1926
[1]
[Zakopane, grudzień 1926? r.]
Jest bardzo późno, zimno i smutno. Wróciłem od ludzi, którzy mi na wszelki sposób chcieli okazać serdeczność i niemal miłość. To mi przypomniało jedynie, że w stosunku do mnie trzy czwarte okazywanych mi uczuć jest nadobnym konwenansem. Jest to moja mała tragedia, gdyż mam większe.
Ulica Krupówki w Zakopanem zimą, 1910-1939. NAC
Wszystko to odnosi się do mojego nazwiska, nic lub prawie nic nie odnosi się do mnie. A poza tym nazwiskiem, och, jak krwawo i ciężko zapracowanym, czekam ja, bardzo biedny człowiek, na coś ludzkiego. Myślałem, że się już nigdy nie doczekam. Że się cudownie pomyliłem i że Pani to zawdzięczam, Jedyna i po Bogu Najukochańsza, to mi dodaje jakiejś rozpaczliwej odwagi, aby napisać do Pani. Jestem tak bardzo i nieszczęśliwie przerażony, kiedy mam powiedzieć słowo wielkiej wagi i treści, że jedynie słowu pisanemu to powierzyć mogę. Niech więc Pani słucha, niech Pani słucha najmiłościwiej, z czego się spowiadam Tobie i nocy:
Nigdy nie kłamałem, więc to, co Ci powiem, o serce jedyne, jest prawdą prostą i rzewną. Jak bardzo prosty i uczciwy człowiek, który ma jedno wielkie ukochanie: sztukę swoją, nie nadużyję ani jej, ani słowa, przedziwnego instrumentu, aby oczarować kobietę, ufną i "dla wiernych wierną". Kładę rękę w tej chwili na serce, mocno bijące, aby złożyć przysięgę. Noc słucha, a Bóg widzi. Nie wzywam Go nadaremnie, bo jestem pełny Boga. Mam serce, które się zachwyca i pełne jest miłości. Więc mówię słowa bez fałszu.
Oto jest historia "nieskłamana w niczem"1, historia tkliwa, pełna wzruszeń, błękitna jak niebo, śliczna jak uśmiech Twój, dziecino droga:
Pośród tysiąca kobiet ujrzałem Ciebie, pełną wzniosłości, na pozór dumną, na pozór zimną i tak bardzo dla strwożonych oczu moich daleką jak gwiazda. To już dość dawno. (To było u Lili2, najlepszej siostry Pani i mojej). Lecz że ja umiem czytać w smutku ludzkim jak w modlitewnej książce, odczytałem łatwo i ze wzruszeniem najserdeczniejszym, że poza mgłami, co na Twoje padły oczy, poza tym czadem, co na Twoje opadł serce, jest takie piękno niewypowiedziane, taka najwznioślejsza rasa duszy, taka niezłomność charakteru, takie serce cudownie dumne i do kompromisu niezdolne, taka prawość człowieka, że - zachwycony - ukląkłem przed Tobą, cudzie kobiecy. Wszystko, co mnie od tego czasu spotkało, mile nadobne i pieściwe, wszystkie kwiatuszki zachwytów i wszystkie landrynki, pełne ckliwej słodyczy, było niemal bolesne. Widziałem wciąż Ciebie, człowieku prawy i piękny. Jak powietrza, tak pragnąłem Twojego widoku, Twojego spojrzenia, które - na pozór surowe - jest jak słońce; uśmiechu, który - na pozór dumny - jest pełen miłości i współczucia dla wszystkiego, co biedne. A ja byłem bardzo biedny.
Mój przyjazd do Zakopanego był dziecinną "intrygą". Radość rozsadzała moje serce, kiedy się dowiedziałem, że Ty tam będziesz.
Pensjonat Sanato w Zakopanem, lata dwudzieste XX w. BN - Polona
A to jest strofa ostatnia:
Patrzyłem długo, myślałem głęboko. Usiłowałem jak żak zwodzić wszystkich dookoła, ciskając piłką śmiechu. To taka niemądra "dyplomacja". A sam, w pełni świadomości dotkliwej, sercem mądrej, genialnej, bo bardzo zbolałej, patrzyłem w Twoje serce najcudowniejsze, w duszę Twoją bez fałszu, w Twoje oczy tak czyste jak woda, w Twoje usta tak bardzo, tak bardzo czekające. Usta Twoje, milczące, mówią rzeczy przedziwne: są boleśnie tęskniące; godzą się na ból za moment słodyczy; są dumne i bardzo pokorne; są zacięte i pełne oddania; są tragiczne i rzewne. Jeśli je całował kto kiedykolwiek i nie padł Ci do nóg na całe życie, nie był godzien Ciebie, Duszo zaczarowana.
Widząc to - a patrzyłem do zmęczenia i aż do łez - powiedziałem sobie: oto jest ta jedyna na świecie, ta ostatnia wspaniałość, ten niedobitek, to "dziwadło" najukochańsze. Że jest dumna, to czyni to jak dumne drzewo, które spali piorun, ale którego nie ugnie wiatr. Niech taką będzie. Że udaje skostniałość - to czyni dobrze. Zaboleć ją musiało coś kiedyś tak bardzo, że tylko Bóg jeden widział Jej łzy, lecz niech ich nikt nie widzi niegodny. Niech widzi powagę nieruchomą.
Jest to sprawą niemożliwą opisanie tych wszystkich dróg, którymi w dniach ostatnich chodziło serce moje. Byłem radosny i miałem łzy w oczach. Modliłem się i byłem pełen goryczy - mój Boże! - mam duszę tak dziecinną! Więc Ci kiedyś, Kobieto najdroższa, wszystko to opowiem; pamiętać będę zawsze każde Twoje spojrzenie, każde drgnienie ust. Uczyniwszy zaś drogę tak daleką, poczułem słodycz niezmierną i tkliwość tak nieskończoną, do jakiej zdolne jest serce człowiecze. Słyszysz to, Boże Jedyny i poświadcz, że nie kłamię...
I kocham Cię.
W tej chwili, w zimnej ciszy nocy, słowo to brzmi i błyska, jak gdyby się dopiero narodziło i jak gdyby po raz pierwszy zostało wypowiedziane. Jest mi aż straszno. Jest to większe, wspanialsze i potężniejsze ode mnie. Najdziwniejszym Cię kocham ukochaniem: kocham Cię rzewnie, jak dziecko bardzo smutne, i kocham Cię z trwogą, bo jesteś ponad mnie duszą wyniesiona. Kocham Cię miłością pełną bólu. Jedyna moja! Mam w tej chwili łzy w oczach - o, wierz mi, wierz mi na Boga! - bo mnie ta nieogarnięta miłość boli. Bo cóż ja jestem? Jeszcze jeden tak czy owak sławny "ulubieniec tłumu" - wobec Ciebie, wyniosłej, w chmurze dumy słusznej chodzącej, przeczystej, uczciwej, prawej i tak pięknej, tak pięknej.
Ja też wiem dobrze, że się ważę na sprawy zbyt górne. Ale Cię kocham nieskończenie. Nigdy Ci tego nie powiem, bo nie umiem, bo chyba jak Piętaszek do nóg bym Ci padł i całował Twoje nogi. Więc piszę. Kocham Cię więcej, niż zdoła człowiek. Mam serce czyste, bo uczciwie kochałem raz jeden w życiu, a dziś to się snuje ciąg dalszy, jakby nieprzerwany, jak gdyby tajemnicą boską się to stało, że prawość nie umiera, tylko w innym żyje sercu, że jasność nie gaśnie, tylko w innych zapala się oczach. Jak gdyby się to stało mistycznym jakimś nakazem, żeby ukochać Ciebie ze wszystkich sił. Więc Cię kocham całą duszą, bardzo biedną, lecz promienistą, całym sercem, bardzo zbiedzonym, lecz tak pożądającym miłości, że omdlewa. Nie zna fałszu serce moje.
Pozwoliłaś mi dotknąć Swoich ust. Dziecko jedyne! To był pocałunek tak przeczysty jak promień, kiedy całuje śnieg. Do końca życia pamiętać go będę.
Co ze mną uczynisz - nie wiem. Masz w słodkich rękach Swoich moje serce. Masz w oczach Swoich moją duszę. Czyń, co chcesz. Jeśli mi każesz odejść - pokornie odejdę, z pocałunkiem Twoim na ustach, i tym będę żył i z niego sobie snuć będę blade, lecz nieskończone szczęście. Jeśli mi każesz zostać - zostanę, zaczarowany, i taką Cię ogarnę miłością, że ja się w niej spalę, a Ty w niej wzniesiesz się jak na obłoku.
Kocham Cię nieskończenie.
Czyń, co chcesz. Wiele trzeba czasu i mądrości serca, aby odpowiedzieć na taki krzyk duszy ludzkiej. Jeśli nie możesz, nie mów nic. Może być, że tylko te kartki zostaną po mnie. Zachowaj je. To jest świadectwo, jak niezmiernie człowiek miłować może człowieka. Jeśli Ci, Janusiu, kiedyś będzie źle, to je przeczytaj. Każde słowo na nich to cząstka mego serca.
Jest już świt. O, jak bardzo jestem zmęczony.
I kocham Cię jeszcze więcej, jeszcze więcej...
K.
Zakopane, grudzień 1926[?] r. AR/KM/138, t. 3, k. 8-11, wymiary: ok. 16,5 i mniej × 16,7 cm. List składa się z dwóch podwójnych arkuszy papieru, złożonych następne na pół. Grubszy papier, nierówne krawędzie. Zapis dwustronny. Tekst napisany odręcznie, czarnym atramentem.
Koperta: AR/KM/138, t. 3, k. 7, wymiary: 17,4 × 9,4 cm. Adresat: JWPani / Janina Gluzińska / Nr 25. Koperta bardzo zniszczona, zaadresowana odręcznie, czarnym atramentem.
Brak wskazówek, które pozwoliłyby na precyzyjne ustalenie daty napisania listu. Treść jednak wskazuje, że napisany był najpewniej pod koniec grudnia 1926 r., ponieważ w niektórych miejscach autor zwraca się do Gluzińskiej per "Pani", podczas gdy w listach późniejszych, ze stycznia, używa już tylko imienia. Możliwe, że list pochodzi z okresu świątecznego na przełomie lat 1926/1927, kiedy to Makuszyński przebywał w Zakopanem (o czym doniosła miejscowa prasa: "Bawi tu również ostatni laureat Kornel Makuszyński, zbierając, jak twierdzą niektórzy, materiał do dalszych Listów z Zakopanego", zob. Wspaniały zjazd kuracjuszy na święta, "Goniec Podhalański", 1 I 1927, s. 6). Niewykluczone, że Gluzińska również wówczas tam przebywała, i to w tym samym pensjonacie - Sanato, co tłumaczyłoby zapis na kopercie "Nr 25", który najprawdopodobniej odnosi się do numeru pokoju. Co więcej, zachował się egzemplarz Pieśni o Ojczyźnie z dedykacją pisarza dla "panny Janiny" w formie wiersza, opatrzoną datą 28 grudnia 1928 r. - zob. dział Varia, s. 320.
[2]
[Zakopane, grudzień 1926? r.]
Dzień dobry! Całuję Twoje czyste oczy. Błagam Cię o jedno słowo: jak się czujesz i czy jesteś zdrowa? Oszaleję z niepokoju, jeśli mi nie odpowiesz.
I spójrz na mnie litościwie.
K.
Zakopane, grudzień 1926[?] r. AR/KM/138, t. 3, k. 13-14, wymiary: 16,4 × 16,6 cm. List składa się z podwójnego arkusza papieru złożonego na dwie części, a następnie znów złożonego na pół. Zapisana tylko k. 13 r. Tekst napisany odręcznie, czarnym atramentem.
Koperta: AR/KM/138, t. 3, k. 12, wymiary: 17,5 × 9,3 cm. Adresat: JWPani / Janina Gluzińska / 25. Koperta zniszczona, z połyskującą czarnobrązową wyściółką z papieru bibułowego, zaadresowana odręcznie, czarnym atramentem.
1927
[3]
[Dopisek ręką Janiny Makuszyńskiej:]
1? listu zginęło w powstaniu warszawskim
Janina Makuszyńska
[Zakopane, styczeń 1927 r.]
[...] białkami oczu. Okropnie mało sobie z tego robię, minęły bowiem czasy, kiedy się Ciebie bałem i Twoich fałszywie i szachrajsko groźnych min. Właśnie taka jesteś, groźna jak słońce. Otóż uśmiechnąłem się słonecznie, patrząc na Twój list, Jedyna moja!
Janina Gluzińska-Makuszyńska, 1929 r. Fot. Benedykt Jerzy Dorys. NAC
Ach, cóż za widok boski! Całych sześć stron bez oszustwa, bez wielkich kulasów i bez marginesów. A potem: pokreślone słowa, bo pisało serce nieco oszalałe i dusza ze szczęścia radośnie się trzepocząca; w wielu wyrazach brak zgłoski, bo wszystko w Tobie wołało: prędzej, prędzej, niech się o tym dowie natychmiast. O cudowny, o odmieniony głuptasku najdroższy! I po co to stroić miny, udawać Bóg wie co, po co ukrywać? "Ukrywać się nie przyda, dziewczę lube!"3 - śpiewam sobie w tej chwili. Duszę masz w oczach, a serce na dłoni. Złote, jedyne serduszko moje. Najcudowniejszą duszę moją, przed którą obym pokłony bił do ostatniego tchnienia!
Jakżeż się więc nie uśmiechnąć ze szczęścia na widok takiej metamorfozy radosnej, kiedy księżniczka zdejmuje z siebie gronostaje i ciężkie robrony i zmienia się w dziewczynkę maleńką i prostą, rzewną i śliczną, i pisze list nieuczony, a ponad kunsztowne wiersze wspanialszy, wyznanie uczciwe, szczęśliwymi łzami pisane? Jakże się nie śmiać i wśród śmiechu, najszczęśliwszego na ziemi, nie poczuć nieskończonej słodyczy w sercu i jak nie tulić do ust każdego napisanego słowa?
O strzeż się, strzeż się szczęście moje, bo jesteś zbyt wielkie... Lecz chyba by jadowita złość bez Boga panowała na ziemi, gdyby to szczęście, łzami gorącymi wypłakane, nie miało przetrwać nas, Janeczko.
Oczy twoje spojrzały w tej chwili głębokim spojrzeniem, pełnym nieskończonej wiary, a Twoje usta słodkie słodką szeptają modlitwę.
Módlmy się razem, dziewczyno moja:
"Panie Boże, Który jesteś miłość, ochroń czystą miłość naszą.
Nie z płomienia wyrosła ani z burzy, ani z wichru, lecz jak kwiat niewinny z dwojga serc cierpiących i bardzo biednych.
Miłość nasza jest jak modlitwa o szczęście wielkie dla najbiedniejszych i najbardziej cierpiących. A że i my jesteśmy najbiedniejsi, daj i nam odrobinę szczęścia.
Powiedz burzy Swojej, niech nas nie omija, lecz niech nas oszczędzi.
Powiedz Śmierci, niech poczeka, aż się dokona wzniosłość i takie zjednoczenie serc i dusz, że Cię uraduje, Boże, który jesteś Harmonia i Wzniosłość.
Powiedz Aniołom Swoim, by nam nie zazdrościli, bo choć szczęście nasze jest niewysłowione, lecz jest pokorne i ciche.
Daj, Panie Boże, siły i zdrowie panience mojej, bo tylko cieniutkim włókienkiem serca związana jest z życiem, a mnie daj jasność myślenia i pogodę ducha. Któż Cię wtedy uwielbi promieniściej niźli my?
I to Ci tylko powiem, Boże Miłosierny, że gdybyś nam chciał zabrać miłość naszą, to każ przynajmniej, niech to już Śmierć uczyni...".
Albowiem, Janusiu, w miłości mojej doszedłem do kresu: dalej już nie widzę nic; widzeniem najbystrzejszym dusza ludzka sięgnąć dalej nie może. Zespoliłem w Tobie, jak w skupiającej soczewce, wszystko słońce człowieka, w Tobie jest moje piękno i moje dobro, łaska i wzniosłość, duma i pokora twórcy, w Tobie jest mój ból teraźniejszy i przyszły, dzień i noc jest w Tobie. Dlatego wszystko, co się stanie ze mną, stać się może przez Ciebie jedynie. Jesteś jak rzeka, co mnie niesie w morze wieczyste. Ty jedna to możesz uczynić, bo nurt Twój jest głęboki i czysty.
Mam w Ciebie wiarę, która nie rozsądza ani rozmyśla, lecz - wierzy. Wierzyłem bez zastrzeżeń oczom Twoim i skąpym słowom, dziś wierzę tym mocniej i głębiej, bo już znam Twoją duszę i każde jej drgnienie. Nie ma w Tobie kryjówki ani zaułka. Nie ma w Tobie kłamstwa ani fałszu. Nie ma w Tobie frazesu ani pozy.
Dziecko moje! Dlatego Ci było tak źle, dlatego Ci było tak smutno. Człowiek kocha najgłupszą nawet tajemnicę, kabotyn upaja się "tańcem siedmiu zasłon"4. Nagość przeraża. Umarł ten ezoteryk, co odsłonił oblicze posągu w Sais5. Człowiek jest wygodnym tchórzem, a ty, Kobieto bez zmazy, musiałaś trwożyć dusze małe. To nic, że nie ukrywasz pasemka srebrnych włosów (całuję je!), to nic, że z uśmiechem rzewnej rezygnacji mówisz o drogich bliznach Swoich (całuję je, ukląkłszy!), to nic, że nie ukrywasz Swojego smutku (niech zawsze będzie moim!) - lecz Ty, Dziwna Kobieto, nigdy pewnie nie ukrywałaś treści Swojej, wnętrza Swojego, i dusza Twoja, blada od trwóg śmiertelnych, musiała trwożyć nieludzką swoją powagą; serce Twoje, w bólu gorzkim zapiekłe, męskie i dzielne, kryształowe naczynie łez, lampa wieczysta nigdy niegasnąca, dlatego że kiedy się jedna wypaliła męka, to w nią nalewano nową - musiało przerażeniem napełniać dusze malutkie, tchórzliwe i obłudne. Trzeba było poróżować duszę i wybielić serce, i zagrać rolę. (Oto jest Twoja dla mnie wielkość - ta pogarda fałszu!) Żeś tego nie uczyniła, jesteś dla mnie święta.
