Wstęp
Winna jestem wdzięczność bardzo wielu osobom, dzięki którym ta książka powstała. Przede wszystkim moim najbliższym, bliskim i nieco dalszym znajomym, których losy w "Ciemnych gwiazdach, ciemnych śniegach" wiernie lub nieco je zmieniając, opisałam. Książka nie jest wprawdzie kroniką kilku lat stanu wojennego, ale fabularyzacją zdarzeń, które były mi znane, choć działy się w innych od opisanych miejscach i w innym, od opisywanegoi czasie. Zmienione są - co oczywiste - nazwiska osób występujących w powieści, aby zapobiec ich ewentualnej identyfikacji.
Szczególne podziekowania chciałabym złożyć trzem osobom.
Pierwsza z nich to bardzo przeze mnie kochana dr Helenka Pyz, która z Jeevodaya, placówki dla osób trędowatych w Indiach, co kilka dni przysyłała mi rzetelnie poprawiony pod względem merytorycznym i stylistycznym tekst wraz z tysięcznymi korektami moich literówek. Bez Niej nie byłoby mowy o napisaniu książki. A jeśli zostałaby napisana, to byłaby pełna błędów i nieścisłości. Uważam nawet, że tylko z wielkiej pychy umieściłam na okładce własne nazwisko jako autorki. Bo Helenka ma w jej stworzeniu równorzędny udział. Za co jej nigdy-przenigdy nie zdołam należycie się odwdzięczyć. Dodam jeszcze, że przez cały czas pracy nad książką podtrzymywała moje słabnące chęci serdecznymi słowami otuchy i zachęty.
Równie serdecznie chciałam podziękować swojemu kochanemu szwagrowi, Leszkowi Makowskiemu, utalentowanemu artyście, który ofiarował mi bezcenny dar - pozwolił umieścić na okładce książki fotografię swojego niezwykłego dzieła, które - wraz z innymi tego rodzaju jego trój- i dwuwymiarowymi pracami - było wystawione w galerii Fusion Art w Palm Springs, jako kolekcja laureata konkursu - ARTYSTA MIESIĄCA. Leszek (Les) Makowski wystawiał swoje prace takze w Washington D.C. i San Francisco. Tym większy to dla mnie zaszczyt, że zgodził się udostępnić mi tę znakomitą pracę jako okładkę mojej książki. Leszku, dziękuję Ci bardzo, bardzo, bardzo i wyrażam swoją przeogromną wdzięczność.
Last but not least - powinnam podziękować także mojemu cierpliwemu i nieskończenie wyrozumiałemu mężowi, który wybaczał mi spóźnione obiady, przypalone zrazy, złe humory, trzaskanie drzwiami i pojękiwania, że mam wszystkiego dosyć. I zawsze z całą powagą zapewniał, że uda mi się napisać tę książkę i że warto ją napisać. Dla zapisania tego, co powinno być zapisane. Ku pamięci i przeciw zapomnieniu.
Jolanta Wachowicz-Makowska