Chorwacja. Dzieje, kultura, idee - Prof. Maciej Czerwiński

Kup ebooka

40.00 zł
33.16 zł (33,46 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Patrząc na pustą kartkę, na której mają się pojawić obrazy przeszłości -?rekonstrukcje w oparciu o już istniejące ustalenia i własne przemyślenia -?autor zadaje sobie szereg pytań. Gdzie zacząć opowieść o historii i kulturze Chorwacji? Czy zacząć ją na początku dziejów, kiedy wszystko pozostaje owiane tajemnicą, i pójść najbardziej oczywistą z dróg -?zgodną z chronologicznym porządkiem rzeczy? Czy może skoncentrować się na problemach, a chronologię im zwyczajnie podporządkować?

Oto dylematy, na które nie ma prostych odpowiedzi. Czytelnicy syntez dziejów narodowych, w tym autor niniejszego opracowania, często narzekają, że pisarze monografii takowych ulegają dwóm pokusom. Pierwsza wypływa z dyktatury dat nad problemami, druga zaś z pragnienia podporządkowania całej rzeczywistości przeszłej -?historii politycznej.

Nie sposób uciec od tych problemów. Konflikty, prowadzone wojny, zawierane pokoje, przeliczanie ofiar są zawsze istotniejsze od życia codziennego, od twórczości artystycznej, od odkryć, od ducha czasów. Dlaczego? -?nie wiadomo. Być może dlatego, że zdarzenia polityczne zwykliśmy traktować jako przełomy. To one najbardziej dynamizują rzeczywistość, zmieniają jej kształt. W mniejszym stopniu na politykę wpływa kultura żywienia niż odwrotnie. Wystarczy pomyśleć o losie jednostek w czasach konfliktów zbrojnych. Twórczość artystyczna zaś nie zależy tylko od ducha czasów, od indywidualnych przełomów myślowych, ale w znacznym stopniu kształtuje się za sprawą polityki. Przełom renesansowy na Zachodzie, który dał silny impuls rozwojowy dla cywilizacji Europy i wyposażył ją w prestiż odczuwany do dzisiaj, mógł się narodzić tylko w warunkach napięcia między kulturą powstającą w ośrodkach religijnych i świeckich. Literatura barokowa mogła się ukształtować tylko w atmosferze sporu z protestantami i przewartościowań w polityce potrydenckiej. Tendencje nowoczesne mogły się narodzić tylko w schyłkowej fazie wczesnego kapitalizmu i ekspansji egalitaryzmu. To z kolei powołało do życia sceptycyzm w sztuce czy wręcz katastrofizm. Sztuka nieprzedstawiająca, a następnie postmodernizm -?w czasach zakwestionowania prawd absolutnych. Przykłady można mnożyć.

Od chronologii też nie można uciec. Opowieść będzie więc uporządkowana, ale chronologia nie jest celem samym w sobie. Każdej epoce będę się starał nadać jakiś ogólny sens lub sensy, a porządek chronologiczny będzie mi służył do ich wyjaśnienia. Nie jest moim celem rekonstruowanie dat i przebiegu bitew czy powstań ani katalogowanie dzieł architektury czy pisarzy. Nie zamierzam również wyliczać władców ani koncentrować się na latach ich panowania. Będę to robił tylko wtedy, jeśli będzie to konieczne dla opowieści, jeśli wskrzesi to jakiś obraz z przeszłości, wreszcie -?jeśli przełoży się to na ogólny sens dziejów narodowych.

Opowiedzieć przeszłość to znaczy stworzyć narrację, a narracja odpowiada linearnemu przebiegowi zdarzeń, które muszą być logicznie powiązane. Coś musi z czegoś wynikać, coś musi przez coś innego być uwarunkowane. Choć taki schemat wydaje się oczywisty, to tworzy szereg zagrożeń. Bo przecież związki logiczne między zdarzeniami przeszłymi nie zawsze z siebie jasno wynikają (niektórzy śmiało twierdzą nawet, że nic z siebie nie wynika, a język dopiero porządkuje chaos danych). A ustanowienie jakiejś relacji ma zawsze poważne konsekwencje dla całej opowieści. Widać to szczególnie wtedy, gdy porówna się średniowieczne roczniki z kronikami i powstającymi historiami w nowoczesnym sensie. Pierwsze podają ważne zdarzenia, ale nie ustanawiają (jeszcze) między nimi relacji. Te drugie, tworząc opowieści, łączą zdarzenia. Ponieważ jednak opowieść ma swoje reguły, którymi rządzi pisarz / kronikarz, więc dobór wydarzeń -?i szerzej: związki między faktami -?bywają im podporządkowane. Opowieść, wraz z jej fabularnym zamknięciem (w przeciwieństwie do roczników, które nagle się urywają), wydaje się idealnym wyrazem porządku i spójności. Narodziny narracji łączą się - jak zauważył Hayden White -?z ustanowieniem pewnego centrum geograficznego, jakiegoś silnego ośrodka władzy i związanych z nim norm. Kierują one decyzjami narratora o przesianiu rzeczy ważnych od nieważnych. Centralną zasadą organizującą znaczenie dyskursu jest państwo / naród. Gdy już ów punkt odniesienia zostanie ustanowiony, czyli gdy ukonstytuuje się podmiot dziejowy, wówczas fakty, zdarzenia i postacie pochodzące z różnych porządków niemal automatycznie wpisują się w zadany horyzont znaczeń.

Jednak egzystencja każdej wspólnoty -?w tym narodu -?jest bardzo skomplikowana. Można ją sobie wyobrazić jako rzekę płynącą z jakiegoś źródła do jakiegoś celu. Tym celem jest zawsze autonomia lub wolność narodowa. Ponieważ historia Chorwacji jest nadzwyczaj skomplikowana, należy więc mówić o niej, jak o rzece z wieloma dopływami. Żeby zrozumieć główny bieg, należy również zdać sobie sprawę z rozlicznych dopływów. Ostatecznie włączają się one w dorzeczu w główny nurt, współtworzą go, nadają mu określony charakter -?ten charakter, który wyniosły ze swojego małego źródła. Opowieść o Chorwacji jest więc opowieścią o głównym biegu rzeki wraz ze wszystkimi dobiegającymi do niego strumieniami.

A kompleksowość historii Chorwacji -?jej dorzeczy i głównego nurtu - wynika z kilku powodów.

Po pierwsze, współczesna Republika Chorwacji obejmuje terytoria, które przez wieki należały do różnych bytów politycznych. Średniowieczna Chorwacja -?powstała w IX wieku w Dalmacji, na wybrzeżu Adriatyku -?choć w 1102 roku formalnie straciła suwerenność, zręby swej państwowości pielęgnowała z pietyzmem w ramach Królestwa Węgier, które od 1526 roku stało się częścią monarchii habsburskiej. Nadmorska część Dalmacji, mocno zakorzeniona w starożytnych civitatis, od IX wieku weszła pod zwierzchność Bizancjum, od XII stulecia królów węgiersko-chorwackich, a od początku XV wieku do wieku XIX pozostawała pod panowaniem Republiki Weneckiej. Następnie przeszła w ręce Habsburgów, potem Jugosławii, aż wreszcie, po roku 1990, współczesnego państwa chorwackiego. Dalmacja kontynentalna -?długi pas ziem wzdłuż wybrzeża, który przed 1102 rokiem był ośrodkiem państwa chorwackiego -?w XV wieku została włączona do Imperium Osmańskiego i pozostawała w nim do XVII stulecia. Podobnie było ze Slawonią, północno-wschodnią częścią dzisiejszego państwa, która została wyzwolona spod władzy tureckiej po pokoju karłowickim w 1699 roku. Istria była rozdarta między Habsburgów a dożów weneckich. Z kolei mała, ale bogata Republika Dubrownicka była formalnie niezależna aż do jej likwidacji przez Napoleona, choć swój pokój zawsze sowicie opłacała.

Chorwacka kultura powstawała w wielu centrach, stąd jej najbardziej wyrazistą cechą jest regionalizm. Zdeterminował on chorwacki etnos już od momentu pojawienia się w nowej ojczyźnie. Czym innym było bytowanie nad ciepłym morzem, a czym innym na północy, w klimacie kontynentalnym i w zupełnie innym krajobrazie, już to pagórkowato-wyspowym, już to równinnym. Warunki klimatyczne wpłynęły na kulturę. Nadmorskie położenie sprzyjające życiu, a także zachowana ciągłość kulturowa od antyku dały większą szansę na jej rozwój niż chłodna północ czy nieprzystępny obszar przejściowy Dalmacji kontynentalnej, w której powstawało średniowieczne państwo chorwackie. Nałożyły się na to wpływy cywilizacyjne. Chorwacki etnos znalazł się na autentycznym pograniczu rozpadającego się Cesarstwa Rzymskiego, na którego zgliszczach ukształtują się dwa skonfliktowane ze sobą warianty chrześcijaństwa -?rzymsko-łaciński i grecko-bizantyński. W wiekach średnich rozwój kultur regionalnych został nieco stłumiony przez uniwersalizm średniowiecznego myślenia. Choć architektura mogła mieć swoje odmiany regionalne: karolińskie, romańskie czy gotyckie, choć mogła się rozwijać w różnym rytmie (nad morzem szybciej, w głębi lądu - wolniej), choć mogła być pod wpływem budowniczych z południa Italii czy regionów naddunajskich i alpejskich, to mimo wszystko reprezentowała pewien wspólny mianownik. Podobnie było z piśmiennictwem, malarstwem czy rzeźbą.

Po drugie, dzisiejsza Chorwacja odpowiada krainom historycznym, które nie tylko przez wieki były częścią różnych organizmów politycznych, ale podlegały wpływom różnych cywilizacji. W jednych regionach zegary wybijały renesans i barok, w drugich czas płynął zgodnie z rytmem średniowiecza. W jednych językiem urzędowym był niemiecki, w innych węgierski, a w jeszcze innych -?włoski i turecki. Ale we wszystkich posługiwano się w piśmiennictwie jednocześnie językiem chorwackim -?w jednym z kilku jego wariantów. Niektóre regiony łączyła siłą rzymskiego autorytetu łacina. Niektóre, jak Bośnia, były trwale poza jej wpływem. W niektórych Chorwaci stykali się z ludnością romańską, w innych -?z węgierską, serbską i turecką. Katolicyzm, który stał się siłą łączącą - i ostatecznie zintegrował Chorwatów, wcielając ich w obręb świata zachodniego -?spotykał się na pograniczach z prawosławiem i islamem, a przez pewien czas również z protestantyzmem. Miał więc siłą rzeczy różne odcienie. Pobożno-ludowy na ziemiach zajętych przez Osmanów, intelektualno-humanistyczny w dalmatyńskich komunach miejskich, "barokowy" na ziemiach habsburskich.

Chorwacja jest jedynym miejscem, gdzie kultura słowiańska wchłonęła rodzimą tradycję romańską i antyczną (Dalmacja). Chorwacja jest jedynym miejscem, gdzie zetknęły się trzy wielkie ludy europejskie -?romańskie, germańskie i słowiańskie (Istria). Chorwacja jest jedynym miejscem, gdzie łacina była językiem urzędowym aż do połowy XIX wieku.

Chorwacka kultura jest więc nadzwyczaj różnorodna. Wyrasta z trzech wielkich idiomów cywilizacyjnych: śródziemnomorskiego, środkowoeuropejskiego i bałkańskiego. Wprowadziły one do niej odmienne modele tradycji, odmienne języki literackie, stylizacje i gatunki, odmienną organizację społeczno-polityczną, zupełnie nieprzystający do siebie rytm zmian cywilizacyjnych, obyczajowość, sposoby żywienia, pojmowanie krajobrazu. Jakże inaczej wyglądało życie w bogatych komunach miejskich Dalmacji nadmorskiej, wewnątrz antycznych murów miejskich, niż egzystencja mieszkańców północnej Chorwacji, gdzie panowała typowa dla Europy Środkowej koegzystencja trzech stanów: szlacheckiego, chłopskiego i duchownego. Miasta dalmatyńskie przeżyły humanizm, renesans i barok (w mniejszym stopniu klasycyzm) w tym samym niemal czasie co włoskie czy francuskie, i to zarówno w literaturze, filozofii, jak i w sztuce. Rzadko kiedy na kulturę chorwacką wpływał jeden z tych idiomów; raczej były one równolegle obecne w różnych regionach, a ich ujednolicenie zaczęło się urzeczywistniać w XIX wieku, w czasie odrodzenia narodowego.

Po trzecie, nazwy geograficzno-polityczne zmieniały na przestrzeni dziejów swój zakres i to wielokrotnie. Termin Chorwacja od IX wieku odnosił się do ziem na południu -?Dalmacji kontynentalnej (czasem również nadmorskiej), od XVI wieku oznaczał ziemie północne, zachodnią Slawonię, na które zbiegło zdziesiątkowane w bitwach z Turkami chorwackie rycerstwo. Choć w XIX wieku termin ten odnosił się do małego skrawka ziem na północy, z czasem zaczął określać wszystkie tereny uznawane za chorwackie. Z kolei północna Slawonia, odpowiadająca części starożytnej Panonii, a czasem również Dalmacji, w średniowieczu odnosiła się do całej północnej Chorwacji, a więc również jej ziem zachodnich, które zostały od XVI wieku nazwane Chorwacją.

To, co można powiedzieć o nazwach geograficznych, dotyczy również nazw grupy etnicznej / narodowej. Jeśli prześledzimy dokumenty powstałe na obszarze Chorwacji, dzisiaj uznane za chorwackie, przekonamy się, że wielu ich autorów nie uznawało się za Chorwatów, lecz na przykład za Słowian, obywateli Dubrownika, Splitu czy Zadaru, po prostu katolików, Dalmatyńczyków, Istrian, Slawończyków, zagrzebian, Bośniaków, a nawet Serbów. Podobnie język, którym pisali, nazywali chorwackim, dalmatyńskim, dubrownickim, słowiańskim, slovinskim, slawońskim, istryjskim, a nawet bośniackim, serbskim (a później serbsko-chorwackim czy wręcz jugosłowiańskim). Wynikało to z płynności tożsamości zbiorowych w epoce przednowoczesnej, a w przypadku chorwackim nie mogło ulec ujednoliceniu z powodu braku stabilnego centrum politycznego.

Uznanie tych wszystkich zjawisk za chorwackie i włączenie ich do kanonu kultury ogólnonarodowej nastąpiło ostatecznie w XIX wieku, ale było to konsekwencją procesów, które zaczęły się znacznie wcześniej. Niektórzy badacze uznają to za normalny porządek rzeczy, lecz są i tacy, którzy podważają zasadność takiego zabiegu. Na przykład amerykański badacz John V. A. Fine Junior twierdzi, że mówienie o chorwackiej tożsamości etnicznej jakiegoś bohatera historycznego -?pisarza, artysty czy polityka -?jest zasadne tylko wtedy, gdy on sam siebie uznawał za Chorwata. Takie podejście prowadzi autora do iście archeologicznych badań, w których udowadnia, że tylko niektórzy pisarze nazywani obecnie Chorwatami uznawali się za takowych. Jest to ważne zagadnienie teoretyczne, ale oczywiście nie może być przedmiotem tej książki. Nie należy go jednak pomijać. Pozwolę sobie zatem nie zgodzić się z amerykańskim autorem, choć jego badania są niezwykle istotne dla dyskusji na temat powstawania chorwackich tożsamości. Otóż jasne jest, że tworzenie wyobraźni historycznej każdego narodu polega na przyswajaniu wielu zjawisk z przeszłości, które w tejże przeszłości nie były stricte narodowe, tylko na przykład lokalne lub sytuowały się na pograniczu różnych kultur. I oczywiste jest, że należy o tym zawsze pamiętać, ale jednocześnie pryncypialne stosowanie takiej zasady prowadzi na manowce. Podejście Fine'a jest ponadto silnie naznaczone perspektywą zewnętrzną, która przedstawia Chorwatów, zgodnie z zachodnimi uprzedzeniami, jako lud niższy cywilizacyjnie, nie w pełni rozwinięty.

Niezgodzenie się z założeniami amerykańskiego badacza nie oznacza jednak, że należy popaść w drugą skrajność i całą przeszłość uznaną za chorwacką traktować jako bezwzględnie chorwacką, bez oglądania się na złożoność problematyki. Tak więc zawsze należy podkreślać płynność tej czy innej tożsamości. Ujęcie łączące syntezę perspektywy przeszłej z teraźniejszą nawiązuje do tego, co Hans-Georg Gadamer określił mianem dziejów efektywnych. W tym ujęciu dwie perspektywy: przeszła i teraźniejsza ustanawiają w refleksji historycznej osobliwą fuzję horyzontów. Taki mechanizm umożliwia współczesnym zrozumienie przeszłości poprzez jej "oswojenie", to jest wpisanie jej we własny - czyli współczesny -?horyzont sensu. Dowartościowywanie perspektywy współczesnej -?a więc współczesnych oczekiwań wobec przeszłości, jak to miało miejsce w ujęciach tradycyjnych -?lub koncentracja na przeszłości, bez uwzględnienia teraźniejszości, wiodą na manowce.

Po czwarte, we wszystkich regionach -?niczym niemalże w enklawach - przez wieki rozwijało się piśmiennictwo w dialektach chorwackich, odmiennych tak bardzo, że można je uznać za odrębne systemy językowe. Piśmiennictwo to stworzyło przednowoczesne języki literackie oparte na trzech dialektach: sztokawskim, czakawskim i kajkawskim oraz na trzech alfabetach (łacińskim, głagolickim i cyrylickim). Oprócz łaciny, która włączyła chorwacką kulturę w obieg cywilizacji zachodniej (Slavia Romana), chorwackie piśmiennictwo od IX wieku (religijne niemal do XX!) powstawało w języku cerkiewnosłowiańskim, w redakcji chorwackiej, to jest z wpływami dialektu czakawskiego. Jednocześnie dialekty czakawski (Dalmacja) i sztokawski (Dubrownik) wykształciły wyrafinowane formy wyrazu, których apogeum nastąpi w dobie renesansu, kiedy zostaną one wydźwignięte na wyżyny sztuki słowa. Do XV wieku dominującą rolę w piśmiennictwie chorwackim miał alfabet głagolicki -?pismo słowiańskie stworzone przez św. Konstantyna-Cyryla na potrzeby misji morawskiej, ale już w X wieku porzucone przez Słowian prawosławnych na rzecz prostszej cyrylicy. Głagolica służyła Chorwatom -?i to gdzieniegdzie aż do XX wieku -?zarówno w piśmiennictwie religijnym, jak i świeckim. Akty darowizny i statuty niektórych miast nadmorskich pisane są głagolicą, pierwsze chorwackie inkunabuły są głagolickie. Mimo iż nigdzie nie używało się już tego alfabetu, na terytoriach chorwackich kontynuowana była tradycja piśmiennictwa cyrylometodejskiego i liturgii słowiańskiej. Miało to dwie poważne konsekwencje. Do XV wieku tradycja ta była pełnoprawną częścią kultury Slavia Orthodoxa. Ponadto prowadziła do napięć z duchowieństwem łacińskim. Po głagolicę sięgali nawet w XVI wieku protestanci na Istrii. Na północy Chorwacji, w regionie wokół Zagrzebia, używano z kolei dialektu kajkawskiego, który również przez wieki pełnił funkcję języka literackiego, choć nigdy nie osiągnął poziomu artystycznego czakawszczyzny i sztokawszczyzny. Odrębnym zjawiskiem były języki hybrydyczne, powstające na pograniczach kulturowo-językowych, a także świadome projekty mieszania idiomów (np. u protestantów).

Po piąte, procesy narodowej integracji w XIX wieku były niejednoznaczne, ponieważ dążyły nie tylko do zjednoczenia narodu chorwackiego, ale również do integracji szerszej wspólnoty południowosłowiańskiej. Wypada zgodzić się z Miroslavem Hrochem, że procesy te należą do najbardziej skomplikowanych w Europie. Projekty wspólnoty ponadnarodowej, zresztą bardzo zróżnicowane, doprowadziły do powstania wspólnego jugosłowiańskiego państwa -?najpierw w 1918 roku, następnie w 1945, ale w obu wypadkach okazały się nieudane. Eksperyment jugosłowiański, mimo iż z dzisiejszej perspektywy wydaje się utopijny, miał wielu zwolenników, a u jego podstaw legły różne wyobraźnie historyczne. Ich patronami zaś byli najważniejsi ludzie w historii Chorwacji -?nie tylko jej najpierwsze pióra, ale i najważniejsze herby.

Chorwacka rzeka płynie zatem od IX wieku, od kiedy zaczyna się udokumentowana historia etnosu chorwackiego. Jednak koleje losu chciały, żeby do głównego nurtu -?który wielokrotnie zmieniał swoje koryto - wpływało wiele rzek. Tak jak losy głównego koryta są historią narodową, tak dorzecza są historią pograniczy, które naznaczyły chorwacki los. O nich wszystkich jest ta książka.

