ROZDZIAŁ DRUGI
WESTCHESTER
1966-1977
Carolyn wraz ze starszymi siostrami, bliźniaczkami Lisą i Lauren, rozłożyła na kuchennym stole jasny, kolorowy obrus, który idealnie pasował do tortu - jej ulubionego, o smaku cytrynowym. Ann, ich matka, metodycznie zaklejała piętrzące się wokół stołu kartonowe pudła i co chwilę porzucała to zajęcie, by odszukać komplet świeczek urodzinowych albo podać dziewczynkom lody. Ściany udekorowano ozdobami w modnych u schyłku lat siedemdziesiątych krzykliwych kolorach, które kontrastowały z eleganckim wystrojem domu. Ann miała wyrafinowany gust i unikała mętnych brązów oraz zieleni awokado - tak popularnych wówczas w całych Stanach Zjednoczonych. Gdy tylko uroczystość dobiegła końca, z powrotem zajęła się pakowaniem.
Był 7 stycznia 1977 roku, jedenaste urodziny Carolyn. Ann martwiła się przeprowadzką w połowie roku szkolnego. Od trzech lat wychowywała samotnie trzy córki. Dziewczynki miały w sobie ogromne pokłady siły, poczucia humoru oraz troski, ale mimo wszystko były tylko dziećmi. Bliźniaczki chętnie zajmowały się młodszą siostrą i jej koleżankami, starając się stworzyć radosną atmosferę, aby Carolyn choć na chwilę zapomniała, że jest to również przyjęcie pożegnalne.
Carolyn mogła zaprosić całą swoją klasę, ponieważ jej matka zdawała sobie sprawę, że lepiej znieść chaos wywołany przez dwudziestkę dzieci rozbrykanych po słodyczach, niż zranić uczucia kogoś, kto nie dostał zaproszenia. Była to jedna z zasad, które Ann wpajała swoim córkom - nigdy nie należy zapominać o tych, którzy zostają na uboczu.
Dopiero gdy goście zaczęli się rozchodzić, Jane Youdelman, rówieśniczka Carolyn, uświadomiła sobie, że to coś więcej niż koniec przyjęcia. Mając jedenaście lat, można jeszcze ignorować nieuchronne skutki pewnych działań - pudła wypełniające dom zwiastują rychłą przeprowadzkę - dopóki nie trzeba się z nimi zmierzyć. Gdy Carolyn zdmuchnęła świeczki, z tortu zostały okruszki, a słońce chyliło się ku zachodowi, Jane wybiegła z płaczem na podwórko i zaczęła chodzić ciężkim krokiem wokół domu stojącego na zboczu wzgórza w White Plains. Niedawno pożegnała stary rok, a teraz czekało ją rozstanie z przyjaciółką. Czy Carolyn przeżywała to równie mocno jak Jane? A może najzwyczajniej cieszyła się z przeprowadzki do Greenwich albo odczuwała lekką niepewność, choć była podekscytowana nową przygodą? Zwykle tryskała energią, lecz teraz z łagodnym uśmiechem słuchała życzeń, skrywając emocje pod maską powściągliwości.
Jane i Carolyn miały radosne dzieciństwo i cieszyły się swobodą. Od sześciu lat biegały samopas po niewielkim osiedlu w White Plains. Carolyn dbała, by Jane zawsze czuła się mile widziana w jej domu. W szkole broniła przyjaciółki przed złośliwymi zaczepkami jej starszej siostry, która nie była tak życzliwa jak Lauren czy Lisa. W trzeciej klasie Jane kilka razy zapisała w swoim dzienniku: "Chciałabym, żeby Carolyn była moją siostrą". Podobne odczucia miało wiele koleżanek, bo Carolyn była wrażliwa i wyjątkowo empatyczna.
Yuma Euell, która już w pierwszych latach szkoły dostrzegła przyjazną naturę Carolyn, również była na tamtym przyjęciu. "Nie chodziłyśmy wtedy do jednej klasy, ale Carolyn specjalnie mnie zaprosiła. Zależało jej, bym wiedziała, że jest moją przyjaciółką" - wspominała Euell.
