Copyright? Dagmara Adwentowska, 2018 (ROZBIÓRKA)
Copyright? Adam Froń, 2018 (LISTPOŻEGNALNY)
Copyright? Marek Grzywacz, 2018 (ZABURZENIAATMOSFERYCZNE)
Copyright? Hubert Jarzębowski, 2018 (UKĄSZENIELOVECRAFTA)
Copyright? Krzysztof Kochański, 2018 (PRZECIĄG)
Copyright? Kacper Kotulak, 2018 (MIASTOSNÓW)
Copyright? Tomasz Krzywik, 2018 (UL)
Copyright? Kazimierz Kyrcz Jr, 2018 (CZARNECZYNY,CZARNEMYŚLI)
Copyright? Joanna Łańcucka, 2018 (ROŚLINYOZDOBNE)
Copyright? Janusz Mika, 2018 (WETZA WET)
Copyright? Kornel Mikołajczyk, 2018 (WAZON)
Copyright? Dariusz Muszer, 2018 (GRĘBOŻ)
Copyright? Ksenia Olkusz, 2018 (posłowie)
Copyright? Bartosz Orlewski, 2018 (B.)
Copyright? Tadeusz Oszubski, 2018 (PTAKOT)
Copyright? Adam Podlewski, 2018 (DZIADYMORDORSKIE)
Copyright? Jacek Skowroński, 2018 (KIEDYPRZYLECĄ PTAKI)
Copyright? Marta Sobiecka, 2018 (PANPATRZY)
Copyright? Anna Szczęsna, 2018 (PTASIESERCE)
Copyright? Jarosław Turowski, 2018 (COSIĘ NIE ZGADZA)
Copyright? Istvan Vizvary, 2018 (WINDA)
Copyright? Mariusz Wojteczek, 2018 (ZNIKANIE)
Copyright? Flora Woźnica, 2018 (PĘTLA)
Copyright? Zeter Zelke, 2018 (MIEJSZCZUCH)
Copyright? Marcin Zwoleń, 2018 (PRZEBUDZENIEĆMY)
Copyright? Marek Zychla, 2018 (TAKSYDERMIA)
Copyright? Wydawnictwo FORMA, 2018
obrazna okładce i grafiki w książce: Jarosław Eysymont
(GaleriaPiastów 75, 70-326 Szczecin, al. Piastów 75, tel. 91 48 93 607, 697773 733)
redakcja:Marek Grzywacz, Kazimierz Kyrcz Jr, Paweł Nowakowski
projektgraficzny serii, projekt okładki, skład, łamanie: Paweł Nowakowski
korekta:Anna Borowicka, Anna Nowakowska
konwersjae-booka: Paweł Majowski ([email protected])
ISBN978-83-65778-66-6 (wydanie pierwsze, papier)
ISBN978-83-65778-67-3 (wydanie drugie, e-book)
WYDAWNICTWOFORMA
71-219Szczecin-Bezrzecze, ul. Nowowiejska 63
www.wforma.eu,e-mail: [email protected]
KazimierzKyrcz JrCZARNEMYŚLI
"posłuchajsiebie
któryjesteś pyłkiem
któryjesteś całym światem".
AlicjaZemanek
CzarnaDziura spacerowała ulicami, obserwując pędzących przed siebie ludzi.
Zobojętnialina otoczenie i samych siebie, zdominowani przez labirynty z betonu,ściśnięci w przestrzeni, której stale ubywało. Jednak zamiast uciekaćz tego piekła wbijali ręce w kieszenie, głowy w ramiona, stawialikołnierze kosami na sztorc. Jakby sądzili, że w ten sposób ochroniąsię przed złem.
Złudzenia.
Wmawialisobie, że pośpiech ich uratuje.
Złudzenia.Znowu.
CzarnaDziura szukała nowej ofiary. Wybór był ogromny i to właśnie stanowiłonajwiększe wyzwanie. Nie znalezienie, lecz zdecydowanie się na tęjedną, najsmaczniejszą.
+ + +
Żegnaj,pomyślał Mariusz, spoglądając na żonę. Żegnaj.
Ela,jakby szturchnięta niewidzialnym palcem, przewróciła się z boku naplecy. Ten ruch sprawił, że kołdra zsunęła się odrobinę, odsłaniającnieco zmiętą, lecz przez to wcale nie mniej ponętną pierś.
Zzauchylonego okna do pokoju nadpłynęły typowe odgłosy osiedla,budzącego się z sobotnio-niedzielnego szaleństwa: szczekanie psa,pijackie nawoływania, zamierający w oddali warkot motoru.
Zawiódłna wszystkich frontach. On i jego geny. Nie dość, że nie dał żonieupragnionego dziecka, to jeszcze naraził ją na obcowanie ze zżerającągo chorobą. Nie mógł i nie chciał skazywać ukochanej na podobnągehennę. Wybrał więc rozwiązanie szybsze i - nie wątpił -lepsze dla nich obojga.
Elasobie poradzi, przekonywał samego siebie. Jest ładna i inteligentna.Znajdzie kogoś odpowiedniego.
Skreśliłna kartce kilka pożegnalnych słów i wyszedł z mieszkania, dbając oto, by zamykane drzwi nie wydały żadnego dźwięku.
Niewidzialnaobręcz ściskała mu płuca, gdy schodził po schodach. Odetchnął głębokodopiero na dole, przed wejściem do klatki schodowej. Powietrze, wteorii świeże, tchnęło chemiczną wonią spalin. Nic dziwnego, wszakotaczał go ugór, na którym rósł jedynie kurz i popiół. Poprawka: wnim samym akurat coś rosło. Tkanka będąca wyrobnikiem śmierci.
Odchrząknął,po czym ruszył przed siebie, przygarbiony, jakby niósł na barkachwypełniony zestaloną tragedią pakunek. Żeby dotrzeć do zaparkowanegopod sąsiednim blokiem samochodu, musiał przejść kilkadziesiąt metrówchodnikiem, oddzielonym od jezdni przez miniaturowe trawniki.Rozglądał się z rzadka, oszczędzając sobie widoku szkarady, którejnajgrubsza nawet warstwa pudru nie zdołałaby ukryć. Podniósł wzrokakurat w momencie, gdy mijał faceta w skórzanym płaszczu, zapinanejna paski kamizelce, kapeluszu i wysokich, kowbojskich butach.Nieznajomy stał z zamkniętymi oczami, zaciskając pięść na słupkuzakazu postoju.
Wczasach, gdzie wszyscy gnają gdzieś na złamanie karku, ten kowboj byłprawdziwą anomalią.
Coz tego, że ta anomalia najwyraźniej wspierała się narkotykami, skoroefekt i tak wydawał się imponujący.
Znaczniebardziej od wszystkiego, co osiągnął Mariusz.
+ + +
Niektórzynie potrafią przyjąć do wiadomości, że snute przez nich plany mogązakończyć się fiaskiem. Mariusz nie zaliczał się do tego grona.Usłyszał gdzieś, że lemingi popełniają samobójstwa, gdy ich populacjana danym terenie staje się zbyt liczna. To zrozumiałe, pomyślałwtedy.
Tawiedza nie dawała mu spokoju. Dręczyła, wierciła dziurę w brzuchu. Ażwreszcie zrozumiał, że musi z niej skorzystać.
Postanowiłpojechać tam, gdzie inni zbierają grzyby. Tyle że nie miał zamiaruzbierać, a połykać. I nie grzyby. Tabletki. Na wszelki wypadek, żebynie udało się go odratować, wziął też dobrze naostrzony nóż.
+ + +
Skotniki.Niegdyś wieś, obecnie przyłączone do Krakowa osiedle. Okolica, zktórą miasto nieustannie toczyło wojnę podjazdową. W efekcie tegowolne działki i łąki coraz częściej klajstrowano zwałami betonu. Tupowstawała nowa willa, tam skupisko bloków czy tak potrzebny lokalnejspołeczności komisariat.
Mariusznigdy nie lubił dawnej stolicy, ona zaś nie lubiła jego. Mimo to stałsię jej częścią - częścią rozprzestrzeniającej się zarazy.
Dziśw końcu zostawił ten szajs za sobą.
Gdydwie godziny później dotarł do celu, nie przyniosło mu tosatysfakcji.
Obrzuciłniechętnym spojrzeniem tory kolejowe, okalający je las i znowu tory.W nocy padało, więc zieleń drzew przyprawiała o zawroty głowyintensywnością. Nie jego. On nie dostrzegał tego piękna. Zobojętniałna nie równie skutecznie, co świat na jego potrzeby.
Wysypałna dłoń kilkadziesiąt tabletek, połknął, przepił mineralną. Powtórzyłtę czynność jeszcze dwa razy, podwinął rękawy swetra i zrobił użytekz noża.
Trochęzaskoczyła go ilość krwi opuszczająca jego ciało.
Trochę.
Nogiwypełniła mu gęstniejąca wata, usiadł więc na podkładzie. Niezbytwygodnie, ale przecież nie dla wygody tutaj przyszedł. Wiedział rzeczjasna, jak funkcjonują toalety w pociągach. Uśmiechnął się krzywo natę myśl. Czuł się jak gówno, czyli wszystko się zgadzało. Innasprawa, że nieco dalej, gdzieś pod nabłonkiem planety, szumiałykorzenie drzew. Trochę wyżej skrzydła ptaków furkotały na wietrze. Aw nim, niespodziewanie, w głębi skażonej śmiercią istoty, pojawiłasię dziwnie słodka nuta umiłowania życia, przekonanie o wartościkażdego, najpłytszego nawet oddechu. Uświadomił to sobie i w tymsamym momencie wszystko pokryła miękka i ciepła pozłota.
Wuszach narastało dudnienie. Czy to zbliżająca się lokomotywa, czyraczej rytm wypływającej z niego krwi? Nigdy się tego nie dowie.
JarosławTurowskiCOSIĘ NIE ZGADZA
Błażejbył chłopcem o dobrym sercu. Empatyczny i grzeczny, nie skrzywdziłbynawet muchy. Od zawsze wiedział, co wolno, a czego nie, jakby zasadymoralne wyssał z mlekiem matki. Odznaczał się nieprzeciętnąinteligencją oraz poczuciem humoru, którego wielu mogłoby mupozazdrościć. Nie należał do wstydliwych, ale też nie zadzierał nosa.Krótko mówiąc - złote dziecko. Niejedno małżeństwo marzyłoby otakim synu.
Miało pięć lat starszą siostrę, Natalię. Dziewczynka jak z obrazka, coroku świadectwo z paskiem i wzorowe zachowanie. Udzielała się wakcjach charytatywnych, kochała zwierzęta.
RodziceBłażeja piastowali dobrze płatne posady. Godziny pracy układali sobiez rozsądkiem - tak, żeby nigdy nie zabrakło czasu dla dzieci.Szczerze interesowali się pociechami i każdego dnia powtarzali im,jak bardzo je kochają.
Rodzinamieszkała w dobrej dzielnicy, nie wdając się w znajomości z szemranymtowarzystwem. Miejskie labirynty wokół roiły się od zaułków iciemnych bram, gdzie działy się podejrzane rzeczy, ale to osiedlebyło bezpieczne niby przeszczep odgrodzony betonowym murem od zgniłejtkanki.
