NIEPOKARANÓW
1
Markiz Maksymilian Kolbe. Jego najbardziej znana
Maksyma głosi, że radykalne Dobro pogłębia Ślady
Radykalnego zła. Maksym Markizylian - Kolbein?
Tego roku Ostatnie Zimowe Seminarium poświęcę
Związkom Jego Istnienia z Dobieństwem: Kolbein
2
Dobieniec, i kto by na to wpadł? Philippe Maxence
twierdzi, że odległość między dobieństwem a praw-
dopodobieństwem - da się przeliczyć: w Kolbikach.
Wierzyć mu? Zachęcać własnych magistrantów, by
udali się na seminaria, z historii matematyki? - Nie
3
jestem pewien, nie wolno mi uczyć prawa Kolbego
przed jego ostateczną ewaluacją. Na Boga. Pracuję
przecież w Warszawie, a nie w Woli Paryskiej. Na
odległość jednego kolbika odsuwając się od podań
i Interpelacji, jaką dasz mi Gwarancję, Zosiu, że -
4
nie mylisz Izraeliki z Islamiką? Judaiki z Jezuiką?
Sporą? Nie dałbym Ci wiary. Bo gdybym zasypał
Uniwersytet Warszawski przez pomyłkę islamika-
mi, nie ocaliłoby mnie nawet niedoszykowane, do
dzisiaj, prawo Kolbego. Uniwersytet w Jenie, "Je-
5
no, wyjmij mi z tych oczu". Markiz Maksymilian
aż do dzisiaj nazywany bywa Alfredem Hitchcoc-
kiem języka wartości, Stanleyem Kubrickiem reli-
gii. Nazywa go tak loża, do której jednak nie przy-
należę, ale w której, incognito, wizytuję. "Nur ein
6
Kolbe?", pytają w wejściu, aby sprawdzić Gościa.
"Kolbein", odpowiadam odruchowo. Niemal zaw-
sze. "Uniwersytet Warszawski jako Uczelnia Nie-
pokalanej", pamiętam sprzed lat tytuł podobnego
Licencjatu. Cóż za nonsens? Rektorem musiałaby
7
zostać Dziewica. Uniwersytet Warszawski raczej
jest pierwszym miesiącem Roku duszy Stefana
Georgego. Kolbe przychodzi dopiero: w Drugim
Miesiącu - jako oferta Drugiej Przestrzeni: "gdy
Cię pocałuje - policz, czy masz wszystkie zęby"
8
(tak wyzłośliwiają się na jego temat studenci z
uczelni prywatnych, choćby i z salonu wszech-
nauk "Gdy zachód szarzeje": "Kolbein nie sza-
rzeje", odpowiadam im szybko, każę im się ro-
zebrać i rozpruwam im głowy latającą szpadą).
9
Uchwały - publikacje i prapublikacje Uniwer-
syteckiego "Monitora". Obawiam się, że Usta-
wę o długości Wiersza Frauenlob podpisałem
przez pomyłkę nazwiskiem Kolbe i adnotacją:
"Jezu języka, ufam tobie". Stworzyłem niniej-
10
szym przez nierozwagę zarządzenie o konsek-
wencjach modlitewnych - każdy lingwista po-
wie ci, że nie język kłamcy spoczywa w ciele
prawdomównego, ale odwrotnie - ciało (a ra-
czej: wiele ciał wielu ludzi prawdomównych)
11?
spoczywa w jednym języku kłamcy. Nazywa-
my to chorobą Kolbego: "niepokorowiskiem"
mowy, Alzheimerem kaznodziejstwa, komp-
*
leksem Edypa
poetów.
NIEPOKORA
1
Nie dasz wiary, czym się Zająłem. Uważnie przyg-
lądam się Ciału biskupa łomżyńskiego. O ile tylko
się nie Mylę, to Mikołaj Sasinowski, mądry brunet
(świadczy o tym m.in. Ciemny Szampon Nieba: w
każdym jego Odbiciu: tak zwany Niemęski Epilog
2
Burzy). W materii bezrozumnych przesądów: Cia-
ło katolika daje równie wiele Możliwości, co: Cia-
ło protestanta, a nawet co: Ciało żyda. Powód jest
prosty: nie bez głębszego zrozumienia Papieskie i
Biskupie Ciała traktowane są w pewnym sensie -
3
jako Sabotaż Genetyczny, dziecinny Szantaż Reli-
gii Naturalnych. W katolicyzmie istnieje wszakże
tylko jeden Przykaz - spuścić Słuch do Miednicy
Wszelkiego Dźwięku, nawet jeżeli cała przewlek-
ła historia miałaby się zakończyć Plaskiem spada-
4
jących na dno studni - Po-śladków. Ten Plask nie
daje mi spać w nocy. Za dnia: ostatecznie określa
moje kryzysy twórcze, zanieczyszczając Muzykę
Drugiej Przestrzeni. Nic dziwnego, że w niedługi
czas później muszę szamotać się z - fatamorganą:
5
delikatne Stopy Mikołaja Sasinowskiego przypo-
minają mi Ręce - ale nie tyle samej Kaliny Jędru-
sik, co kalin matronalnych, półżydowskich - Goł-
dy Tencer, być może? I cóż w tym, tak naprawdę,
dziwnego, skoro ciało Katolika to - Ozimina rasy
6
ludzkiej, pora roku zero, Ciało zaś: Gołdy Tencer
(czy Kaliny Jędrusik) to pora roku ujemna, praw-
dziwe kabalarstwo, istny mezalians liczb: na Wy-
ciągnięcie Ręki. Do czego zmierzam? Chyba (na-
de wszystko) do tego, że nawet - najokazalszego
7
owocu nie da się dostrzec - w gęstych a ciężkich
plonach? Krótko mówiąc - Mszę w Notre Dame:
Poranną: mogła dziś nad ranem odprawiać Sama
Jędrusik, i tak cztery piąte Kościoła dojrzy przed
ołtarzem... francuskiego Sasinowskiego - i Nap-
8
rostuje resztę. Powiem to: otwarcie. Pisząc, chcę
widzieć Jędrusik przed swoim ołtarzem. Natural-
nie, jak każdy - szukam nauczycielki i mistrzyni,
pomimo wszystko, najbardziej liczą się dla mnie
jednak: Święte Wyrazicielki Liturgii Samotności.
9
Wyrazicielki. Liturgii. Samotności - podkreślam,
tak? Nie - Bachantki (żeby nie było - Nieporozu-
mień ani Nieporosumień). To jasne - mogę także
czuwać nad ciałem Sasinowskiego, a następnie -
napisać łomżyńsko-warszawskie Finnegan's Wa-
10
ke: zostałem stworzony także do prostego Minist-
ranctwa i - przemijającej urody elementarnej pos-
ługi. Nie mylmy jednak pojęć, ocalałem poprowa-
dzony po śladach nielicznej Reszty, przymuszony
zostawić Większość: za swoimi wąskimi plecami.
11
Jeśli kiedykolwiek zbuduję parafię, muszę pamię-
tać, że buduję na skałokruszu i skałoczepach - do
pewnego stopnia tak niepewnie, jak pastor Tomas
Ericsson - z Gości Wieczerzy Pańskiej Bergmana.
Zaprawdę powiadam Wam - bielszy się stanę nad
12?
najjaśniejszy Szampon Najciemniejszej Królowej
Nieba i Ziemi, nieważne, czy nazywać ją - Gołdą
*
Tencer, czy: miko-
łajemsasinowskim.