"Była piękna i silna, roztaczała szczególny blask, a przy tym miała w sobie tyle subtelności" - wspominała Euelle. "Pani Bessette pracowała jako nauczycielka na zastępstwie w szkole imienia Richarda J. Baileya i przyjaźniła się z moją mamą. Kiedyś zadzwoniła do niej i powiedziała, że Carolyn bardzo zależy, abym była na przyjęciu, bo następnego dnia wyjeżdżają. Moja mama nie mogła powstrzymać łez, gdy usłyszała tę wiadomość. Zawsze powtarzała, że Carolyn i pani Bessette są wspaniałe". Dla części ich znajomych przeprowadzka była zaskoczeniem, co przypuszczalnie miało związek z tym, że Ann dopiero co odsprzedała byłemu mężowi swoją połowę domu.
POCZĄTKOWO PAŃSTWO BESSETTE Z CÓRKAMI zajmowali mieszkanie przy Fieldstone Drive 16 w Hartsdale w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Następnie 1 lipca 1969 roku, gdy Carolyn miała trzy i pół roku, kupili skromny dom z trzema sypialniami przy Old Knollwood Road 12 w White Plains, w części miasta oddalonej o dziesięć minut jazdy od popularnego osiedla Rex Ridge.
Ani Hartsdale, ani White Plains nie należały do enklaw zamożności. W 1960 roku Hartsdale był niewielkim obszarem niemunicypalnym leżącym na terytorium gminy Greenburgh, która liczyła około 76 tysięcy mieszkańców. Gdy Ann zamieszkała tam z córkami, samo miasto zajmowało powierzchnię około 20 kilometrów kwadratowych. Greenburgh zamieszkiwała od dawna czarnoskóra ludność - wielu robotników osiedliło się tam w czasie I wojny światowej, a po II wojnie światowej dołączyły do nich czarnoskóre rodziny z klasy średniej oraz liczne społeczności, w tym żydowska i włoska. Gdy Carolyn zaczęła chodzić do szkoły, większość mieszkańców Hartsdale stanowili już biali przedstawiciele klasy średniej, jednak populacja całej gminy nadal była dość zróżnicowana etnicznie, zwłaszcza na tle pozostałej części hrabstwa Westchester.
W 1968 roku, gdy Carolyn miała dwa lata, wiele kontrowersji w Hartsdale wywołało połączenie okręgów szkolnych, które obejmowało także przyszłą szkołę sióstr Bessette, Juniper Hill. Jak informował "The New York Times", część rodziców - kierowana najwyraźniej uprzedzeniami rasowymi - sprzeciwiała się temu rozwiązaniu, twierdząc, że doprowadzi do przemieszania ich dzieci z mniej zdolnymi uczniami, a przez to do obniżenia poziomu nauczania. Tymczasem zwolennicy fuzji pisali listy, a nawet jeździli do Albany i - jak relacjonowała prasa - "dobijali się do drzwi stanowego departamentu edukacji". Ostatecznie w sierpniu 1968 roku okręgi szkolne Hartsdale i Greenburgh połączono i poddano desegregacji, w wyniku czego 25 procent uczniów stanowiły czarnoskóre dzieci.
Po przeprowadzce do White Plains Carolyn i jej siostry nadal uczęszczały do szkoły Juniper Hill, co świadczy o tym, że Ann popierała połączenie okręgów i chciała zapewnić córkom zróżnicowane środowisko. Czasem pracowała tam jako nauczycielka na zastępstwie, była więc koleżanką Mary Lou Darkenwald, która uczyła Carolyn w trzeciej klasie. "To była bardzo bystra, pewna siebie, ładna dziewczynka o towarzyskim, lecz stonowanym usposobieniu" - wspominała pani Darkenwald. "Społeczność uczniów Juniper była już wtedy zróżnicowana i zintegrowana. Carolyn dobrze się w niej odnajdywała. Nie była wcale afektowana".