Składającwszystko do kupy, łatwo dojść do wniosku, że Błażej powinien wyrosnąćna porządnego człowieka i wieść szczęśliwe życie, pozbawionewiększych trosk czy problemów. Tyle że wcale tak się nie stało...
Chociażposzczególne elementy układanki zdawały się najwyższej jakości ipasowały do siebie jak ulał, efekt końcowy rozczarowywał. Chłopiecszybko zdał sobie sprawę z głębokich oraz mrocznych rys, szpecącychjego egzystencję. Tworzyły je zdarzenia, których dziwaczność iodrażająca wymowa rzutowały negatywnie na przyszłość, obracająccałokształt w gruzy.
Gdydojrzał do takich rozważań, wydedukował, że cośw jego życiu poważnie się nie zgadza. Jakby tak naprawdę czegoś w nimbrakowało...
...alboczegoś było za dużo.
+ + +
Najwcześniejszewspomnienie takiego dziwnego incydentu pochodziło z czasów, kiedymiał cztery lata. Co zrozumiałe, pamiętał tamten wieczór jak przezmgłę.
Siedziałw swoim pokoju i bawił się resorakami. Zajęcie pochłaniało go natyle, że nie zwracał uwagi na mijające godziny, wreszcie jednakoderwał się od samochodzików. Zgłodniał. Dopadło go też poczucieosamotnienia. Naraz zapragnął wybiec z pustego pokoju, zostawićmartwe i milczące, metalowe zabawki, rzucić się w objęcia któregoś zrodziców.
Tak,przytulasek to było coś, czego potrzebował w tym momencie najbardziejna świecie. Za długo siedział tu zupełnie sam...
Spotkałmamę na korytarzu. Miała mokre włosy i była w szlafroku. Szła wnienaturalnej, zgarbionej pozie. Zapłakana i roztrzęsiona, stawiałaniepewne, szerokie kroki kogoś, kto właśnie przeżył katastrofę.
Błażejzwolnił, a następnie całkiem się zatrzymał. Gdy tylko go zauważyła,wrzasnęła:
- Wynocha!Zejdź mi z oczu! Już! WYNOCHA!
Słowazszokowały malca tak, że zamarł w bezruchu. Nigdy nie słyszał wgłosie matki podobnego gniewu. Po prawdzie, nawet nie spodziewał się,aby była do niego zdolna.
Zrozumiał,że musiał zrobić coś okropnego i nie miał zielonego pojęcia, co totakiego mogło być. Brzydko się bawił? A może zapomniał o czymśważnym? Gubił się w domysłach. To wszystko go przerażało. Jakpowinien się zachować? Co zrobić?
Wtedydostrzegł, że prawa dłoń mamy jest cała czerwona. Krople farbyzbierały się na koniuszkach palców i skapywały, tworząc na płytkachszlaczek. Zakrztusił się. A może to nie była farba? Może to byłakrew?! Rodzicie opowiadali mu o umieraniu, on zaś - jak nabystrego malca przystało - szybko pojął konsekwencje śmierci.
Chciałkrzyknąć:"MAMO!",lecz z gardła dobył się tylko jęk. Pragnął jej pomóc. Pocieszyć,ratować, cokolwiek...
- Niezbliżaj się! Ani się waż! - krzyczała, widząc, że syn zamierzado niej podbiec. - Marsz do pokoju! Ojciec wróci, to z tobąporozmawia! Nie chcę cię tu widzieć! Rozumiesz? NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!Szoruj do pokoju! Natychmiast!
Wykonałpolecenie. Zanadto się bał, żeby nie wykonać.
Wsypialni skulił się pod drzwiami i nasłuchiwał. Próbował nieszlochać, żeby lepiej słyszeć, lecz nie mógł się powstrzymać. Czułsię, jakby ten mały świat, który znał, w ułamku sekundy rozsypał sięna kawałki. Co się stało? Dlaczego mama jest taka wściekła? Dlaczegowścieka się naniego?Co to za krew? Skąd się wzięła?
Ajeżeli ona naprawdę nie zechce go zobaczyć już nigdy?
Wiekipóźniej wrócił tata z Natalią. Odesłał córkę do pokoju, gdy tylkozobaczył, że z mamą jest coś nie w porządku. Błażej słyszał wszystkowyraźnie, bo mówili dość głośno.
Ojciecspytał, co się stało i czy trzeba wezwać pogotowie. Odpowiedziała, żenie, bo opatrzyła sobie ranę.
- Ktoto zrobił?
- Naszsyn - wycedziła. - Nasz syn, rozumiesz?!
- Ale...ale jak... - Brakowało mu słów. - Błażejek, nasz małyBłażejek, zrobiłby coś takiego?
Długomilczała, jakby zbierała siły albo nie mogła pogodzić się z tym, cozaszło. Wreszcie powiedziała:
- Przyszedłdo łazienki, kiedy brałam kąpiel. Wyglądał normalnie i zachowywał sięnormalnie. Spytałam, o co chodzi, dlaczego przestał się bawić.Myślałam, że może jest głodny czy coś takiego. Powiedział mi...powiedział...
Płacznie pozwalał jej przez chwilę dokończyć.
- Powiedział:"zdychaj,dziwko". A potem, zanim zdążyłam zareagować, wbił mi nóż wdłoń.
+ + +
Chociażmatka Błażeja upierała się, że opatrzyła ranę, ojciec chłopca i takzawiózł ją do szpitala, a nazajutrz rodzice urządzili poważną rozmowęz synem.
