Codzienność z AI - Tadeusz Czerniawski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Są takie momenty w historii technologii, kiedy człowiek ma wrażenie, że świat nie tyle się zmienia, ile przeskakuje na inny tor. Nie dzieje się to z hukiem, nie zawsze towarzyszą temu fanfary, czasem nawet nie od razu to zauważamy. A jednak po pewnym czasie orientujemy się, że krajobraz codzienności wygląda już inaczej. Tak było z Internetem. Tak było ze smartfonem. Tak właśnie dzieje się dziś ze sztuczną inteligencją.

Jeszcze niedawno AI była dla większości ludzi pojęciem z laboratoriów badawczych, konferencji technologicznych i filmów science fiction. Kojarzyła się z robotami, algorytmami giełdowymi, wielkimi korporacjami albo odległą przyszłością, która może kiedyś nadejdzie, ale na pewno nie jutro rano przy stole w kuchni. Tymczasem jutro rano już dawno nadeszło. Sztuczna inteligencja weszła do naszych telefonów, skrzynek mailowych, wyszukiwarek, banków, sklepów Internetowych, nawigacji, aparatów fotograficznych i komunikatorów. Znalazła sobie miejsce nie w wielkich manifestach o przyszłości ludzkości, ale w najprostszych pytaniach dnia codziennego. Co ugotować z tego, co mam w lodówce? Jak napisać pismo do urzędu? Jak pomóc dziecku w nauce? Jak zrozumieć wynik badania? Jak ogarnąć budżet domowy, kiedy ceny rosną szybciej niż cierpliwość?

Właśnie dlatego ta książka jest tak potrzebna.

Jej największa siła polega na tym, że nie traktuje AI jak zabawki dla entuzjastów nowych technologii ani jak narzędzia zarezerwowanego dla informatyków, marketerów i prezesów startupów. Traktuje ją tak, jak należy ją dziś traktować naprawdę: jako element zwyczajnego życia. Jako narzędzie, które może pomóc matce planującej tydzień, ojcu wspierającemu dziecko przed klasówką, seniorce próbującej zrozumieć pismo z ZUS-u, freelancerowi walczącemu o każdą godzinę pracy, człowiekowi zagubionemu w świecie dokumentów, przepisów i decyzji, które trzeba podejmować szybko, choć nie zawsze mamy pełną wiedzę.

To jest książka o sztucznej inteligencji bez sztuczności.

W świecie, w którym jedni sprzedają AI jak cudowny eliksir na wszystkie problemy, a drudzy opisują ją niemal wyłącznie jako zwiastun katastrofy, bardzo trudno o głos rozsądny. A przecież najbardziej potrzebujemy właśnie rozsądku. Potrzebujemy języka, który nie infantylizuje czytelnika, ale też nie zamienia każdego akapitu w techniczny wykład. Potrzebujemy przewodnika, który nie powie nam ani, że wystarczy kliknąć trzy razy i nasze życie stanie się idealne, ani że lepiej odłożyć telefon i schronić się w lesie przed cyfrową apokalipsą. Potrzebujemy kogoś, kto uczciwie pokaże, co AI potrafi, gdzie naprawdę pomaga, gdzie zawodzi i jakie rachunki wystawia nam po cichu, gdy korzystamy z jej wygody.

Ta książka właśnie to robi.

Znakomicie udaje jej się coś, co rzadko wychodzi autorom piszącym o nowych technologiach: połączenie praktyczności z namysłem. Z jednej strony dostajemy konkret. Bardzo ziemski, codzienny, niemal dotykalny. Nie abstrakcyjne rozważania o modelach językowych w oderwaniu od życia, ale sytuacje, które zna każdy: lodówka pełna resztek, niepokój o rachunki, dziecko z problemami w nauce, pismo z urzędu, wiadomość, którą trzeba napisać, ale nie wiadomo jak, niepokój o zdrowie, lęk przed technologią u starszych bliskich, potrzeba lepszej organizacji, marzenie o tym, by odzyskać choć trochę czasu dla siebie. Z drugiej strony dostajemy refleksję, której tak często brakuje w poradnikach. Refleksję o granicach, odpowiedzialności, psychologii zależności od technologii, społecznych kosztach automatyzacji, mitach, którym ulegamy, bo wygodniej jest wierzyć w prostą opowieść niż w złożoną prawdę.

