Cena naszych przeżyć - Ewa Lewandowska

Reflow text when sidebars are open.
Cena naszych przeżyć
isbn 978-83-8423-700-7
? Ewa Lewandowska i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.
redakcja: Marzena Kwietniewska-Talarczyk
korekta: Agata Ogórek
okładka: Oliwia Błaszczyk
konwersja e-booka: Gabriel Wyględacz - Studio Akapit
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: sekretariat@novaeres.pl
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Specjaliści alarmują o wzroście zażywania E-x wśród coraz młodszych osób. Pomimo wielu kampanii uświadamiających długotrwałe skutki wycofanego leku wizja zwiększonej wydajności jest dla wielu zbyt nisko wiszącym owocem. Czy ciągły wyścig za sukcesem i narkotyki wykończą...
Przełączyłam stację, wzdychając i patrząc na nawigację, ile mi jeszcze zajmie dojechanie do celu. W TC dotarcie z jednej części miasta do drugiej może zająć nawet ponad godzinę. Jeśli oczywiście nie utknie się w korku. Zacisnęłam mocno szczękę. Ścisk w żołądku był coraz silniejszy. Uchyliłam okno, żeby otrzeźwić się wczesnoczerwcową bryzą. Trochę, bo trochę, ale pomagało. Naprawdę to był nienajlepszy czas na morderstwo. Zamiast poznać nowego partnera na spokojnie, będziemy musieli dostroić się do siebie nad zwłokami. Nawet się nie dowiem, jakim jest typem człowieka, a będę musiała mu zaufać, że niczego nie spierdoli. Nic już na to nie poradzę. Teraz bardziej rozpraszał mnie narastający ucisk w żołądku. Musiałam się skupić i jak najszybciej dojechać do celu.
W ciemnościach widziałam już odbicia policyjnych świateł. Wzięłam głęboki oddech, mocniej zaciskając palce na kierownicy. Przybywszy na miejsce, szybko sięgnęłam do plecaka i chaotycznie przerzucając rzeczy, zdołałam wyłowić opakowanie tabletek, z którego wygrzebałam jedną i połknęłam łapczywie. Zamknęłam powieki, czekając na ulgę, potem wysiadłam z samochodu. Przechodząc przez taśmy policyjne, pokazałam swoją odznakę funkcjonariuszowi policji. Nowoczesny biały dom, jakich wiele na tym osiedlu. Wnętrze pełne marmuru, chłodne. Bez emocji. Wkładając rękawiczki, przywitałam się ze wszystkimi. W moją stronę podchodził pewnym krokiem wysoki zadbany brunet. Wcześniej stał przy Josefie. Uśmiechając się, wyciągnął do mnie rękę. Jedyna osoba, której tutaj nie znałam. Mój nowy partner.
- Dobry wieczór. Jestem Edward Hale. Będziemy od dziś ze sobą pracować. Szkoda, że nie udało się tego zrobić w innych warunkach - rzekł do mnie. Także podałam mu dłoń. Jego uścisk był mocny, ale bezbolesny. Jasno pokazywał, że nie jest tu przypadkiem.
- Flos Mortuus. Miło mi - przestawiłam się. - Wprowadzisz mnie w sytuację? - Odwróciłam się w stronę Josefa. Ten pokiwał głową.
- Matka denata próbowała dodzwonić się do syna. Gdy nie odbierał ani nie oddzwaniał przez kolejne godziny, postanowiła przyjechać. Było to dla niego nietypowe, żeby być bez kontaktu przez tyle godzin. Na miejscu znalazła otwarte drzwi i zwłoki Josha Bakera. Lat trzydzieści sześć, pracujący w korpo. Był w związku z Olivierem Brownem, z którym nie ma kontaktu.
Rozejrzałam się po salonie. Ofiara z rozbitą potylicą. Ciało skierowane w stronę wnętrza mieszkania. Blisko zwłok leżały klucze od mieszkania. Musiały mu wypaść krótko po wejściu do środka. Pochyliłam się nad ciałem. Przy nogach leżał rozbity wazon, a jego resztki wystawały z rany. Drugi cios był wykonany nożem w plecy, w okolice lewego płuca. Narzędzie zbrodni zostało wyciągnięte z miejsca zadania ciosu i odrzucone na bok, co spowodowało duży krwotok, więc najprawdopodobniej to było bezpośrednią przyczyną śmierci Josha.
- Jakieś ślady w innych częściach domu? - zapytałam. - Dla mnie to wygląda, jakby coś nie poszło zgodnie z planem. Za dużo chaosu już na pierwszy rzut oka.
- Technicy zabezpieczają kuchnię. Musimy chwilkę poczekać, aż zrobią swoje. Sami jesteśmy tu od niedawna - odpowiedział Josef.
- W takich miejscach często są kamery.
- Baker i Brown nie mieli monitoringu, ale nasi ludzie już kontaktują się w tej sprawie z sąsiadami - wtrącił Edward.
- Masz jakieś swoje obserwacje? Jestem ciekawa twojej perspektywy. - Mówiąc, spojrzałam na niego uważnie.
Przez chwilę jego twarz wyrażała zmieszanie, ale po krótkim westchnieniu zaczął punktować:
- Denat został zabity z zaskoczenia w momencie, gdy wchodził do mieszkania. Najprawdopodobniej wrócił wcześniej do domu. Szczegóły będą znane po wykonanej autopsji, ale wydaje mi się, że sprawca był o wiele niższy i słabszy od niego.
- Ślady po wazonie są dość płytkie - wtrąciłam. Edward skinął głową.
