Cudowne kuracje doktora Popotama - Leopold Chauveau

Kup ebooka

37.00 zł
29.10 zł (29,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Oko sło­niątka

Byli so­bie raz wielki tata słoń, wielka mama sło­nica i trzy małe sło­niątka. Wielki tata słoń na­zy­wał się Tobi.

Wielka mama sło­nica na­zy­wała się Toba.

Trzy małe sło­niątka na­zy­wały się Tobo, Tobe i Tobu.

Pew­nego dnia tata słoń po­wie­dział:

- Ładna dziś po­goda! Kto chce się przejść?

- Ja! - krzyk­nęły na­raz trzy sło­niątka.

No i po­szli ra­zem z mamą sło­nicą.

Szli so­bie po­woli, ma­cha­jąc trą­bami, de­li­kat­nie sta­wia­jąc nogi, które ugi­nały się jak kiep­sko na­pom­po­wane opony.

Prze­cho­dzili przez płytką rzekę. Dzieci ba­wiły się, na­peł­nia­jąc swoje dłu­gie nosy wodą i po­le­wa­jąc się na­wza­jem.

Kiedy już byli na dru­gim brzegu, Tobo po­szedł za palmę. Po­zo­stali cze­kali, aż skoń­czy, aż tu na­gle spadł na nich grad ko­ko­sów.

Ko­kosy le­d­wie ich ła­sko­tały. Otarły się o uszy, lekko mu­snęły ogony.

Na­gle Tobu - naj­mniej­szy słoń - za­czął ry­czeć. Ko­kos tra­fił go w oko.

Z czubka palmy wrza­snęła małpa:

- Ha! Tra­fiony! A masz! Pro­sto w oko! Brzdęk!

Tobi za­trą­bił wście­kle, po­trzą­snął wiel­kimi uszami, aż za­kla­skały mu o głowę, zła­pał trąbą pień palmy i trząsł, i trząsł do­póty, do­póki małpa nie spa­dła.

Toba unio­sła trąbę, żeby zła­pać ją w lo­cie, ale nie zdo­łała. Małpa ucie­kła ga­lo­pem na czte­rech ła­pach i znik­nęła w le­sie.

- Wstrętna małpo! - krzyk­nął Tobe.

- Chodźmy szybko do dok­tora Po­po­tama - po­wie­dział Tobi.

Mar­kotna ro­dzina słoni ru­szyła w drogę. Tobu przy­kła­dał so­bie trąbą duży liść do oka.

Dok­tor oznaj­mił:

- Oko jest pęk­nięte. Na­prawdę pęk­nięte.

- A więc, dok­to­rze, nic się nie da zro­bić? - wes­tchnął Tobi.

- Ależ da się! Włożę mu oko szklane.

- Szklane oko jest bar­dzo ładne, ale prze­cież szkla­nym okiem się nie wi­dzi.

- Jak to się nie wi­dzi! Wi­dzi się le­piej niż przed­tem! Zwy­kły le­karz wło­żyłby mu zwy­kłe szklane oko, jak wy­pcha­nemu zwie­rzę­ciu. Bie­dak byłby jed­no­oki. Ale na szczę­ście tra­fi­li­ście do mnie. A ja skon­stru­owa­łem w Abi­sy­nii oko opa­ten­to­wane jako Po­po­ta­moko, któ­rego czę­ści wy­li­czy­łem z taką pre­cy­zją, że po­winno się nim wi­dzieć le­piej niż naj­lep­szym okiem zwy­czaj­nym. Wła­śnie otrzy­ma­łem kilka pró­bek. Pań­stwa syn bę­dzie pierw­szym zwie­rzę­ciem, które wy­pró­buje Po­po­ta­moko.

Dok­tor wziął miarę oczo­dołu Tobu, wy­brał od­po­wied­nie Po­po­ta­moko, wło­żył je na miej­sce i pu­ścił prąd elek­tryczny od czubka trąby do koń­cówki ogona sło­niątka. Tobu wy­krzyk­nął:

- Pa­nie Po­po­ta­mie! Wi­dzę pana! Pa­nie Po­po­ta­mie! Wi­dzę na­wet dwóch pa­nów Po­po­ta­mów!

- Do­brze - po­wie­dział dok­tor. - Jed­nego wi­dzisz swoim okiem, dru­giego moim. Da­łem tro­chę za dużo prądu.

Pu­ścił lekki prąd w prze­ciw­nym kie­runku, od koń­cówki ogona do czubka trąby, i za­py­tał:

- Ilu wi­dzisz te­raz pa­nów Po­po­ta­mów?

- Tylko jed­nego.

- Do­sko­nale! Skoń­czone.

Dok­tor wy­łą­czył prąd.

Tobu wi­dział le­piej swoim sztucz­nym okiem, czy to z bli­ska, czy z da­leka, niż inni człon­ko­wie ro­dziny swo­imi zwy­kłymi oczami.

Kiedy wra­cali do domu, Tobi po­wie­dział:

- A może by tak ze­psuć mu dru­gie oko?

- Nie wy­głu­piaj się! - za­pro­te­sto­wała Toba. - Za dru­gim ra­zem już by tak do­brze nie wy­szło.

Ro­dzina słoni idzie na spa­cer.

Sło­niątka ba­wią się w dro­dze przez rzekę.

Małpy rzu­cają ko­ko­sami w ma­łego Tobu. Tra­fiony w oko, za­czyna pła­kać.

Tata słoń trzę­sie palmą ko­ko­sową tak mocno, że małpa spada.Mama unosi trąbę, żeby zła­pać małpę. Nie udaje jej się i małpa ucieka do lasu.

Tata słoń pro­wa­dzi syna do słyn­nego dok­tora Po­po­tama.Dok­tor wy­mieni ma­łemu sło­niowi oko na sztuczne.Pa­cjent bę­dzie wi­dział le­piej niż wcze­śniej.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki