Chowane po kieszeniach - Robert Wochna

Kup ebooka

12.12 zł
10.06 zł (10,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Niewinne pytania

Co to za brat

Któremu w dłoni kwiat

Więdnie?

Uczucie to jakie

Którego znakiem

Chłód?

Jaki to przyjaciel

Wszyscy go znacie

Jeśli nieszczery?

Czemuż przyjaźni więzy

W obliczu nędzy

Puściły?

Kto nie chce oprócz chleba

Stawiać pod skrawkiem nieba

Niewinne pytania?

Nie pytasz? Nie pytaj

Podobnie nie dotykaj

Niewinności

W ramiona cudze

odlatujesz

jaskółko moja

do innych ramion

nasze drzewo

nie przetrwało

chłodnych spojrzeń

wspominaj

tylko wolności

rozpostarte skrzydła

krople rosy

otulające

spragnione słowa

nie pamiętaj

drogi powrotnej

ponad swoje siły

klucze ptaków

układają się

ponad dachami gniazd

trzepotu skrzydeł

nie słyszą

jak serce uderza o skałę

nie słyszą

Zastał nas zwykły dzień

nie czuję

ciepłych słów

na moim biegunie

poza horyzont

wzrokiem nie sięgam

jak po owoc

nie dotykam

ziemi niczyjej

obiecanej garści kamieni

nie rzucam na wiatr

słów niepotrzebnych

jak dzwon

kiedy pytają komu on bije

uderza własne serce

ocieram się o nadzieję

jak kot łasy na pieszczoty

wyginam grzbiet

do słońca

chwytam cień

pod ramię wyprowadzam

niepokoje

na spacer razem z parasolem

Jeśli jutro kłamie Wysoki Sądzie

przez zamknięte myśli

powieki spoglądają

zachłannie

zazdrośnie

widzą tylko aksamit

skrępowane ciało

ubiera się w złote kajdanki

znajomy głos

w lustrze

kłamie w żywe oczy

nie przegląda się

smakuje każde słowo

w obcym towarzystwie

łatwiej rysować pejzaż

zwierciadło nakryć purpurą

to nic że lustrzane odbicie

kłamie we własnej sprawie

Wysoki Sądzie

ma milion polubień

i płaszcz z wilczej skóry

Na koniec społeczeństwa

Tą samą zazdrość

ubieramy

w miliony kreacji.

Wizualizujemy.

Czy jeszcze

przeżywamy

według swoich

szeptów?

Codziennie

w pracy

na chodniku

w galerii

krzyżuje się

lojalność.

Na stosie

kłamstw.

W lustrze

w komputerze

w zanadrzu.

W garderobie

zalega

stary płaszcz.

Idealny.

Jeszcze wczoraj.

Wystawię

na aukcję

znoszone buty

żyrandol

wiarę

nadzieję

miłość.

Jutro.

Za bezcen.

List do Ciebie albo nie czytaj

już nie mrużę oczu

w słoneczny dzień

przyjaciół nie szukam

w cieniu zastygłych

wspomnień wyrytych

w marmurze słów

że nie wszytek umrę

tak blisko do ziemi

z dachu świata

jeden krok wstecz

otwiera przestrzeń

zmienia horyzont

na wyciągnięcie dłoni

wróć do pierwszej nadziei

poszukaj miłości jak rześkiej wody

na dzień dobry jestem

cały Twój reszty nie trzeba

podpisano

Życie

Tylko jak dogonić czas

i tak siedzisz

samotnie

na przystanku

na ławeczce

w parku

wszechobecny

pośpiech

nie pozwala

zatrzymać się

zapytać

o czym myślisz

nie spieszysz się

chociaż jesteś

nieubłagany

jak Cię dogonić

kiedy siedzisz

samotnie

na przystanku

na ławeczce

w parku

Niemiłość

własne niebo

pachnie

kroplami deszczu

niebieskie oczy

chowa za chmurami

zaprasza na spacer

z głową w obłokach

grząska ścieżka

oczywiście

pobrudzi kalosze

słowa podniesie

z ziemi

nieurodzajne

jabłka Adama

które smakowały Ewie

tęczę pastelami

odwrotnie do światła

twarz z cienia

naszkicuje

niech ta miłość nie zgaśnie