- To nie wygląda na typowy rabunek. Na pierwszy rzut oka nic nie zginęło - dodał Josef. - Będziemy musieli poczekać, aż technicy wszystko zabezpieczą, i dowiedzieć się, jak wyglądał jego dzień.
- Musimy się też dowiedzieć, gdzie jest jego partner. Nie jest wykluczone, że może mieć z tym związek. Brak kontaktu z nim nie pomaga - zauważyłam. Po chwili dodałam: - W sumie... Gdzie jest jego telefon? - Wskazałam palcem ciało.
- Już zabezpieczony.
Podeszłam do zebranych dowodów i poszukałam wśród nich telefonu. Wyciągnęłam z plastiku i odblokowałam zimnym palcem Josha. Kątem oka widziałam, że Edward chciał coś powiedzieć, ale Josef go szturchnął i powiedział coś cicho. Billingi pokazały wiele nieodebranych połączeń od matki w ciągu ostatnich kilku godzin, także kilka wychodzących do Oliviera. W ciągu dnia wykonywał wiele połączeń, zapewne większość związanych z pracą. Będzie trzeba zweryfikować to wszystko, gdy już pojawi się ta bardziej oficjalna lista. Weszłam w wiadomości i od razu szeroko się uśmiechnęłam.
- Co tam masz? - westchnął Josef, podchodząc i zerkając mi przez ramię.
- Przez większość dnia pisał ze swoim chłopakiem o pracy, jak smakowała poranna kawa i tym podobne, lecz kilka ostatnich wiadomości jest ciekawych.
Olivier: Jesteś w stanie wrócić wcześniej do domu?
Josh: Raczej nie... Mam jeszcze jedno spotkanie. Coś się stało? Mam zadzwonić?
Olivier: Ech, nie przejmuj się. To nic takiego. Trzymam kciuki za dobry meeting ;*
Josh: Na pewno? To do ciebie niepodobne.
Olivier: Na pewno. Spokojnie.
Josh: Okej, trzymam za słowo. Postaram się jak najszybciej wrócić.
Josh: Pogadałem z przełożonym i przełożyliśmy to spotkanie na jutro. Znam cię.
Olivier: Połączenie nieodebrane.
Olivier: Połączenie nieodebrane.
Josh: Proszę, oddzwoń. Jadę już do domu.
- Powiem, żeby jak najszybciej zdobyli billingi od operatora - powiedział Josef powoli. - Teraz odłóż to na miejsce - dodał surowo.
- Taki miałam zamiar. Chodźmy do tej kuchni.
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało poprawnie, ale kuchenne akcesoria były bardzo dziwnie poukładane. W sensie, jak na taki dom. Gdy patrzy się na takie przestrzenie, to dosłownie wszystko jest ułożone od linijki, jakby to była wystawa w sklepie. Tutaj wyglądało na: byle by było. Na podłodze znajdowały się także małe krople krwi; wątpiłam, żeby należały do Josha, ale tego dowiemy się niedługo. Josef rozglądał się powoli. Otwierał wszystkie szafki po kolei.
- Co tam kombinujesz? - zapytałam.
- Hm... Pomyślałem, że rozłożenie tych rzeczy jest bardzo nienaturalne, więc chciałem na coś zerknąć. Widzisz coś?
Zrobił punkt, o którym sama pomyślałam. Na początku nie wiedziałam, co takiego zobaczył w tych szafkach. Po chwili obserwacji zauważyłam coś:
- Nie ma pełnego kompletu szklanek, właściwie... dużo brakuje.
- Ktoś mógł coś na szybko przestawiać. Może właśnie coś rozbił. Może to krew sprawcy?
- W każdym razie to dziwne. Ktoś przynajmniej częściowo tu posprzątał. Kolejny punkt sugerujący, że morderstwo Bakera mogło nie być planowane.
- Myślicie, że czegoś szukał?
- Inne części domu wyglądają na nietknięte. Musimy się dowiedzieć, gdzie jest Olivier.
- - -
Po zakończeniu oględzin pojechaliśmy na posterunek. W biurze ciężko opadłam na swój fotel. Spojrzałam na siedzenie naprzeciwko mnie. Już za kilka minut ktoś tu usiądzie. Pamiętam, jak przed kilkoma laty, pierwszego dnia pracy w tym miejscu sama tam siedziałam i rozmawiałam. Westchnęłam i czekając na Edwarda, przeglądałam dokumentację z miejsca zbrodni. W kuchni znaleziono w koszu na śmieci rozbite naczynia. Było ich niewiele, część chyba została wyniesiona. Sprawca musiał zabrać je ze sobą, bo w koszu zewnętrznym nie znaleziono nic, co by pasowało. Nie było widać także żadnych śladów włamania, więc Brown musiał znać mordercę i zaprosić go do środka. Ewentualnie ktoś go zastraszył. W takim przypadku raczej nie miałby czasu, żeby napisać do partnera. Olivier czuł się niepewnie. Czuł się przy nim niekomfortowo, ale raczej nie spodziewał się takiego zakończenia. Dlaczego nie powiedział Joshowi, co dokładnie się dzieje?
