)
Z podobnych przyczyn nieznane są również losy dokumentacji wytworzonej przez kancelarię 1. Brygady Wileńskiej AK. Prowadził ją początkowo osobiście, w najprostszej formie (zeszyty w kratkę, zapisy ołówkiem) por. "Jurand". Mieściła się w jego skórzanej torbie polowej. Z czasem, w miarę zwiększania się liczby spraw wymagających sprawozdawczości, adnotacji pisemnych, kancelarią zajmował się też jego adiutant i krewny por. Olgierd Grzymałło "Grom". Maszyna do pisania była przewożona w brygadzie na taborach. Oddział posiadał własne pieczątki (okrągłą i podłużną), wykonane zgodnie z normalizacją Komendy Okręgu. Funkcję kancelisty i tłumacza w końcowym okresie istnienia brygady pełnił dobrze znający język rosyjski sierż. Adolf Zabłocki "Czarny", żołnierz przeniesiony z plutonu łączności. Raporty przewoziła do Wilna Maryla Koleśnikowa "Baśka". Czynności kancelaryjne pozostałych oficerów, podoficerów i młodszych dowódców ograniczały się najczęściej do robienia notatek w zeszytach.
Odcisk pieczęci proboszcza parafii Świętych Apostołów Filipa i Jakuba (źródło: zbiory LCVA)
Widok na katedrę i Górę Zamkową w Wilnie (źródło: zbiory Archiwum i Muzeum Archidiecezjalnego w Białymstoku)
Archiwum 1. Brygady Wileńskiej, m.in. rozkazy dzienne, personalne i ewidencja, zaginęło w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Według informacji, rozpowszechnianej w środowisku weteranów oddziału, w okresie wjazdu 3. plutonu szturmowego do Wilna i operowania w mieście (13-15 lipca 1944 r.) dokumentacja wraz z kasą brygady była transportowana na jednym z dwóch samochodów plutonu. W tych burzliwych dniach przepadła razem ze zdobycznym zaopatrzeniem i bronią maszynową pozbieraną przez żołnierzy tego plutonu na Zakrecie w Wilnie. Trzeba podkreślić, że jest to tylko jedna z wersji. Być może w przyszłości ta dokumentacja, przejęta przez wojska NKWD podczas rozbrajania brygady na obrzeżach Puszczy Rudnickiej, odnajdzie się w Moskwie. Będzie można wtedy zweryfikować, już na podstawie źródeł, wiele spraw wątpliwych, spornych lub dalej niewyjaśnionych właśnie z powodu braku wiarygodnych dokumentów. Wziąwszy wszelako pod uwagę niechęć władz Federacji Rosyjskiej do ujawniania historykom spoza Rosji akt archiwalnych, nie nastąpi to, jak sądzę, w najbliższych kilkudziesięciu latach. Druga z informacji mówi o spaleniu się archiwum brygady wraz z samochodem podczas walk ulicznych w Wilnie (sprawa zniknięcia kierowcy N.N. "Brylanta"). W tych burzliwych dniach, jak przekazał autorowi kpr. pchor. Henryk Trojanowski "Hena", zastępca "Koraba", żaden z żołnierzy "nie zawracał sobie głowy papierami". W warunkach powstańczych zaginął również dziennik działań bojowych brygady prowadzony przez por. "Juranda". Józef Krawczuk "Walter" wspomina też o kronice, która miała być opracowywana w oddziale. Prawdopodobnie chodzi właśnie o dziennik bojowy. Jego fragmenty, zachowane w formie odpisów, odnalazł w latach dziewięćdziesiątych w Archiwum Spraw Społecznych w Wilnie Henryk Piskunowicz. W niewyjaśnionych okolicznościach zagubiła się także ewidencja żołnierzy brygady, wykorzystywana przez oddziałową komórkę kontrwywiadu. Taki stan bazy źródłowej utrudnia precyzyjne odtworzenie wydarzeń, m.in. przebiegu i rezultatów samych akcji. Z powyższych względów część zagadnień została tylko zasygnalizowana. Z tego wynika podtytuł niniejszej pracy - zarys dziejów - oraz ostrożne operowanie datami, bardziej domyślnymi niż pewnymi.
Tramwaj kursujący w Wilnie na trasie pl. Katedralny - Antokol - Pośpieszka (źródło: zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego [dalej: NAC])
Odcisk pieczęci Rezerwy Policji Państwowej w Wilnie (źródło: zbiory LCVA)
Zostały natomiast przebadane dokumenty wileńskiej AK (lub o nich mówiące, np. wytworzone przez UB/SB) zachowane w różnych archiwach w formie szczątkowej. Cenne okazały się materiały zgromadzone w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (w tym materiały komunistycznego aparatu represji dotyczące jurandowców) oraz w zbiorach prywatnych. Ponadto wspomnienia i relacje spisane w ciągu kilkudziesięciu powojennych lat przez weteranów 1. Brygady Wileńskiej stanowią solidną bazę do zrozumienia codziennej, dość specyficznej egzystencji partyzanckiej w tym regionie Polski podziemnej. Poddane krytycznej analizie i weryfikacji są dla badacza niezwykle wartościowymi źródłami.
Uroczystość pierwszej komunii świętej w kościele św. Jerzego w Wilnie, 1936 r. (źródło: zbiory T.B.)
Dzieci na ulicy Czerwonodworskiej 8 w Wilnie, 1936 r. (źródło: zbiory T.B.)
Poza tym nieocenionymi dokumentami okazały się akta dotyczące wileńskiej AK, gromadzone od 1948 r. do końca lat dziewięćdziesiątych w bogatej kolekcji prywatnej dr. Romana Koraba-Żebryka. W tymże zbiorze można znaleźć choćby korespondencję z zastępcą komendanta okręgu ppłk. Lubosławem Krzeszowskim "Ludwikiem", inspektorem Inspektoratu "B" i dowódcą II Zgrupowania mjr. dypl. Mieczysławem Potockim "Węgielnym", szefem sztabu ppłk. dypl. Teodorem Cetysem "Sławem", rodziną Grombczewskich i Olechnowiczów, Janem Erdmanem (autorem Drogi do Ostrej Bramy) oraz por. Jerzym Urbankiewiczem. Po przebadaniu setek listów, relacji i wspomnień zgromadzonych przez ostatniego komendanta 1. Brygady Wileńskiej, w tym listów pisanych przez niego do podkomendnych, otrzymywanych od jurandowców, a także od innych osób związanych z wileńską AK (w tym wyższej kadry dowódczej) lub zajmujących się dziejami okręgu, udało się odnaleźć wiele dotąd nieznanych informacji.
Zawody strzeleckie z broni małokalibrowej sekcji Przysposobienia Wojskowego działającej przy Rodzinach Wojskowych Garnizonu Wilno, 1933 r. (źródło: zbiory T.B.)
Należy zaznaczyć, że szczególnie wartościowe w kontekście rozpoznania różnych aspektów życia codziennego były relacje samych jurandowców, wydane staraniem Henryka Trojanowskiego "Heny" przez Leszka Jana Malinowskiego w tomie 1. Wileńska Brygada AK "Juranda". Wspomnienia. Ten zbiór opublikowanych bez krytycznego aparatu naukowego źródeł miał być, jak stwierdził jego edytor, substytutem monografii. We wstępie do tego tomu można przeczytać: "Książka, której wydania podjęła się "Biblioteka Wileńskich Rozmaitości", nie jest oczywiście dziełem naukowym [...]. Stanowi dokument o poważnym ciężarze gatunkowym, który będzie fundamentem dla profesjonalnych historyków, gdy dzieje 1. Brygady i jej dokonania wezmą na warsztat sensu stricte naukowy"5.
Wojska litewskie wkraczające do Wilna, 28 października 1939 r. (źródło: zbiory LCVA)
"Gazeta Wileńska" informująca o agresji niemieckiej na Polskę, 2 września 1939 r. (źródło: zbiory T.B.)
Czołgi bolszewickie na ulicach Wilna, druga połowa września 1939 r. (źródło: zbiory NAC)
Cennym źródłem do poznania partyzanckiej codzienności jurandowców stała się nigdy niewydana z powodu przeszkód cenzuralnych (podobnie jak kilka innych książek przygotowywanych przez ostatniego komendanta brygady) Relacja dowódcy ppor. Romana Koraba-Żebryka, a także notatki zapisywane na podręcznej mapie. Trzeba zgodzić się z autorem, że ten obszerny opis powstawał w czasach PRL "wielkim nakładem pracy, kosztów i czasu"6. Przez wiele lat wydatnej pomocy "Korabowi" udzielali człowiek legenda podziemia wileńskiego ppor. Stanisław Kiałka "Bolesław", osiadły we Wrocławiu w 1956 r. po powrocie z łagrów Workuty, prawa ręka kolejnych komendantów Okręgu Wileńskiego AK, oraz żołnierz 1. Brygady Wileńskiej Janusz Grzesik-Grzenicki "Leszek" z Poznania. "Korab" zamieścił w swojej książce kilkanaście unikatowych wspomnień oraz relacji oficerów i żołnierzy wileńskiej Polski podziemnej. Żebryk rozmawiał wówczas między innymi z okręgowym delegatem rządu w Wilnie, komendantem Okręgu Wileńsko-Nowogródzkiego AK, obydwoma jego zastępcami, członkami Rady Politycznej przy ODR i Komitetu Walki Podziemnej, inspektorami i szefami sztabów różnego szczebla oraz dowódcami innych brygad AK. Większość autorów niniejszych źródeł już nie żyje, tym bardziej więc jest to wartościowe dzieło. Relacje były kierowane, jak stwierdzał autor zbioru, "do ściśle ograniczonego kręgu ludzi"7. We wstępie wprost też napisał: "To, co otrzymujesz [czytelniku], nie jest jeszcze opracowaniem historycznym, lecz zbiorem materiałów"8. Dzisiaj zbiór należy ocenić jako wręcz bezcenne źródło do badania dziejów wileńskiej AK, gdyż zostały w nim opublikowane przekazy następujących osób: dowódcy II Zgrupowania mjr. dypl. Mieczysława Potockiego "Węgielnego", adiutanta komendanta brygady por. Olgierda Grzymałły "Groma" vel "Olgierda" (kuzyna por. "Juranda"), kierowniczki Bazy miejskiej oddziału Maryli Koleśnikowej "Baśki", dowódcy 1. plutonu ppor. Stanisława Stachowicza "Sławicza", dowódcy szwadronu zwiadu konnego por. Borysa Sztarka "Ptasznika", jego następcy pchor. Sławomira Słubickiego "Prusa", plut. pchor. Henryka Trojanowskiego "Heny", niektórych dowódców drużyn oraz sekcji i szeregowych żołnierzy, np. Antoniego Foremnego "Pirata", Henryka Sitkowskiego "Skrzetuskiego", Czesława Cywińskiego "Skowronka", Mieczysława Palenki "Sępa", Czesława Pławskiego "Beja". Wśród wymienionych brakuje jednak Janusza Grzesika-Grzenickiego "Leszka", z którego zbiorów prywatnych i relacji autor wiele czerpał. "Korab" stwierdzał ponadto: "Szereg przyjaciół - towarzyszy broni - złożyło mi relacje na piśmie. Muszę podkreślić z naciskiem ogromną rzetelność moich informatorów i dbałość o prawdę historyczną"9. Relacje te mają ogromną wartość również dlatego, że zostały zebrane w okresie, kiedy świadkowie wydarzeń stosunkowo dobrze pamiętali nie tak dawne, istotne dla nich fakty. "Wszystkie te relacje zostały złożone na moje ręce. Powstały po zakończeniu działań wojennych, w różnych okresach, od 1946 do 1960 r." - pisał Żebryk10. Ten materiał nieznaną dotąd jeszcze drogą trafił do funkcjonariuszy komunistycznych służb bezpieczeństwa w Warszawie (Departament III MSW/SB). Został odtajniony dopiero w listopadzie 1998 r.