Kocham Cię bez opamiętania, lecz Cię jeszcze chyba więcej szanuję i czczę. Patrzę na Ciebie z zachwytem miłości i z uwielbieniem nabożnym. Może zdradziłbym w chwili słabości nawet miłość, lecz nie zdradziłbym nigdy czci. Wywyższona jesteś ponad wszystko, co jest ludzkiego we mnie.
Patrzę na Ciebie z zachwytem miłości i z uwielbieniem nabożnym.
Teraz wyobraź sobie radość moją, kiedy się jasnym stało, że Ty, dusza królewska, pomazana przez cierpienie, o jakim tylko wiedziała twoja bliska przyjaciółka, Śmierć - spojrzałaś na mnie miłośnie. Spojrzałem w Ciebie głęboko, Niobido6 moja, i ujrzałem całą Twoją historię, która się zdołała przemienić we wzniosłość. Nie uląkłem się Twojego smutku, lecz mu rzekłem: "Wejdź we mnie, aby Jej było lżej!". Nie zatrwożyłem się Twojego smętku, lecz mu rzekłem: "Jestem pogodny, jak letni dzień, podziel się ze mną światłością...". Ustom Twoim mówiłem: "O usta całowane goryczą. O bolesne usta! Jak pszczoła zniosę wam wszystką słodycz ziemi!". Oczom Twoim, w bezkres szklanym spojrzeniem patrzącym we mgłę pełną widm, widzącym najdroższe groby i męki, i najcudowniejsze bohaterskie trudy, mówiłem: "O oczy podobne do zamarzłych szyb! Nabiorę pełne dłonie słońca i obmyję was. I nie będziecie już płakały nigdy, chyba gorącymi łzami szczęścia...".
Bóg Cię, widać, dla mnie zachował, bo - choć pokorny bardzo - śmiem rzec, że mam wielkie u Boga łaski. Za czyste serce. Za tę odrobinę miłości, którą poniosłem między ludzi. Za tych kilka łez, które otarłem. Za te sieroty, które się uśmiechnęły po raz pierwszy gdzieś w irkuckiej ziemi, kiedy im opowiadałem bajki. Za tych wszystkich nieszczęśliwych, z którymi się śmiałem w celi Butyrek7, [w] noc przed śmiercią. Za tych biedaków żołnierzy, z którymi się darłem w niebogłosy, śpiewając, aby zapomnieli, że są głodni8. A teraz chyba za to, żem jeden złoty promień jeszcze w zakątku serca znalazłszy, podał go Tobie, a Ty go w nieskończoność pomnożywszy, oddasz Bogu i ludziom. Bogu w modlitwie, ludziom w piosence.
Któż by wziął teraz na swoje sumienie naszą rozłąkę? Które z serc naszych śmiałoby zdradzić drugie albo o nim zapomnieć, albo je zdeptać? O Janusiu! Caro nome si amato9! Niech to naprawdę już uczyni Śmierć. Wierzę Tobie i sobie wierzę. Serca nasze nie są zdolne do zdrady. Mieszkam w niebie, gdzie nie ma zdrady i fałszu. Ufaj mi.
Czekam tego dnia, kiedy znów spojrzę w najdroższe Twoje oczy. Moją jesteś. Cała, bezgranicznie jesteś moja. Każde moje tchnienie Twoim jest, każda myśl jest o Tobie lub przez Ciebie o wszystkim, co jest piękne. Rozpłynąłem się w Tobie jak światło w przestrzeni, zagubiłem się w Tobie jak namiętny krzyk w wielkiej, cudownej, kojącej ciszy. Już nikt nie odróżni Ciebie ode mnie.
Przez podniesienia serca wywyższony ponad szarość i rzeczywistość, głębiej rozumiem teraz poezję i jej istotę i pożyczywszy skrzydeł od miłości, wzlatuje ona ku mądrości najwyższej, która cierpienie przeistacza w potęgę rodzącą i tworzącą. Miłość jest początkiem wszystkiego i w niej jest boski kres. Fecemi la divina potestate, la somma sapienza e 'l primo amore10. Lećmy z Nią.
Burzliwe serce moje do Twojego cichego przytuliło się serca. I jest nieskończenie szczęśliwe. Usta moje na Twoich są ustach, oddech Twój jest moim oddechem. Twoja łza szczęśliwa i przeczysta płynie po mojej twarzy.
Czy Ci dobrze, Janko, Janko, Janko jedyna moja?
K.
Zakopane, styczeń 1927 r. AR/KM/138, t. 1, k. 2-11, wymiary: 13,5 × 18 cm. Kartki wyrwane z gładkiego zeszytu; większość z nich to arkusze dwukartkowe. Papier lekko pożółkły, kremowy. Zapis jednostronny. Tekst napisany odręcznie, czarnym atramentem. Koperty brak.
List poprzedza karta zapisana ręką Janiny Makuszyńskiej, czarnym atramentem (AR/KM/138, t. 1, k. 1, o wymiarach 14,9 × 10,5 cm, pożółkły papier), z informacją, że część listu zaginęła podczas powstania warszawskiego. Najpewniej Makuszyńska umieściła ten list na początku całego zbioru, stąd też uszanowano tę wolę, choć w treści nie ma wskazówek pozwalających na ustalenie jego dokładnej daty. O tym, że list powstał w styczniu 1927 r., świadczy to, że karty pochodzą najpewniej z tego samego zeszytu, co dwa kolejne listy.
List Kornela Makuszyńskiego do Janiny Gluzińskiej. Zakopane, 13 I 1927 r. AR/KM
[4]
[Zakopane] 13 stycznia 1927 [r.]
Mówiłem dzisiaj górom:
"Czemu się pysznicie, góry? Panienka moja jest jako wy: harda hardością wzniosłości, z duszą nieustępliwą i mocną jako wasza, dumna, bo jako wy myślą do Boga sięga. Mieszka w Niej cisza jak wśród was, a teraz wieje w Niej burza jako wśród was. Oczy Jej są przeczyste jak wasze stawy i pocałunek Jej jest jak słońce, kiedy całuje szczyty!".
Mówiłem dziś śniegom:
"Czemu się pysznicie, śniegi? Dziewczyna moja jest biała tak jak wy i tak jak wy przeczysta, o śniegi dziewicze! Nie masz zmazy na niej i plamy. Iskrzy się białością brylantową, a jako wy, tak i Ona lotem cichym i bezszelestnym opadła z nieba na oczy moje. Na poły ślepy jestem z tego zachwyconego szaleństwa białości, jak kiedy w słońcu na was patrzę, śniegi przeczyste!".
Mówiłem dzisiaj lasowi:
"Czemu się pysznisz, lesie, dostojny lesie? Kochanka moja większe ma w głębinie serca Swojego tajemnice niźli ty, o zamarły, i większą powagę w duszy, niźli ty w ostępie. Pobił cię piorun i burze serce z ciebie wydarły... Jak z Niej, jak z Niej. A teraz, kiedy ty dumasz ponuro, Ona szumi szumem radosnym, gwiazdy wieczorne witając. Ponad ciebie jest kochanka moja!".
Wreszcie mówiłem wiatrowi:
"Czemu się pysznisz, wietrze, górny wietrze? Żeś był na górach i dolinach, na szczytach i w przepaściach? Jedyna moja widziała śmierć na dnie straszliwej rozpadliny serca, a wczoraj była na szczycie upojenia i nie spocznie, aż nieba sięgnie. Czy się pysznisz, że śpiewasz, śpiewaku boży? Kto ci odpowiedział wtórem? Las tylko, smutno jęczący. A kiedy śpiewa Jedyna moja, to Jej echem rozgłośnym odpowiada serce moje śpiewaniem radosnym i zwycięskim krzykiem, odpowiada Jej szczęście piersią pełną, dusza Jej słowa rozśpiewane chwyta i gwiazdom podaje, aby cały świat był pełny radosnego śpiewania. Czemu się pysznisz, wietrze? Posłuchaj, jak śpiewa serce mego serca...".
Bo kiedy Ty śpiewasz, Janko moja, wtedy wszystko, co obce, opada z Ciebie i stajesz się tym, czym Cię Bóg stworzył, przestając być tym, czym się uczynili ludzie.
Wśród brutalności Toski11 Pucciniego jest scena12, wtrącona niezdarnie, bo podczas niej Scarpia nie wie, co czynić. Jest to scena jednak mimo woli najgłębsza w całej twórczości Pucciniego, bo nie jest ani werystyczną hecą, ani melodramatem. Wtedy Tosca śpiewa o tym, że żyła tylko "dla swej sztuki i swej miłości", więc najwyższym i najczystszym tonem życia, a przecież niezasłużona i niezmierna spotkała ją krzywda. Słyszę Ciebie, skowronku mój, śpiewającą te słowa. O, jakbyś Ty je wypowiedziała prawdziwie najgłębszą skargą śpiewu! Oto cała treść krótka, bolesna treść Twojego życia: "dla mej sztuki, dla mej miłości". Kto ma większe prawo do takiej skróconej "deklaracji praw człowieka"?
Widziałem w Tobie dawno kobietę, duszę pełną poświęcenia i dobra, i tkliwości. Pierwszy raz jednak z najgłębszą spojrzałem na Ciebie miłością, ba! - z olśnieniem, zdumieniem - kiedy usłyszałem Twój śpiew. Mało się na tym znam, więc nie olśniła mnie forma, nad czym zastanowiłem się znacznie później, lecz przez zachwycający przypadek poznałem Cię całą w Twoim śpiewie. Kiedy słowa piosenki, i to mojej piosenki13, zabrzmiały mi tak prawdziwie, że pomyślałem sobie: "Nikt właściwie nie ma prawa do tych słów, tylko Ona". Słyszałem wiele śpiewaczek rzucających te słowa górnie i kunsztownie, z mniej lub więcej fałszywym uśmiechem na twarzy. Żadnej nie uwierzyłem, Tobie jednej. Na to Ci daję słowo poety, uczciwego poety, który całą duszą czuje prawdę swoich słów. Kiedy śpiewałaś: "Jego serce mem zasłonię..."14, wiedziałem, że oto stał się malutki cud zespolenia doskonałego sztuki z człowiekiem. Gdybym dla Ciebie pisał, nie napisałbym słów innych. Tak! Ty zasłonisz Swoim sercem biedne serce ukochane. W takich chwilach brzmi Twój śpiew dźwiękiem najczystszym.
Nie można być wielkim artystą bez głębokiego podłoża, bez głębokiej treści, bez antecedencji15 bolesnej, bez minionych wzruszeń. Nie samym talentem żyje artysta. Te drobniutkie przykłady, o których Ci mówię, niby niepozorne, są świadectwem dotkliwym, że się w Tobie dokonało to, bez czego sztuka nie ma duszy i jest "kościołem bez Boga". Sam akt twórczy jest tylko zachwyceniem, jest przyjmowaniem komunii, jest tylko ukoronowaniem wielkiej i bolesnej pracy ducha, który się musi utrudzić śmiertelnym utrudzeniem, aby potem napisać miły, niepozorny wiersz liryczny albo zaśpiewać piosenkę. Maszyny do śpiewu, gardła bezduszne, mechaniczne słowiki sprawiają mi ból. Ja wiem, co to znaczy Sztuka. Dlatego - pozwól mi, cicha dziewczyno, Janeczko skromniutka, abym Ci to jednak powiedział - śpiew twój sprawia mi rozkosz. Czujesz i każdy czuć musi, który Cię słucha. Mało mnie obchodzi mistrzostwo formalne. Zawsze zwycięży barwa śpiewu, pomalowana albo na kolor krwi, albo na kolor słoneczny.
Nuty do pieśni pt. Maki z muzyką Stanisława Niewiadomskiego do słów Kornela Makuszyńskiego. BN - Polona
Malutkie, z brzegu stołu brane przykłady, że Ty i śpiew jesteś jedno, przywodzą mi na myśl sprawy wielkie. Jest w świecie harmonii jedna postać ziemska i nieziemska, która mi wciąż Ciebie przypomina. Kiedy patrzę na życie Twoje biedne i męczeńskie, kiedy sobie wyobrażę Twoje ufnością napełnione serce, pobite kiedyś zawodem i goryczą, a wciąż czekające zjawienia się świętego ducha miłości, a przede wszystkim duszę Twoją, która się wyrwała tępocie i martwocie, tę półśmierć zakląwszy śpiewem - wtedy mi się w myślach zjawia taka dama jak ty: to do?a16 Anna z Don Juana17 Mozarta. Gdybyś była śpiewaczką operową, to byłoby Twoje arcydzieło; wyśpiewałabyś Swoje życie, Swoje targaniny i Swoją miłość, porzuconą i odartą ze złudzeń. Jak człowiek niemądry wzruszam się, kiedy to biedactwo śliczne prosi o rok życia dla miłości: Lascia, o caro, un anno ancora, allo sfogo del cor mio18! To śpiewa zemsta, rozpacz i ból. Nigdy geniusz bardziej boleśnie nie ukazał kobiety.
A ja wciąż Ciebie widzę. Widzę Cię we wszystkich wizjach, które tylko śpiewem dają znak o sobie. Uwielbiam Twój śpiew, wiedząc o nim swoją prawdę, że gdyby nie on, to byś oniemiała na zawsze. Niech będzie błogosławiony. Twój śpiew jest jak ten ptak, co śpiewaniem wiódł Zygfryda do zwycięstwa nad tym, co "leży, posiada i śpi"19.
Jesteś jak czuły instrument, jak owe tajemnicze skrzypce z Cremony radcy Crespela20, w których mieszka dusza. Zbudzona, dźwięczy tak, że Bóg słucha.
Ludzie, pełni bólu i trwogi, jęczą, aby odegnać trwogę i zażegnać ból. Ty zaczęłaś śpiewać, duszo wielka i bez trwogi. Jest to Twoje zwycięstwo szczytne i dumne; wszystko w Tobie śpiewa, nawet ból przełożyłaś na harmonię, krzyk niecierpliwy ujęłaś w akord, szarzyznę zamieniłaś na lotność. Godne Ciebie jest to zwycięstwo. Dokonałaś go jednakże nie samym stalowym hartem, nie samym bohaterstwem. Tak czynią tylko w epopei ci, co umierają na stosie z wieńcami róż na czole. Aby żyć i aby wydobyć się z odmętu na pieśni jak na wichrze, trzeba czegoś więcej niż zrezygnowanego bohaterstwa: trzeba namiętnego, nieludzkiego ukochania tego, dla czego żyć jednak warto - sztuki; trzeba płonącej wewnętrznej nieokiełznanej pasji, namiętności gorącej. Nie ma artysty bez pasji, nie ma arcydzieła bez namiętności; olimpijski spokój jest frazesem i niemiecką etykietą dla wielkich starców. Cokolwiek się czyni w sztuce, musi się czynić zawsze z nowym bólem i z całkowitym co dnia nowym całopaleniem. Czy to jest sztuka mała czy wielka - wedle klasyfikacji podręcznej, w rzeczywistości bowiem jest sztuka jedna i jedyna, żadną miarą zmierzyć się niedająca - musi być pomazana krwią, musi być pijana pasją twórczą jak winem, podcinana jak koń krwawiącym biczem ambicji, musi być rzucana w cwał przez góry i przepaście, choćby na skręcenie karku.
Ty masz w Sobie pasję i namiętność. Jesteś artystą uczciwym, z prometejskiej łaski. Szlachetnej klasy. Rodowód Twojej Sztuki jest niebieskokrwisty. Oto jest jeszcze jeden powód, wśród prawdziwych - najprawdziwszy, do mojego uwielbienia.
Zdaje Ci się jedynie, że mało Cię znam jako artystkę. Nie, droga moja. Znam Cię bardziej, niż znam w Tobie człowieka; człowiek jest skomplikowaną ilością najzmienniejszych[?] wrażeń, jutro będziesz inna niż dziś, inna wieczorem niż rano. Artysta jest słupem ognia; przygasa i rozżarza się, lecz ogniem jest zawsze i niezmiennie. Otóż myślę sobie, że miłość Twoja do sztuki jest tak wielka, że Ty, najczystsze stworzenie, gotowa byś była do jakiegoś pasjonowanego21 czynu i bogdaj, że do jakiejś niewinnej zbrodni - dla niej. Rozumiem to doskonale. Sam mam w sobie popędy niecierpliwe i groźne. Nie tak daleko do histerii czy czego tam od twórczego oszołomienia. Najwięksi artyści świata, Grecy, stworzyli ponury, lecz jak mądry, och, jak mądry mit o Apollinie, który obdarł Marsjasza ze skóry za przechwałkę, że lepiej niźli on gra na flecie.
Tak to sobie czynili bogowie; ludzie bardziej łagodni inaczej to czynią, choć czasem nierównie okrutniej. Za to sprowadzili sztukę z nieba na ziemię i ożenili ją z życiem, aby w to stworzenie blade i z trudem oddychające wprowadzić silny rytm krwi i wtłoczyć w płuca donośny krzyk.
