Gość
Najgorsze, co może człowieka spotkać w sobotni poranek, to nieproszony gość. Szczególnie jeśli w piątkowy wieczór była dobra impreza, mocno zakrapiana alkoholem, a powrót do domu przeciągnął się na późne godziny nocne. No i oczywiście jeśli tym nieproszonym gościem jest twój eks.
Taki splot nieszczęśliwych wypadków spotkał tego poranka Justynę Lewicką. Najpierw z głębokiego snu, mającego być pierwszym lekarstwem na kaca, wyrwał ją natrętny dzwonek do drzwi, a kiedy wreszcie do nich dotarła, obijając się o szafki w przedpokoju, i spojrzała przez wizjer, jęknęła w duchu. Niech to jasny szlag trafi, tylko nie Karol - pomyślała. Nie teraz, kiedy ma kaca, nieświeży oddech, włosy w nieładzie i jest ubrana w rozciągniętą piżamę. Znowu będzie się czuła przy nim gorsza, wrócą dawne kompleksy i traumy. Szczególnie, że, do jasnej cholery, on jest jak zwykle w tym nienagannie skrojonym czarnym garniturze i wygląda, jakby dopiero co wyszedł z salonu piękności.
Nie otworzę - zdecydowała. Odwróciła się, żeby odejść, kiedy nagle rozległo się stukanie do drzwi.
- Wiem, że tam jesteś! - dobiegł ją głos z drugiej strony. - Otwórz.
Nie odezwała się.
- Justyna, otwórz! Mam do ciebie ważną sprawę.
- Nie otworzę! Idź sobie, do jasnej cholery!
- Nie odejdę! Otwórz.
- Kurwa, czy ty nie możesz przyjść o jakiejś normalnej porze, a nie w sobotę rano, kiedy miałam zamiar spać do południa, a potem spokojnie, przez nikogo nie niepokojona, leczyć kaca?
- To nie jest mój pomysł. Jestem tu służbowo.
Zawróciła z końca korytarza i podeszła zaciekawiona do drzwi.
- Co ty powiedziałeś?
- Jestem tu służbowo. Mam sprawę niecierpiącą zwłoki. Wpuścisz mnie?
- Zamknij się na chwilę. Myślę.
Umilkł na chwilę i nasłuchiwał, podczas gdy ona się namyślała. Skoro wysłali do niej Karola, coś było na rzeczy. Justyna zastanawiała się tylko przez moment. Czego może chcieć od niej Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego? Musiała przyznać, że zainteresował ją swoimi słowami. Zresztą, pewnie doskonale zdawał sobie z tego sprawę. W końcu znali się jak łyse konie.
- Dobrze - odezwała się wreszcie. - Zaraz przekręcę zamek, ale możesz wejść tutaj dopiero za minutę, żebym zdążyła zamknąć się w łazience. Zanim wyjdę, masz zrobić bardzo dobrą kawę na kaca. Zrozumiałeś?
- Zawsze byłaś walnięta.
- Nie pytałam cię o opinię na mój temat. Pytałam, czy zrozumiałeś?
- Tak, zrozumiałem.
Odczekała jeszcze chwilę i przekręciła zamek. Upewniwszy się, że Karol dotrzyma słowa, wyciągnęła z szafy szlafrok, z szuflady w sypialni bieliznę i zamknęła się w łazience. Zanim puściła wodę pod prysznicem, chwilę jeszcze nasłuchiwała. Po kilkunastu sekundach usłyszała szczęknięcie drzwi, kroki i trzask szafek w kuchni. Dopiero wtedy poszła pod prysznic.
Długo spłukiwała z siebie konsekwencje zbyt dużej dawki alkoholu przyjętej poprzedniej nocy. Zmrożona wódka dobrze wchodziła i długo oczekiwana chwila, kiedy organizm powie dość, nie nastąpiła. I stąd teraz takie bolesne konsekwencje.
Wyszła z łazienki po kilku minutach z mokrymi włosami zaczesanymi do góry, boso, zawinięta w biały szlafrok. Karol stał przy oknie tyłem do niej, po kuchni rozchodził się przyjemny aromat kawy. Na odgłos jej kroków odwrócił się. Z zadowoleniem zarejestrowała wyraz jego oczu, kiedy na nią pierwszy raz spojrzał. Czy dostrzegła tam błysk żalu? Miała nadzieję, że tak właśnie było. Ciągle była atrakcyjna, ale już poza jego zasięgiem.
Zwaliła się ciężko na kuchenny stołek przy stole. Karol przygotował kawę i postawił przed nią kubek.
- Mocna, czarna, z cytryną i dużą ilością cukru - powiedział. - Najlepsza na kaca.
Kawa była jego specjalnością. Niejeden barista mógłby przy nim wpaść w kompleksy. Upiła szybko dwa łyki i poczuła, jak do żołądka wpada gorący strumień. Skrzywiła się. Z żołądkiem też jeszcze nie zdążyła się przeprosić, a do tego pod czaszką zaczęło się łupanie. Nadal czuła się fatalnie.
- Gdzie było tak fajnie? - zapytał niby obojętnie, siadając naprzeciw niej z filiżanką kawy z odrobiną mleka.