Carolyn najbardziej doceniała życzliwość i poczucie humoru. Jej względami cieszyły się koleżanki skłonne do śmiechu, a zwłaszcza te, które potrafiły ją rozbawić. Yuma Euell tak przepadała za jej perlistym, zaraźliwym śmiechem, że była gotowa narazić się na kłopoty, byle tylko go usłyszeć. "Siedziałam obok niej w sąsiedniej ławce i pamiętam, że cały czas starałam się ją rozśmieszyć, bo tak lubiłam, jak się śmieje" - wspominała Yuma. - "Zaczęłam więc naśladować jednego z chłopców, który narzekał, że podłoga w klasie jest brudna. Carolyn zachichotała, a potem roześmiała się głośno. Robiłam wszystko, by ją do tego doprowadzić".
Carolyn i jej koleżanka Jodi Savitch uwielbiały panią Darkenwald, która prowadziła zajęcia z lekkością, a rozgadanych uczniów uciszała francuskim zwrotem Fermez la bouche! Dzieci uważały to za bardzo zabawne, ale zgodnie z poleceniem posłusznie zamykały buzie. Carolyn i jej przyjaciółki zaplatały sobie nawzajem włosy, podczas gdy pani Darkenwald czytała im Opowieści z Narnii C.S. Lewisa.
"Każdy dzień wydawał się nadzwyczajny" - wspominała Jodi. "Cały świat był wtedy pełen zachwycających niespodzianek; Carolyn odkrywała je wszystkie. Chłonęła słowa, zatracała się w książkach albo zadaniach matematycznych, skakała po kamieniach, wspinała się na szczyty wzgórz i zapuszczała się nad zatokę. Za jej domem płynął strumień, a stałym elementem naszych zabaw były te urocze gumowe zwierzątka, których miała mnóstwo. Uwielbiała zwierzęta. Tworzyłyśmy własne magiczne królestwo i na zmianę nadawałyśmy imiona naszej gromadce. Mieszkałam tuż za rogiem i mogłyśmy bawić się tak całymi dniami. Odkrywałyśmy podwodne światy, ujeżdżałyśmy konie albo urządzałyśmy wyprawy w głąb dżungli".
Po ukończeniu trzeciej klasy w Juniper Carolyn kontynuowała naukę w Richard J. Bailey School w White Plains. Gdy była w piątej klasie, tuż przed przeprowadzką do Greenwich, w szkole poznała Howarda Brodsky'ego. "Była taka życzliwa" - wspominał Howard. "Rok wcześniej zmarła moja mama i nie wszystkie dzieci potrafiły okazać zrozumienie. Niektóre mówiły rzeczy w rodzaju: "Fuj, nie masz mamy?". No cóż, dzieci już takie są. Ale nie Carolyn. Kiedy to usłyszała, wzięła mnie na stronę i objęła. "Nie słuchaj tego. Po prostu nie zwracaj na nich uwagi. Oni nie wiedzą, co mówią"". Howard zakochał się w niej. "Mieszkałem kawałek dalej i przy każdej okazji szedłem do niej czterdzieści pięć minut, żeby tylko sprawdzić, czy wyjdzie z domu".
"Najbardziej uderzało mnie w Carolyn to, że zawsze była pełna nadziei" - wspominała Jane Youdelman. "Mało kto potrafi to docenić. Szła przez życie z nastawieniem, które można by wyrazić słowami: "Co ciekawego dziś zobaczę albo zrobię?". Dzięki niej wszystko stawało się jakby bardziej urzekające i to nie tylko dlatego, że była dzieckiem. Zachowała tę cechę przez bardzo długi czas".
Ann Bessette z przyjemnością gościła u siebie inne dzieci. "Carolyn miała wspaniały dom i zawsze napełniała go blaskiem" - wspominała Jodi. "Była taka urocza. Zawsze. Pamiętam, jak jej siostry uśmiechały się do nas i pomagały nam, kiedy przyrządzałyśmy przekąski. Carolyn tworzyła najbardziej niezwykłe kompozycje smakowe i namawiała mnie do degustacji. Gdy pewnego dnia jadłyśmy krakersy z serem, posypała jeden z nich przyprawą cytrynowo-pieprzową. Połączenie było dosyć osobliwe, a przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie skosztowałam. Smakowało zaskakująco dobrze".