Sztuka dana jest po to, aby z człowieka czynić boga, więc musi do niego zejść z Olimpu. Ta, która chce zawsze mieszkać na Olimpie, wśród śniegów, w splendid isolation22, niechętna, górna i chmurna, jest jałową. Niech zejdzie po górskich stokach do ludzi i niech ich całuje, aby poczuli tchnienie boskie. Niech im opowiada bajki, niech im śpiewa pieśni, niech im gra na muzyckim23 narzędziu. Niech się rozkocha w życiu, aby życie rozkochało się w niej. Niech od ludzi weźmie to, co mają w sobie boskiego, i niech to przechowuje w stanie nieskażonym jak ogień. Jedyną boską sprawą w człowieku jest miłość; ona też jest sztuki pokarmem słodkim i nieśmiertelną ambrozją. Sztuka bez miłości jest pojęciem pustym i jedynie symbolem uroczystym, harfą bez głosu, kwiatem bez zapachu.
Jedyną boską sprawą w człowieku jest miłość.
Bądźmy zawsze przez krew najserdeczniejszą pobratani z życiem; cieszmy je i pocieszajmy, czyńmy je pięknym i górnym; radosnym i słonecznym; czyńmy piękną szarość smutku, dodajmy czaru melancholii; kochajmy ponad wszystko miłość, a sztuka nasza będzie rodem z nieba. Człowiek, który coś bardzo kocha, już jest artystą - jeśli ma talent, to tę miłość wypromieniuje jak słońce. W miłości bowiem jest wszystko to w obfitości nieprzebranej, czym się żywi sztuka, aby trwać nieśmiertelnie: w miłości jest radość nieskończona i ból nieludzki, nadzieja i trwoga, zachwyt wiary i rozpacz zwątpienia, to wszystko, co krwią napojone, wyrasta pod niebo, do miejsca swego urodzenia. Trzeba być człowiekiem najpierw, aby być artystą boskiego pochodzenia. W całej pełni człowiekiem, pokornym i wszystko ludzkie znającym. Święty Franciszek z Asyżu był największym poetą świata, człowiek mizerny. A znów ci Grecy mądrzy wymyślili rzeczy cudowne: największy ich śpiewak, który poruszał kamienie, słodki Orfeusz, ów Chrystus poezji greckiej, czymże jest w tajemniczej legendzie ezoterycznej? Człowiekiem tak przepojonym miłością, że idzie za Eurydyką do piekła. Cokolwiek to znaczy w filozofii mistycznej to zejście do piekieł, dla mnie znaczy to, że orficka śliczna bajka wywodzi najwyższą sztukę z najwyższej miłości.
Mówię Ci to wszystko, aby Cię przekonać o tym, o czym, duszo jedyna, jesteś przekonana: że miłość sztuce Twojej nie zazdrości, lecz ją chce prześwietlić sobą, porwać z sobą i ucałować ją pod błękitami. Śpiew Twój teraz będzie pełniejszy, bo jego brzmienie nasyci się miłością; smutniejszym będzie to, co było smutne, bo się tym serdeczniej użalisz tych24, którzy żyją bez miłości i w zwątpieniu; radosne radośniejszym będzie, bo śpiewać teraz będziesz w słońcu, nie w katakumbach; wyzłoci się Twój śpiew, oczyści, rozpromieni. Położyłem lekko, leciutko rękę na sercu Twoim, na lutni przedziwnej. Niech teraz śpiewa.
Podszeptuję słowa twojej piosence, a ona, oddechu z moich ust nabrawszy, bierze ton mocny i śpiewa słowa moje:
Kocham Cię, słowiku nieumęczony, co śpiewasz smutkom Swojej nocy, aż do pęknięcia serca.
Kocham Cię, skowronku szary, który śpiewasz słońcu i zroszonej ziemi, biednej, szarej matce Swojej.
Kocham Cię, ptaku boży, bo jak ów Demokryt25 rozumiem głosy ptaków i wiem, że śpiewasz o miłości.
Kocham Cię, wietrze śpiewający i grający na obłokach zasłuchanemu, zmęczonemu Bogu.
Kocham Cię, Janko moja, artysto mój prawdziwy, lutni moja szczerozłota...
Kocham Cię tak, jak Ty śpiew swój kochasz - bezgranicznie.
Rozśpiewane usta Twoje całuję. Całuję serce Twoje, pełne słodkiej, niebiańskiej harmonii.
K.
Zakopane, 13 stycznia 1927 r. AR/KM/138, t. 1, k. 12-25, wymiary: 13,5 × 18 cm. Kartki wyrwane z gładkiego zeszytu; większość z nich to arkusze dwukartkowe. Papier lekko pożółkły, kremowy. Zapis jednostronny. Tekst napisany odręcznie, czarnym atramentem. Koperty brak.
Dalsza część w wersji pełnej
Wprowadzenie
Kornel Makuszyński na balkonie willi Opolanka w Zakopanem, lata trzydzieste XX w. AF/KM
"Bo cóż ja jestem? Jeszcze jeden tak czy owak sławny "ulubieniec tłumu""
Wielokrotnie nagradzany, popularny poeta, felietonista, krytyk teatralny, nowelista, autor bestsellerowych książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych, humorysta i gawędziarz, a prócz tego działacz społeczny, wyśmienity brydżysta, miłośnik kawiarnianego życia, rasowy sybaryta - tak mogłaby się przedstawiać pobieżna charakterystyka Kornela Makuszyńskiego. O nim i o jego twórczości napisano sporo, nie ma encyklopedii czy kompendium literatury XX w., w których zabrakłoby jego nazwiska. Życie pisarza było intensywne: obfitowało w miejsca, ludzi, pracę, spotkania, inicjatywy.
Kornel Makuszyński przyszedł na świat 8 stycznia 1884 r. w Stryju, jako siódme z dziewięciorga dzieci Edwarda i Julii1 z Ogonowskich. Nie zapuścił korzeni w rodzinnym mieście - w poszukiwaniu lepszej szkoły udał się do Przemyśla, następnie do Lwowa, gdzie w 1903 r. ukończył IV Państwowe Gimnazjum im. Jana Długosza, a w 1908 r. studia na Uniwersytecie Lwowskim. W czasach studenckich, z inicjatywy Wincentego Lutosławskiego, założyciela tajnego stowarzyszenia Eleusis, wyjeżdżał na Śląsk. Młodzi członkowie tej organizacji, wśród nich Makuszyński, zajmowali się prowadzeniem zajęć narodowo-wychowawczych dla mieszkańców wspomnianego regionu.
Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, 1937 r. NAC
Widok z samolotu na panoramę przedwojennego Lwowa, b.d. AIPN Kr
We Lwowie Makuszyński poznał studiującą na tej samej uczelni Emilię Bażeńską. Urodziwa Ema była rówieśniczką Kornela, pochodziła ze znanej ziemiańskiej rodziny. Wkrótce zaczął on bywać w posiadłości Bażeńskich w Burbiszkach na Wileńszczyźnie. Młodzi przypieczętowali swoją znajomość zawarciem związku małżeńskiego 8 IX 1908 r. w kościele Panien Wizytek w Warszawie. Po uroczystościach weselnych w hotelu Bristol wyruszyli na dłuższy pobyt do Paryża, gdzie zaznajomili się z tamtejszą Polonią.
Do Lwiego Grodu wrócili po około roku nieobecności. Makuszyński był już wówczas sekretarzem redakcji "Słowa Polskiego" oraz cenionym krytykiem literackim, został nawet kierownikiem literackim Teatru Miejskiego we Lwowie. Ema uchodziła za muzę lwowskiej cyganerii. Określona przez Leopolda Staffa jako "archanioł o czarnych oczach czarodziejki"2, cieszyła się przyjaźnią nie tylko autora powyżej przytoczonych słów, lecz także Władysława Reymonta, Jana Kasprowicza, Henryka Weyssenhoffa, Juliana Fałata i wielu innych3.
Makuszyńscy bywali na odczytach i balach, stworzyli parę, która była powszechnie lubiana i ceniona w towarzystwie - choć zdarzało się im doznać pewnych uszczypliwości w związku ze szczególnym zamiłowaniem do kawiarnianego życia obojga małżonków4. Na aktywność Makuszyńskich składały się także krótkie wyjazdy, choćby do Włoch: do Wenecji, Neapolu i na Capri, do Zakopanego czy do Burbiszek.
Emilia z Bażeńskich Makuszyńska, 29 XI 1924 r. Fot. Jan Malarski. AF/KM
Podczas I wojny światowej, kiedy latem 1915 r. ze Lwowa wycofali się Rosjanie i wróciły tam władze austriackie, Makuszyńscy osiedlili się w Kijowie i tu włączyli się w polskie życie towarzyskie i artystyczne - ze względu na trwającą wojnę przybyło do tego miasta wielu rodaków. Pisarz został kierownikiem artystycznym Teatru Polskiego prowadzonego przez Franciszka Rychłowskiego, publikował też książki oraz artykuły na łamach tamtejszej prasy.
Dłuższy czas Makuszyńscy gościli u Cezarego i Klementyny Stadnickich w majątku Boguszówka na Podolu, razem z malarzem Konradem Krzyżanowskim i pisarzem Józefem Weyssenhoffem. Ten ostatni pozostawił wspomnienie z tego pobytu i tak uwiecznił w nim znanych współtowarzyszy:
Makuszyński, po napisaniu paru świetnych książek w Kijowie, w Boguszówce zajmował się łapaniem raków i pił. To jest piliśmy wszyscy, aż do wysuszenia sporego zapasu wyborowej piwnicy Stadnickiego. Praca ta, usilna, ponad 8 godzin dziennie, zabrała nam kilka tygodni na wsi i jeszcze kilka miesięcy w Kijowie. Pani Ema Makuszyńska dzielnie współpracowała z mężem w sprawie ratowania od bolszewików polskiego wina, jako że żona artysty powinna przepoić się powołaniem męża. Pani Ema jest tak zaszczytnie znana w kuluarach literatury polskiej, że w wielu pamiętnikach będzie zapewne odrysowana. Litwinka wysokiej rasy, Bażeńska, przeistoczyła się w najmilszą towarzyszkę uczt i posiadek literackich5.
Latem 1918 r. Makuszyńscy powrócili do Polski i związali swoje życie z Warszawą (zamieszkali najpierw w kamienicy przy ul. Ordynackiej, następnie przy ul. Widok i wreszcie przy ul. Brzozowej). I tutaj oboje się doskonale odnaleźli, ponieważ po Wielkiej Wojnie stolica zaczęła przyciągać do siebie coraz więcej osób. Bywali w lokalu Astoria przy stoliku endeków, jak i Skamandrytów, a o popularności i szerokich znajomościach pisarza może świadczyć kwestia, którą w szopce stworzonej i wystawianej w kawiarni Pod Picadorem wypowiadała postać Marnela Kakuszyńskiego. Na pytanie, z kim pił, miał on odpowiedzieć:
Z Markiewiczem i Czajkowskim,
Z Kasprowiczem i Ostrowskim,
Z Mackiewiczem, Nowaczyńskim,
Z Niklewiczem i Perzyńskim,
Z Gebethnerem i Fiszerem,
Z Winawerem, Gutnajerem,
Z Grycyndlerem i z Breiterem,
Z enzetelem, z enzeterem6,
Z zecerem i etceterem.
Oboje Makuszyńscy brali czynny udział w życiu towarzyskim, w balach, rautach, wieczorach literackich. W maju 1920 r. Kornel wszedł do zarządu Związku Literatów Polskich, wtedy również został stałym recenzentem teatralnym i redaktorem literackim nowo powstałego dziennika "Rzeczpospolita". Podczas wojny polsko-bolszewickiej jako ochotnik włączył się w działalność wydziału propagandy Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera - to wtedy powstały jego słynne Piosenki żołnierskie7, na czele z Ej dziewczyno, ej niebogo.
"Tą rozradować chciałbym Cię książczyną..."
Nie sposób przypisać Makuszyńskiego do jednego stylu, epoki czy nawet gatunku literackiego, trudno nawet wskazać dominantę w jego imponującym dorobku literackim. Pewne jest, że miał niezwykłą łatwość operowania piórem i wpisywania się w nurt tego, co popularne. Był doskonałym obserwatorem trendów w literaturze i wykorzystywał to, posługując się swoim talentem. Żonglował wzniosłymi frazami, które przeplatał z dziecięcymi rymowankami czy żołnierskimi przyśpiewkami.
Przygodę z pisarstwem Makuszyński rozpoczął bardzo wcześnie. Zadebiutował na łamach "Polonii" pod redakcją Wilhelma Bruchnalskiego, wierszem zatytułowanym Henrykowi Sienkiewiczowi na dzień 22 grudnia 1900, a podpis brzmiał: "Makuszyński K., uczeń VI kl."8.
Rok 1908 przyniósł jego pierwszy tomik poetycki, Połów gwiazd9, intensywnie czerpiący z estetyki młodopolskiej. W podobnej tonacji osadził drugi, a przy tym ostatni tego typu tom, pt. Narodziny serca10. Później w twórczości Makuszyńskiego pojawiły się opowiadania, felietony oraz recenzje teatralne i literackie. Często publikował je najpierw na łamach prasy, a następnie zbiorczo nakładem lwowskich i warszawskich wydawnictw. Sam mówił: "Nabrałem takiej wprawy w felietonizowaniu życia, że "ostatecznie, jako tako, ewentualnie i faktycznie" żyję nawet uśmiechnięty"11.
Za pierwszy utwór Makuszyńskiego napisany z myślą o najmłodszych uznaje się bajkę Szewc Kopytko i kaczor Kwak12 z ilustracjami Władysława Witwickiego wydaną w 1912 r. Po niej powstały Bardzo dziwne bajki (1916)13 oraz dwie książeczki mające obecnie status białego kruka na rynku antykwarycznym: Moje zabawki14, ilustrowane przez Irenę Pokrzywnicką, i Wesoły zwierzyniec15 z obrazkami Kazimierza Grusa.
W takich słowach prasa donosiła o sukcesach kolejnych publikacji autora, który dał się też poznać jako wyśmienity humorysta:
Rzeczy wesołe16 Makuszyńskiego zostały przełożone na język szwedzki przez d-ra Artura Almhulta. [...] Piąte przez dziesiąte17 K. Makuszyńskiego, książka wydana przed miesiącem w Bibliotece Dzieł Wyborowych w nakładzie dwudziestu tysięcy egzemplarzy, została wyczerpana. Nowy nakład, w druku już będący, ukaże się w dniach najbliższych18.
Ogromna popularność pisarza, o której świadczyły tłumaczenia jego książek oraz ich kolejne wznowienia w rekordowych nakładach, przyniosła mu w latach dwudziestych również cenne odznaczenia: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski "za wybitne zasługi na polu działalności literackiej", przyznany dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej z 30 kwietnia 1925 r.19, a także Order Francuskiej Legii Honorowej20 i Krzyż Oficerski Korony Rumuńskiej21.
"Święta Umarła"
14 czerwca 1926 r. będącemu u szczytu sławy Kornelowi Makuszyńskiemu został zadany niespodziewany cios. Zaledwie kilka dni wcześniej jego żona Emilia zapadła na zapalenie opon mózgowych. Choroba okazała się śmiertelna22.
Nekrolog Emilii Makuszyńskiej ("Warszawianka", 16 VI 1926). MazBC
Wiadomość o odejściu znanej w kręgach towarzyskich żony Makuszyńskiego odbiła się szerokim echem w stołecznej prasie. Dwa dni po śmierci Emy aktorka Stanisława Wysocka napisała w liście do Emila Zegadłowicza takie słowa:
Wstrząsnęła mnie śmierć [...] Makuszyńskiej. Odżyły chwile spędzone w Kijowie - biedny Kornel jest bardzo załamany - bo też to była doskonała para - dwóch dobrych towarzyszów na drodze życia - jaką sobie obrali - przykro zawsze - gdy los niweczy harmonię - jaką by ona nie była [...]23.
Po pogrzebie żony Makuszyński ogłosił na łamach warszawskich gazet podziękowanie za wyrazy współczucia, wsparcia i dobro, jakiego doświadczył w tym czasie od innych: "Wszystkie te słowa, pełne rzewnej przyjaźni, złożyłem jak niewiędnące kwiaty na Jej grobie, w którym się musiała uśmiechnąć, szczęśliwa, że jasnością serca tyle zdobyć umiała miłości"24.
Makuszyńcy byli małżeństwem przez niemal osiemnaście lat. Wesoły, pogodny do tej pory pisarz zamilkł, wycofał się niemalże zupełnie z życia towarzyskiego i przestał publikować.
"Wszystko to odnosi się do mojego nazwiska, nic lub prawie nic nie odnosi się do mnie"
Nie tylko śmierć najbliższej Makuszyńskiemu osoby spowodowała, że rok 1926 był dla niego trudny. Pierwszego sierpnia tego roku odszedł również jego mistrz - Jan Kasprowicz, który niejako wprowadził go na literackie salony, publikując wiersze młodego poety na łamach redagowanego przez siebie "Słowa Polskiego".
Pod koniec listopada 1926 r. Makuszyński został uhonorowany Państwową Nagrodą Literacką, którą przyznało mu Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego za utwór Pieśń o Ojczyźnie. Niestety smak zwycięstwa okazał się gorzki, wybór ten wywołał bowiem liczne kontrowersje25 i głosy oburzenia.
