Chłopak od trzech atlasów (#3). Wściekły chłopak od trzech atlasów - Magdalena Winnicka

Kup ebooka

39.90 zł
34.71 zł (30,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Julia

Wyjęłam z szuflady nożyczki, a gdy je uniosłam, światło odbiło się od lustra i oślepił mnie błysk.

Twarz Nestora stanęła mi przed oczami jak żywa. Serce zakołatało boleśnie. Byłam już tak przyzwyczajona do flashbacków, że nie sięgnęłam do klatki piersiowej. Zamiast tego dalej egzystowałam...

Gdybym umiała, obcięłabym się na jeża. Tymczasem tylko skróciłam włosy do ramion. Wyszło krzywo, ale to nieważne. Tak naprawdę zamierzałam skorzystać z usług fryzjera. Ogólnie dbałam jedynie o to, by pozostać czystą i schludną, nic ponad to w kwestii wyglądu. Wygląd był ostatnią rzeczą potrzebną dobrej lekarce. Co innego pieniądze, dlatego wymyśliłam, że zapłacę za przycięcie krótkich włosów, a nie za strzyżenie długich.

Miałam niewyobrażalnie dużo oszczędności. Możliwe, że wyłącznie w mojej opinii...

- Dobrze postępujesz, Julka - powiedziałam sobie. - Podejmujesz słuszne decyzje. Osiągnęłaś więcej, niż planowałaś. Zmierzasz w dobrym kierunku w zastraszającym tempie.

Byłam naprawdę z siebie dumna.

- Naprawdę. Naprawdę! Naprawdę!!! - zaczęłam stopniowo podnosić głos, by wreszcie wykrzyczeć to na całe gardło. Zagłuszałam w ten sposób niechciane myśli, które próbowały napłynąć i mnie obezwładnić. Nie miałam na nie ochoty ani czasu. Czas wykorzystywałam umiejętnie i skrupulatnie. W ogóle starałam się żyć bardzo umiejętnie i skrupulatnie. Nie marnowałam sekund, jedzenia, wody, prądu, opakowań, ubrań. Maksymalizowałam minimalizm. Minimalizowałam wszystko, co nie wiązało się z poszerzaniem wiedzy. Moim jedynym marzeniem było zostanie wybitną chirurżką.

Może pospieszyłam się z tymi włosami? - olśniło mnie. Z przerażeniem spojrzałam na pokrytą brązowymi puklami podłogę. Powinnam była na chłodno przekalkulować sytuację.

- To może pomóc ci w karierze, poszerzy możliwości - wymamrotałam, unosząc wzrok. Zawsze zamierzałam ciężko pracować. - Tego się trzymałam, trzymam i będę trzymać, ale jestem też dorosła i twardo stąpam po ziemi. Należy rozważyć, czy nie wykorzystać szansy i nie dopomóc własnej karierze. Czy kurwienie się jest łatwe? - Biłam się z myślami to na głos, to w głowie. Nie przestawałam obserwować przy tym swojej zdeterminowanej twarzy w lustrze. - Jesteś gotowa iść po trupach do celu, Julio - powiedziałam z mocą. Zacisnęłam żuchwę, a wtedy moją uwagę przykuła żyła biegnąca wzdłuż czoła. Nabrała błękitnego koloru. - Wystarczy tej bezproduktywności. - Zebrałam kudły i wyrzuciłam je do kosza. - Czas to pieniądz, a pieniądze są ważne. - Opuściłam łazienkę i podążyłam do biurka zasłanego grubymi medycznymi tomiszczami. - Oddałabym wszystkie pieniądze, by go zobaczyć - wyjęczałam. Głos mi zadrżał. Czasami obezwładniała mnie tak silna słabość, że z nią nie walczyłam. Nauczyłam się, że lepiej się jej poddać. To pozwalało mi szybciej wrócić do koncentrowania się na tym, na czym powinnam.

Położyłam więc przed sobą czystą kartkę i zaczęłam...

Drogi Nestorze,

to list numer tysiąc pięćset sto dziewięćset, którego nigdy nie dane Ci będzie zobaczyć. Jezu, jak ja strasznie za Tobą tęsknię. Chciałabym, żebyś mógł czuć to samo. Tak strasznie, okrutnie bym tego chciała, Nestorze. Zdaje się, że mam dzisiaj lekkie załamanie nerwowe. Wydarzyło się u mnie coś, co zupełnie przypadkiem uruchomiło lawinę różnych wspomnień. Jedno jest szczególnie przyjemne, nasza pierwsza wspólna noc. A może dzień, bo dochodziła trzecia nad ranem, kiedy zaciągnęłam Cię do łóżka. Wciąż czuję pod nosem nieziemski zapach Twojego ciała i wciąż nie mogę uwierzyć, że zdołałeś wziąć prysznic, choć byłeś skrajnie wycieńczony po sylwestrze z masą ludzi i tymi przeklętymi fajerwerkami. Pamiętasz, jak zarzekałeś się, że nie będziemy spać razem tej nocy, bo piłam alkohol? Łyk szampana, który pociągnęłam o północy, sprawił, że prawie ominęło mnie jedno z najlepszych wspomnień.

Kłóciłeś się tak długo o to, że alkohol to alkohol i że nie liczy się ilość, że gdy wreszcie się poddałeś, zasnąłeś w pięć sekund, a ja... Nigdy Ci nie zdradzę, że nie spałam od początku... Byłam świadoma, kiedy przylgnąłeś do mnie i niemal od razu zacząłeś się o mnie ocierać. Do dzisiaj zapiera mi dech w piersi, gdy tylko przypomnę sobie dziewicze doznanie, którego doświadczyłam, jak poczułam na pośladkach coś twardego. To było... Och, co to było! Co to ze mną zrobiło! Co to dalej ze mną robi! Gdybym mogła cofnąć czas do jednego jedynego momentu z przeszłości, możliwe, że wybrałabym właśnie tamtą chwilę. Pieściłeś się z pasją, bez pamięci, jak najlepszy kochanek... Aż nagle obudziłeś się, krzycząc na całe gardło "NIE!". Gwałtownie przewróciłeś się na plecy, a ja natychmiast odwróciłam się przodem do Ciebie. Boże, Nestor... Wyglądałeś, jakbyś zobaczył prawdziwego ducha. Miałeś szeroko otwarte oczy, ciało wyprostowane jak struna i sztywne na kamień, a kiedy dotknęłam Twojego policzka, prawie się poparzyłam. Byłeś rozpalony i tak przerażony, że zupełnie nie wiedziałam, co zrobić. Chciałam obudzić Floriana! Zamiast tego przytuliłam Cię i położyłam głowę na Twoim sercu. Waliło dziko, bałam się o Ciebie, dlatego wymamrotałam sennie:

- Nie śpisz?

Nie odpowiedziałeś od razu, ale wypuściłeś wstrzymywane powietrze i z każdą sekundą Twoje ciało rozluźniało się coraz bardziej.

- Śpisz? - rzuciłeś w końcu. Tym razem ja odczekałam chwilę, nim odpowiedziałam:

- Mówiłeś coś?

- Nie. Spałaś?

- Tak się złożyło - zażartowałam.

Kilka godzin później rzeczywiście spałam. Obudził mnie nagły ruch. To Twoje biodra ode mnie uciekły. Serce znów waliło Ci jak młotem. Byłam tak zmęczona, że nie potrafiłam zareagować z empatią i podejść do kłopotu subtelnie.

- Nes... - wydusiłam ciężko. Jednocześnie mocno się do Ciebie przytuliłam. W efekcie poczułam Twoje pobudzenie na własnym ciele. Bardzo głośno wciągnąłeś powietrze, bardzo. I nieco mnie to otrzeźwiło, bynajmniej jednak nie chciałam wstawać. Zacisnęłam palce na Twoich biodrach i przytrzymałam je stanowczo przy sobie. - Ćśśś... nic się nie dzieje - szepnęłam uspokajająco. - Śpij, skarbie.

Żadne z nas nie zmrużyło już oka, co nie? Oboje natomiast udawaliśmy, że jest inaczej. To był dobry krok, żeby się trochę oswoić. Musisz wiedzieć. To znaczy nie możesz wiedzieć, ale i tak napiszę, że mnie nie tylko oswojenie przyszło błyskawicznie, ja się wprost uzależniłam od tej ciężkiej, przepełnionej intymnością atmosfery.