To nie jest więc tylko przewodnik po narzędziach. To jest przewodnik po nowym stylu życia.

Bardzo cenię w tej książce jeszcze jedną rzecz: szacunek dla czytelnika. Autor nie zakłada, że odbiorca jest technologicznie naiwny, ale też nie oczekuje od niego technicznego przygotowania. Nie poucza. Nie popisuje się wiedzą. Nie buduje dystansu. Prowadzi za rękę wtedy, kiedy trzeba, i cofa rękę wtedy, kiedy czytelnik może już iść sam. To ogromna sztuka, zwłaszcza w literaturze popularyzującej technologie. Łatwo tu popaść albo w mentorski ton, albo w przesadne upraszczanie. Tutaj udało się znaleźć rzadką równowagę: prosty język bez prostactwa, przystępność bez banalizacji, klarowność bez protekcjonalności.

Widać również coś, co w książkach o technologii jest bezcenne: znajomość człowieka. Nie tylko maszyn, aplikacji i trendów, ale człowieka właśnie. Jego lęków, oporów, marzeń, lenistwa, wstydu, przeciążenia, nadziei. To bardzo ważne, bo prawda o nowych technologiach nigdy nie leży wyłącznie w samych technologiach. Leży w relacji między technologią a człowiekiem. Dwa identyczne narzędzia mogą jedną osobę wzmocnić, a drugą uzależnić. Mogą jednej rodzinie pomóc odzyskać czas, a inną od siebie oddalić. Mogą jednemu seniorowi przywrócić poczucie sprawczości, a innego przestraszyć do tego stopnia, że zamknie się jeszcze bardziej. O tym, czy AI stanie się pomocą, czy ciężarem, decyduje nie tylko to, co potrafi algorytm, ale również to, jaką kulturę korzystania z niego sobie zbudujemy.

Ta książka jest właśnie o budowaniu takiej kultury.

I to kultury głęboko codziennej. To słowo jest tutaj kluczowe. Codzienność nie brzmi efektownie. Nie ma w nim błysku futurystycznej obietnicy. Nie pachnie rewolucją. A jednak to właśnie codzienność jest ostatecznym testem każdej technologii. Można przez lata zachwycać się pokazami, prototypami i demonstracjami możliwości. Ale dopiero wtedy, gdy narzędzie pomaga ci napisać trudny e-mail, uporządkować wydatki, przygotować obiad z resztek, wytłumaczyć dziecku ułamki albo przebrnąć przez absurdalnie skomplikowane pismo urzędowe, technologia staje się naprawdę społecznie ważna. Nie wtedy, gdy błyszczy. Wtedy, gdy służy.

W polskim kontekście ta książka ma znaczenie szczególne. Żyjemy w kraju, w którym cyfryzacja postępuje szybko, ale nierówno. Jedni biegną do przodu, testują kolejne aplikacje i płacą telefonem, zanim jeszcze wyjmą portfel z kieszeni. Inni dopiero próbują oswoić e-recepty, bankowość Internetową i elektroniczne formularze. W tej samej rodzinie często mieszkają obok siebie trzy różne epoki technologiczne: dziecko, które rozmawia z chatbotem naturalniej niż z wyszukiwarką; rodzic, który próbuje używać AI pragmatycznie, ale nadal z ostrożnością; i dziadek, dla którego każda nowa ikonka na ekranie jest potencjalnym źródłem stresu. Jeśli chcemy, by rozwój technologii nie pogłębiał nierówności i wykluczenia, potrzebujemy książek właśnie takich jak ta - tłumaczących, oswajających, pokazujących praktyczne korzyści bez ukrywania ryzyka.