Puk. Puk. Spojrzałam na otwierające się drzwi, zza których wychylał się Edward. Wstałam i stanęłam przed biurkiem, mówiąc:
- Czas na trochę bardziej oficjalne przywitanie. Ehm. Witam w twoim nowym miejscu pracy. To jest moje biuro, gdzie prowadzimy też spotkania z zespołem. Ty masz miejsce pracy na zewnątrz, obok Josefa, którego już poznałeś, i Steve'a, który dołączy do nas później. Sama też większość czasu spędzam z wami, ale czasem się tu zamykam, jak muszę się skupić. Mam nadzieję na dobrą współpracę. Spędzimy ze sobą sporo czasu. W najbliższych dniach poznasz struktury naszej pracy. Chciałam zadać ci też kilka pytań, żeby lepiej wiedzieć, czego się spodziewać. - Wróciłam na swoje miejsce, wskazując Edwardowi fotel naprzeciwko. Poczułam głód, ale nie miałam teraz czasu się tym zająć. - Oczywiście w drugą stronę też to działa.
- No jasne - odpowiedział, zdejmując płaszcz i zajmując wskazane siedzenie.
- Stresik? - Uśmiechnęłam się delikatnie. Edward odwzajemnił uśmiech.
- Trochę. Miałem przyjechać tu dopiero jutro rano. Niedawno zameldowałem się w motelu. Zamierzałem niedługo pójść spać.
- Przepraszam... W motelu? Nie jesteś stąd?
- Nie. Wcześniej byłem policjantem w mniejszej miejscowości, więc jak zobaczyłem szansę, aby pracować w TC, nie mogłem nie spróbować - powiedział z błyskiem w oku. - A mieszkanie znajdę prędzej czy później.
- Doceniam determinację w takim razie. Przy jakich sprawach wcześniej pracowałeś? Zdarzały się bardziej skomplikowane sytuacje?
- Głównie rabunki, ale w kilku sprawach o morderstwo lub napaść też brałem udział. Więc spokojnie... Nie będę kulą u nogi. - Zaśmiał się. - A propos pytań. Coś mi nie daje spokoju. Osoba, która mnie zatrudniła, nazywa się Marius Mortuus.
- Zgadza się - odpowiedziałam, wiedząc, do czego zmierza.
- Rodzina czy przypadkowa zbieżność nazwisk? - zapytał z ciekawością w głosie.
- Ojciec. Czy to coś niezwykłego, że dziecko wybrało ten sam zawód co rodzic? - odparłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie było kontrowersji, że córka szefa jest kapitanem jednostki specjalnej? Jeszcze w twoim wieku?
Zimne poty przeszły mi przez plecy. Chciałam coś odpowiedzieć, jednak to mięśnie zareagowały szybciej. Sięgnęłam przez biurko i złapałam go za kołnierz. Zbliżyłam jego twarz do biurka. Nie był na to gotowy. Miał wolne ręce, ale nie próbował się wyrwać, mimo to czułam, jak napina ciało i czeka na rozwój sytuacji.
- Słuchaj. To, czy innym ta decyzja się podoba, czy nie, nie jest ważne. A chciałam napomknąć, że twoje podejście do tej sprawy nie jest zbyt inteligentne, nowy. Naszym zadaniem jest pomoc ludziom, a nie zajmowanie się jakimiś tanimi dramami. Jeśli myślisz, że możesz takim zachowaniem coś zdziałać, to się grubo mylisz - syknęłam i go puściłam. Nie był już taki skory do dalszych komentarzy. W jego oczach widziałam skrywany gniew. - Zaraz wrócę i wtedy ładnie omówimy sprawę, po czym wspólnie obgadamy wnioski z resztą.
Nie czekałam na reakcję. Zgarniając plecak, od razu się odwróciłam i skierowałam swoje kroki w stronę toalety. Oparłam się ciężko o drzwi kabiny. Głód nie dawał mi już spokoju. Sięgnęłam po opakowanie tabletek. Wysypałam je na dłoń i chwilę na nie patrzyłam. Czasami miałam wrażenie, że one też wpatrują się we mnie. Wsypałam je ponownie do opakowania, zostawiając jedną na środku dłoni, i szybko ją połknęłam.
Gdy wróciłam do Edwarda, nie pisnął ani słowa o tym, co się stało. Zebraliśmy dotychczasowe dowody i zrobiliśmy długie spotkanie ze wszystkimi. Byliśmy w stanie zobaczyć na nagraniach z monitoringu moment, gdy przed morderstwem Josha ktoś przyjechał ciemnym sedanem i został wpuszczony do środka. Najpewniej przez Oliviera. Jakieś dziesięć minut później osoba ta podjechała od tyłu posesji, skąd nie mieliśmy już nagrań. Oliviera nie było w domu, gdy przyjechała matka Josha, ani nie wyszedł z domu głównym wejściem. Więc najpewniej odjechał samochodem, który widzieliśmy na nagraniu. Niestety nie wiedzieliśmy nadal, czy żywy, czy nie. Krew z kuchni nie łączyła się z nikim z naszej bazy danych. Oglądaliśmy, jak Josh podjeżdża na podjazd nieświadomy, co się następnie stanie. Po omówieniu sekcji zwłok potwierdziło się, że rany zostały zadane narzędziami, które znajdowały się na miejscu. Nic odkrywczego nie wyszło w tym temacie. Od matki ofiary i z bilingów dowiedzieliśmy się, że Olivier nie miał rodziny, a przynajmniej takiej, z którą utrzymywał kontakt. Zajmował się dorywczo księgowością, bo Josh stwierdził, że nie musiał pracować na pełen etat. Z wiadomości, jakie wymieniali, dowiedzieliśmy się, że Olivier należał do grupy wsparcia dla osób uzależnionych od E-x, i to był na razie nasz najlepszy trop, żeby dowiedzieć się o nim trochę więcej. Spędziliśmy dobrych kilka godzin, omawiając wszystko i tworząc plan działań. Stwierdziliśmy, że tej nocy już dużo nie zdziałamy, więc wróciliśmy do domów na bardzo krótki sen.