Jodi, podobnie jak Jane i Yuma, była zdruzgotana tym, że jej przyjaciółki - nie tylko Carolyn, ale również Lauren i Lisa - oraz ich serdeczna, gościnna mama wyprowadzają się do innego miasta. I tak samo jak Jane i Yuma nie potrafiła sobie przypomnieć, by kiedykolwiek poznała pana Bessette'a.
"Matka Carolyn regularnie przychodziła na wywiadówki" - wspominała pani Darkenwald. "Najbardziej obawiała się, że rozwód wpłynie negatywnie na jej córkę i narazi ją na problemy w szkole".
Nauczycielka rozwiała obawy Ann. "Takie dziecko chciało się mieć w swojej klasie. Wystarczyło nadać jej kierunek - w czytaniu, pisaniu, czy w rachunkach - a dalej radziła sobie sama. Nigdy nie sprawiała kłopotów. Była dobrze wychowana, grzeczna i uprzejma. Udzielała się na lekcjach i miała wiele koleżanek".
Jak dotąd ojciec dziewczynek pozostawał na uboczu. "Nie wiem, jaką rolę pan Bessette odgrywał w wychowaniu Carolyn" - wyznała pani Darkenwald. "Najwyraźniej łożył na utrzymanie trzech córek. Myślę, że widywał się z nimi od czasu do czasu".
MEDIA CZĘSTO POWTARZAŁY, ŻE Carolyn wywodziła się z uprzywilejowanego środowiska białych protestantów z klasy wyższej, co brzmi wręcz niedorzecznie w świetle faktów dotyczących jej wychowania - dorastała w domu o wyraźnie włosko-amerykańskim charakterze. Jej dziadek ze strony matki, Carl Calopero Messina, urodził się 6 grudnia 1907 roku w Castellammare del Golfo w prowincji Trapani na Sycylii. W 1917 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i do 1930 roku mieszkał na Brooklynie z młodszym bratem Giovannim i matką Anną, podczas gdy jego ojciec Gioachino pozostał w kraju. Carl, niebieskooki mężczyzna słusznej postury, poślubił radosną i pełną psotnego wdzięku Jennie Venturallę, z którą zamieszkał niedaleko swojej matki przy Bay 40th Street na Brooklynie. Jennie, której ojciec Dominic wyemigrował z Włoch do Ameryki na początku wieku, mówiła już bez obcego akcentu, natomiast wymowa Carla zdradzała jego włoskie pochodzenie.
Ich córka Ann Marie przyszła na świat 5 sierpnia 1939 roku, a cztery lata później urodził się jej brat Jack. Carl pracował jako brygadzista w drukarni Blum Screen Print Works i zarabiał 1600 dolarów rocznie, podczas gdy Jennie zajmowała się wychowaniem dzieci. W połowie lat pięćdziesiątych rodzina Messinów przeniosła się do Ossining, mekki włoskich imigrantów w powojennych Stanach Zjednoczonych. Carl i Jennie znaleźli pracę w firmie Printex zajmującej się nadrukami na tkaninach. Mieściła się ona w georgiańskiej rezydencji z 1810 roku z widokiem na rzekę Hudson, a jej właścicielką była pionierka designu Vera Neumann. Carl znów pracował jako brygadzista, a Jennie przygotowywała próbki słynnych chust Very szytych z jedwabiu spadochronowego, którego zaczęto używać, gdy w czasie II wojny światowej brakowało lnu. Chusty Neumann - zaprezentowane w 2010 roku na retrospektywnej wystawie w Smithsonian - były równie wyraziste i barwne, jak projekty Lilly Pulitzer, lecz utrzymane w bardziej stonowanej kolorystyce nawiązującej do pór roku w Nowej Anglii. Choć Vera była projektantką, a Messinowie rzemieślnikami, ich praca stanowiła dla rodziny powód do dumy.