Wypytywali,skąd zna takie obraźliwe słowa i czy wie, co znaczą. Co mu strzeliłodo głowy, żeby zaatakować matkę? Czy nie rozumie, że to karygodnezachowanie, które może doprowadzić do śmierci, i tak dalej, i tympodobne.
Zarzekałsię, że nie zrobił nic takiego ani nie wypowiadał brzydkich wyrazów.
Przysięgał,że wczoraj nie było go nawet w łazience, kiedy mama brała kąpiel.Wie, że drzwi zawsze są otwarte, ale nigdy tam nie wchodzi, gdy ktośjest w środku.
Rodzicenie wierzyli w żadne jego słowo. Zarzucali mu kłamstwo i wałkowalilitanię pytań od początku. Z perspektywy Błażeja trwało to wnieskończoność.
Dni,które nastały później, rozmazywały się w jego wspomnieniach. Pamiętałtylko, że były szalenie smutne i przepełnione dziwną atmosferąniepewności.
Konieckońców sprawa rozeszła się po kościach. Jednak, mimo że nikt już oniej nie wspominał, Błażej czuł, że każdy pamięta. I chociażby niechciał, będzie pamiętać. Bo takich rzeczy się nie zapomina.
Zastanawiałsię, dlaczego mama kłamała. Dlaczego tak uparcie twierdziła, żeugodził ją nożem i mówił te obrzydliwe rzeczy, skoro on nic takiegonie zrobił?
+ + +
Następnezdarzenie miało miejsce cztery lata później. Błażej zaszedł polekcjach na osiedlowy plac zabaw. Dzień był ciepły, więc wprost roiłosię tam od dzieci. Zostawił plecak przy wejściu i dołączył dowesołego rozgardiaszu. Nowoczesne, białe bloki sterczały wokół placujak niemi strażnicy.
Pojakimś czasie przystanął, by odsapnąć. Patrzył na wirujących nakaruzeli kolegów i uśmiechał się sam do siebie. Czuł się dobrze. Niepotrzebował do szczęścia niczego poza tym przyjemnym zmęczeniem.
- Fajnie,co?
Obróciłsię i zobaczył siostrę. Stała zaraz przy nim, w granatowym, szkolnymmundurku. Jej czarne włosy rozwiewał delikatny wiaterek.
Błażejlubił Natalię. Dobrze się dogadywali. Dziewczyna nie wywyższała się zpowodu tego, że jest starsza czy mądrzejsza.
Jednaknajfajniejsze było w niej to, że jako jedyna w rodzinie nie wiedziałao incydencie z nożem i mamą. Sposobu, w jaki postrzegała brata niepsuła skaza tamtego zdarzenia.
- Świetnydzień na zabawę - odpowiedział.
Niezastanawiał się nad tym, co siostra robi na placu zabaw zamiastspędzać czas z przyjaciółkami.
- Spójrzna tego małego - poprosiła, kiwając głową. - Widzisz?
Brzdąc,na oko trzylatek, stał między nimi a karuzelą. Chłopczyk patrzył nawirującą machinę i wkładał rączkę do ust. Ciężko byłoby odgadnąć, oczym myśli.
- Tak,widzę.
- Wepchnijgówniarza pod karuzelę.
Senssłów Natalii i zimny, obojętny ton, jakim je wypowiedziała, wprawiłBłażeja w osłupienie.
- Żeco?
Przewróciłaoczami z politowaniem.
- To,co słyszałeś! - syknęła. - Ruszysz się, czy mam to zrobićsama?
- Nie!
Postąpiłakrok w kierunku malca, a Błażej doskoczył do niej i chwycił za ramię.
- Stój!Tak nie wolno!
- Niewolno? - zapytała, po czym zaśmiała się w sposób, którykompletnie nie przypominał jego siostry. - Jeden obsraniec w tęczy tamtą, co to za różnica? Jak się chce, to wszystko wolno!
Kontynuowałamarsz, nie zważając na protesty brata. Wreszcie wdali się w prawdziwąszarpaninę. Siłowali się, dysząc głośno i robiąc gniewne miny.Natalia odsłaniała zęby, a jej oczy błyszczały od złych obietnic.Były czarne jak smoła. Nieludzkie.
Błażejzachwiał się. Upadł na kolana. Dłonie siostry pchnęły go w pierś.
Ostatnim,co zapamiętał, był widok zbliżającego się z obłędną prędkościąkrzesełka karuzeli.
+ + +
Ocknąłsię dopiero w szpitalu. Głowa pulsowała mu z bólu. Czaszkę spowijałyzwoje bandaży.
Obokłóżka czuwali zmartwieni rodzice. Wyglądali, jakby nie spali od kilkudni. Na parapecie wznosiła się sterta kwiatów, słodyczy i kolorowychkartek. Za oknem panowała noc.
Gdyzauważyli, że Błażej się przebudził, zalali go słowami pełnymitroski. W tamtej chwili nawet mama, która traktowała syna z dystansempo łazienkowym incydencie, była uosobieniem miłości.
Pokilkunastu minutach Błażej zdołał dojść do głosu i opowiedzieć, jakdoszło do wypadku. Wyznał, że to siostra wepchnęła go pod rozpędzonąkaruzelę. Chciała pchnąć jakiegoś szkraba, lecz on jej nie pozwolił.
- Natalia?Nie, to niemożliwe...
Rodzicepopatrzyli po sobie ze skonfundowanymi minami. Błażej też nie mógłnadziwić się temu, co zaszło, ale przecież widział, co widział!Dorośli obiecali, że wrócą do sprawy, a tymczasem nakazali, byodpoczywał. Nie spierał się.