Do dzisiaj chodziłam jak narkoman na głodzie. Ale to już koniec. Wyleczyłam się z nałogu przez to, co spotkało mnie kilka godzin temu.

Szykowałam pole operacyjne... Wiesz, dezynfekcja, zakładanie serwet. Ostatni ruch wykonywałam pochylona, a kiedy się wyprostowałam, w odbiciu lampy rozpoznałam głupiego doktora Sawczyszyna. To znaczy szowinista-szyna. Nie godzę się, by nazywać go doktorem. Równy konflikt czuję, wiedząc, że ten prymitywny, ograniczony pierdziel jest legendą z powodu swojej patriarchalnej, zatwardziale szowinistycznej postawy. Nie mogę zdzierżyć tego, że ludzie mają go za medycznego autokratę, Boga skalpela, wybitnego profesora. To zwykły pieprzony mizogin!!! Wyobraź sobie, powiedział mi dzisiaj, że mam dobre ręce! Masz pojęcie, jak się ucieszyłam? Za chwilę miałam asystować mu przy zabiegu, a on docenił moje ręce jeszcze przed operacją. Powinnam była zorientować się, że to zakrawa o cud... Nie zdążyłam nawet podziękować, gdy ten pajac dodał, że będę dobrą salową.

Grrr! Jestem taka wściekła, Nes! Wiem, wiem, wiem - trzeba mieć twardą skórę w tym zawodzie i ja ją mam. Dzielnie ignoruję aluzje, że kobiety nie nadają się do chirurgii. Jak raz powiedziałam na obchodzie, że będę chirurżką, ordynator i jego zastępca, również mężczyzna, parsknęli śmiechem. Inny lekarz nakazał mi nie kaleczyć języka polskiego. Znam swoje miejsce w szeregu, dlatego nie wyjaśniałam tym szowinistom, że jeszcze nie tak dawno temu zabawnie brzmiało słowo "studentKA". Obiecałam sobie natomiast, że tym bardziej stanę na głowie, by zostać wybitną, cholerną CHIRURŻKĄ!!!!! (P.S. Ty mnie nauczyłeś tego słowa. Nigdy wcześniej nie słyszałam go w tej formie, spodobało mi się). Mimo wszystko przepraszam za ten drobny akt feminizmu. Tak naprawdę wcale nie mam czasu na bycie feministką, pragnę po prostu leczyć ludzi. Tak bardzo, że w sumie bez różnicy, czy ktoś będzie nazywał mnie lekarzem czy lekarką. Wygląda na to, że daje o sobie znać moje wzburzenie. Bo... nie asystowałam przy zabiegu.

Ze stoickim spokojem znosiłam każdy głupi tekst, każdego głupiego dupka. Tylko nie ten jeden raz. Oskarżenie o dyskryminację wymsknęło mi się automatycznie. Jezu, Nes... Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się przestraszyłam. Serce mi stanęło. Mina Sawczyszyna była moim końcem. Spurpurowiał i nastroszył się jak gołąb.

- Nie dyskryminuję kobiet, po prostu znam ich ograniczenia - wycedził złowrogo. Był już w połowie drogi, żeby mnie roznieść, ale uratował/nie uratował mnie Jakub - student, który wtargnął nagle do sali operacyjnej i poinformował wprost, że chce asystować podczas operacji. Przez stres zupełnie nie kontaktowałam, ale kiedy ten się zgodził, ocknęłam się, strach wyparował. On się zgodził. Rozumiesz? Wiesz, jak czekałam na to asystowanie. Tymczasem prawie zeszłam na zawał zupełnie na marne. Powinnam asystować przy tej operacji. Należało mi się to. Jeśli nie za wysiłki, które we wszystko wkładam, to chociaż za to, że wytrzymałam najbardziej złowrogie spojrzenie największego szowinisty na świecie.