Pierwsze wydanie poematu Makuszyńskiego ukazało się w roku 1924 i zebrało dość pozytywne recenzje26, z nielicznymi wskazaniami słabszych stron utworu. Na przykład dobry znajomy pisarza Adam Grzymała-Siedlecki wytykał mu głównie "rozrzutność w słowach", która przejawiła się w "pokusie krasomówczej"27. Z utworu dworował sobie Józef Wittlin w "Wiadomościach Literackich":
[...] Pieśń o Ojczyźnie może przygnębić każdego. Z uporczywością neofity powtarza w niej autor 296 razy (zadałem sobie trudu, aby zliczyć) słowo: Polska, Polak, polski. Ta obfitość narodowej nomenklatury, chorągwi, szabel, robronów28, alikantów29, to pisane muzeum budzi zdziwienie. Poetę współczesnego obowiązuje pewna wstydliwa wstrzemięźliwość w używaniu słów naprawdę świętych lub mających pozór świętości. [...] Takich nietaktów (oczywiście z formalnego punktu widzenia) znajdzie niestety w Pieśni o Ojczyźnie patriotyczny czytelnik bardzo wiele; tyle razy autor mu kładzie w ucho doniosłe słowo "Polska", aż mu ono spowszednieje i zobojętnieje30.
Dwa lata później zarzuty wobec autora wygłaszane w prasie były zdecydowanie poważniejsze. W 1926 r. nie tylko stolicą, ale całym krajem wstrząsnął przewrót majowy. Kiedy w skomplikowanej sytuacji gospodarczo-politycznej władzę objął obóz tzw. sanacji, atak na Makuszyńskiego przypuściły dzienniki uznawane za prorządowe, czyli "Głos Prawdy" i "Epoka", powszechnie znane były bowiem poglądy pisarza, który sympatyzował z endecją. W tym niełatwym czasie w obronę wzięli go znajomi, głos ponownie zabrali m.in. Adam Grzymała-Siedlecki czy Stanisław Stroński.
Może przez trudne doświadczenia - zarówno w życiu osobistym, jak i publicznym - Makuszyński spisałby rok 1926 na straty, gdyby nie bliższe poznanie pewnej śpiewaczki.
Rysunki satyryczne nawiązujące do ataków na Kornela Makuszyńskiego po otrzymaniu Nagrody Państwowej za Pieśń o Ojczyźnie. Rys. Zdzisław Czermański ("Świat" 1926, nr 50). BCKUL
"Janko moja, artysto mój prawdziwy, lutni moja szczerozłota"
Kim była kobieta, która zawładnęła sercem znanego i poczytnego pisarza? Janina Zofia Kazimiera Gluzińska urodziła się 18 maja 1896 r. w Krakowie jako czwarte dziecko profesora medycyny Antoniego Władysława Gluzińskiego oraz Zofii z Sokołowskich. Niedługo po przyjściu Janiny na świat rodzina przeniosła się do Lwowa, w związku z otwarciem na tamtejszym uniwersytecie Wydziału Lekarskiego i objęciem tam posady przez jej ojca.
Janina Makuszyńska w mieszkaniu przy al. Róż w Warszawie. Około 1929 r. Fot. Jan Malarski. AF/KM
W czerwcu 1913 r. Janina z wyróżnieniem zdała egzamin dojrzałości w Liceum Żeńskim im. Wiktorii Niedziałkowskiej we Lwowie31. Po maturze rozpoczęła studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Lwowskiego. W latach 1916-1918 uczyła się śpiewu w szkole muzycznej Anny Strusińskiej i Eleonory Wawnikiewicz-Tatarczuchowej we Lwowie. Jej postępy w rozwoju talentu muzycznego zostały odnotowane w prasie: "w p. Gluzińskiej poznaliśmy biegłą akompaniatorkę (grudzień 1916 r.)"; "[Janina Gluzińska] odśpiewała szereg pieśni ludowych wręcz stylowo" (17-18 czerwca 1916 r.); "Z uczennic p. Tatarczuchowej, śpiewaczki tak rzadko niestety ukazującej się na estradzie, usłyszeliśmy pp. Gluzińską i Bisanzównę. Są to ładne głosy, prowadzone umiejętnie, rozwijające się z produkcji na produkcję. Bez zarzutu śpiewała zwłaszcza Gluzińska" (16 czerwca 1917 r.)32. Janina wzięła również udział (razem z bratem Lechem) w uświetnieniu obchodów rocznicy powstania styczniowego w 1917 r.: jako członkini kółka artystycznego Czytelni Akademickiej wystąpiła w przedstawieniu Jesiennym wieczorem - sztuki napisanej przez Gabrielę Zapolską33. Po zakończeniu praktyk nauczycielskich, 23 maja 1918 r., złożyła egzamin państwowy, co dało jej uprawnienia do nauczania śpiewu.
W 1921 r. Gluzińska rozpoczęła karierę śpiewaczki estradowej. Za swój pierwszy profesjonalny koncert sama uznała wieczór pieśni francuskiej w Kole Muzycznym we Lwowie przy współudziale prof. Ludwika Ramulta, z akompaniamentem Haliny Czajkowskiej i Edwarda Steinbergera (koncertowi towarzyszył odczyt prezesa koła Edmunda Waltera)34. W latach 1923-1926 Janina była asystentką znanej śpiewaczki Heleny Zboińskiej-Ruszkowskiej (która nota bene zaśpiewała na pogrzebie Emilii Makuszyńskiej). W tym czasie występowała z licznymi koncertami głównie w Warszawie, choć również w Zakopanem, Lwowie, Wiedniu, Krakowie i Pradze; jej recitale były transmitowane także przez radio. Repertuar Janiny Gluzińskiej był szeroki, obejmował pieśni polskie, francuskie, niemieckie, fińskie, czeskie, włoskie, a nawet południowoamerykańskie35 (śpiewała w językach polskim, francuskim i niemieckim).
Recenzenci muzyczni podkreślali głównie umiejętności interpretacyjne i dobór repertuaru Gluzińskiej, zauważając przy tym, że nie zawsze jej głos potrafił sprostać wymagającym utworom, jakich wykonania się podejmowała: "Koncertantka przejawiła dużo smaku i muzykalności. Lecz wysokie intencje artystyczne p. Gluzińskiej nie odpowiadają jej środkom wokalnym i technicznym"36; "Brzmienie głosu tej znanej koncertantki nie zawsze jest miłe - dźwięk bywa ostry i przeforsowany w wysokim rejestrze, a dość słaby w średnim"37.
Po ślubie z Makuszyńskim Janina Gluzińska przybrała podwójne nazwisko i nadal koncertowała w Polsce oraz za granicą, stopniowo jednak z coraz mniejszym natężeniem, skupiając się na roli żony sławnego literata.
Janina Gluzińska-Makuszyńska przed występem w Polskim Radiu. Na zdjęciu obok śpiewaczki, od lewej: flecista Aleksander Junowicz, pianista Ludwik Urstein i Kornel Makuszyński, Warszawa, 17 XII 1931 r. NAC
"[...] szepnij ode mnie tym Orlętom najcudowniejszym, że im moje serce wyśpiewa hymn"
Na całym życiu Janiny Gluzińskiej odcisnęły piętno wydarzenia z okresu wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919, zwłaszcza obrona Lwowa. Był to jeden z pierwszych konfliktów zbrojnych, z jakimi musiała zmierzyć się odrodzona II Rzeczpospolita. Napięcia istniejące w Galicji Wschodniej pomiędzy Polakami a Ukraińcami powstały z dążeń obu narodowości do samostanowienia. Zbrojne wkroczenie oddziałów ukraińskich do Lwiego Grodu 1 listopada 1918 r. jest uznawane za początek wojny, która miała znaczenie dla kształtowania się granic i kosztowała życie tysięcy obywateli - wojskowych i cywilnych - po obu stronach. W kwestionariuszu z Biura Komitetu Krzyża i Medalu Niepodległości o swoich działaniach podczas obrony Lwowa śpiewaczka napisała następująco:
W czasie obrony Lwowa od dn. 1 XI do dn. 22 XI 1918 r. Janina z Gluzińskich Makuszyńska bierze w niej udział czynny. Na terenie zajętym przez Ukraińców czuwa samodzielnie na punkcie opatrunkowym "Stacja 2 PSS" przy ul. Senatorskiej. Punkt ten był pod naczelnym kierownictwem prof. [Antoniego] Cieszyńskiego, a pod dozorem najpierw dr. [Józefa] Aleksiewicza, następnie dr. [Mirosława] Ogórka (wszyscy wymienieni mieszkają obecnie we Lwowie). Stacja ta oddała ogromne zasługi rannym w walkach ulicznych. Dn. 21 XI przyniesiono tam ciężko ranną Felicję Sulimirską, zmarłą od ran dnia następnego. Wskutek rewizji dokonanej w mieszkaniu prywatnym Janiny z Gluzińskich Makuszyńskiej i aresztowania jej ojca, braci i wuja groziła też rewizja na stacji opatrunkowej, tym groźniejsza, że przechowywano na niej broń. Przełożeni stacji uważali w tych warunkach za stosowne doradzić Janinie Makuszyńskiej natychmiastowe opuszczenie zagrożonego posterunku. Janina z Gluzińskich Makuszyńska posterunku nie opuściła, za co została odznaczona Krzyżem Obrony Lwowa38.
O rewizji w domu Gluzińskich - której Janina bezpośrednio nie doświadczyła, ponieważ przebywała wówczas w przywołanym wcześniej punkcie sanitarnym - wspominał również dziennikarz Franciszek Salezy Krysiak39, który znajdował się we Lwowie od połowy października do grudnia 1918 r. Zaledwie na dobę przed zajęciem Lwowa przez oddziały polskie rodzinę Janiny spotkały trudne chwile. Nocą do ich mieszkania, na skutek denuncjacji jednego z sąsiadów, wkroczyło około trzydziestu żołnierzy na czele z trzema oficerami. Przebywające w domu kobiety - Zofię oraz jej synową Janinę (żonę Tadeusza) - wywleczono z łóżek, mężczyzn - Antoniego, jego dwóch synów: Tadeusza i Kazimierza oraz szwagra Witolda Sokołowskiego - trzymano na mrozie, wykonując przy tym rewizję osobistą. Detaliczne plądrowanie mieszkania trwało blisko trzy i pół godziny, kiedy to zatrzymanych terroryzowano krzykiem i groźbami. Następnie mężczyzn przeprowadzono do koszar przy ul. Łyczakowskiej, gdzie przetrzymywano ich przez czternaście godzin, a w tym czasie kontynuowano rewizję, która w istocie polegała na niszczeniu mienia właścicieli mieszkania. Tego dnia wieczorem osadzonych mężczyzn wprowadzono do kancelarii, gdzie usłyszeli, że zostaną rozstrzelani. Po opuszczeniu koszar poprowadzono ich do Domu Narodnego. W trakcie przemieszczania się byli przez Ukraińców brutalnie bici. Sytuacja się zmieniła, kiedy jednym z oficerów okazał się były pacjent profesora Gluzińskiego - płk. Stefaniuk, który obiecał oddać sprawę do sądu wojennego. Poznawszy kulisy aresztowania, polecił uwolnić wszystkich czterech mężczyzn40.
Cmentarz Obrońców Lwowa, b.d. NAC
Pierwsza strona legitymacji Tadeusza Gluzińskiego - szefa sekcji prasowej Obywatelskiego Komitetu Wykonawczego Obrony Państwa, utworzonego w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Warszawa, 1920 r. AIPN
Pomnik Obrońców Lwowa na Persenkówce, ok. 1930 r. Fot. Adam Lenkiewicz. BN - Polona
Lech Gluziński. Na odwrocie znajduje się adnotacja ręką Janiny Makuszyńskiej: "Śp. Lech Gluziński, absolwent medycyny, przeżywszy lat 24, wzięty do niewoli pod Lwowem dn. 28 grudnia 1918 r., zamordowany dn. 29 grudnia 1918 r. O modlitwę za jego duszę uprasza Rodzina". AF/KM
Najgorsze dla rodziny Gluzińskich miało dopiero nadejść. Lech41, brat Janiny starszy od niej o dwa lata (ur. 1894 r), absolwent medycyny na Uniwersytecie Lwowskim42, był wówczas adiutantem szefa sanitarnego dr. Lesława Węgrzynowskiego (prywatnie swojego kuzyna - matka Węgrzynowskiego, Zofia, była siostrą Antoniego Gluzińskiego). Podczas opatrywania rannych w walkach pod Persenkówką (nazywaną Termopilami Lwowa) 28 grudnia 1918 r. został wzięty do niewoli. Zginął nazajutrz w Dawidowie. Według informacji zamieszczonych w prasie nie od razu było wiadomo, co się stało z Lechem. Strona polska rozpoczęła starania o wymianę jeńców, w tym o powrót Gluzińskiego, jednakże z komendy ukraińskiej otrzymano wiadomość, że więzień o takich personaliach albo uciekł, albo do niewoli w ogóle nie trafił. Zeznania świadków były sprzeczne. Sytuacja wyjaśniła się kilka dni później:
P. Bronisław Albinowski, plenipotent dóbr Chodorów, zeznał, że w pierwszych dniach stycznia szef sanitarny Tanaczkiewicz i jego zastępca Konstantynowicz z komendy znajdującej się wówczas w Chodorowie w rozmowie opowiedzieli mu, iż przybyli parlamentarze polscy z żądaniem wymiany p. Lecha Gluzińskiego i że oni nie są w stanie uczynić zadość temu żądaniu, gdyż Lech Gluziński został rozstrzelany43.
Niedługo po ukazaniu się tego artykułu przeprowadzono ekshumację zamordowanych. Uroczysty pogrzeb sześciu z nich odbył się 24 czerwca 1919 r., co tak relacjonowała prasa:
Trumny ofiar tego mordu złożono na wozach chłopskich na posłaniu zieleni. Na pierwszym wozie mieściła się trumna śp. Gluzińskiego, za nią szli bólem złamani rodzice, rodzina, narzeczona, grono profesorów uniwersytetu z rektorem dr. Juraszem, marszałek Niezabitowski, generał Albinowski, oficerowie, żołnierze44.
Lech Gluziński pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Obrony Lwowa oraz Krzyżem Niepodległości. Obecnie jego szczątki spoczywają w katakumbach na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Jego nazwisko było również uwiecznione na nieistniejącym obecnie pomniku obrońców Lwowa na Persenkówce, a starszy brat Tadeusz pamięci Lecha zadedykował książkę zatytułowaną Sprawa ukraińska45. Śmierć tak bliskiej osoby oraz stan zagrożenia, w jakim znajdowała się cała rodzina Gluzińskich po opisanych wydarzeniach, stały się bezpośrednią przyczyną opuszczenia przez nich Lwowa i przeprowadzki do Zakopanego. Janina Gluzińska za swój udział w obronie miasta otrzymała Krzyż Obrony Lwowa (nr 3602) oraz Medal Niepodległości.
Cmentarz Obrońców Lwowa. Jeden z dwóch lwów z herbem i dewizą miasta na tarczy: "Zawsze wierny", b.d. NAC
Janina Gluzińska (Makuszyńska) z Aurelią Reymontową, b.d. AF/KM
"Dusza skrzydlata i siostra słowika"
Nieznane są dokładne okoliczności spotkania Kornela Makuszyńskiego z Janiną Gluzińską. Kiedy nawiązali bliższą relację, Janina miała ukończone trzydzieści lat, co jak na owe czasy było wiekiem dość statecznym. On liczył sobie prawie czterdzieści trzy lata i raptem od kilku miesięcy był wdowcem. Niewykluczone, że mogli spotykać się wcześniej, choćby przypadkiem. Mieli wspólnych znajomych - Janina występowała podczas koncertów we Lwowie i Warszawie, nie brakowało balów, rautów czy innych uroczystości, na których oboje bywali. Do osobistego spotkania mogło dojść 1 września 1924 r. w Kołaczkowie, dokąd zostali zaproszeni przez Reymontów. Tydzień wcześniej, 25 sierpnia, autor Chłopów prosił w liście w imieniu chorej żony Aurelii, zwanej Lilą lub Lili, która właśnie wróciła z Ciechocinka "zakatarzona i zła, Jezus, jaka zła"46, by Gluzińska przyjechała i ukoiła swoim towarzystwem jej nerwy. W osobistych notatkach Władysław Reymont odnotował przyjazd Janiny pod datą 31 sierpnia 1924 r., dzień później natomiast zapisał: "Kolacja: Kościelscy, Makuszyńscy, Szabłowscy, siostra Kościels., Major"47. Zabrakło w tym wyliczeniu nazwiska Gluzińskiej, pod datą 3 września znalazł się jednak dopisek: "Szary posępny, wilgotny dzień. Przyjechały: p. Janka Gluzińska, p. Urcia Brzozowska z Zakopanego"48. Nie jest zatem pewne, czy doszło wówczas w tych dniach zapoznania pomiędzy Makuszyńskimi a Gluzińską, niemniej nie można tego wykluczyć.
Listy wskazują, że Makuszyński zwrócił uwagę na Janinę u Aurelii Reymontowej, kiedy zorganizowała ona przyjęcie z okazji rocznicy śmierci swojego męża (w kolejne rocznice również upamiętniała go w taki sposób) - noblista zmarł 5 grudnia 1925 r., przyjęcie rocznicowe odbyło się zatem pod koniec roku 1926. Być może to właśnie podczas tego wieczoru Makuszyńskiego dosięgnęła strzała Amora. W ten sposób sam o tym wspominał: "Pośród tysiąca kobiet ujrzałem Ciebie [...] To już dość dawno. (To było u Lili, najlepszej siostry Pani i mojej)".
