Cena pokoju. Część II. Demony - Krzysztof Lip

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. Nowi sprzymierzeńcy

Gdy wracali na ziemię magów, Henryk nie odezwał się do nikogo ani słowem. Miał im za złe, że pozostawili swojego kompana samego i trzymając się z tyłu, jechał za nimi, koncentrując swoje myśli na ostatnich słowach starego maga.

Dopiero na wieczór, gdy nadszedł czas odpoczynku, Dawid widząc niezadowolenie swojego kompana przysiadł przy nim i spróbował go udobruchać na swój sposób.

- Czyżby było ci żal jednego z demonów? - zapytał, uśmiechając się na ten swój ulubiony sposób. Jednak gdy nie uzyskał żadnego efektu, spróbował inaczej: - Tak jak ci mówiłem, to też są ludzie.

- Mieliśmy go zabrać ze sobą, a tymczasem uciekliśmy jak jacyś tchórze. Karol ani nikt... z mojej starej grupy, tak by się nie zachował. Każdy walczyłby za drugiego do upadłego.

- Magowie jednak trochę inaczej patrzą na życie, chłopcze. Twoi starzy znajomi żyją chwilą, oni zaś kalkulują wszystko dokładnie.

- To dlaczego on nie chciał iść z nami?

Dawid uśmiechnął się znów do niego i patrząc na siedzących w oddali magów, odparł:

- Ponieważ chłopcze był on zupełnie inny niż reszta czarodziei. Wbrew ich woli wyprowadził się z ich ziem i zaszył się z dala od wszystkich.

- Nie szukali go?

- A ty byś szukał człowieka, który wie o każdym twoim posunięciu, jeszcze zanim je wykonasz?

Henryk popatrzył na niego zaskoczony jego słowami i po chwili zapytał:

- Skoro umiał przewidzieć przyszłość, to dlaczego nie uciekł? Wiedział, że Jakub do niego jedzie.

- Tego to już nie wiem. Czasami i ja ich nie potrafię zrozumieć.

- To, co teraz będzie?

- Rozmawiałem z Walerianem i Sylwestrem. Obiecali zebrać jeszcze raz radę magów i namówić ich do wspólnego działania.

- Myślisz, że powstrzymają Jakuba?

- Mam nadzieję. Widzieli jaką armią dysponuje ich przeciwnik, więc może to im otworzy oczy.

- A jeśli nie?

- To już po nas - odparł i uśmiechnął się na ten swój ulubiony sposób, jakby to brzmiało jak dobry żart.

- Czas wyruszać - oznajmił im nagle Walerian i wszyscy zaczęli zbierać się do dalszej drogi.

***

Gdy wrócili na ziemie magów, zatrzymali się przed wieżą, spod której wyruszali jeszcze kilka dni temu. Czarodzieje wyciągnęli laski przed siebie i zaczęli wypowiadać słowa w nieznanym Henrykowi języku. Słuchał ich długiej, wyuczonej formułki, co chwilę spoglądając na nich i na pozostałych kompanów. Nie wiedział, czego się spodziewać, przez to na prawie bezdechu wyczekiwał efektu ich słów. Wtedy to zaczęły wynurzać się jakby zza niewidzialnej mgły brukowane drogi i wysoki budynek połączony z wieżą. Był on ogromny i szeroki na kilkanaście metrów, połączony z wieżą przejściem nad ich głowami. Henryk pierwszy raz widział coś takiego. Jakby tego było mało, droga której wcześniej nie było, teraz prowadziła ich w głąb ziem magów, gdzie w oddali było widać liczne, podobne domostwa. Wielkie, wysokie na kilkanaście metrów, z wiszącymi kolorowymi płótnami pod oknami. Wzdłuż drogi rosły równo posadzone drzewa, przystrzyżone identycznie, tak by żadna gałąź nie wychodziła nad drogę.

- Piękne, co nie? - szturchnął łokciem szpieg, młodego wojownika.

- Jak to możliwe?

- Magia chłopcze, magia.

- Idziemy - oznajmił im Sylwester i wszyscy ruszyli nową drogą w stronę miasta czarodziei.

Henryk całą drogę podziwiał bogactwo i przepych kłujący jego oczy, gdziekolwiek nie popatrzył. Ławki ze złotymi poręczami, różne, pięknie wyrzeźbione fontanny, kolorowe kamienie na ziemi tworzące ścieżki. Budynki zaś były ozdobione różnymi powiewającymi na wietrze sztandarami i miękkimi niczym wiatr płótnami. Każdy mag miał inny kolor wywieszony i na nim inny emblemat. Jedni czcili wodę inni wiatr, kolejny ogień, a gdzieś w oddali było widać łapę niedźwiedzia.

- Coś jest nie tak - nagle powiedziała Cecylia rozglądając się nerwowo wokół siebie.

Henryk dopiero teraz zauważył, że naprawdę coś jest nie tak z zachowaniem jego towarzyszy. Chodź cała okolica wyglądała niczym raj, to dwaj czarodzieje wyglądali na bardzo podenerwowanych.

- Co się dzieje? - zapytał Dawida, Henryk.

- Miejcie oczy szeroko otwarte - odezwał się Walerian i zaraz obaj magowie zsiedli z koni, biorąc do rąk swoje długie laski.

Dawid wyciągnął miecz i popatrzył jednoznacznie na młodego wojownika, dając mu tym samym znać, by uczynił to samo. Nawet Cecylia przygotowała się do walki, wyciągając zza pasa krótki sztylet.

Teraz dopiero Henryk zdał sobie sprawę, że w tak wielkim i bogatym mieście nie spotkali jeszcze żadnej żywej duszy. Od momentu, kiedy się pojawili, nikt nie wyszedł im naprzeciw, ani nikt ich nie powitał.

- Wy dwaj, zostańcie tutaj - powiedział do nich Sylwester i wraz z Walerianem i Cecylią ruszyli do największej świątyni, znajdującej się przed nimi, w centralnym punkcie miasta.

Była ona tak wysoka, że Henryk ledwo mógł dostrzec jej szpic w chmurach. Była ona trzykrotnie jak nie więcej wyższa od wcześniejszej wieży, którą już uważał za bardzo wysoką. Wrota do niej były całe ze złota, okna wąskie i wysokie na kilka metrów były przyozdobione witrażami. Mury zaś lśniły bielą i złotem wymieszanym ze sobą, tak że nie dało się oderwać wzroku od fasady tego rajskiego budynku.

- To miejsce jest chyba lepsze od raju - stwierdził Henryk, podziwiając całą okolicę.

- Nie bluźnij, chłopcze - natychmiast go sprowadził na ziemię Dawid. - Ten przepych właśnie doprowadzi nasze królestwo do zguby. Chodź, zajrzymy do środka.

- Mieliśmy czekać.

- To czekaj, ja idę.