"Morze, tu jest morze!"

Tym, czym dla wszechświata jest wielki wybuch, tym dla Chorwatów jest ich przybycie nad Adriatyk, ich zaślubiny z morzem. Jest VI wiek. Wędrówki ludów. Niektóre plemiona słowiańskie wyruszają z bliżej nieokreślonej północy na południe, do rzymskiej prowincji Iliricum -?regionu od XIX wieku określanego mianem Półwyspu Bałkańskiego. Być może w poszukiwaniu szczęścia, a być może na prośbę cesarza Herakliusza, by wesprzeć cesarstwo w walce z Awarami. Być może z Małopolski, jak przekonują niektóre najbardziej popularne teorie, a być może z jakiegoś innego miejsca.

Pierwsze informacje na temat Chorwatów pojawiają się u cesarza Konstantyna Porfirogenety w De administrando imperio (połowa X wieku). Mimo iż Konstantyn pisze autorytatywnie, to jednak pozostawia wiele niejasności. Oto jeden z ustępów z rozdziału XXX, w którym wspomina o Chorwatach:

Chorwaci teraz zamieszkują na terenie Dalmacji, pochodzą od Chorwatów nie ochrzczonych, zwanych też "Białymi", którzy przebywają z tamtej strony Turkii w pobliżu Frangii i znajdują się w sąsiedztwie Słowian, nieochrzczonych Serbów1.

Jest to pierwsza wzmianka, mówiąca o najwcześniejszej fazie etnogenezy Chorwatów, choć powstała w X wieku, kiedy Chorwaci już niemal od dwóch stuleci zamieszkiwali Iliricum, a ściślej jej południową część -?Dalmację i północną -?Panonię. Turkia w tekście bizantyńskiego cesarza oznacza obszary zajęte przez Węgrów, a więc z perspektywy Konstantynopola północne, a Frangia to z pewnością bardziej odległe państwo Franków. Chorwaci mieli w swojej dawnej ojczyźnie pozostawić nieochrzczonych sąsiadów -?Białych Serbów.

W dziele Konstantyna Chorwaci pojawiają się jeszcze w dwóch rozdziałach, XXIX i XXXI, ale informacje o nich bywają sprzeczne, jak na przykład ta dotycząca przywództwa nad plemionami. W jednym miejscu cesarz twierdzi, że plemieniu Chorwatów przewodził jakiś książę, w drugim zaś, że na ich czele stało pięciu braci i dwie siostry - Klukas, Lobelos, Kosentzes, Muhla, Hrobatos oraz Tuga i Buga. Stąd wiarygodność tego źródła bywa kwestionowana, tym bardziej że przekaz o podróżującym rodzeństwie jest rozpowszechniony również wśród innych narodów słowiańskich, a o siedmiu plemionach mówią też legendy węgierskie. Niektórzy badacze przypuszczają zatem, że wiedza Konstantyna -?albo jego kontynuatora -?musiała pochodzić od słowiańskich informatorów, co oznacza, że była to legenda rodzima. Na ile prawdziwa, trudno powiedzieć. W rozdziale XXXI mowa jest o tym, że Chorwaci znaleźli się w nowej ojczyźnie nie przez przypadek. Miał o tym przesądzić cesarz Herakliusz, który wezwał ich, by walczyli przeciwko sojuszowi słowiańsko-awarskiemu. Następnie mieli przyjąć chrzest. Nie wiadomo, dlaczego właśnie Chorwatów miał wezwać cesarz i dlaczego mieli walczyć z innymi Słowianami. No chyba, że nie byli Słowianami, jak twierdzą niektórzy. Lub, co bardziej prawdopodobne, plemiona słowiańskie nie stanowiły jedności, lecz prowadziły ze sobą wojny.

Wyobrażenie o podróży z północy na południe miało jednak teorię konkurencyjną. Alternatywna legenda etnogenetyczna, dziś już uznana za niewiarygodną, mówiła o tym, że Słowianie, w tym Chorwaci, nie przybyli do Iliricum z północy, lecz że byli autochtonami na terenach skolonizowanych przez Rzymian. Jej zwolennikami byli chorwaccy głagolici, mnisi liturgii słowiańskiej, dzięki czemu mogli w średniowieczu dowodzić słowiańskiego pochodzenia św. Hieronima. Przekonany o jej prawdziwości był również chorwacki humanista Vinko Pribojević (ok. 1480-1532), który nasiąkł koncepcjami środowiska krakowskiego -?Galla Anonima i Macieja z Miechowa -?podczas studiów na Akademii Krakowskiej. W 1525 roku wygłosił na rodzinnej wyspie Hvar mowę pod tytułem De origine successibusque Slavorum (O pochodzeniu i chwale Słowian), która była inspirowana tymi teoriami. Łącząc tradycję biblijną z mitologią grecką, co było wówczas rzeczą powszechnie stosowaną, uznał, że Ilirowie, czyli Słowianie, byli w prostej linii potomkami Tirasa - siódmego syna Jafeta i wnuka Noego. Dzięki temu za Słowian mógł uznać wiele znakomitych postaci historycznych: Aleksandra Wielkiego (ponieważ "Macedończycy nie byli Grekami", lecz "używali jak dzisiaj mowy słowiańskiej"), św. Hieronima -?autora "liter słowiańskich" (który "nie był Włochem, lecz Słowianinem") czy nawet Arystotelesa. Potomkami Słowian byli też Lech, Czech i Rus -?wygnani z Dalmacji, którzy zasiedlili północną Europę i dali początek innym narodom słowiańskim. Tak powstawał autoportret Słowian -?wielkiego i mężnego ludu.

Legenda ta będzie miała wielkie znaczenie w chorwackiej przyszłości, a w wiekach XV i XVI posłuży również jagiellońskiej racji stanu. Dzięki niej można było bowiem mówić o antycznym rodowodzie Polaków. Zwolennikiem tej teorii był Bernardinus Gallelus (1462-1517) z Zadaru, humanista działający w kręgu Kallimacha. I wreszcie -?legenda ta miała wielkie znaczenie dla przedstawicieli chorwackiego odrodzenia narodowego (tzw. ilirystów) w pierwszej połowie XIX wieku. Twierdzili oni, że praojczyzna Słowian leżała na Bałkanach, skąd Polacy, Czesi i Rusowie mieli wyruszyć na podbój północnej Europy. Przywódca iliryzmu, Ljudevit Gaj, był nawet przekonany, że praojczyzna ta znajdowała się w jego rodzinnym miasteczku, Krapinie. Jednym z dowodów mających potwierdzać tę tezę był herb Leliwa -?symbol ilirystów przedstawiający półksiężyc i sześcioramienną gwiazdę. Pochodził on rzekomo z "półwyspu iliryjskiego", a więc świadczył o południowosłowiańskim pochodzeniu wszystkich Słowian. Miała tego dowodzić jego obecność w rodach szlachty polskiej, czeskiej i rosyjskiej. Choć to żaden dowód ani nawet poszlaka, to teoria ta zyskała wielu zagorzałych zwolenników.

W drugiej połowie wieku XIX, kiedy powstawały kanoniczne opowieści o przeszłości narodowej, za pewnik przyjęto koncepcję pierwszą, wywodzącą się od Porfirogenety i historii przetworzonych w wiekach późniejszych -?przez kroniki Pavla Rittera Vitezovicia (1696) i Andriji Kačić Miošicia (1759). Została też poparta dość rzetelnymi badaniami naukowymi. Można ją dziś uznać za wiarygodną.

Żeby móc wyjaśnić podróż z północy na południe, należało ją sobie unaocznić. Jej wizję rozpropagowały sztuki plastyczne i literatura, a także prace pseudohistoryczne, które odgrywały istotną rolę w kształtowaniu wyobraźni historycznej. W 1870 roku powstał obraz znanego malarza epoki historyzmu, Ferdynanda Quiquereza Dolazak Hrvata k moru (Przybycie Chorwatów nad morze). Widnieje na nim pięciu braci i dwie siostry, zupełnie jak w opowieści Konstantyna. Rycerze, stylizowani na mitologiczne bóstwa, przedstawieni są w zbrojach średniowiecznych, dwie księżniczki zaś w strojach dworskich, a towarzyszą im -?jako symbole Boskiej opieki -?aniołowie. Wszyscy w powadze stają na urwistych skałach Adriatyku obmywanych przez spokojne morze, a w oddali inni wojowie zatykają na wzgórzu jakiś proporzec. Nie widać, jaki, ale intencje malarza są jasne -?to musi być jakaś ówczesna chorwacka chorągiew.

Podobną wizję przedstawili inni pierwszoplanowi chorwaccy malarze epoki późniejszej, ale pozostającej pod silnym wpływem historyzmu -?Celestin Medović (1903) i Oton Iveković (1905). Ten pierwszy powagę Quiquereza zastąpił atmosferą euforii. W przedstawieniu Medovicia Chorwaci wyglądają tak, jakby z pełną świadomością zmierzali do brzegów Adriatyku -?do swojej ziemi obiecanej. Niektórzy z nich są pokazani jako nieokiełznani wojowie, być może Awarowie, którzy podówczas tworzyli sojusze i związki plemienne ze Słowianami. Nad taflą morza widać piętrzące się chmury i czerwone niebo -?to symbol zagrożenia, które Chorwaci niechybnie napotkają w nowej ojczyźnie. Pejzaż o intensywnym nasyceniu barw nie jest wyłącznie projekcją artystyczną. Malarz znał go z dzieciństwa, ponieważ urodził się na półwyspie Pelješac, w południowej Dalmacji. Takie światło jest tam czymś naturalnym. Z kolei Iveković pochodził z północnej Chorwacji, co widać na jego obrazie. Barwy są mniej nasycone, nieco żółtawe, jak wczesna środkowoeuropejska jesień. Wyobrażenia przestrzeni będą zawsze dzieliły Chorwatów: na północnych i południowych.

Bez względu na różnice w tonacji, wszystkie obrazy przedstawiające przybycie Chorwatów nad Adriatyk powstały w czasie tworzenia syntez, więc kolorystyka nie ma aż takiego znaczenia. Odmienność bowiem traktuje się jako lokalizm. Ważny jest łączący je schemat. Chorwaci są w strojach chrześcijańskich rycerzy i zdobywają morskie wybrzeże. Morze jest im przypisane, niemal dane pod opiekę przez Opatrzność. Za plecami zostawiają ciemność gór, by połączyć się z jasnym morzem.

Technika kontrastu światła i mroku do tego stopnia zakorzeni się w kulturze, że wyobrażenia przybycia nad Adriatyk nie będą się mogły bez niej obejść. Pisarz z tego samego pokolenia, Vladimir Nazor (1876-1949), autor powstałych w 1904 roku wierszowanych baśni o prapoczątku Chorwatów, tak przedstawił moment przybycia nad morze:

Wrota niebios otworzył świt. Świeciły porty, płonęły góry. W dolinie jak srebro zalśniło morze2.

To opowieść niemal biblijna, napisana z modernistycznym zacięciem, ale zarazem tradycyjna, bliska doświadczeniu potocznemu. Bóg dał człowiekowi w posiadanie ziemię, a Chorwatom morze. W tym literackim obrazie Chorwaci, zupełnie jak u malarzy, dumnie stają w cieniu mrocznych i nieprzewidywalnych gór Velebit, pasma w Górach Dynarskich, ale energicznie spoglądają w morską jasność. Nazor -?podobnie jak Medović - pochodził z Dalmacji, z wyspy Brač, więc znał spektrum promieni słonecznych. Przyjście nad Adriatyk to nie tylko zdobycie morza, ale także odkrycie światła. Gest niemal prometejski.

Motyw ten powtórzy też proza artystyczna epoki realizmu o zabarwieniu romantycznym -?w powieściach Milutina Mayera (1874-1958) i bardziej znanego Ksavera Šandora Gjalskiego (1854-1935). Utwór tego ostatniego wykorzystuje wprost legendę Konstantyna Porfirogenety, ale ją przetwarza. Idealizuje Słowian, podczas gdy Awarów, jako prefigurację współczesnych Węgrów, obarcza odpowiedzialnością za zniszczenie antycznej stolicy Dalmacji -?Salony. U Nazora jest to powiedziane wprost: symbolem barbarzyństwa nie są Awarowie, lecz Węgrzy pod przywództwem Arpada. To oczywista aluzja do późniejszego przyjęcia chrześcijaństwa przez Węgrów, wyartykułowana w czasach eskalacji konfliktu chorwacko-węgierskiego. W powieści Gjalskiego spotkanie z morzem jako żywo przypomina przedstawienia Nazora. Setki, tysiące ust wykrzykują tryumfalnie: "Morze -?morze -?tu jest morze!".

Wyobrażenia o przybyciu nad Adriatyk będą też bardziej stonowane kolorystycznie, ale wcale nie mniej emocjonalne. O pokolenie starszy od malarzy muzyk Ivan Zajc (1832-1914) w 1875 roku skomponował kantatę do utworu poetyckiego czołowego dziewiętnastowiecznego pisarza Augusta Šenoi Dolazak Hrvata (Przybycie Chorwatów). U Šenoi podróż Chorwatów "od Karpatów na południe" jest przedstawiona jako realizacja przeznaczenia, część Boskiego planu, a nawet obietnicy życia wiecznego:

Bóg ci da piękny kraj [...] Błogosławion piękny kraj, Znajdzie tutaj Chorwat raj!

Chorwaci odnajdują w nowej ojczyźnie nie tylko przeznaczenie, ale i rzeczy bardziej przyziemne -?pola do zagospodarowania i miasta do zasiedlenia, określane jako "białe" -?to aluzja do frazeologii ludowej, tak istotnej w imaginariach XIX wieku. Ale w centrum fantazji jest morze, które elektryzuje wysokimi falami i zaprasza swój naród wybrany.

Wszystkie obrazy chorwackich malarzy, muzyków i pisarzy łączy apoteoza szczęśliwego zakończenia wycieńczającej podróży, zapewne kilkupokoleniowej. Jedyne przedstawienie, które nie eksponuje morza, ale za to pokazuje rycerzy, stworzył wywodzący się z Panonii Josip Franjo Mücke (1819-1883) -?chorwacki patriota węgierskiego pochodzenia.

Już głęboko w XX wieku, bo pod koniec lat trzydziestych, Josip Horvat -?publicysta i autor znanej syntezy dziejów kultury chorwackiej -?tak przedstawił wędrówkę Chorwatów na południe:

Wojenny pochód Białych Chorwatów nastąpił na początku IX wieku. Ze wszystkich plemion słowiańskich ci właśnie Biali Chorwaci, którzy powstali z plemienia słowiańskich Wiślan i kaukaskich Irańczyków, przedostają się najdalej -?na klasyczne południe, na ciepłe Śródziemnomorze. Przybywają jako organizacja zwarta i w sensie wojskowym, i społecznym, ponieważ to pierwsze nie może istnieć bez drugiego. Przybywają ze swoimi wierzeniami, powstałymi w świecie irańskim, które tylko częściowo uległy ponownemu ukształtowaniu w czasie migracji. Przybywają z osobliwym dla siebie porządkiem prawnym, ze wszystkim tym, co daje pierwiastki umożliwiające działalność kulturalną, co daje impuls do rozwoju dalszej samoświadomości3.

We wszystkich wizjach powraca ten sam motyw. Przybycie do nowej ojczyzny jest zobrazowane jako spełnienie jakiegoś z góry założonego planu, jako przyjście do ziemi obiecanej. Na uwagę zasługuje skupienie się na centralnych postaciach -?nobliwych i walecznych wojach, przywódcach w przyłbicach średniowiecznego rycerstwa. Chorwaci nie są przedstawieni jako masy plemienne, lecz są upersonifikowani jako waleczni przywódcy.

Takie imaginacje odcisnęły piętno na wizji, jaką współcześni Chorwaci mają o podróży swoich przodków nad Adriatyk. Pogląd ten nie został jednak uformowany przez wiedzę specjalistyczną, lecz przez legendy powstałe w wieku XIX -?w epoce wielkich opowieści o wspaniałej przeszłości narodowej. Jak widać, przyczyniła się do tego kultura wizualna i literacka, ale także historiografia i filologia, które dały podstawy do stworzenia upiększonej wizji dziejów minionych. Wyjątkiem jest bardziej zdystansowany obraz stworzony przez Antuna Šoljana, jednego z najbardziej niebanalnych prozaików drugiej połowy XX wieku. W wierszu Na Velebitu (Na Velebicie, 1960) czytamy:

W tym samym miejscu, co do teraz nie uległo zmianie, Więcej niż tysiąc pięćset lat temu, Mój daleki pradziad stał, wpuszczając w glebę korzenie, Jakby tysiącletnie drzewo zasadził. [...] Podróżowali wiarą, mętną gwiazdą, prowadzeni, Beztrosko -?gdzie ich ta gwiazda zawiedzie; A my, potomkowie bez wiary, później urodzeni, W czyich żyłach płyną skomplikowane dzieje, Zmieszani stoimy przed czterema stronami kompasu, Myśląc, że każda decyzja nie jest bezpieczna zawczasu.

Pisarz odszedł od patosu, koncentrując się na kondycji współczesnego człowieka, skłonnego do dywagacji, a nie do działania. Jednak także ówczesnym Chorwatom nie patronuje jakieś z góry dane przeznaczenie, lecz mętna gwiazda. Nie ma światła dochodzącego znad morza -?co więcej -?w ogóle nie ma morza. Można je sobie wyobrazić, wiedząc jak wygląda Velebit. Jest jeszcze jeden istotny detal rzucający się w oczy. Chorwaci, których tutaj reprezentuje troje z rodzeństwa -?Muhlo, Chorwat, Kosentzes -?przyczyniają się do zniszczenia cywilizacji ilirskiej. Symbolizuje to "miecz, wciąż krwawy", który pozostawił ślady po "zbroczonej krwi jakiegoś zmęczonego starego Ilira".

Mimo iż chorwacka wyobraźnia artystyczna często sięga po motyw wędrówki i przybycia nad Adriatyk, to wiedza o okresie przed wyruszeniem w podróż na południe, jak i bezpośrednio po przybyciu nad Adriatyk owiana jest tajemnicą. Większość poglądów dotyczących realiów tamtego świata opiera się na mozolnych rekonstrukcjach specjalistów, ale niecałkowicie wypłukanych z legendarnych wątków.

Jest w tej morskiej orientacji jakaś ostateczność, którą opiewają nie tylko poeci. Hipostazowanie narodu jako żywego ciała, które zanurza swe członki w morzu, jest dla Chorwatów symbolem ich przeznaczenia. Przeznaczenia, które musi się ciągle rytualnie odnawiać. Opatrzność dała Chorwatom morze w posiadanie, zobowiązała ich do zanurzenia się w jego odmętach. Przekonanie to zakorzenione jest w języku chorwackim. Chorwaci nigdy nie wchodzą "do wody", lecz "do morza", powtarzając pozostawiony im w spadku przez przodków gest przejęcia go w posiadanie.

Z morzem wiąże się charakterystyczny dla Śródziemnomorza sposób życia, który Fernand Braudel sprowadził do trzech komponentów: żyta, wina i oliwy. Ale są też niezbywalne pejzaże -?błękit toni morskiej, palmy, figowce, cyprysy i rybołówstwo, lawenda i cykady. Adriatyk stał się dobrem wspólnym -?wręcz trofeum -?wszystkich Chorwatów, nie tylko Dalmatyńczyków i Istryjczyków. Wszedł głęboko do wyobraźni zbiorowej i do kultury ogólnonarodowej. Można odnieść mylne wrażenie, że wszyscy Chorwaci są związani z morzem od pokoleń.

Skąd nasz ród

Nie wiadomo, kiedy ukształtował się etnos chorwacki. Czy nastąpiło to przed pojawieniem się u wybrzeża Adriatyku, czy później, a może w międzyczasie. Opinie badaczy różnią się w tej kwestii. Zresztą nie można tego jednoznacznie ustalić i to nie tylko z powodu braku wiarygodnych źródeł, ale również dlatego, że stawanie się etnosem jest procesem długotrwałym, a nie jakimś stanem, który można uchwycić. Wybór momentu, w którym etnos jest już uformowany lub jeszcze nie, to zawsze decyzja subiektywna, zależna od przyjętego punktu widzenia.

Nie wiadomo również, jaki jest źródłosłów nazwy Chorwat -?czy jest ona pochodzenia etnicznego czy społecznego (od grupy przywódczej), która ukształtowała się w sojuszu z Awarami. A może jeszcze czymś innym. Etnonim tłumaczono na różne sposoby. Na przykład Konstantyn Porfirogeneta -?wywodząc go z greki -?twierdził, że Chorwaci to "ci, co mają dużo ziemi". Z kolei Tomasz Archidiakon ze Splitu w trzynastowiecznej kronice utrzymywał, że pochodzi on od ludu zamieszkującego niegdyś wyspę Krk (Kuretes). Byli i tacy, którzy mówili o rodowodzie protobułgarskim (od chana Kuvrata), a jeszcze inni wywodzili go od nazw pospolitych. I tak siedemnastowieczny historyk Juraj Rattkay odnotował, że nazwa Chorwaci pochodzi od czasownika hrvati se (zmagać się), ale inni dowodzili korzeni indoeuropejskich: drzewo (hrev), taniec (hruv); germańskich: miecz (heru); czy indyjskich: pasterz (haurvatar), przyjaciel (hurvatha)4.