Ulica Adama Mickiewicza w Wilnie, 1940 r. (źródło: zbiory T.B.)
Odcisk pieczęci litewskiej służby bezpieczeństwa państwowego - wileńskiej Saugumy (źródło: zbiory LCVA)
Niemiecka klauzula tajności wstawiona w piśmie policyjnym (źródło: zbiory LCVA)
W niniejszej pracy zostały również wykorzystane relacje i wspomnienia zbierane przez konwent weteranów 1. Brygady Wileńskiej: "Henę", "Skowronka", "Leszka", "Czyża", oraz autora tego opracowania. Przydatne okazały się też relacje Józefa Krawczuka "Waltera".
Czołgi niemieckie na pl. Katedralnym w Wilnie, druga połowa czerwca 1941 r. (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci niemieckiej żandarmerii polowej działającej w Wilnie i na prowincji (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci Komendy Okręgu Wileńskiego AK kryptonim "Wiano", 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Ponadto należy zwrócić uwagę na niezwykle istotny dla zagadnienia materiał ikonograficzny. Liczne zamieszczone fotografie ukazują głównie życie codzienne jurandowców. Podczas prowadzenia kwerend autor starał się odszukać w zbiorach prywatnych wszelkie zachowane zdjęcia brygady. Odnaleziony materiał fotograficzny, co ciekawe, w większości został wykonany przez samych jurandowców (około 90 proc.). Ikonografia została uznana za ważną część dokumentacji źródłowej, niezbędnej chociażby do poznania rzeczywistej liczebności drużyn i plutonów, rodzajów umundurowania, oporządzenia i uzbrojenia, codziennego wyglądu w marszu, na kwaterach, podczas ćwiczeń, w trakcie uroczystości partyzanckich, np. nabożeństw polowych. Spojrzenie z perspektywy historycznej na uchwyconych pół wieku wcześniej w kadrze aparatu fotograficznego żołnierzy wileńskiej AK pozwoliło na zauważenie wielu nowych i nieznanych dotąd szczegółów. Wiadomo, że ze względów bezpieczeństwa obowiązywały wówczas zakazy wykonywania zdjęć oddziałów partyzanckich. Na szczęście dla badaczy dość powszechnie, za przyzwoleniem kadry dowódczej prawie wszystkich brygad wileńskich AK, były ignorowane11. Fotografie jurandowców w różny sposób, głównie jako negatywy, zostały konspiracyjnie przewiezione z Wileńszczyzny do Polski podczas ewakuacji w latach 1944-194?. Autor niniejszego opracowania, mimo że nie zawsze było to możliwe, starał się wnikliwie przeprowadzić identyfikację żołnierzy widocznych na zdjęciach. Dlatego pod niektórymi fotografiami pojawiają się niestandardowo długie opisy wyglądu, uzbrojenia czy miejsca postoju jurandowców. Weryfikacja i konfrontacja różnego rodzaju zachowanych źródeł i przekazów, w tym wykorzystanie obszernej bazy ikonograficznej, pozwoliły, przynajmniej częściowo, sprostować funkcjonujące i powielane dotychczas w literaturze przedmiotu i wydawnictwach źródłowych mity akowskie, np. dotyczące znacznie zawyżanych stanów kadrowych brygady oraz liczebności poszczególnych pododdziałów.
Niektórzy dowódcy brygad wileńskiej AK jeszcze w okresie działań partyzanckich zamierzali w przyszłości opracować dzieje swoich oddziałów. Porucznik Czesław Grombczewski "Jurand", jak twierdzi Henryk Trojanowski "Hena", planował przygotowanie już w niepodległej Polsce pracy ukazującej dzieje swojej brygady. Tego zamysłu z powodu szykan i blokad komunistycznych nie zdążył zrealizować także Roman Korab-Żebryk. Jednak jak na niezwykle trudne dla rzetelnych historyków i niezależnych badaczy warunki pracy w PRL zdołał zebrać znaczące dla historiografii dziejów Wileńszczyzny w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej materiały źródłowe, tak bardzo potrzebne do dalszych badań.
Schemat punktów ochronnych oddziału litewskiej policji pomocniczej kwaterującego w Święcianach, wydzielonego z 253. batalionu, przełom 1943 i 1944 r. (źródło: zbiory LCVA)
Rozkaz dzienny wydany w 6. Brygadzie AK, 17 lipca 1944 r. (źródło: zbiory Lietuvos ypatingasis archyvas [dalej: LYA])
Warto podkreślić, że po jurandowcach nie zachowały się prawie żadne pamiątki materialne, takie jak egzemplarze broni, mapy, części umundurowania czy elementy oporządzenia. Wiele tych rzeczy pozostało na Wileńszczyźnie w ziemi (zakopane w lasach Puszczy Rudnickiej, na podwórkach leśniczówek, w zagrodach wiejskich i ogrodach posesji miejskich) lub znalazło się w magazynach sowieckich służb bezpieczeństwa i kwatermistrzostwa Armii Czerwonej. Żołnierze wileńskiej AK musieli się wówczas bardzo szybko pozbywać tego rodzaju przedmiotów, mocno obciążających w nowej, komunizowanej Polsce. Od połowy lipca 1944 r. posiadanie takich rzeczy stanowiło podstawę do wydania przez wojenne trybunały NKWD wyroku śmierci, zesłania do łagrów lub orzeczenia kary wieloletniego więzienia. Jedną z nielicznych ocalałych oryginalnych pamiątek żołnierzy 1. Brygady Wileńskiej AK jest zdobyczny medal niemiecki przyznawany żołnierzom Wehrmachtu "Za Kampanię 1939". Wraz z najnowszą maszynką do golenia oraz torbą pełną świeżych kanapek w celuloidowych pudełkach został zarekwirowany przez plut. pchor. Henryka Trojanowskiego "Henę" jednemu z rozbrojonych wtedy żołnierzy Landszturmu pod Drużylami podczas ostatniej zasadzki jurandowców zorganizowanej na niemiecką kolumnę ewakuacyjną kilkanaście godzin przed szturmem na Wilno.
Poniższe opracowanie jest ważnym krokiem wykonanym na długiej jeszcze drodze do pełnego poznania dziejów Okręgu Wileńskiego AK jako ważnego kierunku działań niepodległościowych Polaków w XX w. Zapewne za kilkadziesiąt lat, kiedy Federacja Rosyjska udostępni część swoich archiwów, stanie się możliwe uzupełnienie czy też zweryfikowanie ustaleń poczynionych w niniejszej pracy.
W publikacji został przyjęty układ chronologiczno-problemowy. Rozprawę uzupełniają biogramy oficerów, podoficerów i żołnierzy oraz bogata, unikatowa dokumentacja fotograficzna brygady.
Schemat organizacyjny Okręgu Wileńskiego AK do stycznia 1943 r. (źródło: domena publiczna)
Schemat organizacyjny Okręgu Wileńskiego AK z podziałem terenowym na inspektoraty (źródło: domena publiczna)
Wstęp
W okresie międzywojennym w podziale administracyjnym Polski Wileńszczyzna stanowiła odrębne województwo. Ten obszar administracyjny zamieszkiwała ludność zróżnicowana narodowościowo i religijnie. Jak zauważa Czesław Pławski "Bej", żołnierz 1. Brygady Wileńskiej AK (z typowego dla jurandowców rocznika 1925): "różnorodność wyznań, obyczajów i mowy nie była przeszkodą do przyjaznego współżycia w szkołach i miejscach pracy oraz wspólnych rozrywek. Obok siebie stały tam cerkwie, minarety i bóżnice, przez setki lat tłumnie odwiedzane przez oddających hołd Bogu mieszkańców tego kresowego miasta"1. Inny z mieszkańców Wilna przywołuje w swoich wspomnieniach podobny obraz: "W naszej klasie uczyło się jakieś 40 proc. Żydów, jeden Tatar - Ibrahim Aleksandrowicz, kilku Litwinów i reszta my, Polacy. Nic złego nie mogę wspomnieć z owych czasów"2. Żyli tam w zgodzie Polacy, Litwini, Żydzi, Białorusini, Rosjanie, Tatarzy, Karaimi - cała mozaika narodowościowa Kresów Północno-Wschodnich.
Agresja we wrześniu 1939 r. nazistowskiej Rzeszy Niemieckiej i komunistycznego Związku Sowieckiego na II Rzeczpospolitą zniszczyła spokojną dotąd egzystencję mieszkańców tego kresowego regionu. Jednostki garnizonu wileńskiego wchodzące w skład 1. DP Legionów, 19. DP i Wileńskiej Brygady Kawalerii jeszcze w sierpniu 1939 r. zostały przetransportowane na zachód Polski. We wrześniu wzięły udział w walkach obronnych z Niemcami. Pozostałe w mieście jednostki tyłowe po agresji sowieckiej na rozkaz dowódcy Obszaru Warownego "Wilno" wycofały się na Litwę, gdzie zostały internowane. Żołnierze polscy byli dość dobrze traktowani przez władze litewskie. Po krótkotrwałej i prowizorycznej obronie Sowieci zajęli Wilno w dniach 18-19 września. Walki uliczne z nielicznymi obrońcami polskimi, nieudolnie dowodzonymi przez niemającego woli oporu płk. Jarosława Okulicza-Kozaryna, szybko wygasły. Pod koniec października wkroczenie wojsk litewskich do miasta skutkowało uwolnieniem od najeźdźcy sowieckiego. Na prowincji działania wojenne również oszczędziły ten kresowy region. Partyzantka powrześniowa nie rozwinęła się na Wileńszczyźnie w szerszy ruch oporu, jak stało się na Nowogródczyźnie, w Białostockiem czy też Łomżyńskiem. Dostępne źródła też nie informują, czy niektórzy jurandowcy brali udział w działaniach partyzanckich w latach 1939-1940. Już w czerwcu 1940 r. Sowieci dokonali agresji na Litwę i włączyli to państwo, w tym Wileńszczyznę, w skład imperium. Wielu wilnianom załamał się wtedy świat. Rok później Rzesza Niemiecka uderzyła na swojego niedawnego sojusznika - Związek Sowiecki. Zaanektowała także region Wileńszczyzny. Pierwsza nadzieja na odzyskanie wolności pojawiła się wówczas, gdy naziści niemieccy zaczęli wojnę z komunistami sowieckimi. Niedługo potem nastał jednak brutalny terror niemiecko-litewski.