Na początku XX wieku włoscy imigranci w Ameryce często spotykali się z dyskryminacją. W czasach Wielkiego Kryzysu kraj ogarnęła fala nastrojów natywistycznych. Pseudonaukowe teorie głosiły, że "typ śródziemnomorski" ma skłonności do popełniania przestępstw, a nawet jest gatunkiem niższej kategorii. Od lat dwudziestych do końca lat sześćdziesiątych XX wieku Kongres ograniczał imigrację z Włoch (podobnie jak z wielu innych krajów), kierując się kryteriami rasowymi. Część uprzedzeń osłabła wraz ze spadkiem napływu imigrantów, ale w czasie II wojny światowej napięcia znów wzrosły. Wszyscy słyszeli o internowaniu Amerykanów japońskiego pochodzenia po ataku na Pearl Harbor, jednak rząd Stanów Zjednoczonych przesiedlił w owym czasie także około dziesięciu tysięcy Amerykanów włoskiego pochodzenia z obszarów nadmorskich do obozów wojskowych na terenie całego kraju i ograniczył swobodę przemieszczania się kolejnym sześciuset tysiącom. Gdyby Carl opowiadał wtedy o Włoszech, gdzie wciąż mieszkał jego ojciec, mógłby zostać oskarżony o zdradę.
Amerykanów włoskiego pochodzenia traktowano z pogardą nawet wtedy, gdy dowodzili lojalności wobec swojej nowej ojczyzny i walczyli po jej stronie na frontach II wojny światowej. Carl podpisał kartę poborową już w 1940 roku, krótko po tym, jak został ojcem Ann.
W 1983 roku "The New York Times" opublikował artykuł zatytułowany Italian Americans Coming Into Their Own (Amerykanie włoskiego pochodzenia wychodzą z cienia), jednak droga do społecznej akceptacji w anglosaskiej Ameryce była długa i bolesna, a uprzedzenia nie zniknęły całkowicie. Carolyn dorastała w dekadzie, w której - jeszcze bardziej niż obecnie - osobom spoza białej elity przypisywano niższy status społeczny. Było to podejście dalekie od skrajnego rasizmu, którego od dawna doświadczała czarnoskóra społeczność oraz inne grupy etniczne w Stanach Zjednoczonych, mimo to stanowiło istotny element amerykańskiego pejzażu społeczno-kulturowego.
Ann uczęszczała do Ossining High School i należała w tym okresie do klubu hiszpańskiego. W 1957 roku będąc w ostatniej klasie, pełniła funkcję redaktorki działu Kroniki klasowe w szkolnym roczniku "Wizard", a koleżanki i koledzy oddali na nią najwięcej głosów w konkursie na najładniejszą uczennicę. Ann, podobnie jak później jej córka, miała jak na owe czasy dość nieoczywistą urodę - w rzymskim stylu, trochę jak Linda Evangelista - przez co jeszcze bardziej przyciągała uwagę. W dziale rocznika zatytułowanym Wróżby, w którym maturzyści przepowiadali sobie przyszłość, Ann opisano jako "dziewczynę Pepsodentu z uśmiechem jak milion dolarów". Pamiątkowym fotografiom uczniów towarzyszyły humorystyczne komentarze na temat ich hobby i planów na przyszłość - pod zdjęciem Ann były to odpowiednio "udawanie niedostępnej" i "uczenie dzieci". Jak się później okazało, Carolyn odziedziczyła wiele cech po swojej pięknej i błyskotliwej matce.
William Bessette, przyszły mąż Ann, dwa lata wcześniej ukończył szkołę średnią Crosby High School w Waterbury w stanie Connecticut. Zdjęcie w roczniku przedstawia przystojnego młodego mężczyznę o uśmiechu zdradzającym pewność siebie. Pod spodem widnieje opis: "Biegły w wielu dyscyplinach sportowych Bill dzięki wybitnym umiejętnościom pływackim zdobył kwalifikacje ratownika Amerykańskiego Czerwonego Krzyża. Oprócz pływania, koszykówki i kręgli jego głównym zainteresowaniem są dziewczyny. Swoją edukację rozpoczął od Shepardson School w Middlebury, a obecnie zamierza podjąć studia na University of Connecticut".