Ogromnie podoba mi się też fakt, że autor nie oddziela wygody od bezpieczeństwa. To bardzo dojrzałe podejście. Zbyt wiele publikacji o AI skupia się na spektakularnych możliwościach, pomijając sprawy najbardziej przyziemne, a przez to najgroźniejsze: dane osobowe, nadmierne zaufanie, błędne odpowiedzi, wycieki, manipulację, cyfrowe oszustwa, uzależnianie od narzędzia, utratę własnych kompetencji. Tymczasem właśnie tam rozgrywa się prawdziwy dramat współczesnej technologii. Nie w fantazjach o buntujących się robotach, lecz w zbyt łatwym kliknięciu, zbyt szybkim zaufaniu, zbyt chętnym oddaniu odpowiedzialności maszynie. Ta książka przypomina coś fundamentalnego: AI jest użyteczna, ale nie niewinna. Trzeba ją rozumieć, żeby móc z niej korzystać bezpiecznie.

Pod tym względem jest to nie tylko poradnik, ale także książka obywatelska.

Uczy bowiem czegoś więcej niż obsługi nowych narzędzi. Uczy postawy. Pokazuje, że w świecie sztucznej inteligencji najważniejsze nie będzie to, kto pierwszy przetestuje najnowszy model, tylko kto zachowa zdolność samodzielnego myślenia. Kto nauczy się odróżniać pomoc od manipulacji, inspirację od zależności, wygodę od lenistwa poznawczego. Kto nie da sobie wmówić, że skoro maszyna mówi płynnie i pewnie, to ma rację. Kto nie porzuci własnego rozsądku w zachwycie nad sprawnością algorytmu. Kto nie zgubi w tym wszystkim siebie.

A to wcale nie jest oczywiste. Wygoda ma swoją cenę. Każde narzędzie, które oszczędza czas, kusi też, by oddać mu trochę więcej niż tylko czas. Oddać mu decyzję. Oddać mu ocenę. Oddać mu inicjatywę. Oddać mu odpowiedzialność. Autor tej książki doskonale rozumie ten mechanizm i dlatego tak mocno wraca do prostego, ale fundamentalnego rozróżnienia: AI ma być asystentem, nie zastępcą człowieka. Ma pomagać ci działać mądrzej, a nie zwalniać cię z myślenia.

To przesłanie uważam za najcenniejsze.

Gdybym miał jednym zdaniem opisać charakter tej książki, powiedziałbym tak: jest to książka dla ludzi, którzy chcą wejść w nową epokę bez klękania przed nią. Dla tych, którzy nie chcą uciekać od technologii, ale też nie chcą się jej podporządkować. Dla tych, którzy szukają praktycznych rozwiązań, ale nie chcą płacić za wygodę utratą autonomii. Dla tych, którzy wierzą, że przyszłość nie należy ani do bezkrytycznych wyznawców postępu, ani do jego przestraszonych przeciwników, lecz do ludzi świadomych.

Jeśli jesteś właśnie takim czytelnikiem, trzymasz w rękach książkę bardzo potrzebną.

I książkę bardzo dobrą.

Nie obiecuje cudów. Nie sprzedaje iluzji. Nie uwodzi technologicznym żargonem. Robi coś trudniejszego i cenniejszego zarazem: daje ci narzędzia, język i odwagę, by lepiej urządzić sobie życie w świecie, który właśnie się zmienia. To wielka zaleta każdej mądrej książki - po jej przeczytaniu rzeczywistość nie staje się prostsza, ale staje się bardziej zrozumiała. A człowiek bardziej gotowy, by się w niej poruszać.

Tego właśnie ci życzę przed lekturą kolejnych stron: nie zachwytu dla samej technologii, lecz spokojnej, rzeczowej ciekawości. Nie lęku, lecz ostrożności. Nie wiary w magię, lecz zaufania do własnego rozsądku. Bo jeśli z tej książki zostanie z tobą jedna myśl, niech będzie nią ta najważniejsza: przyszłość z AI nie zaczyna się w laboratorium ani w Dolinie Krzemowej. Zaczyna się w twoim domu, przy twoim stole, w twojej skrzynce mailowej, w twoim kalendarzu, w twoich codziennych wyborach.

I właśnie dlatego warto wejść w nią przygotowanym.