Polacy konspirowali w Wilnie od samego początku najazdu sowieckiego. Już w grudniu 1939 r. rozpoczęła działalność Komenda Okręgu Wileńskiego ZWZ/AK - organ dowódczy nadzorujący później organizację i aktywność polskich formacji partyzanckich. Okupacje sowiecka i niemiecka, geneza polskiej konspiracji wojskowej i cywilnej, procesy sowietyzacji i terror, deportacje (również te z lat 1944-1945) są już stosunkowo dobrze przeanalizowane w dotychczasowych opracowaniach dziejów Wileńszczyzny. Nie ma potrzeby zagłębiać się w problematykę pierwszych lat okupacji Wilna. Warto jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na weteranów konspiracji wojskowej, szczególnie na tych, którzy w pierwszej połowie 1944 r. zostali żołnierzami 1. Brygady Wileńskiej AK, zarówno na osoby z kręgów dowódczych, jak i szeregowych bojowników Polski podziemnej.
Ryngrafy noszone przez żołnierzy już w brygadach były charakterystyczne dla oddziałów wileńskiej AK (źródło: zbiory T.B.)
Armia Krajowa była częścią Polskich Sił Zbrojnych. Na zdjęciu: biuletyn weteranów, którzy po wojnie osiedlili się w Stanach Zjednoczonych, 1987 r. (źródło: zbiory Instytutu Pamięci Narodowej [dalej: IPN])
W konspiracji
Utworzenie w styczniu 1944 r. Oddziału Partyzanckiego por. "Juranda" - formacji następnie przekształconej w 1. Brygadę Wileńską - poprzedził wielomiesięczny okres przygotowań żołnierzy podziemia, szkolenia konspiracyjnego, kompletowania ciągle brakującej broni i amunicji oraz przeprowadzania pierwszych akcji dozbrojeniowych.
Przysięga Armii Krajowej (źródło: zbiory Archiwum Akt Nowych [dalej: AAN])
Odcisk pieczęci Komendy Okręgu Wileńskiego AK (źródło: zbiory IPN)
Dla większości zaangażowanych w aktywność podziemną w Wilnie młodych ludzi trwał on przez cały 1943 r., na prowincji zaś, gdzie warunki konspirowania były łatwiejsze niż w mieście, już od początku 1942 r. To właśnie te lata należałoby uznać za okres, kiedy późniejsi partyzanci oddziału por. "Juranda" wchodzili do struktur podziemia polskiego działającego na Wileńszczyźnie. Proces pozyskiwania, sprawdzania i szkolenia żołnierzy 1. Wileńskiej Brygady przebiegał dwutorowo. W konspiracji wileńskiej swój pluton - miejski nr 1 - organizował por. Czesław Grombczewski "Jurand". W konspiracji na prowincji z kolei swój pluton - wiejski nr 2 - przygotowywał por. Wilhelm Dittmajer "Wilk" (późniejszy "Wilczur").
Major Aleksander Krzyżanowski "Wilk", późniejszy komendant Okręgu Wileńskiego AK (źródło: zbiory IPN)
Ważne miejsce w systemie organizacyjnym brygady por. "Juranda" przypadło również Bazie miejskiej w Wilnie oraz siatce terenowej. Warto przyjrzeć się aktywności żołnierzy podziemia jeszcze przed ich wstąpieniem do 1. Brygady Wileńskiej AK. Niektórzy żołnierze por. "Juranda", zanim trafili do oddziału, odbyli staż konspiracyjny w różnych siatkach organizacyjnych AK. Nieliczni konspirowali już od października 1939 r., inni zaczynali działać w okresie drugiej okupacji sowieckiej (1940-1941). Większość wchodziła do struktur podziemia w czasie okupacji niemieckiej.
Okładka teczki z biuletynami informacyjnymi wileńskiej Saugumy z jesieni i zimy 1939 r. (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci litewskiej służby bezpieczeństwa Saugumy (źródło: zbiory LCVA)
Przepustka funkcjonariusza litewskiej policji kryminalnej w Wilnie, podporządkowanej niemieckim służbom bezpieczeństwa, 1942 r. (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci niemieckiej Gebietskommissar Wilna-Land (źródło: zbiory LCVA)
Przyszli jurandowcy najpierw brali udział w operacjach wojennych 1939 r. W kampanii polskiej walczyli między innymi por. Czesław Grombczewski "Jurand", st. sierż. Maurycy Palenko "Strug", kpr. Franciszek Drozd "Promyk", plut. Jan Kozłowski "Kondensator". Młodzi ochotnicy, np. Henryk Trojanowski "Hena", zgłaszali się do akcji pomocniczych w samym Wilnie. Długi staż konspiracyjny w podziemiu wileńskim mieli dwaj inspektorzy, bezpośredni zwierzchnicy por. "Juranda": mjr dypl. Antoni Olechnowicz "Pohorecki" i mjr dypl. Mieczysław Potocki "Węgielny". Już w październiku i listopadzie 1939 r. w domu rodziny Trojanowskich (rodziców "Heny") w Wilnie spotykały się osoby organizujące pomoc charytatywną dla Polaków, np. ks. Jerzy Antecki i ks. Jan Żywicki. Powracający z internowania na Litwie żołnierze polscy włączali się też w różne nurty konspiracji wojskowej i politycznej.
Pocztówka z widokiem na miasto i Górę Zamkową, lata trzydzieste XX w. (źródło: zbiory T.B.)
Niemiecka defilada wojskowa przed Ostrą Bramą (źródło: zbiory LCVA)
Zachowane źródła rejestrują dość wczesną działalność podziemną co najmniej kilkunastu przyszłych żołnierzy brygady, zarówno pod okupacją sowiecką, jak i w okresie okupacji niemieckiej. Środowiskowe Koła Pułkowe, tworzące się od początku władzy bolszewickiej i litewskiej, grupowały oficerów i żołnierzy piechoty, kawalerii, artylerii, broni pancernej. W kołach tych byli aktywni por. Czesław Grombczewski "Jurand" (dowódca koła 3. pac) i st. sierż. Jan Piątek "Czarny". Z kolei w Związku Wolnych Polaków służyli Czesław Cywiński "Skowronek" i Stanisław Kulesza "Eskulap". W konspiracyjnym harcerstwie działał natomiast Włodzimierz Gajewski "Oczko".
Państwowa Szkoła Techniczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, ul. Holendernia 12 w Wilnie. Wielu absolwentów tej placówki służyło potem w brygadach AK (źródło: zbiory T.B.)
Okładka dziennika uczniów klasy Ib Wydziału Drogowego Państwowej Szkoły Technicznej w Wilnie za rok szkolny 1937/1938 (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci nagłówkowej Państwowego Gimnazjum Elektrycznego, ul. Kopanica 5 w Wilnie, 1938 r. (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci litewskiej Wyższej Szkoły Technicznej w Wilnie, następczyni Państwowej Szkoły Technicznej, 1942 r. (źródło: zbiory LCVA)
Ułani - bracia ze zwiadu konnego brygady "Juranda". Od lewej: Zygmunt Krzymowski "Pocisk" i Tadeusz Krzymowski "Burza" (źródło: zbiory T.B.)
Henryk Paszkiewicz, późniejszy żołnierz brygady "Juranda", Wilno, 1942 r. (źródło: zbiory IPN)
Ostatni dowódca brygady ppor. Roman Żebryk "Korab" pracował w komendzie garnizonu miasta Wilna, a następnie komendzie Dzielnicy "A" i siatce terenowej w Ponarach. Ryszard Andrys-Jankowski "Orlik", młody ochotnik z września 1939 r. i późniejszy żandarm u por. "Juranda", działał w konspiracji wileńskiej od listopada 1939 r. Był potem konspiratorem także w ZWP, utworzonym przez uczniów Gimnazjum im. Adama Mickiewicza. Aresztowany w kwietniu 1941 r. przez NKWD st. sierż. Józef Piątek "Marek" organizował siatki konspiracyjne w okolicach Bujwidz już od 1940 r. Również bogate karty konspiracyjne mieli zapisane jeszcze przed wyjściem do lasu ppor. Olgierd Grzymałło "Grom" vel "Olgierd" i por. Borys Sztark "Ptasznik". Wyjątkowe miejsce wśród weteranów "Jedynki" zajmuje tutaj ppor. Sergiusz Kościałkowski "Biały", "Fakir", "Lech" - wybitny żołnierz Egzekutywy wileńskiego Kedywu. Służba polowa w pododdziałach 1. Brygady Wileńskiej, oddziałach wydzielonych (np. osłonowych) I Zgrupowania mjr. dypl. Antoniego Olechnowicza "Pohoreckiego" i II Zgrupowania mjr. dypl. Mieczysława Potockiego "Węgielnego" dla wielu stała się kolejnym ogniwem służby w szeregach Polskich Sił Zbrojnych w okupowanym kraju. Nie było natomiast wśród jurandowców, co jest naturalną konsekwencją specyfiki konspiracji wojskowej, osób związanych ze strukturami Okręgowej Delegatury Rządu.