- - -
Jechałam jako pasażerka z Edwardem na spotkanie osób, które borykają się z uzależnieniem od E-x. Przez większość drogi nie odzywaliśmy się do siebie. On skupiał się na drodze, a ja siedziałam lekko skulona, pisząc wiadomości na portalu randkowym. Niezbyt odpowiedni czas, ale musiałam zająć czymś głowę, choć na chwilę. Od Edwarda słychać było tylko ciche przełykanie kawy. W końcu miałam dość i zaczęłam rozmowę:
- Przepraszam za wczoraj. To było nieprofesjonalne.
- Jest za co - oznajmił szybko.
- Byłeś chujem.
- Wiem, też przepraszam. Jestem dość ciekawski. Czasami trudno mi się powstrzymać.
- Może się wydawać, że to dobra cecha w naszej pracy, ale wszystko ma swoje granice. Musisz trochę nad tym zapanować.
Kolejne kilka minut znów minęły w ciszy.
- Na moim osiedlu są wolne mieszkania na wynajem - powiedziałam.
- Miałbym teraz być twoim sąsiadem? - zaśmiał się.
- Akurat w moim bloku, o ile wiem, wszystko jest zajęte, więc nie będziemy mijać się w windzie, jeśli o to pytasz. Podeślę ci później kontakt. Jak skorzystasz, to skorzystasz. Jak nie, to nie.
- Dzięki - mruknął cicho.
Podjechaliśmy na miejsce, a mnie na samą myśl o rozmowie na temat E-x skręcało w żołądku. Lub ewentualnie mój mózg przypomniał sobie, że tej substancji jeszcze po wstaniu nie brałam. Gdy weszliśmy na salę, spotkanie jeszcze trwało. Oparliśmy się o ścianę i słuchaliśmy historii kobiety, która zaczęła brać E-x, gdy jeszcze był on przepisywany przez lekarzy. Lek idealny, miał pomagać w wielu chorobach i zaburzeniach. Od regulacji emocji, snu, apetytu po zwiększenie skupienia i zdolności motorycznych. Zbyt szybko trafił na rynek po zbyt krótkich testach. Na początku efekty były niesamowite. W krótkookresowym zażywaniu nic nie wskazywało na właściwości uzależniające. Dopiero po pewnym czasie okazuje się, że nie jesteś w stanie normalnie funkcjonować bez niego. Po kilku miesiącach E-x został wycofany z rynku, odkryto wiele zaniedbań na każdym etapie produkcji i dopuszczenia do sprzedaży. Czarny rynek za to szybko podłapał temat. Ile ludzi zaczęło sobie wmawiać, że oni będą umieli powiedzieć stop, zanim się uzależnią. Przecież to tylko, żeby zdać egzamin, dostać awans, wyjść szybko z depresji. Problem tkwił w ludzkiej naturze, która nie umie odmawiać sobie drogi na skróty. Stoimy teraz w pokoju wypełnionym ludźmi, którzy przeszli, albo będą przechodzić, przez piekło wychodzenia z uzależnienia od E-x. O ile przeżyją, bo wiele osób, kiedy traci dostęp do narkotyku, popełnia samobójstwo. Najgorsze jest to, jak subtelnie on działa. Jak normalnie czujesz się w trakcie brania go i tylko w trakcie brania.
Ze skrętami w żołądku udało mi się dotrwać do końca spotkania i mogliśmy podejść do prowadzącego.
- Dzień dobry, Flos Mortuus i Edward Hale z TCCD. Moglibyśmy zadać kilka pytań dotyczących jednego z uczestników tych spotkań? - zapytałam, pokazując jednocześnie odznakę.
- Dobry... Lawrence Allen, miło mi poznać, ale nie wiem, w czy mogę pomóc. Co się stało? - odpowiedział przestraszony.
- Chodzi o Oliviera Browna. Chcielibyśmy ustalić kilka faktów z jego życia. Spokojnie, to tylko dla jego dobra - wyjaśnił Edward.
- Okej, okej... Jak widzieliście, dziś go nie ma. Normalnie przychodzi na każde spotkanie. Jest mentorem dla wielu osób. Ma jakieś kłopoty?
- Na razie nie możemy odpowiedzieć na to pytanie. Mam rozumieć, że pan Brown w przeszłości był uzależniony od E-x? Mógłby pan opowiedzieć nam o tym coś więcej?
- Jest czysty od dwóch lat. Wcześniej pracował nawet w tym biznesie, ale nie za wiele o tym mówił. Stwierdził, że czasami niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć... Pomagałem mu na odwyku.
- Jak coś takiego wygląda? - zapytałam, czując pot ściekający mi po ciele. Splotłam ręce za plecami, żeby nie było widać, jak drżą.
- Takiej osoby nie należy zostawiać samej. Na co dzień pracuję w klinice, która pomaga ludziom bezpiecznie schodzić z E-x. Pomoc polega na kontrolowaniu, co pacjent robi, jakie braki zaczynają występować w organizmie. Dobranie pod to odpowiedniego leczenia i pomoc psychologiczna na każdym etapie. Niestety to ciężkie zadanie, zwłaszcza gdy osoba jest na etapie przechodzenia psychoz, ale w każdym stadium jesteśmy w stanie pomóc, żeby poprawić jakość życia pacjentów. Po prostu im prędzej, tym mniejsze skutki odczuwa organizm. - Mówiąc, patrzył bezpośrednio na mnie. Poczułam się ekstremalnie niekomfortowo. - Tak czy inaczej, każdy pacjent ma swojego opiekuna, który pomaga mu przechodzić ten cały proces. Fundował mu to jego partner Josh Baker. Niesamowicie wyrozumiały facet.