Trudności w ustaleniu rdzenia nazwy, a także teorie mówiące o niesłowiańskim substracie powodują, że koncepcje irańskie i germańskie są bardzo popularne w Chorwacji w czasach przesileń politycznych. Nawet gdybyśmy zaakceptowali którąkolwiek z hipotez mówiących o irańskim czy gockim pochodzeniu, to i tak nie musi ona podawać w wątpliwość słowiańskiego rodowodu, bo przecież nazwa używana w odniesieniu do jednej grupy etnicznej może być nadana przez inną grupę. Jak bardzo złudne jest utożsamianie nazwy z pochodzeniem pokazuje przykład Francji, która jest krajem przede wszystkim romańskim, ale jej nazwa wywodzi się od plemion niewątpliwie germańskich.

Jedni mediewiści zwracali uwagę na to, że etnos chorwacki kształtował się pod wpływem pierwiastka autochtonicznego, inni z kolei, że w ramach państwa Franków. Niektórych prowadziło to do przekonania, że genetyczna słowiańskość -?nawet jeśli była obecna "na początku" -?uległa rozwodnieniu, co miało skutkować niemal całkowitym przejęciem cech typowych dla mieszkańców nowej ojczyzny -?Ilirów i Rzymian. Ale jakich cech? Jakie były typowe cechy Ilirów i na czym miałaby polegać ich odmienność od Słowian? Niektórzy autorzy próbują przedstawiać różne argumentacje, ale są one raczej nieprzekonujące, a nierzadko absurdalnie irracjonalne. Podobnie jest z teoriami o irańskim czy gockim pochodzeniu Chorwatów -?nie są one poparte poważnymi dowodami. Formułują je często badacze artykułujący chorwackie pragnienie odrębności od Serbów.

Przyjęcie takiej czy innej teorii o pochodzeniu chorwackiego etnosu nie może jednak zmienić najważniejszego. Żaden nowoczesny naród nie jest, wbrew teoriom rasowym i genetycznym, "czysty". Wszystkie etnosy w Europie, jeśli nie były szczelnie odizolowane na peryferiach, ulegały przekształceniom, procesom hybrydyzacji. Ostatecznie jakiś pierwiastek przeważał i wchłaniał wszystkie inne. A u Chorwatów cząstka słowiańska okazała się silniejsza niż pozostałe, rzeczywiste lub domniemane domieszki, o czym świadczą choćby udokumentowane w źródłach imiona władców (Trpimir, Domagoj, Tomislav, Krešimir czy Zvonimir) oraz późniejszy rozwój kultury piśmienniczej wyrażanej po słowiańsku. Język słowiański miał również swój udział w procesie chrystianizacji Chorwatów w nowej ojczyźnie.

Najbardziej efektownym, a zarazem najbardziej dyskusyjnym elementem legendy etnogenetycznej jest przekonanie o istnieniu praojczyzny Chorwatów sprzed ich podróży na południe, miejsca, które Konstantyn Porfirogeneta nazwał Białą Chorwacją. Na wyobraźnię historyczną najbardziej wpłynęły rozdziały XXX i XXXI jego dzieła, choć ich autorstwo - jak i sama treść -?bywają kwestionowane. Cesarz bizantyński nie mógł być bezstronny, bo reprezentował swoją rację stanu, zresztą jego praca nie ma charakteru historycznego, lecz była zaplanowana jako przygotowane dla następcy kompendium o rządzeniu cesarstwem.

Biała Chorwacja jest przez większość chorwackich historyków lokalizowana w Małopolsce, a ściślej nawet w okolicach Krakowa. Niektórzy przypuszczają, że właśnie w Krakowie miało dojść do powstania etnosu chorwackiego lub slawizacji irańskich Chorwatów, będących być może w sojuszu z Antami, ale nie ma na to żadnych potwierdzeń w źródłach. Jest niemal pewne, że praojczyzna Chorwatów znajdowała się "gdzieś na północy", ale nie ma pewności, czy właśnie w dorzeczu Wisły. Nie można tego jednak zdecydowanie wykluczyć, ponieważ niektóre średniowieczne źródła sprzyjają snuciu takich wizji. O obecności jakiegoś plemienia Chorwatów nad Wisłą mówią niektóre kroniki ruskie, na przykład Powieść minionych lat z XII wieku kijowskiego mnicha Nestora, który Białych Chorwatów uważał za protoplastów Lachów, a następnie Polaków. Tam czytamy o wyprawie księcia Włodzimierza na zachód: "Roku 6500 [992], Poszedł Włodzimierz na Chorwatów [nad Dniestrem]. A gdy przyszedł z wojny chorwackiej, oto Pieczyngowie przyszli z onej strony od Suły"5. Wincenty Kadłubek w Chronica Polonorum odnotował, że Bolesław Chrobry podbił między innym Chorwatów. Niektórzy dziewiętnastowieczni autorzy, na przykład Tadeusz Wojciechowski czy Joachim Lelewel, z Chorwatami utożsamiali nawet mieszkańców Krakowa sprzed panowania Bolesława Chrobrego. Zdaniem tego pierwszego w czasach przed założeniem biskupstwa w Krakowie "nazywano tę część Słowiańszczyzny zwyczajnie jedném mianem Białéj czyli Wielkiéj Chrobacyi"6. Lelewel poszedł jeszcze dalej: "Więc Krak był (Kniaziem czyli Zupanem, Panem) Woiewodą Bielochrobatów, Chrabatów, Kroatów, Karwatów toiest Krakowiaków: nie Krak Kraków zakładał, ale Kroaty kraiowcy na iego pamiątkę, i nie od Kraka nazwanie Krakowa poszło"7. Krytycznie odniósł się do tej tezy Wojciech Kętrzyński, stwierdzając, że "Wielka Chrobacya nadwiślańska jest tylko hypotezą, która w głowach niektórych uczonych powstała i na bardzo wątłych spoczywa podstawach"8. Lelewel był jednak nie tylko fantastą, ale i maksymalistą, więc nie poprzestał na tym stwierdzeniu. Odróżniał Białą Chorwację od Czerwonej znajdującej się jego zdaniem bardziej na wschód -?w okolicach Czerwieńska (dorzecza Bugu i Sanu). Chrobry miał opanować całą Chrobację, ta zaś miała obejmować ziemie niemal do Dunaju.

Teoria o północnym pochodzeniu Chorwatów nie budzi raczej wątpliwości, ale już sytuowanie jej w Małopolsce, czy ściślej -?w Krakowie, wydaje się kontrowersyjne. Gerard Labuda, konfrontując źródła bizantyńskie i bawarskie z anglosaskimi, kwestionuje tę lokalizację. Odwołując się do pewnego dokumentu z biskupstwa praskiego z 1086 roku, uznaje, że siedzib Białych Chorwatów (przypuszczalnie tożsamych z Chorwatami zachodniosłowiańskimi) należy raczej szukać na ziemiach czeskich9. Henryk Łowmiański twierdzi stanowczo: "Biała Chorwacja służyła jako określenie państwa czeskiego, które leżało między Bawarią, Węgrami a Serbami"10. I dodaje, że maksymalistyczna koncepcja Białej Chorwacji wysunięta przez Lelewela wynika z błędnego utożsamienia Chorwacji z Karpatami (zbieżność fonetyczna).

Chorwaci zatem z pewnością wyruszyli na południe, ale nie wiadomo skąd. Równie dobrze chorwackie plemiona mogły mieć swoje siedziby w dorzeczu górnej Łaby. Łowmiański sugeruje, że skoro Chorwaci rzeczywiście mieliby swoje siedziby na terenach Małopolski, z pewnością znalazłaby się o nich wzmianka w dokumencie Geografa Bawarskiego z IX wieku. Tymczasem ten milczy. Nawet jeśli przyjąć hipotezę, że praojczyzna Chorwatów -?a może i wszystkich Słowian? -?znajdowała się między innymi na obszarze dzisiejszej Polski, to plemiona chorwackie mogły się z niej wyodrębnić i wyruszyć na południe, zatrzymując się na przykład przez dłuższy czas w Czechach i tam konsolidując się etnicznie.

W refleksji na temat praojczyzny Chorwatów zwraca się również uwagę na fakt, że zachodnie źródła, poza jednym wyjątkiem, nie używają terminu Biała Chorwacja ani Biali Chorwaci. Może więc być tak, że podawani przez źródła bizantyńskie Biali Chorwaci odpowiadają jakiemuś innemu plemieniu występującemu w źródłach zachodnich. Może Wiślanom albo Lędzianom. A może było tak, że przodkami Lachów (Polaków) byli rzeczywiście Biali Chorwaci, jak podaje Nestor. Tylko dlaczego nie pojawia się to w innych źródłach?

Niektórzy mediewiści młodszego pokolenia -?na przykład Danijel Džino - podkreślają, że legendy etnogenetycznej Chorwatów nie można zweryfikować za pomocą poświadczeń w źródłach. Jeśli nawet przyjąć (choć i to nie jest jego zdaniem pewne), że Biała Chorwacja rzeczywiście istniała, to nie ma wcale pewności, że przybysze nad Adriatyk to ci sami Chorwaci z domniemanej Białej Chorwacji. Historia o przybyciu Chorwatów i Serbów z "Białej Chorwacji" lub "Białej Serbii" nie jest zdaniem badacza przekazem czysto historycznym, lecz raczej "sposobem wyjaśnienia i racjonalizacji dokonującej się społecznej i kulturowej zmiany, sięgając po nieprawidłowe interpretacje zdarzeń z czasów późnego antyku"11. Może więc praojczyzna Chorwatów była nawet - jak twierdzi chorwacka mediewistka Nada Klaić -?w pobliskiej Karyntii (dzisiaj pogranicze Austrii i Słowenii), o czym miałyby świadczyć liczne toponimy wywodzące się od rdzenia etnonimu12. Florin Curta utrzymuje z kolei, że Chorwaci mogli pochodzić z obszarów na północ od Dunaju, a więc znacznie bliżej dzisiejszej ojczyzny.

Najbardziej popularna powszechnie hipoteza o pochodzeniu Chorwatów, nazwijmy ją krakowską, nie jest wcale pewna. Jest to po prostu legenda oparta na poszlakach. Tymczasem opowieści o "polskim" pochodzeniu Chorwatów lub "chorwackim" Polaków są na tyle głęboko zakorzenione, że nie podważy ich żadna analiza krytyczna. Są efektowne, więc służą jako przygodne dykteryjki, niekiedy o silnym zabarwieniu emocjonalnym. Kiedy w 1999 roku Jan Paweł II odwiedził Chorwację, sprzedawano kartki pocztowe z inskrypcją "Biały papież z Białej Chorwacji". Niektórzy zupełnie poważnie przekonują, że papież był Białym Chorwatem, inni zaś -?że Chorwaci zbudowali Kraków.

Warte odnotowania jest to, że zwolennicy teorii o Białej Chorwacji -?tak popularnej nad Adriatykiem i w Zagrzebiu -?są nierzadko przekonani i o tym, że Chorwaci nie są słowiańskiego pochodzenia. W XX wieku powstały dwie niesłowiańskie teorie etnogenetyczne. Najbardziej wpływowe wywodziły Chorwatów od Gotów i Irańczyków, choć pojawiały się również koncepcje sarmackie i kaukaskie. Legenda gocka miała dowodzić germańskiego pochodzenia Chorwatów, co nie było bez znaczenia na początku XX wieku i w czasie drugiej wojny światowej. Koncepcja irańska z kolei służyła niektórym ideologiom w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy szukano łatwych sposobów, by odróżnić się od Serbów.

Za pierwszą przemawiało to, że niektórzy średniowieczni kronikarze, przede wszystkim Tomasz Archidiakon ze Splitu w XII wieku, utożsamiali słowiańskich przybyszów z Gotami. Później czynili to niektórzy historiografowie z Dalmacji. Jak bardzo wykorzystanie tej koncepcji jako gotowej tezy jest zawodne świadczyć może fakt, że kronikarz z Baru -?pop Duklanin -?twierdził, że wszyscy barbarzyńscy przybysze są Gotami (Gothi, qui et Sclavi). Być może dla łacińskich kronikarzy termin "Goci" odpowiadał greckiemu terminowi "barbarzyńcy", którym obejmowano wszystkich obcych. Węgrów przecież utożsamiano z Hunami, Słowian z Gotami, Scytami i Antami.

Na potwierdzenie teorii irańskiej przytacza się więcej argumentów, nieco bardziej racjonalnych. Sama nazwa Chorwaci ma zdaniem niektórych językoznawców i historyków pochodzić od nazwy jednej z perskich prowincji Harahwatii (lub Harahvati), po grecku Arachosia (gr. ????????). Region ten -?którego forma językowa zdaniem Vladimira Košćaka wcale nie musi być przesądzająca dla uznania tej hipotezy za ostateczną -?znajduje się na granicy dzisiejszego Iranu i Afganistanu13. Jeśliby przekaz Konstantyna Porfirogenety o pięciu braciach i dwóch siostrach potraktować jako wiarygodny, to imiona tych przywódców plemiennych (Klukas, Lobelos, Kosentzes, Muhla, Hrobatos oraz Tuga i Buga) nie są z pewnością pochodzenia słowiańskiego. Najczęściej twierdzi się, że właśnie irańskiego, choć pojawiają się też teorie o ich tureckim pochodzeniu. Niektórzy badacze, opowiadający się za irańskim rodowodem, zwracali uwagę na zbieżność niektórych form artystycznych chorwacko-irańskich (Josef Strzygowski, Luka Jelić) czy ludowych (Marijana Gušić), inni przywoływali irańskie pochodzenie części leksyki chorwackiej, w tym słowa ban w znaczeniu władca (Franjo Rački, Stjepan Sakač). Być może rzeczywiście plemiona chorwackie, które pojawiły się nad Adriatykiem, powstały przy silnym udziale pierwiastka irańskiego. Być może nazwa Chorwaci rzeczywiście pochodzi ze staroirańskiego, ale jednak język Chorwatów świadczy o tym, że pierwiastek słowiański był lub stał się dominujący. Żaden europejski naród nie wywodzi się tylko z jednego pnia. Zdaniem językoznawcy Radoslava Katičicia gens Chroatorum "ma niesłowiański pierwiastek swojej tradycji i nic więcej"14. I dodaje: "Gdy wiemy, w jaki sposób we wczesnym średniowieczu powstawały gentes, wówczas jasne jest, że to w żaden sposób nie może znaczyć, iżby ten naród był niesłowiański". Poszukiwaniu łatwych rozwiązań, charakteryzujących okresy odrodzeń ideologii narodowych, takie choćby jak w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, towarzyszyło przekonanie o czystości etnicznej. Prowadzono nawet badania DNA, aby wyodrębnić jakąś chorwacką grupę krwi, wskazać na dominację którejś haplogrupy nietypowej dla Słowian. Nawet gdybyśmy założyli, że taki trop ma sens, to przecież powstawanie związków plemiennych i rodowych, następnie społeczeństw i narodów było procesem długotrwałym, związanym z ciągłym mieszaniem się grup etnicznych. Trudno sobie wyobrazić, żeby Chorwaci ze swojej domniemanej ojczyzny Iranu przyszli nienaruszeni genetycznie, a jedynie zeslawizowani językowo. A nawet gdyby i to było prawdą, co by to zmieniło, skoro ich tożsamość ukształtowała się pod wpływem języka słowiańskiego i kultur ościennych, a nie irańskich bądź gockich. Gdyby więc nawet Chorwaci byli przeważająco pochodzenia irańskiego, a nawet gockiego, czy gdyby wywodzili się wprost od Ruryka albo Noego, to ich przeszłotysiącletnia tradycja wyrażana po słowiańsku w obrębie cywilizacji łacińskiej byłaby przesądzająca dla ukształtowania się ich tożsamości narodowej. A badania genetyczne nie zajmują się ani językiem, ani kulturą, lecz cechami biologicznymi, które nie są tożsame z kulturowymi manifestacjami narodów.

Z podróżą Chorwatów związana jest jeszcze jedna zagadka. Nie wiadomo, czy Chorwaci przybyli do swej ojczyzny sami, czy może z innymi Słowianami -?to jest Serbami i Bułgarami. Wizja samotnej wędrówki cieszy się powodzeniem wśród historyków o poglądach narodowych, gdyż ułatwia znalezienie oparcia dla chorwackiej samoistności i odrębności, sięgającej najdawniejszych czasów. Wizja wspólnej podróży była popularna wśród badaczy o nachyleniu jugosłowiańskim, a impuls rozwojowy dał jej wpływowy dziwiętnastowieczny historyk Franjo Rački (1828-1894). Wspierały ją również badania językoznawcze, w których dowodzono, że plemiona słowiańskie przemieszczały się na południe w dwóch falach. Jedna miała się wywodzić ze wschodnich grup słowiańskich i zasiedlać wschodnią część półwyspu, druga zaś -?z zachodnich i analogicznie zająć tereny zachodnie. Niewykluczone, że pierwsza grupa dała początek bułgarsko-macedońskiej grupie językowej, podczas gdy z drugiej wywodzili się przodkowie dzisiejszych Chorwatów, Serbów, Bośniaków i Czarnogórców, o czym miał świadczyć wspólny tym plemionom dialekt sztokawski i bliskie mu dialekty czakawskie i kajkawskie. Języki przybyszów, ze wschodu i z zachodu, należą do grupy południowosłowiańskiej.

Jednakże obie te teorie -?i "chorwacka" i "jugosłowiańska" -?mają istotną wadę. Mianowicie bezrefleksyjnie łączą język przemieszczających się plemion z ich domniemaną tożsamością grupową. Nawet jeśli dziś wydaje się to oczywiste, to przecież nie jest wcale powiedziane, że członkowie etnosów posługujących się jednym językiem musieli poczuwać się do wspólnoty. Ponadto hipoteza o czystej chorwackości przemieszczających się plemion nie uwzględnia faktu, że jeszcze w czasie podróży niewątpliwie istniała wspólnota południowosłowiańska, co potwierdzają teorie dotyczące języka wspólnego dla wszystkich Słowian (prasłowiańskiego) przed ich późniejszą dyferencjacją. Być może ta wspólnota -?nawet jeśli płynna -?istniała do VI wieku, a więc do momentu prawdopodobnego opuszczenia dawnych siedzib, choć inne teorie utrzymują, że trwała nawet do wieków X i XI. Oczywiście nie można jednoznacznie powiedzieć, która z nich jest prawidłowa, i to nie tylko dlatego, że przed drugą połową IX wieku, to jest przed stworzeniem (prawdopodobnie) pierwszego pisma słowiańskiego - głagolicy -?nie powstały żadne teksty słowiańskie, więc tezy opierają się na rekonstrukcjach zmian językowych. Niemałym problemem jest również i to, że nie istnieją obiektywne kryteria umożliwiające uznanie, czy kilka różnic regionalnych, odnotowanych choćby w najstarszych zabytkach piśmienniczych, świadczy już o istnieniu odrębnego języka czy może tylko zapowiada zmiany, które dokonają się później. Niektóre współczesne ujęcia sugerują nawet, że nie istniał jeden język, lecz że to tylko hipoteza konieczna (postulat badawczy).

Teorie językoznawcze cieszyły się przez całe dekady dużym powodzeniem, ponieważ pozwalały łatwo wyjaśnić istnienie wspólnoty serbsko-chorwackiej i dać jej polityczną legitymizację. Większość prób jej podważania, które nasiliły się po rozpadzie Jugosławii, za wszelką cenę próbowało dowieść odrębności Chorwatów od pozostałych Słowian, najbardziej od Serbów. Tak jak pierwsza służyła jugosłowiańskiej racji stanu, tak druga służy chorwackiej.

W nowej ojczyźnie

Niezależnie skąd i jaką drogą -?razem czy osobno -?pewne jest, że jakieś plemiona słowiańskie (lub plemiona słowiańskie stopione z innymi ludami), z których z czasem zaczną się formować chorwackie związki plemienne, przybyły nad Morze Adriatyckie, do rzymskiej prowincji Iliricum, do Dalmacji i Panonii, czyli na ziemie odpowiadające obszarowi dzisiejszej Chorwacji. Trzeba jednak odnotować, że Dalmacja była wówczas znacznie większa niż obecnie -?sięgała aż do rzeki Sawy na północy.

