Wstęp
Patrząc na pustą kartkę, na której mają się pojawić obrazy przeszłości
-?rekonstrukcje w oparciu o już istniejące ustalenia i własne
przemyślenia -?autor zadaje sobie szereg pytań. Gdzie zacząć opowieść o historii i kulturze Chorwacji? Czy zacząć ją na początku dziejów, kiedy
wszystko pozostaje owiane tajemnicą, i pójść najbardziej oczywistą z dróg -?zgodną z chronologicznym porządkiem rzeczy? Czy może
skoncentrować się na problemach, a chronologię im zwyczajnie
podporządkować?
Oto dylematy, na które nie ma prostych odpowiedzi. Czytelnicy syntez
dziejów narodowych, w tym autor niniejszego opracowania, często
narzekają, że pisarze monografii takowych ulegają dwóm pokusom. Pierwsza
wypływa z dyktatury dat nad problemami, druga zaś z pragnienia
podporządkowania całej rzeczywistości przeszłej -?historii politycznej.
Nie sposób uciec od tych problemów. Konflikty, prowadzone wojny,
zawierane pokoje, przeliczanie ofiar są zawsze istotniejsze od życia
codziennego, od twórczości artystycznej, od odkryć, od ducha czasów.
Dlaczego? -?nie wiadomo. Być może dlatego, że zdarzenia polityczne
zwykliśmy traktować jako przełomy. To one najbardziej dynamizują
rzeczywistość, zmieniają jej kształt. W mniejszym stopniu na politykę
wpływa kultura żywienia niż odwrotnie. Wystarczy pomyśleć o losie
jednostek w czasach konfliktów zbrojnych. Twórczość artystyczna zaś nie
zależy tylko od ducha czasów, od indywidualnych przełomów myślowych, ale
w znacznym stopniu kształtuje się za sprawą polityki. Przełom
renesansowy na Zachodzie, który dał silny impuls rozwojowy dla
cywilizacji Europy i wyposażył ją w prestiż odczuwany do dzisiaj, mógł
się narodzić tylko w warunkach napięcia między kulturą powstającą w ośrodkach religijnych i świeckich. Literatura barokowa mogła się
ukształtować tylko w atmosferze sporu z protestantami i przewartościowań
w polityce potrydenckiej. Tendencje nowoczesne mogły się narodzić tylko
w schyłkowej fazie wczesnego kapitalizmu i ekspansji egalitaryzmu. To z kolei powołało do życia sceptycyzm w sztuce czy wręcz katastrofizm.
Sztuka nieprzedstawiająca, a następnie postmodernizm -?w czasach
zakwestionowania prawd absolutnych. Przykłady można mnożyć.
Od chronologii też nie można uciec. Opowieść będzie więc uporządkowana,
ale chronologia nie jest celem samym w sobie. Każdej epoce będę się
starał nadać jakiś ogólny sens lub sensy, a porządek chronologiczny
będzie mi służył do ich wyjaśnienia. Nie jest moim celem rekonstruowanie
dat i przebiegu bitew czy powstań ani katalogowanie dzieł architektury
czy pisarzy. Nie zamierzam również wyliczać władców ani koncentrować się
na latach ich panowania. Będę to robił tylko wtedy, jeśli będzie to
konieczne dla opowieści, jeśli wskrzesi to jakiś obraz z przeszłości,
wreszcie -?jeśli przełoży się to na ogólny sens dziejów narodowych.
Opowiedzieć przeszłość to znaczy stworzyć narrację, a narracja
odpowiada linearnemu przebiegowi zdarzeń, które muszą być logicznie
powiązane. Coś musi z czegoś wynikać, coś musi przez coś innego być
uwarunkowane. Choć taki schemat wydaje się oczywisty, to tworzy szereg
zagrożeń. Bo przecież związki logiczne między zdarzeniami przeszłymi nie
zawsze z siebie jasno wynikają (niektórzy śmiało twierdzą nawet, że nic
z siebie nie wynika, a język dopiero porządkuje chaos danych). A ustanowienie jakiejś relacji ma zawsze poważne konsekwencje dla całej
opowieści. Widać to szczególnie wtedy, gdy porówna się średniowieczne
roczniki z kronikami i powstającymi historiami w nowoczesnym sensie.
Pierwsze podają ważne zdarzenia, ale nie ustanawiają (jeszcze) między
nimi relacji. Te drugie, tworząc opowieści, łączą zdarzenia. Ponieważ
jednak opowieść ma swoje reguły, którymi rządzi pisarz / kronikarz, więc
dobór wydarzeń -?i szerzej: związki między faktami -?bywają im
podporządkowane. Opowieść, wraz z jej fabularnym zamknięciem (w przeciwieństwie do roczników, które nagle się urywają), wydaje się
idealnym wyrazem porządku i spójności. Narodziny narracji łączą się -
jak zauważył Hayden White -?z ustanowieniem pewnego centrum
geograficznego, jakiegoś silnego ośrodka władzy i związanych z nim norm.
Kierują one decyzjami narratora o przesianiu rzeczy ważnych od
nieważnych. Centralną zasadą organizującą znaczenie dyskursu jest
państwo / naród. Gdy już ów punkt odniesienia zostanie ustanowiony,
czyli gdy ukonstytuuje się podmiot dziejowy, wówczas fakty, zdarzenia i postacie pochodzące z różnych porządków niemal automatycznie wpisują się
w zadany horyzont znaczeń.
Jednak egzystencja każdej wspólnoty -?w tym narodu -?jest bardzo
skomplikowana. Można ją sobie wyobrazić jako rzekę płynącą z jakiegoś
źródła do jakiegoś celu. Tym celem jest zawsze autonomia lub wolność
narodowa. Ponieważ historia Chorwacji jest nadzwyczaj skomplikowana,
należy więc mówić o niej, jak o rzece z wieloma dopływami. Żeby
zrozumieć główny bieg, należy również zdać sobie sprawę z rozlicznych
dopływów. Ostatecznie włączają się one w dorzeczu w główny nurt,
współtworzą go, nadają mu określony charakter -?ten charakter, który
wyniosły ze swojego małego źródła. Opowieść o Chorwacji jest więc
opowieścią o głównym biegu rzeki wraz ze wszystkimi dobiegającymi do
niego strumieniami.
A kompleksowość historii Chorwacji -?jej dorzeczy i głównego nurtu -
wynika z kilku powodów.
Po pierwsze, współczesna Republika Chorwacji obejmuje terytoria, które
przez wieki należały do różnych bytów politycznych. Średniowieczna
Chorwacja -?powstała w IX wieku w Dalmacji, na wybrzeżu Adriatyku -?choć
w 1102 roku formalnie straciła suwerenność, zręby swej państwowości
pielęgnowała z pietyzmem w ramach Królestwa Węgier, które od 1526 roku
stało się częścią monarchii habsburskiej. Nadmorska część Dalmacji,
mocno zakorzeniona w starożytnych civitatis, od IX wieku weszła pod
zwierzchność Bizancjum, od XII stulecia królów węgiersko-chorwackich, a od początku XV wieku do wieku XIX pozostawała pod panowaniem Republiki
Weneckiej. Następnie przeszła w ręce Habsburgów, potem Jugosławii, aż
wreszcie, po roku 1990, współczesnego państwa chorwackiego. Dalmacja
kontynentalna -?długi pas ziem wzdłuż wybrzeża, który przed 1102 rokiem
był ośrodkiem państwa chorwackiego -?w XV wieku została włączona do
Imperium Osmańskiego i pozostawała w nim do XVII stulecia. Podobnie było
ze Slawonią, północno-wschodnią częścią dzisiejszego państwa, która
została wyzwolona spod władzy tureckiej po pokoju karłowickim w 1699
roku. Istria była rozdarta między Habsburgów a dożów weneckich. Z kolei
mała, ale bogata Republika Dubrownicka była formalnie niezależna aż do
jej likwidacji przez Napoleona, choć swój pokój zawsze sowicie
opłacała.
Chorwacka kultura powstawała w wielu centrach, stąd jej najbardziej
wyrazistą cechą jest regionalizm. Zdeterminował on chorwacki etnos już
od momentu pojawienia się w nowej ojczyźnie. Czym innym było bytowanie
nad ciepłym morzem, a czym innym na północy, w klimacie kontynentalnym i w zupełnie innym krajobrazie, już to pagórkowato-wyspowym, już to
równinnym. Warunki klimatyczne wpłynęły na kulturę. Nadmorskie położenie
sprzyjające życiu, a także zachowana ciągłość kulturowa od antyku dały
większą szansę na jej rozwój niż chłodna północ czy nieprzystępny obszar
przejściowy Dalmacji kontynentalnej, w której powstawało średniowieczne
państwo chorwackie. Nałożyły się na to wpływy cywilizacyjne. Chorwacki
etnos znalazł się na autentycznym pograniczu rozpadającego się Cesarstwa
Rzymskiego, na którego zgliszczach ukształtują się dwa skonfliktowane ze
sobą warianty chrześcijaństwa -?rzymsko-łaciński i grecko-bizantyński. W wiekach średnich rozwój kultur regionalnych został nieco stłumiony przez
uniwersalizm średniowiecznego myślenia. Choć architektura mogła mieć
swoje odmiany regionalne: karolińskie, romańskie czy gotyckie, choć
mogła się rozwijać w różnym rytmie (nad morzem szybciej, w głębi lądu -
wolniej), choć mogła być pod wpływem budowniczych z południa Italii czy
regionów naddunajskich i alpejskich, to mimo wszystko reprezentowała
pewien wspólny mianownik. Podobnie było z piśmiennictwem, malarstwem czy
rzeźbą.
Po drugie, dzisiejsza Chorwacja odpowiada krainom historycznym, które
nie tylko przez wieki były częścią różnych organizmów politycznych, ale
podlegały wpływom różnych cywilizacji. W jednych regionach zegary
wybijały renesans i barok, w drugich czas płynął zgodnie z rytmem
średniowiecza. W jednych językiem urzędowym był niemiecki, w innych
węgierski, a w jeszcze innych -?włoski i turecki. Ale we wszystkich
posługiwano się w piśmiennictwie jednocześnie językiem chorwackim -?w jednym z kilku jego wariantów. Niektóre regiony łączyła siłą rzymskiego
autorytetu łacina. Niektóre, jak Bośnia, były trwale poza jej wpływem. W niektórych Chorwaci stykali się z ludnością romańską, w innych -?z węgierską, serbską i turecką. Katolicyzm, który stał się siłą łączącą -
i ostatecznie zintegrował Chorwatów, wcielając ich w obręb świata
zachodniego -?spotykał się na pograniczach z prawosławiem i islamem, a przez pewien czas również z protestantyzmem. Miał więc siłą rzeczy różne
odcienie. Pobożno-ludowy na ziemiach zajętych przez Osmanów,
intelektualno-humanistyczny w dalmatyńskich komunach miejskich,
"barokowy" na ziemiach habsburskich.
Chorwacja jest jedynym miejscem, gdzie kultura słowiańska wchłonęła
rodzimą tradycję romańską i antyczną (Dalmacja). Chorwacja jest jedynym
miejscem, gdzie zetknęły się trzy wielkie ludy europejskie -?romańskie,
germańskie i słowiańskie (Istria). Chorwacja jest jedynym miejscem,
gdzie łacina była językiem urzędowym aż do połowy XIX wieku.
Chorwacka kultura jest więc nadzwyczaj różnorodna. Wyrasta z trzech
wielkich idiomów cywilizacyjnych: śródziemnomorskiego,
środkowoeuropejskiego i bałkańskiego. Wprowadziły one do niej odmienne
modele tradycji, odmienne języki literackie, stylizacje i gatunki,
odmienną organizację społeczno-polityczną, zupełnie nieprzystający do
siebie rytm zmian cywilizacyjnych, obyczajowość, sposoby żywienia,
pojmowanie krajobrazu. Jakże inaczej wyglądało życie w bogatych komunach
miejskich Dalmacji nadmorskiej, wewnątrz antycznych murów miejskich, niż
egzystencja mieszkańców północnej Chorwacji, gdzie panowała typowa dla
Europy Środkowej koegzystencja trzech stanów: szlacheckiego, chłopskiego
i duchownego. Miasta dalmatyńskie przeżyły humanizm, renesans i barok (w mniejszym stopniu klasycyzm) w tym samym niemal czasie co włoskie czy
francuskie, i to zarówno w literaturze, filozofii, jak i w sztuce.
Rzadko kiedy na kulturę chorwacką wpływał jeden z tych idiomów; raczej
były one równolegle obecne w różnych regionach, a ich ujednolicenie
zaczęło się urzeczywistniać w XIX wieku, w czasie odrodzenia
narodowego.
Po trzecie, nazwy geograficzno-polityczne zmieniały na przestrzeni
dziejów swój zakres i to wielokrotnie. Termin Chorwacja od IX wieku
odnosił się do ziem na południu -?Dalmacji kontynentalnej (czasem
również nadmorskiej), od XVI wieku oznaczał ziemie północne, zachodnią
Slawonię, na które zbiegło zdziesiątkowane w bitwach z Turkami
chorwackie rycerstwo. Choć w XIX wieku termin ten odnosił się do małego
skrawka ziem na północy, z czasem zaczął określać wszystkie tereny
uznawane za chorwackie. Z kolei północna Slawonia, odpowiadająca części
starożytnej Panonii, a czasem również Dalmacji, w średniowieczu odnosiła
się do całej północnej Chorwacji, a więc również jej ziem zachodnich,
które zostały od XVI wieku nazwane Chorwacją.
To, co można powiedzieć o nazwach geograficznych, dotyczy również nazw
grupy etnicznej / narodowej. Jeśli prześledzimy dokumenty powstałe na
obszarze Chorwacji, dzisiaj uznane za chorwackie, przekonamy się, że
wielu ich autorów nie uznawało się za Chorwatów, lecz na przykład za
Słowian, obywateli Dubrownika, Splitu czy Zadaru, po prostu katolików,
Dalmatyńczyków, Istrian, Slawończyków, zagrzebian, Bośniaków, a nawet
Serbów. Podobnie język, którym pisali, nazywali chorwackim,
dalmatyńskim, dubrownickim, słowiańskim, slovinskim, slawońskim,
istryjskim, a nawet bośniackim, serbskim (a później serbsko-chorwackim
czy wręcz jugosłowiańskim). Wynikało to z płynności tożsamości
zbiorowych w epoce przednowoczesnej, a w przypadku chorwackim nie mogło
ulec ujednoliceniu z powodu braku stabilnego centrum politycznego.
Uznanie tych wszystkich zjawisk za chorwackie i włączenie ich do kanonu
kultury ogólnonarodowej nastąpiło ostatecznie w XIX wieku, ale było to
konsekwencją procesów, które zaczęły się znacznie wcześniej. Niektórzy
badacze uznają to za normalny porządek rzeczy, lecz są i tacy, którzy
podważają zasadność takiego zabiegu. Na przykład amerykański badacz John
V. A. Fine Junior twierdzi, że mówienie o chorwackiej tożsamości
etnicznej jakiegoś bohatera historycznego -?pisarza, artysty czy
polityka -?jest zasadne tylko wtedy, gdy on sam siebie uznawał za
Chorwata. Takie podejście prowadzi autora do iście archeologicznych
badań, w których udowadnia, że tylko niektórzy pisarze nazywani obecnie
Chorwatami uznawali się za takowych. Jest to ważne zagadnienie
teoretyczne, ale oczywiście nie może być przedmiotem tej książki. Nie
należy go jednak pomijać. Pozwolę sobie zatem nie zgodzić się z amerykańskim autorem, choć jego badania są niezwykle istotne dla
dyskusji na temat powstawania chorwackich tożsamości. Otóż jasne jest,
że tworzenie wyobraźni historycznej każdego narodu polega na
przyswajaniu wielu zjawisk z przeszłości, które w tejże przeszłości nie
były stricte narodowe, tylko na przykład lokalne lub sytuowały się na
pograniczu różnych kultur. I oczywiste jest, że należy o tym zawsze
pamiętać, ale jednocześnie pryncypialne stosowanie takiej zasady
prowadzi na manowce. Podejście Fine'a jest ponadto silnie naznaczone
perspektywą zewnętrzną, która przedstawia Chorwatów, zgodnie z zachodnimi uprzedzeniami, jako lud niższy cywilizacyjnie, nie w pełni
rozwinięty.
Niezgodzenie się z założeniami amerykańskiego badacza nie oznacza
jednak, że należy popaść w drugą skrajność i całą przeszłość uznaną za
chorwacką traktować jako bezwzględnie chorwacką, bez oglądania się na
złożoność problematyki. Tak więc zawsze należy podkreślać płynność tej
czy innej tożsamości. Ujęcie łączące syntezę perspektywy przeszłej z teraźniejszą nawiązuje do tego, co Hans-Georg Gadamer określił mianem
dziejów efektywnych. W tym ujęciu dwie perspektywy: przeszła i teraźniejsza ustanawiają w refleksji historycznej osobliwą fuzję
horyzontów. Taki mechanizm umożliwia współczesnym zrozumienie
przeszłości poprzez jej "oswojenie", to jest wpisanie jej we własny -
czyli współczesny -?horyzont sensu. Dowartościowywanie perspektywy
współczesnej -?a więc współczesnych oczekiwań wobec przeszłości, jak to
miało miejsce w ujęciach tradycyjnych -?lub koncentracja na przeszłości,
bez uwzględnienia teraźniejszości, wiodą na manowce.
Po czwarte, we wszystkich regionach -?niczym niemalże w enklawach -
przez wieki rozwijało się piśmiennictwo w dialektach chorwackich,
odmiennych tak bardzo, że można je uznać za odrębne systemy językowe.
Piśmiennictwo to stworzyło przednowoczesne języki literackie oparte na
trzech dialektach: sztokawskim, czakawskim i kajkawskim oraz na trzech
alfabetach (łacińskim, głagolickim i cyrylickim). Oprócz łaciny, która
włączyła chorwacką kulturę w obieg cywilizacji zachodniej (Slavia
Romana), chorwackie piśmiennictwo od IX wieku (religijne niemal do XX!)
powstawało w języku cerkiewnosłowiańskim, w redakcji chorwackiej, to
jest z wpływami dialektu czakawskiego. Jednocześnie dialekty czakawski
(Dalmacja) i sztokawski (Dubrownik) wykształciły wyrafinowane formy
wyrazu, których apogeum nastąpi w dobie renesansu, kiedy zostaną one
wydźwignięte na wyżyny sztuki słowa. Do XV wieku dominującą rolę w piśmiennictwie chorwackim miał alfabet głagolicki -?pismo słowiańskie
stworzone przez św. Konstantyna-Cyryla na potrzeby misji morawskiej, ale
już w X wieku porzucone przez Słowian prawosławnych na rzecz prostszej
cyrylicy. Głagolica służyła Chorwatom -?i to gdzieniegdzie aż do XX
wieku -?zarówno w piśmiennictwie religijnym, jak i świeckim. Akty
darowizny i statuty niektórych miast nadmorskich pisane są głagolicą,
pierwsze chorwackie inkunabuły są głagolickie. Mimo iż nigdzie nie
używało się już tego alfabetu, na terytoriach chorwackich kontynuowana
była tradycja piśmiennictwa cyrylometodejskiego i liturgii słowiańskiej.
Miało to dwie poważne konsekwencje. Do XV wieku tradycja ta była
pełnoprawną częścią kultury Slavia Orthodoxa. Ponadto prowadziła do
napięć z duchowieństwem łacińskim. Po głagolicę sięgali nawet w XVI
wieku protestanci na Istrii. Na północy Chorwacji, w regionie wokół
Zagrzebia, używano z kolei dialektu kajkawskiego, który również przez
wieki pełnił funkcję języka literackiego, choć nigdy nie osiągnął
poziomu artystycznego czakawszczyzny i sztokawszczyzny. Odrębnym
zjawiskiem były języki hybrydyczne, powstające na pograniczach
kulturowo-językowych, a także świadome projekty mieszania idiomów (np. u protestantów).
Po piąte, procesy narodowej integracji w XIX wieku były
niejednoznaczne, ponieważ dążyły nie tylko do zjednoczenia narodu
chorwackiego, ale również do integracji szerszej wspólnoty
południowosłowiańskiej. Wypada zgodzić się z Miroslavem Hrochem, że
procesy te należą do najbardziej skomplikowanych w Europie. Projekty
wspólnoty ponadnarodowej, zresztą bardzo zróżnicowane, doprowadziły do
powstania wspólnego jugosłowiańskiego państwa -?najpierw w 1918 roku,
następnie w 1945, ale w obu wypadkach okazały się nieudane. Eksperyment
jugosłowiański, mimo iż z dzisiejszej perspektywy wydaje się utopijny,
miał wielu zwolenników, a u jego podstaw legły różne wyobraźnie
historyczne. Ich patronami zaś byli najważniejsi ludzie w historii
Chorwacji -?nie tylko jej najpierwsze pióra, ale i najważniejsze herby.
Chorwacka rzeka płynie zatem od IX wieku, od kiedy zaczyna się
udokumentowana historia etnosu chorwackiego. Jednak koleje losu chciały,
żeby do głównego nurtu -?który wielokrotnie zmieniał swoje koryto -
wpływało wiele rzek. Tak jak losy głównego koryta są historią narodową,
tak dorzecza są historią pograniczy, które naznaczyły chorwacki los. O nich wszystkich jest ta książka.
"Morze, tu jest morze!"
Tym, czym dla wszechświata jest wielki wybuch, tym dla Chorwatów jest
ich przybycie nad Adriatyk, ich zaślubiny z morzem. Jest VI wiek. Wędrówki ludów. Niektóre plemiona
słowiańskie wyruszają z bliżej nieokreślonej północy na południe, do
rzymskiej prowincji Iliricum -?regionu od XIX wieku określanego mianem Półwyspu
Bałkańskiego. Być może w poszukiwaniu szczęścia, a być może na prośbę
cesarza Herakliusza, by wesprzeć cesarstwo w walce z Awarami. Być może z Małopolski, jak przekonują niektóre najbardziej popularne teorie, a być
może z jakiegoś innego miejsca.
Pierwsze informacje na temat Chorwatów pojawiają się u cesarza
Konstantyna Porfirogenety w De administrando imperio (połowa X wieku). Mimo iż Konstantyn pisze
autorytatywnie, to jednak pozostawia wiele niejasności. Oto jeden z ustępów z rozdziału XXX, w którym
wspomina o Chorwatach:
Chorwaci teraz zamieszkują na terenie Dalmacji, pochodzą od Chorwatów
nie ochrzczonych, zwanych też "Białymi", którzy przebywają z tamtej
strony Turkii w pobliżu Frangii i znajdują się w sąsiedztwie Słowian,
nieochrzczonych Serbów1.
Jest to pierwsza wzmianka, mówiąca o najwcześniejszej fazie etnogenezy
Chorwatów, choć powstała w X wieku,
kiedy Chorwaci już niemal od dwóch stuleci zamieszkiwali Iliricum, a ściślej jej południową część -?Dalmację i północną -?Panonię. Turkia w tekście bizantyńskiego cesarza oznacza obszary zajęte przez Węgrów, a więc z perspektywy Konstantynopola północne, a Frangia to z pewnością
bardziej odległe państwo Franków. Chorwaci mieli w swojej dawnej
ojczyźnie pozostawić nieochrzczonych sąsiadów -?Białych Serbów.
W dziele Konstantyna Chorwaci pojawiają się jeszcze w dwóch rozdziałach,
XXIX i XXXI, ale informacje o nich bywają sprzeczne,
jak na przykład ta dotycząca przywództwa nad plemionami. W jednym
miejscu cesarz twierdzi, że plemieniu Chorwatów przewodził jakiś książę,
w drugim zaś, że na ich czele stało pięciu braci i dwie siostry -
Klukas, Lobelos, Kosentzes, Muhla, Hrobatos oraz Tuga i Buga. Stąd
wiarygodność tego źródła bywa kwestionowana, tym bardziej że przekaz o podróżującym rodzeństwie jest rozpowszechniony również wśród innych
narodów słowiańskich, a o siedmiu plemionach mówią też legendy
węgierskie. Niektórzy badacze przypuszczają zatem, że wiedza Konstantyna
-?albo jego kontynuatora -?musiała pochodzić od słowiańskich
informatorów, co oznacza, że była to legenda rodzima. Na ile prawdziwa,
trudno powiedzieć. W rozdziale XXXI mowa
jest o tym, że Chorwaci znaleźli się w nowej ojczyźnie nie przez
przypadek. Miał o tym przesądzić cesarz Herakliusz, który wezwał ich, by
walczyli przeciwko sojuszowi słowiańsko-awarskiemu. Następnie mieli
przyjąć chrzest. Nie wiadomo, dlaczego właśnie Chorwatów miał wezwać
cesarz i dlaczego mieli walczyć z innymi Słowianami. No chyba, że nie
byli Słowianami, jak twierdzą niektórzy. Lub, co bardziej prawdopodobne,
plemiona słowiańskie nie stanowiły jedności, lecz prowadziły ze sobą
wojny.
Wyobrażenie o podróży z północy na południe miało jednak teorię
konkurencyjną. Alternatywna legenda etnogenetyczna, dziś już uznana za
niewiarygodną, mówiła o tym, że Słowianie, w tym Chorwaci, nie przybyli
do Iliricum z północy, lecz że byli autochtonami na terenach
skolonizowanych przez Rzymian. Jej zwolennikami byli chorwaccy
głagolici, mnisi liturgii słowiańskiej, dzięki czemu mogli w średniowieczu dowodzić słowiańskiego pochodzenia św. Hieronima.
Przekonany o jej prawdziwości był również chorwacki humanista Vinko
Pribojević (ok. 1480-1532), który nasiąkł koncepcjami środowiska
krakowskiego -?Galla Anonima i Macieja z Miechowa -?podczas studiów na
Akademii Krakowskiej. W 1525 roku wygłosił na rodzinnej wyspie Hvar mowę
pod tytułem De origine successibusque Slavorum (O pochodzeniu i chwale
Słowian), która była inspirowana tymi teoriami. Łącząc tradycję biblijną
z mitologią grecką, co było wówczas rzeczą powszechnie stosowaną, uznał,
że Ilirowie, czyli Słowianie, byli w prostej linii potomkami Tirasa -
siódmego syna Jafeta i wnuka Noego. Dzięki temu za Słowian mógł uznać
wiele znakomitych postaci historycznych: Aleksandra Wielkiego (ponieważ
"Macedończycy nie byli Grekami", lecz "używali jak dzisiaj mowy
słowiańskiej"), św. Hieronima -?autora "liter słowiańskich" (który "nie
był Włochem, lecz Słowianinem") czy nawet Arystotelesa. Potomkami
Słowian byli też Lech, Czech i Rus -?wygnani z Dalmacji, którzy
zasiedlili północną Europę i dali początek innym narodom słowiańskim.
Tak powstawał autoportret Słowian -?wielkiego i mężnego ludu.
Legenda ta będzie miała wielkie znaczenie w chorwackiej przyszłości, a w wiekach XV i XVI posłuży również jagiellońskiej racji
stanu. Dzięki niej można było bowiem mówić o antycznym rodowodzie
Polaków. Zwolennikiem tej teorii był Bernardinus Gallelus (1462-1517) z Zadaru, humanista działający w kręgu Kallimacha. I wreszcie -?legenda ta
miała wielkie znaczenie dla przedstawicieli chorwackiego odrodzenia
narodowego (tzw. ilirystów) w pierwszej połowie XIX wieku. Twierdzili oni, że praojczyzna
Słowian leżała na Bałkanach, skąd Polacy, Czesi i Rusowie mieli wyruszyć
na podbój północnej Europy. Przywódca iliryzmu, Ljudevit Gaj, był nawet
przekonany, że praojczyzna ta znajdowała się w jego rodzinnym
miasteczku, Krapinie. Jednym z dowodów mających potwierdzać tę tezę był
herb Leliwa -?symbol ilirystów przedstawiający półksiężyc i sześcioramienną gwiazdę. Pochodził on rzekomo z "półwyspu iliryjskiego",
a więc świadczył o południowosłowiańskim pochodzeniu wszystkich Słowian.
Miała tego dowodzić jego obecność w rodach szlachty polskiej, czeskiej i rosyjskiej. Choć to żaden dowód ani nawet poszlaka, to teoria ta zyskała
wielu zagorzałych zwolenników.
W drugiej połowie wieku XIX, kiedy
powstawały kanoniczne opowieści o przeszłości narodowej, za pewnik
przyjęto koncepcję pierwszą, wywodzącą się od Porfirogenety i historii
przetworzonych w wiekach późniejszych -?przez kroniki Pavla Rittera
Vitezovicia (1696) i Andriji Kačić Miošicia (1759). Została też poparta
dość rzetelnymi badaniami naukowymi. Można ją dziś uznać za wiarygodną.
Żeby móc wyjaśnić podróż z północy na południe, należało ją sobie
unaocznić. Jej wizję rozpropagowały sztuki plastyczne i literatura, a także prace pseudohistoryczne, które odgrywały istotną rolę w kształtowaniu wyobraźni historycznej. W 1870 roku powstał obraz znanego
malarza epoki historyzmu, Ferdynanda Quiquereza Dolazak Hrvata k moru
(Przybycie Chorwatów nad morze). Widnieje na nim pięciu braci i dwie
siostry, zupełnie jak w opowieści Konstantyna. Rycerze, stylizowani na
mitologiczne bóstwa, przedstawieni są w zbrojach średniowiecznych, dwie
księżniczki zaś w strojach dworskich, a towarzyszą im -?jako symbole
Boskiej opieki -?aniołowie. Wszyscy w powadze stają na urwistych skałach
Adriatyku obmywanych przez spokojne morze, a w oddali inni wojowie
zatykają na wzgórzu jakiś proporzec. Nie widać, jaki, ale intencje
malarza są jasne -?to musi być jakaś ówczesna chorwacka chorągiew.
Podobną wizję przedstawili inni pierwszoplanowi chorwaccy malarze epoki
późniejszej, ale pozostającej pod silnym wpływem historyzmu -?Celestin
Medović (1903) i Oton Iveković (1905). Ten pierwszy powagę Quiquereza
zastąpił atmosferą euforii. W przedstawieniu Medovicia Chorwaci
wyglądają tak, jakby z pełną świadomością zmierzali do brzegów Adriatyku
-?do swojej ziemi obiecanej. Niektórzy z nich są pokazani jako
nieokiełznani wojowie, być może Awarowie, którzy podówczas tworzyli
sojusze i związki plemienne ze Słowianami. Nad taflą morza widać
piętrzące się chmury i czerwone niebo -?to symbol zagrożenia, które
Chorwaci niechybnie napotkają w nowej ojczyźnie. Pejzaż o intensywnym
nasyceniu barw nie jest wyłącznie projekcją artystyczną. Malarz znał go
z dzieciństwa, ponieważ urodził się na półwyspie Pelješac, w południowej
Dalmacji. Takie światło jest tam czymś naturalnym. Z kolei Iveković
pochodził z północnej Chorwacji, co widać na jego obrazie. Barwy są
mniej nasycone, nieco żółtawe, jak wczesna środkowoeuropejska jesień.
Wyobrażenia przestrzeni będą zawsze dzieliły Chorwatów: na północnych i południowych.
Bez względu na różnice w tonacji, wszystkie obrazy przedstawiające
przybycie Chorwatów nad Adriatyk powstały w czasie tworzenia syntez,
więc kolorystyka nie ma aż takiego znaczenia. Odmienność bowiem traktuje
się jako lokalizm. Ważny jest łączący je schemat. Chorwaci są w strojach
chrześcijańskich rycerzy i zdobywają morskie wybrzeże. Morze jest im
przypisane, niemal dane pod opiekę przez Opatrzność. Za plecami
zostawiają ciemność gór, by połączyć się z jasnym morzem.
Technika kontrastu światła i mroku do tego stopnia zakorzeni się w kulturze, że wyobrażenia przybycia nad Adriatyk nie będą się mogły bez
niej obejść. Pisarz z tego samego pokolenia, Vladimir Nazor (1876-1949),
autor powstałych w 1904 roku wierszowanych baśni o prapoczątku
Chorwatów, tak przedstawił moment przybycia nad morze:
Wrota niebios otworzył świt.
Świeciły porty, płonęły góry.
W dolinie jak srebro zalśniło morze2.
To opowieść niemal biblijna, napisana z modernistycznym zacięciem, ale
zarazem tradycyjna, bliska doświadczeniu potocznemu. Bóg dał człowiekowi
w posiadanie ziemię, a Chorwatom morze. W tym literackim obrazie
Chorwaci, zupełnie jak u malarzy, dumnie stają w cieniu mrocznych i nieprzewidywalnych gór Velebit, pasma w Górach Dynarskich, ale
energicznie spoglądają w morską jasność. Nazor -?podobnie jak Medović -
pochodził z Dalmacji, z wyspy Brač, więc znał spektrum promieni
słonecznych. Przyjście nad Adriatyk to nie tylko zdobycie morza, ale
także odkrycie światła. Gest niemal prometejski.
Motyw ten powtórzy też proza artystyczna epoki realizmu o zabarwieniu
romantycznym -?w powieściach Milutina Mayera (1874-1958) i bardziej
znanego Ksavera Šandora Gjalskiego (1854-1935). Utwór tego ostatniego
wykorzystuje wprost legendę Konstantyna Porfirogenety, ale ją
przetwarza. Idealizuje Słowian, podczas gdy Awarów, jako prefigurację
współczesnych Węgrów, obarcza odpowiedzialnością za zniszczenie
antycznej stolicy Dalmacji -?Salony. U Nazora jest to powiedziane
wprost: symbolem barbarzyństwa nie są Awarowie, lecz Węgrzy pod
przywództwem Arpada. To oczywista aluzja do późniejszego przyjęcia
chrześcijaństwa przez Węgrów, wyartykułowana w czasach eskalacji
konfliktu chorwacko-węgierskiego. W powieści Gjalskiego spotkanie z morzem jako żywo przypomina przedstawienia Nazora. Setki, tysiące ust
wykrzykują tryumfalnie: "Morze -?morze -?tu jest morze!".
Wyobrażenia o przybyciu nad Adriatyk będą też bardziej stonowane
kolorystycznie, ale wcale nie mniej emocjonalne. O pokolenie starszy od
malarzy muzyk Ivan Zajc (1832-1914) w 1875 roku skomponował kantatę do
utworu poetyckiego czołowego dziewiętnastowiecznego pisarza Augusta
Šenoi Dolazak Hrvata (Przybycie Chorwatów). U Šenoi podróż Chorwatów
"od Karpatów na południe" jest przedstawiona jako realizacja
przeznaczenia, część Boskiego planu, a nawet obietnicy życia wiecznego:
Bóg ci da piękny kraj
[...]
Błogosławion piękny kraj,
Znajdzie tutaj Chorwat raj!
Chorwaci odnajdują w nowej ojczyźnie nie tylko przeznaczenie, ale i rzeczy bardziej przyziemne -?pola do zagospodarowania i miasta do
zasiedlenia, określane jako "białe" -?to aluzja do frazeologii ludowej,
tak istotnej w imaginariach XIX wieku.
Ale w centrum fantazji jest morze, które elektryzuje wysokimi falami i zaprasza swój naród wybrany.
Wszystkie obrazy chorwackich malarzy, muzyków i pisarzy łączy apoteoza
szczęśliwego zakończenia wycieńczającej podróży, zapewne
kilkupokoleniowej. Jedyne przedstawienie, które nie eksponuje morza, ale
za to pokazuje rycerzy, stworzył wywodzący się z Panonii Josip Franjo
Mücke (1819-1883) -?chorwacki patriota węgierskiego pochodzenia.
Już głęboko w XX wieku, bo pod koniec
lat trzydziestych, Josip Horvat -?publicysta i autor znanej syntezy
dziejów kultury chorwackiej -?tak przedstawił wędrówkę Chorwatów na
południe:
Wojenny pochód Białych Chorwatów nastąpił na początku IX wieku. Ze wszystkich plemion słowiańskich
ci właśnie Biali Chorwaci, którzy powstali z plemienia słowiańskich
Wiślan i kaukaskich Irańczyków, przedostają się najdalej -?na klasyczne
południe, na ciepłe Śródziemnomorze. Przybywają jako organizacja zwarta
i w sensie wojskowym, i społecznym, ponieważ to pierwsze nie może
istnieć bez drugiego. Przybywają ze swoimi wierzeniami, powstałymi w świecie irańskim, które tylko częściowo uległy ponownemu ukształtowaniu
w czasie migracji. Przybywają z osobliwym dla siebie porządkiem prawnym,
ze wszystkim tym, co daje pierwiastki umożliwiające działalność
kulturalną, co daje impuls do rozwoju dalszej
samoświadomości3.
We wszystkich wizjach powraca ten sam motyw. Przybycie do nowej ojczyzny
jest zobrazowane jako spełnienie jakiegoś z góry założonego planu, jako
przyjście do ziemi obiecanej. Na uwagę zasługuje skupienie się na
centralnych postaciach -?nobliwych i walecznych wojach, przywódcach w przyłbicach średniowiecznego rycerstwa. Chorwaci nie są przedstawieni
jako masy plemienne, lecz są upersonifikowani jako waleczni przywódcy.
Takie imaginacje odcisnęły piętno na wizji, jaką współcześni Chorwaci
mają o podróży swoich przodków nad Adriatyk. Pogląd ten nie został
jednak uformowany przez wiedzę specjalistyczną, lecz przez legendy
powstałe w wieku XIX -?w epoce wielkich
opowieści o wspaniałej przeszłości narodowej. Jak widać, przyczyniła się
do tego kultura wizualna i literacka, ale także historiografia i filologia, które dały podstawy do stworzenia upiększonej wizji dziejów
minionych. Wyjątkiem jest bardziej zdystansowany obraz stworzony przez
Antuna Šoljana, jednego z najbardziej niebanalnych prozaików drugiej
połowy XX wieku. W wierszu Na Velebitu
(Na Velebicie, 1960) czytamy:
W tym samym miejscu, co do teraz nie uległo zmianie,
Więcej niż tysiąc pięćset lat temu,
Mój daleki pradziad stał, wpuszczając w glebę korzenie,
Jakby tysiącletnie drzewo zasadził.
[...]
Podróżowali wiarą, mętną gwiazdą, prowadzeni,
Beztrosko -?gdzie ich ta gwiazda zawiedzie;
A my, potomkowie bez wiary, później urodzeni,
W czyich żyłach płyną skomplikowane dzieje,
Zmieszani stoimy przed czterema stronami kompasu,
Myśląc, że każda decyzja nie jest bezpieczna zawczasu.
Pisarz odszedł od patosu, koncentrując się na kondycji współczesnego
człowieka, skłonnego do dywagacji, a nie do działania. Jednak także
ówczesnym Chorwatom nie patronuje jakieś z góry dane przeznaczenie, lecz
mętna gwiazda. Nie ma światła dochodzącego znad morza -?co więcej -?w ogóle nie ma morza. Można je sobie wyobrazić, wiedząc jak wygląda
Velebit. Jest jeszcze jeden istotny detal rzucający się w oczy.
Chorwaci, których tutaj reprezentuje troje z rodzeństwa -?Muhlo,
Chorwat, Kosentzes -?przyczyniają się do zniszczenia cywilizacji
ilirskiej. Symbolizuje to "miecz, wciąż krwawy", który pozostawił ślady
po "zbroczonej krwi jakiegoś zmęczonego starego Ilira".
Mimo iż chorwacka wyobraźnia artystyczna często sięga po motyw wędrówki
i przybycia nad Adriatyk, to wiedza o okresie przed wyruszeniem w podróż
na południe, jak i bezpośrednio po przybyciu nad Adriatyk owiana jest
tajemnicą. Większość poglądów dotyczących realiów tamtego świata opiera
się na mozolnych rekonstrukcjach specjalistów, ale niecałkowicie
wypłukanych z legendarnych wątków.
Jest w tej morskiej orientacji jakaś ostateczność, którą opiewają nie
tylko poeci. Hipostazowanie narodu jako żywego ciała, które zanurza swe
członki w morzu, jest dla Chorwatów symbolem ich przeznaczenia.
Przeznaczenia, które musi się ciągle rytualnie odnawiać. Opatrzność dała
Chorwatom morze w posiadanie, zobowiązała ich do zanurzenia się w jego
odmętach. Przekonanie to zakorzenione jest w języku chorwackim. Chorwaci
nigdy nie wchodzą "do wody", lecz "do morza", powtarzając pozostawiony
im w spadku przez przodków gest przejęcia go w posiadanie.
Z morzem wiąże się charakterystyczny dla Śródziemnomorza sposób życia,
który Fernand Braudel sprowadził do trzech komponentów: żyta, wina i oliwy. Ale są też niezbywalne pejzaże -?błękit toni morskiej, palmy,
figowce, cyprysy i rybołówstwo, lawenda i cykady. Adriatyk stał się
dobrem wspólnym -?wręcz trofeum -?wszystkich Chorwatów, nie tylko
Dalmatyńczyków i Istryjczyków. Wszedł głęboko do wyobraźni zbiorowej i do kultury ogólnonarodowej. Można odnieść mylne wrażenie, że wszyscy
Chorwaci są związani z morzem od pokoleń.
Skąd nasz ród
Nie wiadomo, kiedy ukształtował się etnos chorwacki. Czy nastąpiło to
przed pojawieniem się u wybrzeża Adriatyku, czy później, a może w międzyczasie. Opinie badaczy różnią się w tej kwestii. Zresztą nie można
tego jednoznacznie ustalić i to nie tylko z powodu braku wiarygodnych
źródeł, ale również dlatego, że stawanie się etnosem jest procesem
długotrwałym, a nie jakimś stanem, który można uchwycić. Wybór momentu,
w którym etnos jest już uformowany lub jeszcze nie, to zawsze
decyzja subiektywna, zależna od przyjętego punktu widzenia.
Nie wiadomo również, jaki jest źródłosłów nazwy Chorwat -?czy jest ona
pochodzenia etnicznego czy społecznego (od grupy przywódczej), która
ukształtowała się w sojuszu z Awarami. A może jeszcze czymś innym.
Etnonim tłumaczono na różne sposoby. Na przykład Konstantyn
Porfirogeneta -?wywodząc go z greki -?twierdził, że Chorwaci to "ci, co
mają dużo ziemi". Z kolei Tomasz Archidiakon ze Splitu w trzynastowiecznej kronice utrzymywał, że pochodzi on od ludu
zamieszkującego niegdyś wyspę Krk (Kuretes). Byli i tacy, którzy
mówili o rodowodzie protobułgarskim (od chana Kuvrata), a jeszcze inni
wywodzili go od nazw pospolitych. I tak siedemnastowieczny historyk
Juraj Rattkay odnotował, że nazwa Chorwaci pochodzi od czasownika
hrvati se (zmagać się), ale inni dowodzili korzeni indoeuropejskich:
drzewo (hrev), taniec (hruv); germańskich: miecz (heru); czy
indyjskich: pasterz (haurvatar), przyjaciel (hurvatha)4.
Trudności w ustaleniu rdzenia nazwy, a także teorie mówiące o niesłowiańskim substracie powodują, że koncepcje irańskie i germańskie
są bardzo popularne w Chorwacji w czasach przesileń politycznych. Nawet
gdybyśmy zaakceptowali którąkolwiek z hipotez mówiących o irańskim czy
gockim pochodzeniu, to i tak nie musi ona podawać w wątpliwość
słowiańskiego rodowodu, bo przecież nazwa używana w odniesieniu do
jednej grupy etnicznej może być nadana przez inną grupę. Jak bardzo
złudne jest utożsamianie nazwy z pochodzeniem pokazuje przykład Francji,
która jest krajem przede wszystkim romańskim, ale jej nazwa wywodzi się
od plemion niewątpliwie germańskich.
Jedni mediewiści zwracali uwagę na to, że etnos chorwacki kształtował
się pod wpływem pierwiastka autochtonicznego, inni z kolei, że w ramach
państwa Franków. Niektórych prowadziło to do przekonania, że genetyczna
słowiańskość -?nawet jeśli była obecna "na początku" -?uległa
rozwodnieniu, co miało skutkować niemal całkowitym przejęciem cech
typowych dla mieszkańców nowej ojczyzny -?Ilirów i Rzymian. Ale jakich
cech? Jakie były typowe cechy Ilirów i na czym miałaby polegać ich
odmienność od Słowian? Niektórzy autorzy próbują przedstawiać różne
argumentacje, ale są one raczej nieprzekonujące, a nierzadko absurdalnie
irracjonalne. Podobnie jest z teoriami o irańskim czy gockim pochodzeniu
Chorwatów -?nie są one poparte poważnymi dowodami. Formułują je często
badacze artykułujący chorwackie pragnienie odrębności od Serbów.
Przyjęcie takiej czy innej teorii o pochodzeniu chorwackiego etnosu nie
może jednak zmienić najważniejszego. Żaden nowoczesny naród nie jest,
wbrew teoriom rasowym i genetycznym, "czysty". Wszystkie etnosy w Europie, jeśli nie były szczelnie odizolowane na peryferiach, ulegały
przekształceniom, procesom hybrydyzacji. Ostatecznie jakiś pierwiastek
przeważał i wchłaniał wszystkie inne. A u Chorwatów cząstka słowiańska
okazała się silniejsza niż pozostałe, rzeczywiste lub domniemane
domieszki, o czym świadczą choćby udokumentowane w źródłach imiona
władców (Trpimir, Domagoj, Tomislav, Krešimir czy Zvonimir) oraz
późniejszy rozwój kultury piśmienniczej wyrażanej po słowiańsku. Język
słowiański miał również swój udział w procesie chrystianizacji Chorwatów
w nowej ojczyźnie.
Najbardziej efektownym, a zarazem najbardziej dyskusyjnym elementem
legendy etnogenetycznej jest przekonanie o istnieniu praojczyzny
Chorwatów sprzed ich podróży na południe, miejsca, które Konstantyn
Porfirogeneta nazwał Białą Chorwacją. Na wyobraźnię historyczną
najbardziej wpłynęły rozdziały XXX i XXXI jego dzieła, choć ich autorstwo -
jak i sama treść -?bywają kwestionowane. Cesarz bizantyński nie mógł być
bezstronny, bo reprezentował swoją rację stanu, zresztą jego praca nie
ma charakteru historycznego, lecz była zaplanowana jako przygotowane dla
następcy kompendium o rządzeniu cesarstwem.
Biała Chorwacja jest przez większość chorwackich historyków lokalizowana
w Małopolsce, a ściślej nawet w okolicach Krakowa. Niektórzy
przypuszczają, że właśnie w Krakowie miało dojść do powstania etnosu
chorwackiego lub slawizacji irańskich Chorwatów, będących być może w sojuszu z Antami, ale nie ma na to żadnych potwierdzeń w źródłach. Jest
niemal pewne, że praojczyzna Chorwatów znajdowała się "gdzieś na
północy", ale nie ma pewności, czy właśnie w dorzeczu Wisły. Nie można
tego jednak zdecydowanie wykluczyć, ponieważ niektóre średniowieczne
źródła sprzyjają snuciu takich wizji. O obecności jakiegoś plemienia
Chorwatów nad Wisłą mówią niektóre kroniki ruskie, na przykład Powieść
minionych lat z XII wieku kijowskiego
mnicha Nestora, który Białych Chorwatów uważał za protoplastów Lachów, a następnie Polaków. Tam czytamy o wyprawie księcia Włodzimierza na
zachód: "Roku 6500 [992], Poszedł Włodzimierz na Chorwatów [nad
Dniestrem]. A gdy przyszedł z wojny chorwackiej, oto Pieczyngowie
przyszli z onej strony od Suły"5. Wincenty Kadłubek
w Chronica Polonorum odnotował, że Bolesław Chrobry podbił między
innym Chorwatów. Niektórzy dziewiętnastowieczni autorzy, na przykład
Tadeusz Wojciechowski czy Joachim Lelewel, z Chorwatami utożsamiali
nawet mieszkańców Krakowa sprzed panowania Bolesława Chrobrego. Zdaniem
tego pierwszego w czasach przed założeniem biskupstwa w Krakowie
"nazywano tę część Słowiańszczyzny zwyczajnie jedném mianem Białéj czyli
Wielkiéj Chrobacyi"6. Lelewel poszedł
jeszcze dalej: "Więc Krak był (Kniaziem czyli Zupanem, Panem) Woiewodą
Bielochrobatów, Chrabatów, Kroatów, Karwatów toiest Krakowiaków: nie
Krak Kraków zakładał, ale Kroaty kraiowcy na iego pamiątkę, i nie od
Kraka nazwanie Krakowa poszło"7.
Krytycznie odniósł się do tej tezy Wojciech Kętrzyński, stwierdzając, że
"Wielka Chrobacya nadwiślańska jest tylko hypotezą, która w głowach
niektórych uczonych powstała i na bardzo wątłych spoczywa podstawach"8. Lelewel był
jednak nie tylko fantastą, ale i maksymalistą, więc nie poprzestał na
tym stwierdzeniu. Odróżniał Białą Chorwację od Czerwonej znajdującej się
jego zdaniem bardziej na wschód -?w okolicach Czerwieńska (dorzecza Bugu
i Sanu). Chrobry miał opanować całą Chrobację, ta zaś miała obejmować
ziemie niemal do Dunaju.
Teoria o północnym pochodzeniu Chorwatów nie budzi raczej wątpliwości,
ale już sytuowanie jej w Małopolsce, czy ściślej -?w Krakowie, wydaje
się kontrowersyjne. Gerard Labuda, konfrontując źródła bizantyńskie i bawarskie z anglosaskimi, kwestionuje tę lokalizację. Odwołując się do
pewnego dokumentu z biskupstwa praskiego z 1086 roku, uznaje, że siedzib
Białych Chorwatów (przypuszczalnie tożsamych z Chorwatami
zachodniosłowiańskimi) należy raczej szukać na ziemiach
czeskich9. Henryk Łowmiański twierdzi stanowczo:
"Biała Chorwacja służyła jako określenie państwa czeskiego, które leżało
między Bawarią, Węgrami a Serbami"10. I dodaje, że
maksymalistyczna koncepcja Białej Chorwacji wysunięta przez Lelewela
wynika z błędnego utożsamienia Chorwacji z Karpatami (zbieżność
fonetyczna).
Chorwaci zatem z pewnością wyruszyli na południe, ale nie wiadomo skąd.
Równie dobrze chorwackie plemiona mogły mieć swoje siedziby w dorzeczu
górnej Łaby. Łowmiański sugeruje, że skoro Chorwaci rzeczywiście mieliby
swoje siedziby na terenach Małopolski, z pewnością znalazłaby się o nich
wzmianka w dokumencie Geografa Bawarskiego z IX wieku. Tymczasem ten milczy. Nawet jeśli
przyjąć hipotezę, że praojczyzna Chorwatów -?a może i wszystkich
Słowian? -?znajdowała się między innymi na obszarze dzisiejszej Polski,
to plemiona chorwackie mogły się z niej wyodrębnić i wyruszyć na
południe, zatrzymując się na przykład przez dłuższy czas w Czechach i tam konsolidując się etnicznie.
W refleksji na temat praojczyzny Chorwatów zwraca się również uwagę na
fakt, że zachodnie źródła, poza jednym wyjątkiem, nie używają terminu
Biała Chorwacja ani Biali Chorwaci. Może więc być tak, że podawani przez
źródła bizantyńskie Biali Chorwaci odpowiadają jakiemuś innemu plemieniu
występującemu w źródłach zachodnich. Może Wiślanom albo Lędzianom. A może było tak, że przodkami Lachów (Polaków) byli rzeczywiście Biali
Chorwaci, jak podaje Nestor. Tylko dlaczego nie pojawia się to w innych
źródłach?
Niektórzy mediewiści młodszego pokolenia -?na przykład Danijel Džino -
podkreślają, że legendy etnogenetycznej Chorwatów nie można zweryfikować
za pomocą poświadczeń w źródłach. Jeśli nawet przyjąć (choć i to nie
jest jego zdaniem pewne), że Biała Chorwacja rzeczywiście istniała, to
nie ma wcale pewności, że przybysze nad Adriatyk to ci sami Chorwaci z domniemanej Białej Chorwacji. Historia o przybyciu Chorwatów i Serbów z "Białej Chorwacji" lub "Białej Serbii" nie jest zdaniem badacza
przekazem czysto historycznym, lecz raczej "sposobem wyjaśnienia i racjonalizacji dokonującej się społecznej i kulturowej zmiany, sięgając
po nieprawidłowe interpretacje zdarzeń z czasów późnego antyku"11. Może więc praojczyzna Chorwatów była nawet -
jak twierdzi chorwacka mediewistka Nada Klaić -?w pobliskiej Karyntii
(dzisiaj pogranicze Austrii i Słowenii), o czym miałyby świadczyć liczne
toponimy wywodzące się od rdzenia etnonimu12.
Florin Curta utrzymuje z kolei, że Chorwaci mogli pochodzić z obszarów
na północ od Dunaju, a więc znacznie bliżej dzisiejszej ojczyzny.
Najbardziej popularna powszechnie hipoteza o pochodzeniu Chorwatów,
nazwijmy ją krakowską, nie jest wcale pewna. Jest to po prostu legenda
oparta na poszlakach. Tymczasem opowieści o "polskim" pochodzeniu
Chorwatów lub "chorwackim" Polaków są na tyle głęboko zakorzenione, że
nie podważy ich żadna analiza krytyczna. Są efektowne, więc służą jako
przygodne dykteryjki, niekiedy o silnym zabarwieniu emocjonalnym. Kiedy
w 1999 roku Jan Paweł II odwiedził
Chorwację, sprzedawano kartki pocztowe z inskrypcją "Biały papież z Białej Chorwacji". Niektórzy zupełnie poważnie przekonują, że papież był
Białym Chorwatem, inni zaś -?że Chorwaci zbudowali Kraków.
Warte odnotowania jest to, że zwolennicy teorii o Białej Chorwacji -?tak
popularnej nad Adriatykiem i w Zagrzebiu -?są nierzadko przekonani i o tym, że Chorwaci nie są słowiańskiego pochodzenia. W XX wieku powstały dwie niesłowiańskie teorie
etnogenetyczne. Najbardziej wpływowe wywodziły Chorwatów od Gotów i Irańczyków, choć pojawiały się również koncepcje sarmackie i kaukaskie.
Legenda gocka miała dowodzić germańskiego pochodzenia Chorwatów, co nie
było bez znaczenia na początku XX wieku
i w czasie drugiej wojny światowej. Koncepcja irańska z kolei służyła
niektórym ideologiom w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy szukano łatwych sposobów, by
odróżnić się od Serbów.
Za pierwszą przemawiało to, że niektórzy średniowieczni kronikarze,
przede wszystkim Tomasz Archidiakon ze Splitu w XII wieku, utożsamiali słowiańskich przybyszów
z Gotami. Później czynili to niektórzy historiografowie z Dalmacji. Jak
bardzo wykorzystanie tej koncepcji jako gotowej tezy jest zawodne
świadczyć może fakt, że kronikarz z Baru -?pop Duklanin -?twierdził, że
wszyscy barbarzyńscy przybysze są Gotami (Gothi, qui et Sclavi). Być
może dla łacińskich kronikarzy termin "Goci" odpowiadał greckiemu
terminowi "barbarzyńcy", którym obejmowano wszystkich obcych. Węgrów
przecież utożsamiano z Hunami, Słowian z Gotami, Scytami i Antami.
Na potwierdzenie teorii irańskiej przytacza się więcej argumentów, nieco
bardziej racjonalnych. Sama nazwa Chorwaci ma zdaniem niektórych
językoznawców i historyków pochodzić od nazwy jednej z perskich
prowincji Harahwatii (lub Harahvati), po grecku Arachosia (gr.
????????). Region ten -?którego forma językowa zdaniem Vladimira Košćaka
wcale nie musi być przesądzająca dla uznania tej hipotezy za ostateczną
-?znajduje się na granicy dzisiejszego Iranu i Afganistanu13. Jeśliby przekaz
Konstantyna Porfirogenety o pięciu braciach i dwóch siostrach
potraktować jako wiarygodny, to imiona tych przywódców plemiennych
(Klukas, Lobelos, Kosentzes, Muhla, Hrobatos oraz Tuga i Buga) nie są z pewnością pochodzenia słowiańskiego. Najczęściej twierdzi się, że
właśnie irańskiego, choć pojawiają się też teorie o ich tureckim
pochodzeniu. Niektórzy badacze, opowiadający się za irańskim rodowodem,
zwracali uwagę na zbieżność niektórych form artystycznych
chorwacko-irańskich (Josef Strzygowski, Luka Jelić) czy ludowych
(Marijana Gušić), inni przywoływali irańskie pochodzenie części leksyki
chorwackiej, w tym słowa ban w znaczeniu władca (Franjo Rački, Stjepan
Sakač). Być może rzeczywiście plemiona chorwackie, które pojawiły się
nad Adriatykiem, powstały przy silnym udziale pierwiastka irańskiego.
Być może nazwa Chorwaci rzeczywiście pochodzi ze staroirańskiego, ale
jednak język Chorwatów świadczy o tym, że pierwiastek słowiański był lub
stał się dominujący. Żaden europejski naród nie wywodzi się tylko z jednego pnia. Zdaniem językoznawcy Radoslava Katičicia gens Chroatorum
"ma niesłowiański pierwiastek swojej tradycji i nic więcej"14. I dodaje: "Gdy
wiemy, w jaki sposób we wczesnym średniowieczu powstawały gentes,
wówczas jasne jest, że to w żaden sposób nie może znaczyć, iżby ten
naród był niesłowiański". Poszukiwaniu łatwych rozwiązań,
charakteryzujących okresy odrodzeń ideologii narodowych, takie choćby
jak w latach dziewięćdziesiątych XX
wieku, towarzyszyło przekonanie o czystości etnicznej. Prowadzono nawet
badania DNA, aby wyodrębnić jakąś
chorwacką grupę krwi, wskazać na dominację którejś haplogrupy nietypowej
dla Słowian. Nawet gdybyśmy założyli, że taki trop ma sens, to przecież
powstawanie związków plemiennych i rodowych, następnie społeczeństw i narodów było procesem długotrwałym, związanym z ciągłym mieszaniem się
grup etnicznych. Trudno sobie wyobrazić, żeby Chorwaci ze swojej
domniemanej ojczyzny Iranu przyszli nienaruszeni genetycznie, a jedynie
zeslawizowani językowo. A nawet gdyby i to było prawdą, co by to
zmieniło, skoro ich tożsamość ukształtowała się pod wpływem języka
słowiańskiego i kultur ościennych, a nie irańskich bądź gockich. Gdyby
więc nawet Chorwaci byli przeważająco pochodzenia irańskiego, a nawet
gockiego, czy gdyby wywodzili się wprost od Ruryka albo Noego, to ich
przeszłotysiącletnia tradycja wyrażana po słowiańsku w obrębie
cywilizacji łacińskiej byłaby przesądzająca dla ukształtowania się ich
tożsamości narodowej. A badania genetyczne nie zajmują się ani językiem,
ani kulturą, lecz cechami biologicznymi, które nie są tożsame z kulturowymi manifestacjami narodów.
Z podróżą Chorwatów związana jest jeszcze jedna zagadka. Nie wiadomo,
czy Chorwaci przybyli do swej ojczyzny sami, czy może z innymi
Słowianami -?to jest Serbami i Bułgarami. Wizja samotnej wędrówki cieszy
się powodzeniem wśród historyków o poglądach narodowych, gdyż ułatwia
znalezienie oparcia dla chorwackiej samoistności i odrębności,
sięgającej najdawniejszych czasów. Wizja wspólnej podróży była popularna
wśród badaczy o nachyleniu jugosłowiańskim, a impuls rozwojowy dał jej
wpływowy dziwiętnastowieczny historyk Franjo Rački (1828-1894).
Wspierały ją również badania językoznawcze, w których dowodzono, że
plemiona słowiańskie przemieszczały się na południe w dwóch falach.
Jedna miała się wywodzić ze wschodnich grup słowiańskich i zasiedlać
wschodnią część półwyspu, druga zaś -?z zachodnich i analogicznie zająć
tereny zachodnie. Niewykluczone, że pierwsza grupa dała początek
bułgarsko-macedońskiej grupie językowej, podczas gdy z drugiej wywodzili
się przodkowie dzisiejszych Chorwatów, Serbów, Bośniaków i Czarnogórców,
o czym miał świadczyć wspólny tym plemionom dialekt sztokawski i bliskie
mu dialekty czakawskie i kajkawskie. Języki przybyszów, ze wschodu i z zachodu, należą do grupy południowosłowiańskiej.
Jednakże obie te teorie -?i "chorwacka" i "jugosłowiańska" -?mają
istotną wadę. Mianowicie bezrefleksyjnie łączą język przemieszczających
się plemion z ich domniemaną tożsamością grupową. Nawet jeśli dziś
wydaje się to oczywiste, to przecież nie jest wcale powiedziane, że
członkowie etnosów posługujących się jednym językiem musieli poczuwać
się do wspólnoty. Ponadto hipoteza o czystej chorwackości
przemieszczających się plemion nie uwzględnia faktu, że jeszcze w czasie
podróży niewątpliwie istniała wspólnota południowosłowiańska, co
potwierdzają teorie dotyczące języka wspólnego dla wszystkich Słowian
(prasłowiańskiego) przed ich późniejszą dyferencjacją. Być może ta
wspólnota -?nawet jeśli płynna -?istniała do VI wieku, a więc do momentu prawdopodobnego
opuszczenia dawnych siedzib, choć inne teorie utrzymują, że trwała nawet
do wieków X i XI. Oczywiście nie można jednoznacznie
powiedzieć, która z nich jest prawidłowa, i to nie tylko dlatego, że
przed drugą połową IX wieku, to jest
przed stworzeniem (prawdopodobnie) pierwszego pisma słowiańskiego -
głagolicy -?nie powstały żadne teksty słowiańskie, więc tezy opierają
się na rekonstrukcjach zmian językowych. Niemałym problemem jest również
i to, że nie istnieją obiektywne kryteria umożliwiające uznanie, czy
kilka różnic regionalnych, odnotowanych choćby w najstarszych zabytkach
piśmienniczych, świadczy już o istnieniu odrębnego języka czy może
tylko zapowiada zmiany, które dokonają się później. Niektóre współczesne
ujęcia sugerują nawet, że nie istniał jeden język, lecz że to tylko
hipoteza konieczna (postulat badawczy).
Teorie językoznawcze cieszyły się przez całe dekady dużym powodzeniem,
ponieważ pozwalały łatwo wyjaśnić istnienie wspólnoty
serbsko-chorwackiej i dać jej polityczną legitymizację. Większość prób
jej podważania, które nasiliły się po rozpadzie Jugosławii, za wszelką
cenę próbowało dowieść odrębności Chorwatów od pozostałych Słowian,
najbardziej od Serbów. Tak jak pierwsza służyła jugosłowiańskiej racji
stanu, tak druga służy chorwackiej.
W nowej ojczyźnie
Niezależnie skąd i jaką drogą -?razem czy osobno -?pewne jest, że jakieś
plemiona słowiańskie (lub plemiona słowiańskie stopione z innymi
ludami), z których z czasem zaczną się formować chorwackie związki
plemienne, przybyły nad Morze Adriatyckie, do rzymskiej prowincji
Iliricum, do Dalmacji i Panonii, czyli na ziemie odpowiadające obszarowi
dzisiejszej Chorwacji. Trzeba jednak odnotować, że Dalmacja była wówczas
znacznie większa niż obecnie -?sięgała aż do rzeki Sawy na północy.
Wbrew optymizmowi przekazów malarskich, plemiona dostępu do morza wcale
tak łatwo nie zdobyły. Co więcej, chorwaccy przybysze w VII wieku nie należeli do średniowiecznego
rycerstwa, jak wyartykułowały to pędzel i pióro, ponieważ przez
autochtonów zostali uznani za barbarzyńców, przed którymi drżał świat
chrześcijański. W łacińskim dokumencie Placitum Risanum z 804 roku
mieszkańcy miast istryjskich, w przeważającym stopniu romańskich,
skarżyli się do Karola Wielkiego na Słowian / Chorwatów, którzy pod
przewodnictwem niejakiego woja Jana stoją przed murami grodów,
zagrażając mieszczanom. Żądali, by cesarz doprowadził do ich wygnania.
Oczywiście jest to wizja zachodnia oceniająca w sposób jednostronny
nieznaną sobie kulturę.
Nim się Chorwaci i pozostali Słowianie ucywilizowali, jako "barbarzyńcy"
dali się poznać -?jak utrzymywała starsza historiografia -?jako
niszczyciele. Konstantyn Porfirogeneta donosił, że w VII wieku wraz z Awarami zniszczyli antyczne
miasta Epidaurum i Salonę (o zniszczeniu Salony pisał także Tomasz
Archidiakon ze Splitu). Zbiegła ludność z pierwszego miasta miała dać
początek Dubrownikowi, z drugiego -?Splitowi. Jednak niektórzy
mediewiści uważają, że te powstałe kilka wieków później przekazy nie
mają żadnych poświadczeń w źródłach15. Zdaniem
archeologa Mate Suicia "przybyli Słowianie, w tym Chorwaci, nie mogli,
nie chcieli i nie mieli potrzeby zdobywać, niszczyć i palić
miejscowości, w których się pojawili, w szczególności zaś miast
służących im -?podobnie jak wszystkim innym barbarzyńcom -?jako źródło
rabunku"16. Co więcej, odkrycia archeologiczne
dowodzą, iż co najmniej do połowy VII
wieku życie w Salonie kwitło nadal, więc informacje o jej całkowitym
zniszczeniu nie mają pokrycia w faktach. Ponadto, gdyby Słowianie tak
gładko zdobyli Salonę, dlaczego nie mieliby zdobyć znacznie mniejszych
miast nadmorskich? Być może zatem należy mówić raczej o powolnym upadku
miasta, do czego najazdy słowiańsko-awarskie mogłyby się pośrednio
przyczynić. Zresztą dzieło Konstantyna nie jest spójne, a bywa nawet
wewnętrznie sprzeczne. W rozdziale XXX
mówi się bowiem, inaczej niż wcześniej, że to nie Słowianie zniszczyli
Salonę, lecz Awarowie, a ci pierwsi mieli przed Awarami miasta bronić.
Tak czy owak, Salona rzeczywiście przestała istnieć, a jej mieszkańcy
zasiedlili pałac Dioklecjana nad samym morzem, wokół którego powstanie
miasto Split -?dzisiejsza stolica Dalmacji. Szczęśliwie Splitu nikt nie
zniszczył, podobnie jak innych miast: Zadaru, Trogiru, Kotoru i komun na
wyspach Krk i Rab, a Słowianie przez wieki je zasiedlali, stapiając się
z ludnością lokalną i prowadząc do jej slawizacji. Można to uznać za
paradoks, że dawniej Słowianie zagrażali miastom, a następnie stali się
ich obrońcami. Na tym polega siła inkulturacji.
Związki plemienne Chorwatów i Słowian zaczęły się przekształcać w państewka / księstwa określane w źródłach rzymskich jako Sclaviniae.
Na miejscu spotkali się z mniej lub bardziej zromanizowaną ludnością
ilirską lub rzymską. Nie wiadomo, czy zajmowane tereny były opustoszałe
po najazdach Gotów i Hunów, ale można przypuszczać, że jest to
prawdopodobne. Nawet jeśli tak było, to plemiona ilirskie musiały się
gdzieś zagnieździć i w końcu ze Słowianami spotkać. Nastąpił
wielowiekowy proces asymilacji. Słowianie z czasem zeslawizowali cały
niemal region. Pozostaje tajemnicą, w jaki sposób ludność przybyła na
nieznane sobie terytoria, nadto stojąca niżej cywilizacyjnie od
autochtonów, zdołała ich skutecznie wchłonąć. Poza Anglią jest to jedyny
taki przykład w Europie.
Chorwaci od najwcześniejszych czasów posługiwali się trzema dialektami
(językami wernakularnymi), których nazwy powstały od zaimka pytającego
"co". Ekwiwalenty što, ča i kaj dały nazwy dialektom:
sztokawskiemu, czakawskiemu i kajkawskiemu. Na dobrą sprawę można o nich
mówić jako o trzech odmiennych systemach językowych. Wszystkie trzy były
językami literackimi, w których powstawała kultura piśmiennicza.
Nierzadko -?jak w przypadku dialektów czakawskiego i sztokawskiego -?w językach tych stworzono literaturę artystyczną najwyższych lotów.
Pierwszymi spisanymi językami literackimi nie były jednak dialekty, lecz
dwa języki liturgiczne -?łacina i staro-cerkiewno-słowiański. Nadto w użyciu były trzy alfabety -?łaciński, głagolicki i cyrylicki. Stąd o kulturze chorwackiej mówi się, że jest ona trójjęzyczna i trójalfabetyczna. W średniowieczu posługiwano się kilkoma językami:
staro-cerkiewno-słowiańskim w redakcji chorwackiej, chorwackim dialektem
czakawskim z Dalmacji z elementami cerkiewszczyzny, czystą
czakawszczyzną i czystym dialektem kajkawskim, a nieco później także
sztokawskim z Dubrownika. Doprowadzi to do upowszechniania się
zregionalizowanych form wyrazu, a przyczyną trwałości tego stanu -?który
urzeczywistni się z pełną mocą w XVI
wieku -?będzie brak jednego centrum politycznego, mogącego stworzyć
warunki dla rozwoju wspólnego języka. Do tego nałożą się różnice
regionalne. Chorwacja bowiem była pod wpływem kultury
śródziemnomorskiej, środkowoeuropejskiej i słowiańsko-bałkańskiej.
Zanim Słowianie pojawili się w Iliricum, co najmniej od I wieku n.e. obszar ów przechodził przez
wstrząsy spowodowane wojnami Rzymian z Ilirami. O Ilirach wiadomo
niewiele. Z pewnością po wiekach przymusowej romanizacji nie mieli oni
wyraźnego poczucia odrębności, ich asymilacja przebiegała zaś w różnym
tempie, w zależności od regionu. Najszybciej w miastach nadmorskich,
wolniej w Dalmacji kontynentalnej. Zresztą tożsamość zbiorowa wówczas
ciągle podlegała gwałtownym zmianom, więc przykładanie dzisiejszych
wyobrażeń do ówczesnych realiów jest ryzykowne. Należy raczej
przypuszczać, jak twierdzą mediewiści, że tożsamości Ilirów zmieniały
się -?"od gminnej, prowincjonalnej, regionalnej, kosmopolitycznej,
chrześcijańskiej, "barbarzyńskiej", rzymskiej, wojskowej, itd."17.
Mianem "Ilirowie", od którego wzięła się nazwa prowincji, posługiwali
się Rzymianie, a zapożyczyli go od Greków określających terminem
Illyrioi nieznanych sobie sąsiadów. Jednak Grecy -?począwszy od VI wieku p.n.e. -?zasiedlili tylko niektóre
wyspy i niewiele miejsc na kontynencie. Nazwa Dalmacja powstała od
jednego z plemion -?Delmatów (Delmat oznaczał pasterza) -?które tak
jak plemiona Histrów i Liburnów należały do grupy etnicznej Ilirów.
Rzymianie długo nie mogli podbić tych terytoriów, ponieważ Ilirowie, z którymi w międzyczasie zmieszali się zasiedlający te tereny Celtowie (a być może jeszcze ktoś inny), stawiali opór. W końcu jednak ulegli. Po
ostatecznym zdobyciu tych ziem Rzymianie przystąpili do ich
administracyjnej organizacji. Przeprowadziło ją w I wieku n.e. dwóch cesarzy -?August i Tyberiusz. W nowo powstałej prowincji wytyczono granice. Część
południowa dzisiejszej Chorwacji została nazwana Dalmacją, a część
północna -?Panonią. Nastąpił okres kolonizacji niemal całego Iliricum,
co skutkowało asymilacją ludności ilirskiej (niektórzy badacze podają w wątpliwość sam pogląd, by uważać tę ludność za "zromanizowanych
Ilirów"), choć ona sama długo jeszcze -?zwłaszcza poza ośrodkami
miejskimi -?zachowała odrębność. Mimo iż za bezpośrednich potomków
Ilirów uznaje się powszechnie Albańczyków, o czym zaświadcza ich język,
to jednak niektórzy wyrażają przekonanie, że zromanizowane plemię Vlahów
(Wołochów), przeważnie koczowniczych pasterzy, jest również pochodzenia
ilirskiego. Wołosi -?którzy z czasem przyjęli język słowiański -
przetrwali w kontynentalnej części Dalmacji i na całym obszarze Gór
Dynarskich, ale ich integracja narodowa trwała całe wieki. Niektórzy
zasymilowali się dopiero w XIX wieku,
stając się -?w zależności od wyznania -?Chorwatami lub Serbami.
Całe Iliricum dostarczało Imperium Rzymskiemu żywności i surowców.
Kolonizatorzy, chcąc lepiej skomunikować region z Rzymem, zbudowali
drogi -?z północy na południe i ze wschodu na zachód. Wiele z nich
istnieje do dzisiaj. Powstały jednak również ich pomniejsze
odgałęzienia, łączące miasta nadmorskie z Dalmacją kontynentalną i Bośnią. W późniejszych czasach zyskają one na znaczeniu.
Rzymska kolonizacja była dużo skuteczniejsza i pozostawiła trwałe
konsekwencje. W Dalmacji i Panonii cywilizacja rzymska pozostawiła po
sobie castra i termy, świątynie i amfiteatry. Do dzisiaj zachowało się
wiele z nich, niektóre w ruinach, jak na przykład dawna stolica Dalmacji
-?Salona, wille na Wyspach Briońskich czy termy w Varaždinskich
Toplicach. Inne są w znakomitym stanie, jak na przykład amfiteatr w Puli
czy pałac Dioklecjana w Splicie. Ten ostatni jest ewenementem na skalę
światową. W obrębie struktury antycznego pałacu, w którym od abdykacji w roku 305 do swojej śmierci przebywał Dioklecjan (zmarł między 311 a 316
rokiem), powstało średniowieczne miasto. Jego dzisiejsza postać
pokazuje, w jaki sposób od dwóch tysięcy lat nawarstwiały się w nim
różne style, reprezentujące odmienne, nierzadko sprzeczne, wizje świata.
Na bazie antycznej budowli krwawego prześladowcy chrześcijan,
Dioklecjana, powstało miasto chrześcijańskie, w którym swą siedzibę
miało jedno z najstarszych arcybiskupstw w regionie, a jego patronem
został św. Dujam -?męczennik za wiarę, ofiara Dioklecjana. Z kolei po
drugiej wojnie światowej w mieście zbudowano wiele obiektów architektury
socjalistycznej (zwanej również socmodernizmem), która ideowo odrzucała
elityzm wszystkich dawnych epok. Podobnie jednak jak architektura
chrześcijańska piętnaście wieków wcześniej, tak i nowe trendy
wymuszanego i wprowadzanego naprędce egalitaryzmu musiały zaakceptować
dziedzictwo poprzedników. Dzisiejszy Split, swego rodzaju "kamienny
palimpsest" (Vojeslav Mol?), jest żywym świadectwem dziejowych
turbulencji -?gwałtownych zmian i następujących po nich procesów
zakorzeniających nowe etnosy i nowe formy bytowania w starych.
Split, jak się rzekło, był pałacem, z którego wyrosło miasto. Jednak
dziedziczył on tradycję pobliskiej Salony, antycznej stolicy Dalmacji,
zniszczonej przez najazd barbarzyński (słowiańsko-awarski?). Podobnie
było z Dubrownikiem, który kontynuował dziedzictwo zrujnowanego
Epidaurum. Jednak przenoszenie tradycji zniszczonych miast do nowych
osad nie było w Dalmacji regułą. Niektóre z antycznych komun zupełnie
zniknęły (Narona), a inne bytowały w nowych okolicznościach. Tak było z Zadarem czy Trogirem oraz niektórymi komunami na wyspach. Po Grekach -
którzy założyli kilka kolonii, na przykład na wyspach Vis (Issa) czy
Hvar (Pharos) -?pozostało znacznie mniej. Nie ma architektury, choć
zachowały się gdzieniegdzie fragmenty murów (parcelacja pól uprawnych na
wyspie Hvar), wazy, monety i epigrafika. Jeden z łagodniejszych szczepów
chorwackich win z południowych wysp Dalmacji, Grk (Grek), jest również
świadectwem obecności helleńskiej.
Dla rzymskiej wizji świata ogromne znaczenie miała północna granica
cesarstwa. Zza niej przybywali barbarzyńcy. Słowo "barbarzyńca", którym
określano zbliżające się do granic cesarstwa ludy, powstało od greckiego
wyrazu odnoszącego się do niezidentyfikowanych dźwięków mowy (gr.
onomatopeja bar bar -????-???). Byli to Hunowie, Goci, a następnie
Słowianie. Północny limes wyznaczany był przez Dunaj. Co najmniej od
czasów Juliusza Cezara stał się on wyobrażoną i realną granicą między
cywilizacją a światem barbarzyńskim. Wzdłuż niego powstało wiele
twierdz, które następnie przerodziły się w osiedla rzymskie i miasta.
Dzisiejszy Ilok, Vukovar czy Osijek są ich kontynuatorami.
Jeszcze w pierwszej połowie VI wieku -
kiedy o wyniszczających najazdach barbarzyńców źródła donoszą niemal co
roku -?Słowian się nie wspomina. Z czasem autorzy bizantyńscy zaczynają
używać terminu Sclavenoi (?????????), wyodrębniając z masy przybyszów
pewne różnicujące ich cechy. Tradycyjna historiografia utrzymywała, że
można już wtedy mówić o nich jako o grupach etnicznych lub przynajmniej
społecznych. Jednak wcale nie jest to pewne. Przecież uznanie jakichś
plemion za etnos czy związek plemienny wcale nie musi oznaczać, że był
nim on wówczas rzeczywiście. Niektórzy historycy, na przykład Florin
Curta, sięgając po nowsze odkrycia archeologiczne i metodę krytycznego
czytania źródeł, sugerują, że bizantyńscy pisarze w okresie do VIII wieku nie opisywali Słowian, lecz
wymyślili ich jako wspólnotę18. Wizja Słowian
bowiem znakomicie odpowiadała wyobrażeniom, jakie o "barbarzyńcach"
miały elity cesarstwa. Oczywiście przyjęcie proponowanego przez tego
mediewistę punktu widzenia nie oznacza, że nie istniały elementy łączące
Słowian -?takie jako choćby język, obyczajowość czy religia -?ale być
może członkowie tych plemion rzeczywiście nie mieli świadomości szerszej
wspólnoty, poza małą tożsamością plemienną.
Wokół terminu Sclavenoi narosło wiele kontrowersji, zwłaszcza że w niektórych koncepcjach łączono go z łacińskim słowem sclavus,
oznaczającym niewolnika. Dziś już wiadomo, że to tylko zbieżność
fonetyczna, która nierzadko służyła do dyskredytacji Słowian. Byli oni
przez wieki traktowani jako młodsi i gorsi przedstawiciele cywilizowanej
Europy, co odzwierciedli się również w historii Chorwacji.
Jeśli przyjąć za pewnik, że przodkowie Chorwatów rzeczywiście przybyli z Małopolski czy nawet z Czech, to taka podróż musiała im zabrać lata, a może nawet pokolenia. Można sobie wyobrazić, że dzieci rodziły się w innym miejscu niż były poczęte, dorastały gdzie indziej, by umrzeć
jeszcze gdzieś indziej. Słowiańskie związki plemienne w swej podróży
wchodziły w konflikty i tymczasowe sojusze z plemionami germańskimi
(Gotami), ludami węgierskimi i z tureckimi Awarami. I wreszcie, gdy
pojawili się na terytoriach podległych Rzymowi, a więc przekroczyli
mityczny Dunaj, zetknęli się z ludnością autochtoniczną -?starożytnym
ludem Ilirów, wymieszanym z Celtami i przetrzebionym przez wojny z Rzymianami.
Słowiańscy przybysze przynieśli do Dalmacji własną kulturę żywienia,
jakże odmienną od śródziemnomorskiej, inne zachowania i obyczajowość. Z pewnością byli poganami, a wkroczyli na ziemie o tradycji antycznej, już
niemal w pełni schrystianizowane. Słowianie nie znali pisma, ich język
był wyłącznie mówiony, a kultura literacka -?oralna, charakteryzująca
społeczeństwa pierwotne. Dziwnie się ubierali, w futra i skóry zupełnie
nieprzystające do cywilizacji rzymskiej i do ciepłego klimatu. Wyglądali
zupełnie inaczej, niż przedstawiało to dziewiętnastowieczne malarstwo.
Ich imiona również brzmiały egzotycznie. W nowej ojczyźnie zastali
wyrafinowaną kulturę: antyczne pałace, amfiteatry i termy oraz murowane
kościoły wczesnochrześcijańskie.
Dla mieszkańców Dalmacji spotkanie z "barbarzyńcami" było niewątpliwie
szokujące, choć taką wizję znamy z późniejszych źródeł, z pewnością
tendencyjnych, między innymi zawartych w Historia Salonitana Tomasza
Archidiakona ze Splitu. Jako patrycjusz, który dziedziczył tradycje
antycznej Salony, przybyszami gardził. Dawniej sądzono, że ten negatywny
stosunek miał podstawy etniczne (antysłowiańskość), jednak obecnie
podkreśla się raczej czynnik "klasowy". Poglądy Tomasza wynikały nie
tyle z tożsamości romańskiej / rzymskiej, ile z przekonań
charakteryzujących elity zurbanizowanych komun wobec ludzi spoza miast.
Nie znamy przebiegu asymilacji, bo brak jest wiarygodnych źródeł.
Słowianie nadto zasiedlali te tereny w towarzystwie innych plemion,
przede wszystkim Awarów, z którymi tworzyli związki plemienne. Ustalenia
językoznawców dowodzą, że slawizacja lokalnych toponimów zaczęła się
przed połową VIII wieku. Z kolei zasób
leksykalny niektórych dialektów południowosłowiańskich pokazuje, że
szybko wchłonęły one elementy dialektów niesłowiańskich. Nie ma jednak
jasnej odpowiedzi na pytanie, czy kolonizacja Słowian doprowadziła do
przerwania istniejącej tradycji, czy raczej do ustanowienia między
starymi a nowymi grupami pewnego kontinuum. Dawniejsze ujęcia mówiły
raczej o przerwanej ciągłości (podkreślając masowy charakter napływu
Słowian), nowsze kładą nacisk na proces koegzystencji, a następnie
stapiania się etnosów. Oznacza to przyjęcie poglądu, w myśl którego
autochtoni zachowali część tradycji, przyjmując elementy kultury
przybyszów, przybysze zaś zaadaptowali się do istniejącej kultury,
zatrzymując pierwiastki swojej odrębności. Zdaniem historyka Ivana
Basicia, w miejscowościach Dalmacji kontynentalnej "wraz z postępującym
przejmowaniem pewnych elementów kulturowego pejzażu przestrzennego, na
zapleczu dalmatyńskich miast, które przetrwały najazdy, ukształtował się
nowy typ wspólnoty społecznej. Charakteryzuje go jednoczesne
występowanie starych i nowo wprowadzonych modeli funkcjonowania"19. Inny mediewista, Neven Budak, wprowadza jeszcze
jedno zastrzeżenie. Jego zdaniem w świetle obecnych badań powszechnie
panujące przekonanie o istnieniu dwóch diametralnie odmiennych etnosów:
czysto słowiańskiego i czysto romańskiego / zromanizowanego jest
anachroniczne. Przybysze, których wcale nie było tak wielu, jak
wcześniej sądzono zasiedlali tereny położone w bezpośredniej bliskości
autochtonów. "Nie istniały jasno wyznaczone strefy przynależności do
jednej lub drugiej grupy, choć wydaje się, że schrystianizowani
Rzymianie skupiali się w pobliżu ważnych przebiegów komunikacyjnych,
umacnianych przez castra i późnoantyczne kościoły, podczas gdy
pogańscy przybysze zapewne osiedlali się przede wszystkim z dala od
głównych dróg"20.
Znaleziska archeologiczne poświadczają, że nowi mieszkańcy przejęli od
autochtonów technologię budowy gospodarstw domowych, a wkrótce również
sposoby pochówku zmarłych. W dalszej kolejności również kulturę
żywienia, a co za tym idzie -?sposoby uprawy płodów rolnych
charakterystycznych dla klimatu śródziemnomorskiego, połowu ryb,
technologię wytwarzania wina. Zachowali jednak język, który narzucili
autochtonom. Na różnych obszarach procesy stapiania się ludności
autochtonicznej z przybyłą przebiegały inaczej. Na terytoriach
niezaludnionych lub opustoszałych (Panonia i Góry Dynarskie) łatwiej
było utrzymać swoją importowaną kulturę i sposób życia; nad morzem i na
wyspach, gdzie silniejsze były przyczółki kultury romańskiej, było to
trudne, o ile w ogóle możliwe.
Przybysze nie wszędzie szybko uczyli się korzystać z dobrodziejstw
morza, choć już w X wieku organizowali
duże jednostki pirackie, które plądrowały weneckie statki. Zdarzało się
wreszcie i to, że przez pewien czas ludność słowiańska żyła obok
romańskiej, zanim rozpoczął się proces stapiania / asymilacji. Na
wyspach najdłużej utrzymywał się substrat romański, o czym zaświadcza
wolniejsza niż na lądzie slawizacja toponimii. A na wyspie Krk, mimo
silnej obecności kultury słowiańskiej, najdłużej zachował się jeden ze
starych dialektów dalmackich, wywodzących się z łaciny. Narzecze veljoto
(od romańskiej nazwy Krku -?po włosku Veglia) istniało tam do końca
XIX wieku. Epigonem tego języka był
pewien mieszkaniec miasta Krk, Tuone Udaina, który zmarł w 1898 roku.
Okoliczności kształtowania się chorwackiej państwowości znakomicie
obrazuje architektura średniowieczna. Na terytorium nowej ojczyzny
przodkowie Chorwatów zastali bogatą tradycję sztuki
wczesnochrześcijańskiej powstającej w późnym antyku. W Poreču na Istrii
znajduje się wspaniały kompleks architektoniczny z VI wieku (wielokrotnie później rozbudowywany)
-?Bazylika Eufrazjusza ze znakomitymi mozaikami w apsydzie, baptysterium
i pałac biskupi. W Dalmacji zachowały się tylko ruiny antycznej Salony.
Poza wielkimi ośrodkami architekturze tej brakowało rozmachu, a świątynie nie miały jednego wzorca, lecz wiele, więc niełatwo jest
ustalić ich pokrewieństwa i powinowactwa z nurtami zachodnimi i wschodnimi. W każdym kościółku urzeczywistniają się różne style w osobliwy sposób: już to dominują wpływy przedromańskie charakteryzujące
typy karolińskie, już to italskie, ormiańskie i helleńskie. Można je
określić mianem "małych kościołów swobodnych form"21.
Chorwackie księstwa, które z większym lub mniejszym sukcesem udało się w okresie od IX do XI wieku zintegrować w jedno państwo (przez
jakiś czas były to związki plemienne), nie obejmowały większych miast.
To nie tylko konsekwencja porozumienia w Akwizgranie między Karolem
Wielkim a cesarzem bizantyńskim Michałem Rangabeuszem z 812 roku, na
mocy którego miasta pozostały pod władzą Bizancjum, kontynentalna część
oraz Istria zaś -?w karolińskich rękach. To także skutek utrzymywania
się w miastach nadmorskich silnej świadomości odrębności, której
strzegły nie tylko grube mury i wysoka kultura, dające obywatelom
civitatum poczucie wyższości. Władza bizantyńska w miastach
dalmatyńskich nie była silna, nie tylko dlatego, że obszar ten leżał na
peryferiach cesarstwa, ale również dlatego, że ludność miast posługiwała
się dialektami dalmackimi, wywodzącymi się z łaciny. Różniły się one
między sobą, co może świadczyć o słabych związkach między miastami. To
zaś umożliwia postawienie hipotezy, że nie było silnej tożsamości całej
Dalmacji bizantyńskiej, lecz przeważały tożsamości lokalne, miejskie,
które od XIII wieku będą swoją odrębność
legitymizowały w statutach. Pierwszy taki dokument powstał w mieście
Korčula w 1214 roku.
Siedziby chorwackich książąt średniowiecznych nie znajdowały się zatem w najważniejszych miastach dalmatyńskich, ale w głębi lądu, tak jak
twierdza Knin, albo tuż przy samym morzu, jak Klis w pobliżu Splitu.
Cały ten region kontynentalnej Dalmacji nazywa się Zagórzem, ponieważ
znajduje się za górą. Jest to granica geograficzna, ale i cywilizacyjna.
Miasta kontynuują tradycje antyczne; Zagórze, choć je miało, zarzuciło
je. Miasta są bogate, Zagórze -?ubogie. W miastach dominuje patrycjat,
żeglarze i rzemieślnicy, w Zagórzu -?pasterze. O wyższości
cywilizacyjnej miast świadczy też to, że to z ich perspektywy określa
się świat "za górą". Czasem o Zagórzu mówi się nawet jako o krainie "za
plecami" -?zapleczu (zaleđe). Wiele powstających na przestrzeni wieków
wedut podkreślało obecność gór. Giovanni Francesco Camocio i Georg
Hoefnagel tak właśnie przedstawili Makarską i Szybenik. Miasta są zawsze
nad morzem, kontynent za górami. Oto symboliczna wyższość miast. Ten,
kto ma prawo nazywać -?ten ma władzę i narzuca swoją wizję.
Jednak Chorwaci nie przyglądali się miastom biernie. Z przyczółków w Zagórzu przenikali do miast wybrzeża. Jak to jednak możliwe, żeby
"barbarzyńcy" w futrach z dzikiej zwierzyny, mówiący dziwnym językiem
(lingua sclavina), uznawanym za prymitywny, zdołali zasymilować
ludność miast -?rzeczywistych potomków Imperium Rzymskiego, za którymi
stała kultura antyczna z całym jej bogactwem oraz chrześcijaństwo, a ich
prestiż wyrażała wyrafinowana łacina? Jak to możliwe, że mieszkańcy
starych antycznych komun pieczołowicie strzegący swej odrębności mogli
zostać zeslawizowani przez przybyszów, którzy dopiero co stworzyli swój
alfabet, a także ledwie przyjęli pismo łacińskie? Trudno na te pytania
odpowiedzieć. Pewną rolę niewątpliwie odegrał rosnący prestiż elit
państwa chorwackiego, które musiały się przekształcić w grupę na tyle
wyrafinowaną, żeby móc spełnić oczekiwania obywateli miejskich. Być może
przesądziły też kryzysy demograficzne i choroby nękające miasta. Już w XI wieku imiona w rodzinie Madich -
najznamienitszym rodzie zadarskim dziedziczącym tytuł strategów
bizantyńskich -?bywają słowiańskie (Drago, Dobronje / Dabranje). Z czasem jest ich coraz więcej. Granica między ludnością słowiańską a romańską zaczynała z czasem blaknąć, choć nigdy do końca nie zniknęła.
Ostatecznie proces slawizacji języka skończy się w Splicie, podobnie jak
w pobliskim Trogirze czy Zadarze, w XIII
wieku (w Dubrowniku nawet wcześniej), co jednakowoż nie oznacza, że
wszyscy mieszkańcy miast nadmorskich stali się natychmiast Słowianami, a następnie Chorwatami. Część z nich zostanie przy tożsamości romańskiej,
a Chorwatów będzie uznawać za barbarzyńców nawet jeszcze w XX wieku.
Oblicza chrystianizacji
Chorwaci znaleźli się na terenach zorganizowanych przez starożytną
administrację, a następnie przez monarchię karolińską, która wprawdzie
nie sprawowała w Dalmacji długotrwałej władzy, ale pod koniec VIII wieku miała pod swoją kontrolą część
Iliricum. Chorwaci nie musieli więc chrześcijaństwa importować, jak
Polacy, ale musieli się do niego dostosować. Zapewne dlatego nie sposób
wskazać konkretnej daty przyjęcia chrztu. Można przypuszczać, że
chrystianizacja elit rozpoczęła się już w VII wieku, a masowo zaczęła przebiegać w początkach wieku IX. Symbolem tego
procesu jest marmurowa chrzcielnica księcia Višeslava, która znajdowała
się w zachowanym do dzisiaj kościele św. Krzyża w Ninie, gdzie w IX wieku powstało pierwsze chorwackie
biskupstwo. Rezydował w nim chorwacki biskup (episcopus Chroatorum).
Na tym imponującym zabytku, który może pochodzić z IX wieku, ale bardziej prawdopodobne, że jest
nieco późniejszy, widnieje łacińska inskrypcja:
To źródło przyjmuje słabych, by ich nawrócić i oświecić. Tu oczyszczają
się z występków, które odziedziczyli po praojcu, aby stać się
chrześcijanami i dostąpić zbawienia w wiekuistej Trójcy. To dzieło
wykonał duchowny Ivan w czasach księcia Višeslava, ku chwale Jana
Chrzciciela, aby stał się jego patronem.
Do powstającego państwa chorwackiego przybywali misjonarze -?zarówno
bizantyńscy, akwilejscy (następnie rzymscy) i karolińscy, jak również -
prawdopodobnie już pod koniec wieku IX -
słowiańscy (najbardziej powszechna hipoteza mówi, że być może
uciekinierzy z misji morawskiej). Źródła nie podają jednak żadnych
informacji o ich misji, jakie chociażby stanowią niezbywalny element
legend etnogenetycznych u pobliskich Madziarów czy Bułgarów. Chorwaci
nie mają swojego św. Stefana ani cara Borysa, którzy musieli -?w mniej
lub bardziej dramatycznych okolicznościach -?pokonać niechętnych
chrześcijaństwu krewniaków. W chorwackiej wyobraźni chrześcijaństwo
zostało przyjęte gładko, bez większych perturbacji. Nie oznacza to, że
tak istotnie było. I nie chodzi tylko o to, że wśród pogan rodził się
opór, mający na celu obronę własnej kultury. Inny z powodów może być
taki, że w IX wieku miasta
dalmatyńskiego wybrzeża, choć językowo romańskie, pozostawały pod
bizantyńskim zwierzchnictwem. Interior zaś podlegał Karolingom. By rzecz
uczynić jeszcze bardziej skomplikowaną, trzeba dodać i to, że biskupi
dalmatyńscy -?politycznie podporządkowani Bizancjum -?nie uznawali
władzy patriarchy konstantynopolitańskiego, lecz prymat papieża.
Chorwaci przyjmowali wiarę w Chrystusa w okolicznościach sporów i niesnasek między dwoma odłamami chrześcijaństwa.
Choć w tym pierwszym okresie swego istnienia chorwackie państwo i kultura pozostawały pod pewnym wpływem Bizancjum (tradycja liturgii
słowiańskiej), na ostateczne wykształcenie się etnosu chorwackiego
wpłynął katolicyzm i związana z nim przynależność do cywilizacji
Zachodu. Być może momentem zwiastującym taki bieg zdarzeń było założenie
w drugiej połowie IX wieku biskupstwa w Ninie, na czele którego stał episcopus Chroatorum. Pod jego
jurysdykcję weszły tereny politycznie podporządkowane chorwackiemu
władcy, ale istotniejsze jest to, że był on lojalny wobec Rzymu lub
Akwilei. W 925 roku biskupstwo zostało zlikwidowane, ale impuls
prozachodni był na tyle silny, że usytuował Chorwację na trwałe w obrębie cywilizacji zachodniej, łacińskiej.
Przybyli na tereny Iliricum przodkowie Chorwatów, ale i Serbów czy
Bułgarów, znaleźli się w samym centrum spornego terytorium. Jak zauważa
Riccardo Picchio, wnikliwy badacz słowiańskich starożytności, u podstaw
polityki obu ówczesnych "supermocarstw" -?wschodniego i zachodniego -
legła tendencja
do narzucenia Słowianom dwóch zdecydowanie rozbieżnych modeli kultury
[...]. Aż do czasu powstania nowoczesnych państw literacka kultura
Słowian podlegała schematom dwóch kultur chrześcijańskich, które
włączyły ziemie Słowian, każda w inny sposób i z innym natężeniem, w zakres swojej kościelnej jurysdykcji22.
Przynależność jednych grup słowiańskich do tego czy innego imperium nie
wynikała zatem z jakichś ich wewnętrznych cech kulturowych, lecz była
skutkiem procesów od Słowian niezależnych, przynajmniej do pewnego
momentu. Ściśle wiązała się z tym, który patron miał wpływy na danym
terytorium i jaką stosował politykę wobec przybyszów.
W Iliricum, dokąd przybyli przodkowie Chorwatów i Serbów, ścierały się
dwa odłamy chrześcijaństwa: wschodnie i zachodnie. Był to obszar
niezwykle istotny strategicznie, ale również symbolicznie dla obu stron
niegdysiejszego Imperium Romanum. Stamtąd pochodziło kilku cesarzy
rzymskich: Dioklecjan urodził się w Salonie, w pobliżu Splitu, Valens w Cibalae (dzisiaj Vinkovci w Slawonii), natomiast Konstantyn Wielki i Justyn I przyszli na świat w Naissus
(dzisiaj Nisz w Serbii), a cały region usiany był miastami o antycznym
rodowodzie. Kontrolowanie takiego obszaru było celem zarówno Bizancjum,
jak i Rzymu.
Ludność chorwacka, mieszkająca przez wieki na autentycznym pograniczu
cywilizacyjnym, wytworzy swój specyficzny rys charakterologiczny -
rzymskokatolicki, ale jednocześnie z wyraźnym znamieniem wschodnim.
Żaden inny naród nie był tak mocno związany z oboma tymi nurtami
cywilizacyjnymi jak wykluwający się w późnym średniowieczu etnos
chorwacki lub -?może ściślej -?żaden inny naród nie pozostawił po sobie
materialnych śladów takiej dwoistości. Przesądziła o tym liturgia w języku cerkiewnosłowiańskim, która zagnieździła się na terytorium
północnego Przymorza i Dalmacji, przyczyniając się do powstania
nadzwyczaj oryginalnego modelu kulturowego. Polegał on na stopieniu się
pochodzącej ze wschodu liturgii słowiańskiej z rzymskim katolicyzmem.
Piśmiennictwo chorwackie wieków średnich, skupiające się z małymi
wyjątkami na obszarze państwa chorwackiego, w Dalmacji nadmorskiej i na
wyspach kwarnerskich charakteryzuje niespotykana różnorodność języków
literackich i gatunków, a także wpływów i powinowactw z obszarami
kulturowymi Slavia Romana i Slavia Orthodoxa. Kościół katolicki
przeważnie nie akceptował cerkiewnosłowiańskiego jako języka
liturgicznego, uznając go za barbarzyński. Cyryla i Metodego wyniósł na
ołtarze dopiero tysiąc lat po ich śmierci -?w 1880 roku -?do czego
walnie przyczynił się chorwacki biskup Josip Juraj Strossmayer. Mimo to
na terytoriach chorwackich już od IX
wieku mnisi głagolasze, przede wszystkim benedyktyni, a następnie
paulini i franciszkanie, kultywowali swą "heretycką" tradycję. Co
więcej, używane przez nich pismo głagolickie stało się alfabetem nie
tylko liturgii, ale również dokumentów świeckich, na przykład statutów
miast i gmin, umów prawnych, a nawet beletrystyki. Pierwsze inkunabuły
chorwackie pisano głagolicą. (Używali jej także protestanci na Istrii w XVI wieku). Liturgia słowiańska według
obrządku rzymskiego umożliwiła chorwackiej kulturze stworzenie
hybrydycznego modelu kulturowego, głęboko zakorzenionego w świecie
zachodnim, a zarazem mocno związanego z prawosławiem. Od XIV wieku uległ modyfikacjom pod wpływem
idiomu łacińskiego, jednak zawsze zachował pewne cechy słowiańskie.
Alfabet głagolicki z czasem został wyparty przez pismo łacińskie, choć w liturgii używano go w niektórych częściach Chorwacji aż do XX wieku. Z kolei obrządek w języku
słowiańskim, mimo iż pod jurysdykcją Rzymu, rozwijał się w bliskich
związkach z tradycją bizantyńską. Miał podobny repertuar tekstów
kanonicznych i inspiracji duchowych. Od XIV wieku uległ modyfikacjom pod wpływem
idiomu łacińskiego, jednak zachował pewne cechy słowiańskie (jednym ze
świadectw potwierdzającym udział w dziedzictwie Wschodu jest używanie
prawosławnego wariantu imienia Chrustusa -?Isus, a nie Jesus). To
wszystko spowoduje, że słowiańskość w Chorwacji -?poza pewnymi wyjątkami
-?nigdy nie będzie powodem do zakłopotania, jak na przykład w Polsce.
Przełoży się to również na kult Cyryla i Metodego. Mimo rozczarowań
związanych z pogrzebanymi projektami słowiańskiej jedności, jest on w Chorwacji żywy, o czym świadczą nazwy ulic w wielu chorwackich miastach.
Przykładem tego jest również Aleja Głagolitów -?kilkunastokilometrowa
ścieżka krajoznawcza na Istrii, usytuowana między dwoma miasteczkami:
Ročem i Humem -?z kopiami najważniejszych kamiennych zabytków
głagolickich.
Tradycja cyrylo-metodejska jest do dzisiaj symbolem chorwackiego uporu w walce o własną podmiotowość, rezerwy wobec Rzymu, a w ślad za tym -?i metaforą pogranicznego położenia: między Wschodem a Zachodem. Znakomicie
oddaje to tytułowa strona książki franciszkanina z Bośni Ivana
Bandulovicia Pištole i evanđelja (1613). Widnieją na niej zarówno
symbolizujący łacińskość św. Hieronim wraz z dwoma papieżami -?z których
jeden, Kajus, pochodził najprawdopodobniej z Dalmacji -?jak i uosabiający tradycję bizantyńską św. św. Cyryl i Metody, apostołowie
Słowian, twórcy tak ważnej dla Chorwatów głagolicy.
Przekonanie o syntezie tych dwóch kręgów cywilizacyjnych będzie w różnych momentach historycznych determinowało chorwacką kulturę. Wpłynie
na programy polityczne oraz wynikające z nich sposoby myślenia.
Pytanie -?na ile Słowianie biernie wchłaniali to, co napływało z zewnątrz, a na ile dodawali do tego swoją wartość -?jest przedmiotem
sporu. Nie byli, rzecz jasna, wyłącznie naśladowcami, choć taki
stereotyp rozpowszechnił się na Zachodzie, dowodząc, że w słowiańskich
kulturach dominowały zjawiska odtwórcze. Zresztą traktowanie Słowian
jako grupy spójnej, wręcz amorficznej charakteryzowało nie tylko ujęcia
zachodnie, ale również wpłynęło na myślenie znaczącej części elit
słowiańskich w XIX wieku. Zwolennicy
takiego poglądu, opierając się na niemieckiej filozofii romantycznej,
utożsamiali język z narodem. Sądzono nawet, że język przechowuje jakiś
tajemny kod właściwy dla Słowian, za Herderem nazywany Volksgeistem.
Dowodzono, że istnieje wspólna tożsamość wszystkich Słowian, która
została przez czynniki zewnętrzne -?wszelakie okupacje i inkulturacje -
zniszczona. Odbudowa tej tożsamości -?jak projektowano w tych programach
-?musi się oprzeć na politycznej wzajemności, a także na powrocie do
stanu wyjściowego (rzekomo naturalnego), czemu miał służyć zwrot ku
folklorowi. Język i folklor, a nierzadko także wiara (prawosławie uznano
za typowo słowiańską religię) -?wszystko to miało Słowian zjednoczyć i przeciwstawić ich Zachodowi. Taka wizja podkreślała rolę pochodzenia, a zaniedbywała długofalowe procesy, które doprowadziły do odróżnienia się
Chorwatów od Serbów, Polaków od Rosjan. Nie zadawano sobie pytania,
dlaczego wspólny korzeń sprzed wędrówek ludów ma stać się nagle
ważniejszy niż kilka setek lat kształtujących tożsamość i podmiotowość
poszczególnych narodów. Należało kilkusetletnie dziedzictwo odrzucić i wrócić do stanu błogiej i idyllicznej słowiańskiej jedności.
Wskutek takich tendencji ukonstytuuje się przekonanie o głębokiej
odmienności świata słowiańskiego, co wykształci silny antyokcydentalizm.
A nośnikiem tego nurtu będzie powstająca dyscyplina naukowa -?filologia
słowiańska. Wesprze go rusofilia, na gruncie której rozwinie się
panslawizm. Nie dość, że Słowianie zostaną uznani za jeden naród, to
jeszcze w ich krucjacie przeciwko Zachodowi prym miała wieść Rosja -
urzeczywistniająca słowiańską potęgę, wolność i odrębność. W dziewiętnastowiecznej Chorwacji wielu wybitnych ludzi uwierzy w ten
narkotyk mitu, jako to określiła Maria Bobrownicka. Luminarze epoki -
jak biskup rzymskokatolicki Josip Juraj Strossmayer, człowiek szerokich
horyzontów -?będą nawet krytykować Polaków za ich rzekome niezrozumienie
momentu dziejowego.
Tymczasem różnice między Slavia Romana a Slavia Orthodoxa były
wówczas ogromne, ponieważ niosły bagaż wielowiekowych nawarstwień
cywilizacyjnych. Dziś są wciąż żywe, ale z pewnością nie na tyle
głębokie, żeby uznać -?jak czyni to Samuel Huntington -?iż cywilizacja
prawosławna jest czymś odmiennym niż cywilizacja zachodnia (katolicka i protestancka). W perspektywie historycznej istnieją poważne różnice obu
modeli kulturowych: nadzwyczajny dynamizm Zachodu w rozwoju kultury
duchowej i materialnej wobec stagnacji Wschodu, odmienny stosunek do
władzy świeckiej i kościelnej oraz do języka liturgicznego i literackiego. Wchodząc w obszar dominująco zachodni, cały ten bagaż
kulturowy stał się udziałem Chorwatów.
Za sprawą chrześcijaństwa łacińskiego Chorwaci przejęli nie tylko
zachodni model kulturowy, ale również odziedziczyli elementy kultury
starożytnej -?helleńskiej i rzymskiej. Choć więc nie są w prostej linii
potomkami Rzymian ani wczesnych chrześcijan, to są z pewnością
dziedzicami ich tradycji. Chorwacja jest zanurzona w antyku. Wiele miast
współczesnych kontynuuje tradycje ilirskie, helleńskie i rzymskie, na
które nawarstwiała się tradycja chrześcijańska -?i to zarówno zachodnia,
jak i wschodnia. Widać to gołym okiem nad Adriatykiem, choćby w Puli czy
Splicie, gdzie antyczne budowle wpisane są we współcześnie istniejące
założenia urbanistyczne. Świadomość tego żywiołu, obecna w życiu
codziennym i kulturze Dalmacji, niejednokrotnie dawała o sobie znać w twórczości artystycznej. Urodzony we Vrgoracu, na zapleczu wybrzeża
dalmatyńskiego, genialny poeta Augustin Tin Ujević (1891-1955) pisał na
początku XX wieku:
Bo tutaj zmagają się dwie straszliwe siły, będące przedmiotem
starożytnej i nowożytnej historii, a sięgające głęboko w czasy
najnowsze. Po jednej stronie Rzym, po drugiej -?barbarzyńcy [...] walka
chrześcijaństwa z pogaństwem, w której zwycięża chrześcijaństwo; bój
świata romańskiego ze słowiańskim, w którym zwycięstwo odnoszą
Słowianie, choć nie są to zwycięstwa bez strat i koncesji, ani klęski
bez zadośćuczynienia. [...] Jak wiele splotło się tutaj konfliktów i jak
wiele węzłów, które najczęściej trzeba było rozplątać tak, jak ów
gordyjski -?mieczem. Walka wiary z wiarą, walka języka z językiem,
Wschodu z Zachodem, zapisanych przywilejów z żywymi prawami, cywilizacji
z barbarzyństwem, narodu z narodem, narodu z państwem -?a wszystko to
przemieszane w chaotycznym labiryncie zawiłych zdarzeń [...]. Na tę
ziemię wszystkie narody znaczące dla historii, od Greków i Rzymian po
Turków, rzuciły swój cień; w jej powietrzu pozostał nieśmiertelny
odblask przeszłości23.
Tradycjami antycznymi szczycą się również miasta pozostałych regionów
Chorwacji, choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, bo nadgryzł je ząb
czasu lub zostały zniszczone. Zdarzają się wyjątki, na przykład
imponujące rzymskie termy w okolicach Varaždinu. Obecność antyku w pejzażu kulturowym udokumentowana jest również przez znaleziska -?i greckie, i rzymskie. Można by bez końca wymieniać najwyższej klasy
dzieła sztuki: od rzeźby greckiej bogini z IV wieku p.n.e. z wyspy Vis i Kairosa z I wieku p.n.e. z Trogiru czy znalezionego w 1996 roku na wyspie Lošinj Apoksyomenos, przez mozaiki rzymskie z Puli,
aż do rzeźby Minerwy z Panonii z II
wieku n.e.
Od związków plemiennych do państwa
Jest rok 819. W bitwie nad rzeką Kupą -?być może na dzisiejszej granicy
chorwacko-słoweńskiej, być może na południowy zachód od Zagrzebia -
doszło do potyczki dwóch władców słowiańskich: Ljudevita zwanego
Posawskim i Borny. Donoszą o niej Annales regni Francorum. Siedziba
pierwszego znajdowała się w północnej Chorwacji -?Panonii (w mieście
Sisak), drugiego -?w Dalmacji (w regionie Gacki). Frankijskie annały
określają Bornę mianem dux Dalmaciae lub dux Dalmatiae atque
Liburniae, co zapewne oznacza, że był wysoko postawionym
przedstawicielem hierarchii karolińskiej, na czele której stał wówczas
syn Karola Wielkiego, Ludwik Pobożny (miał on nawet, jak donoszą
kroniki, przyjąć poselstwo Borny). Chorwaci z nazwy nie pojawiają się w tych rocznikach, lecz występują jako Słowianie -?w tytule Borny: dux
Sclavorum Dalmatinorum atque Liburnorum. Ljudevit zaś to dux Panoniae
Inferioris. Choć Dalmacja i Dolna Panonia to krainy, w których
wykształci się chorwacki etnos, to ośrodkiem chorwackiej państwowości w średniowieczu była przede wszystkim Dalmacja.
I Ljudevit, i Borna, o których pochodzeniu i związkach dynastycznych
niewiele wiadomo, byli wasalami Franków, ale pierwszy, jak donoszą
kroniki, z powodu "arogancji" margrabiego Friuli -?Kadolaha, postanowił
się przeciw niemu zbuntować i uniezależnić. Ten drugi zaś stanął po
stronie cesarskiej. W pierwszej fazie Ljudevit osiągał pewne sukcesy, a wojska Borny zostały zmuszone do wycofania się nad Adriatyk -?w okolice
Novego Vinodolskiego. Sam Borna uszedł z życiem dzięki pomocy swojej
drużyny. Ostatecznie dopiero w 823 roku ogromna armia, wspierana przez
siły wysłane z dzisiejszych Włoch, pokonała Ljudevita. Po klęsce książę
schronił się w Sisaku, a następnie zbiegł do bliżej nieznanych serbskich
posiadłości w Dalmacji (ad Sorabos, qua natio magnum Dalmatiae partem
obtinerere dicitur). Nie wiadomo, które serbskie posiadłości miał na
myśli frankijski annalista, ale ten szczegół z dokumentu -?podobnie jak
wiele innych późniejszych źródeł -?każe nam uznać, że Borna nie władał
całą Dalmacją. Jak zauważa Radoslav Katičić, trzeba raczej mówić o różnych książętach, a Bornę potraktować jako jednego z duces
Chroatorum lub Sclavorum Dalmatinorum24 -
kontynuatorów wcześniejszych Sclavinii, powstałych ze związków
plemiennych.
Tradycyjna historiografia -?która w XIX
wieku opierała się na mitach, przedstawiających Słowian jako odwieczne
ofiary krwawych Germanów -?skłonna była doceniać Ljudevita, a potępiać
Bornę. Ljudevit urastał do rangi pierwszego słowiańskiego władcy, który
oparł się Niemcom. Bornę zaś oskarżano o wasalstwo, a nawet o zdradę
samoistności słowiańskiej. Wedle komunistycznych interpretacji miał być
sługusem Karola Wielkiego -?władcy niepiśmiennego, ale brutalnego, a ponadto "budowniczego najbardziej monstrualnego zachodnioeuropejskiego
systemu feudalnego" (Zvane Črnja). W takiej perspektywie przyjęcie
chrześcijaństwa bywa interpretowane jako wprowadzenie feudalizmu tylnimi
drzwiami. Ponieważ Słowianie nie znali systemu feudalnego i podobno żyli
w wolnych związkach plemiennych, łatwiej było im narzucić ten model za
pomocą nowej religii, niż wdawać się z nimi w wyniszczające walki.
Niektórzy historycy przypominali nawet opinie Konstantyna Porfirogenety,
który pisał o okrucieństwie Franków wobec Chorwatów w Dalmacji. Ich
barbarzyństwo, jego zdaniem, nie miało sobie równych. Podobno
poplecznicy Karola mordowali niemowlęta i rzucali na pożarcie psom.
Zdaniem Zvane Črnji, autora kulturowej historii Chorwacji,
chrześcijaństwo odpowiadało za zbrodnie, a jego symbol -?chrzcielnica
księcia Višeslava "skapywała krwią wymordowanych słowiańskich dzieci"25.
Konflikt słowiańsko-germański zapewne miał głębokie podłoże kulturowe
(odmienności w rozumieniu świata i władzy politycznej), ale jednak takie
oceny są -?przynajmniej w perspektywie chorwackiej racji stanu -
jednostronne i nie uwzględniają realiów historycznych. Ljudevit
rzeczywiście heroicznie przeciwstawił się potężnym Karolingom, ale fakt,
że został przez nich pokonany paradoksalnie umocnił w Dalmacji
administrację frankijską, a w ślad za tym -?zachodnie chrześcijaństwo.
Ramy karolińskie zaś, uznawane przez słowiańskie ideologie w XIX i XX wieku
za germańskie okowy, umożliwiły Bornie utworzenie zrębów autonomii,
które z czasem dadzą realne podstawy dla państwowości. W tamtej epoce
uzyskanie takiego statusu nie było z pewnością możliwe ani bez przyjęcia
chrześcijaństwa, ani bez posiadania silnego protektora, czy to ze
Wschodu, czy z Zachodu. Osamotnieni władcy zawsze byli przegrani.
Nie wiadomo, czy następujący po Bornie książęta byli z nim spokrewnieni.
Jednak w jakimś sensie kontynuowali jego politykę -?"kurs prozachodni",
pozostawanie w orbicie Franków i jednocześnie powolne wyzwalanie się
spod ich bezpośrednich wpływów, również za sprawą krótkotrwałych sojuszy
z Bizancjum. Niektórzy chorwaccy władcy w kontynentalnej Dalmacji
osiągnęli niemal pełną niezależność, ale również poważną pozycję
polityczną w całym regionie, więc ich władza mogła okrzepnąć na tym
niespokojnym obszarze. Już w 839 roku chorwacki władca Mislav (panujący
od ok. 839 do ok. 852) zawarł pokój z Wenecją. Flocie dożów doskwierały
chorwackie statki, niewielkie i nadzwyczaj zwrotne. Walki o wpływy na
Morzu Adriatyckim między Chorwatami -?od 1102 roku w unii z Królestwem
Węgier -?a Wenecją będą z różną intensywnością trwały aż do XV wieku, kiedy Republika św. Marka otrzyma
Dalmację w posiadanie. Jedynie niewielki Dubrownik -?opierając później
swoją niezależność na zwierzchnictwie tureckim -?rzuci Wenecji rękawicę.
Kolejny chorwacki władca, któremu udało się umocnić władzę i zdobyć
szacunek papieża i Republiki Weneckiej, to Trpimir (panujący od ok. 852
do ok. 864). O jego silnej pozycji świadczą trzy fakty potwierdzone w źródłach. Po pierwsze, na dworze Trpimira w Klisie sąsiadującym ze
Splitem przebywał w latach 846-848 saksoński benedyktyn Gottschalk,
który został wyklęty przez zachodnie duchowieństwo za propagowanie
dogmatu o predestynacji. W swoim dziele De Trina Deitate określił
Trpimira mianem rex sclavorum (król słowiański), co wcale zdaniem
mediewistów nie musi znaczyć, że Trpimir istotnie nosił tytuł króla
(było to określenie zwyczajowe, ale z pewnością znaczące). Sam jednak
fakt, że Gottschalk ukrył się na dworze Trpimira, świadczyć może o sile
księcia i jego niezależności. Mnich pisał też o wygranej bitwie Trpimira
z "narodem Greków" (gens Graecorum). Choć nie wiadomo, czy chodziło o siły bizantyńskie, serbskie albo bułgarskie, to zwycięstwo musiało być
znaczące. Po drugie, w Ewangeliarzu z Cividale, pochodzącym z VI wieku, w którym wpisywali się dostojni
pielgrzymi, widnieje wpis Trpimira i jego syna, a także innego
chorwackiego władcy Branimira z żoną Marią. Po trzecie, w 852 roku
Trpimir sporządził akt darowizny, w którym potwierdził splickiemu
arcybiskupowi prawo własności kościoła św. Jerzego na Putelju. Historycy
spierali się o autentyczność tego dokumentu, ponieważ zachował się tylko
jego odpis z XVI wieku. Wnikliwe
analizy, również językowe, dowiodły jednak, że pierwsza część jest
autentyczna, a druga została spreparowana przez duchownych, żeby
zalegalizować wiarygodność darowizny. W dokumencie tym, pisanym po
łacinie, Trpimir (w wersji zlatynizowanej -?jako Trepimeros) sam
nazywa siebie "z Bożej łaski księciem Chorwatów" -?Dux Chroatorum
iuvatus munere divino, co można tłumaczyć jako dowód na jego
autonomiczny status. Warty odnotowania jest jeszcze jeden szczegół.
Mianowicie Trpimir nie nazywa siebie księciem Dalmacji, jak wcześniej
źródła określały Bornę, lecz księciem Chorwatów. Odejście od
kwalifikacji terytorialnej na rzecz etnicznej, a także rezygnacja z ugruntowanej nazwy mającej antyczną proweniencję (Dalmacja) również
świadczy o potędze chorwackiego władcy. W ten sposób pękają ramy
karolińskie, a do głosu dochodzi podmiotowość etnosu chorwackiego. Już
wtedy książę Dalmacji i Liburni stał się jednocześnie, jak twierdzi
Radoslav Katičić, dux gentis Sclavorum
Chroatorum26.
Jest wielce prawdopodobne, że Trpimir jako pierwszy władca dostrzegł
konieczność włączenia do swego państwa Splitu. Mógł przypuszczać, że
umocniłoby to jego autorytet. W basenie Morza Śródziemnego największym
prestiżem cieszyły się biskupstwa w tych miastach, które szczyciły się
antycznym rodowodem. Split spełniał ten warunek, ponieważ dziedziczył
tradycję Salony. Można podejrzewać, że właśnie z tego powodu na główną
siedzibę Trpimir wybrał Klis, na wzgórzu, skąd rozciągał się widok na
Split. A być może przesądziła zwykła praktyczność. Klis był przecież
znakomicie położony i skomunikowany dawnymi rzymskimi drogami z osadami
w kontynentalnej i nabrzeżnej Dalmacji. Ponadto był od starożytności
sprawdzoną twierdzą.
Kolejny władca chorwacki Domagoj (panujący od ok. 864 do 878) z pewnością nie wywodził się z dynastii założonej przez Trpimira, lecz z plemienia Neretwian, zasiedlającego dorzecze Neretwy w południowej
Dalmacji. Obszary te były określane mianem Paganii. Wywodzili się z nich
władcy długo cieszący się niezależnością. Do dzisiaj są przedmiotem
sporu historyków chorwackich i serbskich. Nie wiadomo, czy nowy książę
podporządkował sobie wszystkie terytoria chorwackie, czy może tylko ich
część. Wiedzę na jego temat czerpiemy z kronik weneckich i korespondencji papieża Jan VIII, w której zwierzchnik Kościoła zachodniego krytykuje Domagoja za sprzyjanie
piractwu. Z kolei kroniki weneckie nazywają go "najgorszym księciem
słowiańskim" (pessimus dux Chroatorum). Domagoj, który plądrował
wybrzeża Italii, w tym nawet port Bari, był jedynym z tych władców,
którzy nie kontynuowali jednoznacznie prozachodniej polityki Borny.
Jego następca Zdeslav (panujący od 878 do 879) -?już z pewnością potomek
Trpimira -?próbował pójść w ślady Domagoja, toteż zawiązał z Bizancjum
sojusz, który miał mu umożliwić zrzucenie zwierzchnictwa Franków. Jednak
w 879 roku został zabity przez jakieś bliżej nieznane stronnictwo
plemienne, które dążyło do ugruntowania władzy Franków, widząc w tym
gwaranta własnej podmiotowości, a może nawet szansę na polityczną
emancypację. Wydaje się, że wśród ówczesnych elit chorwackich ścierały
się właśnie te dwie wizje -?jedna uległa wobec Franków, druga pragnąca
zrzucenia ich zwierzchnictwa. Przedstawicielem tej pierwszej był Mislav,
tej drugiej -?Domagoj. Ostatecznie obie zbiegną się z sobą -?mimo
podporządkowania Frankom ciągła obecność Bizancjum w miastach
dalmatyńskich oraz sojusze z papiestwem wzmocnią procesy umożliwiające
uzyskanie autonomii.
Kolejny władca, Branimir (panujący od ok. 879 do 888), walnie się do
tego przyczyni. Ten sam papież, który ganił Domagoja, napisał do
Branimira list, w którym błogosławi jego i "jego naród". W liście nazwał
go swoim "drogim synem" (carissimus filius). Czytamy w nim:
"Najjaśniejszemu panu Branimirowi, księciu chorwackiemu i synowi naszemu
drogiemu, a również wszystkim pobożnym duchownym i żupanom, jak i całemu
narodowi -?pokój i miłość w imię Jezusa Chrystusa". Jest to z pewnością
potwierdzenie niezależności księcia, choć papież z jakiegoś powodu nie
określał Branimira tytułem dux, lecz princeps lub comes. Sam
Branimir miał wielkie ambicje, skoro pozostawił po sobie kamienne płyty
z wyrytym imieniem i tytułem książęcym. Odnaleziono sześć takich płyt.
Są to pierwsze zachowane inskrypcje z imieniem chorwackiego władcy i świadczą o jego rozmachu na polu architektury sakralnej. Jedną z płyt
kamiennych, służącą za przegrodę w przedromańskim kościele, znaleziono w okolicach miejscowości Benkovac (sam kościół był zapewne w miejscowości
Muć). Na innych płytach jego imię widnieje wraz z tytułem -?raz
występuje jako (Bra)nnimero dux Sclavorum (w kościele św. Michała w Ninie), innym razem jako (Bra)nimero duce(m) Sclavitnoru(m), jeszcze w innym jako dux Cruatorum. Jeśli Branimir sam przyczynił się do
powstania tych napisów, co wydaje się niemal pewne, to wymienne użycie
obu terminów: Słowianie i Chorwaci świadczy albo o niewyrazistości
odniesień tych dwóch etnonimów, albo o dużych ambicjach politycznych
księcia. Utożsamiając chorwackość ze słowiańskością, chciał być może
przekonać do siebie przedstawicieli plemion na większym terytorium. A może określenie "Słowianie" odnosiło się do grupy etnicznej, "Chorwaci"
zaś do jej elity. Trudno powiedzieć.
Branimir niewątpliwie odegrał istotną rolę w utworzeniu biskupstwa w jednej ze swoich siedzib, w nadmorskim Ninie, która będzie z czasem w dokumentach określana mianem biskupstwa chorwackiego. Od tego momentu
rozpocznie się kilkudziesięcioletni okres rywalizacji między biskupami w Splicie i w Ninie. Nin, choć założony jeszcze w antyku (łac. Aenona),
nie mógł poszczycić się tak wspaniałą tradycją jak Split (kontunuujący
dzieje Salony). Jednak sobory w Splicie w 925 i 928 pokazały, jakie
aspiracje mieli chorwaccy władcy. Póki co Branimir i jego siedziba w Ninie nie mogły konkurować ze Splitem. Dla księcia liczyła się
propapieska orientacja. Słabnięcie władzy cesarskiej i powolny rozkład
państwa Franków mógł mu bowiem zapewnić autonomię, ale musiał mieć do
tego poparcie papieża. Stąd nie dziwi, że w Rižinicach niopodal rodowego
Klisu w połowie IX wieku pojawili się
benedyktyni. Po ich kościele ufundowanym przez księcia zostały tylko
ruiny, ale można na ich podstawie wnioskować, że powstał na fundamentach
świątyni wczesnochrześcijańskiej. Był to pierwszy w Dalmacji klasztor
benedyktynów. Ten najstarszy mniszy zakon przyczynił się walnie do
zakorzeniania idiomu łacińskiego na ziemiach chorwackich, a także do
rozwoju kultury piśmienniczej.
Po Branimirze pojawili się kolejni władcy, między innymi Muncimir (ok.
892 -?ok. 914), ale ważniejszą rolę w kształtowaniu się chorwackiej
państwowości odegrał dopiero zasiadający po nim na tronie Tomislav
(panujący od ok. 914 do ok. 928). W jego przypadku szczególnie trudno
oddzielić fakty od mitów. Dziewiętnasto- i dwudziestowieczna ideologia
narodowa umieściła go w narodowym panteonie i przypisała szczególne
miejsce w dziejach chorwackich. A gloryfikacja najczęściej sprzyja
mitologizacji. Wiadomo jednak z całą pewnością, że papież Jan X określał Tomislava tytułem rex, który w językach słowiańskich tłumaczony był jako król. Słowo "król" (chorw.
kralj) powstało w językach słowiańskich na wzór imienia Karola
Wielkiego. W imieniu Karl doszło do przestawki, ale różnie się ona
zrealizowała w językach słowiańskich. Historycy nie są jednak zgodni co
do tego, czy Tomislav był rzeczywiście koronowany. Nie ma na to bowiem
żadnych potwierdzeń w źródłach.
Tomasz Archidiakon ze Splitu -?autor kroniki Historia salonitana,
która powstała w XIII wieku, ale jej
części były dopisywane w wieku XVI
(tytuł tej nowej wersji to Historia salonitana maior) -?określa
Tomislava tytułem dux. Z kolei kronikarz z Dukli (pop Duklanin) pod
koniec wieku XII nie wspomina nic o Tomislavie, ale sporo miejsca poświęca bliżej nieznanemu księciu
Świętopełkowi, którego koronacja miała się odbyć w roku 925 na bliżej
nieznanym Polu. Dziewiętnastowieczna historiografia utożsamiła
Świętopełka z Tomislavem, a Pole z Duvnem w Bośni (które nazywa się
dzisiaj Tomislavgradem). Stąd niezwykła popularność Tomislava w pamięci
zbiorowej Chorwatów. Potwierdzają to nazwy ulic i pomniki w ścisłych
centrach miast, jak zagrzebski pomnik Króla Tomislava dłuta Roberta
Frangeša Mihanovicia (1872-1940) stojący na placu przed dworcem głównym
na tle panoramy miasta. Jeszcze dalej idzie dawniejsza historiografia.
Jeden z romantycznych historyków chorwackich Vjekoslav Klaić opisał
ceremonię, podczas której lud chorwacki miał śpiewać następującą pieśń
pochwalną:
"Chwała Bogu na wysokości, a pokój ludziom na ziemi!
Chwała i dziękczynienie Bogu, który się umiłował nad ludem i obdarzył go
królem koronowanym.
Chwała i dziękczynienie Ojcu Świętemu, papieżowi rzymskiemu.
Chwała i dziękczynienie najjaśniejszemu i wielkodusznemu królowi
chorwackiemu (Tomislavowi).
Chwała, dziękczynienie i zdrowie.
Radość dla ludu, który doczeka dnia wielkiego i zostanie świadkiem
koronacji króla swego.
Błogosławiony dzień życia nowego narodu chorwackiego [...]".
Tak mniej więcej przeprowadzono i uczczono koronację
Tomislava27.
W tym fikcyjnym przedstawieniu, odpowiadającemu powszechnie podzielanemu
wyobrażeniu, Tomislav uosabia chorwackie raison d'état. Co istotne,
zakłada się tutaj zbieżność celów wszystkich stanów: hierarchii
kościelnej, władzy plemiennej i ludu. Wszyscy pragną tego samego, a patronuje temu Kościół katolicki.
Podobnie jak w przypadku przybycia nad Adriatyk, w XIX wieku wyobrażenie o koronacji zostało
przełożone na język malarski. Dokonał tego wspominany już Oton Iveković;
na jego obrazie atmosfera zdarzenia jest podniosła i uroczysta, daje się
wyczuć entuzjazm obecnych. Można odnieść wrażenie, że na ten akt czekali
wiele lat, że jest on ziszczeniem marzeń pokoleń Chorwatów -?od
przybyszów z Białej Chorwacji do współczesnego rycerstwa. Koronacja to
szczytowe wydarzenie złotej epoki, moment kulminacyjny w rozwoju
państwa. Tomislav w koronie dostojnie siedzi na białym koniu w centrum
sceny, towarzyszą mu rycerze trzymający dwa herby -?jeden Chorwacji,
drugi Dalmacji; herby, które wówczas jeszcze nie istniały (pojawią się
one dopiero pięćset lat później). Przyjęcie perspektywy współczesnej ma
na celu stworzenie czytelnego przekazu, w którym odbiorca rozpozna
powszechnie panujące przekonanie o tym, że Tomislav zjednoczył południe
z północą -?Dalmację ze Slawonią (Panonią). Po lewej stronie, gdzie
widnieje herb Chorwacji, pojawia się roślinność kontynentalna, po prawej
-?gdzie Dalmacji -?roślinność śródziemnomorska. Malarz nie oparł się na
wiedzy historycznej, lecz na współczesnych mu wyobrażeniach. Bo przecież
nazwa Chorwacja w wieku X odnosiła się
do Dalmacji, a nie do północnych obszarów.
Całe to przedstawienie wpisuje się dziewiętnastowieczną opowieść, której
nie można zweryfikować w źródłach. Nie ma żadnych dowodów na to, że
integracja północy i południa doszła do skutku. Bardziej zachowawczy
historycy twierdzą, że król mógł co najwyżej przyłączyć do Chorwacji
(wówczas utożsamianej z Dalmacją) obszar wokół twierdzy Sisak, a więc
nie całe terytorium Panonii. Zdaniem niektórych mediewistów, na przykład
Nevena Budaka, tereny Slawonii -?między rzekami Sawą a Drawą (w IX wieku w niektórych dokumentach występuje
jako regnum inter Dravum et Savum flumine) -?mogły być wówczas
bezpańskie, to jest ani wyraźnie chorwackie, ani wyraźnie węgierskie.
Zamieszkujące te terytoria plemiona nie stworzyły ośrodka, wokół którego
mogłyby się zintegrować i wykształcić tożsamość zbiorową. Budak
przypomina, że nie został dotąd odnaleziony żaden dokument świadczący o tym, żeby mieszkańcy tego regionu określali się jako Chorwaci, jak miało
to miejsce w Dalmacji. Nawiasem mówiąc, dzieje Panonii do XVI wieku -?w tym na przykład panowanie
frankijskiego wasala księcia Braslava pod koniec IX wieku -?są w chorwackich syntezach
historycznych traktowane peryferyjnie.
Wspomniany opis Klaicia jako żywo przypomina polichromię malarza
realisty Josipa Horvata Međimurca (1904-1945) wykonaną w 1938 roku w grodzie Ozalj, siedemdziesiąt kilometrów na południowy zachód od
Zagrzebia. Artysta uchwycił moment nakładania na głowę klęczącego
Tomislava korony przez biskupa. W obrazie Međimurca akt dokonuje się na
dziedzińcu jakiegoś zamku, przedstawionego ahistorycznie, bo w stylu
gotycko-renesansowym. Podobnie jak u Ivekovicia pojawiają się herby z chorwacką szachownicą. Stosowanie takich technik świadczy o tym, że
przeszłość zostaje przez malarzy wpisana w horyzont oczekiwań
narzuconych przez współczesność. Polichromia pojawiła się w Ozalju -
siedzibie chorwackich rodów magnackich, Frankopanów i Zrinskich, które w czasach braku suwerenności traktowano jak "zastępcze dynastie". Taką
wizję w XX wieku stworzył poeta
chorwackiej moderny Antun Gustav Matoš, który w eseju Oko Rijeke
(Wokół Rijeki) pisał: "prawdziwymi królami Chorwacji byli Zrinscy i Frankopanowie".
Krytyczne uwagi specjalistów, dotyczące zarówno samej koronacji, jak i zjednoczenia Dalmacji i Slawonii, nie mają dla świadomości społecznej
większego znaczenia. Ona żyje w bezrefleksyjnej admiracji dla
rozstrzygnięć XIX wieku, a w oderwaniu
od ustaleń naukowych. Dla większości Chorwatów ani koronacja, ani
zjednoczenie północy z południem (co będzie przedstawiane jako
wielowiekowe dążenie Chorwatów) nie podlegają dyskusji. Podobnie zresztą
jak przekonanie o tym, że król Tomislav przyłączył do swego królestwa
miasta dalmatyńskie i że powstrzymał ekspansję Węgrów. Pierwszy wątek
pojawia się w kronice Tomasza Archidiakona, twierdzącego, że miasta te
znalazły się w obrębie władzy Tomislava, ale sprawował ją w imieniu
Bizancjum. Niektórzy mediewiści przychylają się ku temu twierdzeniu,
zaznaczając jednak, że nie rządził on miastami, jak się potocznie
przyjmuje, lecz jedynie otrzymywał część trybutu, który miasta płaciły
za zwierzchnictwo Bizancjum28.
Pisarz, który przyczynił się do ugruntowania mitu o koronacji, Vladimir
Nazor, koncentruje się na jeszcze innym szczególe. Tomislav jest w jednym z jego wierszy, opublikowanych pod tytułem Hrvatski kraljevi
(Chorwaccy królowie, 1912), przedstawiony jako bohater w dramatycznym
geście ratujący ojczyznę przed najazdem plemion Arpada, które niedługo
wcześniej zajęły swą ojczyznę nad Dunajem. Chorwacki władca został
sportretowany jako młody budowniczy i obrońca przed złem (symbol
cywilizacji), natomiast Arpad jako starzec, poganin dziesiątkujący lud
chrześcijański i siejący spustoszenie. Pierwszy personifikuje
cywilizację, drugi -?barbarzyństwo.
Konflikt z X wieku został zobrazowany
jako walka dobra ze złem, ale jej przetłumaczenie na realia chorwackiej
polityki początku XX wieku odwołuje się
do jeszcze jednego istotnego szczegółu. Przedstawienie Węgrów jako
barbarzyńców, a Chorwatów jako obrońców cywilizacji odzwierciedla
chorwackie poczucie wyższości nad potomkami Arpada. Płomienna poetycka
wypowiedź Vladimira Nazora, oparta na legendzie i wystylizowana idiomem
modernizującym, przedstawia Madziarów jako uzurpatorów pretendujących do
miana obrońców Zachodu przed Imperium Osmańskim (antemurale
christianitatis). Tymczasem -?przypomina Nazor -?prawda jest taka, że
kiedy Chorwaci bronili świat cywilizowany przed barbarzyństwem, Węgrzy
byli przybyłymi z Azji poganami. Między ówczesnymi Azjatami a Osmanami
wydaje się nie być żadnej różnicy.
Negatywne postrzeganie Węgrów miało głębsze korzenie i dawniejszą
historię. Niemal do XVI wieku
europejskie oczy widziały w Madziarach potomków krwiożerczych Hunów (np.
Wincenty Kadłubek), których obraz poprawił się dopiero w czasach
bohaterskich walk z Turkami. W wielu chorwackich źródłach historycznych
powraca stereotyp Węgra jako Azjaty. Na początku XVI wieku Ludovik Crijević Tuberon,
dubrownicki patrycjusz piszący po łacinie, określi ich mianem dzikich i nieokiełznanych Scytów. W połowie XVIII
wieku franciszkanin z Dalmacji, Filip Grabovac w popularnej książce
pseudohistorycznej napisze: "Dziwny to był naród, jako rozwrzeszczani
wilcy. [...] Surowe mięso jedli, ludzką krew pili, litości nie mieli,
każdy naród łupili". Grabovac będzie miał jednak więcej zrozumienia dla
Węgrów niż Nazor. Uzna ich za najbitniejszy naród w walce z Turkami,
podobnie zresztą jak wielu pisarzy z kręgu dubrownicko-dalmatyńskiego w wiekach od XV do XVIII. Ale oczywiście dla Grabovaca -?i innych
twórców literatury, takich jak Hanibal Lucić, Petar Kanavelić, Brne
Krnarutić czy Andrija Kačić Miošić -?Węgrzy byli symbolem walki z Turkami, ewentualnie kontrolowanego oporu przeciw Republice św. Marka
(za swoją śmiałą agitację antywenecką Grabovac został skazany na
więzienie, w którym zmarł). Początek XX
stulecia, czyli tysiąc lat po koronacji Tomislava, to moment eskalacji
konfliktu chorwacko-węgierskiego. Stąd siłą rzeczy w czasach Nazora
dawne osiągnięcia Węgrów na polu chrystianizacji wydawały się nic nie
znaczącym szczegółem.
Źródła historyczne mówią, że w czasach rządów Tomislava odbyły się w Splicie dwa sobory kościelne dla rozstrzygnięcia lokalizacji
arcybiskupiej metropolii na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, która
zjednoczyłaby w jednej kościelnej jurysdykcji całą Dalmację. O status
ten konkurowały trzy miasta; dwa miały chlubne tradycje antyczne (Zadar
i dziedziczący tradycje Salony Split), trzecie (Nin), choć istniało w starożytności, było mniej znaczące. W interesie Tomislava -?i szerzej,
chorwackiej racji stanu -?było ulokowanie arcybiskupstwa w Ninie,
będącym pierwszą siedzibą biskupa po przyjęciu przez Chorwatów chrztu.
Tam od czasów Trpimira znajdowała się jedna z rezydencji suwerenów
państwa chorwackiego, podczas gdy Split i Zadar pozostawały formalnie
poza ich kontrolą. Symbolem chorwackiej obecności w Ninie jest zachowany
do dzisiaj w znakomitym stanie kościół św. Krzyża. Reprezentuje on
architekturę przedromańską i morfologicznie przypomina wiele innych tego
rodzaju budowli nad Adriatykiem, symboli chorwackiej państwowości
średniowiecznej. Sobór w 925 roku powołał arcybiskupstwo w Splicie i zdecydował, że biskupstwo w Ninie zostanie zlikwidowane po niemal
sześćdziesięciu latach istnienia. Tym sposobem chorwaccy władcy stracili
realną możliwość wyboru metropolity kościelnego, który obejmowałby swoim
zwierzchnictwem chorwackie ziemie w Dalmacji kontynentalnej. Nawet jeśli
chorwacki król był zwierzchnikiem miast dalmatyńskich, to o wyborze
arcybiskupa nie decydował on, ale mieszkańcy Splitu, wśród których nie
było jeszcze wtedy zbyt wielu zwolenników Królestwa Chorwacji. Była to
zatem niewątpliwa porażka króla. Jednak z drugiej strony sobór
potwierdził status Tomislava jako władcy Chorwacji. Umożliwił mu
również, zgodnie z umową z papieżem, ekspansję terytorialną w południowej Dalmacji. W ostatecznym rozrachunku powstanie jednego
biskupstwa jednoczącego ziemie Dalmacji -?chociażby jurysdykcją
kościelną -?dało impuls do dalszej ich integracji. Sukcesy osiągano
małymi krokami.
Do XIX wieku sądzono -?a do dzisiaj w wyobraźni zbiorowej taka wizja pokutuje -?że w tle sporu o siedzibę
arcybiskupstwa był konflikt papieża z cesarzem bizantyńskim,
zwierzchnikiem miast i patronem Tomislava, jak również niesnaski
dotyczące statusu liturgii słowiańskiej na tych terenach (papiestwo,
obawiając się szerzenia "herezji", konsekwentnie odmawiało językowi
słowiańskiemu praw liturgicznych, podczas gdy cesarz bizantyński mu
sprzyjał). Jak jednak pokazują nowsze badania, nie miało to ze sobą
związku, co więcej, nie ma nawet pewności, czy wówczas liturgia
słowiańska na ziemiach chorwackich występowała. Z dokumentów
posoborowych wynika, że papież potępił liturgię słowiańską, ale swój
apel wystosował do biskupów miast południowych -?Kotoru, Stonu i Dubrownika, które nie należały do królestwa. Tak twierdzi na przykład
mediewistka Nada Klaić. Grgur, ówczesny episcopus Chroatorum z Ninu,
nie chciał uznać władzy metropolity splickiego29. Jeszcze inni
kwestionują, jakoby sobór w ogóle dotyczył liturgii słowiańskiej.
Jednak w chorwackiej wyobraźni historycznej panuje powszechne
przekonanie, że decyzje soborowe były jawnym aktem przemocy przeciwko
państwu chorwackiemu. Dziewiętnastowieczna historiografia doprowadziła
do utożsamienia złotego wieku państwa, symbolizowanego przez Tomislava,
ewentualnie przez późniejszego króla Zvonimira, z obecnością liturgii
słowiańskiej -?wyrazem odrębności. Obraz Kristiana Krekovicia
(1901-1985) z początku XX wieku
przedstawia późniejszego króla Dmitra Zvonimira w koronie, który dumnie
trzyma księgę głagolicką. Wyraża to przekonanie, że władcy chorwaccy
sprzyjali liturgii słowiańskiej i wspierali mnichów głagolitów. Taki
manewr umożliwia bowiem powiązanie dwóch ważnych elementów tradycji
chorwackiej -?idei kościelnej odrębności i politycznej suwerenności, tak
jakby wyrażały te same dążenia. Rzeczywiście, z dzisiejszej perspektywy
tak się może wydawać, ale wieki IX i X kierowały się własną logiką. Wiadomo
skądinąd, że król Tomislav -?chcąc nie chcąc -?popierał niekorzystne dla
głagolitów rozstrzygnięcia soborów w Splicie. Choć w rzeczy samej trudno
sobie wyobrazić, żeby tak wielki ruch kościelny, jakim była liturgia
słowiańska, rozwijał się bez wsparcia elity rządzącej, to jest to tylko
hipoteza konieczna, bowiem źródła o tym milczą. Być może należałoby
większą rolę we wspieraniu głagolitów przypisać lokalnym możnowładcom,
zwłaszcza że liturgia słowiańska najsilniejsza była na tych terenach,
które władzy królewskiej długotrwale nie podlegały (Istria, wyspy
Kwarneru: Krk i Rab). Na przykład wpływowi książęta krccy, zwani od
XV wieku Frankopanami, liturgię
słowiańską z całą pewnością popierali.
Pozostaje jeszcze jedna niejasność. Nie ma pewności, czy liturgia
słowiańska w czasach Tomislava była w Chorwacji obecna. Niektórzy
badacze (jak Florin Curta) sądzą, że pojawiła się później -?nawet w wieku XI. Dowodem ma być choćby fakt, że
nie ma na terytorium Chorwacji zabytków głagolickich ani z IX, ani z X
stulecia. Problem liturgii słowiańskiej rzeczywiście pojawi się na
soborze splickim, ale przeszło sto lat później. Zgodnie z założeniami
soboru laterańskiego, zatwierdzonego przez sobór w Splicie w 1060 roku,
kuria rzymska nie tylko zakazała zawierania małżeństw przez duchownych i wprowadziła nakaz golenia brody, ale utrzymała wyłączne prawo dla łaciny
jako języka liturgicznego. Język słowiański pozostał "barbarzyńskim".
Kuria zachowała również prawo do wyłącznych interpretacji w nauczaniu
Ewangelii. Zakazu sprawowania liturgii słowiańskiej -?zwanej przez
papieża Methodii doctrina (nauczanie Metodego) -?musiał przestrzegać
również król chorwacki Petar IV
Krešimir. Hipoteza o wspieraniu przez chorwackich królów liturgii w języku słowiańskim jest więc raczej chwiejna.
Bez względu na te wątpliwości sobory w Splicie z lat 925 i 928 pełnią w chorwackiej wyobraźni historycznej ważną rolę, bo choć ich domniemaną
decyzję o zakazie liturgii w języku słowiańskim przyjmuje się jako
krótkowzroczną, to jednak zgodnie z tą wizją w Splicie wówczas zaczynał
się utrwalać pierwiastek chorwacki -?zarówno w sensie etnicznym, jak i kulturowym. Jego uosobieniem był biskup z Ninu, Grgur. Legenda
zapamiętała go jako obrońcę liturgii słowiańskiej, a więc zarazem i obrońcę chorwackiej tożsamości. Jednak w rzeczywistości wcale nie
walczył on przeciwko dominacji łaciny (jest nawet bardziej
prawdopodobne, że w pełni popierał łacińską politykę papiestwa, chcąc
zaskarbić sobie przychylność papieża), lecz jako postać historyczna
dobrze wpasował się w zapotrzebowania ideologii narodowej XIX wieku.
Mimo tych sprzeczności tezy o prosłowiańskim nastawieniu biskupa
pojawiały się w chorwackim malarstwie (Celestin Medović, Jozo Kljaković)
i historiografii XIX wieku (Tadija
Smičiklas, Vjekoslav Klaić). Jednak najsilniejszy wyraz dała im ogromna
rzeźba Ivana Meštrovicia, która w tysięczną rocznicę soboru, w 1928
roku, stanęła w centrum Splitu (inne odlewy odsłonięto również w Ninie i północnym Varaždinie). Dłuto artysty uchwyciło Grgura w gwałtownym
ruchu, w momencie wygłaszania jakiegoś sądu. Zarówno dla rzeźbiarza, jak
i jego chorwackich odbiorców Grgur płomiennie wypowiadał się za uznaniem
głagolicy. Choć umiejscowienie pomnika wywołało kontrowersje wśród
mieszkańców i konserwatorów, to samego Grgura uznano za bezsprzecznego
zwolennika liturgii słowiańskiej i ogólnie kultury chorwackiej. Na
początku XX wieku miało to olbrzymie
znaczenie. W 1925 roku obchodzono tysiąclecie koronacji Tomislava i walki Grgura o liturgię słowiańską, uznając oba wydarzenia za wyraz tej
samej polityki. Był to ważny akord w walce z włoskim irredentyzmem,
który negował jakiekolwiek prawa Chorwatów do Dalmacji. Lęk przed
powrotem włoskiego nacjonalizmu czy coraz bardziej agresywnego faszyzmu
(Mussolini stanął na czele rządu włoskiego trzy lata wcześniej) nadał
rzeźbie Meštrovicia dodatkowego wymiaru politycznego. Był też powodem,
dla którego chorwacka inteligencja przed Wielką Wojną tak życzliwie
spoglądała na coraz silniejsze państwo serbskie. Gloryfikowana jedność
słowiańska miała dać upragnioną wolność -?od Niemców, Węgrów i Włochów.
Grzegorz trafił zatem do panteonu zwolenników dążeń Chorwacji i równocześnie Jugosławii, ponieważ liturgia słowiańska była traktowana
jako wspólne dziedzictwo Chorwatów i Serbów. Biskup z Ninu wyrażał nawet
coś więcej -?rezerwę wobec Rzymu, zawsze w Chorwacji podskórnie obecną.
Pozostał więc w pamięci jako bohater mniej katolicki, a bardziej
południowosłowiański. Marzenia projugosłowiańskich Chorwatów okazały się
później zbyt optymistyczne, bo wprawdzie Chorwaci uwolnili się od
dotychczasowych ciemiężycieli, ale wplątali się w nowy związek, równie
nieudany. W roku 1941 włoscy faszyści okupujący Split usunęli Grgura. Po
wojnie wrócił, ale już nie do Perystylu, lecz tuż obok północnego
wejścia do starego miasta. Stoi tam do dziś.
Okres stu lat, od pierwszej połowy X
wieku do połowy wieku XI, to czas
nadzwyczaj gwałtownych zmian -?zarówno w Chorwacji, jak i w jej
najbliższym otoczeniu. Na tronie chorwackim zasiadało kilku władców, ale
zmagali się oni z tendencjami odśrodkowymi, wynikającymi ze słabości
władzy centralnej i konfliktów z innymi rodami pretendującymi do władzy.
Konstantyn Porfirogeneta w De administrando imperio odnotował bunt
bliżej nieznanego bana Pribiny, który władał terytorium pobliskiej Liki.
Nawiasem mówiąc, był to pierwszy z imienia znany chorwacki ban. Tytuł
bana - być może pochodzenia awarskiego, a może irańskiego -?tłumaczony
jest jako wicekról (po łacinie prorex). Będzie on miał istotne
znaczenie dla Chorwatów, kiedy stracą państwowość, ale utrzymają
polityczną podmiotowość w ramach Korony św. Stefana.
Niebagatelną rolę w tych turbulentnych czasach odgrywał również kontekst
międzynarodowy -?weneckie walki o wpływy w Dalmacji (wówczas będącej
wasalem Bizancjum), konflikty Bułgarii z Bizancjum, rozpad jednolitej
władzy w Dalmacji oraz coraz śmielsza ekspansja kolejnych Arpadów,
spokrewnionych z obalonym weneckim rodem dożów Orseolich. Niestabilność
polityczna regionu osiągnęła apogeum w połowie XI wieku -?w czasie schizmy, która dotknęła
ten pograniczny region i przełożyła się na okoliczności, w jakich
musieli działać chorwaccy władcy.
Konsolidacja państwa nastąpiła po roku 950 -?w czasach króla Mihajla
II Krešimira (panujący od 949 do 969) i jego syna Stjepana Držislava (panujący od 969 do 997). Jest wielce
prawdopodobne, że Jelena, żona Krešimira, pochodziła ze znamienitego
zadarskiego rodu Madi, którego członkowie dziedziczyli tytuł
bizantyńskiego stratega w Dalmacji. Jelena, która przeszła do historii
jako Wielka lub Słynna, miała znaczący wpływ na stapianie się
słowiańskich pierwiastków chorwackiego państwa z pochodzącymi z miast
elementami romańskimi. Zostawiła po sobie dwie świątynie w Solinie -
kościół św. Stefana i kościół Najświętszej Marii Panny -?tuż koło
starożytnej Salony. Pozostały po nich ruiny, ale badania archeologiczne
dowiodły, że miały one cechy wyraźnie karolińskie. Dla chorwackich
dziejów obie świątynie mają duże znaczenie, ponieważ królowa ufundowała
tam mauzoleum, w którym od tamtego momentu chowano chorwackich władców.
Jego powstanie jest dowodem na to, że w tym czasie ukształtowało się w Chorwacji ostatecznie prawo dynastyczne, a kolejni władcy po Tomislavie
dziedziczyli tytuł królewski. W mauzoleum znajduje się również sarkofag
Jeleny, a na nim łacińska inskrypcja głosząca, że tytułuje się ona jako
żona króla Mihajla, a także iż sama rządziła królestwem (regis
habenasque tenuit regni). Królowa była matką kolejnego władcy -
Stjepana Držislava. Zdaniem Tomasza Archidiakona ze Splitu Stjepan
otrzymał od cesarza bizantyńskiego insygnia władzy królewskiej i został
koronowany przez arcybiskupa Splitu w 988 roku. W roku 1997, tysiąc lat
po śmierci króla, powstał okolicznościowy znaczek pocztowy
przedstawiający władcę. Afirmacja władców w państwie chorwackim w latach
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku była elementem kształtowania pamięci
historycznej. Uznawano, że w czasach jugosłowiańskich zaniedbywano
tradycję chorwacką. W wizerunku chorwackiego władcy można dostrzec
pewność siebie, a dla wielu Chorwatów w tamtym czasie -?dwa lata po
zakończonej wojnie -?mocno trzymany miecz mógł być gestem odczytywanym
jako wyraz silnej podmiotowości.
Krešimir, syn Stjepana Držislava, zapoczątkował nową gałąź dynastii
Trpimiroviciów -?ród Krešimiroviciów. Spośród jego członków największe
zasługi miał Stjepan I (panujący od ok.
1030 do 1058) oraz jego syn Petar IV
Krešimir (panujący od 1059 do 1075). Zdaniem niektórych mediewistów, na
przykład Tomislava Raukara, właśnie w czasie rządów tego ostatniego
władza chorwackich królów nad miastami dalmatyńskimi stała się
bezsporna. Potwierdzeniem miało być zauważalne słabnięcie dominacji
bizantyńskiej, czego skutkiem było uznanie nowego królestwa jako Regnum
Croatiae et Dalmatiae oraz tytułu królewskiego, który od 1060 roku
nosił Petar IV Krešimir: rex Croatiae
et Dalmatiae (teza Luja Margeticia). Chorwacki król miał to zawdzięczać
papieżowi Aleksandrowi II. Oczywiście
ceną był wasalny status wobec papiestwa. Są jednak badacze, którzy
wątpią we władzę nad miastami. Na przykład Florin Curta twierdzi, że -
mimo iż w XI wieku władza bizantyńska w miastach niewątpliwie słabła, a lokalne elity współpracowały z królami
chorwackimi -?jest mało prawdopodobne, jakoby mieli oni realną kontrolę
nad komunami30. Margetić jest
podobnego zdania. Władza symboliczna nie musiała bowiem oznaczać władzy
faktycznej.
Mimo wszystkich wątpliwości znaczenie chorwackich władców w basenie
Morza Adriatyckiego z pewnością wzrosło i to również dzięki małżeństwu
Petara z córką doży weneckiego. W pewnym akcie darowizny, odnosząc się
do jednej z wysp w okolicach Ninu, Petar określił Morze Adriatyckie
mianem "naszego morza dalmatyńskiego" (propriam insulam in nostro
Dalmatico mari sitam). Siedzibami jego państwa były -?inaczej niż
poprzedników -?miasta nadmorskie: Biograd na Moru i Nin. Umacnianie
władzy nad Adriatykiem miało też inne konsekwencje. Petar IV Krešimir był przypuszczalnie fundatorem
nowego miasta nadmorskiego, Szybenika, które powstało w pobliżu komun o tradycji antycznej. Można więc przypuszczać, że z jakiegoś powodu stare
miasta dalmatyńskie wciąż nie były dla niego w pełni dostępne.
Potwierdzać to może również istnienie biskupstwa w Kninie, założonego z inicjatywy jego ojca -?Stjepana I.
Biskup ów nosił tytuł episcopus Chroatensis. Przypomnijmy, że w Splicie rezydował arcybiskup.
Nadzwyczajne osiągnięcia polityczne Petara IV Krešimira dają poważne podstawy, aby uznać,
że wspaniały romański relief z XI wieku,
znajdujący się w katedrze w Splicie, przedstawia właśnie jego, choć inni
badacze twierdzą, że wyobraża on króla Zvonimira. Dawniej panowało nawet
przekonanie, które ugruntował dziewiętnastowieczny badacz Ivan
Kukuljević Sakcinski, że płaskorzeźba przedstawia ceremonię koronacji
wcześniejszego władcy -?Tomislava. Z pewnością wychodził on naprzeciw
oczekiwaniom społecznym, ponieważ Tomislava uznawano za pierwszego króla
chorwackiego i należało na tę tezę znaleźć namacalny dowód. Inni badacze
twierdzili, że to obraz Chrystusa Pantokratora, jeszcze inni, że bliżej
nieznanego cesarza. Wydaje się jednak, że płaskorzeźba rzeczywiście
przedstawia Petara IV Krešimira (ku temu
poglądowi skłania się Igor Fisković) -?z insygniami władzy królewskiej:
koroną, jabłkiem w ręku oraz krzyżem jako symbolem Boskiej
zwierzchności. Władca jest deifikowany, ale zaskakujące, że nie ma
berła. Jeśli płaskorzeźba została wykonana dla splickiej katedry, a nie
jak wcześniej sądzono dla jednego z kościołów w Solinie, to należy ją
potraktować jako znak silnego wpływu chorwackiego króla na miasta
dalmatyńskie. Petar IV Krešimir miał z całą pewnością ważną pozycję w bizantyńskich miastach nadmorskich, o czym świadczy zgoda, jaką wydał na wybudowanie lub odnowienie kilku
klasztorów benedyktyńskich na wyspie Rab (jedenastowieczny klasztor św.
Piotra w miejscowości Supetarska Draga) lub dwóch klasztorów w Biogradzie, a także wystawienie przywileju dla fundacji klasztoru
Benedyktynek w Zadarze.
Petar IV Krešimir umocnił również władzę
nad północną częścią kraju, Chorwacją posawską -?wówczas określaną
mianem Slawonii (Slawonia odnosi się dzisiaj to węższego obszaru), co
przypieczętował procedurą administracyjną. Pod swoją bezpośrednią
jurysdykcją miał dwóch banów -?jeden odpowiadał za Likę (dotąd urząd
bana dotyczył tylko tego regionu), drugi zaś za część północną,
posawską. Funkcję bana tej drugiej krainy sprawował Zvonimir, o którego
pochodzeniu niewiele wiadomo, ale imię sugeruje, że wywodził się z rodów
północnych. Po śmierci Petara IV
Krešimira to on został królem. W tym czasie trwały zabiegi papiestwa o reformę Kościoła po schizmie oraz spór z cesarstwem o inwestyturę, co na
tych terenach (ogarniętych liturgią słowiańską) przełożyło się na
otwarty konflikt. Ponadto na Dalmację najechali Normanowie i Wenecja, a miasta dalmatyńskie podzieliły się w kwestii zawieranych sojuszów.
Zvonimir (panujący od 1075 do 1089), szwagier króla węgierskiego
Władysława I Świętego z dynastii
Arpadów, był ostatnim wielkim chorwackim władcą. W sporze papiestwa z cesarstwem poparł papieża, co przełożyło się na jego szybką koronację w Solinie w kościele św. Piotra i Mojżesza (w roku 1074 lub 1075), w której wziął udział legat papieża, bliżej nieznany opat Gebizon.
Koronacja w Solinie, a nie w Biogradzie na Moru, jest zdaniem niektórych
historyków dowodem na symboliczne zerwanie z tradycją dynastii
Trpimiroviciów. W jednej z komnat watykańskich znajduje się fresk z początku XVII wieku, który przedstawia
przysięgę Zvonimira przed papieżem Grzegorzem VII. Król klęczy przed papieżem i składa
ślubowanie na Ewangelię. Bynajmniej nie jest to księga głagolicka, lecz
łacińska. Zvonimir bowiem ślubuje, że będzie w Chorwacji za wszelką cenę
realizował założenia reformy Kościoła, w tym przede wszystkim, że poprze
papieża w sporze z cesarzem o inwestyturę, a także będzie zwolennikiem
wprowadzenia celibatu. Ślubowanie jest jednym z pierwszych
udokumentowanych aktów ustanowienia relacji wasalnej między władcą
chorwackim a seniorem, czym otwiera się w Chorwacji droga do systemu
feudalnego. Od momentu koronacji nowy władca przyjął też imię
chrześcijańskie. Odtąd określał się jako Demetriusz (Dmitar) Zvonimir i tytułował się jako Rex Chroatie atque Dalmatie lub rex Chroatorum.
Na płycie z Baški na Krku z końca XI
wieku, jednym z najstarszych i najbardziej niezwykłych kamiennych
zabytków głagolickiego piśmiennictwa chorwackiego, występuje jako kral
hrvacki.
Nieco wcześniej, tuż po koronacji, zwołany został nowy sobór w Splicie,
na którym ponownie zakazano sprawowania liturgii w języku słowiańskim.
Zvonimir jako sojusznik papieża musiał taką decyzję popierać. Jednak na
płycie jest przedstawiony jako donator ziemi pod znajdujący się na
wyspie Krk kościół św. Łucji, w którym głagolici pielęgnowali liturgię
słowiańską. Oznacza to, że jednocześnie popierał papiestwo i sprzyjał
głagolitom oraz że miał jakąś władzę nad Krkiem.
Mimo to na tej samej wyspie przeciwko wspierającym łacinę decyzjom
synodu zbuntował się -?jak donosił Tomasz Archidiakon -?bliżej nieznany
biskup Cededa. Papież Grzegorz VII miał
nawet prosić króla duńskiego Swena II o zbrojne wsparcie przeciwko "herezji". Trudno powiedzieć, jaki zasięg
miała liturgia słowiańska na wyspie, ale z pewnością była w użyciu w klasztorach benedyktyńskich. W całym Kwarnerze, a więc i na pozostałych
wyspach, jak Rab, oraz na półwyspie Istria liturgia słowiańska była do
tego stopnia zakorzeniona, że dominowała nad łacińską.
Po śmierci Zvonimira król węgierski Władysław I (László I) -
powołując się na związki dynastyczne (jego siostra była żoną Zvonimira)
-?w 1091 wkroczył na terytorium Chorwacji. Władysław (1040-1095),
wywodzący się z dynastii Arpadów, ale urodzony w Krakowie (jako syn
króla Beli I i bliżej nieznanej córki
Mieszka II), święty Kościoła
katolickiego, poprowadził udane podboje północnej części Chorwacji -
Slawonii. Kraina ta, zdaniem Luja Margeticia i Nevena Budaka, nie była
do 1102 roku ani częścią Węgier, jak utrzymują Madziarzy, ani częścią
Regnum Croatiae et Slavoniae, jak twierdzą Chorwaci. Wprawdzie król
Zvonimir być może wcześniej był banem Slawonii, ale z Królestwem
Chorwacji łączył ją raczej luźny związek. Slawonia zatem -?określana w dokumentach jako regnum inter Dravum et Savum flumine -?była odrębnym
tworem państwowym, o który Węgrzy konkurowali z Chorwatami.
Wyprawiający się do Slawonii Władysław zawitał także do Zagrzebia, gdzie
założył biskupstwo podporządkowane arcybiskupstwu w Ostrzyhomiu, czym
dał impuls do rozwoju późniejszej chorwackiej stolicy. Zagrzeb już wtedy
stał się ośrodkiem życia religijnego całej ówczesnej Slawonii, a nawet
terytoriów położonych na południe. Jak jednak zauważają chorwaccy
mediewiści, nobilitacja Zagrzebia była dobrze skalkulowanym rachunkiem
politycznym. Założeniu biskupstwa towarzyszyła likwidacja siedziby
biskupiej w pobliskim Sisaku oraz marginalizacja lokalnego kultu św.
Kwiryna, co obliczone było na osłabienie historycznych przyczółków
dynastii rodzimych. Arpadowie tworzyli własną przestrzeń kulturową,
która miała im umożliwić rzeczywisty i symboliczny podbój Chorwacji.
Byli do tego stopnia zdeterminowani, że zdecydowali się na przeniesienie
biskupstwa z Sisaku, grodu o antycznej tradycji, do osady nieznanej.
Mimo iż powolne dowartościowywanie Zagrzebia umocni pozycję królów
węgierskich w Slawonii, to jednak Władysławowi nie udało się podbić
Chorwacji południowej. Część chorwackiego rycerstwa na króla wybrała
Petara Snačicia (panujący od 1093 do 1097), który miał się przeciwstawić
węgierskiej ekspansji, ale jak się okaże -?tylko chwilowo odłożył ją w czasie.
Ostatnie lata XI wieku i początek
stulecia XII są przez tradycję
traktowane jako źródło wielkiego zła, które spadło na Chorwację. Kultura
narodowa stworzyła dwa schematy narracyjne opowiadające o tym zdarzeniu.
Jeden o śmierci króla Zvonimira, drugi -?Petara Snačicia. W obu śmierć
królów jest uznana za koniec złotej epoki, za utratę suwerenności.
Zvonimir, przypomnijmy, był szwagrem Władysława I Świętego. Niektórzy historycy nie
wykluczają, że ekspansja węgierska była spowodowana działaniem żony
chorwackiego króla, która, chcąc utrzymania władzy, poprosiła swojego
brata o interwencję. Mimo iż nie ma na to świadectw, w wyobraźni
zbiorowej traktuje się to jako pewnik, do czego przyczynili się pisarze.
W jednym z wierszy Vladimira Nazora o królach chorwackich Helena mówi
otwarcie: "Wezwę na nich, Demetriuszu, swojego brata". Zgodnie z legendą, zachowaną w późnośredniowiecznych źródłach (w dodanych tekstach
do dzieła Konstantyna Porfirogenety, u Tomasza Archidiakona i w Latopisie popa Duklanina), otwarcie drogi do ekspansji umożliwiła sama
chorwacka szlachta. Jej przedstawiciele mieli zabić króla w 1089 roku w Biskupii w pobliżu Kninu. Do tego wątku nawiązał Nazor. Żona króla w jego wierszu zaklina się:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Konstantyn Porfirogeneta, przeł. Henryk Łowmiański, cyt. za: Henryk Łowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., t. 2, Warszawa 1963, s. 162. [wróć]
Jeśli nie podano tłumacza, cytaty przełożył autor. [wróć]
Josip Horvat, Kultura Hrvata kroz 1000 godina, t. 1, Zagreb 2006, s. 90. [wróć]
Ibidem, s. 76-78 (współczesne omówienia tez autora). [wróć]
Powieść minionych lat. Charakterystyka historycznoliteracka, przekł. i komentarz Franciszek Sielicki, Wrocław 1968, s. 296. [wróć]
Tadeusz Wojciechowski, Chrobacya. Rozbiór starożytności słowiańskich, t. 1, Kraków 1873, s. 2. [wróć]
Joachim Lelewel, Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa polskim XII wieku dzieiopisem, a w sczególności nad pierwszą dzieiów iego xięgą, Warszawa-Wilno 1811, s. 75. [wróć]
Wojciech Kętrzyński, Granice Polski w X wieku, "Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział Historyczno-Filozoficzny" 1894, seria II, t. 5 (t. 30), s. 2. [wróć]
Gerard Labuda, Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski, Warszawa 1961, s. 48. [wróć]
Henryk Łowmiański, Początki Polski..., op. cit., s. 169, s. 114-200. [wróć]
Danijel Džino, Becoming Slav, Becoming Croat. Identity Transformations in Post-Roman and Early Medieval Dalmatia, Leiden-Boston 2010, s. 112. [wróć]
Nada Klaić, O problemima stare domovine, dolaska i pokrštenja dalmatinskih Hrvata, "Zgodovinski časopis" 1984, l. 38, št. 4, s. 253-270. [wróć]
Vladimir Košćak, Iranska teorija o podrijetlu Hrvata, [w:] Etnogeneza Hrvata, red. Neven Budak, Zagreb 1995, s. 112. [wróć]
Radoslav Katičić, O podrijetlu Hrvata, [w:] Hrvatska i Europa. Kultura, znanost i umjetnost, t. 1: Srednji vijek (VII.-XII. stoljeće). Rano doba hrvatske kulture, red. Ivan Supičić, Zagreb 1997, s. 163. [wróć]
Ivo Goldstein, Hrvatska povijest, wyd. 2, Zagreb 2008, s. 52-53. [wróć]
Mate Suić, Pristupna razmatranja uz problem etnogeneze Hrvata, [w:] Etnogeneza Hrvata, op. cit., s. 18. [wróć]
Danijel Džino, Becoming Slav, Becoming Croat..., op. cit., s. 73. [wróć]
Florin Curta, The Making of the Slavs. History and Archaeology of the Lower Danube c. 500-700, Cambridge 2001. [wróć]
Ivan Basić, Sjeverna i srednja Dalmacija u ranome srednjem vijeku, [w:] Nova zraka u europskom svjetlu. Hrvatske zemlje u ranome srednjem vijeku (oko 550 -?oko 1150), red. Zrinka Nikolić Jakus, Zagreb 2015, s. 443. [wróć]
Neven Budak, Early medieval boundaries in Dalmatia/Croatia (8th-11th centuries), [w:] "Castellum, civitas, urbs". Zentren und Eliten im frühmittelalterlichen Ostmitteleuropa. Centres and Elites in Early Medieval East-Central Europe, red. Orsolya Heinrich-Tamáska, Hajnalka Herold, Péter Straub, Tivadar Vida, Budapest-Leipzig-Keszthely-Rahden/Westf, 2015, s. 35. [wróć]
Ljubo Karaman, Iz kolijevke hrvatske prošlosti. Historijsko-umjetničke crtice o starohrvatskim spomenicima, Zagreb 1930, s. 9. [wróć]
Riccardo Picchio, "Slavia Orthodoxa" i "Slavia Romana", [w:] idem, Studia z ?lologii słowiańskiej i polskiej, "Rozprawy Wydziału Filologicznego PAU" 1999, t. 72, s. 34-35. [wróć]
Augustin Ujević, Pokojni Nodilo, przeł. Maria Dąbrowska-Partyka, cyt. za: Maria Dąbrowska-Partyka, Teksty i konteksty. Awangarda w kulturze literackiej Serbów i Chorwatów, Kraków 1999, s. 141. [wróć]
Radoslav Katičić, Pretorijanci kneza Borne, "Starohrvatska prosvjeta" 1990, br. 20, s. 65-83. [wróć]
Zvane Črnja, Kulturna historija Hrvatske. Ideje -?lic?nosti -?djela, Zagreb 1965, s. 86. [wróć]
Radoslav Katičić, Filološka razmatranja uz izvore o začecima hrvatske države, "Starohrvatska prosvjeta" 1986, br. 16, s. 87. [wróć]
Vjekoslav Klaić, Povijest Hrvata, t. 1, Zagreb 1899, s. 77. [wróć]
Florin Curta, The Making of the Slavs..., op. cit., s. 196. [wróć]
Nada Klaić, Historijska podloga hrvatskoga glagoljaštva u X i XI stoljeću , "Slovo. Časopis Staroslavenskoga instituta u Zagrebu" 1965, br. 15-16, s. 253. [wróć]
Florin Curta, The Making of the Slavs..., op. cit., s. 257-258. [wróć]