Władysław i Aurelia Reymontowie, b.d. AF/KM
Gluzińska poznała Reymontów w Zakopanem w willi Szałas, należącej do Brzozowskich, w 1918 r. (W kolejnym roku, w tak trudnym czasie dla jej całej rodziny Gluzińskich, tatrzańskie uzdrowisko stanowiło przystanek w drodze do ich osiedlenia się na stałe w stolicy). Janina była także częstym gościem w mieszkaniu autora Chłopów w siedzibie oficyny Gebethnera i Wolffa przy ul. Zgoda 12 w Warszawie, w dworku Reymontów w Kołaczkowie, ponadto spędzili razem sześć tygodni w Nicei i sześć tygodni w Paryżu w 1925 r. Ojciec Gluzińskiej leczył noblistę (obok lekarza prowadzącego - Zdzisława Ambrożego Michalskiego) w ostatnich latach jego życia.
Początek znajomości Reymontów z Kornelem Makuszyńskim datuje się natomiast najpóźniej na rok 1904, o czym wspominał Stefan Krzywoszewski49. Pierwszy zachowany list Reymonta do Emilii i Kornela Makuszyńskich pochodzi z 1910 r. Opublikowana korespondencja50 świadczy o przyjaznych stosunkach, jakie zawiązały się między małżeństwami.
Święta Bożego Narodzenia 1926 r. Makuszyński postanowił spędzić - zresztą nie pierwszy raz - w zimowej stolicy Polski. Informowała o tym prasa, a tamtejsze spotkanie z nim uwieczniła w swoich wspomnieniach Monika Żeromska, córka autora Przedwiośnia:
Był Kornel Makuszyński, owdowiały po śmierci pani Emci [...]. Utarło się, że Kornel Makuszyński całe dnie spędzał nie z dorosłymi, a z nami. Wieczorem tylko, kiedy myśmy szli spać, on siadał do brydża w palarni. Zabawy, a właściwie figle z nim, były dość ostre. Kiedy, na przykład, jego buty narciarskie stały po oczyszczeniu przed jego drzwiami, a wiadomo było, że on ich zaraz nie włoży, bo była odwilż, wkładałyśmy mu z Marysią [Skoczylasówną] do tych butów dwa jabłka nadgniłe. Kiedy po kilku dniach wsadzał nogi do butów, można sobie wyobrazić, w jaką obrzydliwość wdeptywał. On nam za to pod prześcieradła naszych łóżek wkładał najrozmaitsze rzeczy: szczotkę, nasiąknięty wodą ręcznik albo wyciętego z papieru pająka. My zapychałyśmy mu dziurkę od klucza w jego pokoju skórką od mandarynki i z ukrycia przyglądałyśmy się, jak się męczy, nie mogąc drzwi otworzyć. On zasadzał się na nas w naszych pokojach w szafie, ubrany w prześcieradło, i wylatywał na którąś z nas o zmierzchu z okrutnym wyciem. [...]
Kiedy miał wyjechać do Warszawy, a nam było smutno rozstawać się z nim, namówiłyśmy pewną młodą panienkę, aby swoim wyrobionym pismem wysmażyła, podyktowany w części przez nas, list miłosny, pełen smutku i namiętności, w którym nieznana wielbicielka błagała go o pozostanie w Zakopanem. Makuszyński został, ale dla nas był stracony, bo najpierw szukał, a potem, zdaje się, znalazł nawet tę tajemniczą nieznajomą51.
Ową tajemniczą nieznajomą ze wspomnień Żeromskiej musiała być Janina Gluzińska, spędzająca czas okołoświąteczny prawdopodobnie w tym samym zakopiańskim pensjonacie - Sanato. Z tegoż okresu, a dokładniej z 28 grudnia 1926 r., pochodziła dedykacja, którą pisarz ułożył dla "Pani Ślicznej" i wpisał do egzemplarza Pieśni o Ojczyźnie52.
Kornel Makuszyński z Moniką Żeromską i Marysią Skoczylasówną. Zakopane, lata dwudzieste XX w. AR/KM
Świadectwami ich początkowej znajomości są również zachowane listy, pisane nie przez Makuszyńskiego humorystę, ale wrażliwego poetę, któremu nie oparło się serce Janiny Gluzińskiej. Początkowo zakochani mieli do dyspozycji jedynie papier i pióro oraz ukradkowe spotkania u Aurelii Reymontowej. Ponieważ pisarz oficjalnie był jeszcze w żałobie po śmierci żony, nie wypadało mu okazywać względów kolejnej kobiecie. Uczucie rozwijało się jednak szybko i nie udało się utrzymać go w tajemnicy. W jednym z listów Kornela do Janiny znajduje się wzmianka: "[...] powiedziałaś mi u Lili o rozmaitych psotach ludzkich w stosunku do nas".
Zofia Gluzińska - portret wykonany przez artystę malarza Józefa Chlebusa, 1938 r. NAC
Profesor Antoni Gluziński, 1928 r. Fot. Marian Fuks. AF/KM
2 lutego 1927 r. pisarz przezornie wystosował list tym razem do matki swojej ukochanej, Zofii Gluzińskiej, w którym pisał:
[...] z wielką trwogą stoję na uboczu i pokornie patrzę w oczy losu. Dlatego nic ani Pani, ani Pan Profesor nie wiedzą o mnie. Niech Pani raczy mi przebaczyć tę tajemnicę, smutną tajemnicę, co się w promienistą radość ma zamienić. To tylko nie jest tajemnicą, że się pannie Jance należy, o, jak słusznie się należy, wielkie szczęście, a Jej szczęście będzie stokrotnym szczęściem Matki i Ojca. Toteż, jeśli się zdarzy kiedyś, kiedyś później, że stanie przed Najdroższą Panią człowiek pokorny i bardzo skromny, i bardzo przez życie znękany, lecz pełen wiary i radosnej ufności dla nieszczęśliwych, jeśli stanie i poprosi o odrobinę dobroci, niech Pani Najdroższa znajdzie ją w słodkim sercu matczynym.
Na szczęście dla Makuszyńskiego przyszli teściowie zaakceptowali go bez zastrzeżeń. Także w tym czasie na nowo pojawiły się u niego wena i chęć pisania, w prasie znów drukowano jego zabawne felietony, a on sam powrócił do życia towarzyskiego. Obecność pisarza na zakopiańskich salonach odnotowywały gazety: "U Karpowicza [...] co sobotę odbywają się dla wybranych zabawy towarzyskie, których największą ozdobą bywał w ubiegłych tygodniach Kornel Makuszyński, skupiający, jak zwykle, śmietankę towarzyską dokoła siebie"53. To był również czas, kiedy w równie słynnej, jak Przełęcz Karpowicza, kawiarni Franciszka Trzaski zawieszono pierwszą karykaturę stworzoną przez Zdzisława Czermańskiego, przedstawiającą - nie kogo innego, jak autora Bezgrzesznych lat.
Janina i Kornel Makuszyńscy w dniu ślubu w otoczeniu rodziny Gluzińskich. Na zdjęciu od lewej - siedzą: Antoni Gluziński z wnukiem Przemysławem, Barbara Gluzińska, Kornel Makuszyński, Janina Makuszyńska, Zofia Gluzińska; stoją: Zdzisław Szczepański[?], Kazimierz Gluziński[?], Tadeusz Gluziński. Zakopane, 31 VIII 1927 r. AF/KM
"Nie masz pojęcia, złota kreaturo, jak się za Tobą stęskniłem"
Wraz z upływem czasu relacje Makuszyńskiego nie tylko z Janiną, lecz także z całą rodziną Gluzińskich zaczęły się zacieśniać. Z listów wynika, że pisarz był częstym gościem w ich domu przy ul. Flory w Warszawie, grywał z przyszłą teściową w brydża, a podczas miesięcy wakacyjnych 1927 r. Gluzińscy razem z Makuszyńskim wyjechali do Krynicy.
Kiedy nadszedł odpowiedni czas, Kornel Makuszyński i Janina Gluzińska wzięli ślub. Ceremonia odbyła się 31 sierpnia 1927 r. w Parafii Najświętszej Rodziny w Zakopanem. Ślubu udzielił im ks. Jan Tobolak, świadkami natomiast byli Franciszek Kosiński (zakopiański przedsiębiorca i działacz społeczny, przyjaciel Kornela) i Zdzisław Szczepański (szwagier Janiny). Najpierw małżonkowie zamieszkali w Warszawie, przy al. Róż 14, a po śmierci Antoniego Gluzińskiego - ojca Janiny - przeprowadzili się do mieszkania przy ul. Grottgera, gdzie przy tej samej ulicy zamieszkali matka Janiny i brat Tadeusz z rodziną. Ostatnim stałym miejscem zamieszkania Makuszyńskich stała się willa Opolanka w Zakopanem.
Odpis aktu małżeństwa zawartego 31 VIII 1927 r. w Zakopanem przez Kornela Makuszyńskiego i Janinę Gluzińską. Zakopane, 7 IX 1940 r. SP/KM
Od dnia ślubu Kornel i Janina starali się przebywać zawsze razem. Kiedy sytuacja wymuszała na nich rozdzielenie się - słali do siebie listy.
Ogłoszenie prasowe dotyczące ślubu Kornela Makuszyńskiego z Janiną Gluzińską wraz z gratulacjami dla małżonków("Świat" 1927, nr 37). BCKUL
Dni małżeńskiej rozłąki zdarzały się wtedy, kiedy Makuszyńska przygotowywała się do koncertów (często transmitowanych przez radio), a jej mąż wybierał się w podróż - zazwyczaj do Zakopanego - lub na urlop dla poratowania zdrowia. Wówczas korespondencja stawała się przeglądem bieżących wydarzeń z miejsca, w którym przebywał pisarz, a niemal każda karta jego listów była okraszona słowami wyrażającymi tęsknotę za żoną.
Kornel Makuszyński zawsze obracał się wśród szerokiego grona znajomych. Był duszą towarzystwa, znanym dowcipnisiem, a przy tym zapalonym karciarzem. W prasie żartowano sobie nawet, że Makuszyński pisze swoje książki tylko wtedy, kiedy brakuje czwartego do brydża54. Otaczała go plejada znanych osób ze świata malarstwa, muzyki, literatury, teatru, a także polityków i społeczników. Miał to do siebie, że potrafił porozumieć się z ludźmi niezależnie od ich światopoglądu, orientacji politycznej czy pochodzenia. Był znajomym lidera chadecji Wojciecha Korfantego czy związanych z ruchem narodowym Stanisława Strońskiego i Adolfa Nowaczyńskiego, a jego szwagrem był Tadeusz Gluziński - jeden z naczelnych ideologów Obozu Narodowo-Radykalnego. Z drugiej strony Makuszyński darzył sympatią (i z wzajemnością) osoby związane z lewą stroną sceny politycznej, przyjaźnił się z wieloma byłymi legionistami, z osobistym adiutantem marsz. Piłsudskiego Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim, ze Skamandrytami czy z osobami pochodzenia żydowskiego55. Antoni Słonimski napisał: "Nie sposób było nie lubić Kornela ani wejść z nim w konflikty. Był bezgranicznie pogodny i ustępliwy"56.
W listach do żony nie brakuje wieści z życia prywatnego znajomych osób, relacji ze spotkań, zasłyszanych rozmów, a informacje te mogą dopełnić biografie wspomnianych postaci. Dla przykładu można podać wzmianki dotyczące małżeńskich perypetii i echa dziennikarskiej zjadliwości Adolfa Nowaczyńskiego. Ada - jak nazywali go znajomi - był w gorącej wodzie kąpany i ta cecha charakteru rzutowała na wszystkie aspekty jego życia. Notki biograficzne tego pisarza i znanego z antysemickich poglądów publicysty można odnaleźć w leksykonach czy encyklopediach, ale są to jedynie suche informacje, ujęte pomiędzy datą urodzenia i śmierci. Artykuły prasowe, a zwłaszcza listy dodają tej postaci kolorytu, a biografia nabiera rumieńców.
Drobniejszych plotek - choćby o życiu rozrywkowym i romansowym Aurelii Reymontowej po śmierci męża noblisty - w listach autora Szatana z siódmej klasy57 do żony można znaleźć sporo. Dotyczyły one osób im obojgu znanych: kto z kim będzie stawał na ślubnym kobiercu, kto przyjechał, z kim grał w karty, kto zmarł, komu pożyczył pieniądze itd. Niektóre fragmenty przypominają kronikę towarzyską, a inne wręcz policyjną.
Podczas rozstania z żoną korespondencja najwyraźniej zastępowała Makuszyńskiemu codzienne rozmowy. Stąd też nie dziwią listy pisane dzień po dniu, liczące nawet po kilka stron, zapełnione barwnymi postaciami i historiami.
"Zakopane bawi się, zgoła obłąkanie"
Makuszyński miał kilka miejsc, z którymi los związał go na dłużej, ale to Zakopane stało się jego przystanią. Początkowo było to szorstkie uczucie, które jednak z czasem przerodziło się w miłość z wzajemnością. Przez publikowanie Listów z Zakopanego58 pisarz miał niemały wkład we wzrost popularności tego kurortu w dwudziestoleciu międzywojennym. To tutaj, dość późno, bo w wieku czterdziestu sześciu lat, rozpoczął swoją przygodę z jazdą na nartach: "Gdyby kobieta upadła tyle razy w życiu, ile razy ja dziś leżałem w śniegu, miałaby opinię ohydnie zaszarganą". Wybitnym narciarzem może nie został, ale ta forma aktywności sprawiała mu radość. Brał również czynny udział w wielu inicjatywach społecznych na Podhalu. Pisał żonie m.in.: o otwarciu stadionów na Równi Krupowej, o przygotowaniu tekstu do publikacji, której sprzedaż miała finansowo wspomóc budowę sanatorium Odrodzenie, o spotkaniach z burmistrzem Leopoldem Winnickim czy z zasłużonym społecznikiem Marianem Jamonttem, o otwarciu Klubu Zakopiańskiego w lokalu Franciszka Trzaski, o problemach z budową mauzoleum Jana Kasprowicza na Harendzie, o zamiarach budowy pomnika hrabiego Władysława Zamoyskiego, a także o swoim pomyśle, jak wspomóc działalność charytatywną w stolicy Podhala: "Zadowolony [...] jestem niepomiernie, że przeforsowałem w gminie mój projekt dobrowolnych datków na instytucje filantropijne przy meldunku".
W Zakopanem chętnie, jak zawsze, bywał w restauracjach - oczywiście przede wszystkim we wspomnianych legendarnych lokalach Karpowicza i Trzaski, ponadto na rautach i koncertach. Znalazło to swój oddźwięk nie tylko w listach - gdziekolwiek się pojawił, spotykał się z życzliwym przyjęciem i wyrazami sympatii: "[...] jakiś generał (!) zaintonował: "Niech żyje nam!". Ludzie ryczeli pół godziny, orkiestra grała tusz59 jak szalona, jakaś baba rzuciła mi się na szyję, jakiś bęcwał rozpłakał się i klękał przede mną, że mu uratowałem dziecko". Zakopiańska prasa także informowała o popularności pisarza, dla przykładu tak opisywano karnawał 1930 r.: "U Karpowicza zabawy ogniskują się głównie na południowych dancingach, na których schodzi się cały najwytworniejszy świat sportowy, literacki i artystyczny, z ukochanym przez wszystkich Makuszyńskim na czele"60.
Przyjęcie w ogrodzie letnim lokalu Karpowicza w Zakopanem, I połowa XX w. BN - Polona
Kronikę towarzyską pisarz uzupełniał wzmiankami o życiu codziennym i o różnych wydarzeniach ważnych dla lokalnej społeczności. Z jego listów można się zatem dowiedzieć np. o pracach instalacyjnych we wrześniu 1928 r.: "Zakopane jest całe zryte, bo zakładają telefony z kablem podziemnym" czy o pożarze willi Łada: "Ruiny Łady i zgliszcza straszne czynią wrażenie. Pożar wybuchł podczas kolacji i nikt nie miał czasu porwać nawet futra".
Nie ulega wątpliwości, że Makuszyński pokochał Zakopane, a ono odwdzięczyło mu się z nawiązką. 6 marca 1931 r. pisarz otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta, 18 grudnia tego samego roku został członkiem honorowym Związku Górali. Dla Towarzystwa Sportowego Wisła Zakopane Makuszyński ufundował puchar przechodni swego imienia na zawody sekcji narciarskiej, a ich zwycięzcy otrzymywali książki jego autorstwa z autografami. Docenili za to pisarza działacze towarzystwa i najpierw nadali mu tytuł członka honorowego, a następnie prezesa honorowego sekcji narciarskiej Wisły.
Dyplom nadania Kornelowi Makuszyńskiemu godności obywatela honorowego miasta Zakopanego, 1931 r. SP/KM
Zimą 1928 r. Makuszyński dał wyraz temu, jak bardzo jest urokiem Zakopanego, składając Janinie następujący raport ze swojego pobytu:
Nie masz, najcudowniejsza Janeczko, pojęcia, jak jest cudnie. 8 st. mrozu, słońce szalejące, okiść61 na drzewach półmetrowej grubości, a śnieg taki, że na Antałówce wpadłem wczoraj po pas. Widziałem śliczne dnie w Zakopanem, ale czegoś podobnego nie widziałem jeszcze. To jest bajka i poemat, i cudo. Przy tym ani wietrzyka, tylko stężałe srebro, ciężkie i bogate. Płaczę, że nie mamy tu chałupy.
Marzenie się spełniło, w 1934 r. Makuszyńscy kupili w Zakopanem mieszkanie. Tam też czuli się dobrze, tam nawiązali przyjaźnie, z ceprów stali się góralami.
Wnętrze mieszkania Makuszyńskich przy al. Róż w Warszawie, około 1929 r. Fot. Jan Malarski. AF/KM
""Kronikę Polski i świata" tym jedynie można uzupełnić..."
Relacje z wydarzeń codziennego życia, domowe nowinki i towarzyskie plotki w listach Makuszyńskiego ukazane są często na tle wydarzeń politycznych i społecznych czy spostrzeżeń obyczajowych.