Wbrew optymizmowi przekazów malarskich, plemiona dostępu do morza wcale tak łatwo nie zdobyły. Co więcej, chorwaccy przybysze w VII wieku nie należeli do średniowiecznego rycerstwa, jak wyartykułowały to pędzel i pióro, ponieważ przez autochtonów zostali uznani za barbarzyńców, przed którymi drżał świat chrześcijański. W łacińskim dokumencie Placitum Risanum z 804 roku mieszkańcy miast istryjskich, w przeważającym stopniu romańskich, skarżyli się do Karola Wielkiego na Słowian / Chorwatów, którzy pod przewodnictwem niejakiego woja Jana stoją przed murami grodów, zagrażając mieszczanom. Żądali, by cesarz doprowadził do ich wygnania. Oczywiście jest to wizja zachodnia oceniająca w sposób jednostronny nieznaną sobie kulturę.

Nim się Chorwaci i pozostali Słowianie ucywilizowali, jako "barbarzyńcy" dali się poznać -?jak utrzymywała starsza historiografia -?jako niszczyciele. Konstantyn Porfirogeneta donosił, że w VII wieku wraz z Awarami zniszczyli antyczne miasta Epidaurum i Salonę (o zniszczeniu Salony pisał także Tomasz Archidiakon ze Splitu). Zbiegła ludność z pierwszego miasta miała dać początek Dubrownikowi, z drugiego -?Splitowi. Jednak niektórzy mediewiści uważają, że te powstałe kilka wieków później przekazy nie mają żadnych poświadczeń w źródłach15. Zdaniem archeologa Mate Suicia "przybyli Słowianie, w tym Chorwaci, nie mogli, nie chcieli i nie mieli potrzeby zdobywać, niszczyć i palić miejscowości, w których się pojawili, w szczególności zaś miast służących im -?podobnie jak wszystkim innym barbarzyńcom -?jako źródło rabunku"16. Co więcej, odkrycia archeologiczne dowodzą, iż co najmniej do połowy VII wieku życie w Salonie kwitło nadal, więc informacje o jej całkowitym zniszczeniu nie mają pokrycia w faktach. Ponadto, gdyby Słowianie tak gładko zdobyli Salonę, dlaczego nie mieliby zdobyć znacznie mniejszych miast nadmorskich? Być może zatem należy mówić raczej o powolnym upadku miasta, do czego najazdy słowiańsko-awarskie mogłyby się pośrednio przyczynić. Zresztą dzieło Konstantyna nie jest spójne, a bywa nawet wewnętrznie sprzeczne. W rozdziale XXX mówi się bowiem, inaczej niż wcześniej, że to nie Słowianie zniszczyli Salonę, lecz Awarowie, a ci pierwsi mieli przed Awarami miasta bronić.

Tak czy owak, Salona rzeczywiście przestała istnieć, a jej mieszkańcy zasiedlili pałac Dioklecjana nad samym morzem, wokół którego powstanie miasto Split -?dzisiejsza stolica Dalmacji. Szczęśliwie Splitu nikt nie zniszczył, podobnie jak innych miast: Zadaru, Trogiru, Kotoru i komun na wyspach Krk i Rab, a Słowianie przez wieki je zasiedlali, stapiając się z ludnością lokalną i prowadząc do jej slawizacji. Można to uznać za paradoks, że dawniej Słowianie zagrażali miastom, a następnie stali się ich obrońcami. Na tym polega siła inkulturacji.

Związki plemienne Chorwatów i Słowian zaczęły się przekształcać w państewka / księstwa określane w źródłach rzymskich jako Sclaviniae. Na miejscu spotkali się z mniej lub bardziej zromanizowaną ludnością ilirską lub rzymską. Nie wiadomo, czy zajmowane tereny były opustoszałe po najazdach Gotów i Hunów, ale można przypuszczać, że jest to prawdopodobne. Nawet jeśli tak było, to plemiona ilirskie musiały się gdzieś zagnieździć i w końcu ze Słowianami spotkać. Nastąpił wielowiekowy proces asymilacji. Słowianie z czasem zeslawizowali cały niemal region. Pozostaje tajemnicą, w jaki sposób ludność przybyła na nieznane sobie terytoria, nadto stojąca niżej cywilizacyjnie od autochtonów, zdołała ich skutecznie wchłonąć. Poza Anglią jest to jedyny taki przykład w Europie.

Chorwaci od najwcześniejszych czasów posługiwali się trzema dialektami (językami wernakularnymi), których nazwy powstały od zaimka pytającego "co". Ekwiwalenty što, ča i kaj dały nazwy dialektom: sztokawskiemu, czakawskiemu i kajkawskiemu. Na dobrą sprawę można o nich mówić jako o trzech odmiennych systemach językowych. Wszystkie trzy były językami literackimi, w których powstawała kultura piśmiennicza. Nierzadko -?jak w przypadku dialektów czakawskiego i sztokawskiego -?w językach tych stworzono literaturę artystyczną najwyższych lotów. Pierwszymi spisanymi językami literackimi nie były jednak dialekty, lecz dwa języki liturgiczne -?łacina i staro-cerkiewno-słowiański. Nadto w użyciu były trzy alfabety -?łaciński, głagolicki i cyrylicki. Stąd o kulturze chorwackiej mówi się, że jest ona trójjęzyczna i trójalfabetyczna. W średniowieczu posługiwano się kilkoma językami: staro-cerkiewno-słowiańskim w redakcji chorwackiej, chorwackim dialektem czakawskim z Dalmacji z elementami cerkiewszczyzny, czystą czakawszczyzną i czystym dialektem kajkawskim, a nieco później także sztokawskim z Dubrownika. Doprowadzi to do upowszechniania się zregionalizowanych form wyrazu, a przyczyną trwałości tego stanu -?który urzeczywistni się z pełną mocą w XVI wieku -?będzie brak jednego centrum politycznego, mogącego stworzyć warunki dla rozwoju wspólnego języka. Do tego nałożą się różnice regionalne. Chorwacja bowiem była pod wpływem kultury śródziemnomorskiej, środkowoeuropejskiej i słowiańsko-bałkańskiej.

Zanim Słowianie pojawili się w Iliricum, co najmniej od I wieku n.e. obszar ów przechodził przez wstrząsy spowodowane wojnami Rzymian z Ilirami. O Ilirach wiadomo niewiele. Z pewnością po wiekach przymusowej romanizacji nie mieli oni wyraźnego poczucia odrębności, ich asymilacja przebiegała zaś w różnym tempie, w zależności od regionu. Najszybciej w miastach nadmorskich, wolniej w Dalmacji kontynentalnej. Zresztą tożsamość zbiorowa wówczas ciągle podlegała gwałtownym zmianom, więc przykładanie dzisiejszych wyobrażeń do ówczesnych realiów jest ryzykowne. Należy raczej przypuszczać, jak twierdzą mediewiści, że tożsamości Ilirów zmieniały się -?"od gminnej, prowincjonalnej, regionalnej, kosmopolitycznej, chrześcijańskiej, "barbarzyńskiej", rzymskiej, wojskowej, itd."17.

Mianem "Ilirowie", od którego wzięła się nazwa prowincji, posługiwali się Rzymianie, a zapożyczyli go od Greków określających terminem Illyrioi nieznanych sobie sąsiadów. Jednak Grecy -?począwszy od VI wieku p.n.e. -?zasiedlili tylko niektóre wyspy i niewiele miejsc na kontynencie. Nazwa Dalmacja powstała od jednego z plemion -?Delmatów (Delmat oznaczał pasterza) -?które tak jak plemiona Histrów i Liburnów należały do grupy etnicznej Ilirów. Rzymianie długo nie mogli podbić tych terytoriów, ponieważ Ilirowie, z którymi w międzyczasie zmieszali się zasiedlający te tereny Celtowie (a być może jeszcze ktoś inny), stawiali opór. W końcu jednak ulegli. Po ostatecznym zdobyciu tych ziem Rzymianie przystąpili do ich administracyjnej organizacji. Przeprowadziło ją w I wieku n.e. dwóch cesarzy -?August i Tyberiusz. W nowo powstałej prowincji wytyczono granice. Część południowa dzisiejszej Chorwacji została nazwana Dalmacją, a część północna -?Panonią. Nastąpił okres kolonizacji niemal całego Iliricum, co skutkowało asymilacją ludności ilirskiej (niektórzy badacze podają w wątpliwość sam pogląd, by uważać tę ludność za "zromanizowanych Ilirów"), choć ona sama długo jeszcze -?zwłaszcza poza ośrodkami miejskimi -?zachowała odrębność. Mimo iż za bezpośrednich potomków Ilirów uznaje się powszechnie Albańczyków, o czym zaświadcza ich język, to jednak niektórzy wyrażają przekonanie, że zromanizowane plemię Vlahów (Wołochów), przeważnie koczowniczych pasterzy, jest również pochodzenia ilirskiego. Wołosi -?którzy z czasem przyjęli język słowiański - przetrwali w kontynentalnej części Dalmacji i na całym obszarze Gór Dynarskich, ale ich integracja narodowa trwała całe wieki. Niektórzy zasymilowali się dopiero w XIX wieku, stając się -?w zależności od wyznania -?Chorwatami lub Serbami.

Całe Iliricum dostarczało Imperium Rzymskiemu żywności i surowców. Kolonizatorzy, chcąc lepiej skomunikować region z Rzymem, zbudowali drogi -?z północy na południe i ze wschodu na zachód. Wiele z nich istnieje do dzisiaj. Powstały jednak również ich pomniejsze odgałęzienia, łączące miasta nadmorskie z Dalmacją kontynentalną i Bośnią. W późniejszych czasach zyskają one na znaczeniu.

Rzymska kolonizacja była dużo skuteczniejsza i pozostawiła trwałe konsekwencje. W Dalmacji i Panonii cywilizacja rzymska pozostawiła po sobie castra i termy, świątynie i amfiteatry. Do dzisiaj zachowało się wiele z nich, niektóre w ruinach, jak na przykład dawna stolica Dalmacji -?Salona, wille na Wyspach Briońskich czy termy w Varaždinskich Toplicach. Inne są w znakomitym stanie, jak na przykład amfiteatr w Puli czy pałac Dioklecjana w Splicie. Ten ostatni jest ewenementem na skalę światową. W obrębie struktury antycznego pałacu, w którym od abdykacji w roku 305 do swojej śmierci przebywał Dioklecjan (zmarł między 311 a 316 rokiem), powstało średniowieczne miasto. Jego dzisiejsza postać pokazuje, w jaki sposób od dwóch tysięcy lat nawarstwiały się w nim różne style, reprezentujące odmienne, nierzadko sprzeczne, wizje świata. Na bazie antycznej budowli krwawego prześladowcy chrześcijan, Dioklecjana, powstało miasto chrześcijańskie, w którym swą siedzibę miało jedno z najstarszych arcybiskupstw w regionie, a jego patronem został św. Dujam -?męczennik za wiarę, ofiara Dioklecjana. Z kolei po drugiej wojnie światowej w mieście zbudowano wiele obiektów architektury socjalistycznej (zwanej również socmodernizmem), która ideowo odrzucała elityzm wszystkich dawnych epok. Podobnie jednak jak architektura chrześcijańska piętnaście wieków wcześniej, tak i nowe trendy wymuszanego i wprowadzanego naprędce egalitaryzmu musiały zaakceptować dziedzictwo poprzedników. Dzisiejszy Split, swego rodzaju "kamienny palimpsest" (Vojeslav Mol?), jest żywym świadectwem dziejowych turbulencji -?gwałtownych zmian i następujących po nich procesów zakorzeniających nowe etnosy i nowe formy bytowania w starych.

Split, jak się rzekło, był pałacem, z którego wyrosło miasto. Jednak dziedziczył on tradycję pobliskiej Salony, antycznej stolicy Dalmacji, zniszczonej przez najazd barbarzyński (słowiańsko-awarski?). Podobnie było z Dubrownikiem, który kontynuował dziedzictwo zrujnowanego Epidaurum. Jednak przenoszenie tradycji zniszczonych miast do nowych osad nie było w Dalmacji regułą. Niektóre z antycznych komun zupełnie zniknęły (Narona), a inne bytowały w nowych okolicznościach. Tak było z Zadarem czy Trogirem oraz niektórymi komunami na wyspach. Po Grekach - którzy założyli kilka kolonii, na przykład na wyspach Vis (Issa) czy Hvar (Pharos) -?pozostało znacznie mniej. Nie ma architektury, choć zachowały się gdzieniegdzie fragmenty murów (parcelacja pól uprawnych na wyspie Hvar), wazy, monety i epigrafika. Jeden z łagodniejszych szczepów chorwackich win z południowych wysp Dalmacji, Grk (Grek), jest również świadectwem obecności helleńskiej.

Dla rzymskiej wizji świata ogromne znaczenie miała północna granica cesarstwa. Zza niej przybywali barbarzyńcy. Słowo "barbarzyńca", którym określano zbliżające się do granic cesarstwa ludy, powstało od greckiego wyrazu odnoszącego się do niezidentyfikowanych dźwięków mowy (gr. onomatopeja bar bar -????-???). Byli to Hunowie, Goci, a następnie Słowianie. Północny limes wyznaczany był przez Dunaj. Co najmniej od czasów Juliusza Cezara stał się on wyobrażoną i realną granicą między cywilizacją a światem barbarzyńskim. Wzdłuż niego powstało wiele twierdz, które następnie przerodziły się w osiedla rzymskie i miasta. Dzisiejszy Ilok, Vukovar czy Osijek są ich kontynuatorami.

Jeszcze w pierwszej połowie VI wieku - kiedy o wyniszczających najazdach barbarzyńców źródła donoszą niemal co roku -?Słowian się nie wspomina. Z czasem autorzy bizantyńscy zaczynają używać terminu Sclavenoi (?????????), wyodrębniając z masy przybyszów pewne różnicujące ich cechy. Tradycyjna historiografia utrzymywała, że można już wtedy mówić o nich jako o grupach etnicznych lub przynajmniej społecznych. Jednak wcale nie jest to pewne. Przecież uznanie jakichś plemion za etnos czy związek plemienny wcale nie musi oznaczać, że był nim on wówczas rzeczywiście. Niektórzy historycy, na przykład Florin Curta, sięgając po nowsze odkrycia archeologiczne i metodę krytycznego czytania źródeł, sugerują, że bizantyńscy pisarze w okresie do VIII wieku nie opisywali Słowian, lecz wymyślili ich jako wspólnotę18. Wizja Słowian bowiem znakomicie odpowiadała wyobrażeniom, jakie o "barbarzyńcach" miały elity cesarstwa. Oczywiście przyjęcie proponowanego przez tego mediewistę punktu widzenia nie oznacza, że nie istniały elementy łączące Słowian -?takie jako choćby język, obyczajowość czy religia -?ale być może członkowie tych plemion rzeczywiście nie mieli świadomości szerszej wspólnoty, poza małą tożsamością plemienną.

Wokół terminu Sclavenoi narosło wiele kontrowersji, zwłaszcza że w niektórych koncepcjach łączono go z łacińskim słowem sclavus, oznaczającym niewolnika. Dziś już wiadomo, że to tylko zbieżność fonetyczna, która nierzadko służyła do dyskredytacji Słowian. Byli oni przez wieki traktowani jako młodsi i gorsi przedstawiciele cywilizowanej Europy, co odzwierciedli się również w historii Chorwacji.

Jeśli przyjąć za pewnik, że przodkowie Chorwatów rzeczywiście przybyli z Małopolski czy nawet z Czech, to taka podróż musiała im zabrać lata, a może nawet pokolenia. Można sobie wyobrazić, że dzieci rodziły się w innym miejscu niż były poczęte, dorastały gdzie indziej, by umrzeć jeszcze gdzieś indziej. Słowiańskie związki plemienne w swej podróży wchodziły w konflikty i tymczasowe sojusze z plemionami germańskimi (Gotami), ludami węgierskimi i z tureckimi Awarami. I wreszcie, gdy pojawili się na terytoriach podległych Rzymowi, a więc przekroczyli mityczny Dunaj, zetknęli się z ludnością autochtoniczną -?starożytnym ludem Ilirów, wymieszanym z Celtami i przetrzebionym przez wojny z Rzymianami.

Słowiańscy przybysze przynieśli do Dalmacji własną kulturę żywienia, jakże odmienną od śródziemnomorskiej, inne zachowania i obyczajowość. Z pewnością byli poganami, a wkroczyli na ziemie o tradycji antycznej, już niemal w pełni schrystianizowane. Słowianie nie znali pisma, ich język był wyłącznie mówiony, a kultura literacka -?oralna, charakteryzująca społeczeństwa pierwotne. Dziwnie się ubierali, w futra i skóry zupełnie nieprzystające do cywilizacji rzymskiej i do ciepłego klimatu. Wyglądali zupełnie inaczej, niż przedstawiało to dziewiętnastowieczne malarstwo. Ich imiona również brzmiały egzotycznie. W nowej ojczyźnie zastali wyrafinowaną kulturę: antyczne pałace, amfiteatry i termy oraz murowane kościoły wczesnochrześcijańskie.

Dla mieszkańców Dalmacji spotkanie z "barbarzyńcami" było niewątpliwie szokujące, choć taką wizję znamy z późniejszych źródeł, z pewnością tendencyjnych, między innymi zawartych w Historia Salonitana Tomasza Archidiakona ze Splitu. Jako patrycjusz, który dziedziczył tradycje antycznej Salony, przybyszami gardził. Dawniej sądzono, że ten negatywny stosunek miał podstawy etniczne (antysłowiańskość), jednak obecnie podkreśla się raczej czynnik "klasowy". Poglądy Tomasza wynikały nie tyle z tożsamości romańskiej / rzymskiej, ile z przekonań charakteryzujących elity zurbanizowanych komun wobec ludzi spoza miast.

Nie znamy przebiegu asymilacji, bo brak jest wiarygodnych źródeł. Słowianie nadto zasiedlali te tereny w towarzystwie innych plemion, przede wszystkim Awarów, z którymi tworzyli związki plemienne. Ustalenia językoznawców dowodzą, że slawizacja lokalnych toponimów zaczęła się przed połową VIII wieku. Z kolei zasób leksykalny niektórych dialektów południowosłowiańskich pokazuje, że szybko wchłonęły one elementy dialektów niesłowiańskich. Nie ma jednak jasnej odpowiedzi na pytanie, czy kolonizacja Słowian doprowadziła do przerwania istniejącej tradycji, czy raczej do ustanowienia między starymi a nowymi grupami pewnego kontinuum. Dawniejsze ujęcia mówiły raczej o przerwanej ciągłości (podkreślając masowy charakter napływu Słowian), nowsze kładą nacisk na proces koegzystencji, a następnie stapiania się etnosów. Oznacza to przyjęcie poglądu, w myśl którego autochtoni zachowali część tradycji, przyjmując elementy kultury przybyszów, przybysze zaś zaadaptowali się do istniejącej kultury, zatrzymując pierwiastki swojej odrębności. Zdaniem historyka Ivana Basicia, w miejscowościach Dalmacji kontynentalnej "wraz z postępującym przejmowaniem pewnych elementów kulturowego pejzażu przestrzennego, na zapleczu dalmatyńskich miast, które przetrwały najazdy, ukształtował się nowy typ wspólnoty społecznej. Charakteryzuje go jednoczesne występowanie starych i nowo wprowadzonych modeli funkcjonowania"19. Inny mediewista, Neven Budak, wprowadza jeszcze jedno zastrzeżenie. Jego zdaniem w świetle obecnych badań powszechnie panujące przekonanie o istnieniu dwóch diametralnie odmiennych etnosów: czysto słowiańskiego i czysto romańskiego / zromanizowanego jest anachroniczne. Przybysze, których wcale nie było tak wielu, jak wcześniej sądzono zasiedlali tereny położone w bezpośredniej bliskości autochtonów. "Nie istniały jasno wyznaczone strefy przynależności do jednej lub drugiej grupy, choć wydaje się, że schrystianizowani Rzymianie skupiali się w pobliżu ważnych przebiegów komunikacyjnych, umacnianych przez castra i późnoantyczne kościoły, podczas gdy pogańscy przybysze zapewne osiedlali się przede wszystkim z dala od głównych dróg"20.

Znaleziska archeologiczne poświadczają, że nowi mieszkańcy przejęli od autochtonów technologię budowy gospodarstw domowych, a wkrótce również sposoby pochówku zmarłych. W dalszej kolejności również kulturę żywienia, a co za tym idzie -?sposoby uprawy płodów rolnych charakterystycznych dla klimatu śródziemnomorskiego, połowu ryb, technologię wytwarzania wina. Zachowali jednak język, który narzucili autochtonom. Na różnych obszarach procesy stapiania się ludności autochtonicznej z przybyłą przebiegały inaczej. Na terytoriach niezaludnionych lub opustoszałych (Panonia i Góry Dynarskie) łatwiej było utrzymać swoją importowaną kulturę i sposób życia; nad morzem i na wyspach, gdzie silniejsze były przyczółki kultury romańskiej, było to trudne, o ile w ogóle możliwe.

