Spacerując gdańskimi uliczkami, Zosia rozglądała się z zachwytem, podziwiając kolorowe kamienice. Te wysokie budynki niezmiennie urzekały ją swoimi bogato zdobionymi fasadami, złotymi ornamentami i różnorodnymi rzeźbami, tak doskonale oddającymi bogatą historię tego miasta. Mimo że Zosia mieszkała tu już od dłuższego czasu, Gdańsk wciąż ją zachwycał. Szczególnie ulica Długa, będąca sercem tego miasta. Mijając stare kamienice, Zosia czuła się jak bohaterka dziewiętnastowiecznych powieści.
Przystanęła przy ratuszu, zamknęła oczy i wciągnęła głęboko powietrze. Był chłodny, zimowy poranek, a pierwsze promienie słońca budziły miasto ze snu. Na ulicach panowała błoga cisza, a zimny powiew wiatru muskał jej twarz, delikatnie rumieniąc policzki. Minęła Fontannę Neptuna i stwierdziła, że naprawdę lubi te długie, spokojne spacery po Głównym Mieście. Miała wtedy czas, by pomyśleć i oderwać się od trosk codziennego życia.
Napawając się tą chwilą, dotarła do ulicy Mariackiej. Była to urokliwa uliczka, wyłożona nierówną kostką brukową, wzdłuż której wyrastały kamienice z prowadzącymi do nich kamiennymi schodami. Zatrzymała się przed jedną z nich, a przenikający chłód sprawił, że zdecydowała się wstąpić do Kawiarni Drukarnia Café, aby się ogrzać. Zamówiła kawę i zajęła stolik przy oknie. Popijając latte, wspominała swoje pierwsze chwile w tym mieście.
"To już prawie dziesięć lat, odkąd przyjechałam tu na studia, jak ten czas szybko leci", pomyślała z nostalgią, patrząc na ulicę, która skradła jej serce, odkąd tylko ją ujrzała. Tak, to zdecydowanie było jej ulubione miejsce w Gdańsku.
Zosia pochodziła z małego miasteczka, jednak zawsze pragnęła wielkomiejskiego życia. Dlatego postanowiła złożyć papiery na studia prawnicze właśnie do Gdańska. A kiedy pełna oczekiwań i marzeń wysiadła na Dworcu Głównym, zakochała się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Doskonale pamiętała ten dzień, gdy prowadzona przez Mapy Google, stanęła przed wejściem do jednej z tych kolorowych kamienic. Znajdowało się tam mieszkanie, które znalazła w internecie, szukając pokoju na wynajem. Taszcząc ciężką walizkę po starych drewnianych schodach, wdrapała się na czwarte piętro i zapukała do drzwi. Otworzyła jej staruszka o szarych oczach i śnieżnobiałych, splecionych w długi warkocz, włosach.
- Ty pewnie musisz być Zosieńka? - zapytała z uśmiechem. - Czekałam na ciebie. Przygotowałam już herbatę z miodem i cytryną. Mam nadzieję, kochanie, że lubisz miód? Wczoraj kupiłam akacjowy. Jest naprawdę pyszny.
Starsza pani zapraszająco wyciągnęła rękę w jej stronę, a jej ciepły uśmiech utwierdził Zosię w przekonaniu, że znalazła się we właściwym miejscu. Od razu poczuła się jak w domu.
Ten zupełnie przypadkowo znaleziony niedrogi pokoik u pani Haliny stał się jej bezpieczną przystanią. Mieszkała w nim do dziś, a z właścicielką połączyła ją niezwykła więź. Z czasem stały się sobie naprawdę bliskie. Codziennie, gdy jako studentka wracała z zajęć, starsza pani czekała na nią z przedwojennym porcelanowym imbrykiem w ręku, gotowa nalać jej gorącej herbaty, koniecznie z miodem i cytryną. Rozmowę zawsze umilały im maślane ciasteczka serwowane z blaszanego pojemnika, takiego, w którym zazwyczaj trzyma się nici i igły. Ten przemiły rytuał nie zmienił się, nawet gdy dziewczyna ukończyła studia i rozpoczęła pracę. Popołudniowa herbata była ich wspólną tradycją, która sprawiała, że Zosia z niecierpliwością czekała na powrót do domu, niczym do mieszkania z dziecięcych lat, w którym mieszkała z mamą. W obecności pani Halinki nietrudno było poczuć się jak u siebie.
Zżyły się do tego stopnia, że właścicielka nigdy nie podwyższyła jej czynszu. W trudniejszych chwilach, gdy Zosia, jeszcze jako studentka, nie miała pieniędzy na opłaty, pani Halina zapewniała ją, że wcale nie musi jej płacić. Ale ona wiedziała, że dzieje się tak nie tylko dlatego, że kobieta miała dobre i wielkie serce. Domyślała się, że pani Halina ma nadzieję, iż Zosia zostanie z nią jak najdłużej, dotrzymując towarzystwa, którego jej tak bardzo brakowało. Starsza pani traktowała ją jak wnuczkę i często dzieliła się z nią niesamowitymi historiami ze swojej młodości, których Zosia słuchała z zapartym tchem.