Tak,jak przypuszczał, nikt nie uwierzył w jego opowieść. Natalia nigdynie przejawiała agresji, zwłaszcza w stosunku do najbliższych.Wszyscy byli absolutnie przekonani o jej niewinności.
KiedyBłażej upierał się przy swoim, przypominali, że Natalia siedziała wczasie wypadku na ostatniej tego dnia lekcji - matematyce. Pozatym nikt nie widział jej na placu zabaw. Świadkowie mówili wyłącznieo Błażeju niespodziewanie wpadającym pod karuzelę.
- Synu,czy chcesz wypytać panią od matematyki Natalki osobiście? Wykręcić cido niej numer telefonu? - pytał tata.
- Proszęcię, żebyś skończył rozpowiadać te wyssane z palca oskarżenia! -wtórowała mama.
Błażejczuł, że wyrządzano mu wielką niesprawiedliwość. Od tamtej pory jegorelacje z siostrą pogorszyły się. Unikał sytuacji, kiedy przebywalibysam na sam. Bał się, że znów wyrządzi mu krzywdę.
Leżącwieczorami w łóżku, wspominał, jak czarne i nieludzkie oczy miałapodczas tamtej przepychanki. Były takie naprawdę czy pamięć gozawodziła?
Ajeżeli to nie ona go popchnęła, lecz coś,co tylko ją przypominało?
+ + +
Niemożliwychdo wytłumaczenia zdarzeń przybywało. Chłopak nijak nie umiał ichwyjaśnić i nijak im zapobiec. Wymykały się zdrowemu rozsądkowi ijakiejkolwiek logice, rujnując psychikę Błażeja w coraz większymstopniu.
Pewnegodnia podsłuchał, jak rodzice szepczą w kuchni:
- Błażejjest jakiś dziwny. To złote dziecko, ale czasami naprawdę mnieprzeraża.
- Myślisz,że coś z nim nie tak? Możemy zapisać go do psychologa, jeżeli...
Nieusłyszał dalszej części rozmowy, bo uciekł po cichu do swojegopokoju. Resztę wieczoru zastanawiał się, czy "coś z nim nietak". Oczywiście rozumiał, że pod frazesem kryje się chorobapsychiczna. Myślał o tym po raz pierwszy, lecz nie ostatni, arozważania te przerażały go do szpiku kości. Czy to dlatego tracikontrolę nad swoim życiem? Dzieje się tak, bo jest wariatem?
+ + +
Wszóstej klasie po szkole rozeszła się plotka, że Błażej masturbowałsię w damskiej toalecie, wykrzykując przy tym sprośne teksty. I tymrazem nikt nie uwierzył jego wyjaśnieniom. Dzieci przykleiły mu łatkęzboczeńca, która przylgnęła na długie lata. Gdzie by się nie pojawił,tam słyszał chichoty i przytłumione szepty.
Rokpóźniej do mieszkania Błażeja przyszedł rozwścieczony sąsiad.Opowiedział rodzicom chłopca o tym, jak ich syn zwyzywał go napodwórku przed blokiem. Była to wiązanka prawdziwie rynsztokowychsłów. Jak im nie wstyd, że wychowali takiego chama?
Wreszciejako szesnastolatek Błażej trafił do poprawczaka. Zarzucono mu, żewtargnął do domu pewnych staruszków i wygrażając nożem, ukradł ichoszczędności. Poszkodowani rozpoznali chłopca, a w miejscu zdarzeniaznaleziono jego odciski palców. Żelazne dowody - nie do zbicia.
Czasspędzony w zakładzie poprawczym okazał się dla Błażejanajmroczniejszym okresem. Dzień w dzień był poniżany i dręczony przezinnych osadzonych. Codziennie płakał, przeklinając niesprawiedliwylos.
Gdywyszedł na wolność, matka umierała na raka kości. Podczas jednej znielicznych wizyt zapytał ją po raz ostatni o incydent w łazience.Chciał, żeby przyznała się do kłamstwa.
- Toty to zrobiłeś - jęknęła tylko i zapłakała. Odeszła miesiącpóźniej.
+ + +
Wdwudzieste urodziny, zgorzkniały i rozczarowany, kupił flaszkę wódki.Nie miał żadnych przyjaciół, z którymi mógłby ją wypić, więc nocąudał się na plac zabaw. Ten sam, gdzie przed laty uległ wypadkowi.Nie obchodziło go, że może zostać złapany przez policję albo strażmiejską. Niesłusznie ponosił karę za o wiele gorsze przewinienia,więc jeszcze jedno nie zrobiłoby mu różnicy.
Usiadłna huśtawce i popijał w milczeniu, obserwując spowite ciemnościąosiedle. On, który miał szansę na dobrą przyszłość, dziś stał sięwyrzutkiem. Samotnym i przegranym.
Zdążyłopróżnić butelkę do połowy, kiedy huśtawkę obok zajął nieznajomymężczyzna. Błażej nie dojrzał jego twarzy, bo tamten też nosił bluzęz kapturem. Bez słowa poczęstował gościa alkoholem. Facet pił długo,z wyraźną wprawą.
- Mojeżycie to gówno - wyznał Błażej.
- Cośsię stało?
- Ciąglecoś się dzieje, a ja nie umiem zrozumieć, dlaczego.
Nieznajomypokiwał głową. Zdawało się, że nie skomentuje nijak tych słów, ale pochwili milczenia spytał:
- Niepamiętasz snu?
- Snu?Jakiego? Nie...
- Snuo drugiej rodzinie. Tego, który tak cię przeraził, gdy byłeśdzieckiem.
Wdalszym ciągu nie rozumiał, o co chodzi. Wtedy mężczyzna dotknął rękiBłażeja, a ten naraz sobie przypomniał.