Przybysze nie wszędzie szybko uczyli się korzystać z dobrodziejstw morza, choć już w X wieku organizowali duże jednostki pirackie, które plądrowały weneckie statki. Zdarzało się wreszcie i to, że przez pewien czas ludność słowiańska żyła obok romańskiej, zanim rozpoczął się proces stapiania / asymilacji. Na wyspach najdłużej utrzymywał się substrat romański, o czym zaświadcza wolniejsza niż na lądzie slawizacja toponimii. A na wyspie Krk, mimo silnej obecności kultury słowiańskiej, najdłużej zachował się jeden ze starych dialektów dalmackich, wywodzących się z łaciny. Narzecze veljoto (od romańskiej nazwy Krku -?po włosku Veglia) istniało tam do końca XIX wieku. Epigonem tego języka był pewien mieszkaniec miasta Krk, Tuone Udaina, który zmarł w 1898 roku.

Okoliczności kształtowania się chorwackiej państwowości znakomicie obrazuje architektura średniowieczna. Na terytorium nowej ojczyzny przodkowie Chorwatów zastali bogatą tradycję sztuki wczesnochrześcijańskiej powstającej w późnym antyku. W Poreču na Istrii znajduje się wspaniały kompleks architektoniczny z VI wieku (wielokrotnie później rozbudowywany) -?Bazylika Eufrazjusza ze znakomitymi mozaikami w apsydzie, baptysterium i pałac biskupi. W Dalmacji zachowały się tylko ruiny antycznej Salony. Poza wielkimi ośrodkami architekturze tej brakowało rozmachu, a świątynie nie miały jednego wzorca, lecz wiele, więc niełatwo jest ustalić ich pokrewieństwa i powinowactwa z nurtami zachodnimi i wschodnimi. W każdym kościółku urzeczywistniają się różne style w osobliwy sposób: już to dominują wpływy przedromańskie charakteryzujące typy karolińskie, już to italskie, ormiańskie i helleńskie. Można je określić mianem "małych kościołów swobodnych form"21.

Chorwackie księstwa, które z większym lub mniejszym sukcesem udało się w okresie od IX do XI wieku zintegrować w jedno państwo (przez jakiś czas były to związki plemienne), nie obejmowały większych miast. To nie tylko konsekwencja porozumienia w Akwizgranie między Karolem Wielkim a cesarzem bizantyńskim Michałem Rangabeuszem z 812 roku, na mocy którego miasta pozostały pod władzą Bizancjum, kontynentalna część oraz Istria zaś -?w karolińskich rękach. To także skutek utrzymywania się w miastach nadmorskich silnej świadomości odrębności, której strzegły nie tylko grube mury i wysoka kultura, dające obywatelom civitatum poczucie wyższości. Władza bizantyńska w miastach dalmatyńskich nie była silna, nie tylko dlatego, że obszar ten leżał na peryferiach cesarstwa, ale również dlatego, że ludność miast posługiwała się dialektami dalmackimi, wywodzącymi się z łaciny. Różniły się one między sobą, co może świadczyć o słabych związkach między miastami. To zaś umożliwia postawienie hipotezy, że nie było silnej tożsamości całej Dalmacji bizantyńskiej, lecz przeważały tożsamości lokalne, miejskie, które od XIII wieku będą swoją odrębność legitymizowały w statutach. Pierwszy taki dokument powstał w mieście Korčula w 1214 roku.

Siedziby chorwackich książąt średniowiecznych nie znajdowały się zatem w najważniejszych miastach dalmatyńskich, ale w głębi lądu, tak jak twierdza Knin, albo tuż przy samym morzu, jak Klis w pobliżu Splitu. Cały ten region kontynentalnej Dalmacji nazywa się Zagórzem, ponieważ znajduje się za górą. Jest to granica geograficzna, ale i cywilizacyjna. Miasta kontynuują tradycje antyczne; Zagórze, choć je miało, zarzuciło je. Miasta są bogate, Zagórze -?ubogie. W miastach dominuje patrycjat, żeglarze i rzemieślnicy, w Zagórzu -?pasterze. O wyższości cywilizacyjnej miast świadczy też to, że to z ich perspektywy określa się świat "za górą". Czasem o Zagórzu mówi się nawet jako o krainie "za plecami" -?zapleczu (zaleđe). Wiele powstających na przestrzeni wieków wedut podkreślało obecność gór. Giovanni Francesco Camocio i Georg Hoefnagel tak właśnie przedstawili Makarską i Szybenik. Miasta są zawsze nad morzem, kontynent za górami. Oto symboliczna wyższość miast. Ten, kto ma prawo nazywać -?ten ma władzę i narzuca swoją wizję.

Jednak Chorwaci nie przyglądali się miastom biernie. Z przyczółków w Zagórzu przenikali do miast wybrzeża. Jak to jednak możliwe, żeby "barbarzyńcy" w futrach z dzikiej zwierzyny, mówiący dziwnym językiem (lingua sclavina), uznawanym za prymitywny, zdołali zasymilować ludność miast -?rzeczywistych potomków Imperium Rzymskiego, za którymi stała kultura antyczna z całym jej bogactwem oraz chrześcijaństwo, a ich prestiż wyrażała wyrafinowana łacina? Jak to możliwe, że mieszkańcy starych antycznych komun pieczołowicie strzegący swej odrębności mogli zostać zeslawizowani przez przybyszów, którzy dopiero co stworzyli swój alfabet, a także ledwie przyjęli pismo łacińskie? Trudno na te pytania odpowiedzieć. Pewną rolę niewątpliwie odegrał rosnący prestiż elit państwa chorwackiego, które musiały się przekształcić w grupę na tyle wyrafinowaną, żeby móc spełnić oczekiwania obywateli miejskich. Być może przesądziły też kryzysy demograficzne i choroby nękające miasta. Już w XI wieku imiona w rodzinie Madich - najznamienitszym rodzie zadarskim dziedziczącym tytuł strategów bizantyńskich -?bywają słowiańskie (Drago, Dobronje / Dabranje). Z czasem jest ich coraz więcej. Granica między ludnością słowiańską a romańską zaczynała z czasem blaknąć, choć nigdy do końca nie zniknęła. Ostatecznie proces slawizacji języka skończy się w Splicie, podobnie jak w pobliskim Trogirze czy Zadarze, w XIII wieku (w Dubrowniku nawet wcześniej), co jednakowoż nie oznacza, że wszyscy mieszkańcy miast nadmorskich stali się natychmiast Słowianami, a następnie Chorwatami. Część z nich zostanie przy tożsamości romańskiej, a Chorwatów będzie uznawać za barbarzyńców nawet jeszcze w XX wieku.

Oblicza chrystianizacji

Chorwaci znaleźli się na terenach zorganizowanych przez starożytną administrację, a następnie przez monarchię karolińską, która wprawdzie nie sprawowała w Dalmacji długotrwałej władzy, ale pod koniec VIII wieku miała pod swoją kontrolą część Iliricum. Chorwaci nie musieli więc chrześcijaństwa importować, jak Polacy, ale musieli się do niego dostosować. Zapewne dlatego nie sposób wskazać konkretnej daty przyjęcia chrztu. Można przypuszczać, że chrystianizacja elit rozpoczęła się już w VII wieku, a masowo zaczęła przebiegać w początkach wieku IX. Symbolem tego procesu jest marmurowa chrzcielnica księcia Višeslava, która znajdowała się w zachowanym do dzisiaj kościele św. Krzyża w Ninie, gdzie w IX wieku powstało pierwsze chorwackie biskupstwo. Rezydował w nim chorwacki biskup (episcopus Chroatorum). Na tym imponującym zabytku, który może pochodzić z IX wieku, ale bardziej prawdopodobne, że jest nieco późniejszy, widnieje łacińska inskrypcja:

To źródło przyjmuje słabych, by ich nawrócić i oświecić. Tu oczyszczają się z występków, które odziedziczyli po praojcu, aby stać się chrześcijanami i dostąpić zbawienia w wiekuistej Trójcy. To dzieło wykonał duchowny Ivan w czasach księcia Višeslava, ku chwale Jana Chrzciciela, aby stał się jego patronem.

Do powstającego państwa chorwackiego przybywali misjonarze -?zarówno bizantyńscy, akwilejscy (następnie rzymscy) i karolińscy, jak również - prawdopodobnie już pod koniec wieku IX - słowiańscy (najbardziej powszechna hipoteza mówi, że być może uciekinierzy z misji morawskiej). Źródła nie podają jednak żadnych informacji o ich misji, jakie chociażby stanowią niezbywalny element legend etnogenetycznych u pobliskich Madziarów czy Bułgarów. Chorwaci nie mają swojego św. Stefana ani cara Borysa, którzy musieli -?w mniej lub bardziej dramatycznych okolicznościach -?pokonać niechętnych chrześcijaństwu krewniaków. W chorwackiej wyobraźni chrześcijaństwo zostało przyjęte gładko, bez większych perturbacji. Nie oznacza to, że tak istotnie było. I nie chodzi tylko o to, że wśród pogan rodził się opór, mający na celu obronę własnej kultury. Inny z powodów może być taki, że w IX wieku miasta dalmatyńskiego wybrzeża, choć językowo romańskie, pozostawały pod bizantyńskim zwierzchnictwem. Interior zaś podlegał Karolingom. By rzecz uczynić jeszcze bardziej skomplikowaną, trzeba dodać i to, że biskupi dalmatyńscy -?politycznie podporządkowani Bizancjum -?nie uznawali władzy patriarchy konstantynopolitańskiego, lecz prymat papieża. Chorwaci przyjmowali wiarę w Chrystusa w okolicznościach sporów i niesnasek między dwoma odłamami chrześcijaństwa.

Choć w tym pierwszym okresie swego istnienia chorwackie państwo i kultura pozostawały pod pewnym wpływem Bizancjum (tradycja liturgii słowiańskiej), na ostateczne wykształcenie się etnosu chorwackiego wpłynął katolicyzm i związana z nim przynależność do cywilizacji Zachodu. Być może momentem zwiastującym taki bieg zdarzeń było założenie w drugiej połowie IX wieku biskupstwa w Ninie, na czele którego stał episcopus Chroatorum. Pod jego jurysdykcję weszły tereny politycznie podporządkowane chorwackiemu władcy, ale istotniejsze jest to, że był on lojalny wobec Rzymu lub Akwilei. W 925 roku biskupstwo zostało zlikwidowane, ale impuls prozachodni był na tyle silny, że usytuował Chorwację na trwałe w obrębie cywilizacji zachodniej, łacińskiej.

Przybyli na tereny Iliricum przodkowie Chorwatów, ale i Serbów czy Bułgarów, znaleźli się w samym centrum spornego terytorium. Jak zauważa Riccardo Picchio, wnikliwy badacz słowiańskich starożytności, u podstaw polityki obu ówczesnych "supermocarstw" -?wschodniego i zachodniego - legła tendencja

do narzucenia Słowianom dwóch zdecydowanie rozbieżnych modeli kultury [...]. Aż do czasu powstania nowoczesnych państw literacka kultura Słowian podlegała schematom dwóch kultur chrześcijańskich, które włączyły ziemie Słowian, każda w inny sposób i z innym natężeniem, w zakres swojej kościelnej jurysdykcji22.

Przynależność jednych grup słowiańskich do tego czy innego imperium nie wynikała zatem z jakichś ich wewnętrznych cech kulturowych, lecz była skutkiem procesów od Słowian niezależnych, przynajmniej do pewnego momentu. Ściśle wiązała się z tym, który patron miał wpływy na danym terytorium i jaką stosował politykę wobec przybyszów.

W Iliricum, dokąd przybyli przodkowie Chorwatów i Serbów, ścierały się dwa odłamy chrześcijaństwa: wschodnie i zachodnie. Był to obszar niezwykle istotny strategicznie, ale również symbolicznie dla obu stron niegdysiejszego Imperium Romanum. Stamtąd pochodziło kilku cesarzy rzymskich: Dioklecjan urodził się w Salonie, w pobliżu Splitu, Valens w Cibalae (dzisiaj Vinkovci w Slawonii), natomiast Konstantyn Wielki i Justyn I przyszli na świat w Naissus (dzisiaj Nisz w Serbii), a cały region usiany był miastami o antycznym rodowodzie. Kontrolowanie takiego obszaru było celem zarówno Bizancjum, jak i Rzymu.

Ludność chorwacka, mieszkająca przez wieki na autentycznym pograniczu cywilizacyjnym, wytworzy swój specyficzny rys charakterologiczny - rzymskokatolicki, ale jednocześnie z wyraźnym znamieniem wschodnim. Żaden inny naród nie był tak mocno związany z oboma tymi nurtami cywilizacyjnymi jak wykluwający się w późnym średniowieczu etnos chorwacki lub -?może ściślej -?żaden inny naród nie pozostawił po sobie materialnych śladów takiej dwoistości. Przesądziła o tym liturgia w języku cerkiewnosłowiańskim, która zagnieździła się na terytorium północnego Przymorza i Dalmacji, przyczyniając się do powstania nadzwyczaj oryginalnego modelu kulturowego. Polegał on na stopieniu się pochodzącej ze wschodu liturgii słowiańskiej z rzymskim katolicyzmem. Piśmiennictwo chorwackie wieków średnich, skupiające się z małymi wyjątkami na obszarze państwa chorwackiego, w Dalmacji nadmorskiej i na wyspach kwarnerskich charakteryzuje niespotykana różnorodność języków literackich i gatunków, a także wpływów i powinowactw z obszarami kulturowymi Slavia Romana i Slavia Orthodoxa. Kościół katolicki przeważnie nie akceptował cerkiewnosłowiańskiego jako języka liturgicznego, uznając go za barbarzyński. Cyryla i Metodego wyniósł na ołtarze dopiero tysiąc lat po ich śmierci -?w 1880 roku -?do czego walnie przyczynił się chorwacki biskup Josip Juraj Strossmayer. Mimo to na terytoriach chorwackich już od IX wieku mnisi głagolasze, przede wszystkim benedyktyni, a następnie paulini i franciszkanie, kultywowali swą "heretycką" tradycję. Co więcej, używane przez nich pismo głagolickie stało się alfabetem nie tylko liturgii, ale również dokumentów świeckich, na przykład statutów miast i gmin, umów prawnych, a nawet beletrystyki. Pierwsze inkunabuły chorwackie pisano głagolicą. (Używali jej także protestanci na Istrii w XVI wieku). Liturgia słowiańska według obrządku rzymskiego umożliwiła chorwackiej kulturze stworzenie hybrydycznego modelu kulturowego, głęboko zakorzenionego w świecie zachodnim, a zarazem mocno związanego z prawosławiem. Od XIV wieku uległ modyfikacjom pod wpływem idiomu łacińskiego, jednak zawsze zachował pewne cechy słowiańskie.

Alfabet głagolicki z czasem został wyparty przez pismo łacińskie, choć w liturgii używano go w niektórych częściach Chorwacji aż do XX wieku. Z kolei obrządek w języku słowiańskim, mimo iż pod jurysdykcją Rzymu, rozwijał się w bliskich związkach z tradycją bizantyńską. Miał podobny repertuar tekstów kanonicznych i inspiracji duchowych. Od XIV wieku uległ modyfikacjom pod wpływem idiomu łacińskiego, jednak zachował pewne cechy słowiańskie (jednym ze świadectw potwierdzającym udział w dziedzictwie Wschodu jest używanie prawosławnego wariantu imienia Chrustusa -?Isus, a nie Jesus). To wszystko spowoduje, że słowiańskość w Chorwacji -?poza pewnymi wyjątkami -?nigdy nie będzie powodem do zakłopotania, jak na przykład w Polsce. Przełoży się to również na kult Cyryla i Metodego. Mimo rozczarowań związanych z pogrzebanymi projektami słowiańskiej jedności, jest on w Chorwacji żywy, o czym świadczą nazwy ulic w wielu chorwackich miastach. Przykładem tego jest również Aleja Głagolitów -?kilkunastokilometrowa ścieżka krajoznawcza na Istrii, usytuowana między dwoma miasteczkami: Ročem i Humem -?z kopiami najważniejszych kamiennych zabytków głagolickich.

Tradycja cyrylo-metodejska jest do dzisiaj symbolem chorwackiego uporu w walce o własną podmiotowość, rezerwy wobec Rzymu, a w ślad za tym -?i metaforą pogranicznego położenia: między Wschodem a Zachodem. Znakomicie oddaje to tytułowa strona książki franciszkanina z Bośni Ivana Bandulovicia Pištole i evanđelja (1613). Widnieją na niej zarówno symbolizujący łacińskość św. Hieronim wraz z dwoma papieżami -?z których jeden, Kajus, pochodził najprawdopodobniej z Dalmacji -?jak i uosabiający tradycję bizantyńską św. św. Cyryl i Metody, apostołowie Słowian, twórcy tak ważnej dla Chorwatów głagolicy.

Przekonanie o syntezie tych dwóch kręgów cywilizacyjnych będzie w różnych momentach historycznych determinowało chorwacką kulturę. Wpłynie na programy polityczne oraz wynikające z nich sposoby myślenia.

Pytanie -?na ile Słowianie biernie wchłaniali to, co napływało z zewnątrz, a na ile dodawali do tego swoją wartość -?jest przedmiotem sporu. Nie byli, rzecz jasna, wyłącznie naśladowcami, choć taki stereotyp rozpowszechnił się na Zachodzie, dowodząc, że w słowiańskich kulturach dominowały zjawiska odtwórcze. Zresztą traktowanie Słowian jako grupy spójnej, wręcz amorficznej charakteryzowało nie tylko ujęcia zachodnie, ale również wpłynęło na myślenie znaczącej części elit słowiańskich w XIX wieku. Zwolennicy takiego poglądu, opierając się na niemieckiej filozofii romantycznej, utożsamiali język z narodem. Sądzono nawet, że język przechowuje jakiś tajemny kod właściwy dla Słowian, za Herderem nazywany Volksgeistem. Dowodzono, że istnieje wspólna tożsamość wszystkich Słowian, która została przez czynniki zewnętrzne -?wszelakie okupacje i inkulturacje - zniszczona. Odbudowa tej tożsamości -?jak projektowano w tych programach -?musi się oprzeć na politycznej wzajemności, a także na powrocie do stanu wyjściowego (rzekomo naturalnego), czemu miał służyć zwrot ku folklorowi. Język i folklor, a nierzadko także wiara (prawosławie uznano za typowo słowiańską religię) -?wszystko to miało Słowian zjednoczyć i przeciwstawić ich Zachodowi. Taka wizja podkreślała rolę pochodzenia, a zaniedbywała długofalowe procesy, które doprowadziły do odróżnienia się Chorwatów od Serbów, Polaków od Rosjan. Nie zadawano sobie pytania, dlaczego wspólny korzeń sprzed wędrówek ludów ma stać się nagle ważniejszy niż kilka setek lat kształtujących tożsamość i podmiotowość poszczególnych narodów. Należało kilkusetletnie dziedzictwo odrzucić i wrócić do stanu błogiej i idyllicznej słowiańskiej jedności.

Wskutek takich tendencji ukonstytuuje się przekonanie o głębokiej odmienności świata słowiańskiego, co wykształci silny antyokcydentalizm. A nośnikiem tego nurtu będzie powstająca dyscyplina naukowa -?filologia słowiańska. Wesprze go rusofilia, na gruncie której rozwinie się panslawizm. Nie dość, że Słowianie zostaną uznani za jeden naród, to jeszcze w ich krucjacie przeciwko Zachodowi prym miała wieść Rosja - urzeczywistniająca słowiańską potęgę, wolność i odrębność. W dziewiętnastowiecznej Chorwacji wielu wybitnych ludzi uwierzy w ten narkotyk mitu, jako to określiła Maria Bobrownicka. Luminarze epoki - jak biskup rzymskokatolicki Josip Juraj Strossmayer, człowiek szerokich horyzontów -?będą nawet krytykować Polaków za ich rzekome niezrozumienie momentu dziejowego.

Tymczasem różnice między Slavia Romana a Slavia Orthodoxa były wówczas ogromne, ponieważ niosły bagaż wielowiekowych nawarstwień cywilizacyjnych. Dziś są wciąż żywe, ale z pewnością nie na tyle głębokie, żeby uznać -?jak czyni to Samuel Huntington -?iż cywilizacja prawosławna jest czymś odmiennym niż cywilizacja zachodnia (katolicka i protestancka). W perspektywie historycznej istnieją poważne różnice obu modeli kulturowych: nadzwyczajny dynamizm Zachodu w rozwoju kultury duchowej i materialnej wobec stagnacji Wschodu, odmienny stosunek do władzy świeckiej i kościelnej oraz do języka liturgicznego i literackiego. Wchodząc w obszar dominująco zachodni, cały ten bagaż kulturowy stał się udziałem Chorwatów.