- Kiedyś wszystko było inne - mawiała pani Halinka. - Musisz koniecznie usłyszeć historię, gdy w osiemdziesiątym roku, w sierpniu, gromadziliśmy się wokół bramy Stoczni Gdańskiej. Zosieńko, to było gorące lato, a nasze równie gorące serca pełne były determinacji, by walczyć o lepszą Polskę.
Tamta historia, jak i wiele innych wypełniały chłodne zimowe wieczory, rześkie wiosenne poranki i ciepłe letnie noce.
Jedną z ulubionych opowieści Zosi była ta, gdy pani Halinka poznała swojego nieżyjącego już męża. Była wtedy młodą sprzedawczynią bursztynu o tak samo bursztynowym odcieniu włosów splecionych w długi warkocz. Gdy czarujący oficer marynarki wojennej kupił od niej towar, razem z nim kupił jej serce. Dzięki niezliczonym historiom Zosia poznała wiele szczegółów z życia pani Halinki, która stała się dla niej jak babcia, której nigdy nie miała. Obie jej babcie zmarły bardzo młodo, a Zosi pozostawało jedynie wyobrażenie, że gdyby żyły, to byłyby właśnie tak ciepłe i opiekuńcze jak jej gospodyni.
Nagle z zamyślenia wyrwał ją wchodzący do kawiarni klient. Widać nie tylko ona lubiła zaczynać sobotni poranek od kawy o tak wczesnej porze. I nie ona jedyna wybrała tę industrialną kafejkę, której wnętrze tak bardzo kontrastowało z zabytkową uliczką, przy której się znajdowała. Zosia uśmiechnęła się na myśl, że ona sama była niczym ta kawiarnia o nowoczesnym wystroju w starej, zabytkowej kamieniczce. Z jednej strony jej romantyczna natura lubiła klimatyczne, pełne historii miejsca, z drugiej zaś jej ambitna dusza pragnęła kariery w szklanym wieżowcu. Ta refleksja sprawiła, że powróciła do rozmyślań o swoim życiu oraz pracy, która dawała jej tak dużo satysfakcji.
Musiała przyznać, że kochała to życie, o którym zawsze marzyła: elegancka pani mecenas w wysokich szpilkach i czarnej marynarce z teczką pełną dokumentów w ręce. Lubiła, gdy każdy dzień przebiegał zgodnie z ustalonym porządkiem. Wszystko musiało być dokładnie zaplanowane. Pobudka o szóstej rano. Codzienna rutyna pielęgnacji twarzy w sześciu krokach i szczotkowanie zębów przez dokładnie trzy minuty. Następnie prasowanie jednej z jedwabnych koszul, koniecznie z kołnierzykiem. Oczywiście tak, aby nie pozostawić ani jednego zagniecenia. Na koniec staranny makijaż, jednak nigdy zbyt przesadny. Tak przygotowana Zofia była gotowa stawić czoło wyzwaniom każdego dnia. Zawsze wybierała ten sam tramwaj numer 6 o 7.32 z przystanku Gdańsk-Forum do Gdańska-Oliwy. Ale najpierw obowiązkowo karmelowa latte ze Starbucksa, kolejny z jej wielu rytuałów. Gdy tak popijała słodką gorącą kawę z papierowego kubka, a kofeina zaczynała płynąć w jej żyłach, Zosia czuła, że świat stoi przed nią otworem. Ten czas w tramwaju był jedynym momentem, gdy pozwalała sobie na bezproduktywność, gdyż potem przez długie godziny w pracy nie miała czasu nawet zerknąć na telefon. Wyciągała więc w drodze do firmy iPhone'a i skrolowała bezmyślnie TikToka lub Instagrama. Konto na Facebooku miała, jednak uważała, że jest trochę zapomnianym reliktem, i nigdy tak naprawdę nie rozumiała jego fenomenu. Były tam tylko reklamy i zdjęcia z wakacji ludzi w wieku jej matki.
Zosia lubiła też czytać, a jej Kindle był pełen e-booków, które kupiła, lecz nigdy nie miała na nie czasu. Czasem w drodze do domu słuchała audiobooków, jednak najczęściej wybierała podkasty o rozwoju osobistym, zarządzaniu czasem czy rozwijaniu kariery, które miały pomóc jej piąć się jeszcze wyżej w korporacyjnej hierarchii. Nie zawsze potrafiła skupić się na czytaniu książek w komunikacji miejskiej, gdyż często w tramwaju był ogromny tłok. Zwykle w takich chwilach obiecywała sobie, że pewnego dnia zamieni ten niewygodny środek transportu na luksusowy samochód.
Zapominała jednak o wszelkich niewygodach, gdy jej noga przekraczała próg nowoczesnego wieżowca będącego siedzibą kancelarii prawniczej, gdzie pracowała już od dłuższego czasu. Jej biuro mieściło się na ósmym piętrze, do którego wjeżdżało się szklaną windą, przyprawiającą o szybsze bicie serca wszystkich pracowników cierpiących na lęk wysokości. Zosia nie miała z tym problemu i całe szczęście, bo w dziesięciocentymetrowych obcasach nie wyobrażałaby sobie pokonywać tych wszystkich schodów prowadzących do kancelarii.