- Mieli dobry kontakt? Jak wyglądała ich relacja? Czy Olivier wspominał może o jakichś konfliktach? - dopytywał się Edward.
- Przepraszam za ilość pytań. Zacznijmy od relacji z Joshem. - Spojrzałam na Edwarda, chyba zrozumiał, że za bardzo się rozpędził. Zrobiłam krok w tył, naprawdę popełniłam błąd, nie biorąc rano tabletek.
- Na ile mi wiadomo, to nie mieli poważniejszych problemów w związku. Co do konfliktów z innymi, trudno stwierdzić. Mówi się, że czasami, jak się wejdzie w jakiś krąg, to ciężko z niego wyjść. A on zdecydowanie w takim kręgu był. Nieraz wspominał, że spędzał czas głównie w miejscach, gdzie alkohol odejmuje rozum młodym ludziom. Mówił, że w okresie, kiedy miał największe problemy, siedział w klubie i tylko obserwował, jak ludzie na balkonach się rozmywają. Zdawało mu się, że tworzące się z nich cienie wskazują w jego stronę, a neony na ścianach zmieniają kształty. Opowiadał, że miał moment, gdy położył się na betonowym parkiecie, bo chciał, żeby go zdeptano. To był jego początek psychoz i na szczęście krótko po tym wylądował na odwyku. Więcej niestety nigdy nie chciał zdradzić, a leczenie szło w dobrym kierunku, więc stwierdziliśmy, że nie ma sensu naciskać, bo jeszcze się zniechęci.
- Dziękujemy bardzo za pomoc. Edward, możesz spisać dane do kontaktu? Możliwe, że będziemy jeszcze dzwonić. Tak samo, jeśli panu coś się przypomni, proszę nas od razu powiadomić. Ja pójdę przodem - oznajmiłam i pośpiesznie skierowałam się do toalety.
Wymiotowałam, klęcząc nad muszlą klozetową, trzymając się trzęsącymi dłońmi za deskę. Gdy ciężko łapałam oddech między kolejnymi odruchami, rozległo się pukanie do drzwi.
- Zajęte! - krzyknęłam.
- Kupiłem ci butelkę wody - usłyszałam głos Edwarda.
- Zostaw pod drzwiami. Coś mi zaszkodziło. Zaraz wyjdę.
- Mam głośno zacząć mówić, na co mi to wygląda?
Przewróciłam oczami i chwiejnie podeszłam do drzwi. Edward wszedł do środka i zablokował za sobą zamek. Podał mi butelkę. Przepłukałam usta i krztusząc się, wzięłam łapczywie łyk. Patrzyłam, jak Edward podchodzi do plecaka, który zostawiłam koło muszli, i szuka w nim czegoś. Nie reagowałam. Wiedziałam, że już nie ma sensu. Naprawdę, to był świetny początek współpracy. Wyciągnął znane mi opakowanie i mi je podał. Wyciągnęłam jedną tabletkę i połknęłam.
- To przynajmniej wyjaśnia twój wczorajszy napad agresji. I bladą, przesuszoną cerę. I trzęsące się ręce. I wymioty. I pewnie w najbliższych dniach więcej rzeczy. Allen to specjalista, domyślił się po jednej rozmowie. Gdy zapytałem go wprost, czy coś insynuował w trakcie wywiadu, to powiedział bezpośrednio, że twoje objawy są typowe dla osób, które są w początkowych etapach głodu. Cała się pociłaś, musiałabyś to zobaczyć z naszej perspektywy.
Próbowałam odczytać jego intencje, lecz szum w głowie przeszkadzał mi w myśleniu. Mówił spokojnie, nie śmiał się.
- Co zamierzasz zrobić z tym faktem? - zapytałam.
- Nie wiem. Czy zgłoszenie cię do własnego ojca coś by dało? Wątpię, a nie chcę psuć naszych układów. I tak mieliśmy nienajlepszy początek. Chcę to naprawić. Zależy mi na tej pracy, więc chyba będę udawał ślepego - odpowiedział spokojnie.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Zmysły powoli wracały mi na swoje miejsce. Zbliżyłam się do Edwarda, sięgając po plecak. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Dziękuję. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Ta praca jest dla mnie dosłownie wszystkim - wymamrotałam. - Jezu, co za wstyd... Dziś ci tłumaczyłam, że masz się wykazywać profesjonalizmem. Jestem żałosna! - Złapałam się za głowę.
- W takim razie jesteśmy kwita. To co, zaczynamy od początku? - zapytał, wyciągając do mnie rękę. Złapałam ją i pewnie uścisnęłam.
Przekazaliśmy wszystkie informacje zespołowi i próbowaliśmy ustalić, w jakich miejscach mógł przebywać Olivier. Znaleźliśmy jego stare miejsce zamieszkania. Sąsiedzi go kojarzyli, ale nigdy nie utrzymywali z nim bliższych kontaktów. Poznali też Josha, ale podobno, gdy tylko zaczęli się spotykać, Olivier szybko się wyprowadził. Niestety wciąż nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie się poznali ani w jakich okolicznościach. Zaznaczyliśmy na mapie kilka stref. Stare mieszkanie Oliviera, dom Josha i jego miejsce pracy. Musieli się poznać gdzieś w tych okolicach. Nanieśliśmy na to wszystkie bary i kluby. Próbowaliśmy je następnie porównywać z opisem, który usłyszeliśmy od Lawrence'a.