Za sprawą chrześcijaństwa łacińskiego Chorwaci przejęli nie tylko zachodni model kulturowy, ale również odziedziczyli elementy kultury starożytnej -?helleńskiej i rzymskiej. Choć więc nie są w prostej linii potomkami Rzymian ani wczesnych chrześcijan, to są z pewnością dziedzicami ich tradycji. Chorwacja jest zanurzona w antyku. Wiele miast współczesnych kontynuuje tradycje ilirskie, helleńskie i rzymskie, na które nawarstwiała się tradycja chrześcijańska -?i to zarówno zachodnia, jak i wschodnia. Widać to gołym okiem nad Adriatykiem, choćby w Puli czy Splicie, gdzie antyczne budowle wpisane są we współcześnie istniejące założenia urbanistyczne. Świadomość tego żywiołu, obecna w życiu codziennym i kulturze Dalmacji, niejednokrotnie dawała o sobie znać w twórczości artystycznej. Urodzony we Vrgoracu, na zapleczu wybrzeża dalmatyńskiego, genialny poeta Augustin Tin Ujević (1891-1955) pisał na początku XX wieku:

Bo tutaj zmagają się dwie straszliwe siły, będące przedmiotem starożytnej i nowożytnej historii, a sięgające głęboko w czasy najnowsze. Po jednej stronie Rzym, po drugiej -?barbarzyńcy [...] walka chrześcijaństwa z pogaństwem, w której zwycięża chrześcijaństwo; bój świata romańskiego ze słowiańskim, w którym zwycięstwo odnoszą Słowianie, choć nie są to zwycięstwa bez strat i koncesji, ani klęski bez zadośćuczynienia. [...] Jak wiele splotło się tutaj konfliktów i jak wiele węzłów, które najczęściej trzeba było rozplątać tak, jak ów gordyjski -?mieczem. Walka wiary z wiarą, walka języka z językiem, Wschodu z Zachodem, zapisanych przywilejów z żywymi prawami, cywilizacji z barbarzyństwem, narodu z narodem, narodu z państwem -?a wszystko to przemieszane w chaotycznym labiryncie zawiłych zdarzeń [...]. Na tę ziemię wszystkie narody znaczące dla historii, od Greków i Rzymian po Turków, rzuciły swój cień; w jej powietrzu pozostał nieśmiertelny odblask przeszłości23.

Tradycjami antycznymi szczycą się również miasta pozostałych regionów Chorwacji, choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, bo nadgryzł je ząb czasu lub zostały zniszczone. Zdarzają się wyjątki, na przykład imponujące rzymskie termy w okolicach Varaždinu. Obecność antyku w pejzażu kulturowym udokumentowana jest również przez znaleziska -?i greckie, i rzymskie. Można by bez końca wymieniać najwyższej klasy dzieła sztuki: od rzeźby greckiej bogini z IV wieku p.n.e. z wyspy Vis i Kairosa z I wieku p.n.e. z Trogiru czy znalezionego w 1996 roku na wyspie Lošinj Apoksyomenos, przez mozaiki rzymskie z Puli, aż do rzeźby Minerwy z Panonii z II wieku n.e.

Od związków plemiennych do państwa

Jest rok 819. W bitwie nad rzeką Kupą -?być może na dzisiejszej granicy chorwacko-słoweńskiej, być może na południowy zachód od Zagrzebia - doszło do potyczki dwóch władców słowiańskich: Ljudevita zwanego Posawskim i Borny. Donoszą o niej Annales regni Francorum. Siedziba pierwszego znajdowała się w północnej Chorwacji -?Panonii (w mieście Sisak), drugiego -?w Dalmacji (w regionie Gacki). Frankijskie annały określają Bornę mianem dux Dalmaciae lub dux Dalmatiae atque Liburniae, co zapewne oznacza, że był wysoko postawionym przedstawicielem hierarchii karolińskiej, na czele której stał wówczas syn Karola Wielkiego, Ludwik Pobożny (miał on nawet, jak donoszą kroniki, przyjąć poselstwo Borny). Chorwaci z nazwy nie pojawiają się w tych rocznikach, lecz występują jako Słowianie -?w tytule Borny: dux Sclavorum Dalmatinorum atque Liburnorum. Ljudevit zaś to dux Panoniae Inferioris. Choć Dalmacja i Dolna Panonia to krainy, w których wykształci się chorwacki etnos, to ośrodkiem chorwackiej państwowości w średniowieczu była przede wszystkim Dalmacja.

I Ljudevit, i Borna, o których pochodzeniu i związkach dynastycznych niewiele wiadomo, byli wasalami Franków, ale pierwszy, jak donoszą kroniki, z powodu "arogancji" margrabiego Friuli -?Kadolaha, postanowił się przeciw niemu zbuntować i uniezależnić. Ten drugi zaś stanął po stronie cesarskiej. W pierwszej fazie Ljudevit osiągał pewne sukcesy, a wojska Borny zostały zmuszone do wycofania się nad Adriatyk -?w okolice Novego Vinodolskiego. Sam Borna uszedł z życiem dzięki pomocy swojej drużyny. Ostatecznie dopiero w 823 roku ogromna armia, wspierana przez siły wysłane z dzisiejszych Włoch, pokonała Ljudevita. Po klęsce książę schronił się w Sisaku, a następnie zbiegł do bliżej nieznanych serbskich posiadłości w Dalmacji (ad Sorabos, qua natio magnum Dalmatiae partem obtinerere dicitur). Nie wiadomo, które serbskie posiadłości miał na myśli frankijski annalista, ale ten szczegół z dokumentu -?podobnie jak wiele innych późniejszych źródeł -?każe nam uznać, że Borna nie władał całą Dalmacją. Jak zauważa Radoslav Katičić, trzeba raczej mówić o różnych książętach, a Bornę potraktować jako jednego z duces Chroatorum lub Sclavorum Dalmatinorum24 - kontynuatorów wcześniejszych Sclavinii, powstałych ze związków plemiennych.

Tradycyjna historiografia -?która w XIX wieku opierała się na mitach, przedstawiających Słowian jako odwieczne ofiary krwawych Germanów -?skłonna była doceniać Ljudevita, a potępiać Bornę. Ljudevit urastał do rangi pierwszego słowiańskiego władcy, który oparł się Niemcom. Bornę zaś oskarżano o wasalstwo, a nawet o zdradę samoistności słowiańskiej. Wedle komunistycznych interpretacji miał być sługusem Karola Wielkiego -?władcy niepiśmiennego, ale brutalnego, a ponadto "budowniczego najbardziej monstrualnego zachodnioeuropejskiego systemu feudalnego" (Zvane Črnja). W takiej perspektywie przyjęcie chrześcijaństwa bywa interpretowane jako wprowadzenie feudalizmu tylnimi drzwiami. Ponieważ Słowianie nie znali systemu feudalnego i podobno żyli w wolnych związkach plemiennych, łatwiej było im narzucić ten model za pomocą nowej religii, niż wdawać się z nimi w wyniszczające walki. Niektórzy historycy przypominali nawet opinie Konstantyna Porfirogenety, który pisał o okrucieństwie Franków wobec Chorwatów w Dalmacji. Ich barbarzyństwo, jego zdaniem, nie miało sobie równych. Podobno poplecznicy Karola mordowali niemowlęta i rzucali na pożarcie psom. Zdaniem Zvane Črnji, autora kulturowej historii Chorwacji, chrześcijaństwo odpowiadało za zbrodnie, a jego symbol -?chrzcielnica księcia Višeslava "skapywała krwią wymordowanych słowiańskich dzieci"25.

Konflikt słowiańsko-germański zapewne miał głębokie podłoże kulturowe (odmienności w rozumieniu świata i władzy politycznej), ale jednak takie oceny są -?przynajmniej w perspektywie chorwackiej racji stanu - jednostronne i nie uwzględniają realiów historycznych. Ljudevit rzeczywiście heroicznie przeciwstawił się potężnym Karolingom, ale fakt, że został przez nich pokonany paradoksalnie umocnił w Dalmacji administrację frankijską, a w ślad za tym -?zachodnie chrześcijaństwo. Ramy karolińskie zaś, uznawane przez słowiańskie ideologie w XIX i XX wieku za germańskie okowy, umożliwiły Bornie utworzenie zrębów autonomii, które z czasem dadzą realne podstawy dla państwowości. W tamtej epoce uzyskanie takiego statusu nie było z pewnością możliwe ani bez przyjęcia chrześcijaństwa, ani bez posiadania silnego protektora, czy to ze Wschodu, czy z Zachodu. Osamotnieni władcy zawsze byli przegrani.

Nie wiadomo, czy następujący po Bornie książęta byli z nim spokrewnieni. Jednak w jakimś sensie kontynuowali jego politykę -?"kurs prozachodni", pozostawanie w orbicie Franków i jednocześnie powolne wyzwalanie się spod ich bezpośrednich wpływów, również za sprawą krótkotrwałych sojuszy z Bizancjum. Niektórzy chorwaccy władcy w kontynentalnej Dalmacji osiągnęli niemal pełną niezależność, ale również poważną pozycję polityczną w całym regionie, więc ich władza mogła okrzepnąć na tym niespokojnym obszarze. Już w 839 roku chorwacki władca Mislav (panujący od ok. 839 do ok. 852) zawarł pokój z Wenecją. Flocie dożów doskwierały chorwackie statki, niewielkie i nadzwyczaj zwrotne. Walki o wpływy na Morzu Adriatyckim między Chorwatami -?od 1102 roku w unii z Królestwem Węgier -?a Wenecją będą z różną intensywnością trwały aż do XV wieku, kiedy Republika św. Marka otrzyma Dalmację w posiadanie. Jedynie niewielki Dubrownik -?opierając później swoją niezależność na zwierzchnictwie tureckim -?rzuci Wenecji rękawicę.

Kolejny chorwacki władca, któremu udało się umocnić władzę i zdobyć szacunek papieża i Republiki Weneckiej, to Trpimir (panujący od ok. 852 do ok. 864). O jego silnej pozycji świadczą trzy fakty potwierdzone w źródłach. Po pierwsze, na dworze Trpimira w Klisie sąsiadującym ze Splitem przebywał w latach 846-848 saksoński benedyktyn Gottschalk, który został wyklęty przez zachodnie duchowieństwo za propagowanie dogmatu o predestynacji. W swoim dziele De Trina Deitate określił Trpimira mianem rex sclavorum (król słowiański), co wcale zdaniem mediewistów nie musi znaczyć, że Trpimir istotnie nosił tytuł króla (było to określenie zwyczajowe, ale z pewnością znaczące). Sam jednak fakt, że Gottschalk ukrył się na dworze Trpimira, świadczyć może o sile księcia i jego niezależności. Mnich pisał też o wygranej bitwie Trpimira z "narodem Greków" (gens Graecorum). Choć nie wiadomo, czy chodziło o siły bizantyńskie, serbskie albo bułgarskie, to zwycięstwo musiało być znaczące. Po drugie, w Ewangeliarzu z Cividale, pochodzącym z VI wieku, w którym wpisywali się dostojni pielgrzymi, widnieje wpis Trpimira i jego syna, a także innego chorwackiego władcy Branimira z żoną Marią. Po trzecie, w 852 roku Trpimir sporządził akt darowizny, w którym potwierdził splickiemu arcybiskupowi prawo własności kościoła św. Jerzego na Putelju. Historycy spierali się o autentyczność tego dokumentu, ponieważ zachował się tylko jego odpis z XVI wieku. Wnikliwe analizy, również językowe, dowiodły jednak, że pierwsza część jest autentyczna, a druga została spreparowana przez duchownych, żeby zalegalizować wiarygodność darowizny. W dokumencie tym, pisanym po łacinie, Trpimir (w wersji zlatynizowanej -?jako Trepimeros) sam nazywa siebie "z Bożej łaski księciem Chorwatów" -?Dux Chroatorum iuvatus munere divino, co można tłumaczyć jako dowód na jego autonomiczny status. Warty odnotowania jest jeszcze jeden szczegół. Mianowicie Trpimir nie nazywa siebie księciem Dalmacji, jak wcześniej źródła określały Bornę, lecz księciem Chorwatów. Odejście od kwalifikacji terytorialnej na rzecz etnicznej, a także rezygnacja z ugruntowanej nazwy mającej antyczną proweniencję (Dalmacja) również świadczy o potędze chorwackiego władcy. W ten sposób pękają ramy karolińskie, a do głosu dochodzi podmiotowość etnosu chorwackiego. Już wtedy książę Dalmacji i Liburni stał się jednocześnie, jak twierdzi Radoslav Katičić, dux gentis Sclavorum Chroatorum26.

Jest wielce prawdopodobne, że Trpimir jako pierwszy władca dostrzegł konieczność włączenia do swego państwa Splitu. Mógł przypuszczać, że umocniłoby to jego autorytet. W basenie Morza Śródziemnego największym prestiżem cieszyły się biskupstwa w tych miastach, które szczyciły się antycznym rodowodem. Split spełniał ten warunek, ponieważ dziedziczył tradycję Salony. Można podejrzewać, że właśnie z tego powodu na główną siedzibę Trpimir wybrał Klis, na wzgórzu, skąd rozciągał się widok na Split. A być może przesądziła zwykła praktyczność. Klis był przecież znakomicie położony i skomunikowany dawnymi rzymskimi drogami z osadami w kontynentalnej i nabrzeżnej Dalmacji. Ponadto był od starożytności sprawdzoną twierdzą.

Kolejny władca chorwacki Domagoj (panujący od ok. 864 do 878) z pewnością nie wywodził się z dynastii założonej przez Trpimira, lecz z plemienia Neretwian, zasiedlającego dorzecze Neretwy w południowej Dalmacji. Obszary te były określane mianem Paganii. Wywodzili się z nich władcy długo cieszący się niezależnością. Do dzisiaj są przedmiotem sporu historyków chorwackich i serbskich. Nie wiadomo, czy nowy książę podporządkował sobie wszystkie terytoria chorwackie, czy może tylko ich część. Wiedzę na jego temat czerpiemy z kronik weneckich i korespondencji papieża Jan VIII, w której zwierzchnik Kościoła zachodniego krytykuje Domagoja za sprzyjanie piractwu. Z kolei kroniki weneckie nazywają go "najgorszym księciem słowiańskim" (pessimus dux Chroatorum). Domagoj, który plądrował wybrzeża Italii, w tym nawet port Bari, był jedynym z tych władców, którzy nie kontynuowali jednoznacznie prozachodniej polityki Borny.

Jego następca Zdeslav (panujący od 878 do 879) -?już z pewnością potomek Trpimira -?próbował pójść w ślady Domagoja, toteż zawiązał z Bizancjum sojusz, który miał mu umożliwić zrzucenie zwierzchnictwa Franków. Jednak w 879 roku został zabity przez jakieś bliżej nieznane stronnictwo plemienne, które dążyło do ugruntowania władzy Franków, widząc w tym gwaranta własnej podmiotowości, a może nawet szansę na polityczną emancypację. Wydaje się, że wśród ówczesnych elit chorwackich ścierały się właśnie te dwie wizje -?jedna uległa wobec Franków, druga pragnąca zrzucenia ich zwierzchnictwa. Przedstawicielem tej pierwszej był Mislav, tej drugiej -?Domagoj. Ostatecznie obie zbiegną się z sobą -?mimo podporządkowania Frankom ciągła obecność Bizancjum w miastach dalmatyńskich oraz sojusze z papiestwem wzmocnią procesy umożliwiające uzyskanie autonomii.

Kolejny władca, Branimir (panujący od ok. 879 do 888), walnie się do tego przyczyni. Ten sam papież, który ganił Domagoja, napisał do Branimira list, w którym błogosławi jego i "jego naród". W liście nazwał go swoim "drogim synem" (carissimus filius). Czytamy w nim: "Najjaśniejszemu panu Branimirowi, księciu chorwackiemu i synowi naszemu drogiemu, a również wszystkim pobożnym duchownym i żupanom, jak i całemu narodowi -?pokój i miłość w imię Jezusa Chrystusa". Jest to z pewnością potwierdzenie niezależności księcia, choć papież z jakiegoś powodu nie określał Branimira tytułem dux, lecz princeps lub comes. Sam Branimir miał wielkie ambicje, skoro pozostawił po sobie kamienne płyty z wyrytym imieniem i tytułem książęcym. Odnaleziono sześć takich płyt. Są to pierwsze zachowane inskrypcje z imieniem chorwackiego władcy i świadczą o jego rozmachu na polu architektury sakralnej. Jedną z płyt kamiennych, służącą za przegrodę w przedromańskim kościele, znaleziono w okolicach miejscowości Benkovac (sam kościół był zapewne w miejscowości Muć). Na innych płytach jego imię widnieje wraz z tytułem -?raz występuje jako (Bra)nnimero dux Sclavorum (w kościele św. Michała w Ninie), innym razem jako (Bra)nimero duce(m) Sclavitnoru(m), jeszcze w innym jako dux Cruatorum. Jeśli Branimir sam przyczynił się do powstania tych napisów, co wydaje się niemal pewne, to wymienne użycie obu terminów: Słowianie i Chorwaci świadczy albo o niewyrazistości odniesień tych dwóch etnonimów, albo o dużych ambicjach politycznych księcia. Utożsamiając chorwackość ze słowiańskością, chciał być może przekonać do siebie przedstawicieli plemion na większym terytorium. A może określenie "Słowianie" odnosiło się do grupy etnicznej, "Chorwaci" zaś do jej elity. Trudno powiedzieć.

Branimir niewątpliwie odegrał istotną rolę w utworzeniu biskupstwa w jednej ze swoich siedzib, w nadmorskim Ninie, która będzie z czasem w dokumentach określana mianem biskupstwa chorwackiego. Od tego momentu rozpocznie się kilkudziesięcioletni okres rywalizacji między biskupami w Splicie i w Ninie. Nin, choć założony jeszcze w antyku (łac. Aenona), nie mógł poszczycić się tak wspaniałą tradycją jak Split (kontunuujący dzieje Salony). Jednak sobory w Splicie w 925 i 928 pokazały, jakie aspiracje mieli chorwaccy władcy. Póki co Branimir i jego siedziba w Ninie nie mogły konkurować ze Splitem. Dla księcia liczyła się propapieska orientacja. Słabnięcie władzy cesarskiej i powolny rozkład państwa Franków mógł mu bowiem zapewnić autonomię, ale musiał mieć do tego poparcie papieża. Stąd nie dziwi, że w Rižinicach niopodal rodowego Klisu w połowie IX wieku pojawili się benedyktyni. Po ich kościele ufundowanym przez księcia zostały tylko ruiny, ale można na ich podstawie wnioskować, że powstał na fundamentach świątyni wczesnochrześcijańskiej. Był to pierwszy w Dalmacji klasztor benedyktynów. Ten najstarszy mniszy zakon przyczynił się walnie do zakorzeniania idiomu łacińskiego na ziemiach chorwackich, a także do rozwoju kultury piśmienniczej.

Po Branimirze pojawili się kolejni władcy, między innymi Muncimir (ok. 892 -?ok. 914), ale ważniejszą rolę w kształtowaniu się chorwackiej państwowości odegrał dopiero zasiadający po nim na tronie Tomislav (panujący od ok. 914 do ok. 928). W jego przypadku szczególnie trudno oddzielić fakty od mitów. Dziewiętnasto- i dwudziestowieczna ideologia narodowa umieściła go w narodowym panteonie i przypisała szczególne miejsce w dziejach chorwackich. A gloryfikacja najczęściej sprzyja mitologizacji. Wiadomo jednak z całą pewnością, że papież Jan X określał Tomislava tytułem rex, który w językach słowiańskich tłumaczony był jako król. Słowo "król" (chorw. kralj) powstało w językach słowiańskich na wzór imienia Karola Wielkiego. W imieniu Karl doszło do przestawki, ale różnie się ona zrealizowała w językach słowiańskich. Historycy nie są jednak zgodni co do tego, czy Tomislav był rzeczywiście koronowany. Nie ma na to bowiem żadnych potwierdzeń w źródłach.

Tomasz Archidiakon ze Splitu -?autor kroniki Historia salonitana, która powstała w XIII wieku, ale jej części były dopisywane w wieku XVI (tytuł tej nowej wersji to Historia salonitana maior) -?określa Tomislava tytułem dux. Z kolei kronikarz z Dukli (pop Duklanin) pod koniec wieku XII nie wspomina nic o Tomislavie, ale sporo miejsca poświęca bliżej nieznanemu księciu Świętopełkowi, którego koronacja miała się odbyć w roku 925 na bliżej nieznanym Polu. Dziewiętnastowieczna historiografia utożsamiła Świętopełka z Tomislavem, a Pole z Duvnem w Bośni (które nazywa się dzisiaj Tomislavgradem). Stąd niezwykła popularność Tomislava w pamięci zbiorowej Chorwatów. Potwierdzają to nazwy ulic i pomniki w ścisłych centrach miast, jak zagrzebski pomnik Króla Tomislava dłuta Roberta Frangeša Mihanovicia (1872-1940) stojący na placu przed dworcem głównym na tle panoramy miasta. Jeszcze dalej idzie dawniejsza historiografia. Jeden z romantycznych historyków chorwackich Vjekoslav Klaić opisał ceremonię, podczas której lud chorwacki miał śpiewać następującą pieśń pochwalną:

"Chwała Bogu na wysokości, a pokój ludziom na ziemi! Chwała i dziękczynienie Bogu, który się umiłował nad ludem i obdarzył go królem koronowanym. Chwała i dziękczynienie Ojcu Świętemu, papieżowi rzymskiemu. Chwała i dziękczynienie najjaśniejszemu i wielkodusznemu królowi chorwackiemu (Tomislavowi). Chwała, dziękczynienie i zdrowie. Radość dla ludu, który doczeka dnia wielkiego i zostanie świadkiem koronacji króla swego. Błogosławiony dzień życia nowego narodu chorwackiego [...]". Tak mniej więcej przeprowadzono i uczczono koronację Tomislava27.