Nienawidzę Sawczyszyna, nienawidzę Jakuba i nienawidzę mężczyzn, którzy podziwiają i budują legendę tego okropnego człowieka. Nienawidzę także siebie. Za to, że też mogę to zrobić - będę mu klaskać, jeśli zechce. A na dowód tego, że mogę wyrzec się siebie, ścięłam włosy. Może mnie nie rozpozna, może nie będzie widział we mnie znienawidzonej kobiety, może... Ech, Nestor. Czasem boję się, że byłabym zdolna do wszystkiego, żeby zostać lekarzem. Mimo mojego marnego doświadczenia dałabym nawet dupy! Przy zamkniętych oczach można znieść dużo, prawda? Ha, a ja myślę, że mogłabym to zrobić i z otwartymi. Nie mam serca. Od dawna. Odkąd opuściłam Warszawę. A teraz jeszcze podejrzewam u siebie początki paskudnej znieczulicy. Wiem, że zostanę lekarką, nic mnie nie powstrzyma. Obawiam się jednak, że nie zostanę taką lekarką, jaką zawsze pragnęłam być - bez znieczulicy. Nie chcę bezlitośnie kroić pacjentów i beznamiętnie oznajmiać ich rodzinom, że nie udało mi się kogoś uratować. Chyba lepiej, jeśli nie zostanę chirurgiem dziecięcym...

Gubię się, Nestorze. Gubię się bez Ciebie i... Och, Boże, dlaczego ta tęsknota nie mija? Tyle lat, a ona wciąż pali żywym ogniem.

Twoja Julia

Bez serca

P.S. Nigdy nie przestanę Cię kochać.

P.S. 2 Naprawdę ścięłam włosy.

P.S. 3 Wspominałam, że nienawidzę tego, że dziewczyny uznają Sawczyszyna za przystojnego?

P.S. 4 Wcale nie mówiłam poważnie, że mogłabym się z nim przespać. Boże, za nic, przyrzekam.

P.S. 5

Skreśliłam ostatni wers, gdy zerknęłam na zegarek. Moje P.S. mogłyby nie mieć końca, więc musiałam wykazać się zdrowym rozsądkiem i na siłę odłożyć długopis. Tak zatem zrobiłam. A potem popatrzyłam na swoje dzieło i odetchnęłam z ulgą.

- No i świetnie - mruknęłam. - To była wyjątkowo dobrze zmarnowana godzina. I wyszło o wiele taniej niż psychoterapia! - Próbowałam przekonać samą siebie, ale prawda była taka, że natychmiast zaatakowały mnie wyrzuty sumienia. Raz, że nie powinnam sobie tego robić - rozpamiętywać. Dawno temu postanowiłam kreować się na dojrzałą, niezależną, pewną siebie i silną kobietę...

Dwa, że miałam obowiązki. Musiałam też naprawić skutki swojego chwilowego załamania. Na szczęście byłam niezła w nadrabianiu strat. W najgorszym wypadku mogłam zrezygnować ze snu, lecz na razie nie widziałam takiej potrzeby. Pozostawałam do perfekcji zorganizowana. Studiowałam na czwartym roku, a przerobiłam już nie tylko materiał z piątego, ale także dziesiątki książek z wąskiej specjalizacji. Cały czas pracowałam zdalnie w firmie Pan Końcówka. Pełen etat ogarniałam w maksymalnie trzy godziny dziennie. Wiele zadań wykonywałam, jedząc, myjąc zęby, siedząc na kiblu, jadąc autobusem, przechodząc z punktu A do punktu B. Coś takiego jak życie towarzyskie nie istniało. Byłam do bólu antyspołeczna. Bałam się jakiejkolwiek relacji z kimkolwiek. Na pierwszym roku, który robiłam po raz drugi, tyle że w Bydgoszczy, musiałam mocno zaciskać zęby. Nie zapytałam wówczas nawet o imię dziewczyny, z którą mieszkałam w jednym pokoju. Siedmiu innych osób zajmujących pozostałe pomieszczenia również.

Teraz miałam własne lokum. Maleńkie, brzydkie, nie za czyste, bo sprzątanie nie znajdowało się na liście moich priorytetów, i w zasadzie przypominające piwnicę. Koszt wynajmu był adekwatny, dlatego nie żałowałam żadnej złotówki, którą na nie wydawałam. Poza tym właśnie na prywatność i komfort pracowałam. Wolałabym nie mieć co włożyć do ust, niż musieć z kimś dzielić mieszkanie.