Pocztówki konspiracyjne kolportowane w Wilnie w okresie świąt Bożego Narodzenia. Projekt graficzny ppor. Stanisław Kiałka "Bolesław" (źródło: zbiory LCVA)
Gmach sądów wileńskich przy pl. Łukiskim, w okresie okupacji siedziba NKWD i gestapo, 1938 r. (źródło: zbiory NAC)
Spotkanie siatki konspiracyjnej AK w Ponarach pod Wilnem. W pierwszym rzędzie drugi od lewej siedzi ppor. Roman Żebryk "Korab", późniejszy ostatni komendant 1. Brygady Wileńskiej AK, 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
O postawach patriotycznych całych rodzin wileńskich wiele mówi wykaz żołnierzy "Jedynki". Jak wynika z odtworzonej po latach i zweryfikowanej przez Konwent brygady ewidencji oddziału por. "Juranda", bywały przypadki, że w szeregach wileńskiej Polski podziemnej znajdowało się kilku członków jednej familii. Przykłady można by mnożyć. Najbardziej charakterystyczne to: Palenkowie (ojciec Maurycy oraz dwaj synowie: Romuald i Mieczysław); bracia Poszewieccy (Marian, Henryk, Stanisław) z siatki w Bujwidzach; Ermowie (bracia: Eugeniusz "Kompas" i Witold "Doniec"); Pławscy (bracia: Tadeusz i Czesław, oraz rodzice: Zofia "Kania" i Roman "Tońko" w Wilnie); Trojanowscy (bracia: Henryk "Hena" i Ferdynand "Ferdek", rodzice: Helena "Mama" i Ludwik "Feluś", a także narzeczona Henryka, później żona Anna Pawłowska "Dzika", łączniczka i sanitariuszka siatki miejskiej w Wilnie); Wyszomirscy (bracia: Edward "Pistolet" i Albin "Orzeł", ojciec Piotr działał w siatce miejskiej); Morscy (Józef "Bej" z dwiema córkami: Haliną "Pączkiem" i Ireną "Sułtanką", oraz synem Waldemarem "Ahmedem"); Klementowie (ojciec Michał i syn Eugeniusz "Mewa"); Drozdowie z Pawłowa (Franciszek "Promyk", Paweł "Kmieć", Stanisław "Czyżyk", Mieczysław "Miecz" i Witold o nieznanym pseudonimie); Markowscy (bracia: Waldemar "Siódemka" i Romuald "Ramzes"); Cywińscy (Czesław "Skowronek" i jego brat, który służył w 7. Brygadzie, pochowany na cmentarzu w Skorbucianach). Postawa taka w równej mierze stanowiła rezultat wychowania rodzinnego, państwowego, katolickiego i harcerskiego II Rzeczypospolitej. Również, co ważne, szkoły i nauczycieli, kształtujących młodzież w duchu patriotycznym i niepodległościowym. Z pewnością był to wielki sukces edukacyjny i duszpasterski w Polsce w okresie międzywojennym. Sami pedagodzy, gdy nadszedł czas próby, także nie wahali się wstąpić do partyzantki. Nauczycielem z okolic Landwarowa był dowódca plutonu wiejskiego por. Wilhelm Dittmajer "Wilczur".
Wejście do kościoła w Bujwidzach. Przed drzwiami, pod figurą stoją (od lewej): Marian Poszewiecki "Kret"; N.N.; Władysław Malinowski; Henryk Poszewiecki "Grunwald", "Roland"; Stanisław Poszewiecki, 23 maja 1942 r. (źródło: zbiory T.B.)
Przysięga AK składana na klęcząco przed ołtarzem w kościele w Bujwidzach. Od lewej: Marian Poszewiecki "Kret"; Henryk Poszewiecki "Grunwald", "Roland"; Władysław Malinowski; Stanisław Poszewiecki, 23 maja 1942 r. (źródło: zbiory T.B.)
Pierwsi konspiratorzy z Bujwidz. Od lewej: Henryk Poszewiecki "Grunwald", "Roland" (późniejszy dowódca 1. plutonu 8. kompanii brygady "Juranda"); siedzą: Wacław Kapusto "Orlik" (fotograf, autor większości zdjęć 8. kompanii); Bronisław Ryży "Żar"; Marian Poszewiecki "Kret" (późniejszy zastępca dowódcy 8. kompanii). Po lewej stronie widoczna figurka Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia stojącej na księżycu, depczącej głowę węża. W tle mur z kamieni otaczający świątynię, 23 maja 1942 r. (źródło: zbiory T.B.)
Kościół w Bujwidzach. W tle na podwyższeniu widoczna trumna. Od lewej: Marian Poszewiecki "Kret"; Henryk Poszewiecki "Grunwald", "Roland"; Władysław Malinowski; Stanisław Poszewiecki, 23 maja 1942 r. (źródło: zbiory T.B.)
Pluton miejski por. "Juranda"
Sytuacja militarna w 1943 r. z każdym tygodniem stawała się coraz bardziej niepomyślna dla Niemiec. Fronty Armii Czerwonej sukcesywnie niszczyły opór i zmuszały Niemców i ich kolaborantów do stopniowego wycofywania się z obszaru Związku Sowieckiego. Na przełomie 1943 i 1944 r. Wilno stanowiło dla Niemców ważny punkt tranzytowy i arterię komunikacyjną z kluczowymi trasami mającymi zaopatrywać front wschodni. Biegnące przez miasto linie kolejowe i drogowe były strzeżone przez liczne posterunki i umocnione punkty ochronne. Swoje siedziby w mieście miały gestapo, Żandarmeria Polowa, Komenda Miasta oraz służby pomocnicze, w tym współpracujące z Niemcami litewskie organy bezpieczeństwa. Wilno to także był centralny ośrodek konspiracyjny Polski podziemnej na Wileńszczyźnie i Kowieńszczyźnie. Komenda Okręgu AK i konspiracyjny garnizon były komórkami mającymi duży wpływ na zorganizowanie 1. Brygady Wileńskiej.
Ulica Mostowa z widokiem na Górę Zamkową (źródło: zbiory T.B.)
Plan Wilna pod okupacją niemiecką, 1942 r. (źródło: mapywig.org)
Pluton miejski por. "Juranda" najprawdopodobniej wywodził się strukturalnie z Dzielnicy "A" konspiracyjnego garnizonu miasta Wilna. Według ustaleń Pawła Rokickiego, opartych na przeprowadzonych kwerendach źródłowych (akta śledcze wileńskiego NKWD z lat 1944-1945), por. Czesław Grombczewski ponoć od czerwca 1943 r. pełnił funkcję komendanta Podrejonu II Rejonu IIIA (artyleryjskiego; dowodzonego przez por. Władysława Roszkowskiego "Białego") Dzielnicy "A" (obszar miasta na prawym brzegu Wilii). Dzielnica ta (poprzednio "B"), zwana powszechnie Kalwaryjską, obejmowała północną (prawobrzeżną) część miasta (jednak bez Zwierzyńca, który już wówczas był w Dzielnicy "B"). Ze względu na brak źródeł geneza organizacyjna plutonu miejskiego por. "Juranda" jest bardzo trudna do odtworzenia. Wiadomo, że por. Grombczewski miał kontakty konspiracyjne jeszcze z okresu okupacji sowieckiej, m.in. z Koła Pułkowego 6. pp Legionów czy Koła Artylerzystów.
Porucznik Władysław Roszkowski "Biały", dowódca Rejonu IIIA (artyleryjskiego) Dzielnicy "A" garnizonu miejskiego AK w Wilnie, przełożony por. "Juranda" w konspiracji miejskiej (źródło: zbiory LYA)
Porucznik Władysław Roszkowski "Biały" po aresztowaniu przez NKWD (źródło: zbiory LYA)
Najprawdopodobniej do jego bliskich współpracowników już w okresie okupacji niemieckiej należeli por. Władysław Roszkowski "Biały" (dowódca rejonu) i st. sierż. Jan Piątek "Czarny" (oficer informacyjno-meldunkowy rejonu). Niewykluczone również, że za pośrednictwem st. sierż. Piątka por. Grombczewski utrzymywał kontakty z siatką wywiadowczą ppor. Jerzego Łozińskiego "Jerzego", oficera wywiadu komendy garnizonu miasta Wilna, od połowy 1943 r. działającego w komórce wywiadu i kontrwywiadu por. Mirosława Głębockiego o kryptonimie "Cecylia". Roman Korab-Żebryk błędnie twierdził, że "pluton miejski powstał poza siatką konspiracyjną [garnizonu miasta Wilna]"3. Wziąwszy pod uwagę wcześniejsze kontakty siatki ZWZ/AK z "Jurandem" (aresztowanym 5 września 1941 r. i wykupionym przez rodzinę), pluton porucznika musiał być integralną częścią składową struktury konspiracyjnej Dzielnicy "A". Po zwolnieniu z więzienia na Łukiszkach w 1942 r. "Jurand" zamieszkał z żoną i córką w niedużej willi na obrzeżach miasta. Już w okresie istnienia brygady duże niebezpieczeństwo stanowił fakt, że co najmniej kilku młodszych dowódców drużyn czy sekcji znało jego dokładny adres. Porucznik szybko odnowił kontakty konspiracyjne. Organizował siatkę na powierzonym mu terenie, zaprzysięgał ludzi, wyznaczał funkcyjnych, prowadził szkolenie teoretyczne i praktyczne, uruchamiał lokale kontaktowe i miejsca odpraw. Jednym z głównych problemów konspiracji wileńskiej był wówczas powszechny niedobór broni i amunicji.
Wilno pod okupacją niemiecką, kwiecień 1942 r. (źródło: zbiory LCVA)
Pluton miejski por. "Juranda" tworzyła młodzież zorganizowana i zaprzysiężona głównie w 1943 r. Byli to w większości ludzie zarówno z Wilna, jak i miejscowości położonych blisko miasta. Niektórzy mieszkali w dzielnicy Śnipiszki i Rybaki lub byli związani z nimi z racji zatrudnienia. W tym gronie znajdowali się też konspiratorzy przebywający w niemieckich warsztatach remontowych (w byłych koszarach 5. pp Legionów). Część z nich, choćby Henryk Trojanowski "Hena" pracujący w Heeres-Kraftfahr-Park przy remoncie samochodów osobowych i ciężarowych dostarczanych z frontu wschodniego, zanim jeszcze została zaprzysiężona, uczestniczyła w różnego rodzaju akcjach dozbrojeniowych i szkoleniowych. Niektóre były przeprowadzane bez żadnego rozkazu. Jeszcze inne osoby miały krótkie epizody partyzanckie w oddziale por. Gracjana Froga "Górala" vel "Szczerbca", m.in. zatrudniony w garażach Opla Czesław Pławski "Bej" i Mieczysław Fijałkowski "Czarnota".
