2
Julia
Oderwałam wzrok od książki, żeby zerknąć na szyld zakładu fryzjerskiego. Witryna zdecydowanie wyglądała jak nie z tych czasów. Dobrze trafiłam. Wróciłam do śledzenia tekstu. Pchnęłam drzwi, uniosłam wyżej stopę, w razie gdyby istniał jakiś próg, doczytałam jeszcze linijkę i dopiero wtedy rozejrzałam się po wnętrzu. Starszy mężczyzna jakby zamarł z miotłą w ręku. Gapił się na mnie dziwnie i intensywniej, niż było to właściwe.
- Dzień dob... - chciałam się przedstawić i poinformować, że przyszłam na cięcie, choć to wraz z ceną uzgodniłam już podczas rozmowy telefonicznej, facet jednak nie dał mi dojść do słowa.
- O mój Boże. A cóż to za armagedon cię spotkał, dziecko drogie?! Jak długo żyję, czegoś takiego... - Fryzjer nie przestawał nawijać, ale ja ogłuchłam w momencie, w którym wypowiedział jedno konkretne słowo. Armagedon. Słowo, którego nie słyszałam od kilku lat, a które teraz rozszalało się w moim umyśle i odbijało echem. Słowo, które sprawiło, że cała zesztywniałam, nie mogłam się ruszyć. Słowo, które było niczym zaklęcie. Poczułam się, jakbym cofała się w czasie. Do pamiętnego sylwestra - dnia, w którym może nie zrozumiałam definicji armagedonu, ale ten w jakiś sposób został wtedy zapoczątkowany...
- Pamiętasz, jak wspomniałem, że to będzie wystrzałowy sylwester? - zapytał Nestor.
- Mhm... - potwierdziłam niepewnie. Przecież zażegnaliśmy już ten cały armagedon...
- No więc miałem na myśli to, że... - urwał, by westchnąć. - Muszę być blisko Floriana, bo... Armagedon dopiero przed nami...
- Halo, halo? - Głos Nestora zamienił się w jakiś obcy głos. Następnie zobaczyłam przed oczami pomarszczoną dłoń. Cofnęłam się o krok, aby zorientować się, że fryzjer macha mi przed nosem. Zamrugałam, nie mogąc uwierzyć, że tak dałam się porwać wspomnieniom.
Nie obchodziło mnie, jak brzmi słownikowa definicja armagedonu. Byłam kimś, kto doświadczył go na własnej skórze. Miałam wszelkie prawo wiedzieć, że armagedon to nie jest jakaś szybka katastrofa, po której nadchodzi błogi koniec. To długa, nieznośnie powolna, niekończąca się droga, w wyniku której życie traci wszelkie barwy. To pojedyncza kropla drążąca skałę. Kulka, która toczy się i toczy, przybierając coraz większe rozmiary. To seria zdarzeń, które łączą się i powodują totalne zniszczenie, a człowiek dalej oddycha, jego serce bije, mózg pracuje, choć wszystko boli. Na początku mogą pojawiać się rzadkie oznaki, że cierpienie kiedyś minie. Po kilku latach godzi się ze świadomością, że to będzie nieustająco bolało do końca życia. W każdej sekundzie, każdego dnia...
- Wie pan co? - Cmoknęłam. - Nic pan nie wie o armagedonie. Jeśli to - wskazałam na swoje włosy - przypomina panu armagedon, to...
W dupie pan był i gówno widział.
- Niewiele pan jeszcze wie o życiu - dokończyłam. Facet wybuchnął gromkim śmiechem, a ja się wzdrygnęłam. Nie przyszłam się tu zaprzyjaźniać. Nie chciałam się uśmiechać do nikogo, do tego mężczyzny też nie, mimo że wyglądał na serdecznego człowieka. Wkurzyłam się, bo jednak udało mu się wywołać mój uśmiech. A może to wspomnienie głosu Nestora to sprawiło? Nieważne. Z całą pewnością pragnienie przytulenia Nestora spotęgowało teraz złość. W tym momencie postawiłam sobie za punkt honoru, by jej po sobie nie pokazać.
To twój problem, Julia. Wyciągnij wnioski na przyszłość, a teraz zachowaj klasę.