W tym fikcyjnym przedstawieniu, odpowiadającemu powszechnie podzielanemu wyobrażeniu, Tomislav uosabia chorwackie raison d'état. Co istotne, zakłada się tutaj zbieżność celów wszystkich stanów: hierarchii kościelnej, władzy plemiennej i ludu. Wszyscy pragną tego samego, a patronuje temu Kościół katolicki.

Podobnie jak w przypadku przybycia nad Adriatyk, w XIX wieku wyobrażenie o koronacji zostało przełożone na język malarski. Dokonał tego wspominany już Oton Iveković; na jego obrazie atmosfera zdarzenia jest podniosła i uroczysta, daje się wyczuć entuzjazm obecnych. Można odnieść wrażenie, że na ten akt czekali wiele lat, że jest on ziszczeniem marzeń pokoleń Chorwatów -?od przybyszów z Białej Chorwacji do współczesnego rycerstwa. Koronacja to szczytowe wydarzenie złotej epoki, moment kulminacyjny w rozwoju państwa. Tomislav w koronie dostojnie siedzi na białym koniu w centrum sceny, towarzyszą mu rycerze trzymający dwa herby -?jeden Chorwacji, drugi Dalmacji; herby, które wówczas jeszcze nie istniały (pojawią się one dopiero pięćset lat później). Przyjęcie perspektywy współczesnej ma na celu stworzenie czytelnego przekazu, w którym odbiorca rozpozna powszechnie panujące przekonanie o tym, że Tomislav zjednoczył południe z północą -?Dalmację ze Slawonią (Panonią). Po lewej stronie, gdzie widnieje herb Chorwacji, pojawia się roślinność kontynentalna, po prawej -?gdzie Dalmacji -?roślinność śródziemnomorska. Malarz nie oparł się na wiedzy historycznej, lecz na współczesnych mu wyobrażeniach. Bo przecież nazwa Chorwacja w wieku X odnosiła się do Dalmacji, a nie do północnych obszarów.

Całe to przedstawienie wpisuje się dziewiętnastowieczną opowieść, której nie można zweryfikować w źródłach. Nie ma żadnych dowodów na to, że integracja północy i południa doszła do skutku. Bardziej zachowawczy historycy twierdzą, że król mógł co najwyżej przyłączyć do Chorwacji (wówczas utożsamianej z Dalmacją) obszar wokół twierdzy Sisak, a więc nie całe terytorium Panonii. Zdaniem niektórych mediewistów, na przykład Nevena Budaka, tereny Slawonii -?między rzekami Sawą a Drawą (w IX wieku w niektórych dokumentach występuje jako regnum inter Dravum et Savum flumine) -?mogły być wówczas bezpańskie, to jest ani wyraźnie chorwackie, ani wyraźnie węgierskie. Zamieszkujące te terytoria plemiona nie stworzyły ośrodka, wokół którego mogłyby się zintegrować i wykształcić tożsamość zbiorową. Budak przypomina, że nie został dotąd odnaleziony żaden dokument świadczący o tym, żeby mieszkańcy tego regionu określali się jako Chorwaci, jak miało to miejsce w Dalmacji. Nawiasem mówiąc, dzieje Panonii do XVI wieku -?w tym na przykład panowanie frankijskiego wasala księcia Braslava pod koniec IX wieku -?są w chorwackich syntezach historycznych traktowane peryferyjnie.

Wspomniany opis Klaicia jako żywo przypomina polichromię malarza realisty Josipa Horvata Međimurca (1904-1945) wykonaną w 1938 roku w grodzie Ozalj, siedemdziesiąt kilometrów na południowy zachód od Zagrzebia. Artysta uchwycił moment nakładania na głowę klęczącego Tomislava korony przez biskupa. W obrazie Međimurca akt dokonuje się na dziedzińcu jakiegoś zamku, przedstawionego ahistorycznie, bo w stylu gotycko-renesansowym. Podobnie jak u Ivekovicia pojawiają się herby z chorwacką szachownicą. Stosowanie takich technik świadczy o tym, że przeszłość zostaje przez malarzy wpisana w horyzont oczekiwań narzuconych przez współczesność. Polichromia pojawiła się w Ozalju - siedzibie chorwackich rodów magnackich, Frankopanów i Zrinskich, które w czasach braku suwerenności traktowano jak "zastępcze dynastie". Taką wizję w XX wieku stworzył poeta chorwackiej moderny Antun Gustav Matoš, który w eseju Oko Rijeke (Wokół Rijeki) pisał: "prawdziwymi królami Chorwacji byli Zrinscy i Frankopanowie".

Krytyczne uwagi specjalistów, dotyczące zarówno samej koronacji, jak i zjednoczenia Dalmacji i Slawonii, nie mają dla świadomości społecznej większego znaczenia. Ona żyje w bezrefleksyjnej admiracji dla rozstrzygnięć XIX wieku, a w oderwaniu od ustaleń naukowych. Dla większości Chorwatów ani koronacja, ani zjednoczenie północy z południem (co będzie przedstawiane jako wielowiekowe dążenie Chorwatów) nie podlegają dyskusji. Podobnie zresztą jak przekonanie o tym, że król Tomislav przyłączył do swego królestwa miasta dalmatyńskie i że powstrzymał ekspansję Węgrów. Pierwszy wątek pojawia się w kronice Tomasza Archidiakona, twierdzącego, że miasta te znalazły się w obrębie władzy Tomislava, ale sprawował ją w imieniu Bizancjum. Niektórzy mediewiści przychylają się ku temu twierdzeniu, zaznaczając jednak, że nie rządził on miastami, jak się potocznie przyjmuje, lecz jedynie otrzymywał część trybutu, który miasta płaciły za zwierzchnictwo Bizancjum28.

Pisarz, który przyczynił się do ugruntowania mitu o koronacji, Vladimir Nazor, koncentruje się na jeszcze innym szczególe. Tomislav jest w jednym z jego wierszy, opublikowanych pod tytułem Hrvatski kraljevi (Chorwaccy królowie, 1912), przedstawiony jako bohater w dramatycznym geście ratujący ojczyznę przed najazdem plemion Arpada, które niedługo wcześniej zajęły swą ojczyznę nad Dunajem. Chorwacki władca został sportretowany jako młody budowniczy i obrońca przed złem (symbol cywilizacji), natomiast Arpad jako starzec, poganin dziesiątkujący lud chrześcijański i siejący spustoszenie. Pierwszy personifikuje cywilizację, drugi -?barbarzyństwo.

Konflikt z X wieku został zobrazowany jako walka dobra ze złem, ale jej przetłumaczenie na realia chorwackiej polityki początku XX wieku odwołuje się do jeszcze jednego istotnego szczegółu. Przedstawienie Węgrów jako barbarzyńców, a Chorwatów jako obrońców cywilizacji odzwierciedla chorwackie poczucie wyższości nad potomkami Arpada. Płomienna poetycka wypowiedź Vladimira Nazora, oparta na legendzie i wystylizowana idiomem modernizującym, przedstawia Madziarów jako uzurpatorów pretendujących do miana obrońców Zachodu przed Imperium Osmańskim (antemurale christianitatis). Tymczasem -?przypomina Nazor -?prawda jest taka, że kiedy Chorwaci bronili świat cywilizowany przed barbarzyństwem, Węgrzy byli przybyłymi z Azji poganami. Między ówczesnymi Azjatami a Osmanami wydaje się nie być żadnej różnicy.

Negatywne postrzeganie Węgrów miało głębsze korzenie i dawniejszą historię. Niemal do XVI wieku europejskie oczy widziały w Madziarach potomków krwiożerczych Hunów (np. Wincenty Kadłubek), których obraz poprawił się dopiero w czasach bohaterskich walk z Turkami. W wielu chorwackich źródłach historycznych powraca stereotyp Węgra jako Azjaty. Na początku XVI wieku Ludovik Crijević Tuberon, dubrownicki patrycjusz piszący po łacinie, określi ich mianem dzikich i nieokiełznanych Scytów. W połowie XVIII wieku franciszkanin z Dalmacji, Filip Grabovac w popularnej książce pseudohistorycznej napisze: "Dziwny to był naród, jako rozwrzeszczani wilcy. [...] Surowe mięso jedli, ludzką krew pili, litości nie mieli, każdy naród łupili". Grabovac będzie miał jednak więcej zrozumienia dla Węgrów niż Nazor. Uzna ich za najbitniejszy naród w walce z Turkami, podobnie zresztą jak wielu pisarzy z kręgu dubrownicko-dalmatyńskiego w wiekach od XV do XVIII. Ale oczywiście dla Grabovaca -?i innych twórców literatury, takich jak Hanibal Lucić, Petar Kanavelić, Brne Krnarutić czy Andrija Kačić Miošić -?Węgrzy byli symbolem walki z Turkami, ewentualnie kontrolowanego oporu przeciw Republice św. Marka (za swoją śmiałą agitację antywenecką Grabovac został skazany na więzienie, w którym zmarł). Początek XX stulecia, czyli tysiąc lat po koronacji Tomislava, to moment eskalacji konfliktu chorwacko-węgierskiego. Stąd siłą rzeczy w czasach Nazora dawne osiągnięcia Węgrów na polu chrystianizacji wydawały się nic nie znaczącym szczegółem.

Źródła historyczne mówią, że w czasach rządów Tomislava odbyły się w Splicie dwa sobory kościelne dla rozstrzygnięcia lokalizacji arcybiskupiej metropolii na wschodnim wybrzeżu Adriatyku, która zjednoczyłaby w jednej kościelnej jurysdykcji całą Dalmację. O status ten konkurowały trzy miasta; dwa miały chlubne tradycje antyczne (Zadar i dziedziczący tradycje Salony Split), trzecie (Nin), choć istniało w starożytności, było mniej znaczące. W interesie Tomislava -?i szerzej, chorwackiej racji stanu -?było ulokowanie arcybiskupstwa w Ninie, będącym pierwszą siedzibą biskupa po przyjęciu przez Chorwatów chrztu. Tam od czasów Trpimira znajdowała się jedna z rezydencji suwerenów państwa chorwackiego, podczas gdy Split i Zadar pozostawały formalnie poza ich kontrolą. Symbolem chorwackiej obecności w Ninie jest zachowany do dzisiaj w znakomitym stanie kościół św. Krzyża. Reprezentuje on architekturę przedromańską i morfologicznie przypomina wiele innych tego rodzaju budowli nad Adriatykiem, symboli chorwackiej państwowości średniowiecznej. Sobór w 925 roku powołał arcybiskupstwo w Splicie i zdecydował, że biskupstwo w Ninie zostanie zlikwidowane po niemal sześćdziesięciu latach istnienia. Tym sposobem chorwaccy władcy stracili realną możliwość wyboru metropolity kościelnego, który obejmowałby swoim zwierzchnictwem chorwackie ziemie w Dalmacji kontynentalnej. Nawet jeśli chorwacki król był zwierzchnikiem miast dalmatyńskich, to o wyborze arcybiskupa nie decydował on, ale mieszkańcy Splitu, wśród których nie było jeszcze wtedy zbyt wielu zwolenników Królestwa Chorwacji. Była to zatem niewątpliwa porażka króla. Jednak z drugiej strony sobór potwierdził status Tomislava jako władcy Chorwacji. Umożliwił mu również, zgodnie z umową z papieżem, ekspansję terytorialną w południowej Dalmacji. W ostatecznym rozrachunku powstanie jednego biskupstwa jednoczącego ziemie Dalmacji -?chociażby jurysdykcją kościelną -?dało impuls do dalszej ich integracji. Sukcesy osiągano małymi krokami.

Do XIX wieku sądzono -?a do dzisiaj w wyobraźni zbiorowej taka wizja pokutuje -?że w tle sporu o siedzibę arcybiskupstwa był konflikt papieża z cesarzem bizantyńskim, zwierzchnikiem miast i patronem Tomislava, jak również niesnaski dotyczące statusu liturgii słowiańskiej na tych terenach (papiestwo, obawiając się szerzenia "herezji", konsekwentnie odmawiało językowi słowiańskiemu praw liturgicznych, podczas gdy cesarz bizantyński mu sprzyjał). Jak jednak pokazują nowsze badania, nie miało to ze sobą związku, co więcej, nie ma nawet pewności, czy wówczas liturgia słowiańska na ziemiach chorwackich występowała. Z dokumentów posoborowych wynika, że papież potępił liturgię słowiańską, ale swój apel wystosował do biskupów miast południowych -?Kotoru, Stonu i Dubrownika, które nie należały do królestwa. Tak twierdzi na przykład mediewistka Nada Klaić. Grgur, ówczesny episcopus Chroatorum z Ninu, nie chciał uznać władzy metropolity splickiego29. Jeszcze inni kwestionują, jakoby sobór w ogóle dotyczył liturgii słowiańskiej.

Jednak w chorwackiej wyobraźni historycznej panuje powszechne przekonanie, że decyzje soborowe były jawnym aktem przemocy przeciwko państwu chorwackiemu. Dziewiętnastowieczna historiografia doprowadziła do utożsamienia złotego wieku państwa, symbolizowanego przez Tomislava, ewentualnie przez późniejszego króla Zvonimira, z obecnością liturgii słowiańskiej -?wyrazem odrębności. Obraz Kristiana Krekovicia (1901-1985) z początku XX wieku przedstawia późniejszego króla Dmitra Zvonimira w koronie, który dumnie trzyma księgę głagolicką. Wyraża to przekonanie, że władcy chorwaccy sprzyjali liturgii słowiańskiej i wspierali mnichów głagolitów. Taki manewr umożliwia bowiem powiązanie dwóch ważnych elementów tradycji chorwackiej -?idei kościelnej odrębności i politycznej suwerenności, tak jakby wyrażały te same dążenia. Rzeczywiście, z dzisiejszej perspektywy tak się może wydawać, ale wieki IX i X kierowały się własną logiką. Wiadomo skądinąd, że król Tomislav -?chcąc nie chcąc -?popierał niekorzystne dla głagolitów rozstrzygnięcia soborów w Splicie. Choć w rzeczy samej trudno sobie wyobrazić, żeby tak wielki ruch kościelny, jakim była liturgia słowiańska, rozwijał się bez wsparcia elity rządzącej, to jest to tylko hipoteza konieczna, bowiem źródła o tym milczą. Być może należałoby większą rolę we wspieraniu głagolitów przypisać lokalnym możnowładcom, zwłaszcza że liturgia słowiańska najsilniejsza była na tych terenach, które władzy królewskiej długotrwale nie podlegały (Istria, wyspy Kwarneru: Krk i Rab). Na przykład wpływowi książęta krccy, zwani od XV wieku Frankopanami, liturgię słowiańską z całą pewnością popierali.

Pozostaje jeszcze jedna niejasność. Nie ma pewności, czy liturgia słowiańska w czasach Tomislava była w Chorwacji obecna. Niektórzy badacze (jak Florin Curta) sądzą, że pojawiła się później -?nawet w wieku XI. Dowodem ma być choćby fakt, że nie ma na terytorium Chorwacji zabytków głagolickich ani z IX, ani z X stulecia. Problem liturgii słowiańskiej rzeczywiście pojawi się na soborze splickim, ale przeszło sto lat później. Zgodnie z założeniami soboru laterańskiego, zatwierdzonego przez sobór w Splicie w 1060 roku, kuria rzymska nie tylko zakazała zawierania małżeństw przez duchownych i wprowadziła nakaz golenia brody, ale utrzymała wyłączne prawo dla łaciny jako języka liturgicznego. Język słowiański pozostał "barbarzyńskim". Kuria zachowała również prawo do wyłącznych interpretacji w nauczaniu Ewangelii. Zakazu sprawowania liturgii słowiańskiej -?zwanej przez papieża Methodii doctrina (nauczanie Metodego) -?musiał przestrzegać również król chorwacki Petar IV Krešimir. Hipoteza o wspieraniu przez chorwackich królów liturgii w języku słowiańskim jest więc raczej chwiejna.

Bez względu na te wątpliwości sobory w Splicie z lat 925 i 928 pełnią w chorwackiej wyobraźni historycznej ważną rolę, bo choć ich domniemaną decyzję o zakazie liturgii w języku słowiańskim przyjmuje się jako krótkowzroczną, to jednak zgodnie z tą wizją w Splicie wówczas zaczynał się utrwalać pierwiastek chorwacki -?zarówno w sensie etnicznym, jak i kulturowym. Jego uosobieniem był biskup z Ninu, Grgur. Legenda zapamiętała go jako obrońcę liturgii słowiańskiej, a więc zarazem i obrońcę chorwackiej tożsamości. Jednak w rzeczywistości wcale nie walczył on przeciwko dominacji łaciny (jest nawet bardziej prawdopodobne, że w pełni popierał łacińską politykę papiestwa, chcąc zaskarbić sobie przychylność papieża), lecz jako postać historyczna dobrze wpasował się w zapotrzebowania ideologii narodowej XIX wieku.

Mimo tych sprzeczności tezy o prosłowiańskim nastawieniu biskupa pojawiały się w chorwackim malarstwie (Celestin Medović, Jozo Kljaković) i historiografii XIX wieku (Tadija Smičiklas, Vjekoslav Klaić). Jednak najsilniejszy wyraz dała im ogromna rzeźba Ivana Meštrovicia, która w tysięczną rocznicę soboru, w 1928 roku, stanęła w centrum Splitu (inne odlewy odsłonięto również w Ninie i północnym Varaždinie). Dłuto artysty uchwyciło Grgura w gwałtownym ruchu, w momencie wygłaszania jakiegoś sądu. Zarówno dla rzeźbiarza, jak i jego chorwackich odbiorców Grgur płomiennie wypowiadał się za uznaniem głagolicy. Choć umiejscowienie pomnika wywołało kontrowersje wśród mieszkańców i konserwatorów, to samego Grgura uznano za bezsprzecznego zwolennika liturgii słowiańskiej i ogólnie kultury chorwackiej. Na początku XX wieku miało to olbrzymie znaczenie. W 1925 roku obchodzono tysiąclecie koronacji Tomislava i walki Grgura o liturgię słowiańską, uznając oba wydarzenia za wyraz tej samej polityki. Był to ważny akord w walce z włoskim irredentyzmem, który negował jakiekolwiek prawa Chorwatów do Dalmacji. Lęk przed powrotem włoskiego nacjonalizmu czy coraz bardziej agresywnego faszyzmu (Mussolini stanął na czele rządu włoskiego trzy lata wcześniej) nadał rzeźbie Meštrovicia dodatkowego wymiaru politycznego. Był też powodem, dla którego chorwacka inteligencja przed Wielką Wojną tak życzliwie spoglądała na coraz silniejsze państwo serbskie. Gloryfikowana jedność słowiańska miała dać upragnioną wolność -?od Niemców, Węgrów i Włochów. Grzegorz trafił zatem do panteonu zwolenników dążeń Chorwacji i równocześnie Jugosławii, ponieważ liturgia słowiańska była traktowana jako wspólne dziedzictwo Chorwatów i Serbów. Biskup z Ninu wyrażał nawet coś więcej -?rezerwę wobec Rzymu, zawsze w Chorwacji podskórnie obecną. Pozostał więc w pamięci jako bohater mniej katolicki, a bardziej południowosłowiański. Marzenia projugosłowiańskich Chorwatów okazały się później zbyt optymistyczne, bo wprawdzie Chorwaci uwolnili się od dotychczasowych ciemiężycieli, ale wplątali się w nowy związek, równie nieudany. W roku 1941 włoscy faszyści okupujący Split usunęli Grgura. Po wojnie wrócił, ale już nie do Perystylu, lecz tuż obok północnego wejścia do starego miasta. Stoi tam do dziś.

Okres stu lat, od pierwszej połowy X wieku do połowy wieku XI, to czas nadzwyczaj gwałtownych zmian -?zarówno w Chorwacji, jak i w jej najbliższym otoczeniu. Na tronie chorwackim zasiadało kilku władców, ale zmagali się oni z tendencjami odśrodkowymi, wynikającymi ze słabości władzy centralnej i konfliktów z innymi rodami pretendującymi do władzy. Konstantyn Porfirogeneta w De administrando imperio odnotował bunt bliżej nieznanego bana Pribiny, który władał terytorium pobliskiej Liki. Nawiasem mówiąc, był to pierwszy z imienia znany chorwacki ban. Tytuł bana - być może pochodzenia awarskiego, a może irańskiego -?tłumaczony jest jako wicekról (po łacinie prorex). Będzie on miał istotne znaczenie dla Chorwatów, kiedy stracą państwowość, ale utrzymają polityczną podmiotowość w ramach Korony św. Stefana.