W 1957 roku Ann Marie Messina trafiła na Univeristy of Connecticut, gdzie poznała przystojnego studenta trzeciego roku inżynierii lądowej Williama J. Bassette'a. William należał do korporacji honorowej Chi Epsilon zrzeszającej studentów inżynierii lądowej oraz do American Society of Civil Engineers, stowarzyszenia wspierającego kontakty zawodowe. Był również członkiem katolickiej organizacji studenckiej Newman Club. W roczniku figuruje także jako "Przewodniczący ds. integracji", choć nie podano, w którym towarzystwie. Jednak miał zdecydowanie napięty terminarz, można zatem się domyślać, po kim jego najmłodsza córka odziedziczyła talent do budowania relacji społecznych.
Zgodnie z zapowiedzią w roczniku Ossining High School Ann przygotowywała się do zawodu nauczycielki, wykazując się determinacją i konsekwencją, tak jak jej rodzice. Studiowała edukację wczesnoszkolną, została członkinią Kappa Alpha Theta i na uczelni również dołączyła do zespołu redakcyjnego rocznika "The Nutmeg", gdzie współtworzyła dział "Przegląd roku".
Stryj Carolyn Thomas Bessette wspominał, jak starszy brat zabrał jego i matkę do Ossining na spotkanie z rodzicami Ann, Jennie i Carlem Messinami: "Byłem wtedy młody, ale zrobiło na mnie wrażenie to, że okno ich salonu wychodziło na więzienie. Dosłownie mieli Sing Sing na podwórku. Ann była piękna, a jej rodzice też bardzo mi się spodobali".
"Nutmeg" z 1961 roku - w którym Ann ukończyła studia - zawierał stronę poświęconą ubiegłorocznym wyborom prezydenckim wraz ze zdjęciami obu kandydatów. Twarz Kennedy'ego - o wyrazistych, harmonijnych rysach, nieco posępnym spojrzeniu i bujnych, starannie ułożonych włosach - oraz twarz Nixona - z uśmiechem jakby żywcem wyjętym z reklamy komisu samochodowego - dzieli zaledwie kilka stron od fotografii Ann Messiny. Na zdjęciach rodziców Carolyn i Johna trudno nie dostrzec rysów, które ojciec przekazał synowi, a matka córce.
Ann ukończyła studia licencjackie na wydziale pedagogiki w 1961 roku. William, choć o dwa lata starszy, pracował przez całe studia i ukończył je w tym samym roku z tytułem licencjata inżynierii lądowej.
Zaręczyli się rok później, co ogłosili w numerze lokalnej gazety z White Plains "Reporter Dispatch" z 30 sierpnia 1962 roku. Nagłówek brzmiał: Panna Messina, nauczycielka, wyjdzie za mąż jesienią, jednak artykuł zawierał informację o planowanym ślubie na wiosnę. Ostatecznie pobrali się dopiero latem następnego roku, ponieważ jesienią rodzinę Bessette dotknęła tragedia.
Ojciec Williama, Alfred Bessette, który pracował jako brygadzista w Connecticut Light and Power Company, uległ poważnemu wypadkowi - 11 października podczas rutynowej kontroli linii energetycznej w Middlebury poraził go prąd o napięciu 115 tysięcy woltów. Mężczyzna spadł z drabiny z wysokości prawie czterech metrów i trafił do szpitala z oparzeniami twarzy, szyi, obu rąk oraz dolnych partii ciała. Zmarł 9 listopada po niespełna miesiącu nieustannego cierpienia. Miał pięćdziesiąt osiem lat. Zostawił żonę Ann i czworo dzieci - najstarszy z rodzeństwa William miał brata Thomasa oraz siostry Dorothy i Diane.
Podczas gdy rodzina przeżywała prywatną tragedię, prezydent Kennedy w orędziu z 22 października poinformował Amerykanów o kryzysie kubańskim, co wywołało w kraju falę niepokoju i napięcia.
Ann i William pobrali się 29 czerwca 1963 roku. Oboje byli dwa lata po studiach; Ann pracowała w tym czasie jako administratorka i nauczycielka na zastępstwie w Douglas G. Grafflin School w Chappaqua w stanie Nowy Jork, a William zdobywał stanowe uprawnienia inżyniera lądowego.