- Poczułem się jak młodzieniec i jest to tak wspaniałe i niebywałe uczucie, że naprawię uroczej pani ten armagedon...
NIE POWTARZAJ TEGO SŁOWA!
NIE MASZ PRAWA GO WYPOWIADAĆ!
- ...na koszt firmy.
O. No to zupełnie inna gadka.
Halo, Julka, uśmiechasz się.
- Bardzo miło z pana strony, ale nie mogę się zgodzić. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nie będę zbyt rozmowną towarzyszką. Muszę popracować.
Gdy tylko zajęłam miejsce, wyjęłam laptopa. Sześć maili później mogłam zapłacić za usługę.
- Nawet pani nie spojrzała w lustro - zauważył fryzjer.
- Rzeczywiście - potwierdziłam, zgarniając od niego resztę. Dalej nie byłam ciekawa efektu. - Dziękuję, do widzenia.
Młody człowieku - prawie zażartowałam, upomniałam się w ostatniej chwili i zamiast wymieniać się uprzejmościami, wyjęłam książkę.
- Do widzenia... - w głosie mężczyzny usłyszałam zawód, jednak zapomniałam o tym wraz z opuszczeniem salonu. No, przynajmniej chciałam zapomnieć. A także wrócić i przeprosić za swoje zachowanie. Od tego pomysłu wybawił mnie telefon od przyjaciela. Hektor to jeden z niewielu ludzi, przy których opuszczałam gardę. Dzwonił do mnie raczej za często, ale lubiłam to. Lubiłam rozmawiać o Nestorze. Lubiłam wszystko, co dotyczyło Nestora.
- Cześć, Heks - przywitałam się, chowając książkę. - Jeśli chcesz wiedzieć, czemu wrzuciłam cię w kopię maila, to tylko po to, żebyś zadzwonił o to zapytać.
- No hej, Julka! - Roześmiał się. - Od razu zrozumiałem aluzję. Co tam?
- Włącz kamerkę, to zobaczysz - zaproponowałam. Po chwili jego przekleństwo poniosło się wzdłuż i wszerz osiedla, które przemierzałam. Sama miałam ochotę rzucić wulgaryzmem, bo właśnie ujrzałam swoje odbicie. Szok odmalował się na mojej twarzy. Byłam o kilka centymetrów od posiadania łysej głowy i nie wiedziałam, co o tym myśleć. - Nie wierzę w to, co widzę! Gdzie twoje włosy?
- Moje świętej pamięci włosy znajdują się najpewniej na dnie kosza u męskiego fryzjera. Więc tak, wyobraź sobie, że ja jeszcze za to zapłaciłam. Jak wyglądam?
- Nie wiem. Niecodziennie. Dobrze. Jezu, nie wiem, Julka. Kocham długie kudły, nawet jeśli się wkurwiam, kiedy sprzątam je z tapicerki, ale... Ty masz jednak tak piękną buźkę, że chyba podobałabyś mi się i goła jak kolano. Ja pierniczę. Serio, to najbardziej szokujące, co mnie ostatnio spotkało!
- Ciebie? - parsknęłam. - To mnie to spotkało.
- Coś się za tym kryje?
- Takie tam drobne załamanie. Mężczyźni mają łatwiej.
- Powiedz to Nestorowi. Dalej nikt go nie lubi, jest kompletnie sam w tej Warszawie.
Nie mówił niczego, czego bym nie wiedziała. Byłam na bieżąco ze wszystkim. Nestor nie miał przyjaciół, za to miał wybitne wyniki w nauce. W tej kwestii byliśmy jak dwie krople wody.
- Jak odwiedziny? - przeszłam wreszcie do kluczowego pytania. Chciałam zobaczyć Nestora chociaż oczami jego brata.
- Trudno powiedzieć. Olałem swoje studia, żeby do niego pojechać, a on nie miał dla mnie czasu. Pisał kolejny artykuł.
- Nie mogę się doczekać, żeby go przeczytać.
- Nuuuda - wybuczał, rozbawiając mnie. - Oboje jesteście tak nudni, aż boli. I wiesz co? Sprzedałbym nerkę, by zobaczyć was w łóżku.
- Hektooor... - wyjęczałam zażenowana.
- Nie no, serio, zachodzę w głowę, czy mógłbym zobaczyć coś bardziej dziwacznego - nie przestawał żartować.