Zasiadając za biurkiem, czuła się jak królowa życia. Z dumą patrzyła na swoje odbicie w oknie - na młodą szczupłą blondynkę w czarnej, idealnie przylegającej marynarce; kobietę sukcesu, która osiągnęła tak wiele w tak krótkim czasie. A za oknem znajdował się niesamowity widok na Zatokę Gdańską, będący nagrodą za niezliczoną liczbę spędzonych tu nadgodzin.
Zresztą tak naprawdę lubiła swoją pracę i zawsze chętnie zgadzała się, by zostać w biurze dłużej. Po cichu liczyła, że przybliży ją to do kupna własnego mieszkania. Ceny w Gdańsku były jednak zbyt wysokie, dla niej wręcz nieosiągalne. Odkładała z wypłaty, ile tylko mogła, jednak jej wymarzony kąt w Głównym Mieście musiał na razie jeszcze poczekać. Jako prawniczka w korporacji nie zarabiała źle, była już pięć lat po studiach i w szybkim tempie pięła się po szczeblach korporacyjnej kariery. Mimo to nie chciała nawet myśleć o tym, ile jeszcze nadgodzin musi przepracować, by zrealizować to marzenie.
Ale Zosia, mimo tego, że była ambitną prawniczką, czującą się w wielkim świecie jak ryba w wodzie, miała też romantyczną naturę. Między innymi dlatego postanowiła mieszkać właśnie w centrum Gdańska, w pięknej, starej kamienicy. Kiedyś wierzyła również w wielką, romantyczną miłość, jednak po zakończeniu swojego ostatniego związku zdecydowała dać sobie z tym spokój. W obawie przed kolejnym rozczarowaniem próbowała zadowolić się szybkimi randkami z Tindera, jak na niezależną, wyzwoloną kobietę XXI wieku przystało, jednak podczas tych spotkań czuła się nieswojo i nie pozwalała, by doszło do czegokolwiek więcej niż wspólny drink czy kawa.
I tak kolejny raz, siedząc w Drukarni i pijąc latte w ten sobotni leniwy poranek, przeglądała profile na Tinderze. Robiła to tak automatycznie i bez większych emocji, jakby wybierała bluzkę podczas zakupów online.
Adam, 24 lata, umięśniony szatyn lubiący motory: w lewo.
Wiesław, 46 lat, łysiejący blondyn, którego pasją jest ogrodnictwo: absolutnie w lewo.
Marek, 37 lat, opalony brunet, często podróżuje: hmm, trudna decyzja.
Zamknęła aplikację, stwierdzając, że to nie dla niej. Po co ona w ogóle tam zagląda? Przecież nie szuka miłości. A już na pewno nie takiej z Tindera.
Schowała telefon do torebki, dopiła ostatni łyk kawy i wyszła z kawiarni, pozdrawiając miłą panią zza lady, która znała ją już doskonale, gdyż serwowała jej latte w większość sobotnich poranków przez ostatnie kilka lat. Zosia udała się w stronę Motławy, ciesząc się bezchmurnym porankiem i obserwując, jak ulice zaczynają się zapełniać ludźmi. Wsłuchiwała się w dźwięki budzącego się do życia miasta, kroki przechodniów, ciche rozmowy i śmiech turystów.
Poszła na spacer wzdłuż rzeki i przyglądała się drewnianym i ceglanym spichlerzom. Ten widok sprawił, że kolejny raz odezwała się jej nostalgiczna osobowość.
Ileż to razy myślała, że chciałaby żyć w tamtym świecie, który jej pokolenie znało jedynie z filmów. Kiedy zamiast oglądać seriale na Netfliksie, chodziło się do teatru czy do przytulnego kina, w którym panował niesamowity klimat podczas wyświetlania czarno-białych filmów. Żyć w czasach, gdy pisało się listy, zamiast wiadomości na Messengerze, nosiło piękne, szyte na miarę stroje zamiast tanich, tandetnych ciuchów z centrum handlowego i gdzie relacje międzyludzkie miały ogromne znaczenie. Teraz świat pędził, kontakty zostały spłycone do wiadomości na Instagramie i wysyłania sobie rolek, a długie intymne rozmowy przy lampce wina do szybkich rozmów na Teamsach albo Messengerze. Człowiek został oddzielony od drugiego człowieka przez szklany ekran, a tamten świat stał się jedynie wyblakłym wspomnieniem uwiecznionym na starych czarno-białych fotografiach.
Może też dlatego, kiedy tak spacerowała bocznymi zaułkami, będącymi wąskimi przejściami między nadbrzeżem a głównymi ulicami, jej wzrok przykuł rząd starych książek stojących w witrynie antykwariatu o tajemniczej nazwie Zakurzona Książka. Zosia postanowiła wejść, zaciekawiona, jakie tytuły tam znajdzie. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że ta decyzja zmieni wszystko i przewróci jej życie całkowicie do góry nogami.