Rozdział 4: AI jako twój kucharz

planowanie posiłków, przepisy i lista zakupów

Jest pewna scena, która rozgrywa się codziennie w milionach polskich domów, gdzieś między godziną szesnastą a siedemnastą. Wracasz z pracy, stajesz przed otwartą lodówką i wpatrujesz się w jej zawartość z wyrazem twarzy, który mógłby sugerować, że rozwiązujesz równanie różniczkowe. Na półkach leżą: kawałek kurczaka kupiony dwa dni temu, pół główki brokułu, reszta śmietany z zeszłotygodniowego gotowania, trzy jajka, ser żółty o podejrzanej dacie ważności i słoik koncentratu pomidorowego otwarty w bliżej nieokreślonej przeszłości. Z tego zestawu trzeba wyczarować obiad, który będzie smakował czteroosobowej rodzinie, w tym sześciolatkowi, który od trzech tygodni odmawia jedzenia czegokolwiek zielonego, i nastolatkowi, który ogłosił, że jest wegetarianinem, ale robi wyjątek dla nugetsów z McDonalda.

Brzmi znajomo?

Według badań przeprowadzonych przez IBRIS w 2023 roku ponad sześćdziesiąt procent Polaków uważa planowanie posiłków za jedno z najbardziej stresujących codziennych zadań. Nie dlatego, że nie lubimy jeść - lubimy, i to bardzo. Ale dlatego, że codzienne odpowiadanie na pytanie "co na obiad?" wymaga jednoczesnego uwzględnenia dziesiątek zmiennych: co mamy w lodówce, na co mamy budżet, ile mamy czasu, kto czego nie je, co jedliśmy wczoraj, co jest zdrowe, a co się po prostu nie zmarnuje. To logistyczne wyzwanie, które powtarza się trzysta sześćdziesiąt pięć razy w roku i które - jak się za chwilę przekonasz - sztuczna inteligencja potrafi uprościć w sposób, który jeszcze kilka lat temu brzmiałby jak fantazja.

Lodówka spotyka sztuczną inteligencję

Zacznijmy od najbardziej podstawowego scenariusza. Stoisz przed tą otwartą lodówką, patrzysz na przypadkowy zestaw produktów i nie masz pojęcia, co z tego zrobić. Otwierasz ChatGPT - na telefonie, bo masz go w kieszeni - i piszesz:

- Mam w lodówce pierś z kurczaka, brokuły, śmietanę osiemnastoprocentową, ser żółty i koncentrat pomidorowy. Co mogę z tego zrobić na obiad dla czterech osób? Potrzebuję czegoś prostego, gotowego w trzydzieści minut.

W ciągu kilkunastu sekund dostajesz trzy propozycje. Kurczak zapiekany z brokułami w sosie śmietanowo-serowym. Makaron (jeśli masz w szafce) z kurczakiem w sosie pomidorowo-śmietanowym z brokułami. Albo szybki kurczak na patelni z brokułami i sosem serowym, podany z ryżem lub pieczywem. Każda propozycja zawiera listę kroków, orientacyjny czas przygotowania i wskazówki dotyczące przypraw.

To nie jest magia. To jest praktyczne zastosowanie modelu językowego, który przeanalizował miliony przepisów kulinarnych i potrafi zaproponować sensowne kombinacje na podstawie składników, które mu podasz. Ale jest w tym coś, co wykracza poza prostą wyszukiwarkę przepisów. W przeciwieństwie do strony Internetowej z przepisami, gdzie musisz sam szukać, filtrować, przeglądać dziesiątki wyników i sprawdzać, czy masz wszystkie składniki, AI robi to za ciebie w jednym kroku. Podajesz, co masz. Dostajesz, co z tego zrobić.

A teraz wyobraź sobie, że dodajesz kontekst:

- Mam w lodówce pierś z kurczaka, brokuły, śmietanę, ser żółty i koncentrat pomidorowy. Muszę zrobić obiad dla czterech osób, w tym dla sześciolatka, który nie lubi zielonych warzyw, i nastolatka, który próbuje być wegetarianinem. Mam trzydzieści minut. Co mogę zrobić, żeby każdy był zadowolony?

Odpowiedź się zmienia. AI proponuje na przykład, żeby brokuły do porcji sześciolatka zblendować ze śmietaną i serem, tworząc kremowy sos, w którym dziecko nie zobaczy niczego zielonego. Dla nastolatka-wegetarianina sugeruje oddzielną porcję zapiekanki brokułowej bez kurczaka. Dla reszty rodziny - pełną wersję z mięsem. Jeden zestaw składników, trzy warianty podania, wszyscy szczęśliwi.