Znaleźliśmy jedno perfekcyjne dopasowanie. Klub Lollipop. Planowaliśmy tam pojechać, gdy dostaliśmy informację o pływających zwłokach na obrzeżach miasta.
- - -
Ciało Oliviera Browna zostało znalezione dryfujące na tafli jeziora przez osoby, które urządziły w pobliżu ognisko. Dokładnej przyczyny zgonu nie dało się określić na miejscu, ale gołym okiem widać było otarcia od lin na nadgarstkach i kostkach. Wciąż stojąc nad wodą, zaczęliśmy snuć domysły.
- Zemsta? Może miał jakieś długi? - zaproponował Josef.
- Jeśli działał wcześniej w grupie przestępczej, nie trzeba dużo, żeby chcieli go zmieść - dodał Edward.
- Powiadomię patologa i toksykologa, niech się zajmą jak najszybciej zbadaniem ciała Oliviera, żebyśmy mogli sprawnie kontynuować śledztwo. Nie wiemy, kiedy i jak dokładnie zmarł, a woda nie pomaga w ustaleniu tego - powiadomiłam zespół.
- Spójrzcie na rany przy nadgarstkach. Musiał się nieźle szarpać przed śmiercią - dołączył do dyskusji Steve. - Myślicie, że zabili go w domu czy wywieźli żywego?
- Raczej zmarł poza domem. Nie mieliby na to czasu. Nie zapominajmy też o możliwości współpracy Oliviera z mordercą. Nie wiemy nadal, jaki był cel. Mogło coś po prostu pójść niezgodnie z planem. Wróćmy na razie do domów. Musimy i tak poczekać na wyniki, a odpoczynek też jest ważny - zdecydowałam.
- Czekamy? A jeśli przegapimy najważniejszy moment sprawy i później będzie tylko gorzej? - burzył się Steve.
- Pamiętajcie, że mamy do czynienia z domniemaną grupą przestępczą. Nie wiemy, czym się dokładnie zajmują ani ilu mają ludzi. Musimy być ostrożni, więc każda informacja, jaką będziemy mieć, idąc do klubu, może okazać się kluczowa. Złe przygotowanie może kosztować zawalenie sprawy lub życie kogoś z nas. Zlecę policji patrol w nieoznakowanych radiowozach wokół klubu. Będę was na bieżąco informować - postanowiłam, odwracając się i chcąc ruszyć w stronę samochodu.
- Do kurwy nędzy! Sobie chyba żartujesz! - krzyknął Josef. - Damian o wiele lepiej by wszystko rozplanował. - Odwróciłam się w jego stronę z szeroko otwartymi oczami. Po chwili powiedział: - Okej... Przesadziłem, przepraszam. To, co chciałem powie...
- Damiana tu nie ma. Rozumiem, że chcesz mieć już to wszystko za sobą, żeby spędzić weekend z rodziną. Niestety przy tej sprawie na to się nie zanosi, więc wykorzystaj czas, który masz dzisiaj. Dotyczy to wszystkich. - Rozejrzałam się po zespole. Nikt już nie miał nic więcej do dodania, a Josef odwrócił się ode mnie, spuszczając głowę.
Tym razem udało mi się wsiąść do samochodu. Oparłam głowę o kierownicę, licząc do dziesięciu. W głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli. Josef ma rację. Brakuje mi go. Nigdy nie będę w stanie go zastąpić. Czułam się, jakbym beczała wniebogłosy, ale nie uroniłam żadnej łzy. Tym razem nie popełniłam tego samego błędu i wzięłam przed wyjazdem E-x. Czy byłoby mi lepiej, gdybym dała upust swoim emocjom? Nie jestem pewna. Nigdy nie byłam w tym dobra. Odruchowo rozdrapywałam z nerwów skórę na dłoni.
Kiedy udało mi się trochę opanować myśli, wyciągnęłam telefon i napisałam do kobiety z portalu randkowego, pytając, czy ma czas spotkać się za godzinę. Sama też nie byłam gotowa spędzić tego dnia samotnie. Czekając na odpowiedź, usłyszałam pukanie w szybę samochodu. Edward pytał gestami, czy wpuszczę go do środka. Odblokowałam zamek.
- Odwieziesz mnie na komisariat? Później dam ci spokój.
- Okej - odpowiedziałam krótko.
Usłyszałam sygnał wiadomości, więc zanim ruszyłam, zerknęłam na wiadomość z pozytywną odpowiedzią. Uśmiechnęłam się do siebie. Ruszyłam.
- Kim jest Damian? - zapytał Edward. - Reakcja was obojga była dość... specyficzna.
- Doszliśmy do porozumienia. Nic więcej nie potrzebujesz wiedzieć - odpowiedziałam oschle. - Czy Josef i Steve mówili ci coś, kiedy odeszłam?
- Tak, żebym dał ci spokój.
- Uwielbiasz wciskać nos w nie swoje sprawy, co?
- Dlatego jestem detektywem - oznajmił pewnie Edward.
- Nie tędy droga - ostrzegłam go ponownie.
- Szukanie ukojenia w narkotykach też nie jest drogą.
Zaśmiałam się. Coś w tym jest.
- Nie znasz mojej sytuacji.