+ + +
Szedłw tym śnie po schodach. Chciał sprawdzić, kto mieszka nad nimi. Zniejasnych przyczyn bardzo go to ciekawiło.
Okazałosię, że piętro powyżej wyglądało identycznie jak to zajmowane przeznich. Błażej nie znał się jeszcze na liczbach, wydawało mu sięjednak, że nawet numery na drzwiach są takie same. Zapukał dopierwszych po lewo.
OtworzyłaNatalia. A raczej osoba do złudzenia ją przypominająca. Miała czarne,bezduszne oczy, które nie mogły należeć do człowieka. W swoim śnie,zupełnie inaczej niż na jawie, Błażej pojął to od razu.
Zapragnąłuciec od tej potworzycy o twarzy jego siostry, lecz ona była szybsza.Złapała go za nadgarstek i wciągnęła do mieszkania.
- Zobaczcie,kto się zabłąkał! - krzyknęła.
Zkuchni wychyliły się istoty wyglądające jak mama i tata. Przystanęłynad Błażejem, świdrując malca czarnymi spojrzeniami. Odsłaniały zębyi cmokały.
- Małyludzik - powiedział "tata".
- Zabłądziłeś,ludziku? - spytała "mama".
Zaśmialisię szyderczo, a Błażej pomyślał, że oszaleje ze strachu. Wtedyzobaczył, kto wygląda zza rogu korytarza...
Spojrzałna własnego sobowtóra i obudził się, bo groza koszmaru stała się niedo zniesienia.
+ + +
Nieznajomyodjął palce od skóry Błażeja, ten zaś wyrwał się ze świata wspomnień.Dyszał, nie potrafiąc uspokoić oddechu.
- Zapomniałemo tym śnie - wyjąkał wreszcie. - Wyrzuciłem go z głowy.
- Tonie był żaden sen. Nie obudziłeś się wtedy, ale zemdlałeś...
- Co...
Błażejnie dokończył, bo mężczyzna na huśtawce obok odrzucił kaptur,ukazując swoje oblicze. Identyczne z tym, które Błażej oglądał wlustrze.
- Ty...ty jesteś moim...
- Sobowtórem?Doppelgangerem?Złym Bliźniakiem? Przez wieki różnie takich nazywano. Czy jestem kimśtakim? Nie wiem. Może to TY nim jesteś? Z jakich powodów miałbyśrościć sobie prawo do pierwszeństwa? Dlaczego zakładasz, że jesteśoryginałem, a ja demoniczną podróbką?
Nawet,gdyby Błażej wiedział, co na to odrzec, nie zdążyłby. Doppelgangerwyjął nóż z kieszeni bluzy i wbił mu ostrze w brzuch. Głęboko, posamą rękojeść.
Podczaskiedy Błażej wykrwawiał się, sobowtór przygarnął jego głowę do swojejpiersi. Głaskał po włosach i szeptał jak rodzic uspokajającyprzestraszone dziecko.
- Niktnie zauważy różnicy. Nikt, zupełnie nikt. Nie płacz, już po wszystkim- szeptał, a bloki pełne bliźniaczych pięter, mieszkań i rodzinwznosiły się w nocne niebo jakby nigdy nic. Jedynie otulający oknabłękit wydawał się nieco ciemniejszy.
notyo autorach
DagmaraAdwentowska(ur. w 1981 r.) -autorkaopowiadań, redaktorka. Mieszka na wsi. Publikowała w "MagazynieHisteria", "Białym Kruku", "Szortalu","Czerwonym Karle", czeskim "Howardzie" oraz wkilkunastu antologiach, m.in.: Teoriespisków(2013),Jakieczasy, taki diabeł(2017) i Maszyna(2017).
AdamFroń(ur. w 1991 r.) - naukowiec i prozaik. Mieszka w Olsztynie.Jego opowiadania znalazły się w zbiorach: Toystories(2014), FantazjeZielonogórskie V(2015), IronTales(2017), Zwierzozwierz(2017) i PoznańFantastyczny - Droga wolna(2017), a także w magazynie "Biały Kruk".
MarekGrzywacz(ur. w 1986 r.) - prozaik, tłumacz, redaktor, publicysta.Mieszka w Józefowie. Publikował w czasopismach: "Chimera","Fantastyka. Wydanie Specjalne", "Horror Masakra","Opowieści Niesamowite" i"TheSurreal Grotesque", a także w kilku antologiach, m.in. City3(FORMA2016).
HubertJarzębowski(ur. w 1988 r.) - prozaik, tłumacz. Mieszka w Zakopanem.Publikował w "Tatrach TPN", "Górach","Taterniku" i "Horolezcu". Wydał powieśćCarolusVictor(2015) oraz esej CmentarzSymbolicznypodOsterwą. Duchy Miejsca(2016).
KrzysztofKochański(ur. w 1958 r.) - prozaik. Mieszka w Słupsku. Publikował m.in.w:"Fantastyce","Nowej Fantastyce", "Science Fiction, Fantasy iHorror", "Młodym Techniku", "Problemach","Przekroju", "Alfred Hitchcock poleca","Fantomie". Jego opowiadania znalazły się w kilkunastuantologiach. Opublikował powieści: Mageot(2002) i BasztaCzarownic(2003) oraz zbiory opowiadań: Zabójcaczarownic(1986), Drzwido piekła(2009), Zabójcaczarownic(2009), Europapo deszczu(2017). Tłumaczony na węgierski, rosyjski, litewski i niemiecki.
KacperKotulak(ur. w 1991 r.) - prozaik, redaktor. Mieszka pod Olsztynem.Publikował w antologiach Toystories(2014),MałeProblemy Wielkich Bohaterów(2014), Pokłosie(2015), IronTales(2017) i Zwierzozwierz(2017).