Czy każdy przepis od AI będzie kulinarnym arcydziełem? Nie. Ale czy będzie rozsądną, jadalną, praktyczną propozycją, która oszczędzi ci dwudziestu minut stania przed lodówką w paraliżu decyzyjnym? Zdecydowanie tak.

Od pojedynczego obiadu do planu na cały tydzień

Prawdziwa siła AI w kuchni ujawnia się nie wtedy, gdy pytasz o jeden obiad, ale wtedy, gdy prosisz o zaplanowanie całego tygodnia. To jest moment, w którym narzędzie naprawdę zaczyna oszczędzać twój czas, pieniądze i nerwy.

Planowanie posiłków na cały tydzień to zadanie, które profesjonalni dietetycy wykonują za pieniądze - i słusznie, bo wymaga uwzględnienia wartości odżywczych, różnorodności, budżetu, preferencji smakowych i czasu przygotowania. Większość z nas po prostu tego nie robi, bo jest to zbyt czasochłonne. W efekcie robimy zakupy chaotycznie, kupujemy za dużo lub za mało, a w połowie tygodnia i tak kończymy z telefonem w ręku, zamawiając pizzę.

AI zmienia tę dynamikę. Spróbuj takiego promptu:

- Zaplanuj mi posiłki na cały tydzień od poniedziałku do niedzieli. Śniadanie, obiad i kolacja. Rodzina czteroosobowa, dwoje dorosłych i dwoje dzieci w wieku sześć i trzynaście lat. Budżet na jedzenie to czterysta złotych na tydzień. Gotowanie w tygodniu nie powinno zabierać więcej niż czterdzieści minut na posiłek. W weekendy mogę poświęcić więcej czasu. Nie lubimy ryb oprócz łososia. Jedno dziecko nie toleruje laktozy. Obiad powinien zawierać zawsze jakieś warzywo. Chcę, żeby posiłki się nie powtarzały.

To, co dostaniesz, będzie zaskakująco kompletne. Dwadzieścia jeden posiłków rozpisanych na siedem dni, z uwzględnieniem twoich ograniczeń. Śniadania będą się przeplatać - owsianka na mleku roślinnym, jajecznica z pieczywem, naleśniki, kanapki z pastą z awokado. Obiady będą różnorodne - od klasycznego rosołu w poniedziałek, przez spaghetti bolognese we wtorek, po łososia z ryżem w czwartek. Kolacje lekkie - sałatki, zupy krem, tosty, wrapy.

Ale to dopiero początek. Bo teraz możesz dopytywać i modyfikować:

- Zamień czwartkowy obiad na coś bez łososia, bo jednak nie będę miał czasu na zakupy w środę.

- Dodaj do planu drugie śniadanie dla dzieci do szkoły.

- Przy każdym obiedzie napisz, ile orientacyjnie będzie kosztował.

- Zamień niedzielny obiad na coś bardziej świątecznego, bo będziemy mieli gości.

AI posłusznie modyfikuje plan, zachowując spójność całości. To jak mieć osobistego planistę posiłków, który jest dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę, nigdy się nie irytuje i nie bierze urlopu.

Lista zakupów, która sama się pisze

Jedną z moich ulubionych funkcji AI w kontekście kuchennym jest generowanie listy zakupów na podstawie planu posiłków. Po otrzymaniu tygodniowego planu wystarczy napisać:

- Na podstawie tego planu posiłków wygeneruj mi kompletną listę zakupów. Pogrupuj produkty według kategorii: nabiał, mięso, warzywa, owoce, produkty suche, przyprawy. Zaznacz, które produkty prawdopodobnie już mam w domu, a które muszę kupić.

Wynik jest natychmiastowy. Dostajesz uporządkowaną listę, w której warzywa są razem, nabiał razem, mięso razem - dokładnie tak, jak ułożone są alejki w supermarkecie. AI potrafi nawet oszacować ilości - na przykład jeśli w planie pojawiły się trzy przepisy wymagające cebuli, na liście zobaczysz "cebula - cztery sztuki", a nie trzy osobne pozycje.