2

Julia

Oderwałam wzrok od książki, żeby zerknąć na szyld zakładu fryzjerskiego. Witryna zdecydowanie wyglądała jak nie z tych czasów. Dobrze trafiłam. Wróciłam do śledzenia tekstu. Pchnęłam drzwi, uniosłam wyżej stopę, w razie gdyby istniał jakiś próg, doczytałam jeszcze linijkę i dopiero wtedy rozejrzałam się po wnętrzu. Starszy mężczyzna jakby zamarł z miotłą w ręku. Gapił się na mnie dziwnie i intensywniej, niż było to właściwe.

- Dzień dob... - chciałam się przedstawić i poinformować, że przyszłam na cięcie, choć to wraz z ceną uzgodniłam już podczas rozmowy telefonicznej, facet jednak nie dał mi dojść do słowa.

- O mój Boże. A cóż to za armagedon cię spotkał, dziecko drogie?! Jak długo żyję, czegoś takiego... - Fryzjer nie przestawał nawijać, ale ja ogłuchłam w momencie, w którym wypowiedział jedno konkretne słowo. Armagedon. Słowo, którego nie słyszałam od kilku lat, a które teraz rozszalało się w moim umyśle i odbijało echem. Słowo, które sprawiło, że cała zesztywniałam, nie mogłam się ruszyć. Słowo, które było niczym zaklęcie. Poczułam się, jakbym cofała się w czasie. Do pamiętnego sylwestra - dnia, w którym może nie zrozumiałam definicji armagedonu, ale ten w jakiś sposób został wtedy zapoczątkowany...

- Pamiętasz, jak wspomniałem, że to będzie wystrzałowy sylwester? - zapytał Nestor.

- Mhm... - potwierdziłam niepewnie. Przecież zażegnaliśmy już ten cały armagedon...

- No więc miałem na myśli to, że... - urwał, by westchnąć. - Muszę być blisko Floriana, bo... Armagedon dopiero przed nami...

- Halo, halo? - Głos Nestora zamienił się w jakiś obcy głos. Następnie zobaczyłam przed oczami pomarszczoną dłoń. Cofnęłam się o krok, aby zorientować się, że fryzjer macha mi przed nosem. Zamrugałam, nie mogąc uwierzyć, że tak dałam się porwać wspomnieniom.

Nie obchodziło mnie, jak brzmi słownikowa definicja armagedonu. Byłam kimś, kto doświadczył go na własnej skórze. Miałam wszelkie prawo wiedzieć, że armagedon to nie jest jakaś szybka katastrofa, po której nadchodzi błogi koniec. To długa, nieznośnie powolna, niekończąca się droga, w wyniku której życie traci wszelkie barwy. To pojedyncza kropla drążąca skałę. Kulka, która toczy się i toczy, przybierając coraz większe rozmiary. To seria zdarzeń, które łączą się i powodują totalne zniszczenie, a człowiek dalej oddycha, jego serce bije, mózg pracuje, choć wszystko boli. Na początku mogą pojawiać się rzadkie oznaki, że cierpienie kiedyś minie. Po kilku latach godzi się ze świadomością, że to będzie nieustająco bolało do końca życia. W każdej sekundzie, każdego dnia...

- Wie pan co? - Cmoknęłam. - Nic pan nie wie o armagedonie. Jeśli to - wskazałam na swoje włosy - przypomina panu armagedon, to...

W dupie pan był i gówno widział.

- Niewiele pan jeszcze wie o życiu - dokończyłam. Facet wybuchnął gromkim śmiechem, a ja się wzdrygnęłam. Nie przyszłam się tu zaprzyjaźniać. Nie chciałam się uśmiechać do nikogo, do tego mężczyzny też nie, mimo że wyglądał na serdecznego człowieka. Wkurzyłam się, bo jednak udało mu się wywołać mój uśmiech. A może to wspomnienie głosu Nestora to sprawiło? Nieważne. Z całą pewnością pragnienie przytulenia Nestora spotęgowało teraz złość. W tym momencie postawiłam sobie za punkt honoru, by jej po sobie nie pokazać.

To twój problem, Julia. Wyciągnij wnioski na przyszłość, a teraz zachowaj klasę.

- Poczułem się jak młodzieniec i jest to tak wspaniałe i niebywałe uczucie, że naprawię uroczej pani ten armagedon...