W czerwcu 1931 r. Janina wyjechała razem ze swoją matką do Poznania. Zofia Gluzińska przeszła tam operację (wykonaną przez dr. Antoniego Jurasza), a córka pielęgnowała chorą. Makuszyński pisał do żony listy jeden za drugim, niemal codziennie. W korespondencji z tego czasu znalazło się sporo informacji, które z czasem nabrały wymiaru historycznego.
Odczyt wiceministra skarbu Stefana Starzyńskiego na temat kryzysu gospodarczego podczas posiedzenia klubu parlamentarnego BBWR w sejmie, 22 VI 1931 r. NAC
Kryzys gospodarczy, jaki wybuchł w Stanach Zjednoczonych pod koniec 1929 r., miał swoje reperkusje także w krajach europejskich. W Polsce również zaobserwowano pierwsze symptomy recesji w różnych gałęziach przemysłu i w rolnictwie. W roku 1931 zanotowano największy spadek produkcji przemysłowej w całym dwudziestoleciu międzywojennym. Skutki społeczne tych zjawisk były bolesne: gwałtownie wzrosło bezrobocie, upadały małe przedsiębiorstwa, obniżano płace, kryzys dotknął niemalże wszystkich obywateli.
Informacje o tej trudnej sytuacji dość często pojawiały się w listach pisarza: "Dziś stanęły wszystkie tramwaje z powodu groźnego strajku. Dolar nagle podskoczył w górę, a frank szwajcarski mocno spadł. Jakaś w tej dziedzinie zrobiła się awantura" lub "Nędza zaczyna być przeraźliwa, a dzisiejszy piorun z jasnego nieba, obcinający urzędnikom 20 proc. dodatku stołecznego, pogrążył Warszawę w prawdziwej rozpaczy". Wielki kryzys dotkliwie uderzył w rynek mieszkaniowy, który wówczas zdecydowanie przestał być pewnym miejscem lokowania gotówki: "Wskutek wiadomych awantur finansowych cena mieszkań jest straszliwie niska. Tysiące ogłoszeń - żadnego zapotrzebowania".
Ludzie mieli mniej pieniędzy, z pracą było krucho, a to wymusiło znaczne ograniczenie wydatków w budżetach domowych - po pierwsze zaczęto oszczędzać na życiu kulturalnym, na które mało kogo było stać: "W Narodowym dziennie od 300-400 zł. Opera tyleż. Rozpacz"; "Opera będzie zamknięta wedle dzisiejszych wiadomości. Wczoraj na drugim przedstawieniu w Letnim zastanawiano się, czy grać, czy tym kilku oszalałym osobom oddać pieniądze". W innym liście Makuszyński ironicznie dodawał: "W teatrach bardzo się poprawiło, gdyż wczoraj w Narodowym było o trzynaście złotych więcej niż zwykle". Sam zmagał się z tym, że uzyskanie zapłaty czy tym bardziej otrzymanie z góry honorarium za publikację było wówczas nieosiągalne, nawet dla tak znanego pisarza jak on: "O wydaniu czegokolwiek za pieniądze nie ma mowy. Wezmą, ale bez gwarancji zapłacenia"; "Radio nie zgłasza się, bo nie ma pieniędzy". 20 czerwca 1931 r. napisał: "Amerykany projektują moratorium kilkuletnie dla długów europejskich. Jeśli się to sprawdzi i istotnie dokona, będzie można odetchnąć na lat kilka. Daj to Boże. Mizeria jest fenomenalna". Niestety, pierwsze symptomy poprawy w gospodarce odnotowano dopiero w połowie 1933 r.
Wizyta wdowy po prezydencie Stanów Zjednoczonych Edith Wilson w Poznaniu. Na zdjęciu: prezydent RP Ignacy Mościcki (5. z prawej, oznaczony krzyżykiem), Edith Wilson (po lewej od prezydenta), oznaczeni cyframi: 1. prymas Polski ks. kard. August Hlond, 2. wojewoda poznański Roger Raczyński, 3. ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce John Willys, 4. szef Protokołu Dyplomatycznego MSZ Karol Romer, 5. adiutant przyboczny prezydenta kpt. Zygmunt Gużewski, 6. N.N. 4 VII 1931 r. NAC
Także w tym czasie dzielił się z żoną wzmiankami o planowanym przyjeździe byłego premiera Ignacego Jana Paderewskiego do ojczyzny, którą opuścił on w 1920 r. Gry tego wybitnego Polaka i mistrza fortepianu Makuszyński pierwszy raz miał okazję wysłuchać w 1902 r. podczas jego recitalu we Lwowie, o czym wiele lat później napisał w szkicu wspomnieniowym zatytułowanym Koncert Paderewskiego (o którym również wspominał w liście do Janiny). Makuszyński odpowiadał też za dział teatralny dziennika "Rzeczpospolita", którego Stanisław Stroński był redaktorem, Paderewski zaś założycielem i fundatorem (posiadał również 60 proc. jego akcji).
Paderewski miał się pojawić w Polsce w lipcu 1931 r. w związku z odsłonięciem ufundowanego przez siebie pomnika prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrowa Wilsona w Poznaniu. Był to wyraz wdzięczności za poparcie, jakiego Wilson udzielił narodowi polskiemu 8 stycznia 1918 r. w swoim orędziu do Kongresu Stanów Zjednoczonych (tzw. czternaście punktów). Częścią przedstawionego w tym przemówieniu programu pokojowego był postulat odbudowy niezawisłego państwa polskiego. Wpływ na to miał zresztą sam Paderewski, który przebywał wówczas za oceanem jako delegat Komitetu Narodowego Polskiego z Paryża.
Makuszyński - kojarzony z ruchem narodowym - w ironiczny sposób odnosząc się do krytyki wobec męża stanu, jednego z ojców niepodległości, w liście z 18 czerwca 1931 r. zanotował: "Chodzą pogłoski, że Paderewskiemu zaproponują prezydenctwo Rady Ministrów. Nie wydaje mi się to prawdą. [...] Głupia narodowa demokracja już zieje na Padera i do skóry mu się dobrać gotowa, że chce robić narodową zgodę. Teraz oni będą pisać z kolei o "grajku amerykańskim"".
Odsłonięcie pomnika odbyło się 4 lipca, z udziałem Edith Wilson - wdowy po prezydencie - oraz Ignacego Mościckiego - prezydenta RP. Paderewskiego jednak w Poznaniu zabrakło, ponieważ czuwał przy ciężko chorej żonie. O stale pogarszającym się stanie zdrowia Heleny Paderewskiej informowała prasa, Makuszyński zaś wspomniał w jednym ze swoich listów: "Paderewski może przyjedzie do Poznania na dwa dni, a z całą pewnością nie przyjedzie do Warszawy. Ona [tj. żona] już go nie poznaje, tak jest chora". Monument, autorstwa Johna Gutzona de la Mothe Borgluma (twórcy rzeźb na zboczu Mount Rushmore w USA), został zniszczony przez Niemców podczas II wojny światowej.
Deklaracja założycielska Obozu Narodowo-Radykalnego. Warszawa, 14 IV 1934 r. BN - Polona
Bez znajomości wydarzeń historycznych i biografii członków rodziny Makuszyńskiego nie do końca zrozumiałe mogą się okazać słowa zarówno uspokajania, jak i troski, które pojawiały się w jego listach na początku lipca 1934 r.: "Wytłumacz, na Boga! Staruszce, że nic strasznego Tadeuszkowi się nie dzieje". Dwa dni później już w nieco innym tonie napisał: "Niespokojny jestem, nie mając wiadomości o Tadziu". Natomiast 7 lipca cały list był poświęcony temu, by podtrzymać żonę na duchu: "Nie mogę patrzeć, jak się marnujesz i, prawdę powiedziawszy, bez pożytku dla nikogo, a z całkowitą tragedią dla Siebie". Sprawa Tadeusza Gluzińskiego - brata Janiny - w czerwcu i lipcu 1934 r. wyglądała dość poważnie. Należał on do sygnatariuszy deklaracji ideowej z 14 kwietnia tegoż roku, która była dokumentem założycielskim Obozu Narodowo-Radykalnego. Dwa miesiące później rząd zdecydował o zaprzestaniu wydawania "Sztafety" - dziennika narodowców. Oficjalnie zamknięto jedynie drukarnię, w której pismo powstawało, ale żadna inna nie chciała przyjąć zlecenia jego drukowania. Władze ONR na czele z formalnym przywódcą ugrupowania - Janem Mosdorfem - usiłowały interweniować w tej sprawie u ministra spraw wewnętrznych Bolesława Pierackiego, jednakże bezskutecznie. Następnego dnia Pieracki został zamordowany przez nieznanego sprawcę. Dopiero później okazało się, że za zbrodnią stali ukraińscy nacjonaliści. Nocą z 15 na 16 czerwca nastąpiły masowe aresztowania działaczy ONR, w tym Tadeusza Gluzińskiego. W sumie zatrzymano ok. 600 osób, które oskarżono o zlecenie zabójstwa ministra i osadzono w więzieniu śledczym w Warszawie (w tzw. Centralniaku, przy ul. Daniłowiczowskiej 7). Po interwencji - nie wiadomo czyjej - Gluziński w ostatniej chwili uniknął wywiezienia do nowo utworzonego miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej i 6 lipca 1934 r. został uwolniony. Szwagrowi Makuszyńskiego się udało, ale wielu jego kolegów z ONR, a także innych przeciwników sanacji zostało uwięzionych w miejscu określanym przez niektórych historyków mianem obozu koncentracyjnego.
"...a z Tobą będę kończył książkę"
Jeśli uznać, że podczas małżeństwa z Emilią z Bażeńskich Makuszyński stał się szeroko znanym i cenionym pisarzem, to po ślubie z drugą żoną jego popularność wręcz eksplodowała. Pod względem twórczości ten czas stał pod znakiem prosperity, a Janina Makuszyńska wspominała:
Nauczył się pracować nocą, szukając ciszy, i dopiero ja się temu sprzeciwiłam. Za mojego "panowania" pisywał zawsze po południu, od mniej więcej 3-8 wieczorem. Pisał zawsze zwykłym piórem, twierdząc, że zamaczanie pióra w atramencie powstrzymywało zbyt wielką łatwość pisania i miał większą kontrolę nad słowem.
Nigdy nie robił notatek, zawsze dwa do trzech miesięcy układał pomysł w głowie, a gdy zasiadł do pisania, manuskrypty jego miały bardzo mało poprawek. Samo napisanie książki trwało znów dwa do trzech miesięcy62.
Sporo książek, które wyszły spod pióra Makuszyńskiego, nie przetrwało próby czasu. Te, które pisał za "panowania" Janiny, weszły do kanonu literatury dla dzieci i młodzieży, a co więcej - nadal są wznawiane i obecne w księgarniach. Pisarz umiał wyczuwać trendy literackie - tworzył zgodnie z zapotrzebowaniem czytelników w danym czasie, w czym na pewno pomagały mu rady jego stałego wydawcy Jana Stanisława Gebethnera. Kto jak kto, ale wieloletni szef jednego z większych wydawnictw z tradycjami w Polsce, miał intuicję, na co warto postawić:
Pewnego dnia podczas bytności w księgarni powiedział, że już mu brak tematów do dalszych książek. Podsunąłem mu wtedy myśl, ażeby coś napisał o Gdyni. Był to bowiem okres, kiedy rozbudowywano port i interesowano się specjalnie tym tematem, a zagadnienie morza było bardzo aktualne. Makuszyński od razu tę myśl pochwycił, tym bardziej, że widział w tym zachęcenie młodzieży do zainteresowania się naszą marynarką. Zasiadł do pisania i w niedługim czasie przyniósł nam rękopis książki Wielka brama63. Podobnie, już dużo później, zwróciłem mu uwagę, iż na ogół pisze tylko dla chłopców, natomiast brak książek dla panienek. Tę myśl pochwycił również i powstała książka Panna z mokrą głową64.
Gebethner nie tylko miał rozeznanie dotyczące zainteresowań czytelników, ale był także zdolnym przedsiębiorcą, zabiegającym skutecznie o swój zysk: wpadł na pomysł, aby książki, które doskonale nadawałyby się na prezent pod choinkę, wydawać na przełomie listopada i grudnia, postdatując je na następny rok - co wywoływało złudzenie ich nowości na rynku księgarskim w kolejnych miesiącach. Co więcej, zawsze dbał o podniesienie atrakcyjności takich publikacji dzięki ilustracjom czołowych polskich rysowników: Konstantego Sopoćki, Jana Marcina Szancera, Kamila Mackiewicza i innych.
Księgarnia wydawnictwa Gebethner i Wolff przy ul. Krakowskie Przedmieście. Warszawa, maj 1933 r. NAC
Makuszyński rozpoczął od romansu z baśniowością. W grudniu 1928 r. jako propozycja prezentu gwiazdowego pojawiła się jego książka o tym, jak miłość matki wpłynęła na krnąbrnych, żądnych przygód i bogactwa bliźniaków Jacka i Placka, którzy ukradli księżyc65. Dwa lata później ukazała się opowieść o wędrówce nieustraszonego chłopca, który w towarzystwie diabła Piszczałki, w imię uczucia do przybranego ojca, okazał się gotów na najwyższe poświęcenie66.
Nie porzucił przy tym Makuszyński pisania dla dorosłych odbiorców - w latach trzydziestych ta część jego pracy przybrała formę dwóch tomów z felietonami67 oraz powieści Człowiek znaleziony w nocy68 - o młodym pisarzu, który późną porą spotkał tajemniczego nieznajomego, co odmieniło jego życie. Obecnie jest to książka raczej zapomniana, ale w roku swojej premiery (1932) cieszyła się wśród czytelników dużym wzięciem: "Człowiek znaleziony w nocy (wydanie II) Kornela Makuszyńskiego jest najpopularniejszą powieścią sezonu. Pierwsze wydanie tej powieści rozeszło się w 12 dni"69.
Wspomniana wyżej Wielka brama, jak i Skrzydlaty chłopiec70 czy Uśmiech Lwowa71 powstały po to, by ukazać młodym Polakom, z czego mogą być dumni, jak wygląda dorobek odrodzonej ojczyzny w duchu patriotyzmu. Piotr Korecki, lwowianin, główny bohater Wielkiej bramy, zaczytywał się w powieściach przygodowych, dotarł do nowo powstałego portu w Gdyni - "perły", którą "wprawiliśmy w miejsce diamentu"72, by rozpocząć pracę na morzu. Z kolei tytułowy bohater powieści Skrzydlaty chłopiec - Ignaś Olecki, sierota wzięty pod opiekę przez Alojzego Raczka, pragnął spełniać marzenia i zostać pilotem. Na marzenia te niewątpliwie wpłynęła sława lotników Stanisława Wigury i Franciszka Żwirki, którzy zginęli w swoim ostatnim locie w 1932 r. Uśmiech Lwowa natomiast stanowi hołd oddany przez Makuszyńskiemu miastu, które przyniosło mu rozgłos i było jego domem przez wiele lat.
Z myślą o chłopcach i z chłopcami w roli głównej powstały takie książki, jak Wyprawa pod psem73 - z opisem perypetii trzech "Z": Zdzisława, Zenobiego i Zbyszka, którzy w towarzystwie nieodłącznego kompana, psa Apasza, wyruszyli na pieszą wędrówkę z Warszawy do Krakowa, oraz Złamany miecz74 - o nastoletnim Adamie, który niespodziewanie dostał wiadomość, że odziedziczył majątek Głodowce. Kiedy okazało się, że jego rodzina, niczym Horeszkowie z Soplicami, od lat wiedzie spór z mieszkającymi w pobliżu Niemczewskimi, po swoim przybyciu młodzieniec postanowił ten spór zażegnać.
Chyba najsłynniejszą powieścią, która wyszła spod pióra Kornela Makuszyńskiego, jest Szatan z siódmej klasy. Sensacyjno-detektywistyczna historia Adasia Cisowskiego, będącego na tropie rozwiązania zagadki sięgającej epoki napoleońskiej, a związanej z majątkiem rodziny Gąsowskich z Bejgoły na Wileńszczyźnie, szturmem podbiła serca czytelników. Prasa donosiła: "Świetna sensacyjna powieść dla młodzieży, która osiągnęła z miejsca rekordowe powodzenie: w ciągu 17 dni nakład I wydania został rozchwytany"75.
Makuszyński nie zapomniał również o dziewczętach. Jego pierwszą powieścią pisaną dla młodych czytelniczek była wspomniana już Panna z mokrą głową76, która ukazała się w 1932 r. Trzpiotowata Irenka Borowska z nieodłącznym kompanem, psem Drabem, zaradnością i energią nie ustępowała chłopcom - bohaterom wcześniejszych książek Makuszyńskiego. W związku z trudną sytuacją, jaka zapanowała w jej rodzinie, musiała wziąć sprawy w swoje ręce, by wspomóc bliskich. Basię Bzowską, w książce zatytułowanej Awantura o Basię77, miłośniczki prozy Makuszyńskiego miały okazję poznać w grudniu 1936 r. Historia osieroconej rezolutnej dziewczynki, nad którą opiekę przejmują przypadkowi ludzie, od razu zdobyła uznanie nie tylko wśród panienek.