TomaszKrzywik(ur. w 1993 r.) - autor opowiadań. Mieszka w Kaniach.Publikował w "Magazynie Histeria" i "OkoLicyStrachu", a także w antologiach: 31.10Halloween po polsku(2012) i Słowiańskiekoszmary(2017).
KazimierzKyrcz Jr(ur. w 1970 r.) - prozaik, redaktor, publicysta. Mieszka wKrakowie. Tłumaczony na angielski, rosyjski, czeski i słowacki. Napodstawie opowiadania napisanego z Łukaszem Śmiglem powstał film Headto Lovewyreżyserowanyprzez Vana Kassabiana. Jego opowiadania znalazły się w licznychantologiach, m.in.: City1(FORMA2009),City2(FORMA2011),City3(FORMA2016),2017(FORMA2017). Współautor zbiorów opowiadań: Piknikw piekle(2004), Horrorarium(2006),Twarzeszatana(2009),Chory,chorzy, trup(2011),Lekna lęk(2011) oraz powieści:Siedlisko(2009),Koszmarna miarę(2010), Efemeryda(2011),Wojnaświrów(2014).Autor zbiorów opowiadań: Femmefatale(FORMA 2015), Okruchymroku(2017) oraz powieści: Podwójnapętla(2013) i Dziewczyny,które miał na myśli(2017).
JoannaŁańcucka(ur. 1978 r.) -malarka,autorka opowiadań, krótkich form komiksowych oraz ilustracji i grafikokładkowych. Mieszka w Warszawie. Publikowała w"OkoLicystrachu". Wydała powieść StaraSłaboniowa iSpiekładuchy(2016).
JanuszMika(ur.w 1965 r.) - publicysta, dziennikarz, prozaik, prezes FundacjiPromocji Kultury "Urwany Film", redaktor krowoderskich"Wiadomości Lokalnych". Mieszka w Krakowie. Opublikowałm.in. cykl rozmów Obszarypokolenia(2002), powieść Limerykizbrodni(2013) i zbiór opowiadań 24na dobę(2017).
KornelMikołajczyk(ur. w 1991 r.) - autor opowiadań, tłumacz. Mieszka w Głownie.Jego opowiadanie Człowiekw Mascezdobyło pierwsze miejsce w konkursie "Uwolnij Fantazję 2009".Publikował w "Creatio Fantastica", "Ex Fabula","Fahrenheit", "Grabarzu Polskim", "HorrorzeOnline", "Magazynie Histeria", "NiedobrychLiterkach", "Szortalu", "Via Appia","Bizarro Central", a także w antologiach HoryzontyWyobraźni(2011),Toystories(2014),Hardboiled(2015), Wolsung2(2015), Bizarrodla zaawansowanych(2015),City3(FORMA2016), Zapomnianehistorie(2016),Ostatnidzień pary II(2017),Maszyna(2017)i Zwierzozwierz(2017).
DariuszMuszer(ur.w 1959 r.) - poeta, prozaik i tłumacz. Mieszka w Hanowerze.LaureatNagrody Związku Niemieckich Pisarzy "Das neue Buch inNiedersachsen und Bremen" za powieść DieFreiheit riecht nach Vanille(1999).Opublikowałm.in. tomy wierszy: Zatrzymanewersy(1987), Pestkii ogryzki(1989), DieGeliebten aus R. und andere Gedichte(1990), PannaFranciszka, pomylony akordeon i inne wiersze(1995), Księgazielonej kamizelki(1996),Jestemchłop(2004), Wszyscymoi nieznajomi(2004), Zapomnianystrajk(2012) oraz powieści: DieFreiheit riecht nach Vanille(1999, wydanie polskie: Wolnośćpachnie wanilią- FORMA 2008), DerEchsenmann(2001), Niebieski(FORMA2006), GottesHomepage(2007, wydanie polskie: HomepageBoga-FORMA 2013), Lummick(2009)i Schädelfeld(2015, wydanie polskie: PoleCzaszek- FORMA 2017). Jego opowiadania znalazły się w antologiachFORMY: 2008(FORMA2008), City1(FORMA2009), 2011(FORMA2011), 2014(FORMA2014),City3(FORMA2016) i 2017(FORMA 2017). Na www FORMY prowadzi blog"123.HANNOVER Dariusza Muszera" -http://www.wforma.eu/123-hannover-dariusza-muszera.html.
KseniaOlkusz- historyk, teoretyk i krytyk literatury. Mieszka we Wrocławiu.Prezes Fundacji Ośrodek Badawczy Facta Ficta, redaktor merytoryczna wkwartalniku"CreatioFantastica". Redaktor naczelna czasopisma naukowego"FactaFicta. Journalof Theory, Narrative & Media". Redaktornaukowa serii"PerspektywyPonowoczesności". Autorka książek: Materializmkontra ezoteryka. Drugie pokolenie pozytywistów wobec "sprawnie z tego świata"(2007), Współczesnośćw zwierciadle horroru. O najnowszej polskiej fantastyce grozy(2010) oraz wielu publikacji w czasopismach i monografiachzbiorowych. Autorka m.in. haseł "romans paranormalny" i"literatura bizarro" opublikowanych na łamach "ZagadnieńRodzajów Literackich". Redaktor kilku tomów monograficznych,m.in.: Zombiew kulturze,Światygrozy,50twarzy popkultury,Narracjefantastyczne.