Polska rodzina w Wilnie, 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Pierwsze zetknięcie przyszłych żołnierzy brygady por. "Juranda" z podziemiem wileńskim było niekiedy dość prozaiczne. Bez zbędnego patosu, typowego dla relacji części weteranów AK, ukazał ten moment ostatni dowódca kompanii szturmowej "Hena": "To była dziwna historia. Pracowałem z [Witoldem Ermowem] "Dońcem" w Schiffswerfcie (warsztaty niemieckie, których ausweis zwalniał od wyjazdu na roboty przymusowe do Niemiec). Pracowali z nami chłopcy z ul. Świronek. To byli "rycerze dzielnicy" - "Złoty Król", Oluk i inni, u których mieliśmy mir i poważanie. Czuli do nas respekt na tle (naszego) stosunku do spraw okupacyjnych, mimo że dźgnąć kogoś nożem to była dla nich fraszka. Mieliśmy kontakt z [Władysławem Markowskim] "Dżumbą", pierwszy kontakt z ruchem podziemnym. Był to chłopak zawsze ładnie ubrany. Półsłówkami dawał do zrozumienia, że on tworzy, walczy, działa itd. Myśmy bardzo chcieli też, ale nie wiedzieliśmy jak. Zaprosili nas do lasu na ul. Borową, przeczytali parę gazetek. Nie pamiętam, czy były mądre czy głupie. Człowiek stał w wypchniętych na kolanach porciętach. Były ładne panienki, potem zrobiono potańcówkę, pary rozeszły się po lesie. Myśmy plunęli i poszliśmy do domu. [Później] "Dżumba" zaprosił nas do domu i powiedział, że on potrzebuje broni. Daje pieniądze na broń i chce, żebyśmy mu broń dostarczali. Nawiązaliśmy kontakt z chłopakami ze Świronka i [ul.] Obozowej. Od nich kupiliśmy parę sztuk broni. Potem, jak weszliśmy w kontakty z [Czesławem Pławskim] "Bejem" i [Mieczysławem Fijałkowskim] "Czarnotą", powiedzieliśmy: czekajcie. [Jeśli] kupować, to mało i drogo. Postanowiliśmy broń zdobyć na tej samej drodze. Co "Dżumba" robił z tą bronią, nie wiem. Dla nas był rycerzem bez skazy. Wszystko donosiliśmy mu bez zastrzeżeń"4. Z czasem zaczął wśród bardziej zapobiegliwej młodzieży kwitnąć handel bronią zdobywaną w różny sposób - od kupna przez kradzież, na akcjach rozbrojeniowych kończąc.
Most Zielony prowadzący z centrum Wilna na ulicę Kalwaryjską (źródło: zbiory LCVA)
Nieistniejąca już dzisiaj ul. Czerwonodworska w Wilnie, 1943 r. (zbiory T.B.)
Wśród podkomendnych por. "Juranda" znaleźli się też uczniowie tajnych kompletów gimnazjalnych, jednocześnie robotnicy niemieckich zakładów samochodowych, lotniczych lub leśnych. Niektórzy, aby przeżyć trudny czas okupacji, dorabiali, handlując na czarnym rynku lub zatrudniając się jako drwale przy wyrębie lasu. Jedynie nieliczni odbyli przed wybuchem wojny służbę wojskową. Większość w okresie wojny była jeszcze w wieku przedpoborowym. Chłopcy zazwyczaj mieli 16-20 lat i tylko ogólne przeszkolenie strzeleckie prowadzone swego czasu w ramach przysposobienia wojskowego lub harcerstwa. Dopiero w konspiracji zetknęli się z bronią i uczestniczyli w pierwszych akcjach. Najczęściej w Wilnie szkolili się w zadaniach praktycznych wykonywanych na rozkaz "Pana Czesława", tj. por. "Juranda".
Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wilnie, 1938 r. (źródło: zbiory LCVA)
Kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wilnie, 1943 r. Drogowskaz do Heeres-Kraftfahr-Park (Ost nr 562), warsztatów niemieckich remontujących samochody ciężarowe z frontu wschodniego. Było to miejsce pracy wielu Polaków, którzy potem znaleźli się w brygadach AK (źródło: zbiory LCVA)
Odcisk pieczęci Heeres-Kraftfahr-Park (Ost) nr 562 (źródło: zbiory LCVA)
Wartownia przy niemieckich warsztatach samochodowych (źródło: zbiory LCVA)
Przed wojną podkomendni por. "Juranda" mieszkali w różnych dzielnicach miasta, nazywanych przez nich w żargonie młodzieżowym parafiami. Były to: Świronek, Antokol, Zwierzyniec, Kalwaryjska, Łosiówka (mająca notabene dobrą drużynę piłkarską wystawianą w ramach zawodów międzydzielnicowych). W latach trzydziestych byli uczniami wileńskich szkół powszechnych: nr 1 im. Szymona Konarskiego przy ul. Żeligowskiego (w samym Śródmieściu), potem placówkę przeniesiono na ul. Wielka Pohulanka; nr 6 im. Agaty Karpowiczówny przy ul. Wiłkomierskiej; nr 13 przy ul. Pióromont; nr 29 przy ul. Piaski na Antokolu. Niektórzy do wybuchu wojny uczęszczali do gimnazjów im. Adama Mickiewicza przy ul. Dominikańskiej, im. Zygmunta Augusta na Małej Pohulance, im. Piotra Skargi przy ul. Wielkiej, Państwowego Gimnazjum Kupieckiego przy ul. Żeligowskiego, Państwowego Gimnazjum Mechanicznego i Elektrycznego przy ul. Kopanica na Zarzeczu lub też do znanej w mieście Państwowej Szkoły Technicznej im. Józefa Piłsudskiego przy ul. Holendernia. Ostatni dowódca brygady ppor. Roman Żebryk "Korab" był absolwentem elitarnego Gimnazjum oo. Jezuitów przy zaułku Kazimierzowskim. Naukę w tym miejscu zaczynał również Włodzimierz Mikuć "Wiś", późniejszy dowódca jednego z oddziałów partyzanckich w okresie drugiej okupacji sowieckiej (1944-1945). Do placówki tej, której włodarze w latach okupacji sowieckiej i niemieckiej udostępnili na potrzeby organizacyjne podziemia rozległe kompleksy gmachów, uczęszczał też Jerzy Lelonkiewicz "Żuraw", żołnierz 1. Brygady Wileńskiej. Jako jeden z nielicznych jurandowców z kadry dowódczej jeszcze przed wojną zdążył ukończyć studia prawnicze ppor. Żebryk. Kształcił się na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego u znamienitego naukowca prof. Wiktora Sukiennickiego (teoria i filozofia prawa), który po wojnie przebywał na emigracji w Londynie.
Przepustka wejściowa późniejszego żołnierza brygady "Szczerbca", wówczas montera, Zdzisława Christy "Mamuta" do Heeres-Kraftfahr-Park (Ost) nr 562 (źródło: zbiory LCVA)
Zaświadczenie Henryka Michalczyka o pracy w Heeres-Kraftfahr-Park (Ost) nr 562 (źródło: zbiory LCVA)
Część tych młodych ludzi pochodziła z jednego podwórka, ulicy czy dzielnicy. Niektórzy, np. Zygmunt Nowak "Czyż", Mieczysław Palenko "Sęp" i Henryk Paszkiewicz "Gil", uczęszczali do jednej klasy szkoły powszechnej. W okresie okupacji niemieckiej z grona przyszłych żołnierzy brygady w tajnym nauczaniu z zakresu gimnazjum uczestniczył Czesław Cywiński "Skowronek". Takich osób było jednak niewiele. Przyszli jurandowcy dzielili się również na tych z lewej i prawej strony Wilii. Rzeka wyznaczała nieformalną przynależność terytorialną do części miasta i podobnie jak szkoła i dzielnica była granicą przynależności środowiskowej. "Prawie codziennie zdarzały się po lekcjach w szkole bójki na pięści. Krąg otaczający rywali baczył pilnie, by nie było "niehonorowanych" postaw, a więc bez kopania i używania jakichkolwiek rekwizytów. W przypadku przewagi jednego z rywali "krąg" wkraczał i rozdzielał czupurnych. Bójki odbywały się bez złości na ogół, po zakończeniu podawano sobie ręce i nic nie mąciło dalszych stosunków przeciwników. Mnie niekiedy zdarzało się parę bójek dzienne. Gdy wracałem do domu z podbitym okiem, dostawałem od ojca "dobrotliwą dokładkę" pasem, też bez gniewu, dla zasady: jeśli już się bijesz, to się nie daj. Później chłopcy spotykali się w brygadzie zdumieni tym spotkaniem, bo tylko nieliczni znali się z konspiracji. Chłopaki z roczników starszych, dla których pestką było rozgonić np. podmiejską zabawę, świetnie się potem sprawowali w oddziale"5. Zapewne część z nich miała przeszłość tak typową jak "Kondor". Józef Krawczuk "Walter" pisał o nim w swoich wspomnieniach: "Dobrze zbudowany, brał czynny udział we wszelkiego rodzaju dzielnicowych wyczynach [awanturach - T.B.] i imprezach sportowych, dobrze zapowiadający się piłkarz grający na obronie"6. Międzydzielnicowe bójki wewnątrzpolskie, potem sprzeczki i walki na kamienie z młodzieżą żydowską i litewską, a także wspólne mecze piłkarskie, wyprawy pływackie i kajakarskie nad Wilię lub też piesze wycieczki turystyczne nie były dla tych młodych ludzi rzadkością. Przyszli żołnierze 1. Brygady Wileńskiej dopiero rozpoczynali dorosłe życie. Wojna postawiła im wyzwania i wyznaczyła zadania, o których nie uczyli się w szkołach. Wielu już na początku okupacji niemieckiej podejmowało pracę zarobkową w charakterze robotników przymusowych. Doświadczenie konspiracyjne, a następnie stricte partyzanckie byli zmuszeni zdobywać sami na ulicach Wilna, podczas wypraw w niebezpiecznym, kontrolowanym przez partyzantkę sowiecką terenie wiejskim czy też w drodze do miejsca postoju swojej brygady w lasach Wileńszczyzny.