Reklama książeczki autorstwa Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza pt. Fiki Miki dalsze dzieje - kto to czyta, ten się śmieje ("Wiadomości Księgarskie" 1936, nr 3). BN - Polona
Z myślą o najmłodszych wraz z rysownikiem Marianem Walentynowiczem pisarz stworzył cztery części wierszowanych historyjek obrazkowych o perypetiach Koziołka Matołka, który szukał Pacanowa78, oraz trzy części analogicznej opowiastki o przygodach małpki Fiki-Miki i Murzynka Goga-Goga79. 8 września 1938 r. w edycji porannej "Kuriera Warszawskiego" pojawił się nowy dodatek dla dzieci, zatytułowany "Mój Kurierek". Na łamach tego periodyku tandem Makuszyński i Walentynowicz rozpoczęli publikację nowej historyjki obrazkowej - Przygody Stracha na wróble80. Co dwa tygodnie na pierwszej stronie dodatku czytelnicy odnajdywali kolejny epizod perypetii Stracha. Ostatni odcinek wydrukowano 1 czerwca 1939 r. Ponadto wspomniani autorzy wydali cykl czterech wierszowanych opowiastek przybliżających najmłodszym historię Polski - z tą myślą powstały: O wawelskim smoku81 i Wanda leży w naszej ziemi82.
Wręczenie dyplomów członków honorowych Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich. Na zdjęciu, od lewej: Wacław Sieroszewski, Jan Lorentowicz, Ferdynand Ossendowski i Kornel Makuszyński. Warszawa, 25 IV 1934 r. NAC
Bez wątpienia w dwudziestoleciu międzywojennym Makuszyński należał do czołówki polskich pisarzy, a jego książki cieszyły się ogromną popularnością. Nie tylko pisał powieści, historyjki dla dzieci i artykuły prasowe, lecz także występował w radiu, brał udział w wielu spotkaniach towarzyskich, literackich i charytatywnych, wernisażach, spotykał się ze swoimi czytelnikami, dostawał od nich mnóstwo listów i na nie odpisywał. Był pożądanym towarzyszem w wielu kręgach: "Brydżysta, który nigdy nie grał z Makuszyńskim, nie zaznał prawdziwej rozkoszy brydża. Że Makuszyński gra świetnie, o tym wszyscy wiedzą, ale jak miła jest jego gra, może ocenić tylko partner, a najbardziej partnerka"83. Zimowa stolica Polski zaś tylko wyczekiwała na jego przyjazd: "Za niedługo [do Zakopanego - J.S.] przybędzie Kornel Makuszyński i już niczego nie braknie do najświetniejszych z zim"84.
Sława i poważanie, jakimi pisarz się cieszył, doprowadziły to tego, że został uhonorowany w 1930 r. Krzyżem Komandorskim Orderu Korony Włoskiej, Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury w 1935 r., a trzy lata później Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 25 kwietnia 1934 r., obok Wacława Sieroszewskiego, Jana Lorentowicza i Ferdynanda Ossendowskiego, został członkiem honorowym Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich w Warszawie. Ponadto 2 czerwca 1937 r. przyjęto Makuszyńskiego w szeregi wpływowej organizacji, powołanej na wzór Akademii Francuskiej, czyli Polskiej Akademii Literatury, choć stało się to niejako w cieniu skandalu - zajął miejsce Wincentego Rzymowskiego, który złożył rezygnację z powodu oskarżeń o plagiat. Makuszyński należał również do PEN Clubu i do Związku Zawodowego Literatów Polskich.
"Po górach chodzą niemieckie patrole..."
Literacką i towarzyską dobrą passę Kornela Makuszyńskiego przerwał wybuch wojny we wrześniu 1939 r. Zekranizowane przygody Adasia - "Szatana" nie zdążyły wejść na srebrny ekran, nie ukazała się trzecia część historyjki obrazkowej zatytułowanej Za króla Piasta Polska wyrasta85, Szaleństwa panny Ewy86 nie znalazły się pod choinką jako prezent dla młodych czytelniczek. Druga wojna światowa doświadczyła pisarza i jego bliskich w bardzo bolesny sposób.
W przeddzień kapitulacji Warszawy, 27 września, niemiecka bomba trafiła w kamienicę przy Grottgera, gdzie mieszkali Makuszyńscy. Pisarz ocalał, ponieważ podczas nalotu nie przebywał w gabinecie, tylko w dalszej części mieszkania. Wspomnienie z jego wizyty tuż po tym wydarzeniu zawarła w swoich dziennikach Zofia Nałkowska:
Opowiedział mi, jak bomba rozwaliła dwa piętra domu i zniszczyła mu całe mieszkanie, oszczędziwszy tylko mały przedpokoik, gdzie siedzieli oboje z żoną [...]. Teraz chodzi po podwórku i wybiera z gruzów swoje zniszczone dobro - makaty i dywany w strzępach, kawałki obrazów Matejki, stare edycje książek. [...] Widząc, że oglądam dom Makuszyńskiego na Grottgera, jakaś kobieta wychodząca stamtąd opowiada mi, że zginął tu jej brat, stojący wtedy w bramie, brat nieżonaty, jedyny opiekun obu starszych sióstr. Właśnie łóżko lecące z mieszkania Makuszyńskiego go zabiło87.
Niemiecka okupacja była dla pisarza dotkliwa nie tylko przez nieustanne zagrożenie, lecz również ze względu na chorobę, rozpoznaną u niego jeszcze na początku lat trzydziestych - cukrzycę. Wiązało się to z regularnym braniem insuliny, która po wybuchu wojny była niemal nie do zdobycia. Z odsieczą przybyła siostrzenica Makuszyńskiego z mężem farmaceutą. Starali się oni pomóc w tej sytuacji, jak tylko mogli: czy to wysyłając choremu leki, czy jedzenie, dzieląc się wszystkim, co mieli.
Pomimo trudów okupacyjnej rzeczywistości Makuszyński starał się pisać, o czym świadczą ocalałe rękopisy. W środowisku krążyła wieść, że pewnego dnia żandarm niemiecki na oczach pisarza zniszczył zeszyty z jego nowymi powieściami, ale te plotki dementowała Janina Makuszyńska, uściślając, że wiele rękopisów męża uległo zniszczeniu podczas powstania warszawskiego88. Tuż po wybuchu powstania Makuszyńscy na miarę swoich możliwości udzielali wsparcia okolicznym mieszkańcom. Elżbieta Waśniewska (rocznik 1930), Polka żydowskiego pochodzenia, sierota, tak przywoływała z pamięci ten dramatyczny czas na warszawskim Mokotowie:
Teraz: jesteśmy u tych zakonnic [na ul. Belwederskiej - J.S.], jest nas niewiele i zakonnice zastanawiają się, co zrobić. Boją się nas u siebie zatrzymać. Ja się dostaję do domu, w którym mieszkał Kornel Makuszyński, na ul. Grottgera.
Kornel Makuszyński miał zapasów żywnościowych na kilka miesięcy. Zawiązuje się tam komitet; on wydaje zapasy. Gotują tam zupy i wszyscy dostają jedzenie. Mieszkamy tam jakiś czas, nie jestem w stanie teraz ustalić, jak długo.
W którymś momencie przyjeżdża mnóstwo Niemców i wypędzają wszystkich Polaków z tych domów na Grottgera, ponieważ oni tam chcą założyć kolonię niemiecką. Więc wypędzają... Makuszyńscy wychodzą z Warszawy [...]89.
Exodus mieszkańców stolicy zmusił również Makuszyńskich do tułaczki. Włodzimierz Wnuk we wspomnieniu o pisarzu podał przybliżony przebieg tamtych wydarzeń:
Wyrzucony stąd [z mieszkania na Grottgera - J.S.] przez Niemców, przedostał się 13 sierpnia 1944 roku na Czerniaków, a stamtąd, wysiedlony wraz z tysiącami innych warszawiaków, dotarł 3 września do obozu w Pruszkowie, skąd z kolei zawędrował na wieś pod Opoczno. Wyrzucony i stąd przez okupanta, przedostał się do Krakowa, skąd wreszcie przybył 5 listopada 1944 roku do Zakopanego. Po krótkiej gościnie w domu Karpowicza zamieszkali państwo Makuszyńscy z powrotem w Opolance, u dr. Knosały90.
Od końca 1944 r. Zakopane stało się dla Makuszyńskich domem, a sam pisarz - wręcz atrakcją turystyczną tego kurortu (na równi z niedźwiedziem, z którym można sobie zrobić zdjęcie na deptaku). Tak pisano w prasie w 1947 r.: "Zresztą, Zakopane zaprasza całą Polskę. Ja zaś gwarantuję szał słońca przez cały rok, nowe ziemniaczki u Jędrusia, wielką bezczelność księżyca, zdrowie na 100 lat, autentycznego Makuszyńskiego na Krupówkach"91. Często można go było spotkać przy grze w karty, w kawiarni, w bibliotece czy na spacerze z psem Alusiem. Od czasu do czasu występował publicznie - zabierając głos z okazji kolejnych rocznic śmierci Jana Kasprowicza na Harendzie, kibicując na zawodach o puchar swojego imienia czy użyczając swojego pióra w celach charytatywnych. Po wojnie ciężar utrzymania domu Makuszyńskich przejęła żona pisarza, która podjęła pracę jako nauczycielka śpiewu w Miejskiej Szkole Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Zakopanem.
W powojennej rzeczywistości trudno było Makuszyńskiemu się odnaleźć. Jego książki nie wpisywały się w nurt socrealistyczny, wręcz przeciwnie - w dobrym świetle ukazywały czasy II Rzeczypospolitej, co stało w sprzeczności z nastawieniem nowych władz. Pojawiały się wznowienia niektórych powieści Makuszyńskiego, jak dla przykładu Szatan z siódmej klasy, ale po interwencji cenzorów z Mysiej, o czym wspominał m.in. Jan Gebethner:
W najbliższym czasie wypuścimy do sprzedaży 3 twoje książki: Awantura o Basię, Szatana i List [z tamtego świata - J.S.]92. Przedrukowując Szatana, musieliśmy go przenieść z Wilna do Pułtuska oraz stonować pewne akcenty żydowskie w Liście. Przeprowadziliśmy tę zmianę, nie porozumiewając się z Tobą, gdyż czas naglił, by książkę wydrukować przed Gwiazdką93.
Ingerencje cenzury musiały spowodować zniechęcenie Makuszyńskiego i osłabić jego zapał do pracy twórczej. Ludwik Hieronim Morstin kilka lat po śmierci kolegi po piórze wspominał:
[...] nieraz namawiałem [Kornela], by pisał swoje wspomnienia o pisarzach Młodej Polski, o Zapolskiej, Kasprowiczu, Reymoncie, Weyssenhoffie i innych. Znał ich wszystkich. "Nie - odpowiadał - ani słowa więcej nie napiszę, ani litery ode mnie nie usłyszą!". Kto? "Ci, co tam wydają książki i redagują pisma"94.
Presja ideologiczna zelżała dopiero po śmierci Stalina i odwilży w 1956 r., ale tego Makuszyński już nie doczekał.
"Jeden tylko był karmelek: to najdroższy nasz Kornelek!"
Cała rodzina Gluzińskich była znana i poważana, kojarzona głównie z medycyną - wywodziło się z niej wielu lekarzy. Antoni Gluziński był jednym z najwybitniejszych lekarzy internistów w Polsce (do dziś jest uznawany za ojca polskiej gastrologii), pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Lwowskiego, kierował klinikami chorób wewnętrznych we Lwowie i w Warszawie. Razem z żoną Zofią mieli sześcioro dzieci: Tadeusza i Kazimierza - prawników, Marię i Janinę - uzdolnione i wykształcone muzycznie, Lecha - lekarza, zamordowanego podczas obrony Lwowa, oraz Władysława, który zmarł w wieku sześciu lat.
Chyba marzeniem każdego zięcia jest mieć takie relacje z teściami, a już zwłaszcza z teściową, jakie miał Makuszyński z Gluzińskimi. O ile pisarz niemalże nie utrzymywał kontaktu z rodziną ze swojej strony (tylko raz w listach do żony pojawia się wzmianka o tym, że chciał posłać swojej matce pieniądze, a zażyłość łączyła go przede wszystkim z siostrzenicą Haliną Zabierzewską), o tyle stosunki z teściami - nie ulega wątpliwości - miał znakomite. Zachowana korespondencja poświadcza, że do września 1939 r. także pozostałych członków rodu Gluzińskich łączyły ze sobą - a poprzez Janinę i z Makuszyńskim - bardzo bliskie więzy, często się spotykali i spędzali ze sobą czas.
Teść pisarza, Antoni Gluziński, odszedł jeszcze przed wojną, 10 kwietnia 1935 r. Czas wojny i okupacji przyniósł w rodzinie dramatyczne spustoszenie. 7 lutego 1940 r., po tragicznych przeżyciach i tułaczce, zmarł w Budapeszcie szwagier Makuszyńskiego, wspomniany brat Janiny - Tadeusz, w tym samym roku w obozie koncentracyjnym Auschwitz zginął Leszek Szczepański - siostrzeniec Janiny, syn Zdzisława i Marii z domu Gluzińskiej. 15 kwietnia 1943 r. odeszła matka Janiny, Zofia Gluzińska - co musiało być olbrzymim przeżyciem dla obojga Makuszyńskich. W tym samym roku, 6 listopada, w drodze od pacjenta zmarł Zdzisław Szczepański, który mimo zaawansowanego wieku angażował się całym sercem w pracę w Szpitalu Wolskim w Warszawie. Niedługo po wojnie rodzina pożegnała siostrę Janiny - Marię Szczepańską (w styczniu 1950 r.), a potem Janinę Gluzińską (13 sierpnia 1952 r.), żonę Tadeusza - starszego z braci.
Od lewej: Kazimierz Gluziński[?], Barbara Gluzińska[?], Janina Makuszyńska, Zofia Gluzińska, Maciej Gluziński[?], Kornel Makuszyński. Lata trzydzieste XX w. AF/KM
"[...] przysięgam Ci największą przysięgą, że Cię będę kochał do śmierci"
Janina i Kornel Makuszyńscy jako małżeństwo spędzili razem niemalże dwadzieścia sześć lat. Ostatni wspólny czas, już po osiedleniu się w Zakopanem, naznaczony był piętnem choroby, cierpienia i niemocy. Stan Makuszyńskiego podczas okupacji wyraźnie się pogorszył, a powojenna rzeczywistość odebrała mu nadzieję. Janina Makuszyńska trwała przy mężu do końca. Tak ostatnie chwile pisarza wspominała jego siostrzenica:
Staję w nogach jego łóżka i mam przed oczyma śmiertelną walkę płuc chorego o oddech. Charczenie i bulgot, jakby gotującej się wody, wydobywa się z piersi chorego. Głowa opadnięta nisko na piersi a podtrzymywana rękoma cichej i skupionej Janki, uważnej i czujnej na każdy ruch chorego. Klękam i usiłuję się modlić, ale nie mogę. Szepcę tylko cichutko, raczej duszą niźli ustami: "Jezu, Mario, ratujcie!". Siostra telefonicznie zdaje sprawę z przebiegu walki lekarzowi, padają zalecenia - zastrzyki jeden po drugim - tętno już prawie niewyczuwalne - chory umiera widocznie. W pewnym momencie podnosi głowę wysoko, kładzie ją na poduszki, otwiera swoje prawe oko, wpatruje się przez chwileczkę w twarz Janki nachyloną nad nim i szepce cichutko: "Dziękuję". Jeszcze parę głębszych oddechów i ciało bezwładnie opada - serce bić przestaje. Kornel Makuszyński żyć przestaje na ziemi, a dusza odchodzi w lepsze światy...
Z tą chwilą wyzwala się rozpacz Janki z oków czujności i napiętej uwagi w walce ze śmiercią. Wymowa tej rozpaczy jest wstrząsająca...95
Ostatni, najdotkliwszy cios - przegrana walka z chorobą jej "lekkiego wariata", jej "najdroższego Kornelka" - spadł na Janinę 31 lipca 1953 r.
Jako wdowa postawiła za cel sobie pielęgnowanie pamięci po zmarłym. Uporządkowała domowe archiwum, a w 1965 r. otworzyła swój dom zwiedzającym. Po jej śmierci 27 lipca 1972 r. willa Opolanka wraz z archiwum, księgozbiorem oraz całym wyposażeniem przeszła na własność Muzeum Tatrzańskiego. Dzięki pieczy, jaką Janina Makuszyńska otoczyła pamiątki po mężu, dzisiaj - choćby przez niniejszą edycję listów, ale także przez wizytę w Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem - można zbliżyć się do pisarza "ze słońcem w herbie".
Janina i Kornel Makuszyńscy, b.d. AF/KM
Przypisy
Wprowadzenie
1 W księgach metrykalnych pojawiają się dwa różne imiona: Julia oraz Łucja/Lucia Makuszyńska z Ogonowskich.
2 L. Staff, W kręgu literackich przyjaźni. Listy, oprac. J. Czachowska, I. Maciejewska, Warszawa 1966, s. 474.
3 Zob. M. Treter, Śp. Emilia z Bażeńskich Kornelowa Makuszyńska, "Warszawianka", 16 VI 1926, s. 4.
4 Np. Stanisław Wasylewski, nieprzychylny Makuszyńskiemu, pisał: "Nie zaznał jednak młody żonkoś słodyczy tzw. ogniska domowego, bo pani Ema, nadychawszy się powietrza młodopolskiego, postanowiła się wyżywać w żywiole restauracyjno-kawiarnianym. Nie zdarzyło się, by w domu wieczór spędzili. Pani Ema, poza tym bez zarzutu, musiała bez ustanku knajpować i gazować" (S. Wasylewski, Czterdzieści lat powodzenia. Przebieg mojego życia, Wrocław 1959, s. 139).
5 J. Weyssenhoff, Dwory w Mińszczyźnie. Boguszówka (na Podolu), "Świat" 1931, nr 34, s. 2.
6 M. Hemar, J. Lechoń, A. Słonimski, J. Tuwim, Szopki 1922-1931 Pikadora i Cyrulika Warszawskiego, oprac. T. Januszewski, Warszawa 2013, s. 45. Mowa kolejno o: Kazimierzu Duninie-Markiewiczu, Stanisławie (lub Józefie) Czajkowskim, Janie Kasprowiczu, Stanisławie Ostrowskim, Stanisławie Mackiewiczu, Adolfie Nowaczyńskim, Mieczysławie Niklewiczu, Włodzimierzu Perzyńskim, Janie Gebethnerze, Ludwiku Fiszerze, Brunonie Winawerze, Abe Gutnajerze, Mieczysławie Grydzewskim, Emilu Breiterze oraz NZL - czyli Narodowym Zjednoczeniu Ludowym i NZR - czyli Narodowym Związku Robotniczym.
7 K. Makuszyński, Piosenki żołnierskie, Warszawa 1919.
8 Tak Makuszyński napisał o początkach swojej kariery pisarskiej: "W klasie czwartej byłem już poetą [...]. Tego roku, kiedy miałem lat czternaście, zostałem po raz pierwszy w życiu wydrukowany. [...] napisałem wiersz na cześć Sienkiewicza i ten oto ten wiersz (oj!) został przyjęty i wydrukowany na pierwszej stronie pisma "Polonia", wydawanego dla młodzieży szkolnej przez prof. T[adeusza] Piniego i Fr[anciszka] Krczeka. Mam ten wiersz do dziś w oczach, szczególnie podpis, który błyska, jakby był wybity diamentami: "Kornel Makuszyński, uczeń IV klasy gimnazjalnej". Wiersza już nie pamiętam i nie znam go. Były w nim i "łany" i "kurhany", i "hetmany", i "blizna", i "Ojczyzna". Głupi wiersz, z całą pewnością głupi, ale napisany całym sercem, z patosem, ze wzruszeniem, z czym kto chce. Ja byłem zadowolony" (K. Makuszyński, Mój pierwszy wiersz, "Warszawianka", 10 XII 1924, s. 4-5; rozszerzona i nieco zmodyfikowana wersja tego tekstu znajduje się w powieści autobiograficznej Bezgrzeszne lata, Warszawa 1925, s. 45-62). Makuszyńskiego zawodziła pamięć bądź też poddał wspomnienie lekkiemu retuszowi. W kolejnych latach badacze na skutek omyłki przypisali pisarzowi autorstwo innego wiersza - zwiedzeni może jego wzmianką o druku na stronie pierwszej, a nie jak w rzeczywistości - na stronie ósmej. Zob. "Polonia" 1901, z. 1, s. 8.
9 Idem, Połów gwiazd, Warszawa 1908.
10 Idem, Narodziny serca, Lwów - Warszawa [1918].
11 Radosny człowiek o ponurej kwestii. Kornel Makuszyński o sobie i o losach literatury, "Kurier Czerwony", 26 I 1926, s. 2.
12 K. Makuszyński, Szewc Kopytko i kaczor Kwak, il. W. Witwicki, Lwów 1912.
13 Idem, Bardzo dziwne bajki, il. M. Wisznicki, Kijów 1916.
14 Idem, Moje zabawki, il. I. Pokrzywnicka, Warszawa [1923].
15 Idem, Wesoły zwierzyniec, il. K. Grus, Warszawa [1923].
16 Idem, Rzeczy wesołe, Lwów 1909.
17 Idem, Piąte przez dziesiąte, Warszawa [1925].
18 Literatura i sztuka, "Warszawianka", 20 II 1925, s. 5.
19 Zob. SP/KM/1, Dyplom nadania odznaki Krzyża Oficerskiego Kawalerów Orderu Odrodzenia Polski Kornelowi Makuszyńskiemu.
20 Wyróżnienie polskiego poety i nowelisty, "Świat" 1926, nr 19, s. 11.
21 Kronika polityczna, "Kurier Poznański", 28 VI 1923, s. 3.
22 W opracowaniach dotyczących biografii Makuszyńskiego jako przyczyna śmierci Emilii jest podawana gruźlica. Trudno stwierdzić, skąd piszący uzyskali taką informację. Gruźlica jest chorobą przewlekłą, tymczasem w większości notatek prasowych podkreślano, że choroba żony pisarza była nagła i krótka. W "Kurierze Warszawskim" natomiast doprecyzowano: "Kilkudniowa, ale niewypowiedzianie okrutna choroba meningitis przecięła życie śp. Emilii Kornelowej Makuszyńskiej, pogrążając w bólu męża i najbliższą rodzinę [...]" (Śp. Emilia z Bażeńskich Makuszyńska, "Kurier Warszawski", 15 VI 1926, s. 8).
23 "Bo Ty jesteś moje Fatum". Listy Stanisławy Wysockiej do Emila Zegadłowicza 1924-1935, wstęp, oprac. tekstu i przypisy M. Wójcik, Kielce 2008, s. 185.
24 K. Makuszyński, Po zgonie śp. Emilii Makuszyńskiej, "Warszawianka", 20 VI 1926, s. 5. Identyczne podziękowanie ukazało się także w innym stołecznym dzienniku: idem, Nabożeństwo żałobne za duszę śp. Emilii z Bażeńskich Kornelowej Makuszyńskiej, "Kurier Warszawski", 20 VI 1926, s. 17.
25 Np. Zofia Nałkowska w dzienniku pod datą 6 XII 1926 r. zapisała: "spotykam [...] Makuszyńskiego, który wiele w tej chwili znosi utrapień z powodu nieoczekiwanie otrzymanej nagrody państwowej. Jego dowcip pozostawia mię smutną, a jego patriotyczna łezka jest dla mnie nie do wytrzymania" (Z. Nałkowska, Dzienniki, t. 3: 1918-1929, oprac., wstęp i komentarz H. Kirchner, Warszawa 1980, s. 222).
26 Podsumowanie recenzji z prasy, zob. A. Breza, Pieśń o Ojczyźnie w krytyce, "Rzeczpospolita", 30 VI 1924, s. 6.
27 A. Grzymała-Siedlecki, Narodowy poemat Makuszyńskiego, "Rzeczpospolita", 16 IV 1924, s. 5.
28 Robron - balowa suknia dworska o konstrukcji kloszowej, popularna w XVIII-wiecznej Polsce.
29 Alikant - hiszpańskie czerwone wino.
30 J. Wittlin, O szczerości w poezji, "Wiadomości Literackie" 1924, nr 24, s. 4.
31 Egzamin dojrzałości, "Kurier Lwowski", 26 VI 1913, s. 4.
32 Cytaty za: AR/KM/131, cz. 1, Koncerty Janiny Gluzińskiej, k. 3.
33 "Panna J. Gluzińska w głównej roli Lory okazała się przewyborną, pełną zrozumienia artystką dramatyczną" (Obchody styczniowe, "Kurier Lwowski", 30 I 1917, s. 4).
34 A. Plohn, Wieczór pieśni francuskich, "Chwila", 22 V 1921, s. 3.
35 "Pieśni te pochodzą ze zbioru p. Małgorzaty Beclard-d'Harcourt, która odbywszy dwukrotnie podróż po Ekwadorze, Peru i Boliwii, wyłowiła tam zbiór najcharakterystyczniejszych pieśni Indian. [...] Słowo wstępne pt. Pieśni z dalekich krajów wypowie przed audycją p. Kornel Makuszyński, tłumacz tekstów pieśni indiańskich" (Pieśni indyjskie. Słowo wstępne Kornela Makuszyńskiego, "Głos Poranny", 17 XII 1931, s. 8).
36 A. Wieniawski, Z muzyki, "Rzeczpospolita", 12 II 1927, s. 5.
37 Zastępca, Z życia muzycznego. Koncert Stow[arzyszenia] Miłośn[ików] Muzyki - recital śpiewaczy p. Gluzińskiej-Makuszyńskiej, "Rzeczpospolita", 6 XII 1929, s. 4.
38 CAW, Kartoteka personalno-odznaczeniowa, Janina Makuszyńska, 4 XI 1933 r.
39 Zob. F.S. Krysiak, Z dni grozy we Lwowie (od 1-22 listopada 1918 r.). Kartki z pamiętnika. Świadectwa - dowody - dokumenty. Pogrom żydowski we Lwowie w świetle prawdy, Kraków 1919.
41 Niekiedy w źródłach pojawia się pod innymi imionami: Leszek lub Lesław.
42 W czasie studiów był prezesem Czytelni Akademickiej, włączył się także w działalność konspiracyjną: należał do Związku Młodzieży Polskiej Zet oraz do Polskiej Organizacji Wojskowej, sympatyzował z endecją.
43 W sprawie podporucznika Lecha Gluzińskiego, "Nowa Reforma", 14 VI 1919, s. 2.
44 Żałobne wawrzyny, "Gazeta Lwowska", 25 VI 1919, s. 4.
45 T. Gluziński, Sprawa ukraińska, Warszawa 1936.
46 T. Jodełka-Burzecki, Z dziejów przyjaźni Reymonta z Makuszyńskimi, "Przegląd Humanistyczny" 1975, nr 12, s. 99.
47 W.S. Reymont, Dziennik nieciągły. 1887-1924, oprac. B. Utkowska, Kraków 2009, s. 289.
48 Ibidem, s. 291. Może Gluzińska wyjechała po znajomą, by towarzyszyć jej w drodze, i dlatego nie była obecna na kolacji.
49 S. Krzywoszewski, Wiosna - młodością, młodość - wiosną życia [w:] Księga pamiątkowa ku czci Leopolda Staffa. 1878-1948, oprac. J. Gomulicki, J. Tuwim, Warszawa 1949, s. 301-302.
50 T. Jodełka-Burzecki, Z dziejów przyjaźni..., s. 89-104; W.S. Reymont, Korespondencja 1890-1925, oprac. i wstęp. B. Koc, Warszawa 2002, s. 102-105, 330-340.
51 M. Żeromska, Wspomnienia, wyd. 3, Warszawa 1996, s. 105-106. Pamięć zawiodła Monikę Żeromską - połączyła wspomnienia z dwóch kolejnych okresów świątecznych, ponieważ cytowany fragment rozpoczęła od tego, że było to pierwsze Boże Narodzenie po śmierci jej ojca, który zmarł 20 XI 1925 r. Z tego też okresu zachowały się zdjęcia Makuszyńskiego z Żeromską i Skoczylasówną. W roku 1925 Emilia Makuszyńska jeszcze żyła, dopiero kolejne święta były pierwszymi dla Kornela jako wdowca.
53 K. Kwaśniewski, Zakopane pod znakiem dancingu, "Kurier Poznański", 2 II 1927, s. 1-2.
54 Kto kiedy pisze?, "Prosto z Mostu" 1938, nr 13, s. 8.
55 Ambiwalentny stosunek Makuszyńskiego do osób żydowskiego pochodzenia trafnie opisał Mariusz Urbanek w rozdziale Żydki, żydy, żydzięta w książce swojego autorstwa Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce (Wołowiec 2017, s. 209-216).
56 A. Słonimski, Alfabet wspomnień, wyd. 2 uzup., Warszawa 1989, s. 136.
57 K. Makuszyński, Szatan z siódmej klasy, il. S. Bobiński, Warszawa 1937.
58 Makuszyński często pisywał do prasy korespondencje ze swoich wizyt w zimowej stolicy Polski. Pierwsze ukazały się na łamach "Rzeczpospolitej" w 1921 r., następnie przedrukowywał je w tomach zbiorowych "listów".
59 Tusz - rodzaj fanfary wykonywanej przez orkiestrę (przy powitaniach, wiwatach, toastach).
60 Karnawał w Zakopanem, "Zakopane" 1930, nr 4, s. 6.
61 Okiść - zmarznięty śnieg znajdujący się na gałęziach drzew, przypominający z oddali kiście.
62 List Janiny Makuszyńskiej do Alicji Baczyńskiej, 25 VIII 1962 r., cyt. za: AR/KM/36, Alicja Baczyńska, "Kornel Makuszyński jako autor powieści przygodowej na podstawie Wyprawy pod psem i Szatana z siódmej klasy" [praca magisterska 1963], s. 121.
63 K. Makuszyński, Wielka brama, il. A. Rak, Lwów 1936.
64 J. Gebethner, Młodość wydawcy, posłowie S. Gebethner, wyd. 2, Wrocław 1989, s. 6. Panna z mokrą głową - zob. s. 39.
65 K. Makuszyński, O dwóch takich, co ukradli księżyc, il. K. Sopoćko, Warszawa 1928.
66 Idem, Przyjaciel wesołego diabła, il. K. Sopoćko, Warszawa 1930.
67 Idem, Śpiewający diabeł, Lwów 1934; idem, Kartki z kalendarza, Warszawa 1939.
68 Idem, Człowiek znaleziony w nocy, Warszawa 1932.
69 "Naokoło Świata" 1932, nr 94, s. II.
70 K. Makuszyński, Skrzydlaty chłopiec, il. M. Bylina, Warszawa 1934.
71 Idem, Uśmiech Lwowa, Warszawa 1934.
72 Idem, Wielka brama..., s. 32.
73 Idem, Wyprawa pod psem, il. K. Sopoćko, Warszawa 1936.
74 Idem, Złamany miecz, il. S. Bobiński, Warszawa 1937.
75 Nowości gwiazdkowe Gebethnera i Wolffa. Gwiazdka z Kornelem Makuszyńskim, "Prosto z Mostu" 1937, nr 57-58, s. 15.
76 K. Makuszyński, Panna z mokrą głową, il. S. Norblin, Warszawa 1933.
77 Idem, Awantura o Basię, il. K. Sopoćko, Warszawa 1936.
78 K. Makuszyński, M. Walentynowicz, 120 przygód Koziołka Matołka, Warszawa 1933; eidem, Druga księga przygód Koziołka Matołka, Warszawa 1933; eidem, Trzecia księga przygód Koziołka Matołka, Warszawa 1934; eidem, Czwarta księga przygód Koziołka Matołka, Warszawa 1934. Opowiadania o perypetiach Koziołka Matołka nadal cieszą się popularnością wśród najmłodszych i dały asumpt do powołania do istnienia Centrum Bajki w Pacanowie w 2003 r. z okazji 70. rocznicy "urodzin" słynnego koziołka.
79 K. Makuszyński, M. Walentynowicz, Awantury i wybryki małej małpki Fiki Miki, Warszawa [1935]; eidem, Fiki Miki dalsze dzieje - kto to czyta, ten się śmieje, Warszawa [1936]; eidem, Na nic płacze, na nic krzyki, koniec przygód Fiki Miki, Warszawa [1936].
80 Eidem, Przygody Stracha na wróble, "Mój Kurierek" 1938, nr. 1-9; 1939, nr. 10 [właśc. 1] - 11 (w nr. 5 z 1939 r. - il. M. Wajchtówny).
81 Eidem, Nowe bajki tego roku. O wawelskim smoku, Warszawa [1937].
82 Eidem, Wanda leży w naszej ziemi, Warszawa 1938.
83 Z panteonu brydżystów, "Tygodnik Ilustrowany" 1933, nr 43, s. 861.
84 R. Malczewski, Sezon jak smok, "Ilustrowany Kurier Codzienny", 5 I 1934, s. 2.
85 Książka została ogłoszona drukiem przez Wydawnictwo Literackie dopiero w latach osiemdziesiątych XX w., z inicjatywy Jerzego Darowskiego, ówczesnego kustosza Muzeum Kornela Makuszyńskiego. Zob. K. Makuszyński, Za króla Piasta Polska wyrasta, il. A. Darowski, Kraków 1985.
86 Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego kilka lat po śmierci pisarza. Zob. K. Makuszyński, Szaleństwa panny Ewy, Kraków 1957.
87 Z. Nałkowska, Dzienniki czasu wojny, wstęp, oprac. i przypisy H. Kirchner, Warszawa 1972, s. 86.
88 Zob. list Janiny Makuszyńskiej do Alicji Baczyńskiej z 2 XI 1962 r. przedrukowany w pracy magisterskiej adresatki: "Żaden żandarm nie zniszczył rękopisów K.M. Była to bardzo przykra rozmowa między wysokim [rangą - J.S.] oficerem niemieckim a K.M., gdy po zbombardowaniu naszego mieszkania w 1939 r. wydobywaliśmy z piwnicy resztki poszarpanej (3000 tomów) biblioteki. W powstaniu zginęło pięć przygotowywanych do druku książek złożonych z nowel i felietonów. Dwa rękopisy: Szaleństwa panny Ewy (pisana w 1940 r.) i List z tamtego świata (pisany w 1943 r.) wyniosłam na plecach, gdy nas wyrzucano z mieszkania w czasie powstania" (AR/KM/36, Alicja Baczyńska, "Kornel Makuszyński jako autor powieści przygodowej na podstawie Wyprawy pod psem i Szatana z siódmej klasy", s. 129).
89 Dzieci Holocaustu mówią..., vol. 3, oprac. K. Meloch, H. Szostkiewicz, Warszawa 2008, s. 73.
90 W. Wnuk, Pan Kornel i Zakopane [w:] idem, Ku Tatrom, Warszawa 1970, s. 166.
91 T. Staich, Bezczelność księżyca, zdrowie na 100 lat i autentyczny Makuszyński na Krupówkach, "Robotnik", 27 VII 1947, s. 6.
92 K. Makuszyński, List z tamtego świata, il. J. Czerwiński, Warszawa 1946.
93 AR/KM/120, List Jana Gebethnera i Aleksandra Słapy do Kornela Makuszyńskiego, 21 XI 1946 r., k. 127.
94 AR/KM/34, List Ludwika Hieronima Morstina do Celiny Muszyńskiej, 10 III 1961 r., k. 157.
95 AR/KM/123, Dziennik Haliny Zabierzewskiej, k. 3 r., mps.