BartoszOrlewski(ur. w 1978 r.) - prozaik. Mieszka w Bydgoszczy. Publikował w:"GrabarzuPolskim", "Niedobrych Literkach", "NowejFantastyce", "Szortalu", a także w antologiach:BizarroBazar(2013), Zombiefilia(2013) i City3(FORMA 2016). Wydał zbiór Zagarść zbawienia i inne opowiadania(2014)oraz powieść Armadillo(2017).
TadeuszOszubski(ur. w 1958 r.) - prozaik, poeta, publicysta. Mieszka wBydgoszczy. Współautor zbioru reportaży Niewyjaśnionezjawiska w Polsce(2013), nominowanego do nagrody dziennikarskiej Grand Press 2003.Powieść Sfora(1992) nominowano do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, książkęDrapieżnik(1999) nagrodzono w II Ogólnopolskim Konkursie na Polską PowieśćWspółczesną, a popularyzatorska praca Tajemniczeistoty(2004) ukazała się w przekładzie na czeski (Praga 2006).Kilkadziesiąt opowiadań Oszubskiego ukazało się w antologiach iprasie literackiej, m.in. we "Frazie" i "NowejFantastyce". Wydał tom poetycki Zostawiliśmyskrzydła w szatni(1984) oraz kilka powieści, m.in.: Sforę(1992), Miłość(2015),Bydgostię(2017) iMłode(2017).
AdamPodlewski(ur. w 1983 r.) - pisarz, redaktor naczelny "Fantomu:fantastycznego dwumiesięcznika". Mieszka w Warszawie. Autorzbioru opowiadań Warsi Sawa(2017) oraz powieści: Honori zbrodnia(2016) i Zaułkidobrej nadziei(2018).
JacekSkowroński(ur. w 1963 r.) - prozaik, redaktor. Laureat Grand PrixOgólnopolskiego Konkursu na Opowiadanie Kryminalne (2008 r.).Publikował w: "Alfred Hitchcock poleca", "Qfant","Lśnienie", "Coś na progu" i "ScienceFiction Fantasy i Horror". Autor powieścisensacyjno-kryminalnych: Byłsobiezłodziej(2009),Mucha(2010) i Zabić,zniknąć, zapomnieć(2013) oraz pisanych wspólnie z Marią Ulatowską powieści obyczajowychz wątkami kryminalnymi i historycznymi:Autorka(2014), Pokójdla artysty(2015),Historiaspisana atramentem(2016),Tylkomilion(2017)iKartkaze szwajcarskim adresem(2017).
MartaSobiecka(ur. w 1990 r.) - autorka opowiadań, redaktorka, publicystka,graficzka. Mieszka w Bydgoszczy. Publikowała m.in. w: "NowejFantastyce", "Nieznanym Świecie", "BydgoskimInformatorze Kulturalnym", "OkoLicy Strachu".Współorganizatorka konkursu na antologię "Jakie czasy takidiabeł".
AnnaSzczęsna(ur. w 1981 r.) - autorka powieści obyczajowych i opowiadańgrozy, bibliotekarka. Mieszka w Toruniu. Wydała powieści: SmutekGabi(2014), Jutropachnie cynamonem(2015),Gangróżowych kapeluszy(2016)i Myśldo przytulania(2017).Jej opowiadania znalazły się w antologiach City1(FORMA2009) iCity3(FORMA 2016).
JarosławTurowski(ur. w 1990 r.) - prozaik. Mieszka w Reykjaviku. Publikował wantologiach: Człowiekiemjestem(2013), Pokłosie(2015),City3(FORMA 2016) i IronTales(2017). Autor dwutomowej powieści Nienazwany(2017).
IstvanVizvary(ur. w 1975 r.) - prozaik. Mieszka w Łodzi. Publikował w wieluantologiach i pismach, m.in. w: "Nowej Fantastyce" oraz"ScienceFiction, Fantasy i Horror". Autor powieści Vivo(2017).
MariuszWojteczek(ur. w 1982 r.) - prozaik. Mieszka na stałe w Krakowie.Publikował w "Histerii", "Grabarzu Polskim","Bramie", "Świcie ebooków", "OkoLicystrachu" oraz w antologiach: Słowiańskiekoszmary(2017), Zwierzozwierz(2017) i X- antologia opowiadań fantastycznych(2017). Autor zbioru Balladymorderców i inneopowiadania(2017).
FloraWoźnica(ur. w 1995 r.) - recenzentka, autorka opowiadań i laureatkakonkursów literackich. Mieszka we Wrocławiu. Publikowała m.in. wantologiach: Szlakiemodmieńców(2015), Lustrazbrodni(2015), Halloweenw stu słowach(2016), Tabu(2017), SłowiańskieKoszmary(2017) i Maszyna(2017).
ZeterZelke(ur. w 1984 r.) - autorka opowiadań. Mieszka w Łodzi.Publikowała w "Niedobrych Literkach", "Qfancie",a także w antologiach: BizarroBazar(2013),Bizarrodla Zaawansowanych(2015), Infections(2015) iCity3(FORMA2016).
MarcinZwoleń(ur. w 1976 r.) - autor opowiadań, tekstów piosenek ilimeryków. Mieszka w Bełchatowie. Publikował w "Bramie","Qfancie", "Szortalu", "NiedobrychLiterkach", "Histerii" i "Silmaris".
MarekZychla(ur. w 1988 r.) - prozaik. Mieszka w Callan (Irlandia).Publikował w magazynach: "Brama","Histeria" i "Silmaris". Jegoopowiadania znalazły się w kilkudziesięciu antologiach, m.in. w:Człowiekiemjestem(2013), Toystories(2014), Hardboiled(2015), Pokłosie(2015) iCity3(FORMA2016).Autor zbioru opowiadań Przeczywistość(2017)oraz powieści Wi@rus(2018).