NIE POWTARZAJ TEGO SŁOWA!

NIE MASZ PRAWA GO WYPOWIADAĆ!

- ...na koszt firmy.

O. No to zupełnie inna gadka.

Halo, Julka, uśmiechasz się.

- Bardzo miło z pana strony, ale nie mogę się zgodzić. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nie będę zbyt rozmowną towarzyszką. Muszę popracować.

Gdy tylko zajęłam miejsce, wyjęłam laptopa. Sześć maili później mogłam zapłacić za usługę.

- Nawet pani nie spojrzała w lustro - zauważył fryzjer.

- Rzeczywiście - potwierdziłam, zgarniając od niego resztę. Dalej nie byłam ciekawa efektu. - Dziękuję, do widzenia.

Młody człowieku - prawie zażartowałam, upomniałam się w ostatniej chwili i zamiast wymieniać się uprzejmościami, wyjęłam książkę.

- Do widzenia... - w głosie mężczyzny usłyszałam zawód, jednak zapomniałam o tym wraz z opuszczeniem salonu. No, przynajmniej chciałam zapomnieć. A także wrócić i przeprosić za swoje zachowanie. Od tego pomysłu wybawił mnie telefon od przyjaciela. Hektor to jeden z niewielu ludzi, przy których opuszczałam gardę. Dzwonił do mnie raczej za często, ale lubiłam to. Lubiłam rozmawiać o Nestorze. Lubiłam wszystko, co dotyczyło Nestora.

- Cześć, Heks - przywitałam się, chowając książkę. - Jeśli chcesz wiedzieć, czemu wrzuciłam cię w kopię maila, to tylko po to, żebyś zadzwonił o to zapytać.

- No hej, Julka! - Roześmiał się. - Od razu zrozumiałem aluzję. Co tam?

- Włącz kamerkę, to zobaczysz - zaproponowałam. Po chwili jego przekleństwo poniosło się wzdłuż i wszerz osiedla, które przemierzałam. Sama miałam ochotę rzucić wulgaryzmem, bo właśnie ujrzałam swoje odbicie. Szok odmalował się na mojej twarzy. Byłam o kilka centymetrów od posiadania łysej głowy i nie wiedziałam, co o tym myśleć. - Nie wierzę w to, co widzę! Gdzie twoje włosy?

- Moje świętej pamięci włosy znajdują się najpewniej na dnie kosza u męskiego fryzjera. Więc tak, wyobraź sobie, że ja jeszcze za to zapłaciłam. Jak wyglądam?

- Nie wiem. Niecodziennie. Dobrze. Jezu, nie wiem, Julka. Kocham długie kudły, nawet jeśli się wkurwiam, kiedy sprzątam je z tapicerki, ale... Ty masz jednak tak piękną buźkę, że chyba podobałabyś mi się i goła jak kolano. Ja pierniczę. Serio, to najbardziej szokujące, co mnie ostatnio spotkało!

- Ciebie? - parsknęłam. - To mnie to spotkało.

- Coś się za tym kryje?

- Takie tam drobne załamanie. Mężczyźni mają łatwiej.

- Powiedz to Nestorowi. Dalej nikt go nie lubi, jest kompletnie sam w tej Warszawie.

Nie mówił niczego, czego bym nie wiedziała. Byłam na bieżąco ze wszystkim. Nestor nie miał przyjaciół, za to miał wybitne wyniki w nauce. W tej kwestii byliśmy jak dwie krople wody.

- Jak odwiedziny? - przeszłam wreszcie do kluczowego pytania. Chciałam zobaczyć Nestora chociaż oczami jego brata.

- Trudno powiedzieć. Olałem swoje studia, żeby do niego pojechać, a on nie miał dla mnie czasu. Pisał kolejny artykuł.

- Nie mogę się doczekać, żeby go przeczytać.

- Nuuuda - wybuczał, rozbawiając mnie. - Oboje jesteście tak nudni, aż boli. I wiesz co? Sprzedałbym nerkę, by zobaczyć was w łóżku.

- Hektooor... - wyjęczałam zażenowana.

- Nie no, serio, zachodzę w głowę, czy mógłbym zobaczyć coś bardziej dziwacznego - nie przestawał żartować.