Niebagatelną rolę w tych turbulentnych czasach odgrywał również kontekst międzynarodowy -?weneckie walki o wpływy w Dalmacji (wówczas będącej wasalem Bizancjum), konflikty Bułgarii z Bizancjum, rozpad jednolitej władzy w Dalmacji oraz coraz śmielsza ekspansja kolejnych Arpadów, spokrewnionych z obalonym weneckim rodem dożów Orseolich. Niestabilność polityczna regionu osiągnęła apogeum w połowie XI wieku -?w czasie schizmy, która dotknęła ten pograniczny region i przełożyła się na okoliczności, w jakich musieli działać chorwaccy władcy.

Konsolidacja państwa nastąpiła po roku 950 -?w czasach króla Mihajla II Krešimira (panujący od 949 do 969) i jego syna Stjepana Držislava (panujący od 969 do 997). Jest wielce prawdopodobne, że Jelena, żona Krešimira, pochodziła ze znamienitego zadarskiego rodu Madi, którego członkowie dziedziczyli tytuł bizantyńskiego stratega w Dalmacji. Jelena, która przeszła do historii jako Wielka lub Słynna, miała znaczący wpływ na stapianie się słowiańskich pierwiastków chorwackiego państwa z pochodzącymi z miast elementami romańskimi. Zostawiła po sobie dwie świątynie w Solinie - kościół św. Stefana i kościół Najświętszej Marii Panny -?tuż koło starożytnej Salony. Pozostały po nich ruiny, ale badania archeologiczne dowiodły, że miały one cechy wyraźnie karolińskie. Dla chorwackich dziejów obie świątynie mają duże znaczenie, ponieważ królowa ufundowała tam mauzoleum, w którym od tamtego momentu chowano chorwackich władców. Jego powstanie jest dowodem na to, że w tym czasie ukształtowało się w Chorwacji ostatecznie prawo dynastyczne, a kolejni władcy po Tomislavie dziedziczyli tytuł królewski. W mauzoleum znajduje się również sarkofag Jeleny, a na nim łacińska inskrypcja głosząca, że tytułuje się ona jako żona króla Mihajla, a także iż sama rządziła królestwem (regis habenasque tenuit regni). Królowa była matką kolejnego władcy - Stjepana Držislava. Zdaniem Tomasza Archidiakona ze Splitu Stjepan otrzymał od cesarza bizantyńskiego insygnia władzy królewskiej i został koronowany przez arcybiskupa Splitu w 988 roku. W roku 1997, tysiąc lat po śmierci króla, powstał okolicznościowy znaczek pocztowy przedstawiający władcę. Afirmacja władców w państwie chorwackim w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku była elementem kształtowania pamięci historycznej. Uznawano, że w czasach jugosłowiańskich zaniedbywano tradycję chorwacką. W wizerunku chorwackiego władcy można dostrzec pewność siebie, a dla wielu Chorwatów w tamtym czasie -?dwa lata po zakończonej wojnie -?mocno trzymany miecz mógł być gestem odczytywanym jako wyraz silnej podmiotowości.

Krešimir, syn Stjepana Držislava, zapoczątkował nową gałąź dynastii Trpimiroviciów -?ród Krešimiroviciów. Spośród jego członków największe zasługi miał Stjepan I (panujący od ok. 1030 do 1058) oraz jego syn Petar IV Krešimir (panujący od 1059 do 1075). Zdaniem niektórych mediewistów, na przykład Tomislava Raukara, właśnie w czasie rządów tego ostatniego władza chorwackich królów nad miastami dalmatyńskimi stała się bezsporna. Potwierdzeniem miało być zauważalne słabnięcie dominacji bizantyńskiej, czego skutkiem było uznanie nowego królestwa jako Regnum Croatiae et Dalmatiae oraz tytułu królewskiego, który od 1060 roku nosił Petar IV Krešimir: rex Croatiae et Dalmatiae (teza Luja Margeticia). Chorwacki król miał to zawdzięczać papieżowi Aleksandrowi II. Oczywiście ceną był wasalny status wobec papiestwa. Są jednak badacze, którzy wątpią we władzę nad miastami. Na przykład Florin Curta twierdzi, że - mimo iż w XI wieku władza bizantyńska w miastach niewątpliwie słabła, a lokalne elity współpracowały z królami chorwackimi -?jest mało prawdopodobne, jakoby mieli oni realną kontrolę nad komunami30. Margetić jest podobnego zdania. Władza symboliczna nie musiała bowiem oznaczać władzy faktycznej.

Mimo wszystkich wątpliwości znaczenie chorwackich władców w basenie Morza Adriatyckiego z pewnością wzrosło i to również dzięki małżeństwu Petara z córką doży weneckiego. W pewnym akcie darowizny, odnosząc się do jednej z wysp w okolicach Ninu, Petar określił Morze Adriatyckie mianem "naszego morza dalmatyńskiego" (propriam insulam in nostro Dalmatico mari sitam). Siedzibami jego państwa były -?inaczej niż poprzedników -?miasta nadmorskie: Biograd na Moru i Nin. Umacnianie władzy nad Adriatykiem miało też inne konsekwencje. Petar IV Krešimir był przypuszczalnie fundatorem nowego miasta nadmorskiego, Szybenika, które powstało w pobliżu komun o tradycji antycznej. Można więc przypuszczać, że z jakiegoś powodu stare miasta dalmatyńskie wciąż nie były dla niego w pełni dostępne. Potwierdzać to może również istnienie biskupstwa w Kninie, założonego z inicjatywy jego ojca -?Stjepana I. Biskup ów nosił tytuł episcopus Chroatensis. Przypomnijmy, że w Splicie rezydował arcybiskup.

Nadzwyczajne osiągnięcia polityczne Petara IV Krešimira dają poważne podstawy, aby uznać, że wspaniały romański relief z XI wieku, znajdujący się w katedrze w Splicie, przedstawia właśnie jego, choć inni badacze twierdzą, że wyobraża on króla Zvonimira. Dawniej panowało nawet przekonanie, które ugruntował dziewiętnastowieczny badacz Ivan Kukuljević Sakcinski, że płaskorzeźba przedstawia ceremonię koronacji wcześniejszego władcy -?Tomislava. Z pewnością wychodził on naprzeciw oczekiwaniom społecznym, ponieważ Tomislava uznawano za pierwszego króla chorwackiego i należało na tę tezę znaleźć namacalny dowód. Inni badacze twierdzili, że to obraz Chrystusa Pantokratora, jeszcze inni, że bliżej nieznanego cesarza. Wydaje się jednak, że płaskorzeźba rzeczywiście przedstawia Petara IV Krešimira (ku temu poglądowi skłania się Igor Fisković) -?z insygniami władzy królewskiej: koroną, jabłkiem w ręku oraz krzyżem jako symbolem Boskiej zwierzchności. Władca jest deifikowany, ale zaskakujące, że nie ma berła. Jeśli płaskorzeźba została wykonana dla splickiej katedry, a nie jak wcześniej sądzono dla jednego z kościołów w Solinie, to należy ją potraktować jako znak silnego wpływu chorwackiego króla na miasta dalmatyńskie. Petar IV Krešimir miał z całą pewnością ważną pozycję w bizantyńskich miastach nadmorskich, o czym świadczy zgoda, jaką wydał na wybudowanie lub odnowienie kilku klasztorów benedyktyńskich na wyspie Rab (jedenastowieczny klasztor św. Piotra w miejscowości Supetarska Draga) lub dwóch klasztorów w Biogradzie, a także wystawienie przywileju dla fundacji klasztoru Benedyktynek w Zadarze.

Petar IV Krešimir umocnił również władzę nad północną częścią kraju, Chorwacją posawską -?wówczas określaną mianem Slawonii (Slawonia odnosi się dzisiaj to węższego obszaru), co przypieczętował procedurą administracyjną. Pod swoją bezpośrednią jurysdykcją miał dwóch banów -?jeden odpowiadał za Likę (dotąd urząd bana dotyczył tylko tego regionu), drugi zaś za część północną, posawską. Funkcję bana tej drugiej krainy sprawował Zvonimir, o którego pochodzeniu niewiele wiadomo, ale imię sugeruje, że wywodził się z rodów północnych. Po śmierci Petara IV Krešimira to on został królem. W tym czasie trwały zabiegi papiestwa o reformę Kościoła po schizmie oraz spór z cesarstwem o inwestyturę, co na tych terenach (ogarniętych liturgią słowiańską) przełożyło się na otwarty konflikt. Ponadto na Dalmację najechali Normanowie i Wenecja, a miasta dalmatyńskie podzieliły się w kwestii zawieranych sojuszów.

Zvonimir (panujący od 1075 do 1089), szwagier króla węgierskiego Władysława I Świętego z dynastii Arpadów, był ostatnim wielkim chorwackim władcą. W sporze papiestwa z cesarstwem poparł papieża, co przełożyło się na jego szybką koronację w Solinie w kościele św. Piotra i Mojżesza (w roku 1074 lub 1075), w której wziął udział legat papieża, bliżej nieznany opat Gebizon. Koronacja w Solinie, a nie w Biogradzie na Moru, jest zdaniem niektórych historyków dowodem na symboliczne zerwanie z tradycją dynastii Trpimiroviciów. W jednej z komnat watykańskich znajduje się fresk z początku XVII wieku, który przedstawia przysięgę Zvonimira przed papieżem Grzegorzem VII. Król klęczy przed papieżem i składa ślubowanie na Ewangelię. Bynajmniej nie jest to księga głagolicka, lecz łacińska. Zvonimir bowiem ślubuje, że będzie w Chorwacji za wszelką cenę realizował założenia reformy Kościoła, w tym przede wszystkim, że poprze papieża w sporze z cesarzem o inwestyturę, a także będzie zwolennikiem wprowadzenia celibatu. Ślubowanie jest jednym z pierwszych udokumentowanych aktów ustanowienia relacji wasalnej między władcą chorwackim a seniorem, czym otwiera się w Chorwacji droga do systemu feudalnego. Od momentu koronacji nowy władca przyjął też imię chrześcijańskie. Odtąd określał się jako Demetriusz (Dmitar) Zvonimir i tytułował się jako Rex Chroatie atque Dalmatie lub rex Chroatorum. Na płycie z Baški na Krku z końca XI wieku, jednym z najstarszych i najbardziej niezwykłych kamiennych zabytków głagolickiego piśmiennictwa chorwackiego, występuje jako kral hrvacki.

Nieco wcześniej, tuż po koronacji, zwołany został nowy sobór w Splicie, na którym ponownie zakazano sprawowania liturgii w języku słowiańskim. Zvonimir jako sojusznik papieża musiał taką decyzję popierać. Jednak na płycie jest przedstawiony jako donator ziemi pod znajdujący się na wyspie Krk kościół św. Łucji, w którym głagolici pielęgnowali liturgię słowiańską. Oznacza to, że jednocześnie popierał papiestwo i sprzyjał głagolitom oraz że miał jakąś władzę nad Krkiem.

Mimo to na tej samej wyspie przeciwko wspierającym łacinę decyzjom synodu zbuntował się -?jak donosił Tomasz Archidiakon -?bliżej nieznany biskup Cededa. Papież Grzegorz VII miał nawet prosić króla duńskiego Swena II o zbrojne wsparcie przeciwko "herezji". Trudno powiedzieć, jaki zasięg miała liturgia słowiańska na wyspie, ale z pewnością była w użyciu w klasztorach benedyktyńskich. W całym Kwarnerze, a więc i na pozostałych wyspach, jak Rab, oraz na półwyspie Istria liturgia słowiańska była do tego stopnia zakorzeniona, że dominowała nad łacińską.

Po śmierci Zvonimira król węgierski Władysław I (László I) - powołując się na związki dynastyczne (jego siostra była żoną Zvonimira) -?w 1091 wkroczył na terytorium Chorwacji. Władysław (1040-1095), wywodzący się z dynastii Arpadów, ale urodzony w Krakowie (jako syn króla Beli I i bliżej nieznanej córki Mieszka II), święty Kościoła katolickiego, poprowadził udane podboje północnej części Chorwacji - Slawonii. Kraina ta, zdaniem Luja Margeticia i Nevena Budaka, nie była do 1102 roku ani częścią Węgier, jak utrzymują Madziarzy, ani częścią Regnum Croatiae et Slavoniae, jak twierdzą Chorwaci. Wprawdzie król Zvonimir być może wcześniej był banem Slawonii, ale z Królestwem Chorwacji łączył ją raczej luźny związek. Slawonia zatem -?określana w dokumentach jako regnum inter Dravum et Savum flumine -?była odrębnym tworem państwowym, o który Węgrzy konkurowali z Chorwatami.

Wyprawiający się do Slawonii Władysław zawitał także do Zagrzebia, gdzie założył biskupstwo podporządkowane arcybiskupstwu w Ostrzyhomiu, czym dał impuls do rozwoju późniejszej chorwackiej stolicy. Zagrzeb już wtedy stał się ośrodkiem życia religijnego całej ówczesnej Slawonii, a nawet terytoriów położonych na południe. Jak jednak zauważają chorwaccy mediewiści, nobilitacja Zagrzebia była dobrze skalkulowanym rachunkiem politycznym. Założeniu biskupstwa towarzyszyła likwidacja siedziby biskupiej w pobliskim Sisaku oraz marginalizacja lokalnego kultu św. Kwiryna, co obliczone było na osłabienie historycznych przyczółków dynastii rodzimych. Arpadowie tworzyli własną przestrzeń kulturową, która miała im umożliwić rzeczywisty i symboliczny podbój Chorwacji. Byli do tego stopnia zdeterminowani, że zdecydowali się na przeniesienie biskupstwa z Sisaku, grodu o antycznej tradycji, do osady nieznanej. Mimo iż powolne dowartościowywanie Zagrzebia umocni pozycję królów węgierskich w Slawonii, to jednak Władysławowi nie udało się podbić Chorwacji południowej. Część chorwackiego rycerstwa na króla wybrała Petara Snačicia (panujący od 1093 do 1097), który miał się przeciwstawić węgierskiej ekspansji, ale jak się okaże -?tylko chwilowo odłożył ją w czasie.

Ostatnie lata XI wieku i początek stulecia XII są przez tradycję traktowane jako źródło wielkiego zła, które spadło na Chorwację. Kultura narodowa stworzyła dwa schematy narracyjne opowiadające o tym zdarzeniu. Jeden o śmierci króla Zvonimira, drugi -?Petara Snačicia. W obu śmierć królów jest uznana za koniec złotej epoki, za utratę suwerenności.

Zvonimir, przypomnijmy, był szwagrem Władysława I Świętego. Niektórzy historycy nie wykluczają, że ekspansja węgierska była spowodowana działaniem żony chorwackiego króla, która, chcąc utrzymania władzy, poprosiła swojego brata o interwencję. Mimo iż nie ma na to świadectw, w wyobraźni zbiorowej traktuje się to jako pewnik, do czego przyczynili się pisarze. W jednym z wierszy Vladimira Nazora o królach chorwackich Helena mówi otwarcie: "Wezwę na nich, Demetriuszu, swojego brata". Zgodnie z legendą, zachowaną w późnośredniowiecznych źródłach (w dodanych tekstach do dzieła Konstantyna Porfirogenety, u Tomasza Archidiakona i w Latopisie popa Duklanina), otwarcie drogi do ekspansji umożliwiła sama chorwacka szlachta. Jej przedstawiciele mieli zabić króla w 1089 roku w Biskupii w pobliżu Kninu. Do tego wątku nawiązał Nazor. Żona króla w jego wierszu zaklina się:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Konstantyn Porfirogeneta, przeł. Henryk Łowmiański, cyt. za: Henryk Łowmiański, Początki Polski. Z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., t. 2, Warszawa 1963, s. 162. [wróć]

Jeśli nie podano tłumacza, cytaty przełożył autor. [wróć]

Josip Horvat, Kultura Hrvata kroz 1000 godina, t. 1, Zagreb 2006, s. 90. [wróć]

Ibidem, s. 76-78 (współczesne omówienia tez autora). [wróć]

Powieść minionych lat. Charakterystyka historycznoliteracka, przekł. i komentarz Franciszek Sielicki, Wrocław 1968, s. 296. [wróć]

Tadeusz Wojciechowski, Chrobacya. Rozbiór starożytności słowiańskich, t. 1, Kraków 1873, s. 2. [wróć]

Joachim Lelewel, Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa polskim XII wieku dzieiopisem, a w sczególności nad pierwszą dzieiów iego xięgą, Warszawa-Wilno 1811, s. 75. [wróć]

Wojciech Kętrzyński, Granice Polski w X wieku, "Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział Historyczno-Filozoficzny" 1894, seria II, t. 5 (t. 30), s. 2. [wróć]

Gerard Labuda, Źródła, sagi i legendy do najdawniejszych dziejów Polski, Warszawa 1961, s. 48. [wróć]

Henryk Łowmiański, Początki Polski..., op. cit., s. 169, s. 114-200. [wróć]

Danijel Džino, Becoming Slav, Becoming Croat. Identity Transformations in Post-Roman and Early Medieval Dalmatia, Leiden-Boston 2010, s. 112. [wróć]

Nada Klaić, O problemima stare domovine, dolaska i pokrštenja dalmatinskih Hrvata, "Zgodovinski časopis" 1984, l. 38, št. 4, s. 253-270. [wróć]

Vladimir Košćak, Iranska teorija o podrijetlu Hrvata, [w:] Etnogeneza Hrvata, red. Neven Budak, Zagreb 1995, s. 112. [wróć]

Radoslav Katičić, O podrijetlu Hrvata, [w:] Hrvatska i Europa. Kultura, znanost i umjetnost, t. 1: Srednji vijek (VII.-XII. stoljeće). Rano doba hrvatske kulture, red. Ivan Supičić, Zagreb 1997, s. 163. [wróć]

Ivo Goldstein, Hrvatska povijest, wyd. 2, Zagreb 2008, s. 52-53. [wróć]

Mate Suić, Pristupna razmatranja uz problem etnogeneze Hrvata, [w:] Etnogeneza Hrvata, op. cit., s. 18. [wróć]

Danijel Džino, Becoming Slav, Becoming Croat..., op. cit., s. 73. [wróć]

Florin Curta, The Making of the Slavs. History and Archaeology of the Lower Danube c. 500-700, Cambridge 2001. [wróć]

Ivan Basić, Sjeverna i srednja Dalmacija u ranome srednjem vijeku, [w:] Nova zraka u europskom svjetlu. Hrvatske zemlje u ranome srednjem vijeku (oko 550 -?oko 1150), red. Zrinka Nikolić Jakus, Zagreb 2015, s. 443. [wróć]

Neven Budak, Early medieval boundaries in Dalmatia/Croatia (8th-11th centuries), [w:] "Castellum, civitas, urbs". Zentren und Eliten im frühmittelalterlichen Ostmitteleuropa. Centres and Elites in Early Medieval East-Central Europe, red. Orsolya Heinrich-Tamáska, Hajnalka Herold, Péter Straub, Tivadar Vida, Budapest-Leipzig-Keszthely-Rahden/Westf, 2015, s. 35. [wróć]

Ljubo Karaman, Iz kolijevke hrvatske prošlosti. Historijsko-umjetničke crtice o starohrvatskim spomenicima, Zagreb 1930, s. 9. [wróć]

Riccardo Picchio, "Slavia Orthodoxa" i "Slavia Romana", [w:] idem, Studia z ?lologii słowiańskiej i polskiej, "Rozprawy Wydziału Filologicznego PAU" 1999, t. 72, s. 34-35. [wróć]

Augustin Ujević, Pokojni Nodilo, przeł. Maria Dąbrowska-Partyka, cyt. za: Maria Dąbrowska-Partyka, Teksty i konteksty. Awangarda w kulturze literackiej Serbów i Chorwatów, Kraków 1999, s. 141. [wróć]

Radoslav Katičić, Pretorijanci kneza Borne, "Starohrvatska prosvjeta" 1990, br. 20, s. 65-83. [wróć]

Zvane Črnja, Kulturna historija Hrvatske. Ideje -?lic?nosti -?djela, Zagreb 1965, s. 86. [wróć]

Radoslav Katičić, Filološka razmatranja uz izvore o začecima hrvatske države, "Starohrvatska prosvjeta" 1986, br. 16, s. 87. [wróć]

Vjekoslav Klaić, Povijest Hrvata, t. 1, Zagreb 1899, s. 77. [wróć]

Florin Curta, The Making of the Slavs..., op. cit., s. 196. [wróć]

Nada Klaić, Historijska podloga hrvatskoga glagoljaštva u X i XI stoljeću , "Slovo. Časopis Staroslavenskoga instituta u Zagrebu" 1965, br. 15-16, s. 253. [wróć]

Florin Curta, The Making of the Slavs..., op. cit., s. 257-258. [wróć]