- Zawsze możesz mi opowiedzieć. Wiele rzeczy mnie czysto po ludzku zastanawia. Jak już jesteś uzależniona, to raczej bierzesz stale. A wczoraj to zaniedbałaś, i dlatego w ogóle zauważyłem, że coś jest nie tak - mówił, rozciągając się na siedzeniu.
Na początku nie zamierzałam odpowiadać, ale doszłam do wniosku, że lepiej udzielić mu jakichkolwiek wyjaśnień, żeby poczuł satysfakcję. Musiał być po mojej stronie.
- Ostatnio zwiększyła mi się tolerancja i jeszcze było mi trudno dopasować dawkowanie. Jedna z wielu odpowiedzi.
- Czyli mogę zadawać kolejne pytania?
- Wyczerpałeś limit dzienny.
- Okej, więc wrócę do tego jutro.
Spojrzałam się na niego przelotnie, kręcąc głową. Naprawdę był niemożliwy. Zanim dojechaliśmy na miejsce, zmieniliśmy temat, rozmawiając o codziennych sprawach, żartując sobie. Gdy już zawiozłam go na miejsce, sama zaparkowałam w pobliżu, weszłam do kawiarni i rozejrzałam się za Joy.
- - -
Po chwili czekania i kilku wymienionych wiadomościach zobaczyłam ją. Uroczą i drobną blondynkę, której uśmiech mógł przyćmić każdą niedogodność. Przedstawiłyśmy się sobie nawzajem i zamówiłyśmy kawę.
- Pisałam już o tym, ale wolę się upewnić jeszcze raz. Mam dość nieregularną pracę, więc jak dostanę telefon, będę musiała wyjść.
- Jasne, wspominałaś, że jesteś policjantką, tak? - powiedziała Joy, pochylając się lekko w moją stronę.
- Tak, ale to nic ciekawego. Chcę cię poznać, skoro mamy tak mało czasu.
- Co chcesz wiedzieć w takim razie? - spytała Joy, czerwieniąc się i rozglądając się wokół.
- Wydajesz się bardziej nieśmiała, niż bym się spodziewała. Twój pierwszy raz? W sensie randkowanie z nieznajomymi - spytałam z zaciekawieniem.
- Tak... Chciałam spróbować czegoś nowego - przyznała, kręcąc nerwowo kosmykiem włosów.
- Pamiętaj, że w każdej chwili możesz powiedzieć stop, nie? Jeśli czujesz się niekomfortowo, to nie ma z tym problemu. Obie musimy się dobrze bawić - upewniłam się.
- Jasne. Nie ma takiej potrzeby na razie. Ciekawi mnie jednak... Często zdarza ci się chodzić na takie spotkania?
- Kiedyś. Teraz miałam dłuższą przerwę. Wiesz, jak to jest. Studenckie czasy.
- Zazdroszczę ci pewności siebie. Że robisz coś tak spontanicznie. - Pierwszy raz złapałyśmy dłuższy kontakt wzrokowy, obie się zarumieniłyśmy, ale nie przerywałyśmy tego. - Mogłabyś określić mnie jako nudną - dodała.
- A jeśli szukam odrobiny nudy w swoim życiu? - Szturchnęłam ją nogą zaczepnie. Zaśmiała się delikatnie.
- Podobasz mi się - oznajmiła nagle, co sprawiło, że tym razem ja się zmieszałam.
- Hola, podobno miałaś być nieśmiała, a tu z takim bezpośrednim wyznaniem mi wyjeżdżasz? - Powoli sięgnęłam po jej dłoń. Patrzyłam, czy jest z tym w porządku, i jak wszystko na to wskazywało, splotłam nasze palce. - Nie mogę powiedzieć nic mniej niż tyle, że to odwzajemniam.
- Przyjechałaś autem?
- Zaparkowałam w pobliżu.
Pokiwała głową. Poprosiła kelnera o rachunek i zapłaciła za nas obie. Chciałam jej zwrócić za moją część, ale tylko machnęła ręką.
- Pisałyśmy o czymś innym niż rozmowa. Mówiłaś, że nie masz dużo czasu, prawda? Jak podasz mi swój telefon, to wpiszę ci mój adres.
Droga na szczęście była krótka, bo napięcie między nami było nie do zniesienia. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg mieszkania, Joy przyciągnęła mnie do siebie. Delikatnie pocałowałam ją w szyję, później w usta. Ona sama, mocno napierając, wsunęła mi nogę między uda. Jej wcześniejsza niepewność całkowicie zniknęła. Złapałam ją pod pośladkami i podniosłam. Rozejrzałam się po mieszkaniu, szukając drzwi do sypialni.
- Drugie drzwi - wyszeptała Joy, a ja nie pozwoliłam jej więcej czekać.
- - -
Obudził nas sygnał mojego telefonu. Spojrzałam na zegarek. Piąta. Nie było źle. Tak jak oczekiwałam, wyniki przyszły szybko. Wciąż naga, wyszłam do salonu, upewniając się, że Joy została w łóżku, i zadzwoniłam do wszystkich po kolei z informacją, że widzimy się niedługo na posterunku. Wzięłam głęboki oddech. Czułam lekkie zawroty głowy i zalążki drżenia rąk. Chciałam szybko wziąć E-x. Sięgnęłam po swój plecak i poszukałam łazienki. Zrobiłam, co musiałam, i wróciłam do salonu. Rozejrzałam się. Było to dość spore mieszkanie, jak na jedną osobę. Trzy sypialnie plus łazienka. Za plecami usłyszałam otwieranie drzwi i ziewanie Joy.