Przypomniał mi tym samym o wścibskiej Kai, która swego czasu błagała mnie o pikantne szczegóły. Mawiała: "Wy pewnie jesteście święcie przekonani, że uprawiacie seks, podczas gdy w rzeczywistości na bank robicie coś całkiem innego. Nawet sobie wyobrazić nie umiem, jak daleko jesteście od seksu". Cóż... W sumie nie wiedziałam, jak smakuje orgazm. Mimo że nie doświadczyłam go podczas pierwszego razu, podobało mi się w nim wszystko. Dla Nestora natomiast nasz pierwszy raz okazał się koszmarem. Miałam nieprzyjemność podsłuchać, gdy zwierzył się Florianowi. Kaja mogła mieć zatem trochę racji. Może nic nie wiedziałam o dobrym seksie.

- W ogóle pokazałaś mu się w nowej fryzurze? - Hektor przypomniał mi, że jestem na linii.

- Nie, dopiero wyszłam z salonu.

- Zadzwonisz do niego na kamerce?

- Nie, oczywiście, że nie. Zaraz zrobię zdjęcie, wywołam je w Rossmanie i wyślę mu pocztą tradycyjną. - To był nasz wyjątkowy sposób komunikacji. Czy ktoś tak jeszcze robił? Wątpiłam. Czasem... Codziennie chciałam do niego zadzwonić, ale Nestor nauczył mnie, by tego nie robić. Wystarczyło, że w pierwszym tygodniu po mojej wyprowadzce nie odebrał ode mnie ani jednego połączenia. Chwilę później dostawałam esemesa z głupim pytaniem: "Dzwoniłaś?".

A jak ci się wydaje, kolego, dlaczego masz nieodebrane połączenie? - myślałam za każdym razem, zanim się poddałam. W sprawach pilnych, których praktycznie nie było, wymienialiśmy się esemesami. Do pozostałych mieliśmy sprawdzone staroświeckie metody.

- Jesteście powaleni, Julka.

- Zgoda - mruknęłam.

- Powinniście żyć razem jako para ekscentrycznych naukowców. Przecież wy i tak nie potrzebujecie do szczęścia prokrastynacji.

- Nie stać mnie na zrobienie tego, co Klaudia.

- Wiem, Julka, sorry.

- Nie szkodzi, łobuzie. Powiedz lepiej, jak ci poszło kolokwium.

- Nuuudziaaaraaa!!! - krzyknął. Potraktowałam to jako komplement. W żadnym wypadku jednak nie uważałam tego, czym się zajmowałam, za nudne.

Zawsze gdy wchodziłam do szpitala, czułam całym sercem, że to moje miejsce. Medycyna była moim powołaniem.

Jak na kogoś, kto przeciął swoje życie na dwie nierówne części: "Nestor" i "po Nestorze", i obiecał sobie, by trzymać się wyłącznie tej drugiej, wyjątkowo często tkwiłam w tej pierwszej. Dzień jak co dzień i tak od kilku lat...

Ech...

Kolejny już raz miałam zajęcia kliniczne na oddziale ginekologicznym, dlatego nie dziwiło mnie grupowe badanie, które za pierwszym razem wywołało u mnie olbrzymie oburzenie. Dzisiaj cechował mnie profesjonalizm. Czułam się zupełnie dobrze, sprawdzając poszytą i zakrwawioną pochwę kobiety, która z użyciem kleszczy urodziła w nocy siłami natury. Beznamiętnie przeniosłam spojrzenie od jednego krocza świeżo upieczonej mamy do drugiego i trzeciego, a potem wraz z zespołem lekarzy w ramach porannego obchodu podążyłam do kolejnej sali. Leżące na łóżkach kobiety bez gadania podciągały koszule i rozsuwały kolana.

A ja co robiłam zamiast notować?

Myślałam o tym, jak krępujące były zajęcia w prosektorium na pierwszym roku, kiedy asystent obniżył prześcieradło i odkrył przed grupą genitalia naszego truposza. Szacunek do zmarłych, którzy oddali nam swoje ciała do celów naukowych, objawił się w ciszy. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie doświadczyłam równie cichej ciszy...