Ich pierwsze dzieci, bliźniaczki Lauren i Lisa, przyszły na świat 5 listopada 1964 roku. Niewiele ponad rok później, w styczniu 1966 roku, urodziła się Carolyn. Były to wydarzenia ogromnej wagi dla Williama, który niedawno stracił ojca. Początki rodzicielstwa to czas, kiedy szczególnie chciałoby się mieć przy sobie własnych rodziców - choćby po to, by zapytać: "Czy dobrze to robię?". A także, by skorzystać z ich pomocy, zwłaszcza przy bliźniętach.
W tamtym czasie Jennie Messina zaczęła coraz bardziej niepokoić się o małżeństwo córki, a szczególnie o zięcia. Miała poczucie, że Ann sama opiekuje się trójką małych dzieci, a do tego musi nadal pracować. Jak wspominała Roseann Flood, koleżanka Jennie z pracowni Very Neumann: "Były sobie bardzo bliskie. Jennie wciąż mówiła, jak bardzo martwi się o córkę, bo w jej małżeństwie nie najlepiej się układa. Ann nie czuła się szczęśliwa. I trudno było się temu dziwić".
Podobnie jak wcześniej studia, teraz przedłużała się również droga Williama do uzyskania uprawnień inżynierskich. Zgodnie z wymogami stanu Nowy Jork należało przepracować cztery lata w zawodzie i zdać trwający sześć godzin egzamin, co oznaczało, że mógłby uzyskać licencję już w 1965 roku. Po latach Carolyn stwierdziła, że w tamtym okresie jej ojciec "powinien był kontynuować naukę, by podnieść swoje kwalifikacje". Dodała jednak, że "najwyraźniej niewiele mu z tego wyszło".
Ostatecznie William zdobył uprawnienia w marcu 1967 roku, czyli przeszło rok po narodzinach młodszej córki. Później związał się zawodowo z Turner Construction International, gdzie pracował przy dużych inwestycjach publicznych i specjalizował się w portach lotniczych. Był człowiekiem niezwykle skrupulatnym, zdaniem członków rodziny "wręcz obsesyjnie pedantycznym", a w związku ze swoją pracą podróżował między innymi do Las Vegas, Kataru i Egiptu. Często musiał długo zostawać na miejscu, niekiedy nawet po kilka miesięcy. Aż w końcu 25 maja 1974 roku Ann złożyła w sądzie hrabstwa Westchester pozew rozwodowy. Carolyn miała wtedy osiem lat.
ANN I JEJ CÓRKI PRZECHODZIŁY w życiu wiele trudnych zmian, ale żadna nie była tak dotkliwa jak rozpad rodziny. "W końcu Ann przeniosła się z dziećmi do swoich rodziców i przez jakiś czas tam mieszkała, a oni zajmowali się dziewczynkami, kiedy była w pracy" - wspominała Roseann Flood. Przypuszczalnie to dlatego Carolyn zaczęła chodzić do przedszkola trochę wcześniej - w wieku czterech i pół roku, a nie pięciu lat.
Separacja była dla rodziny ciężką próbą, zarówno w domu, jak i poza nim. Podczas codziennych zajęć dzieci musiały zadowolić się obecnością tylko jednego rodzica, a w świecie zewnętrznym, choć w duchu postępowych haseł lat siedemdziesiątych, samotne matki uchodziły za "superkobiety", ludzie czasem patrzyli na nie podejrzliwie i traktowali jak odstępstwo od normy. Nie tylko matki, ale również dzieci czuły się na cenzurowanym.
Kiedy William znalazł sobie mieszkanie w White Plains, Ann wróciła z dziećmi do domu przy Old Knollwood Road. Carolyn co pewien czas pytała matkę o przyczynę rozwodu, ale nigdy nie potrafiła tego w pełni zrozumieć. Po rozwodzie rodziców postać ojca kojarzyła się Carolyn głównie z jego nieobecnością. Jej przyjaciółka M.J. Betterhausen wspominała: "Kiedy wychodziłyśmy gdzieś tylko we dwie, zwierzała mi się, że boli ją nieobecność ojca. Wciąż próbowała poukładać sobie tamte wspomnienia, bo przecież była dzieckiem, kiedy to się wydarzyło".