To też ich zawsze dzieliło. Ona piła z jak największego kubka, on tylko z filiżanki, jak angielski lord herbatę. Zresztą dzieliło ich wtedy wszystko. Nie pamiętała, żeby mieli jakieś wspólne zainteresowania. No może z wyjątkiem seksu. Seks i tak dziwnie długo spajał ich małżeństwo, aż wreszcie namiętność trochę przygasła i nie było już odwrotu. Nawet nie próbowali odwlekać nieuchronnej katastrofy. Z perspektywy czasu Justyna dochodziła do wniosku, że niecierpliwie jej wypatrywali. No i wreszcie nastąpiła, kończąc ich małżeństwo efektownym rozwodem z orzekaniem o winie i spektakularną bitwą o majątek. Od tamtych zdarzeń minęło już osiem lat, podczas których machnęli ręką na kłótnie i utrzymywali w miarę przyjacielskie stosunki. Karol ponownie się ożenił, za to Justyna pozostała singielką. Miała kilku facetów, ale, tak jak w przypadku Karola, łączył ją z nimi tylko seks, a w ten sposób budowane relacje nie miały szans na przetrwanie. Tylko jeden facet w tym czasie zawrócił jej w głowie i to on z nią zerwał, ale o tym sukinsynu starała się od dwóch lat zapomnieć.
- Tu i tam - odpowiedziała niechętnie. - Tak cię to interesuje?
- Bynajmniej.
- Więc czego chcesz?
- Doszłaś już trochę do siebie? Nie przyszedłem tu na kawę.
- Nie chrzań, Karol. Gdybyś tu przyszedł tylko na kawę, nie wstawałabym nawet z wyra.
- Dam ci jeszcze chwilę, aż tabletki przeciwbólowe zaczną działać.
- Przecież wiesz, że nigdy nie biorę tabletek przeciwbólowych.
- Doprawdy? Zapomniałem.
Nadal był, cholera, przystojny, oceniła. Z tym swoim cynicznym uśmieszkiem na pełnych wargach, przenikliwym spojrzeniem brązowych oczu i ostrzyżonymi na jeża czarnymi włosami. Tyle tylko, że już nie robił na niej takiego wrażenia jak kiedyś. Nawet nie miałaby ochoty, żeby zaciągnąć go do łóżka i przyprawić rogi jego nowej wybrance. Chyba się starzeję, skonstatowała, pijąc kawę małymi łykami. Żołądek już przestał się na nią gniewać i zaczął współpracować.
- Powiesz wreszcie, czego chcesz, czy będziemy tak siedzieć do południa? - Justyna wreszcie nie wytrzymała.
Karol dopił z gracją kawę, odstawił filiżankę na stolik i spojrzał jej w oczy.
- Chciałbym, żebyś wróciła do pracy - powiedział.
- Tylko tyle? - prychnęła.
- Widzisz, jaki zrobiłem się mało wymagający?
Spoważniała i zamyśliła się. Piła kawę, zapominając o pieczeniu w żołądku. Wreszcie pokręciła głową.
- Nie ma mowy - odpowiedziała twardo. - Doczekam szczęśliwie do końca zwolnienia lekarskiego i definitywnie odchodzę z policji. Kilkanaście lat użerania się z bandą szowinistów i zboczeńców, których żarty kręcą się tylko wokół dupy, już mi wystarczy. Zaczynam nowe życie, tylko jeszcze nie mam pomysłu jakie.
- Trudno mi w to uwierzyć. - Uśmiechnął się ironicznie. - Sama rezygnujesz? Gdzie się podziała tamta twarda kobieta, z którą się ożeniłem?
- Doczekała szczęśliwie do rozwodu - odgryzła się. - W policji jestem skończona.
Karol nagle sposępniał.
- Wiem wszystko o twoich problemach - odezwał się cicho. - W ciągu roku straciłaś dwóch partnerów, w policji nazywają cię Jonaszem, uważają, że przynosisz pecha, i nikt nie chce z tobą pracować. Nawet twój szef zasugerował, że może lepiej by było, gdybyś zmieniła zawód. Szczególnie przeżyłaś bezsensowną śmierć swojego ostatniego kolegi, Jarka Brucha. Tworzyliście zgrany duet, wszystko wam wychodziło, współpraca układała się idealnie, aż do tamtego feralnego dnia.
Justyna nagle zapadła się w sobie. Nawet nie była na niego zła, że grzebali w jej życiu i wiedzieli więcej, niż mogła przypuszczać. Pewnie wiedzieli też, że noc przed śmiercią spędziła właśnie z Jarkiem, tylko Karol okazał się na tyle taktowny, żeby tego nie powiedzieć na głos. W końcu miała do czynienia z profesjonalistami z ABW.
Pomyślała, że jej ostatnie alkoholowe ekscesy mają swoje źródło, którego dotąd sobie nie uświadamiała. Nie, wiedziała, po co pije, tylko nie dopuszczała do siebie tej myśli. Imprezowała, żeby pozbyć się wspomnień. I na jakiś czas się ich pozbyła. Niestety, pod wpływem słów Karola eksplodowały jej nagle przed oczami ze zdwojoną siłą.