- Przepraszam. Nie chciałam cię obudzić. Muszę się zaraz zbierać, mogę tylko skorzystać z prysznica?
- Yhm, potrzebujesz ubrań na zmianę? - spytała, podchodząc do mnie od tyłu i obejmując mnie. - Później będziesz musiała jeszcze raz przyjechać, żeby je oddać.
Odwróciłam się, by spojrzeć jej w twarz. Pogłaskałam ją po policzku i cmoknęłam w czoło.
- Też podoba mi się ten pomysł.
- Wydaje mi się, że możemy się dobrze dogadać. Chcę cię poznać bliżej. - Joy uśmiechnęła się do mnie.
- Joy... Jedna rzecz, żebyśmy były na pewno na jednej stronie. To był one night stand. Wiadomo, możemy spotkać się kilka razy, ale nie jestem odpowiednią osobą do tworzenia czegoś więcej. Nie chcę po prostu zranić którejś z nas.
- Jesteś pewna? Możemy podejść do tego na luzie. Jeśli się okaże, że to był zły pomysł, spędzimy po prostu razem kilka miłych chwil. Czemu by nie spróbować?
- Wiedziałam, że to jednak nie twoje klimaty. - Odsunęłam się delikatnie, choć nadal obejmowałam jej biodra.
- Dobrze się bawiłam. Trudno mi po prostu przełknąć fakt, że miałabym cię tylko na chwilę.
Spojrzałam na nią uważnie. Coś w tym było i jak mogłabym jej odmówić, gdy tak na mnie patrzyła? Pocałowałam ją.
- Wygrałaś. Muszę iść pod prysznic. Czy moja urocza partnerka przygotuje mi w tym czasie ubrania? - spytałam zadziornie.
- Już się robi - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
Nie chciało mi się wychodzić spod gorącego strumienia wody. Trwałam teraz w chwili, która oddzielała mnie od codziennych wyzwań. Niestety, czas był się obudzić. Ubrania Joy wyjątkowo dobrze na mnie leżały. Coś przykuło moją uwagę. Powąchałam kołnierz. Skropiła go perfumami, które miała wczoraj na sobie. Mądrala, będę o niej teraz myślała jeszcze bardziej. Związałam górną część włosów w kok i wyszłam z łazienki. Joy czekała, zaznaczając coś na kartkach.
- Sprawdzasz testy tak z samego rana?
- Co? A, no tak. Pisałam ci o tym. I tak już nie zasnę - powiedziała zaspana.
- Przepraszam za to.
- Spokojnie, nie musisz.
- Mogę skorzystać z ekspresu? Napiję się kawy i już daję ci spokój.
- Rozgość się. W pierwszej szafce od lewej są kubki.
Czekając, aż kubek się napełni, rozejrzałam się jeszcze raz po pomieszczeniu. Miałam ochotę zadać Joy tyle pytań, żeby dowiedzieć się więcej. Czułam ekscytację, gdy myślałam o nadchodzących chwilach z nią. Następnie strach, że pozna mnie za bardzo i będzie zawiedziona, jakim człowiekiem jestem. Odgoniłam te myśli pytaniem:
- Wiesz, jak wyobrażałam sobie twoje mieszkanie?
- Hm? - Joy podniosła głowę znad kartek.
- Polecę trochę stereotypowo, ale jak się dowiedziałam, że jesteś nauczycielką biologii, to myślałam, że będziesz miała pełno roślin, porozstawianych w każdym kącie.
- Zdradzić ci sekret? Moi uczniowie myślą tak samo, i jak jest jakaś okazja, kupują mi rośliny doniczkowe. Problem w tym, że jestem seryjnym mordercą kwiatków... Nie mam serca im tego powiedzieć.
Tymczasem dopiłam kawę i musiałam pożegnać się z Joy. Kilka godzin spokoju zastąpiła gorąca dyskusja między mną a resztą współpracowników.
- - -
Po zbadaniu ciała Oliviera przyczyną śmierci okazał się E-x. Dawka tej substancji przekroczyła wszelkie normy. Oprócz tego w jego krwi zostały znalezione anestetyki. Dyskutowaliśmy o kilku możliwościach. Celem od początku był on. Motywy mogły być różne. Od okupu po zemstę lub długi. Nie wykluczaliśmy, że celem mógł być także Josh. Olivier mógłby wtedy chcieć uciec, ale coś poszło niezgodnie z planem i też został zamordowany. Lub na odwrót. To Josh zlecił zabójstwo i chciał zapewnić sobie alibi, ale doszło do nieporozumienia, więc sam też został ofiarą. Najbardziej prawdopodobna pozostała jednak pierwsza opcja. Krew z kuchni okazała się należeć do Oliviera. Musiał się zranić rozbitym szkłem. Bliscy Bakera uważali, że mężczyźni nie mieli żadnych problemów. Co prawda, tego nigdy nie da się w pełni wykluczyć, ale na razie przyjęliśmy to jako fakt. Wiemy, że morderca znał się z Olivierem, ale on poczuł się niepewnie, widząc go u progu swojego domu. Mimo wszystko z jakiegoś powodu wpuścił go do środka. Sprawcą była jedna osoba - najprawdopodobniej. Ewentualnie ktoś mógł czekać w aucie. Rozmawiali w kuchni, gdzie sprawca musiał podać ofierze substancję usypiającą. Zanim ta w pełni zadziałała, Olivier próbował uciekać lub się bronić, co tłumaczyłoby rozbite naczynia w kuchni. Do tego momentu wszystko było dobrze zorganizowane i przemyślane. [...]
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.