Chociaż Carolyn miała niewiele wspomnień związanych z obecnością ojca w domu, od czasu do czasu dawały o sobie znać jej uczucia wobec niego. Kiedyś koleżanka zapytała ją, dlaczego zawsze je w takim pośpiechu. "To nawyk, który wyrobiłam sobie w dzieciństwie. Nie mogłam znieść tego napięcia, jakie otaczało mojego ojca, a im szybciej kończyłam kolację, tym wcześniej mogłam odejść od stołu" - wyjaśniła.
Rodzina ze strony matki również wywarła znaczący wpływ na charakter Carolyn, wpajając jej ciekawość świata, determinację i przywiązanie do autentyczności - Messinowie nie znosili pozorów. W domu jej dziadków obecne było błyskotliwe poczucie humoru, czego dowodzą zabawne riposty Jennie. Zapytana, czy nie boi się mieszkać tak blisko więzienia Sing Sing, odparła: "Kochana, uwierz mi, jeśli ktoś ucieknie z więzienia w Ossining, nie będzie miał najmniejszej ochoty kręcić się w pobliżu".
Jennie świeciła przykładem zaangażowania społecznego - działała jako wolontariuszka w Phelps Memorial Hospital. Ann również udzielała w organizacjach charytatywnych takich jak Boys & Girls Clubs of America i Kids in Crisis. Taką opiekuńczą postawę wpoiła córkom, które należały do Camp Fire Girls - pierwszej w Stanach Zjednoczonych organizacji dla dziewcząt o charakterze koedukacyjnym, niereligijnym i wielokulturowym, zrzeszającej również młodsze dzieci w sekcji Bluebirds; poza tym wszystkie trzy siostry śpiewały dla pensjonariuszy domów opieki.
Przez całe dzieciństwo Carolyn to właśnie stała obecność matki była punktem odniesienia. Ann przywiązywała ogromną wagę do tego, by nauczyć córki samodzielności i wykształcić w nich rzetelny stosunek do pracy - sama wyniosła to z domu, w którym kobiety odznaczały się pewnością siebie, poczuciem własnej wartości i ambicją. Miała poczucie humoru, które zapadło w pamięć jednej z koleżanek jej córki: "Śmiała się równie często jak Carolyn, ale nie tolerowała głupoty".
Na szczęście siostry Bessette oraz ich matka wkrótce odnalazły w życiu nowy męski punkt odniesienia. Gdy dziewięcioletnia Carolyn wymagała leczenia skoliozy, Ann zgłosiła się z nią do cenionego ortopedy, doktora Richarda G. Freemana. Był on od niedawna wdowcem - jego żona Marion zmarła w 1975 roku - i miał trzy córki: Kathy, Dianę i Lori. Znajomi wspominali go jako serdecznego i troskliwego ojca.
Spokojny i obdarzony poczuciem humoru doktor Freeman był całkowitym przeciwieństwem impulsywnego Williama. Zapałał odwzajemnionym uczuciem do matki swojej pacjentki i w 1977 roku ożenił się z nią. W tym czasie Ann poinformowała Mary Lou Darkenwald o planowanej przeprowadzce do Greenwich.
Gdy 27 stycznia 1977 roku William Bessette spłacił byłą żonę z jej udziału w domu przy Knollwood Road, nosiła ona już nazwisko Freeman. W Greenwich Ann i dziewczynki zamieszkały w przestronnym domu przy Lake Avenue, ulicy słynącej z zadbanych trawników i okazałych rezydencji. Choć ich sytuacja uległa poprawie (Richard okazał się także troskliwym ojczymem), zarówno Ann, jak i jej najmłodsza córka nie zapomniały o swoich korzeniach. Najmłodsze lata Carolyn - czas, w którym jej włosko-amerykańska matka samotnie wychowywała dzieci po odejściu męża - odcisnęły się na całym jej późniejszym życiu.
zapraszamy do zakupu pełnej wersji.