Ta konsolidacja składników jest czymś, czego większość ludzi nie robi przy ręcznym planowaniu, a co ma ogromne znaczenie praktyczne. Bez niej kupujesz dwie cebule w poniedziałek, bo potrzebujesz ich do zupy, potem znowu dwie w środę do sosu, a w piątek jeszcze jedną do sałatki. Z AI kupujesz pięć cebul jednorazowo w poniedziałek i masz spokój na cały tydzień. Mniej wycieczek do sklepu, mniej impulsowych zakupów (bo każda dodatkowa wizyta w supermarkecie to statystycznie dwadzieścia do trzydziestu procent więcej wydanych pieniędzy na rzeczy, których nie planowałeś kupić), mniej zmarnowanego czasu.

Jeśli chcesz pójść o krok dalej, możesz poprosić AI o oszacowanie kosztów. Oczywiście AI nie zna aktualnych cen w twoim lokalnym Biedronce czy Lidlu, ale potrafi podać orientacyjne ceny rynkowe, które dadzą ci przybliżony obraz wydatków. Napisz:

- Oszacuj łączny koszt tej listy zakupów na podstawie średnich cen w polskich supermarketach.

Dostaniesz kwotę, która będzie w okolicach rzeczywistej - może nie co do złotówki, ale na tyle dokładną, żebyś wiedział, czy mieścisz się w budżecie. Jeśli nie - poproś AI o zamianę droższych składników na tańsze alternatywy. Łosoś za drogi? AI zaproponuje makrelę albo dorsza. Awokado nie w budżecie? Pasta z jajek albo hummus z puszki.

Marnowanie jedzenia - problem, który AI pomaga rozwiązać

Polacy marnują rocznie około pięciu milionów ton żywności. To dane z raportu Federacji Polskich Banków Żywności z 2023 roku. Przeciętna polska rodzina wyrzuca jedzenie warte od stu pięćdziesięciu do dwustu złotych miesięcznie. Zwiędłe warzywa, przeterminowane jogurty, resztki obiadu, których nikt nie zjadł, chleb, który stwardniał, bo kupiliśmy dwa bochenki zamiast jednego.

AI nie rozwiąże tego problemu całkowicie, ale może znacząco go ograniczyć na kilka sposobów.

Po pierwsze, planowanie posiłków z wyprzedzeniem - o czym pisałem powyżej - automatycznie redukuje marnowanie, bo kupujesz dokładnie to, czego potrzebujesz, w ilościach, których potrzebujesz.

Po drugie, AI potrafi pomóc ci zagospodarować resztki. To jest naprawdę genialne zastosowanie. Wyobraź sobie, że zostało ci pół garnka zupy pomidorowej z wczoraj, trochę gotowanego ryżu i kawałek sera feta. Piszesz do AI:

- Mam resztki zupy pomidorowej, gotowany ryż i trochę fety. Co mogę z tego zrobić, żeby nie wyrzucać?

AI zaproponuje na przykład pomidorowe risotto z fetą - wystarczy zagęścić zupę, wymieszać z ryżem, posypać pokruszoną fetą i zapiec przez piętnaście minut. Resztki zamieniły się w nowe danie.

Albo inny scenariusz - przeterminowuje ci się pęczek pietruszki, masz dwie przejrzałe banany i puszkę ciecierzycy. Zamiast wyrzucać, pytasz AI:

- Mam pęczek pietruszki, dwa bardzo dojrzałe banany i puszkę ciecierzycy. Podaj mi pomysły, jak to wykorzystać, zanim się zmarnuje. Niekoniecznie w jednym daniu.

AI poda ci tabbouleh z pietruszki z ciecierzycą jako lunch, a z bananów zaproponuje jednoskładnikowe lody (zamrożone banany zblendowane na gładko) albo bananowy chlebek. Trzy produkty uratowane przed śmietnikiem, dwa nowe dania na stole.

Badania przeprowadzone przez WRAP, brytyjską organizację zajmującą się redukcją odpadów, wykazały, że samo planowanie posiłków z wyprzedzeniem redukuje marnowanie żywności w gospodarstwie domowym o dwadzieścia pięć do trzydziestu procent. Dodaj do tego umiejętność kreatywnego zagospodarowania resztek - i masz potencjał oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie, co w skali roku robi się naprawdę znaczące.

Dieta i ograniczenia - AI nie ocenia, AI dopasowuje