Przystań rzeczna na Wilii. W tle most Zielony, kościół św. Rafała i budynek elektrowni miejskiej (źródło: zbiory NAC)
Warsztaty samochodowe "Luftwaffe" przy ul. Wiłkomirskiej w Wilnie. W kombinezonie roboczym (pierwszy od lewej) stoi syn komendanta posterunku Policji Państwowej z Dolnych Ponar, żołnierz siatki miejskiej AK Władysław Zacharewicz "Zbyszko", późniejszy kierowca samochodu ciężarowego w brygadzie "Juranda", w oddziale złota rączka (mechanik i rusznikarz), więzień obozów sowieckich, 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Z czasem, aby nie doszło do tragedii, tych młodych ludzi por. "Jurand" musiał ująć w struktury konspiracji i karby dyscypliny wojskowej. O wejściu do zorganizowanych struktur podziemnych AK oraz o pierwszych akcjach zdobywania broni następująco pisał Henryk Trojanowski "Hena": "Zorganizowaliśmy z [Czesławem Pławskim] "Bejem" jedną grupę wypadową. Przygotowaliśmy "narzędzia": gruby kawałek gumy, bolec, kilka sprężyn, piasek itd. [...]. Ja z [Witoldem Ermowem] "Dońcem" odziedziczyłem pałkę. Potem z Edziukiem [Edwardem Wyszomirskim "Pistoletem" - T.B.] wyszliśmy na wypad. Nigdy tego nie zapomnę. Most strategiczny na Wilii łączyła z koszarami 1. Pułku [Piechoty] piaszczysta droga. Bokiem biegła kolejka, która przez ten most łączyła forty z koszarami. Tam Niemcy lubili z pannami spacery odbywać. To się nazywało Rodina. Tam zasadziliśmy się. Nie rozróżnialiśmy rang niemieckich, ale to nie był prosty żołnierz. Nie był to też oficer. Zaprawiłem takiego, jak palił papierosa, jak ze szwajsaparatu7 iskry poszły. Nawet nie stęknął. Wcześniej próbowaliśmy na beczkach. Jak puknął człowiek, to beczka szła w drobny mak. Edziuk od niego odciął parabellum, on poszedł w jedną stronę, ja w drugą. Spotkaliśmy się nazajutrz na Świronku [...]. Zrobiliśmy jeszcze dwa takie skoki. Z jednego nic nie wyszło, bo źle uderzony był. Było to na ulicy Borowej z [Anną Pawłowską] "Anką" na spacerze. Zaprawiłem go, kiedy minął nas. Wyrwaliśmy bez żadnej broni, ona w jedną stronę [...], ja w drugą [...]. Trzeci raz nam wyszło. Też na tej samej Borowej ulicy. I bić nie trzeba było w ogóle. Sam oddał. Broń przenosiliśmy do [Władysława Markowskiego] "Dżumby". Potem weszliśmy w kontakt z [Witoldem Strzemińskim] "Bohunkiem". U niego właśnie spotkaliśmy się z "Panem Czesławem". To był "Jurand". Popatrzył na nas, a była wtedy grupa 4 chłopców. Ja, [Witold Ermow] "Doniec", "Bohunek" i [Czesław Pławski] "Bej" młodszy. [Było też] dwóch nieznajomych. Wiele razy tam przychodziliśmy. Zapoznawaliśmy się z różnymi rodzajami materiałów wybuchowych, co to jest plastyk, co trotyl. Był to koniec lata, może początek jesieni 1943 r. [...] Pamiętam te słowa "Juranda": "No cóż, szkółka". Tak się śmiał z nas. Popatrzył na mnie i powiedział: "No, ten mi się chyba nie rozpłacze". Udawałem chojraka, ale nie byłem całkiem pewny"8. Spośród systematycznie kompletowanej przez por. Grombczewskiego kadry oddziału najprawdopodobniej tylko zastępca dowódcy plutonu Witold Strzemiński "Bohunek" ukończył I Korpus Kadetów. Wykształcenie podoficerskie miał kwatermistrz st. sierż. Maurycy Palenko "Strug". Zdecydowaną większość stanowili jednak 17-20-letni młodzieńcy, do niedawna niewiele wiedzący o podziemiu i realnych możliwościach walki z okupantem.
Jeszcze przed przydzieleniem poważniejszych zadań i formalnym zaprzysiężeniem por. "Jurand" musiał sprawdzać poszczególne osoby w zadaniach o charakterze szkoleniowym. Dowódcę interesowały kondycja i sprawność fizyczna, opanowanie w trudnych sytuacjach, spostrzegawczość. Jedną z tego typu akcji wspominał urlopowany wtedy pracownik HKP, jednocześnie żołnierz podziemia: "Dostaliśmy z [Witoldem Strzemińskim] "Bohunkiem" zadanie: pojechać rowerami do miejscowości znajdującej się koło Sorok Tatarów. Jechało się szosą przez Ponary. Szosa była wyłożona płytami. Ubraliśmy się tak fantastycznie, że ślepy by poznał, jacy faceci jadą. Założyłem narciarską bluzę zieloną z kapiszonem, buty i spodnie narciarskie. "Bohunek" miał pistolet, ja też, i dwa granaty, które przyniósł. Dostaliśmy je na tę wyprawę. Granaty jajowe, niemieckie. I pojechaliśmy. Dowódcą był "Bohunek". Dostaliśmy kontakt na majątek (folwark). Hasło powiedział "Bohunek", odpowiedziano, że są te pociski. To były bomby sowieckie, niewypały. Mieliśmy te bomby rozbrajać i wydobyć z nich trotyl. Oni złożyli to między drzewa i mieli przewieźć na ul. Kalwaryjską. To byli ludzie z siatki [...]. Powracając do Wilna, przejeżdżaliśmy przez Ponary. Żandarmi niemieccy stali z "łańcuchami", patrzyli na nas. Przyjechaliśmy na Kalwaryjską, pojechaliśmy do Maryli [Koleśnikowej "Baśki" na ul. Trębacką]. Tam zdaliśmy komendantowi raport. Meldował "Bohunek". Komendant przyjął nas jak najbardziej służbowo. Stał, pokiwał głową i odezwał się: "Czy ten trotyl będzie przywieziony?". Będzie przywieziony w pierwszy dzień targowy, jak pojadą z drzewem'"9. Ci konspiratorzy, którzy sprawdzili się w podobnych akcjach, byli już formalnie wprowadzani w szeregi podziemia.
Podwórze domu przy ul. Czerwonodworskiej 8 w Wilnie. Z gitarą stoi jeden z żołnierzy plutonu miejskiego i brygady "Juranda" (źródło: zbiory T.B.)
Zaprzysiężenie wytypowanych przez por. "Juranda" osób odbywało się przeważnie w lokalach kontaktowych, mieszkaniach prywatnych, niekiedy również na cmentarzach wileńskich. Zaprzysięgano pojedynczo lub po dwie-trzy osoby. Na znaczenie składanej uroczyście przysięgi wojskowej wskazuje jedna z relacji: "[W listopadzie 1943 r.] przysięgę od nas odbierał "Bohunek" [w mieszkaniu] u [jednocześnie zaprzysięganego Witolda Ermowa] "Dońca". Świece dwie, krucyfiks. Rotę przysięgi odczytał. To była dla nas bardzo uroczysta chwila. On do tego podszedł z dużą fantazją. Kwestia samej przysięgi była dla nas elementem hamującym w pewnych historiach, pobudzającym znowu w innych. Nie zwierzałem się nikomu na ten temat, bo to była sprawa wstydliwa, ale dla mnie to było bardzo ważne. Człowiek czuł się jak członek zakonu, jak rycerz króla Artura. Czułem się tą przysięgą związany. Obawiałem się tylko jednego, żeby nie być wystawionym na zbyt wielką próbę. Jeśliby człowiek miał popaść w ręce wroga, to w jaki sposób najlepiej się uśmiercić"10. Z kolei Albin Wyszomirski "Orzeł" został zaprzysiężony na Rossie, koło mauzoleum Józefa Piłsudskiego. Po złożeniu przysięgi akowskiej dotychczasowy cywil stawał się żołnierzem podziemia ze wszystkimi obowiązkami, prawami i konsekwencjami swoich działań. Nie tylko wobec siebie, lecz także wobec znajomych i najbliższej rodziny.
Ogród jednej z posesji wileńskich. Podczas ćwiczeń jeszcze przed wyjściem do lasu widoczni Eugeniusz Klement "Mewa" (z lewej) i Józef Krawczuk "Walter", 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Henryk Trojanowski "Hena", żołnierz plutonu miejskiego "Juranda" w okresie konspiracyjnym. W tle widoczna droga z Wilna do Niemenczyna, 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Przed wyjściem do lasu, w okresie od września do grudnia 1943 r., podkomendni por. "Juranda" wykonywali różnego rodzaju zadania w samym Wilnie i na przedmieściach miasta. Wykradali broń z magazynów, gromadzili amunicję, materiały wybuchowe i umundurowanie, rozbrajali pojedynczych Niemców, przeprowadzali akcje sabotażowe o charakterze bardziej szkoleniowym niż niszczycielskim. Sporadycznie byli też wyznaczani do działań likwidacyjnych oraz ochrony uzbrojenia przenoszonego niekiedy (np. w momentach zagrożenia lokalu) z miejsca na miejsce. Niektórzy jeszcze w tym okresie za zgodą por. "Juranda" wstąpili do organizowanego przez por. Gracjana Froga "Górala" vel "Szczerbca" zalążka 3. Brygady Wileńskiej, a nawet pełnili tam funkcję sekcyjnych, np. Czesław Pławski "Bej" (wówczas "Sosna") i Mieczysław Fijałkowski "Czarnota" (wtedy "Jodła"). Jednak ze względu na stosunki panujące w oddziale oraz ciągłe kluczenie po okolicach Wilna po kilkunastu dniach pobytu w lesie samowolnie powrócili z bronią do miasta. Niedługo potem, w styczniu 1944 r., wyszli na koncentrację jurandowców w Bujwidzach. W okresie późniejszym tylko interwencja komendanta "Jedynki" u dowódcy "Trójki", brak formalnego zaprzysiężenia, a także wcześniejsze oddanie przydzielonych dwóch tetetek łącznikowi, który zjawił się u jednego z chłopaków w domu, uchroniła Pławskiego i Fijałkowskiego od przykrych konsekwencji samowolnego oddalenia się z oddziału por. "Górala", w warunkach polowych identyfikowanego jako dezercja z bronią. Czyn taki kwalifikował się do kary śmierci.
Żołnierze plutonu miejskiego "Juranda" Zygmunt Nowak "Czyż" (z lewej) i Eugeniusz Klement "Mewa" przed katedrą wileńską, 1943 r. (źródło: zbiory T.B.)
Jednocześnie por. "Jurand" jeszcze przed wyjściem do lasu utworzył dla swoich podkomendnych Bazę miejską, zorganizowaną przy ul. Trębackiej 4. Znajdowały się tam również inne lokale osób związanych z plutonem (kierowniczki Bazy i łączniczki Maryli Koleśnikowej "Baśki", rodziny Grzymałłów spokrewnionej z Grombczewskimi, Zygmunta Nowaka "Czyża", Józefa Krawczuka "Waltera"). Baza miejska już w okresie partyzanckim szybko stała się kluczowym ogniwem w systemie funkcjonowania brygady i jej kontaktów z siatką miejską. Był to punkt łączności, zaopatrzenia, a także pośrednictwa między oddziałem polowym jurandowców a strukturami konspiracji AK w Wilnie. Było to również miejsce kontaktu z Komendą Rejonu i Dzielnicy oraz placówka, w której przekazywano pocztę adresowaną przez partyzantów do swoich rodzin.