Przypomniał mi tym samym o wścibskiej Kai, która swego czasu błagała mnie o pikantne szczegóły. Mawiała: "Wy pewnie jesteście święcie przekonani, że uprawiacie seks, podczas gdy w rzeczywistości na bank robicie coś całkiem innego. Nawet sobie wyobrazić nie umiem, jak daleko jesteście od seksu". Cóż... W sumie nie wiedziałam, jak smakuje orgazm. Mimo że nie doświadczyłam go podczas pierwszego razu, podobało mi się w nim wszystko. Dla Nestora natomiast nasz pierwszy raz okazał się koszmarem. Miałam nieprzyjemność podsłuchać, gdy zwierzył się Florianowi. Kaja mogła mieć zatem trochę racji. Może nic nie wiedziałam o dobrym seksie.
- W ogóle pokazałaś mu się w nowej fryzurze? - Hektor przypomniał mi, że jestem na linii.
- Nie, dopiero wyszłam z salonu.
- Zadzwonisz do niego na kamerce?
- Nie, oczywiście, że nie. Zaraz zrobię zdjęcie, wywołam je w Rossmanie i wyślę mu pocztą tradycyjną. - To był nasz wyjątkowy sposób komunikacji. Czy ktoś tak jeszcze robił? Wątpiłam. Czasem... Codziennie chciałam do niego zadzwonić, ale Nestor nauczył mnie, by tego nie robić. Wystarczyło, że w pierwszym tygodniu po mojej wyprowadzce nie odebrał ode mnie ani jednego połączenia. Chwilę później dostawałam esemesa z głupim pytaniem: "Dzwoniłaś?".
A jak ci się wydaje, kolego, dlaczego masz nieodebrane połączenie? - myślałam za każdym razem, zanim się poddałam. W sprawach pilnych, których praktycznie nie było, wymienialiśmy się esemesami. Do pozostałych mieliśmy sprawdzone staroświeckie metody.
- Jesteście powaleni, Julka.
- Zgoda - mruknęłam.
- Powinniście żyć razem jako para ekscentrycznych naukowców. Przecież wy i tak nie potrzebujecie do szczęścia prokrastynacji.
- Nie stać mnie na zrobienie tego, co Klaudia.
- Wiem, Julka, sorry.
- Nie szkodzi, łobuzie. Powiedz lepiej, jak ci poszło kolokwium.
- Nuuudziaaaraaa!!! - krzyknął. Potraktowałam to jako komplement. W żadnym wypadku jednak nie uważałam tego, czym się zajmowałam, za nudne.
Zawsze gdy wchodziłam do szpitala, czułam całym sercem, że to moje miejsce. Medycyna była moim powołaniem.
Jak na kogoś, kto przeciął swoje życie na dwie nierówne części: "Nestor" i "po Nestorze", i obiecał sobie, by trzymać się wyłącznie tej drugiej, wyjątkowo często tkwiłam w tej pierwszej. Dzień jak co dzień i tak od kilku lat...
Ech...
Kolejny już raz miałam zajęcia kliniczne na oddziale ginekologicznym, dlatego nie dziwiło mnie grupowe badanie, które za pierwszym razem wywołało u mnie olbrzymie oburzenie. Dzisiaj cechował mnie profesjonalizm. Czułam się zupełnie dobrze, sprawdzając poszytą i zakrwawioną pochwę kobiety, która z użyciem kleszczy urodziła w nocy siłami natury. Beznamiętnie przeniosłam spojrzenie od jednego krocza świeżo upieczonej mamy do drugiego i trzeciego, a potem wraz z zespołem lekarzy w ramach porannego obchodu podążyłam do kolejnej sali. Leżące na łóżkach kobiety bez gadania podciągały koszule i rozsuwały kolana.
A ja co robiłam zamiast notować?
Myślałam o tym, jak krępujące były zajęcia w prosektorium na pierwszym roku, kiedy asystent obniżył prześcieradło i odkrył przed grupą genitalia naszego truposza. Szacunek do zmarłych, którzy oddali nam swoje ciała do celów naukowych, objawił się w ciszy. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie doświadczyłam równie cichej ciszy...
