Rozdział 1
Trzebnica, styczeń 1997
Wzlecieć jak ptak do nieba
Alicja należała do spokojnych i cichych osób. Takie ciche i spokojne osoby mogą posiadać marzenia, a jednocześnie tłumić w sobie własne pragnienia z nadzieją, że któregoś dnia się spełnią. Alicja była marzycielką, lubiła pisać wiersze, jak również zaczytywać się w cudzych. Często śniła. Zawsze wtedy miała skrzydła. Latała niczym ptak. Patrzyła na świat z góry i widok ten był oszałamiający, wręcz wzruszający. Ciało, unoszące się na podmuchach wiatru pod szeroko rozpostartymi skrzydłami, było wolne i lekkie, jakby nic nie ważyło. Fruwanie okazało się wybawieniem od szarej rzeczywistości zwykłego życia. Tylko rozcinając kłębiaste obłoki, Alicja czuła się naprawdę szczęśliwa. Dlatego kiedy sny o lataniu nie pojawiały się przez dłuższy czas, stawała się bardzo nieszczęśliwa.
Kiedyś Alicja przeczytała w pewnej książce, że takie sny mogą być wspomnieniem z innego życia, kiedy to dusza miała możliwość latania, ponieważ jej ciało wyposażone zostało w skrzydła. Wspomnienie to, jeżeli nim było, nawiedzało ją od dzieciństwa. Dziwne, bo przecież w tym życiu nic jej nie brakowało. Była szczęśliwą dziewczyną, miała dobrych rodziców i siostrę. A jednak sny dawały jej poczucie czegoś, czego w życiu nie zdołała zaznać: swobodę i wolność w przestworzach. Jakby ludzkiemu ciału nieustannie czegoś brakowało.
Od jakiegoś czasu sny się nasilały. Pojawiały się coraz częściej, od kiedy zaczęła się spotykać z Konradem. Chłopak był jej słodką tajemnicą i nikt o nim nie wiedział. Sama nie mogła zrozumieć, czemu nie powiedziała o nim rodzicom ani nawet siostrze. Jakby to, że ma go tylko dla siebie i spotyka się z nim pod osłoną nocy, kiedy splatają się ich ręce i ciało drży od pocałunków, miało jakieś ukryte znaczenie. Ale prawda była taka, że chciała go po prostu zatrzymać tylko dla siebie. Nie była jeszcze gotowa przedstawić go rodzicom, a ci niczego się nie domyślali. Nie powiedziała o nim nawet swojej najlepszej przyjaciółce, Marcie. Po prostu Konrad stanowił wyłącznie jej tajemnicę.
A może zwyczajnie musiała dorosnąć do sytuacji. Stagnacja w życiu w jakiś sposób jej odpowiadała. Już była dorosłą kobietą, ale jeszcze chciała na chwilę pozostać dzieckiem. Zanim będzie musiała wyfrunąć z gniazda. Niech więc na razie trwa w tej słodkiej nirwanie. Jeszcze przyjdzie czas, by rozpostrzeć skrzydła.
Jej wiersze często mówiły o lataniu, ale większość dotyczyła po prostu przyrody. Nigdy nikomu ich nie pokazała, bo były częścią jej duszy. A ona chciała mieć coś tylko dla siebie. Przestrzeń, do której nikt nigdy nie zajrzy.
Lubiła też malować.
Często na obrazkach przedstawiała siebie ze skrzydłami. Przynajmniej tu, na kartce papieru, mogła spojrzeć na siebie tak, jak się widziała we śnie. I podobało jej się to, co widziała. Przynajmniej w ten sposób to, co przeżywała nocami, stawało się realne. Inaczej spełnić się nie mogło.
Pomimo snów, wierszy i rysunków Alicja należała do osób myślących racjonalnie. Sprawiała miłe wrażenie i każdy ją lubił. Nie należała do osób złośliwych i właściwie sama nigdy się nie złościła. Rosła w domu rodziców zdrowo i tak jak powinna rosnąć latorośl, której niczego nie brakuje i która jest odpowiednio podlewana dobrym wychowaniem, zdrowym rozsądkiem i właściwym podejściem. Miała długie ciemnoblond włosy, była szczuplutka i zdecydowanie ładna: twarz o pełnych ustach, oczy wielkie i pełne blasku, policzki niemalże zawsze zaróżowione.
A tajemnice posiadał przecież każdy człowiek. Ktoś zataił, że zjadł dwa pączki więcej niż powinien. Ktoś, że mu się coś nie powiodło. Inny, że właśnie przeżywa pierwszą miłość. Tajemnice są słodkie i mają w sobie szczyptę tego, co sprawia, że człowiek drży, wypowiadając to ciekawe słowo. Zapewne sekrety bywają też przykre, co jest sprawą oczywistą, ale w tym wypadku tajemnica Alicji była słodka i bardzo smakowita. Miała twarz Konrada. Silne dłonie błądzące po jej szczupłym ciele, które, choć ciekawskie, nie przekroczyły wyznaczonych granic. Język penetrujący jej usta w nieustannym głodnym poszukiwaniu. I ciepły oddech na skórze.