Bałam się choćby drgnąć, żeby nie być tą, która ją brutalnie zniszczy, ale tak bardzo, bardzo chciałam zobaczyć twarz Nestora, że od zezowania później przez tydzień bolały mnie oczy.

Jak ja pragnęłam mieć teraz u boku Nestora. Ilekroć mrugałam, widziałam jego biały kitel kontrastujący z purpurowymi policzkami.

Upomniałam się wreszcie i skoncentrowałam w pełni, ale po powrocie do domu dalej katowałam się wspomnieniami...

- Jak ci się podobały dzisiejsze zajęcia? - zapytałam Nestora od razu po wyjściu z prosektorium.

- Które?

Rozśmieszył mnie. Nie mieliśmy dzisiaj jeszcze innych zajęć.

- Te, na których omawiany był gruczoł krokowy męski. Wiesz, prącie, jądra, najądrza, nasienio... - nie dokończyłam, bo Nestor zamknął mi usta pocałunkiem. Zupełnie mnie zszokował. Nie całowaliśmy się, odkąd postanowiliśmy tego więcej nie robić. Minęło jakieś siedemdziesiąt osiem dni, nie żebym liczyła...

I tak w jednej sekundzie podałam w wątpliwość swoje plany, a nadzieja, że nie wszystko stracone, wjechała we mnie niczym buldożer. Musiałam kuć żelazo, póki gorące. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie spróbowała jeszcze raz upewnić się w tej kwestii.

Napisałam liścik, jak tylko zajęliśmy miejsca w sali wykładowej.

Drogi Nestorze,układ naczyń, mięśni i struktur jamistych był fascynujący, zwłaszcza gdy prowadzący szczegółowo omówił funkcje seksualne. Mechanizm działania erekcji jest teraz dla mnie niezwykle obrazowy. Ciekawa jestem Twojego zdania. Jak uważasz?Julia

Niepewnie przesunęłam wiadomość w bok, w zamian otrzymałam natychmiastowy wyrzut adrenaliny. I przeciągłe spojrzenie. Nie miałam odwagi choćby się ruszyć, ale wiedziałam, że chłopak od trzech atlasów intensywnie patrzy na mój profil.

Potrząsnęłam głową, wyrywając się ze wspomnień. Wcale nie skończyłam się nimi katować. Po prostu musiałam na moment skupić się na odnalezieniu w wielkim pudle odpowiedniej karteczki.

- Mam.

Droga Julio,uważam, że bardzo wyraźnie przekroczyłaś granicę przyzwoitości, dzięki czemu mogę pozwolić sobie zrobić to samo. Mechanizm działania erekcji był mi dobrze znany przed zajęciami. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym wcześniej nie wiedział. Znacznie bardziej ciekaw jestem następnych zajęć, na których obejrzymy przekrój poprzeczny miednicy kobiecej, ale jeśli naprawdę chcesz znać moje zdanie, to uważam za zbyteczne omawianie funkcji seksualnych na grupowych zajęciach wydziału lekarsko-DENTYSTYCZNEGO! Za to w parach? Jak najbardziej...Z wyrazami szacunku,Nestor

- Dlaczego, Nestorze? - Gadanie do siebie opanowałam do perfekcji. Miałam więcej przegadanych godzin z samą sobą niż z kimkolwiek innym... - Dlaczego chciałeś znów się ze mną kochać? Jak mogłeś być gotowy powtórzyć coś, co tak bardzo ci się nie podobało? Nie byłeś taki sam jak Florian, więc dlaczego pomyślałeś, że możesz działać w zgodzie z jego maksymą? Z zamkniętymi oczami można znieść wiele... Ale ani ty, ani ja nie dalibyśmy rady robić tego do końca życia. Tak jak Florian i Klaudia... Wielu przykrych wspomnień nigdy nie zdołam wyprzeć z pamięci. Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałabym zapomnieć o bólu w twoich oczach, kiedy przypadkiem odkryłeś, że oni ze sobą sypiają, lub gdy spadła na ciebie bomba w postaci ciąży Klaudii czy ich zaręczyn. Że o ślubie nie wspomnę.

Zamknęłam moje pudło skarbów, przejechałam z namaszczeniem po wieku, a potem chwyciłam papeterię i zaczęłam kreślić list do Nestora.