Bałam się choćby drgnąć, żeby nie być tą, która ją brutalnie zniszczy, ale tak bardzo, bardzo chciałam zobaczyć twarz Nestora, że od zezowania później przez tydzień bolały mnie oczy.
Jak ja pragnęłam mieć teraz u boku Nestora. Ilekroć mrugałam, widziałam jego biały kitel kontrastujący z purpurowymi policzkami.
Upomniałam się wreszcie i skoncentrowałam w pełni, ale po powrocie do domu dalej katowałam się wspomnieniami...
- Jak ci się podobały dzisiejsze zajęcia? - zapytałam Nestora od razu po wyjściu z prosektorium.
- Które?
Rozśmieszył mnie. Nie mieliśmy dzisiaj jeszcze innych zajęć.
- Te, na których omawiany był gruczoł krokowy męski. Wiesz, prącie, jądra, najądrza, nasienio... - nie dokończyłam, bo Nestor zamknął mi usta pocałunkiem. Zupełnie mnie zszokował. Nie całowaliśmy się, odkąd postanowiliśmy tego więcej nie robić. Minęło jakieś siedemdziesiąt osiem dni, nie żebym liczyła...
I tak w jednej sekundzie podałam w wątpliwość swoje plany, a nadzieja, że nie wszystko stracone, wjechała we mnie niczym buldożer. Musiałam kuć żelazo, póki gorące. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie spróbowała jeszcze raz upewnić się w tej kwestii.
Napisałam liścik, jak tylko zajęliśmy miejsca w sali wykładowej.
Drogi Nestorze,układ naczyń, mięśni i struktur jamistych był fascynujący, zwłaszcza gdy prowadzący szczegółowo omówił funkcje seksualne. Mechanizm działania erekcji jest teraz dla mnie niezwykle obrazowy. Ciekawa jestem Twojego zdania. Jak uważasz?Julia
Niepewnie przesunęłam wiadomość w bok, w zamian otrzymałam natychmiastowy wyrzut adrenaliny. I przeciągłe spojrzenie. Nie miałam odwagi choćby się ruszyć, ale wiedziałam, że chłopak od trzech atlasów intensywnie patrzy na mój profil.
Potrząsnęłam głową, wyrywając się ze wspomnień. Wcale nie skończyłam się nimi katować. Po prostu musiałam na moment skupić się na odnalezieniu w wielkim pudle odpowiedniej karteczki.
- Mam.
Droga Julio,uważam, że bardzo wyraźnie przekroczyłaś granicę przyzwoitości, dzięki czemu mogę pozwolić sobie zrobić to samo. Mechanizm działania erekcji był mi dobrze znany przed zajęciami. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym wcześniej nie wiedział. Znacznie bardziej ciekaw jestem następnych zajęć, na których obejrzymy przekrój poprzeczny miednicy kobiecej, ale jeśli naprawdę chcesz znać moje zdanie, to uważam za zbyteczne omawianie funkcji seksualnych na grupowych zajęciach wydziału lekarsko-DENTYSTYCZNEGO! Za to w parach? Jak najbardziej...Z wyrazami szacunku,Nestor
- Dlaczego, Nestorze? - Gadanie do siebie opanowałam do perfekcji. Miałam więcej przegadanych godzin z samą sobą niż z kimkolwiek innym... - Dlaczego chciałeś znów się ze mną kochać? Jak mogłeś być gotowy powtórzyć coś, co tak bardzo ci się nie podobało? Nie byłeś taki sam jak Florian, więc dlaczego pomyślałeś, że możesz działać w zgodzie z jego maksymą? Z zamkniętymi oczami można znieść wiele... Ale ani ty, ani ja nie dalibyśmy rady robić tego do końca życia. Tak jak Florian i Klaudia... Wielu przykrych wspomnień nigdy nie zdołam wyprzeć z pamięci. Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałabym zapomnieć o bólu w twoich oczach, kiedy przypadkiem odkryłeś, że oni ze sobą sypiają, lub gdy spadła na ciebie bomba w postaci ciąży Klaudii czy ich zaręczyn. Że o ślubie nie wspomnę.
Zamknęłam moje pudło skarbów, przejechałam z namaszczeniem po wieku, a potem chwyciłam papeterię i zaczęłam kreślić list do Nestora.