Schemat organizacyjny plutonu piechoty w konspiracji opracowany przez oficera wileńskiej AK (źródło: zbiory IPN)
Na stan Bazy składały się lokal kontaktowy w zakładzie fotograficznym Maryli Koleśnikowej "Baśki" (również nieoficjalnej sympatii por. "Juranda", w oddziale uchodzącej za jego siostrę) przy ul. Trębackiej 4 i jej domu przy ul. Lwowskiej, lokal sanitarny (opatrunkowy - w celu udzielenia pierwszej pomocy rannym), składnica (magazyn kwatermistrzostwa oraz stajnia z koniem i wozem do przewozu wszelkiego rodzaju sprzętu, broni, amunicji, umundurowania, lekarstw czy też żywności). Obsługa tych lokali, czyli "Baśka" wraz z podległymi jej gońcami i łączniczkami, zajmowała się przyjmowaniem, odprawianiem i doprowadzaniem do brygady nowych ochotników. "Baśka" dysponowała informacjami o aktualnym miejscu postoju oddziału. Wskazówek precyzujących miejsce kwaterunku udzielała powracającym do lasu lokalna siatka terenowa. Grupę łączniczek będących w dyspozycji "Pani Maryli" stanowiły między innymi Jolanta Kruszewska "Jola", Anna Pawłowska "Anka" i Sabina Gregorowicz "Maja".
W lokalu sanitarnym przyjmowano rannych przywożonych z brygady na leczenie do miasta. Już w okresie działań partyzanckich Baza wielokrotnie odbierała kontuzjowanych lub chorych jurandowców kierowanych z oddziału na kurację. Składnica była natomiast miejscem tymczasowego przechowywania zdobytej w Wilnie oraz podczas akcji bojowych broni, amunicji, oporządzenia, umundurowania. "Pani Maryla", samodzielnie powożąca wozem, dostarczała do miejsca postoju brygady rozkazy, pocztę służbową i prywatną, broń, amunicję, granaty (w tym popularne sidolki), maszyny do pisania dla kancelarii. Transportowała również materiały sanitarne i opatrunkowe, baterie do latarek elektrycznych, baterie anodowe do polowych aparatów radiowych i prasę podziemną. Funkcje wspomagające i eskortowe pełniło kilku stałych i doraźnych gońców lub łączniczek wykorzystywanych w zależności od potrzeb i sytuacji. Z relacji partyzantów udających się do "Pani Maryli", np. z transportami broni czy też pocztą, wiadomo, że kilka lokali konspiracyjnych zawsze było do dyspozycji przybywających do miasta lub wychodzących do lasu jurandowców. Tam mogli przenocować, opatrzyć rany, posilić się i za zezwoleniem swoich dowódców dozbroić w broń, amunicję i granaty.
Podczas wyjazdów w teren "Pani Maryla" przewoziła, najczęściej furmanką, rannych lub chorych partyzantów, np. postrzelonego podczas starcia marcowego w Suderwie Albina Wyszomirskiego "Orła". "Na ulicy Kalwaryjskiej zatrzymał ich trzyosobowy litewski patrol. Był już zmrok. W trakcie legitymowania Maryla (świetnie znająca język litewski) podała się za Litwinkę. "Orzeł" zsunął się z furmanki i posuwając się wzdłuż konia, udawał poprawianie uprzęży. Nagle wyrwał sprintem (z ranną nogą), wpadł w bramę, po czym przez płoty i ogrody, ścigany okrzykami "Pałauk!" (stój), przedostał się na ul. Promień do domu rodziny "Jastrzębia" [Palenków]. Tam po przenocowaniu przyjechał sprowadzoną dorożką do swego domu. Kulę z kolana wyciągnęła mu dr [Halina Wasilewska-]Łobzowa"11. Nie do przecenienia jest również rola "Baśki" w doprowadzaniu nowych ochotników do aktualnego miejsca postoju brygady. W okresie powstania wileńskiego lokale Bazy zostały czasowo zlikwidowane. W czerwcu "Baśka" otrzymała sygnowaną przez dowódcę I Zgrupowania mjr. dypl. Antoniego Olechnowicza "Pohoreckiego" legitymację stwierdzającą, że jest łączniczką 1. Wileńskiej Brygady. Zakończyła wówczas sprawy organizacyjne Bazy (mieszkaniem opiekowała się niezidentyfikowana bliżej "starsza pani") i przeszła do służby polowej w brygadzie. W czasie walki pod Krawczunami, gdy usiłowała wynieść z pola walki śmiertelnie rannego komendanta brygady, została postrzelona w płuco. Kilkadziesiąt godzin później, mimo że sama była kontuzjowana, zorganizowała w Wilnie pogrzeb poległych w tym boju spotkaniowym por. "Juranda" i st. sierż. "Struga".
Pierwsza strona "Gońca Codziennego", gazety niemieckiej wydawanej dla Polaków w Wilnie, 24-25 grudnia 1943 r. (źródło: zbiory Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej [dalej: JBC])
Inne lokale konspiracyjne uruchomione w Wilnie przez żołnierzy z siatki miejskiej i oddziału por. "Juranda" są znane z relacji Henryka Trojanowskiego "Heny" i Henryka Paszkiewicza "Gila". Według ich przekazu jurandowcy w następujących miejscach przechowywali broń i amunicję oraz umieszczali rannych: ul. Trębacka (Grzymałłowie, Nowakowie), ul. Świronek, ul. Kalwaryjska, ul. Nadleśna (Palenkowie), ul. Antokolska (Jureccy), ul. Antokolska 38 m. 4 (Ludwik Trojanowski "Feluś" i Helena Trojanowska "Mama"), ul. Holendarnia (Strzemińscy, Krukowscy, Cywińscy), ul. Borowa (Łazarewiczowie) i ul. Słomianka (Sitkowscy). Natomiast pion podziemnej produkcji granatów (grupa "Perkun") kierował podkomendnych por. "Juranda" do mieszkań na rogu ulic Ostrobramskiej i Bazyliańskiej (montaż puszek do sidolek), przy ul. Wileńskiej (elementy do granatów) oraz przy ul. Polowej 2 (punkt produkcyjny sidolek). Ważną częścią aktywności konspiracyjnej przyszłego komendanta 1. Wileńskiej Brygady AK była wówczas również organizacja służb wewnętrznych, kwatermistrzostwa (st. sierż. Maurycy Palenko "Strug") i komórki rusznikarskiej (N.N. "Sęk").
Pod koniec 1943 r. pluton miejski por. "Juranda", podzielony na drużyny i sekcje, osiągnął stan około 20-30 zaprzysiężonych żołnierzy. Do wyjścia do lasu w styczniu 1944 r. zostali zakwalifikowani przez por. Czesława Grombczewskiego między innymi: Czesław Babiński "Kiepura", Henryk Balbus "Kondor", Witold Ermow "Doniec", Mieczysław Fijałkowski "Czarnota", Stanisław Lendzion "Zwierz", Jan Łozowski "Głuszec", Maurycy Palenko "Strug", Mieczysław Palenko "Sęp", Romuald Palenko "Jastrząb", Henryk Paszkiewicz "Gil", st. sierż. Jan Piątek "Czarny", Czesław Pławski "Bej" (młodszy), Zbigniew Rusiecki "Barabasz", Henryk Sitkowski "Skrzetuski", Witold Strzemiński "Bohunek", Henryk Trojanowski "Hena", Albin Wyszomirski "Orzeł" i jego brat Edward "Pistolet". W Wilnie pozostali jeszcze inni żołnierze z siatki konspiracyjnej Dzielnicy "B". W kolejnych miesiącach - lutym, marcu i kwietniu - dołączali do oddziału. W tym gronie byli między innymi: Czesław Cywiński "Skowronek", Wacław Dragun "Florek" i Józef Krawczuk "Walter". Niektórych konspiratorów z tej Dzielnicy, np. Włodzimierza Gajewskiego "Oczkę", zaprzysięgał pracownik Legalizacji Komendy Okręgu ppor. Stanisław Kiałka "Bolesław", który następnie doprowadzał ochotników, choćby por. Borysa Sztarka "Ptasznika", do operującego już w polu oddziału por. "Juranda".
W styczniu 1944 r. Komenda Okręgu Wileńskiego AK zadecydowała o rozszerzeniu obszaru i nasileniu dotychczasowych działań zbrojnych, rozbudowie istniejących już szkieletowych formacji polowych oraz utworzeniu kolejnych brygad partyzanckich. W każdym z inspektoratów rejonowych miały operować trzy-cztery oddziały w sile plutonu, później kompanii, a docelowo batalionu piechoty dostosowanego do warunków wojny podjazdowej. Jedną z nowych formacji stał się wówczas oddział - następnie brygada - por. "Juranda". Na miejscu koncentracji mieli się stawić najlepsi konspiratorzy, sprawdzeni wcześniej przez dowódcę plutonu. Około 2 stycznia por. "Jurand" wysłał do Koniuch Henryka Trojanowskiego "Henę", Edwarda Wyszomirskiego "Pistoleta" i Albina Wyszomirskiego "Orła", którzy sprawdzili jeden ze szlaków prowadzących do Bujwidz. Na miejsce przyszłego zgrupowania dostarczyli w koszu wiklinowym pierwsze uzbrojenie: 2 nagany, 2 tetetki, kilkanaście granatów zaczepnych, amunicję. Po dwóch dniach wrócili do Wilna. Eskortowali też przy okazji nieznanego im cywila. Otrzymali jedynie informację, że jest to ktoś ważny i mają go chronić za wszelką cenę. Drugi transport prowadzony przez "Pistoleta" i "Henę" przejął na rogu ulic Antokolskiej i Ogińskiego wóz konny przykryty płachtami, koniczyną, dzbanami po mleku. Głównym ładunkiem okazały się 2 kb mauzer, 3 kb mosin i kilkanaście granatów trzonkowych. Furmanką powoził pochodzący z zaścianka Auksztagiry koło Niemenczyna Franciszek Makowski, pracownik spółdzielni mleczarskiej Waskańce z Mejraniec. Szosą niemenczyńską, przez most na Wilii transport ten trafił do siatki terenowej w Sużanach. Niebawem partyzanci ponownie wyszli z Wilna do Koniuch, aby dołączyć do organizującego się oddziału.
Pierwsza strona "Gońca Codziennego", 1-2 stycznia 1944 r. (źródło: zbiory JBC)
Wyjście z Wilna kilku grup podkomendnych por. "Juranda", zmierzających na miejsce koncentracji, odbywało się nocami, przy 15-stopniowym mrozie i obowiązującej godzinie policyjnej. Po opuszczeniu miasta, w którym krążyły patrole żandarmerii niemieckiej i policji litewskiej, trasy przebiegały przez zaśnieżone dukty, leśne drogi i wiejskie bezdroża. Ochotnicy często brnęli po kolana w śniegu, szli przez krzaki, podwileńskie pola i lasy. Krótki odpoczynek dodawał sił na dalsze kilkanaście kilometrów takiego nocnego marszu. Styczeń 1944 r. był wyjątkowo mroźny. Wyznaczeni ochotnicy w trzech głównych grupach, liczących od kilku do kilkunastu ludzi, wychodzili z Wilna do odległych o około 40 km Koniuch. Byli słabo uzbrojeni w broń krótką, obrzynki12, nieliczne karabiny ukryte pod płaszczami i granaty. Typową trasę i nocne warunki dobrze oddaje relacja Mieczysława Palenki "Sępa", który 6 stycznia, w święto Trzech Króli, wyszedł na czele pierwszej grupy. Tak zapamiętał ten moment: "Szedł [dowódca grupy] "Boa" [N.N. o imieniu Tadeusz], [Jan Łozowski] "Głuszec", Henryk Balbus "Kondor", "Sokół" [N.N.], [Henryk Paszkiewicz] "Gil", [Romuald Palenko] "Jastrząb" i ja. Zadanie: dojść do wsi Koniuchy i zameldować się łącznikowi z siatki. Hasło brzmiało: "Pozdrowienia dla Zosi" [odzew: "A jak zdrowie Oleńki"]. To były narodziny brygady. Wyruszyliśmy z Wilna w nocy po [godz.] 21.00. Spotkaliśmy się za Pośpieszką. Odprowadzał nas [st. sierż. Maurycy Palenko] "Strug", składając nam życzenia [noworoczne]. Przypomniało mi się wtedy powstanie styczniowe. Gdy wyszliśmy, miałem już "siódemkę" hiszpana13, "Głuszec" nagana radomskiej produkcji, a "Gil" i pozostali jednostrzałowe kowbojskie nagany, w których za każdym razem trzeba było dociągać kurek. Mieliśmy też jeden zaczepny granat polski z 1939 r. i 2 trzonowe granaty bez zapalników. Prowadził "Boa". Po drodze zbłądziliśmy. Zamiast iść w stronę prawą od przejazdu kolejowego i przejść [przez] tory, skręciliśmy do Nowej Wilejki. Wybuchła straszna konsternacja, biegiem lecieliśmy przez wieś. Ktoś wtedy strasznie się zdenerwował. Miał taki duży reflektor i świecił. Jechał samochód, wpadliśmy na grudę jakieś 200 m od drogi, padliśmy na ziemię i leżeliśmy. Samochód przejechał, wstaliśmy i poszliśmy znów do rozwidlenia dróg, skręcając w[e] właściwą drogę. W lesie zrobiliśmy odpoczynek. Tam chyba "Gil" zgubił nagana i musieliśmy z kilometr wracać. Znaleźliśmy go, poszliśmy do toru. "Boa" powiedział: "Spokojnie, cicho! Wyjdę, zobaczę, czy nie ma posterunków. Teraz cicho gęsiego. To było pierwsze straszne przeżycie, więc biegiem na łeb, na szyję i zaczepiliśmy o druty semaforu. Trzask, huk na szynach, wdrapaliśmy się po śniegu na drugą stronę i wpadliśmy w las. Maszerowaliśmy prawie całą noc. Nie było żadnego domu, nic. Dopiero [potem] usłyszeliśmy gdzieś z boku, że jakiś kogut pieje. To była wieś. Zaszliśmy tam. Faktycznie trzy chaty stały i las, noc, ciemno. Chłop zabił świnię, ugościł nas, potem zaprzągł konia i zawiózł nas do Koniuch. Tam znaleźliśmy łącznika z siatki. Podaliśmy hasło, on dał odzew. Dostaliśmy kwatery. Sołtys i cała wieś bardzo serdecznie nas przyjęli i zrobili wielką owację. Czekaliśmy [na rozkazy], przychodziły następne grupy i "Jurand". Nasza grupa była pierwsza. Zostaliśmy zakwaterowani"14. Kilka dni później wyszła z Wilna około dziesięcioosobowa grupa st. sierż. Jana Piątka "Czarnego". "[Dowódca Rejonu III por. Eugeniusz Browko] "Ryś" był też upoważniony do organizacji naszej brygady. Gdy już byłem spalonym, "Ryś" skontaktował mnie z "Jurandem" w moim mieszkaniu. Naznaczyliśmy dzień wymarszu z Wilna pierwszej grupy [ochotników] [...]. "Jurand" miał przysłać ludzi, broń i granaty. Ja zawiadomiłem [Stanisława Lendziona] "Zwierza", by się stawił gotowy do drogi, gdyż z rozkazu [por. Jerzego Łozińskiego] "Jerzego" był on pod moją opieką do czasu wyjaśnienia jego niewinności. Wcześniej, bo już w 1941 r., oprócz obowiązków, jakie pełniłem w Wilnie, miałem zadanie organizowania baz na wsiach i właściwie takie przygotowałem w Bystrzycy [Bujwidzach - T.B.], Nowosadach i Litwinach. W oznaczonym dniu chłopcy po wymienieniu hasła zjawili się u mnie, niektórzy z bronią krótką. Wydałem im granaty dostarczone przez "Juranda" i dwójkami wysłałem na most strategiczny i dalej ulicą Borową, gdzie w lesie mieliśmy się zebrać i dalej już iść pod moją komendą jako oddział ubezpieczony. Ja ze [Stanisławem Lendzionem] "Zwierzem" wyszedłem ostatni. Na ulicy Borowej po minięciu wartowni niemieckiej spotkałem wóz jednokonny, na którym w[edłu]g "Juranda" miała być dla nas broń. Po wymienieniu hasła wóz wjechał w las. Wybraliśmy ze słomy 3 k[ara]b[in]k[i]. Wóz odjechał, broń rozdałem. Przez kilka minut uczyłem, jak się nią posługiwać, gdyż tylko jeden [ochotnik] znał się na karabinie. Dziś nie pamiętam dokładnie nazwisk tych dziewięciu chłopaków, gdyż tylu ich było, ja dziesiąty. Pamiętam tylko pseudonimy: "Zwierz", [Józef Ozdoba] "Oczko", [Henryk Łukomski] "Czołg", [Henryk Sitkowski] "Skrzetuski". Resztę pseudonimów dawałem im sam. Marszem ubezpieczonym szliśmy dalej traktem bystrzyckim, [potem] przez lasy. Tor kolejowy patrolowany przekroczyliśmy nocą lasami, na przełaj. W Brzozówce u jednego z moich podwładnych zjedliśmy [kolację] i po północy dotarliśmy do Nowosad, jednej z moich baz, gdzie mieszkała moja kurierka "Mila" Chodkiewicz. Tu przespaliśmy się i rano wyruszyliśmy do m[iejscowości] Koniuchy, gdzie miał na nas czekać człowiek z wyznaczonymi kwaterami. Człowiek ten spotkał nas, ale był tak przestraszony [i mówił], że tu kręcą się Niemcy i w każdej chwili czeka nas zagłada. Wyśmiałem go. Sam znalazłem kwaterę, wystawiłem posterunki, zorganizowałem wyżywienie, które ludność znosiła, aż [było] za dużo. Gdy dochodziliśmy do Koniuch, wybiegli nam naprzeciw Palenkowie, których wcześniej wysłałem. Czekali na mnie. Na drugi dzień w Koniuchach zjawił się niespodziewanie pluton [od] "Łupaszki" pod dowództwem "Rysia", który spędził tam noc i wyszedł na swoje zadania. Po dwóch dnia zjawił się "Jurand", a z nim [Witold Strzemiński] "Bohunek", [Henryk Trojanowski] "Hena" i [Edward Wyszomirski] "Pistolet". W tym samym dniu przyszedł również [por. Wilhelm Dittmajer] "Wilk" z kilkoma ludźmi i tak marszem ćwiczebnym ruszyliśmy do m[iejscowości] Żarnele. To dołączył do nas [Franciszek Drozd] "Promyk" z drużyną wiejską [z Pawłowa]"15. W grupie st. sierż. "Czarnego" szedł znany pod koniec lat trzydziestych pięściarz wileński Stanisław Lendzion, mający adekwatny do jego możliwości pseudonim "Zwierz". Sześć miesięcy później, dzień po zakończeniu powstania wileńskiego został zastrzelony na przedmieściach Wilna przez nadgorliwych żołnierzy AK. Już w oddziale por. "Juranda" Lendzion wykazał się talentem sanitariusza służącego pomocą nie tylko kontuzjowanym kolegom z brygady, lecz także rannym Niemcom i Łotyszom, wziętym do zazwyczaj krótkotrwałej niewoli (na czas zamknięcia akcji).
18 stycznia z domu rodziny Trojanowskich wyszła ostatnia grupa, prowadzona przez Edwarda Wyszomirskiego "Pistoleta". Marsz przebiegający koło Kojran zapamiętał jego uczestnik Henryk Trojanowski "Hena". "Do brygady szliśmy w pełnym rynsztunku. W moim domu uzbroiliśmy się, spotkaliśmy się na bulwarze tuż pod mostem [strategicznym] z "Pistoletem" i [Albinem Wyszomirskim] "Orłem". Oni mieli marszrutę. Prowadził "Pistolet". Szedł z nami [Witold Ermow] "Doniec", [Wacław Ambroziak] "Sęp" z [późniejszej polowej] żandarmerii, [także Zbigniew Rusiecki "Barabasz"] i bodajże [Wiktor Łotarewicz] "Turek" [...]. Wtedy to wpieprzyłem się na bunkier, kiedy miałem ubezpieczać przejście przez tor kolejowy. Prawie wszedłem na ten bunkier w lesie. Patrzę, a tutaj pełno Niemców chodzi [...]. Na moje imieniny, szarym rankiem byliśmy w Koniuchach"16.
Z kolei por. "Jurand" przybył z grupą podkomendnych na miejsce koncentracji 19 stycznia. Janusz Grzesik-Grzenicki "Leszek", wówczas żołnierz plutonu wiejskiego por. "Wilczura", zapamiętał, jak w ten mroźny, ale słoneczny poranek obładowani dwoma-trzema koszami wypełnionymi bronią krótką, granatami i amunicją dotarli do wioski. Pluton miejski por. Czesława Grombczewskiego "Juranda", liczący około dwudziestu ochotników zakwalifikowanych do partyzantki, już w ramach brygady otrzymał numer pierwszy. Od samego początku stanowił jeden z głównych członów organizującego się oddziału. W przyszłości miał zostać rozbudowany do stanu kompanii piechoty. Pod koniec stycznia i w lutym sukcesywnie dołączali do organizującego się już w terenie oddziału następni ochotnicy, którzy prawie zawsze przybywali z przewodnikiem znającym aktualne miejsce postoju podkomendnych por. "Juranda".